Category: Home

  • Iga Świątek może przejść do historii. Jeszcze nikt tego nie zrobił

    Iga Świątek może przejść do historii. Jeszcze nikt tego nie zrobił

    Iga Świątek może przejść do historii. Jeszcze nikt tego nie zrobi

     

    Iga Świątek stanie przed wyjątkowym wyzwaniem podczas turnieju w Indian Wells 2025. Polska tenisistka ma okazję dokonać czegoś, czego nie udało się żadnej kobiecie w historii – zdobyć trzeci tytuł w tym prestiżowym turnieju. Jak podaje serwis puntodebreak.com “żadna tenisistka nie wygrała tu trzykrotnie, mimo że turniej uznawany jest za piąty wielkoszlemowy”.

     

    Powrót do formy i walka o historyczny wynik

    Choć Świątek nie znajduje się obecnie w swojej najlepszej dyspozycji, perspektywa zdobycia trzeciego tytułu może być dla niej ogromną motywacją. Jak zauważa puntodebreak.com, “polska tenisistka straciła nieco aurę niepokonanej gwiazdy i zawodniczki, która przez długi czas wydawała się niemal nieosiągalna dla rywalek”. Teraz jednak będzie miała okazję, by powrócić do dawnej formy i ponownie włączyć się do walki o najwyższe cele.

     

    Turniej w Indian Wells, określany często jako najważniejszy poza Wielkim Szlemem, jest jednym z najbardziej popularnych wydarzeń w tenisowym kalendarzu. Jak przypomina serwis puntodebreak.com, “Indian Wells to jeden z najbardziej prestiżowych turniejów na świecie, kluczowy element współczesnej historii tego sportu i przez wielu nazywany ‘piątym turniejem wielkoszlemowym’”.

     

    Lista mistrzyń i niezdobyty potrójny tytuł

    Od momentu, gdy turniej otworzył się na kobiety w 1989 roku, aż dziesięć zawodniczek zdobyło dwa tytuły w Indian Wells, jednak żadna nie sięgnęła po trzeci. Jak informuje puntodebreak.com, “na 35 edycji mieliśmy aż 25 różnych mistrzyń, co pokazuje, jak trudno jest tu dominować przez lata”.

     

    Najbliżej historycznego osiągnięcia była Lindsay Davenport, która zdobyła trofea w 1997 i 2000 roku, a także czterokrotnie dochodziła do finału. Jednak mimo wielu okazji, nie udało jej się sięgnąć po trzecie mistrzostwo.

     

    Wśród zawodniczek, które dwukrotnie triumfowały w Indian Wells, znajdują się także takie gwiazdy jak Steffi Graf (1994 i 1996), Kim Clijsters (2003 i 2005), Maria Szarapowa (2006 i 2013), Martina Navratilova (1990 i 1991), Mary Joe Fernández (1993 i 1995) oraz Daniela Hantuchová (2002 i 2007). Jak zauważa serwis puntodebreak.com, “do tego grona należą również Iga Świątek (2022 i 2024) oraz Wiktoria Azarenka (2012 i 2016)”.

     

    Białorusinka, podobnie jak Świątek, mogłaby sięgnąć po trzeci tytuł w Indian Wells 2025, jednak jej forma nie daje na to większych nadziei. “W przypadku Azarenki, ze względu na słabszą formę, wydaje się to mało prawdopodobne” – podaje puntodebreak.com.

     

    Specyfika turnieju i szansa na odbudowę

    Zdaniem ekspertów, Indian Wells to turniej, który może pomóc Świątek w odzyskaniu dawnej pewności siebie. “Specyfika nawierzchni i warunki panujące w Indian Wells zdecydowanie sprzyjają grze Świątek” – informuje portal.

     

    Dla polskiej tenisistki to wyjątkowo ważny moment w karierze, ponieważ ostatnie miesiące nie były dla niej łatwe. “Polka musi odbudować swoją pozycję po trudnym okresie – w tym zawieszeniu za doping, bolesnych porażkach i narastającej konkurencji w osobach Aryny Sabalenki oraz innych tenisistek wznoszących się na coraz wyższy poziom” – przypomina serwis puntodebreak.com.

     

    Świątek dwukrotnie udowodniła, że potrafi triumfować w Indian Wells. Teraz może przejść do historii i stać się pierwszą tenisistką z trzema tytułami w tym turnieju. Jak podsumowuje puntodebreak.com: “Indian Wells 2025 może być kluczowym testem – czy Świątek wróci na zwycięską ścieżkę i zapisze się w historii?”. Wszystko rozstrzygnie się na kalifornijskich kortach.

  • walką o medale MŚ Świetne skoki Wąska i Zniszczoła! Mocne otwarcie przed walką o medale MŚ

    walką o medale MŚ Świetne skoki Wąska i Zniszczoła! Mocne otwarcie przed walką o medale MŚ

    walką o medale MŚŚ wietne skoki Wąska i Zniszczoła! Mocne otwarcie przed walką o medale MŚ

    Paweł Wąsek zaskoczył w serii próbnej. Skoczył 98,5 i zakończył rywalizację na 7. miejscu. Również Aleksander Zniszczoł popisał się dobrym skokiem. Wylądował na 97 m. i zajął 15. miejsce. Biało-Czerwoni zaostrzyli nam apetyty przed walką o medale w konkursie. Najlepszy w serii próbnej był Anże Lanisek.

