Category: Home

  • Niesamowite, kto oglądał z trybun popis Pajor. To jest hit!

    Niesamowite, kto oglądał z trybun popis Pajor. To jest hit!

    Niesamowite, kto oglądał z trybun popis Pajor. To jest hit!

    W niedzielę FC Barcelona zrobiła wyraźny krok w kierunku finału Ligi Mistrzyń, pokonując 4:1 Chelsea w pierwszym meczu półfinałowym. Sporym w tym udział miała Ewa Pajor, która otworzyła wynik spotkania. Dokonała tego na oczach gwiazd męskiej drużyny FC Barcelony. Oto kto zasiadł na trybunach stadionu imienia Johana Cruijffa.

     

    Ewa Pajor aż czterokrotnie w swojej karierze docierała do finału Ligi Mistrzyń. Jednak za każdym razem jej VfL Wolfsburg musiał uznać wyższość rywala – trzy razy francuskiego Olympique’u Lyon, a raz FC Barcelony, do której polska napastniczka przeniosła się latem ubiegłego roku.

    Niesamowite, kto oglądał Pajor z trybun

    Wygląda na to, że Pajor po raz piąty powalczy o to trofeum, albowiem wraz ze swoją drużyną w niedzielę poczyniła ogromny krok w kierunku finału. Polka już w 35. minucie pierwszego półfinałowego starcia z Chelsea trafiła do siatki, wykorzystując sytuację sam na sam po świetnym podaniu Alexii Putellas. Ostatecznie pierwszy mecz zakończył się efektownym zwycięstwem Barcy 4:1. Rewanż w Londynie odbędzie się w niedzielę 27 kwietnia o 15:00.

    Tego popołudnia w Barcelonie na trybunach stadionu imienia Johana Cruijffa zasiadło ponad 5700 widzów, w tym zawodnicy męskiej drużyny FC Barcelony – Lamine Yamal oraz Gavi, którzy oglądali popisy m.in. Ewy Pajor.

    https://x.com/FCBfemeni/status/1914010026357772493

    Właśnie po to, tu przyszła” – tak krótko kataloński “Sport” podsumował występ polskiej napastniczki przeciwko Chelsea. – Myślę, że wszystkie czujemy się bardzo dobrze z uwagi na pracę, jaką wykonałyśmy na boisku. Wiemy jednak, że drugie spotkanie jest jeszcze przed nami i będzie trudne. Musimy zrobić wszystko to, co zrobiłyśmy dziś. Intensywnie pracować i być w pełni skupione przez 90 minut oraz włożyć w to całe siły. Wiemy, jak dobry zespół ma Chelsea, więc będzie trzeba pozostać sobą. Ale dziś musimy po prostu świętować, bo wygrana w takim meczu to jest dla nas święto – mówiła po spotkaniu Pajor. 

     

  • Barcelona idzie po finał LM, Pajor zachwyca! To była deklasacja

    Barcelona idzie po finał LM, Pajor zachwyca! To była deklasacja

    Barcelona idzie po finał LM, Pajor zachwyca! To była deklasacja

    Ewa Pajor z być może najważniejszym golem w tym sezonie! Reprezentantka Polski trafiła do siatki w meczu 1/2 finału Ligi Mistrzyń UEFA przeciwko Chelsea, a FC Barcelona wygrała spotkanie 4:1. Katalonki są o krok od awansu do wielkiego finału.

     

    FC Barcelona walczy o triumf w Lidze Mistrzów. Jest już w półfinale, w którym zmierzy się z Interem Mediolan. Czy Wojciech Szczęsny i Robert Lewandowski (może nie zagrać z powodu kontuzji) zameldują się w finale? Odpowiedź na to pytanie poznamy na początku maja. Wcześniej, bowiem już za tydzień rozstrzygną się losy kobiecego zespołu Barcelony. W niedzielę Katalonki z Ewą Pajor w składzie rozegrały pierwszy półfinał Ligi Mistrzyń.

