Category: Celebrities

  • Trzygodzinny horror Fręch. Przegrywała już 0:4. Trener nie mógł na to patrzeć

    Trzygodzinny horror Fręch. Przegrywała już 0:4. Trener nie mógł na to patrzeć

    Trzygodzinny horror Fręch. Przegrywała już 0:4. Trener nie mógł na to patrzeć

    Jessica Bouzas Maneiro punktowała Magdalenę Fręch bezlitośnie. Po kwadransie wygrywała już 4:0. A kamery ciągle pokazywały trenera Polki Andrzeja Kobierskiego, który wyglądał tak, jakby nie mógł na to patrzeć. Nagle jego zawodniczka zerwała się do walki i zamiast meczu bez historii dostaliśmy trzygodzinny dreszczowiec. W drugiej rundzie turnieju WTA 1000 w Madrycie Fręch wygrała z Hiszpanką 5:7, 7:6 (2), 6:4.

     

    „Fręch przeżywa gwałtowny spadek formy w porównaniu z ubiegłym rokiem. Łącznie Polka przegrała 10 z 14 meczów w pierwszej, fatalnej, fazie tego sezonu” – czytaliśmy w jednej z zapowiedzi meczu Magdaleny Fręch z Jessicą Bouzas Maneiro. O dziwo, za faworytkę uchodziła nie Polka, która jest 27. w światowym rankingu, a dopiero 69. na liście WTA Hiszpanka.

     

    Bouzas Maneiro to 22-latka, która w ubiegłym roku zaczęła regularnie grać w turniejach wielkoszlemowych. Doszła m.in. do trzecich rund Wimbledonu i US Open. Podczas Wimbledonu było o niej głośno, bo w pierwszej rundzie nie dała szans broniącej tytułu Markecie Vondrousovej. A w tym roku o tenisistce z Galicji można było usłyszeć i przeczytać dobre słowa zwłaszcza wtedy, gdy niespodziewanie pokonywała Brazylijkę Haddad Maię i Czeszkę Noskovą w Billie Jean King Cup. I ostatnio, gdy wygrywała z Greczynką Sakkari w turnieju w Rouen. A nawet gdy w drugiej rundzie Australian Open postawiła się Arynie Sabalence, przegrywając 3:6, 5:7.

     

    Eksperci typowali, że u siebie, w Madrycie (od kilku lat w nim mieszka) Bouzas Maneiro w meczu z Fręch poprawi niezły bilans, jaki wypracowała w tym roku. Bo trzeba przyznać, że jej 10 meczów wygranych przy 10 przegranych wyglądało naprawdę o wiele lepiej niż cztery zwycięstwa Polki przy 10 porażkach.

     

    Fręch ruszyła w pogoń. Ale się pogubiła

     

    Już po zaledwie kwadransie tego meczu zanosiło się na kolejny przegrany mecz Fręch. I to przegrany bezdyskusyjnie. – Błyskawicznie to się toczy – martwił się Maciej Zaręba, który komentował spotkanie na antenie Canal+. Fręch grała za słabo, za krótko, zbyt przewidywalnie. Dała się zdominować, nie robiła rywalce żadnej krzywdy. Wyglądała tak, jakby chciała tylko przebijać piłkę, licząc, że Hiszpanka będzie się mylić.

     

    Na szczęście mylili się ci, którzy po tak jednostronnym kwadransie uznali, że to będzie mecz bez historii. Trener Andrzej Kobierski, którego wiele razy pokazywał nam realizator transmisji, wyglądał na przybitego takim obrotem spraw, ale dało się dostrzec, że mimo wszystko zachowywał spokój i przypominał swojej zawodniczce o pewnych założeniach taktycznych. Nagle Fręch zaczęła walczyć. Jej uderzenia coraz częściej lądowały pod końcową linią, a nie w połowie kortu. Widać też było, że piłki Polki mają więcej rotacji. Lepsza gra Fręch spowodowała, że Bouzas Maneiro popełniała więcej błędów. W efekcie po półgodzinie od momentu, w którym Hiszpanka wyszła na 4:0, na tablicy wyników zobaczyliśmy remis 4:4.

     

    Szkoda, że w tamtym momencie Fręch nie potrafiła wygrać zaciętego gema przy swoim serwisie. Szkoda też, że chwilę później nie wykorzystała faktu, że Hiszpanka ewidentnie nie wytrzymała presji. Oto bowiem prowadząc 5:4 i serwując Bouzas Maneiro najpierw popełniła podwójne błędy serwisowe na 0:15 i 0:30, a następnie wyrzuciła dwa forhendy z rzędu i przegrała tego gema do zera. Niestety, remisując 5:5 i serwując, Fręch znów dała się przełamać. A proste, niewymuszone, błędy mnożyła też przy stanie 5:6, gdzie margines błędu miała już minimalny, jeśli chciała doprowadzić do tie-breaka.

     

    Przy aplauzie madryckiej publiki Bouzas Maneiro na tego tie-breaka nie pozwoliła. Wyserwowała sobie zwycięstwo w 12. gemie pierwszego seta, przegrywając w nim tylko jeden punkt. I tym samym zamknęła pierwszą partię, wygrywając 7:5.

     

    Fręch kolejny raz grała zbyt zachowawczo

    – Szkoda tej końcówki. Od stanu 4:0 Bouzas Maneiro grała słabiej, widać było, że jej pewność siebie zaczęła spadać – żałował Zaręba.

     

    Niestety, słowo “szkoda” sponsorowało też początek drugiej partii. Fręch zaczęła ją fatalnie – przegrała gema do zera, mimo że serwowała. A po chwili przegrywała już 5:7, 0:2.

     

    – Trudne zadanie przed Magdą. Trzeba by trochę pozmieniać w jej grze. Hiszpanka miewa słabsze momenty, ale presji ze strony Magdy jest za mało – podkreślał komentator. To prawda i to stały zarzut do Fręch. 27-letnia łodzianka potrafi dobrze grać w obronie, umie być cierpliwa i regularna, ale bardzo często widzimy, że jest zbyt zachowawcza, że nie przejmuje inicjatywy, nawet gdy sytuacja na korcie ewidentnie na to pozwala.

