Author: newuser

  • Gauff wypaliła o Polakach, a teraz takie słowa przed Australian Open. Uderzyła w organizatorów

    Gauff wypaliła o Polakach, a teraz takie słowa przed Australian Open. Uderzyła w organizatorów

    Coco Gauff znalazła się w centrum uwagi już podczas United Cup, gdy głośno zrobiło się o jej słowach dotyczących polskich kibiców. Amerykanka nie ukrywała, że w trakcie rywalizacji czuła wyraźne wsparcie ze strony fanów znad Wisły i bardzo ciepło wypowiadała się o sympatykach Igi Świątek. Zupełnie inny, znacznie chłodniejszy ton przyjęła jednak tuż przed startem Australian Open, kiedy odniosła się do działań organizatorów turnieju. Jej wypowiedź, w której nie zabrakło krytyki, wywołała spore poruszenie w tenisowym środowisku.

    Po zwycięstwie nad Igą Świątek w United Cup Gauff podkreślała, że atmosfera na trybunach była wyjątkowa.
    – Dopingowała mnie przede wszystkim moja ławka. Wiem, że Igę wspierała polska publiczność, która licznie zasiadła na trybunach. Niektórzy kibicowali także mnie i słyszałam was – przyznała Amerykanka.

    Gauff pokonała wiceliderkę rankingu WTA 6:4, 6:2, choć w ostatecznym rozrachunku to Polska wygrała całe spotkanie ze Stanami Zjednoczonymi. Mimo porażki swojej reprezentacji, sympatyczne słowa tenisistki pod adresem polskich fanów zostały bardzo pozytywnie odebrane.

    Znacznie ostrzejsze wypowiedzi padły jednak tuż przed rozpoczęciem Australian Open. Tym razem Coco Gauff otwarcie skrytykowała organizatorów turnieju, a kością niezgody okazały się – ponownie – kwestie finansowe.

    – Oczywiście w tym roku zwiększono pulę nagród, ale w porównaniu z przychodami mężczyzn ten procent wciąż nie jest na poziomie, na którym chciałybyśmy go widzieć – stwierdziła bez ogródek.

    Amerykanka zaznaczyła, że temat wciąż wymaga dalszych rozmów i realnych działań.
    – Myślę, że nadal potrzebne są kolejne dyskusje, nie tylko z organizatorami Australian Open, ale ze wszystkimi turniejami wielkoszlemowymi. Mamy swoich przedstawicieli, którzy bardzo ciężko pracują nad tym w naszym imieniu, bo my same nie zawsze możemy uczestniczyć w takich spotkaniach. Z ostatnich informacji wynika, że co prawda nastąpił postęp, ale nadal nie jest on na poziomie, którego oczekujemy. Mimo wszystko jesteśmy wdzięczne za to, co udało się już osiągnąć – dodała.

    Postulat zrównania zarobków kobiet i mężczyzn w tenisie wraca regularnie od lat. W przeszłości o zmiany w tej sprawie apelowało wiele czołowych zawodniczek, a wśród nich również Iga Świątek. Słowa Coco Gauff pokazują, że temat wciąż pozostaje aktualny i daleki od ostatecznego rozwiązania.

  • “Ona niszczy ludzi”. Tak, to o Świątek. Amerykanka ujawniła prawdę

    “Ona niszczy ludzi”. Tak, to o Świątek. Amerykanka ujawniła prawdę

    Już za moment Iga Świątek rozpocznie rywalizację w Australian Open. W ostatnich dniach wokół występu Polki w Melbourne narosło sporo wątpliwości. Część ekspertów, a nawet zawodniczek ze światowej czołówki, otwarcie mówi, że obecna dyspozycja wiceliderki rankingu WTA nie musi wystarczyć do walki o końcowy triumf. Tuż przed startem turnieju na temat Świątek głos zabrała jednak Jessica Pegula, a kilka wymownych słów dodała również Madison Keys.

    Niepokój wśród komentatorów wzbudziły dwa ostatnie występy Polki w United Cup. Świątek przegrała kolejno z Coco Gauff i Belindą Bencić, co w jej przypadku jest sytuacją rzadko spotykaną. – Iga ma kłopoty, bo przegrała dwa mecze z rzędu, a to jest nietypowe dla byłej liderki rankingu. Nieczęsto widzimy, by przegrywała mecz po meczu – mówiła Danielle Collins. Amerykanka posunęła się nawet do stwierdzenia, że Polka może pożegnać się z Australian Open już w początkowych rundach.

    Czy jednak dwie porażki rzeczywiście przekreślają jej szanse na triumf w Melbourne – jedynym wielkoszlemowym turnieju, którego wciąż brakuje jej do skompletowania klasycznego Wielkiego Szlema? Historia pokazuje, że niekoniecznie. Świątek wielokrotnie udowadniała, że potrafi wygrywać największe turnieje nawet wtedy, gdy przez dłuższą część sezonu nie prezentuje optymalnej formy. W poprzednim roku jej gra na kortach twardych i ziemnych bywała nierówna, za to na trawie należała do ścisłej czołówki światowego touru.

    Teraz 24-latka ponownie stanie do walki w Australii. W pierwszej rundzie zmierzy się z Chinką Yue Yuan, zajmującą 130. miejsce w rankingu WTA. Ich pojedynek zaplanowano na poniedziałek, około godziny 9:00 czasu polskiego. Jeszcze przed startem turnieju o Świątek wypowiedziała się Jessica Pegula w podcaście „Nothing Major Show” i zrobiła to w bardzo dosadny sposób.

