Author: newuser

  • Drastyczny spadek Świątek w rankingu. Niebywałe, ile już traci do Sabalenki i Rybakiny

    Drastyczny spadek Świątek w rankingu. Niebywałe, ile już traci do Sabalenki i Rybakiny

    Choć sezon dopiero się rozkręca, już teraz sytuacja Igi Świątek w rankingu WTA Race może budzić niepokój. W zestawieniu, które na koniec roku wyłoni osiem uczestniczek WTA Finals, Polka znajduje się obecnie poza czołówką gwarantującą awans. To wyraźny regres w porównaniu z analogicznym momentem poprzedniego sezonu. Strata do Jeleny Rybakiny i Aryny Sabalenki jest znacząca, choć istnieją przesłanki, by sądzić, że niebawem może ulec zmniejszeniu. Wiadomo już bowiem, kiedy Świątek ponownie pojawi się na korcie.

    Początek roku w wykonaniu liderki polskiego tenisa ma wyraźnie słodko-gorzki smak. Styczeń przyniósł jej ogromną radość w postaci triumfu w United Cup, gdzie wraz z reprezentacją Polski sięgnęła po końcowe zwycięstwo. Na indywidualne sukcesy w nowym sezonie trzeba jednak jeszcze poczekać. Australian Open zakończyło się dla niej wcześniej niż przed rokiem – zamiast półfinału był ćwierćfinał i porażka z Jeleną Rybakiną 5:7, 1:6. Taki wynik oznaczał brak obrony punktów wywalczonych dwanaście miesięcy wcześniej.

    W efekcie w najnowszym notowaniu rankingu WTA Świątek straciła 350 punktów. Na jej koncie widnieje obecnie 7978 „oczek”. Choć nadal zajmuje drugie miejsce na świecie, jej przewaga wyraźnie stopniała. Rybakina, sklasyfikowana na trzeciej pozycji, traci do niej już tylko 368 punktów. Niestety, to nie jedyny sygnał ostrzegawczy dla Polki i jej zespołu.

    Jeszcze mniej optymistycznie prezentuje się pozycja Igi Świątek w rankingu WTA Race, który obejmuje wyłącznie wyniki osiągnięte w bieżącym roku kalendarzowym. To właśnie on decyduje o obsadzie prestiżowego turnieju WTA Finals, wieńczącego sezon. Na ten moment Polka plasuje się dopiero na 9. miejscu, ex aequo z Coco Gauff. Obie zgromadziły po 580 punktów.

    Co prawda po Australian Open Świątek zanotowała awans aż o dwanaście pozycji, ale różnice punktowe do ścisłej czołówki są już bardzo wyraźne. Liderująca Rybakina wyprzedza ją o 1528 punktów, a druga Sabalenka o 1220. Pewnym promykiem nadziei jest fakt, że strata do ósmej w zestawieniu Belindy Bencic wynosi zaledwie 45 punktów, więc powrót do premiowanej ósemki jest w zasięgu ręki.

    Aktualna czołówka rankingu WTA Race prezentuje się następująco: Jelena Rybakina – 2108 pkt
    Aryna Sabalenka – 1800
    Elina Switolina – 1030
    Jessica Pegula – 975
    Mirra Andriejewa – 848
    Victoria Mboko – 847
    Iva Jovic – 691
    Belinda Bencic – 625

    Dla porównania, poprzedni sezon Świątek zakończyła z dorobkiem 8195 punktów w WTA Race, co dało jej drugie miejsce. Był to więc wynik diametralnie lepszy od obecnego. Wówczas najlepsza była Sabalenka (9870 pkt), przed Coco Gauff, Anisimovą, Pegulą, Rybakiną, Keys i Paolini. Tuż za ósemką uplasowała się Mirra Andriejewa, której do awansu do WTA Finals zabrakło zaledwie sześciu punktów.

    Co więcej, również w analogicznym momencie poprzedniego roku sytuacja Polki była korzystniejsza. Po Australian Open 2025 zajmowała trzecie miejsce w WTA Race, mając na koncie 1105 punktów. Obecny spadek na 9. lokatę wygląda więc szczególnie dotkliwie.

    Najbliższe tygodnie dadzą jednak Świątek okazję do odrobienia strat. Pierwszym ważnym sprawdzianem będzie turniej w Dosze, zaplanowany na 8–14 lutego, w którym Polka ma wystartować. Co dalej – pozostaje kwestią otwartą. Po odpadnięciu z Australian Open wiceliderka światowego rankingu zapowiedziała bowiem zmianę podejścia do kalendarza startów.

    – Przez ostatnie lata trudno było mi podjąć taką decyzję, ale w tym roku próbuję zmienić swoje podejście. Myślę, że na pewno opuścimy jakieś turnieje rangi 1000. Nigdy wcześniej nie byłam w takiej sytuacji, więc nie wiem, jak to wyjdzie – przyznała Świątek.

    Jak podkreśliła, taka strategia ma pomóc jej w dalszym rozwoju sportowym. – Jeśli chcesz poprawić swoją grę, potrzebujesz na to czasu. Granie turniej za turniejem nie zawsze to umożliwia. Krótki okres przygotowań nie daje takich możliwości – podsumowała Polka.

