Author: iamgoodluck

  • FC Barcelona w finale LM! Wszystkie oczy na Ewę Pajor

    FC Barcelona w finale LM! Wszystkie oczy na Ewę Pajor

    FC Barcelona szósty raz z rzędu zagra w finale Ligi Mistrzyń! Będzie to też szósty finał tych rozgrywek dla Ewy Pajor. Polka w niedzielę znowu trafiła do siatki Bayernu Monachium, a Barcelona wygrała 4:2 na Camp Nou w szalonym, rewanżowym starciu półfinałowym Ligi Mistrzyń.

    FC Barcelona przed tygodniem zremisowała na wyjeździe z Bayernem Monachium 1:1 w pierwszym meczu półfinałowym Ligi Mistrzyń. Jedyną bramkę dla mistrzyń Hiszpanii zdobyła Ewa Pajor. W niedzielne popołudnie doszło do rewanżu na wypełnionym po brzegi przebudowywanym Camp Nou. Oczywiście z Ewą Pajor w pierwszym składzie, a Natalią Padillą na ławce piłkarek z Monachium.

    FC Barcelona z awansem do finału Ligi Mistrzyń. Ewa Pajor znowu strzela
    Początek pokazał, jak będzie przebiegało to spotkanie. FC Barcelona będzie prowadziła grę, a Bayern Monachium skupi się na obronie i kontratakach. Przez chwilę zdawało to egzamin, ale zmieniło się już w 13. minucie, gdy fantastyczne podanie z prawego skrzydła posłała Caroline Graham Hansen. Akcję na dalszym słupku skutecznie zamknęła Salma Paralluelo i było 1:0 dla gospodyń.

    Po tym golu Barcelona zaczęła się czuć coraz pewniej… i to na chwilę ją zgubiło, gdyż w 17. minucie piłkarki Bayernu przejęły piłkę w środku pola, przeprowadziły świetny kontratak, który wykończyła Linda Dallmann. Ale to nie był koniec strzelania w tej połowie. Podrażniona Barcelona nie odpuszczała i już w 22. minucie Paralluelo posłała piłkę z lewej strony, w polu karnym doszło do małego ping-ponga, w którym najlepiej odnalazła się Alexia Putellas. Reprezentantka Hiszpanii dopadła do piłki i skierowała ją do siatki rywalek. Było 2:1 i taki wynik utrzymał się do przerwy, chociaż Barcelona miała sporo okazji. W końcu oddała aż 15 strzałów! Kilka razy próbowała także Ewa Pajor, ale piłka przelatywała obok bramki Bayernu.

    I tak dotarliśmy do drugiej połowy, która rozpoczęła się w najlepszy możliwy sposób dla Barcelony. W 55. minucie Paralluelo znowu dośrodkowała w pole karne, ale tym razem idealnie na głowę Ewy Pajor, która zdobyła bramkę na 3:1! Był to dziewiąty gol Polki w obecnej edycji Ligi Mistrzyń i tym samym została najskuteczniejszą strzelczynią obok Alessi Russo z Arsenalu. A trzy minuty później, Putellas skompletowała dublet. Barcelona była już o włos od finału Ligi Mistrzyń.

    Piłkarki Bayernu jednak nie zamierzały odpuszczać, czego przykładem jest trafienie Pernille Harder z 71. minuty. Nakręcone piłkarki zespołu z Monachium dwie minuty później miały okazję na trzeciego gola, ale ofiarnie wybroniły się gospodynie. A w 79. minucie poprzeczka uratowała Katalonki. Bayern naciskał, a to zwiastowało ogromne emocje w ostatnich minutach na Camp Nou. W 83. minucie znowu los dopisał Barcelonie, gdyż piłka ponownie wylądowała na poprzeczce.

    W 88. minucie Ewa Pajor miała fantastyczną okazję na dublet, ale uderzyła wprost w bramkarkę Bayernu. Niewykorzystane okazje lubią się mścić? Dwie minuty później zawodniczki Bayernu przejęły piłkę w środku pola, znowu kontratak i gol kontaktowy autorstwa Harder! Jednak to trafienie zostało anulowane po interwencji VAR-u z powodu faulu przy odbiorze piłki. Ostatecznie Katalonki do końca “dowiozły” wygraną 4:2, a zarazem 5:3 w dwumeczu.

