Author: iamgoodluck

  • Barcelona w finale, a Pajor wyróżniona. Czeka na głosy. To decyzja UEFA

    Barcelona w finale, a Pajor wyróżniona. Czeka na głosy. To decyzja UEFA

    Za nami rewanże półfinałowe UEFA Women’s Champions League. Olympique Lyon odrobił straty i wyrzucił za burtę londyński Arsenal, a FC Barcelona wyeliminowała Bayern Monachium. Teraz europejska centrala piłkarska ruszyła z tradycyjnym głosowaniem. Ewa Pajor znalazła się wśród nominowanych i czeka na wsparcie internautów.

    23 maja na Ullevaal Stadion w Oslo zostanie rozegrany finał Ligi Mistrzyń UEFA 2025/2026. Znamy już skład – Olympique Lyon zmierzy się z FC Barceloną. Francuski zespół ograł u siebie obrończynie tytułu z Arsenalu 3:1, dzięki czemu w dwumeczu było 4:3. Decydujący cios padł w 86. minucie ze strony Jule Brand. Drużyna ta liczy na 7. triumf w tych rozgrywkach 2016 roku.

    Z kolei “Duma Katalonii” podchodziła do starcia z Bayernem z całkowicie czystą kartą, bo w pierwszym starciu w Monachium padł wynik 1:1. Teraz nie było mowy o remisie. Zawodniczki Barcelony wygrały 4:2 i awansowały do swojego 6. finału UWCL z rzędu oraz 7. na przestrzeni 8 sezonów. Polska napastniczka miała wymierny udział przy zwycięstwie, trafiła do siatki w 54. minucie, podwyższając rezultat na 3:1.

    Świetnie dołożyła głowę do piłki dośrodkowanej przez Salmę Paralluelo, wygrała pojedynek powietrzny ze środkową obrończynią rywalek Vanessą Gilles. Futbolówka poleciała tuż przy lewym słupku bramki.

    Pajor vs Paralluelo vs Brand. Głosowanie na “Goal of The Week”
    Nasza rodaczka rywalizuje ze wspomnianymi Paralluelo i Brand. Ta pierwsza strzeliła na 1:0, dobrze wybiegając za plecy defensorek i domykając dobrą wrzutkę Caroline Graham Hansen, a druga znokautowała “Kanonierki” w podobny sposób, wbiegając w tempo za linię obrony.

    Wszystkie trzy czekają teraz na wsparcie internautów. W teorii uderzenie Pajor było najtrudniejsze technicznie, ale nie można wykluczyć, że waga trafienia Brand okaże się przeważająca.

  • Oficjalnie! Stefan Horngacher wraca do polskich skoków. Oto jego nowa rola

    Oficjalnie! Stefan Horngacher wraca do polskich skoków. Oto jego nowa rola

    To już oficjalne – Stefan Horngacher wraca do Polski! Taką informację podał Polski Związek Narciarski. Działacze wyjaśnili, czym utytułowany Austriak będzie się zajmował w naszej kadrze skoczków narciarskich.

    Miniony sezon Pucharu Świata był koszmarny dla polskiej kadry. Najlepiej spisał się Kacper Tomasiak, ale zajął dopiero 23. miejsce w klasyfikacji generalnej. Gdyby nie sukcesy na igrzyskach olimpijskich, to można byłoby sezon spisać na straty. Nic więc dziwnego, że PZN postanowił dokonać zmian. Trener najpewniej zostanie ten sam, ale media informowały, że zjawi się ktoś do pomocy. Mówił o tym również sam Adam Małysz. Chodzi o Stefana Horngachera, byłego trenera Biało-Czerwonych.

    PZN ogłasza ws. Stefana Horngachera
    – Stefan bardziej ma działać jako trener, ale w roli koordynatora całego systemu szkolenia. Kogoś, kto stoi nad tym wszystkim i podpowiada, natomiast zawodnicy mają swoich bezpośrednich trenerów – mówił kilka dni temu prezes PZN. W poniedziałkowy poranek Interia przekazała, że właśnie dziś powinien pojawić się oficjalny komunikat w sprawie Austriaka, którego zaproszono na zgrupowanie kadry.

    I medium się nie pomyliło. PZN zamieścił oficjalne oświadczenie. “Stefan Horngacher wraca do polskich skoków narciarskich!” – poinformował Polski Związek Narciarski w serwisie X.

    “W ostatnich tygodniach prowadzone były intensywne negocjacje pomiędzy Polskim Związkiem Narciarskim a austriackim szkoleniowcem. Ich efektem jest wypracowanie spójnych ram organizacyjnych współpracy, obejmujących precyzyjny podział kompetencji, jasno określony zakres odpowiedzialności oraz długofalową wizję funkcjonowania systemu szkolenia” – czytamy w komunikacie.

    Czym Stefan Horngacher będzie się zajmował? “We współpracy ze sztabami trenerskimi Zarząd PZN wypracował założenia i zatwierdził formułę działania. Stefan Horngacher rozpoczął już pracę w Polsce i będzie pełnił funkcję koordynatora systemu szkolenia ściśle współpracując z trenerami kadr narodowych. Model współpracy zakłada jednoznaczny podział odpowiedzialności, określony zakres kompetencji oraz jasno zdefiniowane, mierzalne cele sportowe” – zakończono.

