Category: Celebrities

  • To pytanie nie spodobało się Świątek. “Nie jestem czarodziejką”

    To pytanie nie spodobało się Świątek. “Nie jestem czarodziejką”

    To pytanie nie spodobało się Świątek. “Nie jestem czarodziejką”

    Wiceliderka rankingu WTA zirytowała się pytaniem, czy czuje, że ma przewagę nad rywalką na nawierzchni ziemnej. Do zgrzytu doszło podczas konferencji przed pierwszym meczem Świątek w Madrycie.

     

    Iga Świątek rozpoczyna obronę 1000 punktów za ubiegłoroczny triumf w Madrycie.

     

    Rywalizację w stolicy Hiszpanii polska tenisistka rozpocznie od drugiej rundy. Jej przeciwniczką będzie Alexandra Eala, która niespodziewanie pokonała Polkę w ćwierćfinale turnieju w Miami.

     

    Na przedmeczowej konferencji prasowej jeden z dziennikarzy zapytał, czy Polka czuje swoją przewagę nad rywalką z racji doskonałej gry na nawierzchni ziemnej we wcześniejszych sezonach?

     

    To pytanie zirytowało Świątek, o czym świadczy jej odpowiedź. – Jeszcze nie zaczęłam turnieju, więc pozwólcie mi najpierw wyjść na kort, bym mogła poczuć grę. Nie chcę nic przewidywać, nie jestem czarodziejką – podkreśliła, a jej słowa cytuje wtatennis.com.

     

    – Muszę podejść do tego meczu jak do każdego innego. Tak naprawdę nie ma znaczenia to, co wydarzyło się w Miami – dodała.

     

    Spotkanie Świątek z Ealą zaplanowano na czwartek, 24 kwietnia, około godz. 14:30. Relacja na żywo na WP SportoweFakty.

  • Świątek prowadziła 4:2 ze 140. rakietą świata i nagle stanęła

    Świątek prowadziła 4:2 ze 140. rakietą świata i nagle stanęła

    Świątek prowadziła 4:2 ze 140. rakietą świata i nagle stanęł

     

    – Nie wiem czy ona z kimś się pokłóciła, czy coś innego się wydarzyło. Wyszła na kort roztrzęsiona jak galareta – mówił Karol Stopa po sensacyjnie przegranym meczu Igi Świątek z Alexandrą Ealą w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Miami. Niecały miesiąc temu Filipinka pokonała Polkę 6:2, 7:5. Teraz tenisistki zmierzą się w drugiej rundzie “tysięcznika” w Madrycie.

     

    To była najbardziej niespodziewana porażka Igi Świątek od czterech lat. Przez tak długi czas nasza tenisistka nie przegrała z nikim spoza pierwszej setki światowego rankingu. A 26 marca w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Miami uległa Alexandrze Eali z Filipin, która zajmowała wówczas 140. miejsce. Świątek przegrała wyraźnie, 2:6, 5:7. I – niestety, trzeba to uczciwie przyznać – zasłużenie.

     

     

    – Tak grającej Świątek, tak psującej Świątek, ale przede wszystkim tak źle poruszającej się po korcie Świątek dawno nie widziałem. Przecież to był zawsze jej najmocniejszy punkt. Natomiast w tym meczu stało się coś makabrycznego. Nie wiem, czy ona z kimś się pokłóciła, czy coś innego się wydarzyło. Coś jednak spowodowało, że wyszła na kort roztrzęsiona jak galareta. To było widać od pierwszej piłki – analizował Karol Stopa, doświadczony komentator tenisa związany z Eurosportem.

     

    Tego typu opinii pojawiło się mnóstwo. Eksperci – z całego świata – podkreślali wielki talent 19-letniej Filipinki, która jest absolwentką Akademii Rafaela Nadala (np. Mats Wilander stwierdził, że Eala ma ręce od Boga i dzięki nim gra tenis mistyczny), a jednocześnie dziwili się, widząc totalną niemoc jej idolki.

     

    Świątek to jej idolka. Świat obiegło ich wspólne zdjęcie

    Tak, Świątek to idolka 72. obecnie zawodniczki światowego rankingu (gigantyczny awans Eala zawdzięcza dotarciu do półfinału w Miami, gdzie grała z dziką kartą). Dwa lata temu na zakończeniu roku szkolnego Eala robiła sobie pamiątkowe zdjęcie ze Świątek i Nadalem.

     

    Ta fotografia obiegła świat przy okazji ostatniego pojedynki Świątek z Ealą. Legendarny Nadal zaprosił na uroczystość w swojej akademii Świątek, żeby w przemowie zainspirowała jego podopiecznych. Jak widać, na Ealę to podziałało.

     

    Choć trzeba przypomnieć, że miesiąc temu przy świetnym tenisie Eali jednocześnie oglądaliśmy naprawdę kiepską grę Świątek.

     

    Zespół Świątek próbował jej pomóc

    W pierwszym secie tamtego ćwierćfinału w Miami Polka przegrała wszystkie swoje gemy serwisowe! Aż cztery. Popełniła aż 19 niewymuszonych błędów w zaledwie ośmiu gemach. Przy tylko pięciu błędach rywalki. Świątek była bardzo nerwowa, nie słuchała rad swojego zespołu. – Nogi aktywnie! – przypominał trener przygotowania fizycznego Maciej Ryszczuk, który zwykle podczas meczów milczy, ale wtedy widocznie musiał zareagować, widząc, jak jest źle. – Musisz ją zmusić do biegania, dodaj więcej rotacji i musi być szybka ręka – przekazywał Idze między pierwszym a drugim setem jej główny trener, Wim Fissette.

