• Show Aryny Sabalenki, nagle wbiła szpilę kibicom. Tak “podpadli” Białorusince

    Show Aryny Sabalenki, nagle wbiła szpilę kibicom. Tak “podpadli” Białorusince

    Show Aryny Sabalenki, nagle wbiła szpilę kibicom. Tak “podpadli” Białorusinc

     

    Aryna Sabalenka w drugiej rundzie Australian Open musiała sporo się natrudzić, by pokonać Jessikę Bouzas Maneiro, która już w pierwszym secie dwukrotnie przełamała faworytkę. Ostatecznie Białorusinka wyszła z opresji i wygrała 6:3, 7:5, a po meczu tryskała dobrym humorem. W wywiadzie udzielonym jeszcze na korcie wbiła żartobliwą szpilę kibicom. “Wybaczam wam” – dodała po chwili.

     

    Aryna Sabalenka wygrała dwie poprzednie edycje Australian Open i przed tegorocznym turniejem była wymieniana jako główna faworytka do kolejnego triumfu w Melbourne. Nie bez powodu – Białorusinka do wielkoszlemowych zmagań przystąpiła jako liderka rankingu WTA i triumfatorka turnieju WTA 500 w Brisbane, który poprzedzał Australian Open.Zawodniczka z Mińska na inaugurację zmagań w Melbourne ograła Sloane Stephens (6:3, 6:2), a w drugiej rundzie trafiła na Jessikę Bouzas Maneiro. W starciu z Hiszpanką musiała sporo się natrudzić, ponieważ ta skrzętnie wykorzystywała słabsze okresy gry faworytki. Tak było w pierwszym secie, gdy dwukrotnie przełamała Białorusinkę oraz w drugiej partii, w której prowadziła już 5:2.

     

    Ostatecznie Sabalenka za każdym razem wychodziła z opresji i potwierdziła wielką klasę, wygrywając 6:3, 7:5. I zameldowała się w trzeciej rundzie, w której zagra z Clarą Tauson. Najpierw krecz, teraz zaledwie trzy wygrane gemy. Niespodzianka w Australian OpenAustralian Open. Aryna Sabalenka idzie jak burza. I tryska dobrym humorem26-latka w Melbourne kontynuuje świetną passę, bo zwycięstwo nad Hiszpanką było jej 16. z rzędu triumfem w Australian Open. Sabalenkę, która podczas pomeczowego wywiadu na korcie tryskała dobrym humorem, zapytano o to, co takiego jest w tym miejscu, że ta seryjnie wygrywa.”Zdecydowanie ludzie! Ok, muszę powiedzieć, że dzisiaj trochę bardziej kibicowaliście jej, ale to w porządku, wybaczam wam” – z uśmiechem wypaliła Sabalenka, wbijając szpilę fanom, którzy najwyraźniej w trakcie spotkania wyczuli, że Hiszpanka może stworzyć wyrównane i emocjonujące widowisko, więc żywiołowo reagowali na jej udane zagrania.Pierwsza rakieta świata pozwoliła sobie także na jeszcze jedną żartobliwą uwagę. Po ograniu Hiszpanki przyznała, że poza kortem już nie jest tak szalona. 

  • Niespodziewane turbulencje w meczu Coco Gauff! Znalazła się pod ścianą

    Niespodziewane turbulencje w meczu Coco Gauff! Znalazła się pod ścianą

    Gdy w drugim secie przegrała cztery gemy z rzędu bezradnie patrzyła w kierunku trenerów. Takich błędów w grze Coco Gauff dawno nie oglądaliśmy, a niespodziewanie niżej notowana Jodie Burrage (146. WTA) serwowała po zwycięstwo w drugim secie. Amerykanka opanowała jednak sytuacje i wyszła z ogromnych opresji. Po wygranej 6:3, 7:5 trzecia rakieta świata zameldowała się w trzeciej rundzie Australian Open i odniosła siódme zwycięstwo z rzędu, w dodatku bez straty seta. Imponująca seria może robić wrażenie.

     

    Coco Gauff imponuje znakomitą dyspozycją podczas Australian Open. Na otwarcie zmagań trzecia rakieta świata pewnie pokonała Sofię Kenin (72. WTA) 6:3, 6:3, a w środowy poranek polskiego czasu rozprawiła się z Jodie Burrage (146. WTA), choć niżej notowana Brytyjka szczególnie w drugim secie napsuła wiele krwi Amerykance i w pewnym momencie na Rod Lawer Arena zapachniało niespodzianką. Ostatecznie przepustkę do trzeciej rundy wielkoszlemowych zmagań uzyskała jednak Amerykanka.

