Category: Home

  • Szok w Meksyku: Katarzyna Piter Sensacyjnie Awansuje do Finału!

    Szok w Meksyku: Katarzyna Piter Sensacyjnie Awansuje do Finału!

    Szok w Meksyku: Katarzyna Piter Sensacyjnie Awansuje do Finału!

    W niezwykłym zwrocie akcji na turnieju WTA 500 w Meridzie, Katarzyna Piter jest o krok od największego sukcesu w swojej karierze. W parze z Egipcjanką Mayar Sherif Polka zaprezentowała fenomenalną formę, zapewniając sobie miejsce w finale po efektownym zwycięstwie 6:2, 6:3 nad mocnym duetem Alexandry Panowej i Ellen Perez.

     

    Dla Piter ten turniej to triumfalny powrót do gry podwójnej po niemal rocznej przerwie od wspólnych występów z Sherif. Polsko-egipski duet, startując w prestiżowej imprezie w Meksyku, zaskoczył rywalki i udowodnił, że potrafi grać na najwyższym poziomie.

     

    Ich najnowsze zwycięstwo było wielką niespodzianką – Panowa i Perez, rozstawione z numerem drugim, uchodziły za jedne z faworytek turnieju. Piter i Sherif nie dały się jednak onieśmielić i od pierwszej piłki ruszyły do ataku.

     

    Dominujący Początek Wyznacza Kierunek

     

    Już w pierwszym gemie Piter i Sherif pokazały, że są gotowe na walkę. Szybkie przełamanie dało im przewagę, którą umocniły w siódmym gemie, ponownie odbierając serwis rywalkom i wychodząc na prowadzenie 5:2.

     

    Choć zamknięcie seta nie było łatwe – Panowa i Perez obroniły kilka piłek setowych – polsko-egipska para zachowała zimną krew i skutecznie dopięła swego.

     

    Cierpliwość Kluczem do Sukcesu w Drugim Secie

     

    Druga partia rozpoczęła się równie obiecująco, choć tym razem Piter i Sherif musiały wykazać się większą cierpliwością. Mimo kilku niewykorzystanych break pointów w początkowych gemach, przełamanie przyszło w kluczowym momencie – w piątym gemie.

     

    Rywalki miały jeszcze szansę na odrobienie strat w ósmym gemie, kiedy to wypracowały dwa break pointy, ale Polka i Egipcjanka zachowały spokój i obroniły swoje podanie. Chwilę później miały już dwie piłki meczowe – i pierwszą z nich wykorzystały bez wahania, pieczętując zasłużony awans do finału.

     

    Jedno Zwycięstwo od Chwały

     

    Teraz Piter i Sherif stoją przed najtrudniejszym wyzwaniem. W decydującym starciu o tytuł zmierzą się z najwyżej rozstawionym duetem turnieju – Kazaszką Anną Daniliną i Rosjanką Iriną Chromaczową.

     

    Finał odbędzie się w niedzielę, 2 marca, o godzinie 21:30 czasu lokalnego. Czy Piter i Sherif sprawią kolejną sensację i zapiszą się w historii turnieju? Jedno jest pewne – ich nieustraszona postawa w Meksyku już podbiła serca kibiców na całym świecie.

     

  • Niespodzianka w Meksyku. Polka zagra o tytuł

    Niespodzianka w Meksyku. Polka zagra o tytuł

    Niespodzianka w Meksyku. Polka zagra o tytu

     

    Znakomicie w turnieju rangi WTA 500 w Meridzie radzi sobie Katarzyna Piter. Nasza tenisistka rywalizująca w grze podwójnej razem z Mayar Sherif dotarła do finału po tym, jak duet ten ograł Alexandrę Panowę i Ellen Perez 6:2, 6:3.

     

    Po blisko roku przerwy Katarzyna Piter połączyła siły z Mayar Sherif. Polka i Egipcjanka wystartowały wspólnie w turnieju rangi WTA 500 w Meridzie.

     

    Piter i Sherif znakomicie radzą sobie w imprezie rozgrywanej w Meksyku. Duet ten właśnie zameldował się w finale po niespodziewanym zwycięstwie. Polsko-egipska para ograła rozstawione z “dwójką” Rosjankę Aleksandrę Panową i Australijkę Ellen Perez 6:2, 6:3.

     

    Premierowa odsłona rozpoczęła się od przełamania na dzień dobry ze strony Polki i jej partnerki. Ich przewaga powiększyła się po siódmym gemie, kiedy to Piter i Sherif ponownie były lepsze przy podaniu rywalek (5:2).

     

    Mimo że w kolejnym gemie Polka i Egipcjanka wypracowały sobie trzy piłki setowe, to ostatecznie miały problemy z zamknięciem seta. Panowa i Perez dwukrotnie się obroniły, ale w decydującym momencie skapitulowały.

     

    II partia mogła rozpocząć się tak samo, jak pierwsza, lecz Piter i Sherif nie wykorzystały dwóch break pointów. Kolejną okazję na przełamanie przegapiły również w trzecim gemie, natomiast w kolejnym skutecznie się obroniły.

     

    Ostatecznie w piątym gemie doszło do pierwszego przełamania na korzyść polsko-egipskiego duetu. Mimo że w ósmym Rosjanka i Australijka wypracowały dwa break pointy, to nie wykorzystały okazji do odrobienia straty.

     

    Spotkanie dobiegło końca po rozegraniu dziewiątego gema drugiego seta. Piter i Sherif wypracowały dwie piłki meczowe, ale już przy pierwszej okazji dopięły swego.