     

    Jak to robić swojej starszej rywalce długo pokazywała Bouzas Maneiro. Owszem, Hiszpanka miała w tym meczu słabe momenty. Ale długo można było mieć wrażenie, że choć czysto tenisowo nie jest zawodniczką lepszą, to nadrabia zdecydowaniem. I nim wygrywa.

    Fręch znów goniła. Co za emocje!

    Po słabej końcówce pierwszego seta Polka ewidentnie nie doszła do siebie, a już przegrywała 5:7, 0:2. Hiszpanka grała ofensywnie i nie traciła odwagi nawet mimo popełnianych błędów. A tych robiła znacznie więcej niż w pierwszej rundzie, gdzie nie dała szans 50. w światowej rankingu Mayar Sherif z Egiptu, wygrywając 6:3, 6:1 (Fręch w pierwszej rundzie miała wolny los).

     

    Wreszcie Fręch od stanu 5:7, 1:3 przestała liczyć tylko na pomyłki rywalki. Wzmocniła swoje uderzenia, zwłaszcza z bekhendu. Walczyła wspaniale w zaciętym gemie, który dał jej przełamanie powrotne. I w końcu z tego bardzo już niekorzystnego 5:7, 1:3 wyszła na 5:7, 4:3.

     

    – Mamy kolejny dowód, że kiedy Magda jest odważniejsza, kiedy przyspiesza, to ma z tego dużo korzyści – podkreślał Zaręba. Fręch i Kobierski wiedzą, że właśnie tak trzeba grać. Że w tenisie naszej zawodniczki potrzeba więcej zdecydowania. Tym trudniej zrozumieć, dlaczego dwa razy w meczu z Bouzas Maneiro Fręch wycofywała się z ofensywnego grania tuż po tym, jak przyniosło jej to korzyści.

     

    W pierwszej partii Fręch dogoniła ze stanu 0:4 na 4:4 i stanęła, choć serwowała i mogła wyjść na prowadzenie. W drugim secie po wyjściu z wyniku 1:3 na 4:3 znów zaczęła grać zbyt asekurancko, znowu to Hiszpanka pierwsza przechodziła do ofensywy i punktowała Polkę.

     

    Bouzas Maneiro zasługuje na wiele dobrych słów za to, co pokazywała na korcie, ale też absolutnie musi popracować nad nerwami. Po tym jak wynik 7:5, 3:4 zamieniła na 7:5, 5:4 i serwowała, była na ostatniej prostej do zwycięstwa. I wtedy, jak w końcówce pierwszego seta, zamiast wyserwować sobie wygraną 6:4, zagrała koszmarnego gema, którego przegrała do zera. Znów dała Polce wyrównać na 5:5. I znów oglądaliśmy dramatyczną końcówkę.

     

    Przy wyniku 5:7, 5:5 i swoim serwisie Fręch musiała bronić breakpointów. Gdy wyrównała na 40:40 z 15:40, trener Kobierski oklaskiwał ją na stojąco. Po chwili obroniła się przed przełamaniem po raz trzeci w tym gemie. I po asie serwisowym wyszła na 5:7, 6:5. Ale tym razem Bouzas Maneiro już wyserwowała sobie gema i doprowadziła do tie-breaka. A w nim to Polka była pewniejsza siebie i bardziej odporna. Dzięki czemu wygrała 7-2 i doprowadziła do decydującego seta.

     

    Fręch się karciła. “Nie graj tak!”. A trener ciągle wierzył

     

    Trzecią partię panie zaczęły po dwóch godzinach i siedmiu minutach zaciętej walki. W pierwszym gemie granym na przewagi Fręch mocno pracowała na przełamanie rywalki. Była ofensywna, chwilami aż za bardzo. – Nie graj tak! – krzyknęła sama do siebie, gdy jedną z wymian za szybko próbowała skończyć forhendem z nieprzygotowanej pozycji i nie trafiła w kort. Ale tak naprawdę bardziej krzyczeć na siebie Fręch powinna wtedy, gdy znów zapominała o ofensywie. – Aż tak dużo czasu Bouzas Maneiro mieć nie może – podkreślał komentator, gdy przy wyniku 5:7, 7:6, 0:1 i swoim serwisie Polka znów grała zbyt bezpiecznie, za krótko.

     

    Przed bronieniem breakpointa (5;7, 7:6, 0:1 i 30:40) Fręch złorzeczyła sobie pod nosem, a Kobierski z zaciśniętą pięścią dodawał jej otuchy. Tu nie wolno było pękać. I Polka nie pękła. Obroniła w tym gemie dwa breakpointy, po czym zaserwowała dwa asy i było 5:7, 7:6, 1:1. A Kobierski znów “grał” ze swoją zawodniczką. I kilka minut później już i on, i ona zaciskali pięści w geście radości, bo to Fręch przełamała przeciwniczkę (5:7, 7:6, 2:1).

     

    W tym momencie życzyliśmy sobie, żeby to było ostatnie przełamanie w meczu. Gdybyśmy nie zobaczyli już żadnego do końca, to Fręch wygrałaby 5:7, 7:6, 6:4. Ale nadzieje na to, że Polka uspokoi sytuację i dociągnie skromne prowadzenie Hiszpanka odebrała nam błyskawicznie. Bouzas Maneiro znów poszła na maksa i ofensywą zdusiła serwującą Polkę, wygrywając gema do 15. To było już siódme przełamanie dla Hiszpanki, przy sześciu Fręch. Chwilę po obrazkach cieszących się Fręch i Kobierskiego patrzyliśmy, jak zadowolona z siebie pokrzykuje Bouzas Maneiro. Po wygraniu dwóch gemów z rzędu znów była z przodu – 7:5, 6:7, 3:2. Ale w wojnie nerwów znów dobrze odnalazła się Polka. I gdy wyszła na 5:7, 7:6, 4:3, wierzyliśmy że mimo średnio działającego serwisu jednak zdoła wygrać gema tuż po tym, jak znów przełamała reprezentantkę gospodarzy. Fręch zrobiła to – podwyższyła swoje prowadzenie na 5:7, 7:6, 5:3 – pokazując większą siłę mentalną. W długich wymianach Hiszpanka nie wytrzymywała, próbowała niedokładnych skrótów,popełniała błędy.

