Category: Celebrities

  • Klątwa przełamana! Oto nowy mistrz Polski. Tak się pisze historia!

    Klątwa przełamana! Oto nowy mistrz Polski. Tak się pisze historia!

    Klątwa przełamana! Oto nowy mistrz Polski. Tak się pisze historia!

    Siatkarki Developresu Rzeszów mistrzyniami Polski 2024/2025! Zawodniczki Stephane’a Antigi podkreśliły swoją dominację w finałowej rywalizacji i po raz trzeci pokonały ŁKS Commercecon Łódź, tym razem 3:1 (25:17, 23:25, 25:19, 27:25). Zwyciężyły zatem w batalii o złoto 3:0 i można powiedzieć, że dogoniły własne przeznaczenie, bo po pięciu z rzędu przegranych finałach, wreszcie położyły dłonie na mistrzowskim tytule.

     

    Czy wtorek 22 kwietnia będzie dniem, w którym poznamy zespół mistrzyń Polski w siatkówce w sezonie 2024/25? Biorąc pod uwagę, jak wyglądały dwa poprzednie starcia finałowe, scenariusz ten wydawał się bardzo realny. Developres Rzeszów nie dał w nich ŁKS-owi Łódź praktycznie żadnych szans. Wynik 3:0 w Rzeszowie i 3:1 w Łodzi dość dobrze oddały stan rzeczywisty. Podopieczne Zbigniewa Bartmana musiały przejść kompletną metamorfozę, jeśli w drugim wyjazdowym starciu chciały przedłużyć jeszcze tę rywalizację o co najmniej jeden mecz.

     

    Developres prężył muskuły, ale łodzianki niełatwo złamać

     

    Pierwszy set wskazywał jednak, że nic się tu nie zmieni. Gospodynie zdominowały go absolutnie i niezaprzeczalnie. Były lepsze w każdym elemencie, skuteczniej atakowały, miały większą moc na serwisie i przede wszystkim lepiej przyjmowały. To bardzo mocno kulało w drużynie ŁKS-u, w której nie brakowało też dość dziwnych nieporozumień, choćby przy asekuracji. Efekt? Pewna wygrana Developresu 25:17.

     

    Sytuacja zmieniła się w drugim secie. Łodzianki uspokoiły się i podyktowały rywalkom swoje warunki. Dużo dobrego w tej partii zrobiła Regiane Bidias, bardzo skuteczna, a w dodatku punktująca blokiem. ŁKS prowadził przez większość seta, ale w pewnej chwili wydawało się, że pokpią sprawę, gdy dwa asy z rzędu posłała Sabrina Machado. Developres wyszedł na prowadzenie 21:20, ale łodzianki szybko się otrząsnęły i jeszcze zapisały drugą partię na swoją korzyść (25:23).

     

    Co za końcówka! Nikt by tego nie wymyślił w taki sposób!

     

    Trzeci set to niejako powrót do “ustawień fabrycznych” z seta pierwszego. Kapitalna partia w wykonaniu gospodyń, które odzyskały pełnię kontroli nad spotkaniem. Kapitalna skuteczność Moniki Fedusio, dobrze funkcjonował środek. W efekcie rzeszowianki wygrały seta do 19 i były już zaledwie jednego seta nie tylko od wygrania tego meczu, ale też od wywalczenia mistrzostwa Polski w sezonie 2024/25.

     

    Czwarta partia miała szalony przebieg. Gospodynie zaczęły ją od prowadzenia 5:0. Łodzianki nie poddały się jednak i przez niemalże całego seta doskakiwały do rywalek, które długo nie mogły ich na dobre “strzepnąć”. Wydawało się, że rzeszowianki już to mają, już dokończą. Przy stanie 24:22 miały dwie piłki mistrzowskie!

     

    Jednak prawdziwego cudu zaczęła wtedy na zagrywce Angelika Gajer. Jej dwa asy serwisowe oraz blok Soni Stefanik dały piłkę setową ŁKS-owi! Ta sytuacja mogła wstrząsnąć całym Rzeszowem, ale nie wstrząsnęły gospodyniami. Developres wytrzymał i dwa z rzędu skuteczne ataki Marrit Jasper dały im pierwsze w historii tego klubu mistrzostwo Polski!

     

    Klątwa odczyniona! Pięć porażek z rzędu i basta!

     

    Pięć sezonów z rzędu kończyło się dla Developresu Rzeszów finałowymi rozczarowaniami i pomalowanym na srebrno smutkiem. Jednak co ma swój początek, musi mieć i koniec, a ich niechlubna passa wreszcie została przerwana. Rzeszów czekał na to bardzo długo, wiele łez musiał po drodze wylać, ale mają to! Doczekały się! KS Developres Rzeszów mistrzem Polski 2024/2025!

