• Iga Świątek spotka się z Simoną Halep. Tuż po jej wściekłym ataku. Niespodziewany zwrot

    Iga Świątek spotka się z Simoną Halep. Tuż po jej wściekłym ataku. Niespodziewany zwrot

    “Burza wokół Igi Świątek i Simony Halep: Czy Abu Zabi stanie się areną wielkiej konfrontacji?”

    Gdy wydawało się, że losy Simony Halep i Igi Świątek potoczą się w zupełnie innych kierunkach, świat tenisa ponownie je zbliżył. Konflikty, oskarżenia i skandale – to wszystko doprowadziło do sytuacji, w której obie tenisistki spotkają się twarzą w twarz podczas prestiżowych pokazowych zawodów w Abu Zabi. World Tennis League, odbywająca się pod koniec grudnia, zapowiada się jako prawdziwe pole bitwy, nie tylko sportowej, ale i wizerunkowej. W tle przewija się postać Wima Fisette’a – byłego trenera Halep, a obecnie kluczowej postaci w sztabie Świątek. Jak do tego doszło? Prześledźmy tę zawiłą historię.

     

     

     

    Halep kontra Świątek: Wojna słów, która trafiła na nagłówki

     

    Simona Halep nigdy nie kryła swojej frustracji wobec decyzji organów tenisowych w sprawie zawieszeń dopingowych. Gdy na jaw wyszły problemy Igi Świątek związane z wykryciem trimetazydyny w jej organizmie, Halep nie przebierała w słowach. Rumunka, która sama spędziła półtora roku poza kortami, otwarcie zarzuciła Świątek faworyzowanie i niesprawiedliwość. Jej wypowiedzi były pełne żalu i gniewu.

     

    — „Ta kobieta, nie chcę nawet wymieniać jej nazwiska, dostała miesięczne zawieszenie, a ja musiałam walczyć przez lata, by odzyskać prawo do gry. To skandal!” — grzmiała Halep w jednym z wywiadów. Jej słowa wywołały burzę zarówno w Polsce, jak i w Rumunii.

     

     

     

    Różne historie, różne konsekwencje

     

    Choć Halep i Świątek łączy wspólna historia podejrzeń o doping, szczegóły ich przypadków są zupełnie inne. U Polki szybko ustalono, że obecność niedozwolonej substancji była wynikiem przyjęcia zanieczyszczonej partii leku. Procedura zakończyła się w błyskawicznym tempie, a Świątek wróciła na korty, udowadniając swoją niewinność.

     

    Tymczasem Simona Halep przez długie miesiące walczyła o oczyszczenie swojego imienia. W jej przypadku wykryto obecność roksadustatu, substancji zakazanej, której stężenie wskazywało na coś więcej niż przypadkowe zanieczyszczenie. Rumunka tłumaczyła, że źródło substancji znajdowało się w Chinach, co wydłużyło proces dowodowy. W rezultacie została zawieszona na cztery lata, co niemalże zakończyło jej karierę. Dopiero apelacja do CAS przyniosła skrócenie kary do dziewięciu miesięcy.

     

    — „To nie jest moja wina, że proces trwał tak długo. Nie mogłam spać przez dwa lata, żyjąc w niepewności” — żaliła się Halep, która wciąż zmaga się z powrotem do formy sprzed zawieszenia.

     

     

     

    Wim Fissette: Trener, który rozpalił konflikt

     

    Dodatkowym elementem tej układanki jest Wim Fissette – obecny trener Igi Świątek, a niegdyś kluczowa postać w karierze Halep. Belg współpracował z Rumunką w 2014 roku, prowadząc ją do finału Roland Garros i drugiego miejsca w rankingu WTA. Jednak ich współpraca zakończyła się nagle, w atmosferze kontrowersji. Fissette nie ukrywał swojej frustracji.

     

    — „Simona potrzebowała kogoś, kto będzie jej ciągle dogadzał. Na jeden turniej zabierała mamę, na inny brata, a na kolejny przyjaciół. To było nie do utrzymania na dłuższą metę” — mówił niedawno w wywiadzie dla „Functional Tennis”.

     

    W Rumunii te słowa wywołały oburzenie. Prezes tamtejszej federacji tenisowej, George Cosac, nazwał Fisette’a „frustratem”, zarzucając mu brak profesjonalizmu. Konflikt ten tylko zaostrzył napięcia wokół Halep i Świątek, które teraz staną naprzeciw siebie w Abu Zabi.

     

     

     

    World Tennis League: Pole bitwy nie tylko na korcie

     

    Pokazowe zawody w Abu Zabi zapowiadają się wyjątkowo emocjonująco. Halep, która początkowo nie była zgłoszona do udziału, dołączyła do rywalizacji w ostatniej chwili, zastępując Barborę Krejcikovą. W grupie „Kites” zagra u boku Caspera Ruuda, Jasmine Paolini i… Nicka Kyrgiosa. Australijczyk, znany ze swoich kontrowersyjnych wypowiedzi, nie szczędził krytyki Świątek, zarzucając jej nieszczerość w sprawie dopingu.

