Author: newuser

  • Skrócony trening Igi Świątek. Polka ruszyła do kibiców Madrycie. Nagle takie słowa Roiga i to do kogo

    Skrócony trening Igi Świątek. Polka ruszyła do kibiców Madrycie. Nagle takie słowa Roiga i to do kogo

    Iga Świątek przygotowuje się do meczu trzeciej rundy turnieju WTA 1000 w Madrycie, w którym zmierzy się z Ann Li. Dzień przed spotkaniem Polka pojawiła się na korcie treningowym, jednak tym razem ćwiczyła bez sparingpartnerki po drugiej stronie siatki. W treningu pomagał jej Tomasz Moczek, który zebrał nawet pochwały od nowego szkoleniowca zawodniczki, Francisco Roig.

    Sesja była zaplanowana na półtorej godziny, lecz zakończyła się znacznie wcześniej – już po 45 minutach. Po krótkim treningu Świątek udała się w stronę trybun, gdzie czekali kibice proszący o autografy. Nic nie wskazuje na to, by wcześniejsze zakończenie zajęć miało związek z problemami zdrowotnymi.

    Polka wciąż pracuje nad odnalezieniem optymalnej formy w tym sezonie. Początek roku nie był dla niej w pełni udany, co doprowadziło do zakończenia współpracy z Wim Fissette. Belg spędził w sztabie Świątek niespełna 18 miesięcy, co i tak było wynikiem powyżej jego dotychczasowej średniej współprac z zawodniczkami.

    Nowym trenerem został Francisco Roig, znany przede wszystkim z wieloletniej pracy z Rafael Nadal. Choć Świątek nie ma jeszcze dorobku Hiszpana, jej pozycja w światowym tenisie sprawia, że oferta współpracy była dla Roiga bardzo atrakcyjna. Hiszpan objął funkcję szkoleniowca w kwietniu i od tego momentu odpowiada za przygotowanie formy Polki.

    Priorytetem sztabu jest obecnie poprawa wyników, zwłaszcza na ulubionej nawierzchni ziemnej. W turniej w Stuttgarcie Świątek dotarła do ćwierćfinału, natomiast w Madrycie celuje w lepszy rezultat. Już po pierwszym meczu podkreślała, że widzi efekty pracy, szczególnie nad serwisem.

    Podczas piątkowego treningu od początku było widać, na czym skupia się zawodniczka. Przez pierwsze pół godziny dominowały ćwiczenia forhendowe, zwłaszcza związane z powtarzalnością uderzeń i zmianą kierunku gry wzdłuż linii. Backhand pojawił się tylko na krótko, co jasno wskazuje aktualne priorytety.

    W trakcie jednej z wymian backhandowych Roig zwrócił się do Moczka, chwaląc jego zagranie: „świetny slajs, Tomek!”. Później przyszedł czas na trening serwisu, jednak nie były to maksymalnie mocne podania, lecz bardziej precyzyjne zagrania kierowane w narożniki kortu.

    W pewnym momencie Świątek usiadła na ławce – co jest standardowym elementem jej treningów – ale tym razem po chwili zakończyła zajęcia. Schowała rakietę do torby, wyjęła flamaster i ruszyła w stronę kibiców, by rozdać jak najwięcej autografów. Na tym jej dzień treningowy dobiegł końca.

  • Andriejewa wprost o swoim zachowaniu. “To nie jest normalne”

    Andriejewa wprost o swoim zachowaniu. “To nie jest normalne”

    Mirra Andriejewa kontynuuje rywalizację w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Madrycie i już teraz uznawana jest za jedną z głównych faworytek do końcowego triumfu. Młoda Rosjanka imponuje formą, ale jednocześnie wzbudza sporo emocji swoim zachowaniem na korcie – zwłaszcza w relacji z własnym sztabem.

    18-latka rozpoczęła zmagania w stolicy Hiszpanii od zwycięstwa. W meczu drugiej rundy pokonała Węgierkę Pannę Udvardy 7:5, 6:2, potwierdzając wysoką dyspozycję z ostatnich tygodni. Mimo solidnej gry, coraz częściej mówi się jednak nie tylko o jej wynikach, ale również o ekspresyjnych reakcjach kierowanych w stronę boksu.