    – Iga na wolnym korcie i na mączce… Czasami mam wrażenie, że kiedy jest w formie i wszystko u niej funkcjonuje, to ona po prostu niszczy ludzi – przyznała Amerykanka. – Chyba każda z nas dostała kiedyś od niej „bajgla”. To nic przyjemnego. Da się jednak wyczuć, czy jest w odpowiednim nastroju. Jeśli tak, to jest naprawdę źle. A jeśli nie, wtedy myślisz: okej, mam szansę – dodała Pegula.

    Podobne zdanie ma Madison Keys, która w zeszłym roku wyeliminowała Świątek w półfinale Australian Open. Ona również podkreśliła wyjątkowość Polki, zwłaszcza na jej ulubionej nawierzchni. – Jest jak Rafa – podsumowała krótko, porównując dominację Świątek na kortach ziemnych do tej, jaką przez lata prezentował Rafael Nadal.

    Choć przed Igą Świątek stoi w Melbourne wiele wyzwań, słowa rywalek pokazują jedno: nawet jeśli nie wszyscy wierzą w jej triumf, respekt wobec jej umiejętności pozostaje niezmienny.

  • Karol Nawrocki zażartował z szans medalowych Polaków. Dostał brawa

    Karol Nawrocki zażartował z szans medalowych Polaków. Dostał brawa

    Prezydent Karol Nawrocki coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność w świecie sportu. Na niespełna trzy tygodnie przed rozpoczęciem zimowych igrzysk olimpijskich pojawił się w siedzibie Polskiego Komitetu Olimpijskiego, gdzie wziął udział w spotkaniu i kolędowaniu z tzw. Polską Rodziną Olimpijską. W trakcie wydarzenia pozwolił sobie na żart dotyczący liczby medali, jakie mogą zdobyć biało-czerwoni w Mediolanie, a także otrzymał nietypowy, bokserski prezent związany z Andrzejem Gołotą.

    Jeszcze niedawno prezydent Nawrocki był obecny na Jasnej Górze podczas XVIII Ogólnopolskiej Patriotycznej Pielgrzymki Kibiców. Teraz, w kontekście zbliżających się zimowych igrzysk, zawitał do gmachu PKOl-u. Oficjalnym powodem wizyty było świąteczne spotkanie i wspólne kolędowanie z przedstawicielami środowiska olimpijskiego.

    Rodzina olimpijska bez najważniejszych działaczy
    W spotkaniu uczestniczyli głównie dawni działacze sportowi, politycy oraz byli reprezentanci Polski. Wśród zaproszonych sportowców znaleźli się m.in. Andrzej Supron – srebrny medalista olimpijski w zapasach z Moskwy, Wojciech Bartnik – brązowy medalista olimpijski w boksie z Barcelony, Dariusz Goździak – złoty medalista w pięcioboju nowoczesnym z tych samych igrzysk, a także były piłkarz reprezentacji Polski Marek Citko. Zwracała jednak uwagę nieobecność czołowych działaczy największych polskich związków sportowych oraz przedstawicieli zarządu i prezydium PKOl-u.

    Ich brak to efekt narastającego konfliktu z prezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosławem Piesiewiczem, który był organizatorem kolędowania. Jego styl zarządzania od dłuższego czasu budzi kontrowersje – krytykowany jest za autorytarne metody, liczne napięcia wewnątrz komitetu oraz sposób wydatkowania środków finansowych. Część prezesów związków sportowych już wcześniej apelowała o jego dymisję, jednak Piesiewicz nie zamierza ustępować. Ma on dobre relacje z prezydentem Nawrockim, który przyjął zaproszenie na wydarzenie. Po przybyciu do siedziby PKOl-u obaj panowie odbyli kilkunastominutową rozmowę w cztery oczy, a dopiero później prezydent dołączył do zgromadzonych gości.

    Mobilny Dom Polski na igrzyskach
    Podczas oficjalnej części głos zabrał prezes PKOl-u.
    – Będziemy się starali jako Polski Komitet Olimpijski i jako pracownicy zrobić wszystko, by nasi sportowcy mieli jak najlepsze warunki. Nie będzie to łatwe wyzwanie. Pięć wiosek olimpijskich, pięć różnych lokalizacji, które trzeba kompleksowo zabezpieczyć. Po raz pierwszy w historii zimowych igrzysk olimpijskich zorganizowany zostanie mobilny Dom Polski – mówił Radosław Piesiewicz.

    Następnie przemawiał prezydent Karol Nawrocki.
    – Chciałem podziękować całej rodzinie olimpijskiej i wszystkim sportowcom. W istocie jesteście ambasadorami Rzeczypospolitej Polskiej – na boiskach, stadionach i wszystkich arenach sportowych – rozpoczął, choć aktywnych zawodników na sali było niewielu.

    Żart prezydenta i aplauz sali
    Pod koniec wystąpienia prezydent pozwolił sobie na lekki żart, odnosząc się do prognoz przed rozpoczynającymi się 6 lutego zimowymi igrzyskami.
    – Znam analizy specjalistów i komentatorów, którzy twierdzą, że tych medali nie będzie zbyt wiele. Ale chcę powiedzieć jedno. Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że będę prezydentem Polski… – uśmiechnął się, co wywołało gromkie brawa na sali.
    – To nie komentatorzy ani bukmacherzy decydują o medalach. Decydują sportowcy. Wierzę, że nie zabraknie im siły, determinacji i umiejętności, by dać radość wszystkim obywatelom naszej wspaniałej, ukochanej Polski – zakończył.

    Po oficjalnych przemówieniach rozpoczęło się wspólne śpiewanie kolęd oraz poczęstunek, jednak ta część spotkania nie była już dostępna dla przedstawicieli mediów.

