Author: newuser

  • Elektryzujące starcie Świątek z Rosjaninem w Shenzhen. Wszystko jasne po 71 minutach gry

    Elektryzujące starcie Świątek z Rosjaninem w Shenzhen. Wszystko jasne po 71 minutach gry

    Organizatorzy World Tennis Continental Cup sprawili sporą niespodziankę kibicom i samym zawodnikom. Spotkanie gry mieszanej z udziałem Igi Świątek, które pierwotnie miało zostać rozegrane jako drugie w niedzielnym harmonogramie, ostatecznie otworzyło rywalizację tego dnia. Mecz rozpoczął się punktualnie o godz. 10:00 czasu polskiego. Polka wystąpiła w parze z Valentinem Vacherotem, a ich rywalami byli Jelena Rybakina i Andriej Rublow. Po dwóch setach lepsi okazali się reprezentanci drużyny Reszty Świata, zwyciężając 6:4, 6:4.

    Niedziela była finałowym dniem pokazowego turnieju World Tennis Continental Cup 2025, w którym drużyna Europy rywalizuje z zespołem Reszty Świata. Kilka godzin wcześniej Jelena Rybakina pokonała Belindę Bencić w singlu, co pozwoliło ekipie „globalnej” objąć prowadzenie 9:7 przed decydującą sesją. W planie znalazły się dwa ostatnie mecze, w tym mikst z udziałem wiceliderki rankingu WTA.

    Jeszcze zgodnie z pierwotnym planem Świątek miała pojawić się na korcie w drugim spotkaniu dnia, jednak tuż przed startem gier doszło do roszady. Mikst z udziałem Polki przesunięto na pierwszą pozycję. Partnerem raszynianki został Valentin Vacherot, który w tym sezonie sensacyjnie sięgnął po triumf w turnieju ATP Masters 1000 w Szanghaju.

    Po drugiej stronie siatki stanęli Jelena Rybakina oraz Andriej Rublow. Dla Świątek było to kolejne starcie z Kazaszką podczas WTCC – w piątek Polka wygrała z nią pojedynek singlowy 6:3, 6:3. Tym razem jednak Rybakina, w duecie z jednym z najlepszych rosyjskich tenisistów, dostała szansę na rewanż.

    World Tennis Continental Cup

    Iga Świątek / Valentin Vacherot – Jelena Rybakina / Andriej Rublow 4:6, 4:6

    Spotkanie rozpoczęło się od serwisu Vacherota i już w pierwszym gemie europejski duet musiał mierzyć się z kłopotami. Rywale wypracowali break pointa i doprowadzili do decydującej akcji, jednak ostatecznie to Świątek i Vacherot zapisali gema na swoim koncie. Chwilę później Rybakina i Rublow byli już skuteczniejsi. Przy podaniu Polki wypracowali aż cztery break pointy z rzędu i trzeci z nich dał im przełamanie.

    Kazasachsko-rosyjska para bardzo dobrze funkcjonowała przy siatce, regularnie wywierając presję na przeciwnikach. Wypracowana przewaga była konsekwentnie utrzymywana. Już w dziewiątym gemie pojawiła się szansa na zamknięcie seta – Rybakina i Rublow doprowadzili do decydującego punktu przy serwisie Vacherota. Monakijczyk zdołał jednak wyjść z opresji i przedłużył rywalizację.

    Po zmianie stron serwował Rublow. Rosjanin szybko objął prowadzenie 30:0 i wydawało się, że kontroluje sytuację, lecz Świątek i Vacherot zerwali się do walki. Zdobyli trzy punkty z rzędu i niespodziewanie mieli dwie okazje na odrobienie strat. Nie potrafili jednak ich wykorzystać. Rublow doprowadził do setbola, a w kluczowej wymianie Świątek zagrała zbyt wysoką piłkę, co bezlitośnie wykorzystała Rybakina, kończąc akcję przy siatce. Pierwsza partia padła łupem pary Reszty Świata 6:4.

    Drugi set miał bardziej wyrównany początek – oba duety pewnie wygrywały swoje gemy serwisowe. Przełom nastąpił w siódmym gemie, gdy Rybakina i Rublow ponownie zaatakowali podanie Świątek. Polka znalazła się w trudnym położeniu przy stanie 0:40, co oznaczało cztery break pointy. Tym razem rywale nie zmarnowali okazji i już przy pierwszej z nich uzyskali przełamanie.

    Od tego momentu kazachsko-rosyjski duet konsekwentnie zmierzał po zwycięstwo. W dziewiątym gemie mieli dwa meczbole przy serwisie Vacherota. W decydujących momentach znakomicie spisała się jednak Świątek, która kilkoma udanymi zagraniami przy siatce pozwoliła swojemu zespołowi zdobyć czwartego gema i przenieść presję na serwis Rublowa.

    Dziesiąty gem rozpoczął się od dwóch punktów wygranych przez Świątek i Vacherota. Chwilę później, po efektownym smeczu Rublowa, piłka minęła Polkę dosłownie o centymetry i zrobiło się 30:30. Następna akcja ponownie trafiła na konto europejskiego duetu, co dało im dwie szanse na doprowadzenie do remisu 5:5 – podobnie jak w pierwszym secie. Kluczowe punkty należały jednak do Rybakiny i Rublowa. Najpierw Vacherot zaryzykował returnem i posłał piłkę w korytarz deblowy, a chwilę później Rublow zakończył mecz asem serwisowym.

    Po 71 minutach gry sędzia ogłosił zwycięstwo pary Rybakina/Rublow 6:4, 6:4. Ten wynik przesądził o końcowym triumfie drużyny Reszty Świata w całym turnieju World Tennis Continental Cup. Aktualny bilans rywalizacji to 12:7 na korzyść globalnego zespołu.

