Category: Home

  • Zrobiła to! Ewa Pajor królową strzelczyń ligi hiszpańskiej

    Zrobiła to! Ewa Pajor królową strzelczyń ligi hiszpańskiej

    Zrobiła to! Ewa Pajor królową strzelczyń ligi hiszpańskiej

    Piłkarka Barcelony Ewa Pajor strzeliła dwa gole w wygranym 6:0 meczu z Athletikiem Bilbao w ostatniej kolejce hiszpańskiej ekstraklasy. Reprezentantka Polski wywalczyła tytuł królowej strzelczyń z 25 bramkami na koncie.

     

    Kolejne zawodniczki w klasyfikacji najskuteczniejszych miały znacznie skromniejszy dorobek: Alexia Putellas z Barcelony i Edna Imade z Granady zaliczyły po 16 trafień.

     

    Już w drugiej minucie gola strzeliła dwukrotna laureatka Złotej Piłki – Aitana Bonmati. Jeszcze w pierwszej połowie dwie bramki zdobyła Pajor, której asystowały Bonmati i Caroline Graham Hansen. W drugiej połowie kolejne dwa gole strzeliła Claudia Pina, która weszła z ławki rezerwowych. W doliczonym czasie na 6:0 podwyższyła Esmee Brugts.

     

    W 30. kolejce La Liga Femenina gola strzeliła także inna reprezentantka Polski – Aleksandra Zaremba z Costa Adeje Tenerife. Jej zespół wygrał z Realem Sociedad San Sebastian 4:1.

     

    Barcelona już wcześniej zapewniła sobie 10. w historii oraz szóste z rzędu mistrzostwo Hiszpanii. W 30 ligowych meczach odniosła 28 zwycięstw i poniosła dwie porażki – z Realem Madryt i Levante. Piłkarki “Blaugrany” strzeliły aż 128 goli, a straciły zaledwie 16. Drugie i trzecie miejsce zajęły kluby z Madrytu – Real i Atletico.

     

    Kobieca drużyna “Dumy Katalonii” ma szansę na potrójną koronę. W sobotę na Estadio Jose Alvalade w Lizbonie zagra z Arsenalem Londyn w finale Ligi Mistrzyń, a 7 czerwca zmierzy się z Atletico Madryt w finale Pucharu Królowej.

  • Iga Świątek w Paryżu, a tu taki scenariusz. Upadek i wybuch Polki. “To ją niszczy”

    Iga Świątek w Paryżu, a tu taki scenariusz. Upadek i wybuch Polki. “To ją niszczy”

    Iga Świątek w Paryżu, a tu taki scenariusz. Upadek i wybuch Polki. “To ją niszczy

     

    Już prawie rok minął od ostatniego triumfu Igi Świątek, do którego doszło na kortach Rolanda Garrosa. Czy właśnie tam, w swoim królestwie, Polka zdoła się w końcu przełamać? Zupełnie inny scenariusz dla 23-latki wieszczy Justin Henin. Była liderka rankingu WTA wspomniała o “upadku” Igi Świątek i możliwie czekającej ją “eksplozji”, a także stwierdziła, co jej zdaniem niszczy naszą tenisistkę, negatywnie wpływając na osiągane przez nią wyniki.

     

    Ćwierćfinał w Miami i w Stuttgarcie, półfinał w Madrycie i trzecia runda w Rzymie – przed sezonem trudno byłoby zakładać, że to zdanie opisywać będzie ostatnie występy Igi Świątek na kortach WTA. Oczywiście, obiektywnie rzecz ujmując, nie są to złe rezultaty, ale polska tenisistka przyzwyczaiła nas jednak do nieco innych standardów. Teraz jednak wpadła w błędne koło. I choć świeżo mamy w pamięci czas, gdy była absolutną dominatorką w stawce, teraz już prawie rok czeka na kolejny wygrany turniej.

     

    Swój ostatni sukces Iga Świątek święciła… a jakże – na kortach Rolanda Garrosa, gdzie wygrała trzy ostatnie edycje wielkoszlemowej imprezy. Teraz o obronę tytułu będzie niezwykle trudno, choć naszej zawodniczki nigdy nie wolno skreślać.

     

    Roland Garros. Iga Świątek w końcu się przełamie? Justin Henin ma inny scenariusz

     

    Iga Świątek przebywa już od kilku dni w Paryżu, by jak najlepiej przygotować się do rywalizacji w “swoim królestwie”. Tymczasem jej formę postanowiła skomentować była liderka rankingu WTA – Justin Henin. Jak przyznała belgijska tenisistka w rozmowie z francuskim oddziałem Eurosportu, największym wrogiem Igi Świątek jest obecnie… ona sama. A mówiąc dokładniej – jej perfekcjonizm, który nie pozwala jej błyszczeć nawet na ukochanej mączce

     

    I nawiązując do występu Polki w Rzymie, dodała: – Do tej pory nie bolało to aż tak bardzo. Obecnie mówimy jednak o mączce, którą kocha i o turnieju, który wygrała cztery razy. Jeśli był czas, żeby się odnaleźć, to właśnie teraz. Przeciwko Collins przeszła przez bardzo trudny stan emocjonalny. Na konferencji prasowej miała zaczerwienione oczy. Widać, że to bardzo głęboko ją boli.

