Category: Home

  • “Początek końca”. Czarny scenariusz ws. Lewandowskiego

    “Początek końca”. Czarny scenariusz ws. Lewandowskiego

    “Początek końca”. Czarny scenariusz ws. Lewandowskieg

    – To mięsień trudny w regeneracji. Minimalna przerwa to trzy tygodnie, ale nie można wykluczyć, że dla “Lewego” to już koniec sezonu – mówi nam dr Krzysztof Jamka. Nasz rozmówca zwraca też uwagę na niepokojący fakt ws. kapitana reprezentacji Polski.

    W 77. minucie sobotniego meczu z Celtą Vigo (4:3) Robert Lewandowski z grymasem bólu usiadł na murawie i złapał się za lewe udo. FC Barcelona przekazała, że “Lewy” doznał urazu mięśnia półścięgnistego lewego uda. Klub nie podał jednak, jak długo będzie pauzował 36-latek. Więcej TUTAJ.

    – Mięsień dwugłowy, półbłoniasty i półścięgnisty tworzą pasmo kulszowo-goleniowe. Z tych wszystkich mięśni, mięsień półścięgnisty regeneruje się najtrudniej. To mięsień, który ma wąski, stosunkowo krótki w porównaniu z dwugłowym i półbłoniastym brzusiec i dość długie ścięgno – mówi WP SportoweFakty dr Krzysztof Jamka.

    – Długie ścięgno jest plusem, bo dzięki temu może być wykorzystywany np. do rekonstrukcji więzadeł. Minusem natomiast jest to, że kiedy dochodzi do uszkodzenia, to nie na przebiegu pęczka, tylko częściej na połączeniu brzuśca ze ścięgnem. Z tego wynika to, że nawet przy małym urazie leczenie trwa minimum trzy tygodnie – dodaje fizjoterapeuta i osteopata.

    Czarny scenariusz

    “Mundo Deportivo” już przed rewanżem Barcy z Borussią Dortmund w Lidze Mistrzów (15 kwietnia) pisało, że “Lewy” skarży się na “ból w tylnej części lewego uda” i z tego powodu miał nie wystąpić na Signal Iduna Park. Zagrał jednak od pierwszej minuty. Podobnie jak cztery dni później z Celtą.

    Uraz doskwierał mu więc od dłuższego czasu, a w sobotnim spotkaniu odnowił się bądź pogłębił. FC Barcelona nie poinformowała, jak poważne jest uszkodzenie mięśnia. Według Javiera Miguela z dziennika “AS”, schodząc z boiska, Lewandowski miał powiedzieć, że zerwał mięsień (hiszp. “me he roto”).

    – Miejmy tu na uwadze, że Lewandowski zna swój organizm jak mało który z piłkarzy. Te słowa mogłyby świadczyć o tym, że to już któryś jego taki uraz i tym razem poczuł, że stało się coś poważniejszego. To widać też w jego mowie ciała. Trzy tygodnie przerwy to absolutne minimum, ale czas leczenia zależy od tego, czy mówimy o naciągnięciu, naderwaniu czy zerwaniu. Tego z komunikatu klubu się nie dowiadujemy – taka jest dziś polityka klubów, że nie podają szczegółów dotyczących urazów – zwraca uwagę dr Jamka.

    – Realny wariant według mnie zakłada powrót na końcówkę sezonu i potencjalny finał Ligi Mistrzów. Biorąc jednak pod uwagę to, że to kolejny tego typu uraz, fakt, że ten mięsień trudno się regeneruje, a także – nie oszukujmy się – wiek Lewandowskiego, nie możemy też wykluczyć scenariusza, w którym “Lewy” w tym sezonie już nie zagra – dodaje nasz rozmówca.

    Na własne ryzyko

    Miniony sezon był pierwszym od 11 lat, w którym Lewandowski nie powiększył swojej bogatej kolekcji trofeów i nagród indywidualnych. W tym wsadził już do gabloty Superpuchar Hiszpanii, a może jeszcze zdobyć tryplet i dwa kolejne tytuły króla strzelców.

    O ile pod jego nieobecność Barcelona może przypieczętować triumfy w La Lidze, Pucharze Króla i Lidze Mistrzów, to zdobycie Trofeo Pichichi dla najlepszego strzelca Primera Division i korony króla strzelców Champions League wymaga już obecności “Lewego” na boisku i jego kolejnych trafień. W lidze goni go Kylian Mbappe, a w Lidze Mistrzów sam musi gonić rywali.

    Regeneracji mięśnia nie da się przyspieszyć, ale czy Lewandowski może zagrać z niedoleczonym urazem? – Piłkarze grają na blokadach. Wszystko zależy od samego Lewandowskiego. Może uznać, że nie zostało mu już wiele grania, że jest bliżej końca kariery niż dalej i może zdecydować się na grę. Jednak biorąc pod uwagę to, jak dba o siebie, może się nie zdecydować na ten krok – uważa dr Jamka.

    – Można grać z nie do końca wyleczoną kontuzją, ale wtedy piłkarz nigdy nie gra na sto procent. Spójrzmy na występ Lewandowskiego w meczu Euro 2024 z Austrią (1:3), kiedy wrócił bardzo szybko po podobnym urazie prawego uda – przypomina nasz rozmówca.

    Łabędzi śpiew?

    Lewandowski zadziwia formą i w wieku 36 lat jest najskuteczniejszym strzelcem spośród wszystkich piłkarzy grających w pięciu najlepszych ligach Europy. Historia futbolu nie zna drugiego tak bramkostrzelnego weterana. Więcej TUTAJ. Imponujący jest też renesans dyspozycji “Lewego”. W ubiegłym sezonie jego dorobek rok do roku stopniał o 28 procent – takiego regresu nie przeżył nigdy wcześniej. Teraz rozgrywa swój najlepszy sezon w Barcelonie. Zdobył 40 bramek – 14 więcej niż w poprzednich rozgrywkach i siedem więcej niż w pierwszym roku w stolicy Katalonii.

