Author: newuser

  • Tak Tomasz Wiktorowski zareagował na to, co zrobiła Naomi Osaka w Australian Open

    Tak Tomasz Wiktorowski zareagował na to, co zrobiła Naomi Osaka w Australian Open

    Już w pierwszej rundzie Australian Open niewiele brakowało do ogromnej sensacji. Naomi Osaka niespodziewanie znalazła się w poważnych tarapatach, a jej trener Tomasz Wiktorowski musiał aktywnie reagować na wydarzenia na korcie. Kamery uchwyciły, jak Polak przez całe spotkanie żywo wspierał swoją podopieczną, jednak to jego zachowanie po wykorzystaniu piłki meczowej przez Japonkę wywołało największe poruszenie wśród kibiców. Zwrócił na nie uwagę m.in. serwis The Tennis Letter.

    Przed meczem mało kto zakładał, że czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa będzie miała aż takie problemy z awansem do drugiej rundy. Tymczasem pojedynek z Antonią Ruzić przerodził się w trzysetowy bój, w którym Osaka musiała wznieść się na wyżyny determinacji. Ostatecznie podopieczna Wiktorowskiego zwyciężyła 6:3, 3:6, 6:4, ale droga do triumfu była wyjątkowo wyboista.

    W trakcie spotkania polski szkoleniowiec wyraźnie próbował wpłynąć na grę swojej zawodniczki. Z jego strony płynęły wskazówki dotyczące poprawy serwisu oraz większej odwagi w wymianach z głębi kortu. Jak relacjonowała na antenie Eurosportu Barbara Schett, Wiktorowski mocno zachęcał Osakę do przejęcia inicjatywy.
    — Mówił: „idź do przodu, atakuj, nie oddawaj inicjatywy. To ty musisz dyktować warunki na korcie, ty musisz prowadzić grę” — zdradziła była tenisistka.

    Największe zaskoczenie przyszło jednak po ostatniej piłce meczu. Gdy Osaka przypieczętowała zwycięstwo, reakcja jej trenera była wyjątkowo stonowana, wręcz chłodna. Kontrast między radością zawodniczki a spokojem w jej boksie natychmiast obiegł media społecznościowe.
    „Kontrast widoczny w boksie Osaki po triumfie w trzech setach wytrąca z równowagi” — napisał The Tennis Letter, podkreślając jednocześnie, że mina Wiktorowskiego nie zdradzała zmartwienia, lecz raczej skupienie i refleksję.

    Przed Osaką kolejne wyzwanie — w drugiej rundzie zmierzy się z Soraną Cîrsteą. W tle majaczy już potencjalny hit turnieju, bo w czwartej rundzie Japonka może trafić na Igę Świątek. Aby do tego doszło, obie tenisistki muszą jeszcze odnieść po dwa zwycięstwa, na co liczy wielu kibiców. Co ciekawe, od momentu rozpoczęcia współpracy Osaki z Tomaszem Wiktorowskim, Japonka nie miała jeszcze okazji zmierzyć się z liderką polskiego tenisa.

  • Była Sabalenka, czas na Świątek? Rywalka Polki ma patent. I potrafi zaskoczyć świat

    Była Sabalenka, czas na Świątek? Rywalka Polki ma patent. I potrafi zaskoczyć świat

    Iga Świątek przygotowuje się do spotkania drugiej rundy Australian Open, w którym jej przeciwniczką będzie Marie Bouzkova. Choć dotychczasowe bilanse i statystyki wyraźnie faworyzują Polkę, Czeszka już nieraz w swojej karierze pokazywała, że potrafi sprawiać problemy zawodniczkom ze ścisłej czołówki rankingu WTA. Przekonały się o tym nawet takie gwiazdy jak Aryna Sabalenka.

    Australian Open 2025 trwa od niedzieli i już pierwsza runda przyniosła polskim kibicom sporo powodów do radości. Iga Świątek, Magda Linette, Magdalena Fręch oraz Linda Klimovicova udanie rozpoczęły rywalizację w Melbourne, pewnie awansując do kolejnej fazy turnieju. Największe nadzieje tradycyjnie wiązane są jednak z raszynianką, która do zmagań przystąpiła jako zawodniczka rozstawiona z numerem drugim.

    Liderka polskiego tenisa na otwarcie turnieju musiała się nieco napracować, ale ostatecznie pokonała Yue Yuan 7:6(5), 6:3. Teraz przed nią kolejne wyzwanie – czwartkowy mecz z Marie Bouzkovą. Czeszka w pierwszej rundzie uporała się w dwóch setach z Renatą Zarazuą i po raz kolejny zameldowała się w drugiej rundzie Australian Open.

    Świątek – Bouzkova. Bilans na korzyść Polki, ale rywalka potrafi zaskoczyć

    Dotychczas Świątek i Bouzkova mierzyły się ze sobą dwukrotnie i za każdym razem górą była Polka. Po raz pierwszy panie spotkały się podczas Roland Garros 2024, gdzie Świątek wygrała 6:4, 6:2. Jeszcze bardziej jednostronny przebieg miało ich starcie kilka miesięcy później w turnieju WTA 1000 w Wuhan – Czeszka ugrała wówczas zaledwie dwa gemy, przegrywając 1:6, 1:6.

    Obecnie Bouzkova zajmuje 44. miejsce w rankingu WTA, choć jej najwyższą lokatą było 24. miejsce, osiągnięte pod koniec 2022 roku. Duży wpływ na ten awans miał jej najlepszy występ wielkoszlemowy w karierze, czyli ćwierćfinał Wimbledonu. W Londynie Czeszka sensacyjnie wyeliminowała m.in. Danielle Collins (rozstawioną z numerem siódmym), Ann Li, Alison Riske-Amritraj oraz Carolinę Garcię. Dopiero w ćwierćfinale zatrzymała ją Ons Jabeur, która odwróciła losy spotkania i zwyciężyła 3:6, 6:1, 6:1.