     

    Justin Henin jest zdania, że w przypadku Igi Świątek droga powrotna na szczyt może nie prowadzić przez wielki sukces, a bolesny upadek, do którego może dojść w ulubionym dla niej miejscu. I właśnie taki scenariusz dla polskiej zawodniczki wieszczy przez zbliżającym się Rolandem Garrosem, wspominając o możliwych “wybuchu” 23-latki.

     

    – Być może to jest ten moment, kiedy wszystko musi eksplodować, żeby zrozumiała, co tak naprawdę się dzieje i mogła iść dalej. Może to właśnie tutaj, w Paryżu, zobaczymy jej upadek, zanim będzie mogła znów się podnieść – powiedziała Justin Henin.

  • Absurdalna sytuacja. Nawet Flick przeciwko Lewandowskiemu

    Absurdalna sytuacja. Nawet Flick przeciwko Lewandowskiemu

    Absurdalna sytuacja. Nawet Flick przeciwko Lewandowskiemu

     

    Robert Lewandowski w kończącym się sezonie przeżył drugą młodość, ale na finiszu rozgrywek zaciął się jak rzadko. Absurdalnie długa (jak na niego) niemoc może go słono kosztować. A Hansi Flick nie zamierza podać mu pomocnej dłoni.

     

    “Cześć, jestem Robert Lewandowski i od 39 dni nie strzeliłem gola…” – gdyby istniały mityngi nieanonimowych gwiazd futbolu, “Lewy” dzieliłby się teraz na nich takim doświadczeniem. W jego przypadku taka przerwa to anomalia. Zwłaszcza w sezonie, w którym przeżył drugą młodość.

     

    Jeszcze w lutym pisaliśmy, że jest jak WOŚP – będzie strzelał gole do końca kariery i… jeden dzień dłużej. Historia futbolu nie zna tak skutecznego weterana. Nawet uznawany za synonim długowieczności Cristiano Ronaldo nie był w wieku 36 lat tak skuteczny. Więcej TUTAJ. Dorobek RL9 w kończącym się sezonie jest jednak imponujący także bez podziału na kategorie wiekowe.

     

    Z 40 golami napastnik Barcelony pozostaje najskuteczniejszym piłkarzem w TOP5 – pięciu najlepszych ligach Europy, do których należą angielska, francuska, hiszpańska, niemiecka i włoska. A w kategorii open więcej bramek od niego zdobył tylko Viktor Gyokeres (53) ze Sportingu. To najlepszy sezon “Lewego” w Barcelonie, a wrażenie robi też renesans jego skuteczności.

     

    “Lewy” w Barcelonie sezon po sezonie:

     

    Zdobycz z poprzedniego sezonu poprawił o 14 goli – to skok o 54 procent! Owszem, pułap był niski, bo ubiegły sezon był jego najsłabszym od ponad dekady (więcej TUTAJ), ale rok temu o tej porze mało kto spodziewał się, że Lewandowski znów będzie tak skuteczny. Z przyjściem Hansiego Flicka wiązano wielkie nadzieje w kwestii odrodzenia “Lewego”, ale rzeczywistość przerosła najśmielsze oczekiwania.

     

    To się nie zdarza

     

    Do października mknął na życiówkę. Strzelał 1,21 gola na mecz. Potem zdjął jednak nogę z gazu i na koniec marca jego średnia wynosiła już tylko 0,91, a teraz to 0,8. To drastyczny spadek, ale nie mogło być inaczej, skoro Lewandowski na kolejnego gola czeka od 9 kwietnia – już 39 dni.

     

    W ostatnim dziesięcioleciu na dłużej zaciął się tylko dwukrotnie. Obie te niemocy dopadły go w ubiegłym sezonie i odbieraliśmy je jako zwiastun jego zejścia ze szczytu. Wtedy nie potrafił strzelić gola przez 43 (17.03-29.04.2024) i 50 (23.09-12.11.2023) dni.

     

    Owszem, teraz był wyłączony z gry z powodu kontuzji mięśnia uda. Pauzował przez nią jednak tylko dwa tygodnie, a od ostatniego trafienia wystąpił w pięciu meczach i w żadnym nie strzelił gola. Jego niemoc trwa 343 minuty i jak na niego jest wyjątkowo długa. Takie serie w karierze “Lewego” na najwyższym poziomie można policzyć na palcach jednej dłoni.

     

    Schłodzony szampan

     

    A teraz 36-latek czeka na nie byle jaką bramkę, bo licznik jego trafień dla Barcelony zatrzymał się na 99. Dotąd po strzeleckiej klasyfikacji wszech czasów klubu wspinał się w tempie, jakiego nie powstydziłaby się Aleksandra Mirosław, złota medalistka IO 2024 we wspinaczce na czas.