    Bokserski akcent i prezent z Gołotą w tle
    Jeszcze przed kolędowaniem prezydent otrzymał niecodzienny prezent. Warto przypomnieć, że zanim zajął się historią i polityką, Karol Nawrocki trenował boks, a w młodości sięgnął nawet po juniorski Puchar Polski. Pięściarstwo pozostaje mu bliskie, podobnie jak piłka nożna. Tym razem obdarowano go książką Przemysława Osiaka o Andrzeju Gołocie zatytułowaną „Niepokonany w 28 walkach”. Prezydent nie krył zadowolenia i wyraźnie docenił ten symboliczny, sportowy gest.

  • Piękna polska noc w Hobart. Tytuł WTA tuż przed startem Australian Open

    Piękna polska noc w Hobart. Tytuł WTA tuż przed startem Australian Open

    Już w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego rozpocznie się Australian Open – pierwszy wielkoszlemowy turniej sezonu. Ostatnim sprawdzianem formy przed wyjazdem do Melbourne były zawody WTA w Adelajdzie i Hobart. I właśnie z Tasmanii napłynęły w niedzielny poranek znakomite informacje dla polskich kibiców. Katarzyna Piter, świeżo upieczona triumfatorka United Cup, dołożyła do kolekcji kolejny tytuł, tym razem w grze podwójnej turnieju rangi WTA 250. Co więcej – zrobiła to w imponującym stylu. Wspólnie z Janice Tjen potrzebowały zaledwie 61 minut, by sięgnąć po mistrzostwo.

    Jeszcze sześć dni wcześniej Piter zasiadała w polskim boksie podczas finału United Cup, zdzierając gardło i wspierając Igę Świątek, Huberta Hurkacza, Katarzynę Kawę oraz Jana Zielińskiego. Choć sama nie pojawiła się na korcie, była pełnoprawną częścią mistrzowskiej drużyny. Teraz przyszła pora na jej własny finał – w Hobart, w turnieju WTA 250 rozgrywanym na Tasmanii.

    Finałowy pojedynek prowadziła Marija Čičak – jedna z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych sędzi w kobiecym tourze, która niedawno arbitrowała finał United Cup w Sydney pomiędzy Igą Świątek a Belindą Bencic. Tym razem na korcie rywalizowały pary: Katarzyna Piter/Janice Tjen (Polska/Indonezja) oraz Magali Kempen/Anna Siskova (Belgia/Czechy).

    Mecz trwał niewiele ponad godzinę, ale emocji nie brakowało. Przy stanie 6:2, 5:2 i 40-40 Kempen serwowała do Tjen przy k w składzie. Presja okazała się zbyt duża – Belgijka popełniła podwójny błąd serwisowy, kończąc spotkanie. Piter i Tjen zwyciężyły 6:2, 6:2, zdobywając drugi tytuł w swoim drugim wspólnym starcie. Trzecia okazja nadejdzie już w przyszłym tygodniu – w Melbourne.

    Duet Piter–Tjen po raz pierwszy połączył siły jesienią podczas turnieju WTA 250 w Kantonie. Polka, starsza od partnerki o 11 lat, od kilku sezonów skupia się wyłącznie na deblu. Tjen z kolei przeżywała wtedy najlepszy okres w singlowej karierze, przebijając się do czołowej setki rankingu WTA. W Chinach wygrały wszystkie cztery mecze, każdy po trzysetowej walce, a finał prowadziła inna sędziowska legenda – Kader Nouni.

    W Hobart nie były rozstawione. Dwa pierwsze spotkania musiały „przepychać”, zwyciężając w super tie-breakach granych do 10 punktów. Dla Tjen był to sposób na odreagowanie słabszego początku sezonu w singlu. Przełom przyszedł w czwartek późnym wieczorem miejscowego czasu, gdy w zimnych, wietrznych i deszczowych warunkach pewnie pokonały w półfinale rozstawioną z numerem trzecim parę Eri Hozumi/Fang-Hsien Wu 2:0.

    W finale ich rywalkami były Belgijka Magali Kempen i Czeszka Anna Siskova. Kluczowy moment pierwszego seta nastąpił w szóstym gemie, przy serwisie Siskovej. Tjen imponowała zarówno z głębi kortu, jak i przy siatce. To właśnie ona popisała się znakomitą akcją przy stanie 0-40, dając pierwsze przełamanie. Chwilę później trzeba było potwierdzić przewagę – serwowała Piter. Gem był wyrównany, ale w decydującej wymianie to poznanianka wymusiła błąd Siskovej. Wynik 5:2 okazał się momentem zwrotnym.

    Od tego momentu na korcie rządził już tylko jeden duet. Piter i Tjen wygrały pierwszego seta 6:2, a w drugim szybko odskoczyły rywalkom, kontrolując wydarzenia aż do końca. Ostatecznie zwyciężyły 6:2, 6:2, notując najłatwiejszą wygraną w swojej dotychczasowej, krótkiej współpracy – już ósmej wspólnej potyczce.

    Dzięki triumfowi w Hobart Katarzyna Piter awansuje na 51. miejsce w deblowym rankingu WTA – zaledwie dwa oczka niżej od życiowego rekordu. Co istotne, w Australian Open nie broni żadnych punktów, więc w Melbourne może już tylko zyskać.