     

    Świątek zeszła wtedy na przerwę toaletową, ale nie wróciła odmieniona. Szybko wynik 2:6 zmienił się na 2:6, 0:2. – Nic nie zmieniaj – powiedział wtedy do Eali Toni Nadal, wujek Rafaela Nadala, który siedział w boksie Filipinki.

     

    Eala grała swoje, ale nagle Świątek przypomniała sobie, że potrafi dużo więcej niż pokazuje. Wygrała cztery gemy z rzędu, ze stanu 2:6, 0:2 wyszła na 2:6, 4:2. A przy wyniku 2:6, 5:4 faworytka serwowała i zdawało się, że wyszarpie tę partię, dzięki czemu doprowadzi do trzeciego seta. Nic z tego, Świątek przegrała swojego gema serwisowego do 15 i poważnie się zdenerwowała. – Próbuję! – odkrzyknęła na kolejne techniczno-taktyczne uwagi Fissette’a, dając mu tym samym do zrozumienia, że nie chce już słuchać jego uwag. – Posłuchaj chociaż raz! – apelował Ryszczuk. Ale apele były na nic. Już do końca – niestety szybkiego końca – gemy wygrywała tylko Eala. I sensacyjnie wygrała cały mecz.

     

    Czy team Świątek potrafi zarządzać kryzysem?

    – Jak już Maciej Ryszczuk się odzywa do Igi z boksu, to znaczy, że sytuacja jest naprawdę poważna. Maciej to gość, który jest bardzo spokojny i nigdy, ale to nigdy nie wtrąca się w takie sprawy, nigdy nie wchodzi w coaching w trakcie meczu. A zatem jeśli on krzyczy do Igi „Posłuchaj chociaż raz”, to powstaje pytanie czy wszyscy w teamie świadomie siadają i mówią sobie szczerze: „Kurczę, Iga jest w kryzysie i my wszyscy mamy kryzys komunikacyjny” po czym w miarę spokojnie szukają rozwiązania, czy jednak tam jest tłoczenie, czyli nacisk, ciągłe szukanie, ale takie gorączkowe – analizował wówczas dla Sport.pl trener Maciej Synówka.

     

    Podkreślmy, że Świątek wcale nie osiąga w bieżącym sezonie złych wyników. Rok zaczęła od finału United Cup, następnie dotarła do półfinału Australian Open, półfinału turnieju WTA 1000 w Dosze, ćwierćfinału WTA 1000 w Dubaju, półfinału WTA 1000 w Indian Wells, ćwierćfinału WTA 1000 w Miami i przed chwilą do ćwierćfinału WTA 500 w Stuttgarcie. Ale wiceliderka światowego rankingu od czerwca 2024 roku, od Roland Garros, czeka na wygranie turnieju. Na pewno bardzo chciałaby obronić tytuł, jaki zdobyła rok temu w Madrycie. Ale na pewno już na starcie tego „tysięcznika” czeka ją trudne wyzwanie. Bo Eala jest sensacją i nawet jeśli teraz już odczuwa pewną presję (udowodnienia, że jej znakomity występ w Miami nie był sprawą jednorazową), to ta presja jest o wiele mniejsza niż presja, z jaką ciągle mierzy się Polka.

     

    Świątek w Stuttgarcie zaczęła swoje tegoroczne występy na kortach ziemnych. W Niemczech przegrała ze swoim koszmarem, czyli z Jeleną Ostapenko (ma z nią bilans już 0:6). Łotyszce po raz pierwszy uległa na mączce. Choć pewnym pocieszeniem jest, że nie była to klasyczna mączka, bo nawierzchnia ceglana w Stuttgarcie jest wysypywana na beton, a więc kort jest tam szybszy niż w Madrycie, a szczególnie niż w Rzymie, gdzie odbędzie się następny turniej rangi WTA 1000 i niż na Roland Garros.

     

    Jednak chcielibyśmy – a Iga na pewno chciałaby tego najbardziej – skończyć z pocieszaniem i wreszcie znów zobaczyć, jak Polka odbiera trofeum za wygranie turnieju. Po ogromnych nerwach związanych z pozytywną próbką antydopingową z jesieni, po utracie prowadzenia w światowym rankingu, po zmianie trenera u Świątek nie wszystko wróciło do normy. Widać, że Iga bardzo chce znów wygrywać, że ciężko pracuje, że trenować w Madrycie, by przyzwyczajać się do tamtejszych warunków, poleciała już w święta. Ale prawda jest taka, że nie wiemy, jaki to da efekt. I – czego nie czuliśmy dawno – obawiamy się już jej pierwszego meczu w turnieju.

     

  • Anglicy mówią jednym głosem o Kiwiorze po meczu Arsenalu

    Anglicy mówią jednym głosem o Kiwiorze po meczu Arsenalu

    Anglicy mówią jednym głosem o Kiwiorze po meczu Arsenalu

    Jakub Kiwior oczarował kibiców podczas meczu z Crystal Palace. Polak już w 3. minucie wpisał się na listę strzelców, a ponadto zagrał po profesorsku w defensywie. Brytyjscy dziennikarze w większości byli zgodni, oceniając występ reprezentanta Polski. Tylko jeden dziennik się wyłamał, dając mu niższą notę.