     

    Tymczasem od 5,5 tygodnia nie ruszył z miejsca. Utknął na 21. lokacie 9 kwietnia, kiedy dzięki dubletowi ustrzelonemu z Borussią Dortmund w Lidze Mistrzów zrównał się z Pedro. Takiego zastoju w tej wspinaczce jeszcze nie miał.

     

    Obóz rozbił tuż przed wejściem do Klubu 100 – elitarnego grona piłkarzy, którzy strzelili dla Barcelony co najmniej 100 goli. Do jego drzwi dotarł wyjątkowo szybko, bo już po 140 występach. W XXI wieku szybszy od niego na tym odcinku był tylko Luis Suarez, ale szampan przygotowywany na okazję przekroczenia tej magicznej granicy będzie wyjątkowo dobrze schłodzony.

     

    Najlepsi strzelcy w historii Barcelony na podstawie oficjalnych danych klubu:

     

    m piłkarz gole lata gry

    1. Leo Messi 672 2004-2021

    2. Cesar Rodriguez 234 1939-1955

    3. Luis Suarez 198 2014-2020

    4. Laszlo Kubala 194 1951-1961

    5. Josep Samitier 184 1919-1932

    6. Josep Escola 166 1934-1948

    7. Paulino Alcantara 143 1912-1927

    8. Samuel Eto’o 133 2004-2009

    9. Mariano Martin 130 1940-1947

    Rivaldo 130 1997-2002

    11. Patrick Kluivert 123 1998-2004

    12. Carles Rexach 122 1965-1981

    Christo Stoiczkow 122 1990-1998

    14. Estanislao Basora 114 1946-1958

    15. Luis Enrique 110 1996-2004

    16. Eulogio Martinez 106 1956-1962

    Jose Zaldua 106 1961-1970

    18. Evaristo de Macedo 105 1957-1962

    Neymar 105 2013-2017

    20. Juan Asensi 101 1970-1981

    21. Pedro 99 2007-2015

    Robert Lewandowski 99 2022-

     

    Detronizacja?

     

    Jeszcze dłużej, bo 49 dni, Lewandowski czeka na trafienie w La Lidze. I tu jego niemożność ma już poważniejsze konsekwencje niż tylko odroczenie uzyskania członkostwa w Klubie 100 Barcelony. Gdy 30 marca zdobył dwie bramki z Gironą, w klasyfikacji strzelców Primera Division miał trzy gole przewagi nad Kylianem Mbappe.

     

    Teraz, siedem kolejek później i nad dwa mecze przed końcem sezonu, to Francuz ma trzy trafienia więcej od Polaka. W tej rywalizacji stawką nie jest jednak tylko Trofeo Pichichi. Lewandowski przez 34 kolejki zmierzał po swoją dziewiątą koronę króla strzelców lig TOP 5. Nikt na najwyższym poziomie nie był koronowany częściej od niego i Leo Messiego.

     

    “Lewy” był więc na dobrej drodze do zdobycia miana najbardziej utytułowanego króla strzelców w historii, ale Mbappe może za jednym zamachem zarówno pozbawić Polaka szans na zdetronizowanie Messiego, jak i samemu zdetronizować Lewandowskiego.

     

    W latach 2018-23 “Lewy” sześć razy z rzędu sięgał po koronę króla strzelców Bundesligi (5) i La Ligi (1), dzięki czemu został najdłużej panującym królem strzelców w historii Europy. Przebił pod tym względem Jeana-Pierre’a Papina (1988-92) i Leo Messiego (2017-21).

     

    Nie nacieszył się jednak długo tym rekordem na wyłączność. W ubiegłym sezonie dorównał mu pod tym względem właśnie Mbappe, który w latach 2019-24 rok po roku zdobywał tytuł króla strzelców Ligue 1.

     

    Jeśli Francuz podbije teraz La Ligę, a jest na dobrej drodze, to przedłuży swoje panowanie do siedmiu kolejnych sezonów i przebije Lewandowskiego. Tak długich rządów Europa jeszcze nie widziała.

     

    Zniwelowanie trzybramkowej straty do Mbappe w dwóch ostatnich kolejkach sezonu jest trudnie, ale nie jest niemożliwe. Zwłaszcza w zespole, który strzela 2,91 gola na mecz. Hansi Flick nie ma jednak zamiaru ułatwiać Lewandowskiemu walki o Trofeo Pichichi.

     

    Bramki Polaka pomogły “Dumie Katalonii” w zdobyciu potrójnej korony, ale gdy trofea są już w gablocie, nikt w klubie nie mówi: “Nie pytaj, co Lewandowski może zrobić dla Barcelony. Zapytaj, co Barcelona może zrobić dla Lewandowskiego”.