     

    KS Developres Rzeszów – ŁKS Commercecon Łódź 3:1 (25:17, 23:25, 25:19, 27:25)

     

  • Maszyna do strzelania goli, której Barcelona się nie spodziewała: Jak Ewa Pajor podbiła europejskich gigantów

    Maszyna do strzelania goli, której Barcelona się nie spodziewała: Jak Ewa Pajor podbiła europejskich gigantów

    Maszyna do strzelania goli, której Barcelona się nie spodziewała: Jak Ewa Pajor podbiła europejskich gigantów

     

    Kiedy Ewa Pajor dołączyła do FC Barcelony, oczekiwania były ogromne — ale nikt nie mógł przewidzieć, jak eksplozja jej formy wstrząśnie światem futbolu. W zaledwie 33 meczach Pajor zdobyła aż 33 bramki, zapisując się w księgach rekordów i wywołując prawdziwe poruszenie w europejskiej piłce nożnej.

     

    Jej początek był wręcz historyczny. Strzelając dziewięć goli w pierwszych sześciu ligowych spotkaniach, Pajor ustanowiła nowy rekord najbardziej bramkostrzelnego debiutu w historii Barcelony — przebijając nawet niektóre z największych legend, które kiedykolwiek zakładały bordowo-granatową koszulkę.

    I nie zwolniła tempa.

    https://youtu.be/pO9PH-259tk?si=pLj2Vrg6mb02M0L6

     

    Z pięcioma hat-trickami na koncie — w tym jednym absolutnie spektakularnym, który był pierwszym hat-trickiem w historii kobiecego El Clásico — Pajor stała się najbardziej groźną napastniczką w Hiszpanii. Jej występy nie tylko zachwycają kibiców, ale też przesuwają granice tego, co możliwe dla debiutantki w jednym z największych klubów świata.

     

    Ale Ewa Pajor to nie tylko gole. Jej wkład w ostatnią dominację Barcelony zarówno w La Liga, jak i Lidze Mistrzyń UEFA wykracza daleko poza skuteczne wykończenie akcji. Jej inteligentne poruszanie się bez piłki, taktyczna świadomość oraz umiejętność podnoszenia poziomu gry całego zespołu sprawiają, że stała się centralną postacią drużyny, która już wcześniej była naszpikowana gwiazdami.

     

    Szczegółowe statystyki z UEFA.com tylko potwierdzają to, co widać na boisku — Pajor wyróżnia się efektywnością, kreatywnością i niesamowitą regularnością, co czyni ją jedną z najbardziej kompletnych napastniczek we współczesnym futbolu.

     

    Od rekordowego startu po przełomowe hat-tricki — Ewa Pajor udowadnia, że nie tylko zapisuje się w historii Barcelony. Ona właśnie rozpoczyna całkowicie nową erę.

     

  • Swoboda poza kadrą na MŚ. Oto powód jej absencji

    Swoboda poza kadrą na MŚ. Oto powód jej absencji

    Swoboda poza kadrą na MŚ. Oto powód jej absencj

     

    Ewa Swoboda nie weźmie udziału w majowych zawodach World Athletics Relays. Powodem jest intensywny sezon halowy, który miał wyczerpać sprinterkę.

     

    27-letnia Ewa Swoboda, jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich lekkoatletek, nie wystartuje w majowych zawodach World Athletics Relays (nieoficjalne mistrzostwa świata sztafet odbędą się w dniach 10-11 maja w Kantonie w Chinach).

     

    Jak poinformował Polski Związek Lekkiej Atletyki (PZLA), decyzja ta wynika z intensywnego sezonu halowego, który mocno obciążył zawodniczkę. Informację tę przekazał w rozmowie z portalem Sport.pl Maciej Jałoszyński z PZLA.

     

     

    – Ewa ma za sobą długi sezon halowy, który kosztował ją sporo sił. Dlatego starty odbywające się na stadionach rozpocznie z lekkim opóźnieniem – podkreślił starszy specjalista ds. sportowo-technicznych w PZLA.

     

    Swoboda w tym roku często startowała w zawodach halowych. Wystąpiła m.in. na halowych mistrzostwach Europy w Apeldoorn, gdzie zajęła czwarte miejsce w biegu na 60 metrów. Podobny wynik osiągnęła podczas halowych mistrzostw świata w Nankinie, gdzie uzyskała czas 7,09 sekundy.

     

    World Athletics Relays będą najważniejszym startem kwalifikacyjnym do wrześniowych mistrzostw świata w Tokio, które zostaną rozegrane w dniach 13-21 września 2025 roku.

     

  • Tyle pieniędzy UEFA wypłaci klubom. Fortuna! Radość w Poznaniu

    Tyle pieniędzy UEFA wypłaci klubom. Fortuna! Radość w Poznaniu

    Tyle pieniędzy UEFA wypłaci klubom. Fortuna! Radość w Poznani

    Europejska Unia Piłkarska (UEFA) przeznaczy 233 mln euro dla ponad 900 klubów w związku z udziałem ich zawodników w rozgrywkach drużyn narodowych. Na czele listy jest Manchester City, który otrzyma 5,17 mln euro. W Polsce najbardziej wzbogaci się Lech Poznań — o 526 tys. euro.

