Author: newuser

  • Świątek już na korcie. Pokaz siły Polki w Australii. Jasny komunikat dla Niemców

    Świątek już na korcie. Pokaz siły Polki w Australii. Jasny komunikat dla Niemców

    Iga Świątek coraz wyraźniej wchodzi w tryb meczowy i może już niemal odliczać godziny do swojego pierwszego występu w sezonie 2026. Ten debiut będzie miał szczególny charakter – wiceliderka światowego rankingu WTA zagra w barwach reprezentacji Polski w rywalizacji z Niemcami w ramach United Cup. Choć do spotkania pozostało jeszcze kilka dni, Polka nie traci czasu i intensywnie przygotowuje się do startu, wysyłając rywalkom czytelny sygnał.

    Tegoroczna edycja United Cup została już oficjalnie otwarta, a los przydzielił Polskę do grupy F, w której zmierzy się z Niemcami oraz Holandią. Areną zmagań będzie Sydney, a inauguracyjny mecz Biało-Czerwonych z naszymi zachodnimi sąsiadami zaplanowano na poniedziałek 5 stycznia, we wczesnych godzinach porannych czasu polskiego.

    Kapitanem polskiej kadry został Mateusz Terczyński, a trzon zespołu stanowią największe gwiazdy rodzimego tenisa. Oprócz Igi Świątek w składzie znaleźli się wracający do rywalizacji po problemach zdrowotnych Hubert Hurkacz, a także Katarzyna Kawa, Katarzyna Piter, Daniel Michalski oraz Jan Zieliński.

    Świątek nie ukrywa, że chce jak najlepiej rozpocząć nowy sezon. Jej pierwszym singlowym sprawdzianem w 2026 roku ma być pojedynek z reprezentującą Niemcy Evą Lys, tenisistką o ukraińskich korzeniach. Na kilka dni przed tym starciem oficjalne konto United Cup opublikowało nagranie z treningu Polki, które można odebrać jako przedturniejowy pokaz gotowości i pewności siebie.

    Na krótkim filmie widać, jak liderka polskiej drużyny posyła mocne, precyzyjne forhendy i serwisy, ale nie brakuje też solidnych bekhendów oraz zagrań przy siatce. Raszynianka sprawia wrażenie zawodniczki w pełni skoncentrowanej i zdeterminowanej, by od pierwszych piłek narzucić rywalkom swoje warunki gry i mocnym akcentem otworzyć sezon 2026.

    Pobyt w Australii to jednak nie tylko ciężka praca na korcie. Polska reprezentacja znalazła również czas na chwilę wytchnienia i integracji. Zawodnicy i sztab wybrali się na rejs po Zatoce Sydney, podziwiając charakterystyczną panoramę miasta i korzystając ze słonecznej, letniej aury, która panuje na Antypodach.

    Zdjęcia z tej wyprawy pojawiły się w mediach społecznościowych United Cup, a organizatorzy opatrzyli je wymownym komentarzem: „Polski klimat, portowy widok”. Trudno o większy kontrast wobec zimowej aury, z jaką w tym czasie mierzą się kibice w kraju. Jedno jest pewne – Iga Świątek i cała reprezentacja Polski robią wszystko, by w Australii zaprezentować się z jak najlepszej strony już od pierwszego meczu.

    https://x.com/UnitedCupTennis/status/2006853742654894518?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2006853742654894518%7Ctwgr%5E8180ef664deabe8183514564e63a8e2f9e0572c8%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-swiatek-juz-na-korcie-pokaz-sily-polki-w-australii-jasny-komnId22504345

    https://x.com/UnitedCupTennis/status/2006924964294017435?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2006924964294017435%7Ctwgr%5E8180ef664deabe8183514564e63a8e2f9e0572c8%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-swiatek-juz-na-korcie-pokaz-sily-polki-w-australii-jasny-komnId22504345

  • Dziennikarze z całego świata o Świątek. O tych słowach będzie głośno

    Dziennikarze z całego świata o Świątek. O tych słowach będzie głośno

    „The Best of Iga 2025”. Jurorzy z całego świata nie mieli wątpliwości – to był sezon, który przeszedł do historii

    Który mecz Igi Świątek w 2025 roku był najlepszy? Jakie osiągnięcie miało największą wagę? Która rywalka postawiła Polce najtrudniejsze warunki, a które słowa tenisistki wybrzmiały najmocniej? Znamy wyniki czwartej edycji prestiżowego plebiscytu Sport.pl „The Best of Iga”, w którym sezon liderki polskiego tenisa ocenili dziennikarze i eksperci z całego świata.

    W głosowaniu wzięło udział 15 jurorów z różnych krajów, reprezentujących czołowe media sportowe. Każdy z nich wskazał swoje typy w czterech kategoriach, podsumowując jeden z najbardziej wyjątkowych sezonów w karierze Igi Świątek.

    Najlepszy mecz 2025 roku: historyczny finał Wimbledonu

    W tej kategorii niemal nie było dyskusji. Jurorzy zgodnie wskazali finał Wimbledonu, w którym Iga Świątek rozgromiła Amandę Anisimową 6:0, 6:0. Taki wynik w finale turnieju wielkoszlemowego na trawie to absolutny ewenement.

    Eksperci podkreślali nie tylko sam rezultat, ale też pełną kontrolę, spokój i perfekcję w wykonaniu Polki. „Rower” w finale Wimbledonu to wydarzenie, które może nie powtórzyć się przez dekady – zwracali uwagę komentatorzy z Wielkiej Brytanii, Niemiec czy Francji. Dla wielu był to najlepszy indywidualny występ tenisistki w całym sezonie WTA.

    Największy sukces: Wimbledon ponad wszystko

    Triumf w Londynie został również jednogłośnie uznany za najważniejsze osiągnięcie sezonu. Był to pierwszy tytuł Igi Świątek na trawie i jednocześnie szósty wielkoszlemowy triumf w karierze. Dzięki temu Polka skompletowała zwycięstwa w Wielkich Szlemach na wszystkich nawierzchniach – ziemnej, twardej i trawiastej.

    Jurorzy zgodnie podkreślali symboliczne znaczenie tego sukcesu. Wimbledon – najbardziej prestiżowy turniej w historii tenisa – długo uchodził za „brakujące ogniwo” w dorobku Świątek. Rok 2025 zamknął tę dyskusję definitywnie. Dla części ekspertów był to nie tylko największy triumf w jej karierze, ale wręcz jedno z najważniejszych osiągnięć w historii polskiego sportu indywidualnego.

