Author: newuser

  • Niemcy piszą o Świątek. “Sytuacja jest dokładnie odwrotna”

    Niemcy piszą o Świątek. “Sytuacja jest dokładnie odwrotna”

    Niemiecki portal „Sportschau” przyjrzał się sytuacji Igi Świątek przed rozpoczęciem prestiżowego turnieju w Stuttgarcie, wskazując jednocześnie główne kandydatki do końcowego triumfu. W artykule podkreślono, że pozycja Polki znacząco różni się od tej, do której przyzwyczaiła kibiców w ostatnich latach.

    Jeszcze niedawno Świątek dominowała na światowych kortach i dwukrotnie sięgała po tytuł w Stuttgarcie. Tym razem jednak przyjeżdża do Niemiec w zupełnie innych nastrojach – po niespodziewanej porażce już w pierwszym meczu turnieju w Miami. Zdaniem autora tekstu, Mathisa Hartenfellera, można mówić o pewnego rodzaju kryzysie formy u 24-latki.

    Z drugiej strony turniej w Stuttgarcie budzi ogromne zainteresowanie, ponieważ będzie to pierwszy występ Świątek pod wodzą nowego szkoleniowca. Polka rozpoczęła współpracę z Francisco Roigiem, byłym trenerem Rafaela Nadala, co dodaje całej sytuacji dodatkowego kontekstu i nadziei na przełamanie.

    „Sportschau” zwraca uwagę również na sytuację Aryny Sabalenki. Liderka światowego rankingu wycofała się z turnieju z powodu kontuzji, której nabawiła się po triumfie w Miami. Stuttgart pozostaje dla niej pechowym miejscem – mimo czterech finałów, nigdy nie udało jej się tam zwyciężyć.

    W gronie głównych faworytek do tytułu, obok Świątek, wymieniane są także Jelena Rybakina oraz Coco Gauff. Kazaszka, która triumfowała w Stuttgarcie przed rokiem i zajmuje czołowe miejsce w rankingu WTA, ponownie uchodzi za jedną z najgroźniejszych zawodniczek. Z kolei młoda Amerykanka potwierdziła swoją wysoką formę, docierając niedawno do finału w Miami, gdzie po zaciętym pojedynku uległa Sabalence.

    Przypomnijmy, że w ubiegłorocznej edycji turnieju w Stuttgarcie zwyciężyła Jelena Ostapenko. Łotyszka w finale pokonała Sabalenkę w dwóch setach 6:4, 6:1, sprawiając jedną z większych niespodzianek sezonu.

  • Boniek prosto z mostu. “Mamy problem”. Jest też jasny apel do Lewandowskiego

    Boniek prosto z mostu. “Mamy problem”. Jest też jasny apel do Lewandowskiego

    Zbigniew Boniek ostro po meczu ze Szwecją. Wskazuje największy problem kadry i apeluje do Lewandowskiego

    Po opadnięciu emocji po porażce ze Szwecją, wciąż trudno zrozumieć, jak reprezentacja Polski mogła przegrać tak ważne spotkanie. W rozmowie z Interią były prezes PZPN i legenda polskiego futbolu, Zbigniew Boniek, nie ukrywa rozczarowania i jasno wskazuje główne przyczyny niepowodzenia.

    Jego zdaniem rywal był wyjątkowo słaby. Podkreśla, że nie pamięta tak słabej reprezentacji Szwecji od lat, a osłabiona drużyna przeciwnika skupiła się głównie na tym, by przetrwać mecz i doprowadzić do rzutów karnych. Tym bardziej bolesna jest porażka Polaków, którzy – mimo potencjału – nie potrafili wykorzystać okazji.

    Największy problem? Defensywa. Boniek nie ma wątpliwości, że to właśnie gra obronna zawiodła najbardziej. Zaznacza jednak, że trudno mieć większe pretensje do selekcjonera Jan Urban w kontekście ofensywy – tam widać było pomysł, schematy i kreatywność. Problem pojawia się z tyłu, gdzie brakuje organizacji i koncentracji.

    Były reprezentant zwraca uwagę, że nawet gra trzema środkowymi obrońcami nie jest problemem samym w sobie. Klucz tkwi w jakości wykonania. Jego zdaniem polscy defensorzy nie prezentują odpowiedniego poziomu i nie są wystarczająco skoncentrowani, by skutecznie realizować założenia taktyczne.

    Boniek odnosi się także do oceny pracy Urbana. Podkreśla, że decyzja o przedłużeniu kontraktu była słuszna, bo trener przywrócił drużynie normalność i odbudował więź z kibicami. Jednocześnie zaznacza, że po takiej porażce nie można udawać, że nic się nie stało. Dodaje nawet, że gdyby na miejscu Urbana był Fernando Santos, reakcja opinii publicznej byłaby znacznie ostrzejsza.