     

    Pajor bohaterką Barcelony. To była 35. minuta półfinału LM

     

    Już 24. raz w historii odbywa się Liga Mistrzyń UEFA. Kto 24 maja sięgnie po puchar w finale, który rozegrany zostanie na Estadio Jose Alvalade? Na placu boju pozostały cztery drużyny. W sobotę w pierwszym półfinale Arsenal przegrał z Olympique Lyon 1:2.

     

    W niedzielę doszło do hitowego starcia FC Barcelony z Chelsea. Obie drużyny w ćwierćfinałach pokazały swoją siłę. Katalonki pokonały w dwumeczu Wolfsburg aż 10:2. Zawodniczki z Londynu 6:1 zwyciężyły w dwumeczu Bayern Monachium.

    https://youtu.be/pO9PH-259tk?si=pLj2Vrg6mb02M0L6

    Na Johan Cruyff Stadium gospodynie od początku meczu starały się uzyskać przewagę. W 11. minucie sędzia główna meczu podyktowała rzut karny za zagranie piłki ręką przez Nathalie Bjorn. Do jedenastki podeszła Alexia Putellas, ale jej strzał obroniła Hannah Hampton.

     

    Przewaga Barcelony została udokumentowana w 35. minucie spotkania. Putellas zrehabilitowała się za zmarnowaną jedenastkę i idealnym, prostopadłym podaniem obsłużyła wychodzącą na czystą pozycję Ewę Pajor. Reprezentantka Polski stanęła oko w oko z Hampton i płaskim strzałem nie dała szans londyńskiej bramkarce.

     

    W drugiej odsłonie spotkania Claudia Pina dobiła Chelsea. Otrzymała idealne podanie i z bliska podwyższyła prowadzenie. To był jej ósmy gol w tym sezonie Ligi Mistrzyń. 23-latka prowadzi w tabeli najlepszych strzelczyń. Rewanżowe spotkanie odbędzie się 27 kwietnia na Stamford Bridge w Londynie. Gospodynie tego meczu nie będą bez szans, bowiem z Katalonii wyjechały z jednym powodem do radości. Kontakt w rywalizacji zapewnił gol strzelony przez Sandy Baltimore. O awans będzie jednak trudno. Bramki zdobyte przez Irene Paredes i kolejne trafienie Piny ustaliły wynik na 4:1.

     

    Warto pamiętać, że Katalonki w ostatnich dwóch sezonach okazywały się najlepszą drużyną, wygrywając Ligę Mistrzyń. W 2023 roku w finale pokonały Wolfsburg, a w ostatniej edycji pozostawiły w pokonanym polu Lyon.

    FC Barcelona 4:1 Chelsea (1:0)

    Gole: Ewa Pajor’ 35, Claudia Pina’ 70′ 90, Irene Paredes’ 82 – Sandy Baltimore’ 76

    Barcelona: Cata Coll (gk) – Paredes, Maria Leon (46′ Engen), Paralluelo (88′ Lopez), Hansen (66′ Pina), Putellas, Patri, Bonmati, Pajor, Battle, Brugts (82′ Rolfo)

    Chelsea: Hampton (gk) – Bronze, Bright, Bjorn (82′ Girma), Baltimore, Walsh, Cuthbert, Kaneryd, Kaptein (61′ Macario) Beever-Jones (61′ Reiten), Ramirez

    niewykorzystany rzut karny: Alexia Putellas’ 11 sędziowała: Katalin Kulcsa

     

  • Ewa Pajor jest niesamowita! Wszyscy widzieli, co zrobiła w półfinale Ligi Mistrzyń

    Ewa Pajor jest niesamowita! Wszyscy widzieli, co zrobiła w półfinale Ligi Mistrzyń

    Ewa Pajor jest niesamowita! Wszyscy widzieli, co zrobiła w półfinale Ligi Mistrzyń

    To była 35. minuta spotkania FC Barcelony z Chelsea, gdy Ewa Pajor idealnie wyszła na pozycję i wykorzystała podanie od Alexii Putellas i płaskim strzałem pokonała Hannah Hampton. Reprezentantka Polski walczy o awans do finału Ligi Mistrzyń. Spotkanie zakończyło się wygraną Barcelony 4:1.