    Środki dotyczą okresu od 2020 do 2024 r., a składają się na niego występy w: Lidze Narodów (2020/21 i 2022/23), eliminacjach mistrzostw Europy (2022-2024) oraz w turnieju finałowym Euro 2024.

    “Całkowita kwota znacząco wzrosła w porównaniu z 200 mln euro z poprzedniego cyklu” — poinformowano w informacji prasowej UEFA.

    Nie tylko Lech Poznań. Na podium też Cracovia i Pogoń Szczecin
    Drugą co do wielkości kwotę otrzyma Real Madryt — 4,79 mln euro, a trzecią Inter Mediolan — 4,65 mln.

    W Polsce wypłaty otrzyma 28 klubów. Zdecydowanie najbardziej skorzysta na tym Kolejorz, a kolejne miejsca zajmują Cracovia — 305 tys. euro oraz Pogoń Szczecin — 265 tys. euro.

    Środki zasilą konta łącznie 901 klubów z 55 federacji członkowskich UEFA. Niewielka część trafi nawet do występującego na 10. poziomie rozgrywek ligowych w Anglii Yorkshire Amateur of England, który otrzyma 7,3 tys. euro.

  • Królewski grzmi po decyzji Andrzeja Dudy. “Nie ma nic głupszego”

    Królewski grzmi po decyzji Andrzeja Dudy. “Nie ma nic głupszego”

    Królewski grzmi po decyzji Andrzeja Dudy. “Nie ma nic głupszego

     

    Czy mecze Ekstraklasy i 1. Ligi w dniu pogrzebu zmarłego papieża Franciszka (sobota 26 kwietnia) zostaną przełożone? To pytanie zadają sobie fani wszystkich dwunastu drużyn, które mają wtedy rozegrać swoje spotkania. Prezydent Andrzej Duda ogłosił, że będzie to dzień żałoby narodowej, a to z kolei może wymusić zmianę terminu wielu meczów. Do całej sprawy odniósł się prezes Wisły Kraków Jarosław Królewski. Idea braku gry tego dnia nie przypadła mu do gustu, delikatnie mówiąc.

     

    Sobota 26 kwietnia 2025 roku będzie w Polsce dniem żałoby narodowej. Prezydent Andrzej Duda podjął taką decyzję, gdy Watykan ogłosił, iż zmarły w Poniedziałek Wielkanocny papież Franciszek zostanie pochowany właśnie wtedy. Postawiło to duży znak zapytania pod wieloma sportowymi wydarzeniami w Polsce, planowanymi właśnie na wspomnianą sobotę. Mowa choćby o gali KSW 105, ale przede wszystkim o meczach piłki nożnej.

     

    Sześć spotkań pod znakiem zapytania

    Tych z kolei w planie nie brakuje. Trzy mecze Ekstraklasy oraz kolejne trzy 1. Ligi. Przekładanie ich na tym etapie sezonu byłoby wyjątkowo nie na rękę każdemu z zainteresowanych zespołów. Na ten moment nie ma oficjalnego potwierdzenia, czy tak się stanie. Wiadomo, że w przeszłości w przypadkach jednodniowej żałoby mecze rozgrywano bez przeszkód, jak choćby w listopadzie 2013 roku, gdy zmarł były premier Tadeusz Mazowiecki (dzień jego pogrzebu był dniem żałobnym).

     

    – Czekamy na wskazania Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – mówił dla portalu Goal.pl prezes 1. Ligi Marcin Janicki. Na ten moment każdy z klubów mających zaplanowany mecz w sobotę 26 kwietnia musi uzbroić się w cierpliwość. Cała sytuacja wywołała gorące dyskusje, choćby w mediach społecznościowych. Według wielu osób odwoływanie meczów byłoby reakcją przesadzoną, nawet jeśli samo wprowadzenie żałoby jest zrozumiałe. Są jednak i bardzo radykalni przeciwnicy scenariusza z przekładaniem spotkań. Należy do nich prezes Wisły Kraków Jarosław Królewski.

     

    Jarosław Królewski ostro o przekładaniu spotkań

    Choć “Biała Gwiazda” nie gra 26 kwietnia, tylko dzień wcześniej (na wyjeździe z Bruk-Bet Termaliką), prezes klubu na portalu X bardzo dosadnie dał do zrozumienia, co sądzi o całym pomyśle. – Z całym szacunkiem, nie ma nic głupszego niż przekładanie kolejek Ekstraklasy i 1. Ligi, tudzież innych wydarzeń ze względu na ogłoszoną żałobę narodową. Ta polityczna/inna poprawność i brak autentyczności zaczyna być groteskowa – napisał Królewski.

