Author: trevor

  • Nieprawdopodobny sukces Polaka! Pobił rekord XXI wieku

    Nieprawdopodobny sukces Polaka! Pobił rekord XXI wieku

    Nieprawdopodobny sukces Polaka! Pobił rekord XXI wieku

    Galica w swoim debiucie osiągnął stuprocentową skuteczność na strzelnicy. Następnie dobrze wypadł w biegu sprinterskim, co ostatecznie pozwoliło mu zająć 24. miejsce. Tuż za 18-latkiem uplasował się Konrad Badacz, który również uzyskał kwalifikację do sobotniego biegu pościgowego na 12,5 kilometra. To jednak o wyczynie Galicy mówi cały świat sportów zimowych.

    Zobacz wideo Gorąco wokół polskich skoków. Chodzi o skład na igrzyska
    Niemal 30-letni rekord pobity!

    Reprezentant Polski bowiem pobił niezmienny od 1996 roku rekord należący do Chińczyka, Rena Longa. Galica został najmłodszym w historii zawodnikiem, który zapunktował w Pucharze Świata w Biathlonie.

    Dokładny wiek naszego sportowca w chwili osiągnięcia takiego wyniku to 18 lat, osiem miesięcy i 29 dni. Ren Long z kolei w trakcie bicia rekordu miał 19 lat, dwa miesiące i 21 dni.

    – Ciężko mi coś powiedzieć. Początek sezonu był jaki był. Nie dość, że to debiut, to jeszcze spełnienie marzeń. Dodatkowo dwa zera, ciężko mówić. Nic tylko się cieszyć – przyznał w rozmowie z TVP Sport Galica, mając w oczach łzy szczęścia.

    Co więcej, dotąd żadnemu z Polaków nie udało się w pierwszym starcie w PŚ zająć wyższej lokaty niż 60. To tylko pokazuje, że możemy mieć do czynienia z talentem generacyjnym.

    Piątkowe zawody padły łupem Tommaso Giacomela. Drugi, ze stratą czterech sekund był Francuz, Eric Perrot. Podium uzupełnił Philipp Horn z Niemiec.

  • Decyzja Karola Nawrockiego o zmianie tradycji w Pałacu Prezydenckim wywołuje pytania o przyszłość dialogu międzykulturowego w Polsce.

    Decyzja Karola Nawrockiego o zmianie tradycji w Pałacu Prezydenckim wywołuje pytania o przyszłość dialogu międzykulturowego w Polsce.

    Joanna Miziołek, Eliza Olczyk, “Wprost”: President Nawrocki has betrayed – believes some Confederate politicians. It is about signing a law on helping Ukrainians.

    Nikogo nie zdradziłem. Realizuję rozsądnie to, co zapowiedziałem. Pierwszym wetem do ustawy o pomocy Ukraińcom zmusiłem rząd, żeby wycofał się z 800 plus dla niepracujących Ukraińców i ukrócił turystykę medyczną. Weto przyniosło wymierne efekty. Co prawda nowa ustawa nie spełnia wszystkich moich oczekiwań, bo pomija te kwestie, które są dla mnie ważne, tj. walkę z symbolami UPA w Polsce czy wydłużenie okresu ubiegania się o obywatelstwo polskie przez obcokrajowców. Natomiast proszę sobie wyobrazić, co by było, gdybym tej ustawy nie podpisał. Konsekwencją byłby szturm pół miliona Ukraińców na urzędy w celu przedłużenia prawa pobytu i możliwości pracy. Ci, którzy dzisiaj mnie krytykują, narzekaliby, że doprowadziłem do tego chaosu.

    I signed the Act on Helping Ukrainians with a clear announcement that I was doing it for the last time. In six months there will be no special law for Ukrainians. All national minorities in Poland will be treated on the same terms. That’s the signal he’s been to the government.

    Jeśli ktoś mówi, że zdradziłem, to te słowa uznaję za nieodpowiedzialne. Jest jeszcze jedna perspektywa: gdyby to Polacy poza granicami kraju dostali informację, że za kilka dni muszą opuścić Wielką Brytanię, Niemcy, Francję, to jako Prezydent Polski musiałbym interweniować.

    Prawie milion Ukraińców na podstawie tej ustawy może podjąć pracę. Tylko część z nich ma kartę pobytu, która reguluje tę kwestię.

    Środowiska przedsiębiorców kontaktowały się z Kancelarią Prezydenta i ze mną. Wielu Ukraińców pracuje w różnych branżach polskiej gospodarki, zatem szereg polskich przedsiębiorstw utraciłoby możliwość korzystania z ich pracy w krótkim czasie. To też brałem pod uwagę. Nie chcę być Prezydentem chaosu społecznego w Polsce, tylko rozwiązywania spraw. Przychodzę w konkretnym, zastanym społecznym momencie. Powinniśmy wycofywać się z uprzywilejowania Ukraińców w sposób przemyślany i uporządkowany.

    Odebranie 800 plus niepracującym Ukrainkom, które mają niepełnosprawne albo małe dzieci i dlatego nie pracują, nie wywołało u Pana żadnej refleksji?

    Z jednej strony są emocje i indywidualne przykłady, z drugiej zaś jest pewna wrażliwość na sprawy polskie. Wiele Polek potrzebuje dziś pomocy i nie do końca może z niej korzystać. Nie mogę jako Prezydent Polski wejść na poziom bardzo indywidualnych emocji i forsować prawa, które nie odpowiadają mojemu programowi wyborczemu. Dla mnie każdy indywidualny przypadek jest ważny, ale gdybyśmy się do nich odwoływali w prawie, to nie moglibyśmy nic zrobić.

    Jakie są Pana relacje z Prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim? Ustawa o zwalczaniu banderyzmu, którą chce Pan forsować, ograniczenie przywilejów dla Ukraińców w Polsce – to chyba nie buduje pozytywnego klimatu dla współpracy?

    Relacje z Prezydentem Zełenskim uznałbym za odpowiednie, choć nie za przyjacielskie. Są na poziomie zapewniającym współpracę Polski i Ukrainy, ale nie ukrywam, że wiele spraw widzę zupełnie inaczej niż Prezydent Ukrainy. Jest dla mnie rzeczą naturalną, że dbając o interes Polski, wywołuję pewne kontrowersje czy niezadowolenie u Prezydenta Zełenskiego.

    Rozmawialiście na ten temat?

    Nie jest to przedmiotem naszych dyskusji. Widzieliśmy się przez chwilę przy okazji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Kilkakrotnie rozmawialiśmy zdalnie lub telefonicznie. Jeżeli Prezydent Zełenski albo prezydenci innych państw są niezadowoleni z moich posunięć, to muszą sobie z tym radzić przez najbliższe pięć lat.
    001_b_a_Prezydent_Karol_Nawrocki_80_Sesja_Zgromadzenia_ONZ_20250923_MWB16273.jpg [1.21 MB]
    Prezydent RP Karol Nawrocki i Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski na debacie generalnej 80. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. 23 września 2025 r.

    Czy gwarancje, które uzyskał Pan od Prezydenta Donalda Trumpa podczas wizyty w USA, zwiększą bezpieczeństwo Polski? Prezydent USA ostatnio zgodził się na użycie przez Ukrainę broni dalekiego zasięgu do ataków na Rosję. Pytamy o to dlatego, że nasze bezpieczeństwo jest powiązane z wojną rosyjsko–ukraińską.

    Z Prezydentem Trumpem przede wszystkim rozmawiałem o polskich sprawach. Moje spotkania, rozmowy telefoniczne, stały kontakt z Prezydentem USA, dały poczucie, że jesteśmy z naszym najważniejszym sojusznikiem w życzliwym kontakcie. Do niedawna wydawało się to trudne czy ograniczone za sprawą polskiego rządu. Cieszę się, że mogę wypełniać tę lukę dyplomatyczną, powstałą wraz z przejęciem władzy przez obecną koalicję.

    Rozmawialiśmy o potencjalnym poszerzeniu komponentu wojsk amerykańskich w Polsce. Myślę też, że przyczyniłem się do pokazania Prezydentowi Trumpowi faktycznej roli Federacji Rosyjskiej w naszym regionie. Rosja jest zagrożeniem nie tylko dla Ukrainy, ale dla całej Europy Środkowo–Wschodniej.

    Jeden z uczestników Pana delegacji do USA powiedział nam, że gdyby Donald Trump spełnił choć połowę obietnic, które Panu złożył, to bylibyśmy potęgą energetyczną i militarną. Tak dużo obiecywał Prezydent USA?