     

    Polacy nie błysnęli w kwalifikacjach na mistrzostwach świata, ale wszyscy awansowali do konkursu. I choć nadzieja umiera ostatnia, seria próbna przed niedzielnym głównym daniem dla kibiców Biało-Czerwonych miała interesujący przebieg.

     

    W piątkowych treningach wyniki podopiecznych Thomasa Thurnbichlera nie powalały. Podobnie było w sobotnich kwalifikacjach, w których najlepszy z naszej ekipy był Paweł Wąsek. Czołowy ostatnio polski skoczek także zajął najlepsze miejsce z reprezentantów naszego kraju w serii próbnej, która poprzedzała niedzielny konkurs. Uzyskał 98.5 m i zajął 7. miejsce. Aleksander Zniszczoł skoczył 97 m i uplasował się na 15. miejscu. Dawid Kubacki skoczył 90 m i był 29., Piotr Żyła uplasował się na 37. miejscu, po skoku na odległość 89 m, a Jakub Wolny zajął 38. miejsce po swoim skoku na odległość 88 m.

     

    Polacy miło zaskoczyli. Nie wszyscy oddali skoki

    W serii próbnej wystąpiło 47 zawodników, bo trzech Japończyków, w tym Ryoyu Kobayashi zrezygnowało ze swoich skoków. Warto zauważyć, że część skoczków z czołówki osiągnęła słabsze rezultaty, choć trudno wyciągać na tej podstawie daleko idące wnioski. Tylko czterech zawodników przekroczyło odległość 100 m, w tym całe podium. Anże Lanisek był najlepszy ze swoim skokiem na odległość 102 m, zaraz za nim uplasował się Marius Lindvik, a trzeci był Andreas Wellinger.

     

    Warto przypomnieć, że Piotr Żyła w konkursie na skoczni normalnej w Trondheim będzie bronił tytułu mistrza świata. I choć w sporcie wszystko jest możliwe, to zwycięstwo naszego doświadczonego skoczka byłoby niemałym zaskoczeniem.

     

    Kolejność w serii próbnej:

    Anze Lanisek (Słowenia) — 102.0

    Marius Lindvik (Norwegia) — 101.5

    Andreas Wellinger (Niemcy) — 100.0

    Tate Frantz (USA) — 101.0

    Johann Andre Forfang (Norwegia) — 96.5

    Valentin Foubert (Francja) — 101.5

    Paweł Wąsek (Polska) — 98.5

    Maximilian Ortner (Austria) — 96.5

    Vilho Palosaari (Finlandia) — 97.5

    Jan Hoerl (Austria) — 92.5

    Daniel Tschofenig (Austria) — 94.5

    Kristoffer Sundal (Norwegia) — 94.5

    Timi Zajc (Słowenia) — 98.0

    Stefan Kraft (Austria) — 91.5

    Aleksander Zniszczoł (Polska) — 97.0

    Vladimir Zografski (Bułgaria) — 96.5

    Yevhen Marusiak (Ukraina) — 95.5

    Kevin Bickner (USA) — 97.0

    Philipp Raimund (Niemcy) — 96.5

    Karl Geiger (Niemcy) — 94.0

    Erik Belshaw (USA) — 97.5

    Killian Peier (Szwajcaria) — 93.5

    Artti Aigro (Estonia) — 94.5

    Domen Prevc (Słowenia) — 94.0

    Kasperi Valto (Finlandia) — 95.0

    Niko Kytosaho (Finlandia) — 96.5

    Enzo Milesi (Francja) — 94.0

    Enzo Milesi (Francja) — 94.0

    Fatih Arda Ipcioglu (Turcja) — 95.0

    Dawid Kubacki (Polska) — 90.0

    Vitaliy Kalinichenko (Ukraina) — 94.5

    Gregor Deschwanden (Szwajcaria) — 88.5

    Francesco Cecon (Włochy) — 92.5

    Simon Ammann (Szwajcaria) — 95.0

    Sakutaro Kobayashi (Japonia) — 90.0

    Casey Larson (USA) — 91.5

    Ilya Mizernykh (Kazachstan) — 91.0

    Piotr Żyła (Polska) — 89.0

    Jakub Wolny (Polska) — 88.0

    Pius Paschke (Niemcy) — 87.0

    Yanick Wasser (Szwajcaria) — 90.0

    Kaimar Vagul (Estonia) — 88.5

    Lovro Kos (Słowenia) — 85.5

    Roman Koudelka (Czechy) — 84.0

    Antti Aalto (Finlandia) — 86.5

    Robin Pedersen (Norwegia) — 85.0

    Muhammed Ali Bedir (Turcja) — 79.0

    Alex Insam (Włochy) — 73.0

    Skoczkowie, którzy nie startowali:

    Naoki N

    akamura (Japonia)

    Ren Nikaido (Japonia)

    Ryoyu Kobayashi (Japonia)

     

  • Ewa Pajor z 16. golem w hiszpańskiej lidze. Wysokie zwycięstwo Barcelony z Eibar [WIDEO]

    Ewa Pajor z 16. golem w hiszpańskiej lidze. Wysokie zwycięstwo Barcelony z Eibar [WIDEO]

    Ewa Pajor z 16. golem w hiszpańskiej lidze. Wysokie zwycięstwo Barcelony z Eibar [WIDEO]

    FC Barcelona nie dała żadnych szans Eibarowi w wyjazdowym meczu 20. kolejki ligi hiszpańskiej kobiet i zwyciężyła aż 8:1. Worek z bramkami otworzyła Ewa Pajor, która strzeliła już 16. gola w tym sezonie i umocniła się na prowadzeniu w klasyfikacji strzelczyń. Barca zajmuje 1. miejsce w tabeli.