     

    Pełne zestawienie potencjalnie przełożonych spotkań w sobotę 26 kwietnia:

    Warta Poznań – Kotwica Kołobrzeg (1. Liga)

    GKS Tychy – Polonia Warszawa (1. Liga)

    Pogoń Siedlce – Arka Gdynia (1. Liga)

    Lechia Gdańsk – Piast Gliwice (Ekstraklasa)

    Motor Lublin – Cracovia (Ekstraklasa)

    GKS Katowice – Legia Warszawa (Ekstraklasa)

  • Nazywają ją “królową mączki”. W tym rankingu Świątek nie ma w Top 5

    Nazywają ją “królową mączki”. W tym rankingu Świątek nie ma w Top 5

    Nazywają ją “królową mączki”. W tym rankingu Świątek nie ma w Top 5

    Sezon gry na mączce trwa w najlepsze. Ale która tenisistka w Erze Open odnosiła największe sukcesy na tej nawierzchni? Portal tennis365.com przygotował zestawienie, w którym znalazła się również Iga Świątek. Kto wypadł najlepiej?

     

    Mączka to specyficzna nawierzchnia, która nie wszystkim tenisistkom odpowiada. Od rozpoczęcia Ery Open (1968 rok) nie brakowało jednak zawodniczek, które odnosiły na niej wielkie sukcesy. Którą z nich należy uznać za najlepszą?

     

    Odpowiedzi na to pytanie poszukał portal tennis365.com. Pod uwagę wzięto liczbę tytułów na mączce, ze szczególnym uwzględnieniem triumfów na kortach Rolanda Garrosa, procent wygranych pojedynków, a także epokę, w jakiej było dane rywalizować danej tenisistce.

     

    Niekwestionowaną królową kortów ziemnych w Erze Open jest Chris Evert. Jej osiągnięcia na tej nawierzchni są imponujące: zdobyła 70 tytułów, w tym siedem na Roland Garros, co czyni ją liderką w tej kategorii. Evert wygrała 94,55 proc. swoich meczów na ziemi, co jest rekordem wśród kobiet.

     

    Druga w zestawieniu Steffi Graf również odnosiła sukcesy na kortach ziemnych. Niemka zdobyła 32 tytuły, w tym sześć na Roland Garros. Jej wygrane na tej nawierzchni stanowią 88,57 proc. wszystkich meczów, co plasuje ją w czołówce najlepszych zawodniczek.

     

    Na kolejnych miejscach znalazły się Belgijka Justine Henin, Hiszpanka Arantxa Sanchez Vicario oraz Amerykanka Monica Seles. Szósta w zestawieniu jest legendarna Australijka Margaret Court.

     

    Na siódmym miejscu uplasowała się Iga Świątek. Polska tenisistka już teraz jest uznawana za jedną z najlepszych zawodniczek na kortach ziemnych. Zdobyła cztery tytuły na Roland Garros i trzy w międzynarodowych mistrzostwach Włoch. Jej wskaźnik wygranych meczów wynosi 88,39 proc., co czyni ją jedną z najlepszych w historii.

     

    W wieku 23 lat Polka ma już na koncie 10 tytułów na mączce. “Świątek ma szansę wspiąć się wyżej w rankingu w nadchodzących latach, choć już ugruntowała swoją pozycję najlepszej zawodniczki swojego pokolenia i jednej z najlepszych w historii” – stwierdzono w serwisie tennis365.com.

     

    Co warto zaznaczyć, Świątek już teraz znalazła się w tym zestawieniu wyżej od innych współczesnych tenisistek. Na ósmej pozycji została sklasyfikowana Amerykanka Serena Williams. Z kolei Top 10 zamyka Rosjanka Maria Szarapowa. Obie panie przedziela legendarna Martina Navratilova.

     

    Top 10 najlepszych tenisistek na mączce w Erze Open (wg tennis365.com):

    1) Chris Evert

    2) Steffi Graf

    3) Justine Henin

    4) Arantxa Sanchez Vicario

    5) Monica Seles

    6) Margaret Court

    7) Iga Świątek

    8) Serena Williams

    9) Martina Navratilova

    10) Maria Szarapowa

  • Godziny do meczu, a tu takie słowa o powrocie Lewandowskiego

    Godziny do meczu, a tu takie słowa o powrocie Lewandowskiego

    Godziny do meczu, a tu takie słowa o powrocie Lewandowskiego

    Robert Lewandowski doznał kontuzji mięśnia półścięgnistego lewego uda i nie dokończył meczu FC Barcelony z Celtą Vigo. Nie wiadomo, ile potrwa przerwa Polaka od gry, ale opinia kolejnego z ekspertów nie jest zbyt pozytywna. – Nie możemy też wykluczyć scenariusza, w którym “Lewy” w tym sezonie już nie zagra – powiedział dr Krzysztof Jamka w rozmowie z WP SportoweFakty.