    Jeśli Adam Bielan tak to widział, to nie będę z tym polemizował. Rozmawialiśmy o konkretnych i istotnych sprawach. To nie są tylko obietnice. Moi ministrowie: Karol Rabenda i Sławomir Cenckiewicz już dyskutują ze swoimi odpowiednikami w Stanach Zjednoczonych o możliwości realizacji spraw, które pojawiły się podczas rozmów w Białym Domu. Gdyby doszły do skutku, byłby to wielki sukces. Ale sukcesem jest to, że nowo wybrany Prezydent jest w stanie dyskutować z naszym najważniejszym sojusznikiem o rzeczach naprawdę konkretnych, które mogą mieć przełożenie na kolejne lata lub dekady.

    Czyli będzie Fort Trump w Polsce?

    Przydałby się, podobnie jak zwiększenie kontyngentu żołnierzy amerykańskich. Jeśli będę mógł się do tego przyczynić, to z całą pewnością zrobię wszystko, żeby tak było.

    Jak się Panu rozmawia z Donaldem Trumpem?

    Bardzo dobrze. Warto podkreślić, że Donald Trump – poza pewnością siebie, otwartością i humorem – jest człowiekiem, który potrafi słuchać. Poza tym Polska nie jest mu obojętna.
    200_Karol_Nawrocki_Waszyngton_20250903_MWB19950.jpg [649.27 KB]
    Rozmowy Prezydentów USA Donalda Trumpa i Polski Karola Nawrockiego w Białym Domu. 3 września 2025 r.

    Nerwowo robi się wokół aneksu do raportu o WSI. Zgodzi się Pan na jego publikację?

    Zleciłem analizę tej sprawy i jeżeli nie będzie przeszkód prawnych, to opublikujemy aneks. W IPN–ie byłem za odtajnianiem i publikowaniem wszystkiego, co było w naszych archiwach. I żeby przeciąć spekulacje, dodam, że to nie Sławomir Cenckiewicz przyszedł do mnie z propozycją upublicznienia aneksu, tylko ja poszedłem do niego. Aneks do raportu WSI to taki Święty Graal polskiej prawicy, nie mam przekonania, że jest w nim jakaś bomba atomowa polskiej polityki.

    Ale Prezydent Lech Kaczyński nie zdecydował się na upublicznienie tego aneksu, tak samo jak Prezydent Andrzej Duda.

    Ja jestem z IPN–u [śmiech]. Zwróciłem się do Biura Bezpieczeństwa Narodowego, żeby to przeanalizowali pod względem prawnym i bezpieczeństwa Polski. Jeżeli nie będzie przeciwwskazań, to aneks zostanie opublikowany.

    A co z certyfikatem bezpieczeństwa dla pana Cenckiewicza?

    Profesor Cenckiewicz ma poświadczenie bezpieczeństwa, co potwierdził Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z czerwca 2025 r. Jest ministrem wykonującym swoje obowiązki. Uczestniczył w wielu naradach przedstawicieli polskiego rządu w najbardziej krytycznych momentach i nikt nie protestował. Zatem wszystko jest w porządku. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że dla rządu jest to temat zastępczy i przy okazji nagonka na profesora Cenckiewicza.

    Z czego wynikająca?

    Z tego, że jest człowiekiem walczącym o prawdę. Jest autorem bardzo wielu ważnych książek, które nie pasują środowisku obecnej władzy. Profesor Cenckiewicz całe życie był niszczony za mówienie prawdy, dlatego jest postrzegany jako zagrożenie dla rządzących. W mojej opinii profesor Cenckiewicz, jest polskim patriotą i ostatnią osobą, którą posądzałbym o sympatie do Federacji Rosyjskiej. Oskarżanie go o to jest odwracaniem pojęć i czynieniem nieprawdy prawdą. Środowiska to podnoszące powinny skończyć z tą szopką.

    Poświadczenie bezpieczeństwa może zostać odebrane. Co Pan wtedy zrobi?

    Jest to praktyka znana w ostatnich latach. Niegodna i nieprzyzwoita. Angażowanie służb specjalnych państwa polskiego w walkę polityczną jest najniższym poziomem rywalizacji. Wiem, o czym mówię, bo sam byłem obiektem działań operacyjnych w czasie kampanii wyborczej. To wystawia jak najgorszą ocenę tym, którzy się do tego odwołują.

    Nie odpowiedział Pan na pytanie, co zrobi gdy certyfikat bezpieczeństwa zostanie mu odebrany.

    Zwróćcie Panie uwagę na wypowiedź ministra Tomasza Siemoniaka, koordynatora służb specjalnych, który powiedział: „Skoro służby tak twierdzą, to Cenckiewicz nie ma poświadczenia bezpieczeństwa”. Ale sąd twierdzi inaczej. Zasadnicze pytanie brzmi: gdzie my żyjemy? Jaka jest Polska, w której żyjemy? Czy żyjemy w Polsce, w której ostatnie zdanie należy do służb podległych politykowi, czy do sądu? Prof. Cenckiewicz powinien mieć i ma poświadczenie bezpieczeństwa. Jaka będzie jego przyszłość? Myślę, że rząd otrzeźwieje i da sobie spokój.
    004_Prezydent_Karol_Nawrocki_Wywiad_WPROST_29-09-2025_MWB11853.jpg.JPG

    Wspomniał Pan o operacjach służb w stosunku do Pana. Jak rozumiemy, chodzi Panu Prezydentowi o artykuły Onetu na temat Pana domniemanej działalności w hotelu Grand. Po co Pan pozywa dziennikarzy z artykułu 212, który może doprowadzić do tego, że pójdą do więzienia. Wygrał Pan już wybory, po co się mścić?

    To jest zemsta? Nie mam w sobie emocji zemsty. Onet tyle nakłamał na mój temat, wykorzystując dwóch ludzi, którzy obecnie wycofują się z oskarżeń, bo nic nie widzieli, nic nie słyszeli, nic nie wiedzą i nie mają wiele do powiedzenia.

    Może spowoduje to otrzeźwienie tych, którzy byli zaangażowani w te operacje niszczenia ludzi. Nie tylko kandydata na Prezydenta. Jestem w stanie poradzić sobie ze swoimi emocjami. Angażowano w to jednak wiele osób, zmuszano do wyciągania dokumentów, różnych deklaracji. Pytanie, czy teraz nie zostaną sami.

    Dążąc do procesu, tylko pogłębia Pan traumę tych ludzi, bo zostaną ujawnieni.

    Nie zostaną. To jest problem Onetu. Dlatego ich dziennikarze obawiają się tego procesu.

    Ale czy głowie państwa wypada sądzić się z dziennikarzami?

    Może nie wypada. Muszę to przemyśleć, bo ci sami ludzie mogą po wycofaniu pozwu powiedzieć, że to oni wygrali. Myślą Panie, że ja tym żyję? Nie. Do poważnych spraw przykładam wagę, a ta jest mi obojętna. Była mi obojętna w kampanii i teraz też jest.

    A sprawa pana Jerzego i jego kawalerki?

    Poszli do niego moi współpracownicy, ale nie zostali wpuszczeni, bo pan Jerzy upoważnił tylko mnie, imiennie, do odwiedzin. Zrobił to jesienią ubiegłego roku, gdy jeszcze był świadomy. Wskazał mnie jako osobę, która zawsze mu pomoże. Wzruszyłem się, gdy się o tym dowiedziałem.

    Pójdzie Pan do niego?

    Chcę pójść, ale muszę to zrobić w taki sposób, żeby nie przyciągnąć tego całego szumu. Nie chcę medialnego zamieszania wokół tego biednego człowieka.

    Czy podpisałby Pan ustawę o związkach partnerskich, gdyby rząd wreszcie ją wyprodukował i nie byłoby w niej przepisów o małżeństwie ani prawa do adopcji dzieci?

    Mówiłem w czasie kampanii wyborczej, że jestem gotowy do rozmowy o ustawie regulującej status osoby najbliższej.

    Z całą pewnością nic, co jest quasi–małżeństwem, nie może liczyć na moje wsparcie. Podobnie w przypadku adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Natomiast urzędowe rozwiązanie sprawy statusu osoby najbliższej jest tym, o czym mogę rozmawiać.

    A co z ustawami sądowymi? Żadna co prawda nie pojawiła się jeszcze na Pana biurku, ale zastanawiamy się, czy Pana stanowisko jest zbieżne ze stanowiskiem Andrzeja Dudy, który nie akceptował np. rozliczania tzw. neosędziów?

    Jako Prezydent posiadam konstytucyjne prawo do wręczania nominacji sędziowskich. Nikt inny nie ma takiego uprawnienia. Odpowiadam w pełni za nominacje sędziów, którzy są typowani przez Krajową Radę Sądownictwa.

    Czyli dla Pana neosędziowie są normalnymi sędziami, bez przedrostka neo.

