Author: trevor

  • Tak Rosjanka zareagowała na klęskę z Chwalińską. Klasy nie kupisz

    Tak Rosjanka zareagowała na klęskę z Chwalińską. Klasy nie kupisz

    Maja Chwalińska nie była faworytką pojedynku z Dianą Sznajder. Do roli “underdoga” zdążyła się już jednak zapewne przyzwyczaić. Rosjanka w czwartkowym pojedynku zawiesiła poprzeczkę bardzo wysoko, ale nawet “wysoko” to wciąż było za mało, by uporać się z Polką. Choć porażka 6:7, 4:6 musiała być gorzką pigułką, reakcja zawodniczki z Żygulowska po ostatniej piłce mówiła sama za siebie.
    Maja Chwalińska i Diana Sznajder, półfinalistki Roland Garros 2026

    Maja Chwalińska (na górze kadru) i Diana Sznajder, źr. x.com/rolandgarrosmateriały prasowe

    Sznajder nie lada sensację sprawiła w ćwierćfinale, odsyłając do domu liderkę rankingu WTA, Arynę Sabalenkę. Gdyby jednak o sukcesach decydował wyłącznie ranking, Maja Chwalińska nie miałaby prawa być w miejscu, w którym jest obecnie. Jej magiczny tenis dał jej przepustkę do najlepszej czwórki, a jak miało się okazać – na tym się nie skończy.

    Wielki mecz Mai Chwalińskiej. Oto, jak zareagowała jej rywalka

    Po bardzo efektownym (zwłaszcza w pierwszym secie) pojedynku to Polka zameldowała się w finale, w którym jej rywalką będzie Mirra Andriejewa. Sznajder pokonała 7:6, 6:4, a gdy “zamknęła” drugiego seta nie posiadała się z radości. Padła na kort i skryła twarz w dłoniach. Poruszeni byli wszyscy: ona, kibice, a nawet komentatorzy polskiej telewizji. Długo nie należało też czekać na reakcję przeciwniczki.

    Rosjanka, której w trakcie meczu dokuczały problemy zdrowotne, spotkała się z Chwalińską przy siatce i uścisnęła ją, gratulując sukcesu. Nasza zawodniczka zaś podziękowała kibicom, po czym usiadła i… ponownie skryła twarz ręcznikiem, dając upust ogromnym emocjom.
    Zawodniczka tenisowa odczuwa intensywne emocje, trzymając dłoń przy ustach tuż po zakończonej grze na korcie.

    Maja ChwalińskaPhoto by ANNE-CHRISTINE POUJOULAT / AFPAFP

    Zespół Mai Chwalińskiej zabrał głos ws. sukcesu na Roland Garros. “Dopiero zaczyna to docierać”Polsat Sport

  • Sensacyjna mistrzyni Australian Open już za Chwalińską. Nowa pozycja Polki

    Sensacyjna mistrzyni Australian Open już za Chwalińską. Nowa pozycja Polki

    Półfinał Rolanda Garrosa z udziałem Mai Chwalińskiej oraz Diany Sznajder już za nami. Doszło więc do znaczących zmian w rankingu WTA. Do tej pory najwyższą lokatą Polki było 113. miejce. Awans, który wypracowała sobie na paryskich kortach jest spektakularny. Dzięki zwycięstwu nad Dianą Sznajder wynik ten będzie jeszcze lepszy. Chwalińska wyprzedziła już m.in. sensacyjną mistrzynię Australian Open z 2025 roku.

    Maja ChwalińskaEmma Da SilvaEast News

    Zwycięstwo nad Dianą Sznajder sprawia, że Maja Chwalińska awansowała na 21. miejsce w rankingu WTA z 1996 punktami na koncie.

    To oznacza, że za jej plecami znalazły się takie amerykańskie gwiazdy jak Emma Navarro czy Madison Keys. Ostatnia z wymienionych to sensacyjna mistrzyni Australian Open z 2025 roku.

    Maja Chwalińska wyprzedziła również Elise Mertens – Belgijkę, którą na kortach Rolanda Garrosa pokonała w drodze do wielkiego finału.

    Maja Chwalińska w finale Roland Garros. Oto nowe miejsce Polki w rankingu WTA

    Jeśli Maja Chwalińska wygra Roland Garros, będzie miała 2696 punktów na koncie. Taki “zastrzyk” sprawiłby, że Polka wdarłaby się już między zawodniczki absolutnie elitarne. Wyprzedziłaby Naomi Osakę, Jasmine Paolini czy Annę Kalinską. Dość wyraźną przewagą nad nią zachowałyby natomiast Linda Noskova czy Marta Kostiuk. Najlepszym możliwym wynikiem dla Chwalińskiej jest 14. miejsce.

    W rankingu WTA Race Iga Świątek wskoczyła na 14. miejsce. Jeśli wygra cały turniej wyprzedzi Igę Świątek i to ze sporą przewagą – 2154 do 1823. Wówczas będzie plasować się na 10. miejscu w tym konkretnym zestawieniu.

    Do tej pory najlepszym wynikiem Mai Chwalińskiej w rankingu WTA było 113. miejsce. Przed półfinałem 24-latka z Polski miała zapewnioną minimum 30. lokatę.

    Awans w rankingu był więc spektakularny. Wynik ten nadal można było jednak poprawić. Ok. godziny 17:00 w czwartek 4 czerwca Maja Chwalińska rozpoczęła najważniejszy pojedynek swojego życia. Walkę o wielki finał Roland Garros.

    O losach pierwszego seta półfinału decydował tie-break. W tym lepsza okazała się Maja Chwalińska. Polka przegrywała go już dwoma punktami, ale zdołała odwrócić losy rywalizacji i ostatecznie pokonała Sznajder 7:5.

    W drugim secie Maja Chwalińska i Diana Sznajder toczyły bardzo zacięty bój. W pewnym momencie Rosjanka potrzebowała przerwy medycznej i interwencji fizjoterapeuty. Po tym zdarzeniu jej gra nie była już tak dobra.

    Maja Chwalińska natomiast dzielnie zniosła wszystkie trudy tego meczu. I ostatecznie wygrała z Dianą Sznajder bez straty seta. W wielkim finale Roland Garos Polka zmierzy się z Mirrą Andriejewą.
    Diana Sznajder

    Diana SznajderMATTHEW STOCKMAN / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP AFP
    Tenisistka ubrana w jasną koszulkę i czarne spodenki stoi na korcie ziemnym, trzyma rakietę i uśmiecha się, gestykulując prawą ręką.

