Category: Home

  • Barcelona już złota! Koniec epickiej batalii w La Liga. Polscy kibice w euforii

    Barcelona już złota! Koniec epickiej batalii w La Liga. Polscy kibice w euforii

    Barcelona już złota! Koniec epickiej batalii w La Liga. Polscy kibice w eufori

     

    FC Barcelona mistrzem Hiszpanii! Ekipa Hansiego Flicka wraca na złoty tron po dwóch latach, dzięki wyjazdowej wygranej 2:0 z Espanyolem. Bohaterem spotkania okazał się Lamine Yamal – krótko po przerwie na moment włączył tryb “stadiony świata” i cudownym uderzeniem otworzył wynik derbów Katalonii. A w doliczonym czasie dołożył do tego asystę. Robert Lewandowski wrócił do ligowej rywalizacji po 26 dniach pauzy, ale po słabym występie został zdjęty z murawy w trakcie drugiej odsłony. Wojciech Szczęsny jeszcze raz był klasą sam dla siebie. Ten sezon polscy kibice wspominać będą latami.

     

    Kibice Barcelony marzyli o powtórce scenariusza sprzed dwóch lat. W połowie maja “Duma Katalonii” wygrała wówczas na obiekcie Espanyolu 4:2 i sięgnęła po mistrzostwo Hiszpanii. Dwiema bramkami przyczynił się do tego Robert Lewandowski.

     

    Wtedy do końca sezonu pozostawały cztery kolejki. Teraz – tylko dwie. Zdobycie tytułu gwarantował “Blaugranie” tylko komplet punktów. Ale wychodziła do gry przeciwko rywalowi grającemu o życie. Zwycięstwo zapewniało gospodarzom zachowanie miejsca w La Liga.

     

    Szczęsny ratuje Barcelonę. Lider La Liga w tarapatach od pierwszych minut

     

    Lewandowski nie grał w lidze od 19 kwietnia. Teraz wrócił po kontuzji i od razu znalazł się w wyjściowej jedenastce. Miał w tym swój osobisty interes – jeśli wciąż wierzy w zdobycie snajperskiego berła, na finiszu sezonu musi wykazać się nadzwyczajną skutecznością.

     

    Zgodnie z przewidywaniami od pierwszego gwizdka inicjatywę przejęła ekipa Hansiego Flicka. Tyle że po niespełna czterech minutach… na prowadzenie mógł wyjść Espanyol. Oko w oko z Wojciechem Szczęsnym stanął Urko Gonzalez, uderzył bez przyjęcia i chybił minimalnie. W tej sytuacji Polak świetnie wyszedł przed pole bramkowe, skrócił kąt i zmusił rywala do błędu.

     

    Incydent? Nie. Problem “Barcy” był poważniejszy. Formacja obronna nie weszła w mecz na odpowiednio wysokim pułapie koncentracji. W efekcie po kwadransie Szczęsny znów znalazł się w opałach – w sytuacji sam na sam z Javim Puado zdołał jednak popisać się znakomitą interwencją. A po kolejnych dziesięciu minutach uprzedził tego samego zawodnika śmiałym wybiegiem z bramki.

     

    Barcelona dominowała, ale nie przekładało się to na czyste okazje bramkowe. Jeden groźny strzał Lewandowskiego, w dodatku niecelny, nie mógł wybić przeciwnika z rytmu. Lamine Yamal miał problemy z podwajanym kryciem. Raphinha w pierwszej połowie w zasadzie przeszedł obok gry.

     

    Lamine Yamal otwiera skarbiec. “duma Katalonii” znów na tronie

     

    Po zmianie stron Espanyol bronił się skutecznie niespełna 10 minut. Kiedy na pokaz maestrii zdecydował się Yamal, od razu zrobiło się 0:1. Fenomenalny młodzian przymierzył zza pola karnego tak, że można się było tylko pokłonić w zachwycie. Piłka wpadła idealnie w “okienko” bramki strzeżonej przez Joana Garcię.

     

    W 64. minucie plac gry opuścił bezbarwny Lewandowski. Nie zdobył 100. bramki w barwach “Blaugrany” i traci do Kyliana Mbappe trzy gole w klasyfikacji strzelców. Forma Polaka nie budzi optymizmu, Trofeo Pichichi może się okazać nieosiągalne

     

    Ostatnie kilkanaście minut gospodarze grali w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Leandro Cabrery za faul na Yamalu. Nic nie mogło już odebrać Barcelonie tytułu. W doliczonym czasie drugi cios zadał jeszcze wprowadzony za “Lewego” Fermin Lopez i to był definitywny koniec.

     

    Tym sposobem na dwie kolejki przed końcem – zachowując siedmiopunktową przewagę – “Duma Katalonii” strąca Real Madryt z mistrzowskiego tronu!

