Author: newuser

  • Sabalenka grała z Rybakiną o tytuł Australian Open. 138 minut walki na Rod Laver Arena

    Sabalenka grała z Rybakiną o tytuł Australian Open. 138 minut walki na Rod Laver Arena

    Finał Australian Open w singlu kobiet, mimo nieobecności Igi Świątek, dostarczył kibicom wielkich emocji i zestawił ze sobą dwie czołowe postacie kobiecego tenisa. O tytuł w Melbourne rywalizowały Aryna Sabalenka oraz Jelena Rybakina, a wynik tego starcia był istotny także z perspektywy Polki – miał bowiem bezpośredni wpływ na układ czołówki rankingu WTA. Po niezwykle zaciętym pojedynku górą okazała się reprezentantka Kazachstanu, która odwróciła losy trzeciego seta i triumfowała 6:4, 4:6, 6:4. Jej zwycięstwo znacząco wpłynęło na sytuację w światowym zestawieniu.

    Sabalenka i Rybakina przez cały turniej prezentowały znakomitą formę. Obie dotarły do finału bez straty choćby jednego seta, potwierdzając swoją dominację na australijskich kortach. Liderka rankingu WTA eliminowała po drodze m.in. Elinę Switolinę, Ivę Jović oraz Victorię Mboko. Z kolei Kazaszka odprawiła z turnieju takie tenisistki jak Iga Świątek czy Jessica Pegula. W starciu z Polką do stanu 5:5 w pierwszym secie trwała wyrównana walka, jednak końcówka należała już do mistrzyni Wimbledonu z 2022 roku, która narzuciła swoje warunki.

    Finał w Melbourne był jednocześnie rewanżem za decydujący mecz Australian Open sprzed dwóch lat. W 2023 roku to Sabalenka sięgnęła po tytuł po trzysetowej batalii. Rybakina miała więc dodatkową motywację, by zrewanżować się rywalce z Mińska. Tym bardziej że ich ostatnie bezpośrednie starcie – finał WTA Finals 2025 – zakończyło się wyraźnym zwycięstwem Kazaszki w dwóch setach.

    Stawką niedzielnego pojedynku była jednak nie tylko prestiżowa statuetka, ale również układ sił w rankingu WTA. Iga Świątek miała zapewnione utrzymanie drugiej pozycji, lecz wynik finału decydował o tym, jak duża będzie jej przewaga lub strata wobec rywalek. Zwycięstwo Sabalenki oznaczałoby jej wyraźne odskoczenie na ponad 3700 punktów, natomiast triumf Rybakiny pozwalał jej zbliżyć się do Polki na dystans zaledwie 368 „oczek”. Obie finalistki pojawiły się na Rod Laver Arena tuż po godzinie 9:30 czasu polskiego.

    Pierwszy set rozpoczął się od serwisu Sabalenki, jednak już w początkowej fazie Rybakina przejęła inicjatywę. Mocne returny Kazaszki szybko przyniosły jej break pointy. Choć pierwszy z nich liderka rankingu jeszcze obroniła, przy kolejnym popełniła błąd i straciła podanie. W dalszej części seta obie tenisistki pewnie utrzymywały własny serwis, aż do ósmego gema, w którym Sabalenka doczekała się szans na odrobienie strat. Rybakina popisała się jednak znakomitą grą w kluczowych momentach, broniąc break pointów i zachowując przewagę. Ostatecznie wygrała premierową partię 6:4.

    Druga odsłona miała bardziej wyrównany przebieg. Sabalenka poprawiła jakość serwisu i tym razem bez problemów utrzymała podanie na otwarcie seta. Już w kolejnym gemie wywierała presję na returnie, doprowadzając do długiej rywalizacji na przewagi. Rybakina po raz kolejny wykazała się jednak odpornością psychiczną i wyszła z opresji, doprowadzając do remisu 1:1. Kluczowy moment nastąpił w siódmym gemie, gdy Sabalenka, mimo chwilowych problemów, zdołała utrzymać serwis. Przy stanie 5:4 dla Białorusinki presja była już po stronie Kazaszki. Tym razem Rybakina nie zdołała się obronić – Sabalenka przełamała ją do zera i wygrała seta 6:4.

    Decydująca partia rozpoczęła się lepiej dla liderki rankingu WTA. Sabalenka szybko przełamała rywalkę i objęła prowadzenie 2:0, a chwilę później podwyższyła je, popisując się efektownym smeczem. Rybakina nie zamierzała jednak składać broni. W piątym gemie wykorzystała moment słabszej gry przeciwniczki i odrobiła stratę przełamania, doprowadzając do wyrównania. Od tego momentu emocje sięgnęły zenitu, a losy meczu ważyły się niemal w każdym gemie.

    Przy stanie 3:3 Sabalenka miała jeszcze okazję, by ponownie przejąć inicjatywę, jednak kluczowe punkty padły łupem Kazaszki. Rybakina przełamała rywalkę, a następnie potwierdziła przewagę własnym serwisem, wygrywając pięć gemów z rzędu. Choć Sabalenka zdołała jeszcze na moment przerwać tę serię, końcówka należała już do mistrzyni Wimbledonu 2022. Jelena zachowała zimną krew przy własnym podaniu i zamknęła spotkanie zwycięstwem 6:4, 4:6, 6:4.

    Triumf w Australian Open sprawił, że Rybakina umocniła się na trzecim miejscu w rankingu WTA i zbliżyła się do Igi Świątek na zaledwie 368 punktów. Rywalizacja w ścisłej czołówce kobiecego tenisa zapowiada się więc w kolejnych tygodniach niezwykle interesująco.

