Author: trevor

  • Marszałek Czarzasty odpowiada prezydentowi Nawrockiemu. Mówi o “dwóch licznikach”

    Marszałek Czarzasty odpowiada prezydentowi Nawrockiemu. Mówi o “dwóch licznikach”

    W piątkowym komunikacie Kancelarii Prezydenta odnoszącym się do tzw. sejmowej zamrażarki wskazano, że prezydent Karol Nawrocki zaapelował do marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, ugrupowań rządzących i wszystkich parlamentarzystów o rzetelną, merytoryczną debatę nad przedstawianymi regulacjami.
    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Co marszałek Czarzasty powiedział o konsultacjach projektów z Sejmem?

    Jakie były reakcje Czarzastego na stwierdzenie o zamrażarce sejmowej?

    Jakie dwa liczniki będzie obserwował Czarzasty?

    Co Czarzasty obiecał w swoim orędziu po objęciu urząd marszałka?

    Czarzasty wraz z m.in. wicepremierem, ministrem cyfryzacji Krzysztofem Gawkowskim przyjechał w sobotę do Wrocławia na wybory władz wojewódzkich Nowej Lewicy. Podczas konferencji prasowej marszałek Sejmu wyraził zdziwienie stwierdzeniem, że “istnieje zamrażarka sejmowa”. — Jak przejmowałem urząd, to słyszałem, że nie ma żadnej zamrażarki w Sejmie, a ja nie podjąłem jeszcze żadnej decyzji — mówił Czarzasty.

    Marszałek podkreślił, że jeśli według prezydenta Nawrockiego “ustawy idą wolno przez Sejm”, to — jak mówił — może być to wynikiem konieczności prowadzenia dalszych prac nad nimi, w tym uzupełnienia tych projektów. — I pozwolicie państwo, że posłużę się w tym momencie słowami pana prezydenta w tej sprawie. Może niech pan, panie prezydencie konsultuje własne projekty z Sejmem już na wczesnym etapie prac — takie działanie usprawniłoby proces legislacyjny, a przede wszystkim służyłoby obywatelom — powiedział Czarzasty.

    Dodał, że w orędziu, gdy obejmował urząd marszałka, obiecywał “spokój i dystans”. — W związku z tym mogę powiedzieć do pana prezydenta w sposób taki naprawdę bardzo spokojny, że jeżeli pan uznał, że powołanie następnego Parku Narodowego może poczekać 20 lat… Jeżeli pan uznał, że powołanie młodych osób na stopień oficerski i na sędziów może być odłożone na czas nieokreślony, to ja do pana wczorajszego apelu do mnie odniosę się wtedy, kiedy przyjdzie właściwy czas — mówił.

    Czarzasty powiedział również, że będzie przyglądał się dwóm licznikom. — Temu licznikowi, na którym będą się wyświetlały ustawy zawetowane przez pana prezydenta i temu licznikowi, który będzie pokazywał ustawy podpisane. W naszej współpracy będę to brał pod uwagę, panie prezydencie —

    Sobotnia wizyta marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego we Wrocławiu, gdzie uczestniczył on w wyborach władz wojewódzkich Nowej Lewicy, stała się okazją do odniesienia się do piątkowego komunikatu Kancelarii Prezydenta. W komunikacie tym Karol Nawrocki wyraził zaniepokojenie tzw. „sejmową zamrażarką” oraz zaapelował do marszałka, większości rządzącej i wszystkich parlamentarzystów o rzetelną, merytoryczną i szybką debatę nad projektami ustaw trafiających do izby. Czarzasty, który od momentu objęcia funkcji zapowiadał spokojniejszy styl sprawowania urzędu niż jego poprzednicy, odpowiedział jednak w dość stanowczy, choć – jak podkreślał – wciąż „spokojny i zdystansowany” sposób.