     

    Polka i Egipcjanka awansowały do finału i stoją przed szansą życiowego sukcesu. W decydującej rywalizacji przyjdzie im się zmierzyć z najwyżej rozstawionymi Kazaszką Anną Daniliną i Rosjanką Iriną Chromaczową. Do tego meczu dojdzie w niedzielę, 2 marca o godzinie 21:30 naszego czasu.

  • Media: Oto skład Barcelony na dzisiaj! Jest decyzja ws. Lewandowskiego i Szczęsnego

    Media: Oto skład Barcelony na dzisiaj! Jest decyzja ws. Lewandowskiego i Szczęsnego

    Media: Oto skład Barcelony na dzisiaj! Jest decyzja ws. Lewandowskiego i Szczęsnego

    Przeskoczyć ponownie Atletico Madryt, wykorzystać wpadkę Realu Madryt. Takie cele przyświecać będą FC Barcelonie w starciu z Realem Sociedad. Katalończycy mogą się także zrewanżować za niespodziewaną porażkę w ich pierwszym meczu w tym sezonie. A jak będzie wyglądać wyjściowa jedenastka zespołu Hansiego Flicka? Hiszpańskie media mają w swoich przewidywaniach kłopot z jedną formacją, której zestawienie jest sporą zagadką.

     

    Stadion Estadio Anoeta w San Sebastian, gol Sheraldo Beckera w 33. minucie, zupełna niemoc strzelecka FC Barcelony i sensacyjne wówczas zwycięstwo Realu Sociedad 1:0. Tak wyglądał pierwsze w tym ezonie starcie tych drużyn. Mało kto spodziewał się wówczas, że ta porażka będzie początkiem słabiutkiego listopadowo-grudniowego okresu Katalończyków, w którym wygrają jeden mecz ligowy przez dwa miesiące i spadną na aż trzecie miejsce w ligowej tabeli.

     

    Barcelona ma podobne cele co w listopadzie i żąda rewanżu

     

    Tym razem Barcelona znów napotyka Real Sociedad jako lider tabeli. Przed kolejką, bo sobotni triumf Atletico Madryt nad Athletikiem Bilbao 1:0 pozwolił im co najmniej na chwilę wyprzedzić Katalończyków, ale ci mogą oczywiście odbić pozycję. Oraz odskoczyć na 3 pkt Realowi Madryt, który niespodziewanie przegrał 1:2 z Realem Betis. A w jakim zestawieniu Barcelona poszuka zemsty na baskijskim zespole? Sprawa nie jest taka prosta.

     

    Hiszpanie pewni, co do Lewandowskiego

    A przynajmniej nie dla hiszpańskich mediów. Te są ogólnie dość zgodne jeśli chodzi o zestawienie linii pomocy oraz ataku. Portale fcbarcelonanoticias i www.90min.com, a także dzienniki “AS” oraz “Marca” nie mają wątpliwości, że za ofensywę będzie odpowiadać standardowe trio Yamal – Lewandowski – Raphinha. Jeśli chodzi o linię pomocy, tutaj zgodność również jest niemal pełna. Niemal, bo o ile co do obecności Gaviego oraz Pedriego wątpliwości nie ma, to fcbarcelonanoticias.com widzi Frenkiego de Jonga, a nie Marca Casado jak pozostali.

     

    Defensywa, która wywołuje niepewność i niezgodę

    Przechodzimy więc do defensywy i tutaj już jednomyślność znika. Jedynym zawodnikiem, który pojawia się u każdego z wymienionych mediów jest Jules Kounde. Blisko tego był też Alejandro Balde, jednak tu znów wyłamuje się fcbarcelonanoticias.co. – W obliczu nadchodzącego meczu Ligi Mistrzów z Benfiką, hansi Flick może postawić na Gerarda Martina i dać odpocząć Balde, który grał po 90 minut we wszystkich czterech poprzednich meczach – czytamy.

     

    Największą zagadką jest środek obrony. “Marca” oraz “AS” twierdzą, że Flick zdecyduje się na duet Araujo – Cubarsi. – Araujo jest na ten moment najbardziej wypoczętym z obrońców i może zluzować Inigo Martineza. Mógłby to też zrobić Eric Garcia i nie da się tego w pełni wykluczyć, ale bliżej do składu ma Araujo – pisze “AS”. Portal fcbarcelonanoticias.com przewiduje z kolei duet Araujo – Inigo, z Cubarsim na ławce. Natomiast www.90min.com podeszło do sprawy jeszcze inaczej i stawia na duet Cubarsi – Inigo.

     

    Jak zatem widać zestawienie defensywy jest dla Hiszpanów dość sporą zagadką. Przynajmniej w kwestii gry od 1. minuty Wojciecha Szczęsnego wszyscy się zgadzają. Mecz FC Barcelona – Real Sociedad rozpocznie się w niedzielę 2 marca o 16:15.