  • Iga Świątek poznała decyzję organizatorów Australian Open. Komunikat z Melbourne

    Iga Świątek poznała decyzję organizatorów Australian Open. Komunikat z Melbourne

    Niespełna 24 godziny pozostały do rozpoczęcia głównej rywalizacji w Australian Open, pierwszym turnieju wielkoszlemowym sezonu 2026. Zmagania na kortach w Melbourne zainaugurują mecze rozgrywane w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego, choć na ten dzień nie zaplanowano jeszcze występów Biało-Czerwonych. Polscy tenisiści i tenisistki wkroczą do akcji dopiero drugiego dnia turnieju. Organizatorzy opublikowali już szczegółowy plan gier na poniedziałek, dzięki czemu wiemy, kiedy na kort wyjdą Iga Świątek, Magda Linette, Magdalena Fręch, Linda Klimovicova oraz Kamil Majchrzak.

    W tegorocznej edycji Australian Open w singlowych zmaganiach zobaczymy aż sześcioro reprezentantów Polski. Do grona zawodników mających zapewniony start w głównej drabince dzięki rankingowi należą: Iga Świątek, Magda Linette, Magdalena Fręch, Hubert Hurkacz oraz Kamil Majchrzak. W czwartek do tej piątki dołączyła Linda Klimovicova, która po raz pierwszy w karierze przebrnąła eliminacje turnieju wielkoszlemowego na poziomie zawodowym. 21-letnia tenisistka zrobiła to w imponującym stylu, nie przegrywając ani jednego seta. W decydującym meczu kwalifikacji pokonała rozstawioną z numerem 12 Greet Minnen, zapewniając sobie debiut w głównej drabince Szlema. Zawodniczka pochodząca z Ołomuńca stanie przed historyczną szansą zaprezentowania się na największej tenisowej scenie.

    Już w dniu losowania drabinki poznaliśmy wstępne informacje dotyczące terminów występów Polaków w pierwszej rundzie Australian Open. Wówczas stało się jasne, że żaden z naszych reprezentantów nie zagra w niedzielę, a swoje mecze w poniedziałek rozegrają Magda Linette, Magdalena Fręch, Linda Klimovicova oraz Kamil Majchrzak. Do niedawna nie było jednak pewne, kiedy na kort wyjdą Iga Świątek i Hubert Hurkacz. Ostatecznie w piątek potwierdzono, że wiceliderka rankingu WTA również zagra w poniedziałek, natomiast wrocławianin rozpocznie turniej dzień później, we wtorek.

    W nocy z piątku na sobotę czasu polskiego organizatorzy Australian Open opublikowali już szczegółowy plan gier na poniedziałkowe rozgrywki. Z informacji zamieszczonych na oficjalnej stronie turnieju wynika, że Iga Świątek wystąpi na głównej arenie imprezy – Rod Laver Arena. Jej spotkanie z Chinką Yue Yuan otworzy nocną sesję i rozpocznie się tuż po godzinie 9:00 czasu polskiego.

    Choć termin meczu Świątek jest bardzo dogodny dla polskich kibiców, emocji z udziałem naszych zawodników nie zabraknie już znacznie wcześniej. W nocy z niedzieli na poniedziałek, dokładnie o godzinie 1:00 czasu polskiego, rozpoczną się pojedynki Magdy Linette i Magdaleny Fręch. Poznanianka zmierzy się z Emmą Navarro na 1573 Arena, natomiast tenisistka urodzona w Łodzi zagra z Veroniką Erjavec na korcie numer 12.

    Ten sam kort będzie również areną rywalizacji Kamila Majchrzaka. Jego mecz z Jacobem Fearnleyem zaplanowano jako trzecie spotkanie dnia, licząc od godziny 1:00 czasu polskiego, po pojedynkach Fręch – Erjavec oraz Fabian Marozsan – Arthur Rinderknech. Z kolei Linda Klimovicova pojawi się na korcie numer 15, gdzie jej starcie z Francescą Jones wyznaczono jako drugie w kolejności, po meczu Quentin Halys – Alejandro Tabilo.

    Wszystko wskazuje więc na to, że poniedziałek w Melbourne upłynie pod znakiem polskich występów, a kibice nad Wisłą będą mieli wiele okazji do śledzenia losów naszych reprezentantów w pierwszej rundzie Australian Open.

  • McEnroe wydał wyrok ws. Igi Świątek. Niektórym otworzą się oczy

    McEnroe wydał wyrok ws. Igi Świątek. Niektórym otworzą się oczy

    Iga Świątek przed Australian Open. McEnroe uspokaja: „To może być sygnał alarmowy, który działa na korzyść”

    19 stycznia Iga Świątek rozpocznie rywalizację w Australian Open. Choć to pierwszy wielkoszlemowy turniej sezonu, wokół występu Polki narosło sporo znaków zapytania. Dwie porażki poniesione w United Cup – z Coco Gauff oraz Belindą Bencić – sprawiły, że forma wiceliderki rankingu WTA stała się tematem licznych dyskusji. A w Melbourne łatwiej nie będzie, bo drabinka Świątek zapowiada się wyjątkowo wymagająco. Jej aktualną dyspozycję w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” ocenił legendarny John McEnroe.

    11 stycznia reprezentacja Polski po raz pierwszy w historii sięgnęła po triumf w United Cup, co było ogromnym sukcesem całej drużyny. Kibice mieli jednak poczucie niedosytu – zabrakło zwycięstw Igi Świątek w starciach z najmocniejszymi rywalkami. Porażki z Gauff i Bencić wywołały pytania o to, na jakim etapie przygotowań jest obecnie najlepsza polska tenisistka. Teraz przed nią znacznie większe wyzwanie – Australian Open, turniej, w którym presja i stawka są nieporównywalnie wyższe.

    McEnroe o porażkach Świątek: „Nigdy nie wiesz, jak to się potoczy”

    John McEnroe podchodzi do ostatnich wyników Polki z dużym spokojem. Amerykanin podkreśla, że pojedyncze porażki tuż przed Wielkim Szlemem wcale nie muszą zwiastować problemów, a czasem wręcz działają mobilizująco. Odwołał się przy tym do własnych doświadczeń z czasów kariery.