    Nie ma takiej kategorii jak neosędzia. Sędzią w Polsce jest ten, komu Prezydent wręczy nominację sędziowską. Jeśli Prezydent Andrzej Duda wręczył sędziom nominacje, to znaczy, że oni są sędziami. A KRS działała zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem. Zatem jeżeli minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, czy ktokolwiek inny, będzie chciał podjąć dyskusję z Pałacem Prezydenckim na ten temat, to możemy do niej przystąpić – pod warunkiem, że prezydenckie prerogatywy będą zachowane. Wokół tego możemy budować jakieś rozwiązania ustawowe.
    Może Cię zainteresować Prezydent w najbliższych tygodniach powoła Radę ds. Naprawy Ustroju Państwa

    A właściwie dlaczego Pan wszystko wetuje?

    Nie ulegajmy dezinformacji. Statystyka wygląda tak, że siedem ustaw zawetowałem, a 34 podpisałem.

    Prezydent Duda siedem ustaw zawetował przez półtora roku kohabitacji z rządem Donalda Tuska, a Pan w pierwszym miesiącu urzędowania.

    Nie jestem Andrzejem Dudą. Rząd czekał z ustawami na koniec jego kadencji i się nie doczekał. Ale siedem do trzydziestu czterech to z całą pewnością jest mniejszość.

    Opinia publiczna słyszy głównie o wetach i o tym, że zmusił Pan rząd, żeby wycofał się z ustawy wiatrakowej.

    Rządzący oszukiwali opinię publiczną, że ustawa dotyczyła zamrożenia cen energii elektrycznej. Tymczasem w dokumencie, który dostałem do podpisu, ponad 90 stron było poświęconych wiatrakom. Nie chciałyby mieć Panie takiego Prezydenta, któremu się mówi, że dostaje ustawę o mrożeniu cen energii a on czyta 90 stron o wiatrakach i mówi: wszystko w porządku.

    To była zagrywka poniżej pasa. I co z tym zrobił rząd? Wyciął wszystkie przepisy o wiatrakach, zostawiając tylko te dotyczące energii elektrycznej. Tę ustawę podpisałem.

    Czyli zaczyna Pan ogrywać rząd Tuska?

    Ja nikogo nie ogrywam, tylko robię to, co zapowiedziałem w kampanii wyborczej. Staram się dbać o interes Polski i nie popadać w emocje polityczne.

    Zatem jest Pan przeciwny wiatrakom? Andrzej Duda powiedział nam, że on nie lubi wiatraków, bo są nieładne. Panu też się nie podobają?

    Nie, tak nie powiem. Nie jestem przeciwny odnawialnym źródłom energii. Natomiast we wszystkim musi być jakaś logika i balans pomiędzy potrzebami społecznymi a potrzebami energetycznymi. Jeżeli chce się stawiać wiatraki na dawnych polach bitew – dziś miejscach historycznych albo w najbliższym otoczeniu gospodarstw domowych, to ja jestem jednak po stronie ludzi i historii, a nie po stronie wiatraka czy firmy, która go stawia. To nie jest walka z wiatrakami tylko walka o równowagę.

    Jak wyglądają Pana relacje z Donaldem Tuskiem? Chce go Pan ustawić w pozycji premiera czekającego na audiencję?

    Nikogo nie chcę ustawiać, realizuję swój mandat. Prezydent jest najwyższym urzędem w Rzeczypospolitej. Ma najświeższy mandat i konkretne kompetencje. Zatem chcę z godnością sprawować urząd Prezydenta. Nikt nie będzie wysyłał instrukcji głowie państwa, co ma robić lub mówić.

    Zabolała Pana ta uwaga Radosława Sikorskiego, że dostał Pan szczegółową instrukcję na spotkanie z Prezydentem Trumpem?

    Tę jednostronicową? Szczegółową? Widziałem dokumenty o większej szczegółowości. Chciałbym ustawić dyskusję i współpracę z rządem na pewnym przyzwoitym poziomie. Jeśli rozmawiamy ze sobą, robimy coś wspólnie dla Polski, to musimy się szanować wzajemnie; nie może być tak, że Prezydent, Zwierzchnik Sił Zbrojnych, jest traktowany przez ministrów, rząd, przez parlamentarzystów jak człowiek, który ma wyłącznie coś podpisywać albo odmawiać podpisu.

    A co będzie z ambasadorami? Skoro już Pan tak miło rozmawiał podczas sesji ONZ z ministrem Radosławem Sikorskim, to może dogadaliście się w tej sprawie?

    Do tego jeszcze długa droga. Myślę, że dla dobra Polski powinniśmy dojść do jakiegoś kompromisu. Jestem na to otwarty. Prerogatywy Prezydenta zapisane w konstytucji powinny być punktem wyjścia do naszych ustaleń. Konsekwentnie przestrzegam też dyplomatów rozpoczynających procedurę ubiegania się o stanowisko ambasadora, aby mieli wstępne uzgodnienie swojej misji z Prezydentem. A ci kandydaci, którzy podejmą się wejścia w procedurę bez wstępnego uzgodnienia z Pałacem Prezydenckim, nie służą rozwiązaniu konfliktu wokół ambasadorów. Prezydent jest jednym z organów decydującym o tym, kto jest ambasadorem.
    Może Cię zainteresować Wystąpienie Prezydenta RP podczas debaty generalnej 80. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ [PL/EN]
    002_Prezydenta_Karol_Nawrocki_80_Sesja_Zgromadzenia_ONZ_20250923_MWB16734.jpg [1.06 MB]
    Prezydent RP Karol Nawrocki i szef dyplomacji Radosław Sikorski na debacie generalnej 80. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. 23 września 2025 r.

    Czyli na razie sprawa jest zamrożona, tak?

    W październiku dojdzie do spotkania z ministrem Sikorskim. Mam dokładną analizę tego, jak wygląda sytuacja. W ponad połowie polskich placówek dyplomatycznych nie mamy ambasadorów. To jest dla Polski szkodliwe i powinniśmy tę sytuację rozwiązać w oparciu o konstytucję oraz dobrą praktykę. Co to jest za problem, że Prezydent wstępnie zaopiniuje przyszłego ambasadora, skoro ostatecznie ma podpisać jego nominację?

    Kierownicy placówek: Ryszard Schnepf i Bogdan Klich raczej nie dostaną nominacji?

    Ode mnie na pewno nie. Ale wśród ambasadorów, którzy czekają na nominację, są tacy, do których nie mam żadnych zastrzeżeń.

    To dlaczego nie wręczył im Pan nominacji?

    Bo chciałbym najpierw ustalić z ministrem Sikorskim mechanizm załatwiania spraw.

    Nie będę podpisywał pojedynczych nominacji w sytuacji, gdy w służbie zagranicznej panuje chaos. Chcę usiąść z ministrem spraw zagranicznych i powiedzieć: „Panie ministrze, to jest moja propozycja, jaka jest pana? I co robimy?”

    Ostatnio opinia publiczna żyła sprawą nocnej prohibicji, której nie chcieli warszawscy radni PO. Czy Pan byłby za nocną sprzedażą alkoholu w sklepach i na stacjach benzynowych?

    Na razie sprawa nie dotyczy całej Polski, tylko Warszawy.

    Jest w Sejmie projekt ustawy autorstwa Lewicy, zakazujący w całej Polsce nocnej sprzedaży alkoholu.

    Jestem generalnie przeciwko mnożeniu kolejnych zakazów czy nakazów. Czuję się wolnościowcem. A rozwiązań, o których Panie mówią, jeszcze nie widziałem, dlatego trudno mi je oceniać. Jeżeli przejdą przez Sejm, to się nad nimi pochylę.

    A co z wolnością dla zwierząt? Sejm uchwalił ostatnio przepisy uwalniające psy z łańcuchów. Katarzyna Piekarska, posłanka KO, powiedziała, że będzie o nich rozmawiała z Pana żoną. Podpisze Pan tę ustawę?

    Biorę pod uwagę różne argumenty. Poczekam też na te przedstawione przez posłankę Piekarską podczas rozmowy z moją małżonką i zdecyduję. Jestem wrażliwy na los zwierząt. Sami mamy dwa koty.

    Widzieliśmy chomika w kampanii. Jeszcze żyje?

    Żyje i ma się świetnie. W moim domu zawsze było dużo zwierząt, a moja siostra jest zaangażowana w kwestie obrony praw zwierząt.

    To musi Pan podpisać ustawę przeciwko psom na łańcuchach.

    Czekam na nią, ale nie składam żadnych deklaracji.
    002_Prezydent_Karol_Nawrocki_Wywiad_WPROST_29-09-2025_MWB11907.jpg.JPG

    Dlaczego wypisał Pan syna z edukacji zdrowotnej? Po co była taka deklaracja polityczna?

