Zacytował świętego Augustyna, pogratulował bohaterom tegorocznych igrzysk i umieścił ich sukcesy na tle wielkich poprzedników – Adama Małysza oraz Justyny Kowalczyk. Ale o naszym największym zimowym olimpijczyku w historii, czyli o Kamilu Stochu, prezydent Karol Nawrocki nie wspomniał. Dlaczego? W sobotę w Warszawie w siedzibie Polskiego Komitetu Olimpijskiego odbyła się uroczysta gala podsumowująca występy naszych reprezentantów na igrzyskach olimpijskich Mediolan/Cortina d’Ampezzo 2026. Uroczystość rozpoczęła się od odczytania listu skierowanego do polskich bohaterów igrzysk przez prezydenta RP, Karola Nawrockiego. Prezydent Nawrocki nie pojawił się na gali. Reprezentował go Mateusz Kotecki, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP. Przytaczamy cały list odczytany przez współpracownika prezydenta: Organizatorzy i uczestnicy gali olimpijskiej podsumowującej udział reprezentacji Polski w 25. Zimowych Igrzyskach Olimpijskich. Szanowni Państwo, serdecznie pozdrawiam całą rodzinę olimpijską. Składam wyrazy uznania i gratulacje działaczom, trenerom, członkom sztabów szkoleniowych, a przede wszystkim zawodnikom, którzy godnie reprezentowali Polskę na 25. Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo. Dziękuję za trud przygotowań, niezliczone godziny treningów oraz emocje, których dostarczali Państwo rodakom na arenach sportowych w lutym tego roku. Podczas ślubowania olimpijczyków 30 stycznia życzyłem naszym reprezentantom powodzenia na włoskich stokach, skoczniach i lodowiskach, podkreślając, że wraz z całym narodem będę z nimi w każdej sekundzie. Byłem pewny, że wywalczą Państwo dla Polski niejeden medal. Przywołałem wtedy słowa świętego Augustyna – “Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”. Bardzo się cieszę, że polscy sportowcy udowodnili we Włoszech, ile prawdy jest w tej sentencji i że znakomita passa naszych zimowych występów olimpijskich trwa. Od igrzysk w Salt Lake City w 2002 roku i dwóch medali Adama Małysza, przez triumfy Justyny Kowalczyk i sukcesy naszych łyżwiarzy, aż po laury zdobyte w Pekinie i teraz we Włoszech polski sport zimowy regularnie dostarcza powodów do dumy. Ufam, że w przyszłości tych sukcesów będzie jeszcze więcej. Wyrażam najwyższe uznanie medalistom. Ogromną radość polskim kibicom sprawili skoczkowie narciarscy. Już po raz szósty na igrzyskach w XXI wieku. Dwa indywidualne medale Kacpra Tomasiaka oraz trzeci zdobyty wspólnie z Pawłem Wąskiem w pierwszym historycznym konkursie duetów to wielkie osiągnięcie. Podobnie jak srebro wywalczone przez Władimira Semirunnija, który powiększył tym samym olimpijski dorobek naszych panczenistów do siedmiu medali. Z serca gratuluję znakomitych rezultatów nie tylko medalistom, lecz także innym reprezentantom, którzy niejednokrotnie ocierali się o podium i pokazywali niezwykły hart ducha. Są w tym gronie m.in. Maryna Gąsienica-Daniel, siódma w slalomie gigancie w narciarstwie alpejskim, Damian Żurek i Kaja Ziomek-Nogal, którzy osiągnęli wybitne rezultaty w łyżwiarskich sprintach. Chylę czoła przed naszymi biathlonistkami, autorkami najlepszego w historii miejsca Polski w biegu sztafetowym, a także przed Nikolą Domowicz i Dominiką Piwkowską, które na torze saneczkarskim udowodniły, że pasja i wytrwałość mogą przynosić znakomity wynik mimo różnych przeciwności. Dziękuję wszystkim olimpijczykom za godne reprezentowanie naszej Ojczyzny. Zawodnikom życzę niewyczerpanej motywacji do treningów i przekraczania własnych granic, trenerom satysfakcji z pracy i z osiągnięć podopiecznych, a działaczom licznych sukcesów organizacyjnych. Niech Polski sport zimowy przynosi dużo radości rodakom także w kolejnych latach. Wszystkiego dobrego. Z poważaniem, Karol Nawrocki, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Niedawno Nawrocki i Stoch wspólnie śpiewali hymn. Teraz prezydent pominął największego z mistrzów List prezydenta jest elegancki, słuchało się go przyjemnie, ale wiele osób na gali od razu wychwyciło, że nie usłyszało nazwiska Stoch. To