Author: newuser

  • Przyszło potwierdzenie z WTA po triumfie Sabalenki i porażkach Świątek. Zmiana na podium

    Przyszło potwierdzenie z WTA po triumfie Sabalenki i porażkach Świątek. Zmiana na podium

    Pierwsze tytuły WTA w sezonie 2026 rozdane. Zmiany na podium, roszady w TOP 10 i kluczowe konsekwencje przed Australian Open

    Sezon 2026 w kobiecym tenisie wystartował z przytupem. Pierwsze turnieje na antypodach przyniosły zarówno spodziewane rozstrzygnięcia, jak i kilka niespodzianek, które natychmiast znalazły odzwierciedlenie w rankingu WTA. Aryna Sabalenka obroniła tytuł w Brisbane, Elina Switolina sięgnęła po trofeum w Auckland, a w Sydney świętowali Polacy – choć w nieco przewrotnych okolicznościach. Już w niedzielny wieczór WTA opublikowała zaktualizowane zestawienie, a ono przyniosło zmiany na podium i ważną roszadę w czołowej dziesiątce, niezwykle istotną w kontekście rozstawień przed Australian Open.

    Historyczny sukces Polski w United Cup, ale bez punktów Świątek w decydujących meczach

    Takiego scenariusza otwarcia sezonu mało kto się spodziewał. Polska po raz pierwszy w historii wygrała United Cup, lecz w kluczowych momentach punktów nie zdobywała Iga Świątek. W półfinale i finale to Hubert Hurkacz oraz mikst Katarzyna Kawa/Jan Zieliński wzięli na siebie odpowiedzialność i zapewnili Biało-Czerwonym triumf.

    Z perspektywy rankingu WTA oznaczało to jednak dla Świątek wyraźnie słabszy start sezonu niż przed rokiem. Liderka polskiego tenisa wygrała trzy mecze, co przełożyło się na 150 punktów – znacznie mniej niż dwanaście miesięcy wcześniej, gdy zakończyła United Cup z dorobkiem 325 „oczek”.

    Sabalenka znów najlepsza w Brisbane, Switolina triumfuje w Auckland

    Równolegle z rywalizacją drużynową rozgrywano klasyczne turnieje indywidualne. W Brisbane International, podobnie jak rok temu, bezkonkurencyjna okazała się Aryna Sabalenka. Białorusinka w finale pokonała Martę Kostiuk i dopisała do dorobku kolejne 500 punktów rankingowych, umacniając swoją pozycję na czele zestawienia.

    W Auckland po tytuł sięgnęła Elina Switolina. Ukrainka wygrała turniej rangi WTA 250, zgarniając komplet 250 punktów i solidnie zaznaczając swoją obecność na początku sezonu.

    Ranking WTA: Sabalenka odjeżdża, zmiana na podium i kluczowe przesunięcia

    Specyfika tegorocznego kalendarza – turnieje w Australii odbywają się o tydzień później niż przed rokiem – sprawiła, że część punktów za zeszłoroczne starty została odpisana już wcześniej. W minionym tygodniu „wypadały” wyniki z Adelajdy i Hobart, co szczególnie mocno uderzyło w kilka zawodniczek ze ścisłej czołówki.

    Najwięcej zyskały Aryna Sabalenka oraz Belinda Bencic. Szwajcarka co prawda nie zdobyła tytułu, ale wygrała wszystkie swoje mecze w United Cup, co dało jej aż 500 punktów – dokładnie tyle, ile dwa lata temu w analogicznej sytuacji otrzymała Iga Świątek. Sabalenka natomiast, dzięki triumfowi w Brisbane, powiększyła przewagę nad Polką. Różnica między pierwszą a drugą rakietą świata wynosi obecnie aż 2662 punkty.

    Gauff wraca na trzecie miejsce, Keys boleśnie spada

    Interesująco wyglądała również sytuacja tuż za plecami dwóch liderek. Coco Gauff, która rok temu w tym okresie zgarnęła 500 punktów, teraz zdobyła tylko 150. To wystarczyło jednak, by ponownie wyprzedzić Amandę Anisimovą i wrócić na trzecie miejsce w rankingu. Jej rodaczka odpadła bowiem w Brisbane już na etapie 1/8 finału, przegrywając z Kostiuk.

    W kontekście losowania Australian Open różnice między miejscami 3–4 nie mają większego znaczenia – jedna z Amerykanek trafi do połówki Sabalenki, druga do części drabinki Igi Świątek.

    Znacznie poważniejsze konsekwencje dotyczą Madison Keys. Amerykanka straciła punkty za zeszłoroczny triumf w Adelajdzie i spadła z siódmej na dziewiątą pozycję. Nie zdołała odrobić strat – w ćwierćfinale jej drogę zatrzymała Sabalenka. W praktyce oznacza to, że obrończyni tytułu w Melbourne nie będzie rozstawiona w czołowej ósemce i już w czwartej rundzie może trafić na jedną z czterech najlepszych tenisistek świata.

    Wielki powrót Bencic do TOP 10

    Jedną z największych wygranych pierwszego tygodnia sezonu jest Belinda Bencic. Szwajcarka awansowała do TOP 10 rankingu WTA, wypychając z niego Jekaterinę Aleksandrową. To jej pierwszy powrót do ścisłej czołówki od 2 kwietnia 2023 roku i jasny sygnał, że w sezonie 2026 znów może odgrywać kluczową rolę w walce o największe cele.

    Początek roku przyniósł więc wyraźne przetasowania – zarówno na szczycie rankingu, jak i w kontekście nadchodzącego Australian Open. A to dopiero pierwsze dni sezonu.