    To powrót Stefana Horngachera do Polski, ale w nieco innej roli. Od 2016 do 2019 pracował jako pierwszy szkoleniowiec kadry. Odniósł z nią spore sukcesy. Do najważniejszych można zaliczyć złoto igrzysk olimpijskich z Kamilem Stochem, wygranie przez tego skoczka dwóch edycji Turnieju Czterech Skoczni czy dwa zwycięstwa Biało-Czerwonych w Pucharze Narodów. Pod jego wodzą formę wyśrubowali też Piotr Żyła czy Dawid Kubacki.

  • Jasna deklaracja Świątek po losowaniu w Rzymie. “To właśnie zrobię”

    Jasna deklaracja Świątek po losowaniu w Rzymie. “To właśnie zrobię”

    – To zawsze było moją rutyną. I to właśnie zrobię – zapewniała Iga Świątek. Polka błyskawicznie zareagowała na losowanie drabinki WTA 1000 w Rzymie. Ujawniła, jak zamierza do niej podejść. Nie pozostawiła żadnych wątpliwości, ale nie tylko temat potencjalnych rywalek poruszono w trakcie rozmowy.

    “To, co stało się z Jeleną Rybakiną, Coco Gauff, Igą Świątek i Jessicą Pegulą, było ogromnym szokiem dla wszystkich, biorąc pod uwagę, jak nieprzyzwyczajeni jesteśmy ostatnio do tak drastycznego upadku faworytek. Pozostaje pytanie, czy to początek nowej zmiany trendu, czy po prostu anomalia” – zastanawiali się hiszpańscy dziennikarze po turnieju w Madrycie. Kibice Polki mają nadzieję, że szczególnie w jej przypadku to ta druga opcja i błyskawicznie wróci na właściwe tory. Szansę będzie miała już w najbliższych dniach, rywalizując w WTA 1000 w Rzymie.

    Iga Świątek mówi wprost. Tylko to interesuje ją po losowaniu w Rzymie
    Świątek trafiła się dość trudna drabinka. Już na start może zmierzyć się z Darią Kasatkiną lub Caty McNally. Zdaniem wielu osób, największym wyzwaniem w ćwiartce i pierwszym poważnym sprawdzianem może być 1/8 finału i potencjalne starcie z Naomi Osaką. A co na temat losowania sądzi sama zainteresowana? Czy analizuje już potencjalne starcia, czy koncentruje się wyłącznie na inauguracyjnym pojedynku?

    – Patrzę tylko na pierwszy mecz. To zawsze było moją rutyną – ujawniła tuż po ceremonii losowania drabinki. – Muszę się skupić na nadchodzącym wyzwaniu. Nie ma sensu myśleć o kolejnej części drabinki, bo musisz być gotowy na ten najbliższy mecz. I to właśnie zrobię – zapewniała. Nie tylko o tę kwestię zapytano Świątek podczas ceremonii. Prowadząca chciała dowiedzieć się, jakie wyjątkowe wspomnienie z Rzymu ma tenisistka. – Oprócz trofeów i tiramisu. Jeden wyjątkowy moment – śmiała się dziennikarka

    Świątek ujawnia. To jeden z jej ulubionych turniejów
    – Kocham ten turniej, ponieważ może tu przyjechać moja rodzina i przyjaciele. Rzym nie jest tak daleko od Polski. Jest to jeden z tych turniejów, kiedy mogę z nimi spędzić czas poza kortem. To daje mi zupełnie inne uczucie i wytwarza inną atmosferę. Dlatego też mogę powiedzieć, że to są dla mnie najlepsze wspomnienia z Rzymu. Zazwyczaj jestem bardzo skupiona na turniejach i nie robię wiele poza meczami, a tutaj jest zawsze zabawnie. Zawsze potrafię znaleźć czas na relaks – zdradziła. – Też super jest widzieć, jak ten turniej się zmienia, ewoluuje – dodawała.

    Czy ten rok okaże się szczęśliwy dla Świątek w Rzymie? W poprzednim sezonie nie pokazała się z najlepszej strony, bo odpadła już w III rundzie. Wówczas pokonała ją Danielle Collins, z którą już od wielu miesięcy Polka ma konflikt, szczególnie poza kortem. Ale ma też dobre wspomnienia z Rzymu. Dwukrotnie triumfowała na tych kortach. W 2022 roku w finale pokonała Ons Jabeur, tracąc ledwie cztery gemy, a dwa lata później jeden więcej oddała Arynie Sabalence – 6:2, 6:3.

