Category: Celebrities

  • Madryt znów szczęśliwy, Świątek już pierwsza. Sabalenka odstawiona na boczny tor

    Madryt znów szczęśliwy, Świątek już pierwsza. Sabalenka odstawiona na boczny tor

    Madryt znów szczęśliwy, Świątek już pierwsza. Sabalenka odstawiona na boczny tor

    Iga Świątek nazywana jest królową Paryża z uwagi na cztery wygrane w ostatnich latach edycje French Open. Wyśmienicie czuje się również w stolicy Hiszpanii. Dzięki czwartkowej wygranej z Alexandrą Ealą druga rakieta świata jest obecnie najskuteczniejszą tenisistką w dziejach Madrid Open. Wygrała w tym turnieju 87,5 proc. dotychczasowych spotkań. W opublikowanym właśnie zestawieniu na pozycji liderki zluzowała samą Serenę Williams.

     

    W ostatnich dniach marca Iga Świątek doznała sensacyjnej porażki w ćwierćfinale Miami Open. Polka uległa 2:6, 5:7 Alexandrze Eali. 19-latka z Filipin zajmowała wówczas 140. miejsce w rankingu WTA.

    https://x.com/OptaAce/status/1915434340894355789

    Niespełna miesiąc później nadarzyła się okazja do rewanżu. Tym razem te same zawodniczki stanęły naprzeciw siebie w II rundzie turnieju WTA 1000 w Madrycie. Kiedy pierwszy set zakończył się zwycięstwem Azjatki, wydawało się, że koszmar powraca.

     

    Świątek z pierwszym triumfem w Madrycie. Tak skutecznej tenisistki jeszcze tutaj nie było

     

    W dwóch kolejnych partiach Świątek stanęła jednak na wysokości zadania, wygrywając mecz 4:6, 6:4, 6:2. Tym samym stała się najskuteczniejszą zawodniczką w historii Madrid Open (uwzględniono tenisistki z minimum 10 spotkaniami na koncie). Do tej pory wygrała 87,5 proc. pojedynków stoczonych w stolicy Hiszpanii.

     

    Rywalizacja pod szyldem WTA w Madrycie toczy się od 2009 roku. Aż do dzisiaj liderką zestawienia najefektywniejszych zawodniczek pozostawała Serena Williams (87 porc.). Amerykanka została zepchnięta przez Polkę na druga lokatę. Kolejne pozycje zajmują Ons Jabueur (86,4 proc.) i Aryna Sabalenka (81 proc.), obecna liderka światowego rankingu.

     

    Białorusinka będzie miała okazję poprawić statystyki już w piątek. W II rundzie madryckiego turnieju zmierzy się wówczas z Rosjanką Anną Bkinkową (76. WTA).

     

    Świątek broni tytułu wywalczonego przed rokiem. W fantastycznym finale pokonała wówczas Sabalankę, a ich starcie okrzyknięto meczem roku. W III rundzie trwającej edycji raszynianka zmierzy się w sobotni poranek z Czeszką Lindą Noskovą (31. WTA).

     

  • Iga Świątek ma gigantyczny problem. Cały świat o tym mówi

    Iga Świątek ma gigantyczny problem. Cały świat o tym mówi

    Tak jest! Iga Świątek dopięła swego i pokonała Alexandrę Ealę wynikiem 4:6, 6:4, 6:2. Polska tenisistka miała sporo kłopotów, ale udało jej się zrewanżować za porażkę w Miami. Mimo tego w sieci zawrzało z powodu liczby niewymuszonych błędów naszej rodaczki. To jej gigantyczny problem. Fala komentarzy ruszyła błyskawicznie.

    Było gorąco na korcie i to nie tylko ze względu na temperaturę w Madrycie. Iga Świątek od początku miała problemy z Alexandrą Ealą i momentami jej gra nie wyglądała dobrze. Pierwszego seta nasza rodaczka przegrała 4:6. W drugim udało jej się odpowiedzieć i wygrać 6:4. W trzecim sytuacja się poprawiła i druga rakieta świata zwyciężyła 6:2. Więcej przeczytacie

    Oto największy problem Igi Świątek. Nie mają what plows I

    Dzięki temu zapewniła sobie awans do trzeciej rundy WTA 1000 w Madrycie, gdzie zmierzy się z Lindą Noskovą. Do tego meczu pozostaje jeszcze nieco czasu, bo panie zmierzą się ze sobą najprawdopodobniej w sobotę. W sieci na razie dużo mówi się o spotkaniu z Ealą, bo nie należało ono do najbardziej udanych.

    “IGA ŚWIĄTEK W TRZECIEJ RUNDZIE! Polka wydostała się z problemów i pokonała Alexandrę Ealę 4:6, 6:4, 6:2, dzięki czemu zrewanżowała się reprezentantce Filipin za porażkę z Miami. O awans do czwartej rundy WTA 1000 w Madrycie nasza tenisistka powalczy w sobotę z Lindą Noskovą” — czytamy na profilu “Z kortu — informacje tenisowe | Tennis news”.

    “57 niewymuszonych błędów. To jest coś, nad czym Iga Świątek musi zdecydowanie popracować. Tych pomyłek było za dużo. Ale z drugiej strony cieszy, że udało jej się wydostać z tych tarapatów. Teraz starcie z Lindą Noskovą. Znów nie będzie łatwo, ale wszystko w rękach Polki” — brzmi kolejny wpis na tym samym profilu.