  • Iga Świątek, gratulacje!!! Zostałaś wybrana jako prawowita laureatka nagród sponsorowanych przez Fundację Tony’ego Carreiry

    Iga Świątek, gratulacje!!! Zostałaś wybrana jako prawowita laureatka nagród sponsorowanych przez Fundację Tony’ego Carreiry

    Iga Świątek, gratulacje!!! Zostałaś wybrana jako prawowita laureatka nagród sponsorowanych przez Fundację Tony’ego Carreiry

    Wspaniała wiadomość obiegła dziś świat sportu – Iga Świątek, liderka światowego tenisa i dumna reprezentantka Polski, została wybrana jako prawowita laureatka prestiżowych nagród sponsorowanych przez Fundację Tony’ego Carreiry. To wyjątkowe wyróżnienie stanowi nie tylko uhonorowanie jej osiągnięć sportowych, ale również docenienie jej działalności poza kortem.

     

    Fundacja Tony’ego Carreiry znana jest z promowania talentów i wspierania osób, które inspirują innych swoją postawą, pracowitością i zaangażowaniem społecznym. Wybór Igi Świątek na laureatkę tegorocznych nagród jest wyrazem uznania dla jej niestrudzonego dążenia do doskonałości, a także jej inicjatyw wspierających zdrowie psychiczne i rozwój młodzieży.

     

    Iga Świątek, mimo młodego wieku, osiągnęła już niezwykle wiele – wielokrotna mistrzyni turniejów wielkoszlemowych, obecna numer 1 światowego rankingu WTA, a także osoba o głębokiej empatii i silnym głosie w ważnych kwestiach społecznych.

     

    Nagroda od Fundacji Tony’ego Carreiry to kolejny dowód na to, że sukces to nie tylko zwycięstwa na korcie, ale również wpływ, jaki można mieć na innych ludzi. Gratulacje dla Igi – to wyróżnienie w pełni zasłużone!

  • Prawdziwy popis Julii Szeremety. Awansowała do finału i zaskoczyła

    Prawdziwy popis Julii Szeremety. Awansowała do finału i zaskoczyła

    Prawdziwy popis Julii Szeremety. Awansowała do finału i zaskoczyła

    Wicemistrzyni olimpijska w boksie, Julia Szeremeta, po zwycięstwie 5:0 nad Angielką Sameenah Toussaint, w pięknym stylu awansowała do piątkowego finału w kat. 57 kg Pucharu Świata — 40. Memoriału Feliksa Stamma w Warszawie. Jej rywalką będzie Khumorabonu Mamajonova z Uzbekistanu.

     

    Szeremeta tradycyjnie w ringu miała opuszczone ręce. W rundzie otwarcia kilka razy zadała serię ciosów na korpus. Wyprzedzała Angielkę i zasłużenie prowadziła po trzech minutach. Kolejne starcia również należały do Polki. Podopieczna po walce odebrała zasłużone brawa od… nielicznej widowni w stołecznym Torwarze. Sędziowie jednogłośnie punktowali na jej korzyść (30:27, 30:26, 30:27, 30:26, 30:27).

     

    — Mówiłam, że moja ręka powędruje ku górze w rewanżu. Lubię rewanże — powiedziała Szeremeta, mając na myśli porażkę z Angielką sprzed trzech lat w 1/8 fnału ME do lat 22 w Porecu.

     

    Szeremeta wzięła rewanż. Oto klucz do jej sukcesu

     

    Podopieczna Tomasza Dylaka oceniła, że o jej stosunkowo łatwym zwycięstwie zadecydowała umiejętność walki z bliska. Rywalka z tym po prostu sobie nie radziła. — Tak, walka w półdystansie na pewno zrobiła dużą robotę. Ustawiłam sobie ten pojedynek już w pierwszej rundzie — dodała.

     

    Szeremeta przyznała, że ostatnio woli walczyć z pozycji mańkutki niż w normalnej. Wówczas rywalki boją się wejść na linię jej ciosów. Podkreśliła, że nie odczuwała żadnej nerwowości. — Wiem na co mnie stać, jakie mam możliwości i umiejętności, więc podeszłam do tego pojedynku na spokojnie. Kondycyjnie ostatnio jestem bardzo dobrze przygotowana. Przyznam się, że nie zmęczyłam się zbytnio tą walką — zaznaczyła.

     

    Srebrna medalistka olimpijska z Paryża wyjaśniła PAP, że w przygotowaniach zaliczała sparingi po 11 minut bez przerwy. Czasem zdarzało się, że nawet dwa po kolei w takim limicie czasowym.

     

    — Kiedyś w przygotowaniach robiliśmy 45-minutowy sparing i wchodziły do mnie na przykład trzy świeże zawodniczki co pięć minut, a ja nie miałam przerwy, więc kondycja u mnie jest bardzo na wysokim poziomie — podkreśliła z dumą.

