Author: trevor

  • Rosjanka nagle zaczęła mówić o Świątek. Takich słów nikt się nie spodziewał

    Rosjanka nagle zaczęła mówić o Świątek. Takich słów nikt się nie spodziewał

    WTA Tour wydaje się bardziej wyrównany niż wcześniej – mówi Anna Czakwetadze, była numer pięć światowego rankingu. W rozmowie z portalem tennis365.com Rosjanka komplementuje Igę Świątek oraz dwie inne tenisistki. Ponadto wskazała, czego brakuje jej w kobiecym tenisie w porównaniu do czasów jej gry.
    Anna Czakwetadze / Iga Świątek
    zrzut ekranu z https://www.instagram.com/p/DFcqXogoqSy/ / Kuba
    60 – od tylu tygodni liderką rankingu WTA jest Aryna Sabalenka. Od ponad 3,5 roku czołową pozycję zajmuje albo ona, albo Iga Świątek (2. WTA), która po raz pierwszy objęła prowadzenie w kwietniu 2022 r. Te dwie tenisistki zdominowały kobiecy tour, ale czy ogólny poziom rozgrywek poszedł w górę?

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Kobiecy tenis zmienił się na przestrzeni lat? Tak Rosjanka ocenia Igę Świątek i resztę

    O porównanie obecnej sytuacji z niedawnymi czasami została poproszona Anna Czakwetadze, która grała w latach 2003-2013 i rywalizowała z największymi ówczesnymi gwiazdami, a sama wygrała osiem turniejów rangi WTA, dotarła do półfinału US Open i była notowana nawet na piątym miejscu w światowym zestawieniu.

    – Uważam, że dzisiejszy WTA Tour stał się ogólnie bardziej wyrównany – oceniła Rosjanka w rozmowie z portalem tennis365.com. – Oczywiście są zawodniczki, które bardzo wyróżniają się swoimi walorami fizycznymi i atletyzmem – Sabalenka, Świątek i Coco Gauff to wybitne i bardzo interesujące tenisistki do oglądania. Jednak ogólnie rzecz biorąc, WTA Tour wydaje się bardziej wyrównany niż wcześniej – dodała.
    Oto co Anna Czakwetadze chciałaby zobaczyć w tourze WTA

    Jednocześnie 38-latka wskazała, co zmieniłaby we współczesnej rywalizacji. – Powiedziałabym, że stała się nieco mniej zróżnicowana pod względem stylów gry w porównaniu z moją erą. Czy stała się bardziej fizyczna? Możliwe – oceniła. – Osobiście chciałabym znów zobaczyć bardziej kreatywne zawodniczki – większą różnorodność stylów i więcej indywidualności w tourze – zakończyła.

    Zobacz również: Rosjanie mówią wprost. Oto co się stanie w 2027 roku

    Pierwsze turnieje nowego sezonu odbędą się w styczniu, a w drugiej połowie tego miesiąca rozpocznie się wielkoszlemowy Australian Open (potrwa do 1 lutego).

    Najnowszy Magazyn. już jest! Polscy skoczkowie zaczynają sezon olimpijski, a eksperci Sport.pl opisują różne konteksty nadchodzącej rywalizacji. Pogłębione analizy, komentarze, historie i kapitalne wywiady przeczytasz >> TU

  • Polska ministra zaliczyła potężną wpadkę. W USA mają na ten temat inne zdanie

    Polska ministra zaliczyła potężną wpadkę. W USA mają na ten temat inne zdanie

    U nas do dziś kibice śmieją się z byłej minister sportu, która chciała wybierać drużyny do Superpucharu Polski. W USA to jednak normalne, że do rywalizacji o tytuł mistrza stają drużyny z wyboru, a nie eliminacji. Ostatnio ta kwestia była nawet przedmiotem dyskusji w Białym Domu na spotkaniu administracji prezydenta Donalda Trumpa.
    Joanna Mucha
    Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja
    Kibice piłkarscy doskonale znają tę anegdotę, którą jako pierwszy opowiedział Roman Kołtoń. W 2011 r. na świeżo wybudowanym Stadionie Narodowym miało dojść do próby generalnej przed Euro 2012. Na ten cel wybrano mecz o Superpuchar Polski, w którym mistrz, czyli Wisła Kraków, miała zmierzyć się z Legią – zdobywcą Pucharu Polski.

    Mecz miał odbyć się w lipcu, ale został przesunięty na luty 2012 r. W końcu nie odbył się w ogóle, bo nikt nie chciał brać odpowiedzialności za wpuszczenie na stadion bez oddzielonych sektorów dwóch wrogich sobie grup kibiców.
    Joanna Mucha wytłumaczyła się ze swojej wpadki

    To właśnie podczas rozmów o organizacji meczu, w których brała udział Joanna Mucha, ministra sportu w ówczesnym rządzie Donalda Tuska, miało paść pytanie, kto w ogóle wybrał Wisłę i Legię do meczu na Narodowym. Stało się to powodem licznych kpin i memów, że najważniejsza osoba w polskim sporcie nie wie, iż do meczu o Superpuchar nikt nie wybiera do niego drużyn, a decydują wyniki sportowe.

    – My po prostu cały czas mówiliśmy o meczu Wisła – Legia i ja w pewnym momencie rzeczywiście na samym początku mojego funkcjonowania w ministerstwie zapytałam, skąd się wzięła ta konfiguracja. Nie wiedziałam, że to jest Superpuchar, więc właśnie stąd to się wzięło – tłumaczyła się Mucha.

