• Sabalenka oskarżona o hipokryzję. Jest odpowiedź. “Naprawdę nie rozumiem”

    Sabalenka oskarżona o hipokryzję. Jest odpowiedź. “Naprawdę nie rozumiem”

    Aryna Sabalenka rozpoczęła zmagania na Roland Garros od pewnej wygranej z Jessicą Bouzas Maneiro. Na paryski kort Białorusinka wyszła obwieszona biżuterią wartą około 130 tys. euro. Jednocześnie kilka tygodni temu nawoływała do bojkotu, który miałby na celu zwiększenie wynagrodzeń dla tenisistów. Niektórzy kibice zarzucili jej hipokryzję. – To, że walczę o nagrody pieniężne, nie ma ze mną nic wspólnego – mówi pierwsza rakieta świata.

    – To my tworzymy przedstawienie. Bez nas nie byłoby turniejów, bez nas nie byłoby rozrywki. Uważam, że zasługujemy na lepsze wynagrodzenie – mówiła na początku maja Aryna Sabalenka, która była jedną z inicjatorek tego, aby zawodnicy zgarniali “większy kawałek tortu” od organizatorów wielkoszlemowych turniejów.

    – Według mnie dojdzie do momentu, w którym będziemy musieli po prostu zbojkotować turniej, zgadza się. Czuję, że to będzie jedyny sposób, żeby walczyć o nasze prawa. Jeśli dojdzie do bojkotu, uważam, że my, zawodniczki, możemy się zjednoczyć, ponieważ niektóre aspekty turniejów Wielkiego Szlema są dla nas naprawdę niesprawiedliwe – dodawała.

    Sabalenka domaga się podwyżek. Na kort wyszła w diamentach. Tak się tłumaczy
    We wtorek liderka rankingu WTA rozpoczęła rywalizację na Roland Garros. Bez większych problemów pokonała Jessikę Bouzas Maneiro 6:4, 6:2. Uwagę przykuwała biżuteria, którą Białorusinka założyła na starcie z Hiszpanką. Dziennik “Marca” naszyjniki i kolczyki wycenia na 130 tys. euro.

    W takiej sytuacji część fanów w mediach społecznościowych zarzuciło Sabalence hipokryzję, skoro domaga się podwyżek, a sama nie może narzekać na finanse. “Proszenie o więcej kasy, żeby ją wydać, to jakieś szaleństwo. Kobiety ciągle proszą o więcej pieniędzy, a my na korcie słyszymy tylko te szalone krzyki i płacz przy każdym meczu”, “Hipokryzja czy po prostu styl na korcie?”, “Wyobraź sobie, jakie programy wsparcia w zakresie zdrowia psychicznego i dobrego samopoczucia mogłaby stworzyć, by pomóc mniej szczęśliwym graczom, korzystając z tej fortuny (cena biżuterii – red.)” – pisali internauci.

    Do głosów krytyki podczas pomeczowej konferencji prasowej odniosła się sama Białorusinka. – Zauważyłam, że niektórzy porównują twoje postulaty dotyczące wyższych nagród pieniężnych z noszeniem bardzo drogich diamentów. Czy dostrzegasz w tym jakikolwiek element hipokryzji? – usłyszała pytanie.

    – Naprawdę nie rozumiem, jak można łączyć te dwie zupełnie różne rzeczy. Jak już wcześniej wspomniałam, nagrody pieniężne wcale nie dotyczą mnie. Chodzi po prostu o walkę o zawodniczki z niższych miejsc w rankingu, które naprawdę walczą o przetrwanie w świecie tenisa – odpowiedziała pierwsza rakieta świata.

    Następnie wytłumaczyła, że ogólny cel nie dotyczy jej, a całej tenisowej społeczności. – To, że walczę o nagrody pieniężne, nie ma ze mną nic wspólnego. Wszyscy wiedzą, że ja mam się dobrze. Walczymy o sprawiedliwy procent przychodów, a także o graczy z niższych miejsc w rankingu, graczy powracających po kontuzjach oraz o to, by następne pokolenie miało łatwiejszy dostęp do pierwszej dziesiątki. Nie chodzi więc o mnie – podsumowała.

  • Osaka prosto z mostu ws. Wiktorowskiego. Nie tego się spodziewała

    Osaka prosto z mostu ws. Wiktorowskiego. Nie tego się spodziewała

    Po zwycięstwie w pierwszej rundzie tegorocznego Roland Garros Naomi Osaka pojawiła się na konferencji prasowej i otwarcie opowiedziała o swojej współpracy z Tomasz Wiktorowski. Japonka nie ukrywała zadowolenia z relacji z polskim szkoleniowcem i zdradziła kilka szczegółów dotyczących ich codziennej pracy.

    Czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa rozpoczęła zmagania w Roland Garros od zwycięstwa nad Laura Siegemund 6:3, 7:6(3). Po meczu została zapytana o kulisy współpracy z byłym trenerem Iga Świątek. Odpowiedziała bardzo szczerze.

    – Tak naprawdę Tomasz nie próbuje mnie przesadnie przeciążać. Czuję, że ufa mi i decyzjom, które podejmuję. Wie, że często działam intuicyjnie – przyznała Osaka.

    Japonka wyjaśniła również, na czym najbardziej koncentrują się podczas treningów.

    – Dużo rozmawiamy o utrzymaniu jakości gry. Gram bardzo szybko w porównaniu do wielu zawodniczek i trener chce, żebym utrzymywała takie tempo przez cały mecz. Mam tendencję do wycofywania się, kiedy zaczynam za dużo analizować. Dzień przed spotkaniem dostaję sporo konkretnych schematów do przećwiczenia, choć wszystko zależy od przeciwniczki – tłumaczyła.

    Nie był to pierwszy raz, gdy Osaka publicznie chwaliła polskiego szkoleniowca. Już kilka miesięcy temu, w rozmowie z Canal+ Sport, zdradziła, że najbardziej zaskoczył ją charakter Wiktorowskiego.

    – Jest naprawdę zabawny. Kompletnie się tego nie spodziewałam. Z boku zawsze wydawał się bardzo poważny, a w rzeczywistości jest niezwykle dowcipny – mówiła z uśmiechem.

    Jak dodała, trener często żartuje i posługuje się sarkazmem, co bardzo jej odpowiada. Podkreślała również jego profesjonalizm i ogromną wiedzę tenisową.

    – Doskonale zna się na swojej pracy i przede wszystkim wie, o czym mówi. Bardzo to szanuję. Atmosfera podczas naszej współpracy jest naprawdę świetna – podkreślała.

    Osaka zdradziła też zabawną anegdotę dotyczącą treningów. Przyznała, że Wiktorowski czasami mówi coś po polsku i podejrzewa, że nie zawsze są to eleganckie słowa. Sama jednak nie potrafiłaby dziś żadnego z nich powtórzyć.

    W ostatnich tygodniach Japonka miała okazję zmierzyć się z dawną podopieczną polskiego trenera, czyli Igą Świątek. Ich pojedynek zakończył się zdecydowanym zwycięstwem Polki 6:2, 6:1. Na razie nic nie wskazuje na to, by tenisistki ponownie spotkały się w tegorocznej edycji paryskiego turnieju, choć obie pozostają w grze.

    W drugiej rundzie Roland Garros Osaka zmierzy się z Donna Vekić. Dotychczas tenisistki grały przeciwko sobie dwukrotnie – w Australian Open 2016 oraz podczas turnieju w Stuttgarcie w 2019 roku. W obu przypadkach lepsza okazywała się Japonka.

  • Chwalińska bohaterką, zachwyty nad grą Polki. “Wybiła mistrzyni tenis z głowy”

    Chwalińska bohaterką, zachwyty nad grą Polki. “Wybiła mistrzyni tenis z głowy”

    Dawid Celt nie krył zachwytu po występach polskich tenisistek w pierwszej rundzie Roland Garros. Szczególne słowa uznania skierował w stronę Mai Chwalińskiej, która sensacyjnie wyeliminowała mistrzynię olimpijską Qinwen Zheng. W rozmowie z Interią szkoleniowiec podkreślał, że Polka swoją inteligentną i konsekwentną grą kompletnie odebrała Chince pewność siebie.

    – Maja to prawdziwa czarodziejka. Zawsze się nad nią rozpływamy, ale tym razem naprawdę zrobiła coś wyjątkowego. Dawno nie widziałem meczu, w którym jedna zawodniczka aż tak obrzydziłaby tenis swojej rywalce. Ogromne gratulacje dla niej, bo po prostu zawiązała nogi mistrzyni olimpijskiej – mówił Celt.

    Trener sporo miejsca poświęcił także swojej podopiecznej, Daria Snigur, która pokonała Clarę Tauson. Jak przyznał, sukces Ukrainki ma szczególne znaczenie, ponieważ jeszcze niedawno kompletnie nie wierzyła ona w swoje możliwości na kortach ziemnych.