     

    “Świątek pokonuje Ealę 4:6, 6:4, 6:2. Iga naprawdę musiała dziś walczyć. Nie grała nawet w połowie tak dobrze, jak potrafi, ale nadal jest najlepszą zawodniczką na kortach ziemnych na świecie, a to częściowo dzięki temu, jak walczy. Siódme zwycięstwo z rzędu w Madrycie. Obrona tytułu trwa” — komentuje osoba zajmująca się profilem “The Tennis Letter”.

    https://x.com/z_kortu/status/1915435893575274808

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1915434420548571296

    “Alexandra Eala wygrała w tym meczu 80 punktów. 57 podarowała jej Iga Świątek…” — zwraca uwagę na problem polskiej tenisistki Dawid Żbik z Eurosportu.

    https://x.com/DawidZbik/status/1915435934306218223

    Najwięcej turniejów z rzędu bez przegranego meczu otwarcia w tym stuleciu: 55 — Iga Świątek (Adelaide 2022 — Madryt 2025). 51 — Kim Clijsters (Montreal 2002 — Hasselt 2005). Niesamowita passa wciąż trwa!” — pisze Bastien Fachen.

    https://x.com/BastienFachan/status/1915435655632478264

  • Iga Świątek poznała drugą rywalkę w Madrycie! Złe wieści

    Iga Świątek poznała drugą rywalkę w Madrycie! Złe wieści

    Iga Świątek poznała drugą rywalkę w Madrycie! Złe wieści

    Wszystko jasne! Iga Świątek pokonała Alexandrę Ealę wynikiem 4:6, 6:4, 6:2 i tym samym zagra w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Madrycie. A tam czeka na nią nie byle jaka rywalka. Będzie nią Linda Noskova, która już niejednokrotnie zaskakiwała Polkę. Nasza rodaczka musi na nią uważać. Wyjaśniamy dlaczego.

     

    Było groźnie w meczu Igi Świątek z Alexandrą Ealą. Polka przegrała pierwszego seta i była o krok od sensacyjnej porażki z Filipinką. Mimo tego w drugim secie wygrała 6:4, a w trzecim 6:2. Dzięki temu była w stanie ostatecznie przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, a to kapitalna informacja dla niej i dla jej wszystkich fanów.

     

    Oto następna Igi Świątek w Madrycie. Może być groźnie!

     

    Nieco wcześniej zakończył się także pojedynek, który wyłonił kolejną rywalkę Świątek. Mierzyły się w nim Linda Noskova (31. WTA) oraz Maria Lourdes Carle (119. WTA). Od samego początku jasne było, że to Czeszka będzie faworytką, choć trzeba przyznać, że emocji w tym spotkaniu nie zabrakło.

     

    Pierwszy set był bardzo wyrównany i Argentynka dzielnie walczyła o każdy punkt. Finalnie to jednak Noskova triumfowała rezultatem 7:5. W drugim sytuacja znacząco się zmieniła. 119. rakieta świata wyglądała już dużo gorzej i tym razem Czeszka wygrała w znacznie lepszym stylu wynikiem 6:1. I to ona będzie w trzeciej rundzie rywalką Świątek. A Polka może mieć powody do obaw.

     

    20-letnia Czeszka to bardzo utalentowana zawodniczka, która nie raz sprawiała spore problemy naszej rodaczce. W ich ostatnim meczu (w styczniu tego roku) zobaczyliśmy pełne trzy sety, po których Świątek wygrała rezultatem 6:7(1), 6:4, 6:4. Tylko raz na pięć spotkań najlepsza polska tenisistka pokonała Noskovą w dwóch setach. Ich bilans to cztery wygrane Polki i jedna Czeszki. Były to jednak niemal za każdym razem bardzo emocjonujące spotkania i wiele wskazuje na to, że teraz może być podobnie.

     

  • “Męki” Świątek z 19-latką, udany rewanż. Wskazała swój największy atut

    “Męki” Świątek z 19-latką, udany rewanż. Wskazała swój największy atut

    “Męki” Świątek z 19-latką, udany rewanż. Wskazała swój największy atut

    Iga Świątek rywalizację w turnieju WTA 1000 w Madrycie rozpoczęła od drugiej rundy. Polka mierzyła się na korcie z 19-letnią Alexandrą Ealą, która pokonała ją kilka tygodni wcześniej – w Miami. Wydawało się, że na mączce takich problemów być nie powinno, ale nic bardziej mylnego. Wiceliderka rankingu znów męczyła się Flipinką, tym razem wygrała po trzech zaciętych setach. – Cieszę się, że byłam po prostu cierpliwa – powiedziała na gorąco Polka.

     

    Iga Świątek bardzo daleka jest od swojej najlepszej dyspozycji, a więc takiej, którą zachwycała nas przez wiele lat. Polka w tym sezonie szuka swojej formy, co jest dość zaskakujące, bo zwykle najgorzej spisywała się w Australian Open, a potem “rosła”. W tym sezonie jest odwrotnie. W Melbourne Świątek wyglądała dobrze, o tym, że nie zagrała w finale, zadecydowały naprawdę detale.

     

    Później przyszła porażka w Katarze, ale tam rywalką była Jelena Ostapenko, więc dało się tę przegraną wytłumaczyć. To, co wydarzyło się po występie w Dosze, postawiło jednak bardzo wiele znaków zapytania. W Dubaju i Indian Wells Świątek przegrała bowiem z Mirrą Andriejewą, ale największe “wrażenie” robiła porażka z Miami. Tam bowiem Świątek musiała uznać wyższość ledwie 19-letniej Filipinki Alexandry Eali. Po meczu z nastolatką wybuchła ogólnonarodowa dyskusja, ale wszyscy czekali na to co wydarzy się na mączce.

     

    Świątek przemówiła po rewanżu z Ealą. “Muszę być mądra”

     

    Na tej nawierzchni bowiem Polka czuje się doskonale. Nie potwierdziła tego jednak w Stuttgarcie, z którym pożegnała się przed czasem po porażce z Jeleną Ostapenko. Już kilka dni później Świątek dostała szansę rewanżu w rywalizacji z Ealą, tym razem na madryckiej mączce. Łatwo nie było, ale po trzech zaciętych i wyczerpujących, przede wszystkim psychicznie, setach to Polka cieszy się z awansu do trzeciej rundy.

