Author: newuser

  • Na Nawrockiego czeka ustawa pułapka. Rząd już zdecydował

    Na Nawrockiego czeka ustawa pułapka. Rząd już zdecydował

    Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o sporcie. To już kolejne podejście do zmian w tym obszarze prawa – poprzednia wersja, przygotowana jeszcze za kadencji ministra Sławomira Nitrasa, nie weszła w życie z powodu sprzeciwu prezydenta Andrzeja Dudy. W nowym projekcie usunięto zapisy budzące największe kontrowersje, choć nie oznacza to wcale, że ustawa bez problemów uzyska podpis obecnej głowy państwa, Karola Nawrockiego.

    Projekt nowelizacji był procedowany w środę i został formalnie przyjęty na posiedzeniu rządu. Teraz trafi do Sejmu, gdzie rozpocznie się dalszy etap prac legislacyjnych.

    Większe wsparcie dla matek w kadrze narodowej

    Jedna z kluczowych zmian dotyczy zawodniczek reprezentacji narodowych, które zdecydowały się na macierzyństwo. Zgodnie z nowymi przepisami okres pobierania stypendium po urodzeniu dziecka zostanie wydłużony z sześciu miesięcy do pełnego roku. Co więcej, zmienia się również jego wysokość – zamiast dotychczasowych 50 procent, zawodniczki mają otrzymywać 81,5 procent wcześniej przyznanego świadczenia. To rozwiązanie ma poprawić bezpieczeństwo finansowe sportsmenek i ułatwić im powrót do rywalizacji na najwyższym poziomie.

    Sędziowie jak funkcjonariusze publiczni

    Druga istotna zmiana dotyczy ochrony prawnej sędziów sportowych. Nowelizacja zakłada objęcie arbitrów taką samą ochroną, jaka przysługuje funkcjonariuszom publicznym. W praktyce oznacza to, że wszelkie przypadki znieważenia, gróźb czy ataków fizycznych wobec sędziów nie będą już ścigane z oskarżenia prywatnego. Po wejściu ustawy w życie każde takie przestępstwo będzie ścigane z urzędu, a prokuratura podejmie działania z chwilą uzyskania informacji o podejrzeniu popełnienia czynu zabronionego.

    O takie rozwiązanie środowisko sędziowskie apelowało od lat, zwłaszcza arbitrzy piłkarscy, którzy szczególnie często spotykają się z agresją – zarówno słowną, jak i fizyczną. Problem ten jest najbardziej widoczny w niższych klasach rozgrywkowych, gdzie poziom zabezpieczenia meczów jest nieporównywalnie mniejszy niż w ekstraklasie czy I lidze.

    Nowe kompetencje Instytutu Sportu

    Trzeci filar nowelizacji dotyczy rozszerzenia uprawnień Instytutu Sportu – Państwowego Instytutu Badawczego w zakresie finansowania przygotowań kadr narodowych. Chodzi o sytuacje, w których związek sportowy nie jest w stanie samodzielnie ponosić kosztów funkcjonowania reprezentacji.

    Takie problemy pojawiły się m.in. w ubiegłym roku, gdy reprezentacja Polski hokeistek miała wziąć udział w olimpijskim turnieju kwalifikacyjnym w Japonii. Polski Związek Hokeja na Lodzie, pogrążony w poważnych kłopotach finansowych, nie dysponował odpowiednimi środkami. Ministerstwo Sportu mogło przekazać pieniądze, ale nie bezpośrednio na konto związku, ponieważ te środki zostałyby zajęte przez komornika. – W Polsce są związki sportowe z zadłużeniem i zobowiązaniami egzekucyjnymi, których nie mogę finansować – tłumaczył wówczas Sławomir Nitras.

    Wcześniej podobne sytuacje rozwiązywano poprzez współpracę z Polskim Komitetem Olimpijskim, który pośredniczył w finansowaniu kadr. Konflikt Nitrasa z prezesem PKOl Radosławem Piesiewiczem sprawił jednak, że minister nie chciał korzystać z tej ścieżki. Ostatecznie wyjazd hokeistek sfinansował Śląski Związek Hokeja, który otrzymał dotację z resortu.

    Dlaczego Duda powiedział „nie” i dlaczego Nawrocki może mieć dylemat

    Rozszerzone kompetencje Instytutu Sportu znalazły się już w poprzedniej wersji nowelizacji, przygotowanej za czasów Nitrasa. Projekt przeszedł przez parlament, ale prezydent Andrzej Duda odmówił jego podpisania i skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Jego sprzeciw dotyczył przede wszystkim zapisów o parytetach płci we władzach związków sportowych oraz obowiązkowym udziale przedstawicieli kadr narodowych w zarządach. Zdaniem prezydenta były to regulacje zbyt głęboko ingerujące w konstytucyjną wolność zrzeszania się. Dodatkowo za niespełnienie tych wymogów groziły związkom dotkliwe sankcje finansowe.

    W nowym projekcie kontrowersyjnych zapisów już nie ma, ale to wcale nie gwarantuje spokojnej drogi do podpisu prezydenta. Po pierwsze, nie ma pewności, czy Sejm nie wprowadzi do ustawy kolejnych poprawek. Po drugie, sporo emocji może wzbudzić kwestia ochrony sędziów w kontekście zachowań kibiców. Choć nikt nie zamierza ścigać fanów za hasła w rodzaju „sędzia kalosz”, to już popularne przyśpiewki sugerujące korupcję arbitra mogą zostać uznane za znieważenie funkcjonariusza publicznego podczas wykonywania obowiązków – a to przestępstwo ścigane z urzędu.

    W efekcie prezydent Karol Nawrocki może znaleźć się w trudnym położeniu. Z jednej strony trudno podważać potrzebę lepszej ochrony sędziów, szczególnie w piłce nożnej. Z drugiej – jako deklarowany kibic Lechii Gdańsk, może narazić się środowisku fanów, dla których nowe przepisy oznaczają koniec bezkarności zachowań dotychczas tolerowanych na trybunach.

  • Niebywały występ Świątek. Czekała na to 784 dni. “Nie jest w stanie”

    Niebywały występ Świątek. Czekała na to 784 dni. “Nie jest w stanie”

    Jednostronny półfinał i zapowiedź rewanżu. Joint znów na drodze Świątek

    We wrześniu, w półfinale turnieju WTA w Seulu, Iga Świątek nie pozostawiła Mai Joint najmniejszych złudzeń, zwyciężając 6:0, 6:2. Był to wyjątkowy dzień dla Polki – po raz pierwszy od ponad dwóch lat wygrała dwa mecze jednego dnia w imprezie rangi WTA. Teraz Australijka stanie przed szansą rewanżu. W piątek obie tenisistki zmierzą się w ćwierćfinale drużynowego United Cup.

