Author: newuser

  • Za dwa tygodnie finał WOŚP, a tu taka decyzja Świątek. Owsiak już to wie

    Za dwa tygodnie finał WOŚP, a tu taka decyzja Świątek. Owsiak już to wie

    Przez długi czas brakowało informacji o tym, czy Iga Świątek wesprze tegoroczny Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Wątpliwości zostały jednak rozwiane. Oficjalnie potwierdzono, że liderka światowego tenisa podjęła ważną decyzję i przekazała na licytację dwa absolutnie wyjątkowe przedmioty. O wszystkim poinformowano Jerzego Owsiaka oraz sztab WOŚP.

    Do 34. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy pozostało już niespełna dwa tygodnie. Trwają aukcje, dzięki którym można wesprzeć jedną z największych akcji charytatywnych w Polsce. Tradycyjnie do inicjatywy przyłączają się także sportowcy. Jeremy Sochan zaoferował 45-minutową kolację online w swoim towarzystwie, Mikołaj Marczyk zaprosił na przejazd rajdówką, Roman Biliński przekazał swój kombinezon wyścigowy, a prawdziwym hitem może okazać się wspólny bieg na Giewont z Justyną Kowalczyk-Tekieli. Teraz do tego grona dołączyła również Iga Świątek.

    To Iga Świątek przekazała na WOŚP. Takiej aukcji jeszcze nie było

    Wszystko jest już jasne. Wiadomo, co w tym roku będą mogli wylicytować kibice najlepszej polskiej tenisistki. Na aukcję WOŚP trafiły rakieta oraz ręcznik z Wimbledonu 2025 – przedmioty absolutnie unikatowe.

    „Wyjątkowa gratka dla fanów tenisa i sportowych emocji! Na aukcję WOŚP trafia rakieta, którą Iga Świątek wygrała historyczny Wimbledon 2025, opatrzona jej własnoręcznym podpisem, a także oryginalny ręcznik z tego legendarnego turnieju” – czytamy w oficjalnym opisie licytacji.

    Jak podkreślono, są to autentyczne pamiątki związane z jednym z największych sukcesów w historii polskiego sportu. To niepowtarzalna okazja, by stać się właścicielem fragmentu tenisowej historii, a jednocześnie wesprzeć szczytny cel.

    Takich przedmiotów na licytacjach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy jeszcze nie było. Zarówno rakieta, jak i ręcznik z Wimbledonu niosą ze sobą ogromny ładunek emocjonalny – nie tylko dla samej Igi Świątek, ale również dla jej kibiców. Mają też swoją wyjątkową historię. Latem światowe media szeroko rozpisywały się bowiem o tym, jak Polka „podkradała” wimbledońskie ręczniki, a nagrania dokumentujące te sceny błyskawicznie podbijały internet.

    Sama tenisistka wielokrotnie podkreślała, że ręczniki z londyńskiego Wielkiego Szlema mają dla niej szczególną wartość sentymentalną i że lubi przywozić kilka z nich do domu. „Szczerze mówiąc, myślę, że za jakieś 30 lat to będzie najlepsza możliwa pamiątka” – mówiła w jednym z wywiadów. Teraz pojawiła się unikalna szansa, by taki przedmiot trafił w ręce kibica.

    W poprzednich edycjach WOŚP na licytacjach pojawiały się już m.in. rakieta i piłka z French Open, rakieta z turnieju w Rzymie, prywatny trening z Igą Świątek, rakieta z Roland Garros wraz z zaproszeniem na jej mecz pierwszej rundy w Paryżu w 2023 roku i spotkaniem za kulisami, elegancka suknia z sesji podczas WTA Finals w Cancun, a także zestaw klocków i rakieta z sezonu 2024.

    Łącznie wszystkie dotychczasowe aukcje WOŚP z przedmiotami przekazanymi przez Igę Świątek przyniosły imponującą kwotę 761 tysięcy złotych. Wszystko wskazuje na to, że tegoroczna licytacja może jeszcze znacząco podnieść ten wynik.

  • Po triumfie nad Świątek jest na ustach całej Polski. Nie do wiary, czym się zajmuje

    Po triumfie nad Świątek jest na ustach całej Polski. Nie do wiary, czym się zajmuje

    Klaudia Zwolińska sprawiła jedną z największych niespodzianek w historii plebiscytu „Przeglądu Sportowego”. Mistrzyni olimpijska z Paryża wygrała 91. edycję głosowania na Najlepszego Sportowca Polski, wyraźnie pokonując m.in. Igę Świątek. Tuż po gali kajakarka górska była gościem „Kanału Sportowego”, gdzie opowiedziała nie tylko o sukcesach, ale też o swoim życiu poza sportem. To, czym zajmuje się na co dzień, dla wielu kibiców może być dużym zaskoczeniem.

    Od kilku lat polskie kajakarstwo górskie kojarzy się przede wszystkim z jedną postacią. Klaudia Zwolińska, pochodząca z niewielkiej miejscowości Kłodne w powiecie limanowskim, konsekwentnie budowała swoją pozycję w światowej czołówce. Przez lata ciężkiej pracy stopniowo zbliżała się do absolutnego topu, aż w ostatnich dwóch sezonach jej kariera eksplodowała w najlepszy możliwy sposób.

    Zanim jednak o Zwolińskiej zaczęła mówić cała Polska, zawodniczka miała już za sobą olimpijski debiut. Podczas igrzysk w Tokio była o krok od medalu – rywalizację w konkurencji K1 zakończyła na piątym miejscu, tracąc zaledwie 2,25 sekundy do brązu. Trzy lata później los się odwrócił. W Paryżu Polka popłynęła znakomicie i sięgnęła po srebrny medal olimpijski, zapisując się na stałe w historii rodzimego sportu.