     

    Polka spodziewała się, ze w piątkowym finale zmierzy się z Turczynką Esrą Yildiz. Tymczasem brązowa medalistka olimpijska niespodziewanie przegrała 2:3 z Khumorabonu Mamajonovą z Uzbeksistanu.

  • Ewa Pajor przejdzie do historii. Niewiarygodny wyczyn w Barcelonie

    Ewa Pajor przejdzie do historii. Niewiarygodny wyczyn w Barcelonie

    Ewa Pajor przejdzie do historii. Niewiarygodny wyczyn w Barceloni

    Ewa Pajor szybko zaaklimatyzowała się w FC Barcelona i zapracowała sobie na sympatię fanów. Okazuje się, że już w pierwszym sezonie w nowych barwach ma szansę na nie lada wyczyn.

    Instagramowy profil Postunitedfem podzielił się interesującym zestawieniem. Zebrał w nim najlepsze strzelczynie FC Barcelona z poszczególnych sezonów. Pod uwagę wzięto wszystkie rozgrywki: począwszy od tych ligowych, przez Puchar Królowej i Superpuchar Hiszpanii po Ligę Mistrzów.

    Na szczycie klasyfikacji plasuje się Jennifer Hermoso, wielokrotna królowa strzelczyń zarówno w lidze hiszpańskiej, jak i Lidze Mistrzów. W swoim rekordowym sezonie 2016/17 zdobyła 41 bramek.

    Ewa Pajor przed wielką szansą
    Bardzo blisko przebicia tego osiągnięcia jest Ewa Pajor. Polska piłkarka spisuje się w FC Barcelona znakomicie, a wielu upatruje w niej nawet jednej z faworytek do sięgnięcia po Złotą Piłkę. W swoim debiutanckim sezonie w koszulce Barcy zdobyła już 39 bramek.

    Przed sobą ma sporo szans, by jeszcze polepszyć tę statystykę. W tym sezonie FC Barcelona na ligowych boiskach zagra z Betisem i Athletikiem. Później czekają ją dwa finały — z Arsenalem w Lidze Mistrzów oraz z Atletico w Pucharze Królowej.

  • Wielki rewanż Julii Szeremety, co za walka o finał. Wyciągnięty as z rękawa

    Wielki rewanż Julii Szeremety, co za walka o finał. Wyciągnięty as z rękawa

    Wielki rewanż Julii Szeremety, co za walka o finał. Wyciągnięty as z rękaw

     

    – Jak mówiłam, jestem dziewczyną, która lubi boksować na świeżości, dłuższy czas oczekiwania sprzyja mojej regeneracji. I boksowałam, będąc w swojej formie. A jak jest forma i szybkość, to wszystko wychodzi perfekcyjnie – bez zbędnej kurtuazji Julia Szeremeta odniosła się do swojej kapitalnej walki na otwarcie rywalizacji w Pucharze Świata i turnieju im. Feliksa Stamma. Nasza gwiazda do jednej bramki pokonała Angielkę Sameenah Toussaint, a po wszystkim sama wywołała temat… żółtej kartki.

     

    – Już na początku moją mocną rywalką będzie Angielka, z którą przegrałam trzy lata temu na mistrzostwach Europy. Więc szykuje się ciekawy rewanż – mówiła na starcie turnieju Julia Szeremeta w rozmowie z Interią. Polka wiedziała, że choć zaczyna rywalizację w kat. 57 kg od półfinału, to ma przed sobą bardzo wymagające rywalki.

     

    Julia Szeremeta ujawnia, czym zaszachowała rywalkę. Mistrzostwo

     

    Tymczasem wydarzenia w ringu, od pierwszej sekundy, układały się pod dyktando Szeremety. Polka w takim stylu weszła w walkę, jakby w ringu zameldowała się dodatkowo wygłodniała kilkudniowym oczekiwaniem na swój premierowy występ. Prestiżowy turniej na warszawskim Torwarze rozpoczął się w poniedziałek, a srebrna medalistka olimpijska z Paryża dotąd tylko dopingowała swoje koleżanki i kolegów i podtrzymywała formę lekkimi jednostkami treningowymi.

     

    W ringu niemal perfekcyjnie zrealizowała nakreślony plan, a przynajmniej w jednym momencie, gdy głowa Toussaint aż odskoczyła, sędzia mógł śmiało przystąpić do jej liczenia

     

    21-latka bardzo dojrzale przeanalizowała przebieg pojedynku i te elementy we własnym boksie, z którymi zawodniczka z Wysp Brytyjskich zupełnie sobie nie radziła. – Na pewno dużą robotę robiła walka w półdystansie, tym ustawiłam sobie pojedynek w pierwszej rundzie. Do tego przeciwniczka z Anglii nie umie boksować z mańkutką, a mnie ostatnio zmiana pozycji na leworęczną bardzo dobrze wychodzi. Przyznam się szczerze, że ostatnio nawet wolę walczyć w mańkucie niż w normalnej pozycji – podkreśliła nasza zawodniczka, co tylko potwierdza jej ciągły rozwój.