    Najlepszy występ przeciwko Idze Świątek: Madison Keys w Melbourne

    Wyróżnienie dla rywalki, która zaprezentowała się najlepiej w bezpośrednim starciu z Polką, trafiło do Madison Keys. Amerykanka pokonała Świątek w półfinale Australian Open 5:7, 6:1, 7:6, broniąc po drodze piłki meczowej i wygrywając dramatycznego tie-breaka decydującego seta.

    Jurorzy podkreślali rangę meczu, presję, z jaką musiała mierzyć się Keys, oraz jej odporność psychiczną. Dla wielu był to najlepszy mecz kobiecego tenisa w całym sezonie 2025. Co więcej, Keys poszła za ciosem – w finale w Melbourne pokonała Arynę Sabalenkę, osiągając życiowy sukces.

    Najważniejsze słowa: mocny głos o realiach współczesnego tenisa

    W kategorii „Najważniejsza wypowiedź” najwięcej głosów zdobyły słowa Igi Świątek dotyczące przeciążonego kalendarza i zasad WTA. Jesienią Polka otwarcie skrytykowała obowiązkowe turnieje, intensywność sezonu i brak przestrzeni na regenerację.

    – Sezon jest długi, a w jego drugiej części zawodnicy są bardziej zmęczeni. Przepisy WTA sprawiają, że to dla nas istne szaleństwo. Nie da się zmieścić wszystkiego w harmonogramie – mówiła Świątek, wywołując szeroką debatę w środowisku tenisowym.

    Jurorzy docenili odwagę, z jaką była liderka rankingu zabrała głos w imieniu zawodniczek. Wielu z nich podkreślało, że była to wypowiedź, która wykraczała poza sport, dotykając kwestii zdrowia psychicznego i przyszłości zawodowego tenisa.

    Wysoko oceniono także inne jej słowa – dotyczące hejtu w mediach społecznościowych oraz refleksji po trudnym okresie na mączce, gdy przyznała, że była wobec siebie zbyt surowa i musiała zmienić nastawienie.

    Sezon, który zdefiniował karierę

    Plebiscyt „The Best of Iga 2025” pokazuje jednoznacznie: miniony rok był dla Igi Świątek momentem przełomowym. Po trudnym początku sezonu, cieniu spraw pozasportowych i krytyce, Polka wróciła na szczyt w najbardziej spektakularny możliwy sposób – triumfując na Wimbledonie i zamykając kolejne rozdziały swojej kariery.

    Dla jurorów z całego świata nie ma wątpliwości: 2025 rok to sezon, który na zawsze pozostanie jednym z najważniejszych w historii Igi Świątek – i całego polskiego sportu.

  • Tomasiak nie przestaje zachwycać, znów walczył z czołówką. Prevc zdecydowanie najlepszy

    Tomasiak nie przestaje zachwycać, znów walczył z czołówką. Prevc zdecydowanie najlepszy

    74. Turniej Czterech Skoczni dotarł do półmetka, a rywalizacja na dobre rozgrzała kibiców. Za nami już niemiecka część prestiżowej imprezy, zwieńczona tradycyjnym noworocznym konkursem na Grosse Olympiaschanze w Garmisch-Partenkirchen. Zwycięzcą zawodów został Domen Prevc, który sięgnął po swoje drugie triumfalne zwycięstwo w tegorocznej edycji turnieju. Z polskiego punktu widzenia zdecydowanie najlepiej zaprezentował się Kacper Tomasiak. Zaledwie 18-letni skoczek oddał dwa równe, bardzo solidne skoki, co pozwoliło mu uplasować się na znakomitym 8. miejscu.

    Noworoczny konkurs w Garmisch-Partenkirchen tradycyjnie zakończył niemiecką odsłonę Turnieju Czterech Skoczni. Wyniki serii próbnej dość trafnie oddawały aktualną dyspozycję biało-czerwonych, spośród których czterech wywalczyło awans do głównych zawodów. Najlepiej zaprezentował się Kacper Tomasiak, który zajął 13. miejsce i potwierdził swoją rolę sportowego lidera kadry. Kamil Stoch uplasował się na 23. pozycji, co było kontynuacją jego solidnych, choć nieco nierównych występów z poprzednich konkursów. Wynik Macieja Kota (32.) sugerował, że walka o drugą serię może być trudna, natomiast 41. lokata Pawła Wąska nie napawała większym optymizmem.

    Jak jednak często bywa w skokach narciarskich, konkurs rządzi się własnymi prawami, a system KO potrafi całkowicie zmienić układ sił. W pierwszej parze z udziałem Polaka Paweł Wąsek zmierzył się z Johannem Forfangiem. Choć Polak poprawił się w porównaniu do serii próbnej, skok na odległość 124,5 metra okazał się niewystarczający. Do Norwega stracił 5,5 metra i ponad 15 punktów, co oznaczało szybkie pożegnanie z rywalizacją.

    Znacznie lepiej poradził sobie Maciej Kot, który trafił na wymagającego przeciwnika – Mariusa Lindvika. Skoczek z Limanowej uzyskał 127 metrów, czyli o pół metra więcej od Norwega. Dodatkowo pomogły mu korzystniejsze rekompensaty za wiatr oraz wyższe noty sędziowskie. W efekcie Kot wygrał swoją parę różnicą 5,2 punktu i zameldował się w drugiej serii.

    Kolejnym Polakiem na belce był Kacper Tomasiak, rywalizujący z legendarnym Simonem Ammanem. Szwajcar nie postawił wysoko poprzeczki, lądując na 122,5 metra. Młody Polak już od wyjścia z progu wyglądał bardzo pewnie i bez problemu pokonał doświadczonego rywala. Co więcej, po swoim skoku przez moment objął prowadzenie, zapewniając sobie bardzo dobrą pozycję wyjściową przed finałową serię.

    Na koniec pierwszej rundy zaprezentował się Kamil Stoch. Po znakomitych kwalifikacjach, w których zajął 9. miejsce, mógł liczyć na teoretycznie łatwiejszego rywala – Jewhena Marusiaka. Skok na 129 metrów w zupełności wystarczył, by pewnie awansować dalej, zwłaszcza że Ukrainiec uzyskał jeden z najsłabszych wyników konkursu.