    Maja ChwalińskaTHOMAS SAMSONAFP
    Kobieta uderzająca piłkę tenisową rakietą podczas meczu na korcie

    Maja ChwalińskaJULIEN DE ROSAAFP

    Wywiad Tomasza Lorka z Hubertem Hurkaczem.

  • Maja Chwalińska w finale Roland Garros! Zrobiła to! I to po takim meczu

    Maja Chwalińska w finale Roland Garros! Zrobiła to! I to po takim meczu

    Gdyby jeszcze dwa tygodnie temu, ktoś napisał, że Maja Chwalińska zagra w półfinale Roland Garros, to wydawałoby się to absolutną abstrakcją. A jednak! Do turnieju podchodziła jako zawodniczka spoza pierwszej setki rankingu WTA i jej pierwszym celem było przejście kwalifikacji. To się udało. Następnie w głównej drabince zaczęła sprawiać sensację za sensacją.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
    Co za początek półfinału Mai Chwalińskiej! Błyskawiczne przełamanie

    Qinwen Zheng, Elise Mertens, Maria Sakkari, Diane Parry i Anna Kalinska — to właśnie takie tenisistki wyeliminowała w drodze do półfinału. A w nim trafiła — nie na Arynę Sabalenkę, czego wszyscy się spodziewali — lecz na Dianę Sznajder. “Na papierze” była to wygodniejsza przeciwniczka niż Białorusinka, choć i tak trzeba było jasno zaznaczyć, że to Rosjanka była faworytką w starciu z Polką.

    Zobacz więcej: Wimbledon już reaguje na ogromny sukces Mai Chwalińskiej w Paryżu

    Chwalińska od samego początku nie dała się jednak zdominować. Dwa pierwsze gemy były bardzo wyrównane i w obu zobaczyliśmy grę na przewagi. Nasza rodaczka miała jedną okazję na przełamanie rywalki, ale to jej się nie udało i na tablicy wyników widniało 1:1. Na pierwszego breaka nie musieliśmy jednak długo czekać. Polka zagrała fantastycznie w czwartym gemie i wyszła na prowadzenie 3:1.

    Tak czarowała Chwalińska od samego początku
    Wojna na korcie w Paryżu! Rosjanka się irytowała. I co za finisz Mai Chwalińskiej

    Radość, niestety, nie potrwała zbyt długo. Sznajder błyskawicznie odpowiedziała w taki sam sposób, a następnie była skuteczna przy swoim podaniu i wróciliśmy do remisu. Tym razem 3:3. Kolejny gem był jednak genialnym popisem Chwalińskiej, bo wygrała go do zera! Wówczas Rosjanka zaczęła pokazywać na korcie pierwsze oznaki niezadowolenia i bezradności wobec świetnie dysponowanej Polki.

    Nie przegap: Ależ demolka w meczu o finał Roland Garros. Pogromczyni Świątek nie dowierzała

    W kolejnych minutach panie były właściwie bezbłędne przy swoim serwisie i oddawały bardzo mało punktów. To poskutkowało tym, że ujrzeliśmy rezultat 5:5. Finisz pierwszej partii zapowiadał się niezwykle emocjonująco. I taki był! Doszło do tie-breaka, w którym w pewnym momencie Sznajder prowadziła 3:1, a potem 4:2. Mimo to Chwalińska nie złożyła broni i ciągle walczyła. Po kilku świetnych akcjach odrobiła straty i wygrała pierwszego seta 7:6(4).

    Tak Chwalińska zamknęła pierwszego seta
    Problemy zdrowotne w drugim secie. Obie potrzebowały pomocy lekarzy

    Druga partia zaczęła się od wymiany przełamań. Najpierw udało się to Polce, a następnie błyskawicznie Rosjance. Zmieniło się jednak nieco tempo gry. Widać było, że pierwszy set — trwający niemal 1,5 godz. — wyraźnie dał się we znaki zarówno jednej, jak i drugiej i nie miały już aż tyle sił, co wcześniej. Dlatego główną bronią obu tenisistek były ich gemy serwisowe, w trakcie których prezentowały naprawdę dobrą dyspozycję.

    Polecamy: Magiczna Maja Chwalińska! Na trybunach zawrzało po tym, co zrobiła

    Co ciekawe, obie zawodniczki były zmuszone wzywać lekarzy. Najpierw — przy wyniku 2:1 dla Sznajder — zrobiła to Chwalińska. Polka przyjęła jednak… leki na przeziębienie. Natomiast Rosjanka przy stanie 4:3 na swoją korzyść musiała skorzystać z dłuższej przerwy medycznej i pomagała jej na korcie fizjoterapeutka. To jedynie potwierdzało, jak wymagający był to pojedynek dla obu tenisistek.
    Czas na finał Roland Garros między Mają Chwalińską a Mirrą Andriejewą!

    Z każdą kolejną minutą widać było, że Sznajder coraz gorzej czuje się na korcie i odczuwa problemy z plecami. Kluczowy okazał się gem numer dziewięć. W nim Chwalińska przełamała w świetnym stylu, co pozwoliło jej wyjść na prowadzenie 5:4 i serwować po awans do wielkiego finału Roland Garros! I to się jej powiodło, nasza rodaczka wygrała 7:6(4), 6:4!

    Sprawdź również: Mats Wilander zdradza nam sekret Mai Chwalińskiej. “Tego już nikt nie robi”

    To oznacza, że teraz Chwalińska zagra w wielkim finale Roland Garros. Jej rywalką będzie Mirra Andriejewa. Ósma rakieta świata w swoim półfinale zagrała bardzo pewnie i zwyciężyła Martę Kostiuk (15.) wynikiem 6:1, 6:3. To spotkanie odbędzie się już w sobotę, 6 czerwca o godz. 15. Niezależnie od tego, która z pań okaże się najlepsza w stolicy Francji, będzie to dla niej pierwszy w karierze wielkoszlemowy tytuł. Emocji nie zabraknie.

