Author: trevor

  • 5 minut i 41 sekund wystarczyło. Głośno o tym, co zrobił Sochan. “To szalone”

    5 minut i 41 sekund wystarczyło. Głośno o tym, co zrobił Sochan. “To szalone”

    Kolejny mecz, kolejnych kilka minut i kolejny brak punktów – tak można podsumować występ Jeremy’ego Sochana w meczu San Antonio Spurs z Utah Jazz. Drużyna z Teksasu przegrała, a uwaga kibiców skupiła się m.in. na złym wpływie reprezentanta Polski, chociaż ten przebywał na parkiecie mniej, niż sześć minut!

    Powiedzieć, że Jeremy Sochan rozgrywa bardzo słaby sezon w NBA, to nie powiedzieć nic. Z jednej strony zmagał się z kontuzją nadgarstka, ale z drugiej, nawet jeśli gra, to nie zdobywa tym zaufania trenera San Antonio Spurs Mitcha Johnsona. Podobnie było minionej nocy, gdy Spurs zmierzyli się z Utah Jazz i przegrali 114:127.

    Zobacz wideo Gortat imprezował z mężem Kim Kardashian. “Była opcja na pidżama party w rezydencji Playboya”
    Jeremy Sochan rozegrał niespełna sześć minut w meczu przeciwko Utah Jazz

    5 minut i 41 sekund – tyle czasu na parkiecie przebywał minionej nocy Jeremy Sochan. To trzeci najgorszy wynik spośród wszystkich zawodników, którzy wystąpili w tym meczu. W tym czasie reprezentant Polski zanotował asystę, zaliczył dwie straty, a jego zespół zanotował bilans punktowy -7. Na punkty w NBA Sochan czeka niezmiennie od meczu z New Orleans Pelicans, który został rozegrany 9 grudnia.

    Zobacz również: Polskie skoki czekały na to 1105 dni. “Jest jednym z lepszych na świecie”

    Chociaż Sochan spędził na parkiecie mniej, niż sześć minut, to tyle wystarczyło, żeby trafić pod krytyczne oko fanów zespołu z Teksasu. “To szalone, jak bardzo negatywnie wpływa [na grę – przyp. red.] Jeremy Sochan… Dosłownie tracisz grunt pod nogami z każdą minutą, którą on tam [na parkiecie – przyp. red.] spędza”, “Mitch Johnson spisywał się w tym roku naprawdę dobrze, ale fatalny skład z Sochanem i Watersem całkowicie zniszczył naszą dynamikę i sprawił, że przegraliśmy mecz”, “Sochan wszedł do gry i dosłownie zniszczył cały impet, bracie LMFAO”, “Nie będę kłamał, eksperymentalny skład Mitcha z Lindym i Sochanem był tym, co w pierwszej kolejności wykopało dół. Nie twierdzę, że to konkretnie jego wina, bo wiele rzeczy poszło nie tak, ale na pewno to nie pomogło” – pisali kibice Spurs na portalu X.

    Czy Jeremy Sochan odwróci jeszcze kartę w tym sezonie NBA? Czy może czeka go po prostu weryfikacja i w przyszłości będzie zmuszony grać np. w Europie? Jak mawia klasyk – czas pokaże.

    Jednocześnie, mimo tej porażki, Spurs dalej zajmują drugie miejsce w tabeli Konferencji Zachodniej. Kolejny mecz rozegrają we wtorek 30 grudnia z Cleveland Cavaliers.

  • Mistrzyni olimpijska ma dość. Ujawniła przerażającą prawdę

    Mistrzyni olimpijska ma dość. Ujawniła przerażającą prawdę

    Osiągnęłam punkt krytyczny. I myślę, że nadszedł czas, aby pomyśleć o sobie – przekazała swoim fanom Carolina Marin. Tym samym ogłosiła, że rezygnuje z… mediów społecznościowych. Mistrzyni olimpijska w badmintonie nie radzi sobie z hejtem i narastającą presją ze strony kibiców. Niestety w świecie sportu nie jest to odosobniony przypadek.
    Carolina Marin

    Carolina Marin jako jedna z nielicznych Europejek należy do grona największych gwiazd kobiecego badmintona. Hiszpanka od lat plasuje się w czołówce najważniejszych światowych imprez. Jej największym sukcesem jest złoty medal olimpijski z Rio de Janeiro w singlu. Trzykrotnie zdobywała również tytuł mistrzyni świata. Mimo bogatej kariery i wspaniałych osiągnięć 32-latka przechodzi ostatnio przez trudny okres w swoim życiu.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Mistrzyni ogłosiła wszem i wobec. Koniec z mediami społecznościowymi. “Punkt krytyczny”

    Jak opisała hiszpańska “Marca”, Marin niedawno straciła ojca i musiała mierzyć się z zerwanym więzadłem. Teraz doszedł jej kolejny problem. Chodzi o psychiczne wyczerpanie związane z presją ze strony kibiców. – Zdałam sobie sprawę, zwłaszcza w ostatnim miesiącu, że osiągnęłam punkt krytyczny. I myślę, że nadszedł czas, aby pomyśleć o sobie i naprawdę przemyśleć wiele rzeczy. Dlatego jedną z decyzji, które podejmę, będzie odłączenie się od mediów społecznościowych – powiedziała na nagraniu, jakie zamieściła na Instagramie.