  • Świątek ledwo poznała rywalki. Już mamy pierwszą niespodziankę w Rzymie

    Świątek ledwo poznała rywalki. Już mamy pierwszą niespodziankę w Rzymie

    Turniej WTA 1000 w Rzymie to kolejna impreza, w której udział weźmie Iga Świątek. Polka poznała już nawet potencjalne rywalki. Choć rywalizacja w głównej drabince jeszcze nie wystartowała, już doczekaliśmy pierwszej niespodzianki. W kwalifikacjach przepadła zawodniczka, która była w nich rozstawiona z numerem 3. Chodzi o Kimberly Birrell. Australijka przegrała 3:6, 2:6 z Yue Yuan.

    Iga Świątek, Magdalena Fręch oraz Magda Linette wystąpią w rozpoczynającym się w tym tygodniu turnieju WTA 1000 w Rzymie. Największe nadzieje wiążemy oczywiście z Igą Świątek, która będzie rozstawiona z numerem 4. Po poniedziałkowym losowaniu jasne stało się, że w pierwszej rundzie będzie miała wolny los, a w drugiej zmierzy się z Darią Kasatkiną lub Caty McNally. Na Foro Italico wciąż jednak trwają eliminacje. Doszło w nich nawet do niemałej niespodzianki.

    Była “trójką” w kwalifikacjach w Rzymie. Ugrała pięć gemów i koniec
    Sprawiła ją Kimberly Birrell. 28-letnia Australijka w rankingu WTA zajmuje 82. miejsce. Do kwalifikacji przystępowała zaś jako turniejowa “trójka”. Można było więc zakładać, że powinna wywalczyć awans. Tymczasem w poniedziałek wyraźnie lepsza od niej okazała się Chinka Yue Yuan.

    Mecz wyrównany był tylko na początku pierwszego seta. Od stanu 3:2 Australijka nie potrafiła wygrać już ani jednego gema w tej partii. Kolejną rozpoczęła od porażki do zera przy swoim serwisie. Później co prawda przełamała, ale na więcej nie było ją stać. Kiepsko wyglądał jej serwis, a do tego popełniła aż siedem podwójnych błędów. Do końca spotkania ugrała jeszcze jednego gema. Ostatecznie przegrała 3:6, 2:6.

    Ze zwycięstwa cieszyła się więc dopiero 115. na światowych listach Yuan. Chinka nie ma jednak jeszcze zapewnionego udziału w I rundzie zmagań. Aby tak się stało, musi wygrać jeszcze jeden mecz. W finale kwalifikacji czeka na nią Simona Waltert (91. WTA). Szwajcarka pokonała w poniedziałek Włoszkę Giorgię Pedone (322. WTA) 6:2, 7:6(4).
    Mecz Yuan – Waltert odbędzie się we wtorek 5 maja. Wtedy też wystartuje rywalizacja w głównej drabince. Zawody potrwają do 17 maja. Pula nagród wynosi ponad 8,3 mln dolarów.

  • Największy koszmar Ewy Pajor. “Nigdy nie widziałem jej tak przybitej”

    Największy koszmar Ewy Pajor. “Nigdy nie widziałem jej tak przybitej”

    23 maja w Oslo Ewa Pajor po raz szósty zagra w finale Ligi Mistrzyń. Do sześciu razy sztuka? Nikt przed Polką nie przegrał finału tych najważniejszych rozgrywek pięciokrotnie.

    – Nigdy w życiu nie widziałem Ewy tak przybitej – opowiadał Piotr Kozłowski, pierwszy trener Pajor, który w szkole w Wieleninie odkrył jej talent do piłki, a kilka lat później zawiózł do Medyka Konin, gdzie zaczęła karierę.

    Nina Patalon, obecnie trenerka reprezentacji Polski, była wtedy piłkarką Medyka, ale stawiała pierwsze kroki jako trenerka w pracy z dziećmi. „Kurcze. To jakiś Leo Messi w spódnicy” – pomyślała, gdy zobaczyła Ewę z piłką przy nodze. Dziś pracują razem w kadrze. Rok temu Patalon jako selekcjonerka poprowadziła naszą reprezentację w finałach kobiecych mistrzostw Europy, oczywiście z Ewą Pajor w składzie.

    Łzy Barcelony
    Zanim pojechały na turniej do Szwajcarii, Ewa przeżyła jednak sportową traumę. W Lizbonie jej Barcelona przegrała finał Ligi Mistrzyń z Arsenalem 0:1. Zespół z Katalonii bronił trofeum, był zdecydowanym faworytem, ale zagrał słaby mecz i po 18 latach to piłkarki Arsenalu wróciły na europejski tron.

    Pajor odebrała tę porażkę osobiście. W finale Ligi Mistrzyń grała wcześniej cztery razy z Wolfsburgiem. I cztery razy przegrała, między innymi w 2023 roku z Barceloną 2:3. Zdobyła wtedy bramkę, a trenerzy rywalek zdali sobie sprawę, że takiej właśnie środkowej napastniczki jak Polka potrzebują. Kiedy latem 2024 roku Pajor skończył się kontrakt w niemieckim klubie, przeniosła się do Barcelony – właśnie po to, by wznieść w końcu puchar za triumf w Lidze Mistrzyń. W Lizbonie, w starciu z Arsenalem, przeżyła jednak kolejne rozczarowanie, największe ze wszystkich.