    Decyzje dotyczące kalendarza mogą okazać się kluczowe nie tylko dla jej formy, ale i dla walki o powrót do ścisłej czołówki WTA Race w dalszej części sezonu.

  • Gruchnęły wieści ws. Osaki i Wiktorowskiego. “Nastąpi weryfikacja”

    Gruchnęły wieści ws. Osaki i Wiktorowskiego. “Nastąpi weryfikacja”

    Naomi Osaka i Tomasz Wiktorowski współpracują od lata ubiegłego roku, a ich wspólna droga od początku budziła spore zainteresowanie tenisowego świata. Początek zapowiadał się obiecująco, jednak z czasem pojawiły się słabsze wyniki, problemy zdrowotne Japonki i coraz więcej znaków zapytania dotyczących przyszłości tego duetu. Najnowsze informacje sugerują, że nadchodzące tygodnie mogą okazać się kluczowe – a być może nawet decydujące – dla dalszej współpracy polsko-japońskiej.

    Tomasz Wiktorowski przejął rolę trenera Osaki po Patricku Mouratoglou. Oficjalnie dołączył do jej sztabu tuż przed turniejem WTA 1000 w Montrealu. Ten start okazał się bardzo udany – Japonka dotarła aż do finału, dając sygnał, że powrót do ścisłej czołówki jest realny. Jeszcze lepsze wrażenie zrobiła podczas US Open, gdzie osiągnęła półfinał. Był to jej najlepszy występ w turnieju wielkoszlemowym od triumfu w Australian Open w 2021 roku.

    Później jednak forma Osaki zaczęła wyraźnie falować, a kolejne turnieje nie przynosiły już podobnych rezultatów. Tegoroczny Australian Open miał być dla niej okazją do potwierdzenia ambicji i sportowych aspiracji. W Melbourne Japonka wiązała duże nadzieje z dobrym występem, tym bardziej że w czwartej rundzie rysowała się perspektywa bezpośredniego starcia z Igą Świątek. Ostatecznie Osaka musiała jednak wycofać się z turnieju po dwóch meczach, tłumacząc decyzję problemami zdrowotnymi.

    Przed Osaką i Wiktorowskim wciąż jest kilka ważnych startów, które mogą odwrócić niekorzystny trend. W planach są m.in. trzy prestiżowe turnieje rangi WTA 1000 – w Dosze, Dubaju oraz Indian Wells. To właśnie ten ostatni turniej może okazać się punktem zwrotnym.

    Jak ujawnił Karol Stopa, komentator Eurosportu, obecna umowa między Osaką a Wiktorowskim ma obowiązywać właśnie do turnieju w Indian Wells. – Albo Tomek zdoła narzucić jej swój rytm pracy, albo ta współpraca okaże się krótką przygodą. Z tego, co słyszałem, są umówieni do Indian Wells, a potem ma nastąpić weryfikacja – powiedział Stopa w podcaście „Trzeci Serwis”, prowadzonym przez Lecha Sidora i Krzysztofa Łoniewskiego.

    Zdaniem komentatora dotychczasowe efekty współpracy nie są szczególnie przekonujące. – Nie było zbyt wielu naprawdę dobrych meczów. Raz czy dwa zdarzały się momenty, w których Osaka była blisko tej wersji siebie, która wygrywała z Sereną Williams i triumfowała w Nowym Jorku oraz Melbourne. To były przecież ogromne sukcesy. Tymczasem po przerwie macierzyńskiej nie wygląda już tak dobrze – zauważył Stopa.

    Ekspert nie ukrywa też sceptycyzmu co do tego, czy Osaka jest w stanie wrócić na poziom prezentowany w latach 2018–2021, kiedy dwukrotnie wygrywała Australian Open i US Open. – Niestety, albo stety, wielkie zawodniczki, które już mają na koncie triumf wielkoszlemowy – jak choćby Emma Raducanu – często mają problem, by powtórzyć taki sukces. To nie jest proste, zwłaszcza jeśli po drodze pojawiają się różne życiowe i sportowe przejścia. W przypadku Osaki wygląda to podobnie. Ja wielkim optymistą nie jestem – podsumował.

    Po zakończeniu Australian Open Naomi Osaka zajmuje 14. miejsce w rankingu WTA, mając na koncie 2366 punktów. W Melbourne powtórzyła wynik sprzed roku, docierając do trzeciej rundy, dzięki czemu nie straciła punktów. Co więcej, w porównaniu z notowaniem sprzed startu turnieju zanotowała awans o trzy pozycje. Teraz jednak najważniejsze pytanie brzmi: czy kolejne tygodnie pozwolą jej i Tomaszowi Wiktorowskiemu znaleźć wspólny rytm – czy też okażą się ostatnim rozdziałem tej współpracy.

  • Osaka wykluczona, nagle takie wieści o Wiktorowskim. Padła kluczowa data

    Osaka wykluczona, nagle takie wieści o Wiktorowskim. Padła kluczowa data

    Naomi Osaka musiała przedwcześnie zakończyć swój udział w Australian Open. Japonka wycofała się z turnieju jeszcze przed wyjściem na kort w trzeciej rundzie z powodu problemów zdrowotnych, które uniemożliwiły jej dalszą rywalizację. Choć do kolejnego turnieju Wielkiego Szlema pozostały niespełna cztery miesiące, nie jest przesądzone, czy Osaka przystąpi do niego nadal współpracując z Tomaszem Wiktorowskim. Kulisy ich współpracy i warunki umowy zdradził komentator Karol Stopa, wskazując konkretną datę, która może okazać się kluczowa dla przyszłości polskiego trenera.

