Sobotnie zwycięstwo Igi Świątek nad Anną Kalinską dało jej awans do kolejnej rundy Australian Open, jednak mimo końcowego sukcesu pojawiły się powody do niepokoju. Wszystko przez gwałtowny i trudny do wytłumaczenia zwrot akcji w drugim secie, w którym Polka zupełnie straciła kontrolę nad wydarzeniami na korcie. To właśnie ten fragment spotkania stał się głównym tematem komentarzy ekspertów, w tym Tomasza Wolfkego, który w rozmowie z portalem „WP Sportowe Fakty” nie krył konsternacji.
Początek meczu w trzeciej rundzie turnieju w Melbourne zapowiadał się dla Świątek wręcz idealnie. W pierwszym secie wiceliderka światowego rankingu dominowała od pierwszej piłki, oddając Kalinskiej zaledwie jednego gema. Jej gra była poukładana, konsekwentna i oparta na dobrze dobranej taktyce. Niewiele wskazywało na to, że obraz rywalizacji może się diametralnie zmienić.
A jednak druga partia przyniosła całkowite odwrócenie ról. Tym razem to Świątek zatrzymała się na jednym wygranym gemie, a Rosjanka przejęła inicjatywę i narzuciła własne warunki. O losach awansu musiał więc rozstrzygnąć trzeci set, w którym ponownie zobaczyliśmy Polkę w znacznie lepszym wydaniu. Wynik znów był identyczny jak na początku meczu – 6:1 – lecz tym razem korzystny dla drugiej rakiety świata.
Po spotkaniu Świątek nie ukrywała zadowolenia z końcowego rezultatu, jednocześnie przyznając, że mecz miał dwa zupełnie różne oblicza. – Były dwa zwroty akcji, ale szczerze mówiąc nie jestem zaskoczona, bo Anna potrafi grać świetnie. I właśnie to zrobiła w drugim secie. Może ja mogłam zacząć go bardziej intensywnie albo spróbować czegoś innego. Najważniejsze, że w trzecim secie to się udało – podsumowała Polka.
Znacznie bardziej krytycznie na wydarzenia z drugiej partii spojrzał Tomasz Wolfke. Komentator Eurosportu przyznał wprost, że sam ma problem ze zrozumieniem, co dokładnie wydarzyło się na korcie. – Ja już nic nie rozumiem. Pewnie nie tylko ja. Wszystko rozstrzyga się w jej głowie. Mam wrażenie, że Iga sama do końca nie jest świadoma, co się stało. Trudno to logicznie wytłumaczyć – stwierdził ekspert.
Wolfke zwrócił uwagę, że podobne załamania zdarzają się w kobiecym tenisie częściej niż w męskim, co zresztą sama Świątek zauważyła w jednej z pomeczowych wypowiedzi. – Wyniki w stylu 0:6 czy 1:6 nie są w WTA niczym nadzwyczajnym – dodał komentator.
Zdaniem Wolfkego kluczowy moment drugiego seta nastąpił przy stanie 1:3. Wówczas gra Polki kompletnie się rozsypała. – Nagle przestała realizować założenia taktyczne. W pierwszym secie grała lżej, dokładniej, wszystko było pod kontrolą. Potem zaczęła uderzać z pełną siłą, piłki lądowały w autach albo Kalinska wykorzystywała tempo i przejmowała inicjatywę. Gdy coś nie idzie po myśli Igi, wygląda to tak, jakby wpadała w panikę – ocenił Wolfke, podkreślając, że problem ma przede wszystkim podłoże mentalne.
Ekspert zaznaczył również, że jednym z mankamentów w grze Świątek bywa brak wyraźnego planu B – rozwiązania, które można wdrożyć, gdy podstawowa strategia przestaje działać. To właśnie w takich momentach Polka, jego zdaniem, traci płynność i pewność siebie.
Mimo tych uwag Świątek może już skupić się na kolejnym wyzwaniu. W czwartej rundzie Australian Open zmierzy się – przynajmniej na papierze – z rywalką znacznie niżej notowaną. Jej przeciwniczką w walce o ćwierćfinał będzie reprezentantka gospodarzy Maddison Inglis, zajmująca 168. miejsce w rankingu WTA. To spotkanie powinno dać Polce szansę na spokojniejszy występ, choć wydarzenia z meczu z Kalinską pokazują, że w Melbourne nic nie można brać za pewnik.

Leave a Reply