Author: newuser

  • Aż huczy wokół Świątek. A teraz Polka ogłasza. 2 dni przed Australian Open

    Aż huczy wokół Świątek. A teraz Polka ogłasza. 2 dni przed Australian Open

    Występ Igi Świątek podczas United Cup rozgrzał dyskusję do czerwoności i sprawił, że atmosfera przed Australian Open stała się jeszcze bardziej napięta. Kibice i eksperci zaczęli zadawać pytanie, które powraca jak bumerang: czy aktualna forma wiceliderki rankingu WTA pozwoli jej realnie myśleć o walce o brakujący w dorobku tytuł wielkoszlemowy? Opinie są podzielone, a medialna burza narastała z każdym kolejnym dniem. Na dwa dni przed startem turnieju w Melbourne głos w tej sprawie zabrała jednak sama zainteresowana, otwarcie komentując swoją dyspozycję.

    Turniej United Cup okazał się w tym sezonie wyjątkowo udany dla reprezentacji Polski. Po dwóch przegranych finałach biało-czerwoni wreszcie sięgnęli po końcowy triumf, pokonując w decydującym meczu Szwajcarię. Sukces zespołu był źródłem ogromnej radości także dla Igi Świątek, która miała swój istotny wkład w końcowe zwycięstwo.

    Raszynianka znakomicie rozpoczęła rywalizację w fazie grupowej. Najpierw bez większych problemów poradziła sobie z Niemką Evą Lys, a następnie potwierdziła wysoką formę w pojedynkach z Suzan Lamens oraz – już w ćwierćfinale – z utalentowaną Mayą Joint. Wydawało się, że wszystko zmierza w idealnym kierunku. Później jednak pojawiły się trudności.

    W półfinale zmagań, w starciu z reprezentacją Stanów Zjednoczonych, Świątek uległa w dwóch setach Coco Gauff (4:6, 2:6). Jeszcze bardziej niepokojący okazał się finał ze Szwajcarią, w którym Polka po wygranym pierwszym secie przegrała z Belindą Bencic 6:3, 0:6, 3:6. Dwie porażki z rzędu wywołały falę komentarzy i analiz dotyczących aktualnej dyspozycji byłej liderki światowego rankingu. Portal Tennis365.com zwrócił uwagę na spadek jej skuteczności w meczach z czołowymi zawodniczkami touru, co tylko dolało oliwy do ognia.

    Wątpliwości nie kryła także jedna z najbardziej wyrazistych rywalek Świątek – Danielle Collins. Amerykanka, goszcząc w podcaście „The Big T”, podkreślała, że dwie kolejne porażki to coś rzadko spotykanego w przypadku Polki. Jej zdaniem kluczowe będzie to, jak Świątek poradzi sobie z tą sytuacją od strony mentalnej. Collins zaznaczyła, że gdy Polka jest w pełni skupiona i czuje się dobrze, potrafi grać jak numer jeden na świecie, jednak w obecnych okolicznościach nie widzi jej w roli głównej faworytki Australian Open.

    Jak jest naprawdę? Na to pytanie odpowiedziała sama Iga Świątek w rozmowie z Eurosportem, udzielonej na dwa dni przed startem turnieju w Melbourne.

    – Te mecze w Sydney nie były idealne, nie wszystko układało się tak, jakbym chciała. Jest kilka elementów, które muszę jeszcze potrenować i dopracować. W Melbourne miałam już kilka godzin na korcie treningowym i pracujemy dalej. Wiadomo jednak, że kiedy wychodzi się na mecz, wszystko może wyglądać zupełnie inaczej – przyznała 24-latka.

    Polska tenisistka zaznaczyła, że na razie koncentruje się wyłącznie na pierwszej rundzie Australian Open. – Zobaczę, jak będę się czuła na korcie. Skupiliśmy się głównie na dostosowaniu do warunków, bo są inne niż w Sydney. Sama nawierzchnia również wydaje się nieco inna. Czuję, że gram dobrze, ale na tym poziomie wszyscy prezentują wysoki poziom. Detale będą miały ogromne znaczenie – podkreśliła.

    W rozmowie z Pawłem Kuwikiem Świątek zwróciła także uwagę na to, jak bardzo na przestrzeni ostatnich lat zmienił się kobiecy tenis. – Poziom bardzo się podniósł. Od 2021 roku jestem w czołówce WTA i wyraźnie czuję, jak tour się rozwija. Gra jest coraz szybsza, rywalki są coraz lepiej przygotowane fizycznie. Mało kto zdaje sobie z tego sprawę. Poziom się wyrównał i dziś wiele zawodniczek ma potencjał, by wygrać turniej wielkoszlemowy. Dlatego o sukcesach decydują naprawdę drobne szczegóły – podsumowała.

    Australian Open rozpocznie się już za moment, a odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące formy Igi Świątek przyniosą pierwsze mecze na kortach w Melbourne. Jedno jest pewne – emocji nie zabraknie.

  • Świątek dostała pierwsze pytanie i nie wytrzymała. Nie mogła tego tak zostawić

    Świątek dostała pierwsze pytanie i nie wytrzymała. Nie mogła tego tak zostawić

    Iga Świątek już w poniedziałek rozpocznie rywalizację w Australian Open, ale zanim wyjdzie na kort w pierwszej rundzie, wzięła udział w dniu medialnym. Jej konferencja prasowa była krótka – trwała niespełna 15 minut – jednak od samego początku nie brakowało w niej zaskakujących momentów. Już po pierwszym pytaniu Polka postanowiła jasno zareagować i zwróciła się do dziennikarzy z wyraźną prośbą, by w przyszłości unikali jednego tematu.