    Sama zawodniczka nie unika tego tematu. Podczas konferencji prasowej otwarcie przyznała, że jej zachowanie nie jest właściwe i wymaga poprawy.

    – Ogólnie rzecz biorąc, to oczywiście nie jest normalne, że często macham ręką albo krzyczę coś w kierunku mojego boksu. Uważam, że to bardzo zły nawyk. Ale w głębi duszy nie oznacza to niczego złego. To raczej coś w stylu: „Oj, daj spokój!” – wyjaśniła.

    Andriejewa podkreśliła jednocześnie, jak ważną rolę odgrywa jej zespół i zapowiedziała, że chce pracować nad ograniczeniem takich reakcji.

    – Jeśli to możliwe, nie powinno się tak robić, bo twój zespół jest po to, żeby cię wspierać. Oni zawsze będą przy tobie – w dobrych i złych chwilach. To ludzie, którzy pomagają ci przetrwać trudne momenty. Dlatego muszę nad tym popracować i spróbować wyeliminować ten gest – dodała.

    Przed Rosjanką kolejne wyzwanie. W 1/16 finału turnieju w Madrycie zmierzy się z Dalmą Galfi, która zajmuje obecnie 117. miejsce w rankingu WTA.

  • Ledwo rywalka zeszła z kortu, Andriejewa wypaliła. Jednak zmieniła zdanie

    Ledwo rywalka zeszła z kortu, Andriejewa wypaliła. Jednak zmieniła zdanie

    Mirra Andriejewa jest ostatnio w znakomitej formie. Najpierw sięgnęła po tytuł w Linzu, a chwilę później dotarła do półfinału w Stuttgarcie, gdzie po drodze pokonała m.in. Igę Świątek. Teraz młoda Rosjanka rywalizuje w Madrycie i już na starcie turnieju pokazała, że nie zamierza zwalniać tempa. Po pewnym zwycięstwie nad Panną Udvardy podzieliła się też zaskakującym wyznaniem dotyczącym swojego podejścia do przygotowań mentalnych.

    Sezon rozpoczęła obiecująco — od ćwierćfinału w Brisbane i triumfu w Adelajdzie. Później jednak przyszło lekkie załamanie formy. W Australian Open odpadła w czwartej rundzie, a w kolejnych turniejach w Dosze, Dubaju, Indian Wells i Miami nie potrafiła przebrnąć dalej niż przez dwa mecze. Przełom nastąpił dopiero wraz ze zmianą nawierzchni. Na mączce Andriejewa odżyła, zaczynając od zwycięstwa w Linzu.

    W Stuttgarcie potwierdziła wysoką dyspozycję, eliminując m.in. Jelenę Ostapenko oraz Igę Świątek. Jej marsz zatrzymała dopiero Jelena Rybakina w półfinale. Forma niespełna 19-letniej zawodniczki wyraźnie rośnie, dlatego w Madrycie zaliczana jest do grona faworytek.

    Jeszcze przed rozpoczęciem turnieju w stolicy Hiszpanii Andriejewa zdradziła kulisy swoich przygotowań mentalnych. Przyznała, że przed meczami wyobraża sobie, iż jest jedną z największych legend tenisa — Rogerem Federerem lub Rafaelem Nadalem. W ten sposób próbuje przejąć ich mentalność, waleczność i jakość gry. Dodatkowo w jej głowie często rozbrzmiewa „lekka”, wpadająca w ucho piosenka, którą nuci podczas spotkań.

    W Madrycie rozpoczęła rywalizację od drugiej rundy, gdzie zmierzyła się z Panną Udvardy. Węgierka, która do turnieju głównego dostała się jako „szczęśliwa przegrana”, nie była w stanie zatrzymać rozpędzonej Rosjanki. Pierwszy set był jeszcze wyrównany, ale w kluczowym momencie Andriejewa przełamała rywalkę i wygrała 7:5. W drugiej partii dominacja była już wyraźna — szybkie przełamanie i świetna gra przy własnym serwisie pozwoliły jej zwyciężyć 6:2.

