Author: trevor

  • Liderka skrajnej prawicy wywołała burzę po finale Rolanda Garrosa

    Liderka skrajnej prawicy wywołała burzę po finale Rolanda Garrosa

    Alice Weidel, jedna z najważniejszych polityczek w Niemczech, wywołała wielką burzę wpisem na X. Poszło o to, jak skomentowała triumf Mirry Andriejewej w Rolandzie Garrosie. Zdaniem zdfheute.de kobieta wprowadziła internautów w błąd. Natomiast w Rosji przyjęto jej słowa z uznaniem. Co takiego napisała?
    TENNIS-FRENCHOPEN/
    Fot. REUTERS/Guglielmo Mangiapane

    Mirra Andriejewa prezentowała się znakomicie w Rolandzie Garrosie 2026. W drodze do finału straciła tylko jeden set. Tam spotkała się z Mają Chwalińską. Eksperci zastanawiali się, jak Rosjanka zagra pod presją – była wielką faworytką do zwycięstwa. W przeszłości miała kłopot z panowaniem nad emocjami, ale tym razem nie dała powodów do obaw. Zagrała bardzo pewnie i pokonała Polkę 6:3, 6:2.

    Zobacz wideo Rozbrajająca odpowiedź Chwalińskiej. To zapamięta z Roland Garros
    Niemiecka polityczka pisze o zwycięstwie Andriejewej. “Odmówiono jej”

    Wieść o triumfie Andriejewej obiegła cały świat. Dotarła też do Niemiec, ale to nie o wyniku finału mówi się tam najwięcej, a o tym, jak sukces tenisistki skomentowała jedna z polityczek. “Gratulacje dla Mirry Andriejewej! Ta zaledwie 19-letnia Rosjanka wygrała w sobotę French Open – i odmówiono jej zwyczajowych zaszczytów. Sport powinien być apolityczny, a osiągnięcia sportowców powinny być na pierwszym planie” – pisała Alice Weidel, współprzewodnicząca skrajnie prawicowej partii AfD.

    Wpis błyskawicznie dotarł do Rosji. Zachwycił tamtejszą ludność, o czym dał znać Kirył Dmitriew. “Szanowna Alice Weidel, liderko najpopularniejszej partii w Niemczech i głosie narodu niemieckiego, dziękuję za miły komentarz na temat Mirry oraz za poparcie dla apolityczności sportu” – pisał prezes Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich (RDIF) na X.
    W Niemczech zawrzało. “To mylące”

    Takiego zachwytu słowami Weidel nie podzielają sami Niemcy. Za naszą zachodnią granicą wybuchła burza. Portal zdfheute.de stwierdził wprost, że wpis polityczki “wprowadza w błąd”. Chodzi o owe zwyczajowe zaszczyty. “Oskarżenia Weidel, że triumfatorce ‘odmówiono zwyczajowych zaszczytów’, są mylące” – tłumaczą dziennikarze i błyskawicznie kontrują opinię Weidel.

    Zobacz też: Nagle zaczęła przegrywać mecz za meczem. Upadek rosyjskiej tenisistki.

    “Przecież po finale odbyła się tradycyjna ceremonia na korcie – z przemówieniami obu tenisistek, zdjęciami, gratulacjami, wpisami organizatora turnieju w social mediach. Nazwisko Rosjanki zostało wpisane na tablicę pamiątkową i wzięła też udział w specjalnej sesji zdjęciowej dzień później. (…) Jedynym ‘zaszczytem’, którego zabrakło, były flaga i hymn Rosji. Nie zobaczyliśmy ich ani nie usłyszeliśmy” – czytamy.

    Andriejewa i Chwalińska odniosły największe sukcesy w karierze. Dla Rosjanki był to pierwszy tytuł wielkoszlemowy, a dla Polki pierwszy finał. Obie panie zaliczyły awans w rankingu WTA. Triumfatorka przesunęła się z ósmej na szóstą lokatę, ale zdecydowanie bardziej imponujący był skok naszej rodaczki. Przed turniejem była 114. A obecnie? Plasuje się na… 21. miejscu! Teraz na obie panie czeka Wimbledon. Już wiadomo, że Chwalińska nie wystąpi w żadnym poprzedzającym go turnieju. A Andriejewa? Zobaczymy.

  • Nagle zaczęła przegrywać mecz za meczem. Upadek znanej tenisistki

    Nagle zaczęła przegrywać mecz za meczem. Upadek znanej tenisistki

    Zaskakujący zjazd formy Jekateriny Aleksandrowej zastanawia cały świat tenisa. Rosjanka, która jeszcze w październiku ubiegłego roku zajmowała 10. miejsce w rankingu WTA, przegrywa mecz za meczem. A przecież jeszcze nie tak dawno była nominowana do nagrody za poczynienie największego postępu na przestrzeni sezonu.
    Wuhan Open 2025
    Cheng Min / Cheng Min/Xinhua/PressFocus

    Wystrzał formy Jekateriny Aleksandrowej był dość niespodziewany. Od połowy 2022 roku Rosjanka potrafiła co jakiś czas zaskakiwać swoje rywalki w turniejach głównego cyklu i pokonywać w finałach m.in. Arynę Sabalenkę, Jelenę Ostapenko czy Dajanę Jastremską. W ubiegłym roku zresztą aż czterokrotnie grała w finałach turniejów spod szyldu WTA, ale tylko raz zwyciężyła.

    Zobacz wideo Sport.pl PLUS
    Aleksandrowa zaskoczyła cały świat. Nagle zaczęła przegrywać mecz za meczem

    Niemniej jednak forma 31-letniej Rosjanki była imponująca na tyle, że WTA postanowiło nominować ją do nagrody za poczynienie największego progresu w ciągu sezonu. Trudno było się dziwić, bo rzadko zdarza się, by zawodniczka w takim wieku nagle wskoczyła na taki poziom. Aleksandrowa zdołała zresztą zameldować się na 10. miejscu w rankingu WTA.

