Category: Home

  • Demolka w 60 minut, mistrzyni z Abu Zabi zachwyciła w Madrycie. Prezent dla córki

    Demolka w 60 minut, mistrzyni z Abu Zabi zachwyciła w Madrycie. Prezent dla córki

    Demolka w 60 minut, mistrzyni z Abu Zabi zachwyciła w Madrycie. Prezent dla córki

    Belinda Bencic dopiero kilka miesięcy temu wróciła do gry po porodzie, swój ranking na dobrą sprawę zaczęła budować dopiero na początku roku w Australii. I w nieco ponad trzy miesiące wskoczyła do grona 50 najlepszych tenisistek świata, a ma realną szansę na rozstawienie za miesiąc we French Open. To zależy od dwóch najbliższych turniejów rangi 1000 – najpierw w Madrycie, później w Rzymie. Pierwszy zaczęła fenomenalnie – w zaledwie godzinę rozbiła 6:0, 6:2 triumfatorkę WTA 250 w Meridzie Zeynep Sonmez.

     

    Gdy pod koniec października zeszłego roku, tuż przed WTA Finals w Rijadzie, Zeynep Sonmez osiągała swój największy sukces w karierze, w meksykańskiej Meridzie, Bencic stawiała pierwsze tenisowe kroki w turnieju ITF w Hamburgu. Z nowym trenerem Ianem Hughesem, z którym właśnie pożegnała się Magda Linette.

     

    23 kwietnia zeszłego roku Szwajcarka urodziła córkę Bellę. Niektóre zawodniczki potrzebuję co najmniej roku, by nie tyle wrócić do dawnej dyspozycji, co stawiać pierwsze kroki na sportowych arenach. Tymczasem mistrzyni olimpijska z Tokio zaczęła rok od bardzo mocnego uderzenia, mimo, że w Adelajdzie musiała… grać w kwalifikacjach.

     

    Czwarta runda Australian Open, tytuł WTA 500 w Abu Zabi, ćwierćfinał Indian Wells – to jej osiągnięcia z tych pierwszych miesięcy. Dziś jest już na 42. miejscu na światowej liście, nie broni żadnych punktów za wiosenno-letnie występy rok temu. Potrzebuje około 300 punktów, a realnie zapewne nieco mniej, by zapewnić sobie rozstawienie w drugim tegorocznym turnieju Wielkiego Szlema.

     

    WTA 1000 Mutua Madrid Open. Mocny początek turnieju. Belinda Bencic lepsza od Zeynep Sonmez

     

    Korty ziemne nie są akurat tymi, na których 28-letnia Szwajcarka czuje się najlepiej, w całej karierze tylko dwukrotnie grała na nich w finałach zawodów ATP. W obu przypadkach poza Europą i z tą samą rywalką: raz pokonała w Charleston Ons Jabeur, raz z nią przegrała. Na dość szybkiej mączce w Madrycie grała już jednak w przeszłości w półfinale z Simoną Halep, później doszła tu do ćwierćfinału.

     

    Teraz zaś rywalką zawodniczki ze Szwajcarii była Turczynka Zeynep Sonmez, która w ostatnich miesiącach poczyniła spore postępy i ma dość pewne miejsce w najlepszej setce rankingu WTA.

     

    Wydawać by się mogło, że akurat to spotkanie będzie dość zacięte, bo Sonmez zaliczyła już w Madrycie przetarcie w kwalifikacjach (wygrała oba swoje spotkania 2:0), a Bencic miała jednak dłuższą przerwę od niezbyt udanego dla siebie turnieju w Charleston. Zrezygnowała nawet z wyjazdu do Radomia na turniej Billie Jean King Cup.

     

    Tymczasem losy tego meczu poukładały się tak, że mistrzyni olimpijska odniosła najszybsze zwycięstwo w tym roku, patrząc na pełne, dwusetowe starcia. Potrzebowała zaledwie 60 minut, by uporać się z rywalką 6:0, 6:2. Wygrała siedem pierwszych gemów w tym starciu, później dwa przegrała. I jeszcze dorzuciła pięć kolejnych. Skończyła na tyle szybko, że mogła iść przygotowywać urodzinowe przyjęcie dla Belli. Bo nie jest tajemnicą, że Szwajcarka na turnieje podróżuje właśnie z rodziną.

    https://x.com/z_kortu/status/1915055416100213063

    Świętowanie pewnie będzie jednak krótkie, bo już w czwartek o godz. 11 Belinda stanie do walki o trzecią rundę. Jej rywalką będzie rozstawiona z numerem 20 Dunka Clara Tauson. I doprawdy trudno w tym starciu wskazać faworytkę.