    Ojcowska, nie polityczna.

    Jest Pan Prezydentem, wszystko, co Pan robi jest polityczne.

    Ale jestem też ojcem i będę nim po odejściu z urzędu.

    Nie chce Pan, żeby syn się edukował zdrowotnie?

    Poradzi sobie bez tego przedmiotu, zresztą to była nasza wspólna decyzja. Z edukacją zdrowotną jest trochę tak jak z ustawą o mrożeniu cen energii elektrycznej – pozornie wszystko jest w porządku, ale zostawiono w niej furtkę umożliwiającą działania ideologiczne. Jeżeli dyskusja wokół edukacji zdrowotnej zamienia się w dyskusję o światopoglądzie, to jestem po prostu przeciwko i nie chcę, żeby mój syn w tym uczestniczył.

    To jest zresztą konsekwencja tego, że ministrem edukacji narodowej została polityk radykalnie lewicowa. Samo to wzbudza niepewność wielu rodziców, także moją. Jako prezes IPN–u śledziłem zmiany w podstawie programowej. Widziałem, jak wykreśla się bardzo ważne dla Polski i dla polskiej historii zagadnienia. A teraz jeszcze doszła edukacja zdrowotna.

    Przemysław Czarnek też był radykalnym ministrem edukacji, tylko o poglądach prawicowych. To się Panu bardziej podobało?

    Na pewno, bo jego poglądy są zbieżne z moimi. Jego argumenty bardziej do mnie trafiają niż te formułowane przez Barbarę Nowacką. Ale zgadzam się, że radykalny polityk na czele Ministerstwa Edukacji Narodowej wzbudza emocje.

    Jakie są Pana sympatie polityczne? Jest Panu bliżej do Konfederatów czy do PiS–u?

    Nigdy nie byłem członkiem partii politycznej i nie po to zostałem Prezydentem, żeby teraz określać się politycznie. W czasie kampanii wyborczej popierało mnie Prawo i Sprawiedliwość i z tym środowiskiem współpracowałem. Zresztą na Prawo i Sprawiedliwość oddawałem swój głos jako wyborca.

    Czyli na Konfederację Pan nie głosował?

    Nie. Głosowałem na Prawo i Sprawiedliwość. Natomiast wiele lat współpracowałem ze środowiskami Konfederacji – podczas marszów Żołnierzy Wyklętych, manifestacji patriotycznych, itd.

    Wszystkie środowiska patriotyczne, także te związane z Konfederacją, są mi bliskie.

    Pana projekt ustawy o CPK, który przeszedł przez Sejm w pierwszym czytaniu, wzbudził bardzo duże emocje ze względu na to, że poparła go częściowo Polska 2050 Szymona Hołowni. Był Pan tym zaskoczony?

    Cieszę się, że w Polsce 2050 są posłowie, którym bliski jest projekt ambitnej Polski. Uważam, że Centralny Port Komunikacyjny powinien być zrealizowany w wersji poszerzonej, wychodzącej do Polski powiatowej, regionalnej, lokalnej.

    Wiedział Pan, że Polska 2050 tak się zachowa?

    To było bardzo dobre i miłe, że projekt prezydencki został poparty ponad podziałami politycznymi.

    Pojawiły się spekulacje, że pan Hołownia chciałby się ubiegać o stanowisko komisarza ONZ w Genewie, a potrzebuje Pana akceptu. Może dogadaliście się w tej sprawie?

    Niezależnie od moich sympatii i antypatii, będę popierał wszystkie polskie kandydatury na stanowiska w ONZ. Te, które poznałem do dzisiaj. Nie wiem, jakie będą kolejne. Ale ci kandydaci, którzy do tej pory się zgłosili, mogą liczyć na moje wsparcie.
    Podziel się

  • Iga Świątek wprawiła Marylę Rodowicz w osłupienie. Nocny wpis gwiazdy mówi wszystko

    Iga Świątek wprawiła Marylę Rodowicz w osłupienie. Nocny wpis gwiazdy mówi wszystko

    Iga Świątek wprawiła Marylę Rodowicz w osłupienie. Nocny wpis gwiazdy mówi wszystko
    Iga Świątek

    Iga Świątek zrobiła niespodziankę Maryli Rodowicz, która w poniedziałek skończyła 80 lat. Piosenkarka była w szoku, kiedy ujrzała tenisistkę, której kibicuje od lat. “Jeszcze nie wierzę, co się stało […]” — oznajmiła gwiazda polskiej sceny w środku nocy. O poranku wspólnym zdjęciem pochwaliła się sama Świątek. 24-latka zwróciła się do Rodowicz.

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    Maryla Rodowicz od lat gra w tenisa i nie ukrywa, że jest wielką fanką Igi Świątek. Z powodu meczów Polki gwiazda estrady nieraz zarywała noce. Chętnie wypowiada się też na temat jej pojedynków w sieci.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Iga Świątek odwiedziła Marylę Rodowicz. Piosenkarka w szoku. “Stałam, jak słup soli”

    Teraz okazało się, że panie miały okazję się spotkać. Iga Świątek zrobiła Maryli Rodowicz prezent urodzinowy.

    “Jeszcze nie wierzę, co się stało. Odwiedziła mnie Iga Świątek z Darią Abramowicz. Stałam, jak słup soli, nie mogłam wydukać dwóch zdań. Przyjechała z życzeniami i z piękną, białą rakietą w prezencie urodzinowym. Ta sama Iga, dla której zarywam noce, do której krzyczę (do telewizora) … koncentracja kur*a, Iga, koncentracja. To był najpiękniejszy prezent ever” — oznajmiła uradowana piosenkarka w środku nocy.

    Maryla Rodowicz znów to zrobiła. Wszystko przez Igę Świątek

    “[…] Wiecie, że sięgam Idze do brody, no żesz. I nie byłam umalowana, no prawie. Najciekawsze, że mój kot rasy syberyjskiej ułożył się koło Igi i tak dotrwał do końca wizyty. To nie jest normalne u niego, ale kto koty zrozumie” — opowiadała Rodowicz.

    Chwilę później dodała kolejny wpis. “Co to był za dzień No ludzie, nagle drzwi się otwierają, a w nich staje Iga Świątek. Powtarzam, Iga Świątek z prezentem. Piękna, biała rakieta. I to był prezent urodzinowy dla mnie. Mówię wam, szok. Stałam, jak słup soli. W końcu do mnie dotarło, tak, to prawdziwa Iga. […] Posiedziała chwilę, gadu, gadu, napiła się wody i zniknęła. Jak sen złoty. Niezapomniane chwile. Ja, to mam szczęście. No i widać, jak na dłoni, ze sięgam Idze do brody. No i byłam nieumalowana, no żesz” — relacjonowała w swoim stylu.

    W środę rano Iga Świątek też opublikowała zdjęcie z Marylą Rodowicz. “Mieć tyle energii, taką karierę, tyle historii i przeżyć, tak łączyć ludzi, a właściwie całe pokolenia…coś wyjątkowego. Sto lat w zdrowiu, pani Marylo i mam nadzieję, że zobaczymy się na korcie” — zwróciła się do piosenkarki.

  • Los Roberta Lewandowskiego przesądzony. Tak ma zagrać Barcelona

    Los Roberta Lewandowskiego przesądzony. Tak ma zagrać Barcelona

    Los Roberta Lewandowskiego przesądzony. Tak ma zagrać Barcelona
    Robert Lewandowski
    Robert Lewandowski (Foto: Rico Brouwer / Getty Images)

    Takich obrazków z Robertem Lewandowskim dawno nie oglądaliśmy. Hiszpańscy dziennikarze są przekonani, że po raz kolejny polskiego napastnika zabraknie w wyjściowym składzie Barcelony na sobotni mecz LaLiga z Osasuną Pampeluna (godz. 18.30). A ich dalsze rokowanie dotyczące kapitana Biało-Czerwonych nie napawają optymizmem. Oto szczegóły i jedenastka, w jakiej ma wystąpić Barca.

    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    Nie najlepsze informacje dotyczące Roberta Lewandowskiego napływają z Hiszpanii przed sobotnim starciem LaLiga z Osasuną Pampeluna (godz. 18.30). Dziennikarze nie mają najmniejszych wątpliwości, że polski napastnik po raz kolejny rozpocznie spotkanie ligowe wśród rezerwowych. Co więcej, wiele wskazuje na to, że taki stan rzeczy może utrzymać się na dłużej.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Los Roberta Lewandowskiego przesądzony. “Jest w lepszej formie niż Polak”

    “Wydaje się, że na czele ataku ponownie pojawi się Ferran Torres. Piłkarz z Foios gra na zmianę z »Lewym« i obecnie jest w lepszej formie niż Polak” — czytamy na łamach katalońskiego dziennika “Sport”. W podobnym tonie wypowiadają się dziennikarze “Mundo Deportivo”.

