• “Cudowne dziecko”. Chce być nowym Lewandowskim. Ma polskie korzenie

    “Cudowne dziecko”. Chce być nowym Lewandowskim. Ma polskie korzenie

    “Cudowne dziecko”. Chce być nowym Lewandowskim. Ma polskie korzenie

    16-letni Julian Hall, młody talent grający w barwach New York Red Bulls, już teraz przyciąga uwagę w Stanach Zjednoczonych. Z polskimi korzeniami i wielkimi aspiracjami, za wzór stawia sobie Roberta Lewandowskiego, a portal Transfermarkt.com określa go mianem “cudownego dziecka”. Pomimo młodego wieku, Hall zdążył już zapisać się na kartach historii.

     

    Najmłodszy w historii klubu

    Julian Hall zadebiutował w pierwszej drużynie New York Red Bulls, mając zaledwie 15 lat, sześć miesięcy i siedem dni, co uczyniło go najmłodszym zawodnikiem w historii klubu. Jego debiut przypadł na mecz przeciwko Chicago Fire. W tym samym sezonie młody napastnik został także najmłodszym strzelcem gola w historii drużyny, umacniając swoją pozycję jako wschodząca gwiazda.

     

    W rozmowie z Transfermarkt.com Hall podsumował swoje pierwsze doświadczenia w profesjonalnej piłce: „To był mój pierwszy pełny sezon, podczas którego poznawałem drużynę i zdobywałem doświadczenie. Mimo to był to wspaniały czas. Dobre przejście do seniorskiej drużyny, a teraz jesteśmy gotowi na kolejny sezon”.

     

    Lewandowski jako wzór do naśladowania

    Julian Hall nie kryje, że jego największą inspiracją jest Robert Lewandowski. „To ktoś, kogo podziwiałem zarówno teraz, jak i w przeszłości” – podkreśla 16-latek. Polskie korzenie Hall’a sprawiają, że wybór Lewandowskiego na wzór do naśladowania jest naturalny. Choć urodził się w Nowym Jorku i reprezentuje USA na poziomie młodzieżowym, marzy, by pójść śladami kapitana polskiej reprezentacji i osiągnąć sukces na światowych boiskach.

     

    Pasja i energia na boisku

    Młody napastnik opisuje siebie jako gracza pełnego pasji i energii, który zawsze daje z siebie wszystko na boisku. „Po prostu staram się zrobić wszystko dla drużyny i pomóc jej wygrać. Nikt nie jest idealny, dlatego wiem, że mam wiele rzeczy, nad którymi mogę pracować, by stać się jeszcze lepszym” – zaznacza Hall.

     

    Sezon pełen sukcesów i doświadczeń

    W minionym sezonie Hall występował zarówno w MLS Next Pro, jak i w pierwszej drużynie New York Red Bulls. W 11 meczach MLS zdobył dwa gole i jedną asystę. Jeszcze lepiej radził sobie w MLS Next Pro, gdzie w 16 spotkaniach strzelił sześć bramek i zanotował jedną asystę.

     

    Młody napastnik ma przed sobą świetlaną przyszłość, a jego talent i determinacja wskazują, że droga do osiągnięcia wielkich sukcesów stoi przed nim otworem. Czy Julian Hall spełni swoje marzenie i zostanie nowym Robertem Lewandowskim? Czas pokaże.

     

  • Historyczny sukces polskich skoków. A wcześniej bolesne wyznanie

    Historyczny sukces polskich skoków. A wcześniej bolesne wyznanie

    Historyczne zwycięstwo Anny Twardosz. Kulisy triumfu, które chwytają za serce

     

    Sobota w Notodden zapisała się złotymi zgłoskami w historii polskich skoków narciarskich kobiet. Anna Twardosz, polska zawodniczka, odniosła pierwsze w historii zwycięstwo w zimowych zawodach Pucharu Interkontynentalnego, zostawiając w pokonanym polu m.in. Silje Opseth – rekordzistkę świata w długości lotu narciarskiego. Ten sukces to nie tylko krok milowy dla polskich skoków, ale także dowód na to, jak wiele determinacji i siły kryje się w samej zawodniczce, która w przeszłości zmagała się z depresją i bulimią.

     

    Zwycięstwo po latach walki i wyrzeczeń

     

    Droga Anny Twardosz do tego momentu była niezwykle wyboista. Jeszcze w 2022 roku zawodniczka otwarcie przyznała, że od lat zmaga się z poważnymi problemami zdrowotnymi – bulimią i depresją. To wyznanie poruszyło środowisko sportowe i pokazało, z jak wielkimi wyzwaniami musiała mierzyć się na co dzień.

     

    Wszystko zaczęło się w 2021 roku, gdy podczas mistrzostw świata w Oberstdorfie Twardosz była liderką polskiej drużyny kobiet. Jej świetne występy w seriach treningowych rozbudziły ogromne nadzieje, jednak konkurs na skoczni normalnej zakończył się dla niej już po pierwszej serii. – Nie mogłam się uspokoić przez kilka godzin, łzy lały się strumieniami – wspominała. Mimo tego rozczarowania Twardosz szybko podniosła się z kolan. Już w konkursie drużynowym była jednym z filarów zespołu, który zajął świetne, szóste miejsce. Na dużej skoczni indywidualnie uplasowała się na 24. pozycji – wynik ten był jednym z najlepszych w historii polskich skoków kobiet.

