Author: newuser

  • Świątek tylko spojrzała na Fissette’a i Abramowicz. Te miny mówiły wszystko

    Świątek tylko spojrzała na Fissette’a i Abramowicz. Te miny mówiły wszystko

    Mecz z Yue Yuan w pierwszej rundzie Australian Open nie przyniósł Idze Świątek pełnego spokoju. Choć Polka wygrała 7:6, 6:3 i awansowała dalej, nie była to odpowiedź, która zamknęłaby usta krytykom – w tym kontrowersyjnej Danielle Collins – ani taka, która całkowicie uspokoiłaby jej kibiców. W trakcie spotkania z chińską kwalifikantką kilkukrotnie mogły zapalić się sygnały ostrzegawcze.

    Gdy notowana dopiero na 130. miejscu w rankingu WTA Yue Yuan odważnie rozpoczęła pojedynek i w pierwszym secie prowadziła już 2:0, a potem 3:1, realizator transmisji kilkakrotnie pokazywał trenera Świątek, Wima Fissette’a. Belg z kamienną twarzą obserwował wydarzenia na korcie. Trudno było nie odnieść wrażenia, że w jego spojrzeniu kryje się niepokój – był to bowiem moment, w którym druga rakieta świata znalazła się pod realną presją.

    Świątek przetrwała napór rywalki, a w pewnym momencie znacząco spojrzała w stronę swojego boksu. Komentatorzy Eurosportu podsumowali ten gest pół żartem, pół serio, ale wkrótce atmosfera znów zrobiła się napięta. Ulga mieszała się z niepokojem, a słowa „uff”, „było blisko” czy „możemy odetchnąć” regularnie pojawiały się w relacji.

    – Tak to działa psychologicznie. Zawodniczki widzą, że Iga nie jest już nietykalna, jak przez pewien czas. Coraz więcej dziewczyn pokazuje, że można z nią walczyć, że bywa nerwowa i popełnia błędy. Te niżej notowane wychodzą dziś na kort bez dawnego strachu – mówił niedawno w rozmowie ze Sport.pl kapitan reprezentacji Polski w Billie Jean King Cup, Dawid Celt.

    Dokładnie z takim nastawieniem na Rod Laver Arenę wyszła Yue Yuan. Chinka nigdy wcześniej nie przeszła w Melbourne pierwszej rundy, a jej najlepszym wielkoszlemowym wynikiem pozostaje trzecia runda. Różnica klas – zwłaszcza w zestawieniu z sześcioma tytułami Wielkiego Szlema Świątek – wydawała się ogromna. A jednak już po kilkunastu minutach Yuan miała na koncie tyle samo gemów, ile w całym poprzednim meczu z Polką, rozegranym w ubiegłym roku w Pekinie.

    Przypominało to nieco przypadek Evy Lys. Niemka, zanim w styczniowym United Cup stoczyła ze Świątek trzysetowy bój, wcześniej potrafiła urwać jej maksymalnie cztery gemy – i to tylko raz na trzy spotkania. Yuan poszła tą samą drogą: świetny timing na returnie, odważny serwis i gra na granicy ryzyka. Pod presją Polka zaczęła się mylić – scenariusz znany z wcześniejszych występów.

    Z czasem jednak intensywność gry zaczęła zbierać żniwo po stronie Chinki. Przy stanie 0:3 w drugim secie skorzystała z przerwy medycznej, a wielu obserwatorów było przekonanych, że jest już na skraju wyczerpania. Mimo to potrafiła jeszcze wrócić do walki, co tylko podkreślało, że Świątek tego dnia nie miała łatwego zadania.

    Nie był to pierwszy nerwowy początek turnieju wielkoszlemowego w wykonaniu Polki. Świątek często potrzebuje czasu, by wejść w rytm rywalizacji. Zdarzało się, że początkowa niepewność znikała po kilku dniach, ale bywało też inaczej. Trzy lata temu w Melbourne z trudem ograła w pierwszej rundzie Jule Niemeier 6:4, 7:5, by później odpaść w 1/8 finału po pełnym napięcia meczu z Jeleną Rybakiną.

    Czy tym razem spokój przyjdzie szybciej? Na razie trudno to jednoznacznie ocenić. Owszem, należą się brawa dla Yuan za odwagę i jakość gry, ale nie sposób pominąć faktu, że Świątek kilkakrotnie sama zapraszała rywalkę do gry. Znów próbowała kończyć akcje zbyt szybko, celowała w linie i mnożyła niewymuszone błędy. Ten sam problem był widoczny niedawno w United Cup, w przegranych meczach z Coco Gauff i Belindą Bencic.

    Wciąż więc brakuje w Melbourne wyraźnej odpowiedzi na pojawiające się wątpliwości. Przed meczem Jon Wertheim w podcaście Andy’ego Roddicka sugerował, że forma fizyczna Świątek na treningach nie wygląda najlepiej, a same zajęcia są skracane. Tym doniesieniom stanowczo zaprzeczył na platformie X Maciej Ryszczuk, trener przygotowania fizycznego wiceliderki rankingu WTA. I rzeczywiście – w spotkaniu z Yuan kwestie fizyczne nie budziły obaw. Pojawiły się jednak znaki zapytania innej natury.

    Szerokim echem odbiła się także wypowiedź Danielle Collins. Amerykanka, która w przeszłości oskarżała Świątek o nieszczerość i wielokrotnie wzbudzała kontrowersje, wskazała Polkę jako jedną z kandydatek do przedwczesnego odpadnięcia z Australian Open.

    – To może nie być zaskoczenie, ale wskazuję Igę Świątek. Jej gra w United Cup była niepokojąca, przegrała tam dwa mecze z rzędu. Widać, że są u niej pewne problemy – stwierdziła Collins, zapytana o zawodniczki z Top 10, które mogą pożegnać się z turniejem już w pierwszych rundach.

    Z jednej strony Świątek udowodniła w poniedziałek, że potrafi przetrwać trudne chwile – a odporność psychiczna nieraz ratowała ją w sytuacjach granicznych. Z drugiej jednak trudno uznać ten występ za stanowcze zaprzeczenie tezy Collins.