    Marin podkreślała, że był to jej ostatni post w tym roku, a od następnego zamierza całkowicie izolować się od mediów społecznościowych. – Załamałam się. Muszę przyznać, że nie jestem teraz w najlepszej formie. Chcę być szczęśliwa, a żeby tak było, muszę odnaleźć szczęście w wielu innych rzeczach – stwierdziła. Przy okazji podziękowała kibicom za wszelkie okazane wsparcie.
    Sportowcy mają nowy problem. “Poświęcają więcej uwagi telefonom”

    Niestety takich przypadków jest coraz więcej. Zaledwie kilka miesięcy temu na podobny krok zdecydowała się inna hiszpańska mistrzyni – Ana Peleteiro. Trójskoczkini całkowicie usunęła konto w mediach społecznościowych po tym, jak spadła na nią lawina rasistowskich obelg. Z kolei koszykarka Silvia Dominguez skasowała swoje konto na platformie X. – Staje się to toksyczna platforma, na której nie ma żadnego szacunku. Nie utożsamiam się z tym i nie chcę być jej częścią – napisała w ostatnim poście.

    Hiszpańscy dziennikarze nie mają wątpliwości, że zjawisko nie jest przypadkowe. – Media społecznościowe zmieniły relacje między sportowcami a publicznością. Nie ma już dystansu ani szacunku. Kibice piszą bezpośrednio do swoich idoli, a wielu z nich szuka rozgłosu poprzez prowokację – zauważyła “Marca”. Coraz więcej sportowców nie jest w stanie sobie z tym poradzić. – Niektórzy poświęcają więcej uwagi telefonom niż treningom. Kiedy ponoszą porażkę, negatywne komentarze mocno na nich ciążą i widać to gołym okiem. A kiedy wygrywają, euforia również staje się wyczerpująca. Odłączenie się od mediów społecznościowych to nie ucieczka, to narzędzie – powiedział psycholożka Marta Ganchegui w rozmowie z La M Roja.

  • Historyczny sukces Maryny Gąsienicy-Daniel! Polka piąta w zawodach Pucharu Świata w Semmering

    Historyczny sukces Maryny Gąsienicy-Daniel! Polka piąta w zawodach Pucharu Świata w Semmering

    Awans z dwunastej lokaty i fenomenalny drugi przejazd

    Rywalizacja na trudnej technicznie i wyboistej trasie w Semmering od samego początku wymagała od zawodniczek pełnej koncentracji oraz agresywnej jazdy. Maryna Gąsienica-Daniel po pierwszym przejeździe zajmowała dwunastą pozycję, tracąc do liderującej Sary Hector 1,56 sekundy. Choć strata do podium wydawała się znaczna, różnice wewnątrz pierwszej dziesiątki były minimalne – do dziesiątego miejsca Polce brakowało zaledwie 0,11 sekundy. To właśnie ta niewielka różnica oraz doskonałe przygotowanie fizyczne pozwoliły naszej reprezentantce na podjęcie ryzyka w finałowej rundzie, co okazało się kluczem do końcowego sukcesu.

    W drugim przejeździe Gąsienica-Daniel zaprezentowała narciarstwo na najwyższym światowym poziomie, notując trzeci czas netto tej serii. Dzięki bezbłędnemu pokonywaniu bramek i utrzymaniu wysokiej prędkości na nierównym podłożu, Polka zdołała wyprzedzić aż siedem rywalek. Ostatecznie nasza alpejka straciła 1,36 sekundy do triumfatorki zawodów, Julii Scheib, oraz 1,22 sekundy do drugiej Camille Rast. Podium uzupełniła Sara Hector, która nie zdołała utrzymać prowadzenia z pierwszej serii. Tuż przed Polką, na czwartym miejscu, sklasyfikowana została Valerie Grenier.
    Przełamanie długiej passy i wygrana z królową nart

    Sobotni wynik ma dla Maryny Gąsienicy-Daniel wymiar symboliczny i stanowi potwierdzenie jej przynależności do światowej elity. Do tej pory najlepszymi osiągnięciami Polki w Pucharze Świata były cztery lokaty na szóstym miejscu. Co więcej, Gąsienica-Daniel na powrót do czołowej dziesiątki zawodów czekała od marca 2023 roku. Fakt, że udało się to uczynić właśnie teraz, pokonując przy tym o 0,09 sekundy samą Mikaelę Shiffrin, świadczy o powrocie do najwyższej dyspozycji. Shiffrin, uznawana za najwybitniejszą narciarkę w historii, tym razem musiała uznać wyższość Polki, co odbiło się szerokim echem w międzynarodowych mediach sportowych.

    Sama zawodniczka w rozmowie z Eurosportem nie kryła wzruszenia i ogromnej satysfakcji z osiągniętego rezultatu. Przyznała, że odczuwa przede wszystkim ulgę, ponieważ tak wysoka lokata jest dowodem na to, że ciężka praca treningowa przynosi zamierzone efekty. Gąsienica-Daniel podkreśliła, że trasa w Semmering była wyjątkowo wymagająca i nie wybaczała błędów, dlatego strategia zakładająca atak od startu do samej mety była jedynym sposobem na wywalczenie życiowego sukcesu.
    Perspektywy na dalszą część sezonu narciarskiego

    Wynik z Semmering stawia Marynę Gąsienicę-Daniel w bardzo korzystnej sytuacji przed kolejnymi startami w kalendarzu alpejskiego Pucharu Świata. Awans w rankingu gigancistek oraz zdobycie cennych punktów pozwoli Polce na starty z lepszymi numerami w nadchodzących zawodach, co na zniszczonych trasach często ma kluczowe znaczenie. Eksperci podkreślają, że stabilizacja formy w slalomie gigancie może być dla Polki trampoliną do walki o jeszcze wyższe cele, w tym o pierwsze w karierze podium, które po sobotnim występie wydaje się być w zasięgu ręki. Polscy kibice z nadzieją patrzą na kolejne starty, wierząc, że piąte miejsce w Austrii to dopiero początek serii znakomitych występów naszej najlepszej alpejki w bieżącym sezonie.