    W dyskusji pojawia się także temat indywidualnych zawodników, m.in. Jan Bednarek. Boniek podkreśla jednak, że problem nie dotyczy jednej osoby, lecz całego systemu defensywnego. W jego opinii bez solidnej obrony reprezentacja nie będzie w stanie osiągać sukcesów w najważniejszych meczach.

    Były prezes PZPN zwraca też uwagę na zjawisko przesadnego zachwytu nad formą polskich piłkarzy grających za granicą. Jak zauważa, dobre występy w klubach nie zawsze przekładają się na grę w reprezentacji, co było widoczne w starciu ze Szwecją.

    Nie zabrakło również wątku dotyczącego przyszłości kadry i roli jej największej gwiazdy – Robert Lewandowski. Boniek apeluje do napastnika o jasną deklarację dotyczącą dalszej gry w reprezentacji. Jego zdaniem nie ma miejsca na niepewność – kapitan powinien jasno określić, czy chce kontynuować karierę w kadrze, czy skupić się wyłącznie na klubie.

    Jednocześnie podkreśla, że mimo upływu lat Lewandowski wciąż jest bardzo potrzebny drużynie. Nawet jeśli nie jest już tak dynamiczny jak wcześniej, nadal potrafi strzelać gole i robić różnicę. Warunkiem jest jednak pełne zaangażowanie i gotowość do gry w każdym powołaniu.

    Boniek zauważa też, że reprezentacja musi być przygotowana na ewentualność gry bez swojego lidera. W przeszłości zdarzało się już, że drużyna radziła sobie bez niego, choć – jak zaznacza – nie była to ta sama jakość.

    Na koniec były reprezentant wskazuje na potrzebę szukania nowych zawodników i budowania przyszłości zespołu. Wymienia młodsze nazwiska, które mogą w kolejnych latach odegrać ważną rolę, podkreślając jednocześnie, że porażka – choć bolesna – może być impulsem do potrzebnych zmian.

    Jego przekaz jest jasny: Polska ma potencjał i dobrego selekcjonera, ale bez poprawy gry w obronie trudno będzie myśleć o sukcesach na dużych turniejach.

  • Świątek już po pierwszym starciu w Stuttgarcie. 60 minut na korcie z Ealą

    Świątek już po pierwszym starciu w Stuttgarcie. 60 minut na korcie z Ealą

    Turniej rangi WTA 500 w Stuttgarcie ma dla Igi Świątek wyjątkowe znaczenie. To nie tylko jedno z jej ulubionych miejsc w kalendarzu, ale także arena, na której po raz pierwszy zaprezentuje się pod okiem nowego trenera – Francisco Roiga. Polka liczy na przełamanie i powrót do wysokiej formy, a korty ziemne, które od lat są jej najmocniejszą stroną, mogą okazać się idealnym miejscem na odzyskanie pewności siebie. Pierwsze wskazówki dotyczące jej dyspozycji przyniosło już sparingowe starcie z Alexandrą Ealą.

    Po rozczarowującym występie w Miami Świątek zdecydowała się na istotną zmianę – zakończyła współpracę z Wimem Fissettem, trwającą blisko półtora roku. Choć w tym czasie sięgnęli po trzy tytuły, w tym triumf na Wimbledonie, nie brakowało też trudniejszych momentów. Szczególnie bolesny był dla Polki poprzedni sezon na mączce, który nie spełnił jej oczekiwań.

    Teraz wraca na swoją ulubioną nawierzchnię z jasno określonym planem: Stuttgart, Madryt, Rzym i kulminacja w Paryżu. Wszystko to już pod okiem Roiga, doświadczonego szkoleniowca z Katalonii, który przez lata współpracował z Rafaelem Nadalem. Przygotowania do sezonu obejmowały m.in. tydzień spędzony w akademii Hiszpana, gdzie – wspólnie z „Rafą” – pracowano nad detalami technicznymi w grze Świątek. Efekty tych zmian, zwłaszcza w serwisie i ustawieniu na korcie, mają być widoczne w najbliższych występach.

    Pierwsze sygnały można było dostrzec już podczas treningów w Stuttgarcie. Organizatorzy Porsche Open umożliwili obserwację zajęć, dzięki czemu kibice mogli zobaczyć Świątek w akcji na korcie centralnym. Polka sparowała tam z Alexandrą Ealą, z którą trenowała również wcześniej na Majorce.