    Pojawienie się Tomasza Wiktorowskiego w boksie Naomi Osaki było jednym z największych zaskoczeń w świecie tenisa w ostatnich miesiącach. Po raz pierwszy Polak towarzyszył Japonce podczas turnieju WTA w Montrealu. Początkowo współpraca miała charakter próbny, jednak bardzo szybko Osaka nabrała przekonania, że to właśnie Wiktorowski jest odpowiednią osobą, by pomóc jej wrócić na szczyt.

    Były szkoleniowiec Igi Świątek był obecny przy Osace podczas niezwykle udanego US Open 2025. Czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa dotarła wówczas do półfinału, co było jej najlepszym wynikiem w turniejach tej rangi od 2021 roku. Sukces w Nowym Jorku dodał obu stronom wiary w projekt, a wspólnie przepracowany okres przygotowawczy miał zaowocować mocnym początkiem sezonu i ambitną postawą podczas Australian Open.

    Rzeczywistość w Melbourne okazała się jednak brutalna. Osaka odpadła już w drugiej rundzie, a przed meczem trzeciej rundy zmuszona była się wycofać z powodu kontuzji. Tym samym kibice nie doczekali się wyczekiwanego hitu czwartej rundy, w którym Japonka miała zmierzyć się z Igą Świątek. Starcie Osaka – Świątek było także przedstawiane jako symboliczny pojedynek trenerów: Tomasza Wiktorowskiego i Wima Fissette’a. Ostatecznie do tej konfrontacji nie doszło.

    Jak się okazuje, niepewność dotyczy nie tylko zdrowia Osaki, ale również dalszej współpracy z polskim trenerem. Karol Stopa ujawnił, że przyszłość Wiktorowskiego w sztabie byłej liderki rankingu WTA wcale nie jest przesądzona. – Albo Tomek zdoła narzucić jej swój rytm pracy, albo może to być krótka przygoda. Z tego, co słyszałem, są umówieni do Indian Wells, a później ma nastąpić weryfikacja – powiedział Stopa w programie „Trzeci Serwis”.

    Turniej w Indian Wells, jeden z najbardziej prestiżowych tysięczników w kalendarzu WTA, rozpocznie się 2 marca. To właśnie po tej imprezie ma zapaść decyzja dotycząca dalszej współpracy Osaki z Wiktorowskim. Dla Japonki to turniej o wyjątkowym znaczeniu – triumfowała tam w 2018 roku. Z kolei Wiktorowski doskonale zna smak sukcesu w Kalifornii, ponieważ wspólnie z Igą Świątek sięgał tam po tytuł dwukrotnie – w 2022 i 2024 roku.

    Najbliższe tygodnie mogą więc okazać się decydujące zarówno dla sportowej formy Naomi Osaki, jak i dla przyszłości Tomasza Wiktorowskiego w jej boksie. Indian Wells może stać się punktem zwrotnym tej głośnej, ale wciąż testowanej współpracy.

  • Kosmos w Nowym Jorku, ponad 3 sekundy. 26-letni rekord Polski pobity

    Kosmos w Nowym Jorku, ponad 3 sekundy. 26-letni rekord Polski pobity

    Tydzień po imponującym występie w Bostonie Klaudia Kazimierska ponownie dała o sobie znać na światowych bieżniach. 24-letnia Polka, która niedawno ustanowiła halowy rekord kraju na 1500 metrów, w Nowym Jorku sięgnęła po kolejny historyczny wynik – tym razem na dystansie jednej mili. I zrobiła to w znakomitym stylu, rywalizując z absolutną światową czołówką.

    Millrose Games w Nowym Jorku były drugim mityngiem cyklu World Athletics Gold Level Meetings – elitarnej serii ośmiu najważniejszych halowych zawodów sezonu. Po inauguracyjnych zmaganiach w Bostonie rywalizacja przeniesie się teraz do Europy. We wtorek najlepszych lekkoatletów świata ugości Ostrawa, a wielki finał cyklu zaplanowano na 22 lutego w Toruniu podczas Orlen Copernicus Cup.

    Już w Bostonie Polacy zaznaczyli swoją obecność w najmocniejszych zawodach zimy. Filip Ostrowski uzyskał rewelacyjny czas 1:44.68 na 800 metrów, poprawiając rekord życiowy w biegu, który przeszedł do historii także za sprawą halowego rekordu świata Josha Hoeya (1:42.50). Ogromne powody do radości miała również Kazimierska – siódma zawodniczka mistrzostw świata na stadionie w Tokio w biegu na 1500 metrów. W Bostonie uzyskała 4:01.78, poprawiając o blisko dwie sekundy 23-letni halowy rekord Polski Lidii Chojeckiej.