    W tegorocznej edycji Australian Open w singlu kobiet zobaczymy cztery reprezentantki Polski: Igę Świątek, Magdę Linette, Magdalenę Fręch oraz Lindę Klimovicovą, która przeszła przez kwalifikacje. Mimo to zdecydowana większość uwagi kibiców skupia się na wiceliderce rankingu WTA i na tym, jak poradzi sobie na starcie turnieju. Rok temu dotarła w Melbourne aż do półfinału – teraz pytanie brzmi, czy w tym sezonie będzie w stanie pójść jeszcze dalej.

    Powody do optymizmu po United Cup

    Świątek ma za sobą udany występ w United Cup, gdzie wreszcie mogła świętować zwycięstwo z reprezentacją Polski. Bezbłędnie spisywała się para mieszana Katarzyna Kawa – Jan Zieliński, bardzo dobrze po siedmiomiesięcznej przerwie zaprezentował się Hubert Hurkacz. Sama Iga nie zawsze miała szczęście, ale w większości spotkań pokazała solidny tenis, a jej zwycięstwo z Evą Lys w meczu, który wydawał się już przegrany, było jednym z najbardziej charakterystycznych momentów turnieju.

    Nie ulega jednak wątpliwości, że przed Australian Open Świątek wraz z trenerem Wimem Fissette miała jeszcze kilka elementów do dopracowania. Podczas konferencji prasowej przed startem wielkoszlemowej imprezy nie mówiło się jednak o aspektach czysto tenisowych. Największe poruszenie wywołał… temat drabinki turniejowej.

    Jasna reakcja Świątek na pierwsze pytanie

    Pierwsze pytanie, jakie usłyszała Polka, dotyczyło ewentualnych zmian w jej grze pod kątem potencjalnych pojedynków z Naomi Osaką i Jeleną Rybakiną, które znalazły się w jej części drabinki. Świątek już w trakcie zadawania pytania zorientowała się, dokąd zmierza rozmowa i nie kryła lekkiego zniecierpliwienia.

    – Nie patrzyłam na losowanie, więc… dzięki za cynk. Nie, to nie żart. Naprawdę tego nie robię, więc proszę, nie spoilerujcie mi drabinki. Lubię się zaskakiwać po każdym meczu – powiedziała stanowczo, jasno wyznaczając granicę.

    Chwilę później, odpowiadając już wprost na pytanie, dodała krótko: – Nie, bo nawet nie wiedziałam. To wszystko.

    Świątek dała tym samym do zrozumienia, że woli skupiać się wyłącznie na najbliższym rywalu, bez wybiegania myślami kilka rund do przodu.

    W pierwszej rundzie Australian Open jej przeciwniczką będzie Chinka Yue Yuan, która wcześniej musiała przebijać się przez wymagające kwalifikacje. Mecz zaplanowano na poniedziałek, 19 stycznia, nie wcześniej niż o godzinie 1:00 w nocy czasu polskiego. To właśnie od tego spotkania Iga Świątek rozpocznie kolejną próbę sięgnięcia po jedyny wielkoszlemowy tytuł, którego wciąż brakuje w jej imponującej kolekcji.

  • Sabalenka ma marzenie związane ze Świątek. Szczere wyznanie Białorusinki. I to 2 dni przed Australian Open

    Sabalenka ma marzenie związane ze Świątek. Szczere wyznanie Białorusinki. I to 2 dni przed Australian Open

    Aryna Sabalenka przystępuje do Australian Open 2026 jako główna kandydatka do końcowego triumfu. Liderka światowego rankingu już w pierwszej rundzie zmierzy się z Francuzką Tiantsoa Rakotomanga Rajaonah, ale jeszcze przed startem turnieju głośno zrobiło się o jej wypowiedzi dotyczącej rywalizacji z Igą Świątek. Słowa Białorusinki jasno pokazują, jak wyjątkowa – i momentami frustrująca – jest relacja dwóch najlepszych tenisistek świata.

    Wielkoszlemowe zmagania w Melbourne ruszają w niedzielę, 18 stycznia. Sabalenka, która triumfowała na kortach Australian Open w 2023 i 2024 roku, doskonale zna smak sukcesu w Australii. Przed rokiem była o krok od trzeciego tytułu z rzędu, jednak w finale musiała uznać wyższość Madison Keys. Amerykanka wygrała po trzysetowym boju 6:3, 2:6, 7:5, a porażka ta długo siedziała w głowie liderki rankingu.

    – Przegrana w zeszłorocznym finale z Keys była bardzo bolesna. Grała znakomicie, a ja długo nie mogłam się z tym pogodzić. Przez pewien czas było mi naprawdę ciężko, ale wierzę, że w tym roku będzie lepiej – przyznała Sabalenka na dwa dni przed rozpoczęciem turnieju.

    Sabalenka o Świątek: „Chciałabym grać z nią częściej” W sezonie 2025 wielu kibiców liczyło na wielki finał Australian Open pomiędzy Sabalenką a Igą Świątek. Do takiego starcia jednak nie doszło – Polka odpadła w półfinale po porażce z Madison Keys. W obecnej edycji turnieju teoretycznie obie tenisistki mogą zmierzyć się ze sobą dopiero w finale, co tylko podgrzewa atmosferę wokół ich rywalizacji.