  • Tak Andriejewa odpowiedziała na porażkę Świątek. Dwusetowy mecz o ćwierćfinał

    Tak Andriejewa odpowiedziała na porażkę Świątek. Dwusetowy mecz o ćwierćfinał

    Po tym, jak Iga Świątek przegrała w niedzielę z Martą Kostiuk, stało się jasne, że w Paryżu będziemy mieli nową finalistkę Szlema. To otworzyło szansę na życiowe osiągnięcie m.in. dla Mirry Andriejewej. Póki co Rosjanka walczyła dziś o miejsce w najlepszej “8” Roland Garros. Na jej drodze znalazła się pogromczyni Magdaleny Fręch – Jil Teichmann. Reprezentantka Szwajcarii, rewelacja tego turnieju, próbowała postawić się 19-latce. Ostateczne rozstrzygnięcie nadeszło po 85 minutach gry.
    Mirra Andriejewa rywalizowała z Jil Teichmann o awans do ćwierćfinału Roland Garros

    Mirra Andriejewa rywalizowała z Jil Teichmann o awans do ćwierćfinału Roland GarrosMUSTAFA YALCIN / ANADOLU / Anadolu via AFPAFP

    Urodzinowa porażka Igi Świątek otworzyła szansę dla kilku zawodniczek na pierwszy w karierze awans do decydującego starcia na Wielkim Szlemie podczas Roland Garros 2026. Jedną z par ćwierćfinałowych w dolnej części drabinki utworzyły Ukrainki – Marta Kostiuk i Elina Switolina. Pierwsza z nich pokonała Polkę, a druga – Belindę Bencic. Na swoją przeciwniczkę musiała nieco dłużej poczekać Sorana Cirstea. Rumunka, która po 17 latach powróciła do najlepszej “8” francuskich rozgrywek, miała trafić w następnej fazie na zwyciężczynię potyczki Mirra Andriejewa – Jil Teichmann.

    Obecność Rosjanki w 1/8 finału nie stanowiła żadnego zaskoczenia, wręcz należało się tego spodziewać. Inaczej jest w przypadku reprezentantki Szwajcarii. Zawodniczka plasująca się na 170. miejscu w rankingu WTA okazała się rewelacją Roland Garros. Dotarła do czwartej rundy bez straty seta, pokonując Ludmiłę Samsonową, Magdalenę Fręch oraz Karolinę Muchovą. Niesamowitej sztuki dokonała m.in. w potyczce z rozstawioną z “10” Czeszką. Teichmann przegrywała już 1:5 w drugiej partii, a mimo to wygrała ją, zgarniając sześć “oczek” z rzędu. Dzięki temu mogła przystąpić do walki o ćwierćfinał z 8. rakietą świata – Mirrą Andriejewą.

    Roland Garros: Mirra Andriejewa kontra Jil Teichmann w czwartej rundzie

    Rosjanka była zdecydowaną faworytką pojedynku. Mimo to początek spotkania wcale nie należał do najłatwiejszych z jej perspektywy. W pierwszych gemach panie wymieniały się break pointami. Po tym, jak w trakcie trzeciego rozdania Andriejewa zdobyła przełamanie wychodząc ze stanu 0-40, potem nastąpił re-break. Po pięciu gemach to Teichmann znalazła się na prowadzeniu. Końcówka partii należała jednak do Rosjanki. Kluczowe okazało się rozdanie przy wyniku 3:3. Wówczas Rosjanka wywalczyła przełamanie, wykorzystując czwartego break pointa. W następnych dwóch gemach Jil praktycznie nie istniała. Ostatecznie 8. rakieta świata triumfowała w premierowym secie 6:3.

    Początek drugiej części spotkania okazał się kontynuacją wydarzeń z pierwszej fazy pojedynku. Andriejewa nie zwalniała tempa, szybko uciekła rywalce na 3:0. Po tym, jak wywalczyła przełamanie do zera w szóstym gemie, już przy stanie 5:1 serwowała po awans do ćwierćfinału. Wówczas pojawiły się niespodziewane komplikacje. Mirra nie wykorzystała trzech meczboli, dała sobie odebrać podanie. Po zmianie stron potyczka dobiegła jednak końca. Po 85 minutach walki turniejowa “8” zapewniła sobie zwycięstwo 6:3, 6:2. Tym samym w kolejnej fazie zobaczymy starcia: Elina Switolina – Marta Kostiuk i Mirra Andriejewa – Sorana Cirstea. Któraś z tych czterech pań po raz pierwszy zagra w wielkoszlemowym finale.
    Młoda kobieta w sportowym stroju i opasce na głowie poprawia daszek podczas meczu tenisowego.

    Mirra AndriejewaBurak Akbulut/AnadoluAFP
    Tenisistka w koralowym stroju w białe grochy zaciśniętą pięścią wyraża determinację podczas meczu na korcie.

    Jil TeichmannBurak AkbulutAFP
    Tenisistka w zielonym stroju i czapce z daszkiem zaciska pięść w geście triumfu, trzymając rakietę tenisową w lewej ręce.

    Sorana CirsteaTIZIANA FABI AFP

    Daniel Altmaier

  • Świątek za burtą, a Chwalińska szaleje w Paryżu. Mama Mai: “Była załamana”

    Świątek za burtą, a Chwalińska szaleje w Paryżu. Mama Mai: “Była załamana”

    W przeszłości Maja bardzo dużo przeszła, miała sporo kontuzji. Była załamana, była depresja, ale teraz nabrała pewności siebie. Jestem bardziej wytrwała, mocniejsza i silniejsza. Idzie do przodu, powolutku do przodu – mówi w rozmowie z Interią Marcela Chwalińska, mama naszej rewelacji Rolanda Garrosa, czyli Mai Chwalińskiej. W poniedziałek nasza gwiazda wejdzie na arenę marzeń, tocząc drugi mecz dnia na korcie centralnym Philippe’a Chatriera. Rywalką Polki będzie Francuzka Diane Parry.

    Maja ChwalińskaDIMITAR DILKOFFAFP

    Artur Gac, Interia: Tak, jak malarz maluje na płótnie, tak pani córka maluje rakietą na korcie – tego typu metafory można mnożyć, patrząc w jaki sposób Maja Chwalińska rozgrywa mecze.