     

    Po meczu Świątek stanęła do krótkiej, tradycyjnej rozmowy. Najpierw padło pytanie, jak trudno było jej wrócić do meczu, gdy w drugim secie przegrywała już 2:3. Polka wskazała na jeden ważny aspekt. – Cieszę się, że byłam po prostu cierpliwa – powiedziała na gorąco.

     

    Świątek w tym roku w Madrycie broni tytułu, który zdobyła w ubiegłym sezonie po epickim finale z Aryną Sabalenką. – Jestem dumna z tego, co udało mi się tutaj osiągnąć w dwóch poprzednich sezonach. Dobrze jest mieć to doświadczenie gry na tym korcie. Oczywiście, warunki są inne, jest zdecydowanie cieplej, ale jestem zwyczajnie szczęśliwa, że mogę tu być – dodała.

     

    Wiceliderka rankingu została zapytana także o to, co może być w takim razie jej największą bronią w Madrycie w tym sezonie. – Jestem pewna, że mój top spin będzie tutaj działał. Czuję, że ten kort jest dość szybki, z pewnością nie gra się tu tak, jak na klasycznej mączce. Muszę być bardzo mądra taktycznie – zakończyła nasza gwiazda, która w kolejnej rundzie zmierzy się z dobrze sobie znanąLindą Noskovą. 

     

  • Tak wygląda ranking WTA po tym, co zrobiła Świątek w meczu z Ealą

    Tak wygląda ranking WTA po tym, co zrobiła Świątek w meczu z Ealą

    Tak wygląda ranking WTA po tym, co zrobiła Świątek w meczu z Ealą

    Nie było łatwo, ale jednak! Iga Świątek pokonała Alexandrę Ealę, udanie rewanżując się za porażkę z Miami. Tym samym awansowała do III rundy WTA 1000 w Madrycie i zachowała szansę na to, by powtórzyć sukces z poprzedniego sezonu. To zwycięstwo było też dla niej ważne w kontekście rankingu WTA. Ewentualna porażka mogła wyrzucić ją nawet z TOP 3. A tak ma szansę, by utrzymać drugą lokatę i zbliżyć się do Aryny Sabalenki. Tak wygląda ranking WTA po zwycięstwie Świątek.

     

    W przeszłości Iga Świątek prezentowała się znakomicie na “mączce”. Dość powiedzieć, że w poprzednim sezonie wygrała aż trzy turnieje na tej nawierzchni. W tym roku zaliczyła delikatny falstart, bo w Stuttgarcie odpadła już w ćwierćfinale, ulegając po raz szósty w karierze Jelenie Ostapenko. O wiele większą presję mogła odczuwać przed WTA 1000 w Madrycie, w którym rywalizację rozpoczęła w czwartek. W ubiegłym roku triumfowała w tej imprezie, więc ważne dla Polki, by obronić te punkty. Tylko że już w pierwszym meczu natrafiła na niespodziewane kłopoty, które mogły mieć gigantyczny wpływ na jej pozycję w rankingu WTA.

     

    Iga Świątek wygrywa z Alexandrą Ealą. Ważne punkty do rankingu WTA

     

    Tego dnia Świątek mierzyła się z Alexandrą Ealą. Polka była faworytką, mimo że w WTA 1000 w Miami 2025 dość niespodziewanie uległa Filipince. Teraz chciała się zrewanżować. Tyle tylko, że już w pierwszym gemie została przełamana. I finalnie straty nie udało jej się odrobić – 4:6. W drugim secie odwróciła losy rywalizacji, bo wygrała 6:4. O wszystkim zadecydowała trzecia partia – zwycięska w wykonaniu naszej rodaczki, 6:2.

     

    Tym samym Świątek awansowała do III rundy. Dzięki temu dopisała cenne punkty do konta i nieco zbliżyła się do liderki rankingu WTA. Obecnie traci do niej 3680 punktów, ale Sabalenka nie rozegrała jeszcze spotkania. Jedno jest pewne. Polka nie może pozwolić sobie na potknięcia i musi zrobić wszystko, by wygrać imprezę w Madrycie. Nie chodzi tylko o gonienie Białorusinki, ale i o obronę drugiej lokaty. Niebezpiecznie blisko są Jessica Pegula i Coco Gauff. W przypadku potknięcia Świątek i bardzo dobrych rezultatów Amerykanek obie mogą wyprzedzić naszą rodaczkę już po turnieju w Hiszpanii. To oznaczałoby wypadnięcie Polki z TOP 3.

     

    Ranking WTA Live (stan na 24 kwietnia 2025):

    1. Aryna Sabalenka – 10 128 pkt (max 11 118 pkt)

    2. Iga Świątek – 6 448 pkt (max 7 383 pkt)

    3. Jessica Pegula – 6 218 pkt (max 7 208 pkt)

    4. Coco Gauff – 5 963 pkt (max 6 953 pkt)

    5. Jasmine Paolini – 4 820 pkt (max 5 810 pkt)

    6. Mirra Andriejewa – 4 631 pkt (max 5 566 pkt)

    7. Madison Keys – 4 619 pkt (max 5 609 pkt)

    8. Qinwen Zheng – 4 193 pkt (max 5 183 pkt)

    9. Paula Badosa – 3 821 pkt (max 4 761 pkt)

    10. Emma Navarro – 3 797 pkt (max 4 732 pkt).

     

    Teraz przed Polką kolejne wyzwanie. W III rundzie zagra z Lindą Noskovą. Będzie to siódme bezpośrednie spotkanie tych pań. Faworytką będzie Świątek, która z Czeszką wygrywała aż pięciokrotnie, a tylko raz musiała uznać jej wyższość.