    Reprezentacja Polski bez większych problemów wygrała grupę F turnieju United Cup 2026 rozgrywanego w Australii. Biało-Czerwoni pokonali zarówno Niemców, jak i Holendrów po 3:0 i pewnie zameldowali się w fazie pucharowej. W ćwierćfinale ich rywalami będą gospodarze, a to oznacza m.in. singlowy pojedynek Igi Świątek, wiceliderki rankingu WTA, z 19-letnią Mają Joint, obecnie 32. rakietą świata.

    Dotychczas Świątek i Joint spotkały się tylko raz – właśnie 20 września 2025 roku w Seulu. Tamto starcie było popisem Polki, która wygrała 6:0, 6:2 w zaledwie 67 minut. Co więcej, kilka godzin wcześniej Świątek rozegrała jeszcze jeden mecz, pokonując Barborę Krejcikovą 6:0, 6:3. Był to pierwszy od 784 dni przypadek, gdy Iga jednego dnia wyszła na kort dwukrotnie w turnieju WTA. Wcześniej podobna sytuacja miała miejsce podczas Poland Open w Warszawie w lipcu 2023 roku, gdy w półfinale ograła Janinę Wickmayer, a następnie w finale Laurę Siegemund.

    Joint bez argumentów

    W Korei Południowej zupełnie nie było widać po Świątek zmęczenia wcześniejszym spotkaniem. W pierwszym secie meczu z Joint trzykrotnie przełamała serwis Australijki, nie musiała bronić ani jednego break pointa, a cała partia trwała zaledwie 25 minut. Przyczyn tak jednostronnego przebiegu nie miał wątpliwości komentujący to spotkanie trener Dawid Celt.

    – Z takim wprowadzaniem piłki do gry ona nie będzie w stanie zagrozić Idze. Tam nie ma prędkości na serwisie, jest tylko wprowadzanie piłki. Iga nie odczuwa żadnej presji – oceniał na antenie Canal+ Sport. Po kolejnym przełamaniu dodawał wprost, że Joint nie jest w stanie postawić się Polce ani serwisem, ani fizycznością, a wynik w pełni oddaje różnicę poziomów. W pierwszym secie Świątek zdobyła aż 25 punktów, przy zaledwie dziewięciu rywalki.

    Druga partia była nieco bardziej wyrównana. Joint rozpoczęła ją od utrzymania serwisu i zdołała nawet przełamać Polkę. Świątek jednak odpowiedziała z nawiązką, przełamując Australijkę trzykrotnie. Komentatorzy zwracali uwagę, że młoda zawodniczka z Antypodów nie wytrzymuje tempa narzucanego przez Polkę. W pewnym momencie Iga poczuła się na tyle swobodnie, że zdecydowała się na skrót – zagranie, z którego rzadko korzysta w oficjalnych meczach. Punktu co prawda nie zdobyła, ale jak zauważył Maciej Zaręba, sama próba była dowodem pełnej kontroli nad spotkaniem. Chwilowa strata serwisu nie wybiła jej z rytmu.

    Warto dodać, że również Joint miała tamtego dnia w nogach dwa spotkania. Dwie godziny wcześniej sensacyjnie pokonała Clarę Tauson 6:0, 6:3, przez co kibice stracili szansę na rewanż Świątek z Dunką za porażkę w Montrealu. Awans Australijki do półfinału był jednak w pełni zasłużony. Sezon 2025 był dla niej przełomowy, choć w starciu z Igą zabrakło jej argumentów.

    Gwiazda młodego pokolenia

    Joint jest jedną z największych rewelacji ostatnich dwunastu miesięcy. Sezon zaczynała jako 118. tenisistka świata, a zakończyła go już na 32. pozycji. Dotarła do półfinału turnieju WTA w Hobart, ćwierćfinału w Meridzie, a także wygrała imprezy w Rabacie i Eastbourne. W tym ostatnim finale po dramatycznym tie-breaku 12:10 pokonała Alexandrę Ealę. Jesienią dołożyła półfinały w Seulu i Hongkongu, co pozwoliło jej zostać pierwszą rakietą Australii, wyprzedzając m.in. Darię Kasatkinę, byłą zawodniczkę top 10.

    Czas na rewanż?

    Kilka dni temu Joint zadebiutowała w United Cup. W meczu z Czechami przegrała z Barborą Krejcikovą 4:6, 1:6, a wcześniej z powodu choroby nie zagrała przeciwko Norwegii. Wszystko wskazuje jednak na to, że jest już gotowa do gry, bo Australijczycy zapowiedzieli jej występ w piątkowym ćwierćfinale ze Świątek.

    Polka będzie wyraźną faworytką, ale musi zachować czujność. Młode zawodniczki potrafią rozwijać się bardzo szybko, co Świątek odczuła niedawno w meczu z Ewą Lys. Wcześniej ogrywała Niemkę bardzo łatwo, tym razem jednak zwycięstwo przyszło dopiero po trzysetowej walce.

    Rywalizacja Australia – Polska rozpocznie się od singla pań. Następnie na kort wyjdą Hubert Hurkacz i Alex de Minaur, a na koniec zaplanowano miksta. Po stronie gospodarzy zagrać mają Storm Hunter i John-Patrick Smith, natomiast w polskiej ekipie zgłoszeni są Iga Świątek i Hubert Hurkacz, choć kapitanowie mogą jeszcze dokonać zmian. Początek ćwierćfinału o 7.30 czasu polskiego, transmisja w Polsacie Sport.

  • Kaczyńskiemu wyrasta rywal, prezes PiS ostrzega. Odsłaniamy kulisy

    Kaczyńskiemu wyrasta rywal, prezes PiS ostrzega. Odsłaniamy kulisy

    Kaczyński ostrzega przed Braunem. W PiS narasta niepokój o prawą flankę i relacje z USA – kulisy

    Jarosław Kaczyński coraz uważniej przygląda się rosnącym notowaniom Grzegorza Brauna. Jak wynika z rozmów z politykami Prawa i Sprawiedliwości, prezes partii realnie obawia się wzmocnienia ugrupowania Korony Polskiej i wprost przestrzega swoich posłów przed jakimikolwiek rozważaniami o przyszłej współpracy. W jego ocenie taki sojusz mógłby poważnie zaszkodzić relacjom Polski ze Stanami Zjednoczonymi. W samym PiS słychać jednak głosy, że poświęcanie Braunowi tak dużej uwagi może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego.

