• Przegrany tie-break Andriejewej. 173 minuty zaskakujących emocji w Madrycie

    Przegrany tie-break Andriejewej. 173 minuty zaskakujących emocji w Madrycie

    Dzisiejsze mecze czwartej rundy na turnieju WTA 1000 w Madrycie dostarczają niesamowitych emocji. Kolejną trzysetówkę obejrzeliśmy w starciu z udziałem Mirry Andriejewej. Rozstawiona z “9” Rosjanka zmierzyła się z rewelacyjną w tych zmaganiach Anną Bondar. 18-latka przegrała pierwszego seta z Węgierką po tie-breaku. Później dominowała na korcie, miała 5:1 w trzeciej partii. Wówczas doszło do kolejnego niebywałego zwrotu akcji. Oto jak zakończyło się to spotkanie.
    Mirra Andriejewa rywalizowała o awans do ćwierćfinału turnieju WTA 1000 w Madrycie

    Mirra Andriejewa rywalizowała o awans do ćwierćfinału turnieju WTA 1000 w MadrycieSeverin Aichbauer AFP

    Mecz rozpoczął się od serwisu Bondar. W pierwszych minutach spotkania więcej działo się przy podaniu Andriejewej. Mimo to nie dochodziło do break pointów. W drugiej fazie seta ciężar przeszedł bardziej na gemy Węgierki. Podczas jedenastego rozdania nadeszła szansa dla Mirry – dość niespodziewana, bowiem Anna prowadziła 40-15 przy własnym serwisie. Mimo to dopuściła rywalkę do piłki na przełamanie. Już pierwsza okazja wystarczyła Rosjance.

    Po zmianie stron, przy stanie 6:5, 18-latka podawała po zwycięstwo w premierowej odsłonie. Turniejowa “9” nie dokończyła sprawy. Doszło do tie-breaka, w którym lepiej poradziła sobie Bondar. Już przy wyniku 6-3 Węgierka posiadała setbola. Ostatecznie zamknęła partie dopiero przy trzeciej szansie. Finalny rezultat odsłony brzmiał 7:6(5) na korzyść nierozstawionej zawodniczki.

    Andriejewa szukała odpowiedzi już na starcie drugiej części pojedynku, miała trzy break pointy na 2:0. Nie udało się wykorzystać żadnego i potem obserwowaliśmy szanse na przełamanie dla Anny. Mirra zdołała wyjść z opresji i skutecznie zwieńczyła kolejny fragment potyczki. Setbol dla Rosjanki pojawił się już w ósmym gemie. Wówczas Bondar przedłużyła jeszcze rywalizację w tej partii, ale tylko na moment. Tuż przed zmianą stron 18-latka zapewniła decydującą odsłonę zmagań dzięki wynikowi 6:3.

    Mirra Andriejewa kontra Anna Bondar w czwartej rundzie

    Na starcie trzeciej fazy spotkania zobaczyliśmy break pointa dla Węgierki na 2:0. Andriejewa oddaliła zagrożenie i zdominowała następny fragment. Zgarnęła w sumie pięć “oczek” z rzędu, dzięki czemu wyszła na 5:1. Wydawało się, że Rosjanka pewnie zmierza już w kierunku zwycięstwa. Turniejowa “9” posiadała jednak ogromne problemy z domknięciem potyczki. Traciła przewagę, zmarnowała meczbola w trakcie dziewiątego rozdania. Bondar doprowadziła do remisu 5:5.

    Gra o wygraną rozpoczęła się od nowa. Po chwili Anna obroniła dwa break pointy i zagwarantowała sobie co najmniej tie-breaka. Mirra zdołała się uspokoić. Utrzymała swoje podanie, dzięki czemu doszło do decydującej rozgrywki. Początek należał do Rosjanki. Było 3-0, a potem 4-2 dla 18-latki. W następnych minutach Bondar wyrównała na 4-4. Ostatnie słowo należało jednak do Andriejewej. Turniejowa “9” wypracowała sobie kolejne dwa meczbole. Jednego nie wykorzystała, ale później posłała świetny return, którym zamknęła spotkanie wynikiem 6:7(5), 6:3, 7:6(5) po 173 minutach rywalizacji. Jutro nie przed godz. 13:00 zagra w ćwierćfinale z Leylah Fernandez.
    Mirra Andriejewa

    Mirra AndriejewaJULIEN DE ROSA / AFPAFP
    kobieta w sportowej, jasnozielonej sukience i czapce gra w tenisa, skupiona na odbiciu piłki rakietą na tle czarnego baneru z napisem

    Anna BondarMatthew Stockman/Getty ImagesAFP
    Leylah Fernandez

    Leylah FernandezPAUL CROCKAFP

    DJB: ,,Lewy w Turnynie byłby Bogiem” POLSAT BOX GO

  • Świątek podjęła decyzję ws. WTA Rzym. Organizatorzy przekazali oficjalny komunikat

    Świątek podjęła decyzję ws. WTA Rzym. Organizatorzy przekazali oficjalny komunikat