     

  • Analiza: Nie do wiary, co Świątek robiła na korcie. Zdecydował trzeci set

    Analiza: Nie do wiary, co Świątek robiła na korcie. Zdecydował trzeci set

    Analiza: Nie do wiary, co Świątek robiła na korcie. Zdecydował trzeci set

    Uff! Iga Świątek pokonała Alexandrę Ealę 4:6, 6:4, 6:2 w drugiej rundzie turnieju w Madrycie! Tym samym Polka zrewanżowała się Filipince za niedawną sensacyjną przegraną w Miami. W czwartek Polka znów źle zaczęła, a miny jej trenerów mówiły wszystko. Polka wygrała bardzo trudny mecz, w którym musiała walczyć za samą sobą.

     

    W drugiej rundzie turnieju WTA 1000 w Madrycie wiceliderka rankingu Iga Świątek zmierzyła się z Alexandrą Ealą (72.). To pierwszy mecz naszej tenisistki w tegorocznej imprezie rozgrywanej w stolicy z Hiszpanii, bo z racji rozstawienia miała wolny los w poprzedniej rundzie.

     

    Los sprawił, że Świątek szybko doczekała się okazji do rewanżu. Pod koniec marca przegrała niespodziewanie z Ealą 2:6, 5:7 w ćwierćfinale zawodów w Miami. Filipinka znajdowała się wówczas poza pierwszą “setką” kobiecego tenisa.

     

    Wszyscy zastanawiali się, jak czwartkowe spotkanie będzie wyglądać w porównaniu do ich wcześniejszego meczu rozgrywanego na Florydzie. Z jednej strony Eala miała prawo wyjść na kort z wiarą w zwycięstwo, skoro już raz pokonała Świątek. Z drugiej nasza tenisistka zagrała w Miami jeden z najsłabszych pojedynków w ostatnich latach i prezentując wyższą formę miała realne szanse na zrewanżowanie się rywalce.

     

    W Madrycie Eala zaczęła odważnie. Atakowała serwis Igi Świątek i szybko doczekała się pierwszego przełamania. – Maksymalne ryzyko Filipinki. Każda piłka, każda akcja z pełną mocą – zauważyli komentatorzy Canal+ Sport.

     

    Polka chciała odpowiedzieć tym samym, ale zbyt często psuła. Brakowało równowagi między agresją w jej uderzeniach a precyzją. Za szybko chciała kończyć wymiany. Łapała się też na delikatny, dość zdradliwy serwis Eali. Filipinka zwykle podaje dość wolno, ale kąśliwie i łatwo w ten sposób popsuć return, o czym Świątek przekonała się na początku spotkania nie raz.

     

    W czwartym gemie wiceliderka rankingu zmieniła rakietę, wierząc, że to może być powód problemów ze wstrzeleniem się z returnu. Po kilku lepszych akcjach nie udało jej się wykorzystać piłki na przełamanie i było już 3:1 dla Eali. Do tego momentu statystycy naliczyli Polce aż 13 niewymuszonych błędów przy sześciu winnerach. U przeciwniczki bilans był korzystniejszy: dwa – sześć.

     

    Świątek miała aż pięć szans na przełamanie Eali, ale nie udało się ich wykorzystać. Sama zaś znów straciła serwis i to w najgorszy możliwy sposób – do zera, popełniając po drodze dwa podwójne błędy serwisowe. Po ostatnim punkcie rozłożyła szeroko ręce. – Jakby nie do końca Iga wiedziała, co się dzieje, dlaczego ta gra tak wygląda – analizowali komentatorzy.

     

    Polka chciała grać bardzo mocno i płasko, brakowało w jej uderzeniach rotacji, spokoju. – Nerwowo. Po ruchach widać duże napięcie. Wydaje się, że jest ślad po tym meczu w Miami – usłyszeliśmy. Nagle zrobiło się 2:5 z perspektywy Polki i pachniało sensacją na korcie głównym kompleksu Caja Magica. Trudno było uwierzyć, jak niepewna na korcie zdawała się być druga rakieta świata.

     

    Iga Świątek potrafiła wtedy zareagować. Wygrała dziewięć punktów z rzędu – uderzała bezpieczniej, a wciąż szybko. W końcu przełamała Alexandrę Ealę, doprowadziła do 4:5, a w kolejnym gemie obroniła dwie piłki setowe. Trzeciej jednak nie dała rady – forhend wyleciał poza linię końcową. Filipinka korzystała z niestabilnej dyspozycji Polki – podobnie, jak miesiąc temu w Miami. Na twarzach trenerów Igi Świątek siedzących na trybunach – Wima Fissette’a, Darii Abramowicz i Macieja Ryszczuka – widać było niepokój.

     

    Przełamanie w drugim secie

     

    Drugi set zaczął się najgorzej, jak mógł – od przełamania Igi Świątek. Rwane uderzenia Polki, a na dodatek im dłuższa wymiana tym większe szanse miała Alexandra Eala. Gra naszej tenisistki cały czas falowała – po słabszym początku wyszła na 2:1, a po chwili znów straciła podanie – przegrywała 2:3 i serwis Eali. Niewiele w tym spotkaniu zależało od reprezentantki Filipin. Jeśli Polka trafiała – zwykle zdobywała punkt. Jej błędy zaś napędzały wyniki przeciwniczki.

     

    Po chwili w tym trudnym momencie lepiej zaczął funkcjonować serwis Igi Świątek. Trzy asy, kilka pewniejszych zagrań i to ona wyszła na 5:4. W kolejnym gemie zagrała swobodniej – trafiała głęboko, ale z większym marginesem błędu, wytrzymała kilka dłuższych akcji. – Najlepsza wersja Igi w tym spotkaniu – przyznali komentatorzy. Wyglądało na to, że lepsze serwowanie pozwoliło wiceliderce zachować więcej spokoju, a to od razu przełożyło się na jakość uderzeń w wymianach.