     

    FC Barcelona wygrała z Eibar. Pajor z golem

    Żeńska drużyna Barcelony co roku jest faworytem do zwycięstwa w lidze hiszpańskiej i nie inaczej jest w tym sezonie. FC Barcelona Femeni przed niedzielnym meczem zajmowała 1. miejsce w tabeli z przewagą dwóch punktów nad Realem Madryt. Zawodniczki z Katalonii z 19 ligowych meczów wygrały aż… 18 (na początku lutego musiały uznać wyższość jedynie Levante, z którym przegrały 1:2). W niedzielę dopisały kolejny triumf.

    https://youtu.be/QdR_QIfr6SM?si=qizj6JizIcWjVJNJ

     

    Worek z bramkami już w 3. minucie otworzyła Ewa Pajor, która otrzymała dobre podanie od Salmy Paralluelo, minęła bramkarkę i pewnym strzałem wpakowała piłkę do bramki. Na przerwę Barca schodziła prowadząc 3:0, bo gole strzeliły również Caroline Graham Hansen i Vicky Lopez.

     

    Po zmianie stron Margherita Monnecchi zdobyła pierwszą bramkę dla Eibar, ale nadzieje kibiców gospodyń na korzystny wynik szybko zostały rozwiane. W 54. minucie na 4:1 trafiła Patri Guijarro, a później skutecznie strzelały jeszcze: Salma Paralluelo (dwa), Ona Battle i Claudia Pina i Barcelona wygrała ostatecznie aż 8:1.

     

    Dla Pajor to już 16. w hiszpańskiej Liga F. Polka, która grała do 69. minuty, jest liderką klasyfikacji strzelczyń i ma już 4 bramki przewagi na drugą Nigeryjką Edną Imade z Granady.

     

    FC Barcelona umocniła się na prowadzeniu w tabeli i ma 5 punktów przewagi nad Realem Madryt. Eibar jest na 11. miejscu. W kolejnym meczu drużyna Ewy Pajor i Emilii Szymczak (w rywalizacji z Eibar poza kadrą) zagra 6 marca na wyjeździe w półfinale Pucharu Hiszpanii z Realem Madryt. Następny mecz w lidze 9 marca z Valencią (transmisja online na stronie TVPSPORT.PL, smart TV i w aplikacji mobilnej).

     

  • To była trzecia minuta. Oto co zrobiła Pajor. “To demon, koszmar”

    To była trzecia minuta. Oto co zrobiła Pajor. “To demon, koszmar”

    To była trzecia minuta. Oto co zrobiła Pajor. “To demon, koszmar”

    Z każdym kolejnym tygodniem Ewa Pajor pokazuje, że czuje się w Barcelonie jak ryba w wodzie. Polka notuje świetne liczby w tym sezonie i jest na dobrej drodze do zostania królową strzelczyń w lidze hiszpańskiej. Teraz błysnęła przy okazji rywalizacji z Eibar w 20. kolejce Liga F Women. “Pajor to koszmar dla obrończyń” – czytamy.

     

    Ewa Pajor notuje świetne liczby w tym sezonie w barwach Barcelony. Polka strzeliła 15 goli i zanotowała pięć asyst w 17 ligowych meczach. Poza tym dołożyła sześć goli z czterech spotkań w ramach pucharów krajowych oraz pięć goli i jedną asystę w sześciu meczach Ligi Mistrzyń. Regularnie Pajor otrzymuje wysokie noty od hiszpańskich dziennikarzy.

     

    – To maszyna. Myślę, że zasługuje na wszystkie dobre rzeczy, które ją spotykają. Zasłużyła na każdego gola, którego strzeliła. Teraz granie przeciwko niej będzie wyzwaniem – tak o Pajor mówiła Holenderka Lynn Wilms, zawodniczka Wolfsburga, która grała w tym klubie wspólnie z Polką. Niejednokrotnie media w Hiszpanii porównywały Ewę Pajor do Roberta Lewandowskiego. Nie tylko ze względu na fakt, że są tej samej narodowości.

     

    “To ciekawe, że obaj napastnicy FC Barcelony są Polakami i mają zbliżony profil. Strzelają dużo goli. Dobrze i szybko wpasowali się drużynę, która charakteryzuje się dużym posiadaniem piłki i potrzebuje napastnika, który jest w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie” – pisał kataloński “Sport”.

     

    Barcelona zmierza po obronę tytułu mistrzyń Hiszpanii, ale ma już jedną porażkę na koncie. To efekt spotkania z Levante (1:2) z początku lutego. Przed startem 20. kolejki Barcelona miała pięć punktów przewagi nad Realem Madryt. Real wygrał 2:1 z Athletikiem i narzucił presję na Barcelonę.

     

    Pajor strzela kolejnego gola w tym sezonie. Świetnie minęła bramkarkę

     

    Barcelona rywalizowała w niedzielę na wyjeździe z Eibar, a Pajor znalazła się w wyjściowym składzie. Polka błysnęła już w trzeciej minucie, gdy Salma Paralluelo zagrała długą piłkę na połowę rywalek. Pajor ruszyła sprintem do piłki i zauważyła, że bramkarka Eibar wyszła daleko poza własne pole karne. Pajor minęła ją bez trudu, zeszła na lewą nogę i strzeliła swojego 16. gola w tym sezonie ligi hiszpańskiej.