     

    Przewidywane składy FC Barcelony na mecz z Realem Sociedad:

    AS: Szczęsny – Kounde, Araujo, Cubarsi, Balde – Casado, Pedri, Gavi – Yamal, Lewandowski, Raphinha

    Marca: Szczęsny – Kounde, Araujo, Cubarsi, Balde – Casado, Pedri, Gavi – Yamal, Lewandowski, Raphinha

    fcbarcelonanoticias.com: Szczęsny – Kounde, Araujo, Inigo, Martin – de Jong, Pedri, Gavi – Yamal, Lewandowski, Raphinha

    www.90min.com: Szczęsny – Kounde, Inigo, Cubarsi, Balde – Casado, Pedri, Gavi – Yamal, Lewandowski, Raphinha

     

  • Mistrzyni z Abu Zabi zaskoczona przez Polkę. Największy finał w karierze

    Mistrzyni z Abu Zabi zaskoczona przez Polkę. Największy finał w karierze

    Mistrzyni z Abu Zabi zaskoczona przez Polkę. Największy finał w karierze

    W listopadzie tego roku minie 20 lat od pierwszego meczu Katarzyny Piter w zawodowym tenisie, zagrała wtedy jako 14-latka w Opolu. Od kilku sezonów poznanianka poświęca się już wyłącznie grze podwójnej, ale w tak długiej karierze nigdy jeszcze nie zagrała w finale turnieju WTA 500. I w końcu stało się faktem, wspólnie z Egipcjanką Mayar Sherif pokonały w półfinale w Meridzie austrlijsko/rosyjski duet Ellen Perez/Aleksandra Panowa 6:2, 6:3. Pierwsza z rywalek niedawno wygrała, wspólnie z Jeleną Ostapenko, zmagania deblowe w Abu Zabi.

     

    Swój pierwszy turniej deblowy w karierze Katarzyna Piter rozegrała na przełomie maja i czerwca 2006 roku – miała wtedy 15 lat, wspólnie z Barbarą Sobaszkiewicz dotarły do półfinału zawodów ITF w Olecku. Dla pochodzącej z Poznania tenisistki gra podwójna dość długo była dodatkiem do singla, w 2014 roku znajdowała się przecież w najlepszej setce zawodniczek w rankingu WTA. A później sytuacja falowała, dużo w tej karierze było momentów ciężkich. Aż wreszcie trzy lata temu Piter uznała, że poświęci się już tylko grze podwójnej.

     

    Latem 2023 roku zmierzyła się ze swoją krajanką z Poznania, dzieli je niemal dokładnie rok, Magdą Linette. Stanęły po dwóch stronach siatki podczas Wimbledonu, wyżej notowana Linette cieszyła się wtedy z awansu. A po meczu była pełna uznania dla Katarzyny Piter. –  Myślę, że jej historia jest bardzo trudna. To, jak bardzo walczy, jest niesamowite. Sądzę, że mało kto byłby w stanie być tak silny psychicznie i cały czas się nie poddawać. Wiadomo, że miała naprawdę trudną sytuację, której ja nie jestem sobie w stanie w ogóle wyobrazić – powiedziała wtedy.

     

    Minęło półtora roku, Katarzyna Piter zanotowała właśnie awans do największego turnieju w swojej karierze. I jest już bardzo bliska miejsca wśród 50 najlepszych deblistek świata.

     

    WTA 500 Merida. Katarzyna Piter i Mayar Sherif w półfinale debla. Rywalkami para rozstawiona z dwójką

     

    34-latka z Poznania nie ma stałej partnerki deblowej. Turniej WTA 500 w Meridzie jest jej szóstym w tym roku, jedynie w Hobart i Adelajdzie grała wspólnie z Włoszką Angelicą Moratelli. A tak szuka możliwości występu w danych zawodach, by wspólny ranking dał jej przepustkę. I wygląda na to, że w tym rozmowach będzie miała dużo więcej argumentów. A startów w Wielkich Szlemach może być właściwie pewna.

     

    W Meksyku Piter połączyła siły z Mayar Sherif. Egipcjanka nie jest specjalistką od twardych kortów, niemal wszystkie największe sukcesy odnosiła na mączce. Polscy kibice mogą ją pamiętać z gry przeciwko Katarzynie Kawie w finale WTA 125 w Buenos Aires trzy miesiące temu, a później w deblu przeciwko parze Katarzyna Kawa/Maja Chwalińska. Egipcjanka cieszyła się tylko po tym pierwszym.

     

    Z Piter grały już wielokrotnie w przeszłości, ale po raz ostatni – niespełna rok temu w finale WTA 125 w Lleidzie. I co ciekawe, wtedy przegrały mecz o tytuł z duetem Ellen Perez/Nicole Melihar-Martinez. A teraz ta pierwsza znów znalazła się po drugiej stronie siatki.

     

    Australijka miała pretensje do Polki, już po meczu. Katarzyna Piter szybko odeszła, wolała się cieszyć

     

    Fachowcy nie dawali duetowi Piter/Sherif większych szans, bo też i po drugiej stronie znalazły się zawodniczki znacznie bardziej utytułowane. Perez, wspólnie z Jeleną Ostapenko, wygrała niedawno turniej WTA 500 w Abu Zabi. Z kolei Aleksandra Panowa, doświadczona Rosjanka, która dawno temu grała wspólni z Urszulą Radwańską, triumfowała w takich zawodach tuż przed Australian Open – w Adelajdzie. Tymczasem dziś faworytki nie miały zbyt wiele do powiedzenia!

     

    Dość szybko duet numer dwa został przełamany przy podaniu Panowej. A później doszło do powtórki, gdy siódmym gemie serwowała Perez. 5:2, gem serwisowy Piter i autostrada do wygrania seta. Pojawił się na niej drobny wybój, gdy zmarnowane zostały dwie piłki setowe – został tzw. decydujący punkt. A w nim Perez zagrała w aut, po 28 minucie cieszył się więc duet Sherif/Piter.

     

    Druga partia była znacznie bardziej zacięta, z wieloma szansami z obu stron na breaki. A znów wszystko potoczyło się po myśli Polki i Egipcjanki. Pierwszy kluczowy moment: obrona dwóch break pointów w czwartym gemie. Drugi: przełamanie podania Panowej w piątym. I wreszcie trzeci, gdy Sherif wpakowała dość prostego smecza w siatkę przy stanie 4:3 i 30-30. Za chwilę się jednak zrehabilitowała dwoma kapitalnymi akcjami, znów w pierwszej linii.

