Author: newuser

  • Skowrońska nie miała zamiaru dłużej milczeć. Nikt nie miał pojęcia. “Wolna”

    Skowrońska nie miała zamiaru dłużej milczeć. Nikt nie miał pojęcia. “Wolna”

    Katarzyna Skowrońska, ikona polskiej siatkówki, rozpoczęła nowy rok wyjątkowo osobistym i szczerym wyznaniem. W noworocznym wpisie opublikowanym na Instagramie była reprezentantka Polski podsumowała ostatnie dwanaście miesięcy, nie ukrywając, że choć były one dla niej wartościowe, to jednocześnie wiązały się z dużymi emocjami i bolesnymi stratami.

    Skowrońska od lat uchodzi za jedną z najwybitniejszych postaci w historii żeńskiej siatkówki w Polsce. Przez wiele sezonów była filarem kadry narodowej, z którą sięgała po największe sukcesy – w tym dwa złote medale mistrzostw Europy w 2003 i 2005 roku. Jej dorobek obejmuje również występy na igrzyskach olimpijskich oraz mistrzostwach świata. Równolegle z karierą reprezentacyjną budowała silną pozycję w zagranicznych klubach, zwłaszcza we Włoszech, gdzie przez lata zdobywała uznanie kibiców i ekspertów. Po zakończeniu sportowej kariery nie zniknęła z przestrzeni publicznej, pozostając w stałym kontakcie z fanami za pośrednictwem mediów społecznościowych.

    Od pewnego czasu była siatkarka mieszka właśnie we Włoszech, gdzie rozpoczęła zupełnie nowy etap życia. W 2025 roku zdecydowała się na zakup zabytkowego młyna, który remontuje wspólnie z partnerem. Para od dwóch lat tworzy stabilny i szczęśliwy związek, a ich wspólnym marzeniem jest stworzenie w tym miejscu przestrzeni otwartej dla gości – miejsca łączącego urok włoskiej prowincji z osobistą historią Skowrońskiej. Sportsmenka chętnie dzieliła się w sieci kolejnymi etapami prac, a także symbolicznym momentem wymiany obrączek, który dla wielu obserwatorów stał się jasnym sygnałem, że ich relacja wkroczyła na bardzo poważny poziom.

    Końcówka roku skłania do refleksji, dlatego Skowrońska zdecydowała się na szczere podsumowanie minionych miesięcy. W noworocznym wpisie przyznała, że był to czas pełen sprzecznych emocji – z jednej strony dobry i ważny, z drugiej wymagający i obciążający.

    „To był dobry rok – niełatwy, ale dobry. Dużo przyszło, sporo odeszło. Dużo zyskałam, sporo straciłam. Mam dom, ale mój dom nie jest z cegieł i cementu. Ten dom jest wszędzie tam, gdzie jestem, bo ten dom to ja – to, co czuję i jak się czuję. Kocham i czuję się kochana. Najważniejsze jest to, że czuję się wolna. Wolna od przeszłości, od żali i złości, wolna od uprzedzeń, niechęci, zazdrości i złorzeczenia. To bardzo dużo” – napisała, nie kryjąc wzruszenia.

    Była reprezentantka podkreśliła również, że nie zamierza składać sobie pustych noworocznych obietnic ani zaczynać zmian od wielkich deklaracji. Jej zdaniem prawdziwe, trwałe przemiany rodzą się spokojnie, bez fajerwerków – z akceptacji, świadomości i wewnętrznej wolności, którą dziś ceni najbardziej.

  • Karol Nawrocki nie zgadza się na te ustawy. Tak tłumaczy swoją decyzję

    Karol Nawrocki nie zgadza się na te ustawy. Tak tłumaczy swoją decyzję

    Prezydentura jako realna władza, nie tylko symbol

    Karol Nawrocki jasno stawia granice współpracy z rządem

    Urząd prezydenta nie ogranicza się wyłącznie do funkcji reprezentacyjnej i ceremonialnych wystąpień na arenie międzynarodowej. To także jedno z kluczowych ogniw procesu legislacyjnego, dające realny wpływ na kształt prawa w Polsce. Karol Nawrocki w swoich ostatnich wypowiedziach bardzo wyraźnie podkreśla, że jego współpraca z rządem ma jasno określone ramy, a niektóre inicjatywy ustawodawcze z góry nie mogą liczyć na jego akceptację.

    Prezydent nie ukrywa, że prawo weta traktuje jako narzędzie odpowiedzialności, a nie element politycznej gry. W jego ocenie podpis pod ustawą nie jest formalnością, lecz decyzją wymagającą dogłębnej analizy skutków dla państwa i obywateli.

    —

    „Dobro Polski” jako nadrzędne kryterium decyzji

    W debacie publicznej prezydent często postrzegany bywa jako ostatnia zapora przed kontrowersyjnymi decyzjami większości parlamentarnej. Karol Nawrocki w rozmowie z „Gościem Niedzielnym” odniósł się do zarzutów, jakoby blokował prace rządu, przedstawiając konkretne dane ze swojej dotychczasowej działalności.

    Jak podkreślił, do tej pory podpisał 132 ustawy, a zawetował 20. Ten bilans – w jego opinii – dowodzi, że nie kieruje się interesem partyjnym, lecz merytoryczną oceną projektów. Każde weto ma być poprzedzone analizą skutków prawnych i społecznych oraz oceną bezpieczeństwa obywateli.

    Prezydent zaznacza, że odrzucane były te akty prawne, które niosły ryzyko dla obywateli lub zostały przygotowane w sposób niechlujny legislacyjnie. Jak sam mówi, ustawy służące Polsce podpisuje bez względu na to, kto był ich autorem. Taka postawa ma budować obraz głowy państwa jako arbitra stojącego ponad bieżącym sporem politycznym, choć przeciwnicy zarzucają mu arbitralność w definiowaniu „dobrej ustawy”.