    Podczas rozmów z dziennikarzami Sabalenka została zapytana wprost o pojedynki ze Świątek i nie ukrywała swojego zdziwienia.

    – To szaleństwo, że w zeszłym roku zagrałyśmy ze sobą tylko raz. Oczywiście nie chodzi tylko o nas, bo jest wiele świetnych tenisistek zdolnych do wygrywania wielkich turniejów, ale prawda jest taka, że chciałabym grać z Igą częściej – powiedziała 27-letnia Białorusinka.

    Te słowa mówią wiele o rywalizacji Sabalenki i Świątek, które od kilku sezonów toczą zacięty bój o pozycję numer jeden na świecie. Paradoksalnie, mimo dominacji obu zawodniczek w tourze, ich bezpośrednie pojedynki należą do rzadkości, co sprawia, że trudno jednoznacznie wskazać, która z nich ma wyraźną przewagę.

    Dotychczas tenisistki spotkały się 13 razy – bilans tych starć to 8:5 na korzyść Świątek. W całym 2025 roku doszło jednak tylko do jednego takiego meczu. Był to półfinał Roland Garros, w którym lepsza okazała się Sabalenka, wygrywając 7:6, 4:6, 6:0.

    Aryna Sabalenka swój mecz pierwszej rundy Australian Open rozegra w niedzielę, 18 stycznia, o godzinie 9:00 czasu polskiego. Tekstową relację „na żywo” będzie można śledzić w Interii Sport. Iga Świątek natomiast rozpocznie zmagania w Melbourne w poniedziałek lub we wtorek.

  • Świątek odpowiada na słowa ojca. A jednak, zmiana. Polka ujawnia

    Świątek odpowiada na słowa ojca. A jednak, zmiana. Polka ujawnia

    Iga Świątek coraz bardziej zbliża się do swojego pierwszego wielkoszlemowego startu w nowym sezonie, który tradycyjnie otworzy Australian Open. Turniej rozgrywany w Melbourne może mieć dla Polki wyjątkowe znaczenie — to właśnie tam wiceliderka rankingu WTA stanie przed szansą skompletowania karierowego Wielkiego Szlema. Jak sama podchodzi do tej perspektywy i jak dziś patrzy na cele, o których mówiło się już kilka lat temu? O tym opowiedziała w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onetem”, odnosząc się również do słów swojego ojca Tomasza Świątka sprzed trzech lat.

    Losowanie drabinki Australian Open odbyło się w czwartek i nie ułożyło się dla Igi Świątek szczególnie korzystnie. Już teraz wiadomo, że droga do finału — zwłaszcza w drugim tygodniu turnieju — będzie wymagająca. W przypadku Wielkiego Szlema trudno jednak liczyć na łatwe scenariusze.

    W pierwszej rundzie Polka zmierzy się z kwalifikantką. Ostatecznie rywalką Świątek została Yue Yuan, która stanie przed okazją do rewanżu za porażkę poniesioną przed rokiem w Pekinie. Jeśli wiceliderka rankingu WTA upora się z Chinką, w kolejnym etapie może trafić na Renatę Zarazuę lub Marie Bouzkovą. Potencjalną przeciwniczką w trzeciej rundzie jest Anna Kalinska, a im dalej w turniej, tym poprzeczka będzie zawieszona coraz wyżej.

    Dla 24-letniej tenisistki tegoroczny start w Australii ma szczególny wymiar. Po raz pierwszy w karierze stanie bowiem przed realną szansą zdobycia brakującego tytułu wielkoszlemowego i skompletowania całego zestawu. Do tej pory jej najlepszym wynikiem na kortach w Melbourne był półfinał. Jak jednak podkreśla sama zainteresowana, jej spojrzenie na wielkie cele znacząco się zmieniło.

    – Patrzę na swoje ambicje trochę inaczej niż kilka lat temu. Oczywiście Australian Open czy złoto olimpijskie są gdzieś na mojej liście marzeń, ale nie traktuję ich jak Świętego Graala. To cele, które realizuję krok po kroku – zaznaczyła druga rakieta świata.
    – Dziś znacznie bardziej skupiam się na procesie, zdrowiu i ciągłym rozwoju. Wyniki są ważne, bo uprawiamy zawodowy sport, ale nie są jedyną miarą satysfakcji, zwłaszcza w codziennej pracy. Mówiłam to kilka lat temu i powtarzam również teraz: to maraton, a nie sprint. I wierzę, że jeszcze wiele przede mną – dodała.

    W trakcie rozmowy Iga Świątek odniosła się także do słów swojego ojca, Tomasza Świątka, który w 2023 roku wskazywał upór jako kluczową cechę charakteru córki, stojącą za jej spektakularnymi sukcesami na światowych kortach.

    Tenisistka przyznała, że determinacja wciąż jest ważnym elementem jej mentalności, ale jednocześnie podkreśliła, że z biegiem lat nauczyła się większej równowagi.
    – Upór i determinacja, a właściwie wytrwałość i determinacja, zawsze były częścią mnie, szczególnie w trudnych momentach, gdy nie wszystko układało się po mojej myśli. Z czasem jednak nauczyłam się większej elastyczności oraz zaufania — zarówno do siebie, jak i do całego zespołu, który mnie otacza. Czasem trzeba mocniej przycisnąć, a czasem odpuścić i zaufać procesowi – wyjaśniła wiceliderka rankingu WTA.

