• Tytuł w Australian Open, na WTA Madryt nie będzie. To Andriejewa gra dalej

    Tytuł w Australian Open, na WTA Madryt nie będzie. To Andriejewa gra dalej

    Sobotnie mecze podczas turnieju WTA 1000 w Madrycie dostarczyły kibicom wielu emocji. Niestety dla polskich fanów nie były to najlepsze wieści — Iga Świątek musiała wycofać się z rywalizacji w trzeciej rundzie spotkania z Ann Li z powodu problemów zdrowotnych. Zupełnie inny przebieg miał dzień Mirry Andriejewej, dla której okazał się on wyjątkowo udany. Rosjanka odniosła bowiem dwa zwycięstwa, a jedno z nich miało szczególnie prestiżowy charakter.

    Andriejewa rozpoczęła swoje zmagania o godzinie 13:00 na korcie Arantxa Sanchez Stadium, gdzie walczyła o awans do czwartej rundy z Dalmą Galfi. Początek meczu nie ułożył się po jej myśli — szybko przegrywała 0:2. Zdołała jednak opanować sytuację i po 90 minutach gry triumfowała 6:3, 6:2. Tym samym zameldowała się w gronie szesnastu najlepszych zawodniczek turnieju, gdzie trafiła na kolejną Węgierkę — Annę Bondar, która wcześniej sensacyjnie wyeliminowała rozstawioną z numerem siódmym Elinę Switolinę.

    Pojedynek Andriejewej z Bondar zaplanowano dopiero na poniedziałek, jednak Rosjanka pojawiła się na korcie jeszcze tego samego dnia. Po południu wystąpiła na korcie numer 7 w meczu deblowym, walcząc o ćwierćfinał. W parze z Dianą Sznajder chciała kontynuować dobrą passę po wcześniejszym zwycięstwie nad duetem Katarzyna Piter/Anastasia Detiuc (6:4, 6:0). Tym razem poprzeczka była zawieszona znacznie wyżej — po drugiej stronie siatki stanęły Elise Mertens i Shuai Zhang, rozstawione z numerem trzecim i triumfatorki tegorocznego Australian Open.

    Spotkanie rozpoczęło się lepiej dla Belgijki i Chinki, które szybko zdobyły przełamanie. Niedługo potem inicjatywę przejęły jednak Rosjanki, wygrywając trzy gemy z rzędu i obejmując prowadzenie. Mimo że Mertens i Zhang zdołały odrobić straty, końcówka seta należała do Andriejewej i Sznajder. Nierozstawiony duet wykorzystał drugą piłkę setową i wygrał pierwszą partię 7:5.

    Drugi set także dostarczył wielu emocji. Już w pierwszym gemie rywalki miały trzy break pointy, ale Rosjanki wyszły z opresji obronną ręką. Kluczowy moment nastąpił w czwartym gemie, gdy Andriejewa i Sznajder przełamały przeciwniczki, a następnie powiększyły przewagę do 4:1. Przy stanie 5:3 serwowały po zwycięstwo, jednak musiały jeszcze bronić trzech break pointów. Ponownie zachowały zimną krew i ostatecznie zamknęły mecz wynikiem 7:5, 6:3.

    Dzięki temu zwycięstwu Rosjanki awansowały do ćwierćfinału, gdzie zmierzą się z jedną z dwóch par: Ellen Perez/Demi Schuurs lub Maria Kozyriewa/Miriam Skoch.

    Porażka może mieć poważne konsekwencje dla Elise Mertens. Belgijka nie obroniła punktów za ubiegłoroczny finał, przez co jej pozycja liderki rankingu deblowego jest zagrożona. Najbliżej wyprzedzenia jej jest Katerina Siniakova — do objęcia prowadzenia wystarczy jej jedno zwycięstwo i awans do półfinału. Matematyczne szanse na wskoczenie na pierwsze miejsce zachowują także Jasmine Paolini i Sara Errani, choć w ich przypadku scenariusz wymaga korzystnych wyników innych spotkań oraz zdobycia tytułu w Madrycie.

  • Ekspert załamuje ręce nad grą Igi Świątek. “Może nie ma tego w DNA”

    Iga Świątek skończyła udział w turnieju WTA w Madrycie na 1/16 i kreczu w meczu z Ann Li. Polka zrezygnowała z gry w trzecim secie, gdyż od dwóch dni zmagała się z zatruciem pokarmowym. – Krecz nie martwi mnie tak bardzo, jak to, że ani w Stuttgarcie, ani w Madrycie nie widziałem w grze Polki żadnych plusów, raczej minusy. Jest kilka rzeczy, które mnie niepokoją. Jak to się nie zmieni, to po Paryżu będziemy pytali, co w ogóle Iga robiła na Majorce – mówi nam Tomasz Wolfke, komentator Eurosportu.
    Iga Świątek zdaje się pytać, co jest grane. Zmieniła trenera, ale moc jeszcze nie wróciła.