    Warto przypomnieć, że weto prezydenckie w polskim systemie prawnym jest instrumentem o wyjątkowej sile. Jego odrzucenie wymaga większości trzech piątych głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów, co czyni z niego realny mechanizm blokujący wadliwe prawo.

    —

    Dialog z rządem, ale bez zgody na naciski

    Relacje między prezydentem a rządem, zwłaszcza w okresie koabitacji, od zawsze bywają napięte. Karol Nawrocki przyznaje, że rozmowy z przedstawicielami Rady Ministrów odbywają się regularnie, często jeszcze przed oficjalnym skierowaniem ustaw do podpisu.

    Te nieformalne konsultacje – jak zauważa – mają kluczowe znaczenie dla stabilności państwa. Jednocześnie prezydent wyraźnie podkreśla, że jego otwartość na dialog ma swoje granice. Jeśli projekt ustawy zagraża interesom obywateli lub fundamentom państwa, nie ma mowy o kompromisie.

    W tym kontekście weto staje się nie tylko instrumentem prawnym, ale również wyrazem politycznej niezależności. Nawrocki krytycznie odnosi się do strategii części klasy politycznej, która – jego zdaniem – próbuje wywierać presję medialną, licząc na zmianę jego stanowiska. Jak podkreśla, ponowne przesyłanie tej samej ustawy bez uwzględnienia prezydenckich zastrzeżeń nie jest drogą do porozumienia.

    —

    Asertywność w polityce zagranicznej

    Równie jednoznaczne stanowisko Karol Nawrocki prezentuje w sprawach międzynarodowych, zwłaszcza w relacjach z Ukrainą. Choć podkreśla znaczenie strategicznego partnerstwa i ogromne wsparcie, jakiego Polska udzieliła swojemu sąsiadowi, nie unika trudnych tematów.

    Prezydent wskazuje, że prawdziwe partnerstwo nie polega na przemilczaniu problemów. W jego ocenie istnieją kwestie w relacjach z Ukrainą, które wymagają rozwiązania, a jego obowiązkiem jest artykułowanie oczekiwań strony polskiej – niezależnie od tego, czy rozmowy dotyczą Kijowa, Berlina czy Tel Awiwu.

    Taka postawa spotyka się z aprobatą części opinii publicznej, która oczekuje od polskiej dyplomacji większej stanowczości i obrony interesów narodowych nawet w relacjach z najbliższymi sojusznikami.

    —

    Granica kompromisu i rola weta

    Z zapowiedzi Karola Nawrockiego wyłania się obraz prezydentury, w której prawo weta będzie jednym z kluczowych narzędzi negocjacyjnych. Prezydent zapowiada, że nie zawaha się zablokować żadnej ustawy, która – w jego ocenie – uderza w podstawy państwa, bezpieczeństwo prawne lub socjalne obywateli.

    Deklaracje te nabierają szczególnego znaczenia w kontekście planowanych reform wymiaru sprawiedliwości czy systemu podatkowego, od lat wywołujących silne emocje. Nawrocki jasno sygnalizuje, że jego podpis nie jest automatyczny, a rząd musi liczyć się z koniecznością przedstawienia solidnych argumentów – nie tylko politycznych, ale również eksperckich.

    Choć konsekwentne korzystanie z weta może spowolnić część reform, jednocześnie zmusza ustawodawcę do tworzenia bardziej dopracowanego prawa. Prezydent, powołując się na dotychczasowy bilans podpisanych i zawetowanych ustaw, przekonuje, że nie jest hamulcowym zmian, lecz strażnikiem jakości legislacji. W polityce zagranicznej zaś jego twarde stanowisko ma świadczyć o tym, że Polska chce prowadzić politykę podmiotową, opartą na jasno formułowanych oczekiwaniach i interesach narodowych.

  • Julia Szeremeta ma dość, grzmi o oszustwie. Nie mogła powstrzymać łez

    Julia Szeremeta ma dość, grzmi o oszustwie. Nie mogła powstrzymać łez

    Wraca temat jednego z najbardziej kontrowersyjnych werdyktów sędziowskich podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu. Choć od tamtych wydarzeń minęło już sporo czasu, emocje wciąż są żywe – szczególnie u Julii Szeremety. Wicemistrzyni olimpijska nie kryje frustracji i mówi wprost o niesprawiedliwości, jaka spotkała Elżbietę Wójcik. W dniu, gdy jej koleżanka z reprezentacji żegnała się z marzeniami o medalu, ona sama zapewniła sobie miejsce na podium. Radości jednak nie było – pojawiły się łzy i poczucie krzywdy. W najnowszej wypowiedzi Szeremeta nie owija w bawełnę.

    W rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet” Julia Szeremeta wraca myślami do igrzysk olimpijskich w Paryżu, które diametralnie odmieniły jej życie i sportową karierę. Zdobycie srebrnego medalu sprawiło, że jej popularność eksplodowała, a dziś nazwisko pięściarki regularnie pojawia się w nagłówkach sportowych mediów w całej Polsce.

    W wywiadzie szeroko odnosi się również do burzy, jaka rozpętała się po jej olimpijskim finale. Rywalka Polki, Lin Yu-ting, wzbudziła ogromne kontrowersje – część opinii publicznej kwestionowała nawet jej prawo do startu w kobiecej rywalizacji, podważając tym samym wynik walki o złoto. Jak się okazuje, temat wciąż nie jest zamknięty, a w kuluarach mówi się o możliwych dalszych działaniach.

    – Nasz szef zapowiada, że zajmie się tą sprawą i będzie walczył o tamten złoty medal – zdradza Szeremeta, dając do zrozumienia, że sprawa może mieć jeszcze ciąg dalszy.