    Takie podejście ma jej pomóc nie tylko w walce o kolejne trofea, ale także w zachowaniu równowagi i długofalowym rozwoju kariery, która — jak sama podkreśla — wciąż jest daleka od finiszu.

  • Alarm ws. Igi Świątek. “Jest już wyczerpana”

    Alarm ws. Igi Świątek. “Jest już wyczerpana”

    Niepokojące sygnały płyną ze świata tenisa tuż przed startem Australian Open. W centrum uwagi ponownie znalazła się Iga Świątek, a jej zachowanie po niedawnej porażce z Belindą Bencic w United Cup wzbudziło wyraźne obawy wśród zagranicznych ekspertów. Jedną z osób, które otwarcie zabrały głos, była Coco Vandeweghe – była półfinalistka Australian Open i niegdyś dziewiąta rakieta świata.

    Amerykanka w trakcie programu na kanale Tennis Channel przyznała, że emocjonalne reakcje Polki na początku sezonu są dla niej powodem do niepokoju. W rozmowie z Bradem Gilbertem oraz Danielle Collins zwróciła uwagę nie tylko na same wyniki, ale przede wszystkim na widoczne oznaki psychicznego zmęczenia.

    Choć reprezentacja Polski triumfowała w United Cup, sama Świątek nie mogła uznać turnieju za udany. Liderka światowej czołówki zanotowała dwie singlowe porażki, a po niektórych spotkaniach – zarówno w trakcie meczu z Mayą Joint, jak i po starciu z Belindą Bencic – kamery uchwyciły jej łzy. Zdaniem Vandeweghe to sygnały, których nie da się zignorować.

    – Iga już na samym początku sezonu była wyraźnie rozbita emocjonalnie. Przegrała z Bencic w wyraźnym stylu, a wcześniej zanotowała kolejną porażkę z Coco Gauff. To niepokojące, bo styczeń powinien być momentem świeżości i mentalnej regeneracji – podkreślała Amerykanka. – Mam nadzieję, że poza kulisami nie dzieje się nic poważnego, o czym nie wiemy. Z perspektywy kogoś z zewnątrz wygląda to jednak alarmująco.

    Była tenisistka zaznaczyła, że jej obawy nie dotyczą wyłącznie sfery psychicznej. Zauważyła także pewne problemy w samej grze Świątek, zwłaszcza w starciach z najmocniejszymi rywalkami. Jej zdaniem Polka coraz częściej znajduje się pod ogromną presją, gdy rywalki są w stanie dorównać jej w grze z głębi kortu.

    – Bekhend Igi wciąż jest jej wielkim atutem, ale są zawodniczki, które potrafią jej się w tym elemencie przeciwstawić. Widzieliśmy to w meczach z Gauff, Bencic, Sabalenką czy Rybakiną. W takich momentach Iga zaczyna się cofać, wpada w pewien rodzaj paniki i unika gry bekhendem, co automatycznie przenosi całą presję na jej forhend – analizowała Vandeweghe.

    Na odpowiedź, czy te obawy są uzasadnione, nie trzeba będzie długo czekać. Już w przyszłym tygodniu Świątek rozpocznie rywalizację w Australian Open. W pierwszej rundzie zmierzy się z Chinką Yue Yuan, a ewentualna wygrana otworzy jej drogę do pojedynku z Czeszką Marie Bouzkovą lub Meksykanką Renatą Zarazuą.

    Start wielkoszlemowego turnieju w Melbourne pokaże, czy trudne chwile z początku sezonu były jedynie chwilowym kryzysem, czy też zapowiedzią poważniejszych problemów u jednej z najlepszych tenisistek świata.

  • Nie minęła doba po meczu i gruchnęły wielkie wieści o Pajor. To nie pomyłka

    Nie minęła doba po meczu i gruchnęły wielkie wieści o Pajor. To nie pomyłka

    Nie minęła nawet doba od efektownego zwycięstwa FC Barcelony Femeni nad Atletico Madryt, a wokół Ewy Pajor znów zrobiło się głośno. Polska napastniczka, która od miesięcy jest jedną z kluczowych postaci zespołu ze stolicy Katalonii, doczekała się kolejnego prestiżowego wyróżnienia. Informacja o jej sukcesie błyskawicznie obiegła media i nie pozostawia żadnych wątpliwości – to kolejny dowód na jej ogromną klasę.

    Ewa Pajor wyrasta dziś na jedną z największych gwiazd nie tylko żeńskiej reprezentacji Polski, ale całej ligi hiszpańskiej. Jej regularność, wpływ na grę zespołu i liczby, które notuje w barwach Barcelony, sprawiają, że trudno wyobrazić sobie ofensywę Blaugrany bez Polki. Jeszcze kilka lat temu mało kto w Polsce przypuszczał, że w 2026 roku FC Barcelona będzie miała w swoich szeregach aż troje reprezentantów naszego kraju. Obok Roberta Lewandowskiego i Wojciecha Szczęsnego, niezwykle ważną rolę odgrywa właśnie Pajor.