    Po trzech gemach wygranych z rzędu i po prawie trzech godzinach walki (2:49) Fręch znalazła się o gema od trzeciej rundy, czyli swojego najlepszego wyniku w historii występów w Madrycie. W bardzo trudnym momencie Bouzas Maneiro się nie poddała. Wygrała gema na – patrząc z jej perspektywy – 7;5, 6:7, 4:5 i teraz to Fręch znalazła się w takiej sytuacji, w jakiej Hiszpanka pogubiła się w pierwszym i drugim secie. Na szczęście prowadząc 5:4 i serwując Polka pokazała, że jest tenisistką bardziej doświadczoną. I tę szansę wykorzystała, kończąc drugiego meczbola i wygrywając gema do 30. A cały mecz, po równo dwóch godzinach i 58 minutach, Fręch wygrała 5:7, 7:6, 6:4.

    W trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Madrycie nasza tenisistka zmierzy się albo ze znakomitą nastolatką z Rosji, Mirrą Andriejewą, albo z Czeszką Marie Bouzkovą.

     

  • Tak Włosi podsumowali Zalewskiego po klęsce Interu. “Zawsze”

    Tak Włosi podsumowali Zalewskiego po klęsce Interu. “Zawsze”

    Tak Włosi podsumowali Zalewskiego po klęsce Interu. “Zawsze

     

    “Wchodzi z właściwym nastawieniem”, “zawsze stara się coś stworzyć” – tak włoskie media komentują występ Nicoli Zalewski w rewanżowym meczu półfinału Pucharu Włoch pomiędzy Interem Mediolan i AC Milanem. Reprezentant Polski, który wszedł przy wyniku 2:0 dla rywali, nie pomógł swojemu zespołowi odwrócić wyniku

     

    Nicola Zalewski przez 53 minuty oglądał z ławki rezerwowych, jak jego koledzy z Interu Mediolan rywalizowali z Milanem w rewanżowym spotkaniu półfinału Pucharu Włoch. Reprezentant Polski pojawił się na murawie przy stanie 0:2 i nie zdołał pomóc zespołowi, który po porażce 0:3 odpadł z rozgrywek (w dwumeczu poległ 1:4). A jak występ wahadłowego oceniły włoskie media?

     

    Nicoli Zalewski oceniony za mecz Inter Mediolan – AC Milan w Pucharze Włoch. “Właściwe nastawienie”

    “Wykonuje zwody, staje jeden na jeden przeciwko Fikayo Tomoriemu lub komukolwiek innemu. Gra bardzo wysoko […], na pewno nie brakuje mu pomysłów i inicjatywy, zawsze stara się coś stworzyć” – napisał portal fcinternews.it, przyznając Polakowi ocenę 6 (skala 1-10).

     

    Taką samą notę Zalewski otrzymał od stacji Sky Sport i serwisów calciomercato.it oraz calciomercato.com. “Wchodzi z właściwym nastawieniem, przynajmniej zawsze stara się grać bezpośrednio z przeciwnikiem” – uzasadniło ostatnie z wymienionych mediów.

     

    Włosi nie są bezkrytyczni ws. Nicoli Zalewskiego. “Nie pokazał wiele”

    Jednak nie wszyscy tak bardzo docenili 23-latka. Nieco niżej, bo na 5,5, oceniły go Eurosport i portal tuttomercatoweb.com. “Po lewej stronie toczy pojedynki z Alexem Jimenezem, który się nie poddaje. Nie pokazał wiele”, “podobnie jak inne zmiany, ta również nie zmienia przebiegu gry” – czytamy.

     

    Dla Nicoli Zalewskiego był to dziewiąty występ w koszulce Interu Mediolan. Na razie nie strzelił gola, za to zaliczył jedną asystę.

  • Powrót Fręch z 0:4, szalone starcie z Hiszpanką w Madrycie. Triumf Polki po 178 minutach

    Powrót Fręch z 0:4, szalone starcie z Hiszpanką w Madrycie. Triumf Polki po 178 minutach

    Powrót Fręch z 0:4, szalone starcie z Hiszpanką w Madrycie. Triumf Polki po 178 minutach

    Dzisiaj, punktualnie o godz. 11:00, rozpoczęła się rywalizacja w drugiej rundzie WTA 1000 w Madrycie. Już w pierwszym meczu dnia na obiekcie Stadium 3 pojawiła się Magdalena Fręch. Nasza tenisistka zmierzyła się z reprezentantką gospodarzy – Jessicą Bouzas Maneiro. W pierwszym secie Polka wróciła do gry ze stanu 0:4, ale w końcówce lepsza okazała się Hiszpanka. Druga odsłona również przyniosła ogromne emocje i zakończyła się triumfem Polki po tie-breaku. Ostatecznie cały mecz wygrała Fręch – 5:7, 7:6(2), 6:4 po 178 minutach gry.

     

    Magdalena Fręch ma za sobą wymagający czas. Po tym, jak zameldowała się w trzeciej rundzie Australian Open, kolejne starty nie były dla niej zbyt udane. W pewnym momencie miała passę pięciu porażek z rzędu. Do tego przyplątały się problemy zdrowotne, przez co nie zobaczyliśmy jej w Charleston oraz na turnieju kwalifikacyjnym BJK Cup w Radomiu. Podczas zmagań w Stuttgarcie doczekaliśmy się przełamania ze strony Polki, chociaż nie było o to łatwo. Przegrywała już 2-5 w tie-breaku trzeciego seta, ale ostatecznie pokonała Sarę Errani. W kolejnym meczu z Jessicą Pegulą nie miała już jednak żadnych szans.