    Ale czy to nie łabędzi śpiew Lewandowskiego? Niepokoić może jego pęczniejąca kartoteka medyczna. W niespełna rok przybyło w niej tyle pozycji, co w kilku poprzednich latach razem wziętych. Przed Euro 2024 naderwał mięsień dwugłowy prawego uda, w listopadzie opuścił zgrupowanie reprezentacji z powodu problemów z odcinkiem lędźwiowym pleców, a teraz uszkodził mięsień półścięgnisty lewego uda, z którym problemy miał już wcześniej.

    – To jest jedna taśma powięziowa i to nie są kontuzje mechaniczne, tylko przeciążeniowe. Pojawiła się pewna cykliczność tych kontuzji. Powtarzalność urazów może oznaczać, że organizm stara się powiedzieć “pas”. Możliwe, że to jest początek końca Lewandowskiego, jakiego znaliśmy do tej pory, czyli piłkarza, który takich urazów nie doznaje – puentuje dr Jamka.

    To trzeci uraz mięśnia uda Lewandowskiego od czasu przenosin piłkarza do Barcelony w 2022 roku. Na przełomie lutego i marca 2023 roku również pauzował z powodu kontuzji jednego z mięśni pasma kulszowo-goleniowego. W jego przypadku to prawdziwa anomalia – mowa w końcu o piłkarzu, który przez 20-letnią karierę seniorską miał tylko dwie tego typu kontuzje.

    Pierwszą (mięśnia dwugłowego uda) w 2006 roku, przez którą Legia z niego zrezygnowała i długo dochodził do siebie w Zniczu Pruszków. Więcej TUTAJ. A drugą (mięśnia półścięgnistego i półbłoniastego uda) 11 lat później. Teraz w ciągu dwóch lat doznał trzech takich urazów.

  • Wim Fissette o problemach Igi Świątek. “Pracujemy nad tym codziennie”

    Wim Fissette o problemach Igi Świątek. “Pracujemy nad tym codziennie”

    Wim Fissette o problemach Igi Świątek. “Pracujemy nad tym codziennie”

    Iga Świątek niespodziewanie w ćwierćfinale turnieju w Stuttgarcie przegrała z Jeleną Ostapenko. Polka nie wygrała turnieju od Rolada Garrosa 2024, jednak jej trener Wim Fissette apeluje o zachowanie spokoju. — Po Miami wprowadziliśmy korektę w przygotowaniu serwisu. (…) Element ten więc faluje i to normalne, że przykładamy do niego wiele uwagi, spędzamy nad nim dużo czasu. To definitywnie coś, w czym wszyscy chcielibyśmy zobaczyć poprawę — powiedział Belg w rozmowie z TVP Sport.

     

    Świątek z Ostapenko przegrała szósty raz w karierze, jednak dopiero po raz pierwszy na swojej ulubionej nawierzchni ziemnej. Według Fissette’a nie jest to jednak dowód na pogłębiający się kryzys najlepszej polskiej tenisistki.

     

    – Nawierzchnia w Stuttgarcie nie jest taka sama jak choćby w Paryżu. To coś pośrodku. Jest ona wciąż bardzo szybka, więc była dobra dla silnie grających zawodniczek, miały one przewagę. Nieco trudniej im będzie za to w Madrycie, Rzymie i Paryżu – wyjaśnia Belg w rozmowie z TVP Sport.

     

    Świątek w Stuttgarcie triumfowała w 2022 i 2023 r. Przed rokiem odpadła w półfinale, a teraz w ćwierćfinale, więc osiągnęła swój najgorszy wynik w tym turnieju w karierze. Przed Polką teraz start w Madrycie, gdzie w II rundzie zmierzy się z 19-letnią Alexandrą Ealą z Filipin. W marcu Świątek sensacyjnie przegrała z nią w ćwierćfinale w Miami. Teraz będzie mogła wziąć rewanż.

     

    Choć wiceliderka rankingu WTA nie wygrała turnieju od Rolanda Garrosa 2024, czyli od blisko roku, to jej trener nie widzi powodów do radykalnych kroków. – Patrząc na mecze Igi i to, co pokazuje w trakcie treningu, nie ma nic pilnego, co musi być natychmiastowo udoskonalone i w stosunku do czego potrzeba wielkiej zmiany. Potencjalne zmiany to małe detale. Trzeba też pamiętać o tym, że pomiędzy turniejami nie ma czasu, by dokonywać większych roszad. Jest więc czas na drobne korekty, które staramy się wprowadzać każdego dnia – tłumaczy szkoleniowiec Polki.

     

    Eksperci zauważają, że największym z problemów Świątek jest serwis. Jak mówi Fissette, trwa praca nad tym elementem.

     

    – Po Miami wprowadziliśmy korektę w przygotowaniu serwisu. W czasie treningu na korcie działa to bardzo dobrze. W meczu z Jeleną Ostapenko Iga była nieco spięta na początku. Kiedy weszła w spotkanie, było znacznie lepiej. Pojawiło się jednak zbyt dużo “wzlotów i upadków”. W niektórych meczach serwowała bardzo dobrze, w innych brakowało pierwszego serwisu… Element ten więc faluje i to normalne, że przykładamy do niego wiele uwagi, spędzamy nad nim dużo czasu. To definitywnie coś, w czym wszyscy chcielibyśmy zobaczyć poprawę. Pracujemy nad tym codziennie. Jestem przekonany, że krok po kroku będzie lepiej – zapewnia Fissette w rozmowie z TVP Sport.