  • 108 minut walki w finale Australian Open. Kazaszka pokonana, kolejna bolesna porażka

    Jeszcze zanim kibice na Rod Laver Arena obejrzeli finał singla Australian Open z udziałem Aryny Sabalenki i Jeleny Rybakiny, w Melbourne rozdano już pierwszy z najważniejszych kobiecych tytułów. Na centralnym korcie rozegrano finał gry podwójnej, w którym nie zabrakło wątków dobrze znanych z rywalizacji singlowej – zmian obywatelstwa, niespełnionych marzeń o wielkoszlemowym triumfie i powrotu na sam szczyt światowego rankingu.

    Do walki o trofeum przystąpiła m.in. reprezentantka Kazachstanu urodzona w Rosji – Anna Danilina. 30-letnia specjalistka od debla po raz kolejny stanęła przed szansą na pierwszy wielkoszlemowy tytuł w tej konkurencji, ale – podobnie jak wcześniej – musiała przełknąć gorycz porażki. Razem z Aleksandrą Krunić przegrała finał, a jej pogromczyni mogła świętować nie tylko triumf turniejowy, lecz także powrót na pozycję liderki rankingu WTA.

    Rosyjskie korzenie, inne barwy narodowe

    W światowym tenisie nie brakuje zawodniczek, które urodziły się w Rosji, lecz zdecydowały się reprezentować inne kraje. W ostatnich miesiącach sporo mówiło się o Anastazji Potapowej, która zaczęła występować pod flagą Austrii. Z kolei Maria Timofiejewa, Polina Kudiermietowa oraz Kamilla Rachimowa grają obecnie jako reprezentantki Uzbekistanu. Kilka lat wcześniej podobną decyzję podjęła urodzona w Moskwie Jelena Rybakina, dziś kojarzona jednoznacznie z Kazachstanem.

    Ten sam kraj od lat reprezentuje także Anna Danilina. Choć ma na koncie wielkoszlemowy tytuł w mikście – zdobyty podczas US Open w 2023 roku – w deblu wciąż czeka na przełomowy sukces. W 2022 roku, u boku Beatriz Haddad Mai, przegrała finał Australian Open, trzy lata później razem z Krunić musiała uznać wyższość rywalek w decydującym meczu Roland Garros. Do tego doszły nieudane finały w Wuhan i Tokio. Melbourne miało być miejscem przełamania tej serii.

    Pewna droga do finału

    Danilina i Krunić zostały rozstawione z numerem siódmym i od początku turnieju prezentowały bardzo solidną formę. W pierwszej rundzie pokonały Quinn Gleason i Jelenę Pridankinę, a następnie wyeliminowały australijski duet z dziką kartą – Darię Kasatkinę i Arinę Rodionową. W trzeciej rundzie poradziły sobie z kolejnymi reprezentantkami gospodarzy, Storm Hunter i Mayą Joint.

    Prawdziwy sygnał, że mogą sięgnąć po tytuł, wysłały jednak w ćwierćfinale, gdy wyeliminowały najwyżej rozstawioną parę turnieju – Katerinę Siniakovą i Taylor Townsend. W półfinale poszły za ciosem, pokonując Gabrielę Dabrowski i Luisę Stefani, i zameldowały się w decydującym starciu.

    Finał pełen zwrotów

    W meczu o tytuł Kazaszka i Serbka trafiły na rozstawione z numerem czwartym Elise Mertens i Shuai Zhang. Belgijka i Chinka po raz ostatni wspólnie grały w finale wielkoszlemowym w 2022 roku na Wimbledonie. Później Mertens święciła sukcesy z innymi partnerkami – z Su-wei Hsieh triumfowała w Melbourne, a z Weroniką Kudiermietową wygrała Wimbledon. W Australii pięciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa stanęła przed kolejną szansą na triumf.

    Początek finału układał się po myśli Daniliny i Krunić. Dwukrotnie przełamały rywalki i szybko objęły prowadzenie 3:0. Choć Mertens i Zhang odpowiedziały jednym przełamaniem, same po chwili znów straciły serwis. Belgijka i Chinka zdołały jednak wrócić do gry, doprowadziły do remisu 4:4, a przy stanie 6:5 miały nawet dwie piłki setowe. Nie wykorzystały ich, ale w tie-breaku były już skuteczniejsze i wygrały pierwszą partię 7:6(4).

    Drugi set rozpoczął się zupełnie inaczej. To Mertens i Zhang przejęły inicjatywę, szybko przełamały rywalki i korzystały z ich błędów przy własnym podaniu. W pewnym momencie prowadziły już 5:0 i wydawało się, że zmierzają po pewne zwycięstwo. Wtedy nastąpił jednak zryw Daniliny i Krunić, które wygrały cztery kolejne gemy i po drodze obroniły dwie piłki meczowe.

    Przy stanie 5:4 i własnym serwisie Belgijka i Chinka znalazły się pod dużą presją, ale tym razem nie pozwoliły rywalkom na kolejny zwrot akcji. Nie straciły ani jednego punktu i po 108 minutach gry przypieczętowały triumf, wygrywając 7:6(4), 6:4.

    Powrót na szczyt

    Dla Elise Mertens zwycięstwo w Australian Open miało wyjątkowe znaczenie. Oznaczało bowiem powrót na pierwsze miejsce w deblowym rankingu WTA. Już po półfinale Belgijka wyprzedziła w zestawieniu „na żywo” Katerinę Siniakovą, a triumf w Melbourne przyniósł jej aż 1870 punktów. Czeszka straciła w tym czasie 1570 „oczek”.

    Mertens po raz pierwszy została liderką rankingu deblistek w maju 2021 roku. Teraz, po kolejnym triumfie w Melbourne, znów mogła świętować powrót na sam szczyt – kosztem rywalek, które po raz kolejny musiały pogodzić się z rolą tych drugich.