    – Czasami to działa w drugą stronę. To bywa swego rodzaju sygnałem alarmowym, pobudką, ale w tenisie nigdy nie wiesz, jak sprawy się potoczą. Pamiętam mój najlepszy rok w karierze – przegrałem w pierwszej rundzie na tydzień przed US Open. A mimo to czułem, że nie wpłynie to na moją pewność siebie. Sam fakt przegranej nie oznacza, że w Wielkim Szlemie pojawi się problem, gdy przyjdzie grać o najwyższą stawkę – powiedział McEnroe w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”.

    Słowa legendy światowego tenisa sugerują, że nie warto wyciągać daleko idących wniosków z jednego turnieju drużynowego, zwłaszcza na tak wczesnym etapie sezonu.

    Obrona Fissette’a i nowego stylu gry Świątek

    McEnroe odniósł się także do zmian w grze Świątek, które wprowadza trener Wim Fissette. Nowy kierunek obrany przez Belgijskiego szkoleniowca ma zarówno zwolenników, jak i krytyków, szczególnie w kontekście większego ryzyka i modyfikacji serwisu. Amerykanin zdecydowanie stanął jednak po stronie trenera.

    – Nie ma tu prostej odpowiedzi, ale pamiętam, jak oglądałem ją na Wimbledonie. Pomyślałem wtedy, że serwuje potężniej i mocniej, niż kiedykolwiek wcześniej. To było zaledwie sześć miesięcy temu. Nie widzę powodu, dla którego nie mogłaby tego powtórzyć w Australian Open. Rok temu była bardzo blisko – zauważył McEnroe.

    Zdaniem siedmiokrotnego triumfatora turniejów wielkoszlemowych, potencjał wciąż jest ogromny, a zmiany wprowadzone w ostatnich miesiącach mogą zaprocentować właśnie w Melbourne.

    Początek rywalizacji i możliwe hity

    Iga Świątek swój pierwszy mecz w tegorocznym Australian Open rozegra 19 stycznia. Jej rywalką będzie Chinka Yue Yuan, która przeszła przez kwalifikacje. W dalszej fazie turnieju w części drabinki Polki może dojść do niezwykle interesującego starcia z Naomi Osaką, prowadzoną obecnie przez Tomasza Wiktorowskiego – byłego trenera Świątek.

    Australian Open zapowiada się więc dla Polki jako sprawdzian nie tylko formy sportowej, ale i odporności mentalnej. Jak przekonuje McEnroe, czasem właśnie w takich okolicznościach rodzą się najlepsze turnieje w karierze.

  • Świątek nawet nie zdążyła wyjść na kort. Stawia sprawę jasno: 6 miesięcy przerwy

    Świątek nawet nie zdążyła wyjść na kort. Stawia sprawę jasno: 6 miesięcy przerwy

    Iga Świątek zameldowała się już w Melbourne, gdzie finalizuje przygotowania do startu w pierwszym w sezonie turnieju wielkoszlemowym – Australian Open. Choć jeszcze nie wyszła na kort w meczu o stawkę, zdążyła wywołać niemałe poruszenie. Wszystko za sprawą jej wypowiedzi podczas spotkania z mediami, która natychmiast odbiła się szerokim echem. Liderka polskiego tenisa przyznała bowiem, że widzi przestrzeń do urozmaicenia i rozwoju swojego stylu gry, ale – jak sama podkreśliła – potrzebowałaby na to aż sześciu miesięcy przerwy.

    Polka walkę o triumf w Melbourne rozpocznie w nocy z niedzieli na poniedziałek czasu środkowoeuropejskiego. Jej pierwszą rywalką będzie Chinka Yue Yuan, obecnie sklasyfikowana na 84. miejscu w rankingu WTA. Już na starcie los postawi więc przed Świątek przeciwniczkę, z którą teoretycznie powinna sobie poradzić, choć w turniejach tej rangi nie ma miejsca na lekceważenie kogokolwiek.

    Nie jest tajemnicą, że przed tegorocznym Australian Open nad Igą Świątek unosi się aura szczególnej presji. Jeśli okaże się najlepsza na antypodach, dołoży do swojej kolekcji brakujący element i skompletuje Karierowego Wielkiego Szlema. Choć w turniejach tej rangi triumfowała już sześciokrotnie, to właśnie w Melbourne nigdy wcześniej nie sięgnęła po końcowy tytuł.

    Cel: złota kareta

    Pierwszy wygrany turniej pod wodzą nowego szkoleniowca, Wima Fissette’a, przyszedł po ponad półrocznym oczekiwaniu. Co więcej – od razu w wyjątkowym miejscu, bo na kortach Wimbledonu. Później Świątek potwierdziła znakomitą formę, triumfując także w Cincinnati oraz w Seulu. Wydawało się, że te sukcesy mogą definitywnie zamknąć dyskusję na temat rzekomych braków w jej tenisowym arsenale.

    Tymczasem pierwsza konferencja prasowa w Melbourne pokazała, że temat wciąż wraca. Druga rakieta świata została zapytana o możliwość dalszego rozwoju i urozmaicenia gry, a jej odpowiedź była zaskakująco szczera.

    – Okres przygotowawczy to moment na testowanie nowych rozwiązań, ale w moim przypadku trwa on zaledwie trzy tygodnie. To sprawia, że sprawa jest bardzo skomplikowana. Myślę, że gdybym miała sześć miesięcy przerwy, mogłabym naprawdę wiele poprawić. Zawsze jednak muszę szykować się do kolejnego turnieju, więc gram tym, co aktualnie mam – przyznała Świątek.