     

    Na Świątek ciąży spora presja. W Madrycie i Rzymie broni trofeów i punktów z poprzedniego sezonu. “Uda się do Madrytu z niepewnością jako jednym ze swoich największych wrogów. Gdyby straciła choćby połowę z punktów, które zebrała w tym okresie w 2024 r., musiałaby stanąć twarzą w twarz z możliwością wypadnięcia z czołowej dwójki rankingu WTA. Gdyby straciła więcej punktów, pozycja w czołowej szóstce lub siódemce byłaby poważnie zagrożona” — napisał o Polce serwis tennis365.com.

  • Mistrzyni na ratunek Idze Świątek. Pojawił się sensacyjny pomysł

    Mistrzyni na ratunek Idze Świątek. Pojawił się sensacyjny pomysł

    Mistrzyni na ratunek Idze Świątek. Pojawił się sensacyjny pomys

    Po ostatnich wynikach Igi Świątek widać wyraźnie, że jej sztab nie wie, jak poradzić sobie z jej problemami na czele z serwisem. W mediach pojawia się temat zatrudnienia biomechanika, a Tomasz Wolfke idzie o krok dalej i mówi o sportowej mentorce. — W jej przypadku w naturalny sposób wydaje się, że mogłaby to być Martina Navratilova — wskazuje w “Misji Sport” dziennikarz Eurosportu. To autorytet, który Polka po prostu musiałaby szanować. Już przed nią inna nasza gwiazda zdecydowała się na współpracę z wielką mistrzynią.

    Polska tenisistka nie wygrała żadnego turnieju od ostatniego Roland Garros. To daje prawie rok bez żadnego tytułu. Świątek w tym czasie straciła pierwsze miejsce w rankingu WTA, ale zmieniła trenera. Wim Fissette nie znalazł jak na razie recepty na największy problem Polki, czyli serwis, którego skuteczność się jeszcze pogorszyła. Więcej o tym pisał w Przeglądzie Sportowym Onet Sebastian Parfjanowicz.

    Coraz głośniej w mediach podnosi się temat potrzeby zatrudnienia przez Świątek biomechanika, który pomógłby jej ulepszyć niektóre elementy gry. Tomasz Wolfke z Eurosportu idzie o krok dalej i mówi o tenisowej mentorce. Mogłaby nią zostać Martina Navratilova, która w swojej karierze seryjnie wygrywała Australian Open, Roland Garros, Wimbledon i US Open, a jej doświadczenie z pewnością pomogłoby Świątek.

    — Myślę, że nie ma co wyważać otwartych już drzwi. Biomechanik na pewno by się przydał, jeśli miałby pomóc. Wystarczyłaby nawet krótka konsultacja, ale wydaje mi się, że lepszym rozwiązaniem, patrząc na jej dość kruchą konstrukcję psychiczną, byłaby mentorka. Mówię o kimś takim jak Ivan Lendl dla Huberta Hurkacza. W przypadku Świątek w naturalny sposób wydaje się, że mogłaby to być Martina Navratilova. Myślę, że pomiędzy nimi chemia byłaby znakomita i Martina byłaby w stanie przekazać coś ze swoich doświadczeń. Jeśli chodzi na przykład o sam serwis, to mógłby to też być Łukasz Kubot. To nie jest fizyka jądrowa. Są trenerzy, którzy potrafią nauczyć dobrze serwować. To zagranie jest najtrudniejsze pod względem koordynacji. Iga robi to nieźle, ale można z tego wycisnąć więcej — ocenia Wolfke w “Misji Sport”.

    — Gdyby to ode mnie zależało, to sięgnąłbym po Martinę Navratilovą. Oczywiście nie wiadomo, czy to by się udało, bo jest chora i jest rekonwalescentką, ale myślę, że podjęłaby to wyzwanie, bo pokazywała, że bardzo ceni Igę, a sama tenisistka akurat ten autorytet mocno by szanowała — dodaje.

    Przypomnijmy, że Navratilova w 2014 r. pracowała właśnie w takiej roli z Agnieszką Radwańską, lecz ich współpraca trwała zaledwie kilka miesięcy.

    Ciągnące się problemy Igi Świątek
    Świątek w tym sezonie zachowuje się na korcie zupełnie inaczej niż w poprzednich latach. Pokazuje wiele negatywnych emocji, w szczególności kiedy jej nie idzie. Ma również gigantyczne problemy w spotkaniach, w których Polka nie ma przewagi. Tak było chociażby w ostatnim starciu w Stuttgarcie z Jeleną Ostapenko. W decydującym secie nasza tenisistka miała do nadrobienia jedno przełamanie, lecz wtedy zaczęła popełniać proste błędy i znacząco przegrała.

    — Na pewno muszą martwić takie sytuacje jak w meczu z Ostapenko, kiedy Iga przegrywa, a w meczu jeszcze wszystko może się wydarzyć, bo jest tylko jedno przełamanie do nadrobienia. Mimo to Świątek przegrywa ten mecz znacząco, popełniając proste błędy, więc to nie jest tylko kwestia serwisu, czy pewności forhendu. Z perspektywy Warszawy ewidentnie widać jakiś problem z mentalnością — stwierdza dziennikarz Eurosportu.

    Polka jest już w Madrycie, gdzie w turnieju WTA 1000 będzie bronić tytułu. W drugiej rundzie zmierzy się z Alexandrą Ealą. Co ciekawe obie tenisistki już w tym sezonie ze sobą grały. W ćwierćfinale w Miami sensacyjnie lepsza okazała się reprezentantka Filipin.