  • Doniesienia ze sztabu Świątek. Absurdalna oferta. Pół domu i kredyt

    Absurdalne wiadomości do Igi Świątek. Menedżerka ujawnia propozycję wykupu połowy domu

    Iga Świątek jako tenisistka światowego formatu regularnie otrzymuje setki wiadomości z całego świata. Wśród nich nie brakuje próśb, gratulacji, ale też ofert, które potrafią wprawić w osłupienie. Jedną z najbardziej zaskakujących ujawniła Daria Sulgostowska – PR menedżerka wiceliderki rankingu WTA. W grę wchodziła bowiem propozycja wykupu… połowy domu, a nawet partycypacja w spłacie kredytu hipotecznego.

    Po ćwierćfinałowej porażce na Australian Open Iga Świątek koncentruje się już na kolejnym wyzwaniu. Jej następnym przystankiem będzie turniej rangi WTA 1000 w Dosze. Informację tę potwierdziła w rozmowie z serwisem Polskieradio24.pl właśnie Daria Sulgostowska, która współpracuje z najlepszą polską tenisistką od grudnia 2024 roku.

    Początek tej współpracy przypadł na wyjątkowo trudny moment. Wokół Świątek narastały wówczas kontrowersje związane z wykryciem w jej organizmie zabronionych substancji, co wymagało sprawnej komunikacji i zarządzania kryzysowego. Jak się okazuje, to jednak tylko część wyzwań, z jakimi na co dzień mierzy się sztab zawodniczki.

    W jednym z ubiegłorocznych wywiadów dla portalu „Forum Trenera” Sulgostowska opowiedziała o kulisach pracy z gwiazdą światowego sportu. Przyznała, że skrzynki mailowe obsługiwane przez zespół Świątek są nieustannie bombardowane wiadomościami od fanów. Wiele z nich ma pozytywny wydźwięk, ale nie brakuje również treści przykrych, agresywnych, a nierzadko wręcz absurdalnych.

    – Zaskoczyło mnie, w jakich sprawach, ale też w jaki sposób ludzie potrafią do nas pisać. Po porażkach, takich jak ta ostatnia z Jeleną Rybakiną, pojawiają się bardzo hejterskie maile. Człowiek jest świadomy, że tak się dzieje, ale kiedy faktycznie to czyta, to boli i jednocześnie zaskakuje – przyznała menedżerka.

    Oprócz fali hejtu do zespołu Świątek regularnie trafiają też prośby o pomoc finansową. Jedna z nich szczególnie zapadła Sulgostowskiej w pamięć.

    – Kiedyś ktoś zapytał, czy Iga nie chciałaby zostać współwłaścicielką domu w jakiejś małej miejscowości, ponieważ nadawca nie ma pieniędzy na spłatę kredytu – ujawniła.

    Jak podkreśla PR menedżerka tenisistki, tego typu wiadomości wcale nie należą do rzadkości. W skali miesiąca potrafią ich przyjść setki.

    – Nikt nie patrzy na to, ile Iga i jej rodzina musieli zainwestować, by dotrzeć do miejsca, w którym jest dzisiaj. Zamiast tego ciągle słyszymy, ile zarobiła – i to zawsze w kwotach brutto. Media dodatkowo napędzają takie postrzeganie. Ludziom wydaje się, że Iga ma nieograniczone środki i może pomagać wszystkim – tłumaczyła Sulgostowska.

    Do tego dochodzą liczne prośby o nagrania wideo z życzeniami czy dedykacjami na prywatne okazje. – „Mój tata kończy 70 lat, czy mogłabyś nagrać dla niego krótkie wideo?” – to tylko jeden z przykładów. Musimy odmawiać, bo kalendarz Igi jest wypełniony po brzegi – dodała.

    Menedżerka przypomniała jednocześnie, że kibice mają wiele okazji do spotkania z Igą Świątek w naturalnych warunkach – choćby podczas turniejów. – Są momenty po treningach, gdy rozdaje autografy, często nawet nieoficjalnie. To chwile, gdy jest dostępna, a takich okazji naprawdę nie brakuje. Trzeba jednak pamiętać, że oprócz startów w turniejach mamy też zobowiązania wobec sponsorów i organizatorów – podsumowała.

  • Jest reakcja na to, co wyprawia Sabalenka. To dlatego została ukarana

    Jest reakcja na to, co wyprawia Sabalenka. To dlatego została ukarana

    Dlaczego Sabalenka została ukarana? Kontrowersyjna decyzja sędzi w półfinale Australian Open

    Aryna Sabalenka pewnie awansowała do finału Australian Open, pokonując Elinę Switolinę 6:2, 6:3. Choć Ukrainka momentami prezentowała solidny tenis, półfinał był pokazem siły liderki rankingu WTA, która o tytuł w Melbourne zmierzy się z Jeleną Rybakiną. Po meczu jednak więcej niż o samym wyniku mówiło się o jednej, niezwykle rzadkiej decyzji sędzi, która wyraźnie zaskoczyła Sabalenkę – i nie tylko ją.

    Zaskoczenie na korcie

    Do kontrowersyjnej sytuacji doszło w pierwszym punkcie czwartego gema premierowej partii. Sabalenka zagrała piłkę, wydając charakterystyczny dla siebie dźwięk. Tym razem jednak nie był to krótki okrzyk towarzyszący uderzeniu, lecz przeciągłe „stęknięcie”, które – jak później tłumaczyła tenisistka – było reakcją na nieczyste trafienie ramą rakiety i obawę, że piłka poleci w aut.

    Ku jej zdziwieniu piłka wpadła w kort, Switolina zdołała ją odegrać, lecz wówczas sędzia główna Louise Engzell przerwała wymianę i przyznała punkt Ukraince. Decyzja wywołała konsternację zarówno na korcie, jak i na trybunach.