    Sezon 2026 także zaczęła nieźle, bo w lutym dotarła do finału rywalizacji w Abu Zabi, pokonując po drodze Dajanę Jastremską, Alexandrę Ealę i Hailey Baptiste. W decydującym starciu jednak musiała uznać wyższość Sary Bejlek. I od tego momentu coś się ewidentnie popsuło.

    Aleksandrowa wpadła w serię porażek w pierwszych rundach poszczególnych turniejów. W Dosze przegrała z Jeleną Ostapenko, w Dubaju lepsza okazała się Magda Linette, a podczas rywalizacji w Indian Wells górą byłą Talia Gibson. Impas Rosjanka przełamała dopiero w Miami Open, pokonując Lilli Tagger, ale to było jej maksimum, bo w kolejnej fazie rywalizacji w USA musiała uznać wyższość Jaqueline Cristian.

    Zła passa Aleksandrowej trwa po dziś dzień – od 20 marca wygrała tylko jedno spotkanie, a w poniedziałek 8 marca przegrała z Węgierką Panną Udvardy w jednym ze swoich ulubionych turniejów rozgrywanym w ‘s-Hertogenbosch, gdzie dwukrotnie triumfowała. Nad zapaścią formy 31-latki zastanawiają się największe rosyjskie media, m.in. sportbox.ru.

    “Tego, co stało się z Aleksandrową w 2026 roku, nie rozumie nikt, włącznie z nią samą. Być może wpływ miała kontuzja pleców, której doznała w marcu podczas turnieju w Miami” – podkreśla rosyjski portal i pisze wprost, że porażka 31-latki w starciu pierwszej rundy z Roland Garros przeciwko Camilii Osorio nikogo nie zaskoczyła.

    – Głęboko w środku miałam nadzieję, że coś poczuję, ale wszystko było bardzo smutne: zarówno gra, jak i ruch. Ona grała dobrze, ja grałam źle. Najlepiej teraz nie zamartwiać się, nie wchodzić w bardzo głębokie przemyślenia. Być może teraz bardziej pożyteczne będzie granie w mniejszych turniejach, wygranie przynajmniej kilku meczów, poczucie pewności siebie – zastanawiała się sama zainteresowana w cytowanej rozmowie z portalem Sports.ru.

    Obecnie Jekaterina Aleksandrowa zajmuje 18. miejsce w rankingu WTA z dorobkiem 2411 punktów. Do czołowej dziesiątki traci 977 oczek. Na razie jednak trudno oczekiwać, że Rosjanka wróci do formy, którą prezentowała przed kilkoma miesiącami.

    Zobacz też: WTA podsumowało wyczyn Chwalińskiej

    Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
    Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok

  • “Przyłapali” Świątek. Już wiadomo, co robi

    “Przyłapali” Świątek. Już wiadomo, co robi

    Iga Świątek po niezbyt udanym Rolandzie Garrosie zakasała rękawy i zabrała się do pracy. Polska tenisistka została zauważona podczas treningu na nowej nawierzchni.

    W tenisie nie ma czasu na rozpamiętywanie niepowodzeń. Sezon trwa w najlepsze i po wielkoszlemowym Rolandzie Garrosie czas na kolejne turnieje. Kiedy i gdzie wróci Iga Świątek? Polkę powinniśmy zobaczyć w akcji już za tydzień podczas zawodów WTA 500 w Berlinie.

    Niemiecki turniej przyniesie nam zmianę nawierzchni. Tenisistki z mączki przejdą na trawę i Świątek już się do tego przygotowuje. W sieci pojawiło się nagranie z treningu.

    Jego autorką jest Eduarda Gomes. 13-letnia Brazylijka miała okazję zobaczyć z bliska trzecią rakietę świata i była tym tak zachwycona, że wideo opublikowała na Instagramie.

    Nie jest tajemnicą, że trawa nie należy do ulubionych nawierzchni polskiej tenisistki. 25-latka najbardziej lubi mączkę, choć rok temu mieliśmy wielkie zaskoczenie, gdy Iga wygrała wielkoszlemowy Wimbledon, który odbywa się na kortach trawiastych. Ten turniej rozpocznie się już 29 czerwca.

    Świątek cały czas szuka optymalnej formy. W Rolandzie Garrosie odpadła w czwartej rundzie, gdy pokonała ją Marta Kostiuk. Polscy kibice szybko pogodzili się z tą porażką, bo fenomenalnie spisywała się Maja Chwalińska, która przegrała dopiero w finale z Mirrą Andriejewą.

    ZOBACZ WIDEO: Prezes mówi o Chwalińskiej. Wielki sukces sportu w Polsce

  • Był psychologiem Mai Chwalińskiej. Teraz bije na alarm. “Boję się”

    Był psychologiem Mai Chwalińskiej. Teraz bije na alarm. “Boję się”

    Maja Chwalińska wróciła do Polski po historycznym sukcesie na Roland Garros. W Paryżu nasza tenisistka dotarła do samego finału. Dosłownie w kilka dni jej życie obróciło się o 180 stopni, 24-latka stała się jedną z najpopularniejszych sportsmenek w Polsce. Kij z napisem “sukces” ma jednak dwa końce, co podkreśla były psycholog Chwalińskiej.
    Maja Chwalińska w zielonej kurtce trzyma bukiet kwiatów, za nią fotografowie i reporterzy z aparatami.

    Maja ChwalińskaAnita WalczewskaEast News

    Maja Chwalińska w trzy tygodnie stała się jedną z najlepszych polskich tenisistek na wieki. Wystarczyło przejść kwalifikacje, dostać się do głównej drabinki Roland Garros, pokonać wyżej notowane przeciwniczki i awansować do wielkiego finału.