    Po pierwszej serii na prowadzeniu, zgodnie z oczekiwaniami, znajdował się Domen Prevc. Słoweniec poszybował aż na 143 metry i wyprzedzał Jana Hoerla o 3,2 punktu oraz Rena Nikaido o 10,5 punktu. Kacper Tomasiak po kolejnym bardzo dobrym skoku zajmował 7. miejsce. Kamil Stoch plasował się na 18. pozycji, Maciej Kot był 20., natomiast Paweł Wąsek zakończył konkurs na 35. lokacie. Istotnym wydarzeniem dnia była również kolejna dyskwalifikacja Timiego Zajca, która ponownie wywołała spore poruszenie w środowisku skoków.

    Druga seria rozpoczęła się od występu Macieja Kota. Doświadczony zawodnik musiał zmierzyć się z wyjątkowo trudnymi warunkami, co przełożyło się na aż siedmiopunktową rekompensatę. Mimo to oddał przyzwoity skok na 128 metrów, który na dłuższą chwilę dał mu nawet 4. miejsce.

    Chwilę później na rozbiegu pojawił się Kamil Stoch. Mistrz olimpijski poleciał dokładnie 129 metrów, co pozwoliło mu objąć 3. pozycję w klasyfikacji bieżącej i zapewniło, że w najgorszym wypadku zakończy zawody na 20. miejscu.

    W międzyczasie kapitalną próbą popisał się Ryoyu Kobayashi. Utytułowany Japończyk skoczył aż 141 metrów i wyraźnie dał sygnał rywalom, że mimo 11. miejsca po pierwszej serii nie można go skreślać w walce o czołowe lokaty. Ostatnim z biało-czerwonych był Kacper Tomasiak. Sklasyfikowany na 7. miejscu po pierwszym skoku, w finale również zaprezentował się bardzo stabilnie, uzyskując 129,5 metra. Z łączną notą 260,8 punktu na moment awansował na 2. pozycję, tuż za Kobayashim, i mógł być już pewny miejsca w najlepszej dziesiątce.

    Ostatecznie po zwycięstwo sięgnął Domen Prevc. 26-letni Słoweniec po skokach na 143 i 141 metrów nie pozostawił rywalom żadnych złudzeń, triumfując z przewagą przekraczającą 15 punktów. Drugie miejsce zajął Jan Hoerl, a na najniższym stopniu podium stanął bardzo młody i obiecujący Stephan Embacher.

    Wyniki konkursu w Ga-Pa:
    1. Domen Prevc – 303.1 pkt
    2. Jan Hoerl – 287.7 pkt
    3. Stephan Embacher – 287.1 pkt
    …
    8. Kacper Tomasiak – 260.8 pkt
    …
    20. Kamil Stoch – 242.1 pkt
    23. Maciej Kot – 239.2 pkt

  • Takim majątkiem dysponuje teraz Szeremeta. Może aż zakręcić się w głowie

    Takim majątkiem dysponuje teraz Szeremeta. Może aż zakręcić się w głowie

    Srebrny medal igrzysk olimpijskich w Paryżu okazał się dla Julii Szeremety momentem przełomowym – nie tylko sportowo, ale i życiowo. Ogromny sukces otworzył przed młodą pięściarką wiele drzwi, diametralnie zmienił jej codzienność i sprawił, że dziś znajduje się w zupełnie innym miejscu niż jeszcze kilka lat temu. Dzięki talentowi, ciężkiej pracy i rosnącej popularności 22-latka systematycznie buduje swój majątek, który już teraz robi spore wrażenie. Apartament zapewniony przez sponsora, dwa samochody i własne mieszkanie to dopiero początek długiej listy.

    Igrzyska olimpijskie w Paryżu wyniosły Julię Szeremetę na szczyt rozpoznawalności, ale jej droga do tego momentu była długa i wymagająca. Boks towarzyszy jej od 12. roku życia. Początkowo trenowała równolegle karate – do czego zachęciła ją mama – jednak ten epizod trwał zaledwie rok. Bardzo szybko całkowicie skupiła się na pięściarstwie, spędzając na sali treningowej niemal każdą wolną chwilę.

    – Zostawałam na zajęciach starszych grup, nie zwracając uwagi na to, czy robi się ciemno. Ciągnęło mnie do sportu, a nie do domu – wspomina dziś w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet”.

    Ten tryb życia niewiele się zmienił. Szeremeta rzadko bywa w rodzinnym Bieniowie, z którego pochodzi. Jak sama przyznaje, przez większość roku przebywa poza domem. – Przez około 270 dni jestem na zgrupowaniach. Między obozami dochodzą jeszcze zobowiązania sponsorskie, kontrakty, dodatkowe treningi w Lublinie, wywiady – tłumaczy.

    Jej droga edukacyjna i sportowa od początku wymagała samodzielności. Pierwsze klasy szkoły podstawowej ukończyła w Leonowie, później – po likwidacji placówki – przeniosła się do Stołpia, gdzie skończyła zarówno podstawówkę, jak i gimnazjum. Kolejnym etapem był Lublin. W wieku zaledwie 15 lat praktycznie wyprowadziła się z domu rodzinnego.

    – Tata uznał, że skoro chcę postawić na boks w stu procentach, muszę trafić do najlepszego klubu. Trenowałam wtedy w uczniowskim klubie II LO w Chełmie, a jego dobrym znajomym był prezes Paco Lublin. W Lublinie funkcjonowało liceum współpracujące z klubem, gdzie można było trenować. Sama wizja życia w dużym mieście mnie nie przerażała. Szybko się usamodzielniłam – wyjazdy na kadrę i obozy nauczyły mnie długiej nieobecności w domu – opowiadała Hubertowi Kęsce.

    Dziś Julia Szeremeta kończy etap boksu młodzieżowego i z pełnym impetem wchodzi na seniorskie areny. Ma już na koncie sukcesy, które stawiają ją w gronie najbardziej obiecujących zawodniczek w kraju. Doskonale zdaje sobie sprawę, że to jej najlepszy moment – zarówno sportowo, jak i finansowo.