    – Ciekawa decyzja – zauważył na antenie Eurosportu Marek Furjan.
    – Moim zdaniem słuszna i sprawiedliwa – dodał trener Piotr Sierzputowski. – Ale Sabalenka rzeczywiście jest wyraźnie zdziwiona.

    „Hindrance”, czyli przeszkoda w grze

    Sędzia uznała, że dźwięk wydany przez Sabalenkę stanowił tzw. hindrance, czyli przeszkodę utrudniającą rywalce prawidłowe zagranie. W przepisach tenisowych pojęcie to jest bardzo szerokie – obejmuje wszelkie zachowania, które mogą rozproszyć przeciwnika: od okrzyków i chrząknięć, przez gesty, aż po werbalne komentarze w trakcie wymiany. Kluczowe jest jednak to, że interpretacja zawsze należy do sędziego.

    – Nie zawsze arbitrzy takie rzeczy wyłapują – podkreślał Furjan. I właśnie to było sednem zdziwienia Sabalenki. Przez lata jej charakterystyczne dźwięki uchodziły jej na sucho. Bywało, że stękała nie tylko w momencie uderzenia, ale również wtedy, gdy piłka była już po drugiej stronie siatki. Czasem przeciągała te odgłosy, czasem zmieniała ich natężenie. Był to stały element jej meczów – i do tej pory nikt nie karał jej za to stratą punktu.

    Wcześniej było „na granicy”

    Nie znaczy to jednak, że temat nigdy wcześniej nie budził wątpliwości. W lipcu 2025 roku, podczas meczu Wimbledonu z Elise Mertens, wielu obserwatorów zwracało uwagę, że Sabalenka wydaje dźwięki w nienaturalny – nawet jak na siebie – sposób. Trwały one długo i mogły wpływać na koncentrację Belgijki.

    Międzynarodowa sędzia Gabriela Załoga mówiła wówczas w rozmowie ze Sport.pl, że w praktyce bardzo trudno jednoznacznie ocenić moment, w którym dźwięk staje się przeszkodą. – Często reagujemy dopiero wtedy, gdy widzimy, że przeciwnikowi to faktycznie przeszkadza. Jeśli rywal nie protestuje, sędziowie rzadziej interweniują – tłumaczyła.

    Tym bardziej zaskakujące było więc to, że w półfinale Australian Open Switolina nie przerwała gry ani nie zgłosiła zastrzeżeń, a mimo to Engzell zdecydowała się odebrać Sabalence punkt.

    Brak spójnych przepisów

    Problem w tym, że w światowym tenisie wciąż brakuje jednoznacznych regulacji. WTA jako jedyna organizacja zarządzająca profesjonalnym tenisem wpisała wprost do swojego regulaminu na sezon 2026 pojęcie „grunting” jako przykład przeszkody w grze. W przepisach ATP oraz ITF takich zapisów nie ma, dlatego na turniejach męskich i imprezach organizowanych przez ITF – w tym w Wielkich Szlemach – podobne sytuacje są interpretowane bardzo różnie.

    Dobrym przykładem była sytuacja sprzed tygodnia, gdy Naomi Osaka głośno mobilizowała się okrzykami „Come on!” w momencie, gdy Sorana Cirstea przygotowywała się do drugiego serwisu. Mimo protestów Rumunki sędzia nie zareagował – Japonka nie otrzymała nawet ostrzeżenia.

    Sabalenka: „To była zła decyzja”

    Po meczu ze Switoliną Sabalenka nie kryła emocji. – Nigdy wcześniej coś takiego mi się nie przytrafiło, zwłaszcza jeśli chodzi o moje chrząkanie – mówiła na konferencji prasowej. – Piłka była zagrana głęboko, odbiła się inaczej, a ja po prostu naturalnie wydałam z siebie ten dźwięk. Gdy usłyszałam decyzję sędzi, pomyślałam: „Co z tobą jest nie tak?”. To była zła decyzja i bardzo mnie wkurzyła. Ale paradoksalnie pomogła mi – zmotywowała mnie jeszcze bardziej.

    Czy to coś zmieni?

    Sabalenka ma prawo czuć się zaskoczona, bo przez lata podobne zachowania nie były karane. Pytanie brzmi, czy decyzja z półfinału w Melbourne stanie się sygnałem ostrzegawczym – zarówno dla niej, jak i dla innych tenisistek. Stracony punkt przy stanie 1:2 w pierwszym secie nie miał większego wpływu na losy spotkania. Ale co, jeśli podobna sytuacja wydarzyłaby się w końcówce trzeciego seta finału Wielkiego Szlema?

    Od teraz Sabalenka może mieć z tyłu głowy myśl, że to, co dotąd uchodziło jej bez konsekwencji, nagle może kosztować ją bardzo wiele. A dopóki przepisy pozostają niejednoznaczne, podobne kontrowersje zapewne jeszcze nie raz wrócą na tenisowe korty.

  • Awans Rybakiny i nagła decyzja. WTA ogłasza, Kazaszka jednak wycofana

    Awans Rybakiny i nagła decyzja. WTA ogłasza, Kazaszka jednak wycofana

    Australian Open wchodzi w decydującą fazę. W kobiecej rywalizacji pozostały już tylko dwa spotkania: finał gry podwójnej z udziałem nowej liderki rankingu deblowego Elise Mertens oraz prawdziwy hit – pojedynek o tytuł pomiędzy Aryną Sabalenką i Jeleną Rybakiną. To starcie ma wyjątkowy wymiar: jest rewanżem za finał w Melbourne sprzed trzech lat, a także za niedawny mecz o gigantyczną pulę nagród podczas WTA Finals w Rijadzie. Na dzień przed finałem Kazaszka podjęła decyzję, której w zasadzie można było się spodziewać – dotyczącą jej dalszych planów turniejowych.