    Kozłowski jeździ z żoną na wszystkie ważniejsze mecze Ewy. Był w stolicy Portugalii i patrzył na łzy gwiazdy. Pajor była załamana. Zaraz po tym odwołała wszystkie umówione wywiady przed zgrupowaniem reprezentacji Polski w Gdańsku. Potrzebowała czasu, by przetrawić piątą porażkę w finale Ligi Mistrzyń. Dotąd za największego pechowca elitarnych rozgrywek uchodził francuski obrońca Patrice Evra, który w finale Champions League przegrywał cztery razy.

    Nie tylko dla Ewy, ale dla całej Barcelony finał w Lizbonie był doświadczeniem bolesnym. W swoim debiutanckim sezonie w Katalonii Polka zdobyła 43 gole w 46 meczach. Pobiła rekord skuteczności w klubie z Camp Nou, wywalczyła z nim wszystkie krajowe trofea, ale to najważniejsze, europejskie, znów okazało się nieosiągalne. Barcelona straciła status najlepszej kobiecej drużyny Europy.

    Obecny sezon zaczął się od złych wieści. Trener Pere Romeu musiał się pogodzić z odejściem kilku dobrych piłkarek, bo zadłużony klub z Katalonii szukał oszczędności we wszystkich swoich sekcjach. Romeu sięgnął do akademii. I, jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę. Młode zawodniczki są nie tyle uzupełnieniem, co wzmocnieniem zespołu.

    Barcelona, wciąż z Pajor w składzie, z impetem ruszyła do walki o przywrócenie hegemonii w Europie. Klub z Katalonii docierał do finału Ligi Mistrzyń nieprzerwanie od 2021 roku. Wygrał go trzy razy, w latach 2021, 2023 i 2024. Jego gwiazdy, Alexia Putellas i Aitana Bonmati, zmonopolizowały “Złotą Piłkę” w ostatnich pięciu edycjach plebiscytu France Football.

    Pierwszym rywalem Barcy w fazie ligowej tego sezonu był Bayern Monachium. Przyjechał na Camp Nou po wygraniu wszystkich meczów na starcie rozgrywek Bundesligi, tymczasem w Barcelonie poległ aż 1:7! Tamta lekcja pokory przydała się piłkarkom z Bawarii pół roku później, w półfinale LM. W pierwszym spotkaniu, w Monachium, padł wynik 1:1. Pajor zdobyła piękną bramkę, ale Franziska Kett wyrównała. Piłkarki Bayernu obroniły wynik, choć w 79. min Kett dostała czerwoną kartkę. Niemki zastosowały tę samą taktykę, którą wybrał trener Arsenalu na finał Ligi Mistrzyń w Lizbonie, czyli uważną grę w defensywie i wyczekiwanie na okazje do kontry.

    “Klątwa nad Pajor”
    Remis w Monachium nie był zły dla Barcelony, a jednak sfrustrował zawodniczki Romeu. Putellas mówiła o poczuciu straconej szansy. Pajor i jej koleżanki przygotowywały się do rewanżu w wielkim skupieniu. Bilety na mecz na Camp Nou kupiło 60 tys. fanów – nie było wolnych miejsc na trybunach. W niedzielę wzdłuż ulic dojazdowych do stadionu stały tłumy ludzi w koszulkach Barcelony. Okrzykami mobilizowali piłkarki, jadące na mecz z Bayernem. Putellas, która jest kapitanem drużyny, nie potrafiła zapanować nad wzruszeniem, gdy później o tym wspominała.

    Tego dnia wydarzyło się jeszcze coś ważnego. Po pięciu miesiącach od złamania nogi do zespołu wracała Aitana Bonmati. Najlepsza piłkarka świata ostatnich trzech lat usiadła na ławce, weszła na boisko w drugiej połowie, powitana owacją. Barcelona prowadziła wtedy 4:1, po dwóch golach Putellas i kolejnej wspaniałej bramce Pajor. Polka zdobyła ją główką, nie dając bramkarce Bayernu najmniejszych szans na interwencję.

    To nie był jednak łatwy mecz dla Barcelony. Piłkarki Bayernu zdobyły gola na 2:4 i ruszyły do frontalnego ataku. VAR anulował im trzecią bramkę, dwa razy trafiły w poprzeczkę bramki Caty Coll. Mimo wszystko wynik się już nie zmienił.

    W 87. min Romeu zdjął z boiska Putellas, by fani mogli jej podziękować za wysiłek. Mowa nie tylko o tym meczu – podczas swojej niesamowitej kariery, przerwanej na jakiś czas zerwaniem więzadeł w kolanie, Alexia zdobyła dla Barcelony 232 gole i w klasyfikacji najskuteczniejszych dogoniła legendarnego napastnika, Cesara Rodrigueza. Oboje są teraz na drugim miejscu. Przed nimi tylko Leo Messi (672 bramki).