    – Wiem, że to czas, w którym mogę zapracować sobie na dobre życie. Ciągle coś się dzieje: chwila przerwy i znowu kolejne wyzwania. Ale robię to po to, by w przyszłości żyć spokojnie i nie martwić się o jutro – przyznaje.

    Jej obecna sytuacja materialna pokazuje, jak bardzo zmieniło się jej życie. Na co dzień mieszka w apartamencie zapewnionym przez sponsora, ale ma również własne mieszkanie. – Kupiłam je raczej pod wynajem. Nie opłaca mi się tam mieszkać, skoro w domu jestem tylko przez cztery–pięć dni w miesiącu – wyjaśnia.

    Po igrzyskach olimpijskich na jej konto trafiły także konkretne nagrody finansowe i rzeczowe. Otrzymała 25 tys. zł od urzędu miasta, 75 tys. zł premii z ministerstwa, 100 tys. zł od Polskiego Związku Bokserskiego, samochód, a także obraz i voucher wakacyjny. Polski Komitet Olimpijski przyznał jej dodatkowo 200 tys. zł oraz diament, którego – jak sama zdradza – jeszcze nie odebrała. Do tego dochodzą dochody z kontraktów sponsorskich, wydarzeń promocyjnych i współprac reklamowych. – Mam prywatny samochód oraz S-Crossa od Suzuki, oklejonego moimi zdjęciami – dodaje z uśmiechem.

    Choć jej kariera dopiero się rozpędza, o życiu po zakończeniu sportowej drogi myśli raczej w zarysach. – Planów jest sporo, ale najważniejsze to zabezpieczyć przyszłość. Co dalej? Jest kilka rzeczy, które mogłyby dać mi satysfakcję. Może kiedyś otworzę własny klub bokserski? A może zajmę się końmi – pensjonat, szkółka jazdy… – podsumowuje.

    Jedno jest pewne: srebro olimpijskie nie było dla Julii Szeremety metą, lecz początkiem zupełnie nowego rozdziału.

  • To dlatego Lewandowski odrzucił zaproszenie na ślub Szczęsnego

    To dlatego Lewandowski odrzucił zaproszenie na ślub Szczęsnego

    Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny od lat uchodzą za jednych z najbliższych sobie kolegów z piłkarskiego środowiska. Ich relacja, oparta na zaufaniu i wzajemnym szacunku, z czasem przerodziła się w prawdziwą przyjaźń, która dziś obejmuje już całe rodziny. Przeprowadzka Szczęsnego do FC Barcelony oraz osiedlenie się jego bliskich w Katalonii tylko jeszcze bardziej ich do siebie zbliżyły. Mało kto jednak pamięta, że kapitana reprezentacji Polski zabrakło na jednym z najważniejszych dni w życiu bramkarza – jego ślubie z Mariną Łuczenko.

    Wojciech Szczęsny i znana wokalistka powiedzieli sobie „tak” 21 maja 2016 roku. Ceremonia została zorganizowana na przedmieściach Aten i do samego końca owiana była aurą tajemnicy. Informacje były dozowane tak oszczędnie, że nawet zaproszeni goście nie znali szczegółów wydarzenia. Ślub odbył się tuż przed rozpoczęciem zgrupowania reprezentacji Polski przed Euro 2016 – turniejem, który później okazał się najlepszym występem kadry od dziesięcioleci.

    Na uroczystości pojawiła się Anna Lewandowska, jednak bez męża. Jak opisywały przed laty media, nawet ona dopiero na lotnisku dowiedziała się, dokąd leci. Była jedyną osobą z grona zaproszonych, która znała choć fragment planu. „Zaślubiny Wojciecha Szczęsnego i Mariny Łuczenko-Szczęsnej były strzeżone bardziej niż tajemnica państwowa. Goście nie wiedzieli, gdzie lecą ani czy rzeczywiście zmierzają na ślub. Anna Lewandowska poznała szczegóły dopiero na lotnisku” – relacjonował portal plotek.pl.

    Nieobecność Roberta Lewandowskiego miała jednak bardzo konkretny i całkowicie zrozumiały powód. Tego samego dnia napastnik Bayernu Monachium musiał wziąć udział w finale Pucharu Niemiec. Jego zespół mierzył się z Borussią Dortmund, a spotkanie było niezwykle zacięte. Po 90 minutach i dogrywce na tablicy wyników wciąż widniał bezbramkowy remis, a o trofeum zdecydowały rzuty karne. Bayern wygrał je 4:3, a Lewandowski pewnie wykorzystał swoją „jedenastkę” w drugiej serii, dając drużynie prowadzenie po wcześniejszym pudle Svena Bendera. Cały mecz – aż 120 minut – rozegrał również Łukasz Piszczek, choć nie podchodził do rzutów karnych.

    Szczęsny doskonale rozumiał sytuację kolegi z reprezentacji i nigdy nie miał do niego pretensji o nieobecność na ślubie. Co więcej, ich relacja z biegiem lat stała się jeszcze silniejsza. Wspólne świętowanie Sylwestra, rodzinne spotkania i zdjęcia publikowane w mediach społecznościowych tylko potwierdzały, że łączy ich coś więcej niż boiskowa znajomość.

    Ostatecznym symbolem tej bliskości okazało się przyjście Wojciecha Szczęsnego do FC Barcelony. Bramkarz zamieszkał w sąsiedztwie Lewandowskich, a codzienny kontakt jeszcze bardziej scementował ich przyjaźń. Dziś obaj są nie tylko filarami reprezentacji Polski, ale również jednymi z najbliższych sobie osób poza boiskiem – mimo że kiedyś ważny dzień w życiu jednego z nich musiał obyć się bez obecności drugiego.

  • Niesamowity wyczyn Lewandowskiego i Barcelony! Gol za golem

    Niesamowity wyczyn Lewandowskiego i Barcelony! Gol za golem

    FC Barcelona może zaliczyć miniony rok do wyjątkowo udanych. Zespół prowadzony przez Hansiego Flicka nie tylko regularnie sięgał po trofea, ale też imponował stylem gry, który zachwycał kibiców na całym świecie. Potwierdzeniem ofensywnej siły „Dumy Katalonii” jest rekord strzelecki, jaki piłkarze z Camp Nou ustanowili w 2025 roku.