    Sobota w Stuttgarcie upłynęła pod znakiem kwalifikacji, a także ceremonii losowania drabinki głównej. Świątek została rozstawiona z numerem trzecim i rozpocznie rywalizację od drugiej rundy – swój pierwszy mecz rozegra w środę lub czwartek. Wcześniej na kort wyjdzie Magdalena Fręch.

    Podczas sobotniego treningu Świątek pojawiła się na głównym korcie Porsche Areny – tym samym, na którym triumfowała w latach 2022 i 2023. Towarzyszyła jej Alexandra Eala, wychowanka akademii Nadala, która w ostatnim czasie również trenowała w Manacor.

    Sesja treningowa trwała godzinę i przebiegała pod czujnym okiem Roiga, który aktywnie udzielał wskazówek swojej podopiecznej. Początkowo zawodniczki rozgrzewały się przy siatce, następnie pracowały nad serwisem – najpierw Świątek, później Eala. Na zakończenie rozegrały krótką gierkę treningową.

    W pięciogemowym sparingu Polka wygrała dwa pierwsze gemy, kolejne dwa padły łupem Filipinki, a ostatni ponownie należał do Świątek. Szczególnie dobrze funkcjonował serwis naszej zawodniczki – zwłaszcza podania na zewnątrz przy równowadze, które przynosiły jej bezpośrednie punkty.

    Po godzinie Świątek zakończyła trening, opuszczając kort centralny. Eala kontynuowała zajęcia, a miejsce Polki zajęła później Coco Gauff.

  • A jednak, Sandra Kubicka u boku legendy KSW. Tego się nikt nie spodziewał

    A jednak, Sandra Kubicka u boku legendy KSW. Tego się nikt nie spodziewał

    Jedna decyzja Sandra Kubicka wystarczyła, by wywołać niemałe poruszenie wśród jej fanów. Znana influencerka i była fotomodelka zdecydowała się dołączyć do nowej organizacji walk na gołe pięści – Fight Mode, gdzie obejmie funkcję współwłodarza. W projekcie nie będzie jednak osamotniona – wcześniej swoją obecność potwierdził również Łukasz Jurkowski. Pierwsza gala zaplanowana jest już na maj.

    Kubicka, która dała się poznać jako aktywna w mediach społecznościowych influencerka i prezenterka telewizyjna, ma za sobą występy w takich programach jak „Love Me or Leave Me. Kochaj albo rzuć” czy „Rytmy Dwójki”. Teraz stanie przed zupełnie nowym wyzwaniem, wchodząc w świat sportów walki – choć nie jako zawodniczka, a jedna z osób zarządzających federacją.

    Jej partnerem w tym przedsięwzięciu będzie Jurkowski – postać doskonale znana kibicom MMA w Polsce. To pierwszy turniejowy mistrz KSW, który swoją karierę rozpoczął ponad dwie dekady temu i do dziś uchodzi za jedną z ikon tej dyscypliny.

    Debiut Kubickiej i Jurkowskiego w nowych rolach nastąpi już 23 maja podczas inauguracyjnej gali Fight Mode w Poznaniu. Wcześniej oboje zostali oficjalnie zaprezentowani jako twarze projektu. Jurkowski zapowiadał powrót do korzeni, publikując w mediach społecznościowych hasło „FIGHT MODE ON”, natomiast przy okazji ogłoszenia angażu Kubickiej pojawiły się hasła podkreślające jej silną pozycję i charakter.

    Sama Kubicka, choć dotąd nie była bezpośrednio związana z branżą sportów walki, od lat trenuje kickboxing – i to już od około 15 lat. Można więc przypuszczać, że w trakcie promocji wydarzeń pokaże się nie tylko jako osoba medialna, ale także ktoś dobrze rozumiejący realia tej dyscypliny.

    Nowa federacja zapowiada świeże podejście do widowiska – stawia nie tylko na sport, ale także na emocje, historie zawodników i rozrywkowy charakter wydarzeń. Wiele wskazuje na to, że Fight Mode będzie próbowało konkurować z uznaną już marką, jaką jest Gromda, oferując widzom alternatywne spojrzenie na brutalną, ale widowiskową formę rywalizacji.

  • Wielki klub na skraju bankructwa, Leon po chwili ruszył z pomocą. Oto co zrobił

    Wielki klub na skraju bankructwa, Leon po chwili ruszył z pomocą. Oto co zrobił

    W czwartek po południu świat siatkówki obiegła bardzo przykra informacja dotycząca JSW Jastrzębski Węgiel. Jeszcze niedawny mistrz Polski nie wystąpi w kolejnym sezonie PlusLiga. Cała sytuacja budzi skojarzenia z historią francuskiego Paris Volley, który kilka lat temu również znalazł się na skraju upadku, lecz ostatecznie zdołał się uratować dzięki wsparciu znanych postaci ze świata siatkówki, w tym Stéphane Antiga, Michał Kubiak oraz Wilfredo León.