    W sobotę Iga Świątek zanotowała pierwszy krecz od blisko trzech lat. Nasza reprezentantka nie dokończyła spotkania przeciwko Ann Li podczas 1/16 finału turnieju WTA 1000 w Madrycie z powodu choroby żołądkowo-jelitowej. Teraz dotarł do nas komunikat z Rzymu. Organizatorzy zmagań w stolicy Włoch potwierdzili, że Raszynianka wybiera się na Półwysep Apeniński. Podano konkretny plan działania 24-latki i wiemy już, kiedy wróci do treningów.
    Iga Świątek skreczowała w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Madrycie

    Iga Świątek skreczowała w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w MadrycieDennis Agyeman / Spain DPPI / DPPI via AFPAFP

    Dwa dni temu doszło do starcia Igi Świątek z Ann Li w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Madrycie. Nasza reprezentantka była zdecydowaną faworytką ich pierwszej bezpośredniej konfrontacji na poziomie zawodowym. Polka zmagała się jednak z problemami żołądkowo-jelitowymi. To osłabiło jej organizm i Raszynianka była nie najlepiej dysponowana pod kątem fizycznym. W drugim secie zdołała się podnieść po przegranym tie-breaku, ale na początku decydującej odsłony przekonaliśmy się, że z 24-latką nie jest najlepiej.

    Po drugim gemie Świątek udała się w kierunku ławeczki, skryła głowę w ręczniku. Na korcie pojawili się fizjo oraz lekarz WTA. Próbowali pomóc Idze przez kilka minut. Nasza reprezentantka wróciła do gry, ale nie na długo. Przy stanie 6:7(4), 6:2, 0:3 0-30 z perspektywy Raszynianki, mistrzyni ubiegłorocznego Wimbledonu przerwała pojedynek i skreczowała.

    Ostatni taki przypadek miał miejsce trzy lata temu, kiedy to nie dokończyła ćwierćfinału z Jeleną Rybakiną podczas tysięcznika w Rzymie z powodu kontuzji. “Minione dwa dni były naprawdę okropne, chyba mam jakiegoś wirusa. Niektóre godziny były w porządku, ale niektóre – całkiem złe. Posiadałam zero energii, zero stabilności i po prostu czułam się bardzo źle od strony fizycznej” – przyznała 24-latka po spotkaniu z Li.

    Świątek już wkrótce wróci na kort. Znamy dokładną datę

    Pierwsze pozytywne sygnały dotyczące poprawy dyspozycji u Świątek dotarły dziś o poranku, kiedy Iga opublikowała wpis na swoim profilu na Instagramie. “Dziś jest trochę lepiej. Poświęcę jeszcze następny dzień albo dwa, by w pełni się zregenerować. Potem będziemy dalej ciężko pracować. Nie mogę się doczekać następnego turnieju w Rzymie” – poinformowała nasza reprezentantka. W ten sposób sześciokrotna triumfatorka imprez wielkoszlemowych potwierdziła, że zobaczymy ją we włoskich zmaganiach.

    Teraz swoje trzy grosze dodali organizatorzy turnieju WTA 1000 w stolicy Italii, informując o dokładnych planach 24-latki. W mediach społecznościowych przekazano wiadomość, że Raszynianka odbędzie swój pierwszy trening jeszcze przed końcem kwietnia. “Nasze gwiazdy powoli przybywają do Rzymu. Nasza trzykrotna mistrzyni Iga Świątek jest w drodze do Rzymu i 29 kwietnia po raz pierwszy w tym roku będzie trenować na Foro Italico” – odnotowano w komunikacie.

    Turniej w Rzymie jest jednym z najbardziej ulubionych przez Igę. Wygrywała go w 2021, 2022 i 2024 roku. Teraz Świątek z pewnością liczy, że w stolicy Włoch uda się znaleźć przełamanie po słabszych miesiącach. Nasza reprezentantka wciąż czeka na pierwszy indywidualny półfinał w tym sezonie. Główne zmagania na Półwyspie Apenińskim wystartują 5 maja. Raszynianka rozegra swój pierwszy mecz dopiero dwa albo trzy dni później. Będzie miała zatem sporo czasu na odpowiednie przygotowania.
    Sportowiec w jasnej koszulce i czapce z daszkiem świętuje sukces na korcie tenisowym, wykonując gest zaciśniętej pięści. W tle rozmyte niebieskie tło i fragment rakiety tenisowej.

    Iga ŚwiątekXiao YijiuAFP
    Tenisistka w białym stroju sportowym i czapce z daszkiem stoi na korcie podczas meczu, jest skoncentrowana, widoczne są logotypy sponsorskie na jej koszulce oraz flaga Polski.

    Iga ŚwiątekMa Ping/Xinhua News/East NewsAFP
    tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wykonuje gest ręką, trzymając w drugiej ręce rakietę tenisową, z wyrazem frustracji na twarzy

    Iga ŚwiątekMark J. TerrillEast News

    Daniil Medvedev – Nicolai Budkov Kjaer. Skrót meczu.