    Tym samym będzie to szósty z rzędu finał Ligi Mistrzyń dla FC Barcelony. Piłkarki z Katalonii triumfowały w 2021, 2023 i 2024 roku. Dla Ewy Pajor to także szósty finał tych rozgrywek w karierze! Dotychczas przegrała jednak każdy z pięciu poprzednich. Kto wie, może tym razem fortuna będzie po jej stronie. W finale FC Barcelona zagra 23 maja w Oslo z Lyonem.

    FC Barcelona – Bayern Monachium 4:2 (5:3 w dwumeczu)
    Bramki: 13′ Paralluelo, 22′ 58′ Putellas, 55′ Pajor – 17′ Dallmann, 71′ Harder

  • Ewa Pajor jest niesamowita! Oto co zrobiła w półfinale LM

    Ewa Pajor jest niesamowita! Oto co zrobiła w półfinale LM

    Ewa Pajor z golem w półfinałowym meczu Ligi Mistrzyń z Bayernem Monachium! Jak przed tygodniem, tak i teraz reprezentantka Polski wpisała się na listę strzelczyń.

    Przed tygodniem FC Barcelona zremisowała na wyjeździe 1:1 z Bayernem Monachium w pierwszym meczu półfinałowym Ligi Mistrzyń. Bramkę dla mistrzyń Hiszpanii zdobyła Ewa Pajor już w ósmej minucie spotkania. W drugiej połowie piłkarki z Monachium doprowadziły do remisu, a od 80. minuty grały w osłabieniu. Mimo tego Katalonki nie potrafiły zdobyć bramki.

    Ewa Pajor z kolejnym golem w Lidze Mistrzyń
    W niedzielne popołudnie doszło do rewanżowego spotkania na Camp Nou. FC Barcelona do przerwy prowadziła 2:1 po golach Salmy Paralluelo oraz Alexi Putellas. Dla piłkarek Bayernu trafiła Linda Dallmann. Przed tym meczem Ewa Pajor miała na koncie osiem bramek w Lidze Mistrzyń i brakowało jej jednego trafienia do pierwszej w klasyfikacji Alessi Russo z Arsenalu. To się jednak zmieniło w 55. minucie spotkania, gdy reprezentantka Polski znowu pokonała bramkarkę Bayernu Monachium, zdobywając bramkę na 3:1 dla swojego zespołu!

    Salmy Paralluelo urwała się lewą stroną, dośrodkowała w pole karne, a tam fantastycznie odnalazła się Ewa Pajor, która mierzonym strzałem zdobyła swoją dziewiątą bramkę w aktualnej edycji Ligi Mistrzyń! Trzy minuty później gola na 4:1 zdobyła Putellas, co praktycznie przesądza kwestię tej rywalizacji.

    Trofeum za Ligę Mistrzyń jest jedynym, które regularnie wymyka się Ewie Pajor. Polka grała już pięciokrotnie w finałach tych rozgrywek (cztery razy w barwach Wolfsburga i raz w barwach Barcelony) i za każdym razem schodziła z boiska pokonana.

  • Tak wygląda ranking ATP. Oto miejsce Hurkacza po finale w Cagliari

    Tak wygląda ranking ATP. Oto miejsce Hurkacza po finale w Cagliari

    Hubert Hurkacz z awansem w rankingu ATP! Co prawda Polak przegrał w finale turnieju ATP Challenger Tour 175 w Cagliari z Matteo Arnaldim 4:6, 4:6, ale i tak zanotował w światowym zestawieniu awans aż o dziesięć pozycji!

    Niespełna dwa lata temu, bo w sierpniu 2024 roku Hubert Hurkacz był sklasyfikowany na szóstym miejscu w rankingu ATP. Jednak problemy zdrowotne, zmiany trenerów i długi czas powrotu do formy sprawiły, że obecnie polski tenisista sklasyfikowany jest na 63. miejscu w światowym zestawieniu.