    Poza Wimbledonem Bouzkova nie notowała jednak tak spektakularnych rezultatów w turniejach Wielkiego Szlema. Najczęściej odpadała w pierwszej (14 razy na 27 startów) lub drugiej rundzie (8 razy). W Melbourne jej najlepszym wynikiem pozostaje właśnie awans do drugiej rundy – po raz pierwszy dokonała tego w 2022 roku, a teraz powtórzyła ten rezultat.

    Groźna dla faworytek. Bouzkova już nieraz pokonywała tenisowe gwiazdy

    Choć historia bezpośrednich spotkań oraz wielkoszlemowe osiągnięcia wyraźnie wskazują na przewagę Świątek, lekceważenie Bouzkovej byłoby błędem. Zawodniczka z Pragi wielokrotnie udowadniała, że potrafi znaleźć sposób na tenisistki z TOP 10 rankingu WTA. Na jej liście zwycięstw znajdują się m.in. Elina Switolina, Coco Gauff, Jessica Pegula czy Aryna Sabalenka.

    Szczególnie głośnym echem odbiła się wygrana Czeszki z Sabalenką w półfinale turnieju WTA 500 w Waszyngtonie w 2024 roku. Białorusinka była wówczas trzecią rakietą świata i turniejową „jedynką”, a mimo to Bouzkova pokonała ją 6:4, 3:6, 6:3, po raz pierwszy w karierze awansując do finału imprezy tej rangi. W meczu o tytuł musiała jednak uznać wyższość Pauli Badosy.

    Hiszpanka, choć w ostatnich miesiącach wypadła z czołowej dziesiątki rankingu WTA, wciąż pozostaje bardzo groźną rywalką. Co ciekawe, kilka dni temu w Adelajdzie to właśnie Bouzkova okazała się lepsza od Badosy, wygrywając 3:6, 6:3, 6:4. To tylko potwierdza, że Czeszka potrafi grać skutecznie z doświadczonymi i wysoko notowanymi przeciwniczkami.

    Przed Igą Świątek kolejne ważne spotkanie w drodze po sukces w Melbourne. Choć Polka będzie wyraźną faworytką, Marie Bouzkova już nieraz pokazywała, że w starciach z najlepszymi potrafi wznieść się na bardzo wysoki poziom.

  • Głośno o tym, co Osaka zrobiła w Melbourne. Świat długo o tym nie zapomni

    Głośno o tym, co Osaka zrobiła w Melbourne. Świat długo o tym nie zapomni

    18 stycznia Melbourne po raz kolejny zamieniło się w światowe centrum tenisa. Ruszyła 114. edycja Australian Open, a na kortach nie brakuje największych gwiazd światowego formatu. O mistrzowski tytuł walczy m.in. Naomi Osaka, która jeszcze przed pierwszą piłką swojego meczu sprawiła, że zrobiło się o niej głośno na całym świecie. Wszystko za sprawą stylizacji, w jakiej Japonka pojawiła się na korcie podczas starcia z Antonią Ruzić.

    Choć sezon tenisowy dopiero się rozkręca, emocje w Melbourne sięgają zenitu. Wielkoszlemowe Australian Open tradycyjnie przyciąga uwagę kibiców z całego globu, a tegoroczna edycja nie jest wyjątkiem. O najwyższe cele walczą również reprezentanci Polski – na czele z Igą Świątek, Hubertem Hurkaczem i Janem Zielińskim. Rywalizacja zapowiada się niezwykle zacięcie, bo stawka jest ogromna, a lista pretendentów do końcowego triumfu wyjątkowo długa.

    Wśród nich znajduje się także Naomi Osaka – czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa i dwukrotna triumfatorka Australian Open. Japonka, rozstawiona w tym roku z numerem 16, nie jest wymieniana w ścisłym gronie faworytek do końcowego zwycięstwa, ale doskonale zadbała o to, by już od pierwszego dnia turnieju mówiły o niej media na całym świecie.

    Naomi Osaka rozpoczęła zmagania w Melbourne we wtorek 20 stycznia, mierząc się z Serbką Antonią Ruzić. Zanim jednak doszło do pierwszej wymiany, uwagę wszystkich skupiło jej spektakularne wejście na Rod Laver Arena. Podopieczna Tomasza Wiktorowskiego pojawiła się na korcie w niezwykle odważnej, wręcz teatralnej stylizacji.

    Japonka miała na sobie cyjanowo-białą tunikę, białe spodnie oraz biały kapelusz z efektownym trenem z tiulu. Całość dopełniał biały parasol, który tylko podkreślał oryginalny charakter kreacji. Widok ten momentalnie wywołał falę komentarzy w mediach społecznościowych. „O WOW. Naomi Osaka wchodzi na Rod Laver Arena na swój debiut w Australian Open 2026. To z pewnością stanie się viralem na całym świecie” – napisał na platformie X dziennikarz Jose Morgado.

    https://x.com/josemorgado/status/2013550860706398587?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2013550860706398587%7Ctwgr%5E2df04a44bff0a49e509ec00c6bcb498cc7e18dc6%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Faustralian-open%2Fnews-glosno-o-tym-co-osaka-zrobila-w-melbourne-swiat-dlugo-o-tymnId22541333

    Nie był to odosobniony głos zachwytu. Internet dosłownie zapłonął od reakcji kibiców i ekspertów. „Naomi Osaka, ty ikono”, „Jeden z najodważniejszych wyborów modowych w historii tenisa”, „WOW” – to tylko niektóre z komentarzy, jakie pojawiły się w sieci. Dla wielu fanów był to dowód na to, że Osaka po raz kolejny wykracza poza sportowe schematy i z pełną świadomością buduje swój wizerunek również poza kortem.