    Historyczne osiągnięcie Barcelony

    Jak poinformował portal „OptaJose”, FC Barcelona zdobyła aż 169 bramek w 60 spotkaniach rozegranych w 2025 roku we wszystkich rozgrywkach, licząc również gole samobójcze rywali. To najlepszy wynik w historii La Liga w roku kalendarzowym wśród drużyn, które nie miały w składzie jednocześnie Lionela Messiego ani Cristiano Ronaldo. Statystyka ta dobitnie pokazuje, jak niezwykły był wpływ Argentyńczyka i Portugalczyka na ligę w czasach ich największej świetności, a jednocześnie podkreśla skalę obecnego sukcesu Barcelony.

    Lewandowski jednym z liderów strzelania

    Duży udział w tym imponującym dorobku miał Robert Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski zakończył rok z dorobkiem 27 bramek, tyle samo co Ferran Torres, który rywalizował z nim o miejsce w ataku. Niewiele mniej, bo 25 trafień, zanotował Raphinha, natomiast 21 goli zdobył Lamine Yamal – wicemistrz Złotej Piłki 2025 i jedna z największych gwiazd młodego pokolenia światowego futbolu.

    Przyszłość Lewandowskiego pod znakiem zapytania

    Niepewna pozostaje przyszłość Lewandowskiego w Barcelonie. Od 1 stycznia Polak może prowadzić rozmowy z innymi klubami, co sprawia, że jego dalszy wkład w ofensywne statystyki „Blaugrany” w 2026 roku stoi pod znakiem zapytania. Ewentualne odejście napastnika byłoby dużym wyzwaniem dla zespołu Flicka, który musiałby znaleźć nowego lidera ataku.

    Intensywny początek 2026 roku

    Nowy rok Barcelona rozpocznie od ligowego hitu – derbów z Espanyolem, zaplanowanych na 3 stycznia o godzinie 21:00. Katalończycy przewodzą tabeli La Liga, mając cztery punkty przewagi nad Realem Madryt. W 2026 roku przed drużyną Flicka stoją także ambitne cele w Lidze Mistrzów, Pucharze Króla oraz Superpucharze Hiszpanii, co zapowiada kolejne miesiące pełne emocji i walki o najwyższe laury.

    https://x.com/OptaJose/status/2006322326196178998?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2006322326196178998%7Ctwgr%5Eaf88b90b882ad56110865e67bbbfcb88d0c23ba1%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Fpilka%2F76508232501497niesamowity-wyczyn-lewandowskiego-i-barcelony-gol-za-golem.html

  • A jednak to nie plotki ws. Świątek i Abramowicz. Nowe zdjęcie z Sydney dowodem

    A jednak to nie plotki ws. Świątek i Abramowicz. Nowe zdjęcie z Sydney dowodem

    Daria Abramowicz od lat uchodzi za jeden z filarów zespołu Igi Świątek. Od dawna mówi się o wyjątkowej relacji, jaka łączy tenisistkę z jej psycholog – o ogromnym zaufaniu, wspólnym języku i wsparciu wykraczającym daleko poza kort. Panie spędzają razem także prywatny czas, a wskazówki Abramowicz mają dla Świątek znaczenie zarówno w sporcie, jak i w codziennym życiu. Najnowsze zdjęcie, które właśnie pojawiło się w sieci, tylko potwierdza te doniesienia. Jeden kadr mówi więcej niż wiele słów.

    Po zakończeniu sezonu i występie w WTA Finals Iga Świątek pozwoliła sobie na chwilę wytchnienia. Wraz z ojcem, Darią Abramowicz oraz menedżerem Jules’em Mercierem wybrała się na wakacje na Mauritius. Później przyszedł czas na krótki pobyt w Polsce, a następnie znów ruszyła w podróż – tym razem do Chin, gdzie wzięła udział w pokazowym turnieju World Tennis Continental Cup.

    Świątek wystąpiła tam w barwach Drużyny Europy. Najpierw rozegrała dwa mecze singlowe: pokonała Jelenę Rybakinę 6:3, 6:3, a następnie uległa Wang Xinyu 2:6, 3:6. Później zagrała jeszcze w deblu u boku Valentina Vacherota. Para ta przegrała z duetem Jelena Rybakina/Andriej Rublow 4:6, 4:6, co przesądziło o porażce całej europejskiej ekipy.

    Ten etap sezonu jest już jednak zamknięty. Teraz wiceliderka rankingu WTA skupia się na nowych wyzwaniach. Świątek jest już w Australii, gdzie najpierw wystąpi w United Cup, a następnie przystąpi do rywalizacji w wielkoszlemowym Australian Open. Jak wygląda obecnie codzienność w jej sztabie szkoleniowym? Dość niespodziewanie uchyliła rąbka tajemnicy właśnie Daria Abramowicz.

    Wymowne zdjęcia z Australii. Rzadki gest Darii Abramowicz

    W fazie grupowej United Cup reprezentacja Polski zmierzy się w Sydney z Niemcami oraz Holandią. Pierwszy mecz „biało-czerwoni” rozegrają w poniedziałek 5 stycznia. Hubert Hurkacz stanie naprzeciw Alexandra Zvereva, a Iga Świątek zmierzy się z Evą Lys. W planach jest również mikst Polska – Niemcy. Dwa dni później Hurkacz zagra z Tallonem Griekspoorem, Świątek z Suzan Lamens, a całość uzupełni mikst Polska – Holandia.

    Przygotowania do tych występów Świątek tradycyjnie realizuje w otoczeniu najbliższych i najbardziej zaufanych osób. Niezmiennie ważną rolę odgrywa w nich Daria Abramowicz, z której wsparcia tenisistka korzysta od wielu lat. Tym razem psycholog zdecydowała się na nietypowy krok i opublikowała w mediach społecznościowych kilka zdjęć zza kulis przygotowań.

    Na jednym z nich widać Świątek i Abramowicz pogrążone w rozmowie na korcie – obrazek, który dobitnie pokazuje, jak bliska i partnerska jest ich relacja. To potwierdzenie, że opinie o Abramowicz jako jednym z kluczowych punktów tenisowego zespołu Igi nie są przesadzone.

    Poza tym Abramowicz udostępniła także inne kadry: zdjęcie Igi z kartką z napisem „reset”, zbliżenie na torbę tenisistki ozdobioną licznymi naklejkami oraz fotografię z siłowni. Całość opatrzyła krótkim, ale znaczącym komentarzem:
    „Przedsezonowe klimaty. Szlifowanie, przeformułowanie, docieranie do granic możliwości”.