    Prawdziwą furorę Zwolińska zrobiła jednak w 2025 roku podczas mistrzostw świata w australijskim Penrith. 27-latka była bezkonkurencyjna – zdobyła złote medale w konkurencjach K1 i C1, a do tego dorzuciła brąz w crossie. Tym samym przeszła do historii kajakarstwa górskiego jako pierwsza zawodniczka, która podczas jednego światowego czempionatu wywalczyła aż trzy medale.

    Te spektakularne sukcesy znalazły swoje odzwierciedlenie podczas sobotniej Gali Mistrzów Sportu, podsumowującej 91. plebiscyt „Przeglądu Sportowego”. Choć wielu spodziewało się triumfu Igi Świątek, tym razem to nie wiceliderka rankingu WTA była bohaterką wieczoru. Najlepsza polska tenisistka musiała zadowolić się drugim miejscem.

    Statuetka dla Najlepszego Sportowca Polski trafiła w ręce Klaudii Zwolińskiej, która z ogromnym wzruszeniem odbierała swoje największe indywidualne wyróżnienie. Jak ujawnił później redaktor naczelny „Przeglądu Sportowego” Paweł Wołosik, przewaga kajakarki nad Świątek była ogromna – wyniosła dokładnie 96 tysięcy 244 głosy. Różnica okazała się wręcz miażdżąca.

    Tuż po zakończeniu gali Zwolińska pojawiła się w „Kanale Sportowym”. W trakcie rozmowy opowiadała o kulisach swojej dyscypliny, intensywnym sezonie oraz – jak sama to określiła – „kampanii”, która pomogła jej wygrać plebiscyt. W pewnym momencie zeszła jednak na bardziej prywatne tematy i zdradziła, czym zajmuje się poza sportem.

    – Ja jeszcze robię projekty z dzieciakami, podjęłam próbę studiowania kolejnego kierunku. Skończyłam magistra pedagogiki i chciałam wzmocnić swoje kompetencje z zakresu psychologii. Niestety zawaliłam już jeden semestr, bo nie dało się tego wszystkiego pogodzić – przyznała szczerze Zwolińska.

    Jak się okazuje, medalistka olimpijska od dawna stawia na rozwój także poza sportem. Studia pedagogiczne rozpoczęła niedługo po ukończeniu Zespołu Szkół Ekonomicznych w Nowym Sączu. Co więcej, pracę licencjacką broniła w wyjątkowych okolicznościach – zdalnie, będąc w Tokio, tuż przed swoim debiutem na igrzyskach olimpijskich.

    – Gdy byłam w Tokio, jeszcze przed wyjazdem do wioski olimpijskiej, udało mi się zdalnie obronić pracę na uczelni w Nowym Sączu. Jestem ogromnie wdzięczna, że w ogóle miałam taką możliwość. Władze uczelni stanęły na wysokości zadania, żebym mogła ukończyć studia na najwyższym poziomie i jednocześnie realizować się sportowo – wspominała w 2021 roku w rozmowie z Radiem RDN Nowy Sącz.

    Historia Klaudii Zwolińskiej pokazuje, że sukces na najwyższym sportowym poziomie może iść w parze z rozwojem osobistym i edukacją. Jej droga na szczyt to nie tylko medale i statuetki, ale także konsekwencja, ambicja i umiejętność łączenia wielu ról – nawet wtedy, gdy wydaje się to niemal niemożliwe.

    https://x.com/PWolosik/status/2010654029269844285?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2010654029269844285%7Ctwgr%5E11e4dd18594f23eee0dcc92d2c5195c45e776088%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fsportowe-zycie%2Fnews-po-triumfie-nad-swiatek-jest-na-ustach-calej-polski-nie-do-wnId22508043

  • Potwierdzają się doniesienia o Szeremecie i jej trenerze. To już oficjalne

    Potwierdzają się doniesienia o Szeremecie i jej trenerze. To już oficjalne

    Julia Szeremeta i Tomasz Dylak wreszcie dopięli sprawę, którą odkładali od wielu miesięcy. W mediach społecznościowych pojawił się oficjalny komunikat, w którym potwierdzono, że zarówno wicemistrzyni olimpijska, jak i jej trener odebrali wyjątkowe wyróżnienie. „Z dumą informujemy, że Julia Szeremeta oraz jej trener Tomasz Dylak odebrali swoje diamenty” – przekazano na wstępie. To jednak był dopiero początek ogłoszenia.

    Jeszcze przed Galą Mistrzów Sportu i ogłoszeniem wyników Plebiscytu „Przeglądu Sportowego” pięściarka i jej szkoleniowiec zawarli między sobą żartobliwy zakład. Tomasz Dylak ujawnił na antenie TVP Sport, że stawką było tysiąc złotych. – Ja twierdziłem, że Julka nie znajdzie się w pierwszej dziesiątce, a ona była przekonana, że jednak się uda – mówił trener. Sama Szeremeta potwierdziła te słowa, prosząc kibiców o wsparcie i głosy.

    Ostatecznie podczas gali w Teatrze Wielkim statuetka nie trafiła do zawodniczki, lecz do jej mentora. Tomasz Dylak został bowiem wybrany Trenerem Roku, a przy okazji wygrał zakład z podopieczną, której nazwisko nie znalazło się w czołowej dziesiątce głosowania.