     

    “Pajor to demon. Absolutny koszmar dla obrończyń, ponieważ nigdy nie przestaje się ruszać i wybiegać do piłek” – napisał jeden z kibiców Barcelony na portalu X. Dzięki temu trafieniu Pajor powiększa przewagę w klasyfikacji strzelczyń nad Edną Imade z Granady.

     

    Po pierwszej połowie Barcelona prowadziła 3:0. Poza Pajor bramkarkę Eibar pokonały także Caroline Graham Hansen i Vicky Lopez.

     

  • Nikomu się to jeszcze nie udało, Świątek może być pierwsza. Trudny warunek

    Nikomu się to jeszcze nie udało, Świątek może być pierwsza. Trudny warunek

    Nikomu się to jeszcze nie udało, Świątek może być pierwsza. Trudny warunek

    Iga Świątek nie jest może w tej chwili w szczytowej formie i wciąż szuka swojej drogi u boku nowego trenera, ale nie znaczy to, że nie może mierzyć wysoko. Za kilkanaście dni może pobić kolejny rekord i po raz kolejny pokazać, że ciężko pracowała na swój sukces i nie jest on tylko chwilowym lśnieniem na tenisowym firmamencie pełnym gwiazd. Żeby tak się jednak stało, musi spełnić jeden bardzo trudny warunek – obronić punkty z Indian Wells z zeszłego sezonu.

     

    Świątek zawitała już do Indian Wells. Polka w ubiegłym roku pokonała w finale Marię Sakkari i cieszyła się z kolejnego zwycięskiego turnieju w 2024 roku. Póki co początek tego sezonu wygląda dla niej słodko-gorzko. Z jednej strony osiągnęła najlepszy wynik w Australian Open w karierze, z drugiej wciąż nie może poradzić sobie z niektórymi rywalkami, co pokazały turnieje w Dausze i Dubaju.

     

    Iga Świątek dokona tego jako pierwsza na świecie?

     

    Przed Igą Świątek trudne zadanie, ale jeśli Polce się uda, dokona coś, co nie udało się nawet takim legendom jak Serena Williams, Maria Szarapowa czy Steffi Graff. Chodzi o trzecią w karierze wygraną w turnieju WTA Indian Wells. Raszynianka jak dotąd triumfowała tu dwukrotnie – w 2022 i 2024 roku.

     

    Dwukrotnych triumfatorek było więcej – wspomniane wcześniej Williams, Szarapowa i Graff, ale również była podopieczna Wima Fissette’a, Kim Clijsters, Lindsay Davenport, Martina Navratilova, Daniela Hantuchova, Mary Joe Fernandez i Wiktoria Azarenka. Z wszystkich wymienionych tylko ta ostatnia ma jeszcze szansę doczekać się trzeciego zwycięstwa w finale Indian Wells.

     

    Iga Świątek pod dużą presją

     

    W Indian Wells Świątek będzie broniła triumfu z ubiegłego roku – to oznacza, że na szali znalazło się aż 1000 punktów z rankingu WTA. Aryna Sabalenka w poprzednim sezonie dotarła do 1/8 finału, może więc czuć się bardziej komfortowo pod kątem bronienia punktowego dorobku.

     

    Co jednak ważne – ten sukces nie musi Świątek uciec. Jeśli nie w tym roku, to w kolejnych – jak na razie wygląda na to, że w kontekście trzeciego triumfu w Indian Wells nie ma wielkiej konkurencji. Najważniejsze, by skupiła się na swojej dobrej grze i mentalnym przygotowaniu. Kibice liczą na to, że w kalifornijskich rozgrywkach pokaże się z jak najlepszej strony. 

     

  • Usyk reaguje! Ujawnił całą prawdę o prezencie Zełenskiego dla Trumpa

    Usyk reaguje! Ujawnił całą prawdę o prezencie Zełenskiego dla Trumpa

    Usyk reaguje! Ujawnił całą prawdę o prezencie Zełenskiego dla Trumpa

    Europa i świat żyją tym, co można było zobaczyć w Białym Domu. Doszło do kłótni między Wołodymyrem Zełenskim a Donaldem Trumpem i jego zastępcą. Na jaw wyszły też nowe fakty dot. spotkania. Prezydent Ukrainy wręczył Trumpowi pas mistrzowski Ołeksandra Usyka, teraz sam pięściarz zabrał głos w tej sprawie.

     

    Wołodymyr Zełenski, prezydent Ukrainy w piątek, 28 lutego spotkał się z Donaldem Trumpem, prezydentem Stanów Zjednoczonych w Białym Domu. Politycy odpowiadali na pytania, których większość dotyczyła wojny i rozmów z Rosją. – Finałem wyprawy Wołodymyra Zełenskiego do USA miało być podpisanie umowy ws. ukraińskich minerałów. Skończyło się wielką awanturą w Białym Domu na oczach całego świata – pisała Gazeta.pl.

     

    Usyk: Myślę, że to jakiś specjalny pas

    W 2024 roku, w Dniu Niepodległości Ukrainy, Ołeksandr Usyk wręczył Zełenskiemu pas mistrza WBC, który zdobył w swojej pierwszej walce z Amerykaninem Tysonem Furym (Usyk wygrał niejednogłośnie na punkty). Teraz Zełenski przyniósł na spotkanie z Trumpem pas bokserski.