    Po meczu tenisistka ponownie została zapytana o swoje mentalne przygotowania. Tym razem jednak przyznała, że zmieniła podejście. Zamiast wyobrażać sobie bycie Federerem czy Nadalem, wróciła myślami do siebie sprzed kilku lat.

    — Dzisiaj spróbowałam wyobrazić sobie siebie, gdy grałam tutaj po raz pierwszy. Byłam wtedy bardzo podekscytowana i chłonęłam każdą chwilę. Pomyślałam, że właśnie tego dziś potrzebuję — przyznała szczerze.

    Dodała również, że w trakcie meczu towarzyszyła jej w głowie piosenka „Girls Just Wanna Have Fun” Cyndi Lauper.

    Takie podejście zdaje się działać — Andriejewa pewnie awansowała do trzeciej rundy, gdzie zmierzy się z Dalmą Galfi. Jeśli utrzyma obecną formę i świeżość mentalną, może jeszcze sporo namieszać w turnieju w Madrycie.

    https://x.com/WTA/status/2047386744413094371?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2047386744413094371%7Ctwgr%5Edab18206889e1a5bcf03292de9737f3f0236ba72%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Fnews-ledwo-rywalka-zeszla-z-kortu-andriejewa-wypalila-jednak-zmienId23420226

  • Boniek nie mógł na to spokojnie patrzeć. Od razu zareagował. W sieci poruszenie

    Boniek nie mógł na to spokojnie patrzeć. Od razu zareagował. W sieci poruszenie

    Iga Świątek przyjechała do Madrytu z jasnym celem – sięgnąć po kolejny tytuł rangi WTA 1000. Jednak poza rywalizacją na korcie Polka pokazuje, że potrafi też świetnie się bawić. Wizyta na legendarnym stadionie Santiago Bernabéu przyniosła kibicom niecodzienny widok – najlepsza polska tenisistka zaprezentowała efektowną żonglerkę piłką nożną, wprawiając w zachwyt nie tylko fanów, ale i samego Zbigniewa Bońka.

    Były prezes PZPN od lat należy do grona wiernych sympatyków raszynianki. Regularnie gratuluje jej sukcesów, a w trudniejszych momentach staje w jej obronie, starając się tonować krytyczne głosy. Choć niedawno sam zaszokował opinię publiczną, sugerując radykalne zmiany w jej sztabie – „zwolnić wszystkich i zacząć od nowa” – to jednocześnie podkreślał, że potencjał Świątek wciąż pozostaje ogromny.

    Boniek, który w marcu skończył 70 lat, nadal imponuje aktywnością i zamiłowaniem do futbolu. Od czasu do czasu publikuje w sieci nagrania, na których pokazuje swoje umiejętności żonglerskie. Tym razem jednak to Świątek skradła show.

    Podczas wizyty na Santiago Bernabéu, gdzie trenują uczestnicy Mutua Madrid Open, Polka otoczona była przez fotoreporterów i kamery. W pewnym momencie zaczęła żonglować piłką głową – i zrobiła to z dużą swobodą oraz precyzją. Nagranie szybko obiegło internet, a pod wrażeniem był także Boniek, który skomentował krótko: „Brawo, Iga”. Do pochwał natychmiast dołączyli internauci, doceniając nie tylko sportowy talent tenisistki, ale i jej wszechstronność.

    Świątek nie zastosowała się jednak do wcześniejszych sugestii „Zibiego”. Nie zdecydowała się na rewolucję w sztabie, a jedynie na zmianę trenera – Wima Fissette’a zastąpił Francisco Roig. Ich współpraca rozpoczęła się od zwycięstwa w Stuttgarcie, choć na jednym meczu się skończyło.