    Po uroczystości Julia Szeremeta nie kryła wdzięczności. „Bal 100-lecia Plebiscytu Przeglądu Sportowego. Wyjątkowe wydarzenie, piękne miejsce i wspaniała atmosfera. Dziękuję serdecznie za wszystkie oddane na mnie głosy” – napisała w mediach społecznościowych. Niedługo później wróciła jednak do codziennych obowiązków i – jak się okazało – w końcu znalazła czas na sprawę, którą przez długi czas odkładała.

    Po zdobyciu srebrnego medalu na igrzyskach olimpijskich w Paryżu w 2024 roku życie Julii Szeremety zmieniło się diametralnie. Zyskała ogromną rozpoznawalność, a jej sytuacja finansowa znacząco się poprawiła. Zamieszkała w apartamencie udostępnionym przez sponsora, kupiła także własne mieszkanie, które – jak przyznała – planuje przeznaczyć na wynajem. – Nie opłaca mi się tam mieszkać, skoro w domu jestem tylko cztery–pięć dni w miesiącu – tłumaczyła.

    W jej garażu pojawił się prywatny samochód oraz Suzuki S-Cross oklejony wizerunkami sportsmenki. Po igrzyskach otrzymała również szereg nagród i premii: 25 tysięcy złotych z urzędu miasta, 75 tysięcy od ministerstwa, samochód i 100 tysięcy od Polskiego Związku Bokserskiego, a także obraz, voucher wakacyjny i 200 tysięcy złotych od Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Wśród wyróżnień był też diament – nagroda, po którą długo nie mogła sięgnąć.

    Pod koniec 2025 roku Szeremeta przyznawała, że sprawa wciąż pozostaje otwarta. – Diamentu od PKOl jeszcze nie odebrałam. Próbowaliśmy się umówić, ale nie zgraliśmy terminów – wyjaśniała w rozmowie z Hubertem Kęską.

    Teraz wszystko zostało sfinalizowane. Za pośrednictwem mediów społecznościowych poinformowano, że Julia Szeremeta odebrała diament oraz dyplom uznania. Co ważne, wyróżnienie trafiło również do jej trenera. „Z dumą informujemy, że Julia Szeremeta oraz jej trener Tomasz Dylak odebrali swoje diamenty. To wyjątkowa nagroda za zdobycie srebrnego medalu podczas Letnich Igrzysk Olimpijskich Paryż 2024” – przekazała Ewelina Tobiasz, prezes firmy będącej partnerem PKOl.

    W komunikacie podkreślono także znaczenie współpracy zawodniczki z trenerem. „Podziwiamy ogromną waleczność Julii, jej determinację i charakter mistrzyni, a także fantastyczną relację z trenerem, która doprowadziła do jednego z najważniejszych sportowych sukcesów ostatnich lat. To kolejny dowód na to, że największe cele osiąga się zespołowo. Samemu można zajść daleko, ale prawdziwy sukces buduje się z ludźmi, którzy potrafią wskazać właściwy kierunek i wspierają na każdym etapie drogi” – podsumowano.

  • Ogłaszają ws. Ewy Pajor. Wspaniałe wieści ws. polskiej gwiazdy. Hiszpanie podjęli decyzję

    Ogłaszają ws. Ewy Pajor. Wspaniałe wieści ws. polskiej gwiazdy. Hiszpanie podjęli decyzję

    Ewa Pajor najlepsza w Hiszpanii. Grudniowa nagroda i coraz bliżej korony królowej strzelczyń

    Ewa Pajor została właśnie uhonorowana nagrodą dla najlepszej piłkarki grudnia w lidze hiszpańskiej kobiet. Statuetka trafiła w ręce reprezentantki Polski po kolejnym bardzo udanym miesiącu, w którym umocniła swoją pozycję na szczycie klasyfikacji strzelczyń. FC Barcelona Femení z Polką w składzie pewnie zmierza po następny mistrzowski tytuł, a sama Pajor nie zwalnia tempa, regularnie trafiając do siatki. Coraz więcej wskazuje na to, że to właśnie ona zakończy sezon jako najlepsza snajperka ligi.

    Grudzień był dla liderki reprezentacji Polski wyjątkowo efektywny. Choć Pajor wystąpiła w zaledwie dwóch ligowych spotkaniach, w obu zapisała się na liście strzelczyń. Na początku miesiąca Barcelona pokonała Costa Adeje Tenerife 2:0, a decydującego gola na 1:0 zdobyła właśnie Polka, trafiając w 83. minucie meczu. Jej bramka otworzyła drogę do zwycięstwa mistrzyń Hiszpanii.

    Kolejne ligowe starcie, rozegrane 13 grudnia na wyjeździe z Badaloną, również rozpoczęło się od gola Pajor. Napastniczka Barcelony wpisała się na listę strzelców już w 6. minucie, po raz kolejny dając swojej drużynie prowadzenie. W grudniu Polka idealnie wcieliła się w rolę zawodniczki „otwierającej wynik” – piłkarki, której gole mają kluczowe znaczenie dla losów spotkania.

    Takie występy nie mogły przejść bez echa. Ewa Pajor została wybrana najlepszą piłkarką grudnia w lidze hiszpańskiej, a nagrodą pochwaliła się już w mediach społecznościowych, prezentując otrzymaną statuetkę.