    Marcela Chwalińska, mama Mai Chwalińskiej: – Tak, tak. Przeciwniczki od początku nie lubiły córki z tego względu, że bardzo miesza grę. I jest, jak to się mówi, artystką na korcie. Udało jej się, naprawdę nie przypuszczałam w najśmielszych myślach, że to zrobi. Jestem tak z niej dumna, że wytrzymała, choć po pierwszym secie z Marią Sakkari było trudno. Ale potem wyciągnęła, jestem z niej bardzo dumna.

    Ta wiara była zachwiana, bo wiedziała pani, ile już ma w nogach w tym turnieju?

    – Tak, przecież gra od początku eliminacji. To już był jej szósty mecz, żaden nie był lekki, tylko każdy z zawodniczkami z wysokiej lub bardzo wysokiej półki. Siły musiała mieć bardzo dużo, ale wytrwała.

    To taki turniej, który pokazuje nam, jak Maja jest w stanie przesuwać granice swojej wytrzymałości, heroizmu, walki z bólem, dolegliwościami i słabościami organizmu?

    – Zdecydowanie. W przeszłości bardzo dużo przeszła, miała sporo kontuzji. Była załamana, była depresja, ale teraz nabrała pewności siebie. Jest bardziej wytrwała, mocniejsza i silniejsza. Idzie do przodu, powolutku do przodu.

    A jakie są emocje w sercu mamy, gdy widzi córkę w heroicznych momentach? Z jednej strony coś pani podpowiada: “jejku, może odpuść, już tak nie forsuj organizmu”, czy na tyle przełącza się pani na tryb sportu, iż dominuje podświadome popychanie, by przesuwała swoje limity?

    – Nigdy nie mówię “zwolnij”. Nigdy. Tylko zawsze: “próbuj, próbuj i wytrwaj”. Jak dasz radę, będzie super, a jeśli nie wytrwasz, to trudno. Ale zawsze idź do przodu, krok do przodu. I walcz.

    To już jest moment życia, jeśli mówimy o karierze sportowej córki.

    – Bez dwóch zdań. Jak mówimy, zawsze była z tyłu, krok do tyłu, ale bardzo chciała. Wiadomo, że człowiek zawsze pracuje na to, by było jak najlepiej, ale nie za każdym razem to wychodzi. Teraz nadszedł ten moment i może wreszcie, jak to się mówi, ruszyła z kopyta. To chwila dużego przełomu, każdy kolejny mecz to super historia. Brakuje mi słów, by wyrazić tę dumę, jaką czuję z jej postawy.

    A jak to jest z tym przedłużaniem pobytu w Paryżu? Zostaje pani?

    – Szczerze mówiąc, to po każdym kolejnym meczu przedłużamy pobyt we Francji. Myślę, że mój szef jeszcze da mi kilka dni urlopu i będziemy dłużej (uśmiech). A mieszkamy z córką w tym samym zawodniczym hotelu.

    Rozmawiał w Paryżu – Artur Gac

    Zawodniczka tenisowa w jasnym stroju sportowym z podniesioną ręką, na korcie ziemnym.

    Maja ChwalińskaCHOLEWINSKI MARCINNewspix.pl
    Tenisistka w żółtej koszulce i czarnej spódnicy z zaciśniętą pięścią wyraża silne emocje po zwycięskiej akcji na korcie ziemnym.

    Maja ChwalińskaDIMITAR DILKOFFAFP

    Iga Świątek: Gra dla reprezentacji Polski to zawsze ogromna przyjemność.

  • “Iga kochała tenis. Teraz gra, bo musi”. Druzgocąca diagnoza dla Świątek

    “Iga kochała tenis. Teraz gra, bo musi”. Druzgocąca diagnoza dla Świątek

    Oglądałaś mecz Igi Świątek z Martą Kostiuk. Jak oceniasz to, co Polka pokazała na korcie, zdominowana w drugim secie przez Ukrainkę?

    Iwona Kuczyńska: – Iga w pierwszym secie grała dobrze, na samym początku, do przełamania na 5:4 grała solidnie. A potem skończyła się jej gra. Zwrócę uwagę, że Kostiuk ostatnio gra bardzo dobrze, w dodatku ma super trenerkę Sandrę Zaniewską, osobę bardzo mądrą z bardzo dobrym podejściem. Po wszystkich ostatnich meczach z jej udziałem wiedziałam, że to będzie bardzo trudny mecz, bardzo ciężki do wygrania. Do tego Ukrainka zagrała bardzo dobre przeciwko Idze.

    Ale czy na pewno Kostiuk zagrała aż tak bardzo dobrze? Bo ja w pierwszym secie widziałem masę stresu i wiele błędów z obu stron.

    – No tak, w całym meczu Kostiuk miała blisko 30 niewymuszonych błędów, a Iga aż prawie 40. Brała za dużo ryzyka, bo wiedziała, że musi to robić, bo rywalka rusza się bardzo dobrze. Więc to samo w sobie jeszcze nie było takie złe. Złe było natomiast to, że psuła piłki, które mogła wygrać, a ich nie wygrała. Na tym poziomie dziewczyny grają dobrze, w dodatku Kostiuk porusza się bardzo dobrze, dochodzi do każdej piłki i bardzo umiejętnie się broni oraz idzie do przodu. Szczerze mówiąc byłabym zdziwiona, gdyby Iga wygrała ten mecz.

    Wielu pokładało nadzieję w tym, że powrót na jej ulubioną nawierzchnię znów wywoła coś magicznego.

    – Ty mówisz nadzieja. A w tenisie nie ma nadziei, na niej nie można budować. Ona musiała ten mecz wygrać sposobem, a nie mieć nadzieję, że na mączce sobie poradzi. Ale masz rację w tym, że gra Igi teraz wygląda tak, jakby właśnie miała głównie nadzieję, że coś się poprawi. W tenisie tak nie ma. Pozostałe dziewczyny są coraz lepsze, a doskonały przykład to Kostiuk. Ona wiedziała jak grać i miała plan. Wiedziała, żeby cały czas atakować drugi serwis. Więc jak Iga nie ma pierwszego serwisu, to przegrywa swoje gemy serwisowe, bo rywalka będzie siedzieć na każdym drugim serwisie. Na każdym! Jeszcze w pierwszym secie Iga próbowała wkładać ten pierwszy serwis, jak przegrała 2-3 piłki po drugim serwisie. Ale potem co się zrobiło, gdy Kostiuk zaatakowała jej drugi serwis? Popełniała podwójne błędy, bo miała presję. I to jest normalne, to znaczy dziewczyna bardzo mądrze grała przeciwko Idze.