     

    W minioną środę (23.04) Arsenal mierzył się z Crystal Palace w meczu 34. kolejki Premier League. To spotkanie zakończyło się remisem 2:2, a jedno z trafień zanotował Jakub Kiwior! “Reprezentant Polski zdobył bramkę już w 3. minucie. Idealnie wykorzystał dośrodkowanie z rzutu wolnego i głową strzelił swojego pierwszego gola w tym sezonie. Samo rozegranie tego stałego fragmentu gry było bardzo niestandardowe. Nie da się uciec od skojarzeń z “szarańczą” – taktyką, którą przed laty rywali w Ekstraklasie próbował zaskoczyć trener Marek Motyka” – relacjonował na łamach Sport.pl Bartosz Naus.

     

    Brytyjczycy ocenili występ Kiwiora. “Najlepszy”

    W tym meczu Polak zagrał po profesorsku. Po meczu oprócz gola na swoim koncie miał także 53 celne podania, 1/1 udane przechwyty, 2/2 udane pojedynki i jeden blok. Nic więc dziwnego, że po tym meczu zebrał pozytywne noty od brytyjskich dziennikarzy.

     

    Serwis express.co.uk dał mu “8”, doceniając jego gola z początku meczu, który dał “idealny start” Arsenalowi. “Wykonał kluczowy blok, który powstrzymał Eddiego Nketiaha przed zdobyciem gola w pierwszej połowie. Bronił dobrze przez cały czas i był najlepszym graczem swojej drużyny” – czytamy. Żaden inny piłkarz nie otrzymał tak wysokiej noty od tego portalu.

     

    Padło porównanie do Gabriela

    Taką samą notę Polak otrzymał od 90min.com i paininthearsenal.com. “Wydawało się, że wczesny gol Jakuba Kiwiora głową zapewni Kanonierom pewne zwycięstwo, ale Palace nie brakowało szans i zasłużenie wyrównali w pierwszej połowie za sprawą gola Eberechiego Eze” – napisano w tym pierwszym serwisie.

     

    Ten drugi dodał: “Jego pierwszy gol w barwach Arsenalu nadał ton niemal bezbłędnemu występowi. To była defensywa, do której Gabriel przyzwyczaił nas przez lata. Kiwior zaczyna grać na miarę swoich możliwości” – zaznaczono.

     

    Jeden serwis się wyłamał i ocenił Polaka nieco niżej

    Zgodni z poprzednikami byli również dziennikarze football.london. “Wymarzony początek gry dla obrońcy. Zdobył bramkę, strzelając głową piłkę po rzucie wolnym. Wykonał również świetną blokadę strzału Nketiaha z bliskiej odległości, co spotkało się z wielkim aplauzem” – podkreślono.

     

    Z kolei goal.com wyłamał się z tego schematu o dał Kiwiorowi “siódemkę” w dziesięciostopniowej skali. “Otworzył wynik na początku spotkania świetnym uderzeniem głową. Wykonał również jeden doskonały blok. Kolejny dobry występ” – czytamy. Taką samą notę otrzymał jego kolega z defensywy – Jurrien Timber.

     

    Ten remis oznacza, że Liverpoolowi potrzebny jest tylko jeden punkt do zostania mistrzem Anglii. Podopieczni Arne Slota swoje spotkanie rozegrają w niedzielę 27 kwietnia z Tottenhamem. Następnie (4.05) udadzą się na wyjazd na Stamford Bridge, gdzie zmierzą się z Chelsea. 11 maja klub czeka bezpośrednie starcie z Arsenalem.

  • Zegar tykał, kibice wstrzymali oddech… Nagle weszła Pajor i świat się zatrzymał. FC Barcelona uratowana w ostatniej chwili!

    Zegar tykał, kibice wstrzymali oddech… Nagle weszła Pajor i świat się zatrzymał. FC Barcelona uratowana w ostatniej chwili!

    Zegar tykał, kibice wstrzymali oddech… Nagle weszła Pajor i świat się zatrzymał. FC Barcelona uratowana w ostatniej chwili!

    Przez niemal cały mecz wyglądało na to, że kobiecy zespół FC Barcelony po raz pierwszy w sezonie nie odniesie zwycięstwa. Athletic Bilbao trzymał się dzielnie, odpierając ataki Katalonek i grając bez kompleksów przeciwko niepokonanym dotąd liderkom tabeli. Czas uciekał. 90. minuta zbliżała się nieubłaganie. Wszystko wskazywało na to, że seria zwycięstw Barcelony zostanie brutalnie przerwana. I właśnie wtedy… na scenę wkroczyła ona – Ewa Pajor.

    Polska napastniczka, która w tym spotkaniu rozpoczęła mecz na ławce rezerwowych, otrzymała szansę od trenera dopiero w 61. minucie. Wtedy było już jasne, że bez impulsu z ławki nie da się sforsować muru postawionego przez piłkarki z Bilbao. Kiedy pojawiła się na murawie, coś się zmieniło. Styl gry Barcelony nabrał nowej energii, a sama Pajor zaczęła rozrywać defensywę rywalek swoją szybkością i kreatywnością. Ale to, co zrobiła w ostatniej minucie meczu, zapisało się złotymi zgłoskami w historii tego spotkania.

     

    90. minuta. Wystarczyło jedno zagranie. Jedno dotknięcie piłki. Jedna decyzja. Pajor otrzymała futbolówkę i momentalnie posłała genialne, przytomne podanie w pole karne. Tam czekała Alexia Putellas – legenda drużyny i dwukrotna zdobywczyni Złotej Piłki. Putellas nie zawiodła. Z zimną krwią wpakowała piłkę do siatki, a stadion w Bilbao zamarł. Barcelona prowadziła 1:0, a po chwili Vicky Lopez dołożyła kolejne trafienie. Wynik 2:0 nie oddaje jednak dramaturgii tego meczu. To był triumf odwagi, talentu i nieustępliwości – a na jego czele stanęła Ewa Pajor.