     

    Niewykluczone, że w niedzielnym meczu z Villarrealem Niemiec wystawi “11” złożoną z samych wychowanków La Masii. Dla “Lewego” siłą rzeczy nie będzie w niej miejsca. Gdy w sezonie 2020/21 Lewandowski bił rekord Gerda Muellera, Hansi Flick robił wszystko, by Polak dokonał niemożliwego.

     

    Teraz nie chce mu podać pomocnej dłoni. Z Espanyolem, gdy sprawa tytułu była już przesądzona, zdjął go z boiska przed końcowym gwizdkiem. Teraz z Villarrealem planuje posadzić go na ławce, by zapisać się w historii klubu wystawieniem “11” wychowanków.

     

    Mecz 37. kolejki La Ligi FC Barcelona – Villarreal CF w niedzielę o godz. 19. Transmisja w Canal+ Sport. Relacja tekstowa NA ŻYWO w WP SportoweFakty.

  • Od Debiutu do Dominacji: Jak Ewa Pajor Podbiła Barcelonę i Piłkarski Świat

    Od Debiutu do Dominacji: Jak Ewa Pajor Podbiła Barcelonę i Piłkarski Świat

    Od Debiutu do Dominacji: Jak Ewa Pajor Podbiła Barcelonę i Piłkarski Świat

    Kiedy Ewa Pajor latem 2024 roku dokonała głośnego transferu do FC Barcelony, kibice i eksperci byli przekonani, że do klubu dołącza zawodniczka światowego formatu. Jednak to, co wydarzyło się w pierwszych tygodniach sezonu, przerosło wszelkie oczekiwania i na nowo zapisało się w historii klubu.

     

    W zaledwie sześciu ligowych występach polska napastniczka zdobyła aż dziewięć bramek, bijąc dotychczasowy rekord siedmiu goli na starcie sezonu – należący do legend Barcelony, Asisat Oshoali i Sonii Bermúdez. Skuteczność Pajor pod bramką rywali była wręcz zabójcza – obrońcy byli bezradni, a bramkarki bez szans. Jej występy to nie tylko efektywność, ale prawdziwy piłkarski spektakl.

     

    Najbardziej przełomowy moment nadszedł podczas prestiżowych derbów z Espanyolem. W atmosferze wielkiego napięcia i oczekiwań Pajor zagrała koncertowo, kompletując hat-tricka w zaledwie 45 minut i prowadząc Barcelonę do efektownego zwycięstwa 7:1. Wcześniej zachwyciła kibiców hat-trickiem przeciwko Granadzie, przyczyniając się do nokautującego wyniku 10:1.

     

    Jeszcze bardziej imponująca niż liczby jest błyskawiczna adaptacja Pajor do nowego otoczenia. Przejście do wielkiego klubu często wiąże się z okresem przyzwyczajenia, ale Polka wyglądała, jakby od zawsze była częścią zespołu. Pomogła w tym znajomość z trzema byłymi koleżankami z VfL Wolfsburg, które również reprezentują Barcelonę. Ale to nie znajomości, a głód sukcesu, niesamowita determinacja i zimna skuteczność sprawiły, że Pajor błyszczy na europejskich boiskach.

     

    Obecnie Pajor przewodzi klasyfikacji strzelczyń ligi hiszpańskiej, idąc ramię w ramię ze swoim rodakiem, Robertem Lewandowskim, który dominuje w męskich rozgrywkach. Razem budują siłę polskiej piłki na arenie międzynarodowej, udowadniając, że biało-czerwoni mają w swoich szeregach prawdziwe gwiazdy.

     

    Jej piorunujący start zachwycił nie tylko hiszpańskich fanów – rozpalił też dumę w sercach polskich kibiców. Pajor nie tylko strzela gole – ona inspiruje. Przekracza granice, łamie rekordy i wyznacza nowy, złoty standard w kobiecej piłce.

     

    A w miarę jak sezon nabiera tempa, jedno pytanie staje się coraz bardziej ekscytujące: jeśli to dopiero początek, to jak wysoko może jeszcze sięgnąć Ewa Pajor?

     

  • Iga Świątek znów spadnie w rankingu! Ale jest jeszcze gorsza wiadomość

    Iga Świątek znów spadnie w rankingu! Ale jest jeszcze gorsza wiadomość

    Iga Świątek znów spadnie w rankingu! Ale jest jeszcze gorsza wiadomoś

     

    Cóż to był za występ Jasmine Paolini! Włoszka ograła Coco Gauff 6:4, 6:1 w finale prestiżowego turnieju rangi WTA 1000 w Rzymie. Było to niezwykle istotne z punktu widzenia Igi Świątek. Polka zanotuje kolejny spadek w rankingu WTA, a to oznacza, że już w ćwierćfinale Rolanda Garrosa będzie mogła trafić na największe faworytki — z Aryną Sabalenką i Coco Gauff włącznie! Oto jak będzie wyglądał ranking WTA w poniedziałek.