    Marszałek przede wszystkim wyraził zdziwienie samym użyciem sformułowania „zamrażarka sejmowa”. Podkreślił, że gdy przejmował funkcję, słyszał deklaracje, iż żadna zamrażarka w Sejmie nie istnieje. Tymczasem – jak zauważył – nie zdążył jeszcze podjąć żadnej decyzji, która mogłaby świadczyć o blokowaniu prac legislacyjnych. W jego ocenie więc zarzut pojawił się przedwcześnie, a nawet bezpodstawnie. Wskazał także, że jeżeli faktycznie projekty ustaw prezydenckich przechodzą wolniej przez parlament, może to być związane z koniecznością ich dopracowania. Czarzasty zasugerował, iż część projektów głowy państwa wymaga dodatkowych konsultacji i uzupełnień.

    Z ironią, lecz przy zachowaniu deklarowanego spokoju, marszałek zasugerował prezydentowi, by ten zaczął konsultować własne projekty z Sejmem już na wczesnym etapie prac. Taki krok – podkreślił – usprawniłby proces legislacyjny, a przede wszystkim służył obywatelom, którzy oczekują sprawnego tworzenia prawa, a nie politycznych przepychanek.

    Czarzasty przywołał również swoje orędzie wygłoszone po wyborze na marszałka Sejmu, w którym obiecywał „spokój i dystans”. Zaznaczył, że nadal zamierza się ich trzymać, choć nie ukrywał, że słowa prezydenta wymagają reakcji. Odnosząc się do przykładów opóźnień, jakie w jego ocenie pojawiły się po stronie prezydenckiej, wymienił m.in. wieloletnie oczekiwanie na powołanie kolejnego parku narodowego czy odraczanie nominacji oficerskich oraz sędziowskich. W ten sposób zasygnalizował, że jeśli prezydent apeluje o sprawność legislacyjną, powinien najpierw uporządkować procesy w swojej własnej kancelarii.

    Najbardziej symboliczny fragment wypowiedzi Czarzastego dotyczył jednak słynnych „dwóch liczników”. Marszałek zapowiedział, że w relacjach między prezydentem a Sejmem będzie uważnie obserwował dwa wskaźniki: liczbę ustaw zawetowanych przez prezydenta oraz liczbę tych, które zostaną przez niego podpisane. Jak stwierdził, te dwa liczniki będą ważną miarą ich współpracy, a w praktyce pozwolą ocenić, w jakim stopniu prezydent jest gotów współdziałać z parlamentem, a w jakim – stawiać mu przeszkody.

    Wypowiedź marszałka to wyraźny sygnał, że mimo deklarowanego spokoju, zamierza on stanowczo bronić autonomii Sejmu i nie przyjmować bez reakcji publicznych sugestii o rzekomym blokowaniu ustaw. Konflikt na linii prezydent–parlament, który narastał od momentu wyborów, otrzymał tym samym kolejny rozdział, a zapowiedziane „liczniki” z pewnością będą przywoływane w kolejnych tygodniach debaty politycznej.

  • Lewandowski przegrał z… własną żoną. Ranking obiega sieć

    Lewandowski przegrał z… własną żoną. Ranking obiega sieć

    Z najnowszego rankingu firmy WPP Media wynika, że Anna Lewandowska ma większy potencjał marketingowy niż jej mąż. W zestawieniu Influence Power Index nie brakuje niespodzianek.

    Ranking WPP Media wskazał Igę Świątek jako numer “jeden” pod względem wpływu w polskim sporcie. Zaskoczenie budzi dopiero ósma pozycja Roberta Lewandowskiego, który znalazł się trzy miejsca za żoną Anną.

    Świątek wygrała Influence Power Index, czyli zestawienie potencjału marketingowego postaci sportu. Ranking oparto na badaniu kilkudziesięciu tysięcy osób i wskaźnikach takich jak wizerunek, popularność, sympatia, wiarygodność i wpływ na odbiorców.