     

  • Wystarczyło 76 minut Eali w Madrycie. Zaskakujący werdykt kibiców ws. Świątek

    Wystarczyło 76 minut Eali w Madrycie. Zaskakujący werdykt kibiców ws. Świątek

    Wystarczyło 76 minut Eali w Madrycie. Zaskakujący werdykt kibiców ws. Świątek

    Mecz Alexandry Eali z Wiktoriją Tomową był pierwszym spotkaniem w tegorocznym Mutua Madrid Open, który odbył się na największym obiekcie Caja Magica, czyli stadionie Manolo Santana. Zawodniczka z Filip wygrała dość gładko 6:3, 6:2. Tyle że ledwie mecz się zakończył, a już musiała zmierzyć się z najbliższą przyszłością. Czyli z odpowiedziami na pytania o Igę Świątek, którą sensacyjnie pokonała w ćwierćfinale w Miami. Zaskakujące są zaś wyniki sondy dla kibiców.

     

    Alexandra Eala była pierwszą zawodniczką spośród tych, które musiały wystąpić w pierwszej rundzie WTA 1000 w Madrycie, która wywalczyła awans. Filipinka dostała dziką kartę do tego turnieju, do czego zresztą już pewnie się przyzwyczaiła. Wiele wskazuje jednak na to, że stało się tak po raz ostatni – w przyszłości takich przywilejów nie będzie już potrzebowała. Niespełna 20-letnia zawodniczka z Azji, od dawna trenująca w Akademii Rafaela Nadala, wkrótce powinna przebić się do TOP 50 rankingu WTA. A wtedy dodatkowe przepustki do dwutygodniowych turniejów będą dla innych tenisistek.

     

    Jednocześnie nie jest to debiut Eali na obiektach Caja Magica. Pierwszą dziką kartę dostała już trzy lata temu, wtedy do kwalifikacji. I to przywitanie z zawodowym tenisem było brutalną lekcją, w starciu z Węgierką Anną Bondar nie ugrała przez 61 minut choćby jednego gema. W 2023 roku był już przegrany mecz 1:6 i 1:6 z Niemką Tatjaną Marią w 1. rundzie, a rok temu – zwycięstwo z Ukrainką Łesią Curenko, a później trzysetowy bój z Soraną Cirsteą, ostatecznie przegrany. A gdyby wtedy Rumunkę pokonała, w trzeciej rundzie zmierzyłaby się z… Igą Świątek.

     

    WTA 1000 Mutua Madrid Open. Iga Świątek kontra Alexandra Eala, stawką trzecia runda

     

    Los skojarzył te dwie wielkoszlemowe mistrzynie US Open z 2022 roku – Eala triumfowała wśród juniorek – niedawno w Miami. Obie dotarły do ćwierćfinału, zdecydowaną faworytką starcia była Polka. Młoda zawodniczka z Filipi udowodniła jednak, że jej wygrane z Jeleną Ostapenko czy Madison Keys nie były dziełem przypadku, wykorzystała słabszą dyspozycję raszynianki, triumfowała 6:2, 7:5. Potrafiła wyjść z trudnej sytuacji w drugim secie, gdy Iga wygrała cztery gemy z rzędu i odskoczyła na 4:2. To ona w półfinale zagrała z Jessicą Pegulą – przegrała po trzech setach ciężkiej walki.

     

    I los chciał, że bardzo szybko dojdzie do rewanżu. W Madrycie, gdzie Iga broni mistrzowskiego tytułu z zeszłego sezonu. Polka jest tu rozstawiona z dwójką, ma już za sobą dwa spotkania w WTA 500 w Stuttgarcie. Eala dostała się do turnieju bez kwalifikacji dzięki dzikiej karcie, dzisiaj zagrała po raz trzeci na mączce. Wcześniej wystąpiła w turnieju WTA 125 w Oeiras, ale przegrała już drugi mecz w singlu i pierwszy w deblu. Teraz na stadionie Manolo Santany zaprezentowała jednak bardzo ofensywny tenis, miała aż 27 wygrywających uderzeń. I nie dała większych szans Wiktoriji Tomowej.

     

    Gdy stało się jasne, że kolejną rywalką Igi Świątek będzie młoda Filipnka, Eala musiała zmierzyć się z pytaniami o ich poprzednie spotkanie. Starała się bagatelizować tamten wynik. – Każdy mecz to inna historia, nawet gdy po drugiej stronie jest ta sama zawodniczka. Czy zagram za rok znów w Miami bądź Madrycie, to będzie to inne spotkanie – mówiła, cytowana przez stronę WTA. A przy okazji przypomniano, że choć Iga rywalizowała już sześć razy z Jeleną Ostapenko, to historia zawsze się powtarzała. I mecze sześć razy kończyły się triumfami Łotyszki.