    Oczywiście półroczna pauza pozostaje w sferze czystej teorii. Wypowiedź Polki można jednak odczytywać jako sygnał narastającego znużenia ciągłymi sugestiami dotyczącymi jej rzekomych niedoskonałości, a także powtarzaną narracją o braku „planu B” w trudnych momentach spotkań.

    Czy mimo wszystko są powody do optymizmu przed rozpoczynającym się Australian Open? Sama zainteresowana studzi emocje i unika wielkich deklaracji.

    – To bardzo wymagający turniej, dlatego nie stawiam przed sobą żadnych konkretnych oczekiwań. Zdobycie tytułu byłoby spełnieniem marzeń, ale nie budzę się każdego dnia z myślą, że muszę go wygrać. Koncentruję się na tym, jak chcę grać i co mogę poprawiać z dnia na dzień – podkreśla.

    W turnieju głównym Australian Open, oprócz Igi Świątek, zobaczymy również trzy inne reprezentantki Polski w singlu: Magdę Linette, Magdalenę Fręch oraz Lindę Klimovicovą.

  • Przyszłość Fissette’a przy Świątek wisiała na włosku. “Uratowany przez Wimbledon”

    Przyszłość Fissette’a przy Świątek wisiała na włosku. “Uratowany przez Wimbledon”

    Australian Open coraz bliżej. Ekspert bije na alarm przed startem Świątek w Melbourne

    Pierwszy wielkoszlemowy turniej sezonu 2026 zbliża się wielkimi krokami. Australian Open rusza już w niedzielę, 18 stycznia, a jednym z głównych tematów wśród polskich kibiców pozostaje forma Igi Świątek. Wiceliderka rankingu WTA ma już za sobą występ w United Cup, który tym razem nie przyniósł jednoznacznie optymistycznych wniosków. – Wyraźne porażki z Coco Gauff i Belindą Bencić są bardzo niepokojące – przyznaje w rozmowie z Interia Sport Dawid Olejniczak, komentator Polsatu Sport i Eurosportu.

    Sprawdzony schemat, ale bez dawnej pewności

    Od kilku lat początek sezonu w wykonaniu Igi Świątek wygląda bardzo podobnie. Polka tradycyjnie inauguruje rozgrywki podczas reprezentacyjnego United Cup w Australii, co ma pomóc jej zaaklimatyzować się do warunków panujących później w Melbourne. W poprzednich sezonach ten plan działał niemal idealnie – dobre występy w Sydney często były zapowiedzią mocnego wejścia w Australian Open.

    Tym razem jednak było inaczej. Choć sam turniej zakończył się triumfem reprezentacji Polski, indywidualna postawa liderki kadry pozostawiła sporo znaków zapytania. Tym bardziej że Australian Open pozostaje dla Świątek najmniej „przyjaznym” Wielkim Szlemem. Najdalej w Melbourne docierała do półfinału – dwukrotnie – i nigdy nie zdołała jeszcze wygrać tam tytułu, mimo że zazwyczaj przystępowała do rywalizacji w gronie głównych faworytek.

    Rok pracy Fissette’a pod lupą. „Wimbledon uratował sezon”

    Słabszy początek sezonu naturalnie rodzi pytania o współpracę Igi Świątek z Wimem Fissette’em, który pracuje z nią od ponad roku. Belg zapowiadał zmiany w grze Polki, większą różnorodność i mniejszą przewidywalność. – Szczerze mówiąc, ja nie widzę wyraźnej pieczęci trenera Fissette’a ani tenisowej rewolucji – ocenia Olejniczak. – Owszem, były zwycięstwa w Wimbledonie i Cincinnati, ale mam wrażenie, że poprzedni sezon został uratowany właśnie przez triumf w Londynie.

    Zdaniem komentatora, bez wimbledońskiego tytułu obraz całego roku mógłby wyglądać znacznie gorzej. – Wygrana w najważniejszym turnieju świata oczywiście wszystko zmienia. Trudno dziś jednoznacznie ocenić tę współpracę, ale kluczowy jest głos samej Igi. Skoro Fissette pozostaje trenerem, to znaczy, że ona jest zadowolona – dodaje.

    Do momentu triumfu na trawie Świątek nie wygrała żadnego turnieju pod wodzą Belga, a sezon zakończyła z trzema tytułami. – Gdyby nie Wimbledon, dziś być może rozmawialibyśmy o innym trenerze. Ten sukces spadł z nieba, i to jeszcze w imponującym stylu – finał bez straty gema mówi sam za siebie – podkreśla Olejniczak.

    Ekspert zwraca też uwagę na brak dawnej regularności w grze raszynianki. – Nie było tej powtarzalności, szczególnie na mączce, do której Iga nas przyzwyczaiła. Sezon był przewrotny: wygrywała tam, gdzie wcześniej przegrywała, a przegrywała tam, gdzie zwykle dominowała. Nie powiedziałbym jednak, że Fissette diametralnie odmienił jej tenis – podsumowuje.

    United Cup bez fajerwerków. „Może być tylko lepiej”

    Podczas United Cup kibice i media obiegły obrazki, na których Iga Świątek schodziła na ławkę ze łzami w oczach. – Jest już na tyle doświadczoną zawodniczką, że powinna radzić sobie z takimi emocjami – komentuje krótko były 185. tenisista świata.

    Indywidualnie turniej nie był dla Polki tak udany jak wcześniejsze edycje, pełne było słabszych momentów. – Najważniejszy jest jednak triumf reprezentacji. Jest sukces drużynowy i moim zdaniem to, co wydarzyło się w United Cup, nie musi rzutować na Australian Open – uważa Olejniczak.