  • Najlepszy wynik Polki w Pucharze Świata w karierze! Tak tego dokonała

    Najlepszy wynik Polki w Pucharze Świata w karierze! Tak tego dokonała

    Najlepszy wynik Polki w Pucharze Świata w karierze! Tak tego dokonała

    Narciarstwo alpejskieNajlepszy wynik Polki w Pucharze Świata w karierze! Tak tego dokonała
    PAP/depesze
    Maryna Gąsienica-Daniel
    Maryna Gąsienica-Daniel (Foto: JOHANN GRODER / AFP)

    Dzięki znakomitemu drugiemu przejazdowi Maryna Gąsienica-Daniel zajęła piąte miejsce w slalomie gigancie w austriackim Semmering, osiągając swój najlepszy w karierze wynik w alpejskim Pucharze Świata. Zwyciężyła reprezentantka gospodarzy Julia Scheib.

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym

    Gąsienica-Daniel na półmetku była 12., ale miała trzeci czas drugiego przejazdu, zdominowanego dość niespodziewanie przez Ninę Astner. Austriaczka po pierwszej próbie była 30., ale awansowała na najwyższą w karierze 12. lokatę.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    Polka po raz pierwszy od prawie trzech lat znalazła się w czołowej dziesiątce elitarnego cyklu. Ostatnio udało jej się to w marcu 2023 r. w Andorze, gdzie była ósma. Rekordowe dotychczas wyniki osiągała w latach 2021-2022, kiedy czterokrotnie zajęła szóstą pozycję

    Scheib uzyskała 0,14 s przewagi nad Szwajcarką Camille Rast oraz 0,40 s nad mistrzynią olimpijską z Pekinu w tej konkurencji Szwedką Sarą Hector, która prowadziła po pierwszym przejeździe. Gąsienica-Daniel straciła do zwyciężczyni 1,36 s.

    Piąte miejsce Maryny Gąsienicy-Daniel w slalomie gigancie w austriackim Semmering to bez wątpienia jedno z najważniejszych wydarzeń tego sezonu dla polskiego narciarstwa alpejskiego. Zawodniczka z Zakopanego udowodniła, że po trudniejszych miesiącach wraca do ścisłej światowej czołówki, osiągając najlepszy wynik w swojej dotychczasowej karierze w zawodach Pucharu Świata.
    Kluczem do sukcesu okazał się znakomity drugi przejazd. Po pierwszej części rywalizacji Gąsienica-Daniel zajmowała dopiero 12. miejsce, co nie zapowiadało aż tak spektakularnego awansu. Jednak w drugiej próbie Polka pojechała niezwykle odważnie, dynamicznie i bez większych błędów, uzyskując trzeci czas przejazdu. Taka jazda pozwoliła jej przesunąć się aż o siedem pozycji w górę klasyfikacji i zakończyć zawody na piątej lokacie.
    Ten wynik ma ogromne znaczenie także w szerszym kontekście kariery zawodniczki. Po raz pierwszy od niemal trzech lat Maryna znalazła się w czołowej dziesiątce Pucharu Świata, nawiązując do swoich najlepszych sezonów z lat 2021–2022. Wówczas czterokrotnie kończyła zawody na szóstym miejscu, co do tej pory pozostawało jej najlepszym osiągnięciem. Piąta lokata w Semmering jest więc symbolicznym przełamaniem i sygnałem, że Polka znów może regularnie walczyć z najlepszymi.
    Zwycięstwo w zawodach odniosła Austriaczka Julia Scheib, wyprzedzając Camille Rast i Sarę Hector, jednak to występ Gąsienicy-Daniel przyciągnął szczególną uwagę polskich kibiców. Jej jazda pokazała ogromną determinację, odporność psychiczną i wysokie umiejętności techniczne. Jeśli forma z Semmering zostanie utrzymana, Maryna może być jedną z niespodzianek kolejnych startów w Pucharze Świata.

  • Tusk po rozmowie z przywódcami. “Takie gwarancje to bezpieczniejsza Polska”

    Tusk po rozmowie z przywódcami. “Takie gwarancje to bezpieczniejsza Polska”

    Premier Donald Tusk przekazał, że podczas sobotniej rozmowy z przywódcami państw UE i NATO panowała jednomyślność co do konieczności zapewnienia Ukrainie konkretnych i pewnych gwarancji bezpieczeństwa. Szef rządu zapowiedział, że ciąg dalszy rozmów nastąpi po niedzielnym spotkaniu Wołodymyra Zełenskiego z Donaldem Trumpem na Florydzie.

    Donald Tusk rozmawiał telefonicznie z przywódcami krajów Europy i NATO o szansach na pokój w UkrainieAnita WalczewskaEast News

    “Wszyscy rozmówcy (dołączyli także Skandynawowie, Kanada, Holandia i NATO) zgodzili się, że kluczowe są gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. Konkretne i pewne. Takie gwarancje to także bezpieczniejsza Polska. Jutro po spotkaniu prezydentów USA i Ukrainy wracamy do rozmowy” – napisał we wpisie na X Donald Tusk.

    Premier rozmawiał telefonicznie z przywódcami m.in. Ukrainy, Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch oraz Unii Europejskiej, by omówić szanse na zawarcie porozumienia pokojowego kończącego wojnę w Ukrainie.

    Rozmowa poprzedziła wspomniane we wpisie premiera niedzielne spotkanie prezydentów Ukrainy i USA. Odbędzie się ono w Palm Beach na Florydzie o godz. 15 czasu miejscowego (godz. 21 w Polsce).

    Donald Tusk rozmawiał z liderami Europy i NATO. “Kluczowe są gwarancje dla Ukrainy”

    Kwestiami spornymi w ramach toczących się negocjacji pozostają nadal ustalenia dotyczące kontroli nad terytoriami: Rosja domaga się wycofania ukraińskich wojsk z nieokupowanej dotąd części Donbasu (głównie z obwodu donieckiego), podczas gdy Kijów chce zamrożenia linii frontu na obecnych pozycjach. Nadal omawiana jest także sprawa kontroli nad Zaporoską Elektrownią Atomową, okupowaną przez siły rosyjskie.