    – Patrząc na to, z jakiego miejsca startowaliśmy i gdzie jesteśmy teraz, to ogromny sukces. Daria była przekonana, że na mączce nie potrafi wygrywać. Tymczasem rozegrała naprawdę solidny sezon na ziemi i zwieńczyła go zwycięstwem w Roland Garros. To dla niej wielka rzecz – tłumaczył.

    Celt zaznaczył, że Snigur ma ogromny talent do kontroli piłki i potrafi grać w bardzo niewygodny dla przeciwniczek sposób, ale wciąż wymaga pracy nad przygotowaniem mentalnym i fizycznym.

    – Najważniejsze jednak, że zmieniła nastawienie. Uwierzyła, że może wygrywać również na tej nawierzchni. Pokonanie takich zawodniczek jak Kasatkina czy Tauson, niezależnie od okoliczności, jest dla niej wielkim osiągnięciem – dodał.

    Szkoleniowiec nie szczędził pochwał również pozostałym reprezentantkom Polski. Podkreślał, że awans czterech Polek do drugiej rundy to znakomita wiadomość dla całego polskiego tenisa.

    Wiele ciepłych słów usłyszała także Magda Linette, która stoczyła niezwykle wyczerpujący bój.

    – Magda pokazała ogromny charakter. Mimo upływu lat nadal imponuje cechami wolicjonalnymi. Przepchnęła bardzo trudny mecz, walcząc nie tylko z rywalką, ale i ze swoimi słabościami. Warunki były ekstremalne, dawno nie pamiętam takiego upału w Paryżu – przyznał.

    Odnosząc się do występu Iga Świątek, Celt ocenił, że liderka polskiego tenisa wykonała swoje zadanie bardzo solidnie.

    – To była dobra rywalka na wejście w turniej. Można było trochę pograć w warunkach meczowych, ale bez wielkiego zagrożenia. Pierwsze rundy dla największych gwiazd bywają jednak zdradliwe, bo często niewiele wiadomo o przeciwniczce i pojawia się sporo niewiadomych – zauważył.

    Pozytywnie wypowiedział się także o Magda Fręch, która pokonała Elenę-Gabrielę Ruse.

    – Magda świetnie wykonała swoją pracę. W tych warunkach Rumunka po prostu fizycznie nie wytrzymała. Ale to też efekt konsekwentnej i solidnej gry Magdy – ocenił.

    Na koniec rozmowy Celt odniósł się do występu Hubert Hurkacz, który udanie rozpoczął turniej po zmianach w sztabie szkoleniowym.

    – Hubert grał agresywnie, bardzo dobrze serwował i świetnie operował forhendem. Podobało mi się, jak obiegał bekhend i przejmował inicjatywę. Widać było, że dobrze wykorzystuje szybkie warunki i wysoki kozioł piłki. Oczywiście miał moment kryzysu, ale szybko odzyskał kontrolę nad meczem i zasłużenie wygrał – podsumował.

    Celt z uśmiechem odniósł się też do trudów pracy trenerów w paryskim upale, wspominając swoją żonę, Agnieszka Radwańska.

    – Paradoksalnie czasem lepiej się ruszać niż siedzieć na metalowej ławce w takim piekarniku. Ale prawdziwymi bohaterami są zawodnicy. To oni muszą wytrzymać bieganie, stres i emocje w takich warunkach – zakończył.

  • Nie będzie starcia Sabalenki z Pegulą. Nocna sensacja na Roland Garros

    Nie będzie starcia Sabalenki z Pegulą. Nocna sensacja na Roland Garros

    Podczas czwartkowego losowania drabinki Roland Garros wiele uwagi poświęcono potencjalnemu ćwierćfinałowi pomiędzy Aryną Sabalenką a Jessicą Pegulą. Amerykanka trafiła bowiem do tej samej części turniejowej układanki co liderka rankingu WTA. Dziś wiadomo już jednak, że do takiego starcia w Paryżu nie dojdzie. Wszystko za sprawą ogromnej sensacji, jaka wydarzyła się podczas wieczornej sesji na kortach French Open.