    “Ferran Torres wywalczył sobie miejsce w podstawowej jedenastce przed Lewandowskim” — czytamy na łamach hiszpańskiej prasy.

    Oto przewidywany wyjściowy skład Barcelony na mecz z Osasuną:
    Tak ma wyglądać wyjściowy skład Barcy na mecz z Osasuną
    Tak ma wyglądać wyjściowy skład Barcy na mecz z Osasuną (Foto: marca.com/screen / Materiały prasowe/zdjęcia)

    Polak spędził już całe spotkanie z Realem Betis na ławce rezerwowych. Wtedy spekulowano, że Hansi Flick oszczędza jego siły w kontekście wtorkowego meczu Ligi Mistrzów z Eintrachtem Frankfurt. “Lewy” wrócił faktycznie do wyjściowego składu, ale spisał się słabo i w 66. minucie został ściągnięty z murawy. Wygląda zatem na to, że teraz Ferran Torres cieszy większym zaufaniem u niemieckiego szkoleniowca.

    Początek sobotniego starcia na Spotify Camp Nou zaplanowano na godz. 18.30. Relacje “na żywo” będzie można śledzić na łamach

  • Anisimova od razu wskazała na Świątek. Tego jeszcze nie było

    Anisimova od razu wskazała na Świątek. Tego jeszcze nie było

    Świat tenisa jeszcze przeżywa to, co działo się w zakończonym w listopadzie sezonie 2025. Jednymi z głównych bohaterek w rywalizacji kobiet były Iga Świątek i Amanda Anisimova. Reprezentantka USA wciąż jest pod wrażeniem gry i możliwości Polki. Świątek imponuje jej na tyle, że gdyby Anisimova mogła, to obsadziłaby ją na bardzo odpowiedzialnym stanowisku w szpitalu.
    Iga Świątek i Amanda Anisimova

    Iga Świątek i Amanda Anisimova błyszczały przede wszystkim w drugiej części sezonu. Polka triumfowała w Wimbledonie oraz w turniejach w Cincinnati i Seulu. Amerykanka zagrała w finale Wimbledonu i US Open i wygrała turniej w Pekinie. Wcześniej zwyciężyła w turnieju w Dosze i zagrała w finale imprezy na kortach Queen’s Club w Londynie. Sezon w rankingu WTA skończyły odpowiednio na drugim i czwartym miejscu.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Anisimova wymieniła Świątek w odpowiedzi na zaskakujące pytanie

    Patrząc na to, jak wystrzeliła kariera Anisimovej, można powiedzieć, że Świątek była istotną osobą w jej rozwoju. Amerykanka rozkręciła się właśnie po Wimbledonie, gdzie przegrała z Polką w finale 0:6, 0:6. To była dla niej cenna lekcja. Odgryzła się jej na kortach US Open w ćwierćfinale, a potem pokonała Świątek w WTA Finals w Rijadzie.

    Anisimova, która ugruntowuje sobie pozycję w czołówce, podchodzi do utytułowanej polskiej tenisistki z dużym szacunkiem i podziwem. Chwali ją nie tylko za grę, ale też podejście do tenisa i rzeczy związanych z tenisowym warsztatem.

    Zobacz też: Przełomowy dzień dla Rosji. Hańba na wieki

    Na instagramowym koncie “Overtime Tennis” pojawiła się krótka i nietypowa rozmowa z Anisimovą, która miała miejsce przy okazji turnieju pokazowego A Raquet at The Rock w Prudential Center w Newark, New Jersey. Została zapytana o to, kto z tenisistów lub tenisistek byłby dobrym chirurgiem. Praktycznie bez wahania wskazała na Świątek, podając jej konkretne cechy i umiejętności.

    – O mój Boże… Hmmm… Sądzę, że najprawdopodobniej Iga. Wydaje się, że jest bardzo oczytana. Jest jedną z najbardziej skoncentrowanych zawodniczek, jaką kiedykolwiek widziałam. Byłaby idealna do tej pracy – przyznała Anisimova.

    Anisimova, występując w Newark, zaczęła przygotowania do nowego sezonu. Ma już za sobą dwa mecze z Jessiką Pegulą – pierwszy przegrany w trzech setach, drugi wygrany w dwóch partiach.

  • IGA ŚWIĄTEK przerywa długie milczenie na temat plotek o jej chłopaku

    IGA ŚWIĄTEK przerywa długie milczenie na temat plotek o jej chłopaku

    IGA ŚWIĄTEK przerywa długie milczenie na temat plotek o jej chłopaku

    Przez ostatnie miesiące w mediach społecznościowych i w części prasy bulwarowej narastały spekulacje dotyczące życia prywatnego Igi Świątek, a zwłaszcza jej rzekomego związku. Plotki mnożyły się tym bardziej, im mniej sama zawodniczka mówiła o życiu poza kortem. Teraz jednak najlepsza polska tenisistka postanowiła przerwać milczenie i w klarowny sposób odnieść się do narosłych komentarzy dotyczących „tajemniczego chłopaka”. Jej słowa nie tylko uciszyły medialne spekulacje, ale także wywołały dyskusję na temat prywatności sportowców funkcjonujących w erze wszechobecnych mediów.

    Świątek, znana ze swojej powściągliwości i opanowania w kontaktach z mediami, od dawna podkreśla, że najważniejszym obszarem jej życia jest tenis. Wielokrotnie mówiła, że potrzebuje ciszy, stabilizacji i przestrzeni do pracy nad sobą, aby utrzymać się na szczycie światowego rankingu. Jej podejście od lat jest konsekwentne: sport i zdrowie psychiczne są priorytetem, a wszystko inne ma charakter drugorzędny. Jednak rosnąca popularność i rozpoznawalność sprawiły, że fani coraz częściej zaczęli interesować się także jej życiem uczuciowym.

    W ostatnich tygodniach plotki zaczęły przybierać na sile, zwłaszcza gdy na niektórych zdjęciach kibice doszukiwali się osoby, która rzekomo miała być partnerem Igi. Choć sama tenisistka nie komentowała tych rewelacji, internet natychmiast podchwycił temat. Zaczęły pojawiać się pseudoinformacje, domysły, a nawet próby „analizowania” jej zachowania na podstawie materiałów z turniejów.

    W wywiadzie udzielonym po jednym z treningów Świątek zdecydowała się jednak jasno wyjaśnić sprawę. – „Wiem, że ludzie są ciekawi, ale moje życie prywatne naprawdę jest moją sprawą. Nie jestem w związku i nie chcę, aby Tworzenie nieprawdziwych historii odciągało uwagę od mojej pracy na korcie” – powiedziała, jednocześnie apelując o większy szacunek dla granic, jakie wyznacza.

    Jej stanowisko wywołało szerokie reakcje – od głosów wsparcia po komentarze sugerujące, że popularność niesie konieczność bycia bardziej „otwartą” wobec fanów. Dla wielu ekspertów sportowych była to jednak idealna okazja, aby przypomnieć, że najwyższej klasy sportowcy funkcjonują pod ogromną presją i mają pełne prawo decydować o tym, co pozostaje częścią ich publicznego wizerunku, a co nie.

    Warto zauważyć, że Świątek od lat stara się budować swój wizerunek w oparciu o autentyczność i zdrowe wartości. Jest ambasadorką zdrowia psychicznego, współpracuje z psychologiem sportowym i otwarcie mówi o znaczeniu odpoczynku oraz równowagi w życiu. Jej słowa o potrzebie prywatności nie są zatem ucieczką przed mediami, ale elementem spójnej filozofii, która pozwoliła jej sięgnąć po wielkie sukcesy.

    Jednocześnie tenisistka nie wyklucza, że kiedyś w przyszłości podzieli się z fanami większą częścią swojego życia prywatnego. – „Może przyjdzie moment, w którym będzie inaczej. Ale dziś chcę skupić się na tenisie, rywalizacji i rozwoju. Mam 23 lata, całe życie przede mną. Na razie nie czuję potrzeby, by ktokolwiek analizował moje relacje czy szukał sensacji” – dodała.

    Wypowiedź Świątek przyczyniła się również do dyskusji o granicach prywatności w sporcie. W świecie, w którym sportowcy są aktywni w mediach społecznościowych, a każde ich zdjęcie może trafić na portale plotkarskie, dbanie o własne granice staje się wyzwaniem. Eksperci przypominają, że nadmierne zainteresowanie życiem prywatnym może prowadzić do presji, stresu, a w konsekwencji nawet do problemów mentalnych. W przypadku zawodniczki o tak intensywnym harmonogramie, jak Iga, spokój poza kortem ma kluczowe znaczenie.