    Apel o jedność w cieniu partyjnych sporów

    Podczas ostatniego wyjazdowego posiedzenia klubu parlamentarnego PiS Jarosław Kaczyński znaczną część wystąpienia poświęcił kwestii jedności i konieczności „zwierania szeregów”. Była to wyraźna reakcja na ostatnie tygodnie, w których wewnętrzne napięcia w partii osiągnęły niespotykany dotąd poziom. Rywalizujące ze sobą frakcje zaczęły atakować się publicznie, często w bardzo ostrym tonie, a prezes – jak przyznają sami politycy PiS – miał coraz większy problem z opanowaniem sytuacji.

    W partyjnych kuluarach liczono, że przerwa świąteczno-noworoczna pozwoli na chwilowe wyciszenie emocji. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała te nadzieje.

    Seria spotkań prezesa PiS

    Zanim doszło do posiedzenia klubu, odbyło się spotkanie prezydium komitetu politycznego PiS. Jeszcze wcześniej, tuż po Nowym Roku, Jarosław Kaczyński spotkał się na długą rozmowę w cztery oczy z Mateuszem Morawieckim. Wszystkie te działania miały jeden cel: ograniczenie konfliktu pomiędzy obozem byłego premiera a jego wewnątrzpartyjnymi przeciwnikami, którzy nie chcą widzieć Morawieckiego ani w roli jednego z liderów, ani tym bardziej jako potencjalnego kandydata na premiera.

    Prezes postanowił rozegrać sprawę po swojemu. Oświadczył, że to nie jest moment na rozstrzyganie personalnych ambicji i wybór kandydata na szefa rządu, bo priorytetem powinna być praca programowa. Podkreślał, że w PiS jest „miejsce dla różnych skrzydeł” i że partia musi „grać na różnych fortepianach”, traktując wewnętrzne różnice jako atut, a nie problem.

    Czy te słowa uspokoiły sytuację? – Spór nie zniknie, najwyżej na chwilę ucichnie – mówi jeden z polityków PiS. – Prezes chciał przede wszystkim pokazać jedność: stąd oświadczenie po prezydium i późniejsze wystąpienie na klubie w tonie apelującym o wspólny marsz – dodaje.

    Demonstracja jedności i chłodne nastroje

    W publicznym oświadczeniu Kaczyński zapewniał, że prace programowe będą oczywiście generować dyskusje, ale „z całą pewnością nie będą to dyskusje prowadzące do napięć czy rozłamów”. – To są marzenia naszych przeciwników i one się nie spełnią – przekonywał.

    Obok prezesa stanęli wszyscy wiceprezesi partii, w tym także ci najbardziej skonfliktowani: Mateusz Morawiecki, Joachim Brudziński, Przemysław Czarnek, Tobiasz Bocheński, Elżbieta Witek i Patryk Jaki. Obrazek miał symbolizować jedność, choć – jak przyznają sami posłowie – nastroje w partii dalekie są od euforii.

    Wyjazdowe posiedzenie klubu odbyło się w Sękocinie, w tym samym miejscu, gdzie w lipcu ubiegłego roku parlamentarzyści PiS spotykali się z Karolem Nawrockim, krótko po wygranych wyborach prezydenckich. – Wtedy była euforia i poczucie, że jesteśmy na fali. Teraz atmosfera była zdecydowanie chłodniejsza – relacjonuje jeden z posłów, obecny na obu spotkaniach.

    Braun jako temat numer jeden

    Z rozmów z parlamentarzystami PiS wynika, że szczególnie mocno wybrzmiał jeden wątek: jednoznaczne odcięcie się od Grzegorza Brauna i wykluczenie jakiejkolwiek powyborczej współpracy.

    – Prezes mówił wprost, że koalicja z Braunem nie wchodzi w grę. Mamy nie atakować jego wyborców, nie wdawać się w niepotrzebne spory, ale od samego Brauna i jego formacji mamy się wyraźnie dystansować – opowiada jeden z posłów.

    Inny rozmówca podkreśla, że Kaczyński ponownie odwoływał się do argumentu relacji międzynarodowych. – Wprost mówił, że współpraca z Braunem oznaczałaby poważny kryzys w relacjach polsko-amerykańskich. Powoływał się nawet na rozmowę z wysoko postawionym przedstawicielem administracji USA, który miał go przed tym ostrzegać – słyszymy.

    Przekaz był jasny: PiS powinno zrobić wszystko, by po wyborach w 2027 roku nie znaleźć się w sytuacji, w której głosy ugrupowania Brauna byłyby niezbędne do stworzenia większości.

    Spór wewnątrz PiS i satysfakcja jednej frakcji

    Słowa prezesa zostały z zadowoleniem przyjęte przez zwolenników Mateusza Morawieckiego. Przypominają oni, że o ewentualnej koalicji z Braunem publicznie mówił Jacek Sasin, uważany za głównego oponenta byłego premiera w partyjnych rozgrywkach.

    – Jeśli wyborcy zdecydują, że partia Grzegorza Brauna wejdzie do Sejmu i okaże się, że bez niej nie da się zbudować większości, to trzeba będzie to poważnie rozważyć – mówił jakiś czas temu Sasin w TVN24, dodając, że wolałby Brauna niż Donalda Tuska.

    Kim są wyborcy Brauna i czego boi się PiS

    Obawy Kaczyńskiego mają związek z sondażami. W najnowszym badaniu United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna uzyskała 9,7 proc. poparcia, zajmując czwarte miejsce – za Koalicją Obywatelską (30,9 proc.), PiS (25,9 proc.) oraz Konfederacją Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka (11,2 proc.).

    PiS analizowało przepływy elektoratu i – jak twierdzą partyjni politycy – nie są one masowe. – Wyborcy Brauna to inny profil: młodsi, głównie mężczyźni, bardzo radykalni i antysystemowi – mówi jeden z rozmówców. Wskazuje, że elektorat Korony Polskiej składa się z byłych wyborców Konfederacji, sympatyków drobnych radykalnych ugrupowań, takich jak Polska Jest Jedna, oraz części wyborców PiS.

    – My nie tracimy dlatego, że ludzie masowo przechodzą do Brauna. Tracimy, bo nasi wyborcy deklarują, że nie pójdą na wybory albo nie wiedzą, na kogo głosować. I to o nich powinniśmy walczyć – przekonuje polityk PiS. – Niepotrzebnie prezes poświęca Braunowi tyle uwagi, bo tylko go w ten sposób wzmacnia – dodaje.