    Dobiega końca rywalizacja w pierwszej rundzie kobiecego singla. W czwartek na paryskich obiektach pojawiło się kilka gwiazd światowego tenisa. Jako pierwsza na korcie Philippe’a-Chatriera zameldowała się Aryna Sabalenka. Białorusinka zmierzyła się z Jessicą Bouzas Maneiro i choć Hiszpanka momentami potrafiła postawić trudne warunki, ostatecznie nie była w stanie zatrzymać rozpędzonej liderki rankingu. Sabalenka wygrała 6:4, 6:2 i pewnie awansowała do drugiej rundy.

    Kilka godzin później kibice oglądali kolejne spotkania z udziałem zawodniczek ze światowej czołówki. Coco Gauff miała problemy jedynie na początku meczu z Taylor Townsend. Później finalistka ubiegłorocznego Roland Garros całkowicie przejęła kontrolę nad wydarzeniami na korcie i triumfowała 6:4, 6:0.

    Największe emocje przyniósł jednak wieczorny pojedynek Jessiki Peguli z Kimberly Birrell na korcie Simonne-Mathieu. Amerykanka, która zaledwie dwa tygodnie temu została rozbita przez Igę Świątek w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Rzymie 1:6, 2:6, tym razem chciała szybko odzyskać pewność siebie. Wszystko wskazywało na to, że czeka ją spokojny wieczór. Rywalką piątej rakiety świata była bowiem sklasyfikowana na 83. miejscu w rankingu Australijka.

    Początek meczu przebiegał dokładnie według przewidywań. Pegula od pierwszych piłek narzuciła swoje warunki gry i błyskawicznie objęła prowadzenie 4:0. Birrell zdołała odpowiedzieć jedynie pojedynczym przełamaniem w piątym gemie, ale na więcej nie było jej stać. Końcówka seta ponownie należała do Amerykanki, która zamknęła premierową odsłonę wynikiem 6:1.

    Również druga partia rozpoczęła się korzystnie dla Peguli. Po przełamaniu w trzecim gemie prowadziła 2:1 i wydawało się, że kontroluje sytuację. Wtedy jednak nastąpił nieoczekiwany zwrot. Birrell błyskawicznie odrobiła straty, a chwilę później obroniła stan 0:40 przy własnym serwisie, co wyraźnie dodało jej pewności siebie. Od tego momentu Australijka zaczęła grać coraz odważniej, a Pegula stopniowo traciła rytm. Przy stanie 3:3 Amerykanka wygrała ostatniego gema w tej partii. Końcówka należała już wyłącznie do niżej notowanej tenisistki, która po niezwykle zaciętych gemach triumfowała 6:3.

    Decydujący set przyniósł kontynuację sensacyjnego scenariusza. Birrell szybko przełamała rywalkę do zera i wyszła na prowadzenie 2:1. Pegula próbowała jeszcze wrócić do meczu, miała break pointy w czwartym i szóstym gemie, ale nie wykorzystała żadnej okazji. Australijka grała coraz pewniej, ponownie odebrała podanie Amerykance i przy stanie 5:2 serwowała po największe zwycięstwo w swojej karierze.

    Choć Pegula zdołała jeszcze na moment przedłużyć emocje, przełamując rywalkę, chwilę później znów straciła własny serwis. Kimberly Birrell wykorzystała drugą piłkę meczową i sensacyjnie wygrała całe spotkanie 1:6, 6:3, 6:3. Tym samym wyeliminowała jedną z głównych faworytek turnieju już w pierwszej rundzie i sprawiła, że kibice nie zobaczą w ćwierćfinale starcia Jessiki Peguli z Aryną Sabalenką. To zdecydowanie największa niespodzianka kobiecej części tegorocznego Roland Garros.

  • Zmiana ról w Paryżu. Świątek przebiegła sprint, Chwalińska dostała maraton

    Zmiana ról w Paryżu. Świątek przebiegła sprint, Chwalińska dostała maraton

    Maja Chwalińska swoją grą sprawia, że kibice zakochują się w tenisie, a rywalkom skutecznie ten sport obrzydza. Ale jej dotychczasowa kariera nie była drogą usłaną różami. Realizacji celu, który jej przyjaciółka i rówieśniczka Iga Świątek osiągnęła w zaledwie 3,5 miesiąca, doczeka się – najprawdopodobniej – po 5,5 roku. Dzięki tegorocznemu występowi na kortach Rolanda Garrosa.