    Iga Świątek zdaje się pytać, co jest grane. Zmieniła trenera, ale moc jeszcze nie wróciła.Matthew StockmanAFP

    Dariusz Ostafiński, Interia: Liczyliśmy na to, że dzięki rozbudowanej drabince, Iga Świątek zagra w Madrycie więcej niż dwa mecze.

    Tomasz Wolfke, ekspert Eurosportu: Na pewno by jej się to przydało, mecze są jej potrzebne. Bo jeśli coś było robione na Majorce, a zakładam, że było, to potrzeba jak najwięcej gry, żeby to wprowadzić w czyn i utrwalić.

    A pan widział jakąś zmianę, coś nowego w grze Świątek?

    – Nie bardzo. Ani w Stuttgarcie, ani w Madrycie. Inna sprawa, że to było raptem dwa i pół meczu. Szkoda tego pojedynku z Li, bo on był do wygrania. Jakby Iga zwyciężyła w pierwszym secie, to nie byłoby tego kreczu. Jakoś by to przetrwała, odpoczęła i za chwilę mielibyśmy ciekawy mecz z Fernandez.

    Jest zmiana na minus w grze Igi Świątek

    Z tego co pan jednak mówi, to wychodzi na to, że ten krecz jest najmniejszym zmartwieniem.

    – Patrząc na to, co pokazuje Iga po zmianie trenerach, po tych dziesięciu dniach na Majorce, to ja niestety zmiany jakości na plus nie widzę. Jest nawet zmiana na minus. Jest więcej niewymuszonych błędów, więcej gry na jedno uderzenie. Nie podejrzewam, żeby Roig i Nadal ją tego uczyli. Oni raczej pewnie przekonywali ją do większej cierpliwości i regularności. Zamiast tego dostaliśmy więcej gry ofensywnej. Może za jakiś czas to zadziała, ale na razie mamy porażki w turniejach, gdzie w latach 2023-2024 było to nie do pomyślenia. Wtedy Iga szalała na kortach ziemnych, a finał z Sabalenką w Madrycie był jednym z najlepszych meczów żeńskiego tenisa.

    Teraz do tego daleko.

    – A ta większa liczba niewymuszonych błędów mocno niepokoi. Zwłaszcza że teraz jest jej ulubiona nawierzchnia. Dawniej Iga nie miała dwucyfrowej liczby błędów na kortach ziemnych. Nawet w tym meczu z Li było tych błędów za dużo. Ciężko to wszystko idzie i oby się odwróciło w Rzymie. Martwi mnie to, że od momentu zmiany trenera mało było u Igi tej gry, do której namawiali ją Roig z Nadalem. Bo nie bardzo wierzę, że wskazaniem była gra bardziej agresywna.

    Tej gry jest dużo.

    – Na kortach ziemnych gra się z poszanowaniem piłki. Jest więcej konstruowania i ataków na drugie, czy trzecie tempo, ale nie na pierwsze, co robiła Iga. To i returny, z których większość nie trafiała i to jest następny powód do zmartwień.

    Czy nowa miotła w końcu u Świątek zadziała?

    To będzie coś z tego jeszcze? Powiemy w końcu, że nowa miotła działa?

    – Może powiem, że mnie ta agresywna, ofensywna gra odpowiada. Jednak to nie może wyglądać tak, że Iga uderza i nie idzie za tym. Tak, jakby zakładała, że to jej uderzenie kończy sprawę. Brakuje instynktu i wyczucia. Nie wiem, może Iga nie ma tego w DNA, żeby uderzyć i wejść w kort, żeby to skończyć kolejnym uderzeniem.

    Nasz wybitny tenisista Wojciech Fibak powiedział mi, że on nie rozumie tego mówienia, że trener Roig uczy Igę czegoś nowego. Mówi, że Świątek straciła pewność siebie i Roig stara się to przywrócić.

    – To też jest jakiś pomysł, żeby mieć dwa, trzy uderzenia i wykonywać je do perfekcji. Iga jest dobra, grając za linią końcową. Dużo biega, jest szybka i może tylko Gauff jej dorównuje w tym względzie. Jednak to nie zawsze działa. Zwłaszcza, jak chce za szybko skończyć akcję. Wtedy pojawia się 20, 30 niewymuszonych błędów.

    Sabalenka z Rybakiną odjechały Świątek

    Optymistycznie to nie zabrzmiało.

    – W sumie przydałoby się, żeby Iga, czy Roig powiedzieli, nad czym pracują. Czy szlifują to, co było dobre, czy też pracują nad planem B? To, co jest, może wystarczyć na wygranie jednego, czy dwóch szlemów, ale nie na to, żeby wrócić do roli dominatorki. Sabalenka z Rybakiną odjechały Idze.

    Jest coraz bardziej pesymistycznie.

    – Nikt jednak nie stawia na Idze krzyżyka. Ona nadal jest jedną z lepszych zawodniczek. Może w Rzymie zagra lepiej. A jak nie wyjdzie, to będziemy pytali, co ona w ogóle robiła przez te dziesięć dni na Majorce. Wtedy będzie też ogromny kłopot. Przecież nic lepszego niż Nadal nie znajdzie. To jej idol. Zakładam, że on się pojawi w Paryżu, żeby pomóc. Wręcz nie wyobrażam sobie, że go nie będzie.
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta i zaciskając szczękę podczas meczu.