     

    Iga Świątek w trzeciej rundzie!

     

    O wszystkim miał zadecydować trzeci set. Ten zaczął się fantastycznie – od szybkiego prowadzenia 3:0 przez faworytkę. Polka grała dokładniej, pomagał jej serwis. Przetrzymała także szturm ze strony Alexandry Eali. Filipinka czując, że ucieka jej to spotkanie, zaczęła grać jeszcze szybciej. Trzy razy nie potrafiła jednak skończyć akcji przy siatce, Iga Świątek świetnie siębroniła i rosła jej przewaga.

    Załamała się gra Eali, u której rosła irytacja. A nasza tenisistka? Coraz pewniejsza, mniej błędów, większa kontrola. Przetrzymała największe trudy, wygrała z demonami, z samą sobą i odniosła bardzo cenne zwycięstwo. To nie był jej najlepszy występ – nawet w końcówce serwując przy 5:1, straciła podanie. Niemniej wygrała, a to jest najważniejsze, a za triumf w tak trudnych okolicznościach trzeba Świątek pochwalić.

    Rywalką Igi Świątek w trzeciej rundzie będzie Linda Noskova (Czechy, 31. WTA), która pokonała Marię Lourdes Carle (Argentyna, 119.) 7:5, 6:1. Polka broni tytułu w Madrycie, podobnie jak w kolejnych imprezach w Rzymie (od 6 maja) i w Paryżu (od 25 maja).

  • Koszmar Ostapenko w Madrycie. Spełnił się w starciu z zawodniczką bez rankingu

    Koszmar Ostapenko w Madrycie. Spełnił się w starciu z zawodniczką bez rankingu

    Koszmar Ostapenko w Madrycie. Spełnił się w starciu z zawodniczką bez rankingu

    Zaledwie kilkadziesiąt godzin temu Jelena Ostapenko pokonała Arynę Sabalenkę, czyli pierwszą zawodniczkę światowego rankingu. A później zgarnęła nowy model porsche i tytuł w Stuttgarcie. Minęły trzy dni i zeszła z kortu pokonana, już na starcie WTA 1000 w Madrycie. Aż trudno uwierzyć, ale ograła ją zawodniczka, która nie jest notowana na liście WTA. Mowa o innej Łotyszce Anastasiji Sevastovej, która wraca do wielkiego tenisa. 35-latka wygrała 7:6 (2), 6:2. I w sumie… nie powinno to dziwić.

     

    Jelena Ostapenko jest istnym fenomenem w świecie tenisa. Gdy trafia na agresywnie grające zawodniczki, potrafi ograć je z wielką łatwością. W tym roku zagrała cztery mecze z zawodniczkami z TOP 10 – dwa razy z Igą Świątek, po jednym z Aryną Sabalenką i Jasmine Paolini. Wszystkie wygrała. Zgarnęła tytuł w Stuttgarcie, dokonała tego w imponującym stylu. I prosto z Niemiec przeniosła się do Hiszpanii.

     

    Tu miała wolny los  w pierwszej rundzie, jako zawodniczka rozstawiona. A w drugiej spotkała się ze swoją rodaczką Anastasiją Sevastovą, która… nie jest nawet notowana w rankingu WTA. Ona swoje ostatnie spotkania rozegrała w marcu zeszłego roku w Austin, wracała wtedy po urodzeniu dziecka. I doznała poważnej kontuzji kolana, musiała przejść operację. W zeszłym tygodniu zagrała w zawodach ITF w mieście Koper w Słowenii – przeszła jedną rundę. Zdobyła 9 punktów rankingowych, ale to za mało o jeden, by znaleźć się w aktualnym rankingu.

     

    W Madrycie startowała więc… jako zawodniczka, która nie ma notowania na światowej liście. I najpierw pokonała Rosjankę Anastazję Pawluczenkową, a dzisiaj – swoją rodaczkę Jelenę Ostapenko.

     

    WTA Madryt. Starcie dwóch Łotyszek na korcie numer cztery na Caja Magica. Jelena Ostapenko kontra Anastasija Sevastova

     

    Dla Ostapenko starcie z rodaczką była fatalnym rozwiązaniem. Z Pawluczenkową miała niemal idealny bilans, prawie jak z Igą Świątek. A z Sevastovą grała dwa razy i dwukrotnie przegrała. Owszem, jej rodaczka była wtedy wysoko notowana, nawet na 11. miejscu. A teraz próbuje “odrdzewieć” po długiej przerwie.

     

    Jest jednak drugi element: Sevastova gra dokładnie w taki sposób, jakiego Ostapenko nienawidzi. Technicznie, slajsami, stosuje dropszoty, zmienia rytm. To nie uderzająca pełną mocą Sabalenka czy grająca topspiny w końcową linię Świątek. Jelena musiała zmierzyć się z zupełnie innym stylem, co powinno być wskazówkę choćby dla Polski.

     

    Od początku było więc to zaskakująco zacięte spotkanie, ale przecież… takiego można się było spodziewać. Sevastova doprowadzała rodaczkę do szewskiej pasji, rozrzucała ją po korcie, grała to krócej, do dalej. A Ostapenko nie mogła wpaść w odpowiedni rytm. Próbowała zaś swoją mocą zepchnąć rodaczkę do defensywy.

     

    Mistrzyni ze Stuttgartu wyszła jednak z tych pierwszych opresji, a przegrywała już 3:5. Doprowadziła do remisu, później wybroniła się przy stanie 5:6, gdy podawała Sevastova.

     

    Doszło więc do tie-breaka, którego losy tak naprawdę rozstrzygnęły się bardzo szybko. Ostapenko serwowała przy stanie 1-2, najpierw jej forhend wylądował na siatce, w kolejnej zaś akcji wyrzuciła piłkę za plac gry. A strony zmieniły już przy stanie 5-1 dla Sevastovej. Starsza z Łotyszek wykorzystała okazję, wygrała tę decydującą rozgrywkę 7-2.