    Piorunujący początek Gauff. Brytyjka nie wykorzystała szansy

    Gauff rozpoczęła mecz od mocnego uderzenia. Po błyskawicznym przełamaniu serwisu rywalki po kilkunastu minutach prowadziła 3:0. Burrage w czwartym gemie broniła dwóch break pointów, ale w znakomity sposób wyszła z opresji. I poszła za ciosem! Brytyjka zaczęła grać bardzo odważnie i po chwili niespodziewanie przełamała Amerykankę. A w kolejnym gemie przy własnym serwisie prowadziła 30:0, ale nie zdołała doprowadzić do remisu.

    Niewykorzystana okazja szybko zemściła się na Brytyjce, która zamiast remisować 3:3 po chwili musiała odrabiać straty przy stanie 2:5. Gauff przy własnym podaniu była bowiem bezbłędna. Burrage przy własnym podaniu zbliżyła się do stanu 5:3, posyłając dwa asy serwisowe z rzędu, ale 20-latka po chwili przypieczętowała wygraną w premierowej partii 6:3.

    Cztery przegrane gemy z rzędu przez Gauff. Brytyjka miała wielką szansę

    W drugiej odsłonie Amerykanka szybko objęła prowadzenie 2:0 i wydawało się, że rozpoczęła już marsz po awans. Tymczasem niespodziewanie przebudziła się Burrage, która przy stanie 3:2 przełamała Amerykankę, w dodatku bez straty punktu. Brytyjka wygrała kolejnych dziewięć piłek z rzędu, a po jednej z akcji poderwała kibiców na Rod Laver Arena. I niespodziewanie ze stanu 2:3 wyszła na prowadzenie 4:3.

     

    A to nie było jej ostatnie słowo. W grze Gauff mnożyły się błędy (sześć podwójnych błędów serwisowych w drugim secie), z czego coraz mocniej korzystała Brytyjka, która wygrała cztery gemy z rzędu i prowadziła 5:3. Burrage dzielił trzy piłki od sensacyjnej wygranej w drugim secie, ale w kluczowym momencie przebudziła się Gauff, która stanęła w obliczu utraty pierwszego seta w turnieju w Melbourne.

     

    Amerykanka wygrała dwa kolejne gemy i zrobiło się 5:5. A w końcówce nie wypuściła już z rąk szansy i poszła za ciosem. Ostatecznie Amerykanka triumfowała 7:5 i odetchnęła z wielką ulgą, bo mecz niespodziewanie wymknął się jej spod kontroli.

     

    Poprzeczka idzie do góry. Oto kolejna rywalka Coco Gauff w Australian Open

     

    W trzeciej rundzie Australian Open rywalką Coco Gauff będzie Leylah Fernandez (25. WTA), która odprawiła z kwitkiem Cristinę Bucsę (100. WTA) 3:6, 6:4, 6:4. Amerykanka w zeszłym roku dotarła do półfinału zmagań w Melbourne, a teraz śrubuje znakomitą serię. 20-latka odnotowała właśnie siódme kolejne zwycięstwo z rzędu w stosunku 2:0. A wśród 14 wygranych setów z rzędu są m.in te w starciu z Igą Świątek podczas finału United Cup.

  • Sabalenka przełamana, za chwilę już 2:5. Ponad 90 minut sensacyjnych emocji

    Sabalenka przełamana, za chwilę już 2:5. Ponad 90 minut sensacyjnych emocji

     

    Sabalenka przełamana, za chwilę już 2:5. Ponad 90 minut sensacyjnych emocj

     

    Turniejowi statystycy wywalczyli, że w starciu z Aryną Sabalenką Hiszpanka Jessica Bouzas Maneiro ma zaledwie siedem procent szans na pokonanie liderki rankingu WTA. Białorusinka była zdecydowaną faworytką, ostatecznie w tej trzeciej rundzie się znalazła. Gdy jednak choć na chwilę traciła koncentrację, momentalnie Hiszpanka dostrzegała swoją szansę. Jak w pierwszym secie, gdy dwa razy przełamywała Sabalenkę, miała piłki na 3:3. I w drugim, w którym prowadziła nawet 5:2. Przegrała jednak 3:6, 5:7.

     

    Zapewne nikt na Rod Laver Arena, może poza sztabem trenerskim hiszpańskiej zawodniczki, nie zakładał tu innego rozwiązania niż awans numeru jeden do trzeciej rundy Australian Open. Trudno było wskazać jakiekolwiek argumenty, które w tym spotkaniu przemawiały za Jessicą Bouzas Maneiro. Nie ma jeszcze dużych sukcesów w singlu, nie ma atutów ofensywnych, które mogłyby spowodować zmianę taktyki u Sabalenki, nigdy nie była dotąd w TOP 50 rankingu WTA. Dla liderki światowej listy wydawała się “łatwym kąskiem” przed meczami ze znacznie mocniej grającymi rywalkami: Clarą Tauson czy Mirrą Andriejewą.