    Pocieszało, że na korcie znów było słychać charakterystyczne „Jazda!”, szczególnie gdy Polka odrabiała straty w pierwszym secie i dobrze rozpoczęła drugiego. Ale pojawiały się też gesty frustracji, nerwowe spojrzenia w stronę boksu i liczne wskazówki taktyczne od Fissette’a. W pewnym momencie kamery uchwyciły, jak psycholożka Daria Abramowicz wymienia uwagi z Ryszczukiem, a Świątek, szykując się do serwisu, odwraca się i spogląda w ich stronę wymownie.

    – Gdyby wzrok mógł zabić – żartowali komentatorzy.

    Niepokój jednak szybko wrócił, bo pojawiło się pytanie, czy Polka rzeczywiście zdoła szybko zamknąć to spotkanie. Chciałoby się, by jedynym problemem Świątek był niewygodny strój, który w pewnym momencie ją rozpraszał. – Nie wygląda to najlepiej – oceniał komentator, gdy 24-latka wróciła na kort po przerwie. Niestety, podobne słowa chwilami pasowały nie tylko do podwiniętej spódnicy, ale i do jej gry.

    W drugiej rundzie dwukrotna półfinalistka Australian Open (2022 i 2025) zmierzy się z Marie Bouzkovą. Choć mało prawdopodobne, by notowana na 44. miejscu Czeszka sprawiła sensację – Świątek wygrała oba dotychczasowe pojedynki – kibice Polki z pewnością liczą na znacznie bardziej przekonującą odpowiedź. Taką, która nie pozostawi wątpliwości i definitywnie uciszy głosy w rodzaju tych, które dochodzą z obozu Danielle Collins.

  • Świątek ledwo zeszła z kortu. A WTA ogłasza. Yuan nie mogła uwierzyć

    Świątek ledwo zeszła z kortu. A WTA ogłasza. Yuan nie mogła uwierzyć

    Choć nie obyło się bez trudnych momentów, obyło się bez sensacji. Iga Świątek po wymagającym i momentami bardzo zaciętym meczu z Yue Yuan wywalczyła awans do drugiej rundy Australian Open. Zwycięstwo Polki odbiło się szerokim echem w światowych mediach, a oficjalny portal WTA zwrócił uwagę, że tym razem starcie obu tenisistek miało zupełnie inny charakter niż ich poprzednia konfrontacja. Podkreślono również klasę i opanowanie wiceliderki rankingu, która w kluczowych fragmentach spotkania potrafiła wejść na najwyższy poziom, wprawiając Chinkę w wyraźne osłupienie.

    Poniedziałkowy pojedynek pierwszej rundy w Melbourne nie był dla Igi Świątek łatwą przeprawą. Szczególnie pierwszy set dostarczył wielu emocji i trwał znacznie dłużej, niż mogło się wydawać przed rozpoczęciem spotkania. Zamiast szybkiego rozstrzygnięcia kibice obejrzeli blisko dwugodzinną, wyrównaną walkę, w której Polka musiała sięgnąć po pełnię swoich umiejętności. Ostatecznie to jednak 24-letnia raszynianka udowodniła swoją wyższość, triumfując 7:6(5), 6:3.

    Dzięki temu Świątek bez przykrej niespodzianki zameldowała się w drugiej rundzie Australian Open, gdzie jej rywalką będzie Marie Bouzkova. Czeszka udanie rozpoczęła turniej, pokonując Renatę Zarazuę z Meksyku 6:2, 7:5 i zapowiada się na wymagającą przeciwniczkę.

    Australian Open. WTA docenia klasę Igi Świątek
    Na inauguracyjne zwycięstwo Polki na australijskich kortach zareagował oficjalny serwis WTA. Organizacja przypomniała, że poniedziałkowy mecz znacząco różnił się od ubiegłorocznego starcia Świątek z Yuan w Pekinie. Wówczas Polka nie dała rywalce żadnych szans, wygrywając 6:0, 6:3 w zaledwie 74 minuty. Tym razem Chinka postawiła znacznie twardsze warunki, zmuszając faworytkę do większego wysiłku. Mimo to Świątek potrafiła odpowiedzieć w najlepszy możliwy sposób, stopniowo przejmując kontrolę nad wydarzeniami na korcie.

    WTA zwróciła szczególną uwagę na opanowanie i dojrzałość Polki w decydujących momentach pierwszego seta. Yuan była o krok od jego wygrania i w tie-breaku długo dotrzymywała kroku wiceliderce rankingu. Wtedy jednak Świątek zaczęła dyktować warunki gry, co przełożyło się na serię precyzyjnych uderzeń kończących. Jak podkreślono, Polka zapisała na swoim koncie sporą część z 24 winnerów właśnie w kluczowych fragmentach meczu.

    – Yuan chwilami nie mogła uwierzyć, gdzie lądowały piłki posyłane przez Świątek. To najlepiej świadczy o precyzji i jakości jej gry – napisano na oficjalnej stronie WTA.

    Portal dodał również, że na początku drugiego seta Iga Świątek płynnie przeniosła impet z końcówki pierwszej partii, szybko obejmując prowadzenie i kontrolując przebieg spotkania do samego końca. Zwycięstwo w Melbourne było dla niej już 25. z rzędu wygraną w meczach pierwszej rundy turniejów wielkoszlemowych, co tylko potwierdza jej niezwykłą regularność.

    – Spokój, siła i precyzja – tak WTA podsumowała główne atuty Igi Świątek, które przesądziły o jej triumfie nad Yue Yuan. Pozostaje liczyć na to, że ten arsenał będzie skuteczny również w kolejnych rundach, a forma Polki będzie rosła wraz z rozwojem turnieju. Tym bardziej że podczas tegorocznego Australian Open Świątek po raz pierwszy w karierze staje przed realną szansą skompletowania Karierowego Wielkiego Szlema.