    Jednak równie mocno, jak własny finał, porusza ją to, co spotkało Elżbietę Wójcik. Szeremeta wraca do tamtych chwil bez emocjonalnego dystansu i jasno staje po stronie koleżanki z kadry.

    Choć dla wielu kibiców Julia Szeremeta stała się rozpoznawalna dopiero po igrzyskach w 2024 roku, środowisko bokserskie znało ją znacznie wcześniej. Eksperci dostrzegali jej potencjał, choć często przewidywali, że na największe sukcesy będzie musiała jeszcze poczekać. Sama zawodniczka miała jednak zupełnie inne podejście.

    – Poświęciłam boksowi absolutnie wszystko. Nie widziałam innej opcji niż medal – tu i teraz. Nie trenowałam po to, żeby to się zmarnowało. Był moment, gdy razem z Elą Wójcik niemal na każdym treningu siłowym płakałyśmy z wyczerpania. Trener dokładał kolejne kilogramy, a my nie miałyśmy już siły, ale mimo to robiłyśmy jeszcze dwa, trzy powtórzenia więcej – wspomina w rozmowie z Hubertem Kęską.

    Wypowiedzi Szeremety wielokrotnie wracają do postaci Elżbiety Wójcik, której olimpijski start zakończył się w cieniu ogromnych kontrowersji. W jej przypadku nie chodziło o kwestie formalne czy regulaminowe, lecz – zdaniem wielu – o rażąco niesprawiedliwy werdykt sędziów. W ćwierćfinale Polka przegrała niejednogłośną decyzją z Atheyną Bylon, choć zarówno kibice, jak i eksperci byli przekonani, że to Wójcik powinna awansować dalej. Trener Kamil Gorząd nie krył oburzenia, mówiąc wprost o skandalu i podkreślając, że trzecia runda zdecydowanie należała do Polki.

    Dzień tej decyzji był dla Julii Szeremety wyjątkowo trudny. Tego samego dnia sama stoczyła walkę, która zapewniła jej co najmniej brązowy medal olimpijski. Mimo historycznego sukcesu nie potrafiła jednak cieszyć się chwilą.

    – Kompletnie nie odczuwałam radości. Było mi po prostu strasznie smutno, że Eli się nie udało. Moim zdaniem wygrała ten pojedynek i powinna zwyciężyć u sędziów. Została oszukana. Decydującą rundę wygrała do jednej bramki. Byłam już w strefie medalowej igrzysk olimpijskich, a po policzkach ciekły mi łzy. Razem ze sztabem w ogóle się z tego nie cieszyliśmy – mówi bez ogródek.

    Słowa Julii Szeremety pokazują, jak głębokie emocje towarzyszyły polskim pięściarkom w Paryżu. Choć igrzyska przyniosły historyczny sukces, dla wielu z nich pozostawiły również poczucie niedosytu i sportowej niesprawiedliwości, która – jak widać – do dziś nie daje o sobie zapomnieć.

  • Bartosz Kurek potwierdził ws. małżeństwa z Anną. Nie zamierza kryć i otwarcie wyznaje

    Bartosz Kurek potwierdził ws. małżeństwa z Anną. Nie zamierza kryć i otwarcie wyznaje

    W oczach kibiców uchodzą za jedno z najbardziej zgodnych i wspierających się małżeństw w polskim sporcie. Teraz te przypuszczenia znalazły swoje potwierdzenie w drobnym, lecz niezwykle wymownym geście. Bartosz Kurek skomentował najnowszy wpis swojej żony Anny i w zaledwie dwóch słowach zawarł więcej treści, niż niejeden długi wywiad. Nie krył emocji ani tego, jak ogromną rolę odgrywa ona w jego życiu. A to dopiero część tej historii.

    Po pięciu latach spędzonych w Japonii Bartosz Kurek w 2024 roku wrócił do Polski, podpisując kontrakt z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Powrót do PlusLigi miał być nowym otwarciem, jednak okazał się krótkim epizodem. Po jednym sezonie zabrakło ofert, które spełniałyby oczekiwania doświadczonego siatkarza. Decyzja była trudna, ale ostatecznie zapadła – raz jeszcze Azja, raz jeszcze Japonia. Kulisy tego wyboru zdradziła jego żona.

    – To nie była łatwa decyzja ani dla mnie, ani dla Bartka. Każda zmiana klubu to zmiana miejsca zamieszkania, a wraz z nią niepewność: jak będzie wyglądała nasza przyszłość, czy sobie poradzimy. Czeka nas przeprowadzka, kolejne budowanie wszystkiego od zera – naszego życia i codziennego funkcjonowania – mówiła Anna Kurek w swoim vlogu na YouTubie.

    Dziś Anna wraca myślami do minionych dwunastu miesięcy i podsumowuje czas pełen wyzwań, zmian i emocji, już po kolejnej przeprowadzce do Japonii. Jej wpis w mediach społecznościowych nie przeszedł bez echa, a komentarz męża natychmiast przyciągnął uwagę fanów.

    „Podsumowanie 2025 roku. Wzloty i upadki, ale z odpowiednimi ludźmi u boku zawsze jest łatwiej” – napisała Anna, dołączając serię zdjęć, które najlepiej oddają charakter ostatnich miesięcy. Wśród fotografii znalazły się ujęcia z boiska w nowych barwach – obecnie Bartosz reprezentuje Tokyo Sunbeams – kadry z siłowni, ulic Tokio, wakacyjnych wyjazdów, ale przede wszystkim liczne zdjęcia z mężem. To one najdobitniej pokazują, jak ważną częścią jej życia jest Bartosz.