    Losowanie sprawiło, że Sabalenka i Rybakina trafiły do przeciwnych części drabinki, dlatego ich spotkanie w finale pierwszego wielkoszlemowego turnieju sezonu wydawało się bardzo realne. Obie imponowały formą już pod koniec poprzedniego roku, kiedy to właśnie między sobą rozstrzygnęły kwestię tytułu w WTA Finals w Rijadzie. Sezon 2025 rozpoczął się zresztą na tej samej nawierzchni, na której kończył się poprzedni – na kortach twardych.

    Sabalenka rozpoczęła rok od triumfu w Brisbane. Do jej pojedynku z Rybakiną tam jednak nie doszło, bo Kazaszka niespodziewanie uległa Karolinie Muchovej. W Melbourne obie prezentowały się już jednak znakomicie – wygrały po sześć spotkań, wszystkie w dwóch setach. W sobotę, po godzinie 9.30 czasu polskiego, zmierzą się w meczu o tytuł. Dla Sabalenki może to być piąty wielkoszlemowy triumf w karierze i trzeci w Australian Open. Rybakina walczy natomiast dopiero o swój drugi tytuł tej rangi – dotąd wygrała jedynie Wimbledon. Co więcej, poprzedni sezon w Wielkich Szlemach nie był dla niej szczególnie udany.

    Na dzień przed finałem Australian Open zapadła ważna decyzja dotycząca dalszych występów Kazaszki. Najlepsze tenisistki planują kalendarz z dużym wyprzedzeniem i podobnie było w przypadku Sabalenki oraz Rybakiny. W ubiegłym roku po rywalizacji w Australii następował tydzień przerwy przed tzw. Middle East Swing, czyli turniejami w Abu Zabi (WTA 500), Dosze (WTA 1000) i Dubaju (WTA 1000). W tym czasie rozgrywano także zawody w Linzu (WTA 500). Teraz turniej w Austrii przeniesiono na inną nawierzchnię i inny termin – początek kwietnia – a rywalizacja w Abu Zabi startuje bezpośrednio po Australian Open.

    Do turnieju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wcześniej zgłosiła się Jelena Rybakina, co nie było zaskoczeniem. Kazaszka chętnie gra w zawodach tej rangi – Abu Zabi opuściła tylko w 2022 roku, a w sezonie 2024 triumfowała. Rok temu dotarła tam do półfinału, w którym przegrała z późniejszą zwyciężczynią Belindą Bencic. Teoretycznie w tym sezonie powinna więc bronić 195 punktów.

    Awans do finału Australian Open sprawił jednak, że spodziewano się wycofania Rybakiny z gry w Abu Zabi. I rzeczywiście – w piątek jej nazwisko zniknęło z listy uczestniczek w systemie WTA. Podobną decyzję podjęła także Elise Mertens, która w sobotę zagra o tytuł w deblu. Wcześniej z turnieju wycofała się Marketa Vondrousova, a teraz do tego grona dołączyły również Victoria Mboko i Barbora Krejcikova – ich zdjęcia usunięto z oficjalnej strony zawodów.

    Rybakina straci wprawdzie punkty zdobyte rok temu w Abu Zabi, ale w ich miejsce „wskoczą” 108 punktów za niedawny ćwierćfinał turnieju WTA 500 w Brisbane, które wcześniej nie liczyły się do jej dorobku. W praktyce nie będzie to więc szczególnie bolesne. Kazaszka i tak pozostanie trzecią rakietą świata, a w przypadku zwycięstwa nad Sabalenką w finale Australian Open znacznie zbliży się do drugiej w rankingu Igi Świątek.

    Na razie wszystkie największe gwiazdy znajdują się na liście zgłoszeń do turnieju WTA 1000 w Dosze, choć nie jest pewne, czy Sabalenka zdecyduje się na występ w Katarze. Jej ostatnie starty na Bliskim Wschodzie układały się bowiem bardzo słabo, a czasami w ogóle z nich rezygnowała. W Abu Zabi zobaczymy natomiast jedną reprezentantkę Polski – w grze podwójnej wystąpi Katarzyna Piter. W eliminacjach singla miała zagrać Magda Linette, jednak poznanianka pojawi się dopiero w turnieju w Dosze.

  • Sportowcy dopadli do Nawrockiego na ślubowaniu. Sytuacja wymknęła się spod kontroli

    Sportowcy dopadli do Nawrockiego na ślubowaniu. Sytuacja wymknęła się spod kontroli

    Sportowcy szykujący się do wyjazdu na zimowe igrzyska olimpijskie Mediolan–Cortina 2026 złożyli uroczyste ślubowanie w Centrum Olimpijskim. Wydarzenie miało wyjątkowo podniosły charakter, a swoją obecnością uświetnił je prezydent RP Karol Nawrocki. W pewnym momencie ceremonia przybrała jednak zupełnie nieoczekiwany obrót – sytuacja wymknęła się spod kontroli, a apele prowadzącej nie przynosiły skutku. Głowa państwa została bowiem otoczona przez olimpijczyków, którzy mieli jedną, bardzo konkretną prośbę.

    Prezydent Karol Nawrocki pojawił się na uroczystym spotkaniu z reprezentantami Polski, którzy już niebawem będą walczyć o medale zimowych igrzysk we Włoszech. Wręczył sportowcom olimpijskie nominacje, był świadkiem ślubowania, a wcześniej wygłosił krótkie przemówienie.

    – Gratuluję tych nominacji, do boju Polsko! Jestem przekonany, że Włochy będą szczęśliwe dla Polski. W hymnie śpiewamy „z ziemi włoskiej do Polski” i wierzę, że podobnie przyjadą do nas medale – mówił prezydent, podkreślając, że igrzyska olimpijskie to szczególny czas, w którym na bok odkładane są spory, a najważniejsza staje się sportowa rywalizacja.