    Ten mecz i jednocześnie cały turniej pokazały, że nawet mając takiego trenera jak Francisco Roig plus spojrzenie mentora jak Rafa Nadal, nie da się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wrócić do pamiętnego, a zarazem coraz odleglejszego dominującego grania. Widać, że problem jest bardzo złożony i to jest długi proces.

    – Iga mogłaby nawet wziąć Nadala, żeby siedział w boksie, a to i tak nie znaczyłoby, że wygra. Ona może mieć nawet najlepsze nazwisko na świecie, ale to też nie musi wystarczyć. To wszystko musi wyjść od niej. Iga za bardzo słucha wszystkich, a to ona musi decydować na korcie i czuć to, co ludzie mówią jej, by robiła. Tymczasem w meczu z Kostiuk nie miała żadnego planu. Ja nie widziałam żadnego planu jej gry.

    Planu B nie było na pewno. Może był plan A.

    – Nie, nic. Tak samo uderzała piłki, ale nic nie zmieniła. Problem jest taki, że ona nie ma planu awaryjnego, bo nawet plan A jest już zbyt surowy, czyli rozszyfrowany i przewidywalny. Dlatego nie jestem zdziwiona, a już na pewno nie zaszokowana, że przegrała szybko w dwóch setach. Kostiuk gra teraz bardzo dobrze i według mnie może być nawet zwyciężczynią.

    Co ty byś w tej chwili doradziła Idze Świątek? Widzisz rzecz lub element, który ewidentnie rzuca ci się w oczy?

    – (chwila ciszy) Zauważyłeś ten moment, jak Kostiuk zaczęła tańczyć na korcie?

    No pewnie.

    – Chciałabym zobaczyć Igę taką, gdy jej idzie. Chcę ją widzieć rozluźnioną. Wiesz, co ja widzę u Kostiuk? Ona po prostu znowu zaczyna kochać tenis. Rumunka Sorana Cirstea powiedziała teraz to samo po awansie do ćwierćfinału. Dokładnie to samo, że uwielbia ten sport. Bez presji, bez niczego.

    A w Świątek teraz tej miłości nie widzisz?

    – Nie. Ona wygląda tak, że gra, bo musi, a nie dlatego, bo kocha tenis. Ona kochała tenis, a teraz gra, bo musi. Ma cały czas presję. Wiesz, presja jest dobra, ale to musi być presja pozytywna. Niech ona znów zakocha się w tenisie, by chciała, a nie że teraz musi iść trenować więcej. Tak, trenuj, ale nie więcej, lecz bardziej mądrze i inteligentnie. Tylko to musi wyjść od niej, dlatego to nie jest łatwe. Tu nie zrobi się lepiej od tego, że ona lepiej uderzy forhend. To jest w tej chwili za bardzo skomplikowane. Tam znów trzeba odbudować to, co było najczystszą miłością.

    Czyli dotykamy warstwy mentalnej.

    – To jest tylko mentalne. 99 procent u Igi to jest mentalność. Ona ma tenis, żeby wygrać nawet ten turniej, ona wciąż to ma, tylko gdzie to poszło? Gdzie to zaginęło? Może zmian wokół Igi musi być więcej, by odsłoniły coś, czego w tej chwili Iga nie potrafi dojrzeć?

    – Obecna Iga gra tak, jakby była w klatce, zamknięta jak ptak. Mówimy o pięknym ptaku, który chce rozwinąć skrzydła, ale jest uwięziony. Jeśli znajdzie ten moment, gdy ktoś otworzy dla niej furtkę, to będzie wygrywać jeszcze 5-10 turniejów Roland Garros. Nawet dzisiaj, gdyby była wolna mentalnie, jak wypuszczony ptak, może wygrać każdy turniej choćby, cholera, nie miała pierwszego serwisu. Ona ma takie zacięcie, jakie mało który człowiek ma w życiu. Jest pod tym względem wyjątkowa, unikatowa.

    Jeżeli jest tak, jak mówisz, to może ona po prostu musi w końcu choćby spróbować poszukać alternatywnego wsparcia mentalnego i psychologicznego?

    – A jeśli na taki krok nie jest gotowa, to musi choćby sama znaleźć siebie. Hipotetycznie, jeśli ja bym z nią zaczęła pracę, to wiesz co bym zrobiła? Cały czas bym ją pytała: dlaczego zagrałaś to? Dlaczego grasz tak? Co chciałabyś poprawić? Czego chciałabyś więcej grać? Skrótów, lobów, slajsików? Ona musi to zrozumieć sama, bo od jakiegoś czasu zrobiła się robotem. Dlatego wszyscy, gdy teraz na nią patrzą, mogą mówić: “ona nie myśli”. A może ona właśnie myśli za dużo, bo nie ma nic konkretnego i poukładanego. To wszystko trzeba złożyć w całość i konkretnie wiedzieć, co chce zagrać. Jak gra dobrze, to wciąż jest piękne. A gdy bywa pięknie, to bądź happy, uśmiechnij się czasami. Dziewczyno, uśmiechnij się, rozluźnij. Inaczej wszystko tłumi się w jej duszy. I jak dochodzi presja, bo rośnie stawka turnieju, to wszystko się rozwala.

    Rozmawiał w Paryżu – Artur Gac

    Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl
    Kobieta w fioletowej bluzie i białej czapce siedzi przy mikrofonie na konferencji prasowej Roland Garros 2026, z dłoniami przy szyi, przed nią znajduje się butelka wody mineralnej.

    Iga ŚwiątekMarcin CholewińskiNewspix.pl
    Tenisistka w sportowej koszulce bez rękawów i czapce z daszkiem, skupiona podczas meczu na korcie tenisowym.