    W ostatnich tygodniach o jastrzębskim klubie mówiło się bardzo dużo, głównie w kontekście poważnych problemów finansowych. Kłopoty odbiły się bezpośrednio na zawodnikach, którzy przez pewien czas nie otrzymywali wynagrodzeń. Dodatkowo długo nie było pewności, czy drużyna w ogóle przystąpi do rozgrywek w nadchodzącym sezonie.

    Choć część zaległości wobec siatkarzy została ostatecznie uregulowana, nie udało się uniknąć najczarniejszego scenariusza. Oficjalnie potwierdzono, że zespół nie zagra w sezonie 2025/2026 PlusLigi, co wywołało ogromne poruszenie w środowisku.

    Sytuacja ta przypomina wydarzenia z 2018 roku, gdy poważne problemy dotknęły Paris Volley – jeden z najbardziej utytułowanych klubów we Francji, triumfator Ligi Mistrzów z 2001 roku. Wówczas udało się zebrać około 700 tysięcy euro, co pozwoliło drużynie wystartować w niższej klasie rozgrywkowej.

    Istotną rolę w ratowaniu klubu odegrali znani siatkarze, w tym Antiga i Kubiak, a także Wilfredo León. Jak informował francuski dziennik „L’Equipe”, reprezentant Polski zdecydował się wesprzeć inicjatywę finansowo. Sam podkreślał później, że decyzję podjął bardzo szybko.

    – Ta historia bardzo mnie poruszyła. Klub z tak bogatą tradycją mógł zniknąć z dnia na dzień. Nie zastanawiałem się długo, zwłaszcza widząc zaangażowanie innych zawodników. Zrobiłem to dla dobra siatkówki we Francji i jej dalszego rozwoju – mówił León.

    Nie ujawniono jednak, jaką dokładnie kwotę przeznaczył na pomoc. Obecnie Wilfredo León reprezentuje barwy Bogdanka LUK Lublin i wkrótce stanie przed szansą wywalczenia drugiego w karierze tytułu mistrza Polski.

  • Jest ostateczna decyzja Lewandowskiego, a jednak koniec. W tle długi firmy

    Jest ostateczna decyzja Lewandowskiego, a jednak koniec. W tle długi firmy

    To już definitywny koniec związków Robert Lewandowski z agencją marketingową Stor9. Jak informują media, kapitan reprezentacji Polski i napastnik FC Barcelony zdecydował się sprzedać swoje udziały – symbolicznie za 1 zł. Cała transakcja miała jednak bardziej złożony charakter, a jej tło stanowią problemy finansowe spółki, o których zrobiło się głośno w marcu tego roku.

    Według ustaleń „Pulsu Biznesu” Lewandowski pozbył się większościowego pakietu akcji, przekazując 70 proc. udziałów członkom zarządu: Annie Zielińskiej, Agnieszce Zielińskiej oraz Maciejowi Dutkowskiemu. Pozostałe 30 proc. odkupiła ta sama trójka od Tomasza Zawiślaka – wieloletniego współpracownika i zaufanego partnera piłkarza.

    Jak wyjaśnił Dutkowski w rozmowie z money.pl, sprzedaż za symboliczną kwotę była częścią szerszego porozumienia. W ramach powiązanej transakcji zarząd spółki stor.agency zbył również udziały w innej firmie. Po zmianach przedsiębiorstwo funkcjonuje już pod nową nazwą – Stor – co symbolicznie i formalnie kończy jego relacje z Lewandowskim (wcześniejsza „9” w nazwie nawiązywała do numeru jego koszulki).

    Przedstawiciel 5in9 Global, Kamil Gorzelnik, podkreślił, że Lewandowski wcześniej wsparł finansowo spółkę, ale ostatecznie zdecydował się wycofać, nie chcąc ponosić odpowiedzialności za działania, na które nie miał realnego wpływu.

    Bezpośrednim impulsem do tych decyzji była sytuacja ujawniona w marcu przez portal zero.pl, a następnie opisywana przez kolejne media. Dziennikarze informowali o zaległościach finansowych Stor9 i problemach z terminowym regulowaniem zobowiązań. Nie podano dokładnej skali zadłużenia ani liczby wierzycieli, jednak potwierdzono utratę płynności finansowej.

    Anna Zielińska zapewniała wówczas, że firma nie unika odpowiedzialności i podejmuje działania naprawcze. Podpisano ugody z kontrahentami, a spłata należności ma odbywać się stopniowo. Spółka deklarowała również kontynuowanie działalności i chęć uczciwego uregulowania wszystkich zobowiązań.