    I uczucie jest w pełni odwzajemnione. Świadczy o tym krótki, lecz bardzo osobisty komentarz siatkarza: „Moja inspiracja”, opatrzony czerwonym sercem. Dwa słowa, które mówią wszystko o ich relacji.

    Kurek wielokrotnie podkreślał, jak ogromnym wsparciem jest dla niego żona. W rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet” bez wahania przyznał, że tworzą „zgraną parę”, a fundamentem ich małżeństwa jest zrozumienie, a nie pretensje. – Życzę każdemu, żeby mógł bez problemu łączyć życie prywatne z zawodowym. U nas, choć nie zawsze było łatwo, nigdy nie usłyszałem z ust mojej żony żadnych wyrzutów, że coś dla mnie poświęciła – mówił szczerze.

    Jak podkreślał, już w dniu, w którym poznał Annę, czuł, że to kobieta jego życia, a kolejne doświadczenia tylko go w tym utwierdzały. Gdy nagle żegnał się z klubem z Hiroszimy, mogła to być jedna z trudniejszych chwil w jego karierze. Wtedy Anna znów stanęła za nim murem. – Moja żona za każdym razem udowadnia, że im trudniejsza przeszkoda, tym lepiej sobie z nią radzi. W tamtej sytuacji zachowała się fantastycznie i będę jej dłużnikiem do końca życia – przyznał bez ogródek.

    Na tym jednak historia się nie kończy. Jak zdradziła sama Anna, Bartosz był gotów pójść jeszcze dalej – nawet zakończyć sportową karierę, gdyby tego wymagała ich relacja. Przed ostatnim wyjazdem do Japonii to właśnie jej zdanie było dla niego kluczowe. – Szanuję to, że Barti pytał mnie sto tysięcy razy, czy na pewno jestem gotowa. Powiedział wprost, że jeśli ja powiem „nie”, to on – i to jest takie jego – zrezygnuje nawet z siatkówki dla mnie – wyznała.

    Ich historia pokazuje, że za sportowymi decyzjami, transferami i sukcesami często stoją relacje, zaufanie i wsparcie, których nie widać w statystykach. W przypadku Bartosza i Anny Kurek to właśnie one wydają się największym zwycięstwem.

  • Świątek w Australii, a tutaj aż huczy. Głośno o Polce i Hiszpanie. “Byliby pierwszą parą”

    Świątek w Australii, a tutaj aż huczy. Głośno o Polce i Hiszpanie. “Byliby pierwszą parą”

    Iga Świątek już za moment rozpocznie rywalizację w United Cup, gdzie wspólnie z Hubertem Hurkaczem poprowadzi reprezentację Polski w walce o historyczny triumf. Zanim jednak Polka wyjdzie na kort w barwach narodowych, zagraniczne media szeroko rozpisują się o niej w zupełnie innym, jeszcze bardziej przełomowym kontekście. Wszystko za sprawą możliwej historii, która może zostać napisana podczas nadchodzącego Australian Open – i to wspólnie z jedną z największych gwiazd męskiego tenisa.

    Świątek od kilku dni przebywa w Australii, gdzie wystartował już United Cup. Biało-Czerwoni zainaugurują zmagania w poniedziałek 5 stycznia, mierząc się z reprezentacją Niemiec. Cel jest ambitny – sięgnięcie po końcowe zwycięstwo w prestiżowym turnieju drużynowym, który stanowi ważny sprawdzian formy przed pierwszym w sezonie turniejem wielkoszlemowym.

    United Cup to jednak jedynie etap przygotowań do Australian Open, które rozpocznie się 18 stycznia. To właśnie w Melbourne może dojść do wydarzeń, które przejdą do historii światowego tenisa.

    Australian Open – brakujące ogniwo w kolekcji Świątek

    24-letnia zawodniczka z Raszyna ma już na koncie sześć triumfów wielkoszlemowych. Czterokrotnie wygrywała Roland Garros (2020, 2022–2024), sięgnęła po tytuł w US Open (2022) oraz triumfowała na Wimbledonie w 2025 roku. Jedynym turniejem Wielkiego Szlema, którego jeszcze nie zdobyła, pozostaje Australian Open.

    Ten fakt nie umknął uwadze zagranicznych dziennikarzy. Coraz częściej podkreślają oni, że Świątek staje przed wyjątkową szansą na skompletowanie tzw. Karierowego Wielkiego Szlema. Co więcej, podobna sytuacja dotyczy także Carlosa Alcaraza. Hiszpan również ma na koncie sześć tytułów wielkoszlemowych, lecz nigdy nie wygrał w Melbourne.

    Branżowy portal tennis365.com zadaje wprost pytanie:
    „Czy Iga Świątek i Carlos Alcaraz dokonają wyjątkowego wyczynu na Australian Open 2026?”

    Podwójna historia w jednym turnieju?

    Dziennikarze zwracają uwagę, że zarówno Świątek, jak i Alcaraz mogą w Melbourne sięgnąć po swój siódmy tytuł wielkoszlemowy, a jednocześnie zdobyć brakujące trofeum do Karierowego Wielkiego Szlema. Co czyni tę sytuację jeszcze bardziej wyjątkową – nigdy wcześniej kobieta i mężczyzna nie skompletowali Karierowego Wielkiego Szlema podczas tego samego turnieju.

    W erze open dokonało tego jedynie 12 tenisistów i tenisistek: Margaret Court, Rod Laver, Billie Jean King, Chris Evert, Martina Navratilova, Steffi Graf, Andre Agassi, Serena Williams, Roger Federer, Rafael Nadal, Maria Szarapowa oraz Novak Djoković. Ostatnim był Serb, który zapisał się w historii w 2016 roku.