    Iga ŚwiątekAaron FavilaEast News
    Kobieta w białej sportowej czapce i stroju trzyma przy twarzy niebiesko-biały ręcznik, z wyrazem silnych emocji oraz łez, na tle rozmytych postaci w tle.

    Iga ŚwiątekJose Breton / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP
    Zawodniczka tenisowa w sportowym stroju z czapką zasłania twarz dłońmi, wyrażając silne emocje po zakończonym meczu.

    Iga ŚwiątekAFP

    Mariano Navone – Alexander Zverev. Skrót meczu.

  • Ekspert załamuje ręce nad grą Igi Świątek. “Może nie ma tego w DNA”

    Ekspert załamuje ręce nad grą Igi Świątek. “Może nie ma tego w DNA”

    Niepokojące sygnały płyną z występów Iga Świątek podczas turnieju WTA 1000 w Madrycie. Polka zakończyła rywalizację już na etapie 1/16 finału, kreczując w trzecim secie meczu przeciwko Ann Li. Powodem były problemy zdrowotne – od dwóch dni zmagała się z zatruciem pokarmowym. Jednak zdaniem eksperta Tomasz Wolfke, to nie sam krecz jest największym problemem.

    W rozmowie z Interią dziennikarz przyznaje, że zdecydowanie bardziej martwi go poziom gry Świątek. Jego zdaniem Polce brakuje wyraźnych postępów, mimo niedawnych zmian w sztabie szkoleniowym i pracy wykonanej podczas zgrupowania na Majorce.

    Wolfke podkreśla, że większa liczba rozegranych meczów w Madrycie mogłaby pomóc tenisistce wdrożyć nowe elementy do gry. Tymczasem występ zakończył się szybko, a sam mecz z Li – jak zaznacza – był do wygrania. Jego zdaniem kluczowy był pierwszy set: gdyby Świątek go rozstrzygnęła na swoją korzyść, być może zdołałaby przetrwać trudniejszy moment fizyczny i awansować dalej, gdzie czekałoby interesujące starcie z Leylah Fernandez.

    Ekspert nie ukrywa, że obecnie widzi więcej minusów niż plusów. Zwraca uwagę na rosnącą liczbę niewymuszonych błędów oraz tendencję do skracania wymian i grania „na jedno uderzenie”. To jego zdaniem stoi w sprzeczności z filozofią, jaką powinni przekazywać nowi trenerzy – Carlos Roig oraz Rafael Nadal – którzy raczej promują cierpliwość i regularność.

    Tymczasem gra Świątek staje się bardziej agresywna, ale nie zawsze skuteczna. Wolfke zauważa, że choć ofensywny styl może w przyszłości przynieść efekty, obecnie prowadzi do błędów i porażek w turniejach, które jeszcze niedawno były dla Polki niemal „pewne”. Przypomina, że w sezonach 2023–2024 Świątek dominowała na kortach ziemnych, a jej finałowy pojedynek z Aryna Sabalenka w Madrycie uchodził za jeden z najlepszych meczów kobiecego tenisa.

    Obecnie jednak forma Polki wyraźnie odbiega od tamtego poziomu. Szczególnie niepokoi liczba błędów – nawet na ulubionej nawierzchni. W przeszłości Świątek rzadko przekraczała dwucyfrowy wynik w tej statystyce na mączce, teraz zdarza się to regularnie.

    Wolfke zwraca również uwagę na brak konsekwencji w ofensywie. Jego zdaniem Świątek często kończy akcję jednym uderzeniem, nie podejmując próby jej wykończenia kolejnym ruchem do przodu. Brakuje jej instynktu „dobicia” rywalki przy siatce, co może wynikać z naturalnych predyspozycji do gry zza linii końcowej.

    W podobnym tonie wypowiadał się wcześniej Wojciech Fibak, który sugerował, że problemem może być utrata pewności siebie, a nie brak nowych umiejętności. Według tej teorii zadaniem trenera jest raczej odbudowa mentalna niż rewolucja w stylu gry.

    Nie zmienia to jednak faktu, że konkurencja nie śpi. Wolfke zauważa, że takie zawodniczki jak Elena Rybakina czy Sabalenka wyraźnie odjechały Świątek pod względem formy.

    Mimo krytycznej oceny ekspert nie przekreśla szans Polki. Wciąż widzi w niej jedną z czołowych tenisistek świata i liczy, że poprawa nadejdzie już podczas turnieju w Rzymie. Jeśli jednak tak się nie stanie, pytania o sens i efekty pracy na Majorce staną się jeszcze głośniejsze.

    Na horyzoncie pozostaje także Roland Garros, gdzie – jak sugeruje Wolfke – możliwe jest wsparcie ze strony samego Nadala, wieloletniego idola Świątek. Brak jego obecności w Paryżu byłby dużym zaskoczeniem, a jego ewentualna pomoc mogłaby okazać się bezcenna w kluczowym momencie sezonu.