     

    Trudne chwile: bulimia, depresja i walka z systemem

     

    Niestety, po obiecującym sezonie 2020/2021 przyszedł czas brutalnej weryfikacji. Kolejny sezon rozpoczął się dla Twardosz serią nieudanych kwalifikacji, a forma, którą prezentowała rok wcześniej, zdawała się być nieosiągalna. W dodatku coraz większym problemem stała się jej waga. Latem 2022 roku skoczkini postanowiła przerwać milczenie i opowiedziała o swojej walce z bulimią oraz depresją.

     

    – Od lat zmagam się z bulimią. Wiem, że mam za dużo kilogramów, ale czy to oznacza, że nie mogę robić tego, co kocham? – pisała w emocjonalnym wpisie. Wyznanie Twardosz zbiegło się z kontrowersyjnymi zasadami wprowadzonymi przez Polski Związek Narciarski, które uzależniały finansowanie szkolenia centralnego od wskaźnika BMI poniżej 21. – Wstyd, który odczuwam, nie pozwala mi cieszyć się życiem – dodawała.

     

    Przełomowy moment i powrót na szczyt

     

    Punktem zwrotnym w karierze Anny Twardosz okazał się rok 2023. Dzięki wsparciu terapeutki oraz odpowiedniemu leczeniu zawodniczka zaczęła wychodzić na prostą. Praca z Haraldem Rodlauerem, austriackim trenerem, który wówczas prowadził polską kadrę kobiet, dodała jej pewności siebie. To pod jego okiem po raz pierwszy od 2021 roku zdobyła punkty Pucharu Świata. – Harald bardzo mi pomógł. Dzięki niemu uwierzyłam, że mogę rywalizować na najwyższym poziomie – mówiła w wywiadach.

     

    Choć Rodlauer niespodziewanie opuścił polski zespół po zakończeniu sezonu, Twardosz nie poddała się. Gdy wiosną 2024 roku funkcję trenera kadry kobiet ponownie objął Marcin Bachleda, 23-letnia zawodniczka znalazła z nim wspólny język. Wyniki w Notodden potwierdzają, że forma Polki rośnie – w piątek zajęła czwarte miejsce, a już w sobotę stanęła na najwyższym stopniu podium.

     

    Nowa nadzieja dla polskich skoków kobiet

     

    Zwycięstwo Anny Twardosz w Notodden to moment przełomowy dla polskich skoków kobiet. Po latach zmagań z własnymi słabościami i systemowymi ograniczeniami zawodniczka udowodniła, że ma w sobie siłę, by walczyć z najlepszymi. Czy jej sukces będzie początkiem nowej ery w polskich skokach narciarskich kobiet? Czas pokaże, ale jedno jest pewne – Anna Twardosz już teraz zapisała się w historii jako inspiracjadla kolejnych pokoleń.

     

  • Dawid Kubacki przeskoczył skocznię! Nokaut, jakich mało

    Dawid Kubacki przeskoczył skocznię! Nokaut, jakich mało

     

    Dawid Kubacki przeskoczył skocznię! Nokaut, jakich mało

     

    — Ten wyczyn Dawida Kubackiego można określić jako nokaut pozostałych zawodników — mówił nam po tym konkursie Jan Szturc. Dwa lata temu w niedzielę w Titisee-Neustadt Polak kompletnie zdominował rywali. Zresztą nie tylko w niedzielę. Cały tamten weekend należał właśnie do niego.

     

    Początek sezonu 2022/23 był wyjątkowy. Ze względu na mistrzostwa świata w Katarze, rozpoczęto go rekordowo szybko, bo już na początku listopada hybrydowym konkursem w Wiśle. Tam Dawid Kubacki dominował podobnie jak latem. Wielu z pewną dozą wątpliwości zastanawiało się, jak będzie chociażby w grudniu, gdy sezon rozpocznie się na dobre.

     

    Niepotrzebnie. Po drobnej wpadce w Ruce (czwarte i szóste miejsce) Kubacki przyjechał do Titisee-Neustadt i pokazał przeciwnikom, że nie zamierza w żadnym wypadku odsuwać się w cień. Indywidualnie wygrywał tam niemal wszystko, co było do wygrania. Trzy serie treningowe, obie serie kwalifikacyjne… Raczej z niedosytem niż z radością przyjmowaliśmy za to drugie miejsce w piątkowym konkursie.

     

    W niedzielę lider Pucharu Świata przeszedł jednak samego siebie.