  • Polki świętowały, a obok rozegrał się dramat. 3:5 i trybuny zamarły. Rywalka ruszyła na pomoc

    Polki świętowały, a obok rozegrał się dramat. 3:5 i trybuny zamarły. Rywalka ruszyła na pomoc

    Na jednym z kortów w Melbourne doszło do dramatycznych scen, które wstrząsnęły kibicami. Spotkanie pomiędzy Mariną Stakusic (WTA 127) a Priscillą Hon (WTA 121) zakończyło się w atmosferze niepokoju i łez. W 111. minucie pojedynku Kanadyjka nagle osunęła się na kort, sygnalizując poważne problemy zdrowotne. Chwilę później, wyraźnie poruszona, opuściła arenę zmagań.

    W niedzielę, 18 stycznia, oficjalnie rozpoczęła się rywalizacja w głównej drabince Australian Open. Już pierwsza runda przyniosła kilka niespodzianek. Z turniejem szybko pożegnały się m.in. Marta Kostiuk, sensacyjnie pokonana przez Elsę Jacquemot, oraz Jekaterina Aleksandrowa, która musiała uznać wyższość Zeynep Sonmez. Znakomicie zaprezentowały się natomiast reprezentantki Polski. W nocy z niedzieli na poniedziałek awans do drugiej rundy wywalczyły Magda Linette, Magdalena Fręch oraz debiutująca w głównej drabince Linda Klimovicova.

    Prawdziwy dramat rozegrał się jednak na ANZ Arena, gdy swoje mecze zakończyły już Linette i Fręch. W drugim spotkaniu dnia naprzeciw siebie stanęły Priscilla Hon i Marina Stakusic — tenisistki sąsiadujące ze sobą w światowym rankingu. Pierwszy set zdecydowanie należał do Kanadyjki, która wygrała 6:1. W drugiej partii role się odwróciły i to Australijka, występująca z dziką kartą, zwyciężyła 6:4.

    Decydujący set układał się po myśli Hon, która prowadziła już 5:3. Wtedy doszło do niepokojącego zdarzenia — 21-letnia Stakusic położyła się na korcie, dając znak, że nie jest w stanie kontynuować gry. Natychmiast zareagowali fizjoterapeuci, a przy rywalce pojawiła się także Hon. Szybko stało się jasne, że Kanadyjka nie będzie mogła dokończyć spotkania. Z kortu została odwieziona na wózku inwalidzkim, a całej sytuacji towarzyszyły łzy i duże emocje.

    Warto podkreślić postawę Priscilli Hon, która wykazała się ogromną empatią i klasą. Australijka pomogła rywalce wstać i zejść z kortu, zbierając zasłużone brawa od publiczności. Dzięki temu zwycięstwu 27-letnia tenisistka po raz pierwszy od 2020 roku zameldowała się w drugiej rundzie Australian Open.

    W kolejnym meczu Hon zmierzy się z Ivą Jović, która na inaugurację turnieju pewnie pokonała Karie Volynets 6:2, 6:2. Jeśli Australijka wygra także to spotkanie, w trzeciej rundzie może dojść do jej pojedynku z Magdaleną Fręch, o ile Polka w drugiej rundzie upora się z rozstawioną Jasmine Paolini.

  • Historyczna noc w Melbourne. Wymarzony debiut. Polka kontra Switolina

    Historyczna noc w Melbourne. Wymarzony debiut. Polka kontra Switolina

    Po udanych występach Magdaleny Fręch i Magdy Linette nadszedł czas na trzeci polski akcent drugiego dnia Australian Open. Na korcie numer 15 zaprezentowała się Linda Klimovicova, która po raz pierwszy w karierze wystąpiła w głównej drabince turnieju wielkoszlemowego. Jej rywalką była zdecydowanie wyżej notowana Francesca Jones. Młoda Polka rozpoczęła spotkanie znakomicie – wygrała pierwszego seta 6:2 i prowadziła 3:2 w drugiej partii, gdy Brytyjka z powodu problemów zdrowotnych była zmuszona poddać mecz. W nagrodę Klimovicova awansowała do drugiej rundy, gdzie zmierzy się z tenisową gwiazdą.

    Poniedziałek w Melbourne od samego początku układał się po myśli Biało-Czerwonych. Najpierw Magdalena Fręch bez większych problemów uporała się z Veroniką Erjavec, a następnie Magda Linette dokonała imponującego powrotu w meczu z Emmą Navarro. Poznanianka odwróciła losy spotkania i po trzysetowej batalii wyeliminowała rozstawioną Amerykankę, przerywając przy tym niechlubną serię ośmiu kolejnych porażek w pierwszych rundach turniejów wielkoszlemowych.

    Szansę na podtrzymanie znakomitej passy Polek miała Linda Klimovicova. 21-letnia zawodniczka po raz pierwszy w karierze przebrnąła eliminacje Wielkiego Szlema i zameldowała się w głównej drabince Australian Open. W kwalifikacjach spisała się bezbłędnie, nie tracąc ani jednego seta, a w decydującym meczu pokonała Greet Minnen. Dzięki temu mogła dziś zadebiutować w docelowych rozgrywkach, walcząc o premierowe zwycięstwo na tym poziomie. Po drugiej stronie siatki stanęła Francesca Jones.

    Brytyjka zajmuje 71. miejsce w rankingu WTA, czyli aż o 63 pozycje wyżej od reprezentantki Polski. Co ciekawe, również dla niej był to pierwszy w karierze występ w głównej drabince turnieju wielkoszlemowego. 25-latka od lat wzbudza ogromny szacunek w środowisku tenisowym – urodziła się bowiem z rzadką chorobą genetyczną, przez którą brakuje jej jednego palca u każdej dłoni oraz trzech palców u stóp. Mimo tych ograniczeń z powodzeniem rywalizuje na najwyższym poziomie, udowadniając, że determinacja i ciężka praca potrafią przezwyciężyć nawet największe trudności. Zapowiadało się więc interesujące starcie o awans do drugiej rundy Australian Open.