  • Tak Sabalenka odpowiedziała na odpadnięcie Świątek. Szybkie zakończenie w Madrycie

    Tak Sabalenka odpowiedziała na odpadnięcie Świątek. Szybkie zakończenie w Madrycie

    Sobotnie wydarzenia podczas turnieju WTA 1000 w Madrycie przyniosły przykre wieści dla polskich kibiców. Iga Świątek, zmagająca się z problemami zdrowotnymi, była zmuszona skreczować w połowie trzeciego seta meczu przeciwko Ann Li. Kilka godzin później na kort wyszła liderka światowego rankingu – Aryna Sabalenka, która rywalizowała o miejsce w najlepszej szesnastce turnieju. Obrończyni tytułu zmierzyła się z rozstawioną z numerem 29 Jaqueline Cristian i pewnie zwyciężyła 6:1, 6:4.

    Dla Sabalenki był to pierwszy występ na kortach ziemnych w tym sezonie. Białorusinka zrezygnowała wcześniej ze startu w Stuttgarcie, nie czując się w pełni gotowa do rywalizacji. Postawiła na dodatkowy tydzień przygotowań przed turniejem w stolicy Hiszpanii, gdzie broniła tytułu wywalczonego przed rokiem. Co ciekawe, triumfowała w Madrycie już trzykrotnie – w latach 2021, 2023 i 2025 – a teraz chciała przełamać „nieparzystą” serię zwycięstw.

    W swoim pierwszym meczu w tegorocznej edycji turnieju Sabalenka nie uniknęła trudnych momentów. W starciu z Peyton Stearns miała kłopoty zwłaszcza w pierwszym secie – przy stanie 5:5 i 0-30 musiała bronić się przed stratą przewagi. Ostatecznie jednak opanowała sytuację i wygrała cały mecz 7:5, 6:3.

    W pojedynku trzeciej rundy przeciwko Cristian od początku narzuciła wysokie tempo. Już w pierwszych gemach wyraźnie dominowała, skutecznie przełamując rywalkę i kontrolując przebieg spotkania. Rumunka zdołała zapisać na swoim koncie pierwszego gema dopiero w czwartej odsłonie, a chwilę później ponownie straciła serwis. Sabalenka zamknęła pierwszego seta bez większych problemów wynikiem 6:1.

    Druga partia była bardziej wyrównana. Cristian złapała rytm i zaczęła pewniej utrzymywać własne podanie, zmuszając Sabalenkę do większego wysiłku. Kluczowy moment nastąpił w szóstym gemie, gdy Rumunka wypracowała aż cztery break pointy i była bliska objęcia prowadzenia 4:2. Liderka rankingu zdołała jednak wyjść z opresji, co okazało się przełomowe dla dalszego przebiegu seta.

    Decydujący cios Sabalenka zadała w dziewiątym gemie, przełamując rywalkę po błędzie Cristian. Następnie bez problemów utrzymała serwis i przypieczętowała zwycięstwo po 84 minutach gry, kończąc mecz efektownym dropszotem. Dzięki temu awansowała do czwartej rundy, gdzie zmierzy się z Naomi Osaka lub Anhelina Kalinina.

  • Popis Osaki w Madrycie, 6:1 już na otwarcie. Naomi kontra Aryna Sabalenka

    Popis Osaki w Madrycie, 6:1 już na otwarcie. Naomi kontra Aryna Sabalenka

    Z perspektywy polskich kibiców najważniejszym wydarzeniem sobotnich zmagań podczas turnieju WTA 1000 w Madrycie był przedwczesny koniec występu Iga Świątek, która zmuszona była skreczować. Po jej meczu harmonogram dnia przewidywał jeszcze kilka interesujących spotkań, jednak prawdziwe tenisowe emocje nadeszły dopiero w sesji wieczornej. Wtedy na kortach pojawiły się m.in. Aryna Sabalenka oraz Naomi Osaka. Obie wielkoszlemowe mistrzynie zaprezentowały się z bardzo dobrej strony i wywalczyły awans do czwartej rundy, gdzie zmierzą się ze sobą w bezpośrednim pojedynku.

    Ich rywalizacja zapowiada się niezwykle ciekawie, tym bardziej że jeszcze niedawno spotkały się w czwartej rundzie turnieju w Indian Wells. Był to dopiero ich drugi oficjalny mecz – pierwszy od 2018 roku. Wówczas lepsza okazała się Sabalenka, która wygrała w dwóch setach 6:2, 6:4, rewanżując się za wcześniejszą porażkę w US Open. Teraz los ponownie skojarzył je w tej samej fazie turnieju, tym razem w Madrycie.

    Jako pierwsza o miejsce w najlepszej „16” walczyła Sabalenka. Liderka światowego rankingu zmierzyła się z Jaqueline Cristian i od początku narzuciła swoje warunki gry. Choć w drugim secie Rumunka próbowała nawiązać bardziej wyrównaną walkę, ostatecznie Białorusinka kontrolowała przebieg spotkania i zwyciężyła 6:1, 6:4.