    – Niech żyje Polska – zakończył, a sala nagrodziła go gromkimi brawami.

    Kulminacyjnym momentem uroczystości miała być chwila przeznaczona dla fotoreporterów. Karol Nawrocki ponownie został zaproszony na scenę, by zapozować do wspólnego zdjęcia z całą olimpijską reprezentacją. Wtedy wydarzenia potoczyły się w nieprzewidzianym kierunku.

    Sceny z udziałem Nawrockiego. Obietnice prowadzącej nie pomogły
    Prezydent szybko został otoczony przez sportowców, którzy chętnie robili sobie z nim pamiątkowe fotografie. Na jednym zdjęciu jednak się nie skończyło. Olimpijczycy podchodzili do głowy państwa po kolejne ujęcia, zamieniali kilka słów, a Karol Nawrocki z uśmiechem poświęcał im czas. Prowadząca galę kilkukrotnie próbowała przywrócić porządek.

    – Troszkę nam się uroczystość wymknęła spod kontroli. Bardzo proszę, żebyśmy jeszcze na chwilkę usiedli. Będzie jeszcze czas, żeby zrobić zdjęcie z panem prezydentem – apelowała do mikrofonu, jednak bez większego efektu.

    – Szanowni państwo, czy możemy jeszcze na moment zająć miejsca? Dosłownie ostatnie akcenty dzisiejszej uroczystości. Będzie szansa na zdjęcia z panem prezydentem, obiecuję na mały palec – ponawiała prośbę. Gdy i to nie zadziałało, z lekką rezygnacją dodała: – Jednak moja obietnica chyba nic nie znaczy. Nie wszyscy w nią wierzą.

    Ostatecznie, po dłuższej chwili, uczestnicy wrócili na swoje miejsca. Karol Nawrocki przeprosił za opóźnienie, na co ze sceny padła żartobliwa odpowiedź: – Panie prezydencie, panu wszystko się wybaczy.

    W finałowej części uroczystości ogłoszono jeszcze jedną ważną informację. Wraz z reprezentacją do Włoch wyruszy mobilny Dom Polski – Casa Polonia. Ma on stać się miejscem spotkań kibiców i mediów z polskimi olimpijczykami. W jego wnętrzu zaplanowano m.in. część muzealną z historycznym sprzętem sportowym oraz wybranymi medalami olimpijskimi zdobytymi przez Polaków. Nie zabraknie również elementów promujących polską kulturę i sztukę.

  • Tak przywitali Nawrockiego na ślubowaniu olimpijczyków. Wszedł na salę i się zaczęło

    Tak przywitali Nawrockiego na ślubowaniu olimpijczyków. Wszedł na salę i się zaczęło

    Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami prezydent Karol Nawrocki pojawił się na uroczystym ślubowaniu polskich sportowców, którzy wkrótce wyruszą na zimowe igrzyska olimpijskie Mediolan–Cortina 2026. Jego obecność była wcześniej oficjalnie anonsowana, a moment wejścia do sali wywołał jednoznaczną reakcję zgromadzonych. Nagranie dokumentujące to wydarzenie szybko obiegło internet.

    W środę 28 stycznia Polski Komitet Olimpijski potwierdził, że głowa państwa weźmie udział w ceremonii wręczenia nominacji olimpijskich oraz ślubowaniu reprezentantów Polski. Uroczystość zaplanowano na piątek 30 stycznia o godzinie 11.00 w Centrum Olimpijskim PKOl. Zapowiedziano również wystąpienie prezydenta – i rzeczywiście, wszystko odbyło się dokładnie według planu. Teraz na światło dzienne wychodzą kulisy tej wizyty.

    Tak przywitano prezydenta Nawrockiego. Jedna reakcja sali

    W mediach społecznościowych pojawiło się nagranie udostępnione przez dziennikarza Radia Zet Mateusza Ligęzę. Widać na nim moment, w którym Karol Nawrocki wchodzi do sali wypełnionej sportowcami, działaczami oraz przedstawicielami mediów. Po oficjalnej zapowiedzi konferansjerki natychmiast rozległy się gromkie brawa, którymi zgromadzeni powitali prezydenta.

    W swoim przemówieniu Nawrocki nawiązał m.in. do wyboru chorążych reprezentacji oraz do idei igrzysk olimpijskich jako wydarzenia, które jednoczy, a nie dzieli. Podkreślił, że w momencie, gdy Natalia Czerwonka i Kamil Stoch wyjdą na stadion z biało-czerwoną flagą, zacznie się zupełnie nowy czas – czas wspólnego kibicowania, ponad podziałami politycznymi i społecznymi.

    – Niezależnie od różnic, jakie istnieją w naszym kraju, cała uwaga skupi się na występach polskich sportowców. Zarówno ja, jak i pan minister sportu, nawet jeśli na co dzień się różnimy, będziemy wtedy razem z wami. Dziękuję sportowcom za to, że dajecie nam zbiorową nadzieję, radość i poczucie wspólnoty narodowej – mówił prezydent.

    Zaznaczył również, jak ogromnym wyzwaniem jest walka o olimpijski medal, ale jednocześnie podkreślił, że wiara w sukces ma kluczowe znaczenie. Odwołał się przy tym do własnego doświadczenia. – Gdyby ktoś rok temu powiedział, że zostanę prezydentem, niewielu by w to uwierzyło. Dlatego w każdej sekundzie waszych startów prezydent będzie z wami. Jestem z was dumny, a dumny jest z was także cały naród – zapewnił.

