Author: newuser

  • Andrzej Duda odpowiedział na apele. Błyskawiczna reakcja

    Andrzej Duda odpowiedział na apele. Błyskawiczna reakcja

    „Przez 25 lat mieszkałam na Białorusi, ale to Polska jest moim domem” – mówi Maria Żodzik. To właśnie dzięki niej biało-czerwoni wrócili z lekkoatletycznych mistrzostw świata 2025 z medalem. A ona sama wreszcie przestała być ofiarą systemu, który wcześniej brutalnie ją zawiódł.

    – Brawo! Co za postawa Marii Żodzik! Dwa metry zaliczone – proszę państwa, to oznacza medal mistrzostw świata! – nie krył euforii komentator TVP Marek Rudziński. – To jest absolutnie nieprawdopodobne! Rekord życiowy i srebro mistrzostw świata. Coś wyjątkowego! – dodawał chwilę później.

    Takie emocje towarzyszyły nam ostatniego dnia mistrzostw świata w lekkoatletyce, które we wrześniu odbyły się w Tokio. Teraz, pod koniec roku, te chwile wracają jako jedna z kandydatur w plebiscycie „Momenty Roku”, w którym czytelnicy Sport.pl wybierają najważniejsze wydarzenie 2025 roku w polskim sporcie.

    Polska czekała na medal do samego końca mistrzostw. Zawiedli faworyci, nie powiodło się utytułowanym zawodnikom. Dopiero w deszczowym, niezwykle wymagającym konkursie skoku wzwyż po medal sięgnęła zawodniczka, która dopiero od niedawna reprezentuje biało-czerwone barwy.

    Okradziona z igrzysk

    Historia Marii Żodzik to opowieść o talencie, cierpliwości i ogromnej determinacji. W 2023 roku złożyła wniosek o polskie obywatelstwo, rok później otrzymała je z rąk prezydenta Andrzeja Dudy, a w 2025 – już z orłem na piersi – została wicemistrzynią świata. To jeden z najbardziej poruszających momentów całego sezonu w polskim sporcie.

    28-letnia dziś zawodniczka urodziła się w Baranowiczach na Białorusi, niespełna 200 kilometrów od polskiej granicy. Przez lata reprezentowała swój kraj i zapewne robiłaby to nadal, gdyby nie wydarzenia, które całkowicie zmieniły jej życie.

    Już w 2021 roku Żodzik boleśnie odczuła niekompetencję białoruskich działaczy. Mimo uzyskania olimpijskiego minimum i rekordu życiowego – 196 cm – nie pojechała na igrzyska w Tokio. Powód? Brak wymaganej liczby badań antydopingowych. Federacja zwyczajnie nie dopilnowała formalności, a zawodniczka została wykluczona w ostatniej chwili.

    Jak opisywał portal tribuna.com, zator w systemie i fatalna organizacja pozbawiły ją startu w największej imprezie sportowej świata. Kilka miesięcy później sytuacja stała się jeszcze gorsza – po agresji Rosji na Ukrainę i wsparciu ze strony Białorusi sportowcy z tego kraju zostali praktycznie odcięci od międzynarodowych startów.

    Nowy początek w Polsce

    W 2023 roku Maria Żodzik podjęła decyzję, która okazała się przełomowa. Skoro jej dziadkowie byli Polakami, a w rodzinie lekkoatletyka miała długą tradycję, postanowiła spróbować kontynuować karierę w Polsce. Postawiła wszystko na jedną kartę – albo dołączy do polskiej reprezentacji, albo zakończy sportową drogę.

    Początki były dalekie od bajkowych. Po przeprowadzce do Białegostoku nie mogła utrzymać się wyłącznie ze sportu, dlatego treningi łączyła z pracą w restauracji McDonald’s. Dopiero z czasem jej sytuacja się ustabilizowała, co pozwoliło skupić się wyłącznie na przygotowaniach. Efekt? Forma życia i niezapomniany występ w Tokio.

    Deszcz, rekord i srebro

    W konkursie finałowym na Stadionie Olimpijskim w Tokio Żodzik od początku imponowała spokojem i odpornością psychiczną. Bezbłędnie zaliczyła 1,88 m, potem 1,93 i 1,97 m. Gdy poprzeczka zawisła na wysokości 2,00 m, nad stadionem rozpętała się ulewa.

    Przez deszcz Polka musiała czekać kilkanaście minut na swoją próbę. Pierwsza – nieudana. Druga – również. Została ostatnia szansa. I wtedy wydarzyło się coś, co na długo zapadnie w pamięć kibiców. Żodzik idealnie trafiła w moment, poszybowała nad poprzeczką i wylądowała na mokrym materacu z nowym rekordem życiowym.

    W tym momencie było już jasne – Polska ma medal. Chwilę później opady były tak intensywne, że sędziowie przerwali konkurs. Ale dla nas to nie miało już znaczenia. – Gdy zaczęło padać, było trochę strasznie, ale jestem stabilna i spokojna. Potrafiłam się wyłączyć – mówiła później wicemistrzyni świata.

    Szybka decyzja prezydenta

    Sukces w Tokio był potwierdzeniem tego, o czym środowisko lekkoatletyczne mówiło od dawna. Maria Żodzik to talent poparty ogromną pracą. Tomasz Majewski, dwukrotny mistrz olimpijski i wiceprezes PZLA, od miesięcy zabiegał o przyspieszenie procedury nadania jej obywatelstwa. – Dokumenty są u prezydenta, my zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy – mówił w lutym 2024 roku.