  • Gotowość do obrony zachodniej granicy”. Wystąpienie Nawrockiego w Poznaniu

    Gotowość do obrony zachodniej granicy”. Wystąpienie Nawrockiego w Poznaniu

    Podczas sobotnich uroczystości w Poznaniu, związanych z Narodowym Dniem Zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego, prezydent RP Karol Nawrocki podkreślił, że doświadczenie Wielkopolski powinno stać się inspiracją dla całej Polski. Jak zaznaczył, to właśnie ten region dał przykład, jak można skutecznie walczyć o wolność i zwyciężać. Przez cały dzień stolica Wielkopolski była miejscem obchodów 107. rocznicy wybuchu jednego z nielicznych w pełni zwycięskich polskich zrywów niepodległościowych.

    Centralne uroczystości odbyły się przy pomniku 15. Pułku Ułanów Poznańskich. Wzięli w nich udział przedstawiciele najwyższych władz państwowych, rządu i parlamentu, samorządowcy, reprezentanci wojska, duchowieństwo, a także harcerze. W swoim wystąpieniu prezydent przypomniał, że powstańcy wielkopolscy chwycili za broń w obronie kolebki polskości.

    – Walczyli w imieniu swoich ojców, matek, dziadków i pradziadków, którzy przez dziesiątki lat nie ulegli pruskiemu imperializmowi. Ich celem było jedno: aby Polska pozostała Polską. Nie ma Polski bez Wielkopolski i nie ma Wielkopolski bez Polski – mówił Karol Nawrocki.

    Prezydent zwrócił uwagę, że nie sposób w pełni zrozumieć fenomenu zwycięskiego powstania wielkopolskiego bez znajomości historii tych ziem. Jak podkreślił, Wielkopolska jest w istocie kolebką polskości i źródłem, z którego wyrosła cała Rzeczpospolita. – To tutaj, tysiąc lat temu, król Bolesław Chrobry przyjął koronę – przypomniał.

    Korona, jak zaznaczył prezydent, jest symbolem suwerenności i niepodległości państwa polskiego, a jednocześnie znakiem zwycięskiej Rzeczypospolitej. Odzwierciedla ona także charakter narodowej wspólnoty – otwartej na Zachód, ale jednocześnie gotowej do obrony zachodniej granicy państwa.

    Karol Nawrocki przypomniał również, że po 11 listopada 1918 roku odradzająca się Polska, w granicach proponowanych przez zachodnie mocarstwa, nie miała realnych szans stać się silnym państwem. – Brakowało Górnego Śląska, Pomorza i zasadniczej części Wielkopolski. Była to Polska o połowę mniejsza niż ta, którą znamy dzisiaj, nieprzygotowana do funkcjonowania w otoczeniu agresywnych sąsiadów – mówił.

    Prezydent zaznaczył, że w walkach powstania wielkopolskiego z lat 1918–1919 życie straciło około 2300 osób. – Nie wszystkie nazwiska znamy, ale jako prezydent Rzeczypospolitej chcę wyraźnie powiedzieć: chwała wszystkim powstańcom, którzy oddali swoją krew za to, aby Wielkopolska była Polską – podkreślił.

    Jak dodał, współcześni Polacy mają obowiązek pielęgnować narodową tożsamość i dziedzictwo kulturowe. – Z powstania wielkopolskiego płynie ważna lekcja: Polacy, podobnie jak Wielkopolanie, muszą przez długie lata ciężko pracować. Ten zryw połączył dwie wielkie polskie tradycje – pozytywistyczną, opartą na pracy u podstaw, oraz romantyczną, związaną z gotowością do walki i insurekcji – zaznaczył.

    Prezydent apelował, by w XXI wieku Polacy potrafili łączyć te same cechy. – Musimy być pracowici, gdy warunki na to pozwalają i gdy nasze bezpieczeństwo nie jest zagrożone. Ale musimy też mieć odwagę, gdy przychodzi konflikt lub wojna. Tego uczy nas powstanie wielkopolskie. Oni byli jednocześnie pracowici i odważni – i tego dziś potrzebuje Polska – mówił.

    Gospodarz uroczystości, marszałek województwa wielkopolskiego Marek Woźniak, podkreślił, że 27 grudnia jest dla regionu najważniejszym dniem w roku. – Powstanie wielkopolskie niezmiennie pozwala nam odczuwać dumę i radość. To fundament naszej wielkopolskiej tożsamości – zaznaczył.

    Jak przypomniał, do zwycięstwa doprowadziło całe społeczeństwo: ludzie różnych zawodów, stanów i poglądów, kobiety, mężczyźni oraz dzieci. – Było to zwycięstwo wyjątkowe, bo tak niewiele powstań w naszej historii zakończyło się pełnym sukcesem. Powstańcy dokładnie wiedzieli, czego chcą, i mieli w sobie – jak dziś mówimy – gen wolności, który posiadają także współcześni Wielkopolanie – mówił Woźniak.

    Marszałek podkreślił również odpowiedzialność obecnych pokoleń wobec przyszłych. – Pamięć o powstaniu jest budulcem naszej tożsamości regionalnej, ale chcemy, by tworzyła ona znacznie szerszą wspólnotę: świadomą, odporną, odpowiedzialną i konsekwentną. Taką, która nie zmarnuje dziedzictwa organiczników, powstańców i wszystkich budowniczych zwycięstwa – dodał.

    Podczas uroczystości odczytano decyzję ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza, zgodnie z którą 2. Skrzydło Lotnictwa Taktycznego otrzymało nazwę wyróżniającą Zwycięskich Powstańców Wielkopolskich.

    Obchody Narodowego Dnia Zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego od lat organizuje Samorząd Województwa Wielkopolskiego we współpracy z Towarzystwem Pamięci Powstania Wielkopolskiego 1918–1919. Po zakończeniu części oficjalnej prezydent wziął udział w Marszu Powstania Wielkopolskiego, przechodząc ulicami Poznania. Następnie na placu Kolegiackim uczestniczył w „Śpiewankach Powstańczych”, czyli koncercie pieśni patriotycznych.