  • Świątek podjęła decyzję ws. WTA Rzym. Organizatorzy przekazali oficjalny komunikat

    Świątek podjęła decyzję ws. WTA Rzym. Organizatorzy przekazali oficjalny komunikat

    Iga Świątek po raz pierwszy od niemal trzech lat była zmuszona skreczować mecz. W sobotnim spotkaniu trzeciej rundy turnieju WTA 1000 w Madrycie Polka nie dokończyła rywalizacji z Ann Li, wycofując się z powodu infekcji żołądkowo-jelitowej. Teraz pojawiły się jednak nowe, bardziej optymistyczne informacje – organizatorzy turnieju w Rzymie potwierdzili jej udział i przedstawili szczegółowy plan przygotowań.

    Jeszcze dwa dni temu Świątek przystępowała do pojedynku z Amerykanką w roli zdecydowanej faworytki. Było to ich pierwsze starcie na zawodowym poziomie, jednak Polka od początku zmagała się z wyraźnym osłabieniem organizmu. Problemy zdrowotne odbiły się na jej dyspozycji fizycznej. Choć w drugim secie potrafiła się podnieść po porażce w tie-breaku i doprowadzić do decydującej partii, w trzecim secie stało się jasne, że nie jest w stanie kontynuować gry na swoim poziomie.

    Po kilku gemach Świątek zeszła na ławkę, gdzie przez dłuższy czas była opatrywana przez fizjoterapeutę i lekarza WTA. Wróciła jeszcze na kort, lecz tylko na chwilę. Przy stanie 6:7(4), 6:2, 0:3 i 0-30 zdecydowała się zakończyć mecz przed czasem.

    Poprzedni taki przypadek miał miejsce trzy lata temu w Rzymie, gdy nie dokończyła ćwierćfinału z Jeleną Rybakiną z powodu kontuzji. Tym razem przyczyną był wirus. – Ostatnie dwa dni były naprawdę ciężkie. Chyba złapałam jakąś infekcję. Momentami było trochę lepiej, ale bywały też bardzo trudne chwile. Kompletnie brakowało mi energii i stabilności – przyznała tenisistka po meczu.

    Na szczęście najnowsze wieści są już znacznie bardziej pozytywne. Świątek poinformowała w mediach społecznościowych, że jej stan się poprawia. Zdradziła, że potrzebuje jeszcze jednego lub dwóch dni na pełną regenerację, po czym wróci do intensywnych treningów. Jednocześnie potwierdziła, że planuje występ w kolejnym turnieju w Rzymie.

    Informacje te potwierdzili również organizatorzy włoskiej imprezy. W oficjalnym komunikacie przekazano, że Polka jest już w drodze do stolicy Włoch, a pierwszy trening na kortach Foro Italico zaplanowano na 29 kwietnia.

    Turniej w Rzymie należy do ulubionych przystanków w kalendarzu Świątek. Triumfowała tam już trzykrotnie – w 2021, 2022 oraz 2024 roku. Tegoroczny start może być dla niej szczególnie ważny, ponieważ wciąż czeka na pierwszy półfinał w sezonie.

    Rywalizacja w głównej drabince rozpocznie się 5 maja, natomiast Świątek – jako jedna z najwyżej rozstawionych zawodniczek – wejdzie do gry dopiero kilka dni później. Oznacza to, że będzie miała jeszcze czas, by w pełni odzyskać siły i odpowiednio przygotować się do walki o kolejny sukces w stolicy Włoch.

  • Zwycięstwo Li ze Świątek i na tym koniec. Amerykanka wyeliminowana z turnieju WTA Madryt

    Zwycięstwo Li ze Świątek i na tym koniec. Amerykanka wyeliminowana z turnieju WTA Madryt

    Sobotni mecz pomiędzy Igą Świątek a Ann Li nie został dokończony. Polka była zmuszona skreczować w trakcie trzeciego seta z powodu problemów zdrowotnych, co automatycznie dało zwycięstwo Amerykance, ponieważ spotkanie zostało już rozpoczęte. Dwa dni później Li ponownie pojawiła się na korcie w Madrycie, tym razem walcząc o miejsce w ćwierćfinale turnieju WTA 1000. Jej starcie z Leylah Fernandez okazało się jednak dla niej bardzo trudne.

    Dla Li wygrana ze Świątek była dopiero drugim w karierze triumfem nad zawodniczką z czołowej dziesiątki rankingu WTA. Sukces ten miał jednak gorzki smak, szczególnie dla polskich kibiców, ponieważ wynikał z kreczu liderki polskiego tenisa, która zmagała się z infekcją żołądkowo-jelitową. W momencie przerwania meczu Amerykanka prowadziła 7:6(4), 2:6, 3:0 (30-0), co dało jej awans do czwartej rundy imprezy w stolicy Hiszpanii.

    W poniedziałek rozegrano wszystkie mecze 1/8 finału singla. Li stanęła przed kolejnym wyzwaniem, mierząc się z rozstawioną z numerem 24 Fernandez, która prezentowała ostatnio solidną formę, m.in. podczas turnieju w Stuttgarcie. Spotkanie rozpoczęło się krótko po godzinie 11:00 na korcie Stadium 3.