    Łzy wzruszenia Putellas oddają skalę emocji, które przeżyły piłkarki Barcelony podczas niedzielnej batalii o finał Ligi Mistrzów. Zagrają w nim po raz siódmy, a po raz szósty z kolei. Alexia grała w 2019 roku w finale w Budapeszcie, przeciwko Olympique Lyon. Zespół z Katalonii przegrał wówczas 1:4. Dwa lata później, w finale w Göteborgu, pokonał Chelsea. Putellas zdobyła gola z karnego, w meczu wygranym 4:0.

    Rok później Lyon pokonał Barcelonę w finale w Turynie 3:1. W 2023 roku zespół z Katalonii ograł Wolfsburg z Pajor, a w kolejnej edycji wreszcie pokonał Lyon – 2:0 w Bilbao. Piłkarki z Lyonu triumfowały w Lidze Mistrzyń aż osiem razy i są najbardziej utytułowaną drużyną Europy. To właśnie one wyeliminowały Arsenal w półfinale obecnych rozgrywek i 23 maja zagrają z Barceloną finał w Oslo.

    Dla Ewy Pajor będzie to być może najważniejszy mecz w karierze. Przed rokiem media pisały o klątwie ciążącej nad Polką. Nikt bardziej niż ona nie zasługuje na triumf w najbardziej prestiżowych rozgrywkach. Trofea trzeba jednak zdobyć na boisku. Za rok finał Ligi Mistrzyń odbędzie się na Stadionie Narodowym w Warszawie, ale Ewa z pewnością nie chce czekać tak długo.

  • Półfinalistka WTA Madryt już po starciu w Rzymie. Dwa sety numeru “1”

    Półfinalistka WTA Madryt już po starciu w Rzymie. Dwa sety numeru “1”

    Turniej Mutua Madrid Open 2026 przeszedł do historii – poznaliśmy wszystkie rozstrzygnięcia, na Caja Magica było w tym roku sensacyjnie. Niemal wszystkie gwiazdy zameldowały się już w Rzymie, w poniedziałek przed południem rozlosowano tu drabinkę. Aż do niedzieli na wycofanie którejś z zawodniczek czekała Anastazja Potapowa, jedna z bohaterek z Madrytu, która tam dotarła do półfinału. I się nie doczekała, w poniedziałek musiała przystąpić do gry w kwalifikacjach, jako ta rozstawiona z “1”. Jej mecz na słynnym korcie Pietrangeli trwał 86 minut.

    Takiego drugiego tygodnia zmagań w kobiecej rywalizacji w Madrycie nikt się chyba nie spodziewał. U panów wszystko toczyło się zgodnie z planami – po wycofaniu kontuzjowanego Carlosa Alcaraza do finału dotarli dwaj najwyżej rozstawieni: Jannik Sinner i Alexander Zverev. Włoch dość łatwo wygrał finał 6:1, 6:2 – i powiększył przewagę nad Carlitosem. A skoro Hiszpan opuści też Rzym i Paryż, pozycja światowej “jedynki” w męskim tenisie zostanie pewnie na długo zarezerwowana dla Sinnera.

    U pań w zmaganiach na Caja Magica zazwyczaj w finale też dochodziło do hitów. Rok temu było to starcie Aryny Sabalenki z Coco Gauff, w dwóch wcześniejszych edycjach Białorusinka mierzyła się tam z Igą Świątek. A teraz tylko ona spośród ośmiu najwyżej rozstawionych zawodniczek dotarła do 1/4 finału. I tam sensacyjnie uległa Hailey Baptiste, mimo sześciu meczboli.

    Amerykanka odpadła w półfinale, na tym etapie swoją przygodę zakończyła też druga z niespodziewanych bohaterek. Mowa o Anastazji Potapowej, która pod koniec zeszłego roku zamieniła Rosję na Austrię. Ten sezon zaczęła źle, pod koniec marca spadła na 97. miejsce w rankingu WTA. Przełom przyszedł w Linzu, w WTA 500 – dopiero w finale uległa Mirze Andriejewej. A w Madrycie zameldowała się w półfinale, po pokonaniu Jeleny Ostapenko, Jeleny Rybakiny i Karoliny Pliskovej. Uległa dopiero, po trzysetowym boju, Marcie Kostiuk.

    WTA 1000 w Rzymie. idealny początek bohaterki z Madrytu. 20 z 23 wygranych akcji Anastazji Potapowej
    Po Mutua Madrid Open Potapowa wskoczyła na 38. miejsce na świecie – dziś mogłaby niemal myśleć o… rozstawieniu w Rzymie. Tyle że w momencie zamykania zgłoszeń do głównej drabinki Internazionali BNL d’Italia była daleko w rankingu. I nie załapała się do niej. Została jednak rozstawiona z “1” w kwalifikacjach – i dziś musiała do nich przystąpić.

    Los dla Potapowej okazał się dość łaskawy, na pięknym korcie Pietrangeli zmierzyła się z Rumunką Iriną Camelią Begu. Grały dotąd raz, też na mączce, w Lozannie. Cztery lata temu lepsza okazała się Potapowa, choć to Rumunka była wyżej w rankingu. 35-letnia Begu wraca właśnie po kontuzji, pauzowała dziewięć miesięcy. A jej ostatnim występem był… tytuł WTA 250 w Jassach, w lipcu zeszłego roku.