     

    – Gdy już kurz opadł po Miami, nie staram się wspominać tamtego turnieju. Oczywiście, teraz wszyscy pytają, ale będę miała jeszcze czas na wspomnienia. Skupiam się już na Madrycie – mówiła Filipinka.

     

    A przy okazji WTA poprosiło kibiców o udział w sondzie – kto wygra to spotkanie. I po kilku godzinach wyniki są zaskakujące: aż 56 procent uczestników wskazało, że… w trzeciej rundzie znajdzie się Alexandra Eala. Czyżby Iga miała przegrać pierwsze spotkanie w turnieju od blisko 60 turniejów?

     

  • Spełnił się czarny scenariusz dla Ostapenko. W Madrycie jedna Łotyszka odpadnie

    Spełnił się czarny scenariusz dla Ostapenko. W Madrycie jedna Łotyszka odpadnie

    Spełnił się czarny scenariusz dla Ostapenko. W Madrycie jedna Łotyszka odpadnie

    Jelena Ostapenko przyleciała z Niemiec do Hiszpanii opromieniona swoim sukcesem w Stuttgarcie, pierwszym na mączce od ośmiu lat i triumfu na kortach Rolanda Garrosa. Zarazem, dzięki rozstawieniu, mogła przyglądać się, która z dwóch weteranek będzie jej kolejną rywalką: czy wracająca do wielkiego tenisa jej rodaczka Anastasija Sevastova, czy też ćwierćfinalistka ostatniego AO Anastazja Pawluczenkowa. Po 128 minutach 6:4, 7:5 wygrała Łotyszka. A ona z Ostapenko nigdy dotąd nie przegrała.

     

    Cały tenisowy świat zachodzi teraz w głowę, co się stanie w… głowie Jeleny Ostapenko po jej wielkim sukcesie w Stuttgarcie. Tytuł WTA 500 sam w sobie nie jest może czymś niezwykłym, ale akurat zmagania w Porsche Tennis Grand Prix trochę wymykają się spod reguł zawodów tej rangi. Aby wygrać rywalizację, Łotyszka musiała pokonać dwie najlepsze obecnie zawodniczki na świecie (Aryna Sabalenka i Iga Świątek), kapitalnie radzącą sobie Jekateriną Aleksandrową, ale też Emmę Navarro, która balansuje na granicy pierwszej i drugiej dziesiątki.

     

    Tyle że nawet gdy ostatnio Ostapenko była w stanie zanotować tak błyskotliwy występ, przykładem choćby WTA 1000 w Dosze, to za chwilę znów seryjnie przegrywała spotkania z zawodniczkami nie z drugiego, ale nawet z trzeciego szeregu. Pytanie, co się stanie teraz w Madrycie.

     

    Ostapenko znów jest na kursie kolizyjnym ze Świątek, mogą trafić na siebie w czwartej rundzie. Aby tak się stało, zawodniczka z Łotwy powinna wcześniej pokonać dwie przeciwniczki, co – nie licząc Dohy i Stuttgartu, ostatnio zdarzyło się… podczas zeszłorocznego Wimbledonu.

     

    WTA 1000 w Madrycie. Jelena Ostapenko poznała swoją pierwszą rywalkę. Walczyły dwie… weteranki

     

    Pierwszą rywalkę mistrzyni ze Stuttgartu miało wyłonić starcie 35-letniej Anastasiji Sevastovej z niespełna 34-letnią Anastazją Pawluczenkową. Gdyby patrzeć tylko na ostatnie wyniki, zdecydowaną faworytką była Rosjanka. Pawluczenkowa to bowiem rewelacja Australian Open, dotarła w Melbourne do ćwierćfinału, w nim stoczyła trzysetowy bój z Aryną Sabalenką.

     

    Jest jednak i druga strona tego sukcesu, już bardziej przykra. Z Australii Pawluczenkowa wróciła chora, z infekcją wirusową. Próbowała jeszcze rywalizować w dwóch turniejach na Bliskim Wschodzie, skreczowała w Abu Zabi w pojedynku z Magdą Linette, wróciła dopiero w Miami. I na Florydzie znów odbiła się od… poznanianki.

     

    0:6 Świątek z Ostapenko? Anastasija Sevastova miała do dziś bilans 0:8 z Anastazją Pawluczenkową. Pierwszy raz grały w Australian Open w 2010 roku. I naszedł ten pierwszy raz

     

    To jednak nic przy kłopotach Sevastovej. Łotyszka to była 11. rakieta świata, ale obecnie jej nazwiska próżno… szukać w rankingu WTA. Rok temu dotarła do ćwierćfinału turnieju w Austin, doznała tam poważnej kontuzji kolana. Przeszła w Austraii operację, wróciła do gry dopiero w zeszłym tygodniu w turnieju ITF na Słowenii, wygrała jedno spotkanie, później poddała starcie z Arantxą Rus po wygranym secie na 1:1. Jej dyspozycja była więc ogromną niewiadomą.