     

     

     

    Od momentu dołączenia do FC Barcelony latem 2024 roku, Pajor nie przestaje zachwycać. Już teraz mówi się o niej jako o jednym z filarów kobiecego zespołu, który w oczach wielu kibiców i ekspertów uchodzi za najlepszy na świecie. Jej liczby są imponujące: 14 zdobytych bramek w lidze oraz 5 asyst sprawiają, że prowadzi nie tylko w klasyfikacji strzelczyń, ale także punktuje najwyżej w klasyfikacji kanadyjskiej (gole + asysty). Wyprzedza m.in. Ednę Imade z Granady (11 goli) oraz swoją koleżankę z drużyny, Alexię Putellas (9 goli).

     

    Barcelona nie zatrzymuje się ani na moment. 16 zwycięstw w 16 kolejkach, bilans bramek 74:7 i aż 11 punktów przewagi nad drugim w tabeli Realem Madryt – to nie tylko dominacja, to sportowa perfekcja. A teraz, z Pajor w składzie, wygląda na to, że nawet najbardziej dramatyczne momenty potrafią obracać na swoją korzyść.

     

    Przed zespołem z Katalonii kolejne wielkie wyzwanie – 22 stycznia zagrają w półfinale Superpucharu Hiszpanii. Na ich drodze stanie Atletico Madryt, a w drugim półfinale zmierzą się Real Madryt i Real Sociedad. Czy podopieczne Barcelony pójdą śladami męskiego zespołu, który niedawno sięgnął po to trofeum? Jedno jest pewne – jeśli Ewa Pajor znów znajdzie się na boisku, wszystko może się zdarzyć.

     

    Kiedy wydawało się, że nie ma już nadziei – to ona dała impuls, który odmienił wszystko. I właśnie za to kibice ją kochają.

     

  • Gol Jakuba Kiwiora tuż przed półfinałem LM! On już nie odda pierwszego składu!

    Gol Jakuba Kiwiora tuż przed półfinałem LM! On już nie odda pierwszego składu!

    Gol Jakuba Kiwiora tuż przed półfinałem LM! On już nie odda pierwszego składu!

    Co za forma Jakuba Kiwiora! Obrońca Arsenalu znów dostał szansę występu od pierwszych minut od Mikela Artety i odpłacił się golem już w trzeciej minucie derbowego meczu z Crystal Palace. Polak popisał się kapitalnym uderzeniem głową i sprawił, że The Emirates oszalało z radości. Nie może dziwić, że wobec jego formy pojawia się wiele pochwał pod jego adresem.

     

    Nie minęły nawet trzy minuty gry, a stadion Arsenalu już skandował nazwisko Jakuba Kiwiora. Polski obrońca jest beneficjentem kontuzji Gabriela, po której stał się podstawowym obrońcą Arsenalu. I gra tak, że nic nie wskazuje na to, by miał stracić pozycję w jedenastce nawet po powrocie kolegi z drużyny. Dziś znów Polak błysnął, tym razem w ligowym meczu z Crystal Palace.

     

    Już w 3. minucie rywalizacji Jakub Kiwior popisał się świetnym strzałem głową po dośrodkowaniu od Martina Odegaarda i skierował piłkę do siatki, dając Arsenalowi prowadzenie. Ta bramka ma wielkie znaczenie, bo porażka Kanonierów w dzisiejszym spotkaniu oznacza pewny mistrzowski tytuł dla Liverpoolu.

     

    O zwycięstwo nie będzie jednak łatwo, bo nie minęło jeszcze 30 minut gry, a Eberechi Eze doprowadził do wyrównania. Tylko porażka gospodarzy oznaczać będzie jednak przesądzenie o mistrzowskim tytule dla The Reds już w środę.

     

    “Kiwior strzelający gola po jednej z wariancji naszej swojskiej “Szarańczy”. Czy może być coś bardziej polskiego na angielskich boiskach?” — pisze na X/Twitterze dziennikarz Goal.pl Przemysław Langier.

    https://x.com/BedZder/status/1915119698661744841

    Wielce prawdopodobne jest, że Polak wystąpi w pierwszym składzie Arsenalu również w obu hitowych spotkaniach półfinałowych w Lidze Mistrzów. Kanonierzy powalczą o finał w Monachium w dwumeczu z PSG i nic nie wskazuje na to, by Jakub Kiwior miał nie wystąpić w każdym ze spotkań.

  • To była trzecia minuta meczu Arsenalu! Wszystkie oczy zwrócone na Kiwiora

    To była trzecia minuta meczu Arsenalu! Wszystkie oczy zwrócone na Kiwiora

    To była trzecia minuta meczu Arsenalu! Wszystkie oczy zwrócone na Kiwiora

    Jakub Kiwior świetnie wykorzystuje okazję, jaką stworzyła mu kontuzja Gabriela Magalhaesa. Obrońca reprezentacji Polski, który przez ostatnie kilka miesięcy miał ogromne problemy z regularną grą, nagle wskoczył do pierwszego składu. I pokazuje się z naprawdę dobrej strony. Spotkanie Arsenal – Crystal Palace w Premier League zaczęło się dla Kiwiora fantastycznie. Polak już w 3. minucie strzelił gola!

     

    Kiwior ma wielką szansę na zagranie w finale Ligi Mistrzów. Gabriel Magalhaes już w tym sezonie nie zagra. Wystarczy więc, że Polak będzie grał tak jak w ostatnich tygodniach, a Arsenal utrzyma w Lidze Mistrzów poziom, który zaprezentował w dwumeczu z Realem Madryt (3:0, 2:1).