    Kapitan reprezentacji Polski kobiet od początku pobytu w Barcelonie udowadnia, że transfer z Wolfsburga był strzałem w dziesiątkę. Jej znakomita postawa została niedawno doceniona w Hiszpanii – Pajor odebrała nagrodę dla najlepszej zawodniczki ligi za grudzień. Jak się okazuje, to był dopiero początek fali dobrych wiadomości.

    Zaledwie kilkanaście godzin po ligowym meczu z Atletico Madryt, wygranym przez Barcelonę aż 4:0, pojawiły się kolejne informacje potwierdzające, że forma Polki została zauważona także poza Europą. Choć w tym spotkaniu Pajor nie wpisała się na listę strzelczyń, jej całokształt gry i wpływ na drużynę nie umknęły uwadze ekspertów.

    Firma Electronic Arts, odpowiedzialna za popularną serię gier EA Sports FC (wcześniej FIFA), oficjalnie ogłosiła Ewę Pajor jedną z zawodniczek wybranych do prestiżowej drużyny Team of the Year. To ogromne wyróżnienie, przyznawane piłkarkom i piłkarzom na podstawie ich realnych osiągnięć na boisku w mijającym roku.

    Kanadyjski gigant od kilku lat coraz uważniej przygląda się żeńskim rozgrywkom, doceniając rozwój futbolu kobiet i indywidualne występy najlepszych zawodniczek świata. W tym kontekście obecność Pajor w gronie wyróżnionych nie jest żadnym zaskoczeniem. Polka w minionym sezonie sięgnęła z Barceloną po mistrzostwo, Puchar i Superpuchar Hiszpanii, a także dotarła do finału Ligi Mistrzów.

    Na dodatek Ewa Pajor została królową strzelczyń ligi hiszpańskiej, kończąc sezon z imponującym dorobkiem 25 bramek i 9 asyst. Takie liczby mówią same za siebie i jasno pokazują, dlaczego Polka znalazła się w elitarnym gronie najlepszych piłkarek świata. Jej kariera w Barcelonie nabiera rozpędu, a kolejne sukcesy zdają się być tylko kwestią czasu.

  • Nazwała Igę Świątek “fałszywą”, a teraz takie słowa przed Australian Open. “Wykreślam Igę”

    Nazwała Igę Świątek “fałszywą”, a teraz takie słowa przed Australian Open. “Wykreślam Igę”

    Iga Świątek już za kilka dni rozpocznie rywalizację w Australian Open, jednak przed startem pierwszego wielkoszlemowego turnieju sezonu nie jest powszechnie wskazywana jako główna kandydatka do końcowego triumfu. Wpływ na takie opinie mają przede wszystkim jej ostatnie występy w United Cup. Teraz do dyskusji dołączyła Danielle Collins – tenisistka, która od dawna nie kryje krytycznego nastawienia wobec Polki.

    United Cup z cieniem na formie liderki

    Sezon 2026 Świątek rozpoczęła od występów w United Cup. Bilans indywidualny Raszynianki to trzy zwycięstwa w pięciu spotkaniach. Najwięcej emocji wzbudziły jednak dwie porażki: półfinałowa z Coco Gauff (4:6, 2:6) oraz finałowa z Belindą Bencić (6:3, 0:6, 3:6). Mimo tych niepowodzeń reprezentacja Polski sięgnęła po końcowe zwycięstwo w turnieju, głównie dzięki wygranym Huberta Hurkacza oraz sukcesowi w mikście Katarzyny Kawy i Jana Zielińskiego.

    Same przegrane Świątek sprawiły jednak, że pojawiły się wątpliwości dotyczące jej aktualnej dyspozycji. Coraz częściej słychać głosy, że Melbourne nie jest dla niej idealnym miejscem do gry. – Australian Open od zawsze było dla niej trudnym turniejem. Warunki są tam dość szybkie, a Iga nigdy nie wygrała w Melbourne, ani nawet nie zagrała w finale – mówiła niedawno na łamach „Faktu” Barbara Schett, była tenisistka, a obecnie ekspertka Eurosportu.

    Konflikt, o którym mówił cały tenisowy świat

    Swoje zdanie na temat szans Świątek w Australii wyraziła również Danielle Collins. Amerykanka znana jest z otwartej krytyki Polki, a ich napięte relacje były szeroko komentowane podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu. To wtedy Collins zarzuciła Świątek nieszczerość. – Jedno zachowanie widzimy przed kamerami, a zupełnie inne w szatni. Nie mam z tym dobrych doświadczeń. Nie potrzebuję fałszu – mówiła wówczas. Od tamtej pory kilkukrotnie zaczepiała Polkę zarówno w mediach społecznościowych, jak i podczas konferencji prasowych.

    „Duży znak zapytania” przed Australian Open

    Tym razem Collins pojawiła się w podcaście „The Big T”, prowadzonym przez Coco Vandeweghe – mistrzynię US Open 2018 w deblu – oraz Brada Gilberta, byłego trenera m.in. Andre Agassiego i Coco Gauff. Vandeweghe przyznała, że przy nazwisku Świątek stawia obecnie spory znak zapytania. – Iga wygląda na psychicznie wycieńczoną. Mam nadzieję, że za kulisami nie dzieje się nic niepokojącego, ale z perspektywy osoby z zewnątrz wygląda to niepokojąco – oceniła.