    Powstanie wielkopolskie wybuchło 27 grudnia 1918 roku w Poznaniu i było największym oraz jednym z nielicznych zwycięskich zrywów niepodległościowych na ziemiach polskich pod zaborami. W listopadzie 2021 roku prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę ustanawiającą Narodowy Dzień Zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego, który po raz pierwszy obchodzono w grudniu, w 103. rocznicę wybuchu insurekcji.

  • Rosjanie już dopadli pierwszą “uciekinierkę”. Jest oficjalny wyrok sądu

    Rosjanie już dopadli pierwszą “uciekinierkę”. Jest oficjalny wyrok sądu

    Od momentu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, rozpoczętej pod koniec lutego 2022 roku, rosyjscy tenisiści i tenisistki funkcjonują w międzynarodowym tourze pod szeregiem ograniczeń. Nie mogą rywalizować w rozgrywkach drużynowych, występują bez flagi i hymnu, oficjalnie jako zawodnicy „neutralni”. W takiej rzeczywistości coraz więcej z nich zaczęło rozważać zmianę obywatelstwa sportowego. W ostatnich tygodniach zjawisko to szczególnie mocno uderzyło w rosyjską federację tenisową. Teraz jednak Moskwa pokazała, że nie zamierza pozostawać bierna – w sobotę poinformowano o pierwszym wyroku sądowym, który zapadł na jej korzyść. Co istotne, decyzja została podjęta w Rosji.

    Lawina transferów nabrała tempa na przełomie jesieni i zimy. Najpierw Maria Timofiejewa ogłosiła przejście do Uzbekistanu, po niej ten sam kierunek obrała Kamilla Rachimowa. Następnie Anastasija Potapowa zdecydowała się reprezentować Austrię, a Polina Kudiermietowa również wybrała Uzbekistan. Od początku listopada do końca grudnia aż cztery rosyjskie tenisistki poinformowały o zmianie obywatelstwa, choć warto podkreślić, że proces ten rozpoczął się znacznie wcześniej.

    Najgłośniejszym przypadkiem była decyzja Darii Kasatkiny. Tenisistka od dawna nie przylatywała do Rosji, obawiając się represji ze względu na swoją orientację seksualną, a od blisko roku oficjalnie reprezentuje Australię. Wcześniej Aleksandr Szeczenko przeniósł się do Kazachstanu, Ksenia Jefremowa i Warwara Graczowa wybrały Francję, a Elina Awanesian – Armenię. Mowa tu o zawodnikach i zawodniczkach z pierwszej lub drugiej setki rankingu, a także o bardzo obiecujących talentach, jak choćby 16-letnia Jefremowa. Lista takich przypadków jest jednak znacznie dłuższa.

    Przez długi czas rosyjskie władze tenisowe zdawały się akceptować te odejścia, zwłaszcza że nie dotyczyły one największych gwiazd. W Rosji za takie uchodzą m.in. Mirra Andriejewa, Diana Sznajder, Jekatierina Aleksandrowa czy Anna Kalinska. Z czasem jednak kibice zaczęli coraz głośniej komentować skalę „ucieczek”, a działacze – z prezesem federacji Szamilem Tarpiszczewem na czele – próbowali bagatelizować problem.

    Teraz okazało się, że federacja postanowiła sięgnąć także po środki prawne.

    Jak poinformował dziennik „Izwiestija”, Rosyjska Federacja Tenisowa wygrała sprawę przeciwko Elinie Awanesian, która latem ubiegłego roku zdecydowała się reprezentować Armenię. Tenisistka tłumaczyła swoją decyzję słowami: „Jestem podekscytowana tym nowym rozdziałem i możliwością odnoszenia sukcesów dla ojczyzny moich przodków”.

    Federacja skierowała sprawę do Narodowego Centrum Arbitrażu Sportowego, które po kilkumiesięcznej analizie dokumentów wydało wyrok korzystny dla strony rosyjskiej. W oficjalnym komunikacie przekazano, że zawodniczka zostanie zobowiązana do zwrotu federacji określonych kwot.

    „Tenisistka będzie musiała zwrócić FTR wysokość strat ustalonych przez NCSA, odszkodowanie z tytułu dochodów z tenisa przewidzianych w umowie o szkolenie sportowe oraz inne wydatki poniesione przez FTR” – napisano w oświadczeniu rosyjskiej federacji.

    Elina Awanesian w marcu tego roku zajmowała 36. miejsce w rankingu WTA, a na przełomie lutego i marca dotarła do półfinału turnieju WTA 500 w Meridzie. Obecnie spadła na 118. pozycję, a w styczniu nie była nawet rozstawiona w kwalifikacjach Australian Open. Co więcej, pozostaje jedyną reprezentantką Armenii notowaną w czołowej dziewięćsetce światowego rankingu.

    Wyrok ten może być sygnałem ostrzegawczym dla kolejnych rosyjskich tenisistów i tenisistek rozważających zmianę barw narodowych – i zapowiedzią zaostrzenia kursu przez federację z Moskwy.

  • Nazwisko Casha na ustach Anglików. To reprezentant Polski zrobił w hicie Premier League

    Nazwisko Casha na ustach Anglików. To reprezentant Polski zrobił w hicie Premier League

    Aston Villa w sobotni wieczór potwierdziła znakomitą formę, notując już 11. zwycięstwo z rzędu. Zespół prowadzony przez Unaia Emery’ego triumfował na Stamford Bridge, pokonując Chelsea 2:1, a pełne 90 minut w barwach „The Villans” rozegrał Matty Cash. Jak zaprezentował się reprezentant Polski i jak ocenili go angielscy dziennikarze?

    Villa rośnie na potęgę

    Kolejny występ tylko umocnił pozycję Aston Villi w ścisłej czołówce Premier League. W ramach 18. kolejki londyńska Chelsea podejmowała ekipę z Birmingham, która już od pierwszych minut narzuciła wysoki poziom intensywności. Gospodarze jako pierwsi objęli prowadzenie – w 37. minucie Joao Pedro skutecznie wykończył sprytne dośrodkowanie Reece’a Jamesa z rzutu rożnego.