    Nowy rok Polka rozpoczęła w jeszcze bardziej imponującym stylu. W ligowym meczu z Madrid CFF FC Barcelona rozgromiła rywalki aż 12:1, a Pajor zdobyła cztery bramki. Dzięki temu jeszcze wyraźniej umocniła się na prowadzeniu w klasyfikacji strzelczyń. Po 15 rozegranych kolejkach ma na koncie 15 goli i 3 asysty, a jej przewaga nad drugą w zestawieniu Claudią Piną wynosi cztery trafienia. Co ciekawe, Pina jest klubową koleżanką Pajor i również prezentuje wysoką formę, mając na swoim koncie 11 bramek.

    FC Barcelona Femení z Ewą Pajor w składzie pewnie kroczy po kolejne mistrzostwo Hiszpanii. „Duma Katalonii” wygrała 14 z 15 ligowych spotkań, notując tylko jedną porażkę – na wyjeździe z Realem Sociedad. Nic więc dziwnego, że Barcelona zajmuje pierwsze miejsce w tabeli i ma już siedem punktów przewagi nad drugim Realem Madryt.

    W najbliższej kolejce ligowej zespół Pajor zmierzy się u siebie z Atletico Madryt. Spotkanie zaplanowano na 14 stycznia. Ostatnia konfrontacja tych drużyn zakończyła się bardzo wysokim zwycięstwem Barcelony 6:0. W tamtym meczu Ewa Pajor zdobyła jedną z bramek, ale doznała również groźnie wyglądającej kontuzji. Na szczęście uraz nie okazał się na tyle poważny, by wykluczyć ją z gry na dłużej, i Polka wróciła na boisko znacznie szybciej, niż pierwotnie przypuszczano.

    Jeśli Pajor utrzyma obecną formę, jej indywidualne osiągnięcia mogą stać się jednym z najjaśniejszych punktów całego sezonu w lidze hiszpańskiej kobiet. Wszystko wskazuje na to, że korona królowej strzelczyń jest w tym roku na wyciągnięcie ręki reprezentantki Polski.

    https://x.com/_BarcaInfo/status/2010811568888434944?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2010811568888434944%7Ctwgr%5E88d5ce518c6c84a4b53d22c032d6995be9118015%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fpilka-nozna%2Fla-liga%2Fnews-oglaszaja-ws-ewy-pajor-wspaniale-wiesci-ws-polskiej-gwiazdynId22507911

  • Amerykanie biją na alarm ws. Igi Świątek. “Ten styl już nie działa”

    Amerykanie biją na alarm ws. Igi Świątek. “Ten styl już nie działa”

    Iga Świątek jasno komunikuje, jaki kierunek chce obrać we współpracy z nowym trenerem, Wimem Fissettem. Jej celem jest powrót do agresywnego, ale bardziej wyważonego tenisa opartego na kontratakach – stylu, który był fundamentem jej pierwszych lat dominacji w cyklu WTA. To właśnie nim zbudowała pozycję liderki i zdobywała największe tytuły. Ma on zastąpić skrajną, bezkompromisową agresję, rozwijaną pod okiem Tomasza Wiktorowskiego, z którym triumfowała w czterech turniejach wielkoszlemowych. Jak zauważają eksperci, ten model gry przestał dziś przynosić oczekiwane efekty.

    Taką ocenę sytuacji przedstawiono na łamach prestiżowego „The Athletic” po występach Świątek w United Cup. Choć Polka rozpoczęła sezon od triumfu w rozgrywkach drużynowych i razem z reprezentacją Polski sięgnęła po końcowe zwycięstwo, jej indywidualne wyniki wzbudziły mieszane odczucia. W singlu wygrała trzy spotkania, ale dwukrotnie schodziła z kortu pokonana – przez Coco Gauff i Belindę Bencić. Te porażki szybko uruchomiły narrację, że liderka polskiego tenisa nie jest jeszcze w optymalnej formie przed Australian Open, co rodzi pytania o jej dyspozycję w Melbourne.

    Amerykańscy dziennikarze zwracają jednak uwagę na coś więcej niż same wyniki. Ich zdaniem Świątek wciąż znajduje się w procesie przebudowy swojego tenisa, a w takim okresie słabsze mecze są czymś naturalnym. „The Athletic” doceniło triumf Biało-Czerwonych w United Cup – trzeci z rzędu finał, tym razem zakończony sukcesem po wcześniejszych porażkach z Niemcami i USA – ale szczególną uwagę poświęciło właśnie grze Igi.

    Według analizy, styl Polki zmieniał się w trakcie turnieju, lecz wciąż widoczne są stare przyzwyczajenia, z których trudno jej całkowicie zrezygnować. Świątek nadal chce grać ofensywnie, jednak w inny sposób niż dotychczas. Jej tenis został dokładnie rozpracowany przez czołowe rywalki, co zmusza ją do poszukiwania nowych rozwiązań. „W tym sezonie czeka ją wiele wyzwań, ale Świątek jasno określiła, co chce osiągnąć z Wimem Fissettem: przywrócić agresywny tenis oparty na kontratakach i odejść od totalnej agresji, która przestała działać. Ona i jej trener doskonale to widzą” – napisano.

    Dziennikarze podkreślają, że problem szczególnie uwidacznia się w momentach, gdy rywalki przejmują inicjatywę i narzucają presję. Kłopoty Świątek nie wynikają z braku planu czy pomysłu na grę. Wręcz przeciwnie – według „The Athletic” Polka dokładnie wie, co powinna zrobić, ale w kluczowych momentach nie potrafi tego skutecznie wdrożyć. Takie sytuacje zdarzały się już w poprzednim sezonie, a ich powtórkę było widać także w półfinale i finale United Cup.