     

    Robert Lewandowski podczas meczu z Celtą Vigo poczuł ból pod kolanem i po chwili usiadł na murawę, prosząc Hansiego Flicka o zmianę. Hiszpańskie media szybko poinformowały, że kapitan reprezentacji Polski doznał urazu mięśnia półścięgnistego lewego uda i nie zagra co najmniej przez kolejne trzy tygodnie. To wciąż niepotwierdzone wieści, a opinie ekspertów nie są zbyt pozytywne.

     

    Fatalne prognozy ws. Roberta Lewandowskiego. Koniec sezonu gwiazdy FC Barcelony?

    Opinie w sprawie kontuzji Roberta Lewandowskiego wyraził dr Krzysztof Jamka, który jest fizjoterapeutą i osteopatą. Na początku przybliżył to, z czym musi zmagać się kapitan reprezentacji Polski. – Mięsień dwugłowy, półbłoniasty i półścięgnisty tworzą pasmo kulszowo-goleniowe. Z tych wszystkich mięśni, mięsień półścięgnisty regeneruje się najtrudniej. To mięsień, który ma wąski, stosunkowo krótki w porównaniu z dwugłowym i półbłoniastym brzusiec i dość długie ścięgno – wyjaśnił w rozmowie z WP SportoweFakty.

     

     

    Dalej doktor stwierdził, że przy małym urazie przerwa od gry zawodnika to co najmniej trzy tygodnie. Niewykluczone jednak, że w przypadku Lewandowskiego pauza może być jeszcze dłuższa. – Trzy tygodnie przerwy to absolutne minimum, ale czas leczenia zależy od tego, czy mówimy o naciągnięciu, naderwaniu czy zerwaniu. Tego z komunikatu klubu się nie dowiadujemy – dodał Jamka.

     

    -Realny wariant według mnie zakłada powrót na końcówkę sezonu i potencjalny finał Ligi Mistrzów. Biorąc jednak pod uwagę to, że to kolejny tego typu uraz, fakt, że ten mięsień trudno się regeneruje, a także – nie oszukujmy się – wiek Lewandowskiego, nie możemy też wykluczyć scenariusza, w którym “Lewy” w tym sezonie już nie zagra – powiedział specjalista i dodał, że w tym przypadku napastnik zmaga się z urazem przeciążeniowym, a nie mechanicznym.

     

    Pozostaje liczyć, że kontuzja nie okaże się tak poważna i Lewandowskiego zobaczymy jeszcze na boisku w najważniejszych momentach sezonu 2024/25. Kapitan reprezentacji Polski na pewno nie zagra we wtorek 22 kwietnia o 21:30, kiedy to Barcelona zmierzy się z Mallorką na własnym stadionie. Na relację ze spotkania zapraszamy na Sport.pl oraz do naszej aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • “Początek końca”. Czarny scenariusz ws. Lewandowskiego

    “Początek końca”. Czarny scenariusz ws. Lewandowskiego

    “Początek końca”. Czarny scenariusz ws. Lewandowskieg

    – To mięsień trudny w regeneracji. Minimalna przerwa to trzy tygodnie, ale nie można wykluczyć, że dla “Lewego” to już koniec sezonu – mówi nam dr Krzysztof Jamka. Nasz rozmówca zwraca też uwagę na niepokojący fakt ws. kapitana reprezentacji Polski.

    W 77. minucie sobotniego meczu z Celtą Vigo (4:3) Robert Lewandowski z grymasem bólu usiadł na murawie i złapał się za lewe udo. FC Barcelona przekazała, że “Lewy” doznał urazu mięśnia półścięgnistego lewego uda. Klub nie podał jednak, jak długo będzie pauzował 36-latek. Więcej TUTAJ.

    – Mięsień dwugłowy, półbłoniasty i półścięgnisty tworzą pasmo kulszowo-goleniowe. Z tych wszystkich mięśni, mięsień półścięgnisty regeneruje się najtrudniej. To mięsień, który ma wąski, stosunkowo krótki w porównaniu z dwugłowym i półbłoniastym brzusiec i dość długie ścięgno – mówi WP SportoweFakty dr Krzysztof Jamka.

    – Długie ścięgno jest plusem, bo dzięki temu może być wykorzystywany np. do rekonstrukcji więzadeł. Minusem natomiast jest to, że kiedy dochodzi do uszkodzenia, to nie na przebiegu pęczka, tylko częściej na połączeniu brzuśca ze ścięgnem. Z tego wynika to, że nawet przy małym urazie leczenie trwa minimum trzy tygodnie – dodaje fizjoterapeuta i osteopata.

    Czarny scenariusz

    “Mundo Deportivo” już przed rewanżem Barcy z Borussią Dortmund w Lidze Mistrzów (15 kwietnia) pisało, że “Lewy” skarży się na “ból w tylnej części lewego uda” i z tego powodu miał nie wystąpić na Signal Iduna Park. Zagrał jednak od pierwszej minuty. Podobnie jak cztery dni później z Celtą.