    Kilka minut później na korcie pojawiła się Osaka, której rywalką była Anhelina Kalinina – finalistka turnieju WTA 1000 w Rzymie sprzed trzech lat. Japonka rozpoczęła mecz bardzo pewnie, szybko obejmując prowadzenie i wywierając presję na przeciwniczce. Już w pierwszym secie zbudowała wyraźną przewagę, wychodząc na 4:0. Kalinina zdołała co prawda zdobyć jednego gema, ale był to jedynie chwilowy przebłysk – Osaka zamknęła partię wynikiem 6:1.

    Drugi set rozpoczął się podobnie. Japonka błyskawicznie przełamała rywalkę i kontrolowała przebieg spotkania. Choć Ukrainka próbowała jeszcze odwrócić losy rywalizacji i zmniejszyła stratę, Osaka zachowała koncentrację. Ostatecznie zakończyła mecz w dziewiątym gemie, wykorzystując piątego meczbola i wygrywając 6:1, 6:3.

    W efekcie kibice mogą szykować się na hitowe starcie czwartej rundy – pojedynek dwóch wielkoszlemowych mistrzyń, czyli Sabalenki i Osaki, który zapowiada się jako jedno z najciekawszych spotkań całego turnieju.

  • Sceny w Monachium. Pajor z golem, potem dwie czerwone kartki. Zawód Barcelony

    Sceny w Monachium. Pajor z golem, potem dwie czerwone kartki. Zawód Barcelony

    Piłkarki FC Barcelona Femení po efektownym rozgromieniu Real Madrid Femenino w ćwierćfinale Ligi Mistrzów (aż 12:2 w dwumeczu) przystąpiły do walki o finał rozgrywek. W półfinale ich rywalkami zostały zawodniczki Bayern Munich Women, mistrzynie Niemiec. Pierwsze spotkanie rozegrano na Allianz Arena, a w wyjściowym składzie Barcelony od początku pojawiła się Ewa Pajor.

    Polka błyskawicznie zaznaczyła swoją obecność na boisku. Już w 8. minucie, po świetnej akcji, w której udział wzięły Patri Guijarro oraz Esmee Brugts, napastniczka Barcelony znalazła się w idealnej pozycji w polu karnym i z pierwszej piłki pokonała Ena Mahmutovic. Było to trafienie najwyższej klasy i szybkie prowadzenie „Dumy Katalonii”.

    Po zdobyciu gola tempo gry nieco spadło. Obie drużyny częściej walczyły o kontrolę w środku pola, a klarownych sytuacji było mniej. Około 30. minuty ponownie aktywna była Brugts, która spróbowała strzału z dystansu, jednak jej uderzenie nie sprawiło większych problemów bramkarce Bayernu.

    Gospodynie również miały swoje momenty. Najbardziej wyróżniała się Klara Buhl, która w końcówce pierwszej połowy oddała groźny strzał, lecz świetnie interweniowała Cata Coll. Do przerwy Barcelona prowadziła 1:0.

    Po zmianie stron drużyna z Hiszpanii ruszyła do ataku. Już na początku drugiej połowy Brugts znów była bliska gola, jednak tym razem piłka zatrzymała się na słupku. Barcelona naciskała, a w 60. minucie bliska podwyższenia wyniku była Irene Paredes. Po rzucie rożnym defensorka sprytnie próbowała zaskoczyć bramkarkę strzałem tyłem do bramki, ale jedna z zawodniczek Bayernu wybiła piłkę z linii.

    Niewykorzystane sytuacje zemściły się kilka minut później. W 69. minucie Bayern przeprowadził szybki kontratak. Pernille Harder popędziła lewą stroną i idealnie wyłożyła piłkę do Franziska Kett, która pewnym strzałem doprowadziła do wyrównania.

    Końcówka spotkania była bardzo nerwowa. W 80. minucie Kett obejrzała czerwoną kartkę za pociągnięcie za włosy Salma Paralluelo. Decyzja została podtrzymana mimo analizy VAR. Emocji nie wytrzymał również szkoleniowiec Bayernu, Jose Barcala, który także został ukarany czerwoną kartką.

    Ostatecznie spotkanie zakończyło się remisem 1:1, co dla Barcelony może być wynikiem rozczarowującym, biorąc pod uwagę przebieg meczu i liczbę stworzonych sytuacji. O awansie do finału zdecyduje rewanż, który odbędzie się 3 maja.