    Zwykle, gdy jednego dnia grają Iga Świątek i Maja Chwalińska, to uwaga kibiców tenisa koncentruje się na tej pierwszej. W ostatnich latach do takiej zbieżności dochodziło jednak rzadko. Obie zawodniczki, po wielu sukcesach w czasach juniorskich, w dorosłym tenisie trafiły do dwóch różnych światów. Ale w poniedziałek w Paryżu grały niemal równocześnie. I tym razem uwagę skupiła na sobie nie trzecia w rankingu Świątek, a będąca 114. rakietą świata Chwalińska. Jej grę ostatnio opisuje się dwoma słowami: poezja i magia.

  • Sabalenka zostanie ukarana? Wszystko przez… torebkę

    Sabalenka zostanie ukarana? Wszystko przez… torebkę

    WTA ma analizować występ Aryny Sabalenki w Rzymie, gdy na kort weszła z torebką Gucci. W tle są przepisy marketingowe. Ewentualna kara nie będzie jednak dotkliwa dla liderki rankingu.

    Aryna Sabalenka uznawana jest za jedną z faworytek do końcowego zwycięstwa w tegorocznym wielkoszlemowym Rolandzie Garrosie. Jednak zanim zaczęła rywalizację w Paryżu, głośno było o jej problemach z WTA.

    Kobieca federacja ma przyglądać się sytuacji z turnieju WTA 1000 w Rzymie, gdzie tenisistka pojawiła się na korcie z torebką Gucci wartą ok. 4 tys. dolarów.

    “Zawodniczki mogą wchodzić na kort z torbami na sprzęt tenisowy ze standardowymi oznaczeniami producenta, a także ograniczoną ilością oznaczeń handlowych. Przepisy nie zezwalają natomiast na noszenie markowych toreb, które nie są uznawane za sprzęt tenisowy” – powiedział rozmówca pracujący dla WTA, cytowany w doniesieniach.

    Z drugiej strony osoba z otoczenia Sabalenki miała przekazać, że WTA udzieliło jej zezwolenia na taki ruch. To kluczowy detal, bo Sabalenka od kilku miesięcy jest ambasadorką Gucci, a ekspozycja marki w trakcie transmisji z kortu może mieć realną wartość marketingową.

    W dyskusji pojawiły się też porównania do Jannika Sinnera, który w 2023 r. miał wchodzić na kort z torbą Gucci po uzyskaniu zgody ATP.

  • Legenda zauważyła zmianę u Świątek. “To nie zadziałało”

    Legenda zauważyła zmianę u Świątek. “To nie zadziałało”

    Iga Świątek z łatwością wyeliminowała Emerson Jones i jest w II rundzie Rolanda Garrosa. Jej grę ocenił legendarny Mats Wilander. Wiadomo, na co zwrócił uwagę były tenisista.

    Iga Świątek rozpoczęła wielkoszlemowego Rolanda Garrosa od wyraźnego zwycięstwa nad Emerson Jones, oddając rywalce tylko trzy gemy. Polka zrobiła to w bardzo dobrym stylu, co wywołało zachwyt u tenisowych ekspertów.

    Po tym spotkaniu Mats Wilander postawił mocną tezę: – Wygląda na to, że pokonanie Igi Świątek na tym korcie jest niemożliwe – mówił, cytowany przez tennis365.com.

    Szwed doprecyzował, że kluczowa jest korekta taktyki. – Wiem, że istnieje szansa, że ktoś ją pokona, może do tego dojść, ale podoba mi się, że nie gra tak agresywnie. Ostatnie sezony wyróżniały się jej bardzo, bardzo agresywną grą. Tyle że to nie zadziałało. Teraz wróciła – ocenił Wilander.

    Świątek jedną z faworytek
    Z kolei Henri Leconte zwrócił uwagę na zmiany po roszadach w sztabie szkoleniowym. – Można o niej myśleć jako o kandydatce do tytułu – stwierdził. Francuz podkreślał m.in. powrót do gry z głębi kortu oraz poprawę poruszania się w defensywie i przejściach do ataku.

    Leconte wskazał też na efekty współpracy z Roigiem. – Lepiej się rusza. Myślę, że praca, którą wykonała z Roigiem, bardzo pomaga – mówił.

    W tle są jednak wyliczenia Superkomputera Opta, według których Świątek nie jest główną faworytką, a dopiero czwartą w kolejności do tytułu.

    W tym sezonie najlepszym wynikiem Świątek był półfinał w Rzymie, a w Paryżu ewentualny półfinał wyrównałby osiągnięcie z poprzedniego roku, gdy przegrała na tym etapie z Aryną Sabalenką.

    Polka jest czterokrotną triumfatorką Roland Garros i pracuje także z byłym członkiem sztabu Rafaela Nadala. W 2. rundzie zagra z Sarą Bejlek w środę; będzie to ich pierwszy bezpośredni mecz.