    Autorzy analizy obrazowo opisują, że Świątek bywa „uwięziona między dwoma sprzecznymi głosami”. Pod presją wraca do głęboko zakorzenionych nawyków, z których próbuje się wyzwolić, czasami łącząc dwa odmienne style w jednym meczu, a nawet w jednym secie. Gdy piłka wraca szybko i mocno, jej naturalną reakcją jest jeszcze silniejsze uderzenie, co prowadzi do lawiny błędów i narastającego stresu. Z zewnątrz widać, że Polka ma świadomość, jak powinna grać, ale w praktyce nie zawsze jest w stanie to zrealizować.

    Osobny wątek dotyczy rywalizacji z Coco Gauff. Amerykanka wygrała cztery ostatnie pojedynki ze Świątek, wszystkie bez straty seta, co jeszcze niedawno wydawało się mało prawdopodobne. Zdaniem „The Athletic” dynamika tej rywalizacji wyraźnie się zmieniła. Wcześniej kontrolowana agresja Polki zmuszała Gauff do ryzykownych zagrań i nie pozwalała jej dyktować tempa. Teraz nadmierna ofensywność Świątek osłabiła jej atuty i oddała inicjatywę Amerykance, która w roli dominującej czuje się znakomicie.

    Mecze z Gauff i Bencić dostarczyły jednak cennego materiału do analizy dla Fissette’a i samej Świątek. Według amerykańskich dziennikarzy właściwe wnioski wyciągnięte z tych spotkań mogą okazać się kluczowe nie tylko dla zmiany stylu gry Polki, ale też dla przebiegu całego sezonu.

    „The Athletic” nie pominęło także wkładu pozostałych reprezentantów Polski w sukces United Cup. Doceniono solidne występy Huberta Hurkacza w singlu oraz ważną rolę Katarzyny Kawy i Jana Zielińskiego w mikście. To właśnie drużyna – jak podkreślono – pomogła Świątek „przekroczyć linię mety”, wygrywając swoje mecze w momentach największej presji i budując fundament pod końcowy triumf.

  • Wciąż głośno o pogromczyni Świątek. Prawie pięć lat i koniec. Stało się po meczu

    Wciąż głośno o pogromczyni Świątek. Prawie pięć lat i koniec. Stało się po meczu

    Iga Świątek wraz z reprezentacją Polski znakomicie rozpoczęła sezon 2026. „Biało-Czerwoni” sięgnęli po triumf w United Cup, zapisując na swoim koncie pierwsze w historii zwycięstwo w tych rozgrywkach i wreszcie przełamując serię dwóch przegranych finałów z rzędu. Choć cała drużyna mogła świętować ogromny sukces, sama liderka polskiego zespołu nie zakończyła turnieju bez rys. W starciu singlowym musiała uznać wyższość Belindy Bencic, a ta porażka okazała się mieć znacznie szerszy kontekst – również historyczny.

    Początek roku w wykonaniu Polaków był imponujący, choć nie brakowało trudnych chwil. Iga Świątek przegrała dwie ostatnie swoje potyczki w turnieju, a szczególny niepokój wśród kibiców wywołał mecz z Belindą Bencic. Niżej notowana Szwajcarka zaprezentowała się znakomicie, a w jednym z setów wręcz zdominowała raszyniankę, wygrywając aż 6:0. Kilkadziesiąt minut później Bencic mogła cieszyć się podwójnie – jej zwycięstwo dało Szwajcarii prowadzenie w finale United Cup.

    Ostatecznie jednak to Polacy wyszli z tej rywalizacji zwycięsko. Kluczowy punkt w mikście zdobył Hubert Hurkacz, pieczętując historyczny triumf „Biało-Czerwonych”. Mimo porażki w finale Szwajcaria również miała powody do dumy, a sama Belinda Bencic nie kryła wzruszenia.
    – Każdy z nas był tu ważny. To jeden z najlepszych tygodni w moim życiu i zawsze będę o nim pamiętać. Cały United Cup był od początku do końca niezwykłym doświadczeniem – mówiła tuż po zakończeniu turnieju.

    Radość na twarzy 28-letniej tenisistki z pewnością pojawiła się także po najnowszej aktualizacji rankingu WTA. Dzięki świetnej postawie w Australii Bencic wróciła do czołowej dziesiątki najlepszych zawodniczek świata. I to nie jest jedyny powód, dla którego o Szwajcarce zrobiło się głośno. Ciekawą statystyką podzielił się profil The Tennis Letter w serwisie X. Przypomniano, że jeszcze 14 miesięcy temu, gdy wracała do rywalizacji po narodzinach córki Belli, nie była w ogóle notowana w rankingu. Teraz stała się pierwszą mamą od 2021 roku, która ponownie znalazła się w TOP 10 WTA. Poprzednio dokonała tego legendarna Serena Williams.

    Tenisowy świat czekał na taki moment niemal pięć lat. Amerykańska ikona po raz ostatni figurowała w czołowej dziesiątce w czerwcu 2021 roku. Teraz do tego elitarnego grona dołączyła Belinda Bencic, pisząc własny, wyjątkowy rozdział w historii kobiecego tenisa. I wiele wskazuje na to, że Szwajcarka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Przed nią Australian Open, gdzie do zdobycia będzie spora pula punktów. Niewykluczone więc, że jej rankingowa pozycja może jeszcze się poprawić.