    W Madrycie Polka również zaczęła od wygranej. W drugiej rundzie pewnie pokonała Darię Snigur 6:1, 6:2. Teraz przed nią kolejne wyzwanie – w 1/16 finału zmierzy się z Amerykanką Ann Li, aktualnie notowaną na 34. miejscu w rankingu WTA.

    https://x.com/BoniekZibi/status/2047412374051664369?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2047412374051664369%7Ctwgr%5Efdf582f6b7a7531641d5327f0854b87f1c957e39%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-boniek-nie-mogl-na-to-spokojnie-patrzec-od-razu-zareagowal-wnId23420214

  • Nie do wiary, Skolim porównał się do Nawrockiego. Padły konkrety

    Nie do wiary, Skolim porównał się do Nawrockiego. Padły konkrety

    Konrad „Skolim” Skolimowski to nie tylko jedna z najgłośniejszych postaci na polskiej scenie muzycznej, ale również wielki entuzjasta sportu. Artysta od lat dba o formę, regularnie trenując na siłowni i utrzymując imponującą sylwetkę. W ostatnim wywiadzie dla „Super Expressu” 29-latek zaskoczył jednak nie tyle opowieścią o treningach, co… porównaniem swoich osiągnięć siłowych do wyników Karola Nawrockiego.

    Skolim, nazywany przez fanów „Polskim Królem Latino”, od lat buduje swoją markę, łącząc w swojej twórczości elementy disco polo i reggaetonu. Na jego koncie znajdują się takie hity jak „Wyglądasz idealnie”, „Temperatura” czy „Daj mi jedno słowo”. Popularność przyniosła mu również rola Patryka w serialu „Barwy szczęścia”, a także występy w federacji Prime MMA, gdzie odniósł zwycięstwa nad Janem Kapelą i Emilianem Bayerem.

    Choć jego przygoda ze sportami walki była głośna, Skolim nie ogranicza się wyłącznie do treningów pod kątem pojedynków. Jak sam przyznaje, od lat systematycznie pracuje nad siłą i kondycją. W rozmowie z „Super Expressem” wrócił wspomnieniami do swoich dawnych wyników na siłowni — i właśnie wtedy padły słowa, które mogą odbić się szerokim echem.

    – Kilka lat temu, ważąc 78 kilogramów, wyciskałem 145 kg na ławce. Nie chcę rzucać słów na wiatr, ale nasz prezydent, który jest sporo cięższy, podnosi 150 kg – stwierdził muzyk, wyraźnie sugerując, że jego wynik sprzed lat był porównywalny do obecnych osiągnięć głowy państwa.

    Tym samym Skolim nawiązał do niedawnego treningu Karola Nawrockiego z Mariuszem Pudzianowskim. Były strongman ujawnił w mediach społecznościowych, że prezydent zdołał wycisnąć 150 kg na ławce poziomej, mimo że początkowo nie planował maksymalnego wysiłku. „150 kg na ławce pękło! Jak na kogoś, kto skupia się głównie na boksie, to naprawdę solidny wynik” – podkreślał Pudzianowski.

    Skolim nie ukrywa jednak, że obecnie nie znajduje się w swojej życiowej formie, głównie przez napięty grafik koncertowy. Mimo to zapewnia, że bez większego problemu byłby w stanie wycisnąć 100 kg. Aktualnie stawia raczej na trening funkcjonalny i podciąganie, skupiając się na ogólnej sprawności i dynamice, a nie wyłącznie na maksymalnej sile.

  • Niespodziewana porażka rozstawionej Rosjanki w Madrycie. To ćwiartka Świątek

    Niespodziewana porażka rozstawionej Rosjanki w Madrycie. To ćwiartka Świątek

    Rywalizacja w drugiej rundzie turnieju WTA 1000 w Madrycie nabiera tempa, szczególnie w górnej części drabinki singlowej. Awans do kolejnej fazy bez większych problemów wywalczyła Iga Świątek, która pewnie pokonała Darię Snigur. W jej ćwiartce nie brakuje jednak niespodziewanych rozstrzygnięć. Najpierw z turniejem pożegnała się Elina Switolina, a chwilę później z rywalizacji odpadła także rozstawiona Rosjanka Anna Kalinska. O dużą niespodziankę postarała się Dalma Galfi, prywatnie związana z Janem Zielińskim.