    Są jednak miejsca, w których pytanie “kto wybrał te drużyny?” pada na poważnie i nie jest oznaką braku wiedzy. Ba, wybór drużyn do walki o mistrzostwo kraju budzi takie emocje, że kwestia poruszana jest nawet na obradach rządu. To się wydarzyło ostatnio w najpotężniejszym mocarstwie naszego globu.
    Marco Rubio w Białym Domu lobbuje za swoją drużyną

    W USA podczas spotkania gabinetu Donalda Trumpa sekretarz stanu Marco Rubio powiedział: “Jeśli drużyna Uniwersytetu Miami zostanie ‘wycyckana’ z play-off ligi akademickiej przy bilansie 10:2 i po pokonaniu Notre Dame, to cała ta impreza powinna zostać zezłomowana. A przyszłym roku to ty musisz to przejąć”. Tu były senator z Florydy zwrócił się do prezydenta, który ochoczo przytaknął.

    Wypowiedź Rubio, który sam kibicuje Florida Gators (tam grał Polak Sebastian Janikowski), wzbudziła co prawda uśmiech i została potraktowana dość lekko, ale nie można zaprzeczyć, że sekretarz stanu w ten sposób po cichu chciał wywrzeć nacisk na komisję, która wybiera drużyny do corocznego play-off o mistrzostwo USA w futbolu akademickim.

    Komisja składa się z trzynastu osób. Jej członkami są zazwyczaj byli lub obecni dyrektorzy sportowi z uczelni, byli zawodnicy i trenerzy. Wybierają oni dwanaście drużyn, które rywalizują na przełomie grudnia i stycznia w play-off o mistrzostwo kraju. W swoim wyborze elektorzy kierują się bilansem zwycięstw i porażek zespołów, a także siłą rywali, z którymi grali.

    W najwyższej klasie rozgrywkowej futbolowej ligi akademickiej jest 135 drużyn. Grają w sezonie po dwanaście lub trzynaście meczów. W przeszłości, gdy play-off ograniczony był do czterech drużyn, zdarzało się, że nie zostały do niego dopuszczone drużyny niepokonane, które miały zbyt słabych rywali, żeby uznać ich zwycięstwa za wartościowe. Po rozszerzeniu play-off do dwunastu zespołów większe szanse na kwalifikacje uzyskały najlepsze drużyny spoza tzw. power four, czyli grupy czterech uznawanych za najsilniejsze konferencje w lidze. Dzięki temu miejsce w finałowej dwunastce znalazły zespoły Tulane Blue Wave i James Madison Dukes, które w krajowych rankingach publikowanych po każdej kolejce nie mieściły się w pierwszej piętnastce.
    Katolicka uczelnia straciła całe współczucie

    Ostatecznie Miami Hurricanes, za którymi tak gorąco optował Rubio, zostali wybrani do play-off kosztem drużyny Notre Dame Fighting Irish. W dwóch najbardziej prestiżowych rankingach (agencji prasowej AP i zestawienia trenerów) drużyna katolickiego uniwersytetu była notowana wyżej niż Miami, a jednak to nie wystarczyło, żeby znalazła się w play-off. Mówiło się, że przyczyną tego był fakt, że Miami pokonało Fighting Irish w meczu otwierającym sezon w sierpniu. Władze Notre Dame oświadczyły, że to wszystko farsa i ogłosiły zakończenie sezonu, choć ich zespół miał jeszcze rozegrać tzw. Bowl Game (mecze o trofea, kończące sezon).

    “Głęboko żałosne reakcje Notre Dame na pominięcie w play-off były podręcznikowym przykładem tego, jak w niecałe 24 godziny zniszczyć wszelkie możliwe współczucie w opinii publicznej dla swojej niedoli” – napisał felietonista serwisu “The Athletic” Will Leitch.

    Finały ligi akademickiej w USA to bardzo poważna sprawa. Co roku oglądają je dziesiątki milionów Amerykanów. Stacja ESPN, która niedawno przedłużyła umowę na prawa telewizyjne do play-offów, płaci 1,3 miliarda dolarów za rok. Można więc powiedzieć, że jeden mecz tych rozgrywek jest warty 118 mln dol. To kosmiczne pieniądze, jeśli weźmiemy pod uwagę, że wszystkie stacje telewizyjne świata zapłacą w sumie za jeden mecz mundialu 2026 zaledwie jedną trzecią tej kwoty.

  • Ważne wieści z Australian Open. Tak wszystko się zacznie ko

    Ważne wieści z Australian Open. Tak wszystko się zacznie ko

    Ważne wieści z Australian Open. Tak wszystko się zacznie

    przegladsportowy.onet.pl
    Ważne wieści z Australian Open. Tak wszystko się zacznie
    4 – 5 minut

    Przegląd SportowyTenisAustralian OpenWażne wieści z Australian Open. Tak wszystko się zacznie
    Iga Świątek
    Iga Świątek (Foto: WILLIAM WEST / AFP)

    Organizatorzy Australian Open — pierwszego w roku turnieju wielkoszlemowego — poinformowali, że rywalizację poprzedzi w styczniu specjalna uroczystość otwarcia. Pierwszym mistrzem ceremonii ma być legendarny szwajcarski tenisista Roger Federer, który triumfował tu sześciokrotnie.

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    “Pierwszy Wielki Szlem w tym roku będzie wyjątkowym wydarzeniem i okazją do oddania hołdu wielkim mistrzom, którzy ukształtowali tenis, budują jego światową historię i dziedzictwo, a także ich fanom, dla których byli inspiracją” — napisano w komunikacie AO.