     

    Następnym startem dla 27. rakiety świata okazał się turniej WTA 1000 w Madrycie. Z racji swojego notowania w rankingu, zawodniczka urodzona w Łodzi mogła liczyć na wolny los w pierwszej rundzie. Pierwszą przeciwniczką Fręch okazała się Jessica Bouzas Maneiro. Reprezentantka gospodarzy prezentowała ostatnio niezłą formę. Dotarła do ćwierćfinału imprezy rangi “250” w Rouen, a w stolicy Hiszpanii rozpoczęła zmagania od zwycięstwa 6:3, 6:1 z Mayar Sherif. Polka miała jednak dobre wspomnienie z ostatniej rywalizacji z 67. tenisistką kobiecego zestawienia. W sierpniu ubiegłego roku wygrała 6:1, 6:4. Magdalena była jednak wtedy w lepszej formie, poza tym panie grały na korcie twardym. Teraz przyszło im się zmierzyć ze sobą na mączce.

     

    WTA Madryt: Emocjonalny rollercoaster w meczu Magdalena Fręch – Jessica Bouzas Maneiro

     

    Początek pojedynku zupełnie nie układał się Fręch. Polka dała się zdominować rywalce i już na “dzień dobry” została przełamana. Potem Bouzas Maneiro utrzymała swoje podanie do zera i zrobiło się 2:0. Także trzecie rozdanie nie przyniosło premierowego “oczka” dla naszej tenisistki. Mimo prowadzenia 30-0, dała doprowadzić przeciwniczce do break pointów. Trzecia okazja została wykorzystana. Chwilę później było już 4:0 dla Hiszpanki.

     

    Wtedy Fręch zerwała się do walki. Najpierw nie straciła punktu przy swoim serwisie, potem odrobiła stratę jednego breaka, wracając ze stanu 15-30. W następnych minutach obroniła trzy break pointy i złapała kontakt z reprezentantką gospodarzy. Po ośmiu gemach mieliśmy remis – 4:4. Fręch była na fali, dobrze rozpoczęła także kolejne rozdanie. Prowadziła 30-0, ale mimo to pozwoliła przeciwniczce na przełamanie. Przy stanie 5:4 Jessica serwowała po zwycięstwo w secie. Pierwsza próba okazała się zupełnie nieudana. Straciła serwis do zera i doszło do wyrównania.

     

    W trakcie jedenastego gema powtórzyła się sytuacja z poprzedniego rozdania przy podaniu Fręch. 27-latka znów prowadziła 30-0, ale później doszło do break pointów. Magdalena obroniła pierwsze dwie okazje, miała nawet piłkę na 6:5. Ostatecznie taki rezultat pojawił się jednak po stronie przeciwniczki. Bouzas Maneiro wykorzystała drugą szansę na zamknięcie partii. Utrzymała podanie do 15 i wygrała premierową odsłonę 7:5.

     

    Niestety, także początek drugiej partii nie układał się po myśli naszej tenisistki. W pierwszych dwóch gemach zdobyła zaledwie jeden punkt, przez co Jessica szybko uzyskała prowadzenie 2:0. Magdalena zdołała wrócić do gry podczas szóstego rozdania. Mimo aż pięciu szans Hiszpanki na 4:2, Polka wyszła z opresji i za pierwszym podejściem wyrównała na 3:3. Po chwili 27-latka znalazła się nawet na prowadzeniu. Kolejne minuty należały jednak do Bouzas Maneiro. Przełamanie w dziewiątym gemie dla reprezentantki gospodarzy oznaczało, że serwis dla 67. rakiety świata po awans do trzeciej rundy.

     

    Podobnie jak w pierwszym secie, Hiszpanka straciła w tym momencie podanie do zera. Magdalena wyrównała na 5:5 i wciąż zachowywała swoje szanse na miejsce w najlepszej “32” turnieju. W jedenastym gemie Polka obroniła trzy break pointy i wyszła na prowadzenie 6:5. Ostatecznie o wyniku drugiej partii decydował tie-break. Kluczowa rozgrywka od początku układała się po myśli naszej reprezentantki. Fręch wygrała ją 7-2 i doprowadziła dotrzeciej odsłony.

    Na starcie decydującego seta Hiszpanka miała dwie okazje na 2:0. Ostatecznie Polka oddaliła jednak zagrożenie, a po chwili sama miała break pointa. Wykorzystała go i prowadziła 2:1 z przełamaniem. W następnych minutach Hiszpanka odrobiła stratę i po pięciu gemach to ona znalazła się bliżej zwycięstwa. Magdalena znalazła odpowiedź na poczynania rywalki. Po chwili to nasza tenisistka zgarnęła trzy “oczka” z rzędu i znalazła się o jeden gem od trzeciej rundy. Ostatecznie Fręch wygrała spotkanie 5:7, 7:6(2), 6:4 po 178 minutach gry. O miejsce w 1/8 finału WTA 1000 w Madrycie zagra z Mirrą Andriejewą lub Marie Bouzkovą.

    Dokładny zapis relacji z meczu Magdalena Fręch – Jessica Bouzas Maneiro jest dostępny

     

  • Rywalka Świątek awansowała, a potem padły słowa o Polce. Zdecydowana deklaracja

    Rywalka Świątek awansowała, a potem padły słowa o Polce. Zdecydowana deklaracja

    Rywalka Świątek awansowała, a potem padły słowa o Polce. Zdecydowana deklaracja

    Iga Świątek w wielkim stylu przedarła się do ćwierćfinału turnieju rangi WTA 1000 w amerykańskim Indian Wells pokonując w dwóch setach kolejno Caroline Garcię, Dajanę Jastremską oraz Karolinę Muchovą. Niedługo po tym, jak Polka wyeliminowała z zawodów Czeszkę, nadeszły istotne wieści dotyczące jej kolejnej rywalki – okazała się nią Qinwen Zheng, która dość jasno nakreśliła swój plan na potyczkę z drugą rakietą globu.