    Na koniec sama Iga zaznaczyła, że docenia wsparcie fanów i rozumie ich ciekawość, ale prosi o zrozumienie. „Cieszę się, że ludzie interesują się moją karierą, dopingują mnie i wspierają. To naprawdę daje mi siłę. Ale moje życie poza tenisem chcę chronić – chociażby po to, żeby móc dłużej grać na najwyższym poziomie i zachować równowagę.”

    Jej słowa można uznać za jasny komunikat: sukces sportowy i życie prywatne mogą istnieć obok siebie, ale tylko wtedy, gdy respektuje się granice. A w przypadku Igi Świątek granice te są jasno postawione – i zasługują na szacunek.

  • Sabalenka rozpętała burzę. O tych słowach będzie głośno

    Sabalenka rozpętała burzę. O tych słowach będzie głośno

    Wokół Aryny Sabalenki znów stało się głośno. Tym razem po jej odpowiedzi na pytanie o udział transpłciowych zawodniczek w sporcie. – To niesprawiedliwe – mówi liderka rankingu WTA. Jak to tłumaczy? Jej słowa podzieliły kibiców, którzy mają również do niej żal o nadchodzące spotkanie pokazowe w Dubaju.
    Aryna Sabalenka
    screen: x.com/PiersUncensored

    Trwa okres przygotowawczy do nowego sezonu. Aryna Sabalenka bierze udział w kolejnych meczach pokazowych, a już 28 grudnia wystąpi w pokazówce z Nickiem Kyrgiosem. To spotkanie zaplanowano w Dubaju, wydarzenie nazwano “Bitwą płci” – tak jak słynny mecz pomiędzy Billie Jean King a Bobbym Riggsem z 20 września 1973 roku.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Sabalenka zapytana przez Morgana

    W ramach przygotowań do tego pojedynku Sabalenka i Kyrgios wzięli udział w programie znanego brytyjskiego dziennikarza Piersa Morgana. Prowadzący w pewnym momencie zapytał liderkę rankingu o udział transpłciowych zawodniczek w sporcie. Sabalenka przyznała, że jej zdaniem nie powinny mieć prawa startu w żeńskich zawodach.

    – To skomplikowane pytanie. Nie mam nic przeciwko nim, ale wciąż mają ogromną przewagę nad innymi kobietami. Nie sądzę, żeby to było sprawiedliwe, żeby kobieta stawała do walki z biologicznym mężczyzną. To niesprawiedliwe. Kobiety całe życie pracowały, żeby osiągnąć swoje granice, i potem muszą mierzyć się osobami, które są biologicznie silniejsze. Nie zgadzam się z tym – powiedziała Białorusinka. Kyrgios dopytywany przez dziennikarza stwierdził, że uważa tak, jak Sabalenka.

    Wcześniej w podobny sposób wypowiadała się legenda kobiecego tenisa Martina Navratilova. Wielokrotna mistrzyni wielkoszlemowa od lat wyraża sprzeciw w sprawie udziału transpłciowych zawodniczek w żeńskiej rywalizacji sportowej. W 2023 r. krytykowała m.in. dopuszczanie takich tenisistek do startu przez Amerykański Związek Tenisowy w mistrzostwach kraju w kategorii wiekowej +55. W listopadzie w social mediach Navratilova pozytywnie zareagowała na doniesienia mediów, jakoby MKOl był coraz bliżej wprowadzenia zakazu występów transpłciowych sportsmenek w damskich dyscyplinach olimpijskich.
    Kibice podzieleni

    W przypadku Aryny Sabalenki to pierwsza taka wypowiedź na ten temat. Aktywni tenisiści zwykle unikają jednoznacznych stanowisk w drażliwych sprawach społecznych czy politycznych. Trzeba też uważać na dezinformację, o czym ostatnio przekonaliśmy się w przypadku Carlosa Alcaraza. Jeden z internautów przekonywał, że Hiszpan odmówił udziału w turnieju pokazowym “Noc Dumy” powiązanym ze środowiskiem osób LGBT. W rzeczywistości Alcaraz nigdy na ten temat się nie wypowiadał, co zostało zweryfikowane przez system Community Notes na platformie X.

    W przypadku Sabalenki nie ma jednak mowy o manipulacji czy fake newsie, bo jest to autentyczna wypowiedź pierwszej rakiety świata z programu wyemitowanego we wtorkowy wieczór. Jej słowa podzieliły kibiców w social mediach. Jedni wspierali Białorusinkę, inni twierdzili, że nie powinna tak mówić.

    – “Brawo za odwagę”, “Ale ona ma rację”, “Tak nie powinna wypowiadać się liderka kobiecego tenisa”, “Polowanie na czarownice w przypadku osób transpłciowych z udziałem mizogina – Aryna może być bardziej bezmyślna niż myślałem”, “Siedzenie obok sprawcy przemocy domowej i dyskutowanie o tym, co jest sprawiedliwe, a co niesprawiedliwe wobec kobiet, jest szaleństwem”, “Jej menedżerowie od PR-u mogą być załamani” – to tylko niektóre z komentarzy.

    Wielu fanów tenisa ma też żal do Aryny Sabalenki, że poprzez uczestniczenie w pokazówce z Nickiem Kyrgiosem legitymizuje wcześniejsze zachowania i postawę Australijczyka w stosunku do kobiet. Kyrgios nieraz dzielił się komentarzami o charakterze seksistowskim, przyznał się do napaści na swoją byłą dziewczynę, utrzymywał znajomość z kontrowersyjnym influencerem Andrew Tate’em, a gdy kolejne kobiety oskarżały Tate’a o przemoc, tenisista odciął się od celebryty.
    Białorusinka o tym, co powiedziała Kostiuk

    Kyrgios przed laty w nieelegancki sposób sprowokował na korcie Stana Wawrinkę. W pewnym momencie meczu zasugerował, że ówczesna dziewczyna Wawrinki Donna Vekić ma romans z kolegą Kyrgiosa Thanasim Kokkinakisem. Potem Australijczyk przepraszał Szwajcara, ale nie pogodzili się do dziś.

    W październiku temat biologii w tenisie podniosła także Marta Kostiuk. Za przykład podała Arynę Sabalenkę oraz Igę Świątek. Zapytana o rywalizację z nimi, przekonywała, że z uwagi na naturalne uwarunkowania ma z tym problem. – Mam umiejętności, ale one i tak są ode mnie znacznie większe, znacznie wyższe i znacznie silniejsze – stwierdziła Ukrainka.

    I dodała: – Każdy z nas ma swoją biologiczną strukturę. Niektórzy mają wyższy poziom testosteronu, inni niższy. To po prostu natura. Czuję, że jestem od nich mniejsza. Próbuję zrozumieć, jak mogę pokonać te zawodniczki swoim tenisem, ale i tak muszę pracować ciężej na punkty. Muszę biegać znacznie więcej niż one, żeby z nimi wygrywać.

    Część osób krytykowała Kostiuk. Podkreślali, że nie powinna używać argumentu testosteronu, jeśli nie ma pewności, czy jej rywalki rzeczywiście mają wyższy poziom hormonu. Inni przypominali, że jest raptem o centymetr niższa od Świątek, a o siedem centymetrów od Sabalenki. W tenisie wzrost ma znaczenie, ale nie decyduje o wszystkim – najlepszy dowód to m.in. sukcesy Jasmine Paolini (1,63 m).

    W trakcie ostatniej rozmowy Piers Morgan zapytał Arynę Sabalenkę o słowa Marty Kostiuk, a liderka rankingu stwierdziła: – To wygląda na szukanie wymówki. Marta jest bardzo silna i nie mam wrażenia, by to z powodu siły fizycznej przegrywała z innymi. To brzmi trochę zabawnie.

  • Legenda tenisa uderza w Sabalenkę. Ekspert: To obrzydliwe

    Legenda tenisa uderza w Sabalenkę. Ekspert: To obrzydliwe

    Aryna Sabalenka zagra mecz pokazowy z Nickiem Kyrgiosem w ramach wydarzenia “Bitwa płci”. Wydarzenie ma nawiązywać do słynnego spotkania z udziałem Billie Jean King oraz Bobby’ego Riggsa. King pytana o nadchodzące starcie, przyznaje gorzko: “To już nie to samo”. Dlaczego legenda tenisa tak uważa i czy mogłoby być inaczej?