    Pierwszy set był początkowo wyrównany, a zawodniczki pewnie utrzymywały swoje podania. Pierwsze okazje na przełamanie pojawiły się dopiero w szóstym gemie, kiedy Kanadyjka miała dwie szanse na objęcie prowadzenia 4:2, jednak ich nie wykorzystała. Li zdołała się wybronić, lecz tylko na chwilę. W ósmym gemie straciła serwis, mimo prowadzenia 30-15. Przy stanie 5:3 Fernandez serwowała po zwycięstwo w secie i choć Amerykanka miała jeszcze dwie okazje na odrobienie strat, ostatecznie partia zakończyła się wynikiem 6:3 dla Kanadyjki.

    Druga odsłona rozpoczęła się od kolejnych prób przełamania ze strony Fernandez. Już w pierwszym gemie miała break pointa, ale skuteczna okazała się dopiero w trzecim. Od tego momentu kontrolowała przebieg spotkania. W siódmym gemie dołożyła kolejne przełamanie i przy stanie 5:2 serwowała po zwycięstwo. Tym razem nie wypuściła już okazji z rąk i po 83 minutach gry zakończyła mecz wynikiem 6:3, 6:2.

    Dzięki temu zwycięstwu Fernandez awansowała do ćwierćfinału, gdzie zmierzy się z Mirrą Andriejewą lub Anną Bondar. Dla Li była to natomiast ostatnia przeszkoda w tegorocznej edycji turnieju w Madrycie.

  • Było blisko już w Madrycie. Awans Polki w WTA. Awantura mistrzyni Australian Open

    Było blisko już w Madrycie. Awans Polki w WTA. Awantura mistrzyni Australian Open

    Na poniedziałek organizatorzy Mutua Madrid Open zaplanowali wszystkie spotkania czwartej rundy turnieju WTA. Część zawodniczek, które nie przeszły eliminacji bądź odpadły w dwóch pierwszych rundach, przeniosło się na turnieje rangi WTA 125 do Saint-Malo lub La Bisbal D’Emporda. Jeszcze inną ścieżkę wybrała Katarzyna Kawa – ona z kolei poleciała szukać punktów w zawodach WTA aż do Chin. I już w pierwszym starciu zmierzyła się z dawną mistrzynią juniorskiego Australian Open Carol Zhao. Na początku drugiego seta doszło do potężnej awantury, Kanadyjka zażądała interwencji supervisora turnieju.

    Carol Zhao, rywalka Katarzyny Kawy w ChinachSander Koning/ANPAFP

    Decyzja Katarzyny Kawy o zmianie zachodniej Europy na wschodnie Chiny może wydawać się zaskakująca, ale z drugiej strony – jest racjonalna. Doświadczona reprezentantka Polski przywykła do podróży: najpierw od końca lutego do połowy marca trzy tygodnie spędziła w Turcji, później tydzień w Kolumbii, zagrała przeciwko Ukrainie w Gliwicach, poleciała do portugalskiego Oeiras, a tydzień temu próbowała się dostać do głównej drabinki Mutua Madrid Open. Stoczyła trzysetową batalię z Nikolą Bartunkovą, nieznacznie przegrała z młodą Czeszką.

    Spora część zawodniczek, które grały w stolicy Hiszpanii, ale odpadły przed trzecią rundą, zdecydowała się nie czekać na grę w Rzymie, a przeniosła do Saint-Malo lub La Bisbal D’Emporda. Mowa nie o gwiazdach, ale zawodniczkach zajmujących miejsca w drugiej połowie pierwszej setki rankingu oraz tych notowanych niżej. Choć są i wyjątki, rok temu w Bretanii triumfowała przecież Naomi Osaka.

    Na inny ruch, zaskakujący, zdecydowały się jednak Veronika Erjavec (WTA 96) i Katarzyna Kawa. Ona ruszyły do Chin, tam na mączce w mieście Huzhou zaplanowano zawody o tej samej randze WTA 125. Słowenka została rozstawiona z “1”, Polka zaś – z “3”. Jest jednak ogromna przepaść między obsadą tego turnieju, a zawodów w Saint-Malo.

    Tenis. Katarzyna Kawa grała o 1/8 finału w turnieju WTA 125 w Chinach. Awantura na początku drugiego seta

    33-letnia zawodniczka BKT Advantage Bielsko-Biała w ostatnich tygodniach mocno spadła w rankingu, choć wciąż oczywiście ma pewne miejsce w drugiej setce. I spokojną głowę w kontekście występów w kwalifikacjach Wimbledonu, choć już przed US Open straci punkty za finał WTA 125 w Bastad. Gdyby jednak w Huzhou Open zdołała odnieść sukces, wygrać całą imprezę, wróciłaby pewnie w okolice 130. miejsca na świecie. Potrzebuje jeszcze czterech zwycięstw.
    Katarzyna Kawa rywalizowała o półfinał WTA 125 w Cancun

    Katarzyna KawaFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP

    Pierwsze ma już za sobą – po 68 minutach pewnie pokonała Kanadyjkę Carol Zhao 6:2, 6:1. 30-letnia rywalka w szczytowym momencie swojej kariery była 131. na świecie, ma w dorobku triumf w juniorskim Australian Open, w grze podwójnej. A w tamtym finale po drugiej stronie siatki znajdowała się Barbora Krejcikova.