     

    A jak radziła sobie z nimi w przeszłości Ostapenko? Z Pawluczenkową ma bilans niemal jak z Igą Świątek: 6 wygranych i 1 porażka, z Sevastovą… jeszcze nie triumfowała. Przegrała obie dotychczasowe potyczki, ostatniego seta zaś 0:6. W Stuttgarcie, sześć lat temu. Obie wielokrotnie razem grały w reprezentacji Łotwy. W bezpośrednich potyczkach rodaczek do gry mogą wejść więc dodatkowe emocje.

     

    Anastasija Sevastova kontra Anastazja Pawluczenkowa w 1. rundzie Mutua Madrid Open. Łzy Łotyszki już po meczu

     

    Scenariusz ułożył się zaś dla Ostapenko niekorzystnie. Sevastova od początku nie zamierzała ustępować bardziej ogranej w tym roku rywalce, szybko odskoczyła na 2:0. Pawluczenkowa jednak wyrównała, o triumfie Łotyszki rozstrzygnął dziesiąty gem, zdołała ponownie przełamać rywalkę.

     

    A w drugim secie Pawluczenkowa była już w znacznie większych opałach. W trzecim gemie poległa przy trzecim break poincie, za chwilę jednak odegrała się na Łotyszce tym samym. A później dokonała sztuki niezwykłej – Sevastova miała w jednym gemie aż osiem szans na ponownie przełamanie – i żadnej z nich nie wykorzystała. Nie był to jednak moment zwrotny. Obie konsekwentnie wygrywały swoje gemy serwisowe, aż przy stanie 6:5 dla Łotyszki, Rosjanka znalazła się pod presją. Serwowała po tie-breaka, a tymczasem zrobiło się 15-40. Obroniła jeszcze pierwszą piłkę meczową, przy drugiej została przelobowana.

    https://x.com/edgeAIapp/status/1915002120748630498

    Triumfatorka tego meczu nie kryła się ze łzami, płakała nawet podczas przemowy na środku kortu. Dla niej to pierwsza wygrana w turnieju tej rangi od października 2021 roku, gdy w jesiennym Indian Wells pokonała Polonę Hercog. Teraz zagra z Ostapenko, a wie jakz młodszą rodaczką wygrywać.

     

  • Komunikat z Madrytu. Już wszystko jasne. Ogłosili oficjalnie ws. Świątek

    Komunikat z Madrytu. Już wszystko jasne. Ogłosili oficjalnie ws. Świątek

    Komunikat z Madrytu. Już wszystko jasne. Ogłosili oficjalnie ws. Świątek

    Od wtorku ruszyła rywalizacja w głównej drabince WTA 1000 Madryt. Do tej pory na korcie w stolicy Hiszpanii nie widzieliśmy jeszcze żadnej polskiej zawodniczki. W środowe popołudnie organizatorzy podali harmonogram gier na czwartek, dzięki czemu wiemy już, kiedy swoje mecze rozegrają Iga Świątek oraz Magdalena Fręch. Wiceliderkę światowego rankingu czeka starcie z Alexandrą Ealą, natomiast jej rodaczka zmierzy się z Hiszpanką Jessicą Bouzas Maneiro. O której Polki rozpoczną pojedynki?

     

    Po turnieju WTA 500 w Stuttgarcie, gdzie Iga Świątek szósty raz z rzędu przegrała z Jeleną Ostapenko, wiceliderka światowych list przystąpiła do “tysięcznika” w Madrycie, gdzie broni tytułu wywalczonego w zeszłym roku. W pierwszej rundzie Polka otrzymała wolny los, przez co zmagania rozpocznie od drugiego etapu. Tam jej rywalką będzie Alexandra Eala (72. WTA).

     

    Filipinka w swoim pierwszym meczu na kortach w stolicy Hiszpanii ograła Bułgarkę Wiktoriję Tomową, 6:3, 6:2. Co ciekawe, pojedynek ten z perspektywy trybun oglądał… Wim Fissette. Alex była trochę zmartwiona i powiedziała: Przyszedł, żeby popatrzeć, jak gram. Powiedziałem jej, żeby się nie martwiła, bo widziałem o wiele więcej meczów Igi niż on jej, prawda? To będzie dobry mecz, będziemy się nim cieszyć i zobaczymy, czy będziemy mieli szczęście i czy uda nam się rozegrać dobre spotkanie na początek – mówił po meczu trener Eali, Joan Bosch.