    Collins szybko podchwyciła ten wątek. – Iga ma problem, bo przegrała dwa mecze z rzędu, a to nie jest typowe dla byłej liderki rankingu. Rzadko widzimy, by przegrywała spotkanie po spotkaniu – stwierdziła Amerykanka. – Ciekawie będzie zobaczyć, jak poradzi sobie z tym mentalnie przed Australian Open. Gdy jest w pełni skoncentrowana i czuje się dobrze, potrafi być numerem jeden na świecie – dodała, po czym jasno zaznaczyła, że na ten moment nie widzi Polki w gronie faworytek do triumfu w Melbourne. – Na dziś ją z tego grona wykreślam. Jeśli jednak wróci do pełnej równowagi psychicznej, wszystko może się zmienić – podsumowała.

    Drabinka i absencja Collins

    W nocy ze środy na czwartek Świątek poznała swoją drabinkę Australian Open. W pierwszej rundzie zmierzy się z kwalifikantką. Jeśli awansuje, w drugiej rundzie może zagrać z Renatą Zarazuą lub Marie Bouzkovą. Potencjalna trzecia runda to pojedynek z Anną Kalinską, a w 1/8 finału możliwa jest konfrontacja z Naomi Osaką albo Ludmiłą Samsonową.

    Sama Collins w Melbourne nie wystąpi. 32-letnia Amerykanka kilka tygodni temu poinformowała, że z powodu problemów zdrowotnych – przede wszystkim związanych z kontuzją pleców – opuszcza pierwszą część sezonu 2026. – Chciałam dać krótką aktualizację, bo wiele osób pytało. Ostatnie miesiące poświęciłam na dojście do siebie po urazie pleców. Został mi jeszcze jeden zabieg i dlatego nie będę startować na początku roku – przekazała w oficjalnym komunikacie.

  • Deklasacja w meczu Igi Świątek. Nie było czego zbierać. Wielki rewanż na Australian Open

    Deklasacja w meczu Igi Świątek. Nie było czego zbierać. Wielki rewanż na Australian Open

    Iga Świątek stanie w Melbourne przed wyjątkową szansą zapisania się w historii tenisa. Zbliżający się Australian Open może być dla wiceliderki rankingu WTA turniejem przełomowym, ponieważ to właśnie zwycięstwa w Australii brakuje jej do skompletowania Wielkiego Szlema. Polka triumfowała już na kortach Rolanda Garrosa, US Open oraz Wimbledonu, a teraz spróbuje dopełnić tej imponującej kolekcji w pierwszym wielkoszlemowym turnieju sezonu 2026.

    Organizatorzy zakończyli już losowanie, a tym samym poznaliśmy pierwszą rywalkę Świątek w Melbourne. W inauguracyjnym meczu Polka zmierzy się z kwalifikantką – Chinką Yue Yuan. Obie zawodniczki miały dotąd okazję rywalizować ze sobą tylko raz i było to stosunkowo niedawno. We wrześniu 2025 roku w Pekinie Świątek nie pozostawiła rywalce żadnych złudzeń, wygrywając zdecydowanie 6:0, 6:3. Tamto spotkanie miało jednostronny przebieg, a Polka od początku kontrolowała wydarzenia na korcie.

    Teraz Yue Yuan stanie przed szansą rewanżu, choć to Świątek będzie zdecydowaną faworytką do awansu. Chinka zajmuje obecnie 130. miejsce w rankingu WTA, a do głównej drabinki Australian Open musiała przebijać się przez kwalifikacje. W ich trakcie pokonała kolejno Louisę Chirico ze Stanów Zjednoczonych, Marię Lourdes Carle z Argentyny oraz Tamarę Zidanšek ze Słowenii. Sam awans do turnieju głównego jest dla niej sukcesem, jednak starcie z jedną z najlepszych tenisistek świata będzie zupełnie innym wyzwaniem.

    Swoją przeciwniczkę w pierwszej rundzie poznała również inna reprezentantka Polski – Linda Klimovicova. Jej rywalką będzie Brytyjka Francesca Jones. To właśnie zawodniczka z Wysp uchodzi za faworytkę tego pojedynku, szczególnie po bardzo dobrym początku sezonu. W styczniu w Auckland Jones potrafiła pokonać Emmę Navarro, tenisistkę z czołowej piętnastki światowego rankingu, co było jednym z głośniejszych wyników tamtego turnieju.

    Kariera Franceski Jones od lat budzi duże zainteresowanie, ale i emocje. Brytyjka zmaga się z licznymi problemami zdrowotnymi i kontuzjami. W Auckland musiała poddać mecz z Xinyu Wang już w drugim secie, a w kwietniu 2025 roku zasłabła na korcie i opuściła go na wózku inwalidzkim. Jones cierpi na rzadką chorobę genetyczną – dysplazję ektodermalną. W jej przypadku schorzenie objawia się m.in. tym, że ma po cztery palce u rąk i po trzy u stóp. – Nie wiem już, ile operacji przeszłam z powodu EEC – mówiła w jednym z wywiadów, podkreślając, jak trudna była jej droga do zawodowego sportu.

    Australian Open 2026 wystartuje 18 stycznia. Polscy kibice muszą przygotować się na nocne i poranne emocje, ponieważ mecze w Melbourne będą rozgrywane o godzinach niezbyt dogodnych z perspektywy europejskiej. Jedno jest jednak pewne – występy Igi Świątek i pozostałych reprezentantek Polski zapowiadają się niezwykle interesująco, a stawka turnieju jest wyjątkowo wysoka.