     

    29-letnia Jasmine Paolini zachwyciła świat w ubiegłym sezonie. Włoszka dotarła wówczas do finałów Roland Garros i Wimbledonu, a także triumfowała w prestiżowym turnieju w Dubaju. Był to dla niej przełomowy moment – nowe otwarcie w karierze, które zaowocowało awansem na najwyższe w karierze, czwarte miejsce w rankingu WTA.

     

    Końcówka sezonu nie była już tak udana. Paolini wyraźnie odczuła trudy intensywnej pierwszej połowy roku. Również początek obecnego sezonu nie układał się po jej myśli. Przełom przyszedł dopiero w Miami, gdzie dotarła do półfinału.

     

    Tak wygląda nowy ranking WTA

    Później zagrała również w półfinale turnieju w Stuttgarcie. Choć w międzyczasie spadła na siódmą pozycję w rankingu, teraz znów wraca do czołówki. Po triumfie w Rzymie powtórzy swoje największe osiągnięcie sprzed roku i awansuje na czwarte miejsce, spychając z tej pozycji Igę Świątek. Polka od poniedziałku będzie piątą zawodniczką świata. W takiej sytuacji nasza tenisistka nie będzie rozstawiona w swojej “ćwiartce” podczas Roland Garros. Co to oznacza? Polka już w ćwierćfinale może trafić na Sabalenkę lub Gauff.

     

    W poniedziałek ranking WTA będzie przedstawiał się następująco:

     

    Aryna Sabalenka — 10 683 pkt

    Coco Gauff — 6863 pkt

    Jessica Pegula — 6308 pkt

    Jasmine Paolini — 5865 pkt

    Iga Świątek — 5838 pkt

    Mirra Andriejewa — 4986 pkt

    Madison Keys — 4674 pkt

    Qinwen Zheng — 4368 pkt

    Emma Navarro — 3831 pkt

    Paula Badosa — 3641 pkt

    Przypomnijmy, że już w przyszły weekend rozpocznie się wielkoszlemowy Roland Garros. Świątek będzie bronić tam 2000 pkt za ubiegłoroczny triumf. W momencie, gdy wszystkim tenisistkom zostaną odjęte punkty za Paryż, to Świątek z dorobkiem 3838 pkt będzie się plasować na dziewiątym miejscu.

  • Ewa Pajor błyszczy w doliczonym czasie – Cicha bohaterka, która ratuje Polskę i Barcelonę w ostatnich sekundach

    Ewa Pajor błyszczy w doliczonym czasie – Cicha bohaterka, która ratuje Polskę i Barcelonę w ostatnich sekundach

    Ewa Pajor błyszczy w doliczonym czasie – Cicha bohaterka, która ratuje Polskę i Barcelonę w ostatnich sekundach

    Kiedy czas nieubłaganie ucieka, a napięcie sięga zenitu, tylko nieliczni potrafią zachować zimną krew i wznieść się na wyżyny swoich możliwości. Ewa Pajor nie raz już udowodniła, że należy do tego elitarnego grona. Jej umiejętność zdobywania bramek w końcówkach spotkań nie tylko elektryzuje kibiców, ale też prowadzi zarówno FC Barcelonę, jak i reprezentację Polski do kluczowych zwycięstw w chwilach największej niepewności.

    Serce z lodu w meczu o wszystko

    Kwalifikacje do Mistrzostw Europy wisiały na włosku, gdy Polska mierzyła się z Austrią. Stawka była ogromna. Gdy zegar pokazywał już 94. minutę, a Austria wciąż miała nadzieję na odwrócenie losów dwumeczu, Pajor zadała decydujący cios. Jej gol nie tylko przypieczętował zwycięstwo 2:0 w dwumeczu — on zapewnił Polsce awans na Mistrzostwa Europy i rozpalił radość w całym kraju. To nie była zwykła bramka. To było symboliczne zakończenie misji zrealizowanej perfekcyjnie.

    Od porażki do pogromu: pokaz siły Pajor w Barcelonie

    W piłce klubowej historia się powtarza. W starciu z Espanyolem FC Barcelona znalazła się w nietypowej sytuacji — przegrywała do przerwy. Ale Ewa Pajor nie zamierzała na to pozwolić. Rozpoczęła prawdziwy koncert strzelecki, zdobywając hat-tricka. W 82. minucie dołożyła trzeciego gola — prostego dobitkę, która nie była już konieczna, by wygrać, ale była wyraźnym sygnałem: Pajor gra do końca, bez względu na wynik. 7:1 dla Barcelony – a każdy gol był cegiełką do spektakularnego odrodzenia.

    Legenda tworzona w ostatnich minutach

    Późne bramki to nie przypadek w statystykach Pajor — to odbicie jej boiskowej inteligencji, instynktu snajpera i lodowatej precyzji. Jak podkreśla ESPN, jej wykończenie akcji i niemal intuicyjne ustawianie się w polu karnym stały się jej znakiem rozpoznawczym. Bez względu na to, czy reprezentuje barwy narodowe, czy walczy w klubowych rozgrywkach, jej wpływ na wynik jest nie do przecenienia — i często pojawia się wtedy, gdy wszystko wydaje się stracone.

    https://youtu.be/n5pW3gakr2g?si=If9iUIkvBQ5MHdrA

     

    W piłce nożnej legendy rodzą się w momentach najwyższego napięcia — a Ewa Pajor właśnie w takich chwilach pisze swoją własną historię. Dziś pytanie nie brzmi już czy strzeli gola w końcówce, lecz ile razy to jeszcze zrobi, zanim sędzia zagwiżdże po raz ostatni.