    Wiceminister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Riabkow powiedział, że w rozmowach na temat zakończenia wojny udało się osiągnąć “punkt zwrotny”, choć przedstawiona przez Kijów wersja 20-punktowego planu pokojowego różni się od tej, która była omawiana przez delegacje USA i Rosji.

    W sobotę rano doszło do rosyjskiego ataku na stolicę Ukrainy. W komunikatorze Telegram prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował, że do ataku Rosja użyła blisko 500 dronów i 40 rakiet. “Główny cel to Kijów: energetyka i infrastruktura cywilna. Niestety, są trafienia także w budynki mieszkalne” – poinformował Zełenski.

    “Gość Wydarzeń”. Muniek o alkoholu w święta: Oduczyłem się, na Wigilii zero

  • 27-letnia Polka przeszła do historii. Jest pierwsza na świecie

    27-letnia Polka przeszła do historii. Jest pierwsza na świecie

    Przed mistrzostwami świata mówiłam, że jest możliwe, by walczyć o trzy medale, ale nie wszyscy traktowali mnie poważnie. Ja sobie wtedy pomyślałam, że udowodnię, że jest to możliwe i to zrobiłam. Bardzo się cieszę, bo wiem, że to nie tylko mój prywatny sukces. Zdaję sobie sprawę, że zapisałam się na kartach historii i jest to sukces całego polskiego sportu – mówiła Klaudia Zwolińska zaraz po powrocie do Polski z mistrzostw świata w kajakarstwie slalomowym w australijskim Penrith. Jej wyczyn bez wątpienia należy do grona największych w polskim sporcie w mijającym roku. W plebiscycie “Momenty Roku” możecie głosować na swoich faworytów w sondażu pod tym artykułem.

    Zobacz wideo Potężna spina w redakcji legendarnego tygodnika. “Patrz go k***a, analfabeta p********y!

    Zwolińska do historii swojej dyscypliny przeszła 4 października. W Penrith 27-latka z Nowego Sącza wywalczyła trzy medale: złote w konkurencjach C-1 i K-1 oraz brązowy w kayak crossie. Nikt w historii kajakarstwa nie zdobył wcześniej trzech medali na jednych mistrzostwach świata. Zwolińska stała się też pierwszą Polką i dopiero drugą zawodniczką na świecie, która z jednych mistrzostw przywiozła dwa złota.

    – Nie docierało to do mnie, że mogę być legendą polskiego sportu. Zaczęło to do mnie docierać w momencie, kiedy razem z trenerami zaczęliśmy analizować występy polskich sportowców w letnich dyscyplinach i zaczęliśmy się zastanawiać, kiedy ostatni raz były trzy medale indywidualne z jednych mistrzostw świata. To jest to, o czym marzyłam i do czego dążyłam. Nigdy nie chciałam błyszczeć tylko w swojej konkurencji, ale chciałam robić wielkie rzeczy dla polskiego sportu. Chciałam dokonywać takich rzeczy, żeby one były trudne do pobicia – opowiadała Zwolińska w rozmowie z Interią.
    “Tak mi nie szło, że nie wiedziałam, czy to w ogóle ma sens”

    Do Australii jechała w roli jednej z głównych faworytek do złota w swojej koronnej konkurencji K-1. To w niej Zwolińska zdobyła srebro na igrzyskach olimpijskich w Paryżu, przegrywając jedynie z Jessicą Fox. Szanse Polki na mistrzostwach świata były tym większe, że Australijka z rywalizacji we własnym kraju wypadła z uwagi na kontuzję.

    Ale za Zwolińską stały nie tylko igrzyska w Paryżu. W K-1 Polka zdobywała też brąz mistrzostw świata w 2023 r. w Lee Valley, srebro igrzysk europejskich w Krakowie w tym samym roku i mistrzostwo Europy w Lublanie w 2024 r. Zanim jednak Zwolińska wsiadła w Penrith do kajaka, dzień wcześniej czekała ją rywalizacja w kanadyjce. W niej Polka liczyła na medal, ale ostateczny rezultat przerósł jej najśmielsze oczekiwania.

    Kwalifikacje nie były udane, bo Zwolińska zajęła w nich dopiero 17. miejsce. Jak się jednak okazało, była to tylko próbka możliwości naszej zawodniczki tego dnia. Mimo że w półfinale Polka miała gorszy czas, to tym razem uniknęła kary dwóch sekund i zajęła drugie miejsce, pewnie awansując do finału. A w nim nie dała rywalkom najmniejszych szans.

    Mimo że w pierwszym punkcie pomiaru czasu w finałowym starcie Polka traciła 0,62 s do Rosjanki Alsu Minazowej, to w kolejnej części trasy była perfekcyjna. Już na drugim punkcie pomiaru czasu Zwolińska miała 2,45 s przewagi nad Minazową i tę przewagę systematycznie powiększała. Ostatecznie Polka uzyskała czas 108,49 s, wyprzedzając Rosjankę aż o 4,39 s. – Była nieprawdopodobnie szybka – zachwycał się Zwolińską komentator rywalizacji.

    Polka była pewna srebra, ale o ostatecznej kolejności decydowała próba najlepszej w półfinale Brytyjki Kimberley Woods, czyli brązowej medalistki z igrzysk w Paryżu w konkurencji K-1. I 30-latka tym razem kompletnie nie wytrzymała presji. Woods dwukrotnie dotknęła bramki, za co otrzymała cztery karne sekundy i ostatecznie zajęła dopiero ósme miejsce. To oznaczało złoto w C-1 dla Zwolińskiej!