    Ceremonia otwarcia ma się odbyć 17 stycznia, w przeddzień inauguracji turnieju (18 stycznia — 1 lutego). Federerowi mają towarzyszyć inne gwiazdy tenisa — Amerykanin Andre Agassi oraz Australijczycy Pat Rafter i Lleyton Hewitt. Zaplanowano pokazowe pojedynki między nimi.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    44-letni Federer, który ostatnio został nominowany do Galerii Sław Tenisa, był pierwszym tenisistą, który zdobył 20 tytułów wielkoszlemowych w singlu. Jego wynik uzyskany na wszystkich nawierzchniach turniejów Wielkiego Szlema poprawili jedynie Serb Novak Djokovic (24) i Hiszpan Rafael Nadal (22). W Australian Open triumfował w latach 2004, 2006, 2007, 2010, 2017, 2018.

    Zobacz także: Co za mecz Nikoli Jokicia! Niesłychane

    — Wydaje mi się, że minęła wieczność, odkąd użyłem określenia “Happy Slam” (szczęśliwy wielki szlem) dla określenia Australian Open. Nadal uśmiecham się, kiedy wspominam wszystkie chwile, które tu przeżyłem. To były wielkie emocje na Rod Laver Arena… — powiedział Roger Federer, cytowany w komunikacie.

    W karierze wywalczył 103 trofea, rozgrywając 1251 meczów. W pięciu sezonach był numerem 1 rankingu ATP, będąc m.in. liderem przez rekordowe 237 tygodni z rzędu. W 2012 r. w Londynie zdobył wicemistrzostwo olimpijskie w singlu, zaś w Pekinie (2008) ze Stanem Wawrinką cieszył się ze złotego medalu igrzysk w grze podwójnej.

    Ostatni mecz w karierze rozegrał na Wimbledonie w 2021 r., mając niespełna 40 lat (brakowało mu miesiąca do okrągłych urodzin), zaś w kolejnym roku ogłosił oficjalny rozbrat z zawodowym tenisem. (PAP)

  • Alarmujący dla Tuska sondaż na półmetku rządu. Ekspert uspokaja, “prolongata władzy jest możliwa”

    Alarmujący dla Tuska sondaż na półmetku rządu. Ekspert uspokaja, “prolongata władzy jest możliwa”

    Alarmujący dla Tuska sondaż na półmetku rządu. Ekspert uspokaja, “prolongata władzy jest możliwa”

    Nowy sondaż IBRiS pokazuje, że większość Polaków ocenia rządy Donalda Tuska poniżej oczekiwań.

    Ekspert podkreśla, że rząd mierzył się z wyjątkowymi wyzwaniami politycznymi i międzynarodowymi.

    Część wyborców koalicji i opozycji zaskakuje swoją oceną premiera, a dołek sondażowy uznaje się za typowy dla połowy kadencji.

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

    13 grudnia minie dwa lata od zaprzysiężenia rządu Donalda Tuska. Z tej okazji pracownia IBRiS, na zlecenie “Rzeczpospolitej”, przygotowała nowy sondaż.

    18,9 proc. respondentów jest zdania, że premier sprawdził się raczej lepiej, niż się spodziewali, a 6,3 proc. – że zdecydowanie lepiej. Jednak 44,1 proc. ankietowanych uważa, że sprawował władzę poniżej oczekiwań. Przy czym aż 30,9 proc. zdecydowanie gorzej, a 13,2 proc. raczej gorzej.

    29,5 proc. jest zdania, że Tusk rządził zgodnie z ich oczekiwaniami – cytuje gazeta wyniki sondażu.

    Ekspert komentuje wyniki nowego sondażu. “Rząd ma pod górkę”

    – Rząd ma pod górkę. Żadna ekipa będąca u władzy nie miała trzech kampanii wyborczych w ciągu pierwszej połowy swoich rządów, ani też nie była złożona z tylu różnych podmiotów partyjnych, z których jeden już się wyłamał – komentuje badanie dla “Rz” socjolog i ekspert od sondaży, prof. Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

    – Ogólna sytuacja międzynarodowa też nie jest sprzyjająca. Co nie znaczy, że nie dało się rządzić lepiej. Nawet według zwolenników rządu koalicja Tuska mogła się bardziej postarać – dodał ekspert.

    Ocenili rząd Donalda Tuska. “Dołek sondażowy w połowie kadencji nie jest niczym zaskakującym”

    Gazeta uważa, że “ciekawostką jest, że aż co piąty głosujący na KO ma po dwóch latach rządów złe zdanie o premierze Tusku. Podobnie negatywnie ocenia go co czwarty wyborca Trzeciej Drogi i aż 39 proc. głosujących na Lewicę. Interesujące jest również to, że 12 proc. głosujących na PiS ocenia premiera raczej lepiej, niż oczekiwali. Za to w elektoracie Konfederacji nikt tak nie uważa”.

    – Jakby spojrzeć na notowania PiS w 2017 r., to nikt, by się po nich nie spodziewał sukcesu w 2019 r. To był dołek sondażowy i każdy inny, a jednak później wygrali. Dołek sondażowy w połowie kadencji nie jest niczym zaskakującym. Prolongata tej władzy wciąż jest możliwa. Równowaga sił nie jest zachwiana. Kluczowe jest, ile partii będzie pod progiem, a ile nad w 2027 r. – reasumuje cytowany przez “Rz” prof. Flis.