     

    Oficjalnie. Wiemy, o której Świątek i Fręch rozegrają mecze w Madrycie

     

    Dla Świątek będzie to świetna okazja na rewanż. Przypomnijmy, niedawno na zawodach w Miami Alexandra Eala sensacyjnie ograła 23-latkę 6:2, 7:5 w ćwierćfinale. Można więc przypuszczać, że nasza tenisistka będzie jeszcze bardziej zmotywowana, aby tym razem zejść z kortu jako zwyciężczyni. W środowe popołudnie organizatorzy Mutua Madrid Open opublikowali plan gier na czwartek 24 kwietnia. Zgodnie z nim mecz Igi Świątek z Filipinką odbędzie się jako trzeci pojedynek od godz. 11:00 na korcie Estadio Manolo Santana.

     

    Przed starciem z udziałem Polki na plac gry najpierw zawitają Aleksandar Vukić i Kei Nishikori oraz Mirra Andriejewa i Marie Bouzkova. Oznacza to, że pojedynek Świątek – Eala powinien rozpocząć się około godz. 14:30, w zależności od tego, jak potoczą się dwa pierwsze spotkania. Tego dnia w stolicy Hiszpanii zobaczymy także Magdalenę Fręch (27. WTA), która w drugiej rundzie zagra z Jessicą Bouzas Maneiro (69. WTA). Jej starcie z Hiszpanką zaplanowano jako pierwsze na korcie nr 3. Tym samym Fręch przystąpi do rywalizacji w czwartek o godz. 11:00.

    Oto godziny meczów Świątek i Fręch w Madrycie

    Iga Świątek – Alexandra Eala – czwartek 24 kwietnia około godz. 14:30

    Magdalena Fręch – Jessica Bouzas Maneiro – czwartek 24 kwietnia godz. 11:00

     

  • Maszyna do strzelania goli, której Barcelona się nie spodziewała: Jak Ewa Pajor podbiła europejskich gigantów

    Maszyna do strzelania goli, której Barcelona się nie spodziewała: Jak Ewa Pajor podbiła europejskich gigantów

    Maszyna do strzelania goli, której Barcelona się nie spodziewała: Jak Ewa Pajor podbiła europejskich gigantów

     

    Kiedy Ewa Pajor dołączyła do FC Barcelony, oczekiwania były ogromne — ale nikt nie mógł przewidzieć, jak eksplozja jej formy wstrząśnie światem futbolu. W zaledwie 33 meczach Pajor zdobyła aż 33 bramki, zapisując się w księgach rekordów i wywołując prawdziwe poruszenie w europejskiej piłce nożnej.

     

    Jej początek był wręcz historyczny. Strzelając dziewięć goli w pierwszych sześciu ligowych spotkaniach, Pajor ustanowiła nowy rekord najbardziej bramkostrzelnego debiutu w historii Barcelony — przebijając nawet niektóre z największych legend, które kiedykolwiek zakładały bordowo-granatową koszulkę.

    I nie zwolniła tempa.

    https://youtu.be/pO9PH-259tk?si=pLj2Vrg6mb02M0L6

     

    Z pięcioma hat-trickami na koncie — w tym jednym absolutnie spektakularnym, który był pierwszym hat-trickiem w historii kobiecego El Clásico — Pajor stała się najbardziej groźną napastniczką w Hiszpanii. Jej występy nie tylko zachwycają kibiców, ale też przesuwają granice tego, co możliwe dla debiutantki w jednym z największych klubów świata.

     

    Ale Ewa Pajor to nie tylko gole. Jej wkład w ostatnią dominację Barcelony zarówno w La Liga, jak i Lidze Mistrzyń UEFA wykracza daleko poza skuteczne wykończenie akcji. Jej inteligentne poruszanie się bez piłki, taktyczna świadomość oraz umiejętność podnoszenia poziomu gry całego zespołu sprawiają, że stała się centralną postacią drużyny, która już wcześniej była naszpikowana gwiazdami.

     

    Szczegółowe statystyki z UEFA.com tylko potwierdzają to, co widać na boisku — Pajor wyróżnia się efektywnością, kreatywnością i niesamowitą regularnością, co czyni ją jedną z najbardziej kompletnych napastniczek we współczesnym futbolu.

     

    Od rekordowego startu po przełomowe hat-tricki — Ewa Pajor udowadnia, że nie tylko zapisuje się w historii Barcelony. Ona właśnie rozpoczyna całkowicie nową erę.

     

  • Swoboda poza kadrą na MŚ. Oto powód jej absencji

    Swoboda poza kadrą na MŚ. Oto powód jej absencji

    Swoboda poza kadrą na MŚ. Oto powód jej absencj

     

    Ewa Swoboda nie weźmie udziału w majowych zawodach World Athletics Relays. Powodem jest intensywny sezon halowy, który miał wyczerpać sprinterkę.