     

    Czy ten sezon zakończy się podwójnym szczęściem dla kibiców FC Barcelony? W Katalonii mogą mieć nadzieję na dwa finały Ligi Mistrzów – męska drużyna czeka już na dwumecz z Interem Mediolan, a drużyna kobiet w niedzielę rozgrywała pierwszy półfinał Ligi Mistrzyń przeciwko Chelsea. W składzie znalazła się oczywiście Ewa Pajor.

    Pajor otworzyła wynik. Piękny gol w Lidze Mistrzyń

    Barcelona już w 11. minucie mogła objąć prowadzenie. Sędzia podyktowała rzut karny za zagranie ręką Nathalie Bjorn, ale Alexia Putellas przegrała pojedynek z Hannah Hampton. Co się odwlecze, to nie uciecze. Katalonki były stroną dominującą i swego dopięły po upływie 35 minut.

     

    Za zmarnowaną jedenastkę zrehabilitowała się Putellas i idealnym, prostopadłym podaniem obsłużyła Ewę Pajor. Polka wyszła na czystą pozycję i w sytuacji sam na sam płaskim strzałem pokonała Hampton. Barcelona walczy o trzeci z rzędu triumf w Lidze Mistrzyń. Pierwszy z Pajor w składzie, która do Katalonii trafiła w 2024 roku.

     

    Dla Pajor był to piąty gol w tym sezonie Ligi Mistrzyń. W drugiej połowie FC Barcelona dobiła rywalki. Do siatki trafiły Claudia Pina (dwukrotnie) i Irene Paredes. Trafienie Sandy Baltimore daje londyńskiej drużynie iluzoryczne nadzieje, że rewanż nie będzie formalnością.

     

    FC Barcelona ma szansę na trzeci z rzędu triumf w rozgrywkach Ligi Mistrzyń. W 2023 roku pokonywała w finale Wolfsburg, a rok później zwyciężyła Lyon. 

  • Barcelona idzie po finał LM, Pajor zachwyca! To była deklasacja

    Barcelona idzie po finał LM, Pajor zachwyca! To była deklasacja

    Barcelona idzie po finał LM, Pajor zachwyca! To była deklasacj

    Ewa Pajor z być może najważniejszym golem w tym sezonie! Reprezentantka Polski trafiła do siatki w meczu 1/2 finału Ligi Mistrzyń UEFA przeciwko Chelsea, a FC Barcelona wygrała spotkanie 4:1. Katalonki są o krok od awansu do wielkiego finału.

    FC Barcelona walczy o triumf w Lidze Mistrzów. Jest już w półfinale, w którym zmierzy się z Interem Mediolan. Czy Wojciech Szczęsny i Robert Lewandowski (może nie zagrać z powodu kontuzji) zameldują się w finale? Odpowiedź na to pytanie poznamy na początku maja. Wcześniej, bowiem już za tydzień rozstrzygną się losy kobiecego zespołu Barcelony. W niedzielę Katalonki z Ewą Pajor w składzie rozegrały pierwszy półfinał Ligi Mistrzyń.

    Pajor bohaterką Barcelony. To była 35. minuta półfinału LM
    Już 24. raz w historii odbywa się Liga Mistrzyń UEFA. Kto 24 maja sięgnie po puchar w finale, który rozegrany zostanie na Estadio Jose Alvalade? Na placu boju pozostały cztery drużyny. W sobotę w pierwszym półfinale Arsenal przegrał z Olympique Lyon 1:2.

    W niedzielę doszło do hitowego starcia FC Barcelony z Chelsea. Obie drużyny w ćwierćfinałach pokazały swoją siłę. Katalonki pokonały w dwumeczu Wolfsburg aż 10:2. Zawodniczki z Londynu 6:1 zwyciężyły w dwumeczu Bayern Monachium.