    Jak się okazało, stylizacja Japonki nie była przypadkowa. Za projekt odpowiada firma Nike, która tym razem połączyła siły z Robertem Wunem – cenionym projektantem z Hongkongu, znanym z odważnych, artystycznych form. Efekt tej współpracy przyciągnął uwagę nie tylko świata sportu, ale również mody, potwierdzając, że Naomi Osaka od lat pozostaje jedną z najbardziej wyrazistych postaci współczesnego tenisa.

    https://x.com/TunedIntoTennis/status/2013553277875421626?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2013553277875421626%7Ctwgr%5E2df04a44bff0a49e509ec00c6bcb498cc7e18dc6%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Faustralian-open%2Fnews-glosno-o-tym-co-osaka-zrobila-w-melbourne-swiat-dlugo-o-tymnId22541333

  • Mistrzyni świata wypadła z drogi Świątek do tytułu. Niespodzianka w Australian Open

    Mistrzyni świata wypadła z drogi Świątek do tytułu. Niespodzianka w Australian Open

    Iga Świątek ma za sobą pierwszy, wcale niełatwy krok w tegorocznym Australian Open. Wiceliderka światowego rankingu musiała się sporo napracować w starciu z Yue Yuan, ale ostatecznie wyszła z opresji i zameldowała się w drugiej rundzie turnieju w Melbourne. Kłopoty spotkały również jedną z tenisistek, która mogła znaleźć się na potencjalnej drodze Polki w trzeciej fazie rywalizacji. Dwukrotna drużynowa mistrzyni świata i świeża triumfatorka turnieju WTA pożegnała się z singlowymi zmaganiami już na otwarcie.

    Pierwsza runda Australian Open powoli dobiega końca, a wśród zawodniczek, które zapewniły sobie awans, jest już Iga Świątek. Raszynianka w poniedziałek przeszła wymagający test, choć niewielu spodziewało się, że tyle problemów sprawi jej notowana daleko Yue Yuan. Chinka długo prezentowała się bardzo odważnie i w premierowym secie prowadziła nawet 5:3. W kluczowym momencie Świątek zdołała jednak podnieść poziom gry, odrobiła straty, doprowadziła do tie-breaka i rozstrzygnęła go na swoją korzyść. Druga partia była już bardziej kontrolowana, co pozwoliło Polce zakończyć spotkanie w dwóch setach. W kolejnej rundzie 24-latka zmierzy się z Marie Bouzkovą.

    We wtorek na kortach w Melbourne pojawiły się tenisistki, które mogły stanąć na drodze Świątek w trzeciej rundzie turnieju. W tym gronie znalazła się m.in. Elisabetta Cocciaretto – aktualna drużynowa mistrzyni świata w Billie Jean King Cup. Co ciekawe, do rozpoczęcia Australian Open jedyną zawodniczką, która pokonała Włoszkę w tym sezonie, była Magda Linette. Poznanianka dokonała tego podczas turnieju WTA 250 w Auckland. Później Cocciaretto przeniosła się do Hobart, gdzie sięgnęła po tytuł, wygrywając w finale z Ivą Jović.

    Triumf na Tasmanii okazał się jednak kosztowny. Intensywne zmagania dały o sobie znać już w pierwszym meczu Australian Open, w którym Włoszka – jako wyraźna faworytka – zmierzyła się z Julią Grabher.

    Spotkanie rozpoczęło się od serii przełamań. Najpierw serwis rywalki odebrała Cocciaretto, lecz chwilę później Grabher odpowiedziała tym samym, mimo że Włoszka miała piłkę na prowadzenie 2:0. Austriaczka, broniąc aż pięciu break pointów, objęła prowadzenie tuż przed zmianą stron. Cocciaretto miała swoje szanse także w piątym gemie, lecz Grabher po raz kolejny wyszła z opresji, odrabiając straty od stanu 15–40. Gdy wszystko wskazywało na tie-breaka, w dwunastym gemie 95. rakieta świata wykorzystała moment słabości rywalki i za drugim setbolem zamknęła partię wynikiem 7:5.

    Drugi set przebiegał już według innego scenariusza. Cocciaretto szybko objęła prowadzenie 2:0 i miała nawet okazje na podwójne przełamanie. Choć po zmianie stron musiała bronić piłek na 2:2, tym razem zdołała utrzymać przewagę. Od tego momentu na korcie oglądaliśmy prawdziwy festiwal przełamań, który zakończyła Włoszka, wygrywając ósmego gema. Chwilę później utrzymała serwis do 15 i zamknęła seta rezultatem 6:2.

    Decydująca partia znów rozpoczęła się od prowadzenia Cocciaretto 2:0, jednak tym razem nie potrafiła ona utrzymać kontroli nad wydarzeniami. Grabher stopniowo odrabiała straty i po pięciu gemach wyszła na prowadzenie. Kluczowy okazał się ósmy gem, w którym Austriaczka wróciła ze stanu 0–30 i przełamała rywalkę. Przy wyniku 5:3 stanęła przed szansą zamknięcia meczu. Cocciaretto nie składała broni – najpierw przełamała Grabher, a następnie prowadziła 30–15 w gemie, który mógł doprowadzić do wyrównania.

    Ostatecznie decydujące punkty padły jednak łupem reprezentantki Austrii. Grabher wykorzystała pierwszego meczbola, popisując się agresywnym returnem, po którym Włoszka nie była w stanie skutecznie odpowiedzieć. Tym samym mistrzyni turnieju WTA 250 w Hobart sensacyjnie pożegnała się z Australian Open już w pierwszej rundzie.

    Julia Grabher wygrała 7:5, 2:6, 6:4 i to ona zameldowała się w drugiej rundzie, pozostając potencjalną rywalką Igi Świątek w trzeciej fazie turnieju. Wcześniej jednak Polka musi uporać się z Marie Bouzkovą, a Austriaczka wygrać kolejne spotkanie z Anną Kalinską lub Sonay Kartal.

  • Koniec serii “Zmory Świątek” w Melbourne. Dwa sety. To połówka Polki

    Koniec serii “Zmory Świątek” w Melbourne. Dwa sety. To połówka Polki

    Zmora czy koszmar? Ostapenko znów straszy rywalki. W Melbourne wysłała wyraźny sygnał

    „Zmora” – a może wręcz „koszmar”. Tak polscy kibice najczęściej określają Jelenę Ostapenko, gdy mowa o jej rywalizacji z Igą Świątek. Bilans jest dla Polki bezlitosny: sześć meczów, sześć porażek, na różnych nawierzchniach. Łotyszka zawsze znajdowała sposób na liderkę światowego tenisa. W tegorocznym Australian Open obie znów trafiły do dolnej połówki drabinki. Różnica polegała na tym, że Ostapenko przyjechała do Melbourne po serii singlowych niepowodzeń – jej ostatnie zwycięstwo w tej rywalizacji pochodziło jeszcze z US Open. We wtorek pokazała jednak, że nie wolno jej skreślać.