    Badanie IBRiS przeprowadzone zostało w dn. 5-11.12.2025 na 1072-osobowej próbie ogólnopolskiej.

    “Graffiti”. Cieszyński woli Brauna od Tuska? “Nie powtórzę tego”

  • Oskarżają Trumpa o ingerencję w głosowanie. Grzmią o “wyborczym puczu”

    Oskarżają Trumpa o ingerencję w głosowanie. Grzmią o “wyborczym puczu”

    Oskarżają Trumpa o ingerencję w głosowanie. Grzmią o “wyborczym puczu”

    Honduras od kilkunastu dni czeka na oficjalne wyniki wyborów prezydenckich. Po przeliczeniu 99 proc. głosów prowadzi popierany przez Donalda Trumpa konserwatysta Nasry Asfura, ale jego przewaga nad Salvadorem Nasrallą z Partii Liberalnej jest niewielka. Komisja parlamentarna uważa, że doszło do “wyborczego puczu” i oskarża prezydenta USA o ingerencję w głosowanie.
    Mężczyzna w garniturze i czerwonym krawacie stoi obok przezroczystej urny wyborczej, do której wkładane są karty do głosowania przez osobę w tle.

    Wybory prezydenckie w Hondurasie ciągle nierozstrzygnięte. Pod adresem Donalda Trumpa padły poważne oskarżeniaLUCAS AGUAYO/ANDREW CABALLERO-REYNOLDSAFP
    W skrócie

    Wciąż nie ogłoszono oficjalnych wyników wyborów prezydenckich w Hondurasie, liczenie głosów trwa i budzi niepewność.

    Część polityków oskarża prezydenta USA Donalda Trumpa o ingerencję i twierdzi, że doszło do “wyborczego puczu”.

    Ponowne liczenie obejmie 15 proc. protokołów, co może zmienić rezultat wyborów i budzi kontrowersje w kraju.

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

    Wybory prezydenckie w Hondurasie odbyły się 30 listopada, ale wciąż nie zostały rozstrzygnięte.

    Członek honduraskiej Narodowej Rady Wyborczej (CNE) Marlon Ochoa powiedział Reuterowi, że liczenie może się rozpocząć w niedzielę, ale data nie została jeszcze potwierdzona. Wcześniej pojawiały się informacje, że proces może się zacząć już w piątek.

    Według oficjalnych informacji po 12 dniach od wyborów i przeliczeniu ponad 99 proc. głosów na prowadzeniu był konserwatysta Nasry Asfura z Partii Narodowej, popierany przez prezydenta USA Donalda Trumpa. Wygrywał on różnicą około 42 tys. głosów ze swoim głównym rywalem, Salvadorem Nasrallą z centroprawicowej Partii Liberalnej.

    Honduras. Zarzucają Trumpowi ingerencję w wybory prezydenckie

    Specjalna procedura ponownego liczenia ma objąć około 15 proc. spośród wszystkich protokołów z komisji wyborczych. Zawierają one wystarczającą liczbę głosów, by zaważyć na ostatecznym wyniku, co podnosi niepewność w kraju – podał Reuters.

    W środę wieczorem komisja kongresowa zagroziła odrzuceniem wyników, twierdząc, że doszło do “wyborczego puczu” i zarzucając Trumpowi ingerencję w wybory. Nie jest jasne, czy taka deklaracja miałaby jakikolwiek wpływ na wyniki, które zatwierdza CNE.

    Kandydatka rządzącej obecnie lewicowej partii LIBRE Rixi Moncada zajmuje według najnowszych wyników trzecie miejsce, daleko za rywalami, i nie ma szans na zwycięstwo. LIBRE popiera jednak Nasrallę i twierdzi, że doszło do próby oszustwa na korzyść Asfury.

    USA wyjdzie z NATO? Wiceszef MSZ: Duża część Republikanów tego nie chce

  • “To nie zaskoczenie”. Karol Nawrocki zapytany o strategię bezpieczeństwa USA

    “To nie zaskoczenie”. Karol Nawrocki zapytany o strategię bezpieczeństwa USA

    W czwartek Nawrocki, który przebywa z jednodniową wizytą roboczą na Łotwie, spotkał się w Rydze z prezydentem tego kraju Edgarsem Rinkeviczsem. Po spotkaniu obaj prezydenci byli pytani o amerykańską krytykę polityki europejskiej w kontekście nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA.

    — Amerykańska strategia bezpieczeństwa nie może być zaskoczeniem dla nikogo, kto śledził wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa, kto rozmawiał z prezydentem Donaldem Trumpem osobiście, jak ja kilkukrotnie, a więc człowieka, który bierze odpowiedzialność także, współodpowiedzialność za bezpieczeństwo całej Europy, a w istocie za bezpieczeństwo całego świata — odpowiedział Nawrocki.
    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Jakie są główne założenia Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA?

    Co myśli Karol Nawrocki o współpracy z USA w zakresie bezpieczeństwa?

    Dlaczego Nawrocki nie podpisał polskiej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego?

    Jakie inwestycje w obronność są realizowane w Europie Środkowo-Wschodniej?