    Na Johan Cruyff Stadium gospodynie od początku meczu starały się uzyskać przewagę. W 11. minucie sędzia główna meczu podyktowała rzut karny za zagranie piłki ręką przez Nathalie Bjorn. Do jedenastki podeszła Alexia Putellas, ale jej strzał obroniła Hannah Hampton.

    Przewaga Barcelony została udokumentowana w 35. minucie spotkania. Putellas zrehabilitowała się za zmarnowaną jedenastkę i idealnym, prostopadłym podaniem obsłużyła wychodzącą na czystą pozycję Ewę Pajor. Reprezentantka Polski stanęła oko w oko z Hampton i płaskim strzałem nie dała szans londyńskiej bramkarce.

    W drugiej odsłonie spotkania Claudia Pina dobiła Chelsea. Otrzymała idealne podanie i z bliska podwyższyła prowadzenie. To był jej ósmy gol w tym sezonie Ligi Mistrzyń. 23-latka prowadzi w tabeli najlepszych strzelczyń. Rewanżowe spotkanie odbędzie się 27 kwietnia na Stamford Bridge w Londynie. Gospodynie tego meczu nie będą bez szans, bowiem z Katalonii wyjechały z jednym powodem do radości. Kontakt w rywalizacji zapewnił gol strzelony przez Sandy Baltimore. O awans będzie jednak trudno. Bramki zdobyte przez Irene Paredes i kolejne trafienie Piny ustaliły wynik na 4:1.

    Warto pamiętać, że Katalonki w ostatnich dwóch sezonach okazywały się najlepszą drużyną, wygrywając Ligę Mistrzyń. W 2023 roku w finale pokonały Wolfsburg, a w ostatniej edycji pozostawiły w pokonanym polu Lyon.

    FC Barcelona 4:1 Chelsea (1:0)
    Gole: Ewa Pajor’ 35, Claudia Pina’ 70′ 90, Irene Paredes’ 82 – Sandy Baltimore’ 76
    Barcelona: Cata Coll (gk) – Paredes, Maria Leon (46′ Engen), Paralluelo (88′ Lopez), Hansen (66′ Pina), Putellas, Patri, Bonmati, Pajor, Battle, Brugts (82′ Rolfo)
    Chelsea: Hampton (gk) – Bronze, Bright, Bjorn (82′ Girma), Baltimore, Walsh, Cuthbert, Kaneryd, Kaptein (61′ Macario) Beever-Jones (61′ Reiten), Ramirez
    niewykorzystany rzut karny: Alexia Putellas’ 11
    sędziowała: Katalin Kulcsa

  • Sabalenka w finale. Co z rankingiem? Fatalne wieści dla Świątek

    Sabalenka w finale. Co z rankingiem? Fatalne wieści dla Świątek

    Sabalenka w finale. Co z rankingiem? Fatalne wieści dla Świątek

    Aryna Sabalenka zameldowała się w finale turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. To oznacza jedno – jej przewaga nad Igą Świątek w światowym rankingu jeszcze wzrosła.

     

    Lada moment zapadną ostateczne rozstrzygnięcia w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. W niedzielę (20 kwietnia) odbywały się mecze półfinałowe. W jednym z nich Aryna Sabalenka zmierzyła się z Jasmine Paolini.

     

    W dwóch setach Białorusinka rozprawiła się z Włoszką (7:5, 6:4). Tym samym liderka rankingu WTA zameldowała się w finale turnieju. W nim przyjdzie jej zmierzyć się z Jeleną Ostapenko (pogromczynią Igi Świątek).

     

    Już teraz wiadomo, że po turnieju w Niemczech przewaga Sabalenki nad Świątek w światowym rankingu wzrośnie. Obecnie na koncie Białorusinki widnieje 10758 punktów. Polka ma z kolei 7383 “oczek”.

     

    Gdyby 26-letnia zawodniczka wygrała w finale, jej dorobek zwiększy się do 10933 punktów. Sytuacja Świątek jest zatem trudna – nie ma szans na to, by w najbliższych tygodniach wróciła na fotel liderki rankingu WTA.