    Prezydent Andrzej Duda odpowiedział na apele i nadał Żodzik obywatelstwo na tyle szybko, że mogła wystąpić już na igrzyskach olimpijskich w Paryżu w 2024 roku. Tam sukcesu jeszcze nie było – odpadła w eliminacjach. Ale rok później przeżyła najpiękniejszy moment w karierze.

    I wszystko wskazuje na to, że to dopiero początek. Maria Żodzik właśnie wchodzi w najlepszy okres sportowego życia – a Polska może dzięki niej przeżyć jeszcze wiele podobnych chwil.

  • Jest Wigilia, a tu nagle taki komunikat ws. Ewy Pajor

    Jest Wigilia, a tu nagle taki komunikat ws. Ewy Pajor

    Świetna dyspozycja Ewy Pajor w ostatnich tygodniach została dostrzeżona w Hiszpanii. Reprezentantka Polski znalazła się w gronie kandydatek do prestiżowego wyróżnienia przyznawanego przez ligę hiszpańską, a o końcowym werdykcie zdecydują głosy kibiców.

    Statystyki Pajor w obecnej edycji Ligi Mistrzyń prezentują się bardzo solidnie. Napastniczka FC Barcelony wystąpiła dotychczas w pięciu spotkaniach i czterokrotnie wpisywała się na listę strzelczyń. W klasyfikacji najskuteczniejszych zawodniczek fazy grupowej minimalnie wyprzedzają ją jedynie Evelyne Viens z AS Romy oraz Pernille Harder z Bayernu Monachium, które zdobyły po pięć bramek.

    Ewa Pajor walczy o nagrodę ligi hiszpańskiej

    Jeszcze lepiej Polka radzi sobie na krajowych boiskach. W rozgrywkach ligi hiszpańskiej jest aktualnie najskuteczniejszą piłkarką – ma na koncie 11 goli oraz trzy asysty. Tuż za nią plasuje się jej klubowa koleżanka z Barcelony, Claudia Pina, która zdobyła 10 bramek. Tak imponująca forma sprawiła, że Pajor została nominowana do nagrody dla najlepszej zawodniczki grudnia, przyznawanej przez ligę hiszpańską.

    Oprócz Polki o to wyróżnienie walczy jeszcze sześć piłkarek: Eva Navarro (Real Madryt), Rosa Márquez (Sevilla), Ainhoa Martín (Deportivo La Coruña), Malou Marcetto (Madrid CFF), Carla Andrés (Eibar) oraz Daniela Agote (Athletic Bilbao).

    Na oficjalnej stronie ligi pojawił się komunikat zachęcający do udziału w głosowaniu:
    „Święty Mikołaj przynosi mały prezent: nominowanych do tytułu Gracza Miesiąca Grudnia! Zagłosuj teraz na swojego faworyta i wygraj nagrodę”.

    Zwyciężczynię wybiorą kibice, którzy mogą oddawać swoje głosy do 28 grudnia. Wyniki głosowania zostaną ogłoszone 12 stycznia 2026 roku. W samym grudniu Ewa Pajor rozegrała trzy ligowe spotkania, w których zdobyła dwie bramki.

    FC Barcelona pozostaje liderem tabeli ligi hiszpańskiej. Po 14 kolejkach zespół zgromadził 39 punktów i ma aż siedem „oczek” przewagi nad drugim w tabeli Realem Madryt.

  • Oto co Nawrocki zrobił w Wigilię. W ruch poszły pięści

    Oto co Nawrocki zrobił w Wigilię. W ruch poszły pięści

    Karol Nawrocki nie spędził wigilijnego poranka wyłącznie w domowej atmosferze, czekając na wieczorne pierogi. Prezydent RP bardzo aktywnie rozpoczął świąteczny dzień, co pokazano w materiale opublikowanym na oficjalnym profilu Kancelarii Prezydenta. Nagranie dokumentuje jego wizytę na granicy polsko-białoruskiej, gdzie spotkał się z polskimi żołnierzami oraz funkcjonariuszami Straży Granicznej.

    Prezydent od lat podkreśla swoje przywiązanie do sportu – szczególnie piłki nożnej i boksu, które trenował w młodości. Do dziś pozostaje w dobrej formie fizycznej, co regularnie widać w jego aktywności medialnej. Tym razem dał temu wyraz podczas wigilijnego spotkania z mundurowymi pełniącymi służbę na wschodniej granicy kraju.

    Wspólny trening i rozmowy z żołnierzami

    Na opublikowanym nagraniu pokazano najważniejsze momenty wizyty Karola Nawrockiego. Były rozmowy z żołnierzami i funkcjonariuszami Straży Granicznej, wizyta w terenie, symboliczne łamanie się opłatkiem, a także element, który szczególnie przyciągnął uwagę – wspólny trening bokserski. Prezydent założył rękawice i uderzał w tarcze trzymane przez żołnierzy, demonstrując dobrą kondycję i doświadczenie sportowe. Nie zabrakło również serdecznych gestów, uścisków dłoni i „piątek”.

    W trakcie wizyty Nawrocki zwrócił się do mundurowych, podkreślając znaczenie ich codziennej służby. Jak zaznaczył, wolność nie jest dana raz na zawsze, a zagrożenia związane z wojną są dziś bliżej niż wielu chciałoby przyznać. – Pod presją działań Rosji i Białorusi nasze granice są zagrożone, ale pozostają bezpieczne dzięki waszej pracy – mówił prezydent, cytowany przez oficjalną stronę Kancelarii Prezydenta RP.