    Taka aktywność w mediach społecznościowych w wykonaniu Darii Abramowicz to rzadkość. W całym roku opublikowała zaledwie 13 postów, a prywatne ujęcia zazwyczaj zachowuje wyłącznie dla siebie. Tym bardziej zdjęcia z Australii przyciągnęły uwagę.

    W komentarzach pojawili się m.in. trener Igi Wim Fissette oraz była tenisistka Paula Kania-Choduń. Ta ostatnia żartobliwie skomentowała zdjęcie z siłowni: „Uuuu, łapa rośnie!”. Abramowicz szybko odpowiedziała w podobnym tonie: „Klasyk mawia: niceps”.

    Ten drobny, ale szczery gest tylko podkreśla atmosferę panującą w obozie Igi Świątek u progu nowego sezonu – pełną zaangażowania, bliskości i wspólnej pracy nad kolejnymi celami.

  • A jednak sensacyjny zwrot akcji i złoto dla Szeremety? “Szef mówi, że się za tę sprawę wezmą”

    A jednak sensacyjny zwrot akcji i złoto dla Szeremety? “Szef mówi, że się za tę sprawę wezmą”

    Choć od igrzysk olimpijskich w Paryżu minęło już sporo czasu, emocje związane z finałową walką Julii Szeremety wciąż nie gasną. Starcie Polki z Lin Yu-ting nadal budzi ogromne zainteresowanie kibiców i mediów, a pojawiające się wątpliwości sprawiają, że temat wraca jak bumerang. Choć Szeremeta przegrała walkę o złoto, coraz częściej mówi się, że sprawa wcale nie została definitywnie zamknięta. W tle pojawia się nawet scenariusz sensacyjnego zwrotu akcji, który mógłby doprowadzić do przyznania Polce złotego medalu olimpijskiego. Sama zawodniczka po raz kolejny zabiera głos.

    Życie po Paryżu zmieniło się diametralnie

    Dla Julii Szeremety igrzyska w Paryżu 2024 były momentem przełomowym. Srebrny medal w boksie w kategorii do 57 kilogramów oraz całe zamieszanie towarzyszące jej występom sprawiły, że młoda pięściarka z dnia na dzień stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego sportu. Popularność rosła, ale wraz z nią narastały także kontrowersje.

    Choć od finału minęło już wiele miesięcy, dyskusja wokół tego pojedynku wciąż trwa. Gdy stało się jasne, że rywalką Szeremety w walce o złoto będzie Lin Yu-ting z Tajwanu, w mediach rozpętała się prawdziwa burza. Pojawiły się pytania i spekulacje dotyczące płci Tajwanki, a temat szybko wymknął się poza ramy sportu.

    „Podchodziliśmy do tego czysto sportowo”

    Jak dziś wspomina tamten moment sama Szeremeta? W rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet podkreśla, że ona i jej sztab starali się patrzeć na sprawę wyłącznie przez pryzmat rywalizacji sportowej.

    – Podchodziliśmy do tego czysto sportowo. W naszej dyscyplinie bardzo wiele zawodniczek nie wygląda stereotypowo kobieco – tłumaczy. – Spójrz na Hinduski, niektóre normalnie mają wąsy. Wiedzieliśmy, że Lin Yu-ting i Algierka z wyższej kategorii wagowej były wcześniej zdyskwalifikowane na mistrzostwach świata i zawieszone w innej federacji. Słyszeliśmy o kontrowersjach, ale co mogliśmy zrobić? Po prostu wychodzisz do ringu i boksujesz.

    Jak wyglądała walka w ringu?

    Ostatecznie finał zakończył się zwycięstwem Lin Yu-ting, a Julia Szeremeta wróciła do kraju ze srebrem olimpijskim. Czy z perspektywy ringu czuła, że mierzy się z kimś o wyraźnie męskiej sile?

    – To zależy od stylu – ocenia Polka. – Ona nie stała sztywno w miejscu, raczej „pykała”, dużo się przemieszczała. Miała znacznie dłuższy zasięg ramion i potrafiła to wykorzystać. Biła w tempo, kontrolowała dystans. Nie czułam jakiejś wyjątkowej siły ciosu, choć w trakcie walki działa adrenalina.

    Kontrowersje, które nie zniknęły

    Mimo upływu czasu temat walki wciąż powraca. Atmosferę podgrzewa fakt, że zarówno Lin Yu-ting, jak i Imane Khelif – zawodniczki, które w Paryżu wywołały największe kontrowersje – po igrzyskach praktycznie zniknęły ze sportowej rywalizacji. Tajwanka miała wystartować w mistrzostwach świata, ale ostatecznie do tego nie doszło.

    Jej obóz tłumaczył, że do federacji World Boxing wysłano wymagane badania dotyczące płci chromosomalnej, jednak rzekomo nie otrzymano odpowiedzi. Zawodniczka miała przedstawić dokumenty dopiero na miejscu. Pojawiają się też pytania o testy przeprowadzane wcześniej w New Delhi, po których Lin Yu-ting i Khelif zostały zawieszone przez IBA.

    – Tak naprawdę nigdzie nie wypowiadał się lekarz czy osoba, która je badała – zauważa Szeremeta. – Chodzi o te testy, po których zostały zawieszone. To wszystko jest dziwne.

    „W tej sprawie chyba coś jest nie tak”

    Polka przyznaje, że nie czuje się ekspertką od hormonów czy genetyki, ale pewne fakty trudno jej zignorować.

    – Nie znam się na poziomach testosteronu, chromosomach i nie śledzę tego szczegółowo. Ale słyszę różne rzeczy od dziennikarzy i trenera. I mam wrażenie, że w tej sprawie raczej jest coś nie tak – mówi. – Były zawieszone, nie startowały, a po igrzyskach nadal nigdzie nie walczą. Kombinowali, omijali badania…

    Nic więc dziwnego, że temat wciąż do niej wraca. Jak sama przyznaje, niemal na każdym kroku ktoś pyta ją, czy „to złoto w końcu się pojawi”.

    Czy możliwy jest „zielony stolik” i złoto dla Polki?

    Pojawia się więc pytanie, czy realny jest scenariusz, w którym po czasie medal zostałby odebrany Lin Yu-ting, a złoto trafiłoby do Julii Szeremety.