    Po przerwie role się jednak odwróciły. Bohaterem gości został Ollie Watkins, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców i przesądził o wygranej Aston Villi. Dzięki tym trafieniom drużyna Emery’ego wywiozła z Londynu komplet punktów.

    Kolejny solidny występ Casha

    Dla Matty’ego Casha był to 18. ligowy mecz w tym sezonie, a licząc wszystkie rozgrywki – już 23. występ. Polski obrońca ponownie zagrał od pierwszej do ostatniej minuty, potwierdzając swoją ważną rolę w zespole. W obecnych rozgrywkach może pochwalić się trzema golami i jedną asystą, będąc jednym z najbardziej zaufanych zawodników Emery’ego na prawej stronie defensywy.

    Z polskiego punktu widzenia istotny był jednak moment z 30. minuty, kiedy Cash obejrzał żółtą kartkę. Jak zauważył Rafał Sierhej z Interii Sport, napomnienie oznacza dla reprezentanta Polski pauzę w kolejnym ligowym hicie – 30 grudnia przeciwko Arsenalowi.

    Oceny angielskich mediów

    Jak występ Casha ocenili eksperci z Wysp? Opinie były dość zgodne – solidnie, choć bez fajerwerków.

    astonvillareview.com przyznał Polakowi 6/10, podkreślając, że długo nie dawał się zdominować rywalowi, a kartka – choć zasłużona – została pokazana w dość kontrowersyjnym momencie. WhoScored wystawił notę 6,3, a FotMob ocenił jego grę na 6,8. Dziennikarze birminghammail.co.uk byli nieco bardziej hojni, dając 7, zaznaczając jednak, że Cash miał bardzo trudne zadanie przy dynamicznym Garnacho i aktywnym Cucurelli, a jego absencja w meczu z Arsenalem będzie odczuwalna. Z kolei givemesport.com ocenił Polaka na 6, wskazując, że choć przez większość spotkania radził sobie lepiej od rywala, w ofensywie wniósł niewiele aż do momentu, gdy Villa wyraźnie podkręciła tempo po godzinie gry. Czołówka jest blisko

    Dzięki zwycięstwu Aston Villa awansowała na trzecie miejsce w tabeli Premier League i traci do liderującego Arsenalu zaledwie trzy punkty. Zespół Emery’ego coraz wyraźniej pokazuje, że w tym sezonie nie zamierza być jedynie rewelacją rozgrywek, lecz realnym kandydatem do walki o najwyższe cele.

  • Polskie skoki czekały na to 1105 dni. “Jest jednym z lepszych na świecie”

    Polskie skoki czekały na to 1105 dni. “Jest jednym z lepszych na świecie”

    „Na progu jest światowej klasy”. Maciej Maciusiak szczerze przed Turniejem Czterech Skoczni: o Tomasiaku, kryzysach i presji

    – Na progu jest naprawdę wyśmienity. To jeden z najlepszych zawodników na świecie – mówi w rozmowie z nami trener reprezentacji Polski w skokach narciarskich Maciej Maciusiak, wskazując największy atut Kacpra Tomasiaka. Jednocześnie szkoleniowiec nie ukrywa, gdzie 18-latek ma jeszcze największe rezerwy. W obszernej rozmowie, tuż przed startem 74. Turnieju Czterech Skoczni, trener Polaków ocenia formę kadry, mówi o presji, możliwych zmianach w składzie i zdradza, jakie wyniki w Niemczech i Austrii uznałby za satysfakcjonujące.

    Od trzech lat polscy kibice czekają na moment, w którym biało-czerwony skoczek realnie włączy się do walki o czołowe lokaty w Turnieju Czterech Skoczni. Wszystko wskazuje na to, że i tym razem na przełom jeszcze poczekamy.

    Jedno jednak wyraźnie się zmieniło. Po raz pierwszy od dawna tuż przed Turniejem Polska ma zawodnika, który faktycznie potrafi zbliżyć się do światowej czołówki. Poprzedni raz, gdy w konkursie bezpośrednio poprzedzającym wyjazd do Oberstdorfu Polak znalazł się w pierwszej piątce, miał miejsce 18 grudnia 2022 roku – wtedy w Engelbergu triumfował Dawid Kubacki. Teraz, po 1105 dniach, piąte miejsce w Szwajcarii wywalczył zaledwie 18-letni Kacper Tomasiak.

    To właśnie on jawi się jako największa nadzieja Polaków na Turniej Czterech Skoczni. Nikt jednak nie stawia go jeszcze w gronie kandydatów do Złotego Orła. I trudno się dziwić – dla Tomasiaka będzie to debiut na czterech najbardziej prestiżowych skoczniach świata: w Oberstdorfie, Garmisch-Partenkirchen, Innsbrucku i Bischofshofen.

    Początek sezonu w wykonaniu Polaków był bowiem zbyt słaby, by realnie myśleć o czymś więcej niż solidnych występach młodego lidera kadry. O trudnych pierwszych tygodniach olimpijskiej zimy, problemach zespołu i własnym wizerunku mówi wprost trener Maciej Maciusiak.

    „Rzeczywistość szybko nas sprowadziła na ziemię”

    – Pierwsze tygodnie mocno pana przeczołgały?
    – Na pewno nie tak to sobie wyobrażałem – przyznaje szkoleniowiec. – Zwłaszcza po lecie i pracy, którą wykonaliśmy. W moim odczuciu zrobiliśmy wtedy bardzo dobrą robotę: obyło się bez kontuzji, sprzętowo byliśmy dobrze przygotowani. Myślałem, że początek sezonu będzie znacznie łatwiejszy, ale rzeczywistość szybko przypomniała nam, że w skokach nie można stracić czujności.

    Jak podkreśla Maciusiak, potencjał w drużynie jest, ale poziom światowej czołówki jest dziś niezwykle wysoki, a rywalizacja bardzo wyrównana. – Żeby osiągnąć dobry wynik, wszystko musi się idealnie zgrać. Potrzeba też odrobiny szczęścia. Na razie mieliśmy dwa takie konkursy – w Wiśle i w Engelbergu. Mam nadzieję, że teraz takich dni będzie znacznie więcej.