    Ostatnio Kanadyjka notowała całą serię porażek, na pewno nie była faworytką w meczu z rozstawioną z “3” Polką.

    Jeszcze po czterech gemach był remis 2:2, później zaczął się już “odjazd” starszej z tenisistek. Kawa wygrała seta 6:2, w drugim prowadziła z przełamaniem 2:1, gdy doszło do zaskakującej sceny. Polka serwowała, piłka trafiła w okolice linii, uzyskała 15-0. Jej rywalka zaczęła się denerwować, zgłaszała sędziemu głównemu Qu, że powinien zostać wywołany aut. Chiński arbiter nie zgadzał się, poprosiła więc o interwencję supervisora zawodów.
    dziewczynka w żółtym stroju stoi na czerwonym korcie tenisowym gotowa do odbicia piłki, w tle widoczne są puste trybuny i kilku sędziów

    Carol Zhao domagała się uznania autu po serwisie Katarzyny Kawyscreen za WTA TVmateriał zewnętrzny

    Przerwa trwała niemal 10 minut, Kawa spokojnie podeszła do swojej ławki, czekała na rozwój sytuacji. A w końcu i tak punkt dla Polki został utrzymany. Wygrała tego gema, a później trzy kolejne. I zakończyła spotkanie.

    W drugiej rundzie 33-latka zmierzy się albo z Rosjanką Alewtiną Ibragimową, albo z Chinką Han Shi.
    Tenisistka w białym stroju i czapce przygotowuje się do serwowania na korcie ziemnym, trzymając rakietę uniesioną w górze i koncentrując wzrok na piłce.

    Katarzyna KawaORHAN CICEK/ANADOLUAFP

    GKS Katowice – KKS Mickiewicz Kluczbork. Skrót meczu.

  • Koniec pięknej serii Sabalenki. Kapitalne widowisko z Osaką na Manolo Santana Stadium

    Koniec pięknej serii Sabalenki. Kapitalne widowisko z Osaką na Manolo Santana Stadium

    Na godzinę 13:00 zaplanowano jeden z najciekawszych meczów czwartej rundy turnieju WTA 1000 w Madrycie. Na korcie Manolo Santana Stadium pojawiła się liderka światowego rankingu, Aryna Sabalenka. Broniąca tytułu Białorusinka stanęła przed wymagającym zadaniem – jej rywalką była rozstawiona z numerem 14 Naomi Osaka. Już pierwszy set przyniósł przełamanie imponującej serii Sabalenki w tie-breakach. Ostatecznie zwyciężczynię poznaliśmy po 140 minutach zaciętej walki.

    Poniedziałek był pierwszym dniem turnieju, w którym mecze czwartej rundy rozgrywano równolegle w obu połówkach drabinki. Zmagania rozpoczęły się od górnej części, gdzie na czołowym miejscu znajduje się właśnie Sabalenka. Tuż po godzinie 13:00 liderka rankingu zameldowała się na korcie, rozpoczynając swoje spotkanie z Osaką.

    Było to trzecie oficjalne starcie obu zawodniczek. Dotychczasowy bilans był wyrównany, a niedawno, podczas turnieju w Indian Wells, Sabalenka zrewanżowała się Japonce za porażkę sprzed lat. W Madrycie po raz pierwszy zmierzyły się na nawierzchni ziemnej, co tylko podnosiło atrakcyjność tego pojedynku.

    Mecz rozpoczęła Osaka, a od pierwszych gemów tempo było bardzo wysokie. Obie tenisistki pewnie utrzymywały swoje podania, choć nie brakowało okazji na przełamania. W końcówce seta Sabalenka musiała się bronić przy stanie 30-30 w dwunastym gemie, ale zdołała doprowadzić do tie-breaka, kończąc gema asem serwisowym.

    Tie-breaki były dotąd mocną stroną Białorusinki – w tym sezonie nie przegrała żadnego. Tym razem jednak sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Osaka zagrała fenomenalnie, błyskawicznie obejmując prowadzenie 5:0 i nie oddając inicjatywy do końca. Ostatecznie wygrała tie-break i cały set 7:6(1), przerywając znakomitą passę rywalki.

    Druga partia rozpoczęła się od ofensywy Sabalenki, która już w drugim gemie miała trzy break pointy, jednak Osaka zdołała się wybronić. Chwilę później to Japonka przełamała jako pierwsza i znalazła się w korzystnej sytuacji. Liderka rankingu szybko jednak odpowiedziała przełamaniem do zera, wykorzystując także podwójny błąd serwisowy przeciwniczki.