bardzo zaskakujące, że pisząc o medalowej passie naszych zimowych olimpijczyków Nawrocki wymienił Adama Małysza i Justynę Kowalczyk, a Kamila Stocha pominął. Dziwi, że po wskazaniu sukcesów Małysza i Kowalczyk prezydent przeszedł do wspomnienia sukcesów łyżwiarzy i laurów zdobytych w Pekinie, by tą drogą dojść do sukcesów z tegorocznych igrzysk. Dziwi, że droga nakreślona przez prezydenta nie wiodła przez gigantyczne przecież olimpijskie osiągnięcia Stocha. Mówiąc o polskich sukcesach na zimowych igrzyskach olimpijskich, nie sposób pominąć najlepszych dla nas w historii igrzysk w Soczi w 2014 roku. A tam dwa z czterech złotych medali dla Polski wywalczył Stoch. Po czym trzecie złoto dorzucił w 2018 roku w Pjongczangu. Stoch to najbardziej utytułowany polski sportowiec w historii zimowych igrzysk. Wywalczył trzy medale złote i jeden brązowy. Za nim plasuje się Kowalczyk z dwoma medalami złotymi, jednym srebrnym i dwoma brązowymi. Patrząc na olimpijskie dokonania, w cieniu Stocha jest też Małysz z trzema srebrami i jednym brązem. Trudno podejrzewać tu prezydenta Nawrockiego o złą wolę. W pamięci kibiców zapewne są piękne obrazki sprzed zaledwie trzech miesięcy. W styczniu prezydent specjalnie przyjechał do Zakopanego, żeby uczestniczyć w pożegnaniu Stocha z występami w Pucharze Świata na polskiej ziemi. Po zawodach na Wielkiej Krokwi Nawrocki dziękował sportowemu bohaterowi Polski na specjalnej ceremonii. Wówczas prezydent i skoczek m.in. wspólnie odśpiewali a cappella hymn Polski. Teraz, na gali olimpijskiej, o Stochu nie zapomniał Radosław Piesiewicz. Prezes PKOl, wymieniając najważniejsze dla naszej reprezentacji wydarzenia włoskich igrzysk, mówił o pożegnaniu “naszego wybitnego skoczka, Kamila Stocha”. Dlaczego o Stochu zapomniał prezydent – nie wiemy. Ale wiemy, że po sali poniosła się opinia, że Nawrocki popełnił faux pas.
Author: newuser
-

Obawy przed powrotem Świątek. “Coś złego dzieje się w środku”
Iga Świątek jest już w Niemczech, gdzie wkrótce rozpocznie rywalizację w halowym turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. To będzie dla niej szczególny występ – po raz pierwszy zaprezentuje się pod okiem nowego szkoleniowca, Francisco Roiga. Jak może wyglądać ten debiut? Komentator Eurosportu Karol Stopa zwraca uwagę, że choć zmiana trenera często przynosi pozytywny impuls, to w tym przypadku pojawiają się także znaki zapytania.
Zdaniem eksperta, historia pokazuje, że Świątek dobrze reagowała na wcześniejsze zmiany w sztabie. Na początku współpracy zwykle pojawiał się efekt świeżości – obie strony były sobą zainteresowane, a brak napięć sprzyjał szybkim postępom. Taki scenariusz może powtórzyć się również teraz.
Dodatkowym atutem Roiga jest jego wieloletnia współpraca z Rafaelem Nadalem. Styl gry Świątek od dawna bywa porównywany do Hiszpana – zarówno pod względem techniki, jak i przygotowania do uderzeń. To może ułatwić trenerowi pracę, bo trafia na zawodniczkę, której sposób myślenia o tenisie jest mu dobrze znany.
Jednocześnie Roig to zupełnie inny typ szkoleniowca niż Wim Fissette. Belg miał doświadczenie w prowadzeniu czołowych tenisistek i potrafił osiągać z nimi szybkie sukcesy, choć jego współprace często nie trwały długo. Roig natomiast przez lata funkcjonował raczej w cieniu – jako wsparcie dla głównych trenerów Nadala. Kiedy próbował samodzielnych projektów, nie przyniosły one większych rezultatów.
To rodzi naturalne pytanie: czy trener drugiego planu odnajdzie się w roli lidera? Stopa porównuje tę sytuację do aktora, który nagle dostaje życiową szansę zagrania głównej roli – może ją wykorzystać i zachwycić, ale równie dobrze może nie sprostać oczekiwaniom.
Ekspert podkreśla jednak, że problem Świątek może sięgać głębiej niż sama kwestia trenera. Zwraca uwagę na trudną atmosferę wokół zawodniczki oraz ograniczony dostęp do informacji o tym, co dzieje się w jej zespole. Według niego funkcjonuje on niczym zamknięta twierdza, a osoby z otoczenia tenisistki są zobowiązane do zachowania pełnej dyskrecji.