    Iga ŚwiątekMarcin CholewińskiNewspix.pl

    Casper Ruud – Karen Khachanov. Skrót meczuPolsat Sport

  • Sabalenka walczyła o hit w 4. rundzie z Osaką. Szybki pojedynek na Court

    Sabalenka walczyła o hit w 4. rundzie z Osaką. Szybki pojedynek na Court

    W pierwszym sobotnim meczu na Court Suzanne-Lenglen zobaczyliśmy w akcji Naomi Osakę. Japonka wywalczyła awans do czwartej rundy Roland Garros po 178 minutach walki. W tym momencie znaleźliśmy się o jeden krok od kolejnego starcia Japonki z Aryną Sabalenką. Białorusinka wyszła po chwili na tę samą arenę, by rywalizować o możliwość potyczki z tenisistką z Azji. Przeciwniczką liderki rankingu WTA była Daria Kasatkina. Spotkanie nie potrwało zbyt długo. Rozstrzygnięcie nastąpiło już po 76 minutach.
    Aryna Sabalenka rywalizowała o awans do czwartej rundy Roland Garros

    Aryna Sabalenka rywalizowała o awans do czwartej rundy Roland GarrosMUSTAFA YALCIN / ANADOLU / Anadolu via AFPAFP

    Aryna Sabalenka i Naomi Osaka awansowały do trzeciej rundy Roland Garros bez straty seta. Dzięki temu coraz bardziej “pachniało” rewanżem za ich pojedynek sprzed kilku tygodni, jaki panie rozegrały w Madrycie. Najpierw jednak obie musiały odnieść po jeszcze jednym zwycięstwie – na drodze Białorusinki znalazła się Daria Kasatkina, a Japonkę czekało starcie z Ivą Jovic.

    Na papierze trudniejsze wyzwanie miała zawodniczka z Azji. To ona jako pierwsza wyszła dzisiaj na Court Suzanne-Lenglen i przez 178 minut rywalizowała z Amerykanką. Ostatecznie triumfowała 7:6(5), 6:7(3), 6:4. Potem na arenę wkroczyła tenisistka z Mińska. Liderka rankingu WTA zmierzyła się z Darią Kasatkiną. Jeszcze nie tak dawno widzieliśmy reprezentantkę Australii w okolicach TOP 10 kobiecego zestawienia. Obecnie plasuje się znacznie niżej, bo na 53. pozycji.

    Roland Garros: Aryna Sabalenka kontra Naomi Osaka w trzeciej rundzie

    Mecz rozpoczął się od serwisu Sabalenki. Tenisistka z Mińska nie straciła punktu w pierwszym gemie. Po zmianie stron zanosiło się na podobną odpowiedź ze strony Kasatkiny. Reprezentantka Australii prowadziła 40-0 i od tamtego momentu nastąpił zwrot akcji. Aryna nie tylko doprowadziła do równowagi, ale w dalszej fazie kolekcjonowała kolejne break pointy. Po trzecim wyszła na 2:0.

    Następnie Białorusinka potwierdziła przewagę, mimo że przegrywała 15-30 przy swoim serwisie. Liderka rankingu dominowała także w następnym fragmencie. W trakcie szóstego rozdania wydawało się, że Daria zapisze na swoim koncie honorowe “oczko” w tej partii. Znów posiadała wynik 40-0, ale tak jak w drugim gemie – nie uniknęła przełamania. Po drugim setbolu i 25 minutach gry turniejowa “1” spuentowała premierową odsłonę rezultatem 6:0.

    Łatwo wygrany set wyraźnie rozluźnił Sabalenkę na starcie drugiej części spotkania. Kasatkina już na “dzień dobry” zgarnęła przełamanie, potem wyszła na 2:0. Reprezentantka Australii nieco bardziej uwierzyła, że może dzisiaj postawić się liderce rankingu. Aryna doprowadziła do wyrównania na 2:2, ale dalsza faza partii ciągle była interesująca. W trakcie piątego rozdania Daria posiadała piłkę na 3:2. Ostatecznie tenisistka z Mińska dorzuciła trzecie “oczko” z rzędu.

    Potem 53. rakieta świata konsekwentnie dotrzymywała kroku rywalce. Taki stan rzeczy utrzymywał się aż do dwunastego gema. Wtedy Kasatkina nie dźwignęła presji, dała się zdominować. Po 76 minutach walki Aryna wykorzystała drugiego z trzech meczboli i pokonała Darię 6:0, 7:5. Tym samym czeka nas trzecie bezpośrednie starcie Sabalenki z Osaką w tym sezonie. Pięć tygodni temu w Madrycie, Japonka wygrała pierwszego seta po tie-breaku, ale w całym meczu zwyciężyła Białorusinka – 6:7(1), 6:3, 6:2. Zobaczymy, co się wydarzy podczas batalii o ćwierćfinał paryskiego Szlema.
    Zawodniczka tenisowa w sportowym stroju z zaciśniętą pięścią w geście triumfu na korcie.

    Aryna SabalenkaFILIPPO MONTEFORTEEast News
    Daria Kasatkina

    Daria KasatkinaNoushad Thekkayil / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Kobieta w sportowym stroju i czapce z daszkiem stoi na korcie tenisowym podczas meczu.

    Naomi Osaka, Paryż 2026MUSTAFA YALCIN/ANADOLUAFP

    Świątek pokonuje Osakę.

  • Tata Mai Chwalińskiej zaczął mówić o depresji. Ujmujące sceny tuż za kortem

    Tata Mai Chwalińskiej zaczął mówić o depresji. Ujmujące sceny tuż za kortem

    Dwójka rodziców i dwa odmienne style przeżywania meczów. Tomasz Chwaliński: “Powiem panu, że w moim wnętrzu bardzo się nie kotłowało, nie było jakiegoś wielkiego stresu”. Marcela Chwalińska: “Udało jej się dzisiaj. Ja naprawdę nie przypuszczałam, w najśmielszych myślach, że ona to zrobi. Jestem z niej tak dumna, że brak mi słów”. Interia tuż po spotkaniu odbyła rozmowę z najbliższymi naszej nowej bohaterki nie tylko tenisowej, ale i sportowej Polski.

    Maja Chwalińska, obok jej rodzice Tomasz i MarcelaDIMITAR DILKOFF/AFP / Artur GacPUSTE

    Maja Chwalińska nie blefowała, mówiąc nam po poprzednich meczach, że jej rodzicach diametralnie inaczej przeżywają mecze. O tacie, że potrafi ze spokojem śledzić spotkania, natomiast mama nie wytrzymuje nerwowo. Nawet napomknęła o tym, że tak ją ściska w brzuchu, że chce jej się wymiotować.