    Najtrudniejszy moment? Ruka

    Najbardziej bolesnym momentem początku sezonu był dla Polaków konkurs w Ruce. – To było naprawdę trudne – wspomina trener. – Pracujesz codziennie, wszyscy wkładają w to serce, a potem przychodzisz na skocznię i nic nie funkcjonuje. To potrafi zdołować całą drużynę.

    Dodatkowym problemem była przerwa przed kolejnymi zawodami. – Trzeba było wszystko układać od nowa. To nie jest łatwe, bo poprawa nie przychodzi z dnia na dzień. Kluczowe było to, że zawodnicy nadal wierzyli w pracę. Mamy świadomość, że jesteśmy jedną drużyną – sztab i skoczkowie. Ta wiara nie zniknęła.

    Bez uderzania pięścią w stół

    Maciusiak nie jest zwolennikiem nerwowych reakcji. – Po gorszych dniach dajemy sobie wieczór spokoju. Analizy robimy dopiero następnego dnia. To profesjonaliści, którzy widzą, jak wszyscy ciężko pracują – tłumaczy.

    Jako przykład podaje Dawida Kubackiego, który bez pretensji przyjął decyzję o braku powołania na Turniej Czterech Skoczni. – To pokazuje charakter tej kadry.

    „Mam słaby PR? Nie przejmuję się”

    Trener nie ukrywa, że wizerunkowo nie ma łatwo. – Nie przejmuję się opiniami. Robię swoją robotę i wiem, że dajemy z siebie wszystko. Krytyka po słabszych konkursach jest naturalna, ale my zachowujemy spokój – mówi.

    Nie boi się też zarzutów o zbytni optymizm. – W sporcie trzeba wierzyć w swoją pracę. Inaczej nie da się funkcjonować. Ludzie zawsze będą komentować, niezależnie od wyniku.

    Tomasiak: talent, spokój i rezerwy w locie

    Najwięcej pozytywnych emocji w kadrze budzi Kacper Tomasiak. – Bardzo dobrze radzi sobie z rytmem Pucharu Świata. Nie wiedzieliśmy, jak jego organizm zareaguje na starty co tydzień, ale młodość działa na jego korzyść – ocenia trener.

    Największym atutem młodego skoczka jest próg. – Jest naprawdę wyśmienity. Jeden z najlepszych na świecie – podkreśla Maciusiak. – Rezerwy są w drugiej fazie lotu. Chcemy, żeby mniej „dokładał” w nartach, a bardziej po prostu leciał. Tam jest jeszcze spory zapas.

    Równie ważna jest jego psychika. – Presja zdaje się go nie ruszać. Startuje w Pucharze Świata czy w Orlen Cupie – podchodzi do tego tak samo. To jego ogromna przewaga.

    Wąsek, Stoch, Żyła i Kot. Realne oczekiwania

    Trener docenia też powrót Pawła Wąska, który w Engelbergu zanotował najlepszy wynik sezonu. – Wreszcie przełożył to, co miał w głowie, na skoki w zawodach – mówi.

    Skład na Turniej Czterech Skoczni tworzą: Tomasiak, Wąsek, Stoch, Żyła i Kot. – Mam przekonanie, że to obecnie nasi najlepsi zawodnicy – podkreśla Maciusiak, zaznaczając jednak, że nie wyklucza zmian w trakcie Turnieju, jeśli ktoś wyraźnie będzie się męczył.

    Jakie wyniki zadowoliłyby trenera? – Chciałbym, żeby Kacper utrzymał poziom, Paweł przeniósł formę z Engelbergu, Piotrek skakał swoje, Kamil wrócił do dyspozycji z początku sezonu, a Maciek regularnie punktował. Wtedy byłbym bardzo zadowolony.

    Presja? Jest od początku

    – Presja jest z nami od startu sezonu – przyznaje szkoleniowiec. – Najważniejsze są igrzyska olimpijskie i mistrzostwa świata w lotach. Turniej Czterech Skoczni może dać odpowiedzi, ale nie zamyka sezonu. To kolejny etap drogi.

  • Tusk po rozmowie z przywódcami. “Takie gwarancje to bezpieczniejsza Polska”

    Tusk po rozmowie z przywódcami. “Takie gwarancje to bezpieczniejsza Polska”

    Premier Donald Tusk poinformował, że podczas sobotniej rozmowy z przywódcami państw Unii Europejskiej i NATO panowała pełna zgoda co do konieczności zapewnienia Ukrainie realnych, jednoznacznych i trwałych gwarancji bezpieczeństwa. Szef rządu zapowiedział, że dalszy ciąg konsultacji nastąpi po niedzielnym spotkaniu prezydentów Ukrainy i Stanów Zjednoczonych, Wołodymyra Zełenskiego i Donalda Trumpa, które odbędzie się na Florydzie.

    „Wszyscy rozmówcy – do których dołączyli także liderzy państw skandynawskich, Kanady, Holandii oraz przedstawiciele NATO – zgodzili się, że kluczową kwestią są konkretne i pewne gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. Takie gwarancje oznaczają również większe bezpieczeństwo dla Polski. Jutro, po spotkaniu prezydentów USA i Ukrainy, wracamy do rozmów” – napisał Donald Tusk we wpisie opublikowanym na platformie X.

    Premier prowadził telefoniczne konsultacje m.in. z przywódcami Ukrainy, Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch, a także z przedstawicielami instytucji Unii Europejskiej. Głównym celem rozmów było omówienie szans na zawarcie porozumienia pokojowego, które mogłoby doprowadzić do zakończenia wojny w Ukrainie.

    Sobotnie rozmowy były wstępem do zaplanowanego na niedzielę spotkania Wołodymyra Zełenskiego z Donaldem Trumpem. Dojdzie do niego w Palm Beach na Florydzie o godzinie 15 czasu lokalnego, co odpowiada godzinie 21 w Polsce.

    Wciąż jednak pozostaje wiele spornych kwestii w toczących się negocjacjach. Najpoważniejsze różnice dotyczą kontroli nad terytoriami. Rosja domaga się wycofania ukraińskich wojsk z dotąd nieokupowanej części Donbasu, przede wszystkim z obwodu donieckiego. Z kolei Kijów opowiada się za zamrożeniem linii frontu na obecnych pozycjach. Nadal nierozstrzygnięta pozostaje także sprawa kontroli nad Zaporoską Elektrownią Atomową, która znajduje się pod rosyjską okupacją.

    Wiceminister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Riabkow oświadczył, że w rozmowach dotyczących zakończenia wojny udało się osiągnąć „punkt zwrotny”. Jednocześnie zaznaczył, że przedstawiona przez Kijów wersja 20-punktowego planu pokojowego różni się od propozycji omawianych wcześniej przez delegacje Stanów Zjednoczonych i Rosji.

    Na tle dyplomatycznych rozmów sytuacja na froncie pozostaje dramatyczna. W sobotę rano Rosja przeprowadziła zmasowany atak na stolicę Ukrainy. Prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował w serwisie Telegram, że do uderzenia użyto blisko 500 dronów oraz 40 rakiet. Jak przekazał, głównym celem były obiekty energetyczne oraz infrastruktura cywilna w Kijowie. „Niestety, odnotowano również trafienia w budynki mieszkalne” – podkreślił ukraiński przywódca.

  • Barcelona pod ścianą. Przełom ws. transferu Lewandowskiego już pewny. Nie ma odwrotu

    Barcelona pod ścianą. Przełom ws. transferu Lewandowskiego już pewny. Nie ma odwrotu

    Umowa Roberta Lewandowskiego z FC Barceloną wygasa po zakończeniu obecnego sezonu. To oznacza, że już od stycznia polski napastnik – wraz ze swoim agentem – będzie mógł nie tylko prowadzić rozmowy z innymi klubami, ale również podpisać z nimi przedwczesną umowę, całkowicie z pominięciem „Dumy Katalonii”. Zasady gry w sadze z udziałem kapitana reprezentacji Polski ulegną więc diametralnej zmianie. Od początku nowego roku z dnia na dzień może pojawić się informacja, że decyzja dotycząca jego przyszłości właśnie zapadła.

    Sam Lewandowski w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim podkreślał jednak, że na tym etapie nie odczuwa presji czasu i nie spieszy się z wyborem kolejnego kierunku kariery. Polak otwarcie przyznał, że wciąż nie wie, gdzie będzie grał w następnym sezonie. Jedno jest pewne – ostateczna decyzja nie zapadnie przed 1 stycznia 2026 roku. To właśnie ta data będzie momentem przełomowym. Dokładnie sześć miesięcy przed wygaśnięciem kontraktu piłkarz zyska bowiem prawo do swobodnych negocjacji z innymi klubami w sprawie darmowego transferu.

    Do tej pory Robert Lewandowski zachowywał pełną powściągliwość i nie zdradzał żadnych szczegółów dotyczących swoich planów. Nadal nie wiadomo, czy jego priorytetem jest pozostanie w Barcelonie, czy też coraz poważniej rozważa zmianę otoczenia.

    Już za kilka dni sytuacja ulegnie jednak zmianie. Jeśli „Lewy” wewnętrznie skłania się ku nowemu wyzwaniu, od 1 stycznia 2026 roku będzie mógł – wspólnie z Pinim Zahavim – rozpocząć bezpośrednie rozmowy transferowe. W ostatnich tygodniach media donosiły, że nazwisko Lewandowskiego znajduje się wysoko na listach życzeń kilku klubów z MLS, a jego agent miał już spotykać się m.in. z przedstawicielami Chicago Fire.

    Zainteresowanie polskim napastnikiem wykazują również kluby z Arabii Saudyjskiej, co w kontekście ostatnich trendów transferowych nie jest zaskoczeniem. Co więcej, uwagę w kierunku Lewandowskiego kierują także uznane marki europejskie, z AC Milanem na czele.

    Najbliższe miesiące zapowiadają się więc jako absolutnie kluczowe dla przyszłości jednego z najlepszych piłkarzy w historii polskiego futbolu. FC Barcelona z pewnością chciałaby jak najszybciej poznać decyzję swojego napastnika i wiedzieć, czy uwzględniać go w planach na kolejny sezon. Klub byłby skłonny zatrzymać Lewandowskiego, ale pod warunkiem zgody na obniżenie wynagrodzenia.

    W przypadku jego odejścia Barcelona będzie zmuszona do poszukiwań nowego lidera ofensywy. Jednym z rozważanych scenariuszy ma być wykupienie Marcusa Rashforda z Manchesteru United za około 30 milionów euro.

    Dotychczas transferowa saga wokół Roberta Lewandowskiego pozostawała w zawieszeniu. Od stycznia wszystko nabierze jednak nowej dynamiki. Każdego dnia może pojawić się informacja, że kapitan reprezentacji Polski doszedł do porozumienia z nowym klubem i podpisał kontrakt obowiązujący od kolejnego sezonu. A to zmieni układ sił nie tylko dla samego piłkarza, ale również dla FC Barcelony.

  • Kapitalny powrót Świątek na koniec starcia z Rybakiną. Prestiżowy triumf Polki w Shenzhen

    Kapitalny powrót Świątek na koniec starcia z Rybakiną. Prestiżowy triumf Polki w Shenzhen

    Po kilkutygodniowej przerwie kibice ponownie mogli zobaczyć Igę Świątek w akcji. Choć był to jeszcze mecz pokazowy, stanowił już bardzo wartościowe przetarcie przed startem sezonu 2026. Podczas World Tennis Continental Cup w Shenzhen Polka zmierzyła się z triumfatorką WTA Finals – Jeleną Rybakiną. Zapowiadało się więc starcie na wysokim poziomie i dokładnie tak było. Raszynianka zaprezentowała solidną, momentami efektowną grę, odwróciła losy drugiego seta i ostatecznie zwyciężyła 6:3, 6:3. Oto szczegółowy przebieg tego spotkania.

    World Tennis Continental Cup to dla Igi Świątek ostatni sprawdzian przed oficjalną inauguracją sezonu 2026. Polka rozpocznie nową kampanię już 5 stycznia, meczem z Evą Lys w ramach United Cup. Mimo zbliżającej się przerwy między sezonami, 24-latka zdecydowała się jeszcze w tym roku wystąpić w nowym, pokazowym evencie w Shenzhen, do którego zgłosiło się kilka uznanych nazwisk światowego tenisa. Wśród nich znalazła się także mistrzyni WTA Finals 2025 – Jelena Rybakina.

    To właśnie od starcia z reprezentantką Kazachstanu wiceliderka rankingu WTA rozpoczęła swój udział w WTCC. Było to już szóste spotkanie obu zawodniczek w tym roku, choć wcześniejsze pojedynki rozgrywane były w ramach oficjalnych turniejów. Ostatni raz Świątek i Rybakina stanęły naprzeciw siebie w Rijadzie, gdzie Kazaszka przerwała serię czterech zwycięstw Polki, odwracając losy meczu po przegranym pierwszym secie. Tamto starcie zakończyło się wygraną Rybakiny 3:6, 6:1, 6:0, a kilka dni później sięgnęła ona po końcowe trofeum. Piątkowy mecz w Shenzhen był więc dla Igi okazją do symbolicznego rewanżu.

    Pojedynek rozpoczął się od serwisu Rybakiny, która już na otwarcie posłała asa i szybko objęła prowadzenie 1:0. Po zmianie stron Kazaszka konsekwentnie wywierała presję na podaniu Świątek. Po podwójnym błędzie serwisowym Polki doszło do równowagi, jednak kluczowe punkty padły łupem raszynianki i gem zakończył się remisem. Chwilę później pojawiła się pierwsza szansa na przełamanie. Przy break poincie Rybakina uderzyła piłkę bardzo blisko linii, lecz sędzia wywołał aut. Challenge potwierdził minimalną pomyłkę, a Świątek objęła prowadzenie z przewagą przełamania.

    Polka zaczęła grać coraz pewniej i utrzymywała wysoki, równy poziom. W piątym gemie Rybakina prowadziła już 40:0, ale ponownie dopuściła do wyrównania. Kolejne break pointy wpadły na konto wiceliderki rankingu, która ostatecznie jeszcze powiększyła przewagę. Świątek grała z coraz większym luzem, co potwierdziła efektownym dropszotem przy własnym serwisie – rywalka nie miała żadnych szans na dojście do piłki.

    Iga była blisko wygrania seta 6:1, prowadząc 30:15 przy returnie, jednak Rybakina zdołała jeszcze dorzucić drugiego gema. Chwilę później mistrzyni WTA Finals po raz pierwszy przełamała serwis Polki i złapała kontakt punktowy. Świątek nie pozwoliła jednak na dalszy pościg. Po głębokim returnie wypracowała sobie setbola, a następnie popisała się precyzyjnym minięciem, kończąc pierwszą partię wynikiem 6:3 po trzecim przełamaniu rywalki.

    Drugi set rozpoczął się od podwójnego błędu serwisowego Świątek, lecz Polka szybko opanowała sytuację i utrzymała podanie. Rybakina stopniowo podnosiła poziom gry, co przyniosło efekt w piątym gemie, kiedy wykorzystała szansę na przełamanie, kończąc akcję mocnym forhendem. Odpowiedź Świątek była natychmiastowa – raszynianka rozegrała kapitalny gem na returnie, a całość zwieńczyła efektownym minięciem z bekhendu po przekątnej.

    Przy stanie 3:3 walka o zwycięstwo w secie rozpoczęła się na nowo. Kluczowy moment nastąpił w ósmym gemie, gdy Rybakina roztrwoniła wysokie prowadzenie, otwierając Polce drogę do trzeciego gema z rzędu. Świątek wykorzystała okazję, a przy stanie 5:3 serwowała po zwycięstwo w całym meczu. Zadanie wykonała bezbłędnie, kończąc spotkanie skuteczną akcją przy siatce. Ostatecznie Iga Świątek triumfowała w Shenzhen 6:3, 6:3, udanie kończąc swój ostatni występ przed startem sezonu 2026.

  • Media: Lewandowski rozchwytywany! Oni na pewno nie odpuszczą

    Media: Lewandowski rozchwytywany! Oni na pewno nie odpuszczą

    Coraz intensywniej robi się wokół przyszłości Roberta Lewandowskiego, a wraz z upływem czasu pracy przybywa także jego agentowi – Pinimu Zahaviemu. Z początkiem 2026 roku rozpocznie się bowiem kluczowa faza negocjacyjnej gry o dalsze losy kapitana reprezentacji Polski. Zainteresowanie napastnikiem Barcelony deklarują m.in. AC Milan oraz amerykańskie Chicago Fire, a z wyścigu nie zamierza wypisywać się również Arabia Saudyjska. Jak informuje dziennik „AS”, przedstawiciele tamtejszej ligi planują bezpośrednie spotkanie z Zahavim, by omówić potencjalny transfer Polaka.

    Choć spekulacje na temat przyszłości Lewandowskiego trwają od wielu miesięcy, FC Barcelona do tej pory mogła pozwolić sobie na zwlekanie z ostatecznymi decyzjami. W klubie konsekwentnie powtarzano, że kluczowe rozstrzygnięcia zapadną w pierwszej połowie 2026 roku. Tyle że do 1 stycznia pozostało już zaledwie kilka dni, a wraz z nadejściem nowego roku temat przyszłości Polaka nabierze jeszcze większego tempa. Czas zaczyna działać na niekorzyść Katalończyków, a liczba doniesień medialnych systematycznie rośnie.