    Po tym sukcesie zawodniczka z Włocławka została jeszcze w Stanach Zjednoczonych i w niedzielę stanęła na starcie Millrose Games. Tym razem wyzwała się na dystansie jednej mili – o niespełna 110 metrów dłuższym niż 1500 metrów. Już przed biegiem było jasne, że w tej formie Polka ma realną szansę na kolejny rekord. Pytanie brzmiało tylko, czy poprawi wyłącznie halowy rekord kraju Lidii Chojeckiej (4:24.44 z 2000 roku), czy może pokusi się również o najlepszy w historii polski wynik na stadionie – 4:19.58 Angeliki Cichockiej z 2017 roku.

    Rok wcześniej bardzo blisko obu granic była Weronika Lizakowska – w hali uzyskała 4:25.48, a latem w Diamentowej Lidze w Londynie pobiegła 4:20.19. Teraz przed podobną szansą stanęła młodsza rodaczka.

    Obsada biegu w Nowym Jorku robiła ogromne wrażenie. Choć tuż przed startem wycofała się wicemistrzyni świata z Tokio Dorcus Ewoi, na starcie stanęły m.in. wicemistrzyni olimpijska Jessica Hull oraz jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci światowych biegów średnich – Nikki Hiltz. Kazimierska miała w tym gronie najsłabszy rekord życiowy na milę (4:30.65), ale było oczywiste, że ten wynik nie ma prawa się utrzymać.

    Polka rozpoczęła bieg w środku stawki. Tempo nadawała Mckenna Keegan, choć światła wyznaczające tempo były ustawione bardzo ambitnie. W połowie dystansu Kazimierska zajmowała dziewiątą pozycję, chwilami była nawet nieco zamknięta, lecz w drugiej części biegu zaczęła systematycznie przesuwać się do przodu – często nadrabiając metry po zewnętrznej.

    Na ostatnie okrążenie wchodziła już jako trzecia zawodniczka, choć Hull i Hiltz zdołały zbudować niewielką przewagę. Po 1500 metrach Polce zmierzono 4:04.81 – o trzy sekundy wolniej niż tydzień wcześniej w Bostonie. Wszystko wskazywało jednak na to, że kluczowy będzie finisz. Za plecami czaiła się jeszcze Australijka Linden Hall, a do mety pozostawało nieco ponad pół okrążenia.

    Kazimierska wytrzymała jednak tempo i znakomicie rozłożyła siły. Finiszowała trzecia z czasem 4:21.36, ustanawiając nowy halowy rekord Polski na milę i poprawiając 26-letnie osiągnięcie Lidii Chojeckiej. Co więcej – jej wynik był tylko nieco słabszy od absolutnego rekordu kraju ze stadionu.

    Bieg wygrała Nikki Hiltz, która uzyskała 4:19.64 – najlepszy wynik na świecie w 2026 roku. Druga była Jessica Hull (4:20.11), a Polka uplasowała się tuż za nimi, wyprzedzając m.in. Linden Hall i czołowe Kenijki.

    Dla Klaudii Kazimierskiej był to nie tylko kolejny rekord, ale też jasny sygnał, że na dystansach średnich dołączyła do ścisłej światowej elity. W sezonie halowym wciąż ma przed sobą jeszcze kilka startów – a apetyt, jak widać, rośnie z każdym biegiem.

  • Trzygodzinny finał Alcaraz – Djokovic. Rozdano historyczny tytuł w Melbourne

    Trzygodzinny finał Alcaraz – Djokovic. Rozdano historyczny tytuł w Melbourne

    Ostatni akt tegorocznego Australian Open zapowiadał się jako pojedynek o miejsce w historii tenisa – i dokładnie taki był. Po jednej stronie kortu stanął Carlos Alcaraz, który miał szansę skompletować Karierowego Wielkiego Szlema. Po drugiej – Novak Djokovic, polujący na 25. tytuł wielkoszlemowy, osiągnięcie bez precedensu w całych dziejach tej dyscypliny. Stawka nie mogła być wyższa. Po ponad trzech godzinach emocjonującej batalii na Rod Laver Arena zwycięsko wyszedł Hiszpan, wygrywając 2:6, 6:2, 6:3, 7:5 i zapisując się złotymi zgłoskami w historii tenisa.

    Droga obu finalistów do decydującego meczu była niezwykle wyczerpująca. Półfinały singla mężczyzn podczas Australian Open 2026 okazały się prawdziwymi maratonami – oba rozstrzygnęły się dopiero po pięciu setach. Carlos Alcaraz długo zmierzał ku zwycięstwu nad Alexandrem Zverevem bez straty partii, jednak w trzecim secie zaczęły doskwierać mu problemy zdrowotne. Niemiec wykorzystał moment słabości rywala, doprowadził do piątej odsłony i prowadził w niej już 5:3. Końcówka należała jednak do Hiszpana, który wygrał cztery kolejne gemy i po 5 godzinach oraz 27 minutach walki awansował do finału jako lider rankingu ATP.

    Wszystko wskazywało na to, że w decydującym meczu dojdzie do kolejnego starcia Alcaraza z Jannikiem Sinnerem. Włoch uchodził za wyraźnego faworyta półfinału z Novakiem Djokoviciem, zwłaszcza biorąc pod uwagę ich ostatnie bezpośrednie pojedynki. Tym razem jednak Serb przypomniał, dlaczego przez lata dominował w światowym tenisie. Mimo że przegrywał już 1–2 w setach, odwrócił losy meczu i po ponad czterech godzinach gry sensacyjnie wyeliminował obrońcę tytułu.