     

    35-letnia Anastasija, kolejna mama w zawodowym tourze, była więc w połowie drogi do wielkiej sensacji, ale zrobić ten drugi krok jest czasem dużo trudniej. Zwłaszcza, że po dwóch gemach drugiej partii Ostapenko prowadziła już 2:0. Wystarczył jednak gem z dwoma asami Sevastovej, a znów w zachowaniu Jeleny pojawiły się oznaki nerwowości. I zwiększyły się one, gdy za chwilę przegrała swojego gema, na 2:2. Ostapenko momentami próbowała grać tak jak jej rodaczka, podcinała piłki, ale przecież to nie jest coś, w czym się specjalizuje. Została wytrącona z równowagi.

     

    I trudno w to uwierzyć, ale do końca meczu nie wygrała już gema. Przegrała sześć kolejnych, ze stanu 2:0 zrobiło się 2:6. Po 91. minutach Sevastova mogła się cieszyć z awansu do trzeciej rundy WTA 1000 w Madrycie.

     

  • Sensacyjny zwrot w meczu Polki w Madrycie! Było już 0:4. Trzy godziny horroru

    Sensacyjny zwrot w meczu Polki w Madrycie! Było już 0:4. Trzy godziny horroru

    Sensacyjny zwrot w meczu Polki w Madrycie! Było już 0:4. Trzy godziny horror

     

    Jessica Bouzas Maneiro punktowała Magdalenę Fręch bezlitośnie. Po kwadransie wygrywała już 4:0. A kamery ciągle pokazywały trenera Polki Andrzeja Kobierskiego, który wyglądał tak, jakby nie mógł na to patrzeć. Nagle jego zawodniczka zerwała się do walki i zamiast meczu bez historii dostaliśmy trzygodzinny dreszczowiec. W drugiej rundzie turnieju WTA 1000 w Madrycie Fręch wygrała z Hiszpanką 5:7, 7:6 (2), 6:4.

     

    „Fręch przeżywa gwałtowny spadek formy w porównaniu z ubiegłym rokiem. Łącznie Polka przegrała 10 z 14 meczów w pierwszej, fatalnej, fazie tego sezonu” – czytaliśmy w jednej z zapowiedzi meczu Magdaleny Fręch z Jessicą Bouzas Maneiro. O dziwo, za faworytkę uchodziła nie Polka, która jest 27. w światowym rankingu, a dopiero 69. na liście WTA Hiszpanka.

     

    Bouzas Maneiro to 22-latka, która w ubiegłym roku zaczęła regularnie grać w turniejach wielkoszlemowych. Doszła m.in. do trzecich rund Wimbledonu i US Open. Podczas Wimbledonu było o niej głośno, bo w pierwszej rundzie nie dała szans broniącej tytułu Markecie Vondrousovej. A w tym roku o tenisistce z Galicji można było usłyszeć i przeczytać dobre słowa zwłaszcza wtedy, gdy niespodziewanie pokonywała Brazylijkę Haddad Maię i Czeszkę Noskovą w Billie Jean King Cup. I ostatnio, gdy wygrywała z Greczynką Sakkari w turnieju w Rouen. A nawet gdy w drugiej rundzie Australian Open postawiła się Arynie Sabalence, przegrywając 3:6, 5:7.

     

    Eksperci typowali, że u siebie, w Madrycie (od kilku lat w nim mieszka) Bouzas Maneiro w meczu z Fręch poprawi niezły bilans, jaki wypracowała w tym roku. Bo trzeba przyznać, że jej 10 meczów wygranych przy 10 przegranych wyglądało naprawdę o wiele lepiej niż cztery zwycięstwa Polki przy 10 porażkach.

     

    Fręch ruszyła w pogoń. Ale się pogubiła

    Już po zaledwie kwadransie tego meczu zanosiło się na kolejny przegrany mecz Fręch. I to przegrany bezdyskusyjnie. – Błyskawicznie to się toczy – martwił się Maciej Zaręba, który komentował spotkanie na antenie Canal+. Fręch uderzała za słabo, za krótko, zbyt przewidywalnie. Dała się zdominować, nie robiła rywalce żadnej krzywdy. Wyglądała tak, jakby chciała tylko przebijać piłkę, licząc, że Hiszpanka będzie się mylić.

     

    Na szczęście mylili się ci, którzy po tak jednostronnym kwadransie uznali, że to będzie mecz bez historii. Trener Andrzej Kobierski, którego wiele razy pokazywał nam realizator transmisji, wyglądał na przybitego takim obrotem spraw, ale dało się dostrzec, że mimo wszystko zachowywał spokój i przypominał swojej zawodniczce o pewnych założeniach taktycznych. Nagle Fręch zaczęła walczyć. Jej uderzenia coraz częściej lądowały pod końcową linią, a nie w połowie kortu. Widać też było, że piłki Polki mają więcej rotacji. Lepsza gra Fręch spowodowała, że Bouzas Maneiro popełniała więcej błędów. W efekcie po półgodzinie od momentu, w którym Hiszpanka wyszła na 4:0, na tablicy wyników zobaczyliśmy remis 4:4.

     

    Fręch kolejny raz grała zbyt zachowawczo

    – Szkoda tej końcówki. Od stanu 4:0 Bouzas Maneiro grała słabiej, widać było, że jej pewność siebie zaczęła spadać – żałował Zaręba.

     

    Niestety, słowo “szkoda” sponsorowało też początek drugiej partii. Fręch zaczęła ją fatalnie – przegrała gema do zera, mimo że serwowała. A po chwili przegrywała już 5:7, 0:2.