    Iga Świątek – jako obrończyni tytułu z ubiegłego roku – bez dwóch zdań od początku bieżących zmagań w Indian Wells uchodziła za główną faworytkę do wygrania amerykańskiego turnieju i jak na razie jest na jak najlepszej drodze do tego, by kolejny raz sięgnąć w Kalifornii po trofeum.

    Polka zaczęła od ogrania Caroline Garcii, a następnie pokonała też Dajanę Jastremską oraz Karolinę Muchovą, każdorazowo domykając rywalizację w dwóch setach i w – mniej więcej – godzinę. Teraz przed wiceliderką światowego rankingu kolejne wyzwanie w ćwierćfinale.

    Indian Wells: Zheng kolejną rywalką Świątek. “Damy z siebie wszystko”

    Na tym etapie zmierzy się z przedstawicielką Chin Qinwen Zheng, która o poranku 12 marca według czasu środkowoeuropejskiego (a przed północą czasu lokalnego) pokonała Ukrainkę Martę Kostiuk 6:3, 6:2. Po spotkaniu sportsmenka z Azji zdecydowała się na kilka słów komentarza ws. jej zbliżającego się pojedynku ze Świątek.

    “Obie damy z siebie wszystko. Ona z łatwością wygrała swoje pierwsze trzy mecze w Indian Wells” – stwierdziła Zheng w pomeczowym wywiadzie na korcie. “Jest w dobrej formie, tak samo jak ja” – podkreśliła 22-latka.

    Będziemy walczyć i… zobaczymy, co wydarzy się w następnym starciu

    ~ skwitowała.

    Świątek zdominowała rywalizację z Zheng. Jej jedyna porażka z Chinką była jednak bardzo bolesna

    Jak dotychczas obie panie mierzyły się ze sobą łącznie siedem razy – w sześciu przypadkach triumfatorką okazywała się Iga Świątek, natomiast jej jedyna porażka związana jest z ostatnim dotychczasowym spotkaniem obu zawodniczek.

    Miało ono miejsce w sierpniu ubiegłego roku podczas półfinału igrzysk olimpijskich w Paryżu. Dla raszynianki przegrana była tym boleśniejsza, że bez dwóch zdań celowała ona w zdobycie złota na swych ulubionych kortach w stolicy Francji. Po tym, jak Zheng ją pokonała, reprezentantka Polski jednak prędko się podniosła i już nazajutrz w pewnym stylu zdobyła brąz zwyciężając Annę Karolinę Schmiedlovą.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1899709881550274591

    Teraz przyszedł czas na zrewanżowanie się zdolnej Chince, która na IO ostatecznie sama sięgnęła po złoty medal.

     

  • Iga Świątek traci groźną rywalkę! Nagłe wycofanie tuż przed meczem w Madrycie

    Iga Świątek traci groźną rywalkę! Nagłe wycofanie tuż przed meczem w Madrycie

    Iga Świątek traci groźną rywalkę! Nagłe wycofanie tuż przed meczem w Madryci

     

    Na dosłownie kilka godzin przed jej pierwszym meczem w turnieju WTA rangi 1000 w Madrycie na jaw wyszły wieści o wycofaniu Karoliny Muchovej. Czeszka, która mogła być jedną z najgroźniejszych rywalek dla Igi Świątek w dolnej części drabinki, zniknęła z listy uczestniczek rywalizacji. WTA informuje, że powodem wycofania Muchovej z turnieju jest choroba.

     

    Na kilka godzin przed planowanym meczem Julii Starodubcewej z Karoliną Muchovą okazało się, że Czeszka wcale nie przystąpi do gry w turnieju rangi 1000 w Madrycie. Jej miejsce w drabince zajęła już Elisabetta Cocciaretto, która skorzysta na późnym wycofaniu jednej z rozstawionych i jako lucky loser zagra bezpośrednio w drugiej rundzie.

     

    To właśnie Włoszka zmierzy się ze Starodubcewą i wykorzysta rozstawienie Muchovej. Co ciekawe, w podobnej sytuacji jest Kamil Majchrzak, który skorzysta na wycofaniu Carlosa Alcaraza i awansuje bezpośrednio do drugiej rundy pomimo porażki w kwalifikacjach. Wycofanie Muchovej to również ważna wiadomość dla Igi Świątek.

     

    Nagłe wycofanie z WTA w Madrycie

     

    Choć Polka nie kryje, że darzy Muchovą szacunkiem, a panie kolegują się ze sobą, to właśnie Czeszka mogła być uznawana za jedną z groźniejszych rywalek na kortach ziemnych dla wiceliderki rankingu. Świątek i Muchova zagrały ze sobą w pamiętnym finale Rolanda Garrosa w 2023 r., gdy to ta druga była bliska przerwania kapitalnej serii mistrzyni wielkoszlemowej w Paryżu.

     

    Dziś wiemy już na pewno, że nie zagrozi jej w Madrycie. WTA poinformowało w turniejowych dokumentach jedynie o “chorobie”, nie przekazując żadnych szczegółów. Nie wiadomo, jak dyspozycja zdrowotna wpłynie na plan występu Muchovej w Rzymie.

  • Walczyła z Igą Świątek o medal igrzysk, a potem zniknęła. Teraz ogłosiła

    Walczyła z Igą Świątek o medal igrzysk, a potem zniknęła. Teraz ogłosiła

    Walczyła z Igą Świątek o medal igrzysk, a potem zniknęła. Teraz ogłosiła

    Anna Karolina Schmiedlova jeszcze w sierpniu grała z Igą Świątek o brązowy medal igrzysk olimpijskich. Słowaczka po paryskich zmaganiach nie miała już tak dobrej passy – w turniejach WTA odpadała już w pierwszej rundzie i grała przede wszystkim w zawodach rangi ITF i challengerach. Ostatni mecz przed przerwą rozegrała w Dosze, gdzie przegrała z Warwarą Graczową. Okazało się, że powód jej zniknięcia z tenisa jest inny niż przypuszczano.