Dodatkowym utrudnieniem jest presja ze strony opinii publicznej. Rosnąca liczba fanów sprawia, że każda krytyczna uwaga spotyka się z ostrą reakcją, co utrudnia rzeczową analizę sytuacji. Tymczasem – jak zaznacza Stopa – pojawiają się sygnały, że problem może mieć także wymiar mentalny, a jego źródło nie jest do końca jasne.
Nowy trener może pomóc uporządkować tę sytuację i wprowadzić większą stabilność w zespole. Istnieje jednak obawa, że jeśli współpraca z Roigiem nie przyniesie oczekiwanych efektów, Świątek ponownie stanie przed tym samym pytaniem: gdzie szukać rozwiązania? Wtedy coraz trudniej będzie wskazać winnego w osobie szkoleniowca, a uwaga skupi się na tym, co dzieje się wewnątrz jej sztabu i samej zawodniczki.
-

Niemcy piszą o Świątek. “Sytuacja jest dokładnie odwrotna”
Niemiecki portal „Sportschau” przyjrzał się sytuacji Igi Świątek przed rozpoczęciem prestiżowego turnieju w Stuttgarcie, wskazując jednocześnie główne kandydatki do końcowego triumfu. W artykule podkreślono, że pozycja Polki znacząco różni się od tej, do której przyzwyczaiła kibiców w ostatnich latach.
Jeszcze niedawno Świątek dominowała na światowych kortach i dwukrotnie sięgała po tytuł w Stuttgarcie. Tym razem jednak przyjeżdża do Niemiec w zupełnie innych nastrojach – po niespodziewanej porażce już w pierwszym meczu turnieju w Miami. Zdaniem autora tekstu, Mathisa Hartenfellera, można mówić o pewnego rodzaju kryzysie formy u 24-latki.
Z drugiej strony turniej w Stuttgarcie budzi ogromne zainteresowanie, ponieważ będzie to pierwszy występ Świątek pod wodzą nowego szkoleniowca. Polka rozpoczęła współpracę z Francisco Roigiem, byłym trenerem Rafaela Nadala, co dodaje całej sytuacji dodatkowego kontekstu i nadziei na przełamanie.
„Sportschau” zwraca uwagę również na sytuację Aryny Sabalenki. Liderka światowego rankingu wycofała się z turnieju z powodu kontuzji, której nabawiła się po triumfie w Miami. Stuttgart pozostaje dla niej pechowym miejscem – mimo czterech finałów, nigdy nie udało jej się tam zwyciężyć.
W gronie głównych faworytek do tytułu, obok Świątek, wymieniane są także Jelena Rybakina oraz Coco Gauff. Kazaszka, która triumfowała w Stuttgarcie przed rokiem i zajmuje czołowe miejsce w rankingu WTA, ponownie uchodzi za jedną z najgroźniejszych zawodniczek. Z kolei młoda Amerykanka potwierdziła swoją wysoką formę, docierając niedawno do finału w Miami, gdzie po zaciętym pojedynku uległa Sabalence.
Przypomnijmy, że w ubiegłorocznej edycji turnieju w Stuttgarcie zwyciężyła Jelena Ostapenko. Łotyszka w finale pokonała Sabalenkę w dwóch setach 6:4, 6:1, sprawiając jedną z większych niespodzianek sezonu.
-

Boniek prosto z mostu. “Mamy problem”. Jest też jasny apel do Lewandowskiego
Zbigniew Boniek ostro po meczu ze Szwecją. Wskazuje największy problem kadry i apeluje do Lewandowskiego
Po opadnięciu emocji po porażce ze Szwecją, wciąż trudno zrozumieć, jak reprezentacja Polski mogła przegrać tak ważne spotkanie. W rozmowie z Interią były prezes PZPN i legenda polskiego futbolu, Zbigniew Boniek, nie ukrywa rozczarowania i jasno wskazuje główne przyczyny niepowodzenia.
Jego zdaniem rywal był wyjątkowo słaby. Podkreśla, że nie pamięta tak słabej reprezentacji Szwecji od lat, a osłabiona drużyna przeciwnika skupiła się głównie na tym, by przetrwać mecz i doprowadzić do rzutów karnych. Tym bardziej bolesna jest porażka Polaków, którzy – mimo potencjału – nie potrafili wykorzystać okazji.
Największy problem? Defensywa. Boniek nie ma wątpliwości, że to właśnie gra obronna zawiodła najbardziej. Zaznacza jednak, że trudno mieć większe pretensje do selekcjonera Jan Urban w kontekście ofensywy – tam widać było pomysł, schematy i kreatywność. Problem pojawia się z tyłu, gdzie brakuje organizacji i koncentracji.
Były reprezentant zwraca uwagę, że nawet gra trzema środkowymi obrońcami nie jest problemem samym w sobie. Klucz tkwi w jakości wykonania. Jego zdaniem polscy defensorzy nie prezentują odpowiedniego poziomu i nie są wystarczająco skoncentrowani, by skutecznie realizować założenia taktyczne.