    Zobacz także: Weto Karola Nawrockiego wywołało burzę. Polacy ocenili decyzję prezydenta [SONDAŻ]

    Prezydent ocenił też, że Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA zawiera jasne wytyczne, zgodne z hasłem Trumpa “America First”, które — jak zaznaczył — “w żaden sposób nie są konfrontacyjne”. Zaznaczył, że kraje Europy Środkowo-Wschodniej nie są wyłącznie beneficjentami, lecz realnie współtworzą bezpieczeństwo regionu: inwestując w obronność, rozwijając inicjatywy regionalne jak Trójmorze i wzmacniając wschodnią flankę NATO. Przypomniał, że w Polsce stacjonuje ok. 10 tys. amerykańskich żołnierzy.

    — My po prostu w Europie Środkowej, w Europie Wschodniej nie mamy czasu ani emocji zajmowania się rzeczami, które są najistotniejsze momentami, wydaje się, dla Europy Zachodniej, a są spowite kwestiami ideologicznymi, zielonymi ładami czy ideologiami, bo zajmujemy się bezpieczeństwem — dodał Nawrocki.
    Karol Nawrocki: powinniśmy brać odpowiedzialność za bezpieczeństwo

    Podkreślił też, że Polska od lat ostrzegała przed zagrożeniami, o których mówił także śp. prezydent Lech Kaczyński, jednak Europa Zachodnia nie traktowała tych ostrzeżeń poważnie. Nawrocki zwrócił uwagę, że gdy podobne słowa wypowiada prezydent Donald Trump, to pojawia się pytanie, dlaczego dopiero teraz budzą one tak duże zainteresowanie. — Tak, jesteśmy w sytuacji, w której powinniśmy skupić się na bezpieczeństwie, w której powinniśmy brać odpowiedzialność za nasze bezpieczeństwo — stwierdził.

    Przeczytaj: Karol Nawrocki o przekazaniu Ukrainie polskich myśliwców. “Jakieś nieporozumienie”

    Prezydent wyraził także zadowolenie z niepodpisania polskiej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. Strategię tę przyjęła w lipcu br. Rada Ministrów; jest to cykliczny i współtworzony z BBN kierunkowy dokument dla wszystkich instytucji państwowych. Poprzedni taki dokument pochodził z 2020 r.
    “Musimy dopasować naszą strategię bezpieczeństwa do wizji sojusznika”

    — Osobiście się także cieszę i poczytuję to jako sukces mojej kancelarii, że nie podpisaliśmy Strategii Bezpieczeństwa Narodowego i pracujemy nad wypracowaniem nowej strategii bezpieczeństwa narodowego. Widzimy, że Strategia Bezpieczeństwa Narodowego największego naszego sojusznika w zakresie bezpieczeństwa, czyli Stanów Zjednoczonych, właśnie wychodzi na światło dzienne i ją widzimy. Dlatego musimy dopasować także naszą strategię bezpieczeństwa narodowego do wizji naszego sojusznika — ocenił prezydent RP.

    Czytaj także: Karol Nawrocki nie mógł się powstrzymać. Sieć obiegło niecodzienne nagranie

    Jak dodał, decyzje w tej sprawie sprzed trzech miesięcy, wcześniej krytykowane i budzące zastrzeżenia niektórych polityków, dziś nabierają konkretnego wymiaru. Prezydent podkreślił, że ma poczucie, iż także ich logika jest obecnie lepiej rozumiana. — Polska jest bezpieczna. Relacja Polski ze Stanami Zjednoczonymi w tym kontekście jest oczywista — zapewnił Nawrocki.

  • Tusk jest lepszym premierem niż za pierwszym razem? Oto wyniki sondażu

    Tusk jest lepszym premierem niż za pierwszym razem? Oto wyniki sondażu

    Tusk jest lepszym premierem niż za pierwszym razem? Oto wyniki sondażu

    Donald Tusk Warszawa, 17.09.2025. Premier Donald Tusk na posiedzeniu rz�du w KPRM w Warszawie, 17 bm. Zgodnie z zapowiedzi� premiera, ministrowie maj� podj�� uchwa�� zobowi�zuj�c� do zakupu okr�t�w podwodnych w programie Orka do ko�ca roku. (mr) PAP/Pawe� Supernak Pawe� Supernak kancelaria, KPRM, obrady, polityk, polityk polityka, polityka, posiedzenie, rada ministr�w, rady ministr�w, rz�d, rz�d Tuska, rz�du, marynarka wojenna, obrona narodowa, okrety podwodne, program Orka, uchwa�a, zakup, zobowi�zanie43 proc. badanych uważa, że Donald Tusk sprawuje urząd premiera podobnie jak w latach 2007-2014

    Źródło zdjęć: © PAP | Paweł Supernak

    Katarzyna Kalus

    14 października 2025, 08:00

    43 proc. badanych uważa, że Donald Tusk sprawuje urząd premiera podobnie jak w latach 2007-2014, 30 proc., że gorzej, a 27 proc., że lepiej – wynika z sondażu Instytutu Badań Pollster dla wtorkowego “Super Expressu”.

    W odpowiedzi największa grupa badanych – 43 proc. – wskazała, że obecne działania Tuska są porównywalne z tymi z lat 2007-2014, 30 proc. respondentów oceniło, że Tusk pełni funkcję premiera gorzej niż wcześniej, a 27 proc., że lepiej.

    “Przemysł ma się bardzo dobrze”. Oto jak Polska umacnia swoją pozycję

    Dziennik przypomniał też, że Tusk pierwszy raz został premierem po wygranych przez Platformę Obywatelską przyspieszonych wyborach w 2007 roku. Jego partia stworzyła wówczas koalicję z Polskim Stronnictwem Ludowym.