    Awans Huberta Hurkacza w rankingu ATP po turnieju w Cagliari
    Po niepowodzeniu w turnieju ATP 1000 w Madrycie, gdzie odpadł w drugiej rundzie, Hubert Hurkacz postanowił spróbować swoich sił w turnieju ATP Challenger Tour 175 w Cagliari. W nim dotarł aż do finału, w którym w niedzielę zmierzył się z Włochem Matteo Arnaldim (103. ATP).

    O ile w poprzednich spotkaniach Hubert Hurkacz był w stanie odwracać wyniki rywalizacji, to w niedzielę już ta sztuka mu się nie udała i po 104 minutach 29-latek przegrał 4:6, 4:6. Niemniej jednak może turniej w Cagliari zaliczyć do udanych, bo dopisał do swojego konta 100 punktów, co pozwoliło mu awansować na 53. pozycję w rankingu ATP. Obecnie Hurkacz ma przy swoim nazwisku 945 punktów. Drugi z najlepszych polskich singlistów, Kamil Majchrzak, jest 76. i ma 747 punktów.

  • Hurkacz zagrał o tytuł. Kibice wstali z miejsc po ostatniej piłce

    Hurkacz zagrał o tytuł. Kibice wstali z miejsc po ostatniej piłce

    Siedem piłek setowych obronił Hubert Hurkacz w finale turnieju Challenger 175 w Cagliari. Happy endu jednak nie było. Polak przegrał walkę o pierwszy w tym roku tytuł. W niedzielnym meczu nie potrafił skorzystać ze swojego największego atutu, jakim jest serwis. Po blisko dwóch godzinach pokonał go Włoch Matteo Arnaldi 6:4, 6:4 i to on świętował triumf w całym turnieju.

    Hubert Hurkacz (63. ATP) stanął przed szansą na pierwszy tytuł w tym roku. Po nieudanych zawodach w Madrycie, gdzie odpadł już w II rundzie, postanowił wziąć udział w Challengerze w Cagliari. Dla Polaka był to pierwszy występ w zawodach tej rangi po siedmiu latach przerwy. Na Sardynii pokazał się ze znakomitej strony. W drodze do finału pokonał m.in. słynnego Matteo Berrettiniego (92. ATP) czy wyżej notowanego Romana Andresa Burruchagę (59. ATP). Ostatnią przeszkodą był natomiast Włoch Matteo Arnaldi (103. ATP).

    Hurkacz obronił siedem piłek setowych. Horror z udziałem Polaka
    Mecz o główne trofeum miał dość nieoczekiwany przebieg. Słynący z potężnego serwisu Hurkacz dość mocno zawodził w tym elemencie. Przez całego pierwszego seta nie zaserwował ani jednego asa. W dodatku już w pierwszym gemie został przełamany. Na szczęście błyskawicznie się zrewanżował. Wkrótce wyszedł nawet na prowadzenie 3:1, ale wtedy nastąpił u niego nieoczekiwany kryzys. Przy własnym podaniu przegrał gema do zera, a potem trzy kolejne i znalazł się w arcytrudnym położeniu.

    Przy stanie 3:5 przegrywał 0:40 i musiał bronić piłek setowych. Nie dał jednak za wygraną, bo powstrzymał ich aż sześć. W końcu wygrał wojną nerwów i doprowadził do wyniku 4:5. Spektakularnego powrotu jednak nie oglądaliśmy. Przy swoim serwisie Arnaldi dokończył dzieła. Hurkacz co prawda obronił jeszcze siódmą piłkę setową, ale przy ósmej już skapitulował. Gema przegrał do 15, a całą partię 4:6.

    Hurkacz prowadził 2:0. A potem niebywała zapaść
    Wrocławianin nieźle grał przy siatce, ale popełniał znacznie więcej niewymuszonych błędów i miał mniej zagrań kończących. Do tego dość wyraźnie szwankował jego serwis. Na początku drugiego seta wydawało się jednak, że Hurkacz wraca na właściwe tory. Bardzo pewnie wygrał dwa pierwsze gemy, ale potem znów został przełamany, a rywal wyrównał na 2:2.