    Pojedynek rozpoczął się od serwisu Jones. Już w pierwszym gemie oglądaliśmy długą walkę na przewagi, jednak Brytyjka zdołała utrzymać podanie, nie broniąc ani jednego break pointa. Po zmianie stron to ona miała okazję do przełamania – prowadząc 1:0, wypracowała break pointa, lecz Klimovicova zachowała spokój i wyszła z opresji. Przez kolejne minuty obie tenisistki pewnie wygrywały swoje gemy serwisowe.

    Przełom nastąpił w piątym gemie. Wówczas Linda po raz pierwszy doczekała się okazji na przełamanie. Choć początkowo wydawało się, że Jones wybroni się po niezbyt precyzyjnym skrócie Polki, Klimovicova znakomicie zareagowała przy siatce i to ona zapisała na swoim koncie pierwsze przełamanie meczu. Od tego momentu wydarzenia na korcie toczyły się już pod dyktando 21-latki. Najpierw potwierdziła przewagę własnym serwisem, a następnie po raz kolejny odebrała rywalce podanie. Przy stanie 5:2 Jones popełniła podwójny błąd serwisowy, a Polka stanęła przed szansą zamknięcia seta.

    Choć w ostatnim gemie pojawiły się pewne nerwy i kolejne podwójne błędy, które dały Brytyjce break pointa, w kluczowych momentach Klimovicova zachowała większą precyzję. Ostatecznie 134. zawodniczka rankingu WTA wygrała pierwszą partię 6:2.

    Po zakończeniu seta Francesca Jones poprosiła o przerwę medyczną. Po kilku minutach rywalizacja została wznowiona, a Polka od razu próbowała pójść za ciosem. Już w pierwszym gemie drugiej odsłony wypracowała break pointa po efektownej akcji zakończonej forhendowym winnerem, jednak Jones zdołała się obronić i objęła prowadzenie. Przez kolejne gemy obie zawodniczki pewnie utrzymywały swoje podania, aż do piątego gema.

    Wtedy Klimovicova ponownie podkręciła tempo. Zagrała bardzo agresywnie, przełamała rywalkę do zera i wyszła na prowadzenie 3:2. Niestety dla kibiców, na tym emocje się zakończyły. Zmagająca się z problemami zdrowotnymi Francesca Jones zdecydowała się skreczować, uznając, że nie jest w stanie kontynuować rywalizacji na odpowiednim poziomie.

    Tym samym Linda Klimovicova zanotowała zwycięstwo w swoim debiucie w głównej drabince turnieju wielkoszlemowego. Polska ma już trzy reprezentantki w drugiej rundzie Australian Open, a jeszcze tego samego dnia o awans powalczy Iga Świątek. Dla Klimovicovej turniej w Melbourne będzie miał ciąg dalszy w środę – wówczas zmierzy się z rozstawioną z numerem 12 Eliną Switoliną.

  • Paolini czekała na ruch Fręch. 6:1 dla Polki, pogrom w Australian Open

    Paolini czekała na ruch Fręch. 6:1 dla Polki, pogrom w Australian Open

    Drugi dzień rywalizacji w głównej drabince Australian Open 2026 obfitował w polskie akcenty – kibice mogli śledzić aż pięć meczów z udziałem Biało-Czerwonych. Emocje zaczęły się bardzo wcześnie, bo już o godz. 1:00 czasu polskiego. W tym samym momencie, gdy na kort wychodziła Magda Linette, na jednym z bocznych obiektów swoje spotkanie rozpoczynała także Magdalena Fręch. Stawką tego pojedynku była nie tylko wygrana w pierwszej rundzie, ale również perspektywa starcia z wysoko rozstawioną Jasmine Paolini. Aby do niego doszło, Polka musiała uporać się z niżej notowaną Veroniką Erjavec – i zrobiła to w imponującym stylu, zwyciężając 6:1, 6:1.

    Przygotowania Magdaleny Fręch do Australian Open nie należały do najłatwiejszych. 28-latka wystartowała wcześniej w dwóch turniejach. Najpierw pojawiła się w Brisbane, gdzie już w pierwszym meczu sprawiła dużą niespodziankę, eliminując Marketę Vondrousovą. Spotkanie było niezwykle zacięte – Polka wygrała po tie-breaku w decydującym secie, broniąc po drodze aż trzech piłek meczowych. W kolejnym starciu znów zmierzyła się z Lindą Noskovą. Ponownie obejrzeliśmy pojedynek na pełnym dystansie, lecz tym razem górą była Czeszka.

    Kolejnym przystankiem na trasie Fręch był Hobart. Tam łodzianka rozpoczęła turniej bardzo pewnie, pokonując Elsę Jacquemot 6:4, 6:0. Niestety, w trakcie tego spotkania pojawiły się problemy zdrowotne – Polka doznała urazu uda i kilkukrotnie korzystała z przerwy medycznej. W efekcie wycofała się z dalszej rywalizacji, co wzbudziło pewne obawy dotyczące jej występu w Melbourne. Na szczęście szczegółowe badania nie wykazały poważnej kontuzji. Fręch wróciła do normalnych treningów jeszcze przed startem Australian Open, co pozwalało z optymizmem patrzeć na jej poniedziałkowy mecz pierwszej rundy.

    Jej rywalką została Veronika Erjavec, zajmująca 99. miejsce w rankingu WTA. Faworytką tego starcia była oczywiście Polka i od pierwszych minut było widać, że zamierza potwierdzić swoją wyższość.

    Mecz rozpoczął się od serwisu Fręch, ale początek nie był dla niej idealny. Już w pierwszym gemie musiała bronić kilku break pointów, głównie na skutek własnych niewymuszonych błędów. Polka potrzebowała chwili, by złapać odpowiedni rytm i precyzję uderzeń. Kluczowe piłki rozgrywała jednak na swoją korzyść – obroniła trzy szanse na przełamanie i objęła prowadzenie. Kolejne gemy również były wyrównane, a obie zawodniczki musiały walczyć na przewagi przy własnym podaniu.