    – Nasz szef mówi, że się za tę sprawę wezmą, że będzie walczyć o tamten złoty medal – zdradza pięściarka.

    Jednocześnie Szeremeta podkreśla, że taki triumf nie dałby jej pełnej satysfakcji. Złoty medal olimpijski jest marzeniem każdego sportowca, ale zdobyty w gabinetach, bez zwycięskiej walki, nie smakowałby tak samo.

    – Przegrałam tamten pojedynek. Gdybym miała walczyć z Lin Yu-ting jeszcze raz, to wyszłabym do ringu i chciała wygrać. Tylko w taki sposób mogę zdobyć złoto. Usłyszeć po półtora roku, że wygrałam turniej, to coś zupełnie innego. Na pewno nie byłoby to aż tak satysfakcjonujące – podsumowuje szczerze.

  • Polscy kibice pokazali, co naprawdę myślą o Świątek. Wszystko jasne!

    Polscy kibice pokazali, co naprawdę myślą o Świątek. Wszystko jasne!

    Iga Świątek triumfuje w plebiscycie Sport.pl. Oto Moment Roku 2025 w polskim sporcie

    Iga Świątek, Robert Kubica i Klaudia Zwolińska – tak przedstawia się podium plebiscytu Momenty Roku 2025 organizowanego przez Sport.pl. Czytelnicy serwisu nie mieli wątpliwości, który sukces zasługuje na miano najważniejszego wydarzenia mijającego roku. Poza pierwszą trójką znalazł się m.in. Bartosz Zmarzlik, mimo że w 2025 roku sięgnął po szósty tytuł mistrza świata, wyrównując osiągnięcia dwóch najbardziej utytułowanych żużlowców w historii. Zaskakiwać może również odległa pozycja siatkarzy, którzy – co brzmi niemal niewiarygodnie – zremisowali w głosowaniu z koszykarzami.

    Jeszcze rok temu plebiscyt bezapelacyjnie wygrała Aleksandra Mirosław. Wówczas nie miała sobie równych, bo zdobyła jedyny dla Polski złoty medal olimpijski w Paryżu 2024. W sezonie 2025 królowa wspinaczki sportowej znów zachwyciła świat – sięgnęła po mistrzostwo świata i po raz jedenasty w karierze poprawiła rekord świata. Tym razem jednak wystarczyło to „zaledwie” do piątego miejsca. Tegoroczny plebiscyt należał bowiem do Igi Świątek.

    W poprzednich edycjach czytelnicy Sport.pl również doceniali sukcesy najlepszej polskiej tenisistki, ale nie zawsze stawiali je na samym szczycie. Rok temu jej osiągnięcia przegrały z olimpijskim złotem Mirosław, a dwa lata wcześniej – z wielkim triumfem siatkarzy w mistrzostwach Europy, kiedy za zwycięstwo 3:0 z Włochami w rzymskim finale dziękował kibicom kapitan reprezentacji Aleksander Śliwka. Teraz role się odwróciły – to Iga Świątek kieruje podziękowania do czytelników.

    Świątek: „Ten moment został przeżyty wspólnie”

    – Bardzo dziękuję za każdy głos i za to, że moje zwycięstwo na Wimbledonie zostało uznane za Moment Roku 2025 w polskim sporcie. To ogromne wyróżnienie, bo pokazuje, że ten sukces był przeżywany wspólnie – nie tylko przeze mnie i mój zespół, ale także przez kibiców w całej Polsce – mówi Świątek.
    – Wimbledon to turniej absolutnie wyjątkowy, przesiąknięty historią i tradycją, które czuje się od pierwszego wejścia na kort. Wygrana tam była spełnieniem jednego z moich największych sportowych marzeń i momentem, który zostanie ze mną na zawsze. Cieszę się, że został on tak mocno doceniony w kontekście całego polskiego sportu – dodaje tenisistka.

    Skala zwycięstwa Świątek w plebiscycie była imponująca. Spośród blisko 42 tysięcy oddanych głosów aż 35,5 procent przypadło właśnie na nią. Od startu głosowania 22 grudnia aż do jego zakończenia 30 grudnia prowadziła z ogromną, niezagrożoną przewagą.

    Trudno się temu dziwić. Triumf na Wimbledonie był jednym z najbardziej zaskakujących i symbolicznych momentów w jej karierze. Świątek wielokrotnie podkreślała, że gra na trawie nie jest jej naturalnym środowiskiem. Do tego pierwsza część 2025 roku była dla niej wyjątkowo trudna – nie wygrała żadnego turnieju, a w rankingu WTA spadła nawet z drugiego na ósme miejsce. I wtedy nadszedł Wimbledon. Najstarszy i najbardziej prestiżowy turniej świata, na którym Polka zaprezentowała pełnię swojego geniuszu. Kulminacją był finał wygrany z Amandą Anisimovą 6:0, 6:0, wynik wręcz historyczny.

    Trzecia edycja plebiscytu Sport.pl

    „Momenty Roku” to już trzecia edycja plebiscytu Sport.pl. Co roku w grudniu redakcja wybiera 10 najważniejszych chwil polskiego sportu, które następnie są szczegółowo opisywane przez dziennikarzy relacjonujących te wydarzenia na miejscu. Towarzyszą temu rozmowy z zaproszonymi gośćmi. W tym roku swoimi opiniami i typami podzielili się m.in. były prezydent RP Aleksander Kwaśniewski, lider zespołu T.Love Muniek Staszczyk oraz legendarny komentator Dariusz Szpakowski. Wszyscy – podobnie jak czytelnicy – byli zgodni: Moment Roku 2025 należał do Igi Świątek.