    Arnaldi na tym się nie zatrzymał. Wygrał następne dwa gemy, a do tego sam dołożył asa serwisowego, co Hurkaczowi nadal nie wychodziło. Włoch z przewagą przełamania był na dobrej drodze do końcowego zwycięstwa. Później panowie grali gem za gem, co działało na jego korzyść. W tym decydującym szybko wyszedł an 40:0 i wykorzystał już pierwszego meczbola.

    Cały mecz w godzinę i 44 minuty padł łupem Włocha 6:4, 6:4. Po ostatniej piłce kibice wstali z miejsc. Włosi przez całe spotkanie wspierali swojego rodaka i nie kryli swojej wielkiej radości. Dla Arnaldiego jest to piąty tytuł rangi Challenger w karierze.

  • Lewandowski w Liverpoolu? Angielska legenda mówi wprost

    Lewandowski w Liverpoolu? Angielska legenda mówi wprost

    Robert Lewandowski wciąż nie ogłosił co z jego przyszłością w FC Barcelonie. Gdyby Polak nie przedłużył umowy, to latem mógłby zostać bohaterem hitowego transferu. Wśród potencjalnych kierunków przewija się angielski potentat. – Kto by odmówił Lewandowskiemu? Nadal będzie strzelał gole – tak ocenia ten ruch Peter Crouch.

    Robert Lewandowski zdobył ważnego gola dla FC Barcelony w sobotnim meczu z Osasuną, a dzięki wygranej 2:1 Katalończycy znacznie zbliżyli się do krajowego tytułu. Być może tym trafieniem Polak umocni swoją pozycję w rozmowach z klubem dotyczących przedłużenia umowy – na razie nie wiadomo, jak się one potoczą i czy 37-latek zostanie na dłużej. Przez to spekuluje się o transferze, a padają nazwy wielkich zespołów.

    Robert Lewandowski w Liverpoolu? Rekordzista Premier League wydał werdykt
    – Jeśli Arne Slot pozostanie na stanowisku, musi pozyskać kolejnego napastnika. Potrzebny jest rezerwowy, który będzie gotowy wziąć na siebie odpowiedzialność, zwłaszcza jeśli Liverpool zakwalifikuje się do Ligi Mistrzów. Ktoś taki jak Lewandowski, na przykład. Być może spodoba mu się to wyzwanie, a także fakt, że wciąż uważa się za lepszego od Isaka i wierzy, że może dostać się do składu. Z łatwością mógłby rozegrać 30 meczów – powiedział Joe Cole, były zawodnik klubu z Anfield (2010-2013). Z jego opinią zgadza się dawny kolega z boiska

    – To byłby przyzwoity ruch dla Liverpoolu – tak potencjalny transfer Lewandowskiego ocenił Peter Crouch, były piłkarz Liverpoolu (2005-2008), zdobywca 106 bramek w Premier League oraz rekordzista rozgrywek pod względem liczby trafień głową (53), w materiale Paddy Power (cytaty za “Liverpool Echo”).

    – To piłkarz światowej klasy. Nie robi się młodszy, ale byłby to fantastyczny wybór – powiedział Crouch o Lewandowskim. 42-krotny reprezentant Anglii (22 gole, cztery asysty) jest przekonany, że dla Polaka znalazłoby się miejsce w zespole, byłby on przydatny.

    Peter Crouch mówi wprost ws. Lewandowskiego. “Nadal będzie strzelał gole”
    – Alexander Isak właśnie wraca do drużyny i myślę, że w przyszły sezon będzie dla niego udany. Jednak kto by odmówił Lewandowskiemu? Nadal będzie strzelał gole, nie ma co do tego wątpliwości – stwierdził 45-latek.