  • Osaka u Świątek, potem Rybakina. Oto wyniki losowania Australian Open

    Osaka u Świątek, potem Rybakina. Oto wyniki losowania Australian Open

    Po nocnych emocjach związanych z występami Polek w eliminacjach Australian Open, przyszedł czas na jedno z kluczowych wydarzeń przed startem turnieju głównego – losowanie drabinki singlowej pierwszego wielkoszlemowego turnieju sezonu. Ceremonia rozpoczęła się o godz. 4:30 czasu polskiego i przyniosła odpowiedzi na pytania, z kim na otwarcie zmagań w Melbourne zmierzą się Iga Świątek, jej największe rywalki oraz pozostali reprezentanci Polski. Poniżej przedstawiamy szczegółowe rozstrzygnięcia.

    Australian Open pozostaje jedynym turniejem wielkoszlemowym, którego Iga Świątek nie ma jeszcze w swoim dorobku. Wiceliderka rankingu WTA cztery razy triumfowała w Roland Garros, a także sięgała po tytuły w US Open i Wimbledonie. Tegoroczna edycja zmagań w Melbourne stwarza jej szansę na skompletowanie Karierowego Wielkiego Szlema i dołączenie do elitarnego grona legend kobiecego tenisa, takich jak Chris Evert, Martina Navratilova, Steffi Graf, Serena Williams czy Maria Szarapowa.

    Znaki zapytania budzi jednak forma Raszynianki tuż przed startem turnieju. Podczas United Cup Świątek przegrała dwa mecze singlowe – z Coco Gauff oraz Belindą Bencić. W obu spotkaniach zanotowała serię siedmiu przegranych gemów z rzędu, a starcie ze Szwajcarką zakończyło się dla niej dotkliwym wynikiem 0:6 w drugim secie. 24-latka ma jednak jeszcze kilka dni w Melbourne, by dopracować szczegóły przed początkiem wielkoszlemowej rywalizacji. W czwartek trenowała m.in. z Aryną Sabalenką, sprawdzając swoją dyspozycję na tle liderki światowego rankingu.

    Z kolei Hubert Hurkacz udał się do Australii w wyraźnie lepszym nastroju. Wrocławianin pozytywnie zaskoczył formą po siedmiomiesięcznej przerwie od regularnych startów. W Sydney pokonał dwóch tenisistów z czołowej dziesiątki rankingu ATP – Alexandra Zvereva oraz Taylora Fritza – i łącznie odniósł cztery zwycięstwa w pięciu rozegranych meczach. Jedyną porażkę poniósł po zaciętym, trzysetowym pojedynku z Alexem de Minaurem. To wszystko sprawiało, że mimo braku rozstawienia Hurkacz mógł z optymizmem patrzeć na losowanie drabinki Australian Open.

    Drabinka Australian Open – singiel kobiet

    Losowanie turnieju pań rozpoczęło się punktualnie o godz. 4:30 czasu polskiego. Od dawna było wiadomo, że Iga Świątek i Aryna Sabalenka mogą trafić na siebie najwcześniej w finale, ponieważ znalazły się po przeciwnych stronach drabinki. W głównym turnieju zobaczymy aż cztery reprezentantki Polski: oprócz Świątek także Magdę Linette, Magdalenę Fręch oraz debiutującą na tym poziomie Lindę Klimovicovą.

    Wiceliderka rankingu WTA rozpocznie zmagania od pojedynku z kwalifikantką. Niewykluczone więc, że już w pierwszej rundzie dojdzie do polskiego starcia, jeśli los przydzieli jej Klimovicovą, pochodzącą z Ołomuńca. W drugiej rundzie potencjalnymi rywalkami Świątek będą Renata Zarazua lub Marie Bouzkova. Trzecia faza może oznaczać mecz z Anną Kalinską, natomiast w 1/8 finału możliwa jest konfrontacja z Naomi Osaką albo Ludmiłą Samsonową. W ćwiartce Polki znalazły się również Jelena Rybakina i Belinda Bencić, a w tej samej połówce drabinki umieszczono m.in. Amandę Anisimovą, Jessicę Pegulę, Madison Keys, Lindę Noskovą oraz Jelenę Ostapenko.

    Najtrudniejsze wyzwanie w pierwszej rundzie czeka Magdę Linette, która trafiła na rozstawioną z numerem 15 Emmę Navarro. Magdalena Fręch rozpocznie turniej od meczu z Veroniką Erjavec, a w przypadku awansu prawdopodobnie zmierzy się z Jasmine Paolini. Aryna Sabalenka na otwarcie zagra z Tiantsoą Rakotomangą Rajaonah, a już w trzeciej rundzie może dojść do jej głośnego pojedynku z Emmą Raducanu.

    Drabinka Australian Open – singiel mężczyzn

    Po losowaniu turnieju kobiet przyszedł czas na rywalizację panów. W singlu mężczyzn Polskę reprezentować będzie dwóch zawodników: Hubert Hurkacz oraz Kamil Majchrzak. Hurkacz w pierwszej rundzie zmierzy się z Zizou Bergsem, który dobrze zaprezentował się podczas United Cup. W kolejnej fazie wrocławianin może trafić na Tallona Griekspoora, którego niedawno pokonał w Sydney. Potencjalna trzecia runda to starcie z Jakubem Mensikiem, natomiast w 1/8 finału możliwy jest hitowy pojedynek z Novakiem Djokoviciem.