    Nie da się jednak przejść obojętnie obok porażek z Belindą Bencić i Coco Gauff. – W Melbourne powinno być lepiej, ale te przegrane były dość wyraźne i to musi niepokoić. Z drugiej strony tydzień przerwy to bardzo dużo czasu. Można wiele poprawić, wyciągnąć wnioski i przekuć to na coś pozytywnego. Z tych porażek naprawdę może być tylko lepiej – zaznacza ekspert.

    Walka o historię i trudna drabinka

    Australian Open 2026 może przynieść historyczne rozstrzygnięcia. Iga Świątek oraz Carlos Alcaraz stoją przed szansą skompletowania karierowego Wielkiego Szlema. – To bardzo ciekawy temat. Nie stawiam ich w roli głównych faworytów – u panów numerem jeden jest dla mnie Sinner, a u pań Sabalenka – ale lubię być kontrowersyjny, więc powiem: tak, to się może wydarzyć. Nie zdradzę jednak, kto tego dokona – uśmiecha się Olejniczak.

    Świątek rozpocznie rywalizację w Melbourne w poniedziałek, 19 stycznia, od meczu z dużo niżej notowaną Yue Yuan. W dalszej części turnieju na jej drodze może stanąć m.in. Naomi Osaka, prowadzona przez Tomasza Wiktorowskiego. Do takiego starcia mogłoby dojść w czwartej rundzie – i byłby to jeden z najciekawszych pojedynków tej fazy turnieju.

  • Trąbi o niej cała Polska. Oto różnica wieku między nią a partnerem

    Trąbi o niej cała Polska. Oto różnica wieku między nią a partnerem

    Klaudia Zwolińska w ostatnich tygodniach stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w polskim sporcie. Ogromny rozgłos przyniosło jej zwycięstwo w prestiżowym plebiscycie „Przeglądu Sportowego” na Sportowca Roku 2025. Choć na swoim koncie miała już wcześniej wielkie sukcesy, dopiero teraz trafiła do szerokiej świadomości kibiców. Przy tej okazji wiele osób po raz pierwszy dowiedziało się, że prywatnie tworzy związek z innym znanym sportowcem. Niemałe emocje wzbudziła również różnica wieku między partnerami.

    Jeszcze niedawno dla znacznej części Polaków nazwisko Klaudii Zwolińskiej niewiele mówiło. O kajakarce górskiej zrobiło się głośniej podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu w 2024 roku, kiedy sięgnęła po srebrny medal. Prawdziwy przełom w jej medialnej popularności nastąpił jednak dopiero teraz – po triumfie w plebiscycie „Przeglądu Sportowego”, który dla wielu obserwatorów był sporym zaskoczeniem. Podczas sobotniej Gali Mistrzów Sportu sportsmence towarzyszył jej życiowy partner, który również nie jest postacią anonimową w świecie sportu.

    Partner Zwolińskiej to Grzegorz Hedwig – utytułowany kajakarz górski, doskonale znany w środowisku. Podobnie jak ona specjalizuje się w slalomie kajakowym. W trakcie swojej kariery wielokrotnie sięgał po mistrzostwo Polski w kategorii seniorów, a także trzykrotnie reprezentował nasz kraj na igrzyskach olimpijskich – w Rio de Janeiro, Tokio oraz Paryżu. Najlepszy wynik olimpijski osiągnął właśnie we Francji, gdzie zajął 10. miejsce w konkurencji C1, czyli kanadyjkowych jedynek. Mimo to największe emocje tamtych igrzysk przyniósł mu bez wątpienia srebrny medal wywalczony przez jego partnerkę w konkurencji K1.

    Zwolińska i Hedwig byli już wówczas parą. Jak informuje „Gazeta Krakowska”, poznali się w klubie „Start” Nowy Sącz, gdzie wspólnie trenują. Początkowo łączyła ich zwykła koleżeńska relacja, która z czasem przerodziła się w głębsze uczucie. Różnica wieku nie stanowiła dla nich przeszkody – dzieli ich nieco ponad dziesięć lat. Grzegorz Hedwig w lipcu skończy 38 lat, natomiast Klaudia Zwolińska w grudniu ubiegłego roku obchodziła 27. urodziny.

    Według tych samych doniesień para jest już zaręczona, choć na razie nie zdradziła planów dotyczących daty ślubu. Zakochani nie ukrywają swojego związku i regularnie publikują wspólne zdjęcia w mediach społecznościowych, dzieląc się prywatnymi momentami z kibicami.

    Sukces Zwolińskiej w plebiscycie „Przeglądu Sportowego” nie był dziełem przypadku. Kajakarka zapracowała na niego znakomitymi wynikami sportowymi. Podczas mistrzostw świata w Penrith wywalczyła dwa złote medale – w konkurencjach K1 oraz C1 – a do tego dorzuciła brązowy krążek w kayak crossie. Miniony sezon był dla niej najlepszym w karierze i jasno pokazał, że jej miejsce w ścisłej czołówce światowego kajakarstwa górskiego jest w pełni zasłużone.

  • Cztery mecze i koniec. Brutalny werdykt dla Świątek. Wiktorowski triumfuje

    Cztery mecze i koniec. Brutalny werdykt dla Świątek. Wiktorowski triumfuje

    Na co stać Igę Świątek w tegorocznym Australian Open? To pytanie coraz częściej pojawia się wśród kibiców i ekspertów, choć coraz rzadziej Polka wymieniana jest w gronie głównych faworytek do końcowego triumfu. Zagraniczne media z uwagą przeanalizowały turniejową drabinkę, a jeden z portali wskazał nawet konkretny mecz, który może okazać się dla wiceliderki rankingu WTA przeszkodą nie do przejścia.