     

    Wedle medialnych doniesień kilka dni temu Zełenski w rozmowie telefonicznej obiecał Trumpowi przyjazd do Waszyngtonu z pasem mistrzowskim należącym do Ołeksandra Usyka. I słowa dotrzymał – na zdjęciach oraz nagraniach z Gabinetu Owalnego widać pas federacji WBC. To musiało ucieszyć 78-latka, znanego z zamiłowania do boksu – pisał Hubert Rybkowski ze Sport.pl.

     

    Okazuje się jednak, że nie jest to ten pas mistrzowski, który Zełenski otrzymał od Usyka. – Na nagrodzie, którą Ołeksandr otrzymał po zwycięstwie z Furym, u dołu widnieją napisy: “waga ciężka”, “Usyk – Fury” i “Riijad”. Na pasku, który przywieziono Trumpowi, na dole widnieje jedynie napis “Usyk” – czytamy w ukraińskim portalu “Tribuna”.

     

    Na temat sprawy zabrał głos sam Usyk. – Nie wiem, ale ja wszystkie pasy mam w domu. Jaki pas Zełenski dał Trumpowi? Myślę, że to jakiś specjalny pas. Wiem, co to za pas, ale nie mogę nikomu o tym powiedzieć i tego nie zrobię – przyznał Usyk.

     

    Ukrainiec stoczył na zawodowym poziomie 23 walki. Wygrał wszystkie, w tym 14 przez nokaut. Obecnie jest posiadaczem pasów mistrzowskich federacji WBC, WBA, WBO i IBO.

     

    Miesiąc temu zdradził, kiedy zakończy sportową karierę. – Zostały mi w boksie dwa lata, może półtora roku. Czuję się świetnie, ale mam jeszcze siły na dwa okresy przygotowawcze i dwie walki, nie więcej – powiedział Usyk w rozmowie ze “Sky Sports”.

     

    Usyk w kolejnej swojej walce zmierzy się ze zwycięzcą starcia: Daniel Dubois (Wielka Brytania) – Joseph Parker (Nowa Zelandia).

  • Hiszpanie ogłosili o 2:03 w nocy ws. Szczęsnego. “Nieoczekiwany zwrot”

    Hiszpanie ogłosili o 2:03 w nocy ws. Szczęsnego. “Nieoczekiwany zwrot”

    Hiszpanie ogłosili o 2:03 w nocy ws. Szczęsnego. “Nieoczekiwany zwrot”

    Wojciech Szczęsny jest numerem jeden w bramce Barcelony i ten stan raczej się nie zmieni do końca tego sezonu. Pod koniec rozgrywek do dyspozycji Hansiego Flicka powinien być już Marc-Andre ter Stegen. Jaka będzie przyszłość Szczęsnego? O tym szerzej pisze madrycki “AS”. “Szczęsny zyskał reputację charyzmatycznego faceta” – czytamy.

     

    Od początku 2025 r. Wojciech Szczęsny ma niepodważalną pozycję w Barcelonie. Nie licząc meczu z Betisem (5:1), to Polak znajduje się wyżej w hierarchii od Inakiego Peny. Po dwunastu meczach w tym sezonie Szczęsny ma sześć czystych kont. – Nie oferuję niczego graczom. To zadanie Deco i innych. Skupiam się na drużynie. Ale jesteśmy z niego bardzo zadowoleni. Jestem zadowolony. To jedyne, co mogę powiedzieć – mówił Flick na konferencji prasowej przed meczem z Realem Sociedad, pytany o przyszłość Szczęsnego.

     

    Do tej pory Szczęsny jest polisą ubezpieczeniową dla Barcelony. Jeżeli Polak jest między słupkami, to zespół Flicka nie przegrywa. Niewykluczone, że to potwierdzi się też w przypadku meczu z Sociedad.

     

    Szczęsny zostanie na dłużej w Barcelonie? “Zyskał reputację”

    Madrycki “AS” informuje, że Barcelona ma jasne plany co do Szczęsnego. Deco chce usiąść z Polakiem do rozmów pod koniec sezonu i dojść do porozumienia ws. przedłużenia umowy na kolejny sezon. Hiszpańscy dziennikarze piszą też o tym, jaką Szczęsny zyskał renomę w Barcelonie. “Tek jest uwielbianym facetem. W szatni i w biurach. To było jasne. Szczęsny zyskał reputację charyzmatycznego faceta i nie zmieniło się to w Barcelonie. Na razie dokument o jego życiu, który powstaje w Marbelli, musi zostać zmodyfikowany” – czytamy.

     

    “AS” dodaje, że Szczęsny marzy o dacie 31 maja 2025 r. Wtedy odbędzie się finał Ligi Mistrzów w Monachium. “Szczęsny poprawił swoje poczucie bezpieczeństwa. W powietrzu jest gwarancją i broni jak najwięcej nogami. Życie ma nieoczekiwane zwroty akcji, które w niektórych przypadkach nawet nie znalazłyby się w katalogu największych marzycieli” – dodają dziennikarze.

     

    Na razie sytuacja, jeżeli chodzi o przyszłość bramki Barcelony, nie jest jasna. Pod koniec sezonu do gry wróci Marc-Andre ter Stegen, a media spekulują o możliwym odejściu Inakiego Peni w związku z przegraną rywalizacją ze Szczęsnym. Poza tym dziennikarze piszą o co najmniej kilku bramkarzach, którzy są rozważani przez Barcelonę na przyszłość. Mowa tutaj m.in. o Joanie Garcii (Espanyol), Alvaro Vallesie (Las Palmas), Diogo Coście (FC Porto) czy Barcie Verbruggenie (Brighton).