     

    Po drugiej stronie znajdzie się drużyna „Eagles”, z Igą Świątek, Paulą Badosą, Stefanosem Tsitsipasem i Aleksandrem Szewczenką. Czy ten format drużynowy będzie okazją do załagodzenia konfliktów, czy wręcz przeciwnie – do ich eskalacji?

     

     

     

    Tenisowy thriller w Abu Zabi: Czy to początek nowego rozdziału?

     

    World Tennis League odbędzie się w dniach 19-22 grudnia, a format zawodów przewiduje rywalizację w czterech drużynach. Zawodnicy i zawodniczki zmierzą się w singlach, deblach oraz mikstach, a wyniki będą zapisywane we wspólnej tabeli. Dwie najlepsze drużyny awansują do finału, co gwarantuje zaciętą rywalizację na najwyższym poziomie.

     

    Dla Igi Świątek i Simony Halep będzie to jednak coś więcej niż turniej. To szansa na wyjaśnienie nieporozumień, choć równie dobrze może to być kolejny etap ich konfliktu. W tle pozostają pytania o przeszłość, dopingowe kontrowersje i role, jakie odegrali w tym wszystkim Wim Fissette oraz Nick Kyrgios. Jedno jest pewne – grudniowe zawody w Abu Zabi będą jednymi z najbardziej emocjonujących wydarzeń tenisowych kończącego się roku.

     

  • Gigantyczna kontrowersja z rzutem karnym! Real Madryt czuje się podwójnie oszukany

    Gigantyczna kontrowersja z rzutem karnym! Real Madryt czuje się podwójnie oszukany

    Gigantyczna kontrowersja z rzutem karnym! Real Madryt czuje się podwójnie oszukany

    Ogromna kontrowersja z rzutem karnym! Real Madryt czuje się podwójnie oszukany przez arbitra

    Real Madryt znalazł się w centrum gorącej dyskusji po emocjonującym meczu z Rayo Vallecano zakończonym remisem 3:3. Władze klubu, trener Carlo Ancelotti oraz kibice są przekonani, że Królewskim należał się rzut karny za faul na Viniciusie. Decyzja sędziego, by nie podyktować „jedenastki”, wywołała burzę, tym bardziej że brazylijski zawodnik otrzymał żółtą kartkę za protesty, co wyklucza go z kolejnego meczu.

     

    Stracona szansa na fotel lidera

     

    Przed meczem z Rayo Vallecano Real Madryt miał jasny cel – zdobyć trzy punkty, które pozwoliłyby tymczasowo wyprzedzić Barcelonę w tabeli La Liga. Zadanie wydawało się proste, ponieważ przeciwnik zajmował dopiero 13. miejsce. Jednak spotkanie okazało się znacznie trudniejsze, niż zakładano.

     

    Rayo rozpoczęło mecz z ogromnym impetem, obejmując prowadzenie 2:0. Królewscy odpowiedzieli trzema trafieniami autorstwa Federico Valverde, Jude’a Bellinghama i Rodrygo, obejmując prowadzenie 3:2. Niestety, nie udało się utrzymać wyniku – w 64. minucie Isi Palazón strzelił gola wyrównującego, ustalając rezultat na 3:3.

     

    Kontrowersyjny brak rzutu karnego

     

    Choć mecz był pełen emocji, to największe kontrowersje wywołała sytuacja z 75. minuty. Abdul Mumin starł się z Viniciusem w polu karnym, lecz arbiter Martínez Munuera nie dopatrzył się przewinienia. Decyzja ta wywołała oburzenie w szeregach Realu.

     

    – Karny na Viniciusie był oczywisty i zdecydowany – komentował Carlo Ancelotti podczas pomeczowej konferencji prasowej. Swoje niezadowolenie wyraziła także oficjalna strona internetowa Realu, gdzie napisano: „Kontrowersyjny brak rzutu karnego uniemożliwił Realowi zwycięstwo”. W komunikacie podkreślono, że gdyby sędzia podjął inną decyzję, wynik spotkania mógłby być korzystniejszy dla Królewskich.

     

    Podwójna krzywda dla Realu Madryt

     

    Zdaniem Realu, brak rzutu karnego to tylko część problemu. Drugim ciosem było ukaranie Viniciusa żółtą kartką za protesty. To oznacza, że brazylijskiego skrzydłowego zabraknie w nadchodzącym meczu przeciwko Sevilli.

     

    Na ten moment Barcelona utrzymuje pozycję lidera La Liga z 38 punktami, podczas gdy Real Madryt ma punkt mniej i zajmuje drugie miejsce. Jednak w obliczu takich kontrowersji, klub z Madrytu na pewno nie zamierza milczeć. Przed nami z pewnością ciągdalszy tej dyskusji.

     

  • Kadrowicz Probierza ma wielki problem. Oto wyjaśnienie

    Kadrowicz Probierza ma wielki problem. Oto wyjaśnienie

    Kadrowicz Probierza ma wielki problem. Oto wyjaśnienie

    Tymoteusz Puchacz poza składem Holstein Kiel – co się stało?