     

    Kiwior z golem dla Arsenalu! Świetny początek meczu dla Polaka

    https://youtu.be/QYmzVtqN68Q?si=d9f0EOb8avdN7k9i

     

    W środę wieczorem Arsenal podejmuje Crystal Palace w meczu 34. kolejki Premier League. Kiwior znów – piąty raz z rzędu – wyszedł w tych rozgrywkach w pierwszym składzie. A przed urazem Magalhaesa to się w zasadzie nie zdarzało. Przed meczem z FC Fulham, który odbył się 1 kwietnia, Polak ostatni raz w Premier League zagrał… w grudniu.

     

    Kiwior na razie jednak godnie zastępuje Brazylijczyka. Po meczu z Crystal Palace najpewniej znów zbierze dobre opinie. W końcu zaczął to spotkanie od strzelenia gola!

     

    Reprezentant Polski zdobył bramkę już w 3. minucie. Idealnie wykorzystał dośrodkowanie z rzutu wolnego i głową strzelił swojego pierwszego gola w tym sezonie. Samo rozegranie tego stałego fragmentu gry było bardzo niestandardowe. Nie da się uciec od skojarzeń z “szarańczą” – taktyką, którą przed laty rywali w Ekstraklasie próbował zaskoczyć trener Marek Motyka.

     

    Arsenal jest wiceliderem Premier League, ale nie ma już większych szans na zdobycie tytułu. Mistrzem najpewniej zostanie Liverpool, który po 33 rozegranych meczach ma aż 79 punktów i w najgorszym dla siebie wypadku – po wygranej Arsenalu – będzie miał aż 10 punktów przewagi nad wiceliderem i pięć meczów “w zapasie”. Zachęcamy do śledzenia Premier League w Sport.pl oraz w aplikacji mobilnej 

     

  • Demolka w 60 minut, mistrzyni z Abu Zabi zachwyciła w Madrycie. Prezent dla córki

    Demolka w 60 minut, mistrzyni z Abu Zabi zachwyciła w Madrycie. Prezent dla córki

    Demolka w 60 minut, mistrzyni z Abu Zabi zachwyciła w Madrycie. Prezent dla córki

    Belinda Bencic dopiero kilka miesięcy temu wróciła do gry po porodzie, swój ranking na dobrą sprawę zaczęła budować dopiero na początku roku w Australii. I w nieco ponad trzy miesiące wskoczyła do grona 50 najlepszych tenisistek świata, a ma realną szansę na rozstawienie za miesiąc we French Open. To zależy od dwóch najbliższych turniejów rangi 1000 – najpierw w Madrycie, później w Rzymie. Pierwszy zaczęła fenomenalnie – w zaledwie godzinę rozbiła 6:0, 6:2 triumfatorkę WTA 250 w Meridzie Zeynep Sonmez.

     

    Gdy pod koniec października zeszłego roku, tuż przed WTA Finals w Rijadzie, Zeynep Sonmez osiągała swój największy sukces w karierze, w meksykańskiej Meridzie, Bencic stawiała pierwsze tenisowe kroki w turnieju ITF w Hamburgu. Z nowym trenerem Ianem Hughesem, z którym właśnie pożegnała się Magda Linette.

     

    23 kwietnia zeszłego roku Szwajcarka urodziła córkę Bellę. Niektóre zawodniczki potrzebuję co najmniej roku, by nie tyle wrócić do dawnej dyspozycji, co stawiać pierwsze kroki na sportowych arenach. Tymczasem mistrzyni olimpijska z Tokio zaczęła rok od bardzo mocnego uderzenia, mimo, że w Adelajdzie musiała… grać w kwalifikacjach.

     

    Czwarta runda Australian Open, tytuł WTA 500 w Abu Zabi, ćwierćfinał Indian Wells – to jej osiągnięcia z tych pierwszych miesięcy. Dziś jest już na 42. miejscu na światowej liście, nie broni żadnych punktów za wiosenno-letnie występy rok temu. Potrzebuje około 300 punktów, a realnie zapewne nieco mniej, by zapewnić sobie rozstawienie w drugim tegorocznym turnieju Wielkiego Szlema.

     

    WTA 1000 Mutua Madrid Open. Mocny początek turnieju. Belinda Bencic lepsza od Zeynep Sonmez

     

    Korty ziemne nie są akurat tymi, na których 28-letnia Szwajcarka czuje się najlepiej, w całej karierze tylko dwukrotnie grała na nich w finałach zawodów ATP. W obu przypadkach poza Europą i z tą samą rywalką: raz pokonała w Charleston Ons Jabeur, raz z nią przegrała. Na dość szybkiej mączce w Madrycie grała już jednak w przeszłości w półfinale z Simoną Halep, później doszła tu do ćwierćfinału.

     

    Teraz zaś rywalką zawodniczki ze Szwajcarii była Turczynka Zeynep Sonmez, która w ostatnich miesiącach poczyniła spore postępy i ma dość pewne miejsce w najlepszej setce rankingu WTA.

     

    Wydawać by się mogło, że akurat to spotkanie będzie dość zacięte, bo Sonmez zaliczyła już w Madrycie przetarcie w kwalifikacjach (wygrała oba swoje spotkania 2:0), a Bencic miała jednak dłuższą przerwę od niezbyt udanego dla siebie turnieju w Charleston. Zrezygnowała nawet z wyjazdu do Radomia na turniej Billie Jean King Cup.