     

    W niedzielę FC Barcelona zagra u siebie z Realem Sociedad. Spotkanie rozpocznie się o godz. 16:15. Relacja tekstowa na żywo w Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • Mistrzyni z Abu Zabi zaskoczona przez Polkę. Największy finał w karierze

    Mistrzyni z Abu Zabi zaskoczona przez Polkę. Największy finał w karierze

    Mistrzyni z Abu Zabi zaskoczona przez Polkę. Największy finał w karierz

     

    W listopadzie tego roku minie 20 lat od pierwszego meczu Katarzyny Piter w zawodowym tenisie, zagrała wtedy jako 14-latka w Opolu. Od kilku sezonów poznanianka poświęca się już wyłącznie grze podwójnej, ale w tak długiej karierze nigdy jeszcze nie zagrała w finale turnieju WTA 500. I w końcu stało się faktem, wspólnie z Egipcjanką Mayar Sherif pokonały w półfinale w Meridzie austrlijsko/rosyjski duet Ellen Perez/Aleksandra Panowa 6:2, 6:3. Pierwsza z rywalek niedawno wygrała, wspólnie z Jeleną Ostapenko, zmagania deblowe w Abu Zabi.

     

    Swój pierwszy turniej deblowy w karierze Katarzyna Piter rozegrała na przełomie maja i czerwca 2006 roku – miała wtedy 15 lat, wspólnie z Barbarą Sobaszkiewicz dotarły do półfinału zawodów ITF w Olecku. Dla pochodzącej z Poznania tenisistki gra podwójna dość długo była dodatkiem do singla, w 2014 roku znajdowała się przecież w najlepszej setce zawodniczek w rankingu WTA. A później sytuacja falowała, dużo w tej karierze było momentów ciężkich. Aż wreszcie trzy lata temu Piter uznała, że poświęci się już tylko grze podwójnej.

     

    Latem 2023 roku zmierzyła się ze swoją krajanką z Poznania, dzieli je niemal dokładnie rok, Magdą Linette. Stanęły po dwóch stronach siatki podczas Wimbledonu, wyżej notowana Linette cieszyła się wtedy z awansu. A po meczu była pełna uznania dla Katarzyny Piter. – Myślę, że jej historia jest bardzo trudna. To, jak bardzo walczy, jest niesamowite. Sądzę, że mało kto byłby w stanie być tak silny psychicznie i cały czas się nie poddawać. Wiadomo, że miała naprawdę trudną sytuację, której ja nie jestem sobie w stanie w ogóle wyobrazić – powiedziała wtedy.

     

    Minęło półtora roku, Katarzyna Piter zanotowała właśnie awans do największego turnieju w swojej karierze. I jest już bardzo bliska miejsca wśród 50 najlepszych deblistek świata.

     

    WTA 500 Merida. Katarzyna Piter i Mayar Sherif w półfinale debla. Rywalkami para rozstawiona z dwójką

     

    34-latka z Poznania nie ma stałej partnerki deblowej. Turniej WTA 500 w Meridzie jest jej szóstym w tym roku, jedynie w Hobart i Adelajdzie grała wspólnie z Włoszką Angelicą Moratelli. A tak szuka możliwości występu w danych zawodach, by wspólny ranking dał jej przepustkę. I wygląda na to, że w tym rozmowach będzie miała dużo więcej argumentów. A startów w Wielkich Szlemach może być właściwie pewna.

     

    W Meksyku Piter połączyła siły z Mayar Sherif. Egipcjanka nie jest specjalistką od twardych kortów, niemal wszystkie największe sukcesy odnosiła na mączce. Polscy kibice mogą ją pamiętać z gry przeciwko Katarzynie Kawie w finale WTA 125 w Buenos Aires trzy miesiące temu, a później w deblu przeciwko parze Katarzyna Kawa/Maja Chwalińska. Egipcjanka cieszyła się tylko po tym pierwszym.

     

     

    Z Piter grały już wielokrotnie w przeszłości, ale po raz ostatni – niespełna rok temu w finale WTA 125 w Lleidzie. I co ciekawe, wtedy przegrały mecz o tytuł z duetem Ellen Perez/Nicole Melihar-Martinez. A teraz ta pierwsza znów znalazła się po drugiej stronie siatki.

     

    Australijka miała pretensje do Polki, już po meczu. Katarzyna Piter szybko odeszła, wolała się cieszyć

     

     

     

    Fachowcy nie dawali duetowi Piter/Sherif większych szans, bo też i po drugiej stronie znalazły się zawodniczki znacznie bardziej utytułowane. Perez, wspólnie z Jeleną Ostapenko, wygrała niedawno turniej WTA 500 w Abu Zabi. Z kolei Aleksandra Panowa, doświadczona Rosjanka, która dawno temu grała wspólni z Urszulą Radwańską, triumfowała w takich zawodach tuż przed Australian Open – w Adelajdzie. Tymczasem dziś faworytki nie miały zbyt wiele do powiedzenia!

     

     

     

    Dość szybko duet numer dwa został przełamany przy podaniu Panowej. A później doszło do powtórki, gdy siódmym gemie serwowała Perez. 5:2, gem serwisowy Piter i autostrada do wygrania seta. Pojawił się na niej drobny wybój, gdy zmarnowane zostały dwie piłki setowe – został tzw. decydujący punkt. A w nim Perez zagrała w aut, po 28 minucie cieszył się więc duet Sherif/Piter.