     

    Schmiedlova długo szukała swojej drogi po zakończeniu igrzysk i wydawało się, że pod względem sportowym najlepsze jeszcze przed nią. Ostatecznie podjęła jednak inną decyzję. W mediach społecznościowych ujawniła powód.

     

    Anna Karolina Schmiedlova walczyła z Igą Świątek o medal igrzysk

     

    Schmiedlova sprawiła ogromną niespodziankę w czasie igrzysk olimpijskich. Będąca obecnie na 158. miejscu w rankingu WTA Słowaczka w drodze do półfinału pokonała świetnie grające tenisistki, w tym Barborę Krejcikovą czy Jasmine Paolini. Ustąpiła dopiero Donnie Vekić, późniejszej srebrnej medalistce.

     

    W walce o brązowy medal igrzysk Schmiedlova starła się z Iga Świątek. Polka była bardzo zdeterminowana, by zdobyć brąz i tym samym choć po części zmazać trudne emocje, z jakimi zmagała się w swoim półfinale. Ostatecznie raszynianka zwyciężyła 6:2, 6:1.

     

    Anna Karolina Schmiedlova ogłosiła

     

    W kolejnych rozgrywkach Schmiedlova nie radziła sobie już tak dobrze, jak na igrzyskach. Po tegorocznym turnieju w Dosze przestała grać. W mediach społecznościowych ujawniła, co jest tego powodem. Miała do przekazania radosne wieści.

     

    “Cześć, chciałam dać ci znać, że powodem, dla którego ostatnio nie brałam udziału w turniejach i nie byłam częścią drużyny BJKC w kwietniu, jest moja ciąża. Jest to dla mnie sprawa osobista, ale chciałam się nią podzielić, aby uniknąć nieporozumień w nadchodzących miesiącach. Mój partner i ja jesteśmy bardzo szczęśliwi i podekscytowani. Dziękuję bardzo za całe wsparcie” – przekazała. Partnerem Schmiedlovej jest słowacki tenisista, Lukas Klein. Para z niecierpliwością oczekuje na swojego potomka.

     

  • Sensacja w Madrycie! Alcaraz wypada. Polak wchodzi do gry

    Sensacja w Madrycie! Alcaraz wypada. Polak wchodzi do gry

    Sensacja w Madrycie! Alcaraz wypada. Polak wchodzi do gry

    Kamil Majchrzak poniósł porażkę w decydującej fazie eliminacji do turnieju na kortach ziemnych w Madrycie, ale i tak najprawdopodobniej znajdzie się w drabince głównej. Wszystko za sprawą decyzji Carlosa Alcaraza, otwierającej drogę do startu Polakowi, który zdecydował się na wymowny ruch dotyczący innych zawodów.

     

    Kamil Majchrzak (90. ATP) w decydującej rundzie kwalifikacji do turnieju ATP 1000 w Madrycie przegrał 7:5, 4:6, 4:6 z Duńczykiem Elmerem Mollerem (114. ATP). Mimo to najpewniej dostanie się do drabinki głównej, a to z powodu problemów Carlosa Alcaraza (3. ATP).

     

    Kamil Majchrzak czekał na decyzję Carlosa Alcaraza. Już wszystko jasne

    Po wycofaniu się Japończyka Yoshihito Nishioki (74. ATP) wolne miejsce zajął Kanadyjczyk Gabriel Diallo (78. ATP), a pierwszym “oczekującym” (najwyżej notowanym spośród przegranych z ostatniej rundy eliminacji) na wejście do turnieju stał się Polak. I pojawiła się przed nim wyjątkowa szansa, bowiem po zawodach ATP 500 w Barcelonie na kontuzję zaczął narzekać Alcaraz.

     

    Największa gwiazda gospodarzy w czwartek podjęła decyzję o rezygnacji ze startu w Madrycie. To otwiera drogę Majchrzakowi, który czeka na ruch organizatorów. Ci jeszcze nie ogłosili, kto zastąpi Hiszpana, lecz wydaje się, że będzie to 29-latek – już wykonał on wymowny krok. “Kamil Majchrzak zastąpi Carlosa Alcaraza. Ciekawe, że (Polak – red.) wycofał się z Ostrawy ‘z powodu kontuzji’” – czytamy na profilu Mundo Do Tenis w serwisie X.

     

    Media: Kamil Majchrzak zastąpi Carlosa Alcaraza w turnieju ATP 1000 w Madrycie

    Jeśli polski tenisista finalnie zajmie miejsce rozstawionego z numerem drugim Alcaraza, to otrzyma wolny los w pierwszej rundzie i przystąpi do rywalizacji od drugiej fazy. Tam zmierzy się z wygranym meczu pomiędzy Zizou Bergsem (50. ATP) a wspomnianym Diallo.

     

    Turniej ATP 1000 na kortach ziemnych w Madrycie potrwa do niedzieli 4 maja. Pula nagród to 8 055 385 euro.

  • Sensacja w Madrycie! Alcaraz wypada. Polak wchodzi do gry

    Sensacja w Madrycie! Alcaraz wypada. Polak wchodzi do gry

    Sensacja w Madrycie! Alcaraz wypada. Polak wchodzi do gry

    Kamil Majchrzak poniósł porażkę w decydującej fazie eliminacji do turnieju na kortach ziemnych w Madrycie, ale i tak najprawdopodobniej znajdzie się w drabince głównej. Wszystko za sprawą decyzji Carlosa Alcaraza, otwierającej drogę do startu Polakowi, który zdecydował się na wymowny ruch dotyczący innych zawodów

     

    Kamil Majchrzak (90. ATP) w decydującej rundzie kwalifikacji do turnieju ATP 1000 w Madrycie przegrał 7:5, 4:6, 4:6 z Duńczykiem Elmerem Mollerem (114. ATP). Mimo to najpewniej dostanie się do drabinki głównej, a to z powodu problemów Carlosa Alcaraza (3. ATP).