    ZOBACZ WIDEO: Krychowiak w swoim stylu. Sala od razu wybuchła śmiechem

    Za Świątek uplasowali się Jakub Błaszczykowski i Justyna Kowalczyk. W TOP 10 znaleźli się też kolejno: Przemysław Babiarz, Anna Lewandowska, Krzysztof Hołowczyc, Adam Małysz, Robert Lewandowski, Kamil Stoch i Ewa Chodakowska.

    W drugiej “dziesiątce” pojawili się między innymi Agnieszka Radwańska, Marcin Gortat, Łukasz Piszczek, Bartosz Kurek, Robert Kubica i Wojciech Szczęsny.

    Zaskakuje dopiero 17. miejsce Aleksandry Mirosław, mimo dużego potencjału marketingowego. Za nią znaleźli się Natalia Kaczmarek i Maciej Kurzajewski, a 20. lokatę zajął Patryk Chojnowski, czterokrotny mistrz paraolimpijski w tenisie stołowym.

  • Tusk stoi przed nie lada wyzwaniem. Polska musi wrócić do “głównego stołu”

    Tusk stoi przed nie lada wyzwaniem. Polska musi wrócić do “głównego stołu”

    Po medialnym wycieku amerykańsko-rosyjskiego draftu planu pokojowego w Szwajcarii spotykają się delegacje Stanów Zjednoczonych i Ukrainy. Cel: przedyskutowanie możliwych rozwiązań zakończenia wojny i “aktualizacja” wcześniejszej wersji planu uzgodnionej z Rosją.

    Zanim Ukraińcy zasiedli do stołu z Amerykanami spotkali się ze swoimi europejskimi partnerami. Konkretnie Francją, Niemcami, Włochami i Wielką Brytanią. Obecni byli też czołowi przedstawiciele Unii Europejskiej. Cel: ustalenie wspólnego, europejskiego frontu, jeśli chodzi o rozwiązania pokojowe, przed startem rozmów amerykańsko-ukraińskich.

    Tego samego dnia delegacje francuska, niemiecka i brytyjska publikują alternatywny wobec amerykańsko-rosyjskiego plan zakończenia wojny w Ukrainie. Podobnie jak pierwotna wersja składa się z 28 punktów, ale różnice w treści są znaczące: dokument nie faworyzuje agresora, nie ogranicza suwerenności Unii Europejskiej ani NATO, nie obciąża kosztami wojny zaatakowanej Ukrainy.

    W Genewie nie ma jednak liderów polskiego rządu. Polska nie bierze udziału w rozmowach państw UE z Ukrainą ani nie figuruje jako współautor europejskiej odpowiedzi na propozycję planu pokojowego Amerykanów i Rosjan. I to mimo faktu, że Polska jako jedyny kraj europejski została w tym dokumencie wymieniona z nazwy (punkt 9. stanowi: “Europejskie myśliwce będą stacjonować w Polsce”).

    Nad Wisłą pojawia się coraz więcej pytań, dlaczego nie ma nas tam, gdzie decydują się już nie tylko losy Ukrainy, czy szerzej Europy, ale przede wszystkim Polski.

    Kto wyciął Polskę? Ameryka czy Ukraina?

    – Nie było nas tam, nie zostaliśmy dopuszczeni do stołu. Taka prawda – z goryczą po rozmowach w Genewie stwierdza jeden z liderów koalicji rządzącej. – Musimy wierzyć w działania ministra Sikorskiego i we wpływy premiera Tuska. Będziemy próbowali to odkręcić – dodaje nasz rozmówca. Jednocześnie apeluje, żeby powstrzymać się od ocen na gorąco i poczekać kilka dni, może tydzień, aż będzie wiadomo, czym zakończył się ten etap negocjacji pokojowych.
    Dwóch mężczyzn ściska sobie dłonie na tle flag Stanów Zjednoczonych i Ukrainy, w tle widoczni są umundurowani funkcjonariusze.