     

    A później doszło do drugiego przełamania, kończącego spotkanie. Po cudownym krosowym returnie Piter. Perez nie mogła pogodzić się z porażką, jeszcze przy siatce miała duże pretensje do naszej zawodniczki. Wcześniej Australijka dostała ostrzeżenie za niesportowe zachowanie i zbyt ekspresyjną radość kierowaną do rywalek.

     

    W finale rywalkami duetu Piter/Sherif będą najwyżej rozstawione: Rosjanka Irina Chromaczewa i Kazaszka Anna Danilina.

    https://x.com/WTA/status/1895979133076668544

    A Piter już może cieszyć się z najwyższego miejsca w karierze – w poniedziałek będzie 55. deblistką świata. Lub 51., jeśli wygra w Meridzie.

     

  • Sensacyjne wieści z polskiej kadry na MŚ. To może być koniec kariery

    Sensacyjne wieści z polskiej kadry na MŚ. To może być koniec kariery

    Sensacyjne wieści z polskiej kadry na MŚ. To może być koniec kariery

    W Planicy dwa lata temu karierę skończyła Kinga Rajda, teraz w trakcie sezonu swoją zawiesiła Natalia Słowik, a okazuje się, że to koniec. Polskie skoki mogą stracić kolejną zawodniczkę. – Na razie nie myślę o kolejnej zimie, bo nie wiem, czy ona będzie – powiedziała po konkursie drużynowym kobiet Nicole Konderla.

     

    Na igrzyskach olimpijskich w Pekinie dwa lata temu, po słabym występie i 36. miejscu na normalnej skoczni, Konderla mówiła, że nadal marzy o tym, żeby być najlepszą zawodniczką na świecie. Że chciałaby do tego dojść i walczyć o olimpijskie złoto. Niestety, na razie pojawiły się nawet wątpliwości, czy pojedzie na kolejne igrzyska.

     

    Polka nie wie, czy będzie kontynuować karierę po MŚ. “Chciałabym myśleć o kolejnej zimie”

    Po konkursie drużynowym na mistrzostwach świata w Trondheim, w którym wraz z polską drużyną zajęła 11. miejsce, Nicole Konderla zdradziła, że nie wie, czy będzie skakała na igrzyskach organizowanych przez Włochów w Cortinie d’Ampezzo i Mediolanie ani nawet przyszłym sezonie Pucharu Świata. – Chciałabym myśleć o kolejnej zimie, ale na razie o niej nie myślę, bo nie wiem, czy ona będzie. Kropka – wskazała Polka.

     

    Choć Konderla już wcześniej opowiadała o swoich problemach mentalnych i pojawiającym się braku motywacji, to i tak szokujące wieści. Głównie ze względu na fakt, ile zawodniczek polskie skoki straciły w ostatnich latach. W 2023 roku po mistrzostwach świata w Planicy zrezygnowała Kinga Rajda. Wcześniej kariery kończyły także Kamila Karpiel i Joanna Szwab. A teraz w trudnej sytuacji są kolejne dwie zawodniczki. Konderla i Natalia Słowik, która nie przyleciała do Norwegii, bo wcześniej podjęła decyzję o zawieszeniu kariery.

     

    Tylko myśl o igrzyskach we Włoszech “ciągnie dalej” Konderlę

    Jakie są szczegóły sprawy tego, czy Konderla będzie kontynuowała karierę? – Na razie nic więcej nie powiem. Nie wiem, co będzie. Jestem w takiej sytuacji, że muszę iść do pracy po powrocie z mistrzostw świata i nie wiem, bo praca zawsze się kończy tak, że ciężko jest być w profesjonalnym sporcie. Ale tak, żeby faktycznie dawać siebie sto procent, bo wiadomo, że ta praca też pochłania czas. I zobaczymy, jakie będą realia, nie chcę się nastawiać, bo przyszła zima to przecież sezon olimpijski. I chciałabym, wchodząc w niego, przygotować się w pełni, a nie robić to na pół w pracy, a pół na treningach, bo tak się nie da. To byłoby bez sensu – wyjaśniła.

     

    Konderla pracuje na siłowni i stara się pozostać przy sporcie, ale nie gwarantuje, że uda jej się to połączyć z treningami. – Jeżeli człowiek się sam utrzymuje, to w skokach nie jest łatwo. Nie mam też niestety 20 lat, tylko jestem już trochę starsza. I nie jestem tak jak ta Nicole, która była na mistrzostwach świata w Oberstdorfie i chciała zwojować cały świat. Muszę zacząć myśleć trochę realnie, gdzie jest, co jest i za co zapłacić rachunki – wskazała zawodniczka.

     

    Ważny jest dla niej temat przyszłorocznych igrzysk. I tego, żeby pojechać na nie po tym, jak te w Pekinie były nieudane. – Tylko to mnie ciągnie tak naprawdę, chciałabym po raz drugi doświadczyć tego, może w mniej covidowej też wersji, a w takiej bardziej faktycznej. Tego, jaka to jest impreza i tam pojechać, ale trzeba być realistą – stwierdziła Nicole Konderla.

     

    Na razie Polkę czeka jeszcze rywalizacja na dużej skoczni w Trondheim. We wtorek zaplanowano treningi przed środowym mikstem. Konkurs na dużej skoczni odbędzie się w piątek. A w ten sobotni wieczór w Trondheim czas jeszcze na skoki mężczyzn – kwalifikacje do ich konkursu na normalnej skoczni rozpoczną się o 20:30. Relacje na żywo na Sport.pl, a transmisje w Eurosporcie, TVN i na platformie Max.