    Przełom nastąpił w czwartym gemie. To wtedy Fręch wypracowała pierwsze break pointy i bez straty punktu przełamała serwis rywalki, wychodząc na prowadzenie 3:1. Erjavec próbowała jeszcze odpowiedzieć, jednak Polka potrafiła obronić się dobrym serwisem w kluczowych momentach i potwierdziła przewagę przełamania. Jak się później okazało, był to decydujący fragment pierwszego seta. Fręch całkowicie przejęła kontrolę nad wydarzeniami na korcie – wróciła ze stanu 0–30 przy serwisie Słowenki w szóstym gemie, a następnie wykorzystała własne podanie, by zamknąć partię wynikiem 6:1.

    Druga odsłona spotkania rozpoczęła się od kolejnego mocnego akcentu Polki, która już w pierwszym gemie wywalczyła break pointa. Tym razem Erjavec zdołała się obronić, a po zmianie stron sama spróbowała zagrozić serwisowi Fręch. Słowenka wygrała dwa pierwsze punkty, ale na tym jej ofensywa się skończyła – Polka szybko opanowała sytuację i doprowadziła do remisu 1:1.

    Od tego momentu na korcie istniała już tylko jedna zawodniczka. Magdalena Fręch całkowicie zdominowała rywalkę, wygrywając sześć kolejnych gemów z rzędu. Grała bardzo solidnie, cierpliwie budowała akcje i wykorzystywała słabości przeciwniczki. Ostatecznie zwyciężyła 6:1, 6:1, pewnie meldując się w drugiej rundzie Australian Open.

    W kolejnym meczu Polkę czeka znacznie trudniejsze wyzwanie – starcie z Jasmine Paolini. Wszystko wskazuje na to, że pojedynek ten odbędzie się na jednym z głównych kortów Melbourne Park i zapowiada się jako jedno z ciekawszych spotkań tej fazy turnieju.

  • Sensacyjna porażka, a teraz taki komunikat. Dramat rywalki Świątek

    Fatalnie potoczył się tegoroczny Australian Open dla Marty Kostiuk. Ukrainka, finalistka niedawnego turnieju WTA 500 w Brisbane, w pierwszej rundzie wielkoszlemowej rywalizacji sensacyjnie odpadła z Francuzką Elsą Jacquemot. Choć była wyraźną faworytką tego starcia, po trwającym aż 211 minut niezwykle zaciętym pojedynku musiała pogodzić się z porażką. Jak się szybko okazało, była to dopiero zapowiedź znacznie poważniejszych problemów. Niedługo po meczu podopieczna polskiej trenerki Sandry Zaniewskiej wydała komunikat, który rzuca nowe światło na jej sytuację.

    Australian Open przez długie lata kojarzył się Kostiuk z sukcesami. To właśnie w Melbourne w 2017 roku, mając zaledwie 14 lat, sięgnęła po tytuł mistrzyni juniorek, zapowiadając wielką karierę. Również w rywalizacji seniorskiej Australia była dla niej szczęśliwa. W 2024 roku osiągnęła tam najlepszy jak dotąd wynik w Wielkim Szlemie, docierając do ćwierćfinału singla, gdzie po wyrównanej walce uległa Coco Gauff.

    Przed rozpoczęciem tegorocznego Australian Open 23-letnia Ukrainka prezentowała się znakomicie. W silnie obsadzonym turnieju WTA 500 w Brisbane szła jak burza, eliminując kolejne rywalki i zatrzymując się dopiero w finale, w którym musiała uznać wyższość liderki rankingu WTA Aryny Sabalenki. Jej forma sprawiała, że w Melbourne była typowana jako jedna z zawodniczek mogących sprawić niespodziankę. Tym bardziej że na otwarcie turnieju trafiła na notowaną na 58. miejscu w rankingu WTA Elsę Jacquemot.

    Starcie z Francuzką okazało się jednak prawdziwym tenisowym maratonem i ogromnym wyzwaniem dla rozstawionej z numerem 20 Kostiuk. Każdy z setów był skrajnie wyrównany i kończył się tie-breakiem. Ostatecznie to Jacquemot wyszła zwycięsko z tej batalii, triumfując 6:7 (4), 7:6 (4), 7:6 (7).

    Ukrainka miała w tym meczu swoje wielkie szanse. W drugim secie prowadziła już 5:3 i serwowała na zwycięstwo w spotkaniu. Później, przy stanie 6:6, dysponowała nawet piłką meczową, której nie zdołała wykorzystać. Chwilę po porażce Kostiuk przekazała jednak informację, która wyjaśniała wiele wydarzeń z kortu.

    „Niestety, podczas dzisiejszego meczu doznałam kontuzji kostki. Po dalszych badaniach potwierdzono zerwanie więzadła” – poinformowała tenisistka w specjalnym oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych. „Teraz nadszedł czas, by skupić się na powrocie do zdrowia. Nie mogę się doczekać, aż jak najszybciej wrócę na kort” – dodała.

    Uraz oznacza dla Kostiuk przedwczesne zakończenie udziału w Australian Open. Ukrainka musiała wycofać się również z rywalizacji deblowej, w której miała wystąpić w parze z Eleną Gabrielą Ruse. Przypomnijmy, że w 2023 roku Ukrainka i Rumunka dotarły wspólnie do półfinału turnieju w Melbourne, przegrywając dopiero z rozstawionymi z numerem pierwszym Czeszkami Barborą Krejcikovą i Kateriną Siniakovą.

    Tymczasem najbliższa noc i poranek zapowiadają się bardzo intensywnie dla polskich kibiców. Na kortach w Melbourne zobaczymy w akcji aż cztery reprezentantki Polski. Magda Linette zmierzy się z Emmą Navarro, Magdalena Fręch spróbuje swoich sił w pojedynku z Veroniką Erjavec, a Linda Klimovicova zagra z Francescą Jones. Nie wcześniej niż o godzinie 9:00 czasu polskiego swój pierwszy mecz w turnieju rozegra Iga Świątek, której rywalką będzie Chinka Yue Yuan. Relacje ze wszystkich spotkań tradycyjnie będzie można śledzić w serwisie Interia Sport.