    Świątek i Alcaraz coraz bliżej przełomu

    Dotychczas najlepszym wynikiem Świątek w Australian Open pozostaje półfinał, do którego docierała w 2022 i 2025 roku. Alcaraz z kolei dwukrotnie kończył rywalizację w Melbourne na ćwierćfinale – w 2024 i 2025 roku.

    Hiszpan może jednak zapisać się w historii również z innego powodu. Najmłodszym zawodnikiem, który skompletował Karierowego Wielkiego Szlema, pozostaje Rafael Nadal – dokonał tego w 2010 roku, mając 24 lata. Alcaraz ma obecnie zaledwie 22 lata i w przypadku triumfu w Australian Open pobiłby ten rekord.

    Warto dodać, że w 2026 roku o krok od Karierowego Wielkiego Szlema jest także Jannik Sinner. Włoch ma już triumfy w pozostałych turniejach wielkoszlemowych, a do pełnej kolekcji brakuje mu jedynie zwycięstwa w Roland Garros.

    Najbliższe tygodnie zapowiadają się więc niezwykle emocjonująco – zarówno dla Igi Świątek, jak i dla całego tenisowego świata. Jeśli scenariusze kreślone przez zagraniczne media się spełnią, Melbourne może stać się miejscem absolutnie historycznym.

  • Iga Świątek pod lupą. Zapadł werdykt na 5 lat. “To jakiś żart”

    Iga Świątek pod lupą. Zapadł werdykt na 5 lat. “To jakiś żart”

    Iga Świątek intensywnie przygotowuje się do tenisowej inauguracji sezonu 2026 na australijskich kortach. W czasie gdy wiceliderka światowego rankingu WTA szlifuje formę przed pierwszymi występami w nowym roku, w jej sprawie padły wyjątkowe słowa. Ich autorem jest prawdziwa legenda tenisa, a werdykt dotyczy nie tylko najbliższych tygodni, lecz aż pięciu kolejnych lat kariery Polki. – To jakiś żart – tak podsumowano to, czego dokonała 24-letnia zawodniczka z Raszyna.

    Świątek przebywa już na Antypodach, gdzie 18 stycznia rozpocznie się Australian Open. Zanim jednak Polka stanie do walki o skompletowanie karierowego Wielkiego Szlema, wystąpi w barwach reprezentacji Polski w turnieju United Cup w Sydney. Biało-Czerwoni w fazie grupowej zmierzą się z Niemcami oraz Holandią, a liderka kadry intensywnie trenuje przed inauguracyjnym meczem z Evą Lys.

    Choć kalendarz wskazuje już 2026 rok, a kibice żyją emocjami nowego sezonu, tenisowy świat wciąż podsumowuje wydarzenia minionych dwunastu miesięcy. Jednym z tych, którzy postanowili dokładnie przyjrzeć się ostatniemu rokowi, był Andy Roddick. Były lider rankingu ATP na swoim kanale omówił pięć czołowych tenisistek świata, a w dyskusji towarzyszyli mu Mike Hayden oraz Jon Wertheim.

    Roddick w niezwykle ciepłych słowach wypowiedział się o Idze Świątek. Szczególne wrażenie zrobiły na nim jej triumfy na Wimbledonie oraz w Cincinnati, znacząca poprawa serwisu, a także sposób, w jaki Polka potrafiła odwrócić losy sezonu, który ostatecznie okazał się dla niej bardzo udany.

    Amerykanin nie poprzestał jednak na podsumowaniu, wybiegając myślami daleko w przyszłość i wróżąc Świątek kolejne wielkie sukcesy.
    – Przez cały rok była numerem dwa. Spójrzmy na jej całkowity dorobek w turniejach wielkoszlemowych i na to, w jakim znajduje się towarzystwie. Potem wróćmy do tej rozmowy – mówił Roddick. – Ona znów będzie wygrywać Rolanda Garrosa, i to wielokrotnie. To wróci. Nie będzie co roku zmagała się z problemami mentalnymi na tym etapie sezonu – dodał.

    Zachwytu nad całokształtem kariery Polki nie krył także Mike Hayden, który przyznał, że liczby osiągane przez Świątek są wręcz trudne do uwierzenia.
    – Musiałem dwukrotnie sprawdzić jej statystyki, bo coś mi się nie zgadzało. Ona ma już 404 zwycięstwa w karierze i tylko 92 porażki – stwierdził.
    – A ma dopiero 24 lata – dorzucił Jon Wertheim.
    – To jakiś żart – podsumował Roddick, nie kryjąc podziwu. – Będzie lepsza niż większość członków Galerii Sław. W tym kierunku zmierza. Jest po prostu niesamowicie dobra – zaznaczył.

    Triumfator US Open z 2003 roku został zapytany również o to, czy widzi Igę Świątek w gronie głównych faworytek najbliższego Australian Open. Jego odpowiedź nie pozostawiła wątpliwości. Roddick podkreślił, że dotyczy to nie tylko turnieju w Melbourne, ale praktycznie każdej imprezy, jaka zostanie rozegrana w ciągu najbliższych pięciu lat.

    – Ona zawsze jest jedną z faworytek. Świetnie grała poprzednim razem w Australii. To nie jest tak, że źle weszła w poprzedni sezon – zaznaczył. Po czym dodał jeszcze mocniej:
    – Pójdę o krok dalej. Wskażcie dowolny turniej w ciągu najbliższych pięciu lat, a moja odpowiedź prawdopodobnie będzie brzmiała: „tak”. Taka jest Iga Świątek. Po prostu.