    Gdy po drugiej stronie siatki staje Iga Świątek, Ostapenko potrafi przeobrazić się w prawdziwą „tenisową bestię”. Jej agresywna gra kompletnie rozbija topspinowy rytm Polki, a serwisy na zewnątrz z prawej strony dają jej inicjatywę od pierwszego uderzenia. Udowodniła to w zeszłym sezonie w dwóch ulubionych turniejach Świątek – w Dosze i w Stuttgarcie. W tym drugim, w wielkim finale, bezlitośnie ograła także Arynę Sabalenkę, zwyciężając 6:4, 6:1.

    To właśnie te dwa turnieje wciąż „utrzymują ją przy życiu” w rankingu WTA. Zdobyte tam 1150 punktów stanowi dziś aż dwie trzecie jej całego dorobku. Prawdziwa weryfikacja nadejdzie jednak szybko – w lutym i kwietniu. Jeśli Łotyszka zaprezentuje formę z większości poprzedniego sezonu, grozi jej nawet wypadnięcie z czołowej setki świata.

    Chyba że będzie grała tak, jak we wtorek w Melbourne. Gdy w drugim secie kończył się piąty gem, wygrany przez Rebeccę Sramkovą, statystyki Ostapenko robiły wrażenie: 11 uderzeń kończących i zaledwie jeden niewymuszony błąd w całej partii.

    Dla mistrzyni French Open z 2017 roku poprzedni sezon był trudny – zanotowała więcej porażek (20) niż zwycięstw (18). Jasnymi punktami były wiosenne występy w Dosze i Stuttgarcie, gdzie wygrała łącznie 10 meczów, w tym cztery przeciwko tenisistkom z TOP 10. Poza tymi turniejami przydarzały się jednak bolesne i momentami kompromitujące wpadki.

    Ostatnie zwycięstwo w singlu przed Melbourne odniosła jeszcze na US Open, pokonując chińską kwalifikantkę Xiyu Wang. Później przyszły porażki: głośna awantura po meczu z Taylor Townsend w Nowym Jorku, przegrane z Mariną Stakusic w Guadalajarze, Priscillą Hon w Pekinie oraz Soraną Cirsteą w Wuhanie. Sytuację ratowały występy deblowe – Ostapenko należy do światowej czołówki w tej konkurencji, grała m.in. w półfinale WTA 1000 w Pekinie oraz w WTA Finals.

    Początek nowego sezonu także nie zapowiadał przełomu. Porażki w singlu w Brisbane (ponownie z Cirsteą) i Adelajdzie (z Terezą Valentovą, mecz zakończony kreczem) kontrastowały z sukcesami w deblu – komplet zwycięstw i tytuł WTA 500 w Brisbane.

    Losowanie Australian Open również nie było dla Łotyszki łaskawe. Jako zawodniczka rozstawiona trafiła na Rebeccę Sramkovą. Choć Słowaczka zajmuje dość odległe miejsce w rankingu, potrafi grać bardzo mocno i bywa groźna dla faworytek. Co prawda trzy ostatnie pojedynki z Ostapenko przegrała – w tym na mączce w Rzymie, gdy Łotyszka była w słabszej dyspozycji – ale lekceważenie jej byłoby błędem.

    Tym razem Ostapenko od początku prezentowała solidny, momentami bardzo wysoki poziom. W pierwszym secie zdarzały jej się chwile dekoncentracji i straciła przewagę przełamania, lecz potrafiła grać precyzyjnie, tuż przy liniach końcowych i bocznych. Sramkova często reagowała na to jedynie niedowierzającym kręceniem głową.

    Pierwszą partię Łotyszka wygrała 6:4, a w drugiej szybko odskoczyła na 4:0. Przez długi czas była niemal bezbłędna, co potwierdzały statystyki. Później na kilkanaście minut wróciła jednak „Penko” z poprzedniego sezonu – uderzająca na oślep i ryzykująca za dużo. Tym razem zachowała jednak spokój, nie było widać frustracji. Gdy nadeszła ostatnia szansa przy własnym serwisie, wykorzystała ją bez wahania.

    Po 77 minutach gry zwyciężyła 6:4, 6:4 i awansowała do drugiej rundy Australian Open. Co równie ważne – przerwała serię sześciu porażek z rzędu i wysłała rywalkom czytelny sygnał: Jelena Ostapenko znów potrafi być groźna.

  • Niedawno wygrała z Polką, teraz taki mecz. Finalistka US Open za burtą w Melbourne

    Niedawno wygrała z Polką, teraz taki mecz. Finalistka US Open za burtą w Melbourne

    Jeszcze kilka dni temu Janice Tjen fetowała kolejny sukces w deblu u boku Katarzyny Piter. Polsko-indonezyjski duet sięgnął po tytuł podczas turnieju WTA 250 w Hobart, potwierdzając znakomitą dyspozycję. Teraz tenisistka reprezentująca Indonezję przeniosła świetną formę na korty w Melbourne – i to w imponującym stylu. W swoim pierwszym meczu singlowym podczas tegorocznego Australian Open sprawiła dużą sensację, eliminując rozstawioną z numerem 22 Leylah Fernandez, byłą finalistkę US Open. Emocji nie brakowało aż do samego końca.

    Choć Janice Tjen występuje pod indonezyjską flagą, w Polsce jej nazwisko staje się coraz bardziej rozpoznawalne. Wszystko za sprawą udanej współpracy deblowej z Katarzyną Piter. W minionym tygodniu zawodniczki po raz drugi połączyły siły i ponownie zakończyły turniej z trofeum w rękach. W finale imprezy w Hobart nie pozostawiły żadnych złudzeń parze Magali Kempen/Anna Siskova, wygrywając pewnie 6:2, 6:2. Bilans wspólnych występów Piter i Tjen robi wrażenie – po ośmiu meczach duet pozostaje niepokonany.