  • Głośna “kradzież” w świecie tenisa. Tak potraktowała swoją koleżankę

    Głośna “kradzież” w świecie tenisa. Tak potraktowała swoją koleżankę

    Zmiana barw narodowych przez kolejne rosyjskie tenisistki w 2025 roku ponownie wywołała duże emocje w tenisowym środowisku. Jedną z najbardziej komentowanych decyzji była ta podjęta przez Anastasiję Potapową. Kontrowersje wzbudził nie tylko sam fakt zmiany obywatelstwa, lecz przede wszystkim sposób, w jaki zawodniczka to ogłosiła. Jej oświadczenie niemal słowo w słowo powielało wcześniejszy komunikat Darii Kasatkiny. Sama Potapowa nie widzi jednak w tym żadnego problemu.

    Od grudnia ubiegłego roku Potapowa oficjalnie reprezentuje Austrię. Decyzja ta zaskoczyła nie tylko kibiców, ale także samych Austriaków. Wątpliwości budziła zarówno jej dotychczasowa postawa na korcie, jak i udział w turniejach sponsorowanych przez Gazprom. Mimo to władze państwowe zdecydowały się przyznać tenisistce obywatelstwo, co wywołało burzliwą dyskusję w mediach.

    Największe poruszenie wywołał jednak komunikat, którym Potapowa poinformowała o swojej decyzji. Treść oświadczenia była niemal identyczna z tym, które wcześniej opublikowała Daria Kasatkina, ogłaszając zmianę reprezentacji na Australię.
    „Z radością informuję wszystkich, że mój wniosek o nadanie obywatelstwa został przyjęty przez rząd austriacki. Austria to kraj, który kocham, jest niezwykle gościnny i czuję się w nim jak w domu. Uwielbiam przebywać w Wiedniu i nie mogę się doczekać, aby uczynić go moim drugim domem. W związku z tym z dumą ogłaszam, że od 2026 roku będę reprezentować moją nową ojczyznę, Austrię, w profesjonalnej karierze tenisowej” – napisała Potapowa w mediach społecznościowych na początku grudnia.

    Podczas Australian Open tenisistka została zapytana o zarzuty dotyczące kopiowania oświadczenia. W odpowiedzi przyznała, że świadomie wykorzystała słowa Kasatkiny, ponieważ – jej zdaniem – idealnie oddawały sens całej sytuacji. Zdecydowanie odrzuciła oskarżenia o plagiat.

    – Nie widzę w tym nic złego. Nie dało się tego lepiej ująć. Dlaczego miałabym z tego nie skorzystać? To były idealne słowa, bardzo mi się spodobały, podobnie jak mojemu zespołowi. Media rozdmuchały sprawę, bo mnie po prostu nie lubią. Nikt normalnie nie przejmuje się takimi postami – tłumaczyła Potapowa na konferencji prasowej po zwycięskim meczu pierwszej rundy Australian Open z Holenderką Suzan Lamens (3:6, 7:5, 6:2).

    Dziennikarze dopytywali również, czy cała sytuacja wpłynęła na jej relacje z Kasatkiną. Potapowa zapewniła, że między nimi nie doszło do żadnego konfliktu.

    – Dużo rozmawiamy, jesteśmy dobrymi przyjaciółkami. O tym oświadczeniu nawet nie rozmawiałyśmy, bo nikt nie uznał tego za problem. Nie mam nic więcej do dodania w tej sprawie – zakończyła.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/2012868864368058753?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2012868864368058753%7Ctwgr%5E61dbbf4c0077f32d797f921c907f8c8d7a5ec169%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732536466glosna-kradziez-w-swiecie-tenisa-tak-potraktowala-swoja-kolezanke.html

  • Szaleństwo Świątek w Australian Open. A potem ten wpis, tuż przed szóstą. Hit sieci

    Szaleństwo Świątek w Australian Open. A potem ten wpis, tuż przed szóstą. Hit sieci

    Iga Świątek wciąż czeka na przełom w Australian Open. Choć jest jedną z największych gwiazd światowego tenisa, Melbourne jak dotąd nie stało się dla niej ziemią obiecaną. Najlepszym wynikiem Polki w Australii pozostaje półfinał, osiągnięty dwukrotnie – rezultat solidny, ale wyraźnie poniżej jej ambicji i sportowych oczekiwań. Mimo to Australian Open zapisało się w jej karierze kilkoma absolutnie pamiętnymi spotkaniami. Jedno z nich przeszło do historii nie tylko ze względu na przebieg meczu, ale też na symboliczny gest Igi tuż po jego zakończeniu.

    Warunki panujące w Melbourne – wysoka temperatura, specyficzna nawierzchnia i długie, wyczerpujące pojedynki – do tej pory nie sprzyjały liderce światowego rankingu. Świątek dwukrotnie docierała tu do półfinału, jednak za każdym razem turniej kończył się dla niej niedosytem. Szczególnie bolesne było starcie z Madison Keys w styczniu 2025 roku. Tamten mecz miał ogromny ładunek emocjonalny i zakończył się super tie-breakiem do dziesięciu punktów. O zwycięstwie Amerykanki przesądziły dosłownie dwa małe punkty, co tylko spotęgowało poczucie niespełnienia po stronie Polki.

    Nie brakuje jednak w Melbourne spotkań, które pokazały najpiękniejszą stronę charakteru Świątek. Jednym z nich był thriller rozegrany w nocy z 17 na 18 stycznia 2024 roku. Już w drugiej rundzie Australian Open Iga trafiła na Danielle Collins. Wówczas relacje między obiema tenisistkami nie były jeszcze tak napięte, jak stały się później, ale na korcie emocji i dramaturgii zdecydowanie nie brakowało.

    Choć wynik 6:4, 3:6, 6:4 może sugerować wyrównany, lecz „klasyczny” trzysetowy pojedynek, rzeczywistość była znacznie bardziej intensywna. W całym meczu doszło aż do 13 przełamań serwisu, a losy spotkania zmieniały się jak w kalejdoskopie. Kluczowy moment nastąpił w trzecim secie, gdy Świątek przegrywała już 1:4, tracąc dwa własne podania. Po ponad dwóch godzinach gry wydawało się, że odwrócenie losów meczu graniczy z cudem.