    Tymoteusz Puchacz nie znalazł się w składzie Holstein Kiel na ostatni mecz tej rundy Bundesligi przeciwko Borussii Moenchengladbach. Decyzję o odsunięciu polskiego zawodnika podjął trener niemieckiego klubu, Marcel Rapp. Co ciekawe, nie stoi za tym żadna kontuzja.

     

    Puchacz, który w ostatnich miesiącach regularnie otrzymuje powołania do reprezentacji Polski od selekcjonera Michała Probierza, nie ma jednak łatwego czasu w swoim klubie. Holstein Kiel znajduje się w trudnej sytuacji, zajmując przedostatnie miejsce w tabeli Bundesligi z zaledwie pięcioma punktami. W obliczu słabych wyników drużyny Puchacz stracił swoje miejsce w składzie.

     

    Jeszcze niedawno polski obrońca był częścią kadry meczowej na spotkanie z RB Lipsk, jednak nie pojawił się na boisku. Teraz trener Rapp poszedł o krok dalej, całkowicie rezygnując z Puchacza przy ustalaniu składu na mecz z Borussią Moenchengladbach. Jak informuje dziennikarz Niklas Heiden, decyzja ta wynika wyłącznie z oceny sportowej umiejętności zawodnika, a nie z problemów zdrowotnych.

     

    Sezon pełen wyzwań dla Puchacza

    W trwającym sezonie Puchacz zagrał w dwunastu spotkaniach, uwzględniając także mecze w Pucharze Niemiec. Jednak jego najbardziej zauważalnym momentem było zagranie w meczu przeciwko Bayernowi Monachium, kiedy zanotował asystę, po której wykonał gest uciszania kibiców rywali. Problem w tym, że wynik tego spotkania był daleki od korzystnego – Holstein Kiel przegrał 1:6.

     

    W reprezentacji Polski Puchacz regularnie otrzymywał szanse od Michała Probierza, ale dopiero w meczu ze Szkocją pojawił się na boisku, gdzie rozegrał 27 minut.

     

    Przyszłość Puchacza w Holstein Kiel wydaje się obecnie niepewna, a decyzje trenera Rappa mogą świadczyć o dalszym spadku jego pozycji w drużynie. Czy polski obrońca zdoła odbudować swoją formę i wrócić do regularnej gry? Czas pokaże.

     

  • Polacy dochowali tajemnicy. Pomogli zdobyć fortunę. Ujawniamy kulisy

    Polacy dochowali tajemnicy. Pomogli zdobyć fortunę. Ujawniamy kulisy

    Polacy dochowali tajemnicy. Pomogli zdobyć fortunę. Ujawniamy kulis

    Byli agenci CIA, szyfrowane wiadomości, schowane kamery i ukryte postacie, reżyserujące przebieg walki. To nie elementy filmu szpiegowskiego, a kulisy pracy sekundantów w sztabie szachistów podczas meczu o mistrzostwo świata. Znów za zdobywcą tytułu stoją Polacy i właśnie przedstawiono ich nazwiska. My ujawniamy kulisy tajnej gry o miliony złotych. Nasz kraj odegrał w niej jedną z głównych ról.

    18-letni Gukesh D został najmłodszym mistrzem świata w historii, odbierając to osiągnięcie słynnemu Garriemu Kasparowowi. Po 18 dniach meczu pokonał Dinga Lirena w ostatniej partii, wygrywając całe starcie 7,5:6,5. Po zwycięstwie zdradził sekret, który dla środowiska często bywa ciekawszy niż sam przebieg meczu — skład swojej drużyny trenerów. W meczu o mistrzostwo świata to właśnie oni odgrywają pierwsze skrzypce, ciężko pracując przez wiele miesięcy. Wśród siedmiu wymienionych nazwisk, w zespole Indusa znalazło się aż czterech Polaków — Grzegorz Gajewski, Radosław Wojtaszek, Jan-Krzysztof Duda i Jan Klimkowski.

    Historię współpracy Gajewskiego z Gukeshem opisywaliśmy już na naszych łamach, ale pozostałe nazwiska były ukrywane przed światem. — Podczas meczu o MŚ Anand – Topałow, ścigaliśmy się z Bułgarami na najnowsze oprogramowanie. Temat jest na tyle poważny, że o nasze bezpieczeństwo dbał człowiek z przeszłością w CIA — opowiadał nam w 2022 r. Wojtaszek, który był w przeszłości trenerem pierwszego mistrza świata z Indii. Teraz ujawnia kulisy kolejnego sukcesu.