     

    W pewnym momencie sama Szeremeta, wspominając poprzednią walkę z Angielką i poniesioną porażkę, wspomniała historię żółtej kartki, którą została ukarana przez trenera kadry, Tomasza Dylaka. – Sytuacja miała miejsce właśnie przy okazji pojedynku z tą zawodniczką, na mistrzostwach Europy w 2022 roku. A to dlatego, że moja forma nie była wtedy perfekcyjna, źle się prowadziłam i tak wyszło, że dostałam za to ostrzeżenie od trenera – uśmiechnęła się Szeremeta, dziś imponująca diametralnie innym podejściem do swojego zawodu na pełen etat

     

    Szeremeta poznała rywalkę na finał. W piątek batalia o złoto

     

    Jeszcze na odchodne Szeremeta potwierdziła swoje słowa sprzed kilku dni, że jej rywalką w finale zapewne będzie Turczynka Esra Yildiz, brązowa medalistka igrzysk z Paryża. Tymczasem drugi półfinał zakończył się, z jej punktu widzenia, zaskakującym werdyktem. 3:2 wygrała jedyna kobieta w kadrze Uzbekistanu na Puchar Świata w Polsce, Khumoranobu Mamajonova.

     

    Przypomnijmy, podczas premierowej odsłony z Pucharem Świata, miesiąc temu w Brazylii, nasza pięściarka wywalczyła srebrny medal. Lepsza od naszej gwiazdy okazała się 29-letnia zawodniczka gospodarzy, Jucielen Romeu. Szeremeta w ostatniej rundzie ruszyła mocno do przodu, jednak nie zdołała odrobić strat. Przegrała tamten finał niejednogłośnym werdyktem sędziów w oczach trzech sędziów, tylko u dwóch była lepsza.

  • Julia Szeremeta w finale Pucharu Świata. Jeden krok od złota w Warszawie

    Julia Szeremeta w finale Pucharu Świata. Jeden krok od złota w Warszawie

    Julia Szeremeta w finale Pucharu Świata. Jeden krok od złota w Warszawi

     

    W hali Centralnego Ośrodka Sportu Torwar trwa 40. Międzynarodowy Turniej im. Feliksa Stamma, który w tym roku uzyskał rangę Pucharu Świata World Boxing. W czwartek w ringu w końcu pojawiła się Julia Szeremeta. Miała okazję do zrewanżowania się Brytyjce Sameenah Toussaint za porażkę z mistrzostw Europy 2022. Udało się to – wicemistrzyni olimpijska zwyciężyła przez jednogłośną decyzję sędziów i zarazem awansowała do finału

     

    – Ta zawodniczka jest bardzo niewygodna, ma długi zasięg rąk, mocny i szybki lewy prosty. Sądzę, że walka będzie dosyć równa. Fakt faktem, że kiedyś byłam inną zawodniczką, zrobiłam duży progres, ale ta przeciwniczka też na pewno poszła w górę. Nastawiam się na zacięty pojedynek, ale liczę, że to moja ręka powędruje w górę. I myślę, że tak się stanie – mówiła kilka dni temu w rozmowie z Interią Julia Szeremeta o Sameenah Toussaint. Nawiązywała do przegranej walki z mistrzostw Europy z 2022 roku. Trzy lata później doszło do ich kolejnego starcia, tym razem w Pucharze Świata World Boxing na warszawskim Torwarze

     

    Toussaint pojawiła się w narożniku czerwonym, a Szeremeta w niebieskim. Stawką był finał imprezy. Pojedynek od początku był żywy, już w pierwszej rundzie doszło do kilku wymian, w której zarysowała się przewaga Polki. Pod koniec otwierającej odsłony trener Tomasz Dylak kazał swojej podopiecznej wyczekać na jeszcze jeden atak, co też się wydarzyło. Brytyjka kilkukrotnie w teoretycznie groźnych sytuacjach przecięła powietrze.

     

    Pewna wygrana Julii Szeremety. Wywalczyła finał Pucharu Świata w Warszawie

     

    Na trybunach w dalszym ciągu nie pojawiło się zbyt wielu kibiców, więc w transmisji doskonale było słychać polecenia od szkoleniowca. Toussaint także w drugiej rundzie nie miała pomysłu na przejście defensywy naszej rodaczki, nawet jeśli udało jej się zagonić ją do narożnika. W trzeciej i zarazem ostatniej odsłonie tempo chwilami spadało, Dylak krzyknął Szeremecie “nie biegaj”, sugerując by konstruowała kolejne ataki w spokojniejszy sposób. Polecił też obniżenie pozycji. Wicemistrzyni olimpijska kontrolowała przebieg wydarzeń i trudno było spodziewać się innego werdyktu sędziów niż jej zwycięstwo.

     

    Tak też się stało. 21-latka awansowała do finału poprzez jednogłośną decyzję sędziów.