    Mimo porażki z Mirrą Andriejewą w meczu o tytuł urodzona w Miechowie tenisistka zapewniła sobie status sportowej nieśmiertelności. Jej kolejne mecze w stolicy Francji śledziły miliony kibiców na całym świecie.

    Od razu porównał Chwalińską do Świątek. To były psycholog finalistki Roland Garros

    W poniedziałek 24-latka wróciła do Polski. Najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy ze skali popularności, jaką zdobyła w tak krótkim czasie.

    – Szczerze mówiąc, będąc w Paryżu nie czułam skali tego wszystkiego, co dzieje się w Polsce. Byłam dzisiaj w dużym szoku. Na pewno zdjęcia, które zrobiliście na lotnisku na pewno nie były korzystne. Jest to dla mnie nowa rzeczywistość, dużo nowych rzeczy wokół, ale zaadaptuję się. Zrobię wszystko najlepiej jak potrafię – mówiła podczas wczorajszej konferencji prasowej.

    Teraz jednym z zadań tenisistki i jej sztabu jest umiejętne zarządzenie sukcesem. – Z Mają jest tak, że obecnie mamy euforię, są gratulacje, stawia się ją na piedestale w roli bohaterki kraju, jednak boję się, że już za zakrętem są oczekiwania kolejnych wielkich sukcesów, a w przypadku ich braku, komentarze, jakie może czytać o sobie Iga Świątek – przestrzega w rozmowie z WP SportoweFakty trener mentalny Jakub Bączek, z którym Chwalińska miała okazję współpracować w przeszłości.

    24-latka nie ukrywała, że zmagała się z depresją. – Współpracowałem z Mają w okresie, gdy ona miała swoje największe wyzwania ze zdrowiem. To był dla niej bardzo trudny czas, to było zarządzanie kryzysem. Nie pracowaliśmy wówczas nad tenisem, tylko żeby oddzielić to, co się dzieje w głowie, od rzeczywistości – tłumaczy Bączek, dodając że przy okazji sobotniego finału “łezka zakręciła się w oku”.

    Ekspert z zakresu psychologii wie, że w przypadku tak gwałtownego sukcesu spadek może być bardzo bolesny. Inną kwestią są oczekiwania. – Wręcz nasuwa się analogia do Igi Świątek, którą zachwycał się cały naród po jej pierwszym triumfie w Paryżu. Potem jednak spadek zaufania do Igi był bardzo widoczny i dziś to ona jest chyba najbardziej hejtowanym polskim sportowcem – mówi.

    Jednocześnie jego zdaniem Maja Chwalińska powinna teraz jak najlepiej wykorzystać szczyt popularności. Popularności, która według Jakuba Bączka może również pozytywnie odbić się na Idze Świątek. – Sukces koleżanki, choć też w pewnym sensie rywalki, może przynieść dużo korzyści – podkreśla.
    Tenisistka ubrana w jasną koszulkę i czarne spodenki stoi na korcie ziemnym, trzyma rakietę i uśmiecha się, gestykulując prawą ręką.

    Maja ChwalińskaTHOMAS SAMSONAFP
    Maja Chwalińska

    Maja ChwalińskaFoto OlimpikAFP
    Tenisistka w żółtej koszulce i czarnej spódnicy z zaciśniętą pięścią wyraża silne emocje po zwycięskiej akcji na korcie ziemnym.

    Maja ChwalińskaDIMITAR DILKOFFAFP

    Maja Chwalińska: Najpierw musi być pasja, a później trzeba dawać z siebie wszystkoPolsat Sport

  • Nowa lista WTA. Świątek numerem 1. Chwalińska poza rankingiem

    Nowa lista WTA. Świątek numerem 1. Chwalińska poza rankingiem

    Sukcesem Mai Chwalińskiej na Rolandzie Garrosie żyje obecnie nie tylko Polska, ale i cały tenisowy świat. Należy jednak patrzeć już i w kolejne karty terminarza na ten rok, a te zwiastują rychłe nadejście Wimbledonu. Z tej okazji oficjalny portal WTA opublikował specjalną listę, na której pierwsze miejsce zajmuje Iga Świątek. Wspomniana została także właśnie Maja Chwalińska, choć już poza właściwym “rankingiem”, ograniczonym do ledwie pięciu pozycji. A oto szczegóły.
    Maja Chwalińska na korcie w sportowym stroju i czapce, w lewym górnym rogu zdjęcie Igi Świątek.

    Tenis. Na zdjęciu Maja Chwalińska oraz Iga ŚwiątekRex Features/East News ZUMA Press Wire/Shutterstock / Adam Burakowski/East NewsEast News

    W Polsce wciąż nie przygasły emocje związane z genialnym występem Mai Chwalińskiej na kortach Rolanda Garrosa. Polska finalistka Wielkiego Szlema wróciła w poniedziałek do kraju w glorii chwały. Na hali przylotów warszawskiego Okęcia czekał na nią wielki tłum fanów oraz dziennikarzy, którzy chcieli spotkać się z naszą 24-letnią gwiazdą, gratulując jej ogromnego sukcesu.

    – Szczerze mówiąc, będąc w Paryżu nie czułam skali tego wszystkiego, co dzieje się w Polsce. Byłam dzisiaj w dużym szoku. Na pewno zdjęcia, które zrobiliście na lotnisku nie były korzystne. Jest to dla mnie nowa rzeczywistość, dużo nowych rzeczy wokół, ale zaadaptuję się. Zrobię wszystko najlepiej jak potrafię – tłumaczyła.