     

    Zamiast tego 23-latka musi oglądać się za siebie. Trzecia Jessica Pegula dysponuje 6209 punktami i ma szanse na to, by po najbliższym turnieju w Madrycie (22 kwietnia – 4 maja) wyprzedzić Polkę.

  • Szybszy powrót? Sensacyjne wieści ws. Lewandowskiego

    Szybszy powrót? Sensacyjne wieści ws. Lewandowskiego

    Szybszy powrót? Sensacyjne wieści ws. Lewandowskiego

    Katalończycy liczą na to, że Robert Lewandowski pomoże im w drodze do wielkiego finału Ligi Mistrzów. Sytuacja ma wyklarować się w ciągu 10-14 dni.

    Robert Lewandowski doznał kontuzji podczas meczu z Celtą Vigo, co potwierdziła FC Barcelona. Uraz dotyczy mięśnia półścięgnistego w lewym udzie. Klub nie podał dokładnego czasu rekonwalescencji, ale media spekulują, że przerwa może potrwać nawet trzy tygodnie.

    Hansi Flick musi zmierzyć się ze sporym problemem. Lewandowski może opuścić kluczowe spotkania, w tym finał Pucharu Króla z Realem Madryt oraz półfinał Ligi Mistrzów z Interem Mediolan.

    Dziennikarz Toni Juanmarti podał na platformie X, że zarówno Barcelona, jak i otoczenie Lewandowskiego nie wykluczają jego występu w rewanżowym meczu z Interem. Decyzja o jego ewentualnym powrocie ma zapaść w ciągu najbliższych 10-14 dni. Istnieje szansa, że Polak znajdzie się w kadrze na spotkanie co najmniej w roli rezerwowego.

    Kwestia awansu do finału Ligi Mistrzów rozstrzygnie się 6 maja. Rewanżowe spotkanie Interu z Barceloną zostanie rozegrane na Giuseppe Meazza w Mediolanie.

    W Katalonii zapanował niepokój ze względu na uraz Lewandowskiego. “Blaugrana” potrzebuje swojego najskuteczniejszego gracza w kluczowej fazie sezonu.

  • Ostapenko poszła za ciosem. Pogromczyni Świątek ograła kolejną groźną rywalkę i ma finał

    Ostapenko poszła za ciosem. Pogromczyni Świątek ograła kolejną groźną rywalkę i ma finał

    Ostapenko poszła za ciosem. Pogromczyni Świątek ograła kolejną groźną rywalkę i ma fina

    Tegoroczna edycja turnieju WTA 500 w Stuttgarcie układa się nietypowo, bowiem po raz pierwszy od czterech lat w najlepszej “4” imprezy zabrakło Igi Świątek. W tym gronie znalazła się za to pogromczyni Polki – Jelena Ostapenko, która wczoraj po raz szósty rozprawiła się z naszą tenisistką. Dzisiaj Łotyszka walczyła o awans do decydującego starcia z Jekateriną Aleksandrową. Ostapenko nie spędziła na korcie zbyt dużo czasu. Po 89 minutach gry mogła się cieszyć ze zwycięstwa 6:4, 6:4 i awansu do finału.

    Zmagania w Stuttgarcie toczą się już bez obecności Igi Świątek. Polka bierze udział w imprezie Porsche Tennis Grand Prix od 2022 roku i dopiero pierwszy raz nie dotarła do najlepszej “4” turnieju. W sobotnim ćwierćfinale powstrzymała ją jej zmora – Jelena Ostapenko. Łotyszka pokonała naszą reprezentantkę 6:3, 3:6, 6:2 i poprawiła bilans bezpośrednich starć na 6-0. Raszynianka wciąż nie doczekała się przełamania z potyczkach z mistrzynią Roland Garros 2017.