     

  • 3 godziny i 20 minut! Dramatyczny bój Chwalińskiej w IDW. Dokonała niemożliwego

    3 godziny i 20 minut! Dramatyczny bój Chwalińskiej w IDW. Dokonała niemożliwego

    3 godziny i 20 minut! Dramatyczny bój Chwalińskiej w IDW. Dokonała niemożliwego

    Maja Chwalińska wygrała pierwszy singlowy mecz w 2025 roku. Polka rywalizowała we wtorek w godzinach porannych czasu polskiego w eliminacjach do wielkoszlemowego Australian Open. Chwalińska wygrała 7:6 (3), 5:7, 7:6 (10) z Czeszką Dominiką Salkovą, a spotkanie trwało blisko 3,5 godziny. W ten sposób Chwalińskiej udało się jej zrewanżować rywalce za porażkę w maju zeszłego roku w finale turnieju w Pradze.

     

     

     

    Do tej pory Maja Chwalińska (126. WTA) grała tylko raz w głównej drabince turnieju wielkoszlemowego. Był to Wimbledon w 2022 r., gdy Polka dotarła do drugiej rundy. Wtedy przegrała 6:3, 1:6, 0:6 z Alison Riske-Amritraj, ale wcześniej wyeliminowała Katerinę Siniakovą (46. WTA). Chwalińska ma za sobą najlepszy sezon w karierze, w którym wygrała dwa turnieje deblowe (Florianopolis, Buenos Aires) i jeden singlowy (Florianopolis) – wszystkie w grudniu 2024 r.

     

     

     

    Chwalińska była też częścią reprezentacji Polski podczas turnieju United Cup, w którym kadra przegrała w finale z USA. Chwalińska grała w mikście z Janem Zielińskim przy okazji spotkań z Wielką Brytanią oraz Kazachstanem.

     

     

     

    Chwalińska rozpoczęła nowy sezon od kwalifikacji do wielkoszlemowego Australian Open. Jej pierwszą rywalką była Czeszka Dominika Salkova (152. WTA), z którą przegrała 3:6, 0:6 w finale zeszłorocznego turnieju W75 w Pradze.

     

     

     

    Udany rewanż Chwalińskiej na Czeszce. Co za horror. 12:10 w super tie-breaku

     

     

     

    Cały mecz był bardzo wyrównany, choć lepiej w niego weszła Salkova. Czeszka obroniła dwa break pointy w pierwszym gemie, a potem przełamała Chwalińską i prowadziła 2:0. Polka odrobiła straty i doprowadziła do remisu 2:2. Później to Chwalińska wygrywała 4:2, a Salkova odrobiła stratę przełamania. Było więc 4:4. Później do przełamań już nie doszło, więc set rozstrzygał się w tie-breaku.

     

     

     

    W nim Chwalińska zaznaczyła swoją dominację, o czym świadczą dwa mini-breaki i prowadzenie 5:1. Chwalińska wykorzystała pierwszą piłkę setową i wygrała 7:3, kończąc akcję dropszotem.

     

     

     

    Na początku drugiego seta tenisistki utrzymywały własne podanie. W trzecim gemie Chwalińska mogła zostać przełamana przez Salkovą, ale obroniła break pointa. Po trzecim gemie na korcie pojawiła się fizjoterapeutka, która opatrywała Czeszkę. Kluczowy dla losów tego spotkania mógł okazać się ósmy gem, w którym Chwalińska miała dwa break pointy i jednego z nich wykorzystała. Polka prowadziła więc 5:3. Salkova jednak odrobiła straty i po chwili było 5:5.

     

     

     

    Później sytuacja się skomplikowała, bo Salkova wygrywała 6:5 z przewagą przełamania, a po jednej z akcji Chwalińska upuściła rakietę na kort. W dwunastym gemie Chwalińska przegrywała 15:40, ale obroniła dwie piłki setowe. Potem sama miała szansę na przełamanie, natomiast jej nie wykorzystała. Po trzeciej piłce setowej Salkova wygrała 7:5. Tym samym Chwalińska przegrała cztery kolejne gemy z rzędu.

     

     

     

    Trzeci set mógł się zacząć od przełamania Chwalińskiej, która przegrywała 0:40. Chwalińska bardzo irytowała się swoimi błędami, natomiast doprowadziła do równowagi i obroniła trzy break pointy, a potem utrzymała własne podanie. W drugim gemie Chwalińska miała dwie okazje do przełamania Salkovej, ale ich nie wykorzystała. W trzecim gemie Chwalińska została przełamana i przegrała gema do zera. Strata była jednak odrobiona błyskawicznie, a trzy gemy z rzędu wygrywały zawodniczki returnujące.

     

     

     

    Salkova utrzymała podanie w szóstym gemie i prowadziła 4:2 z Chwalińską. Czeszka mogła wygrywać już 5:2, ale nie wykorzystała break pointa przy wyniku A:40. Chwalińska nie odrobiła straty przełamania i przegrywała 3:5. Chwilę później Chwalińska wygrała trzy kolejne gemy. Ostatecznie doszło do super tie-breaka.

     

     

     

    Sytuacja Chwalińskiej w tie-breaku była już fatalna. Polka przegrywała 2:6, ale zdobyła pięć punktów i odrobiła straty na 7:7. Później Chwalińska obroniła dwie piłki meczowe i było 10:10. Ostatecznie Maja wygrała super tie-breaka 12:10 po blisko 3,5-godzinnej rywalizacji na korcie numer 15.