    Australian Open rusza w niedzielę, 18 stycznia, a oczy polskich kibiców tradycyjnie skierowane będą na Igę Świątek. Rozstawiona z numerem drugim raszynianka przystępuje do turnieju z ogromnymi ambicjami, ale też z bagażem pytań o dyspozycję. Początek sezonu nie przyniósł bowiem jednoznacznie optymistycznych sygnałów. W United Cup Świątek wygrała trzy z pięciu spotkań, a porażki z Coco Gauff i Belindą Bencić wywołały szeroką dyskusję w tenisowym środowisku.

    Wątpliwości nie ukrywają także eksperci. – Czasami mam wrażenie, że Iga stresuje się absolutnie wszystkim. Na tym poziomie nie chodzi już wyłącznie o tenis. Ogromną rolę odgrywa psychologia – to, jak reagujesz i jakie decyzje podejmujesz w kluczowych momentach – mówiła na łamach „Faktu” Barbara Schett, była tenisistka, a obecnie ekspertka Eurosportu.

    Pierwsza runda nie powinna stanowić dla Świątek większego problemu. Polka zmierzy się z kwalifikantką Yue Yuan, zajmującą 130. miejsce w rankingu WTA, i będzie zdecydowaną faworytką. Prawdziwe wyzwania mogą jednak pojawić się później – i to dość szybko.

    W drugiej rundzie potencjalnymi rywalkami Polki są Renata Zarazúa lub Marie Bouzková. Trzecia faza może oznaczać starcie z Anną Kalinską, natomiast w 1/8 finału w grę wchodzi pojedynek z Naomi Osaką lub Ludmiłą Samsonową. W ćwiartce turniejowej Świątek znalazły się również Jelena Rybakina oraz Belinda Bencić, a w całej połówce nie brakuje groźnych nazwisk, takich jak Amanda Anisimova, Jessica Pegula, Madison Keys, Linda Noskova czy Jelena Ostapenko.

    Jedną z najbardziej pesymistycznych prognoz przedstawił portal tennisconnected.com. W analizie autorstwa Amy Lundy wprost wskazano, że trudne losowanie może przekreślić marzenia Świątek o triumfie w Melbourne. – Ze względu na układ drabinki nie sądzę, by to był moment dla Igi na zdobycie upragnionego tytułu Australian Open. Myślę, że Osaka może ją zaskoczyć, choć trudno ocenić formę Naomi po problemach zdrowotnych – czytamy. Taki scenariusz oznaczałby odpadnięcie Polki już w 1/8 finału, co byłoby sporym rozczarowaniem. Według Lundy w finale zmierzą się Aryna Sabalenka i Jelena Rybakina, a tytuł trafi w ręce reprezentantki Kazachstanu.

    Nieco inne spojrzenie prezentuje hiszpańskojęzyczny portal puntodebreak.com. Tamtejsi dziennikarze zakładają, że Świątek może dotrzeć do ćwierćfinału, gdzie jej rywalką byłaby właśnie Rybakina. – Ćwierćfinał Rybakina – Świątek byłby meczem legendarnym, ale obie zawodniczki muszą wznieść się na najwyższy poziom, by do niego dotrzeć. Największym zagrożeniem dla Polki wydaje się Osaka w 1/8 finału, natomiast Rybakina może mieć ogromne problemy z rozpędzoną i pewną siebie Belindą Bencić – analizują Hiszpanie.

    Z kolei prestiżowy tennis.com, opisując turniejową ćwiartkę Świątek, skupia się przede wszystkim na potencjalnym starciu Polki z Rybakiną. – Żadna z nich nie jest obecnie w idealnej formie, ale nie bez powodu obie są mistrzyniami Wielkiego Szlema i od lat utrzymują się w ścisłej czołówce rankingu – zauważają dziennikarze. Podkreślają również, że dla Świątek ogromną motywacją będzie szansa na pierwszy w karierze finał w Melbourne i skompletowanie Karierowego Wielkiego Szlema.

    Jednocześnie wskazują, że droga do ćwierćfinału wcale nie jest usłana różami. Naomi Osaka, Ludmiła Samsonowa czy Anna Kalinska to rywalki, które – w sprzyjających okolicznościach – mogą sprawić Polce ogromne problemy. Ostatecznie tennis.com prognozuje, że to Rybakina dotrze do półfinału, co oznaczałoby pożegnanie Świątek z turniejem najpóźniej na etapie ćwierćfinału.

    Szczególne emocje wzbudza potencjalny mecz Świątek z Osaką, który mógłby być jednym z hitów całego turnieju. Obie tenisistki grały ze sobą dotychczas trzykrotnie – dwa razy triumfowała Polka, raz górą była Japonka. Ich ostatnie starcie miało miejsce podczas Roland Garros 2024, gdy Świątek wygrała po zaciętym boju 7:6, 1:6, 7:5.

    Dodatkowego smaczku ewentualnemu pojedynkowi dodaje postać Tomasza Wiktorowskiego. Były trener Igi Świątek prowadził Polkę w latach 2021–2024, a po krótkiej przerwie od pracy szkoleniowej, pod koniec lipca 2025 roku rozpoczął współpracę właśnie z Naomi Osaką. Taki kontekst sprawia, że możliwe starcie w Melbourne elektryzuje kibiców jeszcze przed pierwszą piłką.

    Australian Open zapowiada się więc dla Świątek jako turniej pełen wyzwań, pytań i potencjalnych hitów. Odpowiedź na to, jak daleko zajdzie Polka, poznamy już w najbliższych dniach.