    Tymczasem głośno jest już o kolejnym turnieju wielkoszlemowym – Wimbledonie, który rozpocznie się końcem czerwca. Wzrok skupia się między innymi na Idze Świątek. I to głównie za sprawą WTA.

    Wimbledon. Iga Świątek już pod lupą WTA przed obroną tytułu

    Przypomnijmy, że nasza trzecia rakieta świata będzie w Londynie bronić tytułu, niespodziewanie wywalczonego przed rokiem. Nie dziwi więc, że organizacja zarządzająca kobiecym tenisem umieściła ją na liście zawodniczek, na które warto spoglądać podczas tegorocznego okresu gry na trawie.

    Gdy mówimy o zaskakujących mistrzyniach, Iga Świątek doskonale wpasowała się w tę definicję, choć przybyła na obiekty All England Club mają już na konice pięć tytułów Wielkiego Szlema. Trawa, od dawna uważana za najmniej naturalną dla niej nawierzchnię, niemal sprawiła jej kłopoty na początku turnieju, gdy przegrała pierwszego seta z Caty McNally w drugiej rundzie, ale przez resztę turnieju nie straciła już żadnego seta. W półfinale i finale oddała rywalkom zaledwie dwa gemy, pokonując Amandę Anisimovą 6:0, 6:0 w zaledwie 57 minut

    – Był to jeden z dwóch finałów, do których Iga Świątek awansowała na tej nawierzchni w minionym sezonie – dwóch pierwszych w karierze – po tym jak zakończyła jako numer dwa za Jessicą Pegulą także turniej w Bad Homburg tydzień przed Wimbledonem. Jej ostatnia forma nie dorównuje wyskokim standardom, jakie narzuciła w poprzednich sezonach, ale tak długo, jak długo pozostaje obrończynią tytułu na Wimbledonie, pozostaje na krótkiej liście zawodniczek, które należy obserwować podczas gry na trawie – czytamy dalej.

    Przypomnijmy, że w tym roku Iga Świątek pożegnała się z grą na Rolandzie Garrosie na etapie 1/8 finału, przegrywając z Ukrainką Martą Kostiuk.

    Na liście zawodniczek do obserwacji przedstawionej przez WTA, Iga Świątek została numerem jeden, a dalsze pozycje zajęły odpowiednio: Jelena Rybakina, Jessica Pegula, Amanda Anisimova oraz Katie Boulter. Portal WTA wspomniał także i o innych zawodniczkach, na które należy mieć baczenie, choć znalazły się poza stworzonym rankingiem, a wśród nich nie zabrakło rzecz jasna Mai Chwalińskiej.

    – Jej przełom wywołał jedno ważne pytanie: Czy to wystarczy, by nowy numer 21 światowego rankingu otrzymał dziką kartę do głównego turnieju Wimbledonu, co pozwoliłoby jej na rozstawienie w miejscu, gdzie w 2022 roku odniosła swoje pierwsze zwycięstwo w turnieju wielkoszlemowym nad Kateriną Siniakovą? – zastanawiają się medialni przedstawiciele WTA.
    sportowczyni ubrana w jasną kurtkę i białą czapkę z daszkiem odpowiada na pytania dziennikarzy, wokół niej widoczne są mikrofony i osoby z notatnikami oraz aparatami, tło stanowi ściana z logo sponsorów

    Iga ŚwiątekPhoto by Miguel Reis / NurPhoto via AFPEast News
    Młoda kobieta z krótkimi, falowanymi włosami, ubrana w jasny garnitur i niebieską koszulę, patrzy w bok z delikatnym uśmiechem. W tle znajduje się niebieski, abstrakcyjny wzór.

    Iga ŚwiątekPIOTR GRZYBOWSKI/AGENCJA SE/East News East News
    Kobieta w sportowej bluzie i czapce z daszkiem udziela wywiadu przy mikrofonie podczas konferencji prasowej Roland Garros.

    Iga ŚwiątekArtur GacAFP

    Maja Chwalińska: Nie jestem za bardzo w social mediach, bo myślę, że bym zwariowała

  • Oto co Chwalińska zastała w Polsce. Sama to powiedziała: Byłam w szoku

    Oto co Chwalińska zastała w Polsce. Sama to powiedziała: Byłam w szoku

    Maja Chwalińska jest już w Polsce! W poniedziałkowy poranek, około godz. 9:30, na warszawskim lotnisku wylądował samolot, z którego wysiadła finalistka Roland Garros. O godz. 14:00 rozpoczęła się konferencja z udziałem 24-latki. Podczas rozmowy z dziennikarzami Chwalińska podzieliła się wieloma ciekawymi wnioskami po zawodach w Paryżu.
    Maja Chwalińska w zielonej kurtce sportowej przy mikrofonie, na tle banerów Polskiego Związku Tenisowego.

    Maja Chwalińskazrzut ekranu tvp sportmateriał zewnętrzny

    Maja Chwalińska zapisała się w historii polskiego sportu grubymi literami. Nasza tenisistka najpierw przeszła kwalifikacje, a następnie sensacyjnie awansowała do finału Roland Garros, w którym zmierzyła się z Mirrą Andriejewą.

    Choć w meczu o tytuł górą była Rosjanka (6:3, 6:2), to tak czy inaczej urodzona w Miechowie tenisistka została bohaterką na skalę całego świata. Teraz każdy fan tenisa wie, kim jest Chwalińska.

    Maja Chwalińska już w Polsce. Oto co powiedziała na konferencji

    O godz. 14:00 rozpoczęła się konferencja prasowa, na której zawitała reprezentantka Polski. Najpierw 24-latka podziękowała swojemu sztabowi i wszystkim kibicom, którzy wspierali ją podczas turnieju w Paryżu. Następnie opowiedziała o swoich odczuciach dotyczących skali zainteresowania jej wyczynem.