    Turniej w stolicy Hiszpanii wyraźnie się rozkręca, a na kortach pojawiły się już pierwsze rozstawione zawodniczki. Wśród nich była oczywiście Świątek, która rozegrała swoje pierwsze spotkanie na Manolo Santana Stadium. Polka zakończyła pojedynek z Darią Snigur imponującą serią sześciu wygranych gemów z rzędu, triumfując 6:1, 6:2 i meldując się w trzeciej rundzie.

    W tej samej części drabinki nie zabrakło sensacji. Z dalszej rywalizacji odpadła rozstawiona z numerem siedem Elina Switolina, która przegrała w dwóch setach z Anną Bondar. To jednak nie był koniec węgierskich sukcesów tego dnia. Kolejną niespodziankę sprawiła Dalma Galfi, zajmująca dopiero 117. miejsce w rankingu. Węgierka prezentuje znakomitą formę – nie straciła jeszcze seta w całym turnieju, licząc także kwalifikacje. Najpierw wyeliminowała Ajlę Tomljanović, a teraz pokonała także rozstawioną z numerem 22 Annę Kalinską.

    Początek meczu należał do Rosjanki, która pewnie utrzymała swoje podanie, a następnie przełamała rywalkę. Galfi szybko jednak odwróciła losy seta – ze stanu 0:2 wyszła na prowadzenie 4:2 i przejęła inicjatywę. Choć Kalinska próbowała jeszcze wrócić do gry, to Węgierka dołożyła kolejne przełamanie i zamknęła partię wynikiem 6:3.

    W drugim secie Kalinska miała swoje szanse, ale nie potrafiła ich wykorzystać. Galfi kontrolowała przebieg wydarzeń, prowadząc 3:1. Rosjanka zdołała doprowadzić do wyrównania, lecz końcówka ponownie należała do niżej notowanej tenisistki. Trzy ostatnie gemy padły jej łupem, co przypieczętowało zwycięstwo 6:3, 6:3.

    Dzięki temu Dalma Galfi awansowała do trzeciej rundy i wciąż pozostaje jedną z największych rewelacji turnieju. Niewykluczone, że dojdzie do węgierskiego pojedynku, jeśli Panna Udvardy sprawi niespodziankę i pokona Mirrę Andriejewą.

  • Sceny po meczu. Tak Hiszpanie potraktowali Świątek. Wystarczyły 4 słowa

    Sceny po meczu. Tak Hiszpanie potraktowali Świątek. Wystarczyły 4 słowa

    Iga Świątek bez większych problemów zameldowała się w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 Madrid Open, pokonując w dwóch setach Daria Snigur. Po spotkaniu Polka stanęła przed mikrofonem i momentalnie rozgrzała hiszpańską publiczność — wystarczyło zaledwie kilka słów wypowiedzianych w ich języku.

    Mecz ze Snigur był dla Świątek pierwszym występem w tegorocznej edycji madryckiego turnieju. Ukrainka wcześniej sprawiła niespodziankę, eliminując Daria Kasatkina, jednak w starciu z byłą liderką rankingu nie miała większych argumentów. W pierwszym secie ugrała tylko jednego gema, a choć w drugim rozpoczęła od prowadzenia 2:0 z przełamaniem, Świątek błyskawicznie przejęła kontrolę nad wydarzeniami na korcie. Sześć wygranych gemów z rzędu przesądziło o jej awansie do trzeciej rundy, gdzie zmierzy się z jedną z Amerykanek — Alycia Parks lub Ann Li.

    Po meczu Świątek nie kryła zadowolenia ze swojej gry. Podkreśliła, że Madryt to wyjątkowe miejsce, które wymaga specyficznego podejścia ze względu na szybkie korty i trudne warunki. Zaznaczyła, że kluczem do sukcesu jest cierpliwość, solidność i podejmowanie właściwych decyzji, bo na tej nawierzchni łatwo stracić kontrolę nad wymianą.