     

    Na co więc mogła liczyć 22-letnia Hiszpanka? Na powtórkę historii z Wimbledonu, gdy w pierwszej rundzie wyrzuciła z turnieju broniącą tytułu Marketę Vondrousovą. Aryna Sabalenka też teraz broni trofeum, ale jest jedna zasadnicza różnica między tymi sytuacjami. Wtedy Czeszka miała już problemy z barkiem, wkrótce poddała się operacji, do gry wróciła dopiero w Australii. 26-latka z Mińska jest jednak zdrowa. A to wystarczy.Australian Open. Aryna Sabalenka kontra Jessica Bouzas Maneiro w drugiej rundzie singla. Ambitna postawa HiszpankiBiałorusinka na dzień dobry pokazała rywalce potęgę swojego serwisu, a za chwilę też ją przełamała. 2:0, zapowiadało się na krótką rozprawę na najważniejszym korcie w Melbourne.Tak się nie stało, ta partia trwała aż 44 minuty

     

    W trzecim gemie stało się bowiem już coś dziwnego. Sabalenka wyszła z sytuacji 0-30, by za chwilę zmarnować prostego drajwa na prowadzenie 3:0. Mało tego, wyrzuciła go dobre trzy metry w aut. A Bouzas Maneiro uznała, że to ten moment, gdy wreszcie może zaistnieć. Świetne returny, znakomite obrony, odważna gra – to wszystko sprawiło, że wywalczyła aż cztery break pointy. I tego ostatniego w końcu wykorzystała, zbierając przy tym burzę braw.

     

    Potem jeszcze raz dokonała tej sztuki, w czwartej próbie udało jej się wygrać też własnego gema serwisowego. Raz to jednak za mało, by marzyć o sensacji. Sabalenka znacznie poprawiła swój serwis, a jego prędkość – tego pierwszego podania – była średnio o 15 km/godz. szybsza od rywalki. Nic dziwnego, że Bouzas Maneiro musiała jednak uznać wyższość faworytki, przegrała 3:6.

     

    1:4 Sabalenki w drugim secie, sama kręciła głową. Zaskakujące akcje młodej HiszpankiHiszpanka nie sprawiała jednak wrażenia pogodzonej z losem, walczyła, szukała swoich okazji. I starała się wykorzystywać najmniejsze zawahania Sabalenki. W drugim secie gładko wygrała swojego gema serwisowego, za chwilę uzyskała break pointa przy podaniu Aryny. I miała szansę na 2:0, Sabalenka biegła już do siatki, Hiszpanka odgrywała z końcowej linii. I uczyniła to źle, a drugiej okazji już nie dostała.

     

    Patrząc na to, co wydarzyło się w dalszej części tego seta, Jessica miała czego żałować. Wygrała swoje podanie do zera, za moment prowadziła 40-0 przy podaniu liderki rankingu. I ją przełamała na 3:1. Mało? No to za chwilę było już 4:1, Bouzas Maneiro zakończyła gema asem. Sabalence zaś zapisano aż 11 niewymuszonych błędów w tych pięciu gemach – tyle samo, co w całym pierwszym secie. Tak wielką presję zaczęła wywierać na niej rywalka.

     

    W pięciu pierwszych rundach zeszłorocznego Australian Open Sabalenka nie straciła w żadnym meczu więcej niż pięciu gemów, a w żadnym secie – więcej niż trzech. Dopiero w półfinale tę serię przełamała Coco Gauff, ale w finale Qinwen Zheng nie dała już rady. Bouzas Maneiro udało się to już na tym etapie meczu, ale ona celowała w coś więcej. W wygranie seta, którego Sabalenka w Melbourne nie przegrała od finału w 2023 roku. Miała już 5:2, w tym momencie jej szanse na awans, zdaniem systemu Australian Open, wzrosły do… 22 procent

     

    Pozostało jeszcze wygrać gema przy stanie 5:3 – niemal nowymi piłkami. Cztery pierwsze serwisy Hiszpanki były znakomite, ale dwa razy cudownie returnem odegrała Sabalenka. Za chwilę dostała szansę od rebreaka – i od razu ją wykorzystała. A później wyrównała na 5:5.Bouzas Maneiro chyba zdawała sobie już sprawę, że to koniec jej marzeń. Przegrywała już z własnymi nerwami, popełniła dwa podwójne błędy w jednym gemie. I wkrótce musiała pogratulować Sabalence awansu, przegrała 3:6, 5:7. Zasłużyła jednak na wielkie brawa.

     

    W trzeciej rundzie Białorusinka zmierzy się z Clarą Tauson, niepokonaną w tym roku triumfatorką WTA w Auckland.