    Podkreślił również, że jego obecność na granicy w Wigilię jest wyrazem najwyższego szacunku dla polskiego munduru. – Nie wiem, jak lepiej mógłbym powiedzieć „dziękuję za waszą służbę”, niż spędzając z wami ten wyjątkowy wieczór – zaznaczył, składając żołnierzom i funkcjonariuszom świąteczne życzenia oraz życząc im spokojnej Wigilii spędzonej w gronie przyjaciół.

    Na zakończenie Karol Nawrocki odniósł się także do kwestii bezpieczeństwa państwa. Podkreślił, że wzmacnianie armii oraz przeznaczanie 5 proc. PKB na obronność ma jeden zasadniczy cel – odstraszanie potencjalnych agresorów. – Zbroimy się i budujemy siły zbrojne po to, aby nikt nie odważył się zaatakować naszej ukochanej Rzeczypospolitej Polskiej – podsumował prezydent.

  • Oto wykształcenie Igi Świątek. Polka rzadko się nim chwali

    Oto wykształcenie Igi Świątek. Polka rzadko się nim chwali

    Nieco ponad miesiąc przed jednym z najważniejszych momentów w swojej karierze Iga Świątek obchodziła 24. urodziny. 31 maja 2025 roku mistrzyni tenisa była już u progu historycznego sukcesu na Wimbledonie, który kilka tygodni później przypieczętowała w wielkim stylu. W tym samym wieku wielu jej rówieśników kończy studia licencjackie i odbiera dyplomy uczelni wyższych. Raszynianka obrała jednak zupełnie inną ścieżkę – podporządkowaną sportowi – i dziś trudno znaleźć u niej choć cień żalu z powodu tej decyzji. Niewiele osób zdaje sobie jednak sprawę z tego, jakie wykształcenie ma triumfatorka Wimbledonu i jak świetnie poradziła sobie na egzaminie maturalnym.

    Zawodowi tenisiści na najwyższym światowym poziomie funkcjonują w realiach, które rzadko pozwalają na normalne życie rodzinne, a co dopiero na regularną naukę czy studia. Intensywny kalendarz turniejowy, codzienne treningi, podróże po całym świecie oraz ogromna presja wyniku sprawiają, że edukacja często schodzi na dalszy plan. W zamian pojawiają się jednak sportowe sukcesy, rozpoznawalność i wielkie pieniądze. Iga Świątek nie była wyjątkiem – już jako nastolatka musiała dokonywać wyborów, które na zawsze ukształtowały jej drogę.

    17 lipca 2025 roku Polka całkowicie zdominowała finał Wimbledonu, rozbijając Amandę Anisimovą i sięgając po swój szósty tytuł wielkoszlemowy. Dla wielu ekspertów był to najcenniejszy triumf w jej dotychczasowej karierze. Zaledwie kilka tygodni wcześniej obchodziła urodziny, wchodząc w wiek, w którym większość studentów kończy pierwszy etap akademickiej edukacji. Jak na tym tle wypada liderka światowego tenisa?

    Jakie wykształcenie ma Iga Świątek? Matura zdana celująco

    Choć może to zaskakiwać, Iga Świątek nigdy nie zdecydowała się na podjęcie studiów. Nie jest to jednak wynik zaniedbań czy braku ambicji, lecz świadoma decyzja. Połączenie nauki na uczelni z zawodową karierą tenisistki na absolutnym topie byłoby praktycznie niemożliwe.

    Swoją edukację Świątek rozpoczęła w Szkole Podstawowej nr 339 im. Raoula Wallenberga w Warszawie, gdzie później kontynuowała naukę również na etapie gimnazjum. Kolejnym krokiem było liceum – w 2020 roku ukończyła Niepubliczne Autorskie Liceum Ogólnokształcące nr 42 w Warszawie, dostosowane do potrzeb uczniów łączących naukę z intensywną karierą sportową.

    Tuż po sensacyjnym triumfie na Roland Garros w 2020 roku młoda tenisistka pochwaliła się wynikami egzaminu maturalnego. Okazało się, że również na tym polu radzi sobie znakomicie. Z języka polskiego uzyskała 83 procent, natomiast z matematyki i języka angielskiego na poziomie podstawowym zdobyła komplet punktów – po 100 procent. Bardzo dobrze wypadły także egzaminy rozszerzone: 96 procent z angielskiego i 66 procent z matematyki.

    Iga Świątek doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak istotną rolę w sporcie odgrywa rozwój intelektualny i mentalny. Dlatego mimo braku studiów regularnie sięga po książki, dba o poszerzanie horyzontów i chętnie angażuje się w inicjatywy promujące czytelnictwo, szczególnie wśród młodych ludzi.

    Na ten moment mistrzyni Wimbledonu może pochwalić się wykształceniem średnim. Nie wyklucza jednak, że w przyszłości – być może już po zakończeniu kariery sportowej – zdecyduje się na studia i spróbuje swoich sił również w akademickim świecie. Patrząc na jej dotychczasowe osiągnięcia, trudno wątpić, że także tam poradziłaby sobie znakomicie.