    W tenisie trwają przygotowania do nowego sezonu, ale to nie znaczy, że nic się nie dzieje. Odbywają się kolejne mecze pokazowe, a najwięcej zamieszania wywołuje pojedynek, który 28 grudnia odbędzie się w Dubaju. Na kort wyjdą Aryna Sabalenka i Nick Kyrgios. Wydarzenie nazwano “Bitwą płci” – tak, jak słynny mecz Billie Jean King – Bobby Riggs rozgrywany w Houston 20 września 1973 roku.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”

    Billie Jean King, 29-letnia wtedy Amerykanka, liderka kobiecego tenisa, pokonała 55-letniego byłego mistrza Wimbledonu 6:4, 6:3, 6:3. Spotkanie oglądało ponad 90 mln widzów na całym świecie, w tym 30 tys. na trybunach. Pojedynek King – Riggs przeszedł do historii jako ważny element zmian na rzecz kobiecego tenisa i sportu w ogóle. Kobiety zarabiały wówczas dużo mniej niż mężczyźni, nie występowały na największych obiektach, rzadziej były pokazywane w telewizji. Raptem trzy miesiące przed meczem w Houston powstała Organizacja Kobiecego Tenisa (WTA), która do dziś stoi na straży praw zawodniczek.
    Billie Jean King o pojedynku Aryny Sabalenki

    Billie Jean King zapytana przez BBC, jakie zauważa podobieństwa między tamtym starciem, a nadchodzącym pojedynkiem Sabalenki z Kyrgiosem, przyznała wprost: – Jedyne podobieństwo polega na tym, że zagrają mężczyzna z kobietą. To wszystko, reszta jest inna. Nasz mecz dotyczył zmiany społecznej, kulturowej i tego, gdzie jako tenis znajdowaliśmy się w 1973 r. Teraz tak nie jest. Mam nadzieję, że to będzie świetny pojedynek. Oczywiście chcę, żeby Sabalenka wygrała, ale to już nie to samo.

    Stuart Duguid z agencji Evolve, która odpowiada za to wydarzenie, tłumaczył w rozmowie z BBC: “Chodzi o szacunek, rywalizację i nowe spojrzenie na to, jak może wyglądać równość w sporcie”. Aryna Sabalenka napisała na Instagramie: “Mam wiele szacunku do Billie Jean King i tego, co zrobiła dla tenisa. Jestem dumna, że będę mogła reprezentować kobiecą stronę tenisa i być częścią nowoczesnej odsłony kultowej Bitwy Płci”.

    Czytaj także: Kontrowersje w meczu Lecha

    Mecz Sabalenki z Kyrgiosem, jak wskazuje King, będzie rozgrywany w innych warunkach niż panujące przed 50 laty. Tenisistki zarabiają dziś w Wielkim Szlemie tyle samo co tenisiści. W top 10 najlepiej zarabiających sportsmenek świata znajdziemy aktualnie siedem przedstawicielek tenisa, co pokazał ostatni ranking magazynu Sportico. Panie są pokazywane w telewizji, grają na największych kortach.

    Czasy się zmieniły, ale to nie znaczy, że zniknęły wszystkie problemy. Zawodniczki apelują od miesięcy o zmiany w intensywnym kalendarzu, inną konstrukcję rankingu WTA, bo dziś jest więcej obowiązkowych turniejów niż jeszcze kilka lat temu. Do tego nagrody dla obu płci wyrównano, ale nie wszędzie – wciąż zdarzają się imprezy wysokiej rangi, w których kobiety otrzymują niższą nagrodę od mężczyzn. Nowym wyzwaniem stał się wszechobecny hejt w internecie, a także stalking – najlepsze przykłady to historie z ostatnich 12 miesięcy Emmy Raducanu, Ewy Lys, Igi Świątek czy Karoliny Muchowej. To są wyzwania, przed którymi stoją działacze kobiecego tenisa.
    Whitaker krytykuje

    Aryna Sabalenka mogłaby wykorzystać pojedynek z Nickiem Kyrgiosem, by nagłośnić współczesne kłopoty, z którymi mierzą się tenisistki, zaapelować o zmiany, przycisnąć władze tenisowe. Białorusinka w ostatnich dniach odwiedza największe redakcje świata, by promować wydarzenie, ale przebiła się i przykryła wszystko jej odpowiedź na pytanie brytyjskiego dziennikarza Piersa Morgana o transpłciowe zawodniczki w sporcie. Być może dlatego Billie Jean King patrzy na nowe wydanie “Bitwy płci” i nie widzi prawie żadnych podobieństw do jej meczu z Bobbym Riggsem.

    Część osób uważa, że starcie Sabalenki z Kyrgiosem należy traktować jak zwykłą rozrywkę, o czym świadczy także wybór miejsca organizacji imprezy. Inni jednak wskazują na zagrożenia dla kobiecego tenisa. Catherine Whitaker, współprowadząca Tennis Podcast, podkreśla: – Nie widzę absolutnie nic do uzyskania dla kobiecego tenisa. Widzę tylko ponurą sytuację – ordynarny interes komercyjny i narzędzie służące jednemu z najbardziej zagorzałych mizoginów w tenisie, który po prostu chce zwrócić na siebie uwagę.

    Sabalenka, cytowana przez BBC, przekonuje, że mecz nie zaszkodzi tenisistkom. – A może nawet przenieść kobiecy tenis na wyższy poziom. Będę tam i pokażę, że kobiety są silne i mogą dawać wspaniałą rozrywkę – uważa. King, na pytanie, czy to może odbić się negatywnie, przyznała: – Nie wiem, będę musiała zapytać Arynę już po meczu.

    Kyrgios i Sabalenka twierdzą, że dzięki innej formule rywalizacji na trybunach pojawi się więcej widzów, a i w tym celebryci, co przyciągnie uwagę całego świata, w tym nowych fanów dyscypliny. – W naszym sporcie takie spotkania nie zdarzają się często i tak chcemy pomóc tenisowi – mówi Australijczyk.

    Obecność Nicka Kyrgiosa obok Aryny Sabalenki dzieli fanów. Dla jednych to naturalny wybór, inni uważają, że pierwsza rakieta świata nie powinna pojawiać się w otoczeniu byłego finalisty Wimbledonu. A pojawia już przed meczem – udzielają razem wywiadów jak u Morgana, nagrywają materiały na social media. Kyrgios, podobnie jak przed laty Riggs, ma wizerunek mizogina, który mówiąc łagodnie, nie traktuje kobiet poważnie. Dodatkowo przyznał się do napaści na swoją byłą dziewczynę w 2021 roku.

    30-latek z Canberry w styczniu wrócił do tenisa po 1,5 roku przerwy. Zagrał dwa mecze oficjalne, a od marca nie widzieliśmy go w rozgrywkach ATP. – Jeśli Sabalenka wygra, pokona mężczyznę, który jest w kiepskiej formie i od lat jest kompletnie nieistotny dla rywalizacji, to co Aryna wygra? Nic. Jeśli nie wygra 6:0 6:0, ludzie będą szukać jedynie okazji do ataku na kobiecy tenis. Jeśli Kyrgios zwycięży, on i inni o podobnych poglądach będą twierdzić, że to legitymizuje wszystko, co wygaduje. To obrzydliwe dawać mu platformę – uważa Whitaker.

  • “Moment przełomu”. Najnowszy sondaż dla Polsatu potwierdza narastający od tygodni trend

    “Moment przełomu”. Najnowszy sondaż dla Polsatu potwierdza narastający od tygodni trend

    Po dwóch latach rządów Donalda Tuska większość Polaków negatywnie ocenia efekty pracy rządu i realizację obietnic wyborczych.

    pokazuje silny podział w społeczeństwie – wyborcy KO są bardziej przychylni rządowi niż sympatycy PiS i Konfederacji.

    Premier Tusk podejmuje działania mające na celu przejęcie prorozwojowych tematów od PiS, jak budowa CPK i elektrowni atomowej, co jednak budzi pytania o jego wiarygodność.

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

    W sobotę 13 grudnia mijają dwa lata od powołania rządu Donalda Tuska. Z tej okazji pracownia IBRiS na zlecenie Polsat News zapytała Polaków, jak oceniają funkcjonowanie rządu i realizację obietnic wyborczych.

    Źle działania Rady Ministrów oceniło 51,8 proc. badanych. Odpowiedzi “raczej źle” udzieliło 23,5 proc., “zdecydowanie źle” 28,3 proc. W sprawie oceny rządu zdania nie ma 7,4 proc. badanych. Dobrze działania rządu ocenia 40,9 proc. ankietowanych, w tym 6 proc. respondentów odpowiedziało “zdecydowanie dobrze”, a 34,9 proc. “raczej dobrze”.