    Po czterech latach PO-PSL ponownie uzyskały sejmową większość. Tusk przestał być premierem w 2014 r. kiedy został wybrany na stanowisko szefa Rady Europejskiej. Do KPRM wrócił po wyborach z 15 października 2023 roku. Stoi na czele koalicji KO, PSL, Polski 2050 i Nowej Lewicy.

    Sondaż Instytut Badań Pollster przeprowadził 11-12 października metodą CAWI na próbie 1002 dorosłych Polaków.

  • Nawet głos Świątek nic nie zmieni? “Nie wierzę”

    Nawet głos Świątek nic nie zmieni? “Nie wierzę”

    Iga Świątek należy do grona osób krytykujących kalendarz tenisowy. Mimo że temat poruszyli także m.in. Coco Gauff i Carlos Alcaraz, to do żadnych zmian nie doszło. – Nie wierzę w żadne skrócenie kalendarzy – mówi nam były tenisista Marcin Matkowski.

    Zmiany, na które zdecydowały się organizacje WTA i ATP, wywołały burzę w środowisku tenisowym. Iga Świątek, Coco Gauff czy Carlos Alcaraz otwarcie skrytykowali harmonogram turniejów, a zarazem obowiązkowe występy.

    Kalendarz ulegnie zmianie? “Nie wierzę”

    Obecnie rywalizacja w tourze rozpoczyna się w styczniu, a kończy w listopadzie. Czołowe tenisistki i tenisiści muszą wziąć udział w czterech turniejach wielkoszlemowych, do tego dochodzą jeszcze imprezy rangi 1000 i 500, a przy tym finały WTA i ATP dla najlepszych.

    Choć m.in. Świątek nazwała kalendarz szalonym, to opinie w tym temacie są podzielone. Jej zdanie podzielają Gauff czy Alcaraz, ale odmienne mają Novak Djoković, Jannik Sinner, Qinwen Zheng czy Emma Raducanu.

    ZOBACZ WIDEO: Kadra, relacje z Lewandowskim i Urbanem. Jerzy Brzęczek gościem WP SportoweFakty

    Skąd zatem wziął się pomysł, by mocno poruszać ten temat publicznie? – Myślę, że prywatnie pewnie takie opinie były wyrażane, ale publiczny głos chyba więcej waży i potrafi potrafi położyć większy nacisk na federację – ocenił w rozmowie z WP SportoweFakty były tenisista Marcin Matkowski, który jest w tej sprawie pewny swego.

    – Ja nie wierzę w żadne skrócenie kalendarzy. Federacje szczycą się tym, że jest coraz więcej pieniędzy w tenisie u kobiet i mężczyzn, a to niestety powoduje, że jest więcej turniejów – podkreślił.

    Zmiana i tak nie byłaby idealna

    Co ciekawe, jeszcze więcej od światowych gwiazd grają niżej notowani zawodnicy. W końcu w grudniu (gdy światowa czołówka ma już wolne) odbywają się Challengery czy turnieje rangi ITF.

    Zdaniem Matkowskiego, w przypadku skrócenia sezonu liczba turniejów i tak byłaby podobna. Jednak doszłoby wówczas do ważnej zmiany, która dla pewnej części z pewnością okazałaby się bolesna.

    – Nie można zapominać, że o skróceniu kalendarzy mówią przede wszystkim największe gwiazdy. Nawet jeżeli sezon zostałby skrócony o miesiąc, to mniejsze turnieje musiałyby zniknąć albo odbywać się w czasie dużych – zaznaczył były czołowy deblista świata.

    – Powiedziałbym, że to jest taka walka z wiatrakami. Zawsze był problem, że kalendarz jest za duży, a moim zdaniem nie ma szans na to, by skrócić go o więcej niż jeden czy dwa tygodnie – dodał.

    Nasz rozmówca ma jednak pomysł, który mógłby okazać się pomocny dla tenisistek i tenisistów. Chodzi o zmianę dotyczącą obowiązkowych turniejów.

    – Jedyne, co federacje mogą zrobić, to dać zawodniczkom i zawodnikom większą elastyczność w doborze turniejów i zmniejszyć liczbę obowiązkowych. Jednak po tym, jak dają jak najwięcej pieniędzy, to chcą mieć wpływ na to, że tenisistki i tenisiści grają – powiedział Matkowski.

    Ważna zmiana Świątek. “Bardzo dobry ruch”

    Wszystko wskazuje na to, że w kolejnym sezonie wiceliderka światowego rankingu WTA ograniczy starty. – Chciałabym spróbować opuścić, być może, dwa turnieje – te, w których i tak nie grałam dobrze – i poświęcić ten czas na poprawę mojej techniki – mówiła w wywiadzie dla brytyjskiego dziennika “The Guardian”.

    W końcu w 2025 roku Polka praktycznie nie opuściła żadnej większej imprezy. Tymczasem swoje starty ograniczyła jej największa rywalka, Aryna Sabalenka, a mimo to wciąż jest liderką rankingu.

    – Iga zapowiedziała, że zmieni kalendarz pod siebie i uważam, że jest to bardzo dobry ruch. Nawet jeżeliby wiązało się to z zerami punktowymi na koncie za obowiązkowe turnieje. Ważniejsze jest, żeby być zdrowym, dobrze przygotowanym i grać wiele sezonów, a nie się szybko wypalić – skomentował Matkowski.

    – Zawodnicy muszą bardziej wziąć sprawy w swoje ręce i patrzeć na siebie, a nie na kalendarz. Nawet jeżeli jeden czy dwa turnieje uciekną, to ważniejsze jest, żeby na koniec roku być lepiej przygotowanym i mieć zapasy zdrowotne – dodał były tenisista.