    Stało się jasne, że finał Australian Open nabierze wyjątkowego, historycznego znaczenia. Zwycięstwo Alcaraza oznaczałoby skompletowanie Klasycznego Wielkiego Szlema, czyli triumf we wszystkich czterech turniejach tej rangi przynajmniej raz. Wygrana Djokovicia dawałaby mu natomiast 25. tytuł wielkoszlemowy – osiągnięcie, którego nie dokonał jeszcze żaden tenisista ani tenisistka. O końcowym wyniku mogło zadecydować wiele czynników: ogromna presja, zmęczenie półfinałami, wiek Serba oraz jego gigantyczne doświadczenie. Wszystko zapowiadało epicką walkę o trofeum.

    Początek finału przebiegał zgodnie z przewidywaniami – obaj zawodnicy pewnie utrzymywali własne podania. Pierwsze poważniejsze emocje pojawiły się w czwartym gemie, gdy Djokovic zagrał niezwykle precyzyjnie i wypracował pierwsze break pointy. Alcaraz długo się bronił, lecz przy trzeciej okazji musiał uznać wyższość rywala. Serb złapał rytm, zdominował młodszego przeciwnika i zakończył seta już przy jego serwisie, zwyciężając 6:2.

    Druga partia przyniosła jednak wyraźny zwrot akcji. Alcaraz od początku naciskał na podanie Djokovicia. Choć Serb początkowo wychodził z opresji, w trzecim gemie został przełamany. Hiszpan grał coraz odważniej, urozmaicał akcje i narzucał własne tempo. Mimo prób natychmiastowej odpowiedzi ze strony Djokovicia, lider rankingu ATP utrzymał przewagę i po kolejnym przełamaniu zamknął seta wynikiem 6:2.

    Również na starcie trzeciej odsłony Alcaraz nie zdejmował nogi z gazu. Choć Djokovic zdołał obronić się w gemie otwarcia, kilka minut później znów stracił serwis. Tym razem Hiszpan kontrolował wydarzenia na korcie nie tylko technicznie, ale i fizycznie. Pewnie utrzymywał własne podanie i zakończył seta 6:3, obejmując prowadzenie 2–1.

    Czwarta partia była kluczowa dla losów spotkania. Alcaraz od początku szukał szansy na szybkie przełamanie, a w drugim gemie miał aż sześć break pointów. Djokovic zdołał jednak wyjść z ogromnych tarapatów i doprowadził do wyrównania. Przez długi czas obaj zawodnicy skutecznie bronili serwisów, a napięcie rosło z każdą minutą. W końcówce to Serb miał okazję na przełamanie, lecz jej nie wykorzystał.

    Gdy wydawało się, że set zakończy się tie-breakiem, w dwunastym gemie Alcaraz zadał decydujący cios. Przełamał Djokovicia w najważniejszym momencie i po nieco ponad trzech godzinach gry przypieczętował zwycięstwo 2:6, 6:2, 6:3, 7:5. Dla 22-letniego Hiszpana był to już siódmy triumf w turniejach wielkoszlemowych i jeden z najważniejszych momentów w jego błyskotliwej karierze.

  • Sabalenka ogłosiła po przegranym finale, WTA potwierdza. Ogromna zmiana

    Sabalenka ogłosiła po przegranym finale, WTA potwierdza. Ogromna zmiana

    Aryna Sabalenka po niezwykle zaciętym i pełnym emocji finale Australian Open musiała uznać wyższość Jeleny Rybakiny. Tuż po zakończeniu spotkania Białorusinka siedziała przy korcie z ręcznikiem na głowie, wyraźnie przeżywając bolesną porażkę. Z czasem jednak emocje opadły, a liderka rankingu WTA podeszła do finału analitycznie, podkreślając, że w jej grze – a przede wszystkim w sferze mentalnej – dokonała się ogromna zmiana. Wnioski te potwierdziła również analiza opublikowana na oficjalnej stronie WTA.

    Jeszcze przed rozpoczęciem turnieju w Melbourne Sabalenka była wymieniana w ścisłym gronie faworytek do końcowego triumfu. Od pierwszych rund potwierdzała znakomitą dyspozycję, docierając do finału bez straty seta. Po drugiej stronie siatki stanęła jednak rywalka o bardzo podobnym bilansie – Jelena Rybakina, która również nie oddała po drodze ani jednej partii.

    Finał lepiej rozpoczęła reprezentantka Kazachstanu, imponując skutecznością przy własnym serwisie i wygrywając pierwszego seta. W drugiej odsłonie do głosu doszła Sabalenka – agresywna, pewna siebie i coraz lepiej czytająca grę przeciwniczki. Zwycięstwo w tym secie przedłużyło jej szanse na kolejny wielkoszlemowy tytuł. Decydująca partia zaczęła się wręcz idealnie dla liderki światowego rankingu – szybko objęła prowadzenie 3:0 i wydawało się, że kontroluje sytuację. Wtedy jednak nastąpił zwrot. Rybakina odrobiła straty, przejęła inicjatywę, a w kluczowych momentach zachowała więcej spokoju, ostatecznie pieczętując zwycięstwo na Rod Laver Arena.