Boniek odnosi się także do oceny pracy Urbana. Podkreśla, że decyzja o przedłużeniu kontraktu była słuszna, bo trener przywrócił drużynie normalność i odbudował więź z kibicami. Jednocześnie zaznacza, że po takiej porażce nie można udawać, że nic się nie stało. Dodaje nawet, że gdyby na miejscu Urbana był Fernando Santos, reakcja opinii publicznej byłaby znacznie ostrzejsza.
W dyskusji pojawia się także temat indywidualnych zawodników, m.in. Jan Bednarek. Boniek podkreśla jednak, że problem nie dotyczy jednej osoby, lecz całego systemu defensywnego. W jego opinii bez solidnej obrony reprezentacja nie będzie w stanie osiągać sukcesów w najważniejszych meczach.
Były prezes PZPN zwraca też uwagę na zjawisko przesadnego zachwytu nad formą polskich piłkarzy grających za granicą. Jak zauważa, dobre występy w klubach nie zawsze przekładają się na grę w reprezentacji, co było widoczne w starciu ze Szwecją.
Nie zabrakło również wątku dotyczącego przyszłości kadry i roli jej największej gwiazdy – Robert Lewandowski. Boniek apeluje do napastnika o jasną deklarację dotyczącą dalszej gry w reprezentacji. Jego zdaniem nie ma miejsca na niepewność – kapitan powinien jasno określić, czy chce kontynuować karierę w kadrze, czy skupić się wyłącznie na klubie.
Jednocześnie podkreśla, że mimo upływu lat Lewandowski wciąż jest bardzo potrzebny drużynie. Nawet jeśli nie jest już tak dynamiczny jak wcześniej, nadal potrafi strzelać gole i robić różnicę. Warunkiem jest jednak pełne zaangażowanie i gotowość do gry w każdym powołaniu.
Boniek zauważa też, że reprezentacja musi być przygotowana na ewentualność gry bez swojego lidera. W przeszłości zdarzało się już, że drużyna radziła sobie bez niego, choć – jak zaznacza – nie była to ta sama jakość.
Na koniec były reprezentant wskazuje na potrzebę szukania nowych zawodników i budowania przyszłości zespołu. Wymienia młodsze nazwiska, które mogą w kolejnych latach odegrać ważną rolę, podkreślając jednocześnie, że porażka – choć bolesna – może być impulsem do potrzebnych zmian.
Jego przekaz jest jasny: Polska ma potencjał i dobrego selekcjonera, ale bez poprawy gry w obronie trudno będzie myśleć o sukcesach na dużych turniejach.
-

Świątek już po pierwszym starciu w Stuttgarcie. 60 minut na korcie z Ealą
Turniej rangi WTA 500 w Stuttgarcie ma dla Igi Świątek wyjątkowe znaczenie. To nie tylko jedno z jej ulubionych miejsc w kalendarzu, ale także arena, na której po raz pierwszy zaprezentuje się pod okiem nowego trenera – Francisco Roiga. Polka liczy na przełamanie i powrót do wysokiej formy, a korty ziemne, które od lat są jej najmocniejszą stroną, mogą okazać się idealnym miejscem na odzyskanie pewności siebie. Pierwsze wskazówki dotyczące jej dyspozycji przyniosło już sparingowe starcie z Alexandrą Ealą.
Po rozczarowującym występie w Miami Świątek zdecydowała się na istotną zmianę – zakończyła współpracę z Wimem Fissettem, trwającą blisko półtora roku. Choć w tym czasie sięgnęli po trzy tytuły, w tym triumf na Wimbledonie, nie brakowało też trudniejszych momentów. Szczególnie bolesny był dla Polki poprzedni sezon na mączce, który nie spełnił jej oczekiwań.
Teraz wraca na swoją ulubioną nawierzchnię z jasno określonym planem: Stuttgart, Madryt, Rzym i kulminacja w Paryżu. Wszystko to już pod okiem Roiga, doświadczonego szkoleniowca z Katalonii, który przez lata współpracował z Rafaelem Nadalem. Przygotowania do sezonu obejmowały m.in. tydzień spędzony w akademii Hiszpana, gdzie – wspólnie z „Rafą” – pracowano nad detalami technicznymi w grze Świątek. Efekty tych zmian, zwłaszcza w serwisie i ustawieniu na korcie, mają być widoczne w najbliższych występach.
Pierwsze sygnały można było dostrzec już podczas treningów w Stuttgarcie. Organizatorzy Porsche Open umożliwili obserwację zajęć, dzięki czemu kibice mogli zobaczyć Świątek w akcji na korcie centralnym. Polka sparowała tam z Alexandrą Ealą, z którą trenowała również wcześniej na Majorce.