    Kluczowy moment seta nastąpił przy stanie 4:3 dla Sabalenki. Osaka prowadziła przy swoim podaniu 40-0, ale w niewytłumaczalny sposób przegrała osiem kolejnych punktów. Białorusinka wykorzystała drugą piłkę setową i zamknęła partię wynikiem 6:3.

    Decydujący set rozpoczął się obiecująco dla Osaki, jednak z biegiem czasu coraz wyraźniej było widać jej zmęczenie. Sabalenka stopniowo przejmowała kontrolę nad meczem i w piątym gemie dopięła swego, zdobywając przełamanie. Japonka próbowała jeszcze odpowiedzieć, ale od tego momentu nie była już w stanie zdobyć ani jednego gema.

    Sabalenka pewnie utrzymała przewagę i zakończyła spotkanie zwycięstwem 6:7(1), 6:3, 6:2. Tym samym awansowała do ćwierćfinału, gdzie zmierzy się z Hailey Baptiste, która wcześniej wyeliminowała Belindę Bencic.

  • Rybakinie puściły nerwy w Madrycie. “To była kradzież”

    Rybakinie puściły nerwy w Madrycie. “To była kradzież”

    Podczas turnieju WTA 1000 w Madrycie nie zabrakło emocji – i to nie tylko sportowych. Jelena Rybakina w trakcie swojego meczu wdała się w krótką, lecz wyraźną sprzeczkę z sędzią główną. Powodem była decyzja elektronicznego systemu wywoływania autów, z którą tenisistka zdecydowanie się nie zgadzała. Po spotkaniu nie gryzła się w język, określając sytuację jako „kradzież punktu”.

    Wiceliderka światowego rankingu pewnie zameldowała się w 1/8 finału imprezy w stolicy Hiszpanii, choć jej droga do tego etapu nie należała do najłatwiejszych. W pierwszym meczu Jelena Rybakina musiała się sporo napracować, by pokonać Elena-Gabriela Ruse 4:6, 6:3, 7:5. W kolejnym spotkaniu zmierzyła się z Qinwen Zheng. Początek znów nie był dla niej udany, jednak ostatecznie odwróciła losy rywalizacji i zwyciężyła 4:6, 6:4, 6:3.

    Najwięcej kontrowersji wzbudziła sytuacja z drugiego seta. Po jednym z serwisów Zheng system elektroniczny wskazał, że piłka trafiła w linię. Rybakina była jednak przekonana, że zagranie było autowe. Podeszła nawet do miejsca upadku piłki i pokazała ślad, który jej zdaniem potwierdzał błąd systemu. Jej reakcja była natychmiastowa i pełna emocji.

    – Czy wy sobie żartujecie? System się myli. Piłka nie dotknęła linii. To absolutnie błędna decyzja – mówiła zirytowana tenisistka w stronę sędzi.

    Po meczu temat wrócił. – W takiej sytuacji trudno ufać technologii. Nie było żadnego śladu, który odpowiadałby temu, co pokazała telewizja. To było bardzo frustrujące, bo czułam się, jakby odebrano mi punkt – przyznała.

    Do całej sytuacji odniosła się również dziennikarka Stephanie Myles, która zwróciła uwagę, że skoro korzysta się z systemu elektronicznego, jego decyzje są ostateczne i niepodważalne przez sędziego głównego.

    W walce o ćwierćfinał Jelena Rybakina zmierzy się z Anastasia Potapova, która wcześniej pokonała Jelena Ostapenko 4:6, 6:4, 6:4.

    Kazaszka prezentuje w tym sezonie znakomitą formę – ma na koncie już 27 zwycięstw i zaledwie 5 porażek. W 2026 roku triumfowała m.in. w Australian Open oraz w turnieju w Stuttgarcie, potwierdzając swoją przynależność do ścisłej światowej czołówki.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/2048484971745296655?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2048484971745296655%7Ctwgr%5E6c2bf0b8409bb94216676f098cf057b00ee1cc96%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732753747rybakinie-puscily-nerwy-w-madrycie-to-byla-kradziez.html

  • Nie do wiary, gdzie pojawił się Karol Nawrocki. Decyzja prezydenta może zaskoczyć

    Nie do wiary, gdzie pojawił się Karol Nawrocki. Decyzja prezydenta może zaskoczyć

    To wydarzenie bez precedensu w historii polskiego boksu – tak organizacja Rocky Boxing Night 24 opisała wizytę głowy państwa na swojej gali. W Kościerzyna niespodziewanie pojawił się prezydent Karol Nawrocki, który nie tylko obserwował walki, ale w pewnym momencie wszedł również do ringu i zwrócił się bezpośrednio do jednego z zawodników.

    Nie od dziś wiadomo, że Nawrocki jest pasjonatem boksu. W przeszłości sam trenował tę dyscyplinę i przez lata nawiązał relacje z wieloma pięściarzami. Jednym z nich jest Kacper Meyna, z którym – jak sam zawodnik przyznał w jednym z wywiadów – łączy go wieloletnia znajomość przeradzająca się w przyjaźń. Ich relacja zaczęła się jeszcze w czasach, gdy Nawrocki kierował Muzeum II Wojny Światowej, a wspólne treningi stały się niemal codziennością. Później, gdy objął stanowisko w IPN i przeniósł się do Warszawy, spotykali się rzadziej, ale kontakt nie został zerwany.