    Dlaczego Kaczyński reaguje tak ostro?

    Zdaniem rozmówców powodów jest kilka. – Prezes nie lubi, gdy coś wyrasta mu po prawej stronie. Do tego dochodzi obawa o relacje z Amerykanami i przekonanie, że sklejanie PiS z Braunem to element strategii Donalda Tuska – wylicza jeden z polityków.

    Jedno jest pewne: Jarosław Kaczyński chce, by przekaz był jednoznaczny. – Mówił bardzo twardo, że Braun nie może być naszym sojusznikiem i wyraźnie zależało mu, by to mocno wybrzmiało – podsumowuje poseł PiS.

    Kamila Baranowska

  • Dwusetowy mecz Sabalenki o półfinał. Mistrzyni Australian Open za burtą

    Dwusetowy mecz Sabalenki o półfinał. Mistrzyni Australian Open za burtą

    Po zwycięstwie Karoliny Muchovej nad Jeleną Rybakiną stało się jasne, że turniej WTA 500 w Brisbane nie przyniesie kibicom rewanżu za finał WTA Finals 2025. To Czeszka, a nie reprezentantka Kazachstanu, awansowała do półfinału i musiała czekać na rozstrzygnięcie drugiego ćwierćfinału dnia. W nim liderka światowego rankingu Aryna Sabalenka zmierzyła się z aktualną mistrzynią Australian Open, Madison Keys. Losy spotkania rozstrzygnęły się po niespełna półtorej godzinie gry.

    Do czwartku wszystko układało się idealnie dla finalistek ubiegłorocznych WTA Finals. Zarówno Sabalenka, jak i Rybakina bez większych problemów przechodziły przez kolejne rundy w Brisbane, co zapowiadało ich bezpośrednie starcie w półfinale. Najpierw jednak na korcie centralnym pojawiła się zawodniczka z Kazachstanu. Triumfatorka turnieju w Rijadzie stanęła naprzeciw Karoliny Muchovej i po raz kolejny przekonała się, jak niewygodną rywalką potrafi być Czeszka. Tenisistka z Ołomuńca przerwała imponującą serię 13 zwycięstw Rybakiny w oficjalnych meczach, wygrywając 6:2, 2:6, 6:4.

    Ten rezultat oznaczał jedno – w Brisbane nie zobaczymy powtórki finału sprzed roku. To Muchova jako pierwsza zameldowała się w półfinale i oczekiwała na zwyciężczynię pojedynku Sabalenki z Keys. W gronie potencjalnych rywalek była liderka rankingu WTA, z którą Czeszka prowadzi w bezpośrednich starciach 3-1. Aryna musiała jednak najpierw uporać się z Amerykanką. Spotkanie to miało dodatkowy smaczek, bo było rewanżem za finał Australian Open z poprzedniego sezonu.

    WTA Brisbane: Sabalenka – Keys w walce o półfinał

    Mecz rozpoczęła serwisem Madison Keys. Już w pierwszym gemie Amerykanka znalazła się pod presją, musiała bronić break pointa, ale zrobiła to skutecznie i po grze na przewagi objęła prowadzenie. Przez kilka kolejnych gemów inicjatywa należała do podających. Emocje wzrosły w czwartym rozdaniu, gdy Keys wypracowała sobie szansę na przełamanie i prowadzenie 3:1. Sabalenka wyszła jednak z opresji obronną ręką.

    Decydujący moment pierwszego seta nadszedł w siódmym gemie. Mistrzyni Australian Open zaczęła wtedy popełniać błędy przy własnym podaniu. Po podwójnym błędzie serwisowym pojawił się break point dla Sabalenki, a liderka rankingu WTA wykorzystała go precyzyjnym returnem po ciasnej przekątnej. Keys nie była w stanie odpowiedzieć. Białorusinka szybko poszła za ciosem, a Amerykanka z każdą minutą coraz częściej myliła się przy serwisie. Pierwsza partia zakończyła się już w dziewiątym gemie – przy trzecim setbolu Sabalenka wywarła ogromną presję z returnu po drugim podaniu rywalki i zmusiła ją do błędu. Set padł jej łupem 6:3.

    Druga odsłona zaczęła się od problemów Sabalenki. Dwa podwójne błędy serwisowe dały Keys szanse na przełamanie i przy drugim break poincie Amerykanka dopięła swego, choć Aryna miała wcześniej trzy okazje na zamknięcie gema. Strata serwisu wyraźnie podrażniła liderkę rankingu. Białorusinka natychmiast ruszyła do odrabiania strat, a Keys ponownie nie pomogła sobie podwójnym błędem. Sabalenka wykorzystała trzecią okazję na przełamanie i szybko doprowadziła do remisu.

    Chwilę później tenisistka z Mińska objęła prowadzenie, choć znów musiała bronić break pointa. Od tego momentu mecz zamienił się w festiwal przełamań. Sabalenka rozpoczęła tę serię w czwartym gemie, a zakończyła ją w siódmym, budując przewagę trzech gemów. Taki zapas pozwolił jej spokojnie kontrolować końcówkę spotkania. Aryna nie oddała już inicjatywy i zamknęła mecz zwycięstwem 6:3, 6:3.

    Tym samym Sabalenka zameldowała się w półfinale turnieju WTA 500 w Brisbane, gdzie czeka ją starcie z Karoliną Muchovą. Dla liderki rankingu będzie to doskonała okazja, by przerwać niekorzystną serię i zrewanżować się Czeszce za trzy poprzednie porażki.

  • Szczęsny poza Barceloną, a tu takie wyróżnienie dla rywala. Polaka nie ma na liście

    Szczęsny poza Barceloną, a tu takie wyróżnienie dla rywala. Polaka nie ma na liście

    Wojciech Szczęsny kilka dni temu poleciał wraz z piłkarzami FC Barcelony do Arabii Saudyjskiej, gdzie rozgrywany jest Superpuchar Hiszpanii. „Duma Katalonii” w półfinale nie pozostawiła złudzeń Athleticowi Bilbao, wygrywając aż 5:0. Dla polskiego bramkarza nie był to jednak wieczór, który zapamięta z przyjemnością – całe spotkanie spędził bowiem na ławce rezerwowych. Niedługo po efektownym awansie do finału pojawiły się kolejne niepokojące informacje z perspektywy 35-latka. W przeciwieństwie do swojego rywala do gry, Joana Garcii, Szczęsny nie znalazł się na prestiżowej liście opublikowanej w mediach.