     

    27-letnia Ewa Swoboda, jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich lekkoatletek, nie wystartuje w majowych zawodach World Athletics Relays (nieoficjalne mistrzostwa świata sztafet odbędą się w dniach 10-11 maja w Kantonie w Chinach).

     

    Jak poinformował Polski Związek Lekkiej Atletyki (PZLA), decyzja ta wynika z intensywnego sezonu halowego, który mocno obciążył zawodniczkę. Informację tę przekazał w rozmowie z portalem Sport.pl Maciej Jałoszyński z PZLA.

     

     

    – Ewa ma za sobą długi sezon halowy, który kosztował ją sporo sił. Dlatego starty odbywające się na stadionach rozpocznie z lekkim opóźnieniem – podkreślił starszy specjalista ds. sportowo-technicznych w PZLA.

     

    Swoboda w tym roku często startowała w zawodach halowych. Wystąpiła m.in. na halowych mistrzostwach Europy w Apeldoorn, gdzie zajęła czwarte miejsce w biegu na 60 metrów. Podobny wynik osiągnęła podczas halowych mistrzostw świata w Nankinie, gdzie uzyskała czas 7,09 sekundy.

     

    World Athletics Relays będą najważniejszym startem kwalifikacyjnym do wrześniowych mistrzostw świata w Tokio, które zostaną rozegrane w dniach 13-21 września 2025 roku.

     

  • Tyle pieniędzy UEFA wypłaci klubom. Fortuna! Radość w Poznaniu

    Tyle pieniędzy UEFA wypłaci klubom. Fortuna! Radość w Poznaniu

    Tyle pieniędzy UEFA wypłaci klubom. Fortuna! Radość w Poznani

    Europejska Unia Piłkarska (UEFA) przeznaczy 233 mln euro dla ponad 900 klubów w związku z udziałem ich zawodników w rozgrywkach drużyn narodowych. Na czele listy jest Manchester City, który otrzyma 5,17 mln euro. W Polsce najbardziej wzbogaci się Lech Poznań — o 526 tys. euro.

    Środki dotyczą okresu od 2020 do 2024 r., a składają się na niego występy w: Lidze Narodów (2020/21 i 2022/23), eliminacjach mistrzostw Europy (2022-2024) oraz w turnieju finałowym Euro 2024.

    “Całkowita kwota znacząco wzrosła w porównaniu z 200 mln euro z poprzedniego cyklu” — poinformowano w informacji prasowej UEFA.

    Nie tylko Lech Poznań. Na podium też Cracovia i Pogoń Szczecin
    Drugą co do wielkości kwotę otrzyma Real Madryt — 4,79 mln euro, a trzecią Inter Mediolan — 4,65 mln.

    W Polsce wypłaty otrzyma 28 klubów. Zdecydowanie najbardziej skorzysta na tym Kolejorz, a kolejne miejsca zajmują Cracovia — 305 tys. euro oraz Pogoń Szczecin — 265 tys. euro.

    Środki zasilą konta łącznie 901 klubów z 55 federacji członkowskich UEFA. Niewielka część trafi nawet do występującego na 10. poziomie rozgrywek ligowych w Anglii Yorkshire Amateur of England, który otrzyma 7,3 tys. euro.

  • Królewski grzmi po decyzji Andrzeja Dudy. “Nie ma nic głupszego”

    Królewski grzmi po decyzji Andrzeja Dudy. “Nie ma nic głupszego”

    Królewski grzmi po decyzji Andrzeja Dudy. “Nie ma nic głupszego

     

    Czy mecze Ekstraklasy i 1. Ligi w dniu pogrzebu zmarłego papieża Franciszka (sobota 26 kwietnia) zostaną przełożone? To pytanie zadają sobie fani wszystkich dwunastu drużyn, które mają wtedy rozegrać swoje spotkania. Prezydent Andrzej Duda ogłosił, że będzie to dzień żałoby narodowej, a to z kolei może wymusić zmianę terminu wielu meczów. Do całej sprawy odniósł się prezes Wisły Kraków Jarosław Królewski. Idea braku gry tego dnia nie przypadła mu do gustu, delikatnie mówiąc.

     

    Sobota 26 kwietnia 2025 roku będzie w Polsce dniem żałoby narodowej. Prezydent Andrzej Duda podjął taką decyzję, gdy Watykan ogłosił, iż zmarły w Poniedziałek Wielkanocny papież Franciszek zostanie pochowany właśnie wtedy. Postawiło to duży znak zapytania pod wieloma sportowymi wydarzeniami w Polsce, planowanymi właśnie na wspomnianą sobotę. Mowa choćby o gali KSW 105, ale przede wszystkim o meczach piłki nożnej.