  • Zwolińska bezlitośnie wypaliła nt. Świątek. Gorzka prawda wychodzi na jaw

    Zwolińska bezlitośnie wypaliła nt. Świątek. Gorzka prawda wychodzi na jaw

    Klaudia Zwolińska odpowiada krytykom po wygranej w Plebiscycie „Przeglądu Sportowego”. Padły mocne słowa

    Zwycięstwo Klaudii Zwolińskiej w Plebiscycie „Przeglądu Sportowego” wywołało ogromne emocje. Mistrzyni kajakarstwa górskiego została Sportowcem Roku, wyprzedzając m.in. Igę Świątek, co natychmiast rozpaliło dyskusję wśród kibiców. Część z nich otwarcie twierdziła, że to tenisistka powinna sięgnąć po główną nagrodę. Sama Zwolińska odniosła się do tych głosów bez owijania w bawełnę – jasno, dosadnie i z pełną świadomością realiów, w jakich funkcjonuje jej dyscyplina.

    Podczas sobotniej Gali poznaliśmy pełną listę laureatów. W najlepszej dziesiątce znaleźli się m.in. Bartosz Zmarzlik, Robert Kubica, Maria Żodzik, Robert Lewandowski, Mateusz Ponitka, Aleksandra Mirosław oraz Mikołaj Marczyk. Największe emocje wzbudziło jednak podium, na którym spotkały się trzy różne światy sportu: siatkówka, tenis i kajakarstwo górskie. Trzecie miejsce zajął Wilfredo Leon, drugie – Iga Świątek, a zwycięstwo przypadło Klaudii Zwolińskiej.

    Sama triumfatorka nie kryła zaskoczenia werdyktem. Już na scenie przyznała, że spełniło się jej dziecięce marzenie. Wspominała czasy, gdy jako mała dziewczynka oglądała Bal Mistrzów Sportu i sukcesy Justyny Kowalczyk, marząc, by kiedyś znaleźć się w tym samym miejscu. Teraz, jako mistrzyni świata w konkurencjach K-1 i C-1 oraz brązowa medalistka w crossie, sama stanęła na samym szczycie.

    Gdy opadły pierwsze emocje, Zwolińska pojawiła się w Kanale Sportowym, gdzie w spokojniejszej atmosferze została zapytana o kontrowersje wokół wyników głosowania. Nie unikała tematu porównań do Igi Świątek i wprost odniosła się do zarzutów kibiców.

    Podkreśliła, że doskonale rozumie skalę sukcesów tenisistki i nie ma wątpliwości, iż Świątek wielokrotnie jeszcze sięgnie po to wyróżnienie. Jednocześnie zwróciła uwagę na coś, co jej zdaniem jest kluczowe – znaczenie tej nagrody dla sportów niszowych.
    – Uważam, że Idze zawsze należy się takie zwycięstwo, szczególnie gdy wygrywa się Wimbledon. Ale myślę, że to, ile my możemy dobrego zrobić dla mojej dyscypliny dzięki tej nagrodzie, jest ogromne. Iga przeżyje, jeśli raz jej nie dostanie, zwłaszcza że i tak była druga – wyjaśniła.

    Zwolińska zaznaczyła, że swoją wygraną traktuje nie tylko jako osobisty sukces, ale też jako odpowiedzialność za całe środowisko kajakowe w Polsce. – Wkręciłam sobie, że odpowiadam nie tylko za slalom, ale za całą społeczność kajakową, która w naszym kraju jest naprawdę ogromna – mówiła.

    Odniosła się także do faktu, że w plebiscycie wyprzedziła wielkie nazwiska polskiego sportu. Jak podkreśliła, nie był to przypadek ani jednorazowy zryw. – To były dwa miesiące ciężkiej pracy. Śmiałam się, że prowadziłam kampanię. Chciałam, żeby Polacy w ogóle usłyszeli, co osiągnęliśmy na mistrzostwach świata. Wiedziałam, że nie startujemy z równej pozycji pod względem medialnym, ale mierzyłam bardzo wysoko – w pierwszą trójkę – i byłam tego pewna – podsumowała.

    Słowa Klaudii Zwolińskiej jasno pokazują, że jej triumf to coś więcej niż indywidualne wyróżnienie. To także sygnał, że sporty mniej obecne w mediach mogą – przy odpowiedniej determinacji i wynikach – przebić się do świadomości kibiców i stanąć w jednym szeregu z największymi gwiazdami polskiego sportu.

  • Nawrocki nagle dopadł do Stocha w Zakopanem. Kancelaria prezydenta oświadcza

    Nawrocki nagle dopadł do Stocha w Zakopanem. Kancelaria prezydenta oświadcza

    Karol Nawrocki na Wielkiej Krokwi. Symboliczne pożegnanie Kamila Stocha

    To był wyjątkowy i wzruszający wieczór w Zakopanem. Podczas niedzielnego konkursu Pucharu Świata na Wielkiej Krokwi z kibicami żegnał się Kamil Stoch, kończący karierę po obecnym sezonie. Na trybunach pojawił się m.in. prezydent RP Karol Nawrocki, który po zawodach osobiście podszedł do skoczka, by podziękować mu za lata sukcesów i sportowych emocji.

    Choć sportowo ostatni występ Stocha w Zakopanem nie ułożył się po jego myśli, atmosfera na obiekcie była wyjątkowa. Trzykrotny mistrz olimpijski nie awansował do drugiej serii i oddał tylko jeden skok, co sam skomentował z charakterystyczną dla siebie szczerością.
    – Sportowo byłem dętka, nie ma co tego ukrywać. Nic nie funkcjonowało – ani technika, ani fizyczność – przyznał przed kamerami Eurosportu.
    Jak dodał, najważniejsze było jednak samo dotarcie do tego momentu i możliwość pożegnania się z kibicami przy pełnych trybunach.