    Obie tenisistki wystąpią razem także w deblu podczas Australian Open. W pierwszej rundzie w Melbourne czeka je wymagające starcie z Darią Kasatkiną i Ariną Rodionovą. Zanim jednak dojdzie do tej potyczki, Janice Tjen musiała skupić się na rywalizacji singlowej. Los przydzielił jej bardzo trudne zadanie – już na otwarcie turnieju trafiła na Leylah Fernandez, rozstawioną z numerem 22 i finalistkę US Open z 2021 roku. To Kanadyjka była wyraźną faworytką wtorkowego meczu o awans do drugiej rundy. Tenisistka zajmująca 59. miejsce w rankingu WTA sprawiła jednak jedną z pierwszych niespodzianek turnieju, eliminując wyżej notowaną rywalkę.

    Od pierwszych piłek spotkania było jasne, że Fernandez nie będzie miała łatwej przeprawy. Tjen umiejętnie mieszała tempo gry i już w otwierającym gemie zmusiła Kanadyjkę do obrony dwóch break pointów przy stanie 15–40. Wówczas faworytka zdołała jeszcze wyjść z opresji, wygrywając cztery kolejne akcje. W piątym gemie Indonezyjka dopięła jednak swego, przełamując serwis rywalki. Od tego momentu zaczęła wyraźnie przejmować inicjatywę – po siódmym gemie prowadziła już z przewagą dwóch przełamań. Przy stanie 5:2 serwowała po zwycięstwo w secie. Fernandez miała jeszcze piłkę na zdobycie trzeciego gema, ale Tjen zachowała spokój i zamknęła partię wynikiem 6:2.

    Drugi set przyniósł znacznie więcej dramaturgii. Choć początkowo nic tego nie zapowiadało, emocje szybko sięgnęły zenitu. W trzecim gemie Janice ponownie przełamała Kanadyjkę, a chwilę później popisała się świetną postawą przy własnym podaniu – wróciła ze stanu 0–40, broniąc cztery break pointy i obejmując prowadzenie 3:1. Ta sytuacja nie podcięła jednak skrzydeł Fernandez, a wręcz dodała jej energii do walki. W szóstym gemie, mimo że Tjen miała piłkę na 4:2, doszło do przełamania zwrotnego. Po siedmiu gemach to rozstawiona zawodniczka wyszła na prowadzenie, po drodze broniąc jeszcze break pointa.

    Po kolejnej zmianie stron inicjatywa znów przeszła na stronę nierozstawionej Indonezyjki. Tjen wygrała dwa gemy z rzędu i przy stanie 5:4 serwowała na zwycięstwo w meczu. Fernandez po raz kolejny pokazała jednak charakter, doprowadzając do wyrównania. O losach drugiego seta musiał zadecydować tie-break.

    W decydującej rozgrywce Janice Tjen rozpoczęła znakomicie, szybko obejmując prowadzenie 3:0. Kanadyjka zdołała jeszcze zdobyć pierwszy punkt, ale na więcej rywalka już jej nie pozwoliła. Tie-break zakończył się zdecydowanym zwycięstwem Indonezyjki 7:1, a cały mecz rezultatem 6:2, 7:6(1).

    Dzięki temu sensacyjnemu triumfowi to Janice Tjen zameldowała się w drugiej rundzie Australian Open. O awans do trzeciej fazy turnieju powalczy ze zwyciężczynią pojedynku pomiędzy Karoliną Plíškovą a Sloane Stephens.

    https://x.com/z_kortu/status/2013430005443817820?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2013430005443817820%7Ctwgr%5E42502f80fea6aed35a1097fbfbaa91d869790568%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-zwrot-akcji-jednak-faktem-chodzi-o-swiatek-i-wosp-koroniewsknId22518374

  • Mistrzyni świata wypada z drabinki Świątek. Nocna niespodzianka na Australian Open

    Mistrzyni świata wypada z drabinki Świątek. Nocna niespodzianka na Australian Open

    Iga Świątek nie bez trudu, ale skutecznie zameldowała się w drugiej rundzie Australian Open. Polka w starciu z Yue Yuan musiała gonić wynik w pierwszym secie, jednak zdołała opanować sytuację i rozstrzygnąć spotkanie na swoją korzyść. Problemy dopadły również tenisistkę, która mogła znaleźć się na drodze wiceliderki rankingu w trzeciej rundzie turnieju w Melbourne. Dwukrotna drużynowa mistrzyni świata, świeżo po triumfie w poprzednim tygodniu, sensacyjnie pożegnała się z rywalizacją singlową już w meczu otwarcia.

    Pierwsza runda Australian Open powoli dobiega końca. W poniedziałek awans do kolejnej fazy wywalczyła Iga Świątek, choć jej występ daleki był od spacerku. Yue Yuan postawiła się faworytce i w premierowej odsłonie prowadziła już 5:3. Wtedy jednak Raszynianka wrzuciła wyższy bieg, odrobiła straty i doprowadziła do tie-breaka, w którym potwierdziła swoją klasę. Drugi set był już bardziej pod kontrolą Polki, która zamknęła spotkanie w dwóch partiach. W kolejnym meczu 24-latka zmierzy się z Marie Bouzkovą.

    We wtorek na kortach w Melbourne pojawiły się zawodniczki znajdujące się na potencjalnej ścieżce Świątek w trzeciej rundzie wielkoszlemowej imprezy. Wśród nich była Elisabetta Cocciaretto – aktualna drużynowa mistrzyni świata w Billie Jean King Cup. Do startu Australian Open jedyną tenisistką, która zdołała pokonać Włoszkę w tym sezonie, była Magda Linette. Poznanianka dokonała tego podczas turnieju WTA 250 w Auckland. Później Cocciaretto przeniosła się do Hobart, gdzie sięgnęła po tytuł, triumfując w finale nad Ivą Jović. Intensywny tydzień na Tasmanii wyraźnie jednak odbił się na jej dyspozycji, co uwidoczniło się w starciu pierwszej rundy Australian Open z Julią Grabher, mimo że to Włoszka uchodziła za wyraźną faworytkę.