     

    Druga partia była znacznie bardziej zacięta, z wieloma szansami z obu stron na breaki. A znów wszystko potoczyło się po myśli Polki i Egipcjanki. Pierwszy kluczowy moment: obrona dwóch break pointów w czwartym gemie. Drugi: przełamanie podania Panowej w piątym. I wreszcie trzeci, gdy Sherif wpakowała dość prostego smecza w siatkę przy stanie 4:3 i 30-30. Za chwilę się jednak zrehabilitowała dwoma kapitalnymi akcjami, znów w pierwszej linii.

     

     

     

    A później doszło do drugiego przełamania, kończącego spotkanie. Po cudownym krosowym returnie Piter. Perez nie mogła pogodzić się z porażką, jeszcze przy siatce miała duże pretensje do naszej zawodniczki. Wcześniej Australijka dostała ostrzeżenie za niesportowe zachowanie i zbyt ekspresyjną radość kierowaną do rywalek.

     

     

     

    W finale rywalkami duetu Piter/Sherif będą najwyżej rozstawione: Rosjanka Irina Chromaczewa i Kazaszka Anna Danilina.

  • Dramat w Trondheim. Kibice pokazali, co myślą o skokach. Aż przykro patrzeć

    Dramat w Trondheim. Kibice pokazali, co myślą o skokach. Aż przykro patrzeć

    Dramat w Trondheim. Kibice pokazali, co myślą o skokach. Aż przykro patrzeć

    Kwalifikacje do konkursu na normalnej skoczni w Trondheim oglądało zaledwie kilkudziesięciu widzów. Norwegów z Granasen zmył deszcz i ceremonia medalowa w centrum miasta. Woleli moknąć, świętując 10 zdobytych krążków na mistrzostwach świata, niż obserwować wydarzenia na skoczni bez większego znaczenia dla rywalizacji o medale. – W niedzielę trybuny powinny być pełne – mówił z nadzieją trener Polaków Thomas Thurnbichler. Relacje z MŚ na Sport.pl, a transmisje w Eurosporcie, TVN i na platformie Max.

     

    Sobota, 20:30. Pogoda w Trondheim też nie sprzyjała do skakania na nartach. Ani nawet do kibicowania na trybunach wokół skoczni kompleksu Granasen. Dlatego w deszczu zgromadziło się na nich niewielu fanów skoków, a kwalifikacje przed zawodami na normalnym obiekcie wydawały się wręcz bezużyteczne.

     

    Startowało w nich tylko 61 zawodników, odpadło zatem tylko 11. Aż kusiło, żeby tej serii w ogóle nie rozgrywać. Albo zrobić to tuż przed konkursem, tego samego dnia. Wtedy dałoby się uniknąć przykrych obrazków, które towarzyszyły sobotnim skokom na MŚ. Kibice pokazali nimi, co myślą o skokach, gdy zawodnicy nie walczą o medale, a okoliczności nie sprzyjają, żeby oglądać wszystko na miejscu.

     

    Jedna polska flaga na tle wielkiej, pustej trybuny. Ale skoczkowie i tak stawali do zdjęć

     

    Na wprost dziennikarzy stała spora, ale niemal w pełni pusta trybuna. Niemal, bo ten wymowny widok, smutny krajobraz, zaburzała tylko jedna flaga. Oczywiście, że polska: żółto-czerwona, z napisem “Warszawa”.

     

    W rozmowie z dziennikarzami w stronę kibica, który ją wniósł i rozwiesił spojrzał Piotr Żyła. – Szacunek dla niego – stwierdził z uśmiechem skoczek.

     

    Na pozostałych miejscach dla kibiców też były pustki. Znalazło się kilku Norwegów, Słoweńców, a nawet osoby z amerykańskimi flagami. No i kolejni Polacy, których naprawdę nigdy nie brakuje. Skoczkowie kadry Thomasa Thurnbichlera nawet w takich okolicznościach dostali kilka próśb o wspólne zdjęcia.

     

    Na pozostałych miejscach dla kibiców też były pustki. Znalazło się kilku Norwegów, Słoweńców, a nawet osoby z amerykańskimi flagami. No i kolejni Polacy, których naprawdę nigdy nie brakuje. Skoczkowie kadry Thomasa Thurnbichlera nawet w takich okolicznościach dostali kilka próśb o wspólne zdjęcia.

     

    Kubacki woli późne kwalifikacje niż wstawanie o siódmej. Polacy chcieliby tłumów na MŚ

     

    – Polskich kibiców podejrzewam, że i tak na tyle, ile jest kibiców, to pewnie będzie z 50 procent, o ile nie więcej. To oczywiście bardzo miłe. Ogólnie organizatorzy zapowiadali, że skocznia ma być full, ale to może na dużej – mówił Jakub Wolny.

     

    O późnej porze pierwszej ocenianej serii skoczków w Trondheim wypowiedział się też Dawid Kubacki. – Wolę to niż jakbym miał rano na siódmą wstawać, bo mógłby być problem. Już mniejszym jest iść się później położyć spać, niż jakby trzeba było wstać tak wcześnie – ocenił mistrz świata z normalnej skoczni w Seefeld z 2019 roku.