    Po meczu uwagę przyciągnął wywiad z triumfatorką turnieju, która odniosła się do ostatniej akcji finału – meczu zakończonego asem serwisowym.
    – Doszłam do wniosku, że nie mam innego wyjścia. Aryna bardzo dobrze returnowała, ale wiem, że mogę polegać na moim pierwszym podaniu. Być może w finale serwis nie funkcjonował tak dobrze jak wcześniej, ale chciałam zakończyć to asem. I udało się – przyznała Rybakina.

    Metamorfoza Sabalenki. „Zrobiłam ogromne postępy”

    Podczas gdy Rybakina świętowała sukces wraz ze swoim sztabem, Sabalenka w samotności przeżywała porażkę. Dopiero na konferencji prasowej była w stanie na chłodno podsumować wydarzenia z kortu. Szybko nawiązała do poprzednich wielkoszlemowych finałów – przegranych z Madison Keys w Melbourne oraz z Coco Gauff w Paryżu.

    – Ogólnie było znacznie lepiej niż w zeszłym roku, kiedy przegrałam dwa finały. Poziom gry, decyzje, które podejmowałam, oraz mentalność, z jaką podchodziłam do całego meczu, sprawiały, że przez cały czas byłam w grze – podkreśliła.

    Sabalenka nie ukrywała, że mimo porażki widzi u siebie wyraźny progres, zwłaszcza w sferze psychicznej.
    – Zrobiłam w tym względzie ogromne postępy, a mimo to przegrałam. Ale to jest w porządku. Czuję, że idę we właściwym kierunku – dodała, cytowana przez WTA.

    Na oficjalnej stronie organizacji również zwrócono uwagę na ewolucję liderki rankingu. „Kolejny finał, kolejny krok naprzód dla Sabalenki – nawet mimo porażki” – podsumowano.

    Białorusinka odniosła się także do kluczowego momentu trzeciego seta, gdy prowadziła już 3:0. Przyznała bez ogródek, że w tym momencie straciła koncentrację, co bezwzględnie wykorzystała rywalka.
    – Zgubiłam fokus i nagle zrobiło się 3:4. Jelena zdecydowanie lepiej poradziła sobie z presją – zakończyła Sabalenka.

  • Trwał finał Australian Open i nagle taka scena na korcie. “Szaleństwo” [WIDEO]

    Trwał finał Australian Open i nagle taka scena na korcie. “Szaleństwo” [WIDEO]

    Niedzielny poranek czasu polskiego stał pod znakiem wielkiego finału tegorocznego Australian Open. Ostatnim akcentem pierwszego wielkoszlemowego turnieju sezonu było elektryzujące starcie dwóch absolutnych gwiazd światowego tenisa – Novaka Djokovicia i Carlosa Alcaraza. Obaj zawodnicy przez cały mecz prezentowali tenis na najwyższym poziomie, jednak kibicom na długo w pamięci pozostanie jedna, wręcz niewiarygodna wymiana piłek.

    W ostatni dzień stycznia poznaliśmy triumfatorkę rywalizacji singlistek. Po mistrzowski tytuł sięgnęła Jelena Rybakina, która w ten sposób zrewanżowała się Arynie Sabalence za porażkę w finale Australian Open sprzed trzech lat. Dzień później korty w Melbourne znów były areną wielkich emocji – zgodnie z tradycją rozegrano finał gry pojedynczej mężczyzn. Tym razem naprzeciw siebie stanęli „król” Australian Open, Novak Djoković, oraz Carlos Alcaraz, jeden z najbardziej utalentowanych przedstawicieli młodego pokolenia.

    Widowisko w finale Australian Open. Kosmiczna wymiana Djokovicia i Alcaraza

    Finał nie zawiódł oczekiwań. Pierwszą partię pewnie wygrał Djoković, triumfując 6:2. Alcaraz szybko odpowiedział, zwyciężając w drugim secie w identycznym stosunku gemów. Prawdziwa magia wydarzyła się jednak w trzeciej odsłonie meczu.

    W czwartym gemie, przy serwisie Hiszpana, obaj zawodnicy rozegrali wymianę, która mogłaby śmiało posłużyć za wizytówkę współczesnego tenisa. Djoković i Alcaraz popisywali się niesamowitą szybkością, precyzją i wyczuciem, wielokrotnie ratując się w pozornie beznadziejnych sytuacjach. Ostatecznie punkt padł łupem Alcaraza, a publiczność zgromadzona na Rod Laver Arena zareagowała długą owacją na stojąco. Organizatorzy Australian Open podsumowali tę akcję krótko w mediach społecznościowych: „Szaleństwo”.