    “Nigdy nie zbiorą się razem”

    Patrząc obecnie na to, że tenisistki i tenisiści mają podzielone zdania ws. harmonogramu turniejów, trudno oczekiwać zmian. Potrzebna byłaby niemal identyczna opinia w tym temacie, na którą ciężko liczyć.

    – Każdy z zawodników i zawodniczek ma własne pomysły i na pewno nigdy nie zbiorą się razem – podkreślił nasz rozmówca.

    – Nie wierzę w to, że wszystkie tenisistki czy tenisiści nagle powiedzą, że nie będą grać turniejów. Takiej rzeczy na pewno nie będzie. Głos nawet najlepszych jest ważny, ale ciężko będzie zrobić tak, by każdy głos był brany pod uwagę – dodał.

    Choć zarówno w WTA, jak i w ATP działają rady zawodniczek i zawodników, to trudno oczekiwać, by wymusiły tak dużą zmianę. – W tenisie jest związek zawodników tenisowych i on mógłby negocjować w imieniu wszystkich, ale nie ma tego ustawionego, tak jak w innych ligach zawodowych. Nie widzę szansy na zmianę, nawet jeżeli jedna czy dwie zawodniczki powiedzą, że jest coś nie tak, bo i tak będą grały w turniejach. Dlatego federacja zawsze będzie miała przewagę nad zawodnikami – podsumował Matkowski.

    Tymczasem Świątek wróci do gry już pod koniec grudnia. W dniach 26-28 tego miesiąca będzie rywalizować w pokazowej imprezie The World Tennis Continental Cup, która odbędzie się w chińskim Shenzhen.

    Jakub Fordon, dziennikarz WP SportoweFakty

  • Polska przekaże samoloty MiG-29 dla Ukrainy? Sztab generalny: trwają rozmowy

    Polska przekaże samoloty MiG-29 dla Ukrainy? Sztab generalny: trwają rozmowy

    Polska przekaże samoloty MiG-29 dla Ukrainy? Sztab generalny: trwają rozmowy

    Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

    Przekazywanie samolotów ma być związane z osiąganiem przez nie docelowych resursów eksploatacyjnych oraz brakiem perspektywy ich dalszej modernizacji w Siłach Zbrojnych RP. Sztab Generalny wskazuje, że “donacja samolotów będzie elementem sojuszniczej polityki wsparcia Ukrainy oraz utrzymania bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO”.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    Przeczytaj także: Trzymajmy wojsko z dala od polityki. Również na wizji

    Zadania wycofywanych ze służby samolotów MiG-29 mają być realizowane przez samoloty F-16 oraz FA-50. “Jednocześnie w związku z przekazaniem samolotów prowadzone są rozmowy ze stroną ukraińską w zakresie udostępnienia Polsce wybranych technologii dronowych i rakietowych” — czytamy w komunikacie.

    Celem tego ma być zarówno rekompensata sprzętowa, jak i pozyskanie i wspólne rozwijanie nowych kompetencji obronnych i przemysłowych.

    Zobacz: Abp Szewczuk: armia Ukrainy chroni Europę przed nową wielką wojną

    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Subskrybuj Onet Premium. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

    btr

    Data utworzenia:

    9 grudnia 2025, 21:48
    Zobacz również

    Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie znajdziecie

  • Najwyższe miejsce na mistrzostwach świata od dekady, świetne rzuty karne i dużo straconych bramek

    Najwyższe miejsce na mistrzostwach świata od dekady, świetne rzuty karne i dużo straconych bramek

    Za nami udział reprezentacji Polski kobiet pod wodzą selekcjonera Arne Senstada w Mistrzostwach Świata Kobiet 2025. Biało-Czerwone rozegrały sześć spotkań, wygrały cztery z nich, rzuciły 178 goli, co przełożyło się na 11. miejsce na koniec turnieju. Dla naszego zespołu to najwyższa lokata w czempionacie globu od dekady.

    Udana inauguracja mistrzostw przeciwko reprezentacji Chin (36:20), następnie wygrana z Tunezją (29:26) i zapewnienie sobie awansu do rundy głównej. Na koniec fazy grupowej porażka z mistrzyniami świata z Francji (28:42), a na otwarcie rundy głównej wygrana z Argentyną (28:25). W kluczowym spotkaniu w kontekście awansu do ćwierćfinału dotkliwa przegrana z gospodyniami z Holandii (22:33), ale udane zakończenie mistrzostw dzięki zwycięstwu odniesionym nad Austrią (35:30) – tak wyglądały Mistrzostwa Świata Kobiet 2025 w wykonaniu reprezentacji Polski.

    Najlepszy wynik od dekady

    Cztery zwycięstwa w sześciu spotkaniach zapewniły Biało-Czerwonym trzecie miejsce w tabeli Grupy III w rundzie głównej. To oznaczało zaś końcową klasyfikację w strefie 9-12. Ze względu na dorobek punktowy oraz bilans bramkowy, Polki turniej zakończyły na 11. miejscu (za Rumunią i Angolą, ale przed Serbią).

    Dla naszego zespołu jest to wyraźna poprawa względem wyniku osiągniętego przed dwoma laty podczas MŚ 2023. Wówczas Polki w rundzie głównej uplasowały się na czwartym miejscu, co przełożyło się na 16. lokatę w całym turnieju.