  • Wiktorowski nie dowierzał w to, co robi Osaka! Demolka w hicie United Cup

    Wiktorowski nie dowierzał w to, co robi Osaka! Demolka w hicie United Cup

    Grecja objęła prowadzenie w rywalizacji z Japonią w United Cup, a wszystko dzięki znakomitemu występowi Marii Sakkari. Greczynka zaprezentowała ogromną determinację, była konsekwentna i walczyła o każdą piłkę, co przyniosło niespodziewany efekt. 52. zawodniczka rankingu WTA sprawiła sensację, pokonując Naomi Osakę, która momentami grała bardzo nerwowo, popełniała wiele błędów i oddawała rywalce punkty bez walki. Szczególnie wyraźna przewaga Sakkari była widoczna w drugim secie.

    United Cup dopiero się rozpoczął, a emocji nie brakowało już od pierwszych spotkań. Na inaugurację Hiszpania zmierzyła się z Argentyną, jednak rywalizacja okazała się jednostronna. Argentyńczycy wygrali wszystkie trzy mecze – singlowe starcia kobiet i mężczyzn oraz pojedynek mikstów – triumfując 3:0. Chwilę później na kort wyszli reprezentanci Grecji i Japonii, a już pierwszy mecz zapowiadał się na prawdziwy hit.

    Nerwowy początek i przełom w końcówce seta

    Rywalizację rozpoczęły liderki obu drużyn. Po stronie Grecji wystąpiła Maria Sakkari, obecnie 52. rakieta świata, natomiast Japonię reprezentowała Naomi Osaka – była liderka rankingu WTA, aktualnie sklasyfikowana na 16. miejscu. Japonka po raz pierwszy od 2022 roku wróciła do czołowej dwudziestki, m.in. dzięki współpracy z Tomaszem Wiktorowskim, byłym trenerem Igi Świątek. Przed meczem to Osaka uchodziła za wyraźną faworytkę.

    Początek spotkania kompletnie jednak jej nie wyszedł. Już w pierwszym własnym gemie serwisowym popełniła aż trzy podwójne błędy, co natychmiast wykorzystała Sakkari. Greczynka przełamała rywalkę po bardzo długim i zaciętym gemie, w którym rozegrano aż 13 wymian, i objęła prowadzenie 2:0. Radość nie trwała jednak długo, bo chwilę później sama straciła koncentrację i dała się przełamać.

    Po wyrównaniu na 2:2 gra stała się niezwykle wyrównana. Zawodniczki raz rozgrywały bardzo długie, wyczerpujące gemy, innym razem kończyły je błyskawicznie. Kluczowy okazał się dziesiąty gem pierwszego seta. Osaka znalazła się w nim pod ogromną presją i nie zdołała jej udźwignąć. Sakkari wypracowała kilka piłek setowych i wykorzystała trzecią z nich, wygrywając partię 6:4. Sam set trwał aż 57 minut, co najlepiej oddaje skalę walki na korcie.

    Jednostronny drugi set i sensacja stała się faktem

    W drugiej odsłonie spotkania Sakkari nie zwolniła tempa. Nadal imponowała walecznością i konsekwencją, nie odpuszczała żadnej piłki. Już w trzecim gemie znalazła się w trudnej sytuacji, broniąc dwóch break pointów Osaki, ale wyszła z opresji w efektownym stylu. Chwilę później sama przełamała Japonkę i objęła prowadzenie 3:1.

    Na tym jednak nie poprzestała. Kolejne przełamanie w szóstym gemie pozwoliło jej odskoczyć na 5:1 i serwować po zwycięstwo. Choć przy pierwszej próbie nie udało się jeszcze zakończyć meczu – pojawiła się nerwowość i Osaka zdołała odpowiedzieć przełamaniem – to był tylko chwilowy zryw Japonki. W ósmym gemie Sakkari ponownie przełamała rywalkę i zakończyła seta wynikiem 6:2. Druga partia trwała zaledwie 37 minut, a całe spotkanie zakończyło się pewnym zwycięstwem Greczynki 2:0.

    Maria Sakkari – Naomi Osaka 6:4, 6:2
    Grecja – Japonia 1:0

    Teraz na kort wyjdą panowie. Grecję reprezentować będzie Stefanos Tsitsipas, obecnie 36. tenisista świata, natomiast po stronie Japonii zagra 99. w rankingu Shintaro Mochizuki. Po meczu singlowym mężczyzn zaplanowano jeszcze pojedynek mikstów, który może okazać się decydujący dla losów całej rywalizacji.

  • Tak Tusk chce “dokręcić śrubę” kibolom. Rzecznik rządu tłumaczy

    Tak Tusk chce “dokręcić śrubę” kibolom. Rzecznik rządu tłumaczy

    Rząd alarmuje, że w ostatnich miesiącach wyraźnie wzrosła liczba przestępstw, aktów agresji oraz skandalicznych zachowań związanych ze środowiskami kibolskimi i chuligańskimi. Premier Donald Tusk w noworocznym orędziu zapowiedział zdecydowaną walkę z każdą osobą z tych kręgów, która wejdzie w konflikt z prawem. Do tych deklaracji odniósł się rzecznik rządu Adam Szłapka, podkreślając, że państwo nie zamierza dłużej tolerować poczucia bezkarności.

    Niechęć Donalda Tuska do środowisk kibolskich nie jest nowością i sięga kilkunastu lat wstecz. W tym roku temat ten znalazł się jednak wśród kluczowych wątków noworocznego wystąpienia premiera. – Dociśniemy śrubę przestępcom wszelkiej maści – czy to będzie król kiboli, handlarz narkotyków, skorumpowany polityk czy rosyjski bojówkarz. Każdy, bez wyjątku, kto łamie prawo, w nadchodzącym roku gorzko tego pożałuje. Nie pozwolimy, by grupy przestępcze znów podniosły głowę, a na ulicę wróciła przemoc. Polska ma być i będzie oazą bezpieczeństwa – zapowiedział Tusk.