    — Mówiłem tylko Alinie [żona Wojtaszka, mistrzyni Polski w szachach]. W polskim środowisku nie wiedział nikt. Oficjalnie znana była jedynie rola Grzegorza Gajewskiego, a z uwagi na przeszłą współpracę, pewnie kilka osób mogło się domyślać, że ja również jestem zaangażowany. Względem poprzednich meczów o MŚ, przy których mogłem pracować, tu Chińczycy nie prowadzili psychologicznej gry w podchody. Mam wrażenie, że nie było zakulisowych prób zdobycia wiedzy o naszym zespole. Skupiali się na sobie — opowiada WojtaszekWojtaszek zaczął pomagać Gukeshowi i Gajewskiemu jeszcze przed kwietniowym Turniejem Kandydatów, a więc zawodami, w których Indus wywalczył prawo walki o tytuł. Trzecim sekundantem wtedy został również Pentala Harikrishna, zawodnik Votum SA Polonii Wrocław. Pierwsze zgrupowania zorganizowano zimą w Warszawie. Szachista z Madrasu musiał mierzyć się nie tylko z natłokiem pracy, ale również… śniegiem i mrozem, których wcześniej nie miał okazji zbyt często doświadczać. Na treningi w Polsce zdecydowali się nie tylko ze względu na pochodzenie trenerów. — Gukesh w Indiach stał się taką gwiazdą, że podczas zgrupowania w Indiach nie mógł swobodnie wychodzić na ulicę. W Polsce mieliśmy spokój — tłumaczy 37-latek

    Polacy wśród trenerów Gukesha! Radosław Wojtaszek zdradza kulisy mistrzostwa świata w szachach
    Na Turniej Kandydatów do sztabu dołączył Jan Klimkowski, czyli najbardziej zaskakujące nazwisko na liście. 17-letni wielokrotny medalista mistrzostw świata juniorów odciążał częściowo pracę Gajewskiego. — Nie znaliśmy go wtedy osobiście, ale okazał się dobrą osobą. Pracował sumiennie i z dużym zaangażowaniem. Fajnie wprowadzać polskich juniorów do tego świata, bo to zaprocentuje. Wiem na swoim przykładzie — tłumaczy Wojtaszek

    Najlepszy polski szachista Jan-Krzysztof Duda do sztabu dołączył już podczas przygotowań do meczu o mistrzostwo świata. Był na dwóch zgrupowaniach i pełnił również rolę sparingpartnera Gukesha, jako najsilniejszy z graczy. W czasie starcia do Singapuru poleciał jedynie Gajewski. Wojtaszek, Keymar i Harikrishna stacjonowali w Hiszpanii. Po pierwsze, nie dali się zauważyć w mieście meczu, po drugie byli w optymalnej strefie czasowej, by zdalnie przygotowywać analizy w trakcie nocy singapurskiego czasu. — Taki był od początku plan. Przylecieliśmy do Hiszpanii w połowie listopada i do teraz siedzieliśmy dzień w dzień przy analizach. To trochę skopiowany system od Magnusa Carlsena, który też jeździł na turnieje z Peterem Heine Nielsenem, a reszta sekundantów pracowała wspólnie z dystansu — relacjonuje wielokrotny mistrz Polski

    Mecz zaczął się od sensacji, bo skazywany na porażkę przez problemy natury mentalnej Ding wygrał inauguracyjną partię. I zrobił to jako pierwszy uczestnik meczu o mistrzostwo świata od 2006 r. — To był szok. Przynajmniej dla większości zespołu, bo ja mimo wszystko wśród nas byłem tym pesymistą, który wierzył w Dinga. Trudny moment, ale Gukesh jak na swój wiek jest bardzo dojrzały. Nie przejmował się tym, tak bardzo, jak można by sobie wyobrażać. Drugim momentem załamania była porażka w 12. partii, gdy wydawało się, że już “Guki” nie wypuści prowadzenia do końca meczu. Ostatecznie wygrał w ostatniej partii i wydaje mi się, że, nieskromnie mówiąc, zrobiliśmy dobrą robotę. W każdym pojedynku zaskakiwaliśmy — słyszymy

    W puli nagród dzielonej dla dwóch zawodników znalazło się 2,5 mln dol, czyli ponad 10 mln zł.

  • Mamy pierwszy wielki sukces naszych skoków tej zimy. Historyczny!

    Mamy pierwszy wielki sukces naszych skoków tej zimy. Historyczny!

    Mamy pierwszy wielki sukces naszych skoków tej zimy. Historyczny!

    Anna Twardosz bezkonkurencyjna! Polska skoczkini wygrała zawody Pucharu Interkontynentalnego w Notodden. 23-latka po raz pierwszy w historii polskich skoków stanęła na pierwszym stopniu podium zawodów tej rangi zimą. “Rekordzistka świata w długości skoku ograna na własnej ziemi” — zachwyca się dziennikarz Skijumping.pl Dominik Formela.

     

    Jeszcze w piątek 23-latka mogła czuć pewien niedosyt, gdy zajęła czwarte miejsce. Po świetnym pierwszym skoku (2. miejsce) w drugiej serii nie potwierdziła wysokiej dyspozycji i uzyskała tylko 85,5 m. Taki wynik dał jej pozycję tuż za podium. Wszystko zmieniło się już dzień później.