  • 6:2 na koniec ze Świątek, w Paryżu już tak łatwo nie było. Męczarnie faworytki

    6:2 na koniec ze Świątek, w Paryżu już tak łatwo nie było. Męczarnie faworytki

    Elina Switolina w półfinale turnieju WTA 1000 w Rzymie pokonała Igę Świątek, w trzecim secie oddając Polce tylko dwa gemy (6:2). Na inaugurację Roland Garros ukraińskiej tenisistce już tak gładko nie poszło, jej mecz pierwszej rundy zakończył się super tie-breakiem. Później utytułowana zawodniczka przyznała, że bardzo męczyła się na korcie i to nie tylko z powodu panujących tego dnia ciężkich warunków atmosferycznych.

    Elina Switolina, była trzecia zawodniczka rankingu WTA, ma za sobą bardzo udane miesiące. W styczniu wygrała turniej WTA 250 w Auckland i po raz pierwszy w karierze dotarła do półfinału Australian Open, później zagrała w finale w Dubaju. Po kolejny tytuł sięgnęła w Rzymie, w decydującym meczu pokonała Coco Gauff.

    Wcześniej na jej drodze stanęła Iga Świątek, która podniosła się po przegranym pierwszym secie i w drugiej partii to ona była górą. Ostatnie zdanie należało jednak do tenisistki z Odessy, przypieczętowała awans triumfem 6:2. W identycznym stylu postawiła “kropkę nad i” w finałowym starciu z Gauff, również wygrała 6:2.

    Na inaugurację Roland Garros już tak łatwo nie było, rozstawiona z “7” tenisistka trafiła bowiem na Annę Bondar. A o tym, że Węgierka jej “nie leży”, przekonaliśmy się już podczas wcześniejszych starć – od ubiegłorocznego wielkoszlemowego turnieju w Paryżu aż do tegorocznej edycji tenisistki mierzyły się aż pięciokrotnie.

    Elina Switolina wzięła rewanż na Roland Garros. Ale musiała się namęczyć
    W 2025 roku w Paryżu górą była Switolina, która następnie pokonała Bondar też w pierwszej rundzie Wimbledonu. Niżej notowana tenisistka triumfowała za to w US Open oraz w tegorocznym “tysięczniku” w Madrycie. W poniedziałek 25 maja Ukrainka stanęła więc przed szansą, by zrewanżować się za te dwie ostatnie porażki. I dopięła swego, bo wygrała 2:1, ale awans przypieczętowała dopiero po super tie-breaku. Później na konferencji prasowej przyznała, że spodziewała się takiego scenariusza.

    “To był zdecydowanie ciężki mecz. Nie spodziewałam się innego meczu. Stoczyłam kilka ważnych walk z Anną, oczywiście odniosłam dwie porażki. Ale dzisiaj dla mnie najważniejsze było trzymanie się planu gry, dawanie z siebie wszystkiego. Jestem po prostu bardzo szczęśliwa, że mecz zakończył się moim zwycięstwem” – przyznała.

    Hurkacz był już nad przepaścią. “Zjazd” Polaka i reakcja w niezwykłym stylu

    Ukrainkę zapytano także o to, co takiego w grze Bondar sprawia jej problemy i powoduje, że mecze z nią są szczególnie ciężkie.

    Ona po prostu gra przeciwko mnie naprawdę dobrze. Myślę, że jeśli weźmiemy pod uwagę same mecze, to ona po prostu świetnie serwuje, uderza wzdłuż linii, trafia po liniach i po prostu gra świetny tenis. Więc tak, czasami tak się dzieje. Myślę, że kiedy ludzie nie mają nic do stracenia, idą na całość
    zauważyła.
    Switolina została poproszona także o to, by porównała poniedziałkowy mecz z Bondar do innych meczów pierwszej rundy wielkoszlemowych turniejów, jakie rozegrała w karierze. Ta wprost dała do zrozumienia, że starcie z Węgierką w tegorocznej edycji było dla niej męczarnią.

    “To zdecydowanie pierwsza trójka (najcięższych meczów – przyp. red.). Nie pamiętam aż tak trudnych, nie tylko dlatego, że już z nią w przeszłości przegrywałam, ale też dlatego, że było naprawdę gorąco. Po prostu trudne warunki, trudna przeciwniczka. Musiałam naprawdę przenieść tę pewność siebie z Rzymu, żeby podnieść poziom i walczyć dalej” – przyznała, zwracając uwagę na wysokie temperatury panujące w Paryżu.