  • Fissette podsumował grę Świątek. Zwrócił uwagę na jedno. “Pracujemy nad tym codziennie”

    Fissette podsumował grę Świątek. Zwrócił uwagę na jedno. “Pracujemy nad tym codziennie”

    Fissette podsumował grę Świątek. Zwrócił uwagę na jedno. “Pracujemy nad tym codziennie”

    Jak na razie w obecnym sezonie Iga Świątek nie zgarnęła jeszcze żadnego tytułu. Ostatnio szósty raz z rzędu przegrała z Jeleną Ostapenko. Tym razem Łotyszka ograła ją w ćwierćfinale WTA 500 Stuttgart, po czym zgarnęła puchar. W rozmowie z “TVP Sport” o grze swojej zawodniczki wypowiedział się Wim Fissette. Nad czym obecnie Belg pracuje z naszą tenisistką? – To definitywnie coś, w czym wszyscy chcielibyśmy zobaczyć poprawę – tłumaczy.

     

    Do tej pory 2025 rok jest dla Igi Świątek niezwykle trudny. W tym sezonie Polka jeszcze ani razu nie miała okazji podnieść żadnego trofeum. Co więcej, oprócz United Cup nie dotarła do finału żadnego z turniejów, w którym brała udział. Wydawało się, że zła passa może zostać przerwana w Stuttgarcie, gdzie nasza tenisistka w przeszłości triumfowała dwukrotnie. Niestety tak się nie stało.

     

    W ćwierćfinale Świątek trafiła na swoją “zmorę”, czyli Jelenę Ostapenko. Po nieco ponad dwóch godzinach Łotyszka wygrała 6:3, 3:6, 6:2. Było to jej szóste zwycięstwo w meczach przeciwko Polce, która jeszcze ani razu nie zdołała znaleźć recepty na tę rywalkę. W poniedziałek Ostapenko ograła Arynę Sabalenkę i sięgnęła po tytuł. – Iga nie najlepiej weszła w mecz. Zaczynając od 0:4, trudno walczyć o wygraną w secie. Później poziom się wyrównał, a przez wiele momentów to Iga była lepsza – mówił na gorąco, zaraz po ostatnim gemie Wim Fissette.

     

    Fissette ujawnił, nad czym pracuje ze Świątek. Te słowa mówią wszystko

     

    W ostatniej rozmowie z “TVP Sport” Belg nieco szerzej wypowiedział się nt. pracy z czterokrotną mistrzynią Roland Garros. – Patrząc na mecze Igi i to, co pokazuje w trakcie treningu, nie ma nic pilnego, co musi być natychmiastowo udoskonalone i w stosunku do czego potrzeba wielkiej zmiany. Potencjalne zmiany to małe detale – powiedział trener Igi Świątek, dodając że oboje skupiają się również na szlifowaniu jej najmocniejszych stron.

     

    Oprócz tego Fissette zdradził, nad którym elementem gry wiceliderka rankingu WTA w ostatnim czasie pracuje najwięcej. Mowa o podaniu. Nic dziwnego, skoro w meczu z Jeleną Ostapenko Świątek popełniła aż osiem podwójnych błędów, a czasami jej drugi serwis był na tyle słaby, że rywalka od razu zdobywała punkt po silnym returnie.

     

    Po Miami wprowadziliśmy korektę w przygotowaniu serwisu. W czasie treningu na korcie działa to bardzo dobrze. W meczu z Jeleną Ostapenko Iga była nieco spięta na początku. Kiedy weszła w spotkanie, było znacznie lepiej. Pojawiło się jednak zbyt dużo “wzlotów i upadków”. W niektórych meczach serwowała bardzo dobrze, w innych brakowało pierwszego serwisu…

     

    ~ mówi Wim Fissette.

     

    – Element ten więc faluje i to normalne, że przykładamy do niego wiele uwagi, spędzamy nad nim dużo czasu. To definitywnie coś, w czym wszyscy chcielibyśmy zobaczyć poprawę. Pracujemy nad tym codziennie. Jestem przekonany, że krok po kroku będzie lepiej – dodaje. Pozostaje czekać na efekty pracy Igi Świątek z Wimem Fissette’m, który zajął miejsce Tomasza Wiktorowskiego w październiku zeszłego roku. W najbliższych dniach 23-latka będzie rywalizowała na WTA 1000 Madryt, gdzie w 2024 roku sięgnęła po tytuł. W pierwszym meczu zmierzy się z Alexandrą Ealą, czyli Filipinką, z którą przegrała w ćwierćfinale w Miami. Będzie to doskonałaszansa na rewanż.

     

  • Kiedy Świątek gra w Madrycie? Gdzie oglądać? Oto drabinka WTA 1000 Madryt

    Kiedy Świątek gra w Madrycie? Gdzie oglądać? Oto drabinka WTA 1000 Madryt

    Kiedy Świątek gra w Madrycie? Gdzie oglądać? Oto drabinka WTA 1000 Madryt

    Po zmaganiach w Stuttgarcie przyszedł czas na turniej WTA 1000 Madryt. W zeszłym roku w stolicy Hiszpanii triumfowała Iga Świątek, która wówczas w finale rozprawiła się z Aryną Sabalenką. Teraz Polka będzie bronić pełnej puli punktów. Z kim Świątek zagra pierwszy mecz w Madrycie? Kiedy zaczyna się turniej? Jak prezentuje się drabinka wiceliderki światowego rankingu?

     

    W tym sezonie Iga Świątek nie wygrała jeszcze żadnego turnieju. W ostatnich dniach 23-latka rywalizowała na turnieju WTA 500 Stuttgart, gdzie jej pogromczynią – po raz szósty w karierze obu pań – okazała się Jelena Ostapenko. Łotyszka pokonała naszą tenisistkę w ćwierćfinale 6:3, 3:6, 6:2, po czym triumfowała w całych zawodach.