    Prezydenci Stanów Zjednoczonych i Ukrainy: Donald Trump i Wołodymyr ZełenskiANDREW HARNIK AFP

    Pytany o powody polskiej nieobecności na szczycie w Szwajcarii polityk wskazuje palcem Donalda Trumpa. – Nie było nas tam, bo on jest… (tu pada mocno niecenzuralne słowo dotyczące nieprzewidywalności amerykańskiego przywódcy) – irytuje się nasze źródło.

    Z informacji Interii w MSZ faktycznie wynika, że za nieobecność Polski podczas rozmów w Genewie obwiniany jest prezydent Stanów Zjednoczonych. Jak słyszymy, “oceny tego, co się stało są różne, ale konkluzja jest taka, że to była decyzja Amerykanów”. W obozie władzy panuje przekonanie, że “sytuacja z tym niby planem pokojowym jest bardzo trudna”, ponieważ bez wiedzy i zgody Polski wpisano nas do planu jako kraj, w którym stacjonować będą europejskie myśliwce (zabrakło jednak nie tylko konsultacji z polskim rządem, ale również konkretów dotyczących tego, jak miałoby to wpłynąć na polską sytuację bezpieczeństwa).

    Obeznani w sprawach międzynarodowych rozmówcy z kręgów koalicyjnych wskazują też jednak w stronę Ukrainy. W ostatnich miesiącach Kijów nie naciska na obecność Polski na różnego rodzaju szczytach pokojowych i formatach negocjacyjnych. – Nie ma nas, bo Ukraina nie chce, żebyśmy tam byli. Głównym aktorem jest Ukraina, ona często jest gospodarzem tych rozmów, a trudno się wpraszać gdzieś, gdzie nas nie zaprosili. Byłoby to niezręczne i niegodne – punktuje jedno ze źródeł Interii w parlamencie.

    Jednocześnie rozmówcy z obozu władzy nie stronią od wbicia szpili prezydentowi, którego obwiniają za popsucie relacji z administracją Wołodymyra Zełenskiego. Przy tej okazji wskazują nie tylko na antyukraińską retorykę Karola Nawrockiego w kampanii prezydenckiej, ale również na jego działania już na nowym stanowisku.

    Musimy dogadać się z państwami nordyckimi, z Bałtami i państwami wschodniej flanki. To jest format, który już jakiś czas temu zaczął żyć na poziomie rządowym: państwa nordyckie, Bałtowie, Polska. Teraz jeszcze dochodzą do tego Niemcy

    Chodzi przede wszystkim o wymuszenie na rządzących przycięcia świadczeń socjalnych dla przebywających w Polsce Ukraińców, a ostatnio również o dyplomatyczne przepychanki z Kijowem w kwestii tego, który prezydent powinien jako pierwszy odwiedzić drugi kraj. Prezydent Nawrocki oczekuje, że to jego ukraiński odpowiednik pojawi się w Polsce, podczas gdy niepisana zasada jest taka, że to głowa państwa o krótszym stażu na stanowisku odwiedza przywódcę sprawującego swój urząd.

    – Zima w relacjach z Ukrainą nadchodziła już od jakiegoś czasu, bo relacje z Ukrainą ochładzają się nie od wczoraj. Zaczęło się od transferu zboża i protestów rolników, a potem było już tylko gorzej – wzrusza ramionami ważny polityk koalicji rządzącej.

    Wiara w dyplomatyczną wszechmoc Tuska słabnie

    Coraz częstsza nieobecność Polski w gremiach zajmujących się negocjacjami pokoju w Ukrainie odbija się też na wierze w nieograniczoną dyplomatyczną sprawczość Donalda Tuska, którą rządzący lubili się w minionych latach chwalić.