    Po przemówieniu Karol Nawrocki jako pierwszy złożył podpis na specjalnej olimpijskiej planszy. Następnie dołączyli do niego sportowcy, którzy chwilę wcześniej odebrali swoje nominacje. Całemu wydarzeniu towarzyszył aplauz publiczności, a uroczystość zakończyła się wspólnym zdjęciem prezydenta z reprezentantami Polski przed wylotem na igrzyska.

    https://x.com/LigezaMateusz/status/2017180151532929301?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2017180151532929301%7Ctwgr%5Ef65d821b09d8ce2d69052b737223961d015883d1%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fsportowe-zycie%2Fnews-tak-przywitali-nawrockiego-na-slubowaniu-olimpijczykow-wszednId22545542

  • Zaskakujący komunikat Nawrockiego. Wprost ogłasza. “Niewielu by uwierzyło”

    Zaskakujący komunikat Nawrockiego. Wprost ogłasza. “Niewielu by uwierzyło”

    W piątkowe popołudnie w warszawskim Centrum Olimpijskim odbyła się uroczysta ceremonia wręczenia nominacji oraz ślubowania reprezentacji Polski, która już niebawem wyruszy do Włoch, by rywalizować na zimowych igrzyskach olimpijskich Mediolan–Cortina 2026. Wydarzenie miało wyjątkowo podniosły charakter, a jego rangę podkreśliła obecność prezydenta RP Karola Nawrockiego, który zwrócił się do sportowców z kilkuminutowym przemówieniem. Niespełna trzy godziny po zakończeniu ceremonii głowa państwa opublikowała także krótki, symboliczny komunikat w mediach społecznościowych.

    – Gdy nasza medalistka Natalia Czerwonka i mistrz Kamil Stoch wyjdą z flagą, zacznie się zupełnie inny czas. Pomimo różnic społecznych i politycznych w Rzeczypospolitej, uwaga wszystkich skupi się na tym, jak radzą sobie nasi sportowcy. Jestem przekonany, że każdy z nas – ja i pan minister sportu, nawet jeśli czasami stoimy obok siebie i dyskutujemy – będziemy z wami razem. Dziękuję sportowcom za zbiorową nadzieję, radość i budowanie wspólnoty narodowej – mówił Karol Nawrocki, wspominając szefa resortu sportu Jakuba Rutnickiego, a zarazem zwracając się bezpośrednio do reprezentantów Polski.

    Obecność prezydenta wywołała duże poruszenie wśród uczestników uroczystości. Pod koniec wydarzenia, tuż po złożeniu olimpijskiego ślubowania, emocje wzięły górę. Mimo że część oficjalna wciąż trwała, wielu sportowców i zaproszonych gości ustawiało się już do pamiątkowych zdjęć z głową państwa.

    Igrzyska olimpijskie Mediolan–Cortina. Karol Nawrocki zabrał głos po ślubowaniu

    Niespełna trzy godziny po zakończeniu ceremonii prezydent RP ponownie odniósł się do nadchodzących igrzysk, publikując krótki wpis. W swoim komunikacie nawiązał – podobnie jak wcześniej z mównicy – do ubiegłorocznej kampanii prezydenckiej, zakończonej jego zwycięstwem nad Rafałem Trzaskowskim.

    „Walka o medal olimpijski jest niezwykle trudna, ale gdyby ktoś rok temu powiedział, że zostanę prezydentem Polski, niewielu by w to uwierzyło” – napisał Karol Nawrocki.
    I dodał: „Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą! W każdej sekundzie będę z Wami. Jesteście naszą narodową dumą, cała Polska w Was wierzy!”.

    Na wpis prezydenta zareagował także prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz. – Panie Prezydencie, dziękujemy za słowa wsparcia oraz obecność na tak ważnym wydarzeniu dla Olimpijskiej Reprezentacji Polski – napisał w odpowiedzi.

    Polska delegacja, która uda się do Włoch, liczy łącznie 157 osób. W jej skład wchodzi 60 sportowców (w tym jedna rezerwowa zawodniczka w bobslejach), 82 osoby współpracujące oraz 15 przedstawicieli misji olimpijskiej.

    Zimowe igrzyska olimpijskie Mediolan–Cortina 2026 zostaną oficjalnie zainaugurowane w piątek 6 lutego i potrwają do 22 lutego.

    https://x.com/NawrockiKn/status/2017226524416471469?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2017226524416471469%7Ctwgr%5E9eb2e1b66930c6f37713eef886cec39739f3451b%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fsportowe-zycie%2Fnews-zaskakujacy-komunikat-nawrockiego-wprost-oglasza-niewielu-bynId22545648

  • Świątek dostała wiadomość. Nie mogła uwierzyć. Sama to wybrała

    Świątek dostała wiadomość. Nie mogła uwierzyć. Sama to wybrała

    Po zakończeniu Australian Open coraz częściej pojawia się pytanie, co przyniesie Idze Świątek najbliższy sezon. Eksperci analizują jej formę, plany i możliwe scenariusze, a tymczasem do tematu w nietypowy, humorystyczny sposób podeszli twórcy popularnego kanału „Tennis Channel”. Zaprosili oni przed kamerę prawdziwą tenisową elitę, w tym również Polkę, i przygotowali zabawną zabawę z… wróżbami na sezon 2026. Właśnie wtedy 24-latka stała się bohaterką sceny, która szybko podbiła internet.

    Choć rywalizacja kobiet w Melbourne wkroczyła już w decydującą fazę i na placu boju pozostały tylko dwie zawodniczki – liderka światowego rankingu Aryna Sabalenka oraz Jelena Rybakina, walcząca o drugi wielkoszlemowy tytuł w karierze – echa turnieju wciąż są bardzo wyraźne. W sieci regularnie pojawiają się materiały nagrane na Antypodach z udziałem tenisistek, które wcześniej pożegnały się z drabinką, w tym także Igi Świątek.

    Jednym z takich materiałów jest właśnie film opublikowany przez „Tennis Channel”. Jego motywem przewodnim są symboliczne przepowiednie na trwający już sezon 2026. Każda z zaproszonych gwiazd mogła wylosować jedno ciasteczko z dołączoną wróżbą, która – oczywiście z przymrużeniem oka – miała zapowiadać to, co wydarzy się w nadchodzących miesiącach.