     

     

     

    Chwalińska zagra w kolejnej rundzie kwalifikacji z Belgijką Marie Benoit (200. WTA), która wygrała 5:7, 6:4, 7:6 (8) z Brytyjką Lily Miyazaki (182. WTA).

     

     

  • Świetny skok Dawida Kubackiego. I to w takim momencie! Na to czekaliśmy

    Świetny skok Dawida Kubackiego. I to w takim momencie! Na to czekaliśmy

    Świetny skok Dawida Kubackiego. I to w takim momencie! Na to czekaliśmy

    Za najlepszymi skoczkami globu ostatnie przetarcie przed kwalifikacjami na skoczni normalnej w Trondheim! W serii próbnej poprzedzającej walkę o udział w niedzielnym konkursie, którego stawką będą medale mistrzostw świata, bezkonkurencyjny okazał się Anże Lanisek. Ze znakomitej strony pokazał się również Dawid Kubacki, który był najlepszym z Polaków i poszybował ponad 100 m! 34-latek pokonał m.in. Ryoyu Kobayashiego, Stefana Krafta, Kristoffera Eriksena Sundala czy Domena Prevca.

     

    W piątkowych treningach wyniki podopiecznych Thomasa Thurnbichlera nie powalały i trudno z optymizmem było spoglądać na ich kolejne starty. Co ciekawe, w każdej z trzech sesji Biało-Czerwoni mieli innego lidera — najpierw najlepszy był Piotr Żyła, następnie Paweł Wąsek, a później Dawid Kubacki. Szczególnie niepokoiła nierówna forma tego drugiego, który w tym sezonie jest najlepszym skoczkiem naszej kadry i po cichu liczono, że w Norwegii będzie w stanie włączyć się do walki o najwyższe cele.

     

    W serii próbnej jako pierwszy z naszych zaprezentował się Żyła. Popularny “Wewiór” uzyskał 93 m. Znacznie dalej poszybował startujący chwilę później z obniżonej o jeden stopień belki Kubacki. 34-latek zaliczył aż 100,5 m i objął prowadzenie, które stracił dopiero po krótszym, ale lepiej punktowanym skoku Timiego Zajca.

     

    Dawid Kubacki błysnął w serii próbnej przed kwalifikacjami!

     

    Zawiódł za to Jakub Wolny. 29-latek znów był najsłabszym z Polaków, lecąc zaledwie 90,5. Całkiem nieźle zaprezentował się natomiast Aleksander Zniszczoł, przy którego nazwisku pojawiło się 95 m. O dwa metry bliżej, ale w gorszych warunkach atmosferycznych, wylądował ostatni z naszych zawodników, lider polskiej kadry, Paweł Wąsek.

     

    Chwilę po 25-latku na belce usiadł Marius Lindvik i poleciał 100,5 m, co dało mu prowadzenie. Norwega na pozycji lidera od razu zdystansował jednak Anże Lanisek, który także o pół metra przekroczył granicę 100 m. Ostatecznie Słoweńca pokonał dopiero Jan Hoerl. Austriak uzyskał 100 m i był lepszy o 0,4 pkt. Słabiej wypadł jego rodak, Daniel Tschofenig. Lider PŚ skoczył 98,5 m i był dopiero ósmy, czyli pozycję przed Kubackim.

     

    1. Jan Hoerl — 100,0 m | 90,7 pkt

    2. Anże Lanisek — 100,5 m | 90,3 pkt

    3. Andreas Wellinger — 99,5 m | 87,7 pkt

    4. Marius Lindvik — 100,5 m | 87,2 pkt

    5. Gregor Deschwanden — 97,5 m | 84,7 pkt

    6. Timi Zajc — 96,5 m | 84,5 pkt

    7. Johann Andre Forfang — 98,5 m | 84,5 pkt

    8. Daniel Tschofenig — 98,5 m | 84,3 pkt

    9. Dawid Kubacki — 100,5 m | 84,0 pkt

    10. Ryoyu Kobayasi — 97,5 m | 81,9 pkt

     

    (…)

     

    19. Paweł Wąsek — 93,0 m | 77,5 pkt

    25. Aleksander Zniszczoł — 95,0 m | 73,5 pkt

    37. Piotr Żyła — 93,0 m | 68,0 pkt

    47. Jakub Wolny — 90,5 m | 59,9 pkt

     

    Kwalifikacje rozpoczną się o godz. 20.30. W niedzielę, 2 marca, odbędzie się natomiast konkurs, w trakcie którego skoczkowie powalczą o medale mistrzostw świata. Najpierw, o godz. 16.00, wystartuje seria próbna, a o godz. 17.00 ruszy pierwsza seria.

     

  • Złota Piłka dla Lewandowskiego? “Będzie miał duże szanse”

    Złota Piłka dla Lewandowskiego? “Będzie miał duże szanse”

    Złota Piłka dla Lewandowskiego? “Będzie miał duże szanse”

    Hiszpańska “Marca” przygotowała ranking dziesięciu faworytów do zdobycia Złotej Piłki za obecny sezon. Wśród wyróżnionych znalazł się Robert Lewandowski i dwaj jego koledzy z Barcelony.

     

    Obecny sezon wchodzi w decydującą fazę, dlatego czołowe media sportowe coraz częściej publikują własne rankingi Złotej Piłki. Niedawno takie zestawienie przygotował serwis goal.com, który na pierwszy miejscu umieścił Mohameda Salaha. W czołówce znalazł się również Robert Lewandowski, który zajął piątą lokatę.