    Już dzień przed półfinałowym starciem Hansi Flick jasno zapowiedział, że między słupkami stanie Joan Garcia. Tym samym Polak stracił nadzieję na pierwszy występ w barwach Barcelony od początku listopada. Mecz z Athletikiem oglądał wyłącznie jako rezerwowy, podczas gdy jego konkurent po raz kolejny wykorzystał szansę.

    Joan Garcia w znakomitej formie. Szczęsny bez realnych perspektyw

    Garcia ponownie zaprezentował się znakomicie, zachowując czyste konto i dokładając swoją cegiełkę do wysokiego zwycięstwa 5:0. Barcelona spokojnie czeka już na rywala w finale, którego wyłoni starcie Atletico Madryt z Realem Madryt.

    W poprzednim sezonie Wojciech Szczęsny rozegrał łącznie 30 spotkań, wielokrotnie ratując „Blaugranę” w trudnych momentach. Nie ustrzegł się jednak błędów, które odbijały się szerokim echem. Tymczasem Joan Garcia takich wpadek niemal nie notuje, a mimo to wciąż pozostaje pomijany przez selekcjonera reprezentacji Hiszpanii Luisa de la Fuente.

    Rok 2026 Barcelona rozpoczęła od zwycięstwa 2:0 w derbach z Espanyolem. To właśnie w tym meczu Garcia rozegrał prawdopodobnie najlepsze spotkanie w barwach „Dumy Katalonii”, zbierając znakomite recenzje od dziennikarzy z całego świata.

    Lider La Ligi między słupkami. Szczęsny poza zestawieniem

    Od momentu powrotu do zdrowia były bramkarz Espanyolu stał się niekwestionowanym numerem jeden w bramce Barcelony. Regularnie potwierdza swoją wysoką formę, a przemawiają za nim także twarde statystyki.

    Jedno z najpopularniejszych profili poświęconych Barcelonie na platformie X opublikowało dzień po półfinale zestawienie dotyczące skuteczności interwencji bramkarzy La Ligi. Wynika z niego, że Joan Garcia jest pod tym względem najlepszy w całych rozgrywkach. Niestety, na liście zabrakło Wojciecha Szczęsnego, który do tej pory wystąpił jedynie w sześciu meczach ligowych.

    Garcia może pochwalić się imponującą skutecznością na poziomie 83,3 procent udanych interwencji. Minimalnie wyprzedza bramkarza Villarrealu Luiza Juniora, a dalej w zestawieniu znaleźli się Sergio Herrera (Osasuna), Aaron Escandell (Real Oviedo) oraz Thibaut Courtois z Realu Madryt.

    Wszystko wskazuje na to, że w najbliższych tygodniach zobaczenie Wojciecha Szczęsnego na boisku będzie niezwykle trudne. Potencjalną szansą mogą być rozgrywki Pucharu Króla, choć i tutaj sytuacja Polaka nie wygląda obiecująco – w meczu z Guadalajarą Hansi Flick postawił bowiem na Marca-André ter Stegena.

  • Huczy od doniesień ws. Nawrockiego. 2 dni na decyzję. O tym będzie głośno

    Huczy od doniesień ws. Nawrockiego. 2 dni na decyzję. O tym będzie głośno

    W mediach coraz głośniej mówi się o planach Karola Nawrockiego na najbliższy weekend, które w dużej mierze będą związane ze sportem. W sobotę prezydent RP ma pojawić się na Jasnej Górze, gdzie zaplanowano XVIII Ogólnopolską Patriotyczną Pielgrzymkę Kibiców. To jednak może być dopiero początek jego aktywności, bo wciąż otwartą kwestią pozostaje udział głowy państwa w dwóch wydarzeniach narciarskich na Podhalu. Do ich inauguracji pozostały zaledwie dwa dni, a organizatorzy nadal czekają na ostateczną decyzję z Pałacu Prezydenckiego. Jeśli będzie ona pozytywna, obecność prezydenta w Zakopanem z pewnością odbije się szerokim echem.

    W sobotę 10 stycznia Karol Nawrocki weźmie udział w XVIII Ogólnopolskiej Patriotycznej Pielgrzymce Kibiców na Jasnej Górze, odbywającej się pod hasłem „Ciebie Boga Wysławiamy”. Informację tę oficjalnie potwierdziła już Kancelaria Prezydenta. W programie wydarzenia przewidziano wspólną Mszę Świętą z udziałem kibiców z całej Polski, a także wystąpienie prezydenta. Niewykluczone jednak, że będzie to tylko jedna z jego publicznych aktywności w trakcie nadchodzącego weekendu.

    Równolegle zaplanowane są bowiem dwa prestiżowe wydarzenia sportowe, nad którymi Karol Nawrocki objął patronat. Chodzi o sobotnio-niedzielną rywalizację w Pucharze Świata w skokach narciarskich w Zakopanem oraz niedzielne charytatywne zawody narciarskie organizowane przez Fundację Handicap Zakopane. Oba wydarzenia czekają na decyzję prezydenta dotyczącą jego ewentualnej obecności.

    Jak podkreśla „Gazeta Wyborcza”, przez dziesięć lat swojej prezydentury Andrzej Duda regularnie pojawiał się na tego typu imprezach, a nawet sam stawał na starcie zawodów narciarskich. Nie wiadomo jeszcze, czy Karol Nawrocki zdecyduje się pójść śladami poprzednika, choć pojawiają się sygnały sugerujące, że taki scenariusz jest możliwy.

    – Powiedziano nam, że Karol Nawrocki szykuje się na narty z Andrzejem Dudą. Problem w tym, że nikt nie potrafi określić poziomu jego umiejętności technicznych. Wiadomo jednak, że kondycję ma całkiem dobrą – w trakcie kampanii wyborczej biegał przecież razem z żoną – przekazała „Gazecie Wyborczej” obsługa stacji narciarskiej Polana Szymoszkowa, gdzie mają odbyć się zawody charytatywne. – Jeśli chodzi o technikę, mogą pojawić się pewne ograniczenia, ale mamy też łagodniejsze trasy, na których dobrze radzą sobie nawet początkujący – dodano.

    Jak dotąd Kancelaria Prezydenta nie wydała oficjalnego komunikatu w sprawie narciarskich planów głowy państwa. Na sygnał z Pałacu Prezydenckiego czekają również organizatorzy zawodów Pucharu Świata na Wielkiej Krokwi. W czasie swojej kadencji Andrzej Duda często zasiadał tam na trybunach, dopingując polskich skoczków. Nie wiadomo jednak, czy Karol Nawrocki pojawi się w Zakopanem podczas szczególnego weekendu, który ma być symbolicznym pożegnaniem Kamila Stocha z legendarnym obiektem – mistrz na zakończenie obecnego sezonu planuje bowiem zakończyć sportową karierę.