    Australian Open zapowiada się więc niezwykle interesująco zarówno dla polskich kibiców, jak i dla fanów światowego tenisa. Losowanie przyniosło kilka intrygujących scenariuszy, a pierwsze rozstrzygnięcia poznamy już w najbliższych dniach na kortach w Melbourne.

    https://x.com/z_kortu/status/2011647548910358884?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2011647548910358884%7Ctwgr%5E658232a146508e78285d1f7cf322aef6962b1356%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-osaka-u-swiatek-potem-rybakina-oto-wyniki-losowania-australinId22509021

  • Historyczny sukces Polki w Australian Open. Turniejowa “12” wyeliminowana

    Historyczny sukces Polki w Australian Open. Turniejowa “12” wyeliminowana

    Czwartkowe wydarzenia na Australian Open przyniosły nie tylko losowanie turniejowej drabinki, ale również rozstrzygnięcia w decydującej rundzie eliminacji. O godz. 1:00 czasu polskiego na korcie numer 13 o historyczny sukces walczyła Linda Klimovicova. Dla 21-letniej reprezentantki Polski był to mecz o pierwszy w karierze awans do głównej drabinki turnieju wielkoszlemowego na zawodowym poziomie. Po drugiej stronie siatki stanęła rozstawiona z numerem 12 Belgijka Greet Minnen. Losy spotkania rozstrzygnęły się po 89 minutach intensywnej gry.

    Dla Klimovicovej występ w Melbourne był trzecią próbą przełamania bariery eliminacji w Wielkim Szlemie. W poprzednim sezonie Polka dwukrotnie docierała do finałowej rundy kwalifikacji – podczas Roland Garros oraz US Open – jednak za każdym razem brakowało jednego kroku do spełnienia marzeń. Tym razem w Australian Open zaprezentowała się bardzo solidnie już od pierwszych meczów. Bez straty seta wyeliminowała dwie Australijki – Stefani Webb oraz Lizette Cabrerę. Szczególne wrażenie zrobiło jej zwycięstwo nad wyżej notowaną Cabrerą, gdy w drugim secie odrobiła straty ze stanu 2:5 i wygrała partię jeszcze przed tie-breakiem.

    W decydującym starciu poprzeczka zawieszona była jeszcze wyżej. Greet Minnen to zawodniczka doświadczona, regularnie występująca w głównych drabinkach turniejów WTA i Wielkich Szlemów. Belgijka zajmuje obecnie 123. miejsce w rankingu WTA, czyli o 11 pozycji wyższe od Klimovicovej. Mimo to Polka, rozstawiona w eliminacjach z numerem 23, od początku pokazywała, że nie zamierza oddać tego meczu bez walki.

    Spotkanie rozpoczęło się od serwisu Minnen, lecz już w pierwszym gemie Klimovicova wypracowała break pointa i natychmiast go wykorzystała, znakomicie rozprowadzając rywalkę po korcie. Belgijka szybko odpowiedziała, odrabiając stratę przełamania, choć to Polka jako pierwsza miała okazję zamknąć gema przy własnym podaniu. Zamiast 2:0 zrobiło się jednak 1:1, a kolejne minuty przyniosły spokojną grę przy serwisie obu tenisistek. Minnen próbowała wywierać presję na returnie, kilkukrotnie doprowadzając do stanu 30–15, lecz Klimovicova za każdym razem wychodziła z opresji bez konieczności bronienia break pointów.

    Kluczowy moment pierwszego seta nastąpił w dziewiątym gemie. Choć początkowo prowadziła w nim Belgijka, Polka przejęła inicjatywę i przy piłce na przełamanie popisała się odważną, ofensywną akcją. Dzięki temu mogła serwować po zwycięstwo w secie i nie zmarnowała tej szansy. Za trzecim setbolem przypieczętowała triumf 6:4.

    Druga odsłona rozpoczęła się od wyraźnej reakcji Minnen, która szybko szukała sposobu na odwrócenie losów meczu. Miała break pointa na 2:0, jednak Klimovicova ponownie zachowała spokój i nie pozwoliła rywalce uciec. W piątym gemie to Polka przejęła inicjatywę – mimo że Belgijka jako pierwsza miała piłkę na trzeciego gema, Linda wygrała siedem kolejnych akcji z rzędu i wyszła na prowadzenie 4:2.

    Emocje jednak nie opadły. Doświadczona Belgijka zdołała odrobić stratę przełamania w ósmym gemie, doprowadzając do wyrównania i rozpoczynając walkę o zwycięstwo w secie od nowa. Odpowiedź Polki była natychmiastowa – Klimovicova ponownie przełamała serwis rywalki i przy stanie 5:4 stanęła przed życiową szansą. Choć przegrywała 15–30, trzy kolejne wymiany rozstrzygnęła na swoją korzyść. Chwilę później mogła unieść ręce w geście triumfu.

    Zwycięstwo 6:4, 6:4 nad Greet Minnen oznaczało dla Lindy Klimovicovej pierwszy w karierze awans do głównej drabinki turnieju wielkoszlemowego na zawodowym szczeblu – sukces, na który pracowała przez wiele miesięcy i który w Melbourne wreszcie stał się faktem.