     

    Kamil Majchrzak czekał na decyzję Carlosa Alcaraza. Już wszystko jasne

     

    Po wycofaniu się Japończyka Yoshihito Nishioki (74. ATP) wolne miejsce zajął Kanadyjczyk Gabriel Diallo (78. ATP), a pierwszym “oczekującym” (najwyżej notowanym spośród przegranych z ostatniej rundy eliminacji) na wejście do turnieju stał się Polak. I pojawiła się przed nim wyjątkowa szansa, bowiem po zawodach ATP 500 w Barcelonie na kontuzję zaczął narzekać Alcaraz..

     

    Największa gwiazda gospodarzy w czwartek podjęła decyzję o rezygnacji ze startu w Madrycie. To otwiera drogę Majchrzakowi, który czeka na ruch organizatorów. Ci jeszcze nie ogłosili, kto zastąpi Hiszpana, lecz wydaje się, że będzie to 29-latek – już wykonał on wymowny krok. “Kamil Majchrzak zastąpi Carlosa Alcaraza. Ciekawe, że (Polak – red.) wycofał się z Ostrawy ‘z powodu kontuzji’” – czytamy na profilu Mundo Do Tenis w serwisie X.

     

    Media: Kamil Majchrzak zastąpi Carlosa Alcaraza w turnieju ATP 1000 w Madrycie

     

    Jeśli polski tenisista finalnie zajmie miejsce rozstawionego z numerem drugim Alcaraza, to otrzyma wolny los w pierwszej rundzie i przystąpi do rywalizacji od drugiej fazy. Tam zmierzy się z wygranym meczu pomiędzy Zizou Bergsem (50. ATP) a wspomnianym Diallo.

    https://x.com/mundodotenispod/status/1915358536579637489

    Turniej ATP 1000 na kortach ziemnych w Madrycie potrwa do niedzieli 4 maja. Pula nagród to 8 055 385 euro.

     

  • Oto miejsce Świątek w rankingu najlepiej zarabiających tenisistek. Kwota robi wrażenie

    Oto miejsce Świątek w rankingu najlepiej zarabiających tenisistek. Kwota robi wrażenie

    Oto miejsce Świątek w rankingu najlepiej zarabiających tenisistek. Kwota robi wrażenie

    Iga Świątek to rewolucyjna postać w świecie damskiego tenisa. Choć jej obecne występy budzą sporo zastrzeżeń, to nie może jej odebrać faktu, że mimo młodego wieku osiągnęła ogromny sukces w swojej dyscyplinie. Tak znakomite wyniki często idą w parze z dużymi pieniędzmi i w przypadku 23-latki tak właśnie jest. Już teraz Polka znajduje się w czołowej rankingu Pań, które na kortach zarobiły najwięcej. Choć suma uzbierana przez Świątek robi wrażenie, to wciąż blednie przy liderce ów rankingu.

     

    Nieczęsto zdarza się, aby tak młoda zawodniczka jak Iga Świątek osiągała tak niebagatelny sukces. 23-latka ma już na swoim koncie 22 wygrane turnieje rangi WTA w tym aż 5 Wielkich Szlemów. Dodatkowo na ubiegłorocznych igrzyskach olimpijskich wywalczyła ona brązowy medal, który jest jednocześnie pierwszym krążkiem w tej dyscyplinie sportu w historii naszego kraju.

     

    Niestety obecny sezon zdecydowanie nie idzie po myśli raszynianki. Niedawna przegrana z Jeleną Ostapenko w ćwierćfinale WTA Stuttgart była kolejnym z rzędu bolesnym pożegnanie się z turniejem przed dotarciem do finału. Warto jednak pamiętać, że każdy start wciąż wiąże się z zastrzykiem gotówki, która nieprzerwanie wpada na konto polskiej tenisistki. Dzięki swoim dotychczasowym osiągnięciom zgromadziła ona pokaźną sumę, która pozwala jej konkurować z największymi gwiazdami tego sportu.

     

    Iga Świątek pnie się w rankingu najlepiej zarabiających tenisistek

     

    Już w kwietniu ubiegłego roku Świątek znalazła się w czołowej dziesiątce rankingu pań, które na kortach tenisowych zarobiły najwięcej. Znalazła się ona wówczas tuż za plecami innej polskiej tenisistki Agnieszki Radwańskiej, przy nazwisku której widniała kwota nieco ponad 27 mln dolarów. Jak jednak wiadomo, tenisistka z Krakowa od 2018 roku nie jest już aktywną zawodniczką, co w zestawieniu z grającą Świątek naturalnie musiało zakończyć się roszadami w zestawieniu.

     

    Jak podaje oficjalny wykaz płac WTA, obecna kwota jaką Iga Świątek zarobiła na kortach wynosi około 35 mln dolarów brutto. Pozwoliło jej to na wyprzedzenie wspomnianej wcześniej Radwańskiej oraz znajdującej się nad nią Angelique Kerber, która swoją przygodę z zawodowym tenisem zakończyła w 2024 roku. Tuż nad głową 23-latki znajduje się natomiast Caroline Wozniacki. Duńska zawodniczka polskiego pochodzenia może pochwalić się kwotą 36 mln dolarów. Różnica między paniami jest więc marginalna, co w obecnych warunkach zwiastuje możliwość kolejnego awansu Świątek w tym nieoficjalnym rankingu.

     

    Kwoty, jakie zapisane zostały przy nazwiskach pozostałych zawodniczek wahają się od 37 do 42 milionów dolarów brutto. Jak nietrudno się domyślić, większość jej konkurentek w “rankingu zarobkowym” to byłe gwiazdy, które obecnie są na końcowym etapie swoich karier, lub od jakiegoś czasu cieszą się sportową emeryturą. Warto więc podkreślić, że nagrody pieniężne zdobywane w kobiecy tenisie stale ewoluują, dlatego też z perspektywy polskiej tenisistki, która zarabia nieporównywalnie większe kwoty niż dawne mistrzynie, nie są to sumy niemożliwe do osiągnięcia.