     

  • Szeremeta walczyła o złoto. W ringu nie było czego zbierać

    Szeremeta walczyła o złoto. W ringu nie było czego zbierać

    Szeremeta walczyła o złoto. W ringu nie było czego zbierać

    Julia Szeremeta nie miała sobie równych w finałowej rywalizacji Pucharu Świata, rozgrywanym podczas Memoriału Feliksa Stamma. W decydującym pojedynku kategorii 57 kg Polka pokonała Khumorabonu Mamajonovą z Uzbekistanu.

     

    Zmagania w ramach Pucharu Świata, zaplanowane na trzeci tydzień maja, rozgrywane są podczas Memoriału Feliksa Stamma w Warszawie. Z tego powodu Biało-Czerwoni mogą liczyć na spore wsparcie miejscowych kibiców.

     

    W czwartek (15 maja) awans do finału wywalczyła między innymi Julia Szeremeta. Srebrna medalistka igrzysk olimpijskich pokonała Angielkę Sameenah Toussaint jednogłośną decyzją sędziów.

     

    Z tego powodu w kolejnym dniu Szeremeta przystąpiła do walki o złoty medal. W niej reprezentantka Polski nie dała żadnych szans Khumorabonu Mamajonovą z Uzbekistanu, zwyciężając jednogłośnie na punkty.

     

    Srebrna medalistka olimpijska rozpoczęła walkę znakomicie. Wystarczy powiedzieć, że już po pierwszej rundzie prowadziła na czterech z pięciu kart punktowych (4:1). Wówczas można było spodziewać się, że w drugiej Mamajonova ruszy.

     

    Reprezentantka Uzbekistanu zaprezentowała się lepiej niż w pierwszej rundzie. Mimo to Polka i tak była poza jej zasięgiem, co potwierdzili sędziowie. Nasza reprezentantka ponownie otrzymała więcej punktów od czterech z pięciu sędziów i była o krok od końcowego triumfu.

     

    Sytuacja powtórzyła się w trzeciej rundzie, gdzie ponownie czterech arbitrów wskazało na Szeremetę. Dzięki temu zwyciężyła jednogłośną decyzją, bo dla każdego z pięciu sędziów to srebrna medalistka olimpijska była lepsza.

     

    – Jestem bardzo szczęśliwa. Celowałam tutaj w złoto i nie mogło być inaczej. Plan był wybadać przeciwniczkę, na ile mi pozwoli i oczywiście półdystans. Byłam trochę szybsza, więc było wszystko na moją korzyść – powiedziała tuż po triumfie reprezentantka Polski.

     

    – Chciałabym wszystkim podziękować, którzy znaleźli się tutaj i przed telewizorami. Pozdrawiam cały Wojskowy Zespół Sportowy, jak i wszystkich żołnierzy – dodała.

  • Cała Polska eksplodowała z radości — oszałamiające wieści od Ewy Pajor wprawiły kraj w euforię”

    Cała Polska eksplodowała z radości — oszałamiające wieści od Ewy Pajor wprawiły kraj w euforię”

    „Cała Polska eksplodowała z radości — oszałamiające wieści od Ewy Pajor wprawiły kraj w euforię”

    Przez wiele miesięcy plotki stawały się coraz głośniejsze. Pojawiały się sugestie na zgrupowaniach, koleżanki z drużyny rzucały dyskretne spojrzenia, fani spekulowali w mediach społecznościowych, a dziennikarze desperacko próbowali połączyć fakty. Ale nic — absolutnie nic — nie mogło przygotować polskiej opinii publicznej na chwilę, gdy prawda wreszcie ujrzała światło dzienne.

    Ewa Pajor, ukochana gwiazda polskiego futbolu, właśnie przekazała wieści, które wykraczają poza sport i wprawiły cały kraj w stan euforii.

    Zaczęło się zupełnie zwyczajnie. Poranny ruch uliczny w Warszawie, radio grające w kuchniach i kawiarniach, piłka nożna jako jeden z wielu tematów codziennych rozmów. Aż nagle, tuż przed południem, pojawił się oficjalny komunikat: Ewa Pajor nie tylko w pełni wyzdrowiała po niedawnym urazie, ale także podpisała przełomowe przedłużenie kontraktu z FC Barcelona Femení i została mianowana nową kapitan reprezentacji Polski przed nadchodzącymi eliminacjami do UEFA Women’s Euro.

    Potrójna sensacja rozeszła się błyskawicznie.