    – O tej wszechmocy Tuska w UE opowiadali głównie platformersi i chyba oni głównie w to wierzyli – ironizuje osoba wysoko postawiona w strukturach Lewicy. W swojej diagnozie idzie jeszcze dalej: – Mówiąc najoględniej, premier Tusk pełnił funkcję w głównej mierze reprezentacyjną. Wszystkie te opowieści o tym, czego to on nie może w UE brały się z tego, że po prostu wszystkich znał. Tusk jest trochę jak brytyjska królowa. Ona też wszystkich znała, ale nie powodowało to, że miała wpływ na decyzje innych państw.

    Konstatacja jest taka, że ostatnie miesiące brutalnie zweryfikowały rzeczywistą dyplomatyczną wagę Polski. W pewnej mierze z naszej własnej winy, biorąc pod uwagę dyplomatyczny dwugłos prezydenta i rządu. – Realnie możemy tyle, ile waży w UE nasz kraj. Jesteśmy piątą gospodarką Unii – nie jest to ogon stawki, ale też nie możemy się porównywać z Francją czy Niemcami – tłumaczy jedno z naszych źródeł w koalicji.

    Irytacja narasta jednak również w samym rządzie. – Lepiej być u źródła przygotowywania różnego rodzaju rozwiązań, niż potem marnować czas na ich doprecyzowanie albo odkręcanie – nie ma wątpliwości jeden z członków rządu. Sytuację z coraz częstszym pomijaniem Polski w gremiach debatujących o zakończeniu wojny w Ukrainie nazywa “wielowątkową, ale jednak kompromitującą”. Nasz rozmówca mimo wszystko wyraża jednak przekonanie, że “i tak nic bez naszej zgody, jeśli chodzi o wschodnią flankę, się nie wydarzy”.

    Nasi rozmówcy z kręgów koalicyjno-rządowych wskazują jeszcze dwie kwestie, które – ich zdaniem – wpłynęły na pozycję Polski przy “głównym stole”. Pierwszą jest przecenienie naszych kart atutowych, czyli największych w NATO wydatków na obronność w relacji do PKB, największej armii w Unii Europejskiej i bycia strategicznym hubem dla zachodniej pomocy dla Ukrainy. – Niektórzy nasi partnerzy uważają, że to nie są karty atutowe, a przynajmniej nie tak mocne, żeby predestynowały nas do ostrego stawiania się w kluczowych kwestiach – analizuje jeden z naszych rozmówców.

    Druga kwestia to prymat polityki wewnętrznej nad polityką zagraniczną. Chociaż obecny rząd ustawicznie krytykował za takie podejście Zjednoczoną Prawicę, to sam wpadł w tę samą pułapkę. Nasi rozmówcy wskazują przy tej okazji zwłaszcza finisz kampanii prezydenckiej i wypisanie się Polski na własne życzenie z “koalicji chętnych”, która ma wysłać do Ukrainy swoje wojska w celu pilnowania postanowień przyszłego pokoju.
    44 proc. Polaków nie chce, aby Radosław Sikorski zastąpił Donalda Tuska na stanowisku premiera

    Premier Donald Tusk i wicepremier oraz szef MSZ Radosław SikorskiDominika Zarzycka / NurPhotoAFP

    – Można było powiedzieć, że nie wykluczamy, rozważamy, analizujemy i wtedy bylibyśmy w “koalicji chętnych”, a nie w “koalicji niechętnych” – zauważa zajmujący się sprawami międzynarodowymi ważny polityk Koalicji 15 Października. I dodaje: – Tyle że to bardzo mocno rezonowałoby negatywnie w kraju i dało ogrom paliwa opozycji na finiszu kampanii prezydenckiej. Gdyby nie wybory, nie wiem, czy decyzja zapadłaby taka sama, ale wybory z pewnością na tym zaważyły.