    Podczas sobotniej gali Meyna zmierzył się z Anthony Wright i błyskawicznie rozprawił się z rywalem, nokautując go już w pierwszej rundzie. Chwilę po ogłoszeniu werdyktu do ringu wkroczył prezydent, który osobiście pogratulował zwycięzcy. – Niesamowity jesteś, gratulacje – powiedział Nawrocki, nie kryjąc uznania.

    Sam bokser podszedł do sytuacji z humorem. Po walce zdradził, że prezydent zaprosił go na wspólny trening. – Teraz wszyscy mówią o tym, ile prezydent wyciska na klatę, więc zaprosił mnie na siłownię. Lepiej nie odmawiać – żartował Meyna.

    Jak informowały lokalne media, wizyta Nawrockiego w Kościerzynie nie ograniczyła się wyłącznie do gali. Przed rozpoczęciem wydarzenia uczestniczył on we mszy świętej w kościele Świętej Trójcy, a następnie spotkał się z przedstawicielami lokalnej społeczności na plebanii.

    Wieczór obfitował również w inne sportowe emocje. Kibice zgromadzeni w hali Sokolnia mieli okazję obejrzeć pojedynek o mistrzostwo Polski oraz pas WBC Baltic Silver, w którym zmierzyli się Mateusz Polski i Igor Pryga. Z ringu jako podwójny triumfator schodził Polski, dokładając do gali kolejny mocny akcent.

  • Nawrocki zaskoczył. Tak się potem zachował. Wideo w sieci

    Nawrocki zaskoczył. Tak się potem zachował. Wideo w sieci

    Karol Nawrocki ponownie zwrócił na siebie uwagę, wybierając się na wydarzenie sportowe. Choć jego obecność na trybunach nie jest niczym zaskakującym, tym razem decyzja o odwiedzeniu turnieju trzeciej ligi koszykówki mężczyzn mogła budzić zdziwienie. Prezydent postanowił jednak spędzić niedzielę właśnie w ten sposób – obserwując z bliska rywalizację drużyn walczących o awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Co więcej, jego zachowanie spotkało się z pozytywnym odbiorem – przywitał się bowiem ze wszystkimi zawodnikami biorącymi udział w turnieju.

    Nawrocki już wcześniej pokazywał, że sport pozostaje ważną częścią jego życia, także po objęciu najwyższego urzędu w państwie. Jako prezydent wielokrotnie pojawiał się na różnych wydarzeniach – kibicował reprezentantom Polski w piłce nożnej i koszykówce, a także śledził zmagania skoczków narciarskich podczas zawodów Pucharu Świata w Zakopanem.

    Tym razem jego wybór padł jednak na mniej oczywiste wydarzenie – finałowy turniej trzeciej ligi koszykówki, który odbył się w Warszawie. Nagranie z jego wizyty opublikował w mediach społecznościowych dziennikarz TV Republika, Michał Rachoń. Jak przekazał, prezydent przywitał się ze wszystkimi zawodnikami, w tym z koszykarzami PKS Basket Warszawa – zespołu, w którym sam występuje.

    Stołeczna drużyna nie może jednak zaliczyć turnieju do udanych. W rywalizacji grupy II zajęła ostatnie, czwarte miejsce. Najlepsza okazała się ekipa ze Świecia, która – podobnie jak UKS Regis Wieliczka – wywalczyła awans do drugiej ligi. Jak podkreślił Kujawsko-Pomorski Związek Koszykówki, dla Świeckiego Klubu Koszykówki to historyczny sukces i zwieńczenie znakomitego sezonu, a dla samego miasta – powrót na szczebel centralny po 14 latach przerwy.

    Sam prezydent odniósł się do swojej obecności na turnieju w rozmowie z TV Republika. Podkreślił, że był to dla niego sposób na spędzenie czasu z synami. Zamiast zostać w domu, zdecydowali się wspólnie wybrać na zawody. Przyznał również, że jako były amator sportu dostrzega ogromne zaangażowanie i pasję zawodników. Zwrócił też uwagę na atmosferę panującą na trybunach – obecność rodzin i wspólne kibicowanie uznał za ważny element promowania zdrowego stylu życia oraz budowania lokalnych więzi wokół sportu.

    https://x.com/michalrachon/status/2048370246856093882?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2048370246856093882%7Ctwgr%5Ebbd1c7b08d870d8d4d618110dc432065f0736124%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fsportowe-zycie%2Fnews-nawrocki-zaskoczyl-tak-sie-potem-zachowal-wideo-w-siecinId23421743

  • “Koszmar” Świątek za burtą w Madrycie. Skandalistka skorzystała z okazji

    “Koszmar” Świątek za burtą w Madrycie. Skandalistka skorzystała z okazji

    Poznaliśmy już wszystkie uczestniczki czwartej rundy singlowego turnieju WTA 1000 w Madrycie, grono uczestniczek tej fazy zmagań uzupełniła w niedzielny wieczór triumfatorka meczu Anastazji Potapowej z Jeleną Ostapenko. Pierwsza z tenisistek to znana skandalistka, która w stolicy Hiszpanii skorzystała z wycofania innej zawodniczki i weszła do drabinki głównej jako “szczęśliwa przegrana”. Druga z kolei bywa nazywana “koszmarem” Igi Świątek ze względu na korzystny bilans spotkań z Polką. Starcie Potapowej i Ostapenko trwało ponad dwie godziny, triumfatorkę wyłonił trzeci set.