    – Szczerze mówiąc, będąc w Paryżu nie czułam skali tego wszystkiego, co dzieje się w Polsce. Byłam dzisiaj w dużym szoku. Na pewno zdjęcia, które zrobiliście na lotnisku na pewno nie były korzystne. Jest to dla mnie nowa rzeczywistość, dużo nowych rzeczy wokół, ale zaadaptuję się. Zrobię wszystko najlepiej jak potrafię – odpowiedziała na pytanie jednego z dziennikarzy.

    Skąd wziął się sukces w stolicy Francji?

    – Myślę, że “kliknęło”. Przez 18 lat gram w tenisa, pracuję każdego dnia, żeby być lepszą tenisistką. Myślę, że po prostu tak się złożyło (…) Moment był doskonały, żeby to wszystko złożyło się w całość (…) Emocje muszą jeszcze troszeczkę opaść, bo jeszcze nie opadły. Będę potrzebowała chwili, żeby to wszystko przetrawić. Planuję wyjechać, dosłownie na kilka dni. Trochę odpocząć, zresetować się, żeby mieć energię na nowe wyzwania – dodawała.
    Tenisistka w jasnożółtym topie i czarnej spódniczce w trakcie meczu na korcie, trzymająca rakietę tenisową i wykonująca gest ręką.

    Maja ChwalińskaALAIN JOCARDAFP
    Tenisistka ubrana w jasną koszulkę i czarne spodenki stoi na korcie ziemnym, trzyma rakietę i uśmiecha się, gestykulując prawą ręką.

    Maja ChwalińskaTHOMAS SAMSONAFP
    Młoda kobieta o spiętych włosach w sportowym stroju na tle rozmazanego obszaru, prawdopodobnie po wysiłku fizycznym, z lekko spoconą twarzą i skupionym wyrazem.

    Maja ChwalińskaZUMA Press Wire/ShutterstockEast News

  • Rybakina na drodze Świątek. Już w pierwszym turnieju na trawie. Jest potwierdzenie

    Rybakina na drodze Świątek. Już w pierwszym turnieju na trawie. Jest potwierdzenie

    Tenisowe rozgrywki nie zwalniają tempa. Dopiero co zakończył się wielkoszlemowy Roland Garros, a już za trzy tygodnie startują główne zmagania na Wimbledonie. Wczoraj w mediach społecznościowych ukazał się filmik, jak Iga Świątek szykuje się do obrony tytułu w Londynie. Najpierw jednak Raszynianka zawita na turniej WTA 500 do Bad Homburg. Właśnie pojawił się specjalny komunikat organizatorów, istotny dla naszej reprezentantki. Dotyczy on Jeleny Rybakiny.
    Iga Świątek i Jelena Rybakina rywalizowały ze sobą w tym roku podczas ćwierćfinału Australian Open

    Iga Świątek i Jelena Rybakina rywalizowały ze sobą w tym roku podczas ćwierćfinału Australian OpenIzhar KHAN / AFPAFP

    Wielkoszlemowy Roland Garros nie potoczył się zbyt dobrze dla Igi Świątek. Po raz pierwszy od siedmiu lat Raszynianki zabrakło w najlepszej “8” paryskich rozgrywek. Słabszy występ trzeciej rakiety świata osłodziła nam Maja Chwalińska, która przebyła drogę od kwalifikacji do finału. Świątek, po przegranej w czwartej rundzie z Martą Kostiuk, miała kilka dni na złapanie oddechu przed rozpoczęciem przygotowań do obrony tytułu na Wimbledonie.

    Wiemy już, że Iga zainaugurowała treningi na trawie. Wczoraj jedna z młodych zawodniczek umieściła w swoich mediach społecznościowych filmik, jak śledzi Polkę w trakcie zajęć. Co ciekawe, nasza reprezentantka przebywa w Londynie, na obiekcie All England Lawn Tennis Club Community Tennis Centre w Raynes Park. To właśnie stamtąd pochodzi ujęcie, które w niedzielę obiegło sieć.

    25-latka ma w planach jeden start w turnieju WTA przed Wimbledonem. Podobnie jak w zeszłym roku, wybrała imprezę rangi “500” w Bad Homburg. Wówczas osiągnęła finał, przegrywając dopiero z Jessicą Pegulą. Była to jedyna przegrana Polki w minionym sezonie na trawie. Potem udała się do Londynu i zdobyła tytuł w trakcie wielkoszlemowej imprezy, tracąc po drodze tylko seta.

    Rybakina zabiera Świątek “1” na WTA Bad Homburg

    Tym razem Amerykanki zabraknie na starcie. Pojawi się za to… Jelena Rybakina. Dziś organizatorzy turnieju opublikowali specjalny komunikat, w którym podali do informacji, że reprezentantka Kazachstanu wskoczyła na listę jako “zastępstwo za tenisistkę z TOP 30”. W taki sam sposób mistrzyni Australian Open 2026 dostała się do zmagań, które odbywają się w tym tygodniu na kortach Queen’s Club w Londynie.

    Potem Rybakina ma jeszcze w planach wystąpić w Berlinie i dopiero na koniec w Bad Homburg. Zobaczymy zatem czy Jelena zagra we wszystkich trzech rozgrywkach poprzedzających Wimbledon, czy może jednak zdecyduje się na wycofanie z którychś zmagań. Trzeba również pamiętać, że Kazaszka rywalizuje z Aryną Sabalenką o pozycję liderki rankingu WTA. W notowaniu po Roland Garros różnica między paniami wynosi 947 pkt na korzyść Białorusinki.