    Stoch został uhonorowany w wyjątkowej oprawie. Na jego ostatni konkurs Pucharu Świata w Zakopanem przybyli zarówno obecny, jak i były prezydent RP. Wizyta głowy państwa była zapowiadana już wcześniej – kilka dni przed zawodami na obiekcie pojawili się funkcjonariusze SOP, przygotowujący zabezpieczenie wydarzenia.

    W niedzielę Karol Nawrocki zasiadł na trybunie VIP wraz z żoną i synem, aktywnie dopingując reprezentantów Polski. – Miło, że tak ważne osobistości pojawiły się na tych zawodach – komentował Kamil Stoch w rozmowie z dziennikarzami. Po zakończeniu konkursu prezydent przedarł się przez tłum, by uścisnąć dłoń skoczka i osobiście mu podziękować. Chwilę później razem z kibicami odśpiewano „Mazurka Dąbrowskiego”.

    Po zawodach Kancelaria Prezydenta opublikowała w mediach społecznościowych oficjalny komunikat. Poinformowano w nim, że prezydent RP wraz z Pierwszą Damą kibicowali zawodnikom podczas konkursu indywidualnego, a po jego zakończeniu Karol Nawrocki wręczył nagrody zwycięzcom i pogratulował całej czołowej trójce. Szczególne miejsce w podsumowaniu zajęło pożegnanie Kamila Stocha, który kończy sportową karierę po tym sezonie.

    Sam prezydent również zabrał głos, publikując wspólne zdjęcie ze skoczkiem. Nazwał Stocha „legendą” polskich skoków narciarskich i podkreślił niezwykłą atmosferę panującą na Wielkiej Krokwi. Przy okazji odniósł się także do innych sukcesów biało-czerwonych.
    – To był dzień pełen wielkich sportowych emocji. Polska po raz pierwszy triumfuje w United Cup, a nasi hokeiści halowi zdobywają srebro mistrzostw Europy. Polska jest z Was dumna – napisał Karol Nawrocki.

    Zakopiańskie pożegnanie Kamila Stocha na długo pozostanie w pamięci kibiców. Nawet jeśli ostatni skok nie był idealny, cała oprawa wydarzenia tylko potwierdziła, jak ogromne miejsce zajmuje on w historii polskiego sportu.

  • Kibice ryknęli do Tuska na Jasnej Górze. Dziennikarka Republiki ostro reaguje

    Kibice ryknęli do Tuska na Jasnej Górze. Dziennikarka Republiki ostro reaguje

    W sieci dużym echem odbiło się nagranie z XVIII Patriotycznej Pielgrzymki Kibiców na Jasną Górę. Wideo zarejestrowało moment, w którym część uczestników wydarzenia skanduje wulgarne hasła pod adresem premiera Donalda Tuska – polityka, który nie był obecny na miejscu. Choć okrzyk ten znany jest środowiskom kibicowskim od lat i pojawiał się już m.in. w 2011 roku, jego wykrzykiwanie w sanktuarium maryjnym wywołało falę krytyki i oburzenia. Na sprawę zareagowała m.in. dziennikarka TV Republika.

    Nie milkną komentarze po XVIII Patriotycznej Pielgrzymce Kibiców, w której udział wziął prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki. Głowa państwa rozpoczęła wizytę od uczestnictwa w mszy świętej w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, następnie spotkała się z przedstawicielami środowisk kibicowskich w sali konferencyjnej, a na zakończenie wygłosiła przemówienie do zgromadzonych na jasnogórskich wałach fanów piłki nożnej.

    Prezydentowi od samego początku towarzyszyły entuzjastyczne reakcje. Gdy wszedł na mównicę, tłum przywitał go głośnymi okrzykami: „Karol, Karol!” oraz „Lechia Gdańsk!”. W swoim wystąpieniu Nawrocki podkreślał potrzebę jedności i wspólnoty ponad podziałami klubowymi.

    – Pod tą piękną biało-czerwoną flagą jest miejsce dla nas wszystkich. Dla kibiców z Kędzierzyna-Koźla, Wisły, Cracovii, Arki, Lechii, Lecha Poznań czy Jagiellonii Białystok. Dziś musimy być razem, zwłaszcza gdy myślimy o Bogu i Ojczyźnie – mówił.

    Prezydent dziękował kibicom za wytrwałość i podkreślał swoje emocjonalne związki z tym środowiskiem. – Chcę wam z całego serca podziękować. Wiecie, że jestem jednym z was – zwracał się do zgromadzonych.

    Obecność głowy państwa nie była jednak jedynym elementem, który przyciągnął uwagę opinii publicznej. W pewnym momencie część pielgrzymów zaczęła skandować obraźliwe hasło pod adresem premiera Donalda Tuska.

    „Donald, matole, twój rząd obalą kibole” – rozbrzmiało na Jasnej Górze.

    Nagranie dokumentujące ten moment opublikował w serwisie X Robert Bąkiewicz, były prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości i założyciel partii Niepodległość. „Donald, słyszałeś? Kibice przesyłają pozdrowienia” – napisał, dołączając wideo.

    Publikacja natychmiast wywołała burzę w mediach społecznościowych. Choć pojawiły się głosy próbujące tłumaczyć zachowanie kibiców, zdecydowana większość komentarzy miała charakter krytyczny. Szczególnie mocno wybrzmiał sprzeciw wobec przenoszenia politycznych sporów w przestrzeń sakralną.

    Swojego oburzenia nie kryła m.in. Ilona Januszewska, dziennikarka TV Republika. – Ale po co takie zachowania na Jasnej Górze? Po co to? Nie tam. To nie jest dobre – oceniła.