    Uraz doskwierał mu więc od dłuższego czasu, a w sobotnim spotkaniu odnowił się bądź pogłębił. FC Barcelona nie poinformowała, jak poważne jest uszkodzenie mięśnia. Według Javiera Miguela z dziennika “AS”, schodząc z boiska, Lewandowski miał powiedzieć, że zerwał mięsień (hiszp. “me he roto”).

    – Miejmy tu na uwadze, że Lewandowski zna swój organizm jak mało który z piłkarzy. Te słowa mogłyby świadczyć o tym, że to już któryś jego taki uraz i tym razem poczuł, że stało się coś poważniejszego. To widać też w jego mowie ciała. Trzy tygodnie przerwy to absolutne minimum, ale czas leczenia zależy od tego, czy mówimy o naciągnięciu, naderwaniu czy zerwaniu. Tego z komunikatu klubu się nie dowiadujemy – taka jest dziś polityka klubów, że nie podają szczegółów dotyczących urazów – zwraca uwagę dr Jamka.

    – Realny wariant według mnie zakłada powrót na końcówkę sezonu i potencjalny finał Ligi Mistrzów. Biorąc jednak pod uwagę to, że to kolejny tego typu uraz, fakt, że ten mięsień trudno się regeneruje, a także – nie oszukujmy się – wiek Lewandowskiego, nie możemy też wykluczyć scenariusza, w którym “Lewy” w tym sezonie już nie zagra – dodaje nasz rozmówca.

    Na własne ryzyko

    Miniony sezon był pierwszym od 11 lat, w którym Lewandowski nie powiększył swojej bogatej kolekcji trofeów i nagród indywidualnych. W tym wsadził już do gabloty Superpuchar Hiszpanii, a może jeszcze zdobyć tryplet i dwa kolejne tytuły króla strzelców.

    O ile pod jego nieobecność Barcelona może przypieczętować triumfy w La Lidze, Pucharze Króla i Lidze Mistrzów, to zdobycie Trofeo Pichichi dla najlepszego strzelca Primera Division i korony króla strzelców Champions League wymaga już obecności “Lewego” na boisku i jego kolejnych trafień. W lidze goni go Kylian Mbappe, a w Lidze Mistrzów sam musi gonić rywali.

    Regeneracji mięśnia nie da się przyspieszyć, ale czy Lewandowski może zagrać z niedoleczonym urazem? – Piłkarze grają na blokadach. Wszystko zależy od samego Lewandowskiego. Może uznać, że nie zostało mu już wiele grania, że jest bliżej końca kariery niż dalej i może zdecydować się na grę. Jednak biorąc pod uwagę to, jak dba o siebie, może się nie zdecydować na ten krok – uważa dr Jamka.

    – Można grać z nie do końca wyleczoną kontuzją, ale wtedy piłkarz nigdy nie gra na sto procent. Spójrzmy na występ Lewandowskiego w meczu Euro 2024 z Austrią (1:3), kiedy wrócił bardzo szybko po podobnym urazie prawego uda – przypomina nasz rozmówca.

    Łabędzi śpiew?

    Lewandowski zadziwia formą i w wieku 36 lat jest najskuteczniejszym strzelcem spośród wszystkich piłkarzy grających w pięciu najlepszych ligach Europy. Historia futbolu nie zna drugiego tak bramkostrzelnego weterana. Więcej TUTAJ. Imponujący jest też renesans dyspozycji “Lewego”. W ubiegłym sezonie jego dorobek rok do roku stopniał o 28 procent – takiego regresu nie przeżył nigdy wcześniej. Teraz rozgrywa swój najlepszy sezon w Barcelonie. Zdobył 40 bramek – 14 więcej niż w poprzednich rozgrywkach i siedem więcej niż w pierwszym roku w stolicy Katalonii.

    Ale czy to nie łabędzi śpiew Lewandowskiego? Niepokoić może jego pęczniejąca kartoteka medyczna. W niespełna rok przybyło w niej tyle pozycji, co w kilku poprzednich latach razem wziętych. Przed Euro 2024 naderwał mięsień dwugłowy prawego uda, w listopadzie opuścił zgrupowanie reprezentacji z powodu problemów z odcinkiem lędźwiowym pleców, a teraz uszkodził mięsień półścięgnisty lewego uda, z którym problemy miał już wcześniej.

    – To jest jedna taśma powięziowa i to nie są kontuzje mechaniczne, tylko przeciążeniowe. Pojawiła się pewna cykliczność tych kontuzji. Powtarzalność urazów może oznaczać, że organizm stara się powiedzieć “pas”. Możliwe, że to jest początek końca Lewandowskiego, jakiego znaliśmy do tej pory, czyli piłkarza, który takich urazów nie doznaje – puentuje dr Jamka.

    To trzeci uraz mięśnia uda Lewandowskiego od czasu przenosin piłkarza do Barcelony w 2022 roku. Na przełomie lutego i marca 2023 roku również pauzował z powodu kontuzji jednego z mięśni pasma kulszowo-goleniowego. W jego przypadku to prawdziwa anomalia – mowa w końcu o piłkarzu, który przez 20-letnią karierę seniorską miał tylko dwie tego typu kontuzje.