Sobota w Stuttgarcie upłynęła pod znakiem kwalifikacji, a także ceremonii losowania drabinki głównej. Świątek została rozstawiona z numerem trzecim i rozpocznie rywalizację od drugiej rundy – swój pierwszy mecz rozegra w środę lub czwartek. Wcześniej na kort wyjdzie Magdalena Fręch.
Podczas sobotniego treningu Świątek pojawiła się na głównym korcie Porsche Areny – tym samym, na którym triumfowała w latach 2022 i 2023. Towarzyszyła jej Alexandra Eala, wychowanka akademii Nadala, która w ostatnim czasie również trenowała w Manacor.
Sesja treningowa trwała godzinę i przebiegała pod czujnym okiem Roiga, który aktywnie udzielał wskazówek swojej podopiecznej. Początkowo zawodniczki rozgrzewały się przy siatce, następnie pracowały nad serwisem – najpierw Świątek, później Eala. Na zakończenie rozegrały krótką gierkę treningową.
W pięciogemowym sparingu Polka wygrała dwa pierwsze gemy, kolejne dwa padły łupem Filipinki, a ostatni ponownie należał do Świątek. Szczególnie dobrze funkcjonował serwis naszej zawodniczki – zwłaszcza podania na zewnątrz przy równowadze, które przynosiły jej bezpośrednie punkty.
Po godzinie Świątek zakończyła trening, opuszczając kort centralny. Eala kontynuowała zajęcia, a miejsce Polki zajęła później Coco Gauff.
-

A jednak, Sandra Kubicka u boku legendy KSW. Tego się nikt nie spodziewał
Jedna decyzja Sandra Kubicka wystarczyła, by wywołać niemałe poruszenie wśród jej fanów. Znana influencerka i była fotomodelka zdecydowała się dołączyć do nowej organizacji walk na gołe pięści – Fight Mode, gdzie obejmie funkcję współwłodarza. W projekcie nie będzie jednak osamotniona – wcześniej swoją obecność potwierdził również Łukasz Jurkowski. Pierwsza gala zaplanowana jest już na maj.
Kubicka, która dała się poznać jako aktywna w mediach społecznościowych influencerka i prezenterka telewizyjna, ma za sobą występy w takich programach jak „Love Me or Leave Me. Kochaj albo rzuć” czy „Rytmy Dwójki”. Teraz stanie przed zupełnie nowym wyzwaniem, wchodząc w świat sportów walki – choć nie jako zawodniczka, a jedna z osób zarządzających federacją.
Jej partnerem w tym przedsięwzięciu będzie Jurkowski – postać doskonale znana kibicom MMA w Polsce. To pierwszy turniejowy mistrz KSW, który swoją karierę rozpoczął ponad dwie dekady temu i do dziś uchodzi za jedną z ikon tej dyscypliny.
Debiut Kubickiej i Jurkowskiego w nowych rolach nastąpi już 23 maja podczas inauguracyjnej gali Fight Mode w Poznaniu. Wcześniej oboje zostali oficjalnie zaprezentowani jako twarze projektu. Jurkowski zapowiadał powrót do korzeni, publikując w mediach społecznościowych hasło „FIGHT MODE ON”, natomiast przy okazji ogłoszenia angażu Kubickiej pojawiły się hasła podkreślające jej silną pozycję i charakter.
Sama Kubicka, choć dotąd nie była bezpośrednio związana z branżą sportów walki, od lat trenuje kickboxing – i to już od około 15 lat. Można więc przypuszczać, że w trakcie promocji wydarzeń pokaże się nie tylko jako osoba medialna, ale także ktoś dobrze rozumiejący realia tej dyscypliny.
Nowa federacja zapowiada świeże podejście do widowiska – stawia nie tylko na sport, ale także na emocje, historie zawodników i rozrywkowy charakter wydarzeń. Wiele wskazuje na to, że Fight Mode będzie próbowało konkurować z uznaną już marką, jaką jest Gromda, oferując widzom alternatywne spojrzenie na brutalną, ale widowiskową formę rywalizacji.
-

Wielki klub na skraju bankructwa, Leon po chwili ruszył z pomocą. Oto co zrobił
W czwartek po południu świat siatkówki obiegła bardzo przykra informacja dotycząca JSW Jastrzębski Węgiel. Jeszcze niedawny mistrz Polski nie wystąpi w kolejnym sezonie PlusLiga. Cała sytuacja budzi skojarzenia z historią francuskiego Paris Volley, który kilka lat temu również znalazł się na skraju upadku, lecz ostatecznie zdołał się uratować dzięki wsparciu znanych postaci ze świata siatkówki, w tym Stéphane Antiga, Michał Kubiak oraz Wilfredo León.
W ostatnich tygodniach o jastrzębskim klubie mówiło się bardzo dużo, głównie w kontekście poważnych problemów finansowych. Kłopoty odbiły się bezpośrednio na zawodnikach, którzy przez pewien czas nie otrzymywali wynagrodzeń. Dodatkowo długo nie było pewności, czy drużyna w ogóle przystąpi do rozgrywek w nadchodzącym sezonie.