     

    – Trudne zadanie przed Magdą. Trzeba by trochę pozmieniać w jej grze. Hiszpanka miewa słabsze momenty, ale presji ze strony Magdy jest za mało – podkreślał komentator. To prawda i to stały zarzut do Fręch. 27-letnia łodzianka potrafi dobrze grać w obronie, umie być cierpliwa i regularna, ale bardzo często widzimy, że jest zbyt zachowawcza, że nie przejmuje inicjatywy, nawet gdy sytuacja na korcie ewidentnie na to pozwala.

     

    Jak to robić swojej starszej rywalce długo pokazywała Bouzas Maneiro. Owszem, Hiszpanka miała w tym meczu słabe momenty. Ale długo można było mieć wrażenie, że choć czysto tenisowo nie jest zawodniczką lepszą, to nadrabia zdecydowaniem. I nim wygrywa.

     

    Fręch znów goniła. Co za emocje!

    Po słabej końcówce pierwszego seta Polka ewidentnie nie doszła do siebie, a już przegrywała 5:7, 0:2. Hiszpanka grała ofensywnie i nie traciła odwagi nawet mimo popełnianych błędów. A tych robiła znacznie więcej niż w pierwszej rundzie, gdzie nie dała szans 50. w światowej rankingu Mayar Sherif z Egiptu, wygrywając 6:3, 6:1 (Fręch w pierwszej rundzie miała wolny los).

     

    Wreszcie Fręch od stanu 5:7, 1:3 przestała liczyć tylko na pomyłki rywalki. Wzmocniła swoje uderzenia, zwłaszcza z bekhendu. Walczyła wspaniale w zaciętym gemie, który dał jej przełamanie powrotne. I w końcu z tego bardzo już niekorzystnego 5:7, 1:3 wyszła na 5:7, 4:3.

     

    – Mamy kolejny dowód, że kiedy Magda jest odważniejsza, kiedy przyspiesza, to ma z tego dużo korzyści – podkreślał Zaręba.

     

  • Co za batalia Magdaleny Fręch w Madrycie! Aż 3 godz. walki

    Co za batalia Magdaleny Fręch w Madrycie! Aż 3 godz. walki

    Co za batalia Magdaleny Fręch w Madrycie! Aż 3 godz. walki

    Magdalena Fręch przyzwyczaiła nas już w tym sezonie, że w jej spotkaniach jest wiele emocji. Tak było również w drugiej rundzie turnieju WTA 1000 w Madrycie. Polka w dwóch pierwszych setach od samego początku goniła swoją rywalkę, a w pierwszym doprowadziła do remisu z wyniku 0:4! Taka postawa jej się opłaciła i po blisko trzygodzinnym starciu nasza tenisistka odwróciła losy spotkania i wygrała 5:7, 7:6(2), 6:4.

     

    Ruszył turniej WTA 1000 w Madrycie. Do stolicy Hiszpanii zjechała cała czołówka światowego tenisa w tym m.in. Aryna Sabalenka, Iga Świątek, czy Coco Gauff. W czwartek swoje zmagania rozpoczęła Magdalena Fręch, która w drugiej rundzie zmierzyła się z Jessicą Bouzas Maneiro.

     

    Polka ze względu na rozstawienie w pierwszej rundzie miała wolny los. Hiszpanka za to na starcie rozbiła Mayar Sherif 6:3, 6:1. Natomiast forma na mączce Fręch przed turniejem w Madrycie stała pod znakiem zapytania. W Stuttgarcie najpierw po ponad trzygodzinnym starciu wygrała z Sarą Errani, a następnie gładko przegrała z Jessiką Pegulą.

     

    Spotkanie w Madrycie Fręch zaczęła najgorzej, jak tylko mogła. Od razu została aż dwukrotnie przełamana i po niecałych 20. minutach było 0:4. Jednak kiedy wydawało się, że Hiszpanka jest na autostradzie do wygrania pierwszej partii, to Polka się obudziła. Wygrała gema przy własnym serwisie, a następnie przełamała Bouzas Maneiro.

     

    Wielki powrót Magdaleny Fręch

    To nie był koniec dobrej gry Polki, bo Fręch zdołała przełamać Hiszpankę po raz drugi, dzięki czemu doprowadziła do remisu 4:4. Wygrała cztery gemy z rzędu, a na korzyść Polki zaczął działać fakt, że jej rywalka po nieudanych akcjach zaczęła okazywać swoje nerwy.

     

    Następnie tenisistki wzajemnie się przełamały, było 5:5. Pierwsza partia nie skończyła się jednak szczęśliwie dla naszej reprezentantki. Fręch nie zdołała obronić gema przy swoim podaniu, a następnie przegrała przy serwie Hiszpanki. Set padł łupem Bouzas Maneiro.

     

    Drugi set rozpoczął się bardzo podobnie jak pierwszy. Fręch została przełamana, lecz zdołała później wygrać przy własnym podaniu. Polce udało się zaliczyć przełamanie powrotne w szóstym gemie. Potem przegrywała 4:5 ze stratą przełamania, ale zdołała to odrobić, a tie-break był festiwalem błędów rywalki i nasza tenisistka doprowadziła do decydującej partii po zwycięstwie 7-2.

     

    Świetny trzeci set

    W swoim pierwszym gemie serwisowym w trzecim secie Fręch obroniła dwa break pointy, by po chwili odebrać serwis rywalce i wyjść na prowadzenie 2:1. Jej przewaga nie trwała jednak długo, bo tym razem Bouzas Maneiro trafiała w kort i momentalnie odrobiła straty, by po chwili objąć prowadzenie 3:2.

     

    Kolejne dwa gemy były jednak kolejnym festiwalem błędów Hiszpanki. Fręch je wykorzystała i po świetnym returnie przełamała rywalkę i objęła prowadzenie 4:3, a po chwili kontynuowała dobrą grę i po błędzie Hiszpanki powiększyła przewagę do 5:3. Polka do końca korzystała już z błędów rywalki i po niemal trzygodzinnym boju triumfowała 6:4 i awansowała do kolejnej rundy, gdzie zmierzy się ze zwyciężczynią meczu pomiędzy Rosjanką Mirrą Andriejewą a Czeszką Marie Bouzkovą.