    A jednak. Iga po raz kolejny udowodniła, że jej siła mentalna jest jedną z największych broni. Od stanu 1:4 wygrała wszystkie kolejne gemy, zamykając spotkanie po dwóch godzinach i pięćdziesięciu siedmiu minutach walki. Mecz zakończył się dosłownie kilka minut przed godziną szóstą rano czasu polskiego.

    Tuż po ostatniej piłce Świątek sięgnęła po telefon i opublikowała wpis, który momentalnie obiegł świat. „To nie jest koniec, dopóki się nie skończy” – napisała. Proste zdanie, ale idealnie oddające jej mentalność, determinację i niezgodę na porażkę. Wpis stał się symbolem wytrwałości i sportowego charakteru Polki, a w krótkim czasie zgromadził niemal dwa miliony wyświetleń. W komentarzach pojawiły się gratulacje od kibiców z całego świata, a także od znanych sportowców, w tym mistrzyni olimpijskiej Aleksandry Mirosław.

    Ten duch walki nie wziął się znikąd. Świątek wielokrotnie podkreślała, że jej ogromnym idolem jest Rafael Nadal – tenisista, który w Australii przeżywał podobne dramaty i triumfy, na czele z legendarnym finałem Australian Open. W Melbourne Iga wciąż czeka na swój wielki moment, ale już teraz jedno jest pewne: jej mecze w Australii na długo zostają w pamięci kibiców.

  • Ledwie ruszył Australian Open, a Białorusinka za burtą. Nie zagra z Polką

    Ledwie ruszył Australian Open, a Białorusinka za burtą. Nie zagra z Polką

    Główna drabinka Australian Open 2026 ruszyła o godz. 1:00 czasu polskiego, a już pół godziny później kibice zgromadzeni w Melbourne byli świadkami pierwszego meczu na największym obiekcie kompleksu – Rod Laver Arena. Niedzielne zmagania na centralnym korcie otwierała rozstawiona z numerem siódmym Jasmine Paolini. Choć los skojarzył ją z rywalką mogącą sprawić problemy już w pierwszej rundzie, rzeczywistość okazała się dla Włoszki wyjątkowo łaskawa. Paolini potrzebowała zaledwie 69 minut, by w dwóch setach odprawić z turnieju Białorusinkę Alaksandrę Sasnowicz.

    Sezon 2026 Paolini rozpoczęła od startu w United Cup. Występ reprezentacji Włoch nie należał jednak do udanych. Sama tenisistka z Półwyspu Apenińskiego na inaugurację przegrała z Belindą Bencić 4:6, 3:6, a po tym, jak stało się jasne, że jej drużyna nie awansuje z fazy grupowej, rozegrała jeszcze jeden singlowy pojedynek. Zwycięstwo nad Leolią Jeanjean 6:2, 6:3 pozwoliło jej zakończyć turniej w nieco lepszym nastroju. Ósma rakieta świata miała następnie ponad tydzień na spokojne przygotowania do pierwszego wielkoszlemowego turnieju sezonu w Melbourne.

    Aktualna mistrzyni olimpijska w deblu znalazła się w gronie zawodniczek, które do rywalizacji w Australian Open przystąpiły już pierwszego dnia. Jej przeciwniczką była kwalifikantka Alaksandra Sasnowicz. Choć Białorusinka zajmowała dopiero 102. miejsce w rankingu WTA, jej dotychczasowe występy w 2026 roku mogły budzić respekt. W Brisbane, podczas turnieju rangi WTA 500, przeszła eliminacje i dotarła do trzeciej rundy, po drodze eliminując m.in. Clarę Tauson. Równie skuteczna była w kwalifikacjach do Australian Open, dlatego na papierze zapowiadało się na wymagające otwarcie dla Paolini.

    Początek meczu rzeczywiście przyniósł chwilę niepewności. Paolini serwowała jako pierwsza i już w inauguracyjnym gemie musiała bronić break pointa. Włoszka zachowała jednak spokój, wygrała kluczową wymianę i utrzymała podanie. Chwilę później sama doczekała się okazji na przełamanie – i to dwóch z rzędu. Wystarczyła pierwsza, by przejąć inicjatywę. Od tego momentu Paolini coraz wyraźniej dominowała w wymianach, a po pewnym gemie serwisowym do zera prowadziła już 3:0.

    Turniejowa „siódemka” nie zamierzała zwalniać tempa. W czwartym gemie ponownie dobrała się do podania Sasnowicz, tym razem wykorzystując trzecią szansę na breaka. Co prawda w kolejnym rozdaniu pojawił się moment dekoncentracji – po prostym błędzie przy siatce Paolini przegrywała 15–30 – lecz szybko odzyskała kontrolę i wygrała trzy akcje z rzędu. Białorusinka zdołała zapisać na swoim koncie jednego gema przy stanie 0:5, ale na więcej nie było jej stać. Paolini zamknęła seta przy własnym serwisie, wygrywając go zdecydowanie 6:1.

    Druga partia rozpoczęła się od bardziej wyrównanej gry. Sasnowicz miała świadomość, że musi pilnować wyniku od samego początku. Obroniła break pointa w pierwszym gemie i po raz pierwszy w meczu objęła prowadzenie. Po chwili Paolini znalazła się pod presją przy własnym podaniu, przegrywając 0–30, jednak także i tym razem opanowała sytuację, wygrywając cztery kolejne wymiany.

    Kluczowy okazał się trzeci gem. Sasnowicz miała w nim piłkę na prowadzenie 2:1, lecz niewykorzystana okazja kompletnie ją zdeprymowała. Od tego momentu Białorusinka przegrała aż 12 punktów z rzędu, a Paolini całkowicie przejęła kontrolę nad spotkaniem. Niewiele brakowało, by Włoszka nie oddała już ani jednego gema do końca meczu. W siódmym rozdaniu Sasnowicz obroniła co prawda trzy piłki meczowe, ale było to jedynie chwilowe odroczenie nieuniknionego. Ostatecznie Paolini zwyciężyła 6:1, 6:2 i pewnie awansowała do drugiej rundy.