    W ciągu kilku minut największe polskie media rozbłysły nagłówkami wychwalającymi powrót Pajor, jej lojalność wobec klubu i ojczyzny oraz nową rolę liderki. Media społecznościowe eksplodowały pochwałami. Na platformie X (dawniej Twitter) błyskawicznie zaczęły trendować hashtagi takie jak #DumaPolski i #KapitanPajor.

    Dla kibiców w Polsce Ewa Pajor to znacznie więcej niż napastniczka. To symbol ambicji, wytrwałości i doskonałości. Wychowana w skromnym Uniejowie, wspięła się na piłkarski Olimp Europy. A teraz, wraz z tą wiadomością, jej legenda wkroczyła na nowy poziom — jednocząc naród spragniony inspiracji.

    „To coś więcej niż piłka nożna” — powiedział jeden z fanów przed Stadionem Narodowym w Warszawie, owinięty w biało-czerwoną flagę. „To duma. To pokazanie naszym córkom, że wszystko jest możliwe. Pajor prowadzi nie tylko drużynę — ona prowadzi całe pokolenie.”

    Analitycy sportowi szybko dostrzegli wagę chwili. Nowy kontrakt Pajor z Barceloną plasuje ją wśród najlepiej opłacanych piłkarek świata — to milowy krok w sporcie, który wciąż walczy o równość płci. Ale jeszcze ważniejsze było jej przyjęcie opaski kapitana kadry narodowej.

    Polska potrzebowała lidera. Pajor stanęła na wysokości zadania.

    Na poruszającej konferencji prasowej później tego samego dnia Pajor przemawiała z opanowaniem i pewnością. „Przeszłam wzloty i upadki” — powiedziała, powstrzymując łzy. „Ale za każdym razem, gdy zakładam koszulkę z orłem na piersi, czuję za sobą 40 milionów serc. To dla nich.”

    Odpowiedź była przytłaczająca.

    Szkoły w całej Polsce spontanicznie organizowały apele na jej cześć. Billboardy w największych miastach rozświetliły się gratulacjami. W jej rodzinnym Uniejowie przez dziesięć minut biły dzwony kościelne. Starsi sąsiedzi, którzy pamiętali Pajor jako dziewczynkę kopiącą piłkę po zakurzonych boiskach, teraz oglądali jej historię na ekranach telewizorów z dumą w oczach.

    Ten moment nabiera jeszcze większego znaczenia, gdy przypomnimy sobie, co wydarzyło się rok wcześniej. Pajor zmagała się z kontuzją, która mogła zakończyć jej karierę. Wielu wątpiło, że wróci do formy. Ale Ewy Pajor nie można lekceważyć. W ciszy trenowała z determinacją, analizowała przeciwników, i przygotowywała się na powrót, którego nikt się nie spodziewał — a który miał zmienić wszystko.

    Dziś, gdy kobieca reprezentacja Polski szykuje się do trudnych eliminacji Mistrzostw Europy, robi to pod wodzą kobiety, która raz po raz udowadnia, że każde potknięcie może być początkiem wielkości.

    Gdy noc zapadła nad Warszawą, Krakowem i Gdańskiem, z każdego miasta rozbrzmiewał ten sam przekaz: Polska jest gotowa. Pajor również.

    Nie tylko wróciła.

    Ona prowadzi marsz na czele.

    A cały naród, w każdym jego zakątku, wstał, by jej bić brawo.

  • Środek nocy, a Barcelona pisze coś takiego o Szczęsnym. Absolutny szef 

    Środek nocy, a Barcelona pisze coś takiego o Szczęsnym. Absolutny szef 

    Środek nocy, a Barcelona pisze coś takiego o Szczęsnym. Absolutny szef

    Wojciech Szczęsny wydatnie przyczynił się do zdobycia mistrzostwa Hiszpanii przez Barcelonę. Były reprezentant Polski wygrał rywalizację z Inakim Peną na początku 2025 roku i stał się ważnym punktem drużyny Hansiego Flicka. Teraz Wojciech Szczęsny i Robert Lewandowski mogą wspólnie świętować, a w środku nocy Barcelona opublikowała kapitalne fotografie ze Szczęsnym na pierwszym planie. “Cieszy się emeryturą” – czytamy.

     

    28 – to liczba mistrzostw Hiszpanii, które już na swoim koncie ma FC Barcelona. Kolejny tytuł trafił do klubu z Katalonii po wygranej 2:0 z Espanyolem po golach Lamine’a Yamala i Fermina Lopeza. Tym samym zespół Hansiego Flicka zakończył sezon 24/25 z trzema trofeami, dokładając do mistrzostwa Puchar Króla i Superpuchar Hiszpanii. Ogromny wpływ na zdobycie tych tytułów mieli Polacy – Robert Lewandowski oraz Wojciech Szczęsny. “To, co zrobiła Barcelona w tym roku, to gigantyczna sensacja” – napisał Michał Kiedrowski ze Sport.pl.