Choć część zaległości wobec siatkarzy została ostatecznie uregulowana, nie udało się uniknąć najczarniejszego scenariusza. Oficjalnie potwierdzono, że zespół nie zagra w sezonie 2025/2026 PlusLigi, co wywołało ogromne poruszenie w środowisku.
Sytuacja ta przypomina wydarzenia z 2018 roku, gdy poważne problemy dotknęły Paris Volley – jeden z najbardziej utytułowanych klubów we Francji, triumfator Ligi Mistrzów z 2001 roku. Wówczas udało się zebrać około 700 tysięcy euro, co pozwoliło drużynie wystartować w niższej klasie rozgrywkowej.
Istotną rolę w ratowaniu klubu odegrali znani siatkarze, w tym Antiga i Kubiak, a także Wilfredo León. Jak informował francuski dziennik „L’Equipe”, reprezentant Polski zdecydował się wesprzeć inicjatywę finansowo. Sam podkreślał później, że decyzję podjął bardzo szybko.
– Ta historia bardzo mnie poruszyła. Klub z tak bogatą tradycją mógł zniknąć z dnia na dzień. Nie zastanawiałem się długo, zwłaszcza widząc zaangażowanie innych zawodników. Zrobiłem to dla dobra siatkówki we Francji i jej dalszego rozwoju – mówił León.
Nie ujawniono jednak, jaką dokładnie kwotę przeznaczył na pomoc. Obecnie Wilfredo León reprezentuje barwy Bogdanka LUK Lublin i wkrótce stanie przed szansą wywalczenia drugiego w karierze tytułu mistrza Polski.
-

Jest ostateczna decyzja Lewandowskiego, a jednak koniec. W tle długi firmy
To już definitywny koniec związków Robert Lewandowski z agencją marketingową Stor9. Jak informują media, kapitan reprezentacji Polski i napastnik FC Barcelony zdecydował się sprzedać swoje udziały – symbolicznie za 1 zł. Cała transakcja miała jednak bardziej złożony charakter, a jej tło stanowią problemy finansowe spółki, o których zrobiło się głośno w marcu tego roku.
Według ustaleń „Pulsu Biznesu” Lewandowski pozbył się większościowego pakietu akcji, przekazując 70 proc. udziałów członkom zarządu: Annie Zielińskiej, Agnieszce Zielińskiej oraz Maciejowi Dutkowskiemu. Pozostałe 30 proc. odkupiła ta sama trójka od Tomasza Zawiślaka – wieloletniego współpracownika i zaufanego partnera piłkarza.
Jak wyjaśnił Dutkowski w rozmowie z money.pl, sprzedaż za symboliczną kwotę była częścią szerszego porozumienia. W ramach powiązanej transakcji zarząd spółki stor.agency zbył również udziały w innej firmie. Po zmianach przedsiębiorstwo funkcjonuje już pod nową nazwą – Stor – co symbolicznie i formalnie kończy jego relacje z Lewandowskim (wcześniejsza „9” w nazwie nawiązywała do numeru jego koszulki).
Przedstawiciel 5in9 Global, Kamil Gorzelnik, podkreślił, że Lewandowski wcześniej wsparł finansowo spółkę, ale ostatecznie zdecydował się wycofać, nie chcąc ponosić odpowiedzialności za działania, na które nie miał realnego wpływu.
Bezpośrednim impulsem do tych decyzji była sytuacja ujawniona w marcu przez portal zero.pl, a następnie opisywana przez kolejne media. Dziennikarze informowali o zaległościach finansowych Stor9 i problemach z terminowym regulowaniem zobowiązań. Nie podano dokładnej skali zadłużenia ani liczby wierzycieli, jednak potwierdzono utratę płynności finansowej.
Anna Zielińska zapewniała wówczas, że firma nie unika odpowiedzialności i podejmuje działania naprawcze. Podpisano ugody z kontrahentami, a spłata należności ma odbywać się stopniowo. Spółka deklarowała również kontynuowanie działalności i chęć uczciwego uregulowania wszystkich zobowiązań.
Z kolei przedstawicielka Lewandowskiego, Jagna Gołębiewska, przekazała, że piłkarz dowiedział się o problemach firmy kilka miesięcy wcześniej. Podkreśliła, że nie uczestniczył on w bieżącym zarządzaniu, choć zlecił audyt finansowy, aby dokładnie ocenić sytuację. Ostatecznie zdecydował się pomóc w spłacie zobowiązań wobec kontrahentów, a następnie całkowicie wycofać się z biznesu.