    Szef polskiego rządu broniony jest niemal wyłącznie przez swoich partyjnych podwładnych. – Nie widzę żadnego zagrożenia dla naszych interesów. Naszą zasługą jest to, że wszyscy w Europie o tym pierwszym, 28-punktowym amerykańsko-rosyjskim drafcie planu pokojowego myślą tak jak Polska. To jest robota dyplomatyczna polskiego rządu – argumentuje jedna z parlamentarzystek Koalicji Obywatelskiej. – Te negocjacje toczą się na różnych forach i w różnych miejscach. Nie mam poczucia, że Donald Tusk jest w nich odsuwany na boczny tor czy nie jest głównym graczem – podkreśla.

    “Sojusz północny” na ratunek Polsce

    Polski rząd wciąż analizuje sytuację i zastanawia się nad idealnym remedium na problem coraz wyraźniejszej marginalizacji Polski w kluczowych rozmowach. Z informacji Interii w obozie władzy wynika, że jednym z głównych pomysłów na poprawę naszych notowań i odzyskanie miejsca przy “głównym stole” jest zagranie kartą lidera regionu.

    – Ujmując sprawę politycznie: Polska jako największe państwo NATO w regionie, który jest zagrożony przez Rosję, i lider wschodniej flanki Sojuszu musi znaleźć sojuszników – mówi Interii osoba z obozu władzy bardzo dobrze zorientowana w sprawach międzynarodowych. – Musimy dogadać się z państwami nordyckimi, z Bałtami i państwami wschodniej flanki. To jest format, który już jakiś czas temu zaczął żyć na poziomie rządowym: państwa nordyckie, Bałtowie, Polska. Teraz jeszcze dochodzą do tego Niemcy – słyszymy od naszego źródła.

    Nie było nas tam, nie zostaliśmy dopuszczeni do stołu. Taka prawda. Musimy wierzyć w działania ministra Sikorskiego i we wpływy premiera Tuska. Będziemy próbowali to odkręcić

    Wspomniany format, o którym coraz częściej mówi się jako “sojuszu północnym”, nie jest nowością. Od momentu agresji Rosji na Ukrainę Polska zacieśnia współpracę właśnie z państwami nordyckimi i bałtyckimi, a także partnerami na wschodniej flance NATO. Powód jest oczywisty: to właśnie partnerzy z regionu dużo lepiej od “starej Unii” rozumieli i rozumieją zagrożenie ze strony Rosji. To te kraje są również same bezpośrednio zagrożone przez Kreml, co sprawia, że w ich przypadku nie kończy się na pustych deklaracjach.

    – Z punktu widzenia krajów, które rozumieją rosyjskie zagrożenie, Polska jest liderem i jesteśmy w stanie w tym formacie nordycko-bałtycko-polskim pozyskać sojuszników, dzięki którym będziemy w stanie siedzieć przy tym stole, przy którym decydować będą się kwestie pokoju w Ukrainie – mówi źródło Interii z kręgów dyplomatycznych w koalicji rządzącej. – Nikt w tym gronie nie ma wątpliwości, że Polska jest liderem regionu w temacie bezpieczeństwa – podkreśla.

    – Musi być jasne, że nie ma mowy, że coś ma się dziać na terytorium Polski bez wiedzy i zgody Polski. To jest oczywiste – kontynuuje nasz rozmówca. I dodaje: – Poza tym, ponieważ my na wschodniej flance lepiej rozumiemy zagrożenie ze strony Rosji powinniśmy solidarnie się pewnych rzeczy domagać.

    Chodzi, rzecz jasna, o obecność przy kluczowych rozmowach na temat zakończenia wojny. Chociaż nikt w obozie władzy nie mówi tego jeszcze wprost nawet w rozmowach nieoficjalnych, to między wierszami daje się zauważyć, że kolejnym narzędziem w walce o polskie interesy mogłoby być zdecydowanie mocniejsze postawienie sprawy niezastępowalności Polski w kwestii pomocy Zachodu dla Ukrainy.