    Tomasz Chwaliński: Depresja, kontuzje. Na szczęście wszystko przeszło

    Korespondent Interii miał okazję przekonać się o tym tuż po spotkaniu 24-latki z Marią Sakkari, którego stawką był awans do czwartej rundy Rolanda Garrosa. Po kapitalnym odwróceniu losów meczu po pierwszym secie, ręce same składały się do oklasków, bo długimi fragmentami zabawa Polki na korcie z Greczynką przypominała sparing i wciągnięcie rywalki na karuzelę.

    Chwalińskiej brakowało słów, by z wysokości kortu opisać to, co w tym momencie czuje. Emocje “wylewały” się także z twarzy obojga rodziców. Oboje, chwilę po tym, jak nieco przetrawili wydarzenia na korcie, stanęli ze mną do rozmowy.

    Tomasz Chwaliński: – Wierzyłem, że córka tego dokona, choć gdyby nie dała rady, to też bym to potrafił zaakceptować. Taki jest sport i tak staram się do tego podchodzić. Czuję wielką satysfakcję, bo startowała tutaj z pozycji underdoga, a cały czas przesuwa poprzeczkę. Maja nigdy nie bała się grać z zawodniczkami wyżej notowanymi i sławniejszymi. Raczej nie miała takiej tremy, zamiast stresu to wyzwala w niej dodatkowe siły – twierdzi ojciec zawodniczki klubu BKT Advantage Bielsko-Biała.

    Przyznał jednak, że obawiał się tylko jednego. – Chodziło o to, czy nie zabraknie jej sił, czy fizycznie da sobie radę. Tego troszeczkę obawialiśmy się w tych warunkach, a dla niej to już był szósty mecz – mówi rodzic.

    Jego zdaniem w pierwszym secie nie tylko Sakkari podyktowała zbyt dobre warunki, a również Maja jeszcze nie grała na swoim poziomie. – Jakby jeszcze nie weszła w mecz, była trochę spóźniona do uderzeń i z twarzy wyglądało mi tak, jakby nie mogła złapać oddechu. To tylko moje wrażenie, ja nie jestem trenerem tenisa. Tym większa chwała, że poszła w górę i jest w takiej fazie turnieju – ucieszył się pan Tomasz.

    Poruszył się na wspomnienie, że jego córka wielokrotnie wstawała z kolan, a byli też tacy, którzy już ją powoli skreślali. – Powiedziałbym, że pecha już ma za sobą. W pierwszej części kariery miała tyle kontuzji, których się nie spodziewaliśmy. Były różne perypetie, o tym każdy wie. Przecież była depresja, do tego jedna kontuzja za drugą. Na szczęście wszystko przeszło i idzie dobrą drogą. Zawsze w to wierzyliśmy i zresztą Maja też – przypomniał.

    Pytany o sufit możliwości w tym turnieju, odparł: – Ja zawsze tak mówię. Jestem wiecznym optymistą, u mnie szklanka zawsze jest do połowy pełna – zawyrokował Tomasz Chwaliński.

    Z Paryża – Artur Gac

    Tenisistka w jasnozielonej koszulce trzyma rakietę i uśmiechając się macha ręką, stojąc na kortcie ziemnym.

    Maja ChwalińskaCHOLEWINSKI MARCINNewspix.pl
    Tenisistka w zielonej koszulce trzymająca rakietę, w trakcie przerwy podczas meczu na korcie ziemnym.

    Maja ChwalińskaCHOLEWINSKI MARCINNewspix.pl

    Frances Tiafoe – Andrea Pellegrino. Skrót meczu

  • Zabawna wpadka Świątek, od razu się zorientowała. To powiedziała o Nadalu

    Zabawna wpadka Świątek, od razu się zorientowała. To powiedziała o Nadalu

    Iga Świątek we wczesne piątkowe popołudnie awansowała do czwartej rundy tegorocznego Rolanda Garrosa pokonując Magdę Linette w dwóch setach. Po zakończonym spotkaniu Raszynianka udała się na tradycyjną konferencję prasową, a w jej trakcie zdarzyło się jej dość zabawne przejęzyczenie, przy czym tenisistka od razu zorientowała się w sytuacji, a cała sprawa została skwitowana przez obecnych na sali dziennikarzy salwą śmiechu w przyjaznym tonie. W tle przewinął się tu zaś nie kto inny jak… Rafael Nadal.
    Iga Świątek w czapce podczas konferencji prasowej oraz tenisiści z rakietami na korcie Roland Garros 2026

    Roland Garros 2026: Iga Świątek zaliczyła zabawne przejęzyczenie dotyczące… Rafela NadalaJAMIE SQUIRE/Getty AFP/East News – x.com/igaswiarchiveEast News

    Iga Świątek jak dotychczas radzi sobie naprawdę dobrze na Rolandzie Garrosie 2026 – trzecia rakieta globu zaczęła wielkoszlemowe zmagania od pokonania Emerson Jones, a następnie też zatriumfowała nad Sarą Bejlek.

    Zabawne przejęzyczenie Igi Świątek. To powiedziała o Nadalu

    Po zakończeniu rywalizacji z Poznanianką Świątek udała się standardowo na konferencję prasową, a tam doszło do dość zabawnej sytuacji. W pewnej chwili ze strony jednego z dziennikarzy padło pytanie o niedawne treningi zawodniczki w akademii należącej do Rafaela Nadala i to, w jaki sposób pomogły one 24-latce jeśli mowa o części sezonu rozgrywanej na mączce.

    “To było świetne, dało mi wiele motywacji i energii której potrzebowałam przed grą na mączce. To był naprawdę intensywny tydzień, prawdopodobnie najintensywniejszy tydzień ćwiczeń jaki ostatnio miałam. Rafa był tam podczas dwóch treningów, co naprawdę doceniam, to był wielki zaszczyt dla niego…” – stwierdziła Świątek i tu od razu się zatrzymała w swej wypowiedzi.

    “To znaczy… dla mnie. To był wielki zaszczyt i przywilej dla mnie być z nim na korcie, dał mi trochę porad dotyczących techniki, ale w większości rozmawialiśmy o jego doświadczeniach. To było miłe zobaczyć, że jest tak otwarty w kwestii dawania porad, to naprawdę świetny facet” – dopowiedziała potem zawodniczka.