     

    Dawid Kubacki zmiażdżył rywali! Ogromna przewaga

    Już w pierwszej serii Kubacki pokazał kto, tu rządzi. I choć biorąc pod uwagę możliwości Hochfirstschanze 139,5-metrowy skok nie powinien robić aż takiego wrażenia, wystarczy spojrzeć na odległości, które w tych trudnych warunkach uzyskali rywale.

    https://x.com/Eurosport_PL/status/1601966169358942208

    Sklasyfikowani za Polakiem Halvor Egner Granerud i Anze Lanisek skoczyli kolejno 133 m i 132,5 m. Już na półmetku Polak wypracował nad drugim Norwegiem niemal 13 pkt przewagi. W drugiej serii spisał się jeszcze lepiej, lądując na 143. metrze.

    To wszystko złożyło się na ogromną różnicę punktową. Lanisek stracił do naszego reprezentanta aż 27,7 pkt! Od czasu wprowadzenia przeliczników za wiatr wcześniej jedynie dwóch skoczków wygrało na dużej skoczni z większą przewagą. Kamil Stoch, gdy w marcu 2018 r. najpierw pokonał w Lahti Markusa Eisenbichlera o 28,2 pkt, a kilka dni później… Kubackiego w Lillehammer o 27,7 oraz Ryoyu Kobayashi, który w Val di Fiemme w styczniu 2019 był lepszy od… Kubackiego o 26,5 pkt.

    — Kiedy ktoś wygrywa z taką ogromną przewagą, to trudno się o cokolwiek czepiać. Oczywiście trener zawsze by coś znalazł, ale to już niuanse, które nie mają wielkiego znaczenia, jeśli chodzi o odległość. Naprawdę dawno nie widzieliśmy, żeby ktoś wygrał na dużej skoczni z taką przewagą. Ten wyczyn Dawida można określić jako nokaut pozostałych zawodników — mówił nam wówczas Jan Szturc, który zazwyczaj unika tak dużych słów.

    Wtedy jednak i te były za małe, by opisać to, co na niemieckiej skoczni wyczyniał nasz reprezentant.

  • Iga Świątek spotka się z Simoną Halep. Tuż po jej wściekłym ataku. Niespodziewany zwrot

    Iga Świątek spotka się z Simoną Halep. Tuż po jej wściekłym ataku. Niespodziewany zwrot

    “Burza wokół Igi Świątek i Simony Halep: Czy Abu Zabi stanie się areną wielkiej konfrontacji?”

    Gdy wydawało się, że losy Simony Halep i Igi Świątek potoczą się w zupełnie innych kierunkach, świat tenisa ponownie je zbliżył. Konflikty, oskarżenia i skandale – to wszystko doprowadziło do sytuacji, w której obie tenisistki spotkają się twarzą w twarz podczas prestiżowych pokazowych zawodów w Abu Zabi. World Tennis League, odbywająca się pod koniec grudnia, zapowiada się jako prawdziwe pole bitwy, nie tylko sportowej, ale i wizerunkowej. W tle przewija się postać Wima Fisette’a – byłego trenera Halep, a obecnie kluczowej postaci w sztabie Świątek. Jak do tego doszło? Prześledźmy tę zawiłą historię.

     

     

    —

     

    Halep kontra Świątek: Wojna słów, która trafiła na nagłówki

     

    Simona Halep nigdy nie kryła swojej frustracji wobec decyzji organów tenisowych w sprawie zawieszeń dopingowych. Gdy na jaw wyszły problemy Igi Świątek związane z wykryciem trimetazydyny w jej organizmie, Halep nie przebierała w słowach. Rumunka, która sama spędziła półtora roku poza kortami, otwarcie zarzuciła Świątek faworyzowanie i niesprawiedliwość. Jej wypowiedzi były pełne żalu i gniewu.

     

    — „Ta kobieta, nie chcę nawet wymieniać jej nazwiska, dostała miesięczne zawieszenie, a ja musiałam walczyć przez lata, by odzyskać prawo do gry. To skandal!” — grzmiała Halep w jednym z wywiadów. Jej słowa wywołały burzę zarówno w Polsce, jak i w Rumunii.

     

     

    —

     

    Różne historie, różne konsekwencje

     

    Choć Halep i Świątek łączy wspólna historia podejrzeń o doping, szczegóły ich przypadków są zupełnie inne. U Polki szybko ustalono, że obecność niedozwolonej substancji była wynikiem przyjęcia zanieczyszczonej partii leku. Procedura zakończyła się w błyskawicznym tempie, a Świątek wróciła na korty, udowadniając swoją niewinność.

     

    Tymczasem Simona Halep przez długie miesiące walczyła o oczyszczenie swojego imienia. W jej przypadku wykryto obecność roksadustatu, substancji zakazanej, której stężenie wskazywało na coś więcej niż przypadkowe zanieczyszczenie. Rumunka tłumaczyła, że źródło substancji znajdowało się w Chinach, co wydłużyło proces dowodowy. W rezultacie została zawieszona na cztery lata, co niemalże zakończyło jej karierę. Dopiero apelacja do CAS przyniosła skrócenie kary do dziewięciu miesięcy.