    Ależ obrazki z Hiszpanii. Chodzi o Szczęsnego i Lewandowskiego. “Mistrzowie”

    W nocy z czwartku na piątek Barcelona regularnie publikowała wpisy po zdobyciu mistrzostwa Hiszpanii. Aż dwa z nich dotyczyły Wojciecha Szczęsnego. “Wojciech Szczęsny cieszy się emeryturą”, “mój typ miasta to Barcelona” – napisał klub na portalu X. Na obu fotografiach Szczęsny pozuje z cygarem. Potem Robert Lewandowski dodał na InstaStories wspólne zdjęcie ze Szczęsnym, na którym też znajduje się cygaro. “Mistrzowie” – napisał Lewandowski.

    To nie jest jednak koniec sezonu dla Barcelony. Mimo że ma już zapewnione mistrzostwo, to musi zagrać jeszcze dwa mecze w tym sezonie, odpowiednio z Villarrealem (18.05) i Athletikiem (25.05). Jeżeli Barcelona wygra oba spotkania, to zakończy ligę hiszpańską z 91 punktami.

    W Hiszpanii wiedzą o nałogu Szczęsnego. “To nie ma na mnie wpływu”

    Od samego początku, gdy Szczęsny trafił do Barcelony, to jednym z tematów wokół niego jest palenie. Niejednokrotnie Polak odnosił się do tej kwestii i przestrzegał, by nie robić tego samego, co on. – To są rzeczy, których nie zmieniam w życiu osobistym i to niczyja sprawa, jeśli palę. To nie ma na mnie wpływu. Na boisku pracuję dwa razy ciężej. Nie palę przy dzieciach, więc nie mam na nie złego wpływu. Chcę być oceniany jako bramkarz, a nie przez szukanie historii, które tak naprawdę nikogo nie obchodzą – mówił Szczęsny.

    https://x.com/_BarcaInfo/status/1923142971844653211

    Ma świetną osobowość, jest bardzo pozytywny, zachowuje spokój. Czasem sobie trochę zapali, ale taki po prostu jest. Nigdy wcześniej go nie widziałem, ale jest w odpowiednim wieku i bardzo zrelaksowany – stwierdził Flick na jednej z konferencji prasowych.

  • Julia Szeremeta w wielkim finale Pucharu Świata w Warszawie. Ogromny sukces Polaków

    Julia Szeremeta w wielkim finale Pucharu Świata w Warszawie. Ogromny sukces Polaków

    Julia Szeremeta w wielkim finale Pucharu Świata w Warszawie. Ogromny sukces Polakó

     

    Wielki sukces polskiego boksu. Julia Szeremeta w czwartkowym półfinale świetnie poradziła sobie z Brytyjką Sameenah Toussaint i zameldowała się w finale Pucharu Świata Feliksa Stamma. W piątek zobaczymy kilku Polaków, którzy powalczą o złoty medal.

     

    PŚ Feliksa Stamma: Wielkie sukcesy Polaków

    W Warszawie odbywa się turniej legendarnego Feliksa Stamma, który w tym roku otrzymał status prestiżowego Pucharu Świata. Wśród utalentowanych pięściarzy z całego świata błyszczą także Polacy. Niektórzy z nich zawalczą w piątek w wielkim finale. Atmosfera na Torwarze z pewnością będzie gorąca. Jedną z nich jest młoda Weronika Dziubek, która z rozbrajającą szczerością przyznała w TVP Sport, że jest najmocniejszą stroną jest… brak wiedzy na temat rywalek. Polkę w piątkowym finale czeka ciężki sprawdzian. Angela Carini to wicemistrzyni świata i olimpijka, która pokonała Kingę Krówkę i na Torwarze powalczy o złoto.

     

    W finale zameldował się także m.in. Jakub Straszewski, który wygrał w elektryzującej walce z mistrzem Europy do lat 23 Teagnem Scottem. W czwartek w sesji porannej przegrała szóstka Polaków – Angelika Krzysztoforska, Natalia Kuczewska, Aneta Rygielska, Emilia Koterska, Jakub Słomiński i Bartłomiej Rośkowicz.

     

    Julia Szeremeta w wielkim finale Pucharu Świata Feliksa Stamma

     

    W czwartek do ringu na Torwarze pierwszy raz wyszła wicemistrzyni olimpijska z Paryża Julia Szeremeta. Pojedynek z Brytyjką Sameenah Toussaint zaczął się od dużej ilości brudnego boksu. Dużo mocnych wymian w klinczu i szarpania. Szeremeta była szybsza na nogach i próbowała pokonać rywalkę w swoim stylu.

     

    Ciosy Toussaint były mocne i często celne, ale szybka i dynamiczna Szeremeta skutecznie punktowała rywalkę. Dzięki temu Julia Szeremeta zameldowała się już w wielkim finale, który odbędzie się już w piątek.

     

    O finał rywalizować będą także w tej sesji także Paweł Brach, Cezary Znamiec, Damian Durkacz, Mateusz Urban, Adam Tutak i Aleksiej Sewostianow