    – Nie wiem, co mam w ogóle powiedzieć. Złoty medal w kanadyjce, tego akurat się nie spodziewałam. Przyjechałam tutaj walczyć o medale, ale szczerze mówiąc, myślałam o kajaku. Wiedziałam, że robię postępy i coraz mocniej czuję się w C-1, ale brakowało mi powtarzalności. Mało kto w to wierzył, ale ja wiedziałam, że w końcu to wypali. Ale nie spodziewałam się, że w finale mistrzostw świata – mówiła Zwolińska w rozmowie z Polskim Związkiem Kajakowym, zaraz po finałowej rywalizacji.

    – To były dwa udane przejazdy, bo po półfinałach byłam druga. Nie spodziewałam się, że w finale będę w stanie powtórzyć ten wynik, a co dopiero jeszcze urwać z tego kilka sekund. Nie wiem, co się dzieje. Kiedy tu przyjechaliśmy z moim trenerem Rafałem, to tak mi nie szło, że nie wiedziałam, czy start w C-1 w ogóle ma sens. Szok, ale oby tak dalej. Teraz w ogóle pytanie, jak ja jutro mam popłynąć szybciej w K-1. No bo tak by przecież pasowało – dodawała z szerokim uśmiechem.
    Deklasacja w K-1

    Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy Zwolińska udźwignie ciążącą na niej presję, już kolejnego dnia mógł przeprosić polską mistrzynię. W swojej koronnej dyscyplinie 27-latka nie dała szans rywalkom, zaliczając trzy bezbłędne przejazdy. Zwolińska dobrze też rozłożyła siły, bo w kwalifikacjach była 9., a półfinał zakończyła na szóstym miejscu.

    Wszystko, co najlepsze Polka zostawiła na finał. W nim od początku do końca była na prowadzeniu, a ostatecznie uzyskała czas 100,32 s, wyprzedzając Kate Eckhardt z Australii aż o 3,52 s. Mimo że była bezbłędna, a jej czas był fantastyczny, to nasza zawodniczka nie wiedziała jeszcze, czy wystarczy jej to do upragnionego złota. Po niej startowało bowiem jeszcze pięć zawodniczek, które uzyskały lepszy czas w półfinale.

    Żadna z nich nie była jednak w stanie zbliżyć się do Zwolińskiej. Zresztą startujące po niej Evy Leibfarth, Woods, Eva Alina Hocevar, Maialen Chourraut i Camille Prigent popełniły po jednym błędzie i otrzymały po dwie karne sekundy. Żadna z rywalek nie wytrzymała narzuconej przez Zwolińską presji.

    Drugi złoty medal na jednych mistrzostwach świata sprawił, że Polka przeszła do historii. W kobiecym kajakarstwie wcześniej udało się to tylko Fox, która zresztą wręczała Polce złoto w Penrith. – Coś niesamowitego, nie mogę w to uwierzyć. Wczoraj długo myślałam i zastanawiałam się, czy to w ogóle możliwe, by powtórzyć to, co zrobiłam na kanadyjce. Tam wzniosłam się na bardzo równy, wysoki poziom sportowy i zastanawiałam się, czy tego poziomu wystarczy mi, by zaprezentować to samo w kajaku. A w nim ciążyła na mnie wielka presja, którą sama na siebie narzuciłam po igrzyskach, bo chciałam rewanżu tu w Australii – mówiła Zwolińska po finale K-1.

    – W ogóle się nie spodziewałam takiego scenariusza. Już w półfinale czułam się dobrze, ale co mi się leciało w finale… Dobrze odrobiłam lekcję z igrzysk. Doskonale mi się startuje. Dwie konkurencje olimpijskie i dwa złota… Ale jeszcze nie mogę świętować, bo przede mną jeszcze jeden start. Nie mogę obiecać kolejnego medalu, ale muszę się dobrze przygotować. Na razie jestem podwójnie złota i tego się trzymajmy – dodawała.
    “Jak zdobywać medale, to z klasą”

    Kayak cross, czyli ostatnia konkurencja, w której startowała Zwolińska, z różnych względów była dla niej najtrudniejsza. Przede wszystkim chodziło jednak o zmęczenie. Nie tylko to fizyczne, ale też psychiczne. Polka podchodziła do ostatniego startu po dwóch wcześniejszych, w których czuła wielką presję związaną z koniecznością nie tyle co zdobycia medalu, a po prostu zwycięstwa.

    Kayak cross to też najbardziej wymagająca konkurencja pod względem fizycznym. W C-1 i K-1 jednego dnia zawodniczki zaliczały po trzy przejazdy. By zdobyć medal w kayak crossie, w którym jednocześnie ścigają się trzy lub cztery zawodniczki, trzeba wystartować w co najmniej pięciu przejazdach. Co najmniej, bo może być ich sześć, jeśli po kwalifikacjach zawodniczka trafiła do repasaży.

    Tych na szczęście Zwolińska uniknęła, wygrywając swój bieg kwalifikacyjny. W drugim starcie Polka była druga, co dało jej awans do ćwierćfinału. W nim 27-latka znów była najlepsza, wyprzedzając Nikitę Setchell z Wielkiej Brytanii, Wiktoriję Us z Ukrainy oraz Rosjankę Ksenię Kryłową.

    W półfinale wyraźnie słabnąca Zwolińska zajęła drugie miejsce. Mimo że od Polki szybsza była Chourraut, to nasza zawodniczka awansowała do finału, wyprzedzając Setchell i Ricardę Funk z Niemiec. Zwolińska stanęła przed historyczną szansą, bo przed nią żadna zawodniczka nie przywiozła z jednych mistrzostw aż trzech medali.