     

    — „To nie jest moja wina, że proces trwał tak długo. Nie mogłam spać przez dwa lata, żyjąc w niepewności” — żaliła się Halep, która wciąż zmaga się z powrotem do formy sprzed zawieszenia.

     

     

    —

     

    Wim Fissette: Trener, który rozpalił konflikt

     

    Dodatkowym elementem tej układanki jest Wim Fissette – obecny trener Igi Świątek, a niegdyś kluczowa postać w karierze Halep. Belg współpracował z Rumunką w 2014 roku, prowadząc ją do finału Roland Garros i drugiego miejsca w rankingu WTA. Jednak ich współpraca zakończyła się nagle, w atmosferze kontrowersji. Fissette nie ukrywał swojej frustracji.

     

    — „Simona potrzebowała kogoś, kto będzie jej ciągle dogadzał. Na jeden turniej zabierała mamę, na inny brata, a na kolejny przyjaciół. To było nie do utrzymania na dłuższą metę” — mówił niedawno w wywiadzie dla „Functional Tennis”.

     

    W Rumunii te słowa wywołały oburzenie. Prezes tamtejszej federacji tenisowej, George Cosac, nazwał Fisette’a „frustratem”, zarzucając mu brak profesjonalizmu. Konflikt ten tylko zaostrzył napięcia wokół Halep i Świątek, które teraz staną naprzeciw siebie w Abu Zabi.

     

     

    —

     

    World Tennis League: Pole bitwy nie tylko na korcie

     

    Pokazowe zawody w Abu Zabi zapowiadają się wyjątkowo emocjonująco. Halep, która początkowo nie była zgłoszona do udziału, dołączyła do rywalizacji w ostatniej chwili, zastępując Barborę Krejcikovą. W grupie „Kites” zagra u boku Caspera Ruuda, Jasmine Paolini i… Nicka Kyrgiosa. Australijczyk, znany ze swoich kontrowersyjnych wypowiedzi, nie szczędził krytyki Świątek, zarzucając jej nieszczerość w sprawie dopingu.

     

    Po drugiej stronie znajdzie się drużyna „Eagles”, z Igą Świątek, Paulą Badosą, Stefanosem Tsitsipasem i Aleksandrem Szewczenką. Czy ten format drużynowy będzie okazją do załagodzenia konfliktów, czy wręcz przeciwnie – do ich eskalacji?

     

     

    —

     

    Tenisowy thriller w Abu Zabi: Czy to początek nowego rozdziału?

     

    World Tennis League odbędzie się w dniach 19-22 grudnia, a format zawodów przewiduje rywalizację w czterech drużynach. Zawodnicy i zawodniczki zmierzą się w singlach, deblach oraz mikstach, a wyniki będą zapisywane we wspólnej tabeli. Dwie najlepsze drużyny awansują do finału, co gwarantuje zaciętą rywalizację na najwyższym poziomie.

     

    Dla Igi Świątek i Simony Halep będzie to jednak coś więcej niż turniej. To szansa na wyjaśnienie nieporozumień, choć równie dobrze może to być kolejny etap ich konfliktu. W tle pozostają pytania o przeszłość, dopingowe kontrowersje i role, jakie odegrali w tym wszystkim Wim Fissette oraz Nick Kyrgios. Jedno jest pewne – grudniowe zawody w Abu Zabi będą jednymi z najbardziej emocjonujących wydarzeń tenisowych kończącego się roku.

     

  • Gigantyczna kontrowersja z rzutem karnym! Real Madryt czuje się podwójnie oszukany

    Gigantyczna kontrowersja z rzutem karnym! Real Madryt czuje się podwójnie oszukany

    Gigantyczna kontrowersja z rzutem karnym! Real Madryt czuje się podwójnie oszukany

    Ogromna kontrowersja z rzutem karnym! Real Madryt czuje się podwójnie oszukany przez arbitra

    Real Madryt znalazł się w centrum gorącej dyskusji po emocjonującym meczu z Rayo Vallecano zakończonym remisem 3:3. Władze klubu, trener Carlo Ancelotti oraz kibice są przekonani, że Królewskim należał się rzut karny za faul na Viniciusie. Decyzja sędziego, by nie podyktować „jedenastki”, wywołała burzę, tym bardziej że brazylijski zawodnik otrzymał żółtą kartkę za protesty, co wyklucza go z kolejnego meczu.

     

    Stracona szansa na fotel lidera

     

    Przed meczem z Rayo Vallecano Real Madryt miał jasny cel – zdobyć trzy punkty, które pozwoliłyby tymczasowo wyprzedzić Barcelonę w tabeli La Liga. Zadanie wydawało się proste, ponieważ przeciwnik zajmował dopiero 13. miejsce. Jednak spotkanie okazało się znacznie trudniejsze, niż zakładano.

     

    Rayo rozpoczęło mecz z ogromnym impetem, obejmując prowadzenie 2:0. Królewscy odpowiedzieli trzema trafieniami autorstwa Federico Valverde, Jude’a Bellinghama i Rodrygo, obejmując prowadzenie 3:2. Niestety, nie udało się utrzymać wyniku – w 64. minucie Isi Palazón strzelił gola wyrównującego, ustalając rezultat na 3:3.