    Obecny kalendarz wskazuje na to, że Rybakina stanie na drodze Świątek do tytułu już w pierwszym tegorocznym występie Polki na trawie. Iga miała być rozstawiona z “1”, ale pojawienie się Jeleny na liście oznacza, że to Kazaszka wskoczyła na szczyt tego zestawienia. Nasza reprezentantka otrzyma “2”, co oznacza, że i tak obie mogą się spotkać najwcześniej w finale. Z TOP 10 rankingu WTA mają się pojawić w Bad Homburg jeszcze: Mirra Andriejewa, Elina Switolina i Karolina Muchova. Główne zmagania rangi “500” potrwają od 21 do 27 czerwca.
    tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wykonuje gest ręką, trzymając w drugiej ręce rakietę tenisową, z wyrazem frustracji na twarzy

    Iga ŚwiątekMark J. TerrillEast News
    Kobieta w sportowym stroju i białym daszku, z zaplecionym warkoczem, skupiona podczas meczu tenisowego.

    Jelena RybakinaMATTHIEU MIRVILLEAFP
    Młoda tenisistka w różowym stroju i opasce poprawia daszek, skoncentrowana na meczu na korcie tenisowym.

    Mirra AndriejewaMustafa Yalcin / Anadolu AgencyAFP

    Maja Chwalińska: Nie jestem przesądna, trenerzy już tak. Od trzech tygodni codziennie jedzą…

  • Rosjanka zwróciła się do pogromczyni Chwalińskiej. I już wypaliła. Polka ominięta

    Rosjanka zwróciła się do pogromczyni Chwalińskiej. I już wypaliła. Polka ominięta

    Szerokim echem poniósł się sukces Mai Chwalińskiej. Polka z kwalifikacji do drabinki głównej turnieju Rolanda Garrosa przedostała się aż do finału, gdzie lepsza 6:3. 6:2 okazała się dopiero Mirra Andriejewa. Triumf 19-latki nie przeszedł obojętnie Marii Szarapowej, byłej utytułowanej tenisistce. Ta pogratulowała rodaczce wygranej. I krótko podsumowała jej celebracje. O Polce natomiast… słowa brak.
    Maja Chwalińska oraz Maria Szarapowa (w kółeczku)

    Maja Chwalińska oraz Maria Szarapowa (w kółeczku)Jean Catuffe/Getty Images/ Tim Clayton/Getty ImagesGetty Images

    W sobotę po południu Maja Chwalińska przystąpiła do walki o zdecydowanie największy triumf w karierze – zwycięstwo w turnieju Rolanda Garrosa. Polka w Paryżu spisywała się kapitalnie i do meczu decydującego dotarła walcząc po drodze w kwalifikacjach do głównej drabinki.

    Tuż po sukcesie otrzymała ona mnóstwo gratulacji. Nie inaczej było również w przypadku naszej zawodniczki, która skradła serca niemal całego świata sportu. Mimo to niektórzy całkiem zapomnieli o historycznym występnie 24-latki i całkowicie ominęli ją w gratulacjach, jakie składali.

    Szarapowa zwróciła się do Andriejewej. “Znak mistrza”

    Jedną z takich osób jest Maria Szarapowa. Była utytułowana zawodniczka pogratulowała 19-letniej Rosjance triumfu nie tylko osobiście, jak i za pośrednictwem mediów społecznościowych. Przekazała, że jest z niej niezwykle dumna, a także zwróciła uwagę na celebracje, która nie była zbyt huczna. Jej zdaniem, jest to oznaka mistrza. O Polsce natomiast… nie ma ani słowa.

    – Jestem z ciebie dumna Mirra. Uroczystość mówi wszystko. Podekscytowana, ale niespełniona. Znak mistrza – czytamy.

    Kiedy Chwalińska wróci do gry? Teraz tenisistkę czeka zapewne odpoczynek po tej trzytygodniowej batalii w stolicy Francji. Należy przypuszczać, że swoje pierwsze spotkanie rozegra 22 czerwca – podczas pierwszego dnia zmagań w kwalifikacjach do tegorocznego Wimbledonu. Być może otrzyma ona jednak dziką kartę. Wtedy rywalizacje rozpocznie w drabince głównej (start 29 czerwca).
    Kobieta z długimi, rozpuszczonymi włosami stoi przy mikrofonie, uśmiecha się szeroko i klaszcze w dłonie, ubrana w czarną sukienkę, w tle widać rozmyte, kolorowe światła.

    Maria SzarapowaKena BetancurAFP
    Tenisistka w różowym stroju i czapce odbija piłkę rakietą podczas dynamicznego uderzenia forehandowego.

    Mirra AndriejewaTHOMAS SAMSONAFP
    Zawodniczka tenisowa wykonuje dynamiczny zamach rakietą podczas meczu, skupiona na grze, ubrana w jasnożółty bezrękawnik sportowy.

    Maja ChwalińskaJULIEN DE ROSAAFP

    Dawid Olejniczak: Maja Chwalińska z zawodniczki z drugiej ligi weszła do ekstraklasyPolsat Sport

  • Zapowiedział bojkot jeszcze przed finałem Chwalińskiej w Paryżu. “To skandal”

    Zapowiedział bojkot jeszcze przed finałem Chwalińskiej w Paryżu. “To skandal”

    Maja Chwalińska już teraz zapisała się w historii polskiego sportu i światowego tenisa. Za moment Polka rozpocznie rywalizację w finale Roland Garros, jej przeciwniczką będzie Mirra Andriejewa. Po aktualizacji 24-latka wskoczy minimum do TOP 30 rankingu WTA, ale zgodnie z przepisami to nie umożliwi jej automatycznego występu w głównej drabince Wimbledonu. Szansą jest dzika karta. Głos w tej sprawie zabrał Tomasz Tomaszewski.
    Maja Chwalińska w sportowym stroju siedzi na ławce i poprawia włosy po meczu tenisowym.