    Z kolei przedstawicielka Lewandowskiego, Jagna Gołębiewska, przekazała, że piłkarz dowiedział się o problemach firmy kilka miesięcy wcześniej. Podkreśliła, że nie uczestniczył on w bieżącym zarządzaniu, choć zlecił audyt finansowy, aby dokładnie ocenić sytuację. Ostatecznie zdecydował się pomóc w spłacie zobowiązań wobec kontrahentów, a następnie całkowicie wycofać się z biznesu.

  • Koniec półprawd. Kapitan kadry gra w otwarte karty ws. nieobecności Igi Świątek

    Koniec półprawd. Kapitan kadry gra w otwarte karty ws. nieobecności Igi Świątek

    Reprezentacja Polski znalazła się w bardzo trudnym położeniu po pierwszym dniu rywalizacji z Ukrainą o awans do finałów Billie Jean King Cup w Gliwicach. Po porażkach Magdy Linette oraz Katarzyny Kawy „Biało-Czerwone” przegrywają już 0:2, a ich szanse na odwrócenie losów spotkania są minimalne. Ukrainki, prowadzone przez swoje liderki – Martę Kostiuk i Elinę Switolinę – są o krok od zwycięstwa.

    Piątkowe wydarzenia w PreZero Arenie Gliwice nie ułożyły się po myśli Polek. Najpierw Magda Linette, mimo obiecującego początku meczu, została całkowicie zdominowana w drugim secie przez Kostiuk. Niedługo później na korcie pojawiła się Katarzyna Kawa, która wprawdzie rozpoczęła swoje spotkanie ze Switoliną w dobrym stylu, jednak z czasem inicjatywę przejęła bardziej doświadczona rywalka.

    W efekcie Polska stoi pod ścianą. Aby jeszcze myśleć o awansie do turnieju finałowego w Shenzhen, podopieczne Dawida Celta muszą w sobotę wygrać najpierw mecz deblowy, a następnie oba pojedynki singlowe. To scenariusz niezwykle trudny do zrealizowania.

    Jednym z najczęściej poruszanych tematów w kuluarach jest wybór nawierzchni ziemnej, która została przygotowana w gliwickiej hali. Część obserwatorów zwraca uwagę, że dla Magdy Linette bardziej korzystny mógłby być kort twardy. Do sprawy odniósł się kapitan reprezentacji, Dawid Celt, który szeroko wyjaśnił kulisy tej decyzji.

    – Nawierzchnię trzeba wybrać stosunkowo wcześnie, praktycznie zaraz po ogłoszeniu gospodarza. To było niespełna dwa miesiące temu. W takich sytuacjach zawsze konsultuję się z zawodniczkami – tłumaczył Celt. Podkreślił, że Katarzyna Kawa dobrze radzi sobie zarówno na kortach ziemnych, jak i twardych.

    Kluczowym czynnikiem była jednak potencjalna obecność Igi Świątek. – Braliśmy pod uwagę, że Iga może zagrać. Chcieliśmy stworzyć warunki, które ułatwią jej podjęcie decyzji o przyjeździe. Ten kort jest bardzo zbliżony do tego, na którym będzie rywalizować w Stuttgarcie – wyjaśnił kapitan.

    Jak dodał, także Magda Linette wyraziła chęć gry na mączce, wskazując, że przejście z kortów twardych na ziemne jest dla niej wymagające i woli szybciej rozpocząć adaptację do tej nawierzchni.

    Celt odniósł się również do rozmów prowadzonych z Igą Świątek. Przyznał, że sztab kadry robił wszystko, aby przekonać liderkę polskiego tenisa do występu.

    – Kilkukrotnie rozmawiałem z Igą i jej zespołem. Bardzo nam zależało, żeby była z nami, bo w takim meczu potrzebujemy najmocniejszego składu. Niestety, nie zawsze się to udaje. Trzeba zaakceptować fakt, że przy jej poziomie sportowym nie będzie dostępna na każde spotkanie – zaznaczył.

    Na koniec kapitan podkreślił, że decyzja o wyborze nawierzchni nie była przypadkowa, lecz wynikała z logicznych przesłanek i prób dostosowania warunków zarówno do potencjalnego udziału Świątek, jak i preferencji pozostałych zawodniczek.

    Teraz jednak wszystkie te rozważania schodzą na dalszy plan – Polska, aby pozostać w grze, musi dokonać niemal niemożliwego odwrócenia losów rywalizacji.