     

    Kontrowersyjny brak rzutu karnego

     

    Choć mecz był pełen emocji, to największe kontrowersje wywołała sytuacja z 75. minuty. Abdul Mumin starł się z Viniciusem w polu karnym, lecz arbiter Martínez Munuera nie dopatrzył się przewinienia. Decyzja ta wywołała oburzenie w szeregach Realu.

     

    – Karny na Viniciusie był oczywisty i zdecydowany – komentował Carlo Ancelotti podczas pomeczowej konferencji prasowej. Swoje niezadowolenie wyraziła także oficjalna strona internetowa Realu, gdzie napisano: „Kontrowersyjny brak rzutu karnego uniemożliwił Realowi zwycięstwo”. W komunikacie podkreślono, że gdyby sędzia podjął inną decyzję, wynik spotkania mógłby być korzystniejszy dla Królewskich.

     

    Podwójna krzywda dla Realu Madryt

     

    Zdaniem Realu, brak rzutu karnego to tylko część problemu. Drugim ciosem było ukaranie Viniciusa żółtą kartką za protesty. To oznacza, że brazylijskiego skrzydłowego zabraknie w nadchodzącym meczu przeciwko Sevilli.

     

    Na ten moment Barcelona utrzymuje pozycję lidera La Liga z 38 punktami, podczas gdy Real Madryt ma punkt mniej i zajmuje drugie miejsce. Jednak w obliczu takich kontrowersji, klub z Madrytu na pewno nie zamierza milczeć. Przed nami z pewnością ciągdalszy tej dyskusji.

     

  • Kadrowicz Probierza ma wielki problem. Oto wyjaśnienie

    Kadrowicz Probierza ma wielki problem. Oto wyjaśnienie

    Kadrowicz Probierza ma wielki problem. Oto wyjaśnienie

    Tymoteusz Puchacz poza składem Holstein Kiel – co się stało?

    Tymoteusz Puchacz nie znalazł się w składzie Holstein Kiel na ostatni mecz tej rundy Bundesligi przeciwko Borussii Moenchengladbach. Decyzję o odsunięciu polskiego zawodnika podjął trener niemieckiego klubu, Marcel Rapp. Co ciekawe, nie stoi za tym żadna kontuzja.

     

    Puchacz, który w ostatnich miesiącach regularnie otrzymuje powołania do reprezentacji Polski od selekcjonera Michała Probierza, nie ma jednak łatwego czasu w swoim klubie. Holstein Kiel znajduje się w trudnej sytuacji, zajmując przedostatnie miejsce w tabeli Bundesligi z zaledwie pięcioma punktami. W obliczu słabych wyników drużyny Puchacz stracił swoje miejsce w składzie.

     

    Jeszcze niedawno polski obrońca był częścią kadry meczowej na spotkanie z RB Lipsk, jednak nie pojawił się na boisku. Teraz trener Rapp poszedł o krok dalej, całkowicie rezygnując z Puchacza przy ustalaniu składu na mecz z Borussią Moenchengladbach. Jak informuje dziennikarz Niklas Heiden, decyzja ta wynika wyłącznie z oceny sportowej umiejętności zawodnika, a nie z problemów zdrowotnych.

     

    Sezon pełen wyzwań dla Puchacza

    W trwającym sezonie Puchacz zagrał w dwunastu spotkaniach, uwzględniając także mecze w Pucharze Niemiec. Jednak jego najbardziej zauważalnym momentem było zagranie w meczu przeciwko Bayernowi Monachium, kiedy zanotował asystę, po której wykonał gest uciszania kibiców rywali. Problem w tym, że wynik tego spotkania był daleki od korzystnego – Holstein Kiel przegrał 1:6.

     

    W reprezentacji Polski Puchacz regularnie otrzymywał szanse od Michała Probierza, ale dopiero w meczu ze Szkocją pojawił się na boisku, gdzie rozegrał 27 minut.

     

    Przyszłość Puchacza w Holstein Kiel wydaje się obecnie niepewna, a decyzje trenera Rappa mogą świadczyć o dalszym spadku jego pozycji w drużynie. Czy polski obrońca zdoła odbudować swoją formę i wrócić do regularnej gry? Czas pokaże.

     

  • Polacy dochowali tajemnicy. Pomogli zdobyć fortunę. Ujawniamy kulisy

    Polacy dochowali tajemnicy. Pomogli zdobyć fortunę. Ujawniamy kulisy

    Polacy dochowali tajemnicy. Pomogli zdobyć fortunę. Ujawniamy kulis

    Byli agenci CIA, szyfrowane wiadomości, schowane kamery i ukryte postacie, reżyserujące przebieg walki. To nie elementy filmu szpiegowskiego, a kulisy pracy sekundantów w sztabie szachistów podczas meczu o mistrzostwo świata. Znów za zdobywcą tytułu stoją Polacy i właśnie przedstawiono ich nazwiska. My ujawniamy kulisy tajnej gry o miliony złotych. Nasz kraj odegrał w niej jedną z głównych ról.