    Przypomnijmy, że w rewanżowym spotkaniu 1/4 finału LM z PSG (0:2) ustępujący mistrzowie Anglii stracili na wiele miesięcy Hugo Ekitike, który zerwał ścięgno Achillesa. Wspomniany Isak w kończącym się sezonie także miał problemy zdrowotne (przez to nie zagrał m.in. w barażu z Polską o mundial), po zakończeniu sezonu odejdzie Mohamed Salah, a niepewna jest też przyszłość Federico Chiesy. Ofensywa Liverpoolu może więc latem zostać gruntowni przebudowana, a na Anfield mógłby trafić Lewandowski. Choć zdaniem Croucha nie należy spodziewać się transferowego szaleństwa, raczej więcej będzie wymagane od tych, którzy w zeszłym roku przyszli za grube miliony (Isak, Florian Wirtz).

    – W tym sezonie byli o krok od walki o tytuł, więc będą musieli dokonać kilku transferów, ale nie mogą wydawać pieniędzy tak, jak latem ubiegłego roku. Kwoty, które wydali w zeszłym roku, tak naprawdę jeszcze się nie zwróciły – podsumował 45-latek.

    Czas pokaże, czy Robert Lewandowski trafi do Liverpoolu. Ostatnio najgłośniej było o potencjalnym transferze do Włoch (Juventus, Milan), a zainteresowanie mają wyrażać też kluby amerykańskie i saudyjskie. Przed końcem sezonu Polak ma jeszcze cztery mecze w FC Barcelonie – najbliższym będzie El Clasico z Realem Madryt (10 maja), być może na wagę mistrzowskiego tytułu.

  • Nie minęły 24 godziny od finału z Kostjuk. Andriejewa zagrała o tytuł

    Nie minęły 24 godziny od finału z Kostjuk. Andriejewa zagrała o tytuł

    Mirra Andriejewa nie będzie miło wspominać majówki z 2026 roku. W sobotę Rosjanka przegrała w finale singla w Madrycie z Martą Kostjuk, a w niedzielę zagrała w finale zmagań deblowych w parze z Dianą Sznajder. I przegrała 6:7(2), 2:6 z parą Katerina Siniakova/Taylor Townsend.

    Mirra Andriejewa miała okazję na tenisowy dublet w Madrycie. Miała, gdyż w sobotę przegrała w finale singlowych zmagań z Ukrainką Martą Kostjuk 3:6, 5:7. – Za każdym razem, gdy przegrywam, to dla mnie jak koniec świata. Czasem widzę innych zawodników, jak potrafią się uśmiechnąć nawet tuż po porażce. Nie wiem, jak oni to robią. Chciałabym tak umieć. Może w przyszłości uda mi się nad tym popracować i chociaż lżej będzie mi się o tym mówiło – mówiła załamana Rosjanka po finałowym meczu w stolicy Hiszpanii.

    Mirra Andriejewa zagrała w finale debla w Madrycie
    Jednocześnie Rosjanka grała w zmaganiach deblowych, w których rywalizowała w parze z rodaczką Dianą Sznajder. Obie panie dotarły do finału, w którym zmierzyły się z czesko-amerykańskim duetem Katerina Siniakova i Taylor Townsend.

    Pierwsza partia zaczęła się świetnie dla Rosjanek, gdyż przy wyniku 1:1 przełamały rywalki i aż do stanu 5:4 utrzymywały tę przewagę. Gdy serwowały po wygraną w secie, to do zera zostały przełamane i było 5:5. Tym samym obie pary dotarły do tie-breaka, a w tym Siniakova i Townsend pokazały moc, wygrywając go 7-2 po w sumie 55 minutach gry w całym secie.

    Drugi set zaczął się od przełamania na korzyść Amerykanki i Czeszki. Przy prowadzeniu 2:1 była przerwa z powodu problemów z kolanem Kateriny Siniakovej, ale to nie wytrąciło prowadzących zawodniczek z rytmu.