     

    Sześć spotkań pod znakiem zapytania

    Tych z kolei w planie nie brakuje. Trzy mecze Ekstraklasy oraz kolejne trzy 1. Ligi. Przekładanie ich na tym etapie sezonu byłoby wyjątkowo nie na rękę każdemu z zainteresowanych zespołów. Na ten moment nie ma oficjalnego potwierdzenia, czy tak się stanie. Wiadomo, że w przeszłości w przypadkach jednodniowej żałoby mecze rozgrywano bez przeszkód, jak choćby w listopadzie 2013 roku, gdy zmarł były premier Tadeusz Mazowiecki (dzień jego pogrzebu był dniem żałobnym).

     

    – Czekamy na wskazania Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – mówił dla portalu Goal.pl prezes 1. Ligi Marcin Janicki. Na ten moment każdy z klubów mających zaplanowany mecz w sobotę 26 kwietnia musi uzbroić się w cierpliwość. Cała sytuacja wywołała gorące dyskusje, choćby w mediach społecznościowych. Według wielu osób odwoływanie meczów byłoby reakcją przesadzoną, nawet jeśli samo wprowadzenie żałoby jest zrozumiałe. Są jednak i bardzo radykalni przeciwnicy scenariusza z przekładaniem spotkań. Należy do nich prezes Wisły Kraków Jarosław Królewski.

     

    Jarosław Królewski ostro o przekładaniu spotkań

    Choć “Biała Gwiazda” nie gra 26 kwietnia, tylko dzień wcześniej (na wyjeździe z Bruk-Bet Termaliką), prezes klubu na portalu X bardzo dosadnie dał do zrozumienia, co sądzi o całym pomyśle. – Z całym szacunkiem, nie ma nic głupszego niż przekładanie kolejek Ekstraklasy i 1. Ligi, tudzież innych wydarzeń ze względu na ogłoszoną żałobę narodową. Ta polityczna/inna poprawność i brak autentyczności zaczyna być groteskowa – napisał Królewski.

     

    Pełne zestawienie potencjalnie przełożonych spotkań w sobotę 26 kwietnia:

    Warta Poznań – Kotwica Kołobrzeg (1. Liga)

    GKS Tychy – Polonia Warszawa (1. Liga)

    Pogoń Siedlce – Arka Gdynia (1. Liga)

    Lechia Gdańsk – Piast Gliwice (Ekstraklasa)

    Motor Lublin – Cracovia (Ekstraklasa)

    GKS Katowice – Legia Warszawa (Ekstraklasa)

  • Nazywają ją “królową mączki”. W tym rankingu Świątek nie ma w Top 5

    Nazywają ją “królową mączki”. W tym rankingu Świątek nie ma w Top 5

    Nazywają ją “królową mączki”. W tym rankingu Świątek nie ma w Top 5

    Sezon gry na mączce trwa w najlepsze. Ale która tenisistka w Erze Open odnosiła największe sukcesy na tej nawierzchni? Portal tennis365.com przygotował zestawienie, w którym znalazła się również Iga Świątek. Kto wypadł najlepiej?

     

    Mączka to specyficzna nawierzchnia, która nie wszystkim tenisistkom odpowiada. Od rozpoczęcia Ery Open (1968 rok) nie brakowało jednak zawodniczek, które odnosiły na niej wielkie sukcesy. Którą z nich należy uznać za najlepszą?

     

    Odpowiedzi na to pytanie poszukał portal tennis365.com. Pod uwagę wzięto liczbę tytułów na mączce, ze szczególnym uwzględnieniem triumfów na kortach Rolanda Garrosa, procent wygranych pojedynków, a także epokę, w jakiej było dane rywalizować danej tenisistce.

     

    Niekwestionowaną królową kortów ziemnych w Erze Open jest Chris Evert. Jej osiągnięcia na tej nawierzchni są imponujące: zdobyła 70 tytułów, w tym siedem na Roland Garros, co czyni ją liderką w tej kategorii. Evert wygrała 94,55 proc. swoich meczów na ziemi, co jest rekordem wśród kobiet.

     

    Druga w zestawieniu Steffi Graf również odnosiła sukcesy na kortach ziemnych. Niemka zdobyła 32 tytuły, w tym sześć na Roland Garros. Jej wygrane na tej nawierzchni stanowią 88,57 proc. wszystkich meczów, co plasuje ją w czołówce najlepszych zawodniczek.

     

    Na kolejnych miejscach znalazły się Belgijka Justine Henin, Hiszpanka Arantxa Sanchez Vicario oraz Amerykanka Monica Seles. Szósta w zestawieniu jest legendarna Australijka Margaret Court.

     

    Na siódmym miejscu uplasowała się Iga Świątek. Polska tenisistka już teraz jest uznawana za jedną z najlepszych zawodniczek na kortach ziemnych. Zdobyła cztery tytuły na Roland Garros i trzy w międzynarodowych mistrzostwach Włoch. Jej wskaźnik wygranych meczów wynosi 88,39 proc., co czyni ją jedną z najlepszych w historii.