    Wyniki plebiscytu „Momenty Roku 2025”:

    1. Iga Świątek – zwycięstwo w Wimbledonie: 35,50% (14 783 głosy)

    2. Robert Kubica – wygrana w 24-godzinnym wyścigu Le Mans: 18,56% (7 729)

    3. Klaudia Zwolińska – dwa złote i jeden brązowy medal MŚ w kajakarstwie górskim: 10,23% (4 260)

    4. Bartosz Zmarzlik – szóste mistrzostwo świata w żużlu: 9,43% (3 926)

    5. Aleksandra Mirosław – złoto MŚ i kolejny rekord świata we wspinaczce: 6,58% (2 739)

    6. Reprezentacja koszykarzy – znakomity EuroBasket, 6. miejsce i wygrana ze Słowenią Luki Dončicia: 4,28% (1 782)

    7. Reprezentacja siatkarzy – brązowy medal mistrzostw świata: 4,28% (1 782)

    8. Władimir Semirunnij – srebro i brąz MŚ w łyżwiarstwie szybkim: 4,18% (1 741)

    9. Agata Kaczmarska, Aneta Rygielska i Julia Szeremeta – trzy Polki w finałach MŚ w boksie: 3,74% (1 558)

    10. Maria Żodzik – wicemistrzostwo świata w skoku wzwyż: 3,23% (1 344)

    Rok 2025 przyniósł polskiemu sportowi wiele wyjątkowych chwil, ale dla czytelników Sport.pl jedna była absolutnie najważniejsza – wimbledoński triumf Igi Świątek.

  • Cała Polska zobaczyła prawdę o Lewandowskim. Pomnik obalony

    Cała Polska zobaczyła prawdę o Lewandowskim. Pomnik obalony

    Wydana tuż przed Bożym Narodzeniem książka Sebastiana Staszewskiego „Lewandowski. Prawdziwy” okazała się nieoczekiwanym prezentem – i to nie tylko dla czytelników. Robert Lewandowski, przez lata funkcjonujący w zbiorowej wyobraźni jako postać niemal krystaliczna i niedostępna, nagle stał się kimś znacznie bliższym zwykłemu człowiekowi. Jak zauważa Michał Kiedrowski ze Sport.pl – to prawdziwy cud gwiazdkowy.

    Zazwyczaj, gdy mówimy o „obalaniu pomników”, myślimy o procesie bolesnym, niszczącym legendę i wizerunek bohatera. W przypadku Lewandowskiego stało się jednak coś dokładnie odwrotnego. Pomnik runął, ale stojący na nim człowiek wcale na tym nie stracił.

    Krytycy dostali argumenty, ale tylko pozornie

    Biografia wydana w listopadzie przez SQN bez wątpienia podważa wizerunek, który najlepszy polski piłkarz konsekwentnie budował przez lata. Sam autor, Sebastian Staszewski, przyznawał w licznych rozmowach – m.in. w wywiadzie z Pawłem Wilkowiczem – że obawiał się reakcji otoczenia Lewandowskiego, a nawet pozwów sądowych. Nic takiego jednak nie nastąpiło.

    Ci, którzy od dawna patrzyli na Lewandowskiego niechętnie, mogli po lekturze książki poczuć przypływ satysfakcji. Z kart biografii wyłania się postać daleka od ideału. Brak empatii? O tym pisano już wcześniej. Do tego można dorzucić zarzuty o chciwość – wybieranie klubów oferujących najwyższe kontrakty – czy nielojalność wobec selekcjonerów reprezentacji i byłego menedżera Cezarego Kucharskiego.

    Są też epizody znacznie bardziej kontrowersyjne: podanie nazwiska kolegi po otrzymaniu mandatu z fotoradaru, zamiłowanie do szybkiej jazdy czy wątpliwości wokół transferu do Bayernu Monachium, sfinalizowanego wcześniej, niż pozwalają na to przepisy. Z książki można również wysnuć wniosek, że Lewandowski niekoniecznie byłby idealnym kapitanem kadry, a jego egoizm podporządkował całe otoczenie jednemu celowi – własnej karierze.

    Czytana wybiórczo, bez kontekstu, książka Staszewskiego rzeczywiście może budować obraz człowieka pełnego wad.

    Kariera zbudowana na cienkiej linie

    Tyle że takie spojrzenie byłoby uproszczeniem i – paradoksalnie – brakiem empatii. Bo druga strona tej historii robi ogromne wrażenie. Lektura biografii pokazuje bowiem, jak niewiele brakowało, by piłkarska droga Lewandowskiego zakończyła się, zanim na dobre się zaczęła. Jako 18-latek balansował na granicy odrzucenia przez zawodowy futbol, a jego przyszłość była niezwykle krucha.

    W tym kontekście dzisiejszy Lewandowski – kandydat do Złotej Piłki, symbol konsekwencji i długowieczności na najwyższym poziomie – jawi się jako przykład absolutnej determinacji. Człowiek oskarżany o chłód emocjonalny pokazuje cechę, której często najbardziej oczekujemy od dorosłych: odpowiedzialność.

    Owszem, lubił się bawić, zdarzały mu się noce do białego rana. Ale szybko zrozumiał, że w jego przypadku każda nadmierna beztroska miałaby konsekwencje nie tylko dla niego samego, lecz także dla rodziny, klubu, drużyny narodowej – a pośrednio dla milionów kibiców. Cena była zbyt wysoka.

    Samodyscyplina, konsekwencja i gotowość do rezygnacji z przyjemności to cechy, których Lewandowskiemu mogą zazdrościć nie tylko sportowcy, ale wszyscy próbujący coś zbudować w swoim życiu.

    Lewandowski schodzi z pomnika i… oddycha

    Symbolicznym dopełnieniem książki okazał się wywiad, którego Lewandowski udzielił Bogdanowi Rymanowskiemu na YouTube. Stało się jasne, że autor biografii może spać spokojnie – zamiast procesów pojawiła się akceptacja. Piłkarz nie tylko przyjął do wiadomości swoje wady, ale też spróbował wytłumaczyć kontrowersje opisane w książce: kwestie specjalnego traktowania w kadrze czy relacji z selekcjonerami.

    Nie obyło się bez wpadek – jak choćby sugestii, że w Polskim Związku Piłki Nożnej rządzą ludzie bardzo prości – czy półprzyznania się do sytuacji, w której Barcelona miała sugerować ograniczenie liczby strzelanych goli ze względów finansowych wobec Bayernu.

    Jednocześnie Lewandowski mówił o rodzinie, córkach, codzienności i podejściu do pieniędzy. Pokazał się nie jako bezduszna maszyna do zdobywania bramek ani wykreowany przez magazyny celebryta, lecz jako człowiek z krwi i kości.

    I być może właśnie dlatego wszystko to działa na jego korzyść. Na tym pomnikowym cokole od dawna było mu niewygodnie. Teraz, gdy z niego zszedł, wreszcie może swobodnie oddychać.