  • Znany skoczek wybrał Polskę na święta, był zaskoczony. Inaczej myślał o naszym kraju

    Znany skoczek wybrał Polskę na święta, był zaskoczony. Inaczej myślał o naszym kraju

    Okres Bożego Narodzenia to dla skoczków narciarskich jeden z nielicznych momentów wytchnienia w niezwykle napiętym kalendarzu Pucharu Świata. Choć przerwa jest krótka, pozwala choć na chwilę zwolnić tempo i spędzić czas z najbliższymi. Nie wszyscy jednak wracają w tym czasie do swoich rodzinnych krajów. Część zawodników święta przeżywa w wyjątkowym, polskim wydaniu – wszystko za sprawą ich partnerek, które są Polkami. Do tego grona należą m.in. Gregor Deschwanden oraz Andreas Schuler. Jak się okazuje, polskie tradycje bożonarodzeniowe potrafią solidnie zaskoczyć Szwajcarów.

    Tradycyjnie ostatnim przystankiem Pucharu Świata przed świętami jest rywalizacja w szwajcarskim Engelbergu. Po niej zawodnicy otrzymują kilka dni przerwy, zanim rozpoczną się intensywne zmagania Turnieju Czterech Skoczni. Wśród skoczków są jednak tacy, którzy ten czas wykorzystują na wizyty w Polsce – wszystko dzięki związkom z Polkami.

    Jednym z nich jest Gregor Deschwanden. Szwajcarski skoczek od kilku lat związany jest z Marią Grzywą, pochodzącą z okolic Oświęcimia. Choć na co dzień mieszkają w Szwajcarii, regularnie odwiedzają Polskę, która stała się dla Deschwandena bardzo bliska.

    – Jestem wielkim fanem Krakowa. Wiele osób mogłoby pomyśleć, że bardzo różni się od dużych miast w Szwajcarii, ale to nieprawda. To bardzo podobne miejsce – świetny transport publiczny, wszystko dobrze funkcjonuje – mówił w rozmowie z WP Sportowe Fakty.

    Choć wcześniej wizyty w Polsce kojarzyły mu się głównie ze startami w Pucharze Świata w Wiśle czy Zakopanem, święta pozwoliły mu poznać polską kulturę od zupełnie innej strony. Szczególne wrażenie zrobiła na nim wigilijna kuchnia.

    – Uwielbiam sałatkę warzywną, która pomogła mi trochę przełamać lody z rodziną Marii. Bardzo smakuje mi barszcz z tymi małymi pierożkami. Ale jedna rzecz naprawdę mnie zaskoczyła – przyznał. – Polska kojarzyła mi się z bardzo mięsną kuchnią. Podczas zawodów wszędzie są golonki, kiełbasy, żeberka czy placki ziemniaczane. Tymczasem na Wigilię nie jecie mięsa, tylko ryby. Zupełnie się tego nie spodziewałem – dodał.

    W rozmowie z „Przeglądem Sportowym” w styczniu 2024 roku Deschwanden zdradził, że nie tylko potrawy były dla niego zaskoczeniem. Spore zdziwienie wywołały również same zwyczaje.

    – Policzyłem wszystkich gości i zastanawiałem się, dlaczego na stole jest jedno nakrycie więcej. Zapytałem, kto właściwie ma tu siedzieć – opowiadał z uśmiechem.

    Pewną barierą był dla niego język, jednak Szwajcar stopniowo uczy się polskiego i coraz częściej próbuje mówić w nim publicznie. Jego partnerka z kolei doskonali język niemiecki, co dodatkowo zbliża oba światy.

    Święta w Polsce spędza także inny szwajcarski skoczek – Andreas Schuler, który w tym roku wziął ślub z Polką, Eweliną. Para poznała się kilka lat temu podczas finału sezonu w Planicy, gdy Schuler był jeszcze czynnym zawodnikiem. Od tamtej pory regularnie odwiedzał Polskę, a świąteczne plany co roku układają się nieco inaczej.

    – Zdarzało mi się spędzać całe święta w Polsce, ale w tym roku najpierw będę z moją rodziną w Szwajcarii, a do Polski przyjadę 26 grudnia – opowiadał w rozmowie z Interią. – W Szwajcarii w Wigilię mamy tradycyjną kolację, a pierwszy dzień świąt spędzamy z rodziną. Później chcę być z rodziną mojej żony w Polsce. To dla mnie naprawdę wyjątkowy czas.

    Jak podkreślał, najważniejsze jest bycie razem, choć przy dwóch rodzinach mieszkających w różnych krajach bywa to logistycznym wyzwaniem.

    – Moja żona zawsze spędza święta w Polsce, a ja staram się łączyć oba światy. Nie wyobrażam już sobie jednak świąt bez przyjazdu do Polski i zawsze czekam na ten czas z wielką radością – przyznał były skoczek.

    Również dla Schulera największym zaskoczeniem okazała się polska kuchnia.

    – Byłem trochę w szoku, jeśli chodzi o ilość i różnorodność jedzenia. W Szwajcarii nie jest to aż tak typowe. Najbardziej zachwyciły mnie ciasta, sałatki oraz zupy – barszcz i żurek. Oczywiście ogromnym hitem są też pierogi i wszystko, co się z nimi wiąże – mówił.

    Świąteczna przerwa dla skoczków szybko jednak dobiegnie końca. Już 28 grudnia odbędą się kwalifikacje do inauguracyjnego konkursu Turnieju Czterech Skoczni w Oberstdorfie, a finał całej rywalizacji zaplanowano na 6 stycznia w Bischofshofen. Tradycyjnie więc przełom roku zawodnicy spędzą poza domem – bogatsi jednak o kolejne, często bardzo polskie, świąteczne doświadczenia.