    18-letni Gukesh D został najmłodszym mistrzem świata w historii, odbierając to osiągnięcie słynnemu Garriemu Kasparowowi. Po 18 dniach meczu pokonał Dinga Lirena w ostatniej partii, wygrywając całe starcie 7,5:6,5. Po zwycięstwie zdradził sekret, który dla środowiska często bywa ciekawszy niż sam przebieg meczu — skład swojej drużyny trenerów. W meczu o mistrzostwo świata to właśnie oni odgrywają pierwsze skrzypce, ciężko pracując przez wiele miesięcy. Wśród siedmiu wymienionych nazwisk, w zespole Indusa znalazło się aż czterech Polaków — Grzegorz Gajewski, Radosław Wojtaszek, Jan-Krzysztof Duda i Jan Klimkowski.

    Historię współpracy Gajewskiego z Gukeshem opisywaliśmy już na naszych łamach, ale pozostałe nazwiska były ukrywane przed światem. — Podczas meczu o MŚ Anand – Topałow, ścigaliśmy się z Bułgarami na najnowsze oprogramowanie. Temat jest na tyle poważny, że o nasze bezpieczeństwo dbał człowiek z przeszłością w CIA — opowiadał nam w 2022 r. Wojtaszek, który był w przeszłości trenerem pierwszego mistrza świata z Indii. Teraz ujawnia kulisy kolejnego sukcesu.

    — Mówiłem tylko Alinie [żona Wojtaszka, mistrzyni Polski w szachach]. W polskim środowisku nie wiedział nikt. Oficjalnie znana była jedynie rola Grzegorza Gajewskiego, a z uwagi na przeszłą współpracę, pewnie kilka osób mogło się domyślać, że ja również jestem zaangażowany. Względem poprzednich meczów o MŚ, przy których mogłem pracować, tu Chińczycy nie prowadzili psychologicznej gry w podchody. Mam wrażenie, że nie było zakulisowych prób zdobycia wiedzy o naszym zespole. Skupiali się na sobie — opowiada WojtaszekWojtaszek zaczął pomagać Gukeshowi i Gajewskiemu jeszcze przed kwietniowym Turniejem Kandydatów, a więc zawodami, w których Indus wywalczył prawo walki o tytuł. Trzecim sekundantem wtedy został również Pentala Harikrishna, zawodnik Votum SA Polonii Wrocław. Pierwsze zgrupowania zorganizowano zimą w Warszawie. Szachista z Madrasu musiał mierzyć się nie tylko z natłokiem pracy, ale również… śniegiem i mrozem, których wcześniej nie miał okazji zbyt często doświadczać. Na treningi w Polsce zdecydowali się nie tylko ze względu na pochodzenie trenerów. — Gukesh w Indiach stał się taką gwiazdą, że podczas zgrupowania w Indiach nie mógł swobodnie wychodzić na ulicę. W Polsce mieliśmy spokój — tłumaczy 37-latek

    Polacy wśród trenerów Gukesha! Radosław Wojtaszek zdradza kulisy mistrzostwa świata w szachach
    Na Turniej Kandydatów do sztabu dołączył Jan Klimkowski, czyli najbardziej zaskakujące nazwisko na liście. 17-letni wielokrotny medalista mistrzostw świata juniorów odciążał częściowo pracę Gajewskiego. — Nie znaliśmy go wtedy osobiście, ale okazał się dobrą osobą. Pracował sumiennie i z dużym zaangażowaniem. Fajnie wprowadzać polskich juniorów do tego świata, bo to zaprocentuje. Wiem na swoim przykładzie — tłumaczy Wojtaszek

    Najlepszy polski szachista Jan-Krzysztof Duda do sztabu dołączył już podczas przygotowań do meczu o mistrzostwo świata. Był na dwóch zgrupowaniach i pełnił również rolę sparingpartnera Gukesha, jako najsilniejszy z graczy. W czasie starcia do Singapuru poleciał jedynie Gajewski. Wojtaszek, Keymar i Harikrishna stacjonowali w Hiszpanii. Po pierwsze, nie dali się zauważyć w mieście meczu, po drugie byli w optymalnej strefie czasowej, by zdalnie przygotowywać analizy w trakcie nocy singapurskiego czasu. — Taki był od początku plan. Przylecieliśmy do Hiszpanii w połowie listopada i do teraz siedzieliśmy dzień w dzień przy analizach. To trochę skopiowany system od Magnusa Carlsena, który też jeździł na turnieje z Peterem Heine Nielsenem, a reszta sekundantów pracowała wspólnie z dystansu — relacjonuje wielokrotny mistrz Polski