    Jelena Ostapenko w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Madrycie zagrała z Anastazją PotapowąMarijan Murat DPA

    Za nami ostatnie mecze trzeciej rundy turnieju WTA 1000 w Madrycie. W sobotę z marzeniami o tytule pożegnała się Iga Świątek, która z powodu choroby skreczowała w trakcie trzeciego seta w meczu z Ann Li. Następnego dnia z tego samego powodu wycofanie ogłosiła Ludmiła Samsonowa, z problemami mierzyła się również Coco Gauff. Amerykanka wciąż jednak pozostaje w grze, podobnie jak Jelena Rybakina, która w niedzielny wieczór najpierw pokonała Qinwen Zheng, a następnie poznała swoją kolejną rywalkę.

    Następną oponentkę wiceliderki światowego rankingu wyłonił mecz Anastazji Potapowej z Jeleną Ostapenko. Pierwsza z nich często określana jest mianem “skandalistki”, ponieważ kilka lat temu, już po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę, dumnie paradowała po korcie w koszulce Spartaka Moskwa, podczas turnieju w Rzymie prowokowała z kolei kibiców. Urodzona w Rosji zawodniczka od niedawna reprezentuje Austrię, w Madrycie musiała najpierw przystąpić do kwalifikacji.

    WTA Madryt. Ponad dwie godziny walki w meczu Potapowa – Ostapenko

    Łotyszka, podobnie jak Potapowa, turniej rozpoczęła od drugiej rundy, w niej pokonała Simonę Waltert. W starciu z urodzoną w Rosji reprezentantką Austrii zawodniczkę określaną “koszmarem” bądź też “zmorą” Igi Świątek ze względu na korzystny bilans spotkań z Polką (wygrała wszystkie sześć dotychczasowych meczów), można było traktować jako nieznaczną faworytkę starcia o awans do czwartej rundy.

    Niedzielny mecz początkowo układał się po myśli Łotyszki (40. w rankingu WTA), która rozpoczęła starcie od przełamania Potapowej. W kolejnych dwóch gemach ponownie doszło do przełamania, obie tenisistki zresztą musiały jeszcze kilkukrotnie bronić break pointów. Końcówka seta należała do Ostapenko, która wygrała 6:4.

    Druga odsłona meczu również zaczęła się od przełamania Potapowej, ponownie spotkanie stało się wyrównane. Szósty gem, przegrany przez Ostapenko do zera okazał się momentem zwrotnym, bowiem reprezentantka Austrii później bez większych problemów obroniła podanie, a przy stanie 5:4 ponownie przełamała Ostapenko, wygrywając 6:4.

    W trzeciej partii Łotyszka również ugrała cztery gemy, ale tym razem set przebiegał zgoła inaczej. Potapowa (56. w rankingu WTA), w pierwszych trzech gemach oddała rywalce zaledwie dwa punkty, prowadziła już 3:0. Wówczas nastąpił zryw Ostapenko, ta zgarnęła cztery kolejne gemy, zapowiadało się na to, że pójdzie za ciosem i lada moment przypieczętuje awans. Tenisistka z Rygi zaprzepaściła jednak wypracowaną szansę, po spektakularnym odrobieniu strat z 0:3 na 4:3 już nie wygrała gema, finalnie to Potapowa po 131 minutach walki świętowała zwycięstwo 2:1 (4:6, 6:4, 6:4) i awans do czwartej rundy turnieju w Madrycie.

    Dla Ostapenko to pożegnanie ze stolicą Hiszpanii, ponieważ już wcześniej razem z Erin Routliffe odpadła z turnieju deblowego.
    Tenisistka przygotowuje się do uderzenia piłki na korcie, ubrana w sportowy strój i czapkę z daszkiem, trzyma rakietę w obu dłoniach, w tle rozmyte niebieskie tło.

    Anastazja PotapowaOSCAR J BARROSOAFP
    Młoda kobieta z jasnobrązowymi włosami spiętymi w kucyk, ubrana w biały sportowy strój, stoi zwrócona bokiem, patrząc z powagą przed siebie. Tło jest rozmyte, podkreślając główną postać.

    Jelena OstapenkoPatrick HAMILTONAFP
    Jelena Ostapenko

    Jelena OstapenkoBurak Akbulut/AnadoluAFP

    Emilio Nava – Arthur Fils. Skrót meczu.