    Ranking WTA datowany na 12 stycznia 2026:
    • 1. Aryna Sabalenka – 10990 pkt
    • 2. Iga Świątek – 8328 pkt
    • 3. Coco Gauff – 6423 pkt (awans o 1 pozycję)
    • 4. Amanda Anisimova – 6320 pkt (spadek o 1 pozycję)
    • 5. Jelena Rybakina – 5850 pkt
    • 6. Jessica Pegula – 5453 pkt
    • 8. Jasmine Paolini – 4267 pkt (awans o 1 pozycję)
    • 9. Mirra Andriejewa – 4232 pkt (awans o 1 pozycję)
    • 7. Madison Keys – 4003 pkt (spadek o 2 pozycje)
    • 10. Belinda Bencic – 3512 pkt (awans o 1 pozycję)
    Miejsca pozostałych Polek w TOP 500:
    • 53. Magda Linette – 1113 pkt (spadek o 1 pozycję)
    • 57. Magdalena Fręch – 1073 pkt (awans o 2 pozycje)
    • 134. Linda Klimovicova – 538 pkt (spadek o 1 pozycję)
    • 135. Katarzyna Kawa – 537 pkt (spadek o 1 pozycję)
    • 144. Maja Chwalińska – 504 pkt (awans o 2 pozycje)
    • 323. Martyna Kubka – 196 pkt
    • 395. Weronika Ewald – 152 pkt
    • 441. Zuzanna Pawlikowska – 129 pkt (awans o 20 pozycji)
    • 447. Urszula Radwańska – 125 pkt (spadek o 1 pozycję)

  • Kawa niemal jak Sabalenka w Brisbane. Polacy rozbili bank. Gigantyczne przelewy

    Kawa niemal jak Sabalenka w Brisbane. Polacy rozbili bank. Gigantyczne przelewy

    W tym samym czasie w Brisbane, Perth oraz Sydney rozgrywano dwie imprezy tenisowe rangi WTA 500 – klasyczny turniej Brisbane International oraz drużynowy United Cup. Różnice między nimi były jednak nie tylko sportowe, ale przede wszystkim finansowe. Okazuje się bowiem, że Iga Świątek za sam udział w United Cup miała zagwarantowane większe wynagrodzenie niż Aryna Sabalenka za końcowy triumf w Brisbane. Co więcej, niemal identyczne pieniądze co liderka światowego rankingu zarobili… polscy bohaterowie miksta – Katarzyna Kawa i Jan Zieliński. Oto szczegóły.

    Pierwszy tydzień sezonu za nami

    Pierwszy tenisowy tydzień w kalendarzu WTA i ATP dobiegł końca. Wśród kobiet triumfowali: reprezentacja Polski w United Cup, Aryna Sabalenka w turnieju WTA 500 w Brisbane oraz Elina Switolina w WTA 250 w Auckland. U mężczyzn zwycięstwa odnieśli Daniił Miedwiediew w Brisbane oraz Aleksandr Bublik w Hongkongu (oba turnieje rangi ATP 250).

    Przed kibicami kolejne emocje – już bez większości gwiazd – a w przyszłą niedzielę wystartuje Australian Open, pierwszy wielkoszlemowy turniej nowego sezonu.

    Hurkacz groźny, Świątek z pytajnikami

    W męskiej rywalizacji niewielu rozstawionych zawodników chciałoby trafić w pierwszych rundach na Huberta Hurkacza. Wrocławianin wrócił po blisko siedmiomiesięcznej przerwie w imponującym stylu – wygrał cztery mecze, pokonał dwóch tenisistów z czołowej „dziesiątki” i udowodnił, że może być groźny nawet w meczach rozgrywanych do trzech wygranych setów.

    Nieco więcej znaków zapytania pojawiło się przy Idze Świątek, która w United Cup przegrała swoje spotkania z Coco Gauff i Belindą Bencic. Mimo to występ reprezentacji Polski należy uznać za wyjątkowo udany – zakończył się historycznym triumfem i wykreował nowych bohaterów. Wśród nich znaleźli się Katarzyna Kawa i Jan Zieliński, którzy być może w przyszłości spróbują sił w mikście również podczas turniejów wielkoszlemowych. Jedno jest pewne: w Sydney zostali sowicie wynagrodzeni.

    Lepiej niż gwiazdy w Brisbane

    Choć turnieje w Brisbane miały rangę WTA 500 i ATP 250, pula nagród w United Cup była zdecydowanie wyższa. W Brisbane na nagrody przeznaczono niemal 1,7 mln dolarów w turnieju WTA oraz 800 tys. w ATP. Tymczasem w United Cup do podziału było blisko sześć milionów dolarów zarówno w części kobiecej, jak i męskiej.

    Aryna Sabalenka za triumf w Brisbane otrzymała czek na 214 tys. dolarów, do czego doszło jeszcze kilka tysięcy za występ deblowy. Tymczasem Iga Świątek – jako zawodniczka z TOP 10 – za sam przyjazd do Sydney mogła liczyć na 250 tys. dolarów wpisowego.

    Prawie pół miliona dla Świątek, rekord Bencic

    Łącznie Iga Świątek zarobiła w United Cup niemal 487 tys. dolarów brutto. Na tę kwotę złożyły się: wpisowe, premie za trzy wygrane mecze singlowe (172 tys. dolarów) oraz bonus za zwycięstwo drużyny (64,9 tys.). Paradoksalnie Raszynianka przegrała jednak te spotkania, które były najlepiej płatne – półfinał i finał, gdzie do zgarnięcia było łącznie aż 450 tys. dolarów. Skorzystała na tym Belinda Bencic, która w całym turnieju zarobiła najwięcej – imponujące 848,3 tys. dolarów.

    Bardzo solidny przelew otrzymał również Hubert Hurkacz. Polak, który pokonał m.in. Taylora Fritza i Stana Wawrinkę, opuścił Sydney bogatszy o 667 tys. dolarów brutto. Choć jego startowe było znacznie niższe niż Świątek (60 tys. dolarów dla zawodników z miejsc 31–60), to nadrabiał premiami za zwycięstwa w decydującej fazie turnieju.