    W gronie zawodniczek i zawodników, którzy stanęli przed kamerą, znalazła się również druga rakieta świata. Iga Świątek, sięgając po swoje ciasteczko, kompletnie nie spodziewała się tego, co zaraz przeczyta.

    Australian Open. Zaskakująca wróżba dla Igi Świątek

    Gdy Polka odczytała treść karteczki, jej reakcja była bezcenna. Na twarzy tenisistki pojawiło się autentyczne zdziwienie, a mina mówiła więcej niż tysiąc słów.
    „Tej nocy będziesz w dobrych rękach” – głosiła wróżba przypisana Idze.

    – Tej nocy? – dopytała z wyraźnym niedowierzaniem, spoglądając na kartkę i nie kryjąc rozbawienia.

    Po chwili jednak Świątek znakomicie wybrnęła z całej sytuacji, udowadniając dystans do siebie i poczucie humoru. Krótkim, ale bardzo trafnym komentarzem nadała wróżbie zupełnie nowe znaczenie.

    – To dobra rzecz na 2026 rok, ponieważ lubię mój zespół. Mam więc nadzieję, że jestem w dobrych rękach, biorąc pod uwagę cały proces – podsumowała.

    Iga Świątek nie ma jednak czasu na dłuższe żarty. Po nieudanym Australian Open liderka polskiego tenisa skupia się już na kolejnych wyzwaniach i przygotowaniach do turnieju WTA 1000 w Dosze, gdzie spróbuje wrócić na zwycięską ścieżkę i udowodnić, że nadchodzący sezon wciąż może należeć do niej.

  • Nawrocki już czeka, a tu Niemcy nie wytrzymali. Niebywałe. Huczą o zmianie

    Nawrocki już czeka, a tu Niemcy nie wytrzymali. Niebywałe. Huczą o zmianie

    Już w piątek odbędzie się oficjalne ślubowanie reprezentantów Polski przed zimowymi igrzyskami olimpijskimi Mediolan–Cortina 2026. Tego dnia nasi sportowcy odbiorą nominacje olimpijskie, a w uroczystości weźmie udział m.in. prezydent RP Karol Nawrocki. Tymczasem jeszcze przed ceremonią sporo emocji wywołuje jedna z decyzji kadrowych podjętych przez Polski Związek Narciarski. Sprawa odbiła się szerokim echem nie tylko w kraju, ale również za naszą zachodnią granicą. Niemcy wprost zastanawiają się, czy Polska nie powinna raz jeszcze przemyśleć swojego wyboru.

    Skład męskiej reprezentacji Polski w skokach narciarskich na igrzyska tworzą: Kamil Stoch, Kacper Tomasiak oraz Paweł Wąsek. PZN ogłosił decyzję 22 stycznia, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, po zakończeniu zawodów Pucharu Świata w Sapporo. W kadrze zabrakło miejsca dla dwóch doświadczonych i utytułowanych zawodników – Dawida Kubackiego oraz Piotra Żyły. To właśnie nieobecność trzykrotnego mistrza świata wzbudziła największe kontrowersje i stała się przedmiotem gorącej debaty.

    Najostrzej w tej sprawie wypowiedział się Wojciech Fortuna, mistrz olimpijski z Sapporo z 1972 roku. Legendarny skoczek wprost zaprotestował przeciwko decyzji selekcjonerów.
    – Nie może być tak, że przy powołaniach na najważniejszą imprezę sezonu pomija się zawodnika, który na mistrzostwach świata jako jedyny z Polaków potrafił realnie rywalizować z najsilniejszymi – mówił Fortuna w rozmowie z WP SportoweFakty. – Jako Wojciech Fortuna po prostu nie zgadzam się z taką decyzją trenera i PZN – dodał bez ogródek.

    Były mistrz olimpijski zaznaczył również, że sytuacja wciąż może ulec zmianie.
    – Jeszcze nie jest za późno. Apeluję do trenerów, by raz jeszcze przeanalizowali swoją decyzję i dokładnie przyjrzeli się temu, jak Piotr skakał na mistrzostwach w Niemczech – podkreślił.

    Te słowa szybko zostały podchwycone przez niemieckie media. Portal Sport.de poświęcił całej sprawie obszerną analizę, zwracając uwagę na skalę kontrowersji wokół polskiej kadry.
    „Wściekły i rozczarowany. Zmiany w kadrze skoków narciarskich wywołują krytykę” – głosi tytuł artykułu dotyczącego decyzji PZN.

    Dziennikarze przypomnieli, że poza Dawidem Kubackim i Maciejem Kotem, w olimpijskiej kadrze zabrakło również Piotra Żyły, trzykrotnego mistrza świata.
    – Kontrowersyjna decyzja spotkała się z ostrą krytyką w samej Polsce – zauważają Niemcy.

    Co więcej, Sport.de postanowił zapytać swoich czytelników wprost, czy Polska powinna jeszcze raz rozważyć nominacje i dokonać korekty składu. Wyniki ankiety okazały się bardzo wyrównane. Niewielka większość, bo 51,4 procent głosujących, opowiedziała się za zmianą i włączeniem Piotra Żyły do reprezentacji. Przeciwnego zdania było 48,6 procent respondentów, którzy uważają, że obecny skład jest optymalny.

    Oficjalne ślubowanie polskich olimpijczyków odbędzie się w piątek 30 stycznia. W uroczystościach weźmie udział prezydent RP Karol Nawrocki, o czym już wcześniej informował Polski Komitet Olimpijski. Niewykluczone jednak, że dyskusja wokół składu skoczków jeszcze długo nie ucichnie.