    W kolejnym etapie turnieju Jasmine Paolini zmierzy się ze zwyciężczynią pojedynku pomiędzy Magdaleną Fręch a Veroniką Erjavec.

  • Finał z Sabalenką, powtórki nie będzie. Właśnie odpadła z Australian Open

    Finał z Sabalenką, powtórki nie będzie. Właśnie odpadła z Australian Open

    Australian Open ledwie się rozpoczął – pierwsze mecze ruszyły w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego – a już doczekaliśmy się sensacji z prawdziwego zdarzenia. I to takiej, obok której nie da się przejść obojętnie. Na ANZ Arenie doszło bowiem do wydarzenia, które jeszcze kilka dni temu wydawało się absolutnie nie do pomyślenia. Marta Kostiuk, jedna z najbardziej utalentowanych tenisistek młodego pokolenia, przegrała z Elsą Jacquemot. Po 211 minutach dramatycznej walki to Francuzka mogła unieść ręce w geście triumfu.

    Mówimy o zawodniczce, która zaledwie tydzień wcześniej eliminowała gwiazdy podczas turnieju WTA 500 w Brisbane, docierając aż do finału. Realnie rzecz ujmując, Kostiuk nie powinna była przegrać z tenisistką zajmującą 58. miejsce w rankingu WTA. A jednak – tenis po raz kolejny przypomniał, że na kortach Wielkiego Szlema logika często schodzi na dalszy plan.

    Marta Kostiuk od lat uchodzi za jedną z najbardziej obiecujących zawodniczek w kobiecym tenisie. 23-letnia Ukrainka, trenowana przez Polkę Sandrę Zaniewską, ma wszystko, czego potrzeba do osiągania wielkich sukcesów: solidny serwis, potężne uderzenia z obu stron, świetną dynamikę i odwagę w grze. Eksperci od dawna powtarzają, że jej potencjał sięga nawet TOP 3 światowego rankingu.

    Już jako juniorka imponowała klasą – w 2017 roku, mając zaledwie 14 lat, sięgnęła po tytuł mistrzyni Australian Open. To osiągnięcie wyjątkowe nawet w świecie wielkich talentów. Problem w tym, że gdy przychodzi do rywalizacji w seniorskich turniejach wielkoszlemowych, Kostiuk regularnie dopada niewytłumaczalna niemoc.

    Statystyki są bezlitosne. W 23 występach w singlu w turniejach Wielkiego Szlema Ukrainka zdołała dotrzeć do ćwierćfinału tylko raz – dwa lata temu właśnie w Melbourne. Tegoroczny Australian Open miał być przełomem. Początek sezonu dawał ku temu solidne podstawy. W Brisbane Kostiuk pokonała trzy tenisistki z TOP 10: Amandę Anisimovą, Mirrę Andriejewą i Jessicę Pegulę. Zatrzymała ją dopiero Aryna Sabalenka w finale.

    Wydawało się więc, że to właśnie Białorusinka będzie pierwszym naprawdę poważnym testem dla Ukrainki w Melbourne – i to dopiero na etapie czwartej rundy. Los postanowił jednak napisać zupełnie inny scenariusz.

    Rywalką Kostiuk w pierwszej rundzie była Elsa Jacquemot, zajmująca 58. miejsce w rankingu WTA. Trudno było znaleźć argumenty przemawiające za sensacją. Francuzka w Brisbane i Hobart przegrywała wyraźnie – zarówno z doświadczoną Ajlą Tomljanović, jak i z Magdaleną Fręch, której oddała ostatniego seta do zera. Co więcej, Polka po tamtym meczu wycofała się z turnieju z powodu problemów zdrowotnych.

    A jednak historia znów się powtórzyła. W poprzednim sezonie Kostiuk żegnała się z Roland Garros już w pierwszej rundzie po porażce z 188. w rankingu Sarą Bejlek, a na Wimbledonie uległa 171. na liście WTA kwalifikantce Veronice Erjavec. Teraz do tej listy dołączyła Jacquemot.

    Mecz w Melbourne był jednak prawdziwym rollercoasterem. Kostiuk wygrała pierwszego seta w tie-breaku 7:4. W drugiej partii prowadziła 5:3, a przy stanie 6:5 i 40–30 miała piłkę meczową. Zdecydowała się na agresywny return po mocnym, ale niezbyt precyzyjnym serwisie rywalki (171 km/h) – piłka wylądowała jednak za boczną linią. Decyzja, która okazała się brzemienna w skutkach.

    Gdy na zegarze wybijały równe dwie godziny gry, zawodniczki miały przed sobą jeszcze ponad półtorej godziny tenisowego dramatu. Drugi set znów rozstrzygał się w tie-breaku. Kostiuk prowadziła w nim 4:3 z minibreakiem, ale zepsuła dwa własne podania. Chwilę później Jacquemot utrzymała serwis i doprowadziła do trzeciego seta.

    Decydująca partia była równie szalona, choć tym razem obyło się bez przełamań. Francuzka miała piłkę meczową w dwunastym gemie, lecz Ukrainka zdołała się obronić. O wszystkim przesądził super tie-break grany do 10 punktów. Jacquemot szybko odskoczyła, Kostiuk wyrównała na 7:7, ale końcówka należała do Francuzki. Zaryzykowała – i to ryzyko się opłaciło. Trzy ostatnie punkty padły jej łupem.

    Elsa Jacquemot wygrała 6:7 (4), 7:6 (4), 7:6 (7), sprawiając jedną z największych sensacji pierwszych godzin Australian Open. A pytania o to, dlaczego Marta Kostiuk wciąż nie potrafi potwierdzić swojego ogromnego potencjału w Wielkich Szlemach, znów wróciły ze zdwojoną siłą.