     

    Trwająca odsłona Pucharu Świata jest drugą z czterech zaplanowanych na 2025 rok. Pierwszą była ta w brazylijskim Foz do Iguaçu, kolejne odbędą się w Kazachstanie (30 czerwca – 7 lipca) i Indiach (15-22 listopada). “Przynależność Polski do struktur World Boxing otwiera nowe możliwości rozwoju dla krajowych zawodników i zawodniczek, a organizacja zawodów tej rangi w Warszawie stanowi potwierdzenie rosnącej pozycji polskiego boksu na arenie międzynarodowej” – pisał Polski Związek Bokserski.

  • Kapitalny pokaz boksu. Szeremeta awansowała do finału Pucharu Świata!

    Kapitalny pokaz boksu. Szeremeta awansowała do finału Pucharu Świata!

    Kapitalny pokaz boksu. Szeremeta awansowała do finału Pucharu Świata

     

    Sameenah Toussaint w 2022 roku pokonała Julię Szeremetę. Zemsta była słodka. Wicemistrzyni olimpijska z Paryża nie dała Angielce żadnych szans w półfinale 40. Turnieju im. Feliksa Stamma, który odbywa się w ramach Pucharu Świata.

     

    – Czekam na rewanż, lubię rewanże, na pewno pokażę się z dobrej strony i moja ręka powędruje do góry – zapewniała Julia Szeremeta w rozmowie z TVP Sport.

     

    Polka rozpoczynała rywalizację w Turnieju im. Feliksa Stamma, który odbywa się w Warszawie jako zawody Pucharu Świata, od półfinału. W nim zmierzyła się z Sameenah Toussaint. Zaprezentowała znakomity boks, rewanżując się Angielce za porażkę sprzed trzech lat.

     

    – Pięknie! O to chodzi! Trafiłaś – słychać było z narożnika Polki w pierwszej rundzie. Szeremeta popisała się kilkoma efektownymi kombinacjami, “częstując” rywalkę soczystymi lewymi.

     

    Kolejne rundy była nieco spokojniejsze, ale także toczyły się pod dyktando Polki. Wicemistrzyni olimpijska zwyciężyła jednogłośną decyzją sędziów.

     

    “Wielkie brawa, pokaz eleganckiego boksu i umiejętność wykorzystania walki z bliska” – ocenił wygraną Szeremety Piotr Jagiełło, komentator TVP Sport.

     

    W walce o złoto w kategorii 57 kg Szeremeta zmierzy się z Khumorabonu Mamajonovą z Uzbekistanu, która pokonała Turczynkę Yildiz Kahraman Esrę.

     

    Finały turnieju na warszawskim Torwarze odbędą się w piątek, 16 maja i będą transmitowane przez TVP Sport.

     

  • Oto co może pomóc Idze Świątek. Sensacyjny scenariusz

    Oto co może pomóc Idze Świątek. Sensacyjny scenariusz

    Oto co może pomóc Idze Świątek. Sensacyjny scenariusz

    Iga Świątek zapewne powoli zaczyna się przygotowywać do jej ulubionego Roland Garros, choć jak mówiła, nie ma za dużych oczekiwań co do występu w Paryżu, gdyż ostatnio na korcie nie jest sobą. Nad przyczynami problemów Polki zastanawiają się i eksperci i kibice, a Dawid Celt wspomniał o czymś, co paradoksalnie mogłoby pomóc byłej wiceliderce rankingu WTA.

     

    Problemy Igi Świątek. Trudny sezon

    Iga Świątek nie ma teraz najlepszego czasu. Raszynianka przegrała walkę o finał w Madrycie z Coco Gauff, a później już po trzeciej rundzie pożegnała się z turniejem w Rzymie, przegrywając z Danielle Collins. Przed Polką jej ulubiony Roland Garros, jednak ona sama nie wydaje się nie wierzyć już w to, że zawojuje Paryż. Sytuacja 23-latki jest trudna, od prawie roku nie wygrała w żadnym turnieju, a teraz Dawid Celt, cytowany przez Sport.pl, powiedział, co jego zdaniem mogłoby jej pomóc. Dodał natomiast, że takiej sytuacji jej nie życzy.

     

    Celt jasno o tym, co dzieje się z Igą Świątek

    “Upieram się, że to jest duże zmęczenie układu nerwowego. Ona jest przebodźcowana. Wiemy, że Iga ma problem ze znalezieniem dystansu, odcięciem się. Nie ma innego wyjścia. Musi sobie znaleźć odpowiedzi na najważniejsze pytania” — powiedział Dawid Celt, zaznaczając, że mimo że team Polki mówi o tym, że pracuje nad zmianami, na razie efektów tej pracy nie widać.