    W Madrycie, z zamrożonym rankingiem, załapała się do głównej drabinki – przegrała jednak z Laurą Siegemund. W Rzymie starcie z reprezentantką Austrii zaczęła fatalnie.

    Ledwie minął kwadrans, a już Potapowa prowadziła… 5:0. Mało tego, Begu w tym czasie wygrała zaledwie trzy akcje. W pięciu gemach! Zanosiło się na wyjątkowo szybką rozprawę w tej partii. Powtórzyła się jednak sytuacja z piątku, gdy Anstazja wygrywała w drugim secie z Kostiuk 5:0, serwowała po bajgla. I przegrała gema do zera. Teraz Begu triumfowała po drugim break poincie. Seta przegrała jednak 1:6.

    W drugiej partii role się odwróciły – to 35-letnia Rumunka odskoczyła na 3:0, później prowadziła 4:1. I miała piłkę na 5:1. Przegrała tego gema, Potapowa zaczęła dokładać kolejne. I to ona wyszła na prowadzenie 5:4. Ostatecznie wygrała 6:1, 7:5.

    We wtorkowym finale kwalifikacji Austriaczka zagra z Nikolą Bartunkovą. Jeśli przegra, to i tak w pierwszej kolejności będzie losowana jako “lucky loser” w przypadku wycofania zawodniczek z głównej drabinki.

  • Bolesne słowa prawdy o Świątek. “Szok dla wszystkich”

    Bolesne słowa prawdy o Świątek. “Szok dla wszystkich”

    Turniej WTA 1000 w Madrycie zakończył się dla Igi Świątek przedwcześnie. Tym razem zawiodło ją zdrowie. Mimo wszystko hiszpańskie media nie miały dla niej litości. Boleśnie podsumowały jej występ w Madrycie.

    – Ostatnie trzy dni czułam się okropnie. Złapałam jakiegoś wirusa. (…) To smutne, że nie mogę grać dalej, bo czułam się naprawdę dobrze i byłam w formie – mówiła Iga Świątek po meczu z Ann Li. Polka nie była w stanie dokończyć tego spotkania i skreczowała przy stanie 6:7(4), 6:2, 0:3. Turniej w Madrycie okazał się dla niej kolejnym rozczarowaniem w tym sezonie. Kibice liczyli, że dojdzie do jej przełamania na “mączce”, nawierzchni, którą tak kochała w przeszłości, ale póki co nadzieje spełzły na niczym. Ćwierćfinał w Stuttgarcie i trzecia runda w Madrycie to wyniki zdecydowanie poniżej oczekiwań, co dostrzegły też hiszpańskie media.

    Hiszpanie piszą o Świątek i innych faworytkach. “Nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni”
    Portal puntodebreak.com podsumował turniej w stolicy Hiszpanii. Wyciągnął 10 najważniejszych wniosków. Do ostatniego z nich zakwalifikował Świątek. Czego dotyczył ten punkt? “Faworytki i porażki, których nie do końca rozumiemy” – czytamy.

    Dziennikarze wprost stwierdzili, że występ Polki, podobnie jak i kilku innych czołowych tenisistek świata, okazał się wielkim rozczarowaniem. Kogo wymienił u boku 24-latki? “Aryna Sabalenka to nie jest jedyna tenisistka, której wynik można uznać za daleki od oczekiwań. To, co stało się z Jeleną Rybakiną, Coco Gauff, Igą Świątek i Jessicą Pegulą, było ogromnym szokiem dla wszystkich, biorąc pod uwagę, jak nieprzyzwyczajeni jesteśmy ostatnio do tak drastycznego upadku faworytek” – oceniła wprost redakcja.

    Tylko dla Sabalenki jest nadzieja?
    Polka znalazła się w gronie wielkich tenisistek w tym zestawieniu, choć z pewnością nie jest to dla niej pocieszeniem. A na tym medium nie zakończyło. “Pozostaje pytanie, czy to początek nowej zmiany trendu, czy po prostu anomalia” – czytamy. I o ile w przypadku Rybakiny, Gauff, Świątek czy Peguli dziennikarze starali się nie wyrokować, tak w sprawie Sabalenki mieli teorię.

    “Ona nienawidzi przegrywać, o czym daje znać za każdym razem, gdy ponosi porażkę, ale to ją napędza. Przegrana w Hiszpanii może być preludium do ponownego wysiłku, intensywności i skupienia, by kontynuować postępy na korcie, który jest jej słabym punktem” – ocenili. Tak więc zdaniem medium, dla Sabalenki ta porażka może być motywująca, a dla innych zawodniczek… Cóż.

    Świątek znajduje się w trudnym momencie kariery. W tym sezonie nie udało jej się dojść nawet do półfinału jakiegokolwiek turnieju. A gdy wydawało się, że już łapie formę, to pojawiły się problemy ze zdrowiem. Kto wie, może do przełamania dojdzie w Rzymie, w którym triumfowała w latach 2022 i 2024. Turniej wystartuje już w poniedziałek 4 maja, a rozpoczną go kwalifikacje.