-

Koniec półprawd. Kapitan kadry gra w otwarte karty ws. nieobecności Igi Świątek
Reprezentacja Polski znalazła się w bardzo trudnym położeniu po pierwszym dniu rywalizacji z Ukrainą o awans do finałów Billie Jean King Cup w Gliwicach. Po porażkach Magdy Linette oraz Katarzyny Kawy „Biało-Czerwone” przegrywają już 0:2, a ich szanse na odwrócenie losów spotkania są minimalne. Ukrainki, prowadzone przez swoje liderki – Martę Kostiuk i Elinę Switolinę – są o krok od zwycięstwa.
Piątkowe wydarzenia w PreZero Arenie Gliwice nie ułożyły się po myśli Polek. Najpierw Magda Linette, mimo obiecującego początku meczu, została całkowicie zdominowana w drugim secie przez Kostiuk. Niedługo później na korcie pojawiła się Katarzyna Kawa, która wprawdzie rozpoczęła swoje spotkanie ze Switoliną w dobrym stylu, jednak z czasem inicjatywę przejęła bardziej doświadczona rywalka.
W efekcie Polska stoi pod ścianą. Aby jeszcze myśleć o awansie do turnieju finałowego w Shenzhen, podopieczne Dawida Celta muszą w sobotę wygrać najpierw mecz deblowy, a następnie oba pojedynki singlowe. To scenariusz niezwykle trudny do zrealizowania.
Jednym z najczęściej poruszanych tematów w kuluarach jest wybór nawierzchni ziemnej, która została przygotowana w gliwickiej hali. Część obserwatorów zwraca uwagę, że dla Magdy Linette bardziej korzystny mógłby być kort twardy. Do sprawy odniósł się kapitan reprezentacji, Dawid Celt, który szeroko wyjaśnił kulisy tej decyzji.
– Nawierzchnię trzeba wybrać stosunkowo wcześnie, praktycznie zaraz po ogłoszeniu gospodarza. To było niespełna dwa miesiące temu. W takich sytuacjach zawsze konsultuję się z zawodniczkami – tłumaczył Celt. Podkreślił, że Katarzyna Kawa dobrze radzi sobie zarówno na kortach ziemnych, jak i twardych.
Kluczowym czynnikiem była jednak potencjalna obecność Igi Świątek. – Braliśmy pod uwagę, że Iga może zagrać. Chcieliśmy stworzyć warunki, które ułatwią jej podjęcie decyzji o przyjeździe. Ten kort jest bardzo zbliżony do tego, na którym będzie rywalizować w Stuttgarcie – wyjaśnił kapitan.
Jak dodał, także Magda Linette wyraziła chęć gry na mączce, wskazując, że przejście z kortów twardych na ziemne jest dla niej wymagające i woli szybciej rozpocząć adaptację do tej nawierzchni.
Celt odniósł się również do rozmów prowadzonych z Igą Świątek. Przyznał, że sztab kadry robił wszystko, aby przekonać liderkę polskiego tenisa do występu.
– Kilkukrotnie rozmawiałem z Igą i jej zespołem. Bardzo nam zależało, żeby była z nami, bo w takim meczu potrzebujemy najmocniejszego składu. Niestety, nie zawsze się to udaje. Trzeba zaakceptować fakt, że przy jej poziomie sportowym nie będzie dostępna na każde spotkanie – zaznaczył.
Na koniec kapitan podkreślił, że decyzja o wyborze nawierzchni nie była przypadkowa, lecz wynikała z logicznych przesłanek i prób dostosowania warunków zarówno do potencjalnego udziału Świątek, jak i preferencji pozostałych zawodniczek.
Teraz jednak wszystkie te rozważania schodzą na dalszy plan – Polska, aby pozostać w grze, musi dokonać niemal niemożliwego odwrócenia losów rywalizacji.
-

Koszmar polskiego mistrza olimpijskiego. Żona zauważyła pierwsza
Wojciech Nowicki jeszcze niedawno przeżywał jeden z najtrudniejszych okresów w swojej karierze – i życiu. Mistrz olimpijski w rzucie młotem zamiast walczyć o kolejne medale, zmagał się z poważnym problemem zdrowotnym, który niemal odebrał mu możliwość normalnego funkcjonowania. Dziś wraca do treningów i próbuje odbudować formę na mistrzostwa Europy. Pytanie brzmi: czy zdoła jeszcze raz wejść na najwyższy poziom – czy też zbliża się do końca sportowej drogi?
Lata dominacji i nagłe zatrzymanie
Przez niemal dekadę Nowicki był synonimem regularności. W latach 2015–2024 stał na podium każdej najważniejszej imprezy – igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Europy – zdobywając łącznie aż 11 medali w 11 startach. To osiągnięcie stawia go w gronie najwybitniejszych młociarzy swojego pokolenia.
Jednak ostatni sezon wszystko zmienił. Zamiast rywalizować z najlepszymi na świecie, Polak walczył o coś znacznie ważniejszego – o zdrowie. Problemy z lewą nogą były na tyle poważne, że w pewnym momencie zaczął obawiać się nie tylko o karierę, ale nawet o codzienne funkcjonowanie.