    Podobnych opinii było znacznie więcej. Internauci pisali m.in.: „To nie jest miejsce na uprawianie polityki”, „Chluby to kibicom nie przyniesie”, „Hańba”, „Najpierw Bóg, honor i Ojczyzna, a potem takie sceny pod świętym obrazem”, czy też ironicznie: „Kolejka do spowiedzi musiała być naprawdę długa”.

    Warto przypomnieć, że hasło, które dziś ponownie wywołało emocje, nie jest nowe. Kibice skandowali je już w 2011 roku – zarówno na stadionach, jak i podczas głośnej demonstracji pod Podlaskim Urzędem Wojewódzkim w Białymstoku. Wówczas fani Jagiellonii protestowali przeciwko decyzji o zamknięciu części trybun. Na budynku pojawiły się transparenty z hasłami: „Możecie zamykać nam stadiony, lecz nigdy nie zamkniecie nam ust” oraz „Zamknijcie jeszcze dyskoteki, galerie i szkoły, niech nie będzie niczego”.

    Tamte wydarzenia zakończyły się interwencją policji. Zatrzymano 43 osoby, które ukarano mandatami za wykroczenia. Część z nich odmówiła ich przyjęcia, a sprawy trafiły do sądu. W 11 przypadkach orzeczono grzywny, jednak po apelacjach postępowania zostały ostatecznie umorzone z powodu przedawnienia.

    Dzisiejsza sytuacja pokazuje, że stare hasła wciąż potrafią powracać – choć nie zawsze w miejscu i czasie, które sprzyjają refleksji czy jedności.

    https://x.com/RBakiewicz/status/2010042291319386171?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2010042291319386171%7Ctwgr%5Ee1ae22578b02e77f8505c7729fa13f6703cb6380%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fsportowe-zycie%2Fnews-atak-na-nawrockiego-z-obozu-tuska-tego-mu-nie-daruja-episkopnId22507329

  • Media: Nawrocki spotkał się na Jasnej Górze z przywódcą gangu. “Przywitali się jak starzy znajomi”

    Media: Nawrocki spotkał się na Jasnej Górze z przywódcą gangu. “Przywitali się jak starzy znajomi”

    Karol Nawrocki wziął udział w pielgrzymce kibiców na Jasną Górę. Jak ujawniła Wirtualna Polska, podczas wydarzenia doszło do jego spotkania z przywódcą gangu pseudokibiców Jagiellonii Białystok, skazanym w 2024 roku na sześć lat więzienia.

    Jasna Góra. Kontrowersyjne spotkanie podczas pielgrzymki kibiców

    W sobotę 10 stycznia prezydent Karol Nawrocki uczestniczył w XVIII Ogólnopolskiej Patriotycznej Pielgrzymce Kibiców na Jasnej Górze. Po zakończeniu części otwartej, dostępnej dla wszystkich uczestników, w jednym z pomieszczeń klasztoru odbyło się spotkanie w znacznie węższym gronie. Jak ustaliła Wirtualna Polska, to właśnie tam doszło do sytuacji, która wzbudziła duże kontrowersje.

    Według relacji portalu, Karol Nawrocki z uśmiechem podszedł do mężczyzny stojącego na czele grupy uczestników. Obaj przywitali się serdecznie, jakby znali się od dawna, a następnie uścisnęli sobie dłonie. „Jagiellonia” – miał powiedzieć prezydent, po czym zaczął witać się z kolejnymi osobami. Dziennikarze WP ustalili, że wspomnianym mężczyzną był Tomasz P., znany pod pseudonimem „Dragon”, uznawany za przywódcę gangu pseudokibiców Jagiellonii Białystok.

    Kim jest Tomasz P.?

    Tomasz P. to postać doskonale znana organom ścigania. W 2024 roku został on nieprawomocnie skazany na sześć lat pozbawienia wolności m.in. za propagowanie nazizmu, kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą oraz udział w brutalnych pobiciach. Wcześniej był już wielokrotnie karany – m.in. za napaść na funkcjonariusza publicznego z użyciem niebezpiecznego narzędzia, podżeganie do napadu ze skutkiem śmiertelnym oraz zastraszanie świadków.

    Jak przypomina Wirtualna Polska, Tomasz P. miał również organizować tzw. ustawki pseudokibiców Jagiellonii Białystok, czyli brutalne bójki między zwaśnionymi grupami fanów piłkarskich.

    Stanowisko Kancelarii Prezydenta

    Portal WP zwrócił się do rzecznika prezydenta, Rafała Leśkiewicza, z pytaniem, czy podczas spotkania mogło dojść do rozmowy na temat ewentualnego ułaskawienia Tomasza P. W odpowiedzi rzecznik stanowczo zaprzeczył takim sugestiom.

    „Prezydent RP Karol Nawrocki uczestniczył w XVIII Pielgrzymce Kibiców na Jasną Górę, aby wspólnie z kibicami z całej Polski modlić się przed Obrazem Matki Bożej Częstochowskiej. Pan Prezydent wziął udział we Mszy Świętej, a następnie wygłosił przemówienie do zgromadzonych pielgrzymów. Jak w każdym otwartym wydarzeniu publicznym z udziałem Prezydenta RP, była również okazja do krótkich, bezpośrednich i wyłącznie kurtuazyjnych powitań z uczestnikami pielgrzymki” – przekazał Leśkiewicz.

    Sprawa wywołała szeroką dyskusję w mediach i opinii publicznej, zwłaszcza w kontekście charakteru wydarzenia oraz przeszłości osób, z którymi prezydent miał okazję się spotkać.