    Największe emocje wywołała jednak końcówka jej wypowiedzi. Zapytana o znajomość języka hiszpańskiego, tenisistka postanowiła spróbować swoich sił i zwróciła się do kibiców słowami: „Hola, ¿cómo estás, Madrid?”. Reakcja była natychmiastowa — trybuny eksplodowały brawami i okrzykami.

    Świątek przyznała później z uśmiechem, że wciąż uczy się języka i zdarzają jej się zabawne sytuacje. Opowiedziała, jak próbowała zamówić jedzenie po hiszpańsku, ale gdy obsługa zaczęła odpowiadać w tym języku, musiała szybko przejść na angielski.

    Na koniec dodała, że chce się rozwijać także pod tym względem, a pomocny może być jej hiszpański trener. Wszystko wskazuje na to, że Polka nie tylko dobrze radzi sobie na korcie, ale też coraz pewniej czuje się poza nim.

  • Sensacja w ćwiartce Świątek w Madrycie. Półfinalistka ze Stuttgartu już za burtą

    Sensacja w ćwiartce Świątek w Madrycie. Półfinalistka ze Stuttgartu już za burtą

    Sensacja w Madrycie! Faworytka wyrzucona za burtę już na starcie

    Wraz z rozpoczęciem rywalizacji przez zawodniczki rozstawione turniej Mutua Madrid Open nabrał tempa. Jedną z pierwszych, które pojawiły się na korcie, była Elina Switolina – będąca w znakomitej formie i zaliczana do grona kandydatek do końcowego triumfu. Ukrainka mogła w dalszej fazie turnieju trafić na Iga Świątek, ale do takiego scenariusza ostatecznie nie dojdzie. Wszystko przez sensacyjną porażkę już w pierwszym meczu.

    W ćwiartce, w której znalazła się Świątek, najwyżej rozstawione były właśnie Switolina oraz Mirra Andriejewa. Teoretycznie to one miały zmierzyć się w czwartej rundzie, a zwyciężczyni mogła stanąć naprzeciwko Polki w walce o półfinał. Co ciekawe, patrząc na ostatnie wyniki, trudno byłoby wskazać Świątek jako zdecydowaną faworytkę – przegrała przecież z Ukrainką w Indian Wells i z Rosjanką w Stuttgarcie.

    Switolina prezentowała w tym sezonie kapitalną formę. Triumfowała w Auckland, docierała do półfinałów Australian Open, Indian Wells i Stuttgartu oraz do finału w Dubaju. Dzięki temu zbliżyła się do ścisłej czołówki rankingu i miała realne szanse na wejście do najlepszej ósemki przed Roland Garros.

    Pierwszą przeszkodą w Madrycie okazała się jednak niezwykle niewygodna rywalka – Anna Bondar. Choć Węgierka zajmuje znacznie niższą pozycję w rankingu, już wcześniej potrafiła napsuć krwi Ukraince. I tym razem zrobiła to w wielkim stylu.

    Już od pierwszych gemów było widać, że Bondar gra bez kompleksów. Kluczowy moment pierwszego seta nastąpił przy stanie 3:3. Switolina nie wykorzystała swoich okazji, a chwilę później sama zaczęła popełniać błędy. Węgierka wykorzystała to bezlitośnie i po 39 minutach zamknęła partię 6:3, imponując bilansem winnerów do błędów.

    W drugim secie scenariusz się powtórzył. Bondar szybko przełamała rywalkę i choć Switolina próbowała wrócić do gry – nawet odrabiając straty z 0:40 – to kluczowe momenty znów należały do Węgierki. Ukrainka miała też problemy zdrowotne i korzystała z przerwy medycznej, co dodatkowo utrudniło jej zadanie.

    Ostatecznie Bondar dopięła swego, wygrywając 6:3, 6:4. W drugim secie zanotowała aż 14 uderzeń kończących przy zaledwie czterech niewymuszonych błędach – statystyka na najwyższym światowym poziomie.

    Dla Węgierki to jedno z największych zwycięstw w karierze – po raz pierwszy pokonała rywalkę z czołowej dziesiątki rankingu. Dla Switoliny natomiast to bolesne zakończenie świetnie zapowiadającego się występu w Madrycie i poważny cios w kontekście walki o najwyższe miejsca przed Roland Garros.