     

    To mogłoby pomóc Świątek. Celt o sensacyjnym scenariuszu

    Celt wspomniał jednak o sytuacji, która paradoksalnie mogłaby pomóc Idze Świątek. Mówi o jeszcze większej porażce, tak, żeby łatwiej było jej odbić się od dna…

     

    “To już jest trudny rok i on będzie jeszcze trudniejszy. Chociaż niewykluczone, że będzie taki moment, gdy Iga uderzy mocniej o ziemię, czego jej oczywiście nie życzę, na przykład przegra szybko w Paryżu, co nie jest niemożliwe. Gdyby tak się wydarzyło, to możliwe, że później to wszystko zejdzie z niej, to całe ciśnienie. Może nastąpić wtedy takie odbicie, Iga jest za dobrą tenisistką, by mówić o totalnym załamaniu” — zaznaczył cytowany przez Sport.pl Celt.

  • Wielkoszlemowa mistrzyni nie dowierza w to, co powiedział Fissette. “Koleś, nie!”

    Wielkoszlemowa mistrzyni nie dowierza w to, co powiedział Fissette. “Koleś, nie!”

    Wielkoszlemowa mistrzyni nie dowierza w to, co powiedział Fissette. “Koleś, nie!

     

    – Myślę, że przekroczyła już limit zmartwień. Nie jest też prowadzona dobrze, co wpływa na jej tenis – mówi była australijska tenisistka Rennae Stubbs o kryzysie Igi Świątek. Była mistrzyni wielkoszlemowa uderzyła również w trenera Polki – Wima Fissette’a.

     

    Iga Świątek po raz pierwszy w tym sezonie nie doszła minimum do ćwierćfinału turnieju WTA. Już w trzeciej rundzie turnieju w Rzymie polska tenisistka gładko przegrała z Amerykanką Danielle Collins (WTA 29) 1:6, 5:7, co sprawia, że nie obroni tytułu wywalczonego w stolicy Włoch przed rokiem i straci drugie miejsce w rankingu WTA.

     

    – Nie wiem. Cóż, czułam, że nie byłam obecna na korcie do walki i rywalizacji. Koncentrowałam się na błędach. To mój błąd, nie robię rzeczy tak, jak powinnam. Muszę się skoncentrować na tym, co zawodzi, i spróbować to zmienić – mówiła po spotkaniu z Amerykanką Świątek, która teraz musi się skupić na wielkoszlemowym Roland Garros, gdzie również będzie broniła tytułu i aż 2000 punktów rankingowych.

     

    “Koleś, nie!”. Czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa przejechała się po trenerze Świątek

    – Graj, by wygrać. Energia na każdej piłce – takie słowa miał kierować do polskiej tenisistki jej trener Wim Fissette w trakcie meczu z Collins. Do tego oraz do formy Świątek odniosła się w swoim podcaście była australijska tenisistka Rennae Stubbs, czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa w grze podwójnej, która zwróciła uwagę na dwa negatywne aspekty.

     

    – Myślę, że przekroczyła już limit zmartwień. Nie jest też prowadzona dobrze, co wpływa na jej tenis – powiedziała Stubbs, która przejechała się również po Wimie Fissette.

     

    – Słyszałam, jak w pewnym momencie Wim powiedział “Graj, by wygrać”. Koleś, nie! Co ty na to, by dać jej proces myślowy, idź przez środek przy returnie, z pełną mocą. Jeśli przegrasz gema, okej. Potem zaserwuj trochę pierwszych serwisów z kickiem. Odzyskaj rytm na pierwszym serwisie. Coś taktycznego, nie “Graj, by wygrać” – stwierdziła Australijka.

     

    Stubbs dość regularnie wypowiada się na temat Igi Świątek. Po jej porażce z Jeleną Ostapenko w Stuttgarcie wyraziła swoje obawy o stan psychiczny Polki.

     

    – Ona teraz ma to uczucie przerażenia: “Nie wygrywam i to nawet na kortach ziemnych. Co się ze mną dzieje?”. Czy jest obawa? Zdecydowanie, myślę, że jest trochę obaw. Czy ona może odzyskać to i naprawić to wszystko w Madrycie, Rzymie i Francji? Jeśli to się nie uda, to martwię się o jej psychikę w przyszłości, ponieważ jej gra jest tak bardzo oparta na pewności siebie – mówiła wówczas 54-latka.

     

    Do wielkoszlemowego Roland Garros Iga Świątek ma jeszcze niespełna dwa tygodnie, bo turniej w Paryżu startuje 25 maja. Mimo kilkunastu dni wolnego Polka nie planuje zagrać na turnieju WTA 500 w Strasburgu, gdzie zagra choćby Amerykanka Jessica Pegula.

  • Ewa Pajor ustanowiła nowy rekord FC Barcelony. To najlepszy strzelecki start w historii klubu, który przewyższa dotychczasowy rekord.

    Ewa Pajor ustanowiła nowy rekord FC Barcelony. To najlepszy strzelecki start w historii klubu, który przewyższa dotychczasowy rekord.