    Pierwszą (mięśnia dwugłowego uda) w 2006 roku, przez którą Legia z niego zrezygnowała i długo dochodził do siebie w Zniczu Pruszków. Więcej TUTAJ. A drugą (mięśnia półścięgnistego i półbłoniastego uda) 11 lat później. Teraz w ciągu dwóch lat doznał trzech takich urazów.

  • Wim Fissette o problemach Igi Świątek. “Pracujemy nad tym codziennie”

    Wim Fissette o problemach Igi Świątek. “Pracujemy nad tym codziennie”

    Wim Fissette o problemach Igi Świątek. “Pracujemy nad tym codziennie”

    Iga Świątek niespodziewanie w ćwierćfinale turnieju w Stuttgarcie przegrała z Jeleną Ostapenko. Polka nie wygrała turnieju od Rolada Garrosa 2024, jednak jej trener Wim Fissette apeluje o zachowanie spokoju. — Po Miami wprowadziliśmy korektę w przygotowaniu serwisu. (…) Element ten więc faluje i to normalne, że przykładamy do niego wiele uwagi, spędzamy nad nim dużo czasu. To definitywnie coś, w czym wszyscy chcielibyśmy zobaczyć poprawę — powiedział Belg w rozmowie z TVP Sport.

     

    Świątek z Ostapenko przegrała szósty raz w karierze, jednak dopiero po raz pierwszy na swojej ulubionej nawierzchni ziemnej. Według Fissette’a nie jest to jednak dowód na pogłębiający się kryzys najlepszej polskiej tenisistki.

     

    – Nawierzchnia w Stuttgarcie nie jest taka sama jak choćby w Paryżu. To coś pośrodku. Jest ona wciąż bardzo szybka, więc była dobra dla silnie grających zawodniczek, miały one przewagę. Nieco trudniej im będzie za to w Madrycie, Rzymie i Paryżu – wyjaśnia Belg w rozmowie z TVP Sport.

     

    Świątek w Stuttgarcie triumfowała w 2022 i 2023 r. Przed rokiem odpadła w półfinale, a teraz w ćwierćfinale, więc osiągnęła swój najgorszy wynik w tym turnieju w karierze. Przed Polką teraz start w Madrycie, gdzie w II rundzie zmierzy się z 19-letnią Alexandrą Ealą z Filipin. W marcu Świątek sensacyjnie przegrała z nią w ćwierćfinale w Miami. Teraz będzie mogła wziąć rewanż.

     

    Choć wiceliderka rankingu WTA nie wygrała turnieju od Rolanda Garrosa 2024, czyli od blisko roku, to jej trener nie widzi powodów do radykalnych kroków. – Patrząc na mecze Igi i to, co pokazuje w trakcie treningu, nie ma nic pilnego, co musi być natychmiastowo udoskonalone i w stosunku do czego potrzeba wielkiej zmiany. Potencjalne zmiany to małe detale. Trzeba też pamiętać o tym, że pomiędzy turniejami nie ma czasu, by dokonywać większych roszad. Jest więc czas na drobne korekty, które staramy się wprowadzać każdego dnia – tłumaczy szkoleniowiec Polki.

     

    Eksperci zauważają, że największym z problemów Świątek jest serwis. Jak mówi Fissette, trwa praca nad tym elementem.

     

    – Po Miami wprowadziliśmy korektę w przygotowaniu serwisu. W czasie treningu na korcie działa to bardzo dobrze. W meczu z Jeleną Ostapenko Iga była nieco spięta na początku. Kiedy weszła w spotkanie, było znacznie lepiej. Pojawiło się jednak zbyt dużo “wzlotów i upadków”. W niektórych meczach serwowała bardzo dobrze, w innych brakowało pierwszego serwisu… Element ten więc faluje i to normalne, że przykładamy do niego wiele uwagi, spędzamy nad nim dużo czasu. To definitywnie coś, w czym wszyscy chcielibyśmy zobaczyć poprawę. Pracujemy nad tym codziennie. Jestem przekonany, że krok po kroku będzie lepiej – zapewnia Fissette w rozmowie z TVP Sport.

     

    Na Świątek ciąży spora presja. W Madrycie i Rzymie broni trofeów i punktów z poprzedniego sezonu. “Uda się do Madrytu z niepewnością jako jednym ze swoich największych wrogów. Gdyby straciła choćby połowę z punktów, które zebrała w tym okresie w 2024 r., musiałaby stanąć twarzą w twarz z możliwością wypadnięcia z czołowej dwójki rankingu WTA. Gdyby straciła więcej punktów, pozycja w czołowej szóstce lub siódemce byłaby poważnie zagrożona” — napisał o Polce serwis tennis365.com.