    Życiowe pieniądze Kawy i Zielińskiego

    Dla największych gwiazd takie kwoty nie są niczym nadzwyczajnym – podobne, a nawet wyższe, zarabiały już wielokrotnie. Zupełnie inaczej wygląda jednak sytuacja Katarzyny Kawy i Jana Zielińskiego.

    Tenisistka z Krynicy-Zdroju w całym poprzednim sezonie zarobiła na korcie 235 672 dolary brutto – wynika z oficjalnych danych WTA. Tymczasem w samym United Cup zgarnęła już niemal 200 tys. dolarów, dokładnie 197 300. W tej sumie znalazło się: 15 tys. wpisowego (dla singlistek z miejsc 201–250), 117 400 dolarów za pięć zwycięstw deblowych oraz 64,9 tys. za triumf drużyny.

    Jan Zieliński zarobił jeszcze więcej – 212,3 tys. dolarów. Jego startowe było wyższe (30 tys. dolarów dla deblistów z miejsc 31–60), co dało łącznie niemal dokładnie tyle, ile za triumf w Brisbane otrzymała Aryna Sabalenka.

    Nawet rezerwowi z premiami

    Na sukcesie reprezentacji skorzystali także pozostali członkowie drużyny. Katarzyna Piter zarobiła 84,9 tys. dolarów, a Daniel Michalski 74,9 tys. – mimo że nie pojawili się na korcie. Jako pełnoprawni członkowie zespołu byli gotowi do gry w razie potrzeby i również otrzymali swoją część nagrody.

    United Cup okazał się więc nie tylko sportowym, ale i finansowym przełomem dla polskiego tenisa – szczególnie dla tych, którzy na co dzień nie mają okazji walczyć o tak duże pieniądze.

  • Tak uderza Lewandowski. Kanonada w El Clasico. Barcelona już z pierwszym trofeum

    Tak uderza Lewandowski. Kanonada w El Clasico. Barcelona już z pierwszym trofeum

    FC Barcelona sięgnęła po Superpuchar Hiszpanii, pokonując Real Madryt 3:2 w finale miniturnieju rozgrywanego w Arabii Saudyjskiej. Dla „Blaugrany” to pierwsze trofeum w trwającym sezonie i jednocześnie kolejny cios wymierzony odwiecznemu rywalowi, który liczył na rewanż za zeszłoroczne upokorzenie. Kluczową postacią spotkania był Raphinha, autor dwóch trafień, a istotny wkład w zwycięstwo miał również Robert Lewandowski, który popisał się efektownym golem jeszcze przed przerwą.

    Wspomnienie zeszłorocznej klęski i zapowiedź rewanżu

    Przed pierwszym gwizdkiem trudno było nie wracać myślami do finału Superpucharu sprzed roku. Wówczas Barcelona zdominowała Real w spektakularnym stylu, wygrywając aż 5:2. Dla „Królewskich” tamta porażka była symbolem wyjątkowo nieudanego sezonu na krajowym podwórku, zakończonego bez trofeum. Tegoroczny finał miał być pierwszym krokiem ku odkupieniu win, stąd mobilizacja w madryckim obozie była ogromna. Do Arabii Saudyjskiej czarterowym lotem przyleciał nawet kontuzjowany Kylian Mbappe, który miał wesprzeć zespół choćby symbolicznie.

    El Clasico na Bliskim Wschodzie i grad bramek przed przerwą

    Początek spotkania nie zapowiadał emocjonalnej burzy. Przez pierwsze pół godziny obie drużyny grały ostrożnie, skupiając się na zabezpieczeniu tyłów. Wszystko zmieniło się jednak w końcówce pierwszej połowy, gdy mecz nagle eksplodował bramkami.

    W 36. minucie wynik otworzył Raphinha. Brazylijczyk dynamicznie wdarł się w pole karne i mimo asysty obrońcy precyzyjnym strzałem po ziemi umieścił piłkę w bocznej siatce. Real odpowiedział w doliczonym czasie gry tej części meczu. Vinicius Junior popisał się indywidualnym rajdem, mijając trzech rywali, po czym uderzył nie do obrony, doprowadzając do wyrównania.

    Radość madrytczyków nie trwała jednak długo. Chwilę później Robert Lewandowski znalazł się sam na sam z Thibaut Courtois i zachował się jak rasowy snajper – delikatnie podciął piłkę nad bramkarzem, a ta po odbiciu od słupka wpadła do siatki. Dla Polaka był to kolejny ważny gol w El Clasico, tym cenniejszy, że zdobyty w niezwykle efektownym stylu.

    To nie był jednak koniec emocji przed przerwą. Real zdołał jeszcze raz odpowiedzieć – na 2:2 trafił młody Gonzalo Garcia, który w tej sytuacji miał sporo szczęścia. Faulowany w polu karnym, zdołał oddać strzał w upadku, a piłka po odbiciu od poprzeczki przekroczyła linię bramkową.

    Decydujący cios Raphinhi

    Po zmianie stron tempo nieco spadło, a obie drużyny długo unikały błędów w defensywie. W 66. minucie boisko opuścił Lewandowski, a w jego miejsce pojawił się Dani Olmo. Kilka minut później Hiszpan odegrał kluczową rolę w akcji, która przesądziła o losach trofeum.

    W 73. minucie Olmo dokładnie dograł do Raphinhi, a Brazylijczyk oddał strzał z pola karnego. Piłka po drodze odbiła się jeszcze od Raula Asencio, całkowicie myląc Courtois, i wpadła do siatki. Było 3:2 dla Barcelony.

    Końcówka należała do Realu, który próbował doprowadzić do dogrywki, ale „Blaugrana” skutecznie się broniła, mimo że kończyła mecz w osłabieniu po czerwonej kartce dla Frenkiego de Jonga za faul na Mbappe. Na odwrócenie losów spotkania było jednak już za późno.