  • A jednak to nie plotki ws. Szeremety. Nie chce tego kryć i wprost przyznaje

    A jednak to nie plotki ws. Szeremety. Nie chce tego kryć i wprost przyznaje

    Trudne chwile Julii Szeremety po olimpijskim sukcesie z 2024 roku nie są już tylko plotkami. Wicemistrzyni olimpijska nie ukrywa, że okres tuż po igrzyskach był dla niej wyjątkowo wymagający psychicznie. Sama przyznaje, że dokładnie rok temu bywały momenty skrajnego zmęczenia, a emocje brały górę do tego stopnia, że pojawiały się łzy. Czy w takiej sytuacji w jej głowie pojawiła się myśl, by porzucić boks? Odpowiedź jest jednoznaczna.

    Końcówkę mijającego roku Julia Szeremeta może zaliczyć do udanych. Razem z reprezentacją Polski wróciła z młodzieżowych mistrzostw Europy w boksie z medalami, a sama sięgnęła po złoto. Był to dla niej szczególny moment, bo – jak podkreśla – był to jej ostatni start w kategorii młodzieżowej.

    – Powtórzyłam wynik sprzed dwóch lat, ale jestem już ostatni raz młodzieżowcem. Tym bardziej cieszy mnie, że kończę ten etap złotym medalem – mówiła w rozmowie z mediami Polskiego Związku Bokserskiego.

    Po intensywnym sezonie planuje chwilę wytchnienia, choć – jak zdradza w najnowszym wywiadzie – grudzień wcale nie oznaczał pełnego odpoczynku. Wręcz przeciwnie. Ostatnie tygodnie upłynęły jej pod znakiem licznych spotkań, wywiadów i zobowiązań poza ringiem.

    – Kiedy trenuję, skupiam się wyłącznie na boksie i nie angażuję się w dodatkowe projekty. Teraz nadrabiam różne rzeczy. Na szczęście niedługo wakacje i święta – mówiła z ulgą w rozmowie z „Faktem”.

    Jednocześnie nie ukrywa, że zawodowa kariera ma także swoją ciemniejszą stronę. Wracając wspomnieniami do grudnia 2024 roku, przyznaje wprost, że był to jeden z trudniejszych okresów w jej dotychczasowej drodze sportowej.

    Po srebrnym medalu zdobytym na igrzyskach olimpijskich w Paryżu Julia Szeremeta znalazła się w centrum zainteresowania mediów i kibiców. Popularność przyszła błyskawicznie, ale – jak się okazało – niosła ze sobą ogromne obciążenie.

    Zapytana, czy kiedykolwiek rozważała zakończenie kariery, odpowiada bez wahania: – Rzucić boks? Nie ma takiej opcji!

    Jednocześnie potwierdza, że pogłoski o jej zmęczeniu były zgodne z prawdą. – Grudzień 2024 roku był dla mnie bardzo ciężki. Po igrzyskach nałożyło się wszystko naraz: media, wywiady, spotkania. W pewnym momencie miałam po prostu dość. Kiedy ktoś do mnie podchodził, chciało mi się płakać, bo było tego za dużo – przyznaje szczerze.

    Dodatkowym obciążeniem były intensywne przygotowania do walki podczas gali Suzuki Boxing Night w Lublinie. – Do tego dochodziły treningi przed występem u siebie w domu. Naprawdę czekałam na święta, chciałam odpocząć od wszystkiego – dodaje.

    Szeremeta szybko przekonała się również, że bycie na świeczniku oznacza nie tylko wsparcie i gratulacje, ale także hejt oraz nieprzychylne komentarze w internecie. Jak jednak podkreśla, nauczyła się do nich dystansu.

    – Czasem nawet zaglądam do komentarzy, żeby się pośmiać z tego, co ludzie wypisują, zwłaszcza gdy znajomi mi to podeślą. Wiem, że jestem na topie i że media piszą różne rzeczy, często kompletnie oderwane od rzeczywistości. Ludzie to komentują, ale mnie to za bardzo nie rusza – podsumowuje.

    Dla Julii Szeremety trudne momenty okazały się jedynie kolejną lekcją w drodze na sportowy szczyt. Choć emocjonalne przeciążenie dało o sobie znać, jedno pozostaje pewne – z boksu rezygnować nie zamierza.

  • Taki przelew dostaje Ewa Pajor co miesiąc z Barcelony. Ogromne pieniądze na koncie

    Taki przelew dostaje Ewa Pajor co miesiąc z Barcelony. Ogromne pieniądze na koncie

    Ewa Pajor od dawna znajduje się w ścisłej światowej czołówce piłkarek, zarówno pod względem sportowym, jak i finansowym. Reprezentantka Polski znakomicie odnalazła się w FC Barcelonie, gdzie w krótkim czasie wyrosła na jedną z najważniejszych postaci zespołu. Sama zawodniczka nie ma wątpliwości, że decyzja o przeprowadzce do Katalonii była strzałem w dziesiątkę.

    W rozmowie z Visa Pajor podkreślała, jak ogromną zmianę przeszła kobieca piłka nożna na przestrzeni lat. Zwracała uwagę na to, że dziś może łączyć sportową pasję z bardzo dobrymi zarobkami, co jeszcze niedawno wydawało się nie do pomyślenia. – Mam to szczęście, podobnie jak wiele koleżanek w kobiecej piłce, że robimy to, co kochamy, a jednocześnie możemy z tego żyć. To coś niesamowitego. Jako mała dziewczynka nawet o tym nie marzyłam, a jednak stało się to rzeczywistością – przyznała.