  • Djoković, Sabalenka, Gauff wydają wspólne oświadczenie. Wojna w świecie tenisa

    Djoković, Sabalenka, Gauff wydają wspólne oświadczenie. Wojna w świecie tenisa

    Do rozpoczęcia Roland Garros pozostały jeszcze trzy tygodnie, a już wybuchła wielka burza wokół turnieju. Ba, zawodnicy i zawodniczki wydali nawet specjalne oświadczenie w tej sprawie. Wyrazili w nim wielkie niezadowolenie. Z czego wynikało?

    Przed nami WTA 1000 w Rzymie. Zawodniczki już poznały drabinkę turnieju, ale kibice najbardziej czekają na imprezę, która rozpocznie się pod koniec maja. Mowa o Roland Garros. Kto będzie faworytką do zwycięstwa? Mimo że obecnie nie prezentuje wysokiej formy, to nie można jej skreślać. Triumfowała we Francji aż czterokrotnie. Mowa oczywiście o Idze Świątek. Jednak nie temat ewentualnej zwyciężczyni czy zwycięzcy paryskiego turnieju rozgrzewa środowisko tenisa do czerwoności, a… kwestia nagród pieniężnych.

    Burza przed Roland Garros. Powód? Pieniądze
    Jak donosi “The Guardian”, “grupa 20 najlepszych tenisistów i tenisistek tego globu, w gronie których znajdują się Novak Djoković, Jannik Sinner, Aryna Sabalenka, a także Coco Gauff, wydała wspólne oświadczenie. Zawodnicy wyrazili w nim rozczarowanie wynikające z wysokości nagród oferowanych podczas French Open”.

    Działacze ogłosili, że zwycięzca i zwyciężczyni zgarną po 2,8 mln euro. To jednak kwota, która nie satysfakcjonuje graczy. Stwierdzili tak na podstawie poprzednich sezonów. “Roland Garros wygenerował 395 mln euro przychodu w roku ubiegłym, co stanowi wzrost o 14 procent w porównaniu z 2024, jednak nagrody pieniężne wzrosły jedynie o 5,4 procent, co zmniejszyło udział zawodników w przychodach do 14,3 procent” – czytamy w oświadczeniu.

    Zawodnicy chcieli, by udział nagród w przychodach oscylował w granicach 22 procent, a w tym sezonie, na podstawie przewidywań, wciąż ma to być niespełna 15 procent. Z tego też wynika ich rozgoryczenie. “Turnieje wielkoszlemowe nadal bronią się przed zmianami. Brak konsultacji z nami, a także nieustający brak inwestycji w nasz dobrostan odzwierciedlają system, który nie reprezentuje odpowiednio interesów tych, którzy są kluczowi dla sukcesu tego sportu” – pisali tenisiści. A to nie koniec.

    Lista żądań się wydłuża
    Zawodnicy domagali się także “zwiększenia świadczeń socjalnych i emerytalnych, a także większego głosu w ustalaniu terminarza”. Roland Garros rozpocznie się 24 maja. Tytułu będzie bronić Coco Gauff. W męskiej rywalizacji zabraknie obrońcy. Mowa o Carlosie Alcarazie, który z powodu kontuzji musiał zrezygnować z udziału. Z kolei WTA 1000 w Rzymie startuje już dziś. Na początek zaplanowano kwalifikacje.

  • Tak Hiszpanie ocenili Pajor po półfinale LM. Ależ słowa o Polce

    Tak Hiszpanie ocenili Pajor po półfinale LM. Ależ słowa o Polce

    Ewa Pajor zagra w finale Ligi Mistrzyń! Jej FC Barcelona zremisowała pierwszy mecz półfinałowy z Bayernem Monachium 1:1, ale w niedzielnym rewanżu u siebie sięgnęła po awans. Wygrała 4:2, w czym spory udział miała również Polka. Na początku drugiej połowy strzeliła gola na 3:1, co nie uszło uwadze hiszpańskich mediów. Te już zdążyły porównać ją do… Roberta Lewandowskiego.

    Ewa Pajor nie tak dawno świętowała z FC Barceloną drugi w karierze tytuł mistrzyni Hiszpanii. Teraz zapewniła sobie udział w finale Ligi Mistrzyń. W niedzielnym meczu z Bayernem Monachium zagrała pełne 90 minut i spełniła swoje zadanie. W 55. minucie popisała się znakomitym strzałem głową po dośrodkowaniu Salmy Paralluelo i trafiła idealnie w dolny róg. Tym samym przyczyniła się do upragnionego zwycięstwa.

    “W najczystszym stylu Lewandowskiego”. Tak, to o Ewie Pajor
    FC Barcelona ostatecznie wygrała 4:2 (w pierwszym meczu w Monachium było 1:1). Pozostałe bramki zdobyły Paralluelo i dwie Putellas. Bayern odpowiedział zaś trafieniami Dallmann i Harder. Pajor cieszyła się z dziewiątego gola w tej edycji Ligi Mistrzyń. Dzięki temu zrównała się w klasyfikacji strzelczyń z prowadzącą Alessią Russo. Jej wyczyn doceniły już także hiszpańskie media.