    Pierwsze trofeum sezonu dla Barcelony

    Barcelona mogła rozpocząć świętowanie – Superpuchar Hiszpanii trafił do jej gabloty, dając drużynie ważny impuls na dalszą część sezonu. Real Madryt opuszczał Arabię Saudyjską w minorowych nastrojach. „Królewskim” pozostaje szukać rewanżu w rozgrywkach Pucharu Króla oraz w walce o mistrzostwo Hiszpanii.

    https://x.com/ELEVENSPORTSPL/status/2010439693767168035?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2010439693767168035%7Ctwgr%5E341587aa7be3129edc936639952774be3471121c%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fpilka-nozna%2Fla-liga%2Fnews-tak-uderza-lewandowski-kanonada-w-el-clasico-barcelona-juz-znId22507425

  • Tak Niemka potraktowała Polaków po finale. Natychmiastowa odpowiedź Świątek. Polka nie odpuści

    Tak Niemka potraktowała Polaków po finale. Natychmiastowa odpowiedź Świątek. Polka nie odpuści

    Polacy w wielkim stylu sięgnęli po triumf w United Cup, a droga do historycznego sukcesu prowadziła przez kilka kluczowych zwycięstw. Jednym z najważniejszych etapów była już pierwsza rywalizacja – ta przeciwko reprezentacji Niemiec. Wówczas Iga Świątek i Hubert Hurkacz okazali się lepsi od Evy Lys oraz Alexandra Zvereva, dając „Biało-Czerwonym” niezwykle cenny impuls. Po zakończeniu całego turnieju to właśnie Niemka postanowiła publicznie odnieść się do sukcesu Polaków, a reakcja liderki naszej kadry była natychmiastowa.

    Pierwsze w historii zwycięstwo reprezentacji Polski w United Cup stało się faktem, a jego fundamentem były znakomite występy kilku zawodników. W decydujących momentach niezawodni okazali się Katarzyna Kawa i Jan Zieliński w mikście oraz Hubert Hurkacz w singlu. To właśnie oni zdobywali dla Polski bezcenne punkty w chwilach, gdy Idze Świątek na korcie nie zawsze układało się po jej myśli. Wysoka forma Jana Zielińskiego była do przewidzenia, jednak prawdziwą sensacją turnieju okazała się Katarzyna Kawa, która wykorzystała swoją szansę w stu procentach. Sporo znaków zapytania dotyczyło również Huberta Hurkacza, wracającego do gry po poważnej kontuzji. W Sydney rozwiał jednak wszelkie wątpliwości, prezentując tenis na najwyższym poziomie.

    Sama Iga Świątek w United Cup zanotowała trzy zwycięstwa w singlu. Jej pierwszą rywalką była Eva Lys z Niemiec. Polska drużyna wygrała tamto starcie 2:0, co dla wielu obserwatorów było sporym zaskoczeniem. O ile triumf Świątek nad Lys był zgodny z przewidywaniami, o tyle wygrana Hurkacza z Alexandrem Zverevem miała już rangę czegoś wyjątkowego. Później Polacy szli jak burza, eliminując kolejno Holendrów, Australijczyków, Amerykanów, by w wielkim finale pokonać Szwajcarów i sięgnąć po końcowy triumf.

    Po zakończeniu turnieju doszło do sympatycznej wymiany zdań pomiędzy Igą Świątek a Evą Lys. Po zwycięstwie Polek i Polaków nad Szwajcarią liderka naszej reprezentacji opublikowała w mediach społecznościowych wpis, w którym nie kryła dumy z całej drużyny.

    „Kasia, Janek, Hubi i reszta naszej wspaniałej ekipy… dziękuję. Jestem taka dumna” – napisała Świątek.

    Na ten wpis szybko zareagowała Eva Lys. Niemka w bardzo ciepłych słowach pogratulowała Polakom sukcesu, przyznając, że porażka z późniejszymi triumfatorami turnieju smakuje zdecydowanie mniej gorzko.

    „Teraz czuję się lepiej, wiedząc, że przegraliśmy właśnie z wami. Gratulacje!” – napisała Lys.

    Iga Świątek nie pozostała jej dłużna i niemal natychmiast odpowiedziała, podkreślając sportowy charakter rywalizacji i dobrą atmosferę między zawodniczkami.

    „Trafiłaś wszystkie hot shoty! Jeszcze wiele bitew przed nami. Dziękuję” – odpisała Polka.

    Wcześniej, już po ich bezpośrednim pojedynku, obie tenisistki serdecznie się przytuliły, co tylko potwierdziło, że łączą je bardzo dobre relacje. W ostatnich czterech latach Świątek i Lys mierzyły się ze sobą czterokrotnie – w Stuttgarcie, Melbourne, Montrealu oraz Sydney. Za każdym razem górą była Polka, ale jak pokazują ostatnie gesty i słowa, rywalizacja ta ma wyłącznie sportowy, pełen szacunku charakter.

  • Tusk był nagrywany. Sześć sekund na podłodze. W sieci lawina komentarzy

    Tusk był nagrywany. Sześć sekund na podłodze. W sieci lawina komentarzy

    Chwilę po historycznym triumfie reprezentacji Polski w United Cup premier Donald Tusk opublikował w serwisie X krótkie, ale bardzo wymowne nagranie z własnym udziałem. Sześciusekundowy klip pokazuje szefa rządu wpatrzonego w ekran telewizora w trakcie decydującej akcji finałowego meczu ze Szwajcarią. Gdy piłka meczowa trafia na konto „Biało-Czerwonych”, napięcie ustępuje miejsca niczym nieskrępowanej eksplozji radości. Reakcje internautów były w większości entuzjastyczne, choć nie zabrakło też kąśliwych komentarzy z zupełnie prozaicznego powodu.