  • SZOK po decyzji Nawrockiego! Nikt się tego nie spodziewał — a jednak to prawda!

    SZOK po decyzji Nawrockiego! Nikt się tego nie spodziewał — a jednak to prawda!

    Decyzja Karol Nawrocki o powołaniu Rady Klimatu i Środowiska wywołała szeroką dyskusję. W gronie doradców znalazł się m.in. Marcin Możdżonek – były kapitan reprezentacji Polski w siatkówce i mistrz świata z 2014 roku. Nominacja sportowca do ciała doradczego zajmującego się tematyką klimatu i środowiska zaskoczyła część opinii publicznej, która zaczęła zadawać pytania o jego kompetencje w tej dziedzinie. Sam zainteresowany odniósł się do sprawy w mediach społecznościowych.

    Od pewnego czasu pojawiały się spekulacje, że Możdżonek może rozpocząć współpracę z prezydentem. Teraz te doniesienia się potwierdziły – został oficjalnie powołany do nowo utworzonej rady. W swoim wpisie podkreślił, że traktuje nominację jako zaszczyt, ale też duże zobowiązanie. Zapewnił, że zamierza działać w sposób merytoryczny i kierować się zdrowym rozsądkiem, dbając o odpowiedzialne gospodarowanie zasobami naturalnymi Polski.

    Decyzja prezydenta szybko spotkała się z reakcjami polityków i komentatorów. Krytycznie wypowiedział się m.in. Mikołaj Dorożała, który pełni funkcję wiceministra klimatu i środowiska w rządzie Donald Tusk. Jego zdaniem skład rady może prowadzić do pogłębienia podziałów w podejściu do ochrony przyrody. Zarzucił również, że brakuje w niej osób gotowych wsłuchać się w głos różnych środowisk i patrzeć na naturę inaczej niż tylko przez pryzmat użytkowy.

    Na te słowa Możdżonek odpowiedział krótko, pytając ironicznie o samopoczucie wiceministra. Dorożała nie pozostał dłużny i również zareagował w podobnym tonie. Wymiana zdań szybko przyciągnęła uwagę internautów, którzy licznie włączyli się do dyskusji.

    Opinie wśród komentujących są podzielone. Część osób gratuluje byłemu siatkarzowi i wyraża przekonanie, że może on wnieść świeże spojrzenie do prac rady. Inni natomiast otwarcie kwestionują jego przygotowanie merytoryczne, wskazując na brak wykształcenia kierunkowego czy doświadczenia w obszarze ochrony środowiska.

    Uroczystość powołania Rady Klimatu i Środowiska odbyła się 22 kwietnia w Belwederze. Na jej czele stanął Sławomir Mazurek. W oficjalnym dokumencie prezydent podkreślił, że wybór członków rady jest wyrazem uznania dla ich kompetencji oraz dotychczasowego zaangażowania, a także zobowiązaniem do podejmowania odpowiedzialnych decyzji mających wpływ na przyszłość kraju.

  • Mistrz świata nowym doradcą Nawrockiego. “Źle rozgrywamy sytuację”

    Mistrz świata nowym doradcą Nawrockiego. “Źle rozgrywamy sytuację”

    Marcin Możdżonek jeszcze niedawno był jednym z symboli polskiej siatkówki – kapitanem reprezentacji, mistrzem świata i Europy. Dziś buduje swoją pozycję w zupełnie innym świecie. Były sportowiec wszedł do polityki i właśnie objął funkcję doradcy prezydenta Karol Nawrocki. W rozmowie ze Sport.pl jasno deklaruje: nie zamierza być biernym uczestnikiem życia publicznego.

    Od parkietu do polityki

    Kariera Marcin Możdżonek to gotowy materiał na sportową legendę. Jako kapitan reprezentacji Polski sięgnął po złoto mistrzostw świata w 2014 roku oraz mistrzostw Europy w 2009. Jeszcze kilka lat temu kończył zawodową karierę sportową, a dziś coraz mocniej zaznacza swoją obecność w polityce.