  • Świątek zabrała głos po kreczu w Madrycie. Wyjaśniła, co się stało

    Świątek zabrała głos po kreczu w Madrycie. Wyjaśniła, co się stało

    Iga Świątek skreczowała w meczu z Ann Li. Polka dzielnie walczyła z przeciwnościami losu, a w trzecim secie poprosiła o przerwę medyczną. Przyszedł do niej fizjoterapeuta i lekarz, który ją wstępnie przebadał i dał medykamenty. Niestety chwilę później Polka zrezygnowała i pogratulowała zwycięstwa swojej rywalce. Teraz tenisistka zabrała głos nt. tego, co się stało.
    TENNIS-MADRID/Iga Świątek
    Fot. REUTERS/Ana Beltran

    Iga Świątek bardzo udanie rozpoczęła rywalizację w turnieju WTA 1000 w Madrycie. W II rundzie rozprawiła się z Darią Singur 6:1, 6:2 i to w nieco ponad godzinę. W meczu o 1/8 finału czwarta rakieta świata mierzyła się z Ann Li, z którą grała po raz pierwszy w karierze. Początek tego spotkanie nie ułożył się po myśli podopiecznej Francisco Roiga – przegrała pierwszego gema i musiała gonić wynik. Ostatecznie udało się jej doprowadzić do wyrównania 2:2, ale w dziewiątym gemie ponownie została przełamana. Chwilę później odebrała serwis rywalce i o triumfie w pierwszej partii decydował tie-break, w którym lepsza okazała się Amerykanka (4:7).

    Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! “Bardzo jej ufa”
    Iga Świątek zabrała głos nt. tego, co stało się w Madrycie

    W drugiej partii Świątek bardzo szybko zabrała się do odrabiania strat – wyszła na prowadzenie 4:0 i nie pozwoliła przeciwniczce wrócić do gry. Ostatecznie tę partię wygrała wynikiem 6:2. Jednak już wtedy było z nią coś nie tak. W trzeciej partii problemy się nasiliły – Polka łapała zadyszki, opierała się rękoma o kolana i było wiadomo, że dzieje się coś złego. Przy wyniku 0:2 dla Li Polka poprosiła o przerwę medyczną. “Otrzymała tabletki, jednak nie zadziałały od początku. Amerykanka utrzymała swój serwis i była już w połowie drogi do wygranej w secie. Chwilę potem Polka skreczowała przy stanie 6:7 (4), 6:2, 0:3 (0:30)” – opisywał Mateusz Gaweł na łamach Sport.pl.

    Świątek zalała się łzami i opuściła kort. Co było powodem słabszej dyspozycji? Jakie problemy zmusiły ją do przedwczesnego zakończenia tego spotkania? Na wszystkie pytania odpowiedziała w mix-zonie. Ujawniła, że od kilku dni jest chora. – Dwukrotnie w karierze byłam już chora i udawało mi się wygrywać mecze, więc to zależy od tego, jak źle się czujesz. Tym razem było gorzej. Raczej nie chcecie usłyszeć o objawach – mówiła, cytowana przez “Przegląd Sportowy Onet”.

    A co działo się z nią podczas rywalizacji z Li? – W pierwszym i drugim secie wciąż czułam, że mam szansę. Potem, w trzecim, zaczęłam odczuwać lekkie zawroty głowy i brak koordynacji ruchowej. Nie mogłam nic pić, bo ciągle czułam się pełna, a poziom energii drastycznie spadł – mówiła. Co dokładnie jej dolega? – Ostatnie trzy dni czułam się okropnie. Złapałam jakiegoś wirusa. W niektórych godzinach czułam się w porządku, w innych fatalnie. Słyszałam, że wśród innych zawodniczek również coś się dzieje, więc wirus jest “ze środka” – dodawała.

    Świątek nie ukrywała rozczarowania tą sytuacją. – To smutne, że nie mogę grać dalej, bo czułam się naprawdę dobrze i byłam w formie. Robiłam postępy. Dla mnie turniej dopiero się zaczął, a ja dzisiaj nawet nie mogłam zagrać. To rozczarowujące – przekonywała.

    Zobacz też: Świątek poddała mecz w Madrycie. Oto konsekwencje w rankingu WTA

    To był drugi turniej Igi Świątek pod wodzą Francisco Roiga. W pierwszym – w Stuttgarcie odpadła w ćwierćfinale z Mirrą Andriejewą. Teraz musiała kreczować w III rundzie w Madrycie. Wydaje się, że będzie w stanie wrócić do gry już na Rzym. Sama o tym mówiła. – Jestem pewna, że w ciągu kilku dni będę już zdrowa, ale potrzebuję nieco odpoczynku, bo nie mam zupełnie energii – podkreślała.

    “A z odpowiedzią na pytanie o pierwsze sygnały poprawy gry u boku trenera Francisco Roiga trzeba wciąż jeszcze poczekać. Na razie pod okiem Hiszpana rozegrała zaledwie cztery mecze. W minionym tygodniu w Stuttgarcie odpadła w ćwierćfinale. Kibice sześciokrotnej triumfatorki turniejów wielkoszlemowych zapewne będą teraz mocno trzymać kciuki, by w Rzymie mogli ją obejrzeć w większym wymiarze” – stwierdziła na łamach Sport.pl Agnieszka Niedziałek.

    Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
    Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok

  • Świątek tego zwyczajnie nie robi. Wydarzyło się w Madrycie. Dopiero trzeci raz w karierze

    Świątek tego zwyczajnie nie robi. Wydarzyło się w Madrycie. Dopiero trzeci raz w karierze

    Iga Świątek do Madrytu przyleciała z dobrym nastawieniem. Polka chciała wrócić do dobrego rytmu w swoim graniu, a gdzie łatwiej o to, niż na jej ukochanej mączce? Niestety w piątek pojawiły się problemy. Iga skończyła swoją jednostkę treningową 45 minut przed czasem, o czym informowaliśmy w Interia Sport. Dzień później okazało się, że kłopoty są poważne. Polka poddała mecz z Ann Li w trzecim secie. To dopiero trzeci taki przypadek w jej prawie dziesięcioletniej karierze.

    Iga ŚwiątekTOMASZ BARANSKI/REPORTEREast News

    Iga Świątek na najwyższym poziomie w tenisa gra już niespełna dziesięć lat. Oficjalnie dekada od uzyskania statusu profesjonalistki minie w październiku tego roku. W tym czasie Polka dała się poznać w świecie tenisa jako zawodniczka, która zawsze gra do końca. To coś, co wpoił jej idol – Rafael Nadal.

    Przypadki kreczów w trakcie meczów w karierze Igi Świątek można policzyć na palcach jednej ręki. Pierwszy z nich miał miejsce jeszcze w 2018 roku, gdy niepełnoletnia Iga walczyła w turnieju rangi ITF w Warszawie. Jej rywalką była Joanna Zawadzka starsza o pięć lat.

    Świątek skreczowała. To trzeci przypadek w jej karierze

    Pierwszego seta Iga przegrała w tie-breaku. W drugim przegrywała 1:3 i przy takim rezultacie zdecydowała się zejść z kortu. Na kolejny przypadek krecza w przypadku Świątek trzeba było poczekać niecałe pięć lat. Ten był jednak zdecydowanie bardziej bolesny. Iga w Rzymie broniła tytułów z 2021 i 2022 roku.

    W ćwierćfinale ówczesna pierwsza rakieta świata rywalizowała z Jeleną Rybakiną. Po dwóch setach był remis. Iga w tie-breaku drugiej partii źle stanęła, przez co naruszyła staw skokowy. Przy stanie 2:2 w trzeciej partii nie była już w stanie kontynuować walki z Kazaszką i poddała mecz.

    – Widziałam, jak coś się stało w tie-breaku, prawie przy ostatnim punkcie. Myślę, że ból był po prostu zbyt duży – mówiła po meczu Rybakina. Na kolejny przypadek krecza ze strony Igi znów czekaliśmy długo, bo niespełna trzy sezony. Sytuacja miała miejsce w sobotę 25 kwietnia w Madrycie.

    Dzień wcześniej pojawiły się małe sygnały alarmowe. Świątek zakończyła bowiem swój trening aż 45 minut przed planowanym czasem, o czym informowaliśmy w Interia Sport [WIĘCEJ TUTAJ]. Wówczas nie wyglądało na to, aby problem był poważny. Podczas całej jednostki Iga wyglądała naprawdę dobrze.

    Jak się jednak okazało, przedwczesny koniec treningu był zwiastunem tego, co wydarzyło się dobę później. Polka mierzyła się w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Madrycie z Ann Li. Faworytką była rzecz jasna Iga. Z każdą kolejną minutą wydawało się jednak, że Iga słabnie, co jest do niej niepodobne.

    Jak się ostatecznie okazało po wygraniu drugiej partii Świątek zwyczajnie przestała być zdolna do gry. Poprosiła o pomoc lekarzy, ale na nic się to zdało. Polka poddała mecz przy stanie 0:3 w decydującej partii. To dopiero trzeci przypadek w karierze Igi, gdy schodzi z kortu w trakcie spotkania. Na całe szczęście nie chodzi o żadną kontuzję, a jedynie chorobę.
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekBERTRAND GUAY / AFPAFP
    tenisistka w białym stroju i fioletowej czapce skupiona na odbiciu żółtej piłki tenisowej przy użyciu rakiety, dynamiczna akcja na tle rozmytej publiczności

    Iga Świątek wraca do “ustawień fabrycznych”. Nowy trener Francisco Roig już ma kłopoty.ZUMA Press Wire/ShutterstockEast News
    Tenisistka z rakietą w ręku pochylająca głowę, prawdopodobnie po przegranym punkcie lub meczu, w tle tekst z wynikami ostatnich meczów z najlepszymi zawodniczkami świata.

    Iga Świątek ma ostatnio problemy w starciach z tenisistkami z absolutnego topuIzhar KHAN / AFPAFP

    Energa Czarni Słupsk – Energa Trefl Sopot. Skrót meczu.

  • Świątek tego zwyczajnie nie robi. Wydarzyło się w Madrycie. Dopiero trzeci raz w karierze

    Iga Świątek przyjechała do Madrytu z dużą dawką optymizmu. Turniej na kortach ziemnych miał być dla niej idealną okazją do złapania odpowiedniego rytmu i powrotu do najlepszej formy. Niestety już w piątek pojawiły się pierwsze sygnały, że coś jest nie tak – Polka niespodziewanie zakończyła trening aż 45 minut przed planowanym czasem. Wówczas nie wzbudziło to jeszcze większego niepokoju, jednak dzień później sytuacja stała się poważniejsza.