     

    – Iga nie najlepiej weszła w mecz. Zaczynając od 0:4, trudno walczyć o wygraną w secie. Później poziom się wyrównał, a przez wiele momentów to Iga była lepsza. Niestety w trzecim znów początek był zły, 0:3 i wiesz, że będzie bardzo trudno. Iga miała okazję, break point przy 2:4, takie punkty trzeba zdobywać, a gra się je pod presją. To był dobry moment, aby pokonać Ostapenko na szybkiej mączce. Rzeczywiście Iga mogła wygrać, ale czasami tak jest, że jedna tenisistka jest dla drugiej nemezis i trudno ją pokonać – oceniał po ostatni gemie Wim Fissette.

     

    Kiedy pierwszy mecz Świątek w Madrycie?

     

    Zgodnie z kalendarzem WTA teraz światowa elita damskiego tenisa rozpocznie rywalizację na Madrid Open. W niedzielę 20 kwietnia rozlosowano drabinkę główną, zgodnie z którą Iga Świątek w pierwszej rundzie otrzyma wolny los. Za to w drugiej jej przeciwniczką będzie zwyciężczyni pojedynku Alexandra Eala (72. WTA) – Wiktoria Tomowa (64. WTA). Warto przypomnieć, że niedawno Polka sensacyjnie przegrała z pierwszą z wymienionych zawodniczek w ćwierćfinale WTA 1000 w Miami, przez co przejście przez 1/32 finału wcale nie jest tak oczywiste.

     

    Z jakimi rywalkami wiceliderka światowego rankingu może zmierzyć się w potencjalnych kolejnych fazach “tysięcznika” w Madrycie? Na etapie 1/16 finału jej przeciwniczką może być chociażby Linda Noskova (31. WTA), z którą Świątek w ostatnim czasie mierzyła się regularnie. W przypadku zwycięstwa, w kolejnej rundzie może trafić na Ostapenko, której jeszcze nigdy nie udało się jej pokonać. Wraz z kolejnymi fazami zawodów WTA 1000 Madryt rywalki będą coraz silniejsze.

     

    Rywalizacja w głównej drabince turnieju ruszyła we wtorek 22 kwietnia i potrwa aż do niedzieli 4 maja. Według harmonogramu pierwszy mecz Iga Świątek rozegra w czwartek 24 lub w piątek 25 kwietnia. Wtedy odbędą się spotkania drugiej rundy. W najbliższych dniach poznamy również godzinę starcia Polki. Na mistrzynię zmagań WTA Madryt 2025 czeka 1000 punktów rankingowych oraz nagroda pieniężna w wysokości 985 tys. euro. W zeszłym roku po tytuł sięgnęła Świątek, która pokonała w finale Arynę Sabalenkę 7:5, 4:6, 7:6(7). Transmisję ze zmagań w stolicy Hiszpanii będzie można oglądać na kanałach Canal+Sport oraz w aplikacji Canal+Online. Zapraszamy do śledzenia relacji i materiałów z WTA 1000 Madryt, które będą pojawiały się w Interii Sport.

     

    Oto potencjalna drabinka Igi Świątek na WTA 1000 Madryt

     

    pierwsza runda – wolny losdruga runda – Wiktoria Tomowa lub Alexandra Ealatrzecia runda – Linda Noskova lub Rebecca Sramkova lub kwalifikantka1/8 finału – Diana Sznajder lub Jelena Ostapenko lub Anastasija Pawluczenkowa lub Katie Volynets lub Petra Kvitova lub Anastasija Sevastovaćwierćfinał – Madison Keys lub Emma Navarro lub Donna Vekić lub Anna Kalinska lub Naomi Osaka lub Sorana Cirstea lub Hailey Baptistepółfinał – Coco Gauff lub Mirra Andriejewa lub Karolina Muchova lub Beatriz Haddad Maia lub Clara Tauson lub Belinda Bencic lub Leylah Fernandez lub Dajana Jastremśka lub Ludmiła Samsonowa lub Magdalena Fręchfinał – Aryna Sabalenka lub Jessica Pegula lub Jasmine Paolini lub Qinwen Zheng lub Paula Badosa lub Jelena Rybakina lub Darja Kasatkina lub Elina Switolina lub Amanda Anisimova lub Marta Kostiuk  lub Jekatierina Aleksandrowa lub Ons Jabeur lub Elise Mertens lub Magda Linette lubJulija Putincewa

     

  • Madryt: Iga Świątek poznała rywalkę. Niedawno z nią przegrała

    Madryt: Iga Świątek poznała rywalkę. Niedawno z nią przegrała

    Madryt: Iga Świątek poznała rywalkę. Niedawno z nią przegrał

     

    Alexandra Eala została rywalką Igi Świątek w drugiej rundzie turnieju rangi WTA 1000 w Madrycie. Filipinka ograła Bułgarkę Wiktorię Tomową 6:3, 6:2. Wiceliderka rankingu stanie przed szansą na rewanż za porażkę w Miami.

     

    Na wtorek (22 kwietnia) zaplanowane zostały pierwsze spotkania głównej drabinki turnieju rangi WTA 1000 w Madrycie. Jasne było, że tego dnia swoją rywalkę w drugiej rundzie pozna broniąca tytułu wiceliderka światowego rankingu WTA – Iga Świątek.

     

    Jasne było, że Polka zmierzy się z Alexandrą Ealą lub Wiktorią Tomową. Ostatecznie to Filipinka została przeciwniczką naszej tenisistki po tym, jak ograła Bułgarkę 6:3, 6:2. Tym samym Świątek stanie przed szansą rewanżu za porażkę w ćwierćfinale turnieju rangi WTA 1000 w Miami.