    Pojedynek Cocciaretto z Grabher rozpoczął się od wzajemnych przełamań. Najpierw serwis rywalce odebrała Włoszka, chwilę później odpowiedziała Austriaczka, choć Elisabetta miała piłkę na prowadzenie 2:0. W kolejnych gemach Grabher imponowała odpornością, broniąc aż pięciu break pointów, a następnie wychodząc na prowadzenie. W piątym gemie Cocciaretto znów miała swoje szanse, lecz reprezentantka Austrii wróciła ze stanu 15–40 i zgarnęła cztery kolejne punkty. Gdy wszystko wskazywało na tie-break, 95. rakieta świata wykorzystała chwilę słabości Włoszki i w dwunastym gemie zamknęła seta wynikiem 7:5.

    Druga partia miała zupełnie inny przebieg. Cocciaretto szybko objęła prowadzenie 2:0 i była bliska podwójnego przełamania. Po zmianie stron sama musiała jednak bronić piłek na 2:2, co jej się udało i znów odskoczyła rywalce. Od tego momentu na korcie zapanował chaos – kolejne gemy przynosiły serię przełamań. Ostatecznie lepiej z tej wymiany ciosów wyszła Włoszka, która w ósmym gemie odebrała serwis Grabher, a następnie utrzymała własne podanie do 15, kończąc seta 6:2.

    Decydująca partia rozpoczęła się podobnie jak druga – od prowadzenia 2:0 dla triumfatorki z Hobart. Tym razem jednak Cocciaretto nie potrafiła pójść za ciosem. Pozwoliła Grabher wrócić do gry, a po pięciu gemach to Austriaczka była na prowadzeniu. W ósmym gemie Julia odrobiła straty ze stanu 0–30 i przełamała Włoszkę, dzięki czemu przy wyniku 5:3 serwowała po zwycięstwo. Cocciaretto jeszcze raz pokazała charakter, doprowadzając do przełamania zwrotnego i stanu 30–15 w gemie, który mógł wyrównać wynik seta.

    Końcówka należała jednak do reprezentantki Austrii. Grabher zachowała więcej zimnej krwi i przy pierwszym meczbolu popisała się agresywnym returnem, po którym Włoszka nie była już w stanie odpowiedzieć. Tym samym mistrzyni turnieju WTA 250 w Hobart wypadła z potencjalnej drabinki Igi Świątek. Julia Grabher zwyciężyła 7:5, 2:6, 6:4 i awansowała do drugiej rundy Australian Open. Niewykluczone, że to właśnie 95. tenisistka świata zmierzy się z Polką w trzeciej fazie turnieju, choć wcześniej Świątek musi pokonać Marie Bouzkovą, a Grabher wygrać swoje spotkanie z Anną Kalinską lub Sonay Kartal.

  • Cały świat widział, jak Ukrainka potraktowała Sabalenkę. “Nie wspomniałam o Białorusi…”

    Cały świat widział, jak Ukrainka potraktowała Sabalenkę. “Nie wspomniałam o Białorusi…”

    Bardzo pechowo potoczył się dla Marty Kostiuk tegoroczny Australian Open. Ukrainka sensacyjnie odpadła już w pierwszej rundzie, a turniej zakończyła z poważną kontuzją, która może wykluczyć ją z gry na dłuższy czas. Jakby tego było mało, wokół 23-letniej tenisistki wciąż nie milkną echa kontrowersji związanych z jej wypowiedziami na temat Aryny Sabalenki i Igi Świątek. Głośnym echem odbiło się również jej zachowanie wobec Białorusinki podczas turnieju w Brisbane. Teraz Kostiuk postanowiła się wytłumaczyć, choć jej wyjaśnienia dla wielu zabrzmiały co najmniej osobliwie.

    Australian Open 2026 Marta Kostiuk z pewnością zapamięta na długo, jednak niestety wyłącznie w negatywnym sensie. Zajmująca 20. miejsce w światowym rankingu Ukrainka niespodziewanie przegrała w pierwszej rundzie z dużo niżej notowaną Elsą Jacquemont. Trwający ponad trzy godziny dramat zakończył się wynikiem 7:6(4), 6:7(4), 6:7(10) na niekorzyść faworytki. Sam fakt, że Kostiuk dotrwała do końca spotkania, zasługuje jednak na uznanie.

    Koszmarna kontuzja w Melbourne

    W trakcie meczu doszło do dramatycznego zdarzenia. Ukrainka niefortunnie upadła na kort, wyraźnie odczuwając ból. Mimo urazu kontynuowała grę, lecz po spotkaniu przekazała fatalne wieści. W oficjalnym komunikacie ujawniła, że doznała zerwania więzadeł w stawie skokowym. To jedna z najpoważniejszych kontuzji w tenisie, która zwykle oznacza długą przerwę od rywalizacji.

    Jak cień za Kostiuk ciągną się również wydarzenia z końcówki ubiegłego sezonu. Wówczas Ukrainka otwarcie uderzyła w Igę Świątek oraz Arynę Sabalenkę, sugerując, że obie zawodniczki mają wyższy poziom testosteronu. Jej słowa zostały odebrane jako podważanie uczciwości rywalizacji na najwyższym poziomie. Tuż przed Australian Open ponownie zrobiło się o niej głośno, tym razem za sprawą zachowania wobec Sabalenki podczas turnieju WTA w Brisbane.

    Burza po finale w Brisbane

    Kostiuk dotarła tam do finału, w którym po raz kolejny wyraźnie przegrała z Aryną Sabalenką – 4:6, 3:6. Sama porażka nie była jednak powodem medialnej burzy. Prawdziwe emocje wywołało to, co wydarzyło się po meczu.

    Podczas ceremonii wręczenia nagród Ukrainka nie pogratulowała Sabalence zwycięstwa. Zamiast tego w swojej przemowie skupiła się na sytuacji w ojczyźnie i losach swojej rodziny.

    – Chcę powiedzieć kilka słów o Ukrainie. Jest tu w Brisbane bardzo gorąco, więc trudno to sobie wyobrazić, ale moja siostra śpi w domu pod trzema kocami, bo jest tam tak zimno – powiedziała, wywołując konsternację wśród kibiców i obserwatorów.