    Co więcej, tegoroczny wynik drużyny Arne Senstada jest najlepszym rezultatem osiągniętym przez Biało-Czerwone od 2015 roku i 4. miejsca zajętego przez ekipę Kima Rasmussena. Od tego czasu Polki lądowały na 17. pozycji w 2017 roku, 15. miejscu w 2021 roku i wspomnianej 16. lokacie w 2023 roku.

    Statystyki oddają miejsce w tabeli

    Przyglądając się bliżej występowi reprezentacji Polski w liczbach, uwagę zwraca fakt, że w większości turniejowych statystyk Biało-Czerwone na tle rywalek plasują się właśnie w okolicach dziesiątego miejsca.

    Dzieje się tak, na przykład, pod względem liczby rzuconych bramek oraz skuteczności rzutów. W obu klasyfikacjach Polki okupują właśnie 10. miejsce w stawce. Biało-Czerwone w turnieju przeprowadziły 339 ataków, oddały 283 rzuty, z których zdobyły 178 goli (29,6 bramki na mecz, 62,8% skuteczności rzutów).

    Rzuty karne i przechwyty siłą Biało-Czerwonych

    Są oczywiście takie obszary, w których reprezentacja Polski wypadła zdecydowanie in plus. Biało-Czerwone mogą pochwalić się m.in. drugim najwyższym współczynnikiem skuteczności w rzutach karnych (91,3%, tuż za Brazylią). Wszystko za sprawą fantastycznie dysponowanej w tym elemencie gry Magdzie Balsam, która zamieniła na bramki aż 21 z 23 prób z siódmego metra.

    Nasze kadrowiczki zanotowały także aż 42 przechwyty w defensywie, w czym zajęły bardzo wysoką trzecią pozycję po rundzie głównej. Najwięcej, bo po siedem udanych akcji w obronie, przeprowadziły Daria Michalak i Natalia Pankowska.

    Nasze reprezentantki brylowały także w akcjach rozdzierających obrony rywalek (tzw. breakthrough). Polki w ten sposób zdobyły aż 52 bramki, co oznacza piąty wynik w stawce. Blisko połowę wszystkich udanych prób przeprowadziła bardzo odważnie grająca Karolina Kochaniak (24).

    Obrona do doszlifowania

    W zespołowych podsumowaniach negatywnie wyróżnia się przede wszystkim statystyka straconych bramek. Choć całościowo Polki częściej trafiały do cudzych bramek niż pozwalały na to swoim rywalkom (bilans +2), to strata 176 goli (29,33 na mecz) to dopiero 25. wynik spośród wszystkich turniejowych reprezentacji.

    Jeszcze niżej, bo na 29. miejscu, nasza kadra uplasowała się pod względem liczby otrzymanych kar dwuminutowych za nieprzepisowe zagrania w defensywie. Polki odesłane zostały na przymusową przerwę aż 24 razy, z czego po pięć kar podyktowane zostało dla Katarzyny Cygan i Pauliny Uścinowicz.

    Jeśli chodzi natomiast o błędy techniczne, Biało-Czerwone znów sklasyfikowane zostały w połowie stawki (13. miejsce). Polki popełniły 74 straty, z czego mniej więcej za połowę z nich odpowiedzialny był tercet bardzo aktywnie grających rozgrywających – Katarzyna Cygan, Karolina Kochaniak i Monika Kobylińska.

    Liderki wzięły na siebie ciężar gry

    Przechodząc do statystyk indywidualnych, można zauważyć, że w czołówce zestawień widnieją przede wszystkim nazwiska najbardziej doświadczonych reprezentantek Polski. Warto wspomnieć także, że 12 spośród wszystkich 18 zawodniczek naszej kadry wzięło udział w komplecie sześciu spotkań.

    Najlepsze strzelczynie? Magda Balsam (42 bramki) i Karolina Kochaniak (26). Najskuteczniejsze? Również Magda Balsam (79%), a także Daria Michalak i Natalia Pankowska (po 73%). Najlepsze asystentki? Karolina Kochaniak (20) i Monika Kobylińska (16).

    Na wspomniane 178 goli zdobyte przez reprezentację Polski w turnieju złożyło się m.in.: 52 bramki po wejściach w obronę rywalek (tzw. breakthrough) (z czego 24 zdobyła Karolina Kochaniak), 32 po rzutach z okolic dziewiątego metra (z czego 11 zdobyła Monika Kobylińska), 30 po rzutach ze skrzydeł (z czego 13 zdobyła Magda Balsam), 23 gole po kontratakach (z czego 7 razy trafiła Magda Balsam), 21 z rzutów karnych (wszystkie autorstwa Magdy Balsam) oraz 16 z linii szóstego metra (z czego 7 zdobyła Natalia Pankowska).

    Im dalej, tym broniły skuteczniej

    Podsumowanie zakończymy przedstawieniem statystyk dotyczących gry naszych bramkarek, które łącznie musiały zmierzyć się z 227 rzutami rywalek. Tercet Adrianna Płaczek, Barbara Zima i Paulina Wdowiak zatrzymał łącznie 58 prób przeciwniczek, co przełożyło się na średnią skuteczność na poziomie 26%.

    Indywidualnie najwięcej interwencji (30) zanotowała Adrianna Płaczek, ale najskuteczniejsza była Paulina Wdowiak (33%). Najgorzej nasze golkiperki radziły sobie z rzutami karnymi (tylko 9% udanych interwencji), a najczęściej skutecznie interweniowały przy rzutach rywalek z okolic dziewiątego metra (40%).