    Jak Ewa Pajor odmieniła Barcelonę: “Góra goli” i niezapomniany dzień 28. urodzin

    Ewa Pajor nigdy nie zapomni swoich 28. urodzin. Sama przyznaje, że był to jeden z najpiękniejszych dni w jej życiu.

    3 grudnia 2024 roku Pajor zdobyła bramkę, która dała Polsce historyczny awans do pierwszego w historii wielkiego turnieju w kobiecej piłce nożnej. W 94. minucie meczu w Wiedniu trafiła do siatki, pieczętując zwycięstwo 2:0 w dwumeczu z Austrią i zapewniając Polsce udział w letnich Mistrzostwach Europy w Szwajcarii.

     

    To musiała być ona. Nikt nie zrobił więcej dla kobiecej piłki nożnej w Polsce. Od poprowadzenia reprezentacji do złota na mistrzostwach Europy U-17 w 2013 roku, przez debiut i bramkę w seniorskiej kadrze w tym samym roku, aż po rekord 64 bramek w 97 meczach – Pajor stała się symbolem i inspiracją dla całego pokolenia młodych piłkarek.

     

    – Ewa to niesamowity wzór do naśladowania dla młodych zawodniczek w Polsce – powiedziała trenerka reprezentacji Polski Nina Patalon w rozmowie z ESPN. – Jej droga od piłki amatorskiej do bycia czołową napastniczką Barcelony to prawdziwa inspiracja. Dziewczynki, które wcześniej bały się marzyć o karierze piłkarskiej, teraz widzą, że to realna droga.

     

    Jeszcze bardziej imponująca jest jej kariera klubowa. Zadebiutowała w Medyku Konin jako 15-latka (oczywiście zdobywając bramkę), a następnie przeniosła się do niemieckiego Wolfsburga, gdzie zdobyła 135 goli w 196 występach i czterokrotnie grała w finale Ligi Mistrzyń. Latem 2024 roku dołączyła do Barcelony, aktualnych mistrzyń Europy.

     

    Od tamtej pory strzela gola za golem. Przed zbliżającym się kluczowym starciem z Realem Madryt na Stadionie Olimpijskim ma na koncie 33 gole w 33 meczach. Zdobyła już pięć hat-tricków, w tym pierwszy w historii kobiecego Klasyku podczas półfinału Pucharu Królowej. A wszystko to w sezonie, który nie był dla Barcelony prosty – nowy trener Pere Romeu zastąpił Jonatana Giráldeza, a klub opuściły takie gwiazdy jak Mariona Caldentey, Lucy Bronze i Keira Walsh.

     

    Mimo to Barça wciąż dominuje: zdobyła Superpuchar Hiszpanii, prowadzi w lidze, jest blisko półfinału Ligi Mistrzyń i gra w finale Pucharu Królowej. Były jednak momenty niepewności – porażka z Manchesterem City w fazie grupowej Ligi Mistrzyń, domowa przegrana z Levante (pierwsza od 2019 roku), czy trudności ze zdobywaniem bramek. Źródła zbliżone do drużyny przyznają jednak, że zespół ewoluuje i z optymizmem patrzy na końcówkę sezonu – w dużej mierze dzięki obecności naturalnej środkowej napastniczki, jaką jest Pajor.

     

    – Styl gry Barcelony wymaga aktywnego udziału napastników w budowaniu akcji i Ewa świetnie się do tego dostosowała – mówi Patalon. – Udoskonaliła swoje poruszanie się bez piłki, co czyni ją jeszcze groźniejszą. Jej zaangażowanie zawsze było imponujące, ale w Barcelonie osiągnęła nowy poziom.

     

    – Jej transfer odmienił sposób gry Barcelony – powiedział asystent trenera Espanyolu Juan Ignacio Ibarra. – Potrzebowali typowej napastniczki, skutecznej w polu karnym. Przez ostatnie sezony brakowało im takiej zawodniczki. Pina, Mariona czy Salma Paralluelo rotowały na tej pozycji, ale to nie to samo.

     

    – Barça potrzebowała kogoś jak Pajor, by zyskać nowe opcje i przesunąć Salmę na skrzydło. Ten transfer był strzałem w dziesiątkę. Dane mówią same za siebie – strzeliła górę goli i była decydująca.

     

    Pajor lubi grać na granicy spalonego, wykorzystując przestrzeń za plecami obrońców – co nieczęsto się zdarza w meczach Barcelony – ale ma też inne atuty. W meczu z Espanyolem jej zespół przegrywał do 60. minuty, a ona strzeliła wyrównującą bramkę głową po stałym fragmencie gry, co rozpoczęło odwrócenie losów spotkania.

     

    – Przygotowując się do meczu z Barceloną, zwracaliśmy szczególną uwagę na to, jak Pajor porusza się w polu karnym – dodał Ibarra. – Jest świetna w atakowaniu dośrodkowań, zwłaszcza z prawej strony, gdzie gra Hansen. Ich współpraca, jeszcze z czasów Wolfsburga, przynosi efekty. Pajor często uderza z pierwszej piłki.