    Maja ChwalińskaAnadoluGetty Images

    Maja Chwalińska sensacyjnie dotarła do finału Roland Garros, w którym o tytuł powalczy z Mirrą Andriejewą. Kosmiczny wynik sprawił, że po wygranej z Dianą Sznajder Polka zapewniła sobie awans z 114. na 21. miejsce w rankingu WTA. Jeśli triumfuje w starciu o puchar, zostanie 14. rakietą świata.

    Co z dziką kartą dla Chwalińskiej? Tomaszewski stawia ultimatum

    W takiej sytuacji nawet po ewentualnym triumfie w Paryżu Polka będzie musiała grać w kwalifikacjach Wimbledonu. Tak się nie stanie wtedy, kiedy organizatorzy – a konkretnie All England Lawn Tennis and Croquet Club – przyznaliby jej “dziką kartę”.

    Niestety rzeczywistość wygląda tak, że władze Wielkiego Szlema w Anglii najczęściej takie wejściówki zostawiają dla swoich rodaków. Jednocześnie przypadek Mai Chwalińskiej jest naprawdę wyjątkowy. Zdaniem wielu ekspertów nasza rodaczka zwyczajnie zasługuje na ten przywilej.

    Tego zdania jest chociażby Tomasz Tomaszewski. Doświadczony komentator Polsatu Sport postawił nawet pewnego rodzaju ultimatum. – Jeżeli Maja nie otrzyma dzikiej karty, to ja się obrażam na Wimbledon i nie będę komentował Wimbledonu. Uważam, że to byłby skandal. Zwłaszcza że Maja Chwalińska świetnie gra na trawie – powiedział przed kamerami.

    Jego zdaniem 24-latka na Wimbledonie mogłaby spisać się równie świetnie, co na paryskich kortach ziemnych. – Widziałem, jak ona gra na trawie. To jest dziewczyna, która ma taki naturalny talent do gry. Miękkie nogi, miękką rękę, więc ona może też zrobić furorę na trawie – uzupełnił.
    Maja Chwalińska

    Maja ChwalińskaALEX NICODIMEast News
    Zawodniczka uderza piłkę tenisową rakietą podczas meczu na korcie ziemnym, skupiona w trakcie intensywnej akcji.

    Maja ChwalińskaWu HuiwoEast News
    Zawodniczka tenisowa w jasnej koszulce i czarnych szortach trzymająca rakietę, skoncentrowana podczas meczu na korcie.

    W finale Roland Garros finezyjny tenis Mai Chwalińskiej zderzy się z brutalną siłą.DIMITAR DILKOFFAFP

    “Liga Narodów może nam pomóc”. Wiemy, jakie cele ma reprezentacja Polski.

  • Dwie twarze Mirry Andriejewej. Nastolatka, która ugryzła się w rękę

    Dwie twarze Mirry Andriejewej. Nastolatka, która ugryzła się w rękę

    W kwietniu 2023 roku Mirra Andriejewa była tuż przed 16. urodzinami, gdy – dzięki swojej agencji – dostała “dziką kartę” do Mutua Madrid Open. Po Australian Open skończyła z rywalizacją juniorską, tam w finale przegrała z młodszą o kilka lat rodaczką Aliną Korniejewą. Na ich przykładzie doskonale widać, jak bardzo może się różnić droga z tenisa juniorskiego na zawodowy szczyt.

    Korniejewa, choć wciąż ma 18 lat, właśnie w najbliższy poniedziałek zadebiutuje w TOP 100 światowego rankingu. Mirra wskoczyła do niego w lipcu 2023 roku, jako 16-latka, po zaledwie kilku zawodowych turniejach.

    Już wtedy widać było jej ogromny potencjał – miała prawo być zmęczona, chwilę wcześniej w Szwajcarii wygrała dwa turnieje ITF W60 (13 meczów, pierwszy zaczynała od kwalifikacji). A w Madrycie imponowała – pokonała Leylah Fernandez (WTA 49), Beatriz Haddad Maię (WTA 14), a już dzień po 16. urodzinach – Magdę Linette (WTA 19). Zatrzymała ją dopiero Aryna Sabalenka. W Paryżu i Londynie przeszła kwalifikacje, w Garrosie zatrzymała się na trzeciej rundzie (Coco Gauff), w Londynie – na czwartej (Madison Keys). Jednocześnie ta ostatnia potyczka z Amerykanką pokazała coś, co chyba najbardziej szkodzi tenisistce urodzonej na Syberii. Niestabilność emocjonalną na korcie.

    Mirra Andriejewa. Sensacyjne wejście w dorosły tenis. Nie zawsze było jednak tylko różowo

    W tamtym meczu z Keys 16-latka prowadziła 6:3, 4:1 i miała break point na 5:1. A przegrała po trzysetowej batalii. W samej końcówce straciła punkt po tym, jak wściekła rzuciła rakietą w trawę. Na Wimbledonie jest to od razu karane, z uwagi na możliwe uszkodzenia nawierzchni. Andriejewa tłumaczyła, że to efekt poślizgnięcia się, ale szwedzka sędzia Louise Azemar Engzell nie miała wątpliwości. To ta sama arbiter, która prowadziła już dwa spotkania Chwalińskiej, w początkowej fazie turnieju.