  • Koszmar polskiego mistrza olimpijskiego. Żona zauważyła pierwsza

    Koszmar polskiego mistrza olimpijskiego. Żona zauważyła pierwsza

    Wojciech Nowicki jeszcze niedawno przeżywał jeden z najtrudniejszych okresów w swojej karierze – i życiu. Mistrz olimpijski w rzucie młotem zamiast walczyć o kolejne medale, zmagał się z poważnym problemem zdrowotnym, który niemal odebrał mu możliwość normalnego funkcjonowania. Dziś wraca do treningów i próbuje odbudować formę na mistrzostwa Europy. Pytanie brzmi: czy zdoła jeszcze raz wejść na najwyższy poziom – czy też zbliża się do końca sportowej drogi?

    Lata dominacji i nagłe zatrzymanie

    Przez niemal dekadę Nowicki był synonimem regularności. W latach 2015–2024 stał na podium każdej najważniejszej imprezy – igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Europy – zdobywając łącznie aż 11 medali w 11 startach. To osiągnięcie stawia go w gronie najwybitniejszych młociarzy swojego pokolenia.

    Jednak ostatni sezon wszystko zmienił. Zamiast rywalizować z najlepszymi na świecie, Polak walczył o coś znacznie ważniejszego – o zdrowie. Problemy z lewą nogą były na tyle poważne, że w pewnym momencie zaczął obawiać się nie tylko o karierę, ale nawet o codzienne funkcjonowanie.

    – Czułem się, jakbym tej nogi w ogóle nie miał. Nie mogłem jej używać, nie tylko w sporcie. Bałem się zwykłego życia – przyznaje.

    Tajemnicza kontuzja i trudna diagnoza

    Największym problemem był brak jasnej diagnozy. Przez długi czas kolejne badania, w tym rezonanse magnetyczne, nie wykazywały źródła problemu. Dopiero przypadkowe badanie USG ujawniło przyczynę – tłuszczaka w okolicach pachwiny, który uciskał na nerwy.

    Ucisk doprowadził do uszkodzenia nerwu, a w konsekwencji do stopniowego zaniku mięśni uda. Różnica między nogami była widoczna gołym okiem. Mięśnie nie reagowały na trening, nie odbierały impulsów nerwowych, przez co zaczęły obumierać.

    Operacja przeprowadzona we wrześniu przyniosła przełom. Już kilka dni później Nowicki zaczął odzyskiwać czucie w nodze. Później rozpoczęła się długa i wymagająca rehabilitacja.

    Powrót do życia i sportu

    Proces odbudowy trwał miesiącami. Od września do lutego zawodnik stopniowo odzyskiwał siłę, czucie i kontrolę nad nogą. Dziś jest w zupełnie innym miejscu.

    – Znowu mogę robić pełny trening. Przysiady z 200 kilogramami, rzuty, skoki – wszystko wróciło. Najważniejsze, że nie ma bólu i mogę skupić się na pracy – mówi.

    To ogromna zmiana, bo jeszcze niedawno nawet najprostsze ćwiczenia były niemożliwe. Noga nie reagowała, nie dawała oparcia, a każdy ruch był wyzwaniem.

    Strach przed końcem kariery

    W najgorszym momencie Nowicki poważnie rozważał zakończenie kariery. Ból, brak diagnozy i pogarszający się stan zdrowia sprawiały, że sport schodził na dalszy plan.

    – Myślałem, że to już koniec. Bardziej zastanawiałem się, jak będę funkcjonował na co dzień, niż czy wrócę do rzucania – przyznaje.

    Dodatkowo próby trenowania mimo problemów doprowadziły do kolejnych urazów – przeciążeń, problemów z kolanem i zerwania mięśnia brzucha.

    Nowe podejście i plan na przyszłość

    Dziś 37-letni zawodnik podchodzi do sportu inaczej niż kiedyś. Kluczowe stały się regeneracja, odpoczynek i rozsądne budowanie formy.

    Celem są sierpniowe mistrzostwa Europy w Birmingham, ale przygotowania są prowadzone z dużą ostrożnością.

    – Nie będę w formie przez cały sezon. Chcę ją zbudować na jedną imprezę. W moim wieku to jedyne rozsądne podejście – podkreśla.

    Inspiracją jest dla niego m.in. Anita Włodarczyk, która od lat umiejętnie zarządza swoim cyklem treningowym.

    Głowa równie ważna jak ciało

    Nowicki przyznaje, że jednym z najtrudniejszych doświadczeń była presja mentalna. Wspomina igrzyska w Paryżu, gdzie – mimo dobrej formy fizycznej – nie sprostał oczekiwaniom.

    – Byłem przygotowany na medal, ale nie wytrzymałem psychicznie. Za dużo rzeczy działo się wokół mnie – mówi.

    Dziś jednak podchodzi do tego spokojniej. Nie przejmuje się opiniami z zewnątrz i skupia się na własnych celach.