    Na nagraniu widać Donalda Tuska klęczącego tuż przed telewizorem. Przez moment premier z uwagą śledzi wydarzenia na korcie, by po chwili – gdy staje się jasne, że Polska sięga po zwycięstwo – dać upust ogromnym emocjom. W komentarzach pod wpisem wielu użytkowników podkreślało dumę z sukcesu polskiej drużyny, która po raz pierwszy w historii wygrała United Cup. Był to dopiero trzeci występ Polaków w tych rozgrywkach – wcześniejsze kończyły się finałem oraz półfinałem.

    Premier postanowił podzielić się tą chwilą z internautami, podkreślając wagę historycznego sukcesu osiągniętego na antypodach. Droga do triumfu nie była jednak łatwa. W finale Polska zmierzyła się ze Szwajcarią, a rywalizacja rozpoczęła się od niekorzystnego wyniku. Iga Świątek musiała uznać wyższość Belindy Bencic, przegrywając 6:3, 0:6, 3:6.

    Sytuację odwrócił jednak Hubert Hurkacz, który po trzysetowym boju pokonał doświadczonego, 40-letniego Stana Wawrinkę 6:3, 3:6, 6:3. O losach tytułu zadecydował mikst. Katarzyna Kawa i Jan Zieliński, niepokonani przez cały turniej, ponownie stanęli na wysokości zadania, wygrywając z Belindą Bencic i Jakubem Paulem 6:4, 6:3.

    – Hubert, to co zrobiłeś po kilku miesiącach przerwy, jest niesamowite. Brakuje mi słów, by to opisać. Twoja determinacja i to, co wniosłeś do swojej gry, robi ogromne wrażenie – mówiła po finale Iga Świątek, chwaląc również Katarzynę Kawę i Jana Zielińskiego.

    To właśnie po zwycięskiej piłce w meczu mikstów Donald Tusk wybuchł radością, a ten moment postanowił udostępnić w sieci. Nietrudno było przewidzieć, że obok gratulacji pojawią się także złośliwości. Część internautów skupiła się bowiem na tym, że widoczny na nagraniu telewizor… stoi bezpośrednio na podłodze. W komentarzach szybko zaroiło się od ironicznych uwag, a nawet żartobliwych propozycji zorganizowania zbiórki na szafkę pod odbiornik.

    Premier jednak zupełnie nie przejął się tego typu komentarzami, koncentrując się na świętowaniu sukcesu polskich tenisistów. Klip opatrzył wpisem: „Zawieje i zamiecie śnieżne i polityczne, a tu taka radość! Iga, Kasia, Hubi i Janek ❤️ Superteam”.

    Emocje związane z tenisowymi wydarzeniami szybko jednak nie opadną. Już w poniedziałek w Melbourne rozpocznie się Australian Open – jedyny turniej wielkoszlemowy, którego Iga Świątek wciąż nie ma jeszcze w swoim dorobku.

    https://x.com/donaldtusk/status/2010336272632680927?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2010336272632680927%7Ctwgr%5Efef012252e2485484d38d946ba3ff1ddb52fe461%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Fnews-tusk-byl-nagrywany-szesc-sekund-na-podlodze-w-sieci-lawina-knId22507394

  • Polacy świętują, nagranie hitem sieci. To się wydarzyło tuż po finale United Cup

    Polacy świętują, nagranie hitem sieci. To się wydarzyło tuż po finale United Cup

    Początek sezonu 2026 zapisze się w historii polskiego tenisa złotymi zgłoskami. Po latach prób i bliskich sukcesów reprezentacja Polski wreszcie sięgnęła po upragnione trofeum United Cup. W wielkim finale „Biało-Czerwoni” pokonali Szwajcarię 2:1, a po decydującym punkcie w Sydney rozpoczęła się euforia, której urywki szybko obiegły media społecznościowe i spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem kibiców.

    Była to już czwarta edycja drużynowych rozgrywek United Cup i od samego startu Polacy dawali jasny sygnał, że przyjechali walczyć o najwyższe cele. W debiucie dotarli do półfinału, a w dwóch kolejnych latach meldowali się w finale, za każdym razem ocierając się o końcowy triumf. Brakowało jednego, ostatniego kroku. Ten udało się wykonać dopiero teraz.

    11 stycznia 2026 roku drużyna prowadzona przez kapitana Mateusza Terczyńskiego dopięła swego. W finałowej rywalizacji z reprezentacją Szwajcarii losy tytułu ważyły się do samego końca, a decydujący okazał się mecz mikstowy. Duet Katarzyna Kawa – Jan Zieliński stanął naprzeciw pary Belinda Bencic – Jakub Paul i to właśnie to starcie postawiło symboliczna kropkę nad „i”. Chwila zakończenia meczu przyniosła eksplozję radości na polskiej ławce i na trybunach.

    https://x.com/UnitedCupTennis/status/2010338155984273523?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2010338155984273523%7Ctwgr%5Ea00683f96879f4fdd1bae202849c9d27927f3b0c%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-polacy-swietuja-nagranie-hitem-sieci-to-sie-wydarzylo-tuz-ponId22507375

    Po ceremonii dekoracji przyszedł czas na świętowanie w luźniejszej atmosferze. Zawodnicy i zawodniczki pozwolili sobie na moment beztroskiej radości, a nagranie z celebracji szybko trafiło do sieci. Organizatorzy United Cup opatrzyli je krótkim, ale wymownym komentarzem: „Reprezentacja Polski poszalała”. Filmik błyskawicznie zdobył tysiące reakcji i lawinę pozytywnych komentarzy. Kibice nie kryli wzruszenia i dumy, pisząc m.in.: „Brawo drużyno, jesteśmy z was dumni”, „Uwielbiam ich energię” czy „Taka radość to czysta przyjemność do oglądania”.

    https://www.instagram.com/reel/DTX54daEn7h/?utm_source=ig_web_copy_link

    Euforia po historycznym triumfie nie potrwa jednak długo. Sezon 2026 dopiero się rozkręca, a przed polskimi tenisistami już kolejne, niezwykle wymagające wyzwania. Na horyzoncie majaczy bowiem pierwszy turniej wielkoszlemowy w tym roku – Australian Open, który wystartuje 18 stycznia. Pozostaje mieć nadzieję, że sukces w United Cup doda „Biało-Czerwonym” skrzydeł i że znakomita forma przełoży się również na występy w Melbourne.