    I swoją szansę wykorzystała. Mimo że od początku przejazdu wyraźnie prowadziła Angele Hug, a Polka w pewnym momencie była nawet na ostatnim miejscu, to nie odpuściła do samego końca. Ostatecznie po złoto pewnie sięgnęła Hug, drugie miejsce zajęła jej rodaczka Prigent, a zażartą walkę o brąz Zwolińska wygrała z Chourraut. Polsko-hiszpańska rywalizacja o medal trwała do ostatnich metrów. Mimo że po ustabilizowaniu sytuacji na torze Zwolińska miała wyraźną przewagę nad rywalką, to w końcówce biegu nasza zawodniczka wyraźnie osłabła i minimalnie wyprzedziła Chourraut.

    – To był dla mnie niesamowity weekend. Ale w tym momencie jestem tak zmęczona, że brakuje słów. Zostawiłam na torze wszystko, co miałam. Jestem wycieńczona. W finale wyszarpałam brąz na ostatniej bramce. Czułam, że dziewczyna z Hiszpanii mi go zabiera, ale wyrwałam go ostatkiem sił. Czułam, że byłam dobrze przygotowana, ale czułam też, że gasłam, im bliżej było finału. To był bardzo trudny dzień. Po dwóch złotych medalach było we mnie wiele emocji, dziś spałam raptem kilka godzin. Rano byłam bardzo spięta, że nie mam pojęcia, jak zdobyłam ten medal. Jestem bardzo szczęśliwa – mówiła szczęśliwa, ale też wyraźnie zmęczona Zwolińska.

    – Nie wiem, jak wstanę rano na samolot do domu. Muszę gdzieś schować medale. Chociaż mam trzy, to jak jeden się zgubi, to nie będzie tak szkoda. Oczywiście żartuję, nieprawdopodobnie się cieszę. Jak zdobywać medale, to z klasą. Jak się bawię, to na całego. Go hard, or go home – dodawała.

    – To się właśnie robi dla takich dni! Nie był to łatwy sezon, nie brakowało perypetii. Myślę, że Klaudia pokazała na tym torze wszystko, co mogła pokazać. Nie wiem, czy jest sens tu jeszcze wracać! W tym roku wyspa, przy której znajduje się tor, nazwano Fox Island imieniem Jessiki Fox. Może teraz trzeba zmienić ją na Klaudia Zwolińska Island? – śmiał się trener 27-latki, Rafał Polaczyk, cytowany przez oficjalną stronę internetową PKOl.

    Dla Zwolińskiej sukces był tym większy, że na początku sezonu Polka zmagała się z kontuzjami i chorobami, przez które niemal w całości odpuściła pierwsze starty w 2025 r. Kolejny cel? Oczywiście igrzyska olimpijskie, które w 2028 r. odbędą się w Los Angeles. – Mam to już z tyłu głowy. Ale na razie krótkie wakacje. Krótkie, tygodniowe. Od listopada wracam do roboty, bo już taka jestem, że nie potrafię dłużej usiedzieć na miejscu – zapowiedziała Zwolińska.

    Moment roku 2025 w polskim sporcie możecie wybierać od 22 do 30 grudnia w poniższej sondzie. W ostatni dzień roku, 31 grudnia, przedstawimy wyniki plebiscytu.

  • Wielki triumf Świątek w Chinach. Na takie słowa warto było czekać. “Na poważnie”

    Wielki triumf Świątek w Chinach. Na takie słowa warto było czekać. “Na poważnie”

    Mimo że nie był to oficjalny mecz, Iga Świątek i Jelena Rybakina grały na 100 proc. Nie było odpuszczania, zwalniania ręki, taryfy ulgowej. Triumfatorka Wimbledonu zaciekle walczyła w mistrzynią WTA Finals w pokazowych zawodach World Tennis Continental Cup.

    Ostatecznie to wiceliderka światowego rankingu wygrała 6:3, 6:3. W przedostatnim gemie drugiej partii po jednej z efektownych akcji Świątek ostentacyjnie – machając rękami – zachęcała chińską publikę do jeszcze żywszego dopingu. Na jej twarzy widniał szeroki uśmiech. Obie zawodniczki prezentowały wysoki poziom, choć był to jedynie sparing w obecności kibiców.

    “As Sportu Interii i Polsatu Sport 2025”. Tomasz Lorek ocenił szanse Igi ŚwiątekPolsat Sport

    Eksperci przemówili po triumfie Świątek. Co za słowa

    Tak czy inaczej widać, że tuż przed nowym sezonem Iga Świątek jest w świetnej formie. Zaraz po wygranej z Kazaszką głos zabrali eksperci.

    “To tylko pokazówka, ale Iga Świątek zaprezentowała się z bardzo dobrej strony w meczu z Rybakiną. Zakończenie meczu przy siatce niech będzie dobrym podsumowaniem tego występu. Znów czuję głód tenisa” – pisze Dawid Żbik.

    “Pierwszy mecz Igi Świątekw “nowym” sezonie (choć jeszcze w starym roku) wygrywa 6:3, 6:3 z Jeleną Rybakiną. To pokazówka w WTCC w Shenzhen. Pierwszy mecz o stawkę dopiero za kilka dni. W Sydney, w United Cup (…)Widać u Świątekświeżość i sporo radości z gry, jak to na początku sezonu. Jednak pokazówka, to pokazówka i prawdziwe sprawdziany czekają Polkę dopiero w Australii” – odnotował Adam Romer.

    “Brawo, Iga Świątek! 6-3, 6-3 – niby mecz pokazowy, ale wyglądało na to, że i Iga i Rybakina grały na poważnie” – dostrzegł Mariusz Machnikowski.

    “Fajne przetarcie przed zbliżającym się sezonem. Był skuteczny dropszot, co cieszy. Do tego fajny powrót w drugim secie” – czytamy na profilu “Z kortu – informacje tenisowe”.