    Teraz Switolinę czeka mecz drugiej rundy z kwalifikantką Kaitlin Quevedo, z którą zmierzy się po raz pierwszy w karierze.

  • Ograła Polkę, potem ojciec zbeształ ją przy wszystkich. Gwiazda wyrzucona z Roland Garros

    Ograła Polkę, potem ojciec zbeształ ją przy wszystkich. Gwiazda wyrzucona z Roland Garros

    Tegoroczny Roland Garros rozkręcił się na dobre. Już w pierwszej rundzie jesteśmy świadkami wielu niespodzianek i wręcz sensacyjnych porażek. Do tego grona śmiało można zaliczyć poniedziałkowy mecz z udziałem Leylah Fernandez, czyli byłej finalistki US Open. Tym razem Kanadyjka wyjątkowo szybko pożegnała się z Wielkim Szlemem w Paryżu. Kilka dni wcześniej stało się coś, co być może wpłynęło na jej dyspozycję mentalną.

    W 2021 roku nastoletnia Leylah Fernandez dotarła do finału US Open, który przegrała z Emmą Radunacu. Była bardzo bliska pierwszej dziesiątki rankingu WTA. Wydawało się, że leworęczna Kanadyjka z roku na rok może wchodzić na jeszcze wyższy poziom i dołączyć do ścisłej elity damskiego touru.

    Obecnie jej forma jest dosyć niestabilna. Tuż po rozpoczęciu sezonu na ziemnych kortach spisywała się świetnie. W Stuttgarcie stoczyła bardzo widowiskowy bój z Jeleną Rybakiną, w którym poległa dopiero po porażce w tie-breaku trzeciego seta. Stawką był półfinał. W Madrycie na tym samym etapie ograła ją Mirra Andriejewa.

    Finalistka US Open poza Roland Garros
    Później – po dwóch porażkach – Fernandez udała się do Strasbourga, gdzie po drodze pokonała 6:4, 3:6, 6:4 Magdalenę Fręch. Udział w turnieju znów skończył się na ćwierćfinale – w tym przypadku przegranej 4:6, 4:6 ze swoją rodaczką Viktorią Mboko. W mediach głośno było o zachowaniu jej ojca-trenera, który podczas jednej z przerw dosłownie wyżywał się na córce.

    – Jesteś wystraszona i nie chcesz tego przyznać. Kiedy się obudzisz? Cały czas grasz na aut, w siatkę… Nie słuchasz mnie. Ty chcesz grać w tenisa czy nie? (…) Twoja przeciwniczka jest solidną zawodniczką z czołowej dziesiątki rankingu. Potrafi dojść do wielkoszlemowego ćwierćfinału, coś, czego ty nie dokonałaś od czterech lat – mówił wściekły w stronę zawodniczki, która stała i ze spuszczoną głową słuchała agresywnego wywodu. To nie pierwsza tego typu sytuacja.

    Tak czy inaczej wszystko wskazywało na to, że była finalistka US Open dosyć dobrze przygotowała się na rozgrywany na mączce Roland Garros. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

    W poniedziałkowy wieczór, cztery dni po reprymendzie od ojca, 23-latka rozegrała mecz pierwszej rundy. Jej rywalką była Alycia Parks. W pierwszym secie obie panie “poczęstowały się” po przełamaniu, było 4:4. Wtedy Kanadyjka przegrała najważniejszego gema przy własnym podaniu. Chwilę później Amerykanka wykorzystała drugą piłkę setową.

    Drugą partię Leylah Fernandez rozpoczęła od porażki, kiedy piłka była po jej stronie. Parks szybko odskoczyła jej na 4:1. Przy stanie 2:5 – z perspektywy Kanadyjki – Fernandez wyszarpała jeszcze jedno przełamanie, ale to nie wystarczyło. W półtorej godziny poległa 4:6, 4:6 i pożegnała się z French Open po pierwszym meczu.

    Alycia Parks zanotowała prawie trzy razy więcej winnerów (26 do 10). Jej przeciwniczka nie radziła sobie z silnym, agresywnym stylem. Amerykanka w drugiej rundzie zagra z Viktoriją Golubic.