     

    Na pewno szkoda, bo chcielibyśmy skakać przy pełnym stadionie – wskazał Paweł Wąsek. Stwierdził jednak, że są do tego już dość przyzwyczajeni i to nie sprawia im problemu. – Mieliśmy już wiele konkursów, gdzie kibiców praktycznie w ogóle nie było. Mieliśmy przygotowanie podczas pandemii, gdzie w ogóle tych kibiców nie było, także nie jest to coś dla nas nowego. To nie coś dziwnego, ale na pewno wolelibyśmy skakać przy kibicach – ocenił

     

    Norwegowie pojechali na ceremonię medalową. Thurnbichler i Forfang się nie dziwią

    Temu, co wydarzyło się na Granasen nie dziwi się trener Polaków, Thomas Thurnbichler. – To jednak tylko kwalifikacje, a nie zawody. Na mistrzostwach liczy się konkurs. Norwegowie pewnie byli na ceremonii medalowej, bo zdobyli ich sporo i pojechali świętować. W niedzielę trybuny powinny być pełne – mówił Austriak.

     

    – Cóż, jesteśmy do tego w większości przyzwyczajeni. I nie jest to zbyt dziwne, biorąc pod uwagę ceremonię medalową na dole w mieście. Nie spodziewaliśmy się, że zbyt wiele osób pojawi się tu tego wieczora. Mamy nadzieję, że w dniu konkursu będzie lepiej. Mam dobre przeczucia – mówił zwycięzca kwalifikacji Johann Andre Forfang z Norwegii.

     

    W niedzielę niestety warunki nadal nie będą sprzyjały tłumom, które miałyby się zgromadzić na skoczni: w Trondheim od sobotniego wieczoru mocno pada deszcz, a teraz do tego doszedł jeszcze silny wiatr. Ten utrzyma się do godzin rozgrywania konkursu i kto wie, czy w nim nie przeszkodzi. Serię próbną zaplanowano na 16:00, a start konkursu o 17:00. Relacje na żywo na Sport.pl, a transmisje w Eurosporcie, TVN i na platformie Max.

     

  • Tak Anglicy ocenili to, co zrobił Puchacz w meczu z Manchesterem City

    Tak Anglicy ocenili to, co zrobił Puchacz w meczu z Manchesterem City

    Tak Anglicy ocenili to, co zrobił Puchacz w meczu z Manchesterem City

    Plymouth Argyle tym razem nie sprostało gigantowi. Zespół Tymoteusza Puchacza przegrał w 1/8 finału Pucharu Anglii z Manchesterem City 1:3, choć to właśnie oni wyszli jako pierwsi na prowadzenie. Reprezentant Polski wszedł na boisko w 71. minucie i nie zdołał odcisnąć szczególnego piętna na wydarzeniach boiskowych. Widać to zresztą po jego pomeczowych ocenach.

     

    To była jedna z największych sensacji w całej europejskiej piłce w tym sezonie. Zajmujące wówczas ostatnie miejsce w tabeli Championship Plymouth Argyle wyrzuciło w IV rundzie z Pucharu Anglii lidera Premier League, czyli Liverpool. Wystarczył do tego jeden gol i wyjątkowo mizerna postawa “The Reds”. Los nie był jednak dla “kopciuszka” zbyt łaskawy, bo w 1/8 finału skojarzył ich z kolejnym gigantem, czyli Manchesterem City. Mającym w tym sezonie od groma problemów, ale wciąż potężnym i znacznie przewyższającym jakością Plymouth.

     

    Dawid rozwścieczył Goliata i nie skończyło się to dobrze

     

    Jednak zespół Tymoteusza Puchacza potrafił przynajmniej postraszyć drużynę Pepa Guardioli. To oni trafili do siatki jako pierwsi, gdy w 38. minucie gola zdobył ukraiński obrońca Maksym Tałowierow. Zaczęło wówczas pachnieć kolejną sensacją, ale Manchester City zrobił to, czego Liverpool nie potrafił. Odpowiedział. I to aż trzykrotnie. Dwa gole 19-letniego lewego obrońcy Nico O’Reilly’ego oraz trafienie Kevina De Bruyne załatwiły sprawę i dały City awans do ćwierćfinału.

     

    Puchacz wszedł z ławki. I w zasadzie wiele więcej powiedzieć się nie da

    Tymoteusz Puchacz tym razem musiał zadowolić się wejściem z ławki rezerwowych. Polak w 71. minucie zastąpił Nathanaela Ogbetę. Jakie wejście zanotował reprezentant Polski? Dość dyskretne. Nie wywarł większego wpływu na wydarzenia meczowe. Po jego pojawieniu się na boisku City strzeliło dwa gole, ale Polak przy nich nie zawinił. Jego pomeczowe oceny również wskazują na brak znaczącej roli. Portal www.90min.com ocenił go na 5,9 w dziesięciostopniowej skali. To trzecia najniższa ocena w drużynie, druga najniższa spośród rezerwowych.

     

    Statystyczne portale sofascore.com i whoscored.com dużo łaskawsze nie były. Zasadniczo na Sofascore uzyskał najniższą notę na boisku, czyli równo 6,0. Wygrał tylko dwa z sześciu pojedynków na ziemi i jeden w powietrzu. Posłał też tylko trzy podania, z czego jedno celne. Whoscored.com oceniło go z kolei na 6,07, co jest najwyższą notą wśród rezerwowych. Polak otrzymał także 6/10 od portalu Plymouth Live. – Reprezentant Polski wszedł na boisko w 71. minucie i nic szczególnego nie zrobił. Prawdopodobnie był jednym z zawodników oszczędzanych przed najbliższym meczem ligowym z Hull – czytamy.