     

    Anna Twardosz triumfuje w Pucharze Interkontynentalnym! Pierwszy raz w historii

     

    Niepowodzenie w ostatnim piątkowym skoku nie zdemotywowało naszej zawodniczki. Po pierwszej serii była sensacyjną liderką zawodów po skoku na odległość 88,5 metra. Presja była ogromna. Do tego rywalka z Norwegii miała minimalną stratę 0,3 punktu.

     

    Urodzona w Suchej Beskidzkiej skoczkini udźwignęła ciężar sytuacji w kapitalnym stylu. Oddała jeden z najdłuższych skoków drugiej serii. 92 metry, o dwa dalej od Silje Opseth dawało gwarancję zwycięstwa. Chwilę po swoim skoku Twardosz zobaczyła “jedynkę” przy swoim nazwisku na tablicy wyników.

     

    To pierwszy triumf Polki w zimowym Pucharze Interkontynalnym. Adam Bucholz przypomina, że 2017 r. podobna sztuka udała się Kamili Karpiel na igelicie w letniej odmianie rywalizacji. Zawody potocznie nazywane się “drugą ligą” wśród skoczkiń.

     

    “Pierwsze w historii zimowe zwycięstwo Polki na zapleczu PŚ. Do tego rekordzistka świata w długości skoku ograna na własnej ziemi. Ten wynik robi wrażenie” — zachwyca się Dominik Formela.

    https://x.com/Skijumpingpl/status/1867891964554719740

    TOP 5 sobotniego konkursu w Notodden:

     

    Anna Twardosz (Polska) 238,2 pkt

    Silje Opseth (Norwegia) 235,8

    Heidi Dyhre Traaserud (Norwegia) 235,1 pkt

    Meghann Wadsak (Austria) 229,5 pkt

    Martina Zanitzer (Włochy) 219,6 pk

    https://x.com/Bucholz_Adam/status/1867894609839562760

  • Wybuch przed kamerami TVP. Te słowa obiegną Polskę. Nie wytrzymał po blamażu

    Wybuch przed kamerami TVP. Te słowa obiegną Polskę. Nie wytrzymał po blamażu

    Wściekłość Tomasza Loski po porażce Śląska Wrocław: „To wstyd i kompromitacja”

     

    Tomasz Loska, bramkarz Śląska Wrocław, nie krył swojej frustracji po przegranym meczu z Radomiakiem Radom (1:2), który był ostatnim spotkaniem w tegorocznej rundzie PKO BP Ekstraklasy. W rozmowach z mediami wyraźnie podkreślił swoje rozczarowanie zarówno postawą drużyny, jak i ogólną sytuacją klubu, który jeszcze niedawno zdobywał tytuł wicemistrza Polski. Jego emocjonalne wypowiedzi odbiły się szerokim echem.

     

    „Z wicemistrza Polski został tylko medal”

     

    W rozmowie z TVP Sport 28-letni Loska nie owijał w bawełnę:

    – Zapomnijmy o wicemistrzu Polski. Z tego wicemistrza Polski został tylko medal. Tak naprawdę my wychodzimy na boisko i musimy wygrywać więcej meczów. Nie oszukujmy się, wygranie jednego meczu przez pół roku to wstyd i kompromitacja. Wiemy o tym doskonale i sami mamy do siebie pretensje. Ale gdybym wiedział, co zrobić lepiej, powiedziałbym to w szatni. Chłopcy pewnie też by to zrobili, a może wtedy coś byśmy zmienili. Ale jest, jak jest. Przegrywamy kolejny mecz i to jest wstyd – powiedział rozgoryczony zawodnik.

     

    „To jest trudne”

     

    Loska równie dosadnie wypowiadał się w wywiadzie dla Canal+, gdzie pytanie dziennikarza o trudną sytuację Śląska określił jako „głupie”.

    – Jaka może być sytuacja, jak wygrywasz przez pół roku jeden mecz w lidze? Żyjemy samą wiarą. Jest mi po prostu wstyd. Wróciłem do Ekstraklasy po dłuższej przerwie, dziś debiutowałem, wierzyłem w siebie i drużynę, ale widzimy, jak to wygląda. Gdybym wiedział, co jest nie tak, sytuacja byłaby inna. Niestety, nie wiemy, jak sobie z tym poradzić – ocenił bramkarz.

     

    „Nie wyobrażam sobie Śląska w pierwszej lidze”

     

    Bramkarz Śląska odniósł się również do perspektyw utrzymania zespołu w Ekstraklasie:

    – Sytuacja jest tragiczna. Musimy być mistrzami wiosny, żeby się utrzymać. Ale patrząc na to, co się dzieje, będzie to bardzo trudne. Z Termaliką spadłem z ligi i wiem, jak to jest. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby tak duży klub, jak Śląsk, grał w pierwszej lidze – powiedział z żalem.