  • Mistrzyni na ratunek Idze Świątek. Pojawił się sensacyjny pomysł

    Mistrzyni na ratunek Idze Świątek. Pojawił się sensacyjny pomysł

    Mistrzyni na ratunek Idze Świątek. Pojawił się sensacyjny pomys

    Po ostatnich wynikach Igi Świątek widać wyraźnie, że jej sztab nie wie, jak poradzić sobie z jej problemami na czele z serwisem. W mediach pojawia się temat zatrudnienia biomechanika, a Tomasz Wolfke idzie o krok dalej i mówi o sportowej mentorce. — W jej przypadku w naturalny sposób wydaje się, że mogłaby to być Martina Navratilova — wskazuje w “Misji Sport” dziennikarz Eurosportu. To autorytet, który Polka po prostu musiałaby szanować. Już przed nią inna nasza gwiazda zdecydowała się na współpracę z wielką mistrzynią.

    Polska tenisistka nie wygrała żadnego turnieju od ostatniego Roland Garros. To daje prawie rok bez żadnego tytułu. Świątek w tym czasie straciła pierwsze miejsce w rankingu WTA, ale zmieniła trenera. Wim Fissette nie znalazł jak na razie recepty na największy problem Polki, czyli serwis, którego skuteczność się jeszcze pogorszyła. Więcej o tym pisał w Przeglądzie Sportowym Onet Sebastian Parfjanowicz.

    Coraz głośniej w mediach podnosi się temat potrzeby zatrudnienia przez Świątek biomechanika, który pomógłby jej ulepszyć niektóre elementy gry. Tomasz Wolfke z Eurosportu idzie o krok dalej i mówi o tenisowej mentorce. Mogłaby nią zostać Martina Navratilova, która w swojej karierze seryjnie wygrywała Australian Open, Roland Garros, Wimbledon i US Open, a jej doświadczenie z pewnością pomogłoby Świątek.

    — Myślę, że nie ma co wyważać otwartych już drzwi. Biomechanik na pewno by się przydał, jeśli miałby pomóc. Wystarczyłaby nawet krótka konsultacja, ale wydaje mi się, że lepszym rozwiązaniem, patrząc na jej dość kruchą konstrukcję psychiczną, byłaby mentorka. Mówię o kimś takim jak Ivan Lendl dla Huberta Hurkacza. W przypadku Świątek w naturalny sposób wydaje się, że mogłaby to być Martina Navratilova. Myślę, że pomiędzy nimi chemia byłaby znakomita i Martina byłaby w stanie przekazać coś ze swoich doświadczeń. Jeśli chodzi na przykład o sam serwis, to mógłby to też być Łukasz Kubot. To nie jest fizyka jądrowa. Są trenerzy, którzy potrafią nauczyć dobrze serwować. To zagranie jest najtrudniejsze pod względem koordynacji. Iga robi to nieźle, ale można z tego wycisnąć więcej — ocenia Wolfke w “Misji Sport”.

    — Gdyby to ode mnie zależało, to sięgnąłbym po Martinę Navratilovą. Oczywiście nie wiadomo, czy to by się udało, bo jest chora i jest rekonwalescentką, ale myślę, że podjęłaby to wyzwanie, bo pokazywała, że bardzo ceni Igę, a sama tenisistka akurat ten autorytet mocno by szanowała — dodaje.

    Przypomnijmy, że Navratilova w 2014 r. pracowała właśnie w takiej roli z Agnieszką Radwańską, lecz ich współpraca trwała zaledwie kilka miesięcy.

    Ciągnące się problemy Igi Świątek
    Świątek w tym sezonie zachowuje się na korcie zupełnie inaczej niż w poprzednich latach. Pokazuje wiele negatywnych emocji, w szczególności kiedy jej nie idzie. Ma również gigantyczne problemy w spotkaniach, w których Polka nie ma przewagi. Tak było chociażby w ostatnim starciu w Stuttgarcie z Jeleną Ostapenko. W decydującym secie nasza tenisistka miała do nadrobienia jedno przełamanie, lecz wtedy zaczęła popełniać proste błędy i znacząco przegrała.

    — Na pewno muszą martwić takie sytuacje jak w meczu z Ostapenko, kiedy Iga przegrywa, a w meczu jeszcze wszystko może się wydarzyć, bo jest tylko jedno przełamanie do nadrobienia. Mimo to Świątek przegrywa ten mecz znacząco, popełniając proste błędy, więc to nie jest tylko kwestia serwisu, czy pewności forhendu. Z perspektywy Warszawy ewidentnie widać jakiś problem z mentalnością — stwierdza dziennikarz Eurosportu.

    Polka jest już w Madrycie, gdzie w turnieju WTA 1000 będzie bronić tytułu. W drugiej rundzie zmierzy się z Alexandrą Ealą. Co ciekawe obie tenisistki już w tym sezonie ze sobą grały. W ćwierćfinale w Miami sensacyjnie lepsza okazała się reprezentantka Filipin.