    W końcu po tej przerwie wygrały trzy kolejne gemy z rzędu, tracąc przy tym zaledwie dwa punkty! Siniakova i Townsend pewnie zmierzały po wygranie turnieju w Madrycie. I tak się stało! Po 89 minutach wygrały cały mecz z Mirrą Andriejewą i Dianą Sznajder 7:6(2), 6:2 i tym samym zwyciężyły razem w drugim turnieju w tym roku po Indian Wells. A Mirra Andriejewa? Po przegraniu dwóch finałów w dwa dni pozostaje jej oczyścić głowę i skupić się na startującym lada moment turnieju WTA 1000 w Rzymie.

  • Włosi w niedzielę wydali komunikat ws. Igi Świątek

    Włosi w niedzielę wydali komunikat ws. Igi Świątek

    Chociaż zmagania w tegorocznym turnieju w Rzymie rozpoczną się dopiero we wtorek, organizatorzy przekazali ważne wieści dotyczące losowania turniejowej drabinki. Na uroczystości, która odbędzie się w 4 maja o godzinie 10:30, zagości Iga Świątek. Polka trzykrotnie triumfowała w Rzymie i często podkreśla, że uwielbia Włochy – nie dziwi więc, że organizatorzy turnieju WTA 1000 zaprosili właśnie ją.

    Po zmaganiach w Madrycie najlepsze tenisistki świata zamieniają stolicę Hiszpanii na stolicę Włoch. Już 5 maja rozpocznie się bowiem Italian Open, kolejny w tym sezonie turniej rangi WTA 1000, prestiżem ustępujący jedynie turniejom wielkoszlemowym.

    Iga Świątek ma bardzo dobre wspomnienia z Rzymu. Trzykrotnie bowiem triumfowała w tym turnieju. W finale w 2021 roku nie oddała Karolinie Pliskovej nawet gema. Rok później była liderka światowego rankingu pokonała 6:2, 6:2 Tunezyjkę Ons Jabeur, a w 2024 roku Polka okazała się lepsza od Aryny Sabalenki.

    Świątek lubi Włochy, Włosi lubią Świątek
    Sama 24-latka też przyznaje, że Włochy to jej ulubiony kraj. – Kocham Włochy. Mogłabym tam mieszkać, może w przyszłości zamieszkam. Włochy są niesamowite. Moim marzeniem jest mieć tam dom. (…) Uwielbiam Włochy, uwielbiam jedzenie, ludzi – mówiła w zeszłym roku.

    Nic dziwnego więc, że Włosi również przychylnym okiem spoglądają na trzecią zawodniczkę światowego rankingu. Organizator Italian Open poinformował bowiem, że Iga Świątek będzie jedną z gwiazd zaproszonych na oficjalne losowanie drabinki tegorocznego turnieju. Oprócz Polki, na wydarzeniu pojawi się również Felix Auger-Aliassime.

  • Niezwykły finał 20-letniej Polki. Życiowy sukces

    Niezwykły finał 20-letniej Polki. Życiowy sukces

    Zuzanna Kolonus stanęła przed szansą wygrania pierwszego w karierze turnieju singlowego. W finale turnieju ITF W15 w indyjskim Nowym Delhi 20-latka przegrała z reprezentantką gospodarzy, Shruti Ahlawat. 20-letnia Polka nie wykorzystała swoich szans i uległa 5:7, 6:2, 6:7(3-7).

    Zuzanna Kolonus (1044. WTA) ma za sobą najbardziej owocny tydzień w krótkiej jak dotąd karierze. W Nowym Delhi osiągnęła swój życiowy sukces. Niestety jednak dobrych występów nie udało się spuentować końcowym zwycięstwem.

    Kolonus nie wykorzystała okazji do wygranej
    Dwukrotna mistrzyni Polski kadetek, a także m.in. wicemistrzyni Polski w grze podwójnej w Indiach podczas turnieju niższej rangi imponowała skutecznością.

    W drodze do finału pokonała reprezentantkę gospodarzy Saily Thakkar, w 1/8 finału okazała się lepsza od kolejnej reprezentantki Indii, Akankshy Nitture (906. WTA), w ćwierćfinale po niemal trzygodzinnym pojedynku wygrała z Rosjanką Eliną Neplij (653. WTA). Kolonus w 1/2 finału zaś nie dała większych szans następnej zawodniczce z Rosji, Kseni Laskutovej (1069. WTA).