     

    Działo się na początku premierowej odsłony starcia Eali z Tomową, bo obie zawodniczki miały problemy we własnych gemach serwisowych. Bułgarka najpierw obroniła dwa break pointy, a następnie nie wykorzystała czterech, by przy piątym dopiąć swego i zaliczyć przełamanie (2:1).

     

    Filipinka jednak od razu odrobiła stratę, a następnie rozpędziła się tak, że wygrała cztery gemy z rzędu i prowadziła 5:2 z przewagą przełamania. Tomowa nie odwróciła losów seta, przegrywając 3:6.

     

    W II partii doszło do wielu przełamań, bo aż sześciu, a rozegrano łącznie osiem gemów. Eala utrzymała podanie w czwartym i wówczas prowadziła 3:1. Chwilę później było już 4:1, ale Tomowa odrobiła część strat (2:4).

     

    Za wiele jej to jednak nie dało, bo Bułgarka ani razu nie utrzymała podania w drugiej odsłonie meczu. Tym samym Filipinka odskoczyła na 5:2, a następnie przy własnym serwisie zamknęła pojedynek.

     

    Eala zmierzy się ze Świątek po raz drugi w karierze, ale pierwszy na korcie ziemnym. W Miami 19-latka zwyciężyła 6:2, 7:5. Do pojedynku, w którym faworytką będzie Polka, dojdzie najpewniej w czwartek.

     

    WTA Madryt:

     

    Alexandra Eala (Filipiny, WC) – Wiktoria Tomowa (Bułgaria) 6:3, 6:2

  • Hurkacz poznał drabinkę w Madrycie. Od początku nie będzie łatwo

    Hurkacz poznał drabinkę w Madrycie. Od początku nie będzie łatwo

    Hurkacz poznał drabinkę w Madrycie. Od początku nie będzie łatwo

     

    Hubert Hurkacz wraca po długiej przerwie spowodowanej kontuzją. Polak weźmie udział w turnieju ATP w Madrycie. Niedawno odbyło się losowanie drabinki. Tenisista miał sporo szczęścia, ale w przypadku wygranej w drugiej rundzie, czeka na niego bardzo trudne zadanie.

     

    Polscy kibice dawno nie mieli okazji oglądać Huberta Hurkacza w akcji. Wszystko przez problemy zdrowotne, które go nie opuszczają. Ostatni raz na korcie Polak zameldował się podczas Indian Wells, gdzie przegrał 4:6, 0:6 z Alexem De Minaurem.

     

    Wielki powrót Huberta Hurkacza na kort

    Później jednak jego sztab poinformował, że doznał kontuzji pleców i z tego powodu opuścił późniejsze turnieje. W efekcie wrocławianin spadł na 28. miejsce w rankingu ATP.

     

    “Podjąłem decyzję o opuszczeniu turnieju w Monachium. Ostatnio bardzo intensywnie pracowałem, aby osiągnąć oczekiwane rezultaty, i widzę już tego efekty. Chcę wrócić na kort w pełni zdrowy, pewny siebie i gotowy do rywalizacji. Jestem coraz bliżej tego celu i już niedługo zobaczycie mnie w akcji” – poinformował 10 kwietnia.

     

    ATP Madryt: Drabinka Huberta Hurkacza

    W końcu jednak Polak poradził sobie z problemami i zamierza wrócić na kort. Hubert Hurkacz weźmie udział w turnieju rangi ATP 1000 w Madrycie, który rozpocznie się 22 kwietnia i potrwa do 4 maja. W pierwszej rundzie wrocławianin otrzymał wolny los, więc rywalizację rozpocznie później.

     

    W drugiej rundzie Polak zmierzy się ze zwycięzcą spotkania Benjamin Bonzi – Marin Clicić. Drabinka niestety ułożyła się tak, że już w trzeciej rundzie będzie mógł trafić na Taylora Fritza, czyli czwartego tenisistę świata.

     

    Jeśli go przejdzie, to dalej czekają potencjalnie Casper Ruud, Sebastian Korda, Daniił Miedwiediew i Holger Rune. W półfinale mogą czekać na niego Alexander Zverev lub Andriej Rublov, a jeśli “Hubi” dotarłby do wielkiego finału, tam czekać będą na niego m.in. Novak Djoković lub Carlos Alcaraz.

  • Świątek poznała rywalkę w Madrycie. Ostatnio skończyło się fatalnie

    Świątek poznała rywalkę w Madrycie. Ostatnio skończyło się fatalnie

    Świątek poznała rywalkę w Madrycie. Ostatnio skończyło się fatalnie

    Od starcia z Alexandrą Ealą Iga Świątek rozpocznie rywalizację w WTA 1000 w Madrycie. Mimo że Filipinka nie była faworytką meczu z Wiktorią Tomową, to bez większych problemów rozprawiła się z rywalką. Już w pierwszym secie pokazała zdecydowanie wyższą jakość. Utrzymała ją też w drugiej odsłonie spotkania, ostatecznie wygrywając 6:3, 6:2. Świątek stanie przed szansą na rewanż.

     

    Iga Świątek nie obroniła punktów w WTA 500 w Stuttgarcie. Już w ćwierćfinale uległa Jelenie Ostapenko. Nie ma jednak czasu na rozpamiętywanie porażki. Przed nią jeszcze większe wyzwanie – obrona punktów w WTA 1000 w Madrycie, gdzie w minionym sezonie triumfowała. Polka poznała już drabinkę i ta nie jest dla niej łaskawa. Już w II rundzie los mógł skojarzyć 23-latkę z niedawną pogromczynią. I tak też się stało!

     

    Trudny początek, a potem popis. Eala pewnie wygrała pierwszy set przeciwko Tomowej

    Najbliższą rywalkę Świątek wyłoniło starcie Wiktorii Tomowej z Alexandrą Ealą. To właśnie z drugą z przeciwniczek Polka poniosła kompromitującą porażkę w Miami. Teoretycznie faworytką do zwycięstwa we wtorkowe południe była Bułgarka, która zajmuje wyższe miejsce w rankingu WTA – jest 64., a Filipinka 72.