     

    Fatalny sezon Śląska Wrocław

     

    Obecny sezon to dla Śląska prawdziwa katastrofa. Klub, który jeszcze niedawno reprezentował Polskę w europejskich pucharach, po dziesięciu meczach bez zwycięstwa zajmuje ostatnie miejsce w tabeli i traci aż 8 punktów do bezpiecznej pozycji. Wygrana z Radomiakiem mogła poprawić nieco nastroje przed rundą wiosenną, ale wrocławianie ponownie zawiedli. Na 18 rozegranych meczów w tym sezonie Śląsk wygrał tylko jeden, a aż dziesięciokrotnie schodził z boiska pokonany.

     

    Tabela PKO BP Ekstraklasy po 18. kolejkach

     

    Legenda:

     

    M – mecze rozegrane

     

    W – wygrane

     

    R – remisy

     

    P – porażki

     

     

    RB – różnica bramek

     

    Pkt – punkty

     

     

  • FC Barcelona nadal liderem! Real Madryt nie wykorzystał szansy [TABELA]

    FC Barcelona nadal liderem! Real Madryt nie wykorzystał szansy [TABELA]

    FC Barcelona nadal liderem! Real Madryt nie wykorzystał szansy [TABELA]

     

    To był po prostu szalony mecz! Real Madryt przegrywał 0:2, potem wyszedł na prowadzenie, by ostatecznie tylko zremisować 3:3 z Rayo Vallecano. A to oznacza, że liderem LaLiga wciąż jest Barcelona. Co więcej, zespół Wojciecha Szczęsnego i Roberta Lewandowskiego stanie przed szansą na powiększenie przewagi!

     

    Wszyscy już ich skreślali, dopisywali punkty ich rywalom, a oni znów udowodnili, że dla nich nie ma rzeczy niemożliwych! Real Madryt fatalnie rozpoczął mecz z Rayo Vallecano, ale wtedy do gry weszli absolutni liderzy drużyny — Fede Valverde i Jude Bellingham. A na koniec Królewscy, którzy przegrywali 0:2 i wyszli na prowadzenie, stracili punkty po remisie 3:3! Jak więc wygląda sytuacja w tabeli?

     

    Zobacz także: Co zrobił Matty Cash?! “Trzy razy w jednej akcji”. Opłakane skutki

     

    Na ten moment Królewscy rozegrali tyle samo meczów co Barcelona, a liderem z punktem przewagi jest zespół Wojciecha Szczęsnego i Roberta Lewandowskiego. Ta różnica może się zwiększyć jednak już kolejnego dnia, bowiem Real ma jedno zaległe spotkanie (z Valencią).

     

    FC Barcelona przed wielką szansą! Tylko na to czekali

     

    FC Barcelona swoje spotkanie w 18. kolejce LaLiga rozegra w bowiem w niedzielę, 15 grudnia o godz. 21.00 z Leganes. To Blaugrana będzie zdecydowanym faworytem meczu i może odskoczyć w tabeli odwiecznym rywalom.

     

    Królewscy pod koniec dnia mogą spaść nawet na trzecie miejsce, jeśli Atletico Madryt ogra Getafe (godz. 14.00).

     

    Kolejne miejsca w tabeli zajmują Ahtletic Club, Mallorca i Villarreal. W strefie spadkowej są natomiast Espanyol, Real Valladolid i Valencia.

     

  • Z Hiszpanii słyszymy: nie chcemy z wami grać w eliminacjach MŚ. Ujawnia powód

    Z Hiszpanii słyszymy: nie chcemy z wami grać w eliminacjach MŚ. Ujawnia powód

    Z Hiszpanii słyszymy: nie chcemy z wami grać w eliminacjach MŚ. Ujawnia powód

    Hiszpański dziennikarz Jonas Perez z Relevo ma nadzieję, że jego drużyna nie zmierzy się z reprezentacją Polski w eliminacjach mistrzostw świata nie tylko dlatego, że może na nią wpaść jedynie w przypadku porażki z Holandią w Lidze Narodów. Bynajmniej nie chodzi o to, że tak ceni nasz zespół. – Reprezentacja Hiszpanii znalazła się teraz w takiej sytuacji, że nikt nie chce obniżać oczekiwań – tłumaczy nam.

     

    Reprezentacja Hiszpanii na papierze jest najmocniejszym potencjalnym przeciwnikiem polskiej kadry w eliminacjach mundialu. Mistrzowie Europy zmierzą się z zespołem Michała Probierza, tylko jeśli ulegną Holandii w ćwierćfinałach Ligi Narodów.

     

    Hiszpański dziennikarz Jonas Perez z magazynu “Relevo” ma nadzieję, że do tego nie dojdzie. — Reprezentacja Hiszpanii znalazła się teraz w takiej sytuacji, że nikt nie chce obniżać oczekiwań. Naszym priorytetem jest oczywiście grupa czwarta z Turcją, bo to by oznaczało, że wygramy w ćwierćfinałach Ligi Narodów — mówi.