  • 0:3 z Igą Świątek, później było jeszcze gorzej. Teraz blamaż w Roland Garros

    0:3 z Igą Świątek, później było jeszcze gorzej. Teraz blamaż w Roland Garros

    Ledwo wielkoszlemowy Roland Garros się zaczął, a już z turniejem pożegnało się kilka rozstawionych tenisistek. Wśród nich jest zawodniczka, która w ubiegłym sezonie odnotowała wstydliwy bilans 0:3 z Igą Świątek, przegrała bowiem wszystkie trzy spotkania z Polką. Później zaliczyła kolejny “zjazd” formy, ostatnie tygodnie są bardzo nieudane w jej wykonaniu. Teraz z kolei tenisistka, która na początku lutego dotarła do finału turnieju WTA 500 w Abu Zabi, przeżyła kolejny blamaż, przegrała bowiem z dużo niżej notowaną rywalką.

    Jekaterina Aleksandrowa przeżywa trudny okres. Rosjanka, która jeszcze jesienią 2025 roku plasowała się na 10., najwyższym w karierze miejscu w rankingu WTA, daleka jest od formy, jaką prezentowała kilkanaście miesięcy temu. A to tenisistka, która na początku lutego 2025 roku wygrała turniej w Linzu, pokonując w finale Dajanę Jastremską. Później, w tym samym sezonie, jeszcze trzykrotnie meldowała się na decydującym etapie rozgrywek, ale przegrała trzy finały: w Monterrey z Dianą Sznajder, w Seulu z Igą Świątek i w Ningbo z Jeleną Rybakiną.

    Ze Świątek pochodząca z Czelabińska zawodniczka w minionym roku mierzyła się trzykrotnie, wszystkie mecze przegrała. Nie jest to jedyne zmartwienie 31-latki, która od wspomnianego, październikowego finału w Ningbo, tylko raz błysnęła formą na korcie. Było to na początku lutego 2026 roku, Aleksandrowa dotarła do finału turnieju WTA 500 w Abu Zabi, przegrała w nim z Sarą Bejlek. Od tego momentu wygrała tylko dwa singlowe mecze – z Lilli Tagger w Miami i z Gabrielą Knutson w Stuttgarcie.

    W międzyczasie Aleksandrowa z powodu kontuzji odpuściła turniej w Madrycie, w Rzymie i Strasburgu odpadała na etapie pierwszej rundy. Szansę na przełamanie miała w Paryżu, w pierwszej rundzie Roland Garros zmierzyła się z notowaną o 72. miejsca niżej w światowym rankingu Camilą Osorio. Kolumbijka na mączce ostatnio występowała głównie w słabiej obsadzonych turniejach, w Parmie (WTA 125) dotarła do półfinału, a do stolicy Francji przyjechała prosto po przegranym ćwierćfinale w Rabacie (WTA 250).

    Roland Garros. Dwa szybkie sety w meczu Aleksandrowa – Osorio
    Mecz Aleksandrowej z Osorią rozpoczął się w poniedziałkowy wieczór, Rosjanka i Kolumbijka jako ostatnie tego dnia pojawiły się na korcie nr 9. Kibice, którzy śledzili na spotkanie z trybun, nie musieli się martwić o to, że późno wrócą do domów, mecz trwał bowiem tylko 85 minut.

    Obie zawodniczki nie wystrzegały się błędów, w tym przy serwisie (w sumie popełniły aż 13 podwójnych błędów serwisowych – siedem po stronie Osorio, jeden mniej Aleksandrowa), ale w kluczowych momentach to Kolumbijka potrafiła opanować nerwy na wodzy i zaakcentować swoją przewagę. 86. rakieta świata w drugim gemie wybroniła trzy break pointy, po chwili przełamała rywalkę. I pewnie kroczyła po zwycięstwo w secie, po drodze oddała rywalce tylko jednego gema. Wprawdzie przy stanie 5:2 zmarnowała trzy piłki setowe i sama musiała bronić się przed przełamaniem, ale finalnie wygrała 6:2.

    Druga partia była bardziej wyrównana, aż do stanu 3:3 w każdym gemie dochodziło do przełamania. Aleksandrowa miała nawet szansę na to, by zbliżyć się do zwycięstwa w secie – najpierw obroniła serwis i prowadziła 4:3, kilka minut później miała dwa break pointy. Zaprzepaściła jednak tę szansę, co okazało się momentem zwrotnym. Osorio obroniła podanie, przełamała Rosjankę, a następnie przypieczętowała zwycięstwo w secie. Kolumbijka wygrała 2:0 (6:2, 6:4) i w drugiej rundzie zmierzy się z Julią Putincewą.