    Jej doskonała forma znajduje odzwierciedlenie w liczbach. W obecnym sezonie Pajor zdobyła już 15 bramek w 17 spotkaniach, dokładając do tego trzy asysty. Takie statystyki idą w parze z imponującymi warunkami finansowymi. Według dostępnych informacji napastniczka Barcelony zarabia około 500 tysięcy euro rocznie, co w przeliczeniu daje ponad 2,1 miliona złotych. Miesięcznie oznacza to pensję rzędu 41 tysięcy euro, czyli przeszło 175 tysięcy złotych. Ten poziom wynagrodzenia plasuje ją w absolutnej elicie najlepiej opłacanych piłkarek na świecie i potwierdza jej ogromną wartość dla zespołu dominującego na hiszpańskich boiskach.

    Sama zawodniczka podkreśla, że moment transferu był idealnie wybrany. W rozmowie z Eleven Sports nie kryła emocji związanych z dołączeniem do katalońskiego giganta. – FC Barcelona to klub potężny i historyczny. Dla wielu piłkarek gra w tych barwach jest spełnieniem marzeń. Cieszę się, że tu trafiłam, bo wiem, że mogę się dalej rozwijać i czerpać ogromną radość z piłki – mówiła. – Kiedy pojawiła się oferta, pomyślałam: to jest Barcelona, taka szansa może się już nie powtórzyć. Po dłuższym namyśle uznałam, że to najlepszy moment, by odejść z Wolfsburga. Klub i etap mojej kariery idealnie się ze sobą zbiegły – dodała.

    Pajor zdradziła również, co jej zdaniem jest kluczowe, by odnaleźć się w Barcelonie. Zwróciła uwagę na zupełnie inną filozofię gry, z jaką spotkała się wcześniej w Niemczech. – Na treningach najważniejsze jest zrozumienie stylu Barcelony. To coś wyjątkowego, co klub chce przekazywać każdej drużynie i co definiuje jego wizerunek na całym świecie. Gra tutaj nie jest łatwa. Jeśli chcesz wygrywać wysoko i utrzymywać intensywność przez pełne 90 minut, musisz dawać z siebie sto procent – podkreślała. – Mecze są bardzo wymagające i fizyczne. Trzeba się naprawdę napracować i walczyć w każdym fragmencie boiska, żeby zwyciężać – zakończyła.

  • Nawrocki apeluje do Tuska. “Nie do przyjęcia”. Ostrzega przed “katastrofą”

    Nawrocki apeluje do Tuska. “Nie do przyjęcia”. Ostrzega przed “katastrofą”

    Karol Nawrocki ostro skrytykował planowaną umowę handlową Unii Europejskiej z krajami Mercosuru i zaapelował do premiera Donalda Tuska o podjęcie zdecydowanych działań w celu jej zablokowania. Prezydent nie ma wątpliwości, że zaakceptowanie porozumienia byłoby – jak sam to określił – „katastrofą” dla Polski. „Panie Premierze, trzeba budować mniejszość blokującą, a nie gadać!” – napisał Nawrocki w mediach społecznościowych.

    „Parawan przed tsunami”. Ostra ocena umowy UE–Mercosur

    W poniedziałek 22 grudnia prezydent odniósł się publicznie do propozycji zawarcia umowy handlowej między Unią Europejską a Mercosurem, czyli największym blokiem gospodarczym Ameryki Łacińskiej. W jego ocenie porozumienie ma charakter globalny i obejmuje tysiące produktów, które mogą masowo trafić na europejski, w tym polski rynek.

    „Umowa z Mercosur może zalać Polskę towarami i zniszczyć polskie rolnictwo oraz inne branże. Proponowane klauzule ochronne obejmujące jedynie kilkanaście grup produktów niczego realnie nie zmienią. To jak rozkładanie parawanu przed tsunami” – napisał Nawrocki na platformie X.

    „Nieuczciwa konkurencja i zagrożenie dla jakości”

    Prezydent podkreślił, że zawieranie umów handlowych dotyczących produktów wytwarzanych w Polsce i Europie z państwami spoza UE jest poważnym błędem. Jego zdaniem prowadzi to do nieuczciwej konkurencji oraz obniżenia standardów jakościowych.

    „Taki błąd popełniono wiele lat temu w relacjach handlowych z Chinami. Teraz ofiarą mają stać się polscy rolnicy i polskie firmy” – zaznaczył. Nawrocki zwrócił również uwagę na kwestie bezpieczeństwa żywnościowego. Jak podkreślił, prawdziwe bezpieczeństwo polega na produkcji żywności blisko konsumenta, a nie na imporcie z odległości tysięcy kilometrów.

    Szczególnie krytycznie ocenił możliwość importu żywności produkowanej z wykorzystaniem substancji chemicznych zakazanych w Unii Europejskiej od kilkudziesięciu lat. „To nie do przyjęcia. Takie produkty mogą być szkodliwe dla zdrowia Polaków” – podkreślił.

    Apel do Donalda Tuska: „Budować mniejszość blokującą”

    W swoim wystąpieniu prezydent bezpośrednio zwrócił się do premiera Donalda Tuska, wzywając go do aktywnego działania na arenie europejskiej. Nawrocki przypomniał, że do 2023 roku w Unii istniała tzw. mniejszość blokująca, która mogła skutecznie powstrzymać przyjęcie umowy.