     

    Tymczasem losy tego meczu poukładały się tak, że mistrzyni olimpijska odniosła najszybsze zwycięstwo w tym roku, patrząc na pełne, dwusetowe starcia. Potrzebowała zaledwie 60 minut, by uporać się z rywalką 6:0, 6:2. Wygrała siedem pierwszych gemów w tym starciu, później dwa przegrała. I jeszcze dorzuciła pięć kolejnych. Skończyła na tyle szybko, że mogła iść przygotowywać urodzinowe przyjęcie dla Belli. Bo nie jest tajemnicą, że Szwajcarka na turnieje podróżuje właśnie z rodziną.

    https://x.com/z_kortu/status/1915055416100213063

    Świętowanie pewnie będzie jednak krótkie, bo już w czwartek o godz. 11 Belinda stanie do walki o trzecią rundę. Jej rywalką będzie rozstawiona z numerem 20 Dunka Clara Tauson. I doprawdy trudno w tym starciu wskazać faworytkę.

     

  • Wystarczyło 76 minut Eali w Madrycie. Zaskakujący werdykt kibiców ws. Świątek

    Wystarczyło 76 minut Eali w Madrycie. Zaskakujący werdykt kibiców ws. Świątek

    Wystarczyło 76 minut Eali w Madrycie. Zaskakujący werdykt kibiców ws. Świątek

    Mecz Alexandry Eali z Wiktoriją Tomową był pierwszym spotkaniem w tegorocznym Mutua Madrid Open, który odbył się na największym obiekcie Caja Magica, czyli stadionie Manolo Santana. Zawodniczka z Filip wygrała dość gładko 6:3, 6:2. Tyle że ledwie mecz się zakończył, a już musiała zmierzyć się z najbliższą przyszłością. Czyli z odpowiedziami na pytania o Igę Świątek, którą sensacyjnie pokonała w ćwierćfinale w Miami. Zaskakujące są zaś wyniki sondy dla kibiców.

     

    Alexandra Eala była pierwszą zawodniczką spośród tych, które musiały wystąpić w pierwszej rundzie WTA 1000 w Madrycie, która wywalczyła awans. Filipinka dostała dziką kartę do tego turnieju, do czego zresztą już pewnie się przyzwyczaiła. Wiele wskazuje jednak na to, że stało się tak po raz ostatni – w przyszłości takich przywilejów nie będzie już potrzebowała. Niespełna 20-letnia zawodniczka z Azji, od dawna trenująca w Akademii Rafaela Nadala, wkrótce powinna przebić się do TOP 50 rankingu WTA. A wtedy dodatkowe przepustki do dwutygodniowych turniejów będą dla innych tenisistek.

     

    Jednocześnie nie jest to debiut Eali na obiektach Caja Magica. Pierwszą dziką kartę dostała już trzy lata temu, wtedy do kwalifikacji. I to przywitanie z zawodowym tenisem było brutalną lekcją, w starciu z Węgierką Anną Bondar nie ugrała przez 61 minut choćby jednego gema. W 2023 roku był już przegrany mecz 1:6 i 1:6 z Niemką Tatjaną Marią w 1. rundzie, a rok temu – zwycięstwo z Ukrainką Łesią Curenko, a później trzysetowy bój z Soraną Cirsteą, ostatecznie przegrany. A gdyby wtedy Rumunkę pokonała, w trzeciej rundzie zmierzyłaby się z… Igą Świątek.

     

    WTA 1000 Mutua Madrid Open. Iga Świątek kontra Alexandra Eala, stawką trzecia runda

     

    Los skojarzył te dwie wielkoszlemowe mistrzynie US Open z 2022 roku – Eala triumfowała wśród juniorek – niedawno w Miami. Obie dotarły do ćwierćfinału, zdecydowaną faworytką starcia była Polka. Młoda zawodniczka z Filipi udowodniła jednak, że jej wygrane z Jeleną Ostapenko czy Madison Keys nie były dziełem przypadku, wykorzystała słabszą dyspozycję raszynianki, triumfowała 6:2, 7:5. Potrafiła wyjść z trudnej sytuacji w drugim secie, gdy Iga wygrała cztery gemy z rzędu i odskoczyła na 4:2. To ona w półfinale zagrała z Jessicą Pegulą – przegrała po trzech setach ciężkiej walki.

     

    I los chciał, że bardzo szybko dojdzie do rewanżu. W Madrycie, gdzie Iga broni mistrzowskiego tytułu z zeszłego sezonu. Polka jest tu rozstawiona z dwójką, ma już za sobą dwa spotkania w WTA 500 w Stuttgarcie. Eala dostała się do turnieju bez kwalifikacji dzięki dzikiej karcie, dzisiaj zagrała po raz trzeci na mączce. Wcześniej wystąpiła w turnieju WTA 125 w Oeiras, ale przegrała już drugi mecz w singlu i pierwszy w deblu. Teraz na stadionie Manolo Santany zaprezentowała jednak bardzo ofensywny tenis, miała aż 27 wygrywających uderzeń. I nie dała większych szans Wiktoriji Tomowej.

     

    Gdy stało się jasne, że kolejną rywalką Igi Świątek będzie młoda Filipnka, Eala musiała zmierzyć się z pytaniami o ich poprzednie spotkanie. Starała się bagatelizować tamten wynik. – Każdy mecz to inna historia, nawet gdy po drugiej stronie jest ta sama zawodniczka. Czy zagram za rok znów w Miami bądź Madrycie, to będzie to inne spotkanie – mówiła, cytowana przez stronę WTA. A przy okazji przypomniano, że choć Iga rywalizowała już sześć razy z Jeleną Ostapenko, to historia zawsze się powtarzała. I mecze sześć razy kończyły się triumfami Łotyszki.