     

    Teraz swoimi typami podzielili się również dziennikarze hiszpańskiej “Marki”. W ich rankingu Lewandowski zajął szóstą lokatę. W tym sezonie polski napastnik wystąpił w 36 meczach Barcelony, w których zdobył 33 gole i dołożył trzy asysty. “Duma Katalonii” sięgnęła już po Superpuchar Hiszpanii i pozostaje w walce o Puchar Króla, mistrzostwo La Ligi i triumf w Lidze Mistrzów.

     

    “Robert Lewandowski nie znalazł się w poprzednim zestawieniu, ale powraca do czołówki. 20 goli w lidze, 9 w Lidze Mistrzów, łącznie 33 bramki i 3 asysty w 36 spotkaniach – to statystyki, które robią wrażenie. Jeśli jego gole przełożą się na więcej trofeów poza zdobytym już Superpucharem Hiszpanii, będzie miał duże szanse, by do końca liczyć się w walce o Złotą Piłkę. Musi jednak wrócić do regularnego zdobywania bramek, bo w ostatnich tygodniach jego skuteczność nieco spadła” – napisano o Polaku.

     

    Dodajmy, że w rankingu znalazło się dwóch innych piłkarzy Barcelony. Ósme miejsce zajął Lamine Yamal, a trzeci był Raphinha.

     

    “Marca” wskazuje, że obecnie największym faworytem do wygrania złotej piłki jest Mohamed Salah, który w tym sezonie notuje kosmiczne liczby w Liverpoolu. Drugie miejsce zajął znakomicie dysponowany w ostatnich tygodniach Kylian Mbappe.

     

    Sezon Egipcjanina to klasa światowa, a Liverpool zmierza po tytuł w Premier League. Miał udział przy 52 golach (30 bramek, 22 asysty) w 39 meczach – absolutnie fenomenalne liczby. Jeśli Liverpool utrzyma formę i będzie walczył o triumf w Lidze Mistrzów, nikt nie odbierze Salahowi zasłużonej Złotej Piłki. Jednak Egipcjanin wie, że musi dać z siebie wszystko w ostatnich trzech miesiącach, by zapisać się w historii” – zachwycają się hiszpańscy dziennikarze dyspozycją 32-letniego skrzydłowego.

     

    Tak prezentuje się pierwsza dziesiątką rankingu Złotej Piłki wg “Marki”:

     

    Mohamed Salah (Liverpool FC)

    Kylian Mbappe (Real Madryt)

    Raphinha (Barcelona)

    Ousmane Dembele (PSG)

    Jude Bellingham (Real Madryt)

    Robert Lewandowski (Barcelona)

    Vinicius Junior (Real Madryt)

    Lamine Yamal (Barcelona)

    Harry Kane (Bayern Monachium)

    Julian Alvarez (Atletico Madryt)

  • Niesamowite emocje i popis wielkiego mistrza! 11. tytuł stał się faktem

    Niesamowite emocje i popis wielkiego mistrza! 11. tytuł stał się faktem

    Niesamowite emocje i popis wielkiego mistrza! 11. tytuł stał się fakte

    Johannes Hoesflot Klaebo wygrał bieg łączony, skiathlon 10+10 km, w odbywających się w Trondheim mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym. To jego 11. tytuł w imprezie tej rangi. Cztery czołowe miejsca zajęli reprezentanci gospodarzy, a najlepszy z Polaków Dominik Bury był 36. W niedzielę w biegu łączonym będą rywalizowały kobiety.

    O zwycięstwie decydował finisz z grupy kilku zawodników. Zdecydowanie najszybszy okazał się Norweg, który uzyskał czas 44.22,3 i o 1,4 s wyprzedził swoich rodaków — Martina Loewstroema Nyengeta oraz Haralda Oestberga Amundsena. Bury stracił do zwycięzcy 1.59,3, a 58. Piotr Jarecki — 5.15,1.

    Klaebo triumfując w biegu łączonym w Trondheim zdobył 11. złoty medal mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym. W czwartek Norweg był najlepszy w sprincie. Łącznie po raz 14. stanął na podium zawodów tej rangi. Liderką zestawienia jest norweska biegaczka Marit Bjoergen, która zakończyła już karierę. Wywalczyła 26 medali, w tym 18 złotych, pięć srebrnych i trzy brązowe.

    Kolejne miejsca zajmują inne przedstawicielki tej dyscypliny — Rosjanka Jelena Wjalbe z 14 złotymi medalami i trzema srebrnymi oraz Therese Johaug — 14 złotych, dwa srebrne i trzy brązowe. 36-letnia Norweżka w Trondheim będzie miała okazję poprawić bilans.

    Najbardziej utytułowanym polskim narciarzem w historii MŚ jest Adam Małysz. Skoczek z Wisły cztery razy stanął na najwyższym stopniu podium. Trzy złota ma w kolekcji jego młodszy kolega po fachu Piotr Żyła, a po dwa inni skoczkowie — Kamil Stoch i Dawid Kubacki, a także biegaczka narciarska Justyna Kowalczyk.