    – Ukraina i prezydent Zełenski nie powinni mieć wątpliwości, że Polska jest ważna i potrzebna w tym procesie – słyszymy od jednego z dobrze zorientowanych parlamentarzystów. – Muszą zdać sobie sprawę z tego, jak ważni jesteśmy w tej układance – zaznacza polityk.

    Były szef MSZ wskazuje na prezydenta Nawrockiego. ”Nie jesteśmy obiektywnie sojusznikiem Ukrainy”Polsat NewsPolsat News

  • Barber zobaczył Donalda Tuska i od razu wypalił. “Coś trzeba poprawić” [WIDEO]

    Barber zobaczył Donalda Tuska i od razu wypalił. “Coś trzeba poprawić” [WIDEO]

    Barber spojrzał na fryzurę Donalda Tuska i nie wytrzymał. “Coś trzeba poprawić” [WIDEO]

    Więcej takich historii znajdziesz na stronie głównej
    Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

    Na początku nagrania, które pojawiło się na platformie X, Donald Tusk wyjaśnił, że napisał do niego na Instagramie Mateusz, który wraz ze wspólnikiem prowadzi barber shop w Warszawie. Podkreślił, że chciałby porozmawiać z premierem o polityce i o tym, jak żyje się w Polsce drobnym przedsiębiorcom.
    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Jakie tematy poruszono podczas wizyty Donalda Tuska u barbera?

    Co powiedział barber, gdy zobaczył Tuska?

    Jakie zmiany w fryzurze zaproponował barber?

    O której godzinie Tusk ogląda ‘Familiadę’?
    Donald Tusk u barbera. “Nie sądziłem, że pan odczyta wiadomość”

    Tusk przyjął propozycję i pojawił się u Mateusza. — Nie sądziłem, że pan odczyta wiadomość — powiedział barber, gdy tylko premier pojawił się w jego salonie. — Widzę, że coś trzeba poprawić na głowie — rzucił następnie w stronę swojego gościa. Choć Tusk początkowo był niechętny, w końcu zgodził się na metamorfozę.

    Sprawdź: Donald Tusk komentuje wyniki nowego sondażu. Wskazuje głównych rywali

    Podczas strzyżenia barber i premier poruszyli szereg tematów, w tym obniżenie składki zdrowotnej. — Dostaliśmy weto, ale chyba spróbujemy jeszcze raz — powiedział Tusk.
    Donald Tusk u barbera zdradził rodzinną tradycję

    Poruszona została także kwestia zbliżających się baraży do piłkarskiego mundialu, które odbędą się pod koniec marca przyszłego roku. — Jeśli będą grali tak, jak z Holandią, to nie wygląda to źle. Ale gdyby mieli zagrać tak, jak ostatni mecz, to słabo to wyglądało — stwierdził Tusk i zaznaczył, że Biało-Czerwoni nie mogą zlekceważyć Albanii.

    Zobacz: Mistrz świata zobaczył, co zrobił Donald Tusk i nie wytrzymał. “Wstyd”

    Tusk pochwalił się też, że ma rodzinny rytuał, który polega na oglądaniu w niedzielę o godz. 14.00 “Familiady”. — Wnuki bardzo krzyczą, aby przełączyć na Formułę 1 — powiedział Tusk. Po pytaniu od barbera o to, czy oglądał wyścig w Las Vegas, stwierdził, że nie. — Nie jestem fanem Maxa Verstappena. Najstarszy wnuk ma hopla na punkcie F1, więc od razu zadzwonił z tą sensacją — dodał.

    — Widać, że barber wjechał — zakończył nagranie Tusk.

    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. W serwisie Plejada.pl każdego dnia piszemy o najważniejszych wydarzeniach show-biznesowych. Bądź na bieżąco! Obserwuj Plejadę w Google. Odwiedź nas także na Facebooku, Instagramie, YouTubie oraz TikToku.

    Chcesz podzielić się ciekawym newsem lub zaproponować temat? Skontaktuj się z nami, pisząc maila na adres: