Author: newuser

  • Tego po Świątek nikt się nie spodziewał. Aż brakuje słów

    Tego po Świątek nikt się nie spodziewał. Aż brakuje słów

    Przeredagowana wersja artykułu (po polsku):

    — To jest surrealistyczne — powiedziała Iga Świątek 12 lipca wieczorem. Kilkadziesiąt sekund wcześniej złotą paterę za triumf w Wimbledonie wręczyła jej księżna Kate. Kamery uchwyciły krótką wymianę zdań, a specjaliści od czytania z ruchu warg próbowali rozszyfrować, co żona następcy brytyjskiego tronu powiedziała polskiej mistrzyni. Jedno było absolutnie pewne: po tym, co Świątek zaprezentowała w finale najbardziej prestiżowego turnieju tenisowego świata, brakowało słów wszystkim — nie tylko członkom rodziny królewskiej.

    Cofnijmy się do roku 1988. W Seulu trwają letnie igrzyska olimpijskie, a jedną z największych gwiazd tamtych zawodów jest Steffi Graf. W tej samej olimpijskiej wiosce przebywa również Tomasz Świątek, polski wioślarz, startujący w czwórce podwójnej. Jego osada nie sięga po medal — wygrywa finał B i kończy rywalizację na siódmym miejscu. Według rodzinnej anegdoty właśnie wtedy przyszły ojciec Igi postanowił, że jego dzieci będą uprawiać sport indywidualny.

    Graf w Seulu sięgnęła po olimpijskie złoto, a cały 1988 rok zakończyła w sposób absolutnie bezprecedensowy — zdobyła Złotego Wielkiego Szlema, wygrywając wszystkie turnieje wielkoszlemowe oraz igrzyska. Dominowała w kobiecym tenisie do tego stopnia, że finał Roland Garros rozstrzygnęła wynikiem 6:0, 6:0. Taki rezultat w wielkoszlemowym finale nie powtórzył się przez dekady. Aż do… finału Wimbledonu 2025. Wtedy dokonała tego Iga Świątek.

    Dziś ten mecz wraca jako jedno z wydarzeń nominowanych w plebiscycie „Momenty Roku”. Bo to, co wydarzyło się na londyńskiej trawie, wykracza daleko poza standardowe sportowe kategorie.

    W finale Wimbledonu Świątek zmierzyła się z Amandą Anisimovą — utalentowaną Amerykanką, która w półfinale wyeliminowała liderkę światowego rankingu, Arynę Sabalenkę. Polka była rozstawiona z numerem ósmym, Anisimova z trzynastym. Choć to Świątek uchodziła za faworytkę — w końcu miała już na koncie pięć wielkoszlemowych tytułów (Roland Garros 2020, 2022, 2023 i 2024 oraz US Open 2022) — debiutująca w takim finale rywalka wydawała się wyjątkowo groźna.

    Nie istniał jednak żaden scenariusz, w którym finał miałby potrwać zaledwie 57 minut i zakończyć się tak druzgocącym wynikiem. Zwłaszcza że Świątek przyjechała na Wimbledon po najdłuższym w swojej karierze okresie bez turniejowego triumfu — trwał on aż 13 miesięcy. A wielkoszlemowe finały z definicji są wyrównane. „Rowerek”, czyli wynik 6:0, 6:0, to w takich meczach absolutna rzadkość — wcześniej w erze Open zdarzył się tylko dwa razy.

    Minęło tyle czasu, że między pierwszym a drugim takim finałem świat zdążył się zmienić nie do poznania. Gdy Steffi Graf dominowała w 1988 roku, Niemcy były jeszcze podzielone murem, w Polsce rodziła się idea Okrągłego Stołu, Zbigniew Boniek żegnał się z reprezentacją, a na świat przychodzili m.in. Robert Lewandowski, Bartosz Kurek i Michał Kubiak. Iga Świątek miała urodzić się dopiero 13 lat później.

    Wimbledon czegoś takiego nie widział od 114 lat. W 1911 roku Dorothea Lambert Chambers wygrała finał 6:0, 6:0 z Dorą Boothby. W tym samym czasie w Polsce powstawał PZPN, Maria Skłodowska-Curie odbierała Nagrodę Nobla z chemii, a na świat przyszedł przyszły noblista Czesław Miłosz.

    Łzy Anisimovej po meczu, perfekcja Świątek na korcie centralnym, spotkanie z księżną Kate, taniec z Jannikiem Sinnerem podczas kolacji mistrzów — to obrazy, które zapisały się w historii nie tylko polskiego sportu. Za lata, przeglądając kroniki 2025 roku, świat przeczyta jedno zdanie: Polka Iga Świątek wygrała finał Wimbledonu 6:0, 6:0.

    Takie rzeczy dają sportową nieśmiertelność. Po miesiącach niedosytu Świątek wróciła w najważniejszym momencie jako „Żelazna Dama” — przydomek, który idealnie oddaje jej charakter i dominację. Ten szósty wielkoszlemowy tytuł był najbardziej zaskakującym od pierwszego, gdy w 2020 roku jako nierozstawiona nastolatka wygrała Roland Garros. Dziś nie ma już wątpliwości — to pełnoprawna Dama polskiego sportu, być może największa od czasów Ireny Szewińskiej.

    Głosowanie w plebiscycie Sport.pl „Momenty Roku 2025” trwa od 22 do 30 grudnia. Wyniki poznamy 31 grudnia.

  • Iga Świątek po latach wyjawiła prawdę. Ludzie nie mieli pojęcia

    Iga Świątek po latach wyjawiła prawdę. Ludzie nie mieli pojęcia

    Iga Świątek od lat kojarzona jest z dominacją na światowych kortach, imponującą odpornością psychiczną i spokojem godnym mistrzyni. Tym razem jednak najlepsza polska tenisistka odsłoniła zupełnie inne, mało znane oblicze. W rozmowie z Jackiem Kurowskim w programie „Oko w Oko” opowiedziała o nietypowym sposobie na relaks, który pomaga jej odzyskać wewnętrzną równowagę pomiędzy kolejnymi turniejami.

    24-letnia Świątek już dawno zapisała się w historii światowego sportu. Sześciokrotna triumfatorka turniejów wielkoszlemowych, medalistka olimpijska i zwyciężczyni wielu prestiżowych imprez WTA uchodzi za jedną z najwybitniejszych tenisistek XXI wieku. Jej styl gry – oparty na ogromnej intensywności, sile uderzeń i znakomitej kondycji fizycznej – sprawia, że rywalkom niezwykle trudno znaleźć na nią skuteczny sposób, niezależnie od nawierzchni.

    Miniony sezon tylko potwierdził jej sportową klasę. Polka regularnie meldowała się w czołówce najważniejszych turniejów, walczyła o najwyższe cele i po raz kolejny udowodniła, że potrafi funkcjonować pod presją ogromnych oczekiwań. Choć nie każdy start kończył się triumfem, jej stabilność, konsekwencja i powtarzalność sprawiły, że niezmiennie pozostawała jedną z kluczowych postaci kobiecego tenisa.

    Iga Świątek i jej nietypowa „pasja”. Tak wycisza się poza kortem

    Na co dzień Iga Świątek rzadko dzieli się szczegółami ze swojego życia prywatnego. Tym razem zrobiła jednak wyjątek. W rozmowie z Jackiem Kurowskim uchyliła rąbka tajemnicy i zdradziła, jak spędza czas pomiędzy kolejnymi turniejami. Okazuje się, że w domu rodzinnym… sprząta. Jak zdradził jej ojciec, Tomasz Świątek, porządki są dla tenisistki jednym ze sposobów na wyciszenie i odreagowanie emocji.

    – To jest pewien sposób na uspokojenie się. Lubię sprzątać – przyznała wprost liderka światowego tenisa. Jednym z jej największych „projektów” był garaż, który doprowadziła do perfekcyjnego stanu i z którego do dziś jest szczególnie dumna. Wspomniała również o myciu okien po Roland Garros 2022 – zadaniu wyjątkowo wyczerpującym, choć sam turniej był dla niej zwieńczeniem historycznej serii zwycięstw.

    Czy można więc nazwać Igę Świątek maniaczką porządku? Sama tenisistka podchodzi do tego z dużym dystansem. – Ogólnie moja relacja ze sprzątaniem… nie powiedziałabym, że jest w stu procentach konstruktywna. Trochę ją opanowałam przez ostatnie dwa lata. Kiedyś, gdyby ktoś pokazał mi coś brudnego, mógłby się spodziewać, że natychmiast to posprzątam. Mało osób o tym wie, bo na co dzień nie jestem osobą, która ma idealny porządek wokół siebie. Lubię sprzątać raz w tygodniu, ale porządnie – tłumaczyła.

    Ta nietypowa „pasja” pokazuje, że nawet mistrzyni światowego formatu potrzebuje prostych, codziennych rytuałów, by zachować spokój i równowagę. Być może właśnie w takich drobnych czynnościach kryje się jeden z sekretów jej niezwykłej mentalnej siły.

  • Łączymy się dzisiaj wszyscy w bólu”. Wpis Tuska po tragedii

    Łączymy się dzisiaj wszyscy w bólu”. Wpis Tuska po tragedii

    Cała Polska łączy się w żałobie z rodzinami dwóch górników, którzy ponieśli śmierć w tragicznym wypadku w kopalni Pniówek w Pawłowicach. Do dramatu doszło w poniedziałek podczas prac prowadzonych na poziomie 1000, gdzie w drążonym chodniku nastąpił gwałtowny wyrzut metanu wraz z masą skalną. Zginęli dwaj doświadczeni pracownicy kopalni w wieku 40 i 41 lat.

    Głos po tragedii zabrali najważniejsi przedstawiciele władz państwowych. Premier Donald Tusk napisał we wtorek rano na platformie X, że wszyscy łączą się w bólu z rodzinami ofiar. Podkreślił również, iż władze Jastrzębskiej Spółki Węglowej zapewniły go, że bliscy zmarłych górników są objęci właściwą opieką i mogą liczyć na wszelką niezbędną pomoc.

    Kondolencje złożył także minister energii Miłosz Motyka. W swoim wpisie zaznaczył, że z głębokim smutkiem przyjął informację o śmierci dwóch górników z Pniówka, składając rodzinom, bliskim i współpracownikom ofiar najszczersze wyrazy współczucia oraz słowa wsparcia w tym wyjątkowo trudnym czasie.

    Do tragedii odniósł się również prezydent Karol Nawrocki. W mediach społecznościowych podkreślił, że z ogromnym smutkiem przyjął wiadomość o śmierci górników i łączy się w bólu oraz modlitwie z rodzinami i bliskimi zmarłych.

    Szczegóły zdarzenia przedstawił wiceprezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej Adam Rozmus. Jak poinformował, w poniedziałek po godzinie 17 doszło do nagłego wydzielenia się znacznej ilości metanu, co zostało zarejestrowane przez czujniki metanometrii automatycznej zamontowane w przodku na głębokości około 900 metrów. W momencie zdarzenia prowadzono tam fedrowanie przy użyciu wysokowydajnego kombajnu chodnikowego, a w rejonie przodka przebywało dziesięciu pracowników.

    Ośmiu z nich zdołało samodzielnie wycofać się z zagrożonego miejsca. Z dwoma górnikami urwał się jednak kontakt. Po sześciogodzinnej, intensywnej akcji ratowniczej zastępy ratowników odnalazły poszukiwanych. Niestety lekarz obecny na miejscu stwierdził zgon obu pracowników.

    Władze JSW zapewniają, że rodziny ofiar zostaną objęte kompleksową pomocą. – Bliscy zmarłych otrzymają wsparcie zarówno psychologiczne, jak i materialne. Mówimy o konkretnych odszkodowaniach przewidzianych w uchwałach zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej – zadeklarował wiceprezes spółki.

    Zmarli górnicy mieli kilkanaście lat doświadczenia w pracy pod ziemią. Ich śmierć to już 14. i 15. ofiara śmiertelna wypadków w polskim górnictwie w tym roku oraz 11. i 12. w kopalniach węgla kamiennego. Kopalnia Pniówek od lat należy do zakładów o jednym z najwyższych w kraju wskaźników zagrożenia metanowego. Okoliczności tragedii bada specjalnie powołana komisja.

  • A jednak to prawda o Lewandowskim. Cała Hiszpania huczy o Polaku i jego sekrecie

    A jednak to prawda o Lewandowskim. Cała Hiszpania huczy o Polaku i jego sekrecie

    Mimo że w hiszpańskich i polskich mediach regularnie pojawiają się doniesienia sugerujące, iż Robert Lewandowski może latem pożegnać się z FC Barceloną, trudno odmówić Polakowi jednego – robi wszystko, by zmienić nastawienie władz klubu. Jego profesjonalne podejście do pracy i dbałość o każdy detal sprawiają, że w wieku 37 lat wciąż utrzymuje się na absolutnym szczycie europejskiego futbolu. Teraz sam napastnik miał okazję opowiedzieć o tym szerzej, potwierdzając to, o czym od dawna spekulowano.

    Wielu wybitnych piłkarzy po trzydziestce wyraźnie obniżało loty, często decydując się na lukratywne transfery do mniej wymagających lig, gdzie kończyli kariery w komfortowych warunkach. Robert Lewandowski jest jednak zupełnym przeciwieństwem tego schematu. Mimo upływu lat pozostaje jedną z kluczowych postaci FC Barcelony i wciąż prezentuje poziom, który budzi podziw w całej Europie.

    Nie jest tajemnicą, że kapitan reprezentacji Polski z ogromną dyscypliną podchodzi do diety, treningów i codziennej regeneracji. Podczas ostatniego wywiadu zdradził kolejne szczegóły dotyczące swojego stylu życia i tzw. higieny pracy, potwierdzając wiele teorii krążących od lat wokół jego osoby.

    Obszerna rozmowa z Lewandowskim, przeprowadzona w języku hiszpańskim, ukazała się na kanale „TheGrefg” na YouTube i szybko odbiła się szerokim echem w tamtejszych mediach. Dziennikarze skrupulatnie analizują wypowiedzi napastnika Barcelony, zwracając uwagę m.in. na jego nawyki żywieniowe. Jednym z ciekawszych wątków okazała się informacja, że Lewandowski od lat unika mleka.

    Wywiad w zaledwie kilkanaście godzin obejrzano około pół miliona razy, a hiszpańska prasa szeroko cytuje słowa Polaka. „Oto sekret długowieczności Lewandowskiego i utrzymania się na szczycie w wieku 37 lat” – napisał kataloński dziennik „Sport”.

    – Najważniejsze nie jest to, co robię teraz, ale to, co robiłem przez ostatnie dziesięć lat: zdrowe odżywianie, dobry sen i intensywne treningi – tłumaczył Lewandowski. – O swojej przyszłości zacząłem myśleć już w wieku 21–22 lat. Codziennie piłem mleko na śniadanie, ale po treningach czułem się zmęczony – dodał, wspominając początki zmian w diecie.

    To właśnie wtedy kapitan reprezentacji Polski zdecydował się wyeliminować z jadłospisu niektóre produkty, takie jak mleko, biała czekolada czy gluten. – Zauważyłem ogromną różnicę, gdy przestałem je spożywać – przyznał.

    Samą dietę Lewandowski uważa jednak tylko za jeden z elementów sukcesu. Jego zdaniem kluczowe znaczenie mają również regularne treningi, silna psychika i konsekwencja w dążeniu do celu, a także odpowiednia regeneracja. Sen odgrywa w tym procesie szczególną rolę – napastnik stara się spać około ośmiu godzin na dobę, by organizm miał czas na pełne odnowienie.

  • Kwaśniewski naprawdę to powiedział o Świątek i polskich piłkarzach

    Kwaśniewski naprawdę to powiedział o Świątek i polskich piłkarzach

    Aleksander Kwaśniewski: Wimbledon Igi Świątek to moment historyczny, ale w plebiscytach może nie wygrać

    Tenis wciąż nie jest w Polsce sportem masowym, takim naprawdę „ludowym”. Zdaniem Aleksandra Kwaśniewskiego pod względem popularności przegrywa nawet z żużlem i siatkówką. Dlatego były prezydent nie wyklucza, że Iga Świątek – mimo historycznego triumfu na Wimbledonie – może nie zwyciężyć w plebiscycie „Przeglądu Sportowego” na Sportowca Roku. Co innego w zestawieniu Sport.pl, gdzie redakcja bez wahania stawia ją na pierwszym miejscu.

    Rok temu w głosowaniu nie było wątpliwości – zwyciężyła Aleksandra Mirosław, jedyna polska mistrzyni olimpijska z igrzysk w Paryżu 2024. Dwa lata wcześniej kibice uznali, że momentem roku w polskim sporcie był finał mistrzostw Europy siatkarzy w Rzymie i efektowne zwycięstwo nad Włochami 3:0. Teraz Sport.pl rozpoczyna trzecią edycję plebiscytu „Momenty Roku”.

    To nie jest konkurs na najpopularniejszego sportowca ani ranking największych nazwisk. Chodzi wyłącznie o emocje – o chwile, które kibice przeżywali najmocniej, które sprawiły radość, wzruszyły lub zapadły w pamięć na zawsze. Redakcja tradycyjnie wybrała dziesięć momentów, ułożonych chronologicznie. Każdy z nich będzie w kolejnych dniach przypominany i omawiany wraz z zaproszonymi gośćmi, którzy podzielą się swoimi wspomnieniami i ocenami.

    „Tu nie ma potrzeby być oryginalnym”

    – Powie pan, że momentem roku 2025 w polskim sporcie był triumf Igi Świątek na Wimbledonie, czy spróbuje pan wskazać coś mniej oczywistego? – zapytał Aleksandra Kwaśniewskiego Łukasz Jachimiak.

    – Tu nie ma co się silić na oryginalność – odpowiedział były prezydent. – Nie mówimy o wygraniu „jednego z” turniejów wielkoszlemowych, tylko o zwycięstwie w Wimbledonie, czyli turnieju największym ze wszystkich. Moim zdaniem tym triumfem Iga Świątek na zawsze zapewniła sobie miejsce w historii. Nawet jeśli takie zwycięstwo zdarza się sportowcowi tylko raz w życiu, to wystarczy, by zapisać się złotymi zgłoskami.

    Kwaśniewski podkreśla, że znaczenie triumfu Świątek jest ogromne także w skali międzynarodowej i trudno je z czymkolwiek porównać. – Co mogłoby z nim wygrać? Moim zdaniem jedynie mistrzostwo świata w piłce nożnej, czyli wydarzenie odbywające się raz na cztery lata. Wśród imprez corocznych na podobnym poziomie postawiłbym chyba tylko zwycięstwo w Tour de France – mówił, dodając z nutą żalu, że polskiemu sportowi raczej nie grozi taki sukces. Wyjątkiem był rok 1993 i trzecie miejsce Zenona Jaskuły.

    Niespodzianka, która pomogła

    Triumf Świątek na trawie był o tyle wyjątkowy, że mało kto się go spodziewał. – Presja w pierwszej połowie sezonu była ogromna. Iga chciała wygrywać turnieje, które wcześniej dominowała, a gdy to się nie udawało, pojawiały się nerwowe reakcje – zauważa Jachimiak.

    – Zgadza się – przyznaje Kwaśniewski. – Ale Wimbledon wygrała przede wszystkim dlatego, że jest wielką zawodniczką. Bez talentu i klasy z absolutnego topu żadnego Wimbledonu by nie było. Presja rzeczywiście została zdjęta, a to jej pomogło. Grała na luzie, bez strachu, że każda kolejna runda może być ostatnią.

    Sportowiec Roku? Niekoniecznie

    Choć obaj rozmówcy są zgodni, że zwycięstwo na Wimbledonie to moment roku w polskim sporcie, pojawia się pytanie, czy Świątek wygra także plebiscyt na Sportowca Roku.

    – Wyobrażam to sobie, że nie wygra – mówi Kwaśniewski wprost. – To plebiscyt popularności i sympatii, a tenis w Polsce wciąż przegrywa z siatkówką czy nawet z żużlem. W takich głosowaniach może zwyciężyć Bartosz Zmarzlik, a może nawet Wilfredo Leon.

    Zdaniem Jachimiaka Leon ma jednak małe szanse, bo brązowy medal siatkarzy na mistrzostwach świata został odebrany raczej jako realizacja minimum niż wielki sukces. Kwaśniewski przyznaje mu rację i dodaje, że generalnie był to rok dość ubogi w sukcesy polskiego sportu. – Brakowało mi ich zwłaszcza w lekkoatletyce. Drugim pozytywem, choć trochę „z duszą na ramieniu”, było objęcie reprezentacji piłkarskiej przez Jana Urbana – ocenia.

    Niszowe dyscypliny, wielkie wyniki

    Rozmowa zahacza także o Aleksandrę Mirosław, która rok po igrzyskach znów zdobyła złoto mistrzostw świata we wspinaczce sportowej i po raz dziesiąty w karierze pobiła rekord świata. – Zrobiła swoje, ale to nadal dyscyplina niszowa – zaznacza Kwaśniewski.

    Podobnie ocenia sukcesy Klaudii Zwolińskiej w kajakarstwie górskim czy Marii Żodzik, która zdobyła jedyny medal dla Polski na lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Tokio. Z uznaniem wypowiada się także o Władimirze Semirunniju, uciekinierze z Rosji, który wywalczył dla Polski srebro i brąz MŚ w łyżwiarstwie szybkim. – Jeżeli Polska daje takim sportowcom szansę, a oni odwdzięczają się wynikami i postawą, to trzeba się z tego cieszyć – podkreśla.

    Trudne perspektywy i nadzieje

    Były prezydent nie ma złudzeń co do najbliższych zimowych igrzysk olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo. – Czeka nas raczej mizeria. Generacja medalistów kończy kariery, a nowych gwiazd brakuje – mówi. Jednocześnie z nadzieją patrzy na młodych sportowców, jak 18-letni skoczek Kacper Tomasiak, oraz na pracę Jana Urbana z piłkarską kadrą.

    Głosowanie trwa

    Plebiscyt „Moment Roku 2025 w polskim sporcie” trwa od 22 do 30 grudnia. Wyniki zostaną ogłoszone 31 grudnia. Kibice mogą wybierać spośród dziesięciu wydarzeń, m.in. triumfu Igi Świątek na Wimbledonie, zwycięstwa Roberta Kubicy w 24-godzinnym wyścigu Le Mans, sukcesów Bartosza Zmarzlika, Aleksandry Mirosław czy Władimira Semirunnija.

    Jedno jest pewne: emocji w polskim sporcie w 2025 roku nie brakowało, a wimbledoński triumf Igi Świątek już dziś można uznać za jeden z najważniejszych momentów w historii.

  • A jednak, “Lewy” postawił na swoim. Jest gorący komunikat. Sypią się gratulacje

    A jednak, “Lewy” postawił na swoim. Jest gorący komunikat. Sypią się gratulacje

    W niedzielne popołudnie Robert Lewandowski dopisał do swojego dorobku jedno z najbardziej symbolicznych osiągnięć w karierze. Wyjazdowe starcie FC Barcelony z Villarrealem było dla niego 500. występem w ligach europejskiego Top 5, czyli w rozgrywkach Anglii, Hiszpanii, Niemiec, Włoch i Francji. Choć Polak nie wpisał się na listę strzelców, a „Duma Katalonii” wygrała 2:0 bez jego gola, ten dzień na stałe zapisze się w historii jego kariery.

    Jubileuszowy mecz oznacza także imponujące liczby. W pół tysiąca ligowych spotkań Lewandowski zdobył 389 bramek, co stawia go w absolutnej elicie światowego futbolu. Lepszym bilansem w ligach Top 5 mogą pochwalić się jedynie Lionel Messi i Cristiano Ronaldo – dwaj piłkarze, którzy od lat wyznaczają granice indywidualnych rekordów.

    Na ten dorobek „Lewy” pracował przez kilkanaście sezonów i w barwach trzech europejskich gigantów. Najbardziej płodny okres przeżył w Niemczech. W Bundeslidze rozegrał 384 mecze ligowe – 131 jako zawodnik Borussii Dortmund oraz 253 w koszulce Bayernu Monachium. Trzy ostatnie sezony spędził w Hiszpanii, gdzie dla FC Barcelony zanotował 116 spotkań w La Liga, konsekwentnie powiększając swój bramkowy licznik.

    Łącznie 389 trafień daje mu trzecie miejsce w klasyfikacji najlepszych strzelców w historii lig Top 5. Przed nim znajdują się tylko dwaj piłkarscy herosi: Lionel Messi, który ma na koncie 496 goli zdobytych w Hiszpanii i Francji, oraz Cristiano Ronaldo z dorobkiem 495 bramek strzelonych w Anglii, Hiszpanii i we Włoszech. Fakt, że Lewandowski znajduje się w tak elitarnym gronie, najlepiej świadczy o jego regularności i długowieczności na najwyższym poziomie.

    Przyszłość kapitana reprezentacji Polski wciąż pozostaje tematem otwartym. Jego kontrakt z Barceloną obowiązuje do 30 czerwca 2026 roku, a sam piłkarz deklaruje chęć pozostania w klubie na kolejny sezon. Co więcej, jest gotów pójść na daleko idące ustępstwa finansowe i zaakceptować nawet obniżkę wynagrodzenia o 50 procent.

    Władze mistrzów Hiszpanii podchodzą jednak do sprawy z rezerwą. Klub zamierza usiąść do rozmów najwcześniej wiosną, uważnie obserwując formę napastnika. Lewandowski w przyszłym roku skończy 38 lat, a runda rewanżowa sezonu będzie dla niego kluczowa. Musi udowodnić, że nadal jest snajperem, który potrafi decydować o losach meczów i budzić respekt rywali – niezależnie od stadionu, na którym się pojawia.

  • Nie będziemy tego tolerować”. Ukraiński minister apeluje do Polaków

    Nie będziemy tego tolerować”. Ukraiński minister apeluje do Polaków

    Szef ukraińskiego MSZ ostro o nękaniu Ukraińców w Polsce. „Absolutnie nie do przyjęcia”

    Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha stanowczo potępił przypadki nękania Ukraińców w Polsce, nazywając je „absolutnie nie do przyjęcia”. Jego reakcja jest odpowiedzią na nagłośnioną przez media sprawę prześladowania 15-letniej Ukrainki w jednej z warszawskich szkół. Szef ukraińskiej dyplomacji zaapelował do polskich władz o ukaranie sprawców agresywnych i ksenofobicznych zachowań wobec jego rodaków. Jak poinformował, temat poruszył również w rozmowie z ministrem spraw zagranicznych RP Radosławem Sikorskim.

    We wpisie opublikowanym w mediach społecznościowych Sybiha odniósł się bezpośrednio do sytuacji 15-letniej Darii, córki byłego reprezentanta Ukrainy w siatkówce.
    „Szkoda, że trzeba wracać do spraw haniebnego traktowania Ukraińców w Polsce. Ale takie podejście, jak do Darii, jest absolutnie nie do przyjęcia” – napisał minister na Facebooku. Dodał, że podczas rozmowy z Radosławem Sikorskim otrzymał zapewnienie, iż strona polska zareaguje na sprawę w odpowiedni sposób.

    „Dziękuję za to mojemu koledze oraz polskim władzom” – podkreślił Sybiha, zaznaczając jednocześnie, że Polska i Ukraina zasługują na dobre relacje sąsiedzkie oraz strategiczne partnerstwo.

    „Nie będziemy tego tolerować”

    Szef ukraińskiej dyplomacji nie ukrywał, że oczekuje zdecydowanych działań.
    „W naszym wspólnym interesie leży zapobieganie takim przejawom niechęci i szybkie reagowanie na nie. Jako minister spraw zagranicznych Ukrainy nalegam na sprawiedliwą karę dla tych, którzy pozwalają sobie na ksenofobiczne postawy wobec Ukraińców – zarówno w Polsce, jak i w innych krajach” – napisał w oświadczeniu.

    Sybiha wyraził nadzieję, że kilka pokazowych przypadków pociągnięcia sprawców do odpowiedzialności będzie jasnym sygnałem, iż w europejskim społeczeństwie nie ma miejsca na tego rodzaju zachowania. Zapowiedział również, że ukraiński pion konsularny będzie monitorował podobne incydenty i reagował na nie „szybko i stanowczo”.
    „Nie będziemy tego tolerować” – podkreślił.

    Sprawa 15-letniej Ukrainki. Reakcja policji

    Minister odniósł się do głośnej sprawy 15-letniej Darii Gladyr, córki znanego siatkarza Jurija Gladyra, który od lat posiada polskie obywatelstwo. Jak opisał Onet, dziewczynka miała otrzymywać obraźliwe i wulgarne wiadomości głosowe od rówieśników z warszawskiego liceum TE Vizja. Według relacji mediów, do prześladowania dochodziło także bezpośrednio na terenie szkoły.

    Rodzice nastolatki zarzucają placówce brak odpowiedniej reakcji na zgłaszane problemy. Jak twierdzą, zamiast realnej pomocy zostali poinformowani o skreśleniu córki z listy uczniów.

    Po publikacjach medialnych sprawą zainteresowała się Komenda Stołeczna Policji. Funkcjonariusze skontaktowali się z rodziną, a – jak przekazał „Przegląd Sportowy” – matka dziewczynki wraz z córką jeszcze tego samego dnia udały się na komisariat, gdzie spędziły kilka godzin. Prawnik rodziny, dr Mateusz Mickiewicz, znany m.in. z programu „Państwo w państwie” na antenie Polsat News, potwierdził, że rozpoczęły się już pierwsze czynności procesowe.

  • Iga Świątek pominięta, zamiast niej inna tenisistka. W tle skandal z jej udziałem

    Iga Świątek pominięta, zamiast niej inna tenisistka. W tle skandal z jej udziałem

    Iga Świątek ma za sobą znakomity sezon, który na trwałe zapisze się w historii jej kariery. Największym sukcesem było pierwsze w życiu zwycięstwo na kortach Wimbledonu, a dodatkowo Polka stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci sportu w mediach społecznościowych. Sympatię kibiców zdobyła m.in. żartobliwymi opowieściami o „zabieraniu” turniejowych ręczników oraz kulinarną ciekawostką, czyli makaronem z truskawkami. Mimo tego wszystkiego Świątek zabrakło w prestiżowym zestawieniu 50 najbardziej wpływowych kobiet w sporcie, przygotowanym przez brytyjski dziennik „The Telegraph”.

    W rankingu znalazły się za to Aryna Sabalenka oraz inna tenisistka, która w ostatnich latach była bohaterką głośnego skandalu. Pominięcie Polki wzbudziło spore zdziwienie, zwłaszcza że jej osiągnięcia sportowe w 2025 roku trudno zignorować.

    Trzeba jednak pamiętać, że „The Telegraph” to gazeta brytyjska, co w naturalny sposób wpływa na dobór wyróżnionych postaci. Dziennikarze wyraźnie częściej sięgali po bohaterki związane z Wielką Brytanią lub głośne tematy społeczne i medialne. Jak więc wygląda ranking i dlaczego nie znalazło się w nim miejsca dla Igi Świątek?

    Iga Świątek pominięta przez „The Telegraph”

    „The Telegraph” opublikował listę 50 najbardziej wpływowych kobiet w sporcie w 2025 roku. W zestawieniu znalazły się zaledwie trzy postacie związane z tenisem, z czego tylko dwie to czynne zawodniczki. Ku zaskoczeniu wielu kibiców i ekspertów, w tym gronie zabrakło Igi Świątek.

    Na pierwszym miejscu rankingu uplasowała się Kirsty Coventry – nowa przewodnicząca Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego i następczyni Thomasa Bacha. Była znakomita pływaczka z Zimbabwe po zakończeniu kariery sportowej sięgnęła po jedno z najważniejszych stanowisk w światowym sporcie. Drugie miejsce zajęła brytyjska piłkarka Lucy Bronze, a trzecie amerykańska rugbystka Ilona Maher.

    Ranking bez Świątek. Dwie inne tenisistki w zestawieniu

    Wśród 50 wyróżnionych kobiet znalazły się tylko dwie aktywne tenisistki. Na 21. pozycji uplasowała się Aryna Sabalenka, która w 2025 roku utrzymała pozycję liderki rankingu WTA. Dziennikarze zwrócili uwagę nie tylko na jej wyniki sportowe, ale także na medialną aktywność – w tym zapowiedź udziału w tzw. „Bitwie Płci”, w której pod koniec grudnia ma zmierzyć się z Nickiem Kyrgiosem, oraz jej głośne komentarze dotyczące udziału osób transpłciowych w tenisie.

    Jeszcze wyżej sklasyfikowano Emmę Raducanu. Brytyjka znalazła się na 14. miejscu, choć nie ze względu na sukcesy na korcie. O jej obecności w rankingu zadecydowała sprawa stalkingu, z którym zmagała się w ostatnich latach. W 2025 roku mężczyzna prześladujący tenisistkę pojawiał się na turniejach, co skłoniło Raducanu do wydania publicznego oświadczenia i opowiedzenia o trudnych doświadczeniach, z jakimi musiała się mierzyć.

    W rankingu nie zabrakło także legendy światowego tenisa. Szóste miejsce zajęła Billie Jean King, ikona walki o równość w sporcie, która w tym roku skończyła 82 lata.

    Pominięcie Igi Świątek pokazuje, że zestawienie „The Telegraph” nie koncentruje się wyłącznie na wynikach sportowych, lecz przede wszystkim na medialnym wpływie, narracjach społecznych oraz perspektywie brytyjskiej. Mimo to brak triumfatorki Wimbledonu w takim rankingu pozostaje jedną z jego najbardziej zaskakujących decyzji.

  • To była 59. minuta meczu Barcelony. Pajor przelobowała bramkarkę, oto efekt

    To była 59. minuta meczu Barcelony. Pajor przelobowała bramkarkę, oto efekt

    FC Barcelona nie zwalnia tempa! Po południowym ligowym triumfie męskiej drużyny, wieczorem komplet zwycięstw dopełniły piłkarki. Zespół ze stolicy Katalonii bardzo pewnie ograł Deportivo Alaves 6:1 w 1/8 finału Pucharu Królowej, efektownie rozpoczynając obronę trofeum zdobytego przed rokiem. Choć udział Ewy Pajor w zdobywaniu bramek był tym razem symboliczny, niewiele brakowało, by reprezentantka Polski wpisała się na listę strzelczyń.

    Piłkarki Barcelony pozostają niepokonane już od dziewięciu spotkań. W tym okresie tylko raz straciły punkty – w starciu Ligi Mistrzyń z Chelsea. Nic więc dziwnego, że w rywalizacji pucharowej były zdecydowanymi faworytkami, zwłaszcza że ich niedzielne rywalki występują na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej. Co prawda Deportivo Alaves radzi sobie tam solidnie – po 13 kolejkach ma na koncie 30 punktów – ale identycznym dorobkiem może pochwalić się… rezerwowa drużyna Barcelony.

    Pajor rusza po kolejne trofeum

    Damska FC Barcelona to absolutne rekordzistki Pucharu Królowej – triumfowały w tych rozgrywkach już 11 razy. O pięć tytułów mniej mają Espanyol i Levante. „Blaugrana” wygrała siedem z ostatnich dziewięciu edycji i od pierwszych minut spotkania z Alaves było widać, że chce kontynuować tę passę. Na pierwszego gola trzeba było jednak poczekać do 21. minuty, gdy po precyzyjnym podaniu Clary Serrajordi Kika Nazareth z bliska pokonała Sofíę Fuente.

    Końcówka pierwszej połowy przyniosła sporo emocji. Po raz kolejny błysnęła Serrajordi, a Sydney Schertenleib efektownym zwodem i celnym strzałem podwyższyła prowadzenie Barcelony. W doliczonym czasie gry Alaves odpowiedziało szybką kontrą – Gemma Font obroniła pierwszy strzał Ainhoy Guallar, lecz przy dobitce Carmen Sobron była już bezradna.

    O włos od gola Pajor

    Po przerwie Barcelona całkowicie przejęła kontrolę nad meczem. W 59. minucie bardzo bliska zdobycia bramki była Ewa Pajor. Królowa strzelczyń poprzedniej edycji Pucharu Królowej wyszła sam na sam i sprytnie przelobowała bramkarkę, jednak piłka toczyła się zbyt wolno i została wybita z linii bramkowej. Chwilę później było już 3:1 – dośrodkowanie Carli Martinez skutecznie wykończyła Caroline Graham.

    W końcówce spotkania worek z bramkami rozwiązał się na dobre. Najpierw pechowo do własnej siatki trafiła Merche Izal, a następnie po dwóch asystach Serrajordi sama wpisała się na listę strzelczyń. Przy ostatnim trafieniu swój udział miała także Pajor – po rzucie rożnym Polka oddała strzał, który został zablokowany, lecz rykoszet zmylił defensorkę Alaves i piłka wpadła do bramki.

    Deportivo Alaves – FC Barcelona 1:6 (1:2)

    Bramki: Sobron (45+1) – Nazareth (21), Schertenleib (41), Graham (59), Izal (75, sam.), Serrajordi (83), Pichi (86, sam.)

    Składy:
    Alaves: Fuente, Pichi, Juan, Gaste, Parera (71. Gil), Viles (60. Errasti), Rivero, Sobron (80. Fernandez), Navajas (71. Bengoa), Izal, Guallar
    Barcelona: Font, Martinez (64. Brugts), Paredes, Aleixandri (80. Ranera), Camara, Nazareth (46. Graham), Serrajordi, Lopez (46. Pina), Schertenleib, Cano (64. Putellas), Pajor

  • Tak wygląda prawda o Stanach Zjednoczonych. Boją się katastrofy

    Tak wygląda prawda o Stanach Zjednoczonych. Boją się katastrofy

    Amerykańskie rozczarowanie. Wielki plan w rozsypce, mundial pod znakiem zapytania? Niekoniecznie

    W Stanach Zjednoczonych znów słychać narzekania. Kolejna ambitna wizja miała zmienić kraj w piłkarską potęgę, a skończyło się na poczuciu niespełnionych obietnic. Futbol – ten „europejski”, a nie amerykański – miał stać się numerem jeden w USA, lecz nigdy nim nie został. Dziś, przed zbliżającymi się mistrzostwami świata, pojawiają się nawet obawy, że turniej zakończy się organizacyjną i frekwencyjną klapą. Paradoksalnie to, co budzi dziś największy lęk – wysokie ceny biletów – może okazać się jednym z atutów całej imprezy, a nie jej przekleństwem.

    Już pod koniec lat 90. Amerykanie snuli niezwykle ambitne plany. W 1998 roku United States Soccer Federation zaprezentowała dokument zatytułowany „Project 2010”. Liczący 113 stron raport, przygotowany przez portugalskiego trenera Carlosa Queiroza, był szczegółową mapą drogową dla rozwoju piłki nożnej w USA. Założenia brzmiały niemal jak science fiction: w 2006 roku reprezentacja Stanów Zjednoczonych miała być gotowa na grę w półfinale mistrzostw świata, a cztery lata później – w 2010 – miała już uchodzić za jednego z głównych kandydatów do tytułu mistrzowskiego.

    Ambicje były ogromne, wiara w projekt niemal bezgraniczna. Przez moment wydawało się nawet, że wszystko zmierza we właściwym kierunku. Mundial w 2002 roku przyniósł Amerykanom awans do ćwierćfinału i rozbudził nadzieje, że plan Queiroza rzeczywiście zaczyna działać. Później jednak nastąpiło brutalne zderzenie z rzeczywistością. Wyniku z Korei i Japonii nigdy nie udało się powtórzyć, a prawdziwym ciosem była kompromitująca porażka eliminacyjna w 2018 roku, gdy USA po raz pierwszy od dekad nie zakwalifikowały się na mistrzostwa świata.

    Równolegle rozpadła się druga wielka prognoza: że piłka nożna stanie się najważniejszym sportem w Stanach Zjednoczonych. Argumenty wydawały się mocne. Miliony dzieci i dorosłych grających w piłkę, rosnące zainteresowanie mundialami, dynamiczny rozwój MLS, do której co roku dołączały nowe kluby z kolejnych miast. Wszystko to miało być zapowiedzią głębszej zmiany kulturowej.

    Według tej wizji Ameryka miała się przeobrazić – stać się bardziej wieloetniczna, otwarta i liberalna, wraz z napływem imigrantów z Ameryki Łacińskiej, Afryki i Europy. A skoro zmienia się społeczeństwo, miały zmienić się także jego sportowe fascynacje. Baseball, uznawany za symbol „starej” Ameryki, oraz futbol amerykański miały stopniowo tracić na znaczeniu. Ich miejsce – tak zakładano – miała zająć piłka nożna, sport globalny, uniwersalny i wspólny dla całego świata.

    Tak się jednak nie stało. Soccer urósł, zadomowił się i zyskał swoje miejsce w amerykańskim pejzażu sportowym, ale nigdy nie zdetronizował dawnych gigantów. Dziś pozostaje sportem ważnym, lecz wciąż stojącym w cieniu NFL, NBA czy MLB. A mimo to wizja mundialu w USA wcale nie musi zakończyć się fiaskiem – nawet jeśli nie spełni dawnych, przesadnie ambitnych marzeń o piłkarskiej hegemonii.