     

    – Również przy stałych fragmentach gry jest bardzo groźna, mimo że nie wydaje się wysoka. Właśnie w ten sposób zdobyła wyrównującego gola w pierwszym meczu z nami. Dzięki niej Barça może grać z typową dziewiątką, jeśli tego potrzebuje.

     

    – Największe atuty Ewy to szybkość, skuteczność i boiskowa inteligencja – mówi Patalon. – Ma niesamowity instynkt, potrafi zachować zimną krew pod presją i tworzyć sytuacje z niczego.

     

    Pajor wpisuje się też w coraz silniejszą polską reprezentację w barwach Barcelony. Ona przewodzi strzelczyniom w drużynie kobiet, Robert Lewandowski robi to samo u mężczyzn, a Wojciech Szczęsny wrócił z emerytury, by dołączyć do zespołu. Do tego młode talenty jak Emilia Szymczak – “jest na naszym radarze”, mówi Patalon – i Weronika Araśniewicz pukają do drzwi pierwszego zespołu.

     

    Dla takich zawodniczek jak Szymczak i Araśniewicz, obecność Pajor w zespole to nie tylko dowód na to, co jest możliwe, ale też lekcja ciężkiej pracy. Jej historia to połączenie talentu i determinacji.

     

    W dzieciństwie mierzyła się z typowymi problemami – brak zorganizowanej piłki dla dziewczyn. Pochodzi z wioski liczącej mniej niż 100 mieszkańców, jako jedno z pięciorga rodzeństwa pomagała na gospodarstwie, podziwiała Cristiano Ronaldo i grała z chłopakami, których regularnie ogrywała.

     

    W wieku 11 lat opuściła dom rodzinny i zamieszkała w internacie w Koninie wraz z o rok starszą siostrą Pauliną, rozpoczynając treningi w Medyku Konin. Jej pierwszą trenerką była… Nina Patalon, wiele lat zanim została selekcjonerką seniorskiej reprezentacji. Pajor płakała przez kilka dni po przeprowadzce, ale wiedziała, że to konieczne.

     

    – Przyszła na trening z piłką rozmiaru 5, która sięgała jej do kolan – wspominała Patalon w rozmowie z TVP. – Była drobna, miała krótkie włosy… trochę wystraszona. Pomyślałam: “Mam nadzieję, że jej nie zrobię krzywdy”. Grała z dziewczynami o dwa lata starszymi, a i tak była od nich lepsza: szybsza, bardziej zwinna, agresywna. Pierwszy raz widziałam taki talent.

     

    Zadebiutowała w ekstralidze w wieku 15 lat i 133 dni – najmłodsza zawodniczka w historii. Potem przyszły sukcesy z kadrą młodzieżową i transfer do Wolfsburga w 2015 roku. To właśnie tam zdiagnozowano u niej poważny problem ze wzrokiem – stożek rogówki. Zwykłe badanie u sponsora klubu, optyka, wykazało, że widzi zaledwie 10% prawym okiem i 30% lewym. Groziła jej nawet utrata wzroku, ale operacja i specjalne soczewki pozwoliły jej kontynuować karierę.

     

    Pajor wracała też po dwóch poważnych kontuzjach kolana, które ograniczyły jej występy w sezonach 2020/21 i 2021/22. W tym czasie postanowiła pracować nad sobą. Rozpoczęła współpracę z psycholożką Darią Abramowicz – tą samą, która opiekuje się Igą Świątek. Zaczęła też jeszcze intensywniej analizować grę największych napastniczek, by doskonalić swój styl.

     

    Efekty były widoczne: w sezonie 2022/23 była królową strzelczyń Ligi Mistrzyń i zajęła 18. miejsce w plebiscycie Złotej Piłki. Sezon zakończył się jednak rozczarowaniem – Wolfsburg przegrał finał z Barceloną, mimo pięknego gola Pajor z dystansu.

     

    Do naturalnego talentu dołączyła pracowitość. Jak powiedział trener Wolfsburga Tommy Stroot w 2023 roku: – Rzadko spotyka się zawodniczki, które dają z siebie tyle na każdym treningu. Poziom w naszym klubie jest wysoki, a ona i tak go przekraczała.

     

    A rok 2025 może być jeszcze lepszy. Jeśli Ewa strzeli gola i poprowadzi drużynę do zwycięstwa nad Realem, Barça odskoczy na 10 punktów w lidze, a mistrzostwo Hiszpanii będzie na wyciągnięcie ręki. Ale to trofeum Ligi Mistrzyń pozostaje jej największym marzeniem. Zdobycie go byłoby idealnym wstępem do tego, co czeka ją latem – pierwszego w historii wielkiego turnieju z reprezentacją Polski.