    – Trybuna VIP będzie czekała na Karola Nawrockiego tak samo, jak przez lata czekała na Andrzeja Dudę. Teraz wszystko zależy od decyzji Pałacu Prezydenckiego – podkreślają na łamach „Gazety Wyborczej” przedstawiciele biura zawodów Pucharu Świata w Zakopanem.

  • Podwójny cios dla Świątek. Ale co teraz. Ostrzeżenie prosto z Rosji

    Podwójny cios dla Świątek. Ale co teraz. Ostrzeżenie prosto z Rosji

    Już w poprzednim sezonie wiceliderka światowego rankingu WTA Iga Świątek boleśnie przekonała się o ogromnym talencie Mirry Andriejewej. Rosyjska nastolatka dwukrotnie znalazła sposób na Polkę, a jej zwycięstwa odbiły się szerokim echem w tenisowym świecie. Teraz pytanie brzmi: czy 18-latka pójdzie za ciosem i stanie się prawdziwą zmorą czołówki kobiecego tenisa? Głos w tej sprawie zabrała była znakomita tenisistka Anna Czakwetadze, kierując wyraźne ostrzeżenie nie tylko w stronę Świątek, ale również Aryny Sabalenki i pozostałych liderek rankingu.

    Mirra Andriejewa, mimo nieco słabszej drugiej części poprzedniego roku, rozpoczyna sezon 2026 jako dziewiąta rakieta świata. Rosjanka potwierdza, że jej miejsce w ścisłej elicie nie jest przypadkowe. W ramach przygotowań do Australian Open wystartowała w turnieju WTA 500 w Brisbane, gdzie – choć nie obyło się bez problemów – prezentuje się solidnie i skutecznie.

    Już w drugiej rundzie Andriejewa znalazła się w poważnych tarapatach. Niespodziewanie przegrała pierwszego seta 4:6 z notowaną dopiero na 204. miejscu w rankingu WTA Australijką Olivią Gadecki. Rosjanka zdołała jednak opanować sytuację i odwrócić losy spotkania, wygrywając dwa kolejne sety i cały mecz.

    Bardzo podobny przebieg miał jej czwartkowy pojedynek z Lindą Noskovą. Po zaciętym boju Andriejewa zwyciężyła 5:7, 6:4, 7:5, meldując się w ćwierćfinale turnieju w Brisbane i po raz kolejny pokazując, że potrafi wychodzić obronną ręką z najtrudniejszych sytuacji.

    Postępy młodej Rosjanki z uznaniem obserwuje Anna Czakwetadze. Była czołowa tenisistka świata nie ma wątpliwości, że potencjał Andriejewej jest ogromny, a jej sufit znajduje się bardzo wysoko.

    – Mirra musi jedynie dopracować drobne detale w swojej grze. Już teraz jest bardzo silną zawodniczką o wysokiej jakości, nawet jeśli pod koniec poprzedniego sezonu zanotowała lekki spadek formy – oceniła 38-latka w rozmowie z portalem „Tennis365.com”.

    Czakwetadze zwróciła też uwagę na mentalność młodej tenisistki. – To, co najbardziej mi się w niej podoba, to jej wojowniczy charakter. Ona naprawdę nie znosi przegrywać, a to daje jej ogromną motywację do ciągłego rozwoju – podkreśliła była zawodniczka.

    W minionym sezonie Andriejewa sprawiła Idze Świątek dwie bardzo bolesne porażki, eliminując ją w ćwierćfinale turnieju w Dubaju oraz w półfinale prestiżowej imprezy w Indian Wells. Zdaniem Czakwetadze te zwycięstwa mogą być jedynie zapowiedzią problemów, jakie Rosjanka będzie w najbliższych latach sprawiać liderkom rankingu WTA.

    – Jej gra jest na razie solidna i bezpieczna, ale już widzieliśmy, że potrafi wygrywać z takimi zawodniczkami jak Iga Świątek czy Aryna Sabalenka, i to na dużych turniejach. To najlepiej pokazuje, jak wielki drzemie w niej potencjał. Wystarczy kilka poprawek, by zyskała jeszcze większą pewność siebie – zaznaczyła.

    Na zakończenie Czakwetadze nie kryła optymizmu wobec przyszłości młodej rodaczki. – Szczerze wierzę, że Mirra odnajdzie własną drogę i będzie błyszczeć na turniejach wielkoszlemowych – podsumowała.

  • Wściekłość w Rosji po decyzji Polski. Chcą dla nas takiej kary. “Nadszedł czas”

    Wściekłość w Rosji po decyzji Polski. Chcą dla nas takiej kary. “Nadszedł czas”

    Nie cichną kontrowersje wokół absencji Ariny Fiedorowcewej w meczu siatkarskiej Ligi Mistrzyń w Łodzi. Rosyjska gwiazda Fenerbahce Stambuł nie została wpuszczona do Polski z powodu restrykcyjnej polityki wizowej wobec obywateli Rosji. Decyzja polskich władz wywołała prawdziwą burzę w Moskwie. Najpierw ostro reagowała matka i agentka zawodniczki, teraz do sprawy włącza się była mistrzyni olimpijska i deputowana Dumy Państwowej, która domaga się surowych konsekwencji dla Polski.

    Mecz bez liderki, ale bez niespodzianki

    Spotkanie PGE Budowlanych Łódź z Fenerbahce Stambuł zakończyło się wyraźnym zwycięstwem tureckiego giganta 3:0 (25:16, 25:20, 25:11). Mecz trwał zaledwie 67 minut i od początku do końca to przyjezdne dyktowały warunki gry. Co istotne, Fenerbahce musiało radzić sobie bez jednej ze swoich kluczowych postaci – Ariny Fiedorowcewej. Mimo to różnica klas była aż nadto widoczna.

    Nieobecność rosyjskiej atakującej od początku wzbudzała duże emocje. Szybko stało się jasne, że jej absencja nie ma nic wspólnego z kontuzją czy decyzją trenera, a jest bezpośrednim skutkiem problemów wizowych.