     

    Mimo wszystko to Eala nadawała tempo rywalizacji, choć początek na to nie wskazywał. Już w trzecim gemie dała się przełamać, ale długo nie czekała, by odgryźć się rywalce. Już przy pierwszej okazji doprowadziła do break pointa i go wykorzystała. Z okazji skorzystała też w gemie numer sześć, dzięki czemu prowadziła 4:2. I takiej przewagi z rąk wyrwać sobie już nie dała. Pierwszy set zakończył się zwycięstwem Filipinki – 6:3.

     

    Eala utrzymała koncentrację. Filipinka rywalką Igi Świątek

    A jak wyglądała druga odsłona rywalizacji? Tenisistki miały problem, by utrzymać własne podanie. Dowód? Trzy pierwsze gemy kończyły się przełamaniami. O jedno więcej zaliczyła Eala i odskoczyła nieco rywalce (3:1). Ba, chwilę później ponownie wywalczyła break pointa i ją przełamała. – Ależ czucie, ależ niewiarygodne czucie ma ta dziewczyna – zachwycali się komentatorzy Canal+Sport.

     

    Tomowa wywieszać białej flagi jednak nie zamierzała. I starała się stawić opór przeciwniczce. Udało jej się to w szóstym gemie, kiedy przełamała Ealę i nieco zbliżyła się do rywalki (2:4). Tylko że jej radość nie trwała długo. Na więcej Filipinka Bułgarce nie pozwoliła i znakomicie odpowiedziała. W gemie numer siedem wywalczyła break pointa i przełamała wyżej notowaną rywalkę i to do 0. Tylko jeden gem dzielił ją od II rundy. I w końcu do niej awansowała.

     

    Wiktoria Tomowa – Alexandra Eala 3:6, 2:6

    Tym samym to Eala zmierzy się ze Świątek. Będzie to drugie bezpośrednie starcie tych pań w historii. Polka stanie przed szansą na rewanż. Jak wspominaliśmy, Świątek przegrała z Filipinką w tegorocznym turnieju w Miami i to dość wyraźnie. Mimo że dzieliło je wówczas aż 138 miejsc w rankingu, to Eala wygrała 6:2, 7:5.

     

    W Madrycie Filipinka znów postara się sprawić sensację. – Uważam, że nikt nie powinien ustawiać sobie żadnego limitu. Sprawdzam, jak daleko mogę się posunąć. Wszystko jest dla mnie nowym doświadczeniem. Miami było niesamowite i mam nadzieję, że uda mi się wystąpić w podobny sposób jeszcze kilka razy w tym roku. (…) Bardzo bym chciała [potwierdzić, że to, co dotąd osiągnęłam, nie było przypadkiem – red.] – zapowiadała.

  • ZOBACZ: Aryna Sabalenka w zabawny sposób odmawia odebrania trofeum za drugie miejsce po raz kolejny przegrywając walkę o Porsche w swoim czwartym finale w Stuttgarcie

    ZOBACZ: Aryna Sabalenka w zabawny sposób odmawia odebrania trofeum za drugie miejsce po raz kolejny przegrywając walkę o Porsche w swoim czwartym finale w Stuttgarcie

    ZOBACZ: Aryna Sabalenka w zabawny sposób odmawia odebrania trofeum za drugie miejsce po raz kolejny przegrywając walkę o Porsche w swoim czwartym finale w Stuttgarcie

    Aryna Sabalenka nie miała ochoty odebrać trofeum za drugie miejsce podczas Porsche Tennis Grand Prix 2025 w Stuttgarcie. Liderka światowego rankingu w zabawny sposób odmówiła podejścia do podium po tym, jak znów przegrała w finale.

     

    Sabalenka, rozstawiona z numerem 1, została rozgromiona w finale turnieju WTA 500 w poniedziałek, 21 kwietnia, przez nierozstawioną Jelenę Ostapenko. Mistrzyni zaprezentowała znakomitą formę przez cały tydzień, pokonując kolejno Dayanę Yastremską, Emmę Navarro, dwukrotną triumfatorkę Igę Świątek oraz Jekaterinę Aleksandrową, zanim w finale wygrała z Aryną Sabalenką 6:4, 6:1.

     

    Ostapenko, która przez całe spotkanie grała agresywnie, potrzebowała zaledwie godziny i 26 minut, by dokończyć dzieła. Tym samym sięgnęła po dziewiąty tytuł w karierze — i pierwszy na kortach ziemnych od czasu triumfu na Roland Garros w 2017 roku.

     

    — Naprawdę wierzę, że te wszystkie porażki wynikały z tego, że grałam z liderką rankingu, więc teraz to ja zostałam numerem 1. Mam nadzieję, że to w jakiś sposób mi pomoże — zażartowała podczas jednego z wywiadów na korcie.

     

    Aryna Sabalenka przed finałem błagała także Jelenę Ostapenko w innym wywiadzie, by ta pozwoliła jej zabrać do domu Porsche.

    — Proszę cię, błagam. Proszę, proszę. Potrzebuję tego auta. Chcę postawić ten znaczek (gest odhaczania celu) obok mojego celu.

    Po tym, jak nie udało jej się zrealizować tego celu, trzykrotna mistrzyni Wielkiego Szlema w zabawny sposób odmówiła przyjęcia trofeum za drugie miejsce.