    Czy to ostatni sezon?

    Najbardziej wymowne są jego słowa o przyszłości. Choć nie zamyka sobie drogi do kolejnych startów – nawet do igrzysk w Los Angeles w 2028 roku – to mentalnie przygotowuje się na zakończenie kariery.

    – Trenuję tak, jakby to był mój ostatni sezon. Daję z siebie wszystko, bo nie wiem, co będzie dalej – przyznaje.

    Rodzina i nowe priorytety

    W trudnym okresie ogromne znaczenie miała dla niego rodzina. Choć kontuzja ograniczała jego aktywność, bliscy byli wsparciem i motywacją.

    – Przeszliśmy to razem. Teraz zaczyna się nowy etap i wygląda obiecująco – podsumowuje.

    Powrót z niewiadomą

    Historia Nowickiego to opowieść o walce, niepewności i odbudowie. Powrót do treningów daje nadzieję, ale nie gwarantuje sukcesu. Sam zawodnik podchodzi do przyszłości realistycznie – bez wielkich deklaracji, ale z determinacją.

    Czy jeszcze raz stanie na podium wielkiej imprezy? Odpowiedź poznamy w najbliższych miesiącach. Jedno jest pewne – jeśli to rzeczywiście jego ostatni sezon, zrobi wszystko, by zakończyć go na własnych zasadach.

  • Sceny w Sejmie. Ślubowanie sędziów TK bez Nawrockiego, a później takie słowa. “Nie udźwignął”

    Sceny w Sejmie. Ślubowanie sędziów TK bez Nawrockiego, a później takie słowa. “Nie udźwignął”

    Nieobecność prezydenta podczas ważnej uroczystości w Sejmie wywołała falę komentarzy i politycznych napięć. W czwartek, 9 kwietnia, miało dojść do ślubowania nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, jednak Karol Nawrocki nie pojawił się na ul. Wiejskiej. Wydarzenie to natychmiast stało się jednym z głównych tematów debaty publicznej.

    Wcześniej, zaledwie kilka dni temu, prezydent odebrał przysięgę od dwojga sędziów – Magdaleny Bentkowskiej i Dariusza Szostka. Tym razem jednak zaproszenie do udziału w ceremonii, skierowane przez kolejnych czterech wybranych sędziów – Krystiana Markiewicza, Macieja Taborowskiego, Marcina Dziurdę oraz Annę Korwin-Piotrowską – pozostało bez odpowiedzi. W efekcie uroczystość odbyła się bez udziału głowy państwa.

    Szef Kancelarii Prezydenta, Zbigniew Bogucki, podkreślił podczas konferencji prasowej, że wydarzenie w Sejmie nie może być uznane za ważne ślubowanie. Jak zaznaczył, zgodnie z przepisami powinno ono odbywać się w obecności prezydenta, a jego brak sprawia, że cała procedura nie wywołuje skutków prawnych. Dodał również, że sytuacja ta negatywnie wpływa na funkcjonowanie państwa i pogłębia istniejący chaos prawny.

    Sprawa błyskawicznie rozgrzała media społecznościowe. Wśród komentujących znalazł się m.in. Marcin Najman, który w ostrych słowach odniósł się do decyzji prezydenta. Zwrócił uwagę, że konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego trwa od lat i ma swoje źródła w sporach politycznych między kolejnymi obozami władzy.

    Najman przypomniał wydarzenia z 2015 roku, gdy pod koniec kadencji parlamentu wybrano kilku sędziów „na zapas”, co później doprowadziło do powołania przez kolejną władzę tzw. sędziów dublerów. Jego zdaniem obecna sytuacja jest kontynuacją tamtego konfliktu.

    Były bokser nie szczędził przy tym uszczypliwości. Stwierdził, że prezydent miał okazję zakończyć wieloletni spór poprzez przyjęcie ślubowania od wszystkich wybranych sędziów, jednak – jak ocenił – nie sprostał temu zadaniu. W swoim komentarzu nawiązał również do niedawnego treningu siłowego prezydenta z Mariusz Pudzianowski, sugerując, że podjęcie decyzji politycznej okazało się trudniejsze niż podnoszenie ciężarów.

    Cała sytuacja ponownie uwypukliła głęboki spór wokół Trybunał Konstytucyjny, który od lat pozostaje jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów w polskim życiu publicznym.

  • Polka doszła do ściany i podjęła decyzję. Teraz mówi wprost “Granica jest bardzo cienka”

    Polka doszła do ściany i podjęła decyzję. Teraz mówi wprost “Granica jest bardzo cienka”

    Polskie tenisistki szykują się na wymagające starcie przed własną publicznością. W Gliwicach zmierzą się z Ukrainą w walce o awans do turnieju finałowego Billie Jean King Cup. W składzie „Biało-Czerwonych” zabraknie jednak Iga Świątek, co znacząco podnosi poziom trudności całej rywalizacji. O tej sytuacji, a także o swojej formie i zmianach w karierze, opowiedziała Katarzyna Kawa w rozmowie z Interią.