– Czułem się, jakbym tej nogi w ogóle nie miał. Nie mogłem jej używać, nie tylko w sporcie. Bałem się zwykłego życia – przyznaje.
Tajemnicza kontuzja i trudna diagnoza
Największym problemem był brak jasnej diagnozy. Przez długi czas kolejne badania, w tym rezonanse magnetyczne, nie wykazywały źródła problemu. Dopiero przypadkowe badanie USG ujawniło przyczynę – tłuszczaka w okolicach pachwiny, który uciskał na nerwy.
Ucisk doprowadził do uszkodzenia nerwu, a w konsekwencji do stopniowego zaniku mięśni uda. Różnica między nogami była widoczna gołym okiem. Mięśnie nie reagowały na trening, nie odbierały impulsów nerwowych, przez co zaczęły obumierać.
Operacja przeprowadzona we wrześniu przyniosła przełom. Już kilka dni później Nowicki zaczął odzyskiwać czucie w nodze. Później rozpoczęła się długa i wymagająca rehabilitacja.
Powrót do życia i sportu
Proces odbudowy trwał miesiącami. Od września do lutego zawodnik stopniowo odzyskiwał siłę, czucie i kontrolę nad nogą. Dziś jest w zupełnie innym miejscu.
– Znowu mogę robić pełny trening. Przysiady z 200 kilogramami, rzuty, skoki – wszystko wróciło. Najważniejsze, że nie ma bólu i mogę skupić się na pracy – mówi.
To ogromna zmiana, bo jeszcze niedawno nawet najprostsze ćwiczenia były niemożliwe. Noga nie reagowała, nie dawała oparcia, a każdy ruch był wyzwaniem.
Strach przed końcem kariery
W najgorszym momencie Nowicki poważnie rozważał zakończenie kariery. Ból, brak diagnozy i pogarszający się stan zdrowia sprawiały, że sport schodził na dalszy plan.
– Myślałem, że to już koniec. Bardziej zastanawiałem się, jak będę funkcjonował na co dzień, niż czy wrócę do rzucania – przyznaje.
Dodatkowo próby trenowania mimo problemów doprowadziły do kolejnych urazów – przeciążeń, problemów z kolanem i zerwania mięśnia brzucha.
Nowe podejście i plan na przyszłość
Dziś 37-letni zawodnik podchodzi do sportu inaczej niż kiedyś. Kluczowe stały się regeneracja, odpoczynek i rozsądne budowanie formy.
Celem są sierpniowe mistrzostwa Europy w Birmingham, ale przygotowania są prowadzone z dużą ostrożnością.
– Nie będę w formie przez cały sezon. Chcę ją zbudować na jedną imprezę. W moim wieku to jedyne rozsądne podejście – podkreśla.
Inspiracją jest dla niego m.in. Anita Włodarczyk, która od lat umiejętnie zarządza swoim cyklem treningowym.
Głowa równie ważna jak ciało
Nowicki przyznaje, że jednym z najtrudniejszych doświadczeń była presja mentalna. Wspomina igrzyska w Paryżu, gdzie – mimo dobrej formy fizycznej – nie sprostał oczekiwaniom.
– Byłem przygotowany na medal, ale nie wytrzymałem psychicznie. Za dużo rzeczy działo się wokół mnie – mówi.
Dziś jednak podchodzi do tego spokojniej. Nie przejmuje się opiniami z zewnątrz i skupia się na własnych celach.
Czy to ostatni sezon?
Najbardziej wymowne są jego słowa o przyszłości. Choć nie zamyka sobie drogi do kolejnych startów – nawet do igrzysk w Los Angeles w 2028 roku – to mentalnie przygotowuje się na zakończenie kariery.
– Trenuję tak, jakby to był mój ostatni sezon. Daję z siebie wszystko, bo nie wiem, co będzie dalej – przyznaje.
Rodzina i nowe priorytety
W trudnym okresie ogromne znaczenie miała dla niego rodzina. Choć kontuzja ograniczała jego aktywność, bliscy byli wsparciem i motywacją.
– Przeszliśmy to razem. Teraz zaczyna się nowy etap i wygląda obiecująco – podsumowuje.
Powrót z niewiadomą
Historia Nowickiego to opowieść o walce, niepewności i odbudowie. Powrót do treningów daje nadzieję, ale nie gwarantuje sukcesu. Sam zawodnik podchodzi do przyszłości realistycznie – bez wielkich deklaracji, ale z determinacją.
Czy jeszcze raz stanie na podium wielkiej imprezy? Odpowiedź poznamy w najbliższych miesiącach. Jedno jest pewne – jeśli to rzeczywiście jego ostatni sezon, zrobi wszystko, by zakończyć go na własnych zasadach.