    Polska bez wyjątków. Jasne stanowisko rządu

    Już na długo przed pierwszym gwizdkiem wiadomo było, że Fiedorowcewa nie poleci z drużyną do Łodzi. Polska konsekwentnie realizuje restrykcyjną politykę wobec obywateli Rosji, nie robiąc wyjątków również w sporcie. O tym stanowisku wcześniej mówił minister sportu i turystyki Jakub Rutnicki, odnosząc się do ewentualnego udziału rosyjskich zawodników w zawodach Pucharu Świata w Zakopanem.

    – Nie będziemy witać Rosjan w Polsce. Nie ma tutaj żadnych dywagacji. Państwo polskie ma pełne prawo decydować, kto może przebywać na jego terytorium – także w kontekście wydarzeń sportowych – podkreślał minister w wypowiedzi cytowanej przez „Przegląd Sportowy Onet”.

    Fenerbahce oficjalnie potwierdziło, że wniosek wizowy Ariny Fiedorowcewej został złożony za pośrednictwem innego kraju strefy Schengen, jednak również tam spotkał się z odmową. Dotychczasowa wiza zawodniczki wygasła z końcem roku i nie istniała realna możliwość jej odnowienia.

    Moskwa reaguje gniewem

    Decyzja Polski wywołała w Rosji lawinę krytycznych komentarzy. Jekaterina Fiedorowcewa, matka i jednocześnie agentka zawodniczki, zarzuciła polskim władzom łamanie zasad uczciwej rywalizacji sportowej. Jej zdaniem odmowa wydania wizy była nie tylko uderzeniem w samą zawodniczkę, ale również w klub z Turcji i prestiż międzynarodowych rozgrywek.

    Teraz do krytyków dołącza Swietłana Żurowa – była mistrzyni olimpijska w łyżwiarstwie szybkim, a obecnie deputowana Dumy Państwowej. Jej słowa są jeszcze ostrzejsze. Żurowa domaga się systemowych kar dla krajów, które nie wpuszczają rosyjskich i białoruskich sportowców.

    Groźby sankcji i odwołania do MKOl

    – Jeśli nie przyznajecie wiz Rosjanom i Białorusinom, wasze państwo nie powinno mieć prawa do organizowania międzynarodowych zawodów – grzmi Żurowa w wypowiedzi dla Match TV. – Nadszedł moment, aby jasno określić takie zasady na poziomie rekomendacji Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Kraj, który chce uczestniczyć w międzynarodowej rywalizacji, nie może odmawiać wjazdu sportowcom z powodów politycznych.

    Deputowana przyznaje, że potrafi zrozumieć odmowę wjazdu dla polityków czy przedstawicieli władz, jednak – jej zdaniem – sportowcy nie powinni ponosić konsekwencji decyzji rządowych.

    W jej opinii już sam fakt, że Fenerbahce musiało rozegrać mecz bez swojej gwiazdy, powinien skłonić Polskę do zmiany stanowiska. – To przypomina sytuację z Wimbledonem, gdy grożono organizatorom sankcjami za niedopuszczenie Rosjan. Wtedy problemy szybko zostały rozwiązane – podsumowuje.

    Sprawa Fiedorowcewej pokazuje, że sport coraz mocniej splata się z polityką, a decyzje wizowe mogą stać się kolejnym polem międzynarodowego konfliktu. I nic nie wskazuje na to, by emocje wokół tej historii miały szybko opaść.

  • 11-latek ruszył do Nawrockiego, ale co było potem. Burza na całą Polskę

    11-latek ruszył do Nawrockiego, ale co było potem. Burza na całą Polskę

    Jasna Góra od lat na początku stycznia staje się miejscem wyjątkowego spotkania środowisk kibicowskich z całej Polski. Co roku fani piłki nożnej pielgrzymują do maryjnego sanktuarium, gromadzą się na jasnogórskich Błoniach i wspólnie uczestniczą we Mszy Świętej. Tradycja ta, choć głęboko zakorzeniona, przed rokiem znalazła się w centrum ogólnopolskiej debaty. Wszystko za sprawą wydarzeń, w których główną rolę odegrał ówczesny kandydat na prezydenta Karol Nawrocki.

    Już w najbliższą sobotę, 10 stycznia, odbędzie się XVIII Ogólnopolska Pielgrzymka Kibiców na Jasną Górę. To jedno z najbardziej rozpoznawalnych wydarzeń tego typu w Polsce, przyciągające sympatyków klubów piłkarskich z różnych regionów kraju. Kulminacyjnym punktem pielgrzymki tradycyjnie jest wspólna Msza Święta odprawiana w jasnogórskim sanktuarium.

    Na razie nie wiadomo, czy w tegorocznych uroczystościach weźmie udział Karol Nawrocki – tym razem już jako prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Znany z sympatii do Lechii Gdańsk i deklarowanej pasji do futbolu polityk pojawił się na Jasnej Górze rok temu, jeszcze jako prezes Instytutu Pamięci Narodowej i kandydat w wyborach prezydenckich. Jego obecność zakończyła się jednak medialną burzą, która przez wiele dni była jednym z głównych tematów debaty publicznej.

    Kontrowersyjna sytuacja rozegrała się podczas spotkania z Nawrockim w sali o. Kordeckiego. Do mikrofonu podszedł wówczas 11-letni chłopiec, który – parafrazując – zapytał, czy jako przyszły prezydent nie dopuści on do wprowadzania lewicowej ideologii do szkół. Popierany przez Prawo i Sprawiedliwość kandydat złożył publiczną deklarację w tej sprawie, po czym podszedł do chłopca, uścisnął mu dłoń i zaprosił go na mównicę.

    W tym momencie na sali rozległy się głośne okrzyki kibiców, wśród których pojawiły się hasła o walce z „czerwoną hołotą”. To właśnie te sceny wywołały falę krytyki i zapoczątkowały szeroką dyskusję na temat granic obecności polityki w przestrzeni sakralnej.

    Po wydarzeniu w mediach pojawiło się wiele głosów oburzenia, zwłaszcza ze strony polityków. Jednym z krytyków był ówczesny minister sportu Sławomir Nitras.
    – Jasna Góra to coś więcej niż kościół. Sienkiewicz nie bez powodu pisał, że jest to symbol obrony godności i trwałości państwa polskiego. Dla każdego Polaka, nawet niewierzącego, to symbol – tak samo jak Wawel – mówił w rozmowie z TVP Info.
    Dodawał również, że to pytanie do ojców paulinów, czy chcą „kłaść wizerunek dobra narodowego na ołtarzu doraźnych interesów politycznych Nawrockiego czy Kaczyńskiego”.