    „Ostatni czas, także w trakcie polskiej prezydencji, to jej roztrwonienie. Teraz świętujecie klauzule, które są iluzją. Akceptacja tej umowy to katastrofa” – ocenił. I dodał dosadnie: „Panie Premierze, trzeba budować mniejszość blokującą, a nie gadać!”.

    Mercosur budzi sprzeciw w Europie

    Mercosur zrzesza największe gospodarki Ameryki Południowej i od lat prowadzi negocjacje handlowe z Unią Europejską. Choć pierwotnie podpisanie umowy planowano na koniec bieżącego roku, decyzja została przesunięta na styczeń 2026 roku. O opóźnienie zabiegali m.in. premier Włoch Giorgia Meloni oraz prezydent Francji Emmanuel Macron.

    W wielu krajach UE porozumienie budzi poważne kontrowersje. Przeciwko umowie protestują rolnicy oraz część rządów, obawiając się, że otwarcie rynku doprowadzi do zalewu Europy tańszymi produktami z Ameryki Południowej. W efekcie może to oznaczać spadek popytu na europejskie towary, a w dłuższej perspektywie – osłabienie lokalnego rolnictwa i przemysłu spożywczego.

    https://x.com/NawrockiKn/status/2003191659496874064?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2003191659496874064%7Ctwgr%5Ed5307c360b677e62eaf23c60c723a9f3f11618a9%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwiadomosci.gazeta.pl%2Fpolityka%2F719801232489979nawrocki-apeluje-do-tuska-nie-do-przyjecia-ostrzega-przed.html

  • Ogłaszają ws. Lewandowskiego. Cios tuż przed Wigilią. To jednak prawda

    Ogłaszają ws. Lewandowskiego. Cios tuż przed Wigilią. To jednak prawda

    Tuż przed Wigilią Bożego Narodzenia madrycka „Marca” opublikowała obszerny tekst poświęcony Robertowi Lewandowskiemu. Autorka artykułu, M. Carmen Torres, wzięła pod lupę aktualną pozycję polskiego napastnika w FC Barcelonie i jej wnioski są jednoznaczne – w karierze „Lewego” dobiegł końca pewien bardzo ważny etap. Po raz pierwszy od kilkunastu lat Lewandowski nie jest już piłkarzem absolutnie niezastąpionym.

    Sezon 2025/26 jest już na półmetku, co naturalnie sprzyja podsumowaniom. Dziennikarka „Marki” jasno wskazuje, jak dziś wygląda status kapitana reprezentacji Polski w zespole z Camp Nou. Lewandowski wciąż pozostaje zawodnikiem ważnym i potrzebnym, ale jego rola uległa wyraźnej zmianie. W poprzednich rozgrywkach był niemal żelaznym punktem wyjściowej jedenastki Barcelony. Teraz ten status przestał obowiązywać.

    Coś się skończyło. Lewandowski nie jest już „nietykalny”

    Odkąd Robert Lewandowski wypłynął na szerokie wody w Borussii Dortmund, zawsze pełnił rolę absolutnej gwiazdy w swoich zespołach. Tak było później w Bayernie Monachium, a także – przynajmniej do niedawna – w FC Barcelonie. Obecny sezon przyniósł jednak wyraźną zmianę.

    Jak podkreśla Torres, wpływ na to ma zarówno słabsza dyspozycja fizyczna Polaka, jak i coraz większa konkurencja w ofensywie „Blaugrany”. W klubie pojawili się piłkarze, którzy realnie mogą go zastąpić na pozycji środkowego napastnika.

    Dziennikarka przypomina, że w swoich dwóch pierwszych sezonach w Barcelonie – 2022/23 i 2023/24 – Lewandowski nie opuścił ani jednego meczu ligowego. Dopiero w rozgrywkach 2024/25 zabrakło go w dwóch spotkaniach LaLiga: z Realem Madryt, gdy wracał po kontuzji, oraz z Mallorcą.

    W trwającym sezonie sytuacja wygląda jednak inaczej. Po 18 kolejkach Lewandowski już dwukrotnie nie podniósł się z ławki rezerwowych – w meczach z Betisem i Osasuną nie zagrał ani minuty. W starciu z Villarrealem pojawił się na murawie tylko na 28 minut. To wyraźny sygnał, że jego pozycja w hierarchii drużyny uległa zmianie.

    Hansi Flick, obecny szkoleniowiec Barcelony, coraz ostrożniej gospodaruje minutami doświadczonego napastnika. Celem jest ograniczenie ryzyka kontuzji, na które Lewandowski – wraz z upływem lat – staje się coraz bardziej podatny.

    Niepewna przyszłość i trudne decyzje

    „Marca” nie ma wątpliwości, że przyszłość Roberta Lewandowskiego w Barcelonie stoi dziś pod znakiem zapytania. Kontrakt Polaka wygasa po zakończeniu obecnego sezonu, a w najbliższym czasie ma dojść do kluczowego spotkania napastnika z Hansim Flickiem.

    Podczas rozmów obie strony mają wspólnie zdecydować, co dalej. Niemiecki trener wciąż bardzo ceni Lewandowskiego, ale zdaje sobie sprawę, że nie może już eksploatować go w takim stopniu jak wcześniej. Jednym z możliwych scenariuszy jest pozostanie Polaka w klubie na kolejny sezon, ale pod pewnymi warunkami – obniżką wynagrodzenia oraz zaakceptowaniem roli rezerwowego.