    ATP Tour. Luty zdominowany przez turnieje rangi 500

    Po zakończeniu Australian Open tenisowy kalendarz ATP nie zwalnia tempa. Luty upłynie głównie pod znakiem turniejów rangi 500, które odbędą się m.in. w Dallas, Rotterdamie, Dosze, Rio de Janeiro, Dubaju oraz Acapulco. Na kolejne turnieje rangi Masters 1000 kibice będą musieli poczekać do początku marca, kiedy to najlepsi zawodnicy świata rywalizować będą w Indian Wells i Miami.

    https://x.com/AustralianOpen/status/2017905023963815977?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2017905023963815977%7Ctwgr%5E880206d84a4e59a32425dca269f658fd48a0814f%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Faustralian-open%2Fnews-trwal-final-australian-open-i-nagle-taka-scena-na-korcie-szanId22545967

  • Szokujące doniesienia z USA. Fibak w aktach Epsteina. Byli sąsiadami

    Szokujące doniesienia z USA. Fibak w aktach Epsteina. Byli sąsiadami

    Amerykański Departament Sprawiedliwości opublikował miliony stron dokumentów związanych ze sprawą Jeffreya Epsteina. Wśród ujawnionych akt niespodziewanie pojawiło się nazwisko Wojciecha Fibaka. Były wybitny polski tenisista odniósł się do sprawy i wyjaśnił, w jakich okolicznościach znalazł się w dokumentach.

    Pierwsze zawiadomienie dotyczące Epsteina trafiło do amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości już w 2005 roku. Wynikało z niego, że znany multimilioner miał dopuścić się przestępstw o charakterze seksualnym wobec nieletnich. Śledczy zidentyfikowali wówczas 36 młodych dziewczyn, które miały paść ofiarą tych działań.

    Rok później Epstein został oficjalnie aresztowany, a w 2008 roku przyznał się do winy i został skazany na 18 miesięcy pozbawienia wolności. W kolejnych latach sprawa wracała, a w 2018 roku dziennikarze ujawnili, że liczba poszkodowanych mogła sięgać nawet 80. W 2019 roku prokuratura postawiła mu kolejne, znacznie poważniejsze zarzuty.

    Wojciech Fibak w dokumentach Epsteina. Jest wyjaśnienie
    Epsteinowi groziła kara do 45 lat więzienia, a proces miał ruszyć w 2020 roku. Do tego jednak nie doszło – w sierpniu 2019 roku Epstein zmarł w areszcie. Oficjalnie uznano, że popełnił samobójstwo. Z czasem ujawniano kolejne szokujące informacje dotyczące jego działalności, a w 2025 roku amerykańscy deputowani zaczęli naciskać na pełne odtajnienie akt sprawy.

    Dokumenty były publikowane stopniowo. W jednej z ostatnich transz, liczącej około trzech milionów stron, znalazła się korespondencja, w której pojawiło się nazwisko Wojciecha Fibaka. Sprawa szybko wywołała zainteresowanie mediów, a były tenisista został poproszony o komentarz.

    – To nie była postać anonimowa w Nowym Jorku. Byliśmy sąsiadami, spotykaliśmy się w restauracjach, na wernisażach, mieliśmy wielu wspólnych znajomych – tłumaczył Fibak w rozmowie z „Faktem”.

    Jak dodał, ich kontakt dotyczył wyłącznie sztuki. – Wiedział, że jestem kolekcjonerem. Wymieniliśmy maila właśnie w tym kontekście. Ja zbierałem prace Andy’ego Warhola i Jean-Michela Basquiata, on również interesował się sztuką i był osobą bardzo oczytaną – podkreślił były reprezentant Polski, jednoznacznie dystansując się od przestępczej działalności Epsteina.

  • Porażka Sabalenki w finale, błyskawiczna reakcja WTA. Jest oficjalny komunikat

    Finał tegorocznego Australian Open dostarczył kibicom wszystkiego, czego można było oczekiwać od starcia dwóch czołowych tenisistek świata. Pojedynek Aryny Sabalenki z Jeleną Rybakiną przerodził się w emocjonujący, trzysetowy thriller pełen zwrotów akcji. Ostatecznie po tytuł sięgnęła niżej notowana zawodniczka, a reakcja WTA była natychmiastowa i bardzo wymowna – w mediach społecznościowych mocno podkreślono niezwykły charakter triumfu reprezentantki Kazachstanu.

    W sobotnim finale wielkoszlemowego turnieju w Melbourne naprzeciw siebie stanęły Sabalenka i Rybakina, które przez cały turniej prezentowały znakomitą formę i przed decydującym meczem nie straciły ani jednego seta. Zapowiedzi sugerowały zaciętą walkę o trofeum – i dokładnie tak było na korcie Rod Laver Arena.

    Pierwsza odsłona należała do Rybakiny. Piąta rakieta świata imponowała spokojem i skutecznością przy własnym podaniu, co pozwoliło jej kontrolować przebieg wydarzeń i zwyciężyć 6:4. W drugim secie obraz gry uległ zmianie. Kazaszka obniżyła nieco poziom, a Sabalenka zaczęła grać coraz pewniej, narzucając rywalce swoje warunki. Liderka rankingu WTA wygrała także 6:4 i o losach tytułu musiał zdecydować trzeci set.

    Decydująca partia rozpoczęła się lepiej dla urodzonej w Mińsku Sabalenki, która mimo drobnych błędów szybko objęła prowadzenie 3:0. Rybakina nie zamierzała jednak składać broni. Zwyciężczyni ubiegłorocznego WTA Finals odrobiła straty, doprowadziła do remisu 3:3, a następnie poszła za ciosem. Wygrała dwa kolejne gemy i znalazła się o krok od tytułu, serwując po mistrzostwo.