    “Pierwszy mecz i przekonujące zwycięstwo Igi Świątek 6:3 6:3 w starciu z niewygodną Jeleną Rybakiną. Było kilka bardzo fajnych zagrań ze strony Polki (dropshot), która w wielu przypadkach świetnie absorbowała moc zagrań Rybakiny. Pozytywny początek. Czekamy na Australię” – ocenia Daniel Topczewski.

    “Udany początek World Tennis Continental Cup w wykonaniu Igi Świątek. Wiceliderka rankingu pewnie pokonuje Jelene #Rybakina, dając drużynie Europy drugi punkt podczas trwającej w Shenzen imprezy. Cieszy bardzo dobry mecz w wykonaniu Polki, która w obu setach straciła swe podanie po razie, aby samemu przełamać podanie Kazaszki pięciokrotnie” – czytamy na profilu “Pasjonat Sportu”.

    “Zagrać idealny skrócik = bezcenne. Najszczerszy uśmiech na świecie” – pisze Maciej Zaręba.
    Tenisistka w jasnym stroju i czapce wykonuje uderzenie rakietą w czasie meczu na korcie tenisowym, skupienie na twarzy, piłka tenisowa widoczna przed nią.

    Iga Świątek rywalizowała z Jeleną Rybakiną podczas World Tennis Continental CupJUNG YEON-JEAFP
    Tenisistka w sportowym stroju i czapeczce z daszkiem z wyciągniętymi ramionami, z intensywnym wyrazem twarzy. W tle rozmyta publiczność na trybunach.

    Iga ŚwiątekMATTHEW STOCKMAN / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP / ELSA / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Zawodniczka w fioletowej koszulce i czapce uderzająca rakietą piłkę tenisową na czarnym tle, wyrażając intensywną koncentrację i wysiłek.

    Iga Świątek w meczu z Jeleną RybakinąFAYEZ NURELDINEAFP

  • Nawrocki rozmawiał z Trumpem. Kancelaria Prezydenta ujawniła temat

    Nawrocki rozmawiał z Trumpem. Kancelaria Prezydenta ujawniła temat

    Nawrocki rozmawiał z Trumpem. Komunikat Kancelarii Prezydenta

    Karol Nawrocki i Donald Trump odbyli rozmowę telefoniczną – podała Kancelaria Prezydenta RP. Przywódcy rozmawiali m.in. na temat relacji transatlantyckich i bezpieczeństwa w regionie w związku z wojną w Ukrainie . W szczególności dyskutowano o postępach dot. uzgodnień pokojowych.
    Prezydent rozmawiał w piątek z Donaldem Trumpem

    Prezydent rozmawiał w piątek z Donaldem TrumpemPrzemysław KelerKPRP

    “Dzisiaj odbyła się kolejna rozmowa telefoniczna prezydenta RP Karola Nawrockiego z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Na początku prezydenci złożyli sobie życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia” – przekazano.

    Karol Nawrocki rozmawiał z Donaldem Trumpem. Kancelaria Prezydenta ujawniła szczegóły

    W dalszej części rozmowy prezydenci poruszyli temat “stanu relacji transatlantyckich, bezpieczeństwa w regionie w związku z toczącą się wojną na Ukrainie wywołaną przez Federację Rosyjską”.

    Jak dodano, szczególnym punktem rozmowy były “postępy uzgodnień pokojowych”.

    Karol Nawrocki i Donald Trump rozmawiali także o udziale Polski w pracach grupy G20, polsko-amerykańskiej współpracy gospodarczej i kwestiach dotyczących energetyki.

    Kancelaria Prezydenta RP zaznaczyła, że rozmowa odbyła się w ciepłej i serdecznej atmosferze.

    Polska na szczycie G20 na Florydzie

    Na początku września prezydent Karol Nawrocki poinformował podczas wizyty w Waszyngtonie, że prezydent USA zaprosił go na szczyt G20 na Florydzie.

    Szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta Marcin Przydacz wziął udział w grudniu w USA w spotkaniach przygotowawczych do szczytu i podkreślił, że Polska została na nich “bardzo dobrze przyjęta” przez państwa G20.

    Grupa G20 to forum skupiające 19 państw oraz Unię Europejską i Unię Afrykańską, które odpowiadają za około 85 proc. światowego PKB, ponad 75 proc. światowego handlu oraz reprezentują dwie trzecie populacji świata.

    Choć grupa G20 nie ma stałego sekretariatu i nie podejmuje wiążących decyzji, stanowi kluczową platformę rozmów o globalnych wyzwaniach gospodarczych.

    “Wydarzenia”: Mikrocity w Lublinie. W Polsce powstaje rekordowa makieta

  • Świątek nie dała żadnych szans Rybakinie! Co to był za mecz!

    Świątek nie dała żadnych szans Rybakinie! Co to był za mecz!

    Christmas didn’t give Rybakina a chance! What a game it was!

    Iga Świątek w efektownym stylu kończy występy w tym roku. Wiceliderka światowego rankingu w turnieju pokazowym w Shenzhen pokonała w 70 minut Jelenę Rybakinę 6:3, 6:3.

    Iga Christmas
    Screen Canal+ Sport

    Iga Świątek (2. WTA) na koniec tego roku zdecydowała się na udział w turnieju pokazowym w chińskim Shenzhen. Gra tam w drużynie Europy, która mierzy się z ekipą reszty świata. Już w pierwszym pojedynku Polka w hitowym starciu zagrała z Jeleną Rybakiną (5. WTA). Był to rewanż za ich ostatni mecz w turnieju WTA Finals. Wtedy sześciokrotna triumfatorka turniejów wielkoszlemowych przegrała 6:3, 1:6, 0:6.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Kapitalny mecz Igi Świątek w Shenzhen

    Iga Świątek błyskawicznie w tym meczu zdobyła przełamanie, bo już w trzecim gemie. Bardzo pomogła jej rywalka, bo Rybakina popełniła w tym gemie aż trzy niewymuszone błędy. Przy break-poincie Kazaszka minimalnie wyrzuciła piłkę w aut za linię boczną z forhendu. Poprosiła o challenge i po chwili zawiedziona usiadła na ławeczce, a kibice westchnęli na trybunach, bo rzeczywiście brakło jej centymetra, dwóch, by zmieścić piłkę w korcie.