    USA, Włochy i Barcelona. Decyzja coraz bliżej

    Wciąż nie można wykluczyć scenariusza, w którym Lewandowski przedłuży kontrakt z Barceloną. Dotychczasowe informacje sugerują, że jeśli klub zdecyduje się na złożenie mu konkretnej propozycji, pozostanie w Katalonii może być dla niego priorytetem. Jeśli jednak taka oferta nie padnie, chętnych na pozyskanie doświadczonego napastnika z pewnością nie zabraknie.

    Już kilka tygodni temu hiszpańskie media informowały, że sprowadzenie Lewandowskiego byłoby wielkim marzeniem władz AC Milanu. Z kolei niedawno pojawiły się doniesienia o spotkaniu Polaka i jego agenta z trenerem oraz dyrektorem sportowym Chicago Fire, Greggiem Berhalterem. MLS jawi się więc jako realna opcja, ale nie jest jedyną drogą, jaką może obrać kapitan reprezentacji Polski.

    Arabia Saudyjska wraca do gry

    O transferze Lewandowskiego na Bliski Wschód mówi się od dawna, traktując go jako naturalny kierunek na końcowym etapie kariery – zwłaszcza z uwagi na gigantyczne pieniądze oferowane przez saudyjskie kluby. Teraz wszystko wskazuje na to, że tamtejsza liga zamierza przejść do konkretów. Według „AS” planowane jest spotkanie przedstawicieli Saudi Pro League z Pinim Zahavim, które ma zapoczątkować negocjacyjną ofensywę.

    – Opcja spędzenia co najmniej dwóch kolejnych lat w Arabii Saudyjskiej wydaje się realna i bardzo korzystna finansowo dla zawodnika – czytamy w hiszpańskim dzienniku.

    Przed Lewandowskim stoją więc decyzje, które mogą zaważyć na ostatnich latach jego piłkarskiej kariery. Na razie jednak Polak może skupić się na bieżących obowiązkach. Już w sobotę, 3 stycznia o godzinie 21:00, Barcelona rozegra ligowe spotkanie z Espanyolem. Mecz będzie miał specyficzny, „półwyjazdowy” charakter – inny stadion, ale to samo miasto. Na wielkie decyzje przyjdzie czas później, choć coraz wyraźniej widać, że moment ten zbliża się nieuchronnie.

  • Nawrocki trzymał kciuki za fiasko Lewandowskiego. “Cieszyłem się”

    Nawrocki trzymał kciuki za fiasko Lewandowskiego. “Cieszyłem się”

    Robert Lewandowski bez cienia wątpliwości zapisał się w historii jako jeden z najwybitniejszych polskich piłkarzy. Jego talent był widoczny już na samym początku seniorskiej kariery, gdy występował w barwach Znicza Pruszków. Co ciekawe, jeden z meczów młodego napastnika z tamtego okresu z trybun obserwował obecny prezydent RP, Karol Nawrocki. Paradoksalnie – cieszył się wtedy, że Lewandowski nie zdobył bramki. Miał jednak ku temu bardzo konkretne powody.

    Lewandowski reprezentował Znicz Pruszków w latach 2006–2008. Sezon 2007/2008 był dla zespołu spod Warszawy wyjątkowo udany – drużyna realnie walczyła o awans do Ekstraklasy, a po pierwszej części rozgrywek była nawet liderem ówczesnej II ligi. Ostatecznie Znicz zakończył sezon na piątym miejscu. Co istotne, zgromadził tyle samo punktów co Piast Gliwice i Arka Gdynia, jednak o niższej lokacie zdecydował gorszy bilans bezpośrednich spotkań oraz bilans bramkowy.

    Nawrocki i mecz, który zapadł w pamięć

    Indywidualnie tamten sezon był dla Roberta Lewandowskiego bardzo udany. Napastnik został królem strzelców rozgrywek, zdobywając 21 bramek. Rozpoczął sezon imponująco – trafiał do siatki w czterech pierwszych meczach z rzędu. Później przyszła niemal miesięczna przerwa bez gola, ale gdy już się przełamał, zrobił to z rozmachem, notując hat-tricka w spotkaniu z GKS-em Jastrzębie. W dalszej części rozgrywek dorzucił jeszcze m.in. cztery dublety.

    Mimo znakomitej formy były jednak zespoły, którym Lewandowski nie zdołał w tamtym sezonie strzelić ani jednej bramki. Jednym z nich była Lechia Gdańsk – późniejszy triumfator II ligi. Kluczowe znaczenie miał mecz 32. kolejki, rozegrany 18 maja 2008 roku w Gdańsku. Znicz przegrał wówczas 0:1, a Lewandowski spędził na boisku pełne 90 minut, nie znajdując jednak sposobu na defensywę „Biało-Zielonych”.

    To właśnie to spotkanie doskonale pamięta Karol Nawrocki, dziś prezydent RP, a wówczas zagorzały kibic Lechii. Jak sam wspominał, znajdował się wtedy w kibicowskim młynie i doskonale zdawał sobie sprawę z wagi tego meczu. Jeśli 20-letni Lewandowski nie zdobyłby bramki, Lechia stanęłaby przed ogromną szansą powrotu do Ekstraklasy po wielu latach przerwy.

    – Dla nas był to jeden z najważniejszych meczów w historii, bo zwycięstwo nad Zniczem otworzyło nam drogę do Ekstraklasy. Mówię „my”, bo byłem i jestem wiernym kibicem Lechii. Dlatego wtedy cieszyłem się, że Robert nie strzelił gola. Jednocześnie już wtedy było widać, że wyróżnia się na boisku – w końcu był najlepszym strzelcem ligi – wspominał Nawrocki w biografii „Lewandowski. Prawdziwy” autorstwa Sebastiana Staszewskiego.

    Z perspektywy czasu tamten mecz jest ciekawym epizodem w historii kariery Lewandowskiego – momentem, gdy przyszła gwiazda światowego futbolu została zatrzymana, ku radości jednych kibiców, ale już wtedy budziła powszechny szacunek i uznanie.