    Media natychmiast podchwyciły temat, zarzucając Kostiuk brak klasy sportowej i nieumiejętność pogodzenia się z porażką, zwłaszcza że jej rywalką była Sabalenka, z którą Ukrainka pozostaje w wyraźnym konflikcie na tle politycznym. Skala krytyki była tak duża, że tenisistka zdecydowała się zabrać głos w wywiadzie dla ukraińskiej „Tribuny”.

    „Nie powiedziałam ani słowa o wojnie”

    Kostiuk przyznała, że fala hejtu bardzo ją dotknęła.

    – Zrobiłam niezbyt mądrą rzecz – otworzyłam Twittera. Przeczytałam całe to „piękno”, które ludzie tam pisali. Tamtej nocy spałam bardzo źle. Poszłam spać o czwartej nad ranem, a około drugiej w nocy płakałam przez jakieś 30 minut. To było dla mnie szokujące i kompletnie niezrozumiałe – wyznała.

    Najbardziej zabolały ją jednak zarzuty o upolitycznianie sportu.

    – Mam wiele pytań, ale najważniejsze brzmi: jak można mówić, że coś upolityczniłam, skoro nie powiedziałam ani słowa o wojnie? Nie użyłam tego słowa, nie wspomniałam Rosji ani Białorusi – podkreślała z wyraźnym rozgoryczeniem.

    Odniosła się także do krytyki związanej z brakiem gratulacji dla Sabalenki.

    – Nie zgadzam się z zarzutem, że jej nie wspomniałam. Po prostu podziękowałam wszystkim moim rywalkom w tym tygodniu. Myślę, że Aryna doskonale rozumie, dlaczego jej nie wymieniłam, i sądzę, że jest z tym całkowicie w porządku – stwierdziła.

    Na koniec dodała, że wspominanie Ukrainy po finałach turniejów jest dla niej czymś naturalnym.

    – To już czwarty rok pełnoskalowej wojny. Czy wciąż na mnie wpływa? Dla mnie to nie miało w tym przypadku znaczenia. Najbardziej dotknęło mnie właśnie to oskarżenie o upolitycznienie. W każdym przemówieniu po finałach wspominam Ukrainę. Ale z jakiegoś powodu tylko to wystąpienie wywołało tak duży oddźwięk – prawdopodobnie dlatego, że drugą finalistką była Aryna – zakończyła.

    Choć Kostiuk próbowała wyjaśnić swoje intencje, dyskusja wokół jej zachowania i słów wciąż trwa. A kontuzja odniesiona w Melbourne sprawia, że najbliższe tygodnie mogą być dla Ukrainki wyjątkowo trudne – nie tylko sportowo.

  • Pierwszy taki mecz Świątek od 510 dni. Sabalenka może zazdrościć

    Pierwszy taki mecz Świątek od 510 dni. Sabalenka może zazdrościć

    Iga Świątek wygrała z Yue Yuan 7:6, 6:3 w pierwszej rundzie Australian Open, lecz był to jej najbardziej wymagający start w turnieju wielkoszlemowym od blisko półtora roku. Po raz pierwszy od 510 dni Polka musiała tak mocno walczyć już na otwarcie imprezy tej rangi, a przebieg spotkania wyraźnie niepokoił komentatorów i kibiców.

    Tak długiej i nerwowej przeprawy w pierwszej rundzie Wielkiego Szlema Świątek nie przeżyła od US Open, gdy mierzyła się jeszcze z Kamilą Rachimową. Wówczas, po 116 minutach gry, zwyciężyła 6:4, 7:6(6), choć po drodze straciła przewagę przełamania, a w tie-breaku musiała bronić trzech piłek meczowych. Od tamtej pory inauguracje wielkoszlemowe były dla niej formalnością. W minionym sezonie przechodziła je niemal bez wysiłku, wygrywając kolejno w Melbourne, Paryżu, Londynie i Nowym Jorku w dwóch setach, często bardzo wyraźnie.

    Mecz z Yue Yuan w Melbourne znacząco odbiegał od tego schematu. Świątek od początku zmagała się nie tylko z agresywnie grającą rywalką, ale też z własnymi problemami. Serwis nie funkcjonował tak, jak powinien, pojawiały się podwójne błędy, a forhend – zwykle będący jej największym atutem – falował, zwłaszcza w pierwszym secie. Chinka szybko objęła prowadzenie i w pewnym momencie była o krok od wyniku 3:0 z podwójnym przełamaniem. – To zaczyna niepokoić – mówił wówczas na antenie Eurosportu Lech Sidor.

    Razem z Justyną Kostyrą komentatorzy wielokrotnie reagowali westchnieniami ulgi, oddając emocje panujące wśród polskich kibiców. Spotkanie było pełne zwrotów akcji. Świątek odrobiła straty z 0:3 na 3:3, chwilę później znów przegrywała 3:5, by ostatecznie wygrać pierwszego seta po tie-breaku. Druga partia również nie przyniosła natychmiastowego uspokojenia. Polka szybko wyszła na 3:0, ale przewaga stopniała do 4:3. Dopiero końcówka należała do niej – set zakończył się wynikiem 6:3, choć Yuan do samego końca walczyła ambitnie, nawet po skorzystaniu z przerwy medycznej.

    Przez moment można było się zastanawiać, czy głośne zapowiedzi Danielle Collins, mówiące o możliwym szybkim odpadnięciu Świątek w Melbourne, nie okażą się prorocze. Ostatecznie Polka wyszła jednak z opresji. Choć grała poniżej swoich standardów, w kluczowych fragmentach pokazała klasę. Tie-break pierwszego seta oraz ostatnie gemy drugiej partii należały do niej – to wtedy zdobywała najważniejsze punkty.

    Co taki mecz mówi o dalszych losach Świątek w Australian Open? Właściwie niewiele. Historia pokazuje, że jej pierwsze spotkania w turniejach wielkoszlemowych rzadko są miarodajnym prognostykiem. W US Open 2024 męczyła się z Rachimową, a później gładko pokonywała kolejne rywalki, docierając do ćwierćfinału. Rok wcześniej w Nowym Jorku demolowała przeciwniczki w trzech pierwszych rundach, by w czwartej zagrać słabiej i przegrać z Jeleną Ostapenko. Z kolei podczas Wimbledonu 2025 już w drugiej rundzie miała kłopoty z Caty McNally, a turniej zakończyła zdobyciem tytułu, wygrywając ostatnie mecze do zera.