    Obejrzyj zabawne nagranie tutaj:

    https://x.com/Sabanewsss/status/1914299531648180395

  • 6:0 w meczu Chwalińskiej z medalistką igrzysk. Niebywała seria, 11 gemów z rzędu

    6:0 w meczu Chwalińskiej z medalistką igrzysk. Niebywała seria, 11 gemów z rzędu

    6:0 w meczu Chwalińskiej z medalistką igrzysk. Niebywała seria, 11 gemów z rzędu

    Poniedziałkowy wieczór przyniósł nam rywalizację z udziałem Mai Chwalińskiej. Polka walczyła o awans do decydującej rundy eliminacji do turnieju WTA 1000 w Madrycie. Rywalką naszej tenisistki była reprezentantka gospodarzy – Cristina Bucsa. Przyjaciółka Igi Świątek rozpoczęła spotkanie bardzo dobrze, w pewnym momencie prowadziła już 5:2. Od tego momentu… nie wygrała jednak ani jednego gema. Ostatecznie brązowa medalistka igrzysk olimpijskich z Paryża w deblu triumfowała 7:5, 6:0.

     

    Maja Chwalińska uzyskała w ostatnich miesiącach na tyle wysoki ranking w grze pojedynczej, że załapała się do eliminacji do turnieju WTA 1000 w Madrycie. Polka przystępowała do hiszpańskich zmagań po pięciu singlowych porażkach z rzędu. Nie brakowało jednak zaciętych batalii. Jedną z nich stoczyła w Radomiu, podczas BJK Cup. 23-latka mocno postawiła się faworyzowanej Elinie Switolinie. W pierwszej partii miała kilka setboli, ale ostatecznie to Ukrainka przychyliła szalę na swoją korzyść po tie-breaku, a później dopełniła dzieła w drugiej odsłonie meczu.

     

    Później Chwalińska udała się do Oeiras, gdzie w singlu odpadła już na “dzień dobry”, przegrywając z późniejszą triumfatorką imprezy rangi WTA 125 – Dalmą Galfi. Zdecydowanie lepiej poszło jej w grze podwójnej. Tam dotarła do półfinału i zagwarantowała sobie pierwszy w karierze awans do najlepszej setki deblowego rankingu.

     

    Prosto z Portugalii przedostała się do Madrytu. Rywalką naszej reprezentantki w pierwszej rundzie kwalifikacji do głównej drabinki zmagań w stolicy Hiszpanii okazała się tenisistka gospodarzy – Cristina Bucsa. Zawodniczka z Półwyspu Iberyjskiego plasuje się obecnie na 94. pozycji – 31 miejsc wyżej od Mai. O tym, że 27-latka potrafi dobrze grać na mączce, świadczy chociażby fakt, że razem z Sarą Sorribes Tormo sięgnęły po brązowy medal igrzysk olimpijskich w Paryżu w grze podwójnej. Zapowiadał się zatem trudny mecz dla Polki.

     

    Świetny początek Chwalińskiej, potem dominacja Bucsy. Polka żegna się z Madrytem

     

    Pojedynek rozpoczął się od serwisu Chwalińskiej. Bucsa od razu chciała narzucić swoje warunki, wygrała pierwsze dwie akcje. Mimo to nie miała jednak żadnej szansy na przełamanie. Po rywalizacji na przewagi to rozdanie trafiło na konto Mai. W początkowej fazie meczu to Polka lepiej prezentowała się w newralgicznych momentach gemów. Hiszpanka jakby nie do końca sobie radziła z różnorodną grą naszej reprezentantki. 23-latka wywalczyła przełamanie w trakcie drugiego rozdania, a po chwili potwierdziła je własnym podaniem i wyszła na prowadzenie 3:0.

     

    Podczas czwartego gema Chwalińska miała nawet piłkę na 4:0, ale wtedy skutecznie przy siatce zaprezentowała się tenisistka z Półwyspu Iberyjskiego. Ostatecznie długie rozdanie zakończyło się po myśli Hiszpanki. Przez długi czas Maja kontrolowała przewagę, w pewnym momencie prowadziła 5:2. W trakcie dziewiątego gema serwowała po zwycięstwo w secie. Wtedy Bucsa doczekała się pierwszych break pointów w meczu. Cristina wykorzystała już pierwszą okazję, przełamując do zera. Reprezentantka gospodarzy doprowadziła do wyrównania na 5:5, chociaż podczas dziesiątego rozdania przegrywała już 15-30.

     

    Medalistka igrzysk podwyższyła poziom swojej gry, a naszej tenisistce coraz trudniej generowało się punkty. Także jedenasty gem zakończył się po myśli Cristiny. Początkowo Chwalińska prowadziła 40-15, ale rywalka doprowadziła do stanu równowagi. Końcówka potoczyła się po myśli Hiszpanki i dzięki temu Bucsa serwowała po zwycięstwo w secie. Maja do końca próbowała walczyć o utrzymanie się w grze, miała break pointa na wagę tie-breaka. Ostatnie trzy akcje trafiły jednak na konto 27-latki i dzięki temu to zawodniczka z Półwyspu Iberyjskiego triumfowała w premierowej odsłonie 7:5. Przegrana partia nie była jedynym problemem ze strony Polki. Pojawił się także kłopot z prawym udem. W przerwie między setami poprosiła o pomoc medyczną.

    https://x.com/edgeAIapp/status/1914369662835368173

    Druga odsłona od początku została zdominowana przez Cristinę. Szybko zrobiło się 2:0, a potem przewaga tylko rosła. W trzecim gemie Hiszpanka wróciła ze stanu 0-30 i miała już przewagę podwójnego breaka. Maja próbowała walczyć do końca, ale ostatecznie… nie wygrała już ani jednego gema. Bucsa zamknęła spotkanie za drugim meczbolem, triumfując 7:5, 6:0. Tym samym to reprezentantka gospodarzy powalczy o awans do głównej drabinki WTA 1000w Madrycie.