     

    W wieku 23 lat Polka ma już na koncie 10 tytułów na mączce. “Świątek ma szansę wspiąć się wyżej w rankingu w nadchodzących latach, choć już ugruntowała swoją pozycję najlepszej zawodniczki swojego pokolenia i jednej z najlepszych w historii” – stwierdzono w serwisie tennis365.com.

     

    Co warto zaznaczyć, Świątek już teraz znalazła się w tym zestawieniu wyżej od innych współczesnych tenisistek. Na ósmej pozycji została sklasyfikowana Amerykanka Serena Williams. Z kolei Top 10 zamyka Rosjanka Maria Szarapowa. Obie panie przedziela legendarna Martina Navratilova.

     

    Top 10 najlepszych tenisistek na mączce w Erze Open (wg tennis365.com):

    1) Chris Evert

    2) Steffi Graf

    3) Justine Henin

    4) Arantxa Sanchez Vicario

    5) Monica Seles

    6) Margaret Court

    7) Iga Świątek

    8) Serena Williams

    9) Martina Navratilova

    10) Maria Szarapowa

  • Godziny do meczu, a tu takie słowa o powrocie Lewandowskiego

    Godziny do meczu, a tu takie słowa o powrocie Lewandowskiego

    Godziny do meczu, a tu takie słowa o powrocie Lewandowskiego

    Robert Lewandowski doznał kontuzji mięśnia półścięgnistego lewego uda i nie dokończył meczu FC Barcelony z Celtą Vigo. Nie wiadomo, ile potrwa przerwa Polaka od gry, ale opinia kolejnego z ekspertów nie jest zbyt pozytywna. – Nie możemy też wykluczyć scenariusza, w którym “Lewy” w tym sezonie już nie zagra – powiedział dr Krzysztof Jamka w rozmowie z WP SportoweFakty.

     

    Robert Lewandowski podczas meczu z Celtą Vigo poczuł ból pod kolanem i po chwili usiadł na murawę, prosząc Hansiego Flicka o zmianę. Hiszpańskie media szybko poinformowały, że kapitan reprezentacji Polski doznał urazu mięśnia półścięgnistego lewego uda i nie zagra co najmniej przez kolejne trzy tygodnie. To wciąż niepotwierdzone wieści, a opinie ekspertów nie są zbyt pozytywne.

     

    Fatalne prognozy ws. Roberta Lewandowskiego. Koniec sezonu gwiazdy FC Barcelony?

    Opinie w sprawie kontuzji Roberta Lewandowskiego wyraził dr Krzysztof Jamka, który jest fizjoterapeutą i osteopatą. Na początku przybliżył to, z czym musi zmagać się kapitan reprezentacji Polski. – Mięsień dwugłowy, półbłoniasty i półścięgnisty tworzą pasmo kulszowo-goleniowe. Z tych wszystkich mięśni, mięsień półścięgnisty regeneruje się najtrudniej. To mięsień, który ma wąski, stosunkowo krótki w porównaniu z dwugłowym i półbłoniastym brzusiec i dość długie ścięgno – wyjaśnił w rozmowie z WP SportoweFakty.

     

     

    Dalej doktor stwierdził, że przy małym urazie przerwa od gry zawodnika to co najmniej trzy tygodnie. Niewykluczone jednak, że w przypadku Lewandowskiego pauza może być jeszcze dłuższa. – Trzy tygodnie przerwy to absolutne minimum, ale czas leczenia zależy od tego, czy mówimy o naciągnięciu, naderwaniu czy zerwaniu. Tego z komunikatu klubu się nie dowiadujemy – dodał Jamka.

     

    -Realny wariant według mnie zakłada powrót na końcówkę sezonu i potencjalny finał Ligi Mistrzów. Biorąc jednak pod uwagę to, że to kolejny tego typu uraz, fakt, że ten mięsień trudno się regeneruje, a także – nie oszukujmy się – wiek Lewandowskiego, nie możemy też wykluczyć scenariusza, w którym “Lewy” w tym sezonie już nie zagra – powiedział specjalista i dodał, że w tym przypadku napastnik zmaga się z urazem przeciążeniowym, a nie mechanicznym.

     

    Pozostaje liczyć, że kontuzja nie okaże się tak poważna i Lewandowskiego zobaczymy jeszcze na boisku w najważniejszych momentach sezonu 2024/25. Kapitan reprezentacji Polski na pewno nie zagra we wtorek 22 kwietnia o 21:30, kiedy to Barcelona zmierzy się z Mallorką na własnym stadionie. Na relację ze spotkania zapraszamy na Sport.pl oraz do naszej aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.