    W meczu trzeciej rundy turnieju WTA 1000 w Madrycie Świątek zmierzyła się z Ann Li. Choć była zdecydowaną faworytką, z biegiem spotkania było widać, że nie prezentuje swojej typowej energii i intensywności. Po wyrównaniu stanu meczu i wygraniu drugiego seta, jej organizm odmówił jednak posłuszeństwa. W trzeciej partii, przy stanie 0:3, Polka zdecydowała się skreczować.

    To wyjątkowo rzadki widok w karierze liderki światowego tenisa. Świątek od lat uchodzi za zawodniczkę, która zawsze walczy do końca – cechę tę przejęła m.in. od swojego idola, Rafael Nadal. W ciągu niemal dekady profesjonalnej kariery tylko trzykrotnie była zmuszona zejść z kortu przed zakończeniem meczu.

    Pierwszy taki przypadek miał miejsce w 2018 roku podczas turnieju ITF w Warszawie, gdy jako młoda zawodniczka rywalizowała z Joanną Zawadzką. Po przegranym tie-breaku w pierwszym secie i stracie prowadzenia w drugim (1:3), zdecydowała się na wycofanie z meczu.

    Na kolejny krecz trzeba było czekać prawie pięć lat. Tym razem sytuacja była znacznie bardziej dramatyczna – w ćwierćfinale turnieju w Rzymie Świątek, broniąca tytułów z lat 2021 i 2022, zmierzyła się z Jelena Rybakina. W tie-breaku drugiego seta Polka niefortunnie postawiła stopę, uszkadzając staw skokowy. Mimo prób kontynuowania gry, przy stanie 2:2 w decydującej partii musiała się poddać. Po spotkaniu Rybakina przyznała, że widziała moment urazu i było jasne, że ból uniemożliwia dalszą grę.

    Trzeci przypadek nastąpił właśnie w Madrycie – niemal trzy sezony później. Tym razem jednak powodem nie była kontuzja, lecz choroba, która stopniowo osłabiała organizm zawodniczki. Już przed meczem pojawiały się drobne sygnały ostrzegawcze, ale dopiero w trakcie rywalizacji ich skala stała się w pełni widoczna.

    Choć wycofanie się z meczu to dla Świątek sytuacja wyjątkowa, tym razem można mówić o pewnym szczęściu w nieszczęściu – brak urazu oznacza, że powrót do pełni sił powinien nastąpić stosunkowo szybko.

  • Nagroda pocieszenia po dramacie. Taki czek dostała Świątek

    Nagroda pocieszenia po dramacie. Taki czek dostała Świątek

    Iga Świątek walczyła do końca, ale tym razem organizm nie pozwolił jej dokończyć rywalizacji. Polska tenisistka musiała skreczować w meczu trzeciej rundy turnieju WTA 1000 w Madrycie, a główną przyczyną były problemy zdrowotne, które nasiliły się w trakcie spotkania. Mimo przedwczesnego zakończenia występu w stolicy Hiszpanii, Polka nie wyjedzie z pustymi rękami – za osiągnięcie 1/16 finału otrzymała solidne wynagrodzenie.

    Pojedynek z Ann Li od początku zapowiadał się jako formalność dla czwartej rakiety świata. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała te oczekiwania. Choć Świątek starała się narzucić swój rytm gry, wyraźnie było widać, że nie jest w pełni sił. Kluczowy moment nastąpił w trzecim secie – przy stanie 2:0 dla rywalki Polka poprosiła o przerwę medyczną. Po interwencji lekarza wróciła jeszcze na kort, ale nie była już w stanie skutecznie rywalizować.

    Niedługo później, przy wyniku 7:6, 2:6, 3:0 i 30:0 dla Amerykanki, Świątek podeszła do siatki i poddała mecz. Tym samym to Ann Li zameldowała się w 1/8 finału, a Polka opuszczała kort wyraźnie rozczarowana i osłabiona chorobą.

    Po spotkaniu była liderka rankingu WTA wyjaśniła, co stało za jej dyspozycją. Przyznała, że od dwóch dni zmagała się z infekcją wirusową, która mocno odbiła się na jej samopoczuciu. Podkreśliła, że momentami czuła się dobrze, ale zdarzały się też chwile całkowitego braku energii i problemów ze stabilnością fizyczną.

    Mimo wszystko zdecydowała się wyjść na kort i spróbować powalczyć. Jak zaznaczyła, w przeszłości zdarzało jej się grać mimo choroby i osiągać dobre wyniki, dlatego liczyła, że tym razem będzie podobnie. Szybko jednak okazało się, że organizm nie pozwoli na kolejny taki wysiłek.

    Choć sportowo turniej w Madrycie zakończył się dla niej wcześniej, niż planowała, Świątek może liczyć na finansową rekompensatę. Za awans do trzeciej rundy otrzymała 54 tysiące euro, co przekłada się na około 230 tysięcy złotych. Dla porównania, zwyciężczyni całego turnieju zgarnie aż milion euro.