  • Maciej Sulęcki zdemolował Aliego Achmiedowa w Kazachstanie! Polak z pasem WBC Silver [WIDEO]

    Maciej Sulęcki zdemolował Aliego Achmiedowa w Kazachstanie! Polak z pasem WBC Silver [WIDEO]

     

    Maciej Sulęcki zdemolował Aliego Achmiedowa w Kazachstanie! Polak z pasem WBC Silver [WIDEO]

    Wiem, że nie jestem faworytem, a ściany nie będą mi pomagać. Widzę jednak szansę na wygraną i zrobię wszystko, by wrócić do Polski z pasem! – zapowiadał w rozmowie z TVPSPORT.PL Maciej Sulęcki (33-3, 13 KO) przed wylotem do Astany na walkę z Alim Achmiedowem (23-2, 17 KO). Jak zapowiadał, tak zrobił! “Striczu” posłał lokalnego bohatera na deski aż cztery razy i ostatecznie wygrał przez techniczny nokaut w 10. rundzie. Tym samym, zdobył pas WBC Silver w wadze super średniej.

    Sulęcki pokonał w Kazachstanie Aliego Achmiedowa i zdobył pas WBC Silver

    Dla Sulęckiego był to powrót po nieudanej walce z Diego Pacheco w sierpniu ub. roku w amerykańskim Carson, gdzie poniósł trzecią porażkę w karierze. Początkowo, zakładał nawet powrót do wagi średniej i miał wystąpić 1 lutego w Newark na gali Knyba – Wawrzyk. Jednak, gdy przyszła oferta walki w Kazachstanie, nie zastanawiał się długo:

    – Nie jestem coraz młodszy i nie chcę tracić czasu na obijanie “kotletów”. Kotlety to mogę ubijać w niedzielę na obiad, interesują mnie sportowe wyzwania. Dlatego, gdy pojawiła się możliwość walki w Astanie, zdecydowaliśmy się podjąć rękawicę. Wiem, że ściany nie będą mi pomagać i nie będę faworytem, ale uważam, że Achmiedow jest w moim zasięgu – przekonywał pięściarz w rozmowie z TVPSPORT.PL na kilka dni przed wylotem do Kazachstanu. Jak się okazało, nie rzucał słów na wiatr.

    Faworyzowany Achmiedow poleciał na deski już w… 8. sekundzie walki! Obaj pięściarze wyprowadzili lewy prosty, ale to cios Polaka był szybszy i mocniejszy. Sam Sulęcki zrobił wielkie oczy, poszedł za ciosem i chwilę później wyprowadził akcję: prawy prosty (ten cios przestrzelił) – lewy sierp – prawy sierp i Achmiedow był liczony po raz drugi! To wszystko w niecałą minutę! Lepszego początku “Striczu” nie mógł sobie wyobrazić.

    https://x.com/MichalKoperBoks/status/1895564196324212759

    W kolejnych rundach Polak boksował bardzo mądrze: zaczynał akcje lewym prostym, do którego dokładał mocny prawy. Przede wszystkim, dobrze pracował na nogach i utrzymywał odpowiedni dystans. Achmiedow polował na potężne uderzenia, w szczególności na korpus – widać było, że wiele razy oglądał walkę Sulęckiego z Pacheco, bo Polak przegrał właśnie po lewym na wątrobę. I w tej walce kilka razy takie uderzenie przyjął. Na szczęście dla niego – bez konsekwencji.

     

    Kazach momentami spychał Sulęckiego do obrony. Tak było np. w 5. rundzie, gdzie podszedł bliżej Polaka i atakował w półdystansie. Był przy tym bardzo groźny, bo jego ciosy sierpowe i podbródkowe dochodziły do celu. Po dwóch minutach tego starcia złapał Sulęckiego potężnym lewym na wątrobę i wydawało się, że pewnie wygra tę rundę. Nic bardziej mylnego! Na 9 sekund do końca “Striczu” zdzielił rywala mocnym prawym prostym i ten padł na matę po raz trzeci.

    https://x.com/MichalKoperBoks/status/1895568423343841674

    Mimo tego Kazach wciąż był niebezpieczny i znowu groźnie obijał korpus Polaka. Achmiedow nieustannie polował na lewy sierpowy na wątrobę, tym bardziej, że Sulęcki zostawiał sporo miejsca pod prawym łokciem. Gdy trafiał, publiczność wstawała z miejsc, a Polak, nie chcąc dać mu się rozpędzić, sprytnie klinczował.

     

    “Musisz go znokautować, jeśli chcesz wygrać” – usłyszał w narożniku Achmiedow przed ósmą rundą. I faktycznie ruszył, znów niebezpiecznie machał sierpami, ale Sulęcki utrzymywał odpowiedni dystans i nie dał sobie zrobić większej krzywdy. Gdy wydawało się, że zwycięzcę będą musieli wskazać sędziowie punktowi, na 10 sekund przed końcem walki Sulęcki lewym prostym znów powalił rywala na deski. Achmiedow był kompletnie zrezygnowany i choć się podniósł, nie miał już ochoty kontynuować pojedynku. Wiedział, że prawdopodobnie i tak przegrałby na punkty.

    https://x.com/MichalKoperBoks/status/1895574540471976088

    Do ringu wbiegli członkowie sztabu szkoleniowego m.in. trener Piotr Wilczewski, cutman Łukasz Toborek, Norbert Dąbrowski, Albert Sosnowski i promotor Łukasz Kownacki. “Brawo! Zrobiłeś to k…!” – cieszyli się razem z zawodnikiem, a smutni Kazachowie z niedowierzaniem kręcili głowami. Dzięki tytułowi WBC Silver Sulęcki powinien zaliczyć spory awans w rankingu tej organizacji w wadze super średniej (obecnie zajmuje 20. miejsce, mistrzem jest Saul “Canelo” Alvarez). W przeszłości pas WBC Silver w tej kategorii dzierżyli m.in.: Jaime Munguia, Callum Smith, George Groves, James DeGale i Adonis Stevenson.