    Ocena dwulecia rządu Tuska. Sondaż IBRiS dla Polsat News

    Na pytanie “jak ocenia pan/pani realizację obietnic wyborczych przez rząd?” na odpowiedź “zdecydowanie dobrze” wskazało zaledwie 2,1 proc. respondentów, a 20,9 proc. oceniło, że “raczej dobrze”. Odmiennego zdania jest natomiast łącznie 65,1 proc. ankietowanych, z czego 29 proc. wskazało odpowiedź “raczej źle”, a 36,1 proc. “zdecydowanie źle. Zdania w tej kwestii nie ma 11,9 proc.
    Kolorowy wykres kołowy prezentujący wyniki sondażu dotyczącego oceny działania rządu, z wyraźnymi procentowymi wynikami różnych opinii, na tle ciemnoniebieskiego wnętrza z fragmentem godła Polski i biurka.

    Wyniki sondażu dla Polsat NewsPolsat News

    Pytamy Marcina Dumę z pracowni IBRiS, jak interpretuje te wyniki. – Jeśli wziąć liczbę zrealizowanych przez ten rząd obietnic wyborczych, jest to uczciwa i mało zaskakująca ocena – uważa Marcin Duma.

    – Przy czym warto odnotować, że rząd na półmetku znajduje się w momencie przełomowym. Tak jak rządowi PiS w 2017 roku, właśnie po dwóch latach rządów udało się wyjść z wielu problemów, tak teraz widać, że rządowi Tuska idzie lepiej. Co nie znaczy oczywiście, że od razu wszystkie składowe będą strzelać w górę – wyjaśnia.
    Grupa elegancko ubranych osób w garniturach i marynarkach z przypiętymi biało-czerwonymi kotylionami zgromadzona podczas oficjalnej uroczystości, w tle ceglany mur i okno z kratą.

    Przedstawiciele koalicji rządzącej od lewej: Krzysztof Gawkowski, wicepremier z Lewicy, Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier z PSL, premier Donald Tusk, Małgorzata Kidawa-Błońska, marszałek Senatu z KO oraz Szymon Hołownia, były marszałek Sejmu z PL2050Jacek Szydlowski / FORUMAgencja FORUM

    Ciekawie oceny dwulecia rządu rozkładają się w poszczególnych grupach wyborców. I tak na przykład o ile wyborcy PiS czy Konfederacji oceniają realizację obietnic jednoznacznie źle – uważa tak 96 proc. wyborców PiS i 89 proc. wyborców Konfederacji, o tyle oceny wśród wyborców Koalicji Obywatelskiej są zróżnicowane. 50 proc. wyborców Koalicji Obywatelskiej pozytywnie ocenia realizację obietnic, z czego 6 proc. “zdecydowanie dobrze”, a 44 proc. “raczej dobrze”. Przeciwnego zdania jest 34 proc. – “raczej źle” wskazało 28 proc., a “zdecydowanie źle” 6 proc. Sporo, bo 16 proc. respondentów odpowiedziało, że “nie ma zdania”.

    Marcin Duma wskazuje, że polska scena polityczna jest trwale podzielona na pół, a każda strona sporu politycznego walczy o przekonanie i mobilizację swoich wyborców.

    – Myślenie Donalda Tuska idzie dziś w kierunku tego, czy jego wyborcy mają alternatywę. On im przedstawia to w taki sposób, że mogą albo zatkać nos i zagłosować na KO, nawet jeśli nie wszystko im się podoba, albo pozwolić rządzić Grzegorzowi Braunowi, Sławomirowi Mentzenowi, Krzysztofowi Bosakowi pod rękę z PiS – wskazuje.

    Zwraca też uwagę, że premier Tusk dzisiaj celowo odnosi się personalnie głównie do dwóch polityków na scenie politycznej – do Karola Nawrockiego, którego uczynił swoim punktem odniesienia w miejsce Jarosława Kaczyńskiego, oraz do Grzegorza Brauna, którego postanowił politycznie zbudować.

    – W krótkiej perspektywie pewnie jest to opłacalne, pytanie, czy koszty długofalowe są tego warte. Bo może się okazać, że wpuszczając jad radykalnej, skrajnej prawicy Tusk zepsuje więcej, niż by chciał – przestrzega.

    Premier odbiera tlen PiS? Zmiana nazwy CPK na Port Polska

    Nie bez znaczenia jest także fakt, że Donald Tusk celowo wchodzi w tematykę prorozwojową, która była do tej pory główną osią narracji PiS.

    – PiS do tej pory mówił Polakom, że jak chcą mieć CPK czy elektrownię atomową, to PiS musi wrócić do władzy. Tusk odpowiada teraz, że nie ma takiej potrzeby, bo on to wszystko zrobi i to lepiej – wyjaśnia Marcin Duma.

    – To jasny sygnał, że Tusk chce przejąć ten temat i unieważnić narrację PiS w tej sprawie. Pytanie, czy to się uda, bo w tej sprawie rząd zachowywał się od początku tak nieracjonalnie, że teraz to jest minimalizacja poniesionych strat. Negowanie projektu CPK było gigantycznym błędem, który teraz Tusk próbuje naprawić. Można złośliwe rzec, że mądry Tusk po szkodzie – uważa Marcin Duma. – Pewną zmianę widać też na innych polach, premier dużo ostatnio mówi o elektrowni atomowej, o turbinach wiatrowych na Bałtyku, o zbrojeniach, widać, że wchodzi w tematy, w których dotąd pewnie czuł się PiS – ocenia.

    Podsumowując dwulecie rządów, Marcin Duma przyznaje, że rząd jest w “o niebo lepszej sytuacji niż był rok po objęciu rządów”.

    – Równolegle zadziały się dwie rzeczy: Donald Tusk odżył i to widać, ale odżyli też wyborcy obozu koalicji rządzącej – wyjaśnia.

    I dodaje: – Polepszyły się nastroje społeczne i widać to we wszystkich badaniach, a to daje koalicji rządzącej pewien powiew nadziei. I choć nie da się dziś przesądzić o tym, kto wygra wybory i kto będzie rządził w 2027 roku, to Donald Tusk i jego koalicjanci mają dziś o wiele więcej powodów do zadowolenia niż jeszcze rok temu – konkluduje nasz rozmówca.

    Kamila Baranowska

    Bogucki w “Gościu Wydarzeń”: Tusk tworzy układ zamknięty

  • Iga Świątek spóźniła się na trening. Oto co zrobił jej trener

    Iga Świątek spóźniła się na trening. Oto co zrobił jej trener

    Iga Świątek spóźniła się na trening. Oto co zrobił jej trener
    Maciej Ryszczuk i Iga Świątek
    Maciej Ryszczuk i Iga Świątek (Foto:
    Iga Świątek złożyła gratulacje 41-letniej Lindsey Vonn, która po siedmioletniej przerwie wygrała zawody Pucharu Świata. Na zdjęcie polskiej tenisistki zareagował trener Maciej Ryszczuk. Tylko zobacz, co napisał.

    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym

    Tuż po triumfie 41-letniej Lindsey Vonn w zjeździe w St. Moritz Iga Świątek podzieliła się wyjątkowym zdjęciem w mediach społecznościowych. Nigdy nie ukrywała, że amerykańska narciarka jest dla niej ogromną inspiracją, zresztą z wzajemnością. Obie często wymieniają się komentarzami w mediach społecznościowych.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Iga Świątek spóźniła się na rozgrzewkę. Oto co zrobił jej trener

    Piątkowe zdjęcie Świątek skomentował jej trener Maciej Ryszczuk. “Zamiast być o czasie na rozgrzewce to siedzi przed tv” — zaśmiał się fizjoterapeuta i trener przygotowania fizycznego polskiej tenisistki.

    Lindsey Vonn wznowiła karierę i marzy o ostatnim medalu igrzysk olimpijskich. Jedna z najlepszych zawodniczek w historii w konkurencjach szybkościowych ma 41 lat i tytanowe kolano, na które przeszła wiele operacji. Zwycięstwo na trzy miesiące przed igrzyskami w Cortinie jest jej pierwszym od 2018 r. Jest to jej 83. triumf w Pucharze Świata.

    Zobacz także: To mogą być sensacje! Wyjątkowy weekend w Europie

    — Wzoruję się na niej. To znaczy, szczerze mówiąc, nie miałam wielu sportowców, których śledziłam, ale ona była jednym z nich, kiedy jeździła na nartach. Przeczytałam też jej biografię i znalazłam w niej ogromną inspirację. Spotkałyśmy się już kilka razy i zawsze rozmawiamy dłużej niż zwykle. Dała mi kilka wskazówek, więc może chce być częścią zespołu — opowiadała swego czasu Świątek.