    Seria brutalnych incydentów

    W ostatnim czasie opinia publiczna regularnie słyszy o kolejnych przestępstwach przypisywanych osobom związanym ze środowiskami kibolskimi. W Gdyni brutalnie pobito 12-letniego chłopca tylko dlatego, że kibicował innej drużynie. Na Podlasiu doszło do napaści na autokar z kibicami Rayo Vallecano, którzy jechali na mecz z Jagiellonią Białystok w Lidze Konferencji.

    Głośno było również o sprawie kiboli Lechii Gdańsk, którzy mieli handlować bronią pochodzącą z Ukrainy i prowadzić działania dywersyjne na rzecz Rosji – w grudniu ruszył w tej sprawie proces sądowy. Na Górnym Śląsku służby rozbiły grupę przemycającą migrantów na Zachód, a jesienią stołeczna policja zlikwidowała gang zajmujący się handlem narkotykami. Do tego dochodzi brutalna wojna między frakcjami kiboli Motoru Lublin, w której dochodziło do pobić, a nawet zabójstw. W 2024 roku kibole Legii mieli z kolei pobić rosyjskiego opozycjonistę na zlecenie.

    Rzecznik rządu: nie ma zgody na bezkarność

    Zdaniem premiera tego rodzaju przestępczość musi być zwalczana bez kompromisów. W podobnym tonie wypowiedział się rzecznik rządu Adam Szłapka. Podkreślił, że władze traktują problem bardzo poważnie i dostrzegają realne zagrożenie dla bezpieczeństwa obywateli.

    – Nie znam środowiska kiboli, ale każdy, kto łamie prawo, musi liczyć się z ostrą reakcją państwa. Nie będę tego interpretował – pan premier mówił wyraźnie o sabotażystach. Generalnie wiemy, że środowiska kibolskie – i podkreślam, nie mówię o zwykłych kibicach – w ostatnim czasie poczuły się bezkarne – powiedział Szłapka w programie „Graffiti” na antenie Polsat News.

    Rzecznik przypomniał także najbardziej bulwersujące sprawy z ostatnich miesięcy. – Pamiętamy przypadek 12-latka na Pomorzu, który był bestialsko męczony. Pamiętamy wydarzenia na Podlasiu, gdzie przygotowywano ustawkę. Nie ma i nie będzie zgody na łamanie prawa w Polsce – zaznaczył.

    Zapowiedzi rządu jasno pokazują, że w 2026 roku polityka wobec przestępczości związanej ze środowiskami kibolskimi ma być znacznie ostrzejsza, a państwo chce wysłać sygnał, że era pobłażania definitywnie się kończy.

  • Rząd wstrzymuje reformę rynku pracy. “Tusk postawił sprawę na ostrzu noża”

    Rząd wstrzymuje reformę rynku pracy. “Tusk postawił sprawę na ostrzu noża”

    Miała to być jedna z kluczowych reform rynku pracy zaplanowanych na 2026 rok. Dziś jednak jej los stoi pod dużym znakiem zapytania. Zmiany dotyczące tzw. umów śmieciowych mogą w ogóle nie wejść w życie, a wszystko przez poważny konflikt, który wybuchł wewnątrz rządu.

    Pod znakiem zapytania znalazła się reforma Państwowej Inspekcji Pracy. Szefowa Rządowego Centrum Legislacji Joanna Knapińska przyznała w rozmowie z money.pl, że projekt w obecnym kształcie nie będzie dalej procedowany. – Zwróciłam go pani minister jeszcze na etapie Rady Ministrów – powiedziała. Teraz oczekuje się, że ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk przedstawi poprawioną wersję ustawy.

    Jak się okazuje, obecna propozycja jest nie do zaakceptowania dla części rządu, w tym dla premiera Donalda Tuska. Spór wokół reformy był na tyle poważny, że podczas posiedzenia Rady Ministrów we wtorek, 30 grudnia, doszło do ostrej awantury.

    Rząd w konflikcie o reformę rynku pracy

    Kością niezgody stał się przede wszystkim zapis przyznający Państwowej Inspekcji Pracy prawo do przekształcania nieprawidłowo zawartych umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. Projekt z takim rozwiązaniem jest jednym z tzw. kamieni milowych w ramach Krajowego Planu Odbudowy i był już wcześniej omawiany na forum rządu. Wówczas padło jednoznaczne „nie”, jednak resort pracy nie zrezygnował z prób forsowania zmian.

    Jak informuje TVN24, taka postawa miała wyjątkowo zirytować Donalda Tuska, który poczuł się wprowadzony w błąd. Podczas posiedzenia rządu premier domagał się wyjaśnień od Agnieszki Dziemianowicz-Bąk oraz Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, pytając, dlaczego projekt w tej formie trafił pod obrady. Po jego pytaniach zapadała niezręczna cisza, a sama dyskusja miała trwać ponad godzinę.

    Według relacji TVN24 premier był wyraźnie poirytowany, uznając tłumaczenia minister pracy za zbyt długie i niekonkretne. Efekt? Prace nad reformą PIP zostały wstrzymane. Ich wznowienie będzie możliwe dopiero po przedstawieniu nowej wersji projektu.

    – Premier jasno dał do zrozumienia, że obecny kształt ustawy jest nie do przyjęcia i postawił sprawę na ostrzu noża. Nakazał wycofanie projektu z porządku prac rządu i odesłanie go do resortu pracy. Jeśli ministra Dziemianowicz-Bąk nie wprowadzi istotnych poprawek, reforma upadnie – powiedział anonimowy polityk w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

    KPO komplikuje manewr rządu

    Planowane korekty mają dotyczyć przede wszystkim uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy – właśnie tych, które wywołały największy sprzeciw. Problem polega na tym, że są one jednym z kamieni milowych KPO. Wycofanie się z kontrowersyjnego zapisu może skutkować wstrzymaniem unijnych środków. Alternatywą byłoby renegocjowanie warunków podczas kolejnej rewizji KPO, co jednak również nie jest łatwe.