  • Świątek dostała ataku furii. Na trybunach rozpoznano kobietę. Czekała tylko na jedno

    Świątek dostała ataku furii. Na trybunach rozpoznano kobietę. Czekała tylko na jedno

    Piękna historia w Sydney doczekała się biało-czerwonego finału. Reprezentacja Polski po raz pierwszy w dziejach triumfowała w United Cup, a droga do trofeum – choć wyboista – zakończyła się pełnym emocji zwycięstwem przy trzecim podejściu. Na trybunach nie brakowało polskich kibiców, którzy z całych sił wspierali naszych tenisistów. Kamery transmisji co chwilę wracały jednak do jednej, wyjątkowej postaci, doskonale znanej fanom z poprzedniej edycji turnieju.

    Najpierw była bolesna porażka w finale z Niemcami, potem półfinałowa przegrana z USA. Dopiero trzecia próba przyniosła upragniony sukces. Polska wreszcie sięgnęła po trofeum United Cup, a nowy sezon tenisowy rozpoczął się dla naszych zawodników w wymarzony sposób. Po zwycięstwie nad Amerykanami w półfinale wydawało się, że „Biało-Czerwoni” są nie do zatrzymania. Finał ze Szwajcarią szybko jednak udowodnił, że będzie to próba charakteru, nerwów i odporności psychicznej.

    Historyczny triumf Polaków. Euforia zakonnicy hitem finału. Siostra Margaret skradła całe show

    – O mój Boże, w końcu się udało. Za trzecim razem. Wreszcie to zrobiliśmy. Brakuje mi słów. Do trzech razy sztuka. To nie był łut szczęścia, tylko efekt ciężkiej pracy – mówiła tuż po zakończeniu rywalizacji Iga Świątek.

    Finał rozpoczął się jednak dla Polski bardzo trudno. Liderka światowego rankingu przegrała z Belindą Bencic 6:3, 0:6, 3:6. Porażka była dla niej wyjątkowo bolesna – emocje wzięły górę i po ostatniej piłce Świątek dała upust frustracji, z impetem ciskając rakietą o kort.

    Ciężar odpowiedzialności przejął wtedy Hubert Hurkacz. Wrocławianin, który niedawno wrócił do gry po dłuższej przerwie, stanął na wysokości zadania i pokonał doświadczonego Stana Wawrinkę 6:3, 3:6, 6:3. Decydujący punkt należał do miksta – Katarzyna Kawa i Jan Zieliński potwierdzili znakomitą formę i jako jedyna niepokonana para w turnieju ograli Belindę Bencic i Jakuba Paula 6:4, 6:3.

    – Hubert, to co zrobiłeś po kilku miesiącach przerwy, jest niesamowite. Nie potrafię tego opisać. Twoja determinacja i zmiany w grze robią ogromne wrażenie – komplementowała partnera z reprezentacji Świątek, nie zapominając także o słowach uznania dla Kawy i Zielińskiego.

    Uważnym widzom nie umknęło jednak to, co działo się tuż obok kortu. Na trybunach znów pojawiła się siostra Margaret – niezwykle żywiołowa kibicka polskiej drużyny. Dla bywalców turniejów w Australii to postać doskonale znana. To Małgorzata Kozub ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu, mieszkająca na antypodach od ponad 70 lat.

    Jej reakcje po raz kolejny podbiły internet. Po każdej wygranej piłce Polaków zakonnica wstawała, klaskała i krzyczała z radości. Po decydującym punkcie eksplodowała szczęściem, nie kryjąc łez wzruszenia. Chwilę później przebrała się w czerwoną koszulkę z napisem „Polska Team” i wspólnie z Igą Świątek oraz resztą zespołu celebrowała historyczny sukces.

    – Polska drużyna po raz pierwszy wygrała tak duży turniej, wielki tenisowy event. Mam nadzieję, że to pomoże w rozwoju tej dyscypliny w naszym kraju i przyczyni się do wymiany pokoleń – podsumowała Świątek.

    Tymczasem siostra Margaret przenosi się już do Melbourne, gdzie będzie wspierać Polaków podczas Australian Open. Wielkoszlemowy turniej rusza w najbliższy poniedziałek, a biało-czerwoni przystąpią do niego z ogromnym zastrzykiem wiary i energii po historycznym triumfie w Sydney.

  • Rosjanin w polskich barwach gromi rywali. Drugi medal, nowy gwiazdor kadry

    Rosjanin w polskich barwach gromi rywali. Drugi medal, nowy gwiazdor kadry

    Władimir Semirunnij ponownie zachwycił kibiców podczas mistrzostw Europy w łyżwiarstwie szybkim na dystansach, rozgrywanych w Arenie Lodowej w Tomaszowie Mazowieckim. Naturalizowany reprezentant Polski, który po wybuchu wojny opuścił Rosję, sięgnął po swój drugi medal w trakcie tego czempionatu, tym razem na dystansie 1500 metrów. Do ostatnich chwil pozostawał w grze o złoto, potwierdzając, że należy do ścisłej europejskiej czołówki.

    Semirunnij rywalizował w piątej parze, mierząc się z Belgiem Mathiasem Voste. Początek przejazdu nie zapowiadał aż tak znakomitego rezultatu – Polak rozpoczął spokojnie, koncentrując się na równej, taktycznej jeździe. Kluczowe okazało się jednak ostatnie okrążenie. Wówczas „Władek” wyraźnie przyspieszył, pokazując ogromne rezerwy sił i nie pozostawiając rywalowi żadnych złudzeń.