    Mecz zaczął się od sensacji, bo skazywany na porażkę przez problemy natury mentalnej Ding wygrał inauguracyjną partię. I zrobił to jako pierwszy uczestnik meczu o mistrzostwo świata od 2006 r. — To był szok. Przynajmniej dla większości zespołu, bo ja mimo wszystko wśród nas byłem tym pesymistą, który wierzył w Dinga. Trudny moment, ale Gukesh jak na swój wiek jest bardzo dojrzały. Nie przejmował się tym, tak bardzo, jak można by sobie wyobrażać. Drugim momentem załamania była porażka w 12. partii, gdy wydawało się, że już “Guki” nie wypuści prowadzenia do końca meczu. Ostatecznie wygrał w ostatniej partii i wydaje mi się, że, nieskromnie mówiąc, zrobiliśmy dobrą robotę. W każdym pojedynku zaskakiwaliśmy — słyszymy

    W puli nagród dzielonej dla dwóch zawodników znalazło się 2,5 mln dol, czyli ponad 10 mln zł.

  • Mamy pierwszy wielki sukces naszych skoków tej zimy. Historyczny!

    Mamy pierwszy wielki sukces naszych skoków tej zimy. Historyczny!

    Mamy pierwszy wielki sukces naszych skoków tej zimy. Historyczny!

    Anna Twardosz bezkonkurencyjna! Polska skoczkini wygrała zawody Pucharu Interkontynentalnego w Notodden. 23-latka po raz pierwszy w historii polskich skoków stanęła na pierwszym stopniu podium zawodów tej rangi zimą. “Rekordzistka świata w długości skoku ograna na własnej ziemi” — zachwyca się dziennikarz Skijumping.pl Dominik Formela.

     

    Jeszcze w piątek 23-latka mogła czuć pewien niedosyt, gdy zajęła czwarte miejsce. Po świetnym pierwszym skoku (2. miejsce) w drugiej serii nie potwierdziła wysokiej dyspozycji i uzyskała tylko 85,5 m. Taki wynik dał jej pozycję tuż za podium. Wszystko zmieniło się już dzień później.

     

    Anna Twardosz triumfuje w Pucharze Interkontynentalnym! Pierwszy raz w historii

     

    Niepowodzenie w ostatnim piątkowym skoku nie zdemotywowało naszej zawodniczki. Po pierwszej serii była sensacyjną liderką zawodów po skoku na odległość 88,5 metra. Presja była ogromna. Do tego rywalka z Norwegii miała minimalną stratę 0,3 punktu.

     

    Urodzona w Suchej Beskidzkiej skoczkini udźwignęła ciężar sytuacji w kapitalnym stylu. Oddała jeden z najdłuższych skoków drugiej serii. 92 metry, o dwa dalej od Silje Opseth dawało gwarancję zwycięstwa. Chwilę po swoim skoku Twardosz zobaczyła “jedynkę” przy swoim nazwisku na tablicy wyników.

     

    To pierwszy triumf Polki w zimowym Pucharze Interkontynalnym. Adam Bucholz przypomina, że 2017 r. podobna sztuka udała się Kamili Karpiel na igelicie w letniej odmianie rywalizacji. Zawody potocznie nazywane się “drugą ligą” wśród skoczkiń.

     

    “Pierwsze w historii zimowe zwycięstwo Polki na zapleczu PŚ. Do tego rekordzistka świata w długości skoku ograna na własnej ziemi. Ten wynik robi wrażenie” — zachwyca się Dominik Formela.

    https://x.com/Skijumpingpl/status/1867891964554719740

    TOP 5 sobotniego konkursu w Notodden:

     

    Anna Twardosz (Polska) 238,2 pkt

    Silje Opseth (Norwegia) 235,8

    Heidi Dyhre Traaserud (Norwegia) 235,1 pkt

    Meghann Wadsak (Austria) 229,5 pkt

    Martina Zanitzer (Włochy) 219,6 pk

    https://x.com/Bucholz_Adam/status/1867894609839562760

  • Wybuch przed kamerami TVP. Te słowa obiegną Polskę. Nie wytrzymał po blamażu

    Wybuch przed kamerami TVP. Te słowa obiegną Polskę. Nie wytrzymał po blamażu

    Wściekłość Tomasza Loski po porażce Śląska Wrocław: „To wstyd i kompromitacja”

     

    Tomasz Loska, bramkarz Śląska Wrocław, nie krył swojej frustracji po przegranym meczu z Radomiakiem Radom (1:2), który był ostatnim spotkaniem w tegorocznej rundzie PKO BP Ekstraklasy. W rozmowach z mediami wyraźnie podkreślił swoje rozczarowanie zarówno postawą drużyny, jak i ogólną sytuacją klubu, który jeszcze niedawno zdobywał tytuł wicemistrza Polski. Jego emocjonalne wypowiedzi odbiły się szerokim echem.