     

    Mało tego, chce wpaść do tej grupy, mimo że — jak przyznaje — jest mocniejsza od tej, w której znalazła się Polska. — Patrząc na bardzo wysoki poziom, jaki prezentuje ostatnio nasza drużyna, to trafienie do tej grupy byłoby bardziej atrakcyjne, bo wydaje się mocniejsza. Turcja i Polska są na podobnym poziomie, także Gruzja pokazała się z dobrej strony i już ją znamy, a Bułgaria dobrze wypadła w Lidze Narodów (tyle że w dywizji C, a i tak awansowała tylko do barażów — przyp. red.).

     

    Hiszpan chce mocnych rywali dla kadry

    — Poziom drużyny Luisa de la Fuente jest wysoki i zwycięstwo na mundialu to nasz cel. Dlatego lepiej po drodze grać z mocniejszymi rywalami. W grupie piątej miałaby słabszych przeciwników, jedynym mocniejszym byłaby Polska. Starcie z nią byłoby próbą ognia, bo wszyscy znamy Lewandowskiego — ocenia.

     

    — Spadku z dywizji A Ligi Narodów nie traktuję jako niespodzianki, Portugalia to europejski gigant, a grała jak równy z równym z dobrymi drużynami, jakimi są Chorwacja i Szkocja. Może brakuje jej piłkarzy, którzy sami potrafią zrobić różnicę — mówi o naszym zespole.

     

  • Nikt się nie spodziewał! Nagła zmiana w drużynie Igi Świątek. Hubert Hurkacz ogłosił

    Nikt się nie spodziewał! Nagła zmiana w drużynie Igi Świątek. Hubert Hurkacz ogłosił

    Niespodziewany zwrot akcji! Nagłe zmiany w drużynie Igi Świątek – Hubert Hurkacz wycofuje się z World Tennis League

     

    W polskim tenisie doszło do zaskakującego wydarzenia, które wywołało niemałe poruszenie wśród kibiców i ekspertów. Hubert Hurkacz, jeden z najlepszych tenisistów w historii naszego kraju, ogłosił, że nie zagra w tegorocznej edycji World Tennis League. Decyzja o wycofaniu się zapadła w ostatniej chwili i była prawdziwą niespodzianką, tym bardziej że polski zawodnik miał wystąpić w jednym zespole z Igą Świątek, światową liderką kobiecego tenisa.

     

    Zamiast Hurkacza w drużynie Eagles pojawi się jednak inny zawodnik – Aleksandr Szewczenko, który obecnie reprezentuje barwy Kazachstanu. Ta nagła zmiana w składzie wywołała mieszane reakcje, a w mediach pojawiły się spekulacje dotyczące powodów decyzji „Hubiego”.

     

    Historia współpracy Świątek i Hurkacza – pasmo sukcesów i pecha

     

    Relacja Igi Świątek i Huberta Hurkacza na korcie to mieszanka sukcesów i rozczarowań. Początek 2024 roku był obiecujący – duet odniósł wspólne sukcesy podczas United Cup, co dało nadzieję na dalsze triumfy w rywalizacji międzynarodowej. Jednak później szczęście przestało im sprzyjać.

     

    Największym ciosem dla polskich kibiców była sytuacja związana z igrzyskami olimpijskimi w Paryżu. Świątek i Hurkacz mieli walczyć o medal w grze mieszanej, co było jednym z najważniejszych celów na sezon 2024. Niestety, kontuzja odniesiona przez Hurkacza podczas Wimbledonu pokrzyżowała te plany. Uraz okazał się na tyle poważny, że tenisista z Wrocławia musiał zrezygnować z udziału w igrzyskach, a Świątek, pozbawiona partnera do miksta, mogła skupić się wyłącznie na rywalizacji indywidualnej.

     

    Teraz, pod koniec roku, kibice ponownie muszą pogodzić się z faktem, że nie zobaczą Świątek i Hurkacza razem na korcie. World Tennis League miało być okazją do kolejnego wspólnego występu, ale decyzja Hurkacza o wycofaniu się z imprezy spowodowała, że plany te legły w gruzach.

     

    Co stoi za decyzją Hurkacza?

     

    Nagłe wycofanie się Hurkacza z World Tennis League wywołało spekulacje na temat przyczyn jego decyzji. Choć sam zawodnik nie podał szczegółowych powodów, wiele wskazuje na to, że może to być związane z jego niedawnymi zmianami w sztabie trenerskim. Hurkacz zakończył współpracę z Craigiem Boyntonem, który był jego trenerem przez wiele lat, i rozpoczął pracę z dwoma uznanymi specjalistami – Ivanem Lendlem oraz Nicolasem Massu.

     

    Eksperci sugerują, że Polak mógł zdecydować się na wycofanie z imprezy pokazowej, by skoncentrować się na przygotowaniach do nowego sezonu pod okiem nowych trenerów. Lendl i Massu mają pomóc Hurkaczowi w osiągnięciu jeszcze lepszych wyników, a nadchodzący sezon może być kluczowy w jego karierze.