    Polka walczyła o każdą piłkę. W piątym gemie potrafiła znów przełamać rywalkę. I to mimo faktu, że przegrywała 0:40! Potem w walce na przewagi wykorzystała czwartego break-pointa. Rybakina cały czas nie mogła znaleźć odpowiedniego rytmu gry, raziła niewymuszonymi błędami. W szóstym gemie Świątek zaimponowała kapitalnym skrótem tuż za siatkę. Zdobyła punkt, zacisnęła pięść i aż się uśmiechnęła w kierunku sztabu szkoleniowego. I tylko można powiedzieć “szkoda”, że Polka nie próbuje skrótów częściej w bardziej prestiżowych turniejach.

    Świątek miała serię aż czterech wygranych gemów z rzędu i prowadziła 5:1. Wtedy miała chwilę słabości, przegrała dwa gemy, ale przy stanie 5:3 kapitalnie dwa razy zagrała returnem, a potem skutecznie minęła rywalkę z forhendu przy piłce setowej. Pierwsza partia trwała tylko 35 minut. Świątek mogła być zadowolona, bo przecież aż trzy razy przełamała jedną z najlepiej serwujących zawodniczek świata, liderkę w tym roku wśród w klasyfikacji asów.

    Polka zaczęła drugiego seta od mocnego uderzenia. Pierwszego gema skończyła dwoma asami z rzędu! Walka była jednak bardziej wyrównana, bo Rybakina złapała odpowiedni rytm gry, nie popełniała już tak dużo niewmuszonych błędów. To ona również pierwsza wywalczyła przełamanie i prowadziła 3:2. Świątek błyskawicznie jednak odrobiła straty po świetnej grze w szóstym gemie. Miała w nim niemal wszystko: piękny return, kapitalne minięcie z forhendu i skuteczny smecz.

    Przy stanie 4:3 dla Polki i serwisie Rybakiny doszło do gema na przewagi. Przy trzecim break poincie piłka zatańczyła po taśmie i spadła na stronę Kazaszki. W efekcie Świątek przełamała rywalkę i prowadziła 5:3. Chwilę później cieszyła się z wygranej po 70 minutach walki.

    Zobacz także: Tak potraktowali Igę Świątek w Chinach. Nagranie obiegło świat

    Zanim Świątek zagrała z Rybakiną, na korcie w Shenzhen był pasjonujący pojedynek. “Belinda Bencić pokonała Xinyu Wang na start World Tennis Continental Cup. Zwrotów akcji było jednak co niemiara. Starcie było tak wyrównane, że o jego losach musiał zadecydować super tie-break” – pisała Agnieszka Piskorz ze Sport.pl.
    Iga Świątek – Jelena Rybakina 6:3, 6:3.

  • Iga Świątek wróciła na kort! Jest potwierdzenie

    Iga Świątek wróciła na kort! Jest potwierdzenie

    Ponad miesiąc temu można było zobaczyć Igę Świątek na korcie, podczas Billie Jean King Cup. Teraz Polka wraca na kort i zagra w turnieju pokazowym w Shenzhen. Pojawiły się pierwsze nagrania z przywitania Świątek na lotnisku i jej pierwszego treningu.
    TENNIS-SEOUL/
    Fot. REUTERS/Kim Soo-hyeon

    6 – tyle turniejów wielkoszlemowych wygrała dotychczas Iga Świątek. 24-letnia tenisistka cztery razy triumfowała w Rolandzie Garrosie, raz na Wimbledonie i w US Open. Polka cały czas jednak czeka na zwycięstwo w Australian Open. Wtedy zostałaby jedyną aktywną tenisistką, która zwyciężyła w finałach wszystkich turniejów wielkoszlemowych.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Iga Świątek jest już w Chinach. Pojawiły się nagrania

    Teraz Iga Świątek nie będzie mogła w spokoju odpoczywać w święta Bożego Narodzenia. Już w piątek, 26 grudnia rozpocznie bowiem udział w turnieju pokazowym w Shenzhen. Właśnie tego dnia Polka zmierzy się z Kazaszką Jeleną Rybakiną (5. WTA), która wygrała tegoroczny turniej WTA Finals, rozgrywany z udziałem ośmiu najlepszych tenisistek rankingu WTA.

    “Chcę tylko życzyć wam Wesołych Świąt! Mam nadzieję, że spędzicie je dokładnie tak, jak chcecie. Jako że dzisiaj jestem w drodze do Chin, to coś dla was” – napisała Świątek we wtorek w mediach społecznościowych i pokazała, jak umalowała się na kolację wigilijną.

    W środę w mediach społecznościowych pojawiły się filmy z przywitania Igi Świątek na lotnisku w Chinach. Tuż po wejściu na lotnisku Polka pozuje do zdjęcia z kobietą, a w tle widać piękną choinkę.

    W serwisie X można też zobaczyć krótki filmik z pierwszego treningu Świątek w Shenzhen.

    W turnieju World Tennis Continental Cup w Shenzhen Świątek zagra w drużynie europejskiej. Są w niej Szwajcarka Belinda Bencic, Monakijczyk Valentin Vacherot oraz Włoch Flavio Cobolli.

    Zobacz także: Tak kibice z Polski potraktowali Świątek. Tenisistka reagować

    Drużynę światową utworzą: Kazaszka Jelena Rybakina, Chinka Wang Xinyu, Rosjanin Andriej Rublow i Chińczyk Zhang Zhizhen.