     

    „Z wicemistrza Polski został tylko medal”

     

    W rozmowie z TVP Sport 28-letni Loska nie owijał w bawełnę:

    – Zapomnijmy o wicemistrzu Polski. Z tego wicemistrza Polski został tylko medal. Tak naprawdę my wychodzimy na boisko i musimy wygrywać więcej meczów. Nie oszukujmy się, wygranie jednego meczu przez pół roku to wstyd i kompromitacja. Wiemy o tym doskonale i sami mamy do siebie pretensje. Ale gdybym wiedział, co zrobić lepiej, powiedziałbym to w szatni. Chłopcy pewnie też by to zrobili, a może wtedy coś byśmy zmienili. Ale jest, jak jest. Przegrywamy kolejny mecz i to jest wstyd – powiedział rozgoryczony zawodnik.

     

    „To jest trudne”

     

    Loska równie dosadnie wypowiadał się w wywiadzie dla Canal+, gdzie pytanie dziennikarza o trudną sytuację Śląska określił jako „głupie”.

    – Jaka może być sytuacja, jak wygrywasz przez pół roku jeden mecz w lidze? Żyjemy samą wiarą. Jest mi po prostu wstyd. Wróciłem do Ekstraklasy po dłuższej przerwie, dziś debiutowałem, wierzyłem w siebie i drużynę, ale widzimy, jak to wygląda. Gdybym wiedział, co jest nie tak, sytuacja byłaby inna. Niestety, nie wiemy, jak sobie z tym poradzić – ocenił bramkarz.

     

    „Nie wyobrażam sobie Śląska w pierwszej lidze”

     

    Bramkarz Śląska odniósł się również do perspektyw utrzymania zespołu w Ekstraklasie:

    – Sytuacja jest tragiczna. Musimy być mistrzami wiosny, żeby się utrzymać. Ale patrząc na to, co się dzieje, będzie to bardzo trudne. Z Termaliką spadłem z ligi i wiem, jak to jest. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby tak duży klub, jak Śląsk, grał w pierwszej lidze – powiedział z żalem.

     

    Fatalny sezon Śląska Wrocław

     

    Obecny sezon to dla Śląska prawdziwa katastrofa. Klub, który jeszcze niedawno reprezentował Polskę w europejskich pucharach, po dziesięciu meczach bez zwycięstwa zajmuje ostatnie miejsce w tabeli i traci aż 8 punktów do bezpiecznej pozycji. Wygrana z Radomiakiem mogła poprawić nieco nastroje przed rundą wiosenną, ale wrocławianie ponownie zawiedli. Na 18 rozegranych meczów w tym sezonie Śląsk wygrał tylko jeden, a aż dziesięciokrotnie schodził z boiska pokonany.

     

    Tabela PKO BP Ekstraklasy po 18. kolejkach

     

    Legenda:

     

    M – mecze rozegrane

     

    W – wygrane

     

    R – remisy

     

    P – porażki

     

     

    RB – różnica bramek

     

    Pkt – punkty

     

     

  • FC Barcelona nadal liderem! Real Madryt nie wykorzystał szansy [TABELA]

    FC Barcelona nadal liderem! Real Madryt nie wykorzystał szansy [TABELA]

    FC Barcelona nadal liderem! Real Madryt nie wykorzystał szansy [TABELA]

     

    To był po prostu szalony mecz! Real Madryt przegrywał 0:2, potem wyszedł na prowadzenie, by ostatecznie tylko zremisować 3:3 z Rayo Vallecano. A to oznacza, że liderem LaLiga wciąż jest Barcelona. Co więcej, zespół Wojciecha Szczęsnego i Roberta Lewandowskiego stanie przed szansą na powiększenie przewagi!

     

    Wszyscy już ich skreślali, dopisywali punkty ich rywalom, a oni znów udowodnili, że dla nich nie ma rzeczy niemożliwych! Real Madryt fatalnie rozpoczął mecz z Rayo Vallecano, ale wtedy do gry weszli absolutni liderzy drużyny — Fede Valverde i Jude Bellingham. A na koniec Królewscy, którzy przegrywali 0:2 i wyszli na prowadzenie, stracili punkty po remisie 3:3! Jak więc wygląda sytuacja w tabeli?

     

    Zobacz także: Co zrobił Matty Cash?! “Trzy razy w jednej akcji”. Opłakane skutki

     

    Na ten moment Królewscy rozegrali tyle samo meczów co Barcelona, a liderem z punktem przewagi jest zespół Wojciecha Szczęsnego i Roberta Lewandowskiego. Ta różnica może się zwiększyć jednak już kolejnego dnia, bowiem Real ma jedno zaległe spotkanie (z Valencią).

     

    FC Barcelona przed wielką szansą! Tylko na to czekali

     

    FC Barcelona swoje spotkanie w 18. kolejce LaLiga rozegra w bowiem w niedzielę, 15 grudnia o godz. 21.00 z Leganes. To Blaugrana będzie zdecydowanym faworytem meczu i może odskoczyć w tabeli odwiecznym rywalom.

     

    Królewscy pod koniec dnia mogą spaść nawet na trzecie miejsce, jeśli Atletico Madryt ogra Getafe (godz. 14.00).

     

    Kolejne miejsca w tabeli zajmują Ahtletic Club, Mallorca i Villarreal. W strefie spadkowej są natomiast Espanyol, Real Valladolid i Valencia.