     

    – Gdy już kurz opadł po Miami, nie staram się wspominać tamtego turnieju. Oczywiście, teraz wszyscy pytają, ale będę miała jeszcze czas na wspomnienia. Skupiam się już na Madrycie – mówiła Filipinka.

     

    A przy okazji WTA poprosiło kibiców o udział w sondzie – kto wygra to spotkanie. I po kilku godzinach wyniki są zaskakujące: aż 56 procent uczestników wskazało, że… w trzeciej rundzie znajdzie się Alexandra Eala. Czyżby Iga miała przegrać pierwsze spotkanie w turnieju od blisko 60 turniejów?

     

  • Spełnił się czarny scenariusz dla Ostapenko. W Madrycie jedna Łotyszka odpadnie

    Spełnił się czarny scenariusz dla Ostapenko. W Madrycie jedna Łotyszka odpadnie

    Spełnił się czarny scenariusz dla Ostapenko. W Madrycie jedna Łotyszka odpadnie

    Jelena Ostapenko przyleciała z Niemiec do Hiszpanii opromieniona swoim sukcesem w Stuttgarcie, pierwszym na mączce od ośmiu lat i triumfu na kortach Rolanda Garrosa. Zarazem, dzięki rozstawieniu, mogła przyglądać się, która z dwóch weteranek będzie jej kolejną rywalką: czy wracająca do wielkiego tenisa jej rodaczka Anastasija Sevastova, czy też ćwierćfinalistka ostatniego AO Anastazja Pawluczenkowa. Po 128 minutach 6:4, 7:5 wygrała Łotyszka. A ona z Ostapenko nigdy dotąd nie przegrała.

     

    Cały tenisowy świat zachodzi teraz w głowę, co się stanie w… głowie Jeleny Ostapenko po jej wielkim sukcesie w Stuttgarcie. Tytuł WTA 500 sam w sobie nie jest może czymś niezwykłym, ale akurat zmagania w Porsche Tennis Grand Prix trochę wymykają się spod reguł zawodów tej rangi. Aby wygrać rywalizację, Łotyszka musiała pokonać dwie najlepsze obecnie zawodniczki na świecie (Aryna Sabalenka i Iga Świątek), kapitalnie radzącą sobie Jekateriną Aleksandrową, ale też Emmę Navarro, która balansuje na granicy pierwszej i drugiej dziesiątki.

     

    Tyle że nawet gdy ostatnio Ostapenko była w stanie zanotować tak błyskotliwy występ, przykładem choćby WTA 1000 w Dosze, to za chwilę znów seryjnie przegrywała spotkania z zawodniczkami nie z drugiego, ale nawet z trzeciego szeregu. Pytanie, co się stanie teraz w Madrycie.

     

    Ostapenko znów jest na kursie kolizyjnym ze Świątek, mogą trafić na siebie w czwartej rundzie. Aby tak się stało, zawodniczka z Łotwy powinna wcześniej pokonać dwie przeciwniczki, co – nie licząc Dohy i Stuttgartu, ostatnio zdarzyło się… podczas zeszłorocznego Wimbledonu.

     

    WTA 1000 w Madrycie. Jelena Ostapenko poznała swoją pierwszą rywalkę. Walczyły dwie… weteranki

     

    Pierwszą rywalkę mistrzyni ze Stuttgartu miało wyłonić starcie 35-letniej Anastasiji Sevastovej z niespełna 34-letnią Anastazją Pawluczenkową. Gdyby patrzeć tylko na ostatnie wyniki, zdecydowaną faworytką była Rosjanka. Pawluczenkowa to bowiem rewelacja Australian Open, dotarła w Melbourne do ćwierćfinału, w nim stoczyła trzysetowy bój z Aryną Sabalenką.

     

    Jest jednak i druga strona tego sukcesu, już bardziej przykra. Z Australii Pawluczenkowa wróciła chora, z infekcją wirusową. Próbowała jeszcze rywalizować w dwóch turniejach na Bliskim Wschodzie, skreczowała w Abu Zabi w pojedynku z Magdą Linette, wróciła dopiero w Miami. I na Florydzie znów odbiła się od… poznanianki.

     

    0:6 Świątek z Ostapenko? Anastasija Sevastova miała do dziś bilans 0:8 z Anastazją Pawluczenkową. Pierwszy raz grały w Australian Open w 2010 roku. I naszedł ten pierwszy raz

     

    To jednak nic przy kłopotach Sevastovej. Łotyszka to była 11. rakieta świata, ale obecnie jej nazwiska próżno… szukać w rankingu WTA. Rok temu dotarła do ćwierćfinału turnieju w Austin, doznała tam poważnej kontuzji kolana. Przeszła w Austraii operację, wróciła do gry dopiero w zeszłym tygodniu w turnieju ITF na Słowenii, wygrała jedno spotkanie, później poddała starcie z Arantxą Rus po wygranym secie na 1:1. Jej dyspozycja była więc ogromną niewiadomą.

     

    A jak radziła sobie z nimi w przeszłości Ostapenko? Z Pawluczenkową ma bilans niemal jak z Igą Świątek: 6 wygranych i 1 porażka, z Sevastovą… jeszcze nie triumfowała. Przegrała obie dotychczasowe potyczki, ostatniego seta zaś 0:6. W Stuttgarcie, sześć lat temu. Obie wielokrotnie razem grały w reprezentacji Łotwy. W bezpośrednich potyczkach rodaczek do gry mogą wejść więc dodatkowe emocje.