     

    Aleksandr Szewczenko – niespodziewany zastępca

     

    Miejsce Hurkacza w drużynie Eagles zajął Aleksandr Szewczenko, zawodnik z Kazachstanu, który w rankingu ATP zajmuje obecnie 78. pozycję. Choć Szewczenko nie należy do ścisłej światowej czołówki, jego udział w World Tennis League będzie dla niego szansą na zdobycie cennego doświadczenia i rywalizację z najlepszymi.

     

    W zespole Eagles, oprócz Igi Świątek i Szewczenki, wystąpią również Paula Badosa oraz Stefanos Tsitsipas. Drużyna ma ambitne plany i z pewnością będzie walczyć o jak najlepszy wynik w tegorocznej edycji turnieju.

     

    World Tennis League – zasady i składy drużyn

     

    World Tennis League to unikalna impreza, w której rywalizują cztery zespoły złożone z dwóch zawodników i dwóch zawodniczek. Każda drużyna rozgrywa mecze z pozostałymi, a wyniki są zapisywane w tabeli. Do finału awansują dwie najlepsze ekipy, które zgromadzą najwięcej wygranych gemów.

     

    Każdy mecz składa się z pięciu setów, podczas których rozgrywane są pojedynki singlowe, deblowe oraz mikst. Tegoroczna edycja turnieju odbędzie się w dniach 19-22 grudnia w Abu Zabi, a kibice będą mogli oglądać rywalizację największych gwiazd światowego tenisa.

    Składy drużyn na World Tennis League 2024:

    Eagles: Iga Świątek, Paula Badosa, Stefanos Tsitsipas, Aleksandr Szewczenko

    Falcons: Jelena Rybakina, Caroline Garcia, Andriej Rublow, Denis Shapovalov

    Hawks: Aryna Sabalenka, Mirra Andriejewa, Jordan Thompson, Sumit Nagal

    Kites: Jasmine Paolini, Simona Halep, Casper Ruud, Nick Kyrgios

    Czy Świątek i Hurkacz jeszcze kiedyś zagrają razem?

    Choć ostatnie wydarzenia wskazują na pecha w duecie Świątek-Hurkacz, kibice mają nadzieję, że w przyszłości polska para będzie miała kolejną okazję, by wspólnie reprezentować nasz kraj na międzynarodowej arenie. Czy uda im się powrócić na kort jako drużyna? Na odpowiedź przyjdzie nam poczekać, ale jedno jest pewne – zarówno Świątek, jak i Hurkacz mają przedsobą wiele wyzwań i celów na kolejne sezony.

     

  • Dramatyczny upadek znanego skoczka w Pucharze Świata. Uderzył głową [WIDEO]

    Dramatyczny upadek znanego skoczka w Pucharze Świata. Uderzył głową [WIDEO]

     

    W pierwszej serii konkursowej na skoczni w Titisee-Neustadt groźnie wyglądający upadek miał Domen Prevc. Słoweniec popełnił błąd przy lądowaniu, najechał jedną nartą na drugą i potężnie uderzył o zeskok. Przy skoczku, który rozbił nos, natychmiast pojawiły się służby medyczne. Zawodnik wstał o własnych siłach, ale na jego twarzy było widać krew.

     

    25-latek poleciał 129,5 m i wiele wskazywało na to, że bez problemu zakwalifikuje się do drugiej odsłony sobotniej rywalizacji. Wszystko zmienił jednak błąd podczas lądowania. Prevc skrzyżował narty i nie zdołał utrzymać równowagi, co zakończyło się bolesnym upadkiem.

     

    Początkowo cała sytuacja wyglądała bardzo groźnie. Słoweniec, na szczęście, wstał jednak sam, ale był oszołomiony i zszedł z zeskoku w towarzystwie medyków. Kilkadziesiąt minut później kamery pokazały go natomiast oglądającego swój kask.

     

    — Nie widać śladów. Na brodzie troszkę zadrapany — przekazał komentujący zawody na antenie Eurosportu, Igor Błachut.

     

    Kolejny upadek Domena Prevca w sezonie 2024/2025

    Co ciekawe, choć sezon 2024/2025 dopiero się rozpoczął, to Prevc zaliczył już drugi upadek. To samo przytrafiło mu się w kwalifikacjach do konkursu w Lillehammer.

    https://x.com/Eurosport_PL/status/1867952785884434582?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1867952785884434582%7Ctwgr%5Eaa23fbe3e42e65184a08b73819711c598fd45655%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fpulsembed.eu%2Fp2em%2FcWLskpR9J%2F

    Zobacz także: To miał być wielki przełom Dawida Kubackiego. I stało się to. Aż przykro patrzeć

    Ostatecznie, zgodnie z przewidywaniami, 25-latek nie awansował do drugiej serii. Został sklasyfikowany na końcu stawki. Na półmetku rywalizacji jej liderem był Pius Paschke, który poszybował aż 144 m.

    https://x.com/Eurosport_PL/status/1867956739754090998?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1867956739754090998%7Ctwgr%5E192ef9becb4eed7986ec95ae2a324d69672575ef%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fpulsembed.eu%2Fp2em%2FZaKy9rwK8%2F