    Do sprawy odniósł się także przeor Jasnej Góry, o. Samuel Pacholski.
    – Z ogromnym zrozumieniem przyjmuję liczne słowa zaniepokojenia, które docierają na Jasną Górę i wybrzmiewają w przestrzeni publicznej. Czuję się zobowiązany wyjaśnić, jaki jest stosunek jasnogórskich paulinów do tych wydarzeń – podkreślał. Zaznaczył jednocześnie, że Jasna Góra jest miejscem otwartym dla wszystkich pielgrzymów, o ile respektują oni obowiązujące w sanktuarium zasady. Dodał również, że nie zamknie drzwi przed żadną grupą, nawet jeśli jej obecność budzi kontrowersje, jednak organizatorzy pielgrzymek muszą przestrzegać regulaminu.

    Głos w sprawie zabrał także sam Karol Nawrocki, komentując całą sytuację podczas jednego z kampanijnych briefingów.
    – Chcecie już dzisiaj cenzurować X (dawny Twitter), zamykać telewizje komercyjne i jeszcze zachciało wam się cenzurować hasła na stadionach. To za dużo. Kibice są także obywatelami Rzeczypospolitej Polskiej. Spotykałem się z nimi i będę się z nimi spotykać – mówił.
    Podkreślał przy tym, że spotkanie odbywało się nie w kościele, lecz w jednej z przeznaczonych do tego sal, a on sam zapowiadał, że jeśli wygra wybory, pojawi się na Pielgrzymce Kibiców już jako prezydent.

    Czy rzeczywiście dojdzie do takiego scenariusza podczas tegorocznej pielgrzymki – okaże się w najbliższych dniach.

  • Ostatecznie potwierdzają się doniesienia ws. Nawrockiego. To już oficjalne

    Ostatecznie potwierdzają się doniesienia ws. Nawrockiego. To już oficjalne

    Oficjalnie potwierdziły się wcześniejsze informacje dotyczące udziału Karola Nawrockiego w XVIII Ogólnopolskiej Patriotycznej Pielgrzymce Kibiców na Jasną Górę. Kancelaria Prezydenta RP opublikowała szczegółowy harmonogram wizyty, z którego wynika, że obecność głowy państwa nie ograniczy się wyłącznie do udziału w nabożeństwie. W planie znalazło się także bezpośrednie spotkanie z uczestnikami pielgrzymki.

    Prezydent dotrzyma obietnicy. Nawrocki pojawi się na Jasnej Górze
    Karol Nawrocki spełni zapowiedź złożoną jeszcze w trakcie kampanii wyborczej i w sobotę 10 stycznia 2026 roku weźmie udział w XVIII Ogólnopolskiej Patriotycznej Pielgrzymce Kibiców. Informację tę oficjalnie potwierdziła Kancelaria Prezydenta RP.

    „10 stycznia 2026 roku (sobota) na Jasnej Górze w Częstochowie Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki weźmie udział w XVIII Ogólnopolskiej Patriotycznej Pielgrzymce Kibiców pod hasłem ‘Ciebie Boga wysławiamy’” – przekazano w komunikacie.

    Nie tylko modlitwa. Prezydent spotka się z kibicami
    Centralnym punktem pielgrzymki będzie uroczysta msza święta w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, która rozpocznie się o godzinie 12.00. Na tym jednak aktywność prezydenta się nie zakończy. O godzinie 15.15 zaplanowano jego spotkanie z kibicami na Szczycie Jasnogórskim. W programie przewidziano wystąpienie Karola Nawrockiego.

    Dla obecnego prezydenta nie jest to pierwsza wizyta na tym wydarzeniu. Na Jasnej Górze pojawiał się już wcześniej, również w ubiegłym roku, kiedy był jeszcze kandydatem na najwyższy urząd w państwie. Podczas jednego z wystąpień podkreślał wówczas wyjątkowy charakter pielgrzymki, zwracając uwagę na fakt, że kibice często skonfliktowanych klubów potrafią w tym miejscu jednoczyć się we wspólnym myśleniu o Polsce, wierze i duchowości.
    – Bardzo cenię kibicowski i stadionowy zmysł do podejmowania wielu tematów w sposób autonomiczny – mówił.

    Kontrowersje i jasne stanowisko
    Po jednym z wcześniejszych spotkań z kibicami, jeszcze jako prezes IPN, media relacjonowały, że w trakcie jego wejścia na mównicę pojawiły się okrzyki o „walce z czerwoną hołotą”. Nawrocki był później pytany, dlaczego nie odniósł się do tych haseł. Odpowiadał wprost, że nie zgadza się na cenzurowanie polityków ani obywateli.

    – Chcecie cenzurować platformę X, zamykać telewizje komercyjne i jeszcze zachciało wam się cenzurować hasła na stadionach. To za dużo. Kibice są obywatelami Rzeczypospolitej Polskiej. Spotkałem się z nimi i będę się z nimi spotykać – podkreślał.

    Bliskie relacje ze środowiskiem kibicowskim
    Udział w pielgrzymce to tylko jeden z przykładów przychylności Karola Nawrockiego wobec środowiska kibiców. Już jako prezydent wielokrotnie pojawiał się na trybunach stadionów, m.in. podczas meczów Lechii Gdańsk, której jest zagorzałym sympatykiem.

    Nieprzypadkowa była również decyzja o powołaniu na stanowisko kapelana prezydenckiego ks. Jarosława Wąsowicza – salezjanina silnie związanego ze światem kibiców. Duchowny jest autorem książki „Biało-zielona ‘Solidarność’: o fenomenie politycznym kibiców gdańskiej Lechii 1981–1989” i od lat współorganizuje Pielgrzymkę Kibiców na Jasną Górę.

    W jednej z ostatnich rozmów z Danielem Nawrockim ks. Wąsowicz przekonywał, że wsparcie kibiców miało istotne znaczenie w kampanii wyborczej.
    – Tata miałby ogromnie ciężko wygrać wybory bez zaplecza zwykłych ludzi, którzy się modlili i na stadionach wywieszali transparenty „Byle nie Trzaskowski”. Warto o tym dziś pamiętać – mówił.

    Wspominał także sierpniową wizytę prezydenta na meczu Lechii Gdańsk z Motorem Lublin.
    – To był moment wzruszający i historyczny. Głowa państwa weszła na młyn, gdzie doping jest na całego, a wszyscy skandują: „Karol Nawrocki!”. On jest jednym z nas i wiem, że o tym nie zapomni. To środowisko ukształtowało go w duchu zasad, które są w życiu naprawdę ważne – podsumował duchowny.