    Dzisiaj 27-latka stanęła do walki o finał WTA 500 z Jekateriną Aleksandrową. Rosjanka rozgrywała do tej pory znakomite zawody. Na starcie pokonała Ludmiłę Samsonową, a potem ogrywała coraz to wyżej notowane przeciwniczki. Najpierw rozstawioną z “6” Mirrę Andriejewą, a następnie turniejową “3” – Jessicę Pegulę. Każde z tych spotkań wygrywała bez straty seta. Pierwszą partię ćwierćfinałowego starcia z Amerykanką zgarnęła rezultatem 6:0. Zapowiadała się zatem bardzo ciekawa rywalizacja o finał niemieckiej imprezy.

    WTA Stuttgart: Za nami półfinał Aleksandrowa – Ostapenko. Znamy pierwszą finalistkę

    Mecz rozpoczął się od serwisu Aleksandrowej. Ostapenko wystartowała z ogromnym animuszem, podobnie jak w meczu ze Świątek. Już na “dzień dobry” posłała kilka agresywnych returnów i wywalczyła sobie przełamanie. Po chwili Jekaterina odwdzięczyła się rywalce tym samym, chociaż zrobiła to w jeszcze bardziej efektowny sposób – nie tracąc ani jednego punktu. Na kolejnego breaka trzeba było poczekać do piątego rozdania. Wówczas Jelena wykorzystała drugą okazję i znów znalazła się na prowadzeniu.

    Rosjanka próbowała od razu odrobić stratę, miała jedną szansę. Wówczas Łotyszka posłała jednak asa i szybko zniwelowała zagrożenie. Po chwili wyszła na 4:2. Do końca partii nie obserwowaliśmy już żadnych przełamań. Aleksandrowa próbowała jeszcze podjąć walkę do samego końca, ale przy trzecim setbolu dla reprezentantki Łotwy, Jekaterina posłała return w korytarz deblowy. Ostatecznie premierowa odsłona zakończyła się wynikiem 6:4 dla Ostapenko.

    Tenisistka z Czelabińska w lepszym stylu zainaugurowała drugą partię, utrzymując swoje podanie do zera, ale potem oddała inicjatywę rywalce. Jelena zgarnęła trzy “oczka” z rzędu i przejęła kontrolę nad wydarzeniami. Niebezpiecznie z perspektywy 30-latki zrobiło się także w trakcie piątego rozdania, przy swoim serwisie, ale ostatecznie wróciła ze stanu 0-30 i przerwała świetną serię przeciwniczki. Po chwili Ostapenko dorzuciła czwartego gema i jeszcze bardziej zbliżyła się do wygranej.Łotyszka nie miała jednak łatwo. Aleksandrowa nie odpuszczała i podczas ósmego rozdania załapała się na grę przy serwisie Jeleny. Doprowadziła do stanu równowagi, miała nawet break pointa. Ostatecznie ten długi gem potoczył się jednak po myśli mistrzyni Roland Garros 2017. Do końca pojedynku obie tenisistki utrzymywały już swój serwis. Podczas dziesiątego rozdania Ostapenko wróciła ze stanu 15-30. 27-latka triumfowała 6:4, 6:4 po 89 minutach gry i zameldowała się w finale WTA 500 w Stuttgarcie, gdzie zagra z Aryną Sabalenką lub Jasmine Paolini.

  • Świątek zdradziła, co zrobi po porażce z Ostapenko. Podała konkretny powód

    Świątek zdradziła, co zrobi po porażce z Ostapenko. Podała konkretny powód

    Świątek zdradziła, co zrobi po porażce z Ostapenko. Podała konkretny powód

    Iga Świątek w swojej karierze wciąż nie pokonała Jeleny Ostapenko. Sytuacja nie zmieniła się nawet w Stuttgarcie, gdzie turniej rozgrywany jest na ukochanej nawierzchni Polki. Podopieczna Wima Fissette’a tegorocznych świąt wielkanocnych nie będzie wspominała więc zbyt miło. W niedzielę podzieliła się ona z kibicami planami na nadchodzące dni. Okazuje się, że niebawem wiceliderka WTA ponownie zagości w ojczyźnie. Dlaczego? Konkretny powód zdradziła przed kamerami Canal+.