    Trudne zadanie bez liderki

    Nadchodzący weekend zapowiada się bardzo emocjonująco dla kibiców tenisa w Polsce. Reprezentacja zmierzy się z Ukrainą, a stawką będzie awans do finałów prestiżowych rozgrywek drużynowych. Pod nieobecność Świątek ciężar odpowiedzialności spocznie przede wszystkim na Magda Linette, ale ważną rolę odegra również doświadczona Kawa.

    To właśnie ona stanie do pojedynków z czołowymi ukraińskimi zawodniczkami – Elina Switolina oraz Marta Kostiuk. Dodatkowo wystąpi także w deblu u boku Maja Chwalińska.

    Wnioski po turnieju i trudne momenty

    Kawa niedawno dotarła do ćwierćfinału turnieju w Bogocie, jednak – jak sama przyznała – pozostaje pewien niedosyt. Choć początek rywalizacji był w jej wykonaniu bardzo dobry, w kluczowym meczu zabrakło stabilności. Polka podkreśliła, że dokładnie przeanalizowała spotkanie z trenerem, by uniknąć podobnych problemów w przyszłości.

    Zwróciła też uwagę na trudne warunki panujące w Kolumbii – gra na dużej wysokości sprawia, że łatwo stracić kontrolę nad uderzeniami i własnym ciałem, a nawet drobne błędy mogą szybko przełożyć się na wynik.

    Tenisistka zaznaczyła również, że nauczyła się radzić sobie z wewnętrzną krytyką. Jak przyznała, na obecnym etapie kariery nie pozwala już, by negatywne myśli przejmowały kontrolę, bo na dłuższą metę nie przynoszą nic dobrego.

    Kluczowa rola psychiki

    Zdaniem Kawy przygotowanie mentalne odgrywa ogromną rolę – nie tylko w sporcie, ale i w życiu. Nawet najlepsze przygotowanie fizyczne i techniczne nie wystarczy, jeśli głowa zawodzi w kluczowych momentach. Jednocześnie nadmierne obwinianie się po porażkach może prowadzić do utraty radości z gry.

    Polka otwarcie przyznała, że w jej karierze były momenty zwątpienia. Zdarzało się, że zastanawiała się nad zakończeniem kariery. – To moment, w którym dochodzi się do ściany – albo coś się zmieni, albo wszystko się kończy – powiedziała. W jej przypadku kluczowa okazała się zmiana podejścia i sposobu myślenia.

    Pewność siebie po sukcesie

    Ogromne znaczenie dla jej kariery miało zwycięstwo w United Cup. Jak podkreśliła, to najcenniejsze trofeum w jej dorobku, które dało jej pewność, że jest w stanie rywalizować na najwyższym poziomie.

    Choć stres przed ważnymi meczami wciąż się pojawia, dziś potrafi go kontrolować i funkcjonować mimo presji. Doświadczenie pozwala jej zachować jasność myślenia nawet w kluczowych momentach.

    Gra dla reprezentacji – presja i motywacja

    Występy przed własną publicznością to dla zawodniczek mieszanka presji i ogromnej motywacji. Gra z orzełkiem na piersi ma wyjątkowy charakter, a wsparcie kibiców potrafi dodać energii i pomóc w trudnych chwilach.

    Kawa zaznaczyła, że choć brak Świątek jest odczuwalny, zespół w pełni rozumie jej decyzję. – Tenis to sport indywidualny i każda zawodniczka ma swoje cele – podkreśliła.

    Realia tenisa i niezmienny cel

    Tenisistka zwróciła także uwagę na mniej widoczną stronę sportu. Podkreśliła, że sukces na poziomie światowej czołówki jest udziałem nielicznych, a już okolice drugiej setki rankingu oznaczają ogromne wyzwania finansowe.

    Mimo to jej cel pozostaje jasny – awans do czołowej setki rankingu. Najważniejsze jest jednak to, by tenis wciąż sprawiał radość. – Dopóki ją czuję i mam energię do działania, będę walczyć o swoje marzenia – zaznaczyła.

    Od ponad roku współpracuje z trenerem Maciejem Domką oraz trenerem przygotowania fizycznego Maciejem Ryszczukiem. Jak podkreśla, jest zadowolona ze swojego zespołu i nie planuje zmian, koncentrując się na dalszym rozwoju i realizacji sportowych ambicji.