    Rzeczywistość nie jest jednak różowa. Coraz więcej wskazuje na to, że Robert Lewandowski powoli schodzi z wielkiej piłkarskiej sceny. Spadek jego formy fizycznej staje się coraz bardziej widoczny i trudno przejść obok tego faktu obojętnie. Nawet tak wielka postać światowego futbolu musi w końcu zmierzyć się z nieubłaganym upływem czasu.

  • A jednak Świątek mówi “dość”, trener potwierdza. Poinformowała cały sztab

    A jednak Świątek mówi “dość”, trener potwierdza. Poinformowała cały sztab

    Od pewnego czasu w tenisowym środowisku narastały spekulacje dotyczące możliwych zmian w kalendarzu startów Igi Świątek. Coraz częściej pojawiały się głosy, że w trosce o zdrowie psychiczne i ogólny komfort funkcjonowania w tourze Polka może zdecydować się na ograniczenie liczby występów, nawet kosztem udziału w prestiżowych turniejach WTA wyższej rangi. Dla wielu obserwatorów taki scenariusz wydawał się mało realny — w końcu rezygnacja z obowiązkowych imprez może mieć bezpośredni wpływ na ranking. Tymczasem najnowsze informacje płynące ze sztabu wiceliderki rankingu potwierdzają, że to nie były jedynie plotki. Głos w tej sprawie zabrał Maciej Ryszczuk, a o planach doskonale wie już cały zespół tenisistki.

    Po zakończeniu sezonu, którego zwieńczeniem był występ w WTA Finals w Rijadzie, Iga Świątek pozwoliła sobie na dłuższy, w pełni zasłużony odpoczynek. Wraz z ojcem, psycholożką Darią Abramowicz oraz menadżerem Jules’em Mercierem wybrała się do luksusowego resortu na Mauritiusie. Później przyszedł czas na powrót do Polski, gdzie spędziła wyjątkowo dużo czasu w domu, jak na realia intensywnego życia zawodowej tenisistki. Była to okazja do złapania oddechu i mentalnego resetu po wymagającym sezonie.

    Jak się jednak okazuje, okres urlopowy dobiegł już końca. Świątek wróciła do treningów, co nie powinno dziwić, zważywszy na zbliżające się występy. Już w dniach 26–28 grudnia Polka weźmie udział w turnieju rozgrywanym w chińskim Shenzhen. Zapytana przez organizatorów o oczekiwania wobec tego wydarzenia, liderka polskiego tenisa podkreśliła przede wszystkim jego wymiar promocyjny i atmosferę.
    – Moim głównym celem jest to, aby wydarzenie było świetne i ekscytujące, a trybuny wypełniły się kibicami – przyznała.

    Tuż przed zawodami głos zabrał również jeden z kluczowych członków jej sztabu szkoleniowego. W rozmowie z portalem Sportowy24 Maciej Ryszczuk, trener odpowiedzialny za przygotowanie fizyczne, potwierdził informacje, które od pewnego czasu krążyły w tenisowych kuluarach.

    To już pewne. Sztab Świątek potwierdza zmiany

    Coraz wyraźniej mówi się o tym, że rok 2026 może okazać się przełomowy w karierze Igi Świątek. Polka ma bowiem świadomie zrezygnować z części turniejów, w tym nawet z niektórych imprez rangi WTA 1000 czy 500. Wszystko po to, by lepiej zadbać o zdrowie psychiczne, regenerację oraz długofalową formę. Nowy kalendarz startów ma być dopasowany przede wszystkim do jej indywidualnych potrzeb, a w mniejszym stopniu podporządkowany bezwzględnym wymogom rankingowym.

    Zapytany wprost o to, czy zapadła już decyzja o ograniczeniu liczby startów, Ryszczuk nie owijał w bawełnę.
    – Takie są plany – przyznał otwarcie. – Od zawsze staraliśmy się maksymalnie okrajać kalendarz startów pod względem objętości. Musimy słuchać ciała zawodniczki, ale też jej samej. Jeżeli w danym turnieju chce grać, to dajemy jej taką możliwość, choć czasami trzeba powiedzieć stanowcze „nie”. Ostatecznie wszystko będzie zależało od wyników, które Iga będzie osiągała, oraz od jej samopoczucia w trakcie sezonu – wyjaśnił.

    Szkoleniowiec zdradził także, że Świątek wróciła do regularnych treningów już na początku grudnia. Obecna dyspozycja fizyczna Polki napawa sztab dużym optymizmem. – Na ten moment Iga prezentuje się naprawdę bardzo fajnie, wręcz lepiej niż w poprzednich latach o tej samej porze – ocenił Ryszczuk. To dobre prognozy nie tylko przed występem w Shenzhen, ale również przed pierwszym wielkoszlemowym turniejem sezonu — Australian Open, który rozpocznie się 12 stycznia i potrwa do 1 lutego.

    Cel na nadchodzące miesiące pozostaje niezmienny. Sztab chce konsekwentnie prowadzić Świątek do zwycięstw, budować jej formę turniej po turnieju i maksymalizować szanse na zdobywanie kolejnych tytułów. Tylko w ten sposób realny stanie się powrót na sam szczyt rankingu WTA.

    – Skupiamy się na każdym pojedynczym kroku, na każdym meczu i każdym turnieju. Wierzymy, że to najlepsza droga do tego, by pod koniec 2026 roku Iga znów była numerem jeden i najlepszą tenisistką na świecie – podsumował trener.