     

    Zawodniczka urodzona w Warszawie jeszcze przynajmniej rok musi poczekać na trzecie Porsche do bogatej kolekcji wygranych w Stuttgarcie aut. Polka nie zaliczy do udanych swojego pierwszego turnieju na mączce w tym roku. O ile na dzień dobry pewnie rozprawiła się z dużo niżej notowaną Janą Fett, o tyle znów ścianą nie do przejścia okazała się Jelena Ostapenko. Bilans Łotyszki w starciach z Igą Świątek wynosi już 6:0.

     

    Przez moment wydawało się, że nasza rodaczka wreszcie odwróci złą kartę. Po pierwszym nieudanym secie wróciła do gry i szansa na triumf stanęła przed nią otworem. Starsza ze sportsmenek ponownie pokazała jednak wyższość. Kibice niestety tego samego dnia nie dowiedzieli się jak wyglądała konfrontacja z perspektywy raszynianki. Stacja Canal+ podzieliła się jednak z nimi wywiadem w niedzielę.

     

    “Nie wiem właściwie co się stało. Miałam jakby takie samo nastawienie. Szkoda po prostu, że nie zagrałam tak zdecydowanie. Do końca nie wiem, dlaczego tak się potoczyło. Pod koniec trzeciego seta żałuję tego błędu z returnu. Chciałam zagrać bekhend po linii. Może mogłam wybrać bardziej bezpieczniejsze rozwiązanie. Nie wiem, dlaczego właśnie zepsułam te trzy ostatnie forhendy, bo z głębi kortu czułam się dobrze przez cały mecz” – przyznała Iga Świątek na temat końcówki spotkania.

     

    Iga Świątek wraca do Polski. Ale tylko na moment, niemal od razu obierze kierunek na Madryt

     

    Paula Kania-Choduń poruszyła z nią także temat presji. “Już jestem na takim etapie, że nie ma właściwie miesięcy gdzie nie ma tej presji. Jestem skupiona na sobie. Ułożyłam sobie kilka rzeczy, tak ogólnie, jeśli chodzi o moje zaangażowanie oraz koncentrację. Zostawiam też różne pozakortowe rzeczy, którymi się zajmowałam. Mam nadzieję, że moje skupienie oraz to, co robimy na korcie treningowym przyniesie efekty na meczach” – ujawniła wiceliderka rankingu WTA.

     

    A na sam koniec zdradziła plany na najbliższe dni. “Muszę wrócić do Polski ze względu na prywatne sprawy. Później chyba we wtorek polecę do Madrytu. Ale tego jeszcze nie wiem” – zakończyła. Wspomniane zmagania w stolicy Hiszpanii startują na początku przyszłego tygodnia. Tekstowe relacje na żywo w Interia Sport.

     

  • Wrze wokół Szczęsnego! “Nie można tego uznać”

    Wrze wokół Szczęsnego! “Nie można tego uznać”

    Wrze wokół Szczęsnego! “Nie można tego uznać”

    Wojciech Szczęsny przepuścił trzy bramki w ligowym meczu FC Barcelony z Celtą Vigo. A w 90. minucie miała miejsce kontrowersyjna sytuacja z udziałem jego i Oscara Minguezy. Czy powinno się to skończyć rzutem karnym? Na to pytanie odpowiedziano na profilu Archivo VAR, gdzie zwrócono uwagę na kilka aspektów.

     

    Wojciech Szczęsny nie zachwycił w meczu FC Barcelony z Celtą Vigo, gdzie zaliczył kilka niezłych interwencji, ale i poważną wpadkę. “Uratował Barcelonę w kilku sytuacjach, ale debata nadal się toczy. Bramkarz będzie musiał się poprawić, jeśli nie chce wielu plotek wokół siebie od teraz do końca sezonu” – pisały hiszpańskie media. A bramkarz w jeszcze jednej sytuacji był w centrum uwagi.

     

    Wojciech Szczęsny trafił w twarz piłkarza Celty Vigo. Czy należał się rzut karny?