  • Ależ zwrot akcji! Trzygodzinny bój Fręch w Madrycie

    Ależ zwrot akcji! Trzygodzinny bój Fręch w Madrycie

    Ależ zwrot akcji! Trzygodzinny bój Fręch w Madryci

    Magdalena Fręch przegrywała różnicą seta i przełamania, ale pokazała waleczny charakter. Po trzygodzinnym boju Polka pokonała Hiszpankę Jessikę Bouzas Maneiro 5:7, 7:6(2), 6:4 i wystąpi w III rundzie zawodów WTA 1000 na kortach ziemnych w Madrycie.

     

    W ramach prestiżowego turnieju Mutua Madrid Open 2025 Magdalena Fręch została rozstawiona z 27. numerem i otrzymała na początek wolny los. Jej przeciwniczką w II rundzie została Jessica Bouzas Maneiro, która na inaugurację pokonała Egipcjankę Mayar Sherif.

     

    Notowana obecnie na 69. miejscu w rankingu WTA Bouzas Maneiro kapitalnie weszła w mecz. Już w pierwszym gemie zaskoczyła Polkę paroma głębokimi returnami i zdobyła przełamanie. Potem wygrała własny serwis do zera, a następnie wywalczyła kolejnego breaka. Tym razem Hiszpanka koncertowo skończyła kilka piłek ze strony bekhendowej.

     

    Gdy reprezentantka gospodarzy wygrała podanie na 4:0, wydawało się, że ma sytuację pod kontrolą. Tymczasem wówczas do głosu zaczęła dochodzić Fręch. Łodzianka utrzymała serwis, a w szóstym gemie skorzystała na błędach rywalki i odrobiła jednego breaka. Potem Polka wygrała niezwykle zacięty siódmy gem. Z kolei po zmianie stron jeszcze raz odebrała podanie przeciwniczce i na tablicy wyników było po 4!

     

    Końcowa faza premierowej odsłony miała szalony przebieg. Fręch może żałować, że nie udało się jej ani razu wyjść na prowadzenie. W dziesiątym gemie Bouzas Maneiro podawała po zwycięstwo, ale gładko straciła serwis. Jednak przy stanie po 5 zdobyła kolejne przełamanie. Po zmianie stron jeszcze raz podawała po zwycięstwo i tym razem zamknęła trwającą godzinę premierową odsłonę.

     

    Początek drugiej partii przypominał wydarzenia z poprzedniego seta. Bouzas Maneiro znów naciskała na returnie i już w pierwszym gemie została nagrodzona przełamaniem. Hiszpanka bez problemu utrzymała podanie, wysuwając się na 2:0. Wówczas Fręch poprawiła grę i wygrała swój serwis. W szóstym gemie zaatakowała na returnie i po długiej walce doprowadziła do remisu 3:3.

     

    Gdy w siódmym gemie Fręch wygrała serwis, to po raz pierwszy w całym meczu objęła prowadzenie w secie. Odpowiedź Bouzas Maneiro przyszła jednak błyskawicznie. Hiszpanka utrzymała serwis, a następnie zdobyła przełamanie na 5:4. Po zmianie stron podawała po zwycięstwo w całym spotkaniu, ale nasza reprezentantka zdobyła breaka powrotnego i wyrównała na po 5!

     

    W końcowej fazie drugiego seta Fręch utrzymała serwis, ale po zmianie stron zrobiła to również jej rywalka. Wobec powyższego konieczny był tie-break. Rozgrywkę tę nasza reprezentantka rozegrała bardzo cierpliwie. Bouzas Maneiro sprezentowała jej kilka punktów i na zmianie stron było 5-1 dla Polki. Już po chwili łodzianka miała cztery piłki setowe, a zepsuty return Hiszpanki dał jej zwycięstwo w drugiej odsłonie.

     

    Pierwsze gemy decydującego seta padły łupem podających. Przy stanie 1:1 świetnie na returnie zagrała Fręch, która zdobyła przełamanie i wysunęła się na czoło. Była to pierwsza sytuacja, gdy prowadziła w całym pojedynku. Bouzas Maneiro nie czekała z odpowiedzią. Już po zmianie stron odrobiła breaka, a następnie wysunęła się na 3:2.

     

    Ale Polka nie pozwoliła Hiszpance pójść za ciosem. W szóstym gemie utrzymała podanie, po czym zaatakowała na returnie. Fręch kapitalnie rozegrała parę dłuższych wymian i przełamała na 4:3. Następnie utrzymała podanie i tylko gem dzielił ją od szczęścia. Przy stanie 5:4 Polka wypracowała dwa meczbole. Przy drugim rywalka popełniła błąd i pojedynek dobiegł końca.

     

    Zwycięska Fręch awansowała do III rundy turnieju WTA 1000 w Madrycie. Jej przeciwniczką na tym etapie będzie w sobotę (26 kwietnia) rozstawiona z siódmym numerem Rosjanka Mirra Andriejewa lub Czeszka Marie Bouzkova.

     

    Zmagania w głównej drabince turnieju kobiet w ramach Mutua Madrid Open 2025 potrwają do soboty (3 maja). Triumfatorka otrzyma 1000 rankingowych punktów oraz czek na sumę 985 tys. euro.

     

    Mutua Madrid Open, Madryt (Hiszpania)

    WTA 1000, kort ziemny, pula nagród 7,854 mln euro

    czwartek, 24 kwietnia

     

    II runda gry pojedynczej:

     

    Magdalena Fręch (Polska, 27) – Jessica Bouzas Maneiro (Hiszpania) 5:7, 7:6(2), 6:4