    Kataloński “Sport” określił Pajor mianem “predatorki”. – Prawdziwa mistrzyni, polska napastniczka, zawsze znajduje się w odpowiednim miejscu, gdy jest najbardziej potrzebna. Choć nie był to jej najwspanialszy występ, po precyzyjnym dośrodkowaniu Salmy strzeliła głową w najczystszym stylu Lewandowskiego – swojego idola – ustalając wynik na 3:1 i przesądzając o losach meczu. Otworzyła tym samym drogę do Oslo – podsumował i przyznał jej notę 8 w 10-stopniowej skali.

    Hiszpanie zachwyceni golem Pajor. “Niesamowity strzał”
    O bramce Polski napisało także “L’Esportiu”.- Barca podwyższyła prowadzenie na początku drugiej połowy. Znakomite dośrodkowanie Salmy pozwoliło Pajor pokonać Mahmutović niesamowitym strzałem głową – mogliśmy przeczytać. – Pajor skierowała piłkę głową do siatki po precyzyjnym dośrodkowaniu Salmy, ustalając wynik na 3:1. Bayern był wtedy w rozsypce – relacjonowało z kolei “Mundo Deportivo”.

    Rywalem FC Barcelony w finale Ligi Mistrzyń będzie Olympique Lyon. Francuska ekipa przegrała pierwszy mecz półfinałowy z Arsenalem 1:2, ale w rewanżu zwyciężyła 3:1. Starcie o tytuł odbędzie się w sobotę 23 maja w Oslo.

  • Sinner przeszedł do historii tenisa. Niebywały wyczyn

    Sinner przeszedł do historii tenisa. Niebywały wyczyn

    Jannik Sinner zaliczył niezwykle udany powrót na korty w Madrycie. Włoch szedł jak burza przez prestiżowy turniej i potwierdził wielką klasę w finale z Alexandrem Zverevem – po niespełna godzinie gry triumfował 6:1, 6:2. W ten sposób napisał historię turniejów rangi ATP 1000 oraz jeszcze umocnił się na czele światowego rankingu.

    Jannik Sinner (1. ATP) w zeszłym roku opuścił “tysięcznik” w Madrycie z powodu zawieszenie nałożonego na niego przez WADA za pozytywny wynik testu antydopingowego (wykryto u niego clostebol, który miał dostać się do jego organizmu przez fizjoterapeutę – ten użył wspomnianego środka na skaleczenie). Między innymi dlatego w tym roku lider rankingu miał wiele do zyskania na madryckich kortach.

    W przypadku zwycięstwa Włoch zgarnąłby pełną możliwą pulę rankingową, czyli 1000 punktów. Ponadto grał o przejście do historii – mógł zostać pierwszym tenisistą mogącym pochwalić się pięcioma z rzędu tytułami rangi ATP 1000. Zeszłoroczny triumf w Paryżu (hala Bercy) i tegoroczne w Indian Wells, Miami oraz Monte Carlo łączyło to, że po drodze tracił maksymalnie jednego seta (w Monako z Tomasem Machacem, pozostałe trzy “na zero”). W Madrycie miał szansę powtórzyć to osiągnięcie – do finału z Alexandrem Zverevem (3. ATP) przystępował z przegraną jedną partią (z Benjaminem Bonzim w drugiej rundzie).

    Jannik Sinner zdemolował Alexandra Zvereva w finale w Madrycie i przeszedł do historii
    Potyczka o tytuł rozpoczęła się kapitalnie dla faworyta, który w pierwszych pięciu gemach przegrywał tylko po punkcie, dzięki czemu miał prowadzenie 5:0 z przewagą podwójnego przełamania. I choć kolejny gem stracił, to w następnym wykorzystał pierwszy setbol na wagę rezultatu 6:1.

    Na otwarcie drugiej partii Zverev wygrał swoje podanie “do zera”, jednak Sinner odpowiedział wygraniem trzech gemów z rzędu. A gdy przy prowadzeniu 4:2 wykorzystał kolejny break point, serwował po historyczny, piąty z rzędu tytuł w “tysięcznikach”. Nie zawiódł i po 58 minutach gry świętował zwycięstwo 6:1, 6:2.

    Sinner totalnie zdominuje ranking ATP. Alexander Zverev pierwszym ze “śmiertelników”
    Dzięki zwycięstwu w Madrycie Jannik Sinner umocni się na prowadzeniu w rankingu ATP. Według zestawienia “na żywo”, w kolejnym oficjalnym notowaniu będzie miał aż 14350 pkt. To da mu ogromną przewagę nad Carlosem Alcarazem (2. ATP), który praktycznie cały sezon na mączce opuści przez uraz (nie grał w Madrycie i nie zagra w Rzymie oraz Paryżu, gdzie miał bronić tytułów). W najnowszym notowaniu Hiszpan będzie miał 12 960 pkt, a między dwoma gigantami męskiego tenisa i resztą stawki pozostanie przepaść – trzeci Alexander Zverev będzie miał… 5805 pkt.