    Nieprzewidywalność tenisa sprawia, że trudny start wcale nie musi być złym znakiem. Część ekspertów od lat powtarza wręcz, że lepiej zostać sprawdzonym na początku niż bezboleśnie przejść pierwsze rundy. Yue Yuan okazała się właśnie taką rywalką. Choć zajmuje obecnie 130. miejsce w rankingu WTA, jej gra w Melbourne zupełnie tego nie odzwierciedlała. Agresywne, płaskie uderzenia, odwaga i wiara w sukces przypominały zawodniczkę z czasów, gdy była notowana w okolicach czołowej czterdziestki świata.

    Być może pomógł jej brak presji – cecha często sprzyjająca tenisistom z kwalifikacji w starciach z absolutną czołówką. Gdy jednak pojawiła się realna szansa, przy stanie 5:4 w pierwszym secie, ręka zadrżała jej przy serwisie. Poziom gry spadł, co Świątek bezlitośnie wykorzystała. To jeden z najbardziej charakterystycznych mechanizmów w zawodowym tenisie, choć nie odbiera to Chince uznania za występ.

    Teraz przed Świątek zupełnie inne wyzwanie. W drugiej rundzie zmierzy się z Marie Bouzkovą, tenisistką grającą mniej agresywnie, wolniej, opierającą się bardziej na regularności niż na ryzykownych atakach. To powinno oznaczać inny przebieg spotkania niż z Yuan.

    Wygrana w Melbourne była dla Igi Świątek już 25. z rzędu zwycięstwem w pierwszej rundzie turnieju wielkoszlemowego. Na tym etapie przegrała tylko raz – w Wimbledonie 2019, w swoim pierwszym sezonie w zawodowym tourze. Takiej regularności mogą jej dziś zazdrościć największe rywalki, w tym Aryna Sabalenka, Coco Gauff, Jessica Pegula, Amanda Anisimova czy Jelena Rybakina.

  • Minus 710 pkt u Igi Świątek. Oto ranking WTA po starcie Australian Open

    Minus 710 pkt u Igi Świątek. Oto ranking WTA po starcie Australian Open

    Zaczynamy! Iga Świątek ma już za sobą pierwszy krok w tegorocznym Australian Open. Zwycięstwo na otwarcie turnieju oznacza nie tylko awans do kolejnej rundy, ale też symboliczny start w rankingowym pościgu za Aryną Sabalenką, która wciąż zajmuje fotel liderki światowego zestawienia WTA. Na tym etapie sezonu kluczowe jest jednak coś innego – obrona punktów zdobytych przed rokiem. A tu sytuacja Polki wcale nie jest komfortowa, bo w rankingowych zestawieniach na czerwono widnieje przy jej nazwisku minus 710 punktów. Co ciekawe, jeszcze trudniejsze zadanie stoi przed Sabalenką. Wyjaśniamy te zawiłości w możliwie prosty sposób.

    Były kłopoty, ale cel został osiągnięty

    Pierwszy mecz w Melbourne nie był dla Igi Świątek spacerkiem. Yue Yuan, sklasyfikowana dopiero na 130. miejscu w rankingu WTA, zagrała bez kompleksów i przez długi czas potrafiła postawić się faworytce. Polka musiała wznieść się na wyższy poziom, zwłaszcza w pierwszym secie, by ostatecznie wygrać 7:6(5), 6:3 i zameldować się w drugiej rundzie Australian Open.

    To zwycięstwo ma znaczenie nie tylko sportowe, ale też rankingowe. Każdy wygrany mecz na kortach w Melbourne wpływa na układ sił w światowym tenisie, a w przypadku Świątek i Sabalenki gra toczy się o naprawdę duże liczby.

    Świątek ma co bronić. Sabalenka – jeszcze więcej

    Do tegorocznego Australian Open Iga Świątek przystępowała z dorobkiem 7548 punktów. Wynikało to z faktu, że z jej konta odjęto już 780 punktów zdobytych w poprzedniej edycji turnieju, kiedy dotarła do półfinału. Po zwycięstwie w pierwszej rundzie Polka dopisała do swojego bilansu 70 punktów – 10 za sam udział w turnieju i 60 za wygraną z Yuan – co dało jej aktualnie 7618 punktów.

    Mimo to w rankingu WTA Live przy nazwisku Świątek wciąż widnieje –710 punktów. Oznacza to, że Polka „wyjdzie na zero” dopiero w momencie, gdy ponownie awansuje do półfinału. Jeśli chce realnie poprawić swój rankingowy dorobek, musi co najmniej zagrać w finale, a najlepiej – sięgnąć po tytuł.

    Liderka też pod presją

    Choć to Iga Świątek często postrzegana jest jako ta, która „goni”, sytuacja Aryny Sabalenki wcale nie jest łatwiejsza. Białorusinka przed rokiem dotarła w Melbourne aż do finału, co oznacza, że w tym sezonie broni aż 1300 punktów. Aktualnie liderka rankingu WTA ma 9760 punktów, a po awansie do drugiej rundy – podobnie jak Polka – wciąż pozostaje daleka od spokojnej sytuacji.

    Sabalenka musi jeszcze „odrobić” 1230 punktów, by wyjść na zero względem zeszłorocznego wyniku. To sprawia, że każdy kolejny mecz ma dla niej ogromne znaczenie, a ewentualna wpadka na wczesnym etapie turnieju mogłaby bardzo skomplikować jej położenie w rankingu.

    Walka od pierwszej piłki

    Australian Open dopiero się rozkręca, ale już teraz widać, że zarówno Świątek, jak i Sabalenka nie mają marginesu błędu. Obie muszą wygrywać praktycznie każde spotkanie, by nie stracić cennych punktów i utrzymać się w grze o najwyższe cele.

    Tak właśnie wygląda sytuacja w rankingu WTA Live po pierwszym meczu Igi Świątek – emocje dopiero się zaczynają, a rankingowa matematyka będzie towarzyszyć nam aż do samego finału w Melbourne.