    Sabalenka nie zdołała jednak odwrócić losów spotkania. Rybakina zachowała zimną krew i po 138 minutach intensywnej walki przypieczętowała zwycięstwo, sięgając po swój pierwszy w karierze triumf w Australian Open i drugi tytuł wielkoszlemowy.

    Reakcja WTA była błyskawiczna. Chwilę po zakończeniu finału na oficjalnym profilu organizacji w serwisie X pojawił się wpis informujący o wyniku meczu, wzbogacony o wymowne przesłanie odnoszące się do postawy Rybakiny. Przypomniano, że w trzecim secie przegrywała już 0:3, a mimo to odwróciła losy spotkania. „Nigdy nie odpuszczaj. Nigdy się nie poddawaj” – napisano.

    Dużo miejsca nowej mistrzyni poświęcono również na oficjalnej stronie WTA. W artykule podsumowującym finał Kazaszkę określono trzema słowami: „odważna, wytrwała, niewzruszona”. W tytule publikacji podkreślono natomiast, że Rybakina, triumfując w Melbourne, potwierdziła swoją przynależność do ścisłej elity światowego tenisa.

    Na wydarzenia na Rod Laver Arena zareagowali także organizatorzy turnieju, którzy w oficjalnym komunikacie ogłosili: Jelena Rybakina mistrzynią Australian Open. Rozstawiona z numerem piątym zawodniczka pokonała Arynę Sabalenkę w pasjonującym, trzysetowym finale i zapisała się na kartach historii turnieju.

  • Tak wygląda ranking WTA po finale Australian Open. Alarm dla Świątek

    Aryna Sabalenka przegrała finał Australian Open z Jeleną Rybakiną, jednak mimo porażki zachowała pozycję liderki rankingu WTA. Białorusinka wciąż ma wyraźną przewagę punktową nad Igą Świątek, a triumf Kazaszki znacząco wpłynął na układ czołówki światowego zestawienia.

    Australian Open dobiegł końca. Iga Świątek zakończyła udział w pierwszym wielkoszlemowym turnieju sezonu na etapie ćwierćfinału, gdzie musiała uznać wyższość Jeleny Rybakiny. Reprezentantka Kazachstanu w sobotnim finale – podobnie jak w 2023 roku – zmierzyła się z Aryną Sabalenką.

    Ranking WTA po finale Australian Open. Rybakina depcze Świątek po piętach

    Stawką finałowego starcia w Melbourne był nie tylko prestiżowy tytuł i pokaźna nagroda finansowa, ale również niezwykle istotne punkty do rankingu WTA. Jeszcze przed pierwszą piłką było jasne, że niezależnie od wyniku Aryna Sabalenka utrzyma prowadzenie w światowym zestawieniu, a Iga Świątek pozostanie na drugim miejscu.

    Jelena Rybakina miała jednak świadomość, że zwycięstwo w finale zapewni jej awans na trzecie miejsce w rankingu. Pierwszy set padł jej łupem po wyniku 6:4. W drugiej partii Sabalenka odpowiedziała w identycznym stosunku, doprowadzając do decydującego seta. W nim więcej zimnej krwi zachowała Rybakina, która przypieczętowała zwycięstwo i sięgnęła po tytuł.

    Dla 25-letniej Kazaszki to drugi triumf wielkoszlemowy w karierze – wcześniej wygrała Wimbledon w 2022 roku. Z kolei Sabalenka po raz drugi z rzędu przegrała finał Australian Open. Rok wcześniej lepsza od niej okazała się Madison Keys. Warto przypomnieć, że w latach 2023–2024 Białorusinka triumfowała w Melbourne, a przy okazji pierwszego tytułu w finale pokonała właśnie Rybakinę.

    Po zakończeniu turnieju Sabalenka ma na koncie 10 990 punktów rankingowych. Druga w zestawieniu Iga Świątek traci do liderki 3012 punktów. Trzecia jest Jelena Rybakina, która jako jedyna – poza Sabalenką i Świątek – przekroczyła barierę siedmiu tysięcy punktów.

    Czołową piątkę rankingu WTA uzupełniają dwie Amerykanki: Amanda Anisimova (6680 pkt) oraz Coco Gauff (6423 pkt), które wyprzedzają swoją rodaczkę Jessicę Pegulę. W najlepszej dziesiątce znalazły się również Mirra Andriejewa, Jasmine Paolini, Belinda Bencic oraz Elina Switolina, półfinalistka tegorocznego Australian Open.

    Ranking WTA Live po finale Australian Open:

    1. Aryna Sabalenka – 10 990 pkt

    2. Iga Świątek – 7 978 pkt

    3. Jelena Rybakina – 7 610 pkt

    4. Amanda Anisimova – 6 680 pkt

    5. Coco Gauff – 6 423 pkt

    6. Jessica Pegula – 6 103 pkt

    7. Mirra Andriejewa – 4 731 pkt

    8. Jasmine Paolini – 4 267 pkt

    9. Belinda Bencic – 3 342 pkt

    10. Elina Switolina – 3 205 pkt