     

    Anastasija Sevastova kontra Anastazja Pawluczenkowa w 1. rundzie Mutua Madrid Open. Łzy Łotyszki już po meczu

     

    Scenariusz ułożył się zaś dla Ostapenko niekorzystnie. Sevastova od początku nie zamierzała ustępować bardziej ogranej w tym roku rywalce, szybko odskoczyła na 2:0. Pawluczenkowa jednak wyrównała, o triumfie Łotyszki rozstrzygnął dziesiąty gem, zdołała ponownie przełamać rywalkę.

     

    A w drugim secie Pawluczenkowa była już w znacznie większych opałach. W trzecim gemie poległa przy trzecim break poincie, za chwilę jednak odegrała się na Łotyszce tym samym. A później dokonała sztuki niezwykłej – Sevastova miała w jednym gemie aż osiem szans na ponownie przełamanie – i żadnej z nich nie wykorzystała. Nie był to jednak moment zwrotny. Obie konsekwentnie wygrywały swoje gemy serwisowe, aż przy stanie 6:5 dla Łotyszki, Rosjanka znalazła się pod presją. Serwowała po tie-breaka, a tymczasem zrobiło się 15-40. Obroniła jeszcze pierwszą piłkę meczową, przy drugiej została przelobowana.

    https://x.com/edgeAIapp/status/1915002120748630498

    Triumfatorka tego meczu nie kryła się ze łzami, płakała nawet podczas przemowy na środku kortu. Dla niej to pierwsza wygrana w turnieju tej rangi od października 2021 roku, gdy w jesiennym Indian Wells pokonała Polonę Hercog. Teraz zagra z Ostapenko, a wie jakz młodszą rodaczką wygrywać.

     

  • Komunikat z Madrytu. Już wszystko jasne. Ogłosili oficjalnie ws. Świątek

    Komunikat z Madrytu. Już wszystko jasne. Ogłosili oficjalnie ws. Świątek

    Komunikat z Madrytu. Już wszystko jasne. Ogłosili oficjalnie ws. Świątek

    Od wtorku ruszyła rywalizacja w głównej drabince WTA 1000 Madryt. Do tej pory na korcie w stolicy Hiszpanii nie widzieliśmy jeszcze żadnej polskiej zawodniczki. W środowe popołudnie organizatorzy podali harmonogram gier na czwartek, dzięki czemu wiemy już, kiedy swoje mecze rozegrają Iga Świątek oraz Magdalena Fręch. Wiceliderkę światowego rankingu czeka starcie z Alexandrą Ealą, natomiast jej rodaczka zmierzy się z Hiszpanką Jessicą Bouzas Maneiro. O której Polki rozpoczną pojedynki?

     

    Po turnieju WTA 500 w Stuttgarcie, gdzie Iga Świątek szósty raz z rzędu przegrała z Jeleną Ostapenko, wiceliderka światowych list przystąpiła do “tysięcznika” w Madrycie, gdzie broni tytułu wywalczonego w zeszłym roku. W pierwszej rundzie Polka otrzymała wolny los, przez co zmagania rozpocznie od drugiego etapu. Tam jej rywalką będzie Alexandra Eala (72. WTA).

     

    Filipinka w swoim pierwszym meczu na kortach w stolicy Hiszpanii ograła Bułgarkę Wiktoriję Tomową, 6:3, 6:2. Co ciekawe, pojedynek ten z perspektywy trybun oglądał… Wim Fissette. Alex była trochę zmartwiona i powiedziała: Przyszedł, żeby popatrzeć, jak gram. Powiedziałem jej, żeby się nie martwiła, bo widziałem o wiele więcej meczów Igi niż on jej, prawda? To będzie dobry mecz, będziemy się nim cieszyć i zobaczymy, czy będziemy mieli szczęście i czy uda nam się rozegrać dobre spotkanie na początek – mówił po meczu trener Eali, Joan Bosch.

     

    Oficjalnie. Wiemy, o której Świątek i Fręch rozegrają mecze w Madrycie

     

    Dla Świątek będzie to świetna okazja na rewanż. Przypomnijmy, niedawno na zawodach w Miami Alexandra Eala sensacyjnie ograła 23-latkę 6:2, 7:5 w ćwierćfinale. Można więc przypuszczać, że nasza tenisistka będzie jeszcze bardziej zmotywowana, aby tym razem zejść z kortu jako zwyciężczyni. W środowe popołudnie organizatorzy Mutua Madrid Open opublikowali plan gier na czwartek 24 kwietnia. Zgodnie z nim mecz Igi Świątek z Filipinką odbędzie się jako trzeci pojedynek od godz. 11:00 na korcie Estadio Manolo Santana.

     

    Przed starciem z udziałem Polki na plac gry najpierw zawitają Aleksandar Vukić i Kei Nishikori oraz Mirra Andriejewa i Marie Bouzkova. Oznacza to, że pojedynek Świątek – Eala powinien rozpocząć się około godz. 14:30, w zależności od tego, jak potoczą się dwa pierwsze spotkania. Tego dnia w stolicy Hiszpanii zobaczymy także Magdalenę Fręch (27. WTA), która w drugiej rundzie zagra z Jessicą Bouzas Maneiro (69. WTA). Jej starcie z Hiszpanką zaplanowano jako pierwsze na korcie nr 3. Tym samym Fręch przystąpi do rywalizacji w czwartek o godz. 11:00.

    Oto godziny meczów Świątek i Fręch w Madrycie

    Iga Świątek – Alexandra Eala – czwartek 24 kwietnia około godz. 14:30

    Magdalena Fręch – Jessica Bouzas Maneiro – czwartek 24 kwietnia godz. 11:00