    Tę drobną wpadkę dziennikarze obecni na konferencji skwitowali przyjaznym śmiechem. Warto też nadmienić, że Igę Świątek i Rafaela Nadala od dawna łączną naprawdę serdeczne, przyjacielskie stosunki, którym obie strony dawały już wielokrotnie wyraz.

    Roland Garros 2026. Niebawem mecz Świątek z Kostiuk

    Teraz przed numerem trzy światowego rankingu mecz w 1/8 finału Rolanda Garrosa – na tym etapie turnieju rywalką Świątek będzie Ukrainka Marta Kostiuk, która w trzech dotychczasowych potyczkach z Polką ani razu nie zdołała wygrać. Do spotkania dojdzie 31 maja, dokładna godzina powinna być tu znana dzień wcześniej.
    sportowczyni ubrana w jasną kurtkę i białą czapkę z daszkiem odpowiada na pytania dziennikarzy, wokół niej widoczne są mikrofony i osoby z notatnikami oraz aparatami, tło stanowi ściana z logo sponsorów

    Iga ŚwiątekPhoto by Miguel Reis / NurPhoto via AFPEast News
    Zawodniczka tenisowa w czarno-różowym stroju i różowej czapce okazuje radość po zdobyciu punktu, ściskając pięść i patrząc z determinacją w stronę boiska.

    Iga ŚwiątekAFP
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta i zaciskając szczękę podczas meczu.

    Iga ŚwiątekAaron FavilaEast News

    Tommy Paul – Ignacio Buse. Skrót meczu.

  • Świątek dosadnie podsumowała pojedynek z Linette. Dwa słowa od serca

    Świątek dosadnie podsumowała pojedynek z Linette. Dwa słowa od serca

    Pojawiły się wspomnienia z Miami, ale dziś udało mi się skoncentrować na sobie. Na początku potrzebowałam chwili, żeby się odpalić. Jestem zadowolona głównie z tego, jaką szkodę robił mój forhend i z drugiego serwisu – powiedziała Iga Świątek, która w “polskim meczu” na korcie centralnym pokonała Magdę Linette, awansując do czwartej rundy turnieju Rolanda Garrosa.

    Iga ŚwiątekPawel Andrachiewicz Newspix.pl

    – Pozostanie w swojej bańce było dla mnie najlepszą drogą do tego, żeby zagrać jak najbardziej solidnie. Trochę jestem niezadowolona z dwóch decyzji, ale to dosłownie jakieś drobiazgi – podsumowała Iga Świątek pojedynek z Magdą Linette.

    Iga Świątek: Marta ma świetny sezon, to dla niej wielki sukces

    Poprzeczkę teraz pójdzie bardzo mocno w górę, bo rywalką Świątek będzie Ukrainka Marta Kostiuk, która ma fantastyczną passę na mączce – w tej chwili wynosi ona aż piętnaście wygranych spotkań. Starcie z taką rywalką, jak podopieczna trenerki Sandy Zaniewskiej, być może zmusi Igę do płynnego reagowania na wydarzenia na korcie. Pytanie brzmi, czy ważniejsze jest realizowanie ustalonej taktyki, czy bardziej doświadczenie i intuicja, gdy sama zdaje sobie sprawę, że dana sytuacja wymaga podjęcia innej decyzji.

    – Myślę, że taktyka w 95 procentach jest zawsze słuszna. Czasami zdarza się, że przeciwniczka może czymś zaskoczyć, ale raczej wiemy, jak konkretne tenisistki grają. Więc raczej jakieś ewentualne zmiany mogą wynikać z mojej dyspozycji, typu miałam grać daną piłkę, ale tego dnia mi nie wychodzi, bo popełniam zbyt dużo błędów. Wówczas muszę faktycznie podjąć inną decyzję, przynajmniej do czasu, aż znów zacznę się czuć swobodnie – odniosła się czterokrotna triumfatorka na kortach Rolanda Garrosa.

    Odnośnie do samego starcia z napędzoną Kostiuk, Igę następująco stawia sprawę:

    – Marta ma świetny sezon. Wcześniej dotarła do półfinałów dużych turniejów. Teraz wygrała w Madrycie. To dla niej wielki sukces. Ale skupię się na sobie, przygotuję się taktycznie, jak przed każdym innym meczem i zobaczymy, co się wydarzy.

    Świątek ma dopiero 24 lata, a to jest już jej – licząc czasy juniorskie – jedenasty start w Paryżu. Dorobiła się zatem pewnych rutyn, które mogą jej bardzo pomagać na tym etapie kariery.

    – W obu sytuacjach, bycia niedoświadczoną i doświadczoną, można dużo zyskać. Bo przy niedoświadczeniu często jest tak, że przeciwniczki nie do końca wiedzą, jak z tobą grać i można w pewnym sensie się budować, nie mając presji, że teraz trzeba wygrywać. A jednocześnie mieć poczucie, że za kilka lat będzie się miało jeszcze kilka szans – odparła na pierwszą wersję Świątek.

    Do drugiej, w której obecnie sama się znajduje, odparła: – Na doświadczeniu można bazować w zależności od danych sytuacji, jakie nastąpią. Bo faktycznie przeżyłam w sporcie już dużo, ale jeśli jest coś, co mnie spotyka, to mogę skorzystać ze sposobów, które wykorzystałam wcześniej lub nauczyłam się i to pomaga. Przy tym oczywiście włączają się presja i oczekiwania. W zeszłym roku czułam, że wracam do tych wszystkich miejsc mając tyle wspomnień, iż wcale nie czułam się, jakbym miała 24 lata. Ale w tym roku, na szczęście, czuję się bardziej świeżo. Jednak warto pamiętać, że wciąż jestem młodą zawodniczką – podsumowała ten wątek Iga Świątek.

    Z Paryża – Artur Gac
    Zawodniczka w fioletowej czapce i sportowym stroju dynamicznie odbija piłkę tenisową dwuręcznym backhandem, skupiając wzrok na uderzeniu.

    Iga ŚwiątekTeresa SuarezEPA
    Tenisistka w fioletowej czapce i sportowej opasce zaciśniętej na nadgarstku unosi zaciśniętą pięść w geście triumfu podczas meczu na korcie.

    Iga ŚwiątekTeresa SuarezEPA

    Świątek pokonuje Pegulę i awansuje do półfinału w Rzymie