    Po przekroczeniu linii mety Semirunnij objął prowadzenie, wyprzedzając Holendra Louisa Hollaara o 0,59 sekundy. Chwilę później na lodzie pojawił się aktualny mistrz Polski na tym dystansie, Szymon Wojtakowski. Polak rozpoczął bardzo obiecująco i przez długi czas jechał tempem gwarantującym miejsce w czołówce. Z czasem jednak zarówno on, jak i jego rywal wyraźnie stracili impet, co sprawiło, że nie włączyli się do walki o podium.

    O losach złotego medalu decydowała dopiero ostatnia para. Przed finałowym biegiem Semirunnij wciąż figurował na pierwszym miejscu, a presja spoczywała na barkach Norwega Pedera Kongshauga oraz Holendra Wesly’ego Dijsa. Kongshaug zaprezentował się znakomicie i ostatecznie wyprzedził Polaka o 0,42 sekundy, sięgając po złoto. Brązowy medal przypadł Holendrowi Timowi Prinsowi, natomiast Wojtakowski zakończył rywalizację na 15. pozycji.

    Srebrny medal na 1500 metrów cieszy tym bardziej, że to właśnie na tym dystansie – obok 10 000 metrów – Semirunnij posiada już kwalifikację olimpijską, co czyni go jednym z filarów polskiej kadry w perspektywie igrzysk.

    Warto przypomnieć, że dzień wcześniej Władimir Semirunnij zdobył złoty medal na dystansie 5000 metrów, a Szymon Wojtakowski wspólnie z Piotrem Michalskim i Markiem Kanią triumfował w sprincie drużynowym. Polska reprezentacja, mimo zmienionego składu w porównaniu do poprzedniego roku (Wojtakowski zastąpił Żurka), ponownie udowodniła swoją siłę.

    Dzisiejszy medal Semirunnija był już ósmym krążkiem wywalczonym przez Polaków podczas tych mistrzostw Europy. Biało-czerwoni zdecydowanie prowadzą w klasyfikacji medalowej, mając na koncie pięć złotych, dwa srebrne i jeden brązowy medal.

  • Historyczny moment w Sydney. Królowa Katarzyna i król Jan. Polska z tytułem

    Historyczny moment w Sydney. Królowa Katarzyna i król Jan. Polska z tytułem

    Bez względu na to, jak zakończyłby się mecz mikstów Katarzyny Kawy i Jana Zielińskiego z Belindą Bencic oraz Jakubem Paulem, jedno było pewne – United Cup miał zyskać nowego mistrza. W Sydney zegary wskazywały już po 22.30, gdy na kort wyszli bohaterowie decydującego starcia finału Polska – Szwajcaria. Wynik całej rywalizacji brzmiał 1:1, a losy trofeum nie miały rozstrzygnąć się ani rakietą Igi Świątek, ani Huberta Hurkacza. O historycznym triumfie Biało-Czerwonych decydował duet, który przez cały turniej rósł w siłę. Kawa i Zieliński zagrali koncertowo, wygrali 6:4, 6:3 i zapewnili Polsce triumf w United Cup.

    Dwa lata temu, gdy finał United Cup również kończył się pojedynkiem mikstów, wybór był oczywisty – na kort przeciwko Niemcom wyszli Iga Świątek i Hubert Hurkacz. Podobnie wyglądałby zapewne scenariusz sprzed roku, gdyby Hurkacz zdołał doprowadzić do remisu 1:1 w starciu z USA po meczu z Taylorem Fritzem. Tegoroczny turniej napisał jednak zupełnie inną historię.

    Już na początku zmagań szansę otrzymał duet Katarzyna Kawa/Jan Zieliński – najpierw w spotkaniach z Niemcami i Holandią. Wykorzystali ją w pełni. Grali na tyle pewnie i dojrzale, że zostali desygnowani do walki także w kolejnych kluczowych starciach z Australią i USA, gdy ważyły się losy awansu. Za każdym razem przy stanie 1:1 to oni brali na siebie odpowiedzialność i przesądzali o zwycięstwie Polski.

    W finale scenariusz znów się powtórzył. Po dwóch singlach było 1:1, a Kawa i Zieliński stanęli przed szansą zapisania się w historii, podobnie jak Agnieszka Radwańska i Jerzy Janowicz, którzy dokładnie 10 stycznia 2015 roku wygrali decydujący mikst w finale Pucharu Hopmana z Sereną Williams i Johnem Isnerem. Tam również wynik był remisowy, a Polacy ograli ikonę kobiecego serwisu i „króla asów” 7:5, 6:3. United Cup w pewnym sensie przejął tradycję tamtych rozgrywek.

    Szwajcarzy ponownie postawili na sprawdzony duet – Belindę Bencic i Jakuba Paula. Mikst ten wygrał wcześniej wszystkie cztery swoje mecze, a Bencic dołożyła do tego aż pięć zwycięstw singlowych w turnieju. Finał zapowiadał się więc niezwykle wymagająco.

    Spotkanie rozpoczęło się od serwisu Paula i prowadzenia Szwajcarów, ale Zieliński szybko odpowiedział równie pewnie, wspierając się dwoma asami. Choć w mikście często kluczowe bywają gemy serwisowe kobiet, Polacy już wcześniej udowodnili, że potrafią przełamywać także najlepszych singlistów – jak Alexander Zverev czy Taylor Fritz.

    Tym razem pierwszy wybuch radości nastąpił już w trzecim gemie. Polacy przełamali serwis Bencic po znakomitej akcji przy siatce – Zieliński wyczekał ruch rywalki i zamknął wymianę precyzyjnym uderzeniem na środku kortu. Szwajcarzy szybko odpowiedzieli re-breakiem, lecz kolejne przełamanie, tym razem przy podaniu Paula, znów padło łupem Biało-Czerwonych i zostało potwierdzone przez pewny gem serwisowy Zielińskiego. Imponowało wyczucie i synchronizacja Polaków przy siatce, choć prowadzenie 4:2 wciąż nie dawało pełnego komfortu.