    Jego droga była stopniowa. W 2023 roku został prezesem Naczelnej Rady Łowieckiej, rok później wystartował w wyborach na prezydenta Olsztyna, ostatecznie zdobywając mandat radnego. W 2025 roku poparł Sławomir Mentzen, a następnie dołączył do partii Nowa Nadzieja wchodzącej w skład Konfederacji.

    Dziś ma już konkretną rolę przy głowie państwa. – Została powołana nowa rada, a ja mam zaszczyt być doradcą do spraw klimatu i środowiska – podkreśla.

    „Polityka to nie miejsce dla biernych”

    Możdżonek nie ukrywa, że jego ambicje sięgają dalej. Nie wyklucza startu w wyborach parlamentarnych, a nawet objęcia ważnych funkcji państwowych w przyszłości. Choć unika jednoznacznych deklaracji, daje do zrozumienia, że interesuje go realny wpływ.

    – Wszedłem do polityki po to, żeby coś robić. Nie chcę być „pół człowiekiem, pół guzikiem” – mówi wprost, krytykując bezrefleksyjne głosowania w Sejmie.

    Podkreśla też, że polityka – podobnie jak sport – wymaga gry zespołowej. Jego zdaniem samodzielne działania nie mają większych szans powodzenia w starciu z dużymi partiami.

    Hejt, groźby i „farmy trolli”

    Były siatkarz przyznaje, że zaangażowanie polityczne wiąże się z ogromną falą hejtu. I nie chodzi wyłącznie o złośliwe komentarze.

    – Dostaję najgorsze wiadomości, łącznie z groźbami śmierci wobec mnie i mojej rodziny – mówi. – To już nie jest zwykła krytyka.

    Możdżonek jest przekonany, że w internecie działają zorganizowane grupy, które celowo atakują polityków. – Dziś wiem, że farmy trolli istnieją po obu stronach sceny politycznej – dodaje.

    Kontrowersje i odpowiedzialność

    Nie unika trudnych tematów. Zapytany o udział w spocie wyborczym, w którym wykorzystano komentarze dziennikarzy bez ich zgody, tłumaczy, że odpowiedzialność spoczywała na komitecie wyborczym.

    – Ja byłem tylko częścią projektu – zaznacza.

    Podkreśla jednocześnie, że stara się ważyć słowa i brać odpowiedzialność za swoje wypowiedzi, choć – jak przyznaje – nie ma wpływu na to, jak zostaną zinterpretowane.

    Polityka zagraniczna i „gra na dwa fortepiany”

    Możdżonek krytycznie ocenia sposób prowadzenia polityki przez polskie elity. Jego zdaniem kraj nie wykorzystuje swoich możliwości.

    – Mamy relacje z Donald Trump i jednocześnie z Unią Europejską reprezentowaną przez Donald Tusk. Powinniśmy grać na dwóch fortepianach, a nie walczyć między sobą – uważa.

    W ostrych słowach wypowiada się także o Władimir Putin, nazywając go dyktatorem i zbrodniarzem wojennym. Krytykuje również działania Benjamin Netanjahu.

    Myślistwo i styl życia

    Obok polityki ważną częścią życia Możdżonka pozostaje łowiectwo. Choć obecnie ma mniej czasu na polowania, nie zamierza z nich rezygnować.

    – To styl życia, który zostanie ze mną na zawsze – podkreśla.

    Jednocześnie broni tej dziedziny przed krytyką, twierdząc, że społeczeństwo nie rozumie jej znaczenia i jest często wprowadzane w błąd przez aktywistów.

    Co dalej?

    Możdżonek stoi dziś na rozdrożu – z jednej strony świeża, ale dynamiczna kariera polityczna, z drugiej ogromny kapitał sportowy i rozpoznawalność.

    Jedno jest pewne: nie zamierza pozostać w cieniu.

    – Chcę zostawić po sobie coś w polityce, tak jak zostawiłem w sporcie – deklaruje.