    Warto dodać, że uprawnienia PIP i tak zostały już wcześniej ograniczone w porównaniu z pierwotnymi założeniami. Zrezygnowano m.in. z działania decyzji inspekcji wstecz oraz z ich natychmiastowej wykonalności.

    Pracodawcy biją na alarm. Na liście zagrożeń także szpitale

    Mimo tych ustępstw projekt nadal budzi zdecydowany sprzeciw pracodawców. – Sprzeciwiamy się propozycjom zawartym w projekcie ustawy i apelujemy o rezygnację z zaproponowanych przepisów – mówił prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan oraz przewodniczący zespołu Rady Dialogu Społecznego ds. prawa pracy.

    Konfederacja Lewiatan podkreśla, że obecna sytuacja na rynku pracy – niskie bezrobocie i wysoki popyt na pracowników – sprawia, iż to zatrudnieni w praktyce decydują o formie współpracy. Zdaniem organizacji, wystarczające byłoby usprawnienie istniejących mechanizmów ochrony pracowników, bez tak daleko idącej ingerencji.

    Jako przykład często przywoływane są zawody medyczne. Wielu lekarzy pracuje dziś na kontraktach B2B lub w ramach własnej działalności gospodarczej. Dyrektor Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego im. prof. Orłowskiego w Warszawie Tomasz Kopiec ostrzegał w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną”, że w przypadku przymusowego przechodzenia na etaty „większość zabiegowców czy radiologów z dnia na dzień przeniesie się do sektora prywatnego”.

    – Na umowie o pracę nie będą w stanie zarabiać tyle, co obecnie. Alternatywą byłyby żądania pensji rzędu 100 tysięcy złotych miesięcznie – podkreślał.

  • W mediach aż huczy o Świątek i Alcarazie. Wszystkie oczy na nich

    W mediach aż huczy o Świątek i Alcarazie. Wszystkie oczy na nich

    Iga Świątek i Carlos Alcaraz przed historyczną szansą. Zagraniczne media nie mają wątpliwości

    Iga Świątek oraz Carlos Alcaraz mogą przejść do historii już podczas tegorocznego Australian Open. Taką tezę stawiają prestiżowe zagraniczne portale tenisowe, które zgodnie podkreślają, że styczeń 2026 roku może okazać się przełomowy zarówno dla Polki, jak i Hiszpana.

    Oboje mają obecnie na koncie po sześć triumfów wielkoszlemowych. Świątek czterokrotnie wygrywała Roland Garros (2020, 2022–2024), a także sięgała po tytuły na Wimbledonie (2025) i US Open (2022). Alcaraz dwukrotnie triumfował we French Open (2024–2025), dwukrotnie na Wimbledonie (2023–2024) oraz dwukrotnie w US Open (2022, 2025).

    Jeden brakujący element

    Łączy ich jedno – żadne z nich nigdy nie wygrało Australian Open. To właśnie ten turniej pozostaje ostatnim brakującym elementem do skompletowania Karierowego Wielkiego Szlema. Jak zauważa portal tennis365.com, jeśli Świątek i Alcaraz sięgnęliby po tytuły w Melbourne, staliby się pierwszą taką parą w historii, która dokonałaby tego wyczynu podczas tej samej edycji turnieju.

    „Świątek i Alcaraz walczą nie tylko o siódmy tytuł wielkoszlemowy w karierze, ale również o wyjątkowy kamień milowy. Brakuje im jednego turnieju do skompletowania Karierowego Wielkiego Szlema” – czytamy na łamach portalu.

    Dla Igi Świątek byłoby to pierwsze takie osiągnięcie w karierze. Alcaraz miał już okazję dokonać tego wcześniej, jednak nie zdołał wykorzystać swojej szansy.

    Elitarne grono

    Dotychczas w erze Open Karierowy Wielki Szlem zdobyło zaledwie 12 zawodniczek i zawodników. W tym gronie znaleźli się m.in. Margaret Court, Rod Laver, Billie Jean King, Chris Evert, Martina Navratilova, Steffi Graf, Andre Agassi, Serena Williams, Roger Federer, Rafael Nadal, Maria Szarapowa oraz Novak Djoković, który jako ostatni dokonał tego w 2016 roku.

    Australian Open wciąż wyzwaniem

    O potencjalnym historycznym wyczynie Świątek i Alcaraza pisze również Tennisuptodate.com, zwracając uwagę, że mimo ogromnych sukcesów w innych turniejach wielkoszlemowych, Australian Open od lat pozostaje dla nich problematyczny.

    Portal podkreśla, że Polka nigdy nie dotarła w Melbourne do finału. Jej najlepsze wyniki to półfinały w 2022 i 2025 roku. „Świątek miała swoje szanse, ale wciąż nie osiąga w Australian Open poziomu, jakiego się od niej oczekuje” – zauważają dziennikarze, przypominając jej wcześniejsze odpadnięcia oraz bolesne porażki, m.in. z Danielle Collins i późniejszą mistrzynią Madison Keys.

    Jeszcze skromniej prezentuje się dorobek Alcaraza w Melbourne. Hiszpan dwukrotnie docierał tam do ćwierćfinału – w 2024 i 2025 roku – i na tym etapie kończył swój udział w turnieju.

    Motywacja na maksimum

    Jedno jest pewne: zarówno Świątek, jak i Alcaraz przystąpią do Australian Open 2026 niezwykle zmotywowani. Stawką jest nie tylko kolejny wielkoszlemowy tytuł, ale także miejsce w absolutnej historii tenisa. Jeśli uda im się przełamać dotychczasową niemoc w Melbourne, ich nazwiska mogą na stałe trafić do grona legend.