    Wtedy kibice zobaczyli nerwy Mirry po raz pierwszy, ale późniejsze przypadki były już dużo bardziej poważne. Trochę mogły być efektem rosyjskiego systemu szkolenia, bo przecież uderzanie się rakietą czy ręką widać też u Andrieja Rublowa czy Warwary Graczowej, Daria Kasatkina rozharatała sobie niegdyś szyję, a Swietłana Kuzniecowa, grając z Agnieszką Radwańską, obcięła sobie na ławce… część włosów.
    młoda tenisistka w fioletowym stroju sportowym z wyrazem zdziwienia lub niezadowolenia na twarzy, wykonująca gest dłonią, w tle rozmazane sylwetki widzów

    Mirra Andriejewa, gdy nie idzie, często zaczyna się denerwować. I pokazuje to wszystkim dookołaSeverin Aichbauer AFP

    Andriejewa w Australian Open w 2024 roku grała o czwartą rundę z Diane Parry – tą samą, którą w Paryżu ograła Chwalińska. Rosjanka wygrała po thrillerze, ale wściekła, w trakcie trzeciego seta, ugryzła się w rękę. Takie ataki, samookaleczenie, uderzenie pięściami czy rakietą w uda, można wyliczać długo. I to nawet w tym roku. Były też ataki histerii, gdy mecz nie układał się po jej myśli. Tak właśnie zmarnowała wielką szansę awansud do singlowych zmagań w WTA Finals zeszłej jesieni, choć miała olbrzymią przewagę nad Jeleną Rybakiną. A tymczasem w Pekinie przegrała z Sonay Kartal (WTA 81), w Wuhanie z Laurą Siegemund (WTA 57), a w Ningbo – z Lin Zhu (WTA 219).

    To właśnie ta ciemna strona być może największego w tenisie talentu z ostatnich lat, nad którą próbuje zapanować jej trenerka Conchita Martinez. I do takiego ataku może doprowadzić ją Chwalińska, jeśli zdoła przetrzymać pierwszą fazę spotkania.

    Ale jest też i ta druga. Ta, która powoduje, że już kilkanaście miesięcy temu wskazywano ją jako przyszłą liderkę rankingu. Po sukcesach w WTA 1000 w Dubaju i Indian Wells.

    Z Cannes na salony. Tak rodziły się sukcesy Mirry Andriejewej

    Mirra Andriejewa ma bowiem potężną siłę, posyła serwisy z prędkością dochodzącą do 200 km/godz (z Martą Kostiuk było 196), ale jednocześnie świetnie się broni i “czuje grę”, umie poruszać się po korcie. A to potrafią połączyć wyłącznie wybitne jednostki. Pochodzi z Krasnojarska na Syberii, rodzice przenieśli się do Moskwy, ale już jako nastolatka wybrała się na zachód Europy, stałą ścieżką talentów z tamtego rejonu świata. To starsza siostra Erika, dziś w trzeciej setce rankingu, przecierała jej ścieżki.

    Mogły, z rodzicami, wybrać Akademię Nadala na Majorce, wybrały akademię w Cannes, w świat juniorskiego tenisa wprowadzali ją Jean-Christophe Faurel i Jean-Rene Lisnard. Mirra szybko przyćmiła Erikę, już jesienią 2024 była w TOP 20 rankingu WTA, przyczynił się do tego m.in. półfinał French Open. A doszła do niego po ograniu Aryny Sabalenki, choć ówczesna wiceliderka rankingu tłumaczyła się zatruciem pokarmowym.
    Tenisistka w pomarańczowej koszulce i białej czapce obejmuje duży, szklany puchar, stojąc na korcie w otoczeniu rozmytej publiczności.

    Marzec 2025. Mirra Andriejewa z trofeum po triumfie w Indian Wells. To jej najcenniejsza zdobycz. I… oby tak zostałoPATRICK T. FALLONAFP

    Mirra poległa wtedy w starciu z Jasmine Paolini – to Włoszka była rywalką Świątek w finale. Rok temu Mirra celowała już w coś więcej, a uległa w ćwierćfinale Lois Boisson, która była równie dużą sensacją, jak teraz Chwalińska. Nie wytrzymała presji trybun, które jej nie pomagały, przegrała w dwóch setach z 361. zawodniczką rankingu. Zdołała jeszcze awansować na piąte miejsce w rankingu, później nastąpił jednak nieznaczny spadek.

    Po zakończeniu zmagań na kortach twardych, w tym roku, Rosjance groziło nawet wypadnięcie z TOP 10. Awaryjnie poprosiła o dziką kartę do WTA 500 w Linzu – turnieje na mączce wszystko zmieniły. Tam triumfowała, w Stuttgarcie w półfinale przegrała z Jeleną Rybakiną. W Madrycie był finał (porażka z Martą Kostiuk), w Rzymie ćwierćfinał i przegrana z Coco Gauff, która na razie jest dla niej tym, kim Ostapenko dla Świątek.

    Ale ten mecz z Campo Centrale pokazał też, że Mirra może mieć problem w potyczkach z zawodniczkami, które potrafią się świetnie bronić. Tak jak Coco. U Chwalińskiej to też duży atut, bo siłowo do Andriejewej nie przystaje. U Rosjanki średnia prędkość pierwszego serwisu z czterech ostatnich spotkań to 175 km/godz., u Chwalińskiej najmocniejszy w tym czasie miał 161.

    Polka ma jednak inne atuty – i być może ona znów wezmą górę, Bo w żadnym ze spotkań w głównej drabince nie była faworytką. Nie zapominajmy bowiem: zmierzą się dwie tenisistki rozstawione z “8”, ale Maja była nią tylko w kwalifikacjach.

    Początek finału – po godz. 15. Tekstowa relacja “na żywo” w Interii Sport.
    Tenisistka w niebiesko-żółtym stroju i niebieskiej czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta, jej twarz ukazuje determinację i zaangażowanie podczas meczu na korcie.

    Mirra AndriejewaWilliam WestAFP
    Kobieta w sportowym stroju na korcie tenisowym z uniesionym palcem wskazującym, wyrażającą koncentrację i determinację.

    Maja ChwalińskaCHRISTOPHE ENAEast News

    Stefano Lavarini: Każdy dzień jest po to, by poprawiać swoje umiejętności