     

    Serena Williams detronizuje konkurencje. Jej wynik może zszokować

     

    Jest jednak zawodniczka, która zdecydowanie wybija się na tle pozostałych konkurentek. Mowa oczywiście o ikonie kobiecego tenisa Serenie Williwams. Amerykanka aż 73 razy sięgała po tytuł w turniejach rangi WTA. W jej dorobku znajdują się równie 23 tytuły wielkoszlemowe. Od Świątek różnią ją również 23 triumfy w turniejach deblowych oraz 14 tytułów wielkoszlemowych w grze podwójnej. Dodatkowo może się ona pochwalić również 4 medalami na igrzyskach olimpijskich.

     

    Nic więc dziwnego, że Serena Williams jest zawodniczką, która na kortach tenisowych zarobiła najwięcej. Kwota, która wpłynęła na jej konto wynosi bagatela… 94 miliony dolarów. To ponad dwukrotność tego, co zarobiła jej siostra, a jednocześnie druga tenisistka w zestawieniu najlepiej opłaconych zawodniczek Venus Williams.

     

    Sabalenka znów goni Świątek. Kilka milionów różnicy

     

    Obecnie Świątek jest 2. rakietą świata. Prym w rankingu WTA wiedzie bowiem Aryna Sabalenka, która obecnie ma blisko 4 tys. punktów przewagi nad raszynianką. Okazuje się jednak, że i w kwestii zarobków nie odstaje ona od swojej rywalki z Polski. Według danych WTA, za swoje występy Białorusinka zainkasowała już ponad 33 mln dolarów, czyli o 2 mln mniej niż Świątek. To daje Sabalence 9. pozycje w rankingu najlepiej opłacanych zawodniczek tenisa.

     

  • Gigantyczne zagrożenie przed Igą Świątek. Od lat nie było takiej presji

    Gigantyczne zagrożenie przed Igą Świątek. Od lat nie było takiej presji

    Gigantyczne zagrożenie przed Igą Świątek. Od lat nie było takiej presj

     

    Niecały miesiąc temu młoda Filipinka Alexandra Eala wprawiła w osłupienie cały świat. Sensacyjnie wyrzuciła w ćwierćfinale swoją idolkę Igę Świątek, która tego dnia była kompletnie bezradna. Nerwy puszczały jej na tyle, że wdała się w dyskusję ze swoim boksem. Teraz Polka już w drugiej rundzie turnieju w Madrycie, gdzie broni tytułu, będzie miała szansę na rewanż, a ewentualna porażka będzie ją kosztować bardzo wiele. W najgorszym scenariuszu nawet spadek poza podium rankingu WTA.

     

    Trwa pierwszy w tym sezonie “tysięcznik” na mączce. W Madrycie do gry wchodzi czołówka rankingu WTA. W czwartek swoje mecze rozegrają m.in. Coco Gauff, Madison Keys czy Iga Świątek. Oczy całego tenisowego świata zwrócone będą z pewnością na tą ostatnią. Polka w stolicy Hiszpanii broni tytułu, a już w drugiej rundzie będzie mieć okazję na rewanż za bolesną porażkę w marcu.

     

    Powiedzieć, że tamto spotkanie w wykonaniu Świątek było słabe, to jak nic nie powiedzieć. Polka była bardzo nerwowa, popełniała masę niewymuszonych błędów, co sprawiło, że pierwsza partia sensacyjnie padła łupem Eali (6:2). W drugim secie było trochę lepiej, druga rakieta świata prowadziła nawet 4:2, lecz wtedy wszystko się posypało i sensacyjnie przegrała 2:6, 5:7.

     

    Nieznane oblicze Igi Świątek

    W marcu kibice zobaczyli nieznane dotąd oblicze Polki, która wdawała się w dyskusje ze swoim boksem. — Musisz ją zmusić do biegania, dodaj więcej rotacji i musi być szybka ręka — wykrzykiwał Wim Fissette, a swoje kilka groszy dorzucał też Maciej Ryszczuk, trener przygotowania fizycznego, który zazwyczaj w trakcie meczów milczy. Świątek w końcówce drugiej partii nie wytrzymała i odkrzyknęła głośno: “Próbuję!”, lecz to nie zdało się na wiele.

     

    W Miami szwankowało praktycznie wszystko, a w szczególności serwis. W spotkaniu z Ealą Świątek wygrała zaledwie 46.7 proc. punktów po pierwszy podaniu i zaledwie 24 proc. po drugim. To jej najgorszy wynik w karierze.

     

    Teraz jednak wszystko ma się zmienić. Jak zdradził trener Polki, od Miami najwięcej pracy Świątek poświęciła właśnie serwisowi. — Po Miami wprowadziliśmy korektę w przygotowaniu serwisu. (…) Element ten więc faluje i to normalne, że przykładamy do niego wiele uwagi, spędzamy nad nim dużo czasu. To definitywnie coś, w czym wszyscy chcielibyśmy zobaczyć poprawę — powiedział Belg w rozmowie z TVP Sport.

     

    Gigantyczne zagrożenie dla Igi Świątek

    Świątek musi jednak uważać, bo ewentualna porażka już w drugiej rundzie może ją kosztować naprawdę wiele. Nie dość, że straci 1000 pkt za ubiegłoroczny triumf, to może też zostać wyprzedzona Jessicę Pegulę i Coco Gauff. Pierwsza, żeby tak się stało, musi dojść, co najmniej do półfinału, a druga przynajmniej do finału. A to możliwe, bo Amerykanki znajdują się po dwóch stronach turniejowej drabinki, więc mogą się ze sobą zmierzyć dopiero w meczu o tytuł.

     

    Spotkanie Alexandra Eala — Iga Świątek już w czwartek 24 kwietnia około godz. 14.30. Relację z tego starcia będzie można śledzić na stronie Przeglądu Sportowego Onet.