    Jak przebiegał finał turnieju w Nowym Delhi? W 1. secie 20-latka serwowała na zwycięstwo, ale ostatecznie więcej zimnej krwi w kluczowym fragmencie tej partii zachowała Shruti Ahlawat (902. WTA). Drugi set padł łupem naszej reprezentantki, a jej wygrana setowa (6:2) nie podlegała dyskusji. Zacięty przebieg miała ostatnia część meczu. Kolonus prowadziła już 3:2 z przełamaniem rywalki, ale Induska doprowadziła do tie-breaku, w którym okazała się lepsza.

    Finał osiągnięty w Nowym Delhi to najlepszy singlowy wynik Zuzanny Kolonus. W 2023 roku Polka w serbskiej Kursumlijskiej Banji dotarła do ćwierćfinału, w którym przegrała z Turczynką Pemrą Ozgen.

    20-latka zostaje w Indiach. W przyszłym tygodniu weźmie udział w turnieju ITF W35 w Tumkur. Rywalizacja zacznie się w poniedziałek 4 maja i potrwa do niedzieli 10 maja.

  • Usłyszał opinie o Świątek. “Mnie to trochę śmieszy”

    Usłyszał opinie o Świątek. “Mnie to trochę śmieszy”

    Mirra Andriejewa w Madrycie czuje się znakomicie. Rosjanka w półfinale turnieju WTA 1000 w stolicy Hiszpanii pokonała Hailey Baptiste. Dzień później przed Andriejewą pojawiła się kolejna szansa. Tym razem w parze z Dianą Sznajder rywalizowała o awans do finału turnieju także w deblu. Po drugiej stronie siatki stały Laura Siegemund i Wiera Zwonariowa. Ostatecznie w dwóch setach lepsze okazały się Rosjanki.

    Mirra Andriejewa wciąż wyczekuje swojego pierwszego triumfu w turnieju rangi Wielkiego Szlema. Nastolatka z Rosji już od dłuższego czasu przestała być zawodniczką perspektywiczną, stała się tenisistką światowej czołówki. Mówi o tym chociażby ranking WTA, gdzie Andriejewa plasuje się na ósmym miejscu.

    Świątek już po pierwszym starciu w Rzymie. 90 minut gry z mistrzynią Australian Open

    Wydaje się, że sporą szansą na pierwsze zwycięstwo w Wielkim Szlemie może być dla nastolatki turniej na kortach imienia Rolanda Garrosa. Jak na razie jej granie na nawierzchni ziemnej w tym roku jest prawie idealne. Na 13 meczów singlowych wygrała dwanaście. Przegrała jedynie w finale w Stuttgarcie z Jeleną Rybakiną.

    Andriejewa w kolejnym finale. Powalczy o dwa tytuły
    Oprócz tego wygrała imprezę rangi WTA 500 w Linz, a także dotarła już do finału “tysięcznika” w Madrycie. O tytuł w stolicy Hiszpanii powalczy w sobotnie popołudnie z Martą Kostiuk. Rosjanka będzie oczywiście faworytką. To jednak nie jedyny finał jaki zagra w Madrycie.

    Krecz zakończył mecz Polaka o finał w Madrycie. Dokonało się po drugim breaku

    W piątkowe popołudnie w parze z Djaną Sznajder walczyła o awans do ostatniego meczu turnieju debla. Po drugiej stronie siatki stały doświadczone Wiera Zwonariowa oraz Laura Siegemund. Mecz zaczął się doskonale dla rosyjskiej pary. Już w pierwszym gemie Andriejewa ze Sznajder przełamały rywalki.

    Prowadzenia już do końca seta nie oddały, wygrywając go 6:3. Druga partia zaczęła się od dwóch przełamań. Najpierw serwis rywalkom odebrały Rosjanki, a potem same oddały podanie. Ostatecznie seta wygrały Andriejewa i Sznajder 6:2. To rosyjska para powalczy o tytuł w finale.