    Bardzo ważny okazał się gem serwisowy Kawy, który Polka utrzymała pod presją. Przy stanie 5:4 i 40–30 serwował Zieliński. Dwie piłki setowe – druga z nich oznaczała jednocześnie decydujący punkt. W wymianie Jana Zielińskiego z Paulem nagle wkroczyła Kawa, popisując się perfekcyjnym stop wolejem. Szwajcar nie zdołał dobiec – set padł łupem Polski.

    Do pełni szczęścia brakowało już tylko jednego seta, najlepiej wygranego bez konieczności dogrywki do 10 punktów. I druga partia rozpoczęła się idealnie – od przełamania serwisu Paula. Polacy konsekwentnie utrzymywali przewagę. Zieliński znakomicie serwował, a Kawa błyszczała przy siatce, imponując refleksem i wyczuciem. Co więcej, potrafiła wygrywać wymiany nawet z Bencic, która zaledwie dwie godziny wcześniej pokonała Igę Świątek.

    Przy stanie 4:2 pojawiła się szansa na kolejne przełamanie przy podaniu Bencic, lecz Szwajcarzy obronili decydujący punkt. Chwilę później Kawa dołożyła jednak gema na 5:3. Wydawało się, że wszystko rozstrzygnie serwis Jana Zielińskiego, ale okazało się, że nie będzie to potrzebne. W dziewiątym gemie „Królowa Katarzyna” popisała się znakomitym returnem przy stanie 30–30, a drugą piłkę mistrzowską Zieliński zakończył odważnym returnem w ciało Bencic.

    Polska wygrała finał United Cup 2:1 i sięgnęła po historyczne trofeum. Złotą drużynę tworzyli: Iga Świątek, Katarzyna Kawa, Katarzyna Piter, Hubert Hurkacz, Daniel Michalski, Jan Zieliński oraz kapitan Mateusz Terczyński.

    Finał United Cup: Polska – Szwajcaria 2:1
    • Iga Świątek – Belinda Bencic 6:3, 0:6, 3:6
    • Hubert Hurkacz – Stan Wawrinka 6:3, 3:6, 6:3
    • Katarzyna Kawa/Jan Zieliński – Belinda Bencic/Jakub Paul 6:4, 6:3

  • Szeremeta na Gali, i to z kim u boku. A potem rozczarowanie, to już oficjalne

    Szeremeta na Gali, i to z kim u boku. A potem rozczarowanie, to już oficjalne

    Jeszcze przed Galą Mistrzów Sportu Julia Szeremeta i jej trener Tomasz Dylak zdradzili, że zawarli nietypowy zakład dotyczący miejsca, jakie pięściarka zajmie w Plebiscycie „Przeglądu Sportowego”. Dziś wszystko jest już jasne. Dla 22-latki oznaczało to sportowe rozczarowanie, choć gorycz porażki szybko została osłodzona wyjątkową wiadomością związaną z jej szkoleniowcem, który pojawił się u jej boku podczas gali.

    Na kilka tygodni przed prestiżowym wydarzeniem Julia Szeremeta nie ukrywała, że przygotowuje się nie tylko sportowo, ale także wizerunkowo – szykowała formę i kreację na bal towarzyszący plebiscytowi. W rozmowie z TVP Sport Tomasz Dylak ujawnił wówczas kulisy zakładu z podopieczną.
    – Co do Julki, to się nawet założyliśmy o tysiąc złotych. Ja powiedziałem, że Julka nie będzie w dziesiątce, a Julka stwierdziła, że będzie – mówił trener.

    – Zakładzik poszedł. Zobaczymy. Liczę na was, kochani – odpowiadała z uśmiechem sama zawodniczka, mobilizując kibiców do głosowania.

    Gdy poznano oficjalne wyniki plebiscytu, stało się jasne, że tym razem rację miał szkoleniowiec. Julia Szeremeta nie znalazła się w czołowej dziesiątce i musiała pogodzić się z przegraną w zakładzie.

    Podczas Gali Mistrzów Sportu pięściarka zaprezentowała się jednak w niezwykle eleganckiej, kobiecej odsłonie. Na czerwonym dywanie pozowała m.in. u boku Tomasza Dylaka, który chwilę później przeżył jeden z najważniejszych momentów wieczoru. Trener Julii odebrał bowiem statuetkę dla Trenera Roku, co wywołało szeroki oddźwięk w środowisku sportowym.

    – Cudownie – Tomasz Dylak Trenerem Roku! Człowiek, który nie widzi ograniczeń, granic ani barier. Miałem przywilej odbyć z nim wiele rozmów, które pokazywały, jak wyjątkowym i nietuzinkowym jest fachowcem. Teraz kierunek jest jeden: pięściarskie niebo i złoto w Los Angeles – komentował Artur Gac z Interii Sport.

    To wyróżnienie było ogromnym sukcesem nie tylko dla samego szkoleniowca, lecz także dla całego zespołu, w tym Julii Szeremety. Choć zawodniczka liczyła na indywidualne docenienie w plebiscycie, triumf jej trenera z pewnością złagodził rozczarowanie.

    Na rozpamiętywanie niepowodzeń nie będzie jednak wiele czasu. Przed młodą pięściarką intensywny sezon i kolejne ambitne cele.
    – Moim głównym celem na pewno będą seniorskie mistrzostwa Europy we wrześniu. Ale wcześniej czekają nas jeszcze trzy Puchary Świata – w Brazylii, Uzbekistanie i Chinach. W tym roku chcę skupić się na mocnym rozwoju i poprawie techniki – zapowiedziała niedawno w „Dzień dobry TVN”.

    Rozczarowanie po plebiscycie szybko ustępuje więc miejsca motywacji i planom na przyszłość. A wszystko wskazuje na to, że zarówno Julia Szeremeta, jak i Tomasz Dylak jeszcze nie raz dadzą o sobie głośno znać.