     

    W 90. minucie, przy stanie 3:3, Celta znalazła się z piłką pod bramką Polaka, który po zagraniu Fera Lopeza trącił piłkę. Następnie niecelnie głową uderzył Oscar Mingueza, a po chwili został on trafiony w twarz przez 35-latka.

     

    Czy w tej sytuacji gościom należał się rzut karny? Z analizy przeprowadzonej na profilu Archivo VAR w serwisie X wynika, że nie. “Kontakt między nimi jest nieznaczny, więc nie można go uznać za działanie nieostrożne i tym samym karalne” – oceniono.

     

    Wojciech Szczęsny mógł zostać “wrobiony” w rzut karny? “Zauważył”

     

    Zwrócono również uwagę na zachowanie gracza Celty, który miał próbować wykorzystać sytuację. “Dodatkowo Mingueza postanawia rzucić się na ziemię, po tym jak zauważył, że strzał nie zmierza do bramki” – czytamy.

     

    Najwidoczniej podobnie tę sytuację ocenili sędziowie, którzy nie zdecydowali się podyktować rzutu karnego. Za to zrobili to kilka minut później, gdy po wideoweryfikacji dopatrzono się faulu na Danim Olmo, a “jedenastkę” wykorzystał Raphinha, dając swojemu zespołowi zwycięstwo 4:3.

     

    Dla Wojciecha Szczęsnego był to 24. mecz w barwach FC Barcelony. Udało mu się zachować 12 czystych kont, w pozostałych 12 spotkaniach łącznie przepuścił 24 bramki.

     

  • Inter zadecydował ws. Nicoli Zalewskiego

    Inter zadecydował ws. Nicoli Zalewskiego

    Inter zadecydował ws. Nicoli Zalewskiego

    Inter Mediolan zdecydował się zatrzymać Nicolę Zalewskiego na dłużej. Reprezentant Polski, wypożyczony z AS Romy, ma podpisać kontrakt do 2029 roku.

     

    Nicola Zalewski kontynuuje udaną karierę we Włoszech. Pomocnik jest wychowankiem AS Romy, w której rozpoczął też seniorskie występy. W lutym tego roku 23-latek został wypożyczony do Interu Mediolan, gdzie zdołał już pokazać się z dobrej strony.

     

    Zalewski, mimo że nie zdobył jeszcze bramki dla Interu, zdołał zaliczyć asystę w swoim debiucie przeciwko AC Milanowi. Na ten moment wystąpił w ośmiu meczach. W międzyczasie kontuzja łydki wykluczyła go z kilku spotkań, w tym z meczów reprezentacji Polski przeciwko Litwie i Malcie.

     

    Od pewnego czasu spekulowano na temat przyszłości pomocnika w klubie z Mediolanu. 23-latek wyraził chęć kontynuowania kariery w zespole. Najnowsze informacje w tej kwestii podał dziennikarz Nicolo Schira. Są one bardzo dobre, bowiem Inter chce zatrzymać Zalewskiego w swoich szeregach. Spotkanie między przedstawicielami obu zespołów zakończyło się sukcesem. Reprezentant Polski ma podpisać kontrakt do czerwca 2029 roku.

     

    Zalewski ma szansę na zdobycie trofeów z Interem, który awansował do półfinału Ligi Mistrzów, gdzie zmierzy się z FC Barceloną. Warto dodać, że w klubie z Mediolanu gra również inny Polak, Piotr Zieliński, a w katalońskim zespole występują Wojciech Szczęsny i Robert Lewandowski. W finale LM na pewno zobaczymy więc dwóch polskich piłkarzy, co będzie dużym wydarzeniem dla polskiego futbolu.

     

    Zanim jednak oba zespoły rozpoczną rywalizację, Inter czekają trzy spotkania na rodzimym podwórku. W niedzielę zawodnicy Simone Inzaghiego zmierzą się w ligowym meczu z Bologną. Później mediolańczycy rozegrają rewanżowe starcie w półfinale Pucharu Włoch z AC Milanem i mecz Serie A z… Romą.