  • 6:4, a później zwrot akcji. Australian Open ledwo rozpoczęty, a Danielle Collins już za burtą

    6:4, a później zwrot akcji. Australian Open ledwo rozpoczęty, a Danielle Collins już za burtą

    6:4, a później zwrot akcji. Australian Open ledwo rozpoczęty, a Danielle Collins już za burt

    Danielle Collins, delikatnie rzecz ujmując, nie jest obecnie najbardziej lubianą w Polsce tenisistką. Amerykanka prawdziwe oblicze pokazała w trakcie igrzysk, atakując Igę Świątek, a kolejne powody do pogłębiania wobec siebie antypatii dała w United Cup. Stąd też najczęściej powtarzanym po jej porażkach w mediach społecznościowych komentarzem jest “karma wraca”. Wróciła raz kolejny i to w 1. rundzie Australian Open. Collins w parze z Krawczyk poległy w deblu już na starcie.

    Bezceremonialne ataki na Igę Świątek w trakcie i po Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu, a do tego także niesympatyczne i pełne buty zachowanie przy innych okazjach mocno pogorszyły pijar Danielle Collins. Amerykanka w Polsce stała się wręcz persona non grata, jednak antypatia do niej szerzy się również wśród kibiców innych nacji. Oceniając po jej postawie trudno się jednak temu dziwić. Ataki na Igę Świątek, a teraz bolesny cios w Melbourne. Danielle Collins ma czego żałowaćTuż przed Australian Open 31-latka starała się załagodzić konflikt z Igą Świątek i ocieplić nieco relacje, jednak jej słowa nie do końca zostały odebrane jako szczere.

    Nie będzie powtórki finału w Australian Open. Sensacja na John Cain ArenaMleko się jednak rozlało, stąd spore grono kibiców zwyczajnie nie życzyło jej dobrze i liczyło na rychłe odpadnięcie z turnieju w Melbourne. O ile w singlu Collins awans do drugiej rundy uzyskała, o tyle w deblu poszło jej dużo gorzej.Collins w parze z Desirae Krawczyk trafiły już w 1. rundzie na jeden z duetów pretendujących do tytułu. Gabriela Dabrowski i Erin Routliffe dopiero co triumfowały w WTA Finals, a wcześniej sięgnęły również po tytuł w Cincinnatti. Faworytki słabo weszły w mecz, jednak im dalej w las, tym bardziej szala zwycięstwa przechylała się na ich stronę

    Wydawało się, że na starcie rywalizacji to Kanadyjka z Nowozelandką są parą dużo lepiej zorganizowaną i pokazywał to też wynik. Przełamały Amerykanki w czwartym gemie i wyszły na prowadzenie 3:1. Później jednak do głosu doszły Collins i Krawczyk, które wygrały cztery kolejne gemy. Skończyło się dla nich na 6:4 i sporym zaskoczeniu w Melbourne.

    Decydujący set był prawdziwym rollercoasterem emocjonalnym. Dabrowski i Routliffe zaczęły od dwóch straconych serwisów i szybko zrobiło się 3:0 dla Amerykanek. Te jednak wypuściły pewne prowadzenie z rąk i zanotowały prawdziwie koszmarną serię. Kanadyjsko-nowozelandzki duet triumfował w sześciu kolejnych gemach i po dokładnie 129 minutach sięgnął po zwycięstwo 4:6, 6:4, 6:3.

    Collins i Krawczyk za faworytki nie uchodziły, jednak odpadnięcie już w 1. rundzie wielkoszlemowego turnieju to zawsze bolesny cios. 11. rakiecie świata pozostaje zatem już tylko rywalizacja w singlu. W drugiej rundzie zmierzy się z Destanee Aiavą z Australii.

  • Była zawodniczka Tomasza Wiktorowskiego idzie jak burza. Rozbiła Rosjankę

    Była zawodniczka Tomasza Wiktorowskiego idzie jak burza. Rozbiła Rosjankę

    Była zawodniczka Tomasza Wiktorowskiego idzie jak burza. Rozbiła Rosjank

     

    Ludmiła Samsonowa przed startem Australian Open błysnęła w Adelajdzie, bo pokonała m.in. Emmę Navarro i dotarła do półfinału turnieju WTA 500. Tam skreczowała z powodu problemów zdrowotnych, ale i tak udało jej się przygotować do startu w Melbourne. Rosjanka szybko jednak zakończyła swoją przygodę z wielkoszlemowym turniejem i w meczu drugiej rundy z Olgą Danilović ugrała zaledwie trzy gemy. Zawodniczka, którą w przeszłości trenował Tomasz Wiktorowski, idzie jak burza i po raz pierwszy w karierze zameldowała się w trzeciej rundzie Australian Open.

     

    Ludmiła Samsonowa w poprzednim sezonie błysnęła w kilku turniejach – dotarła do półfinału w Abu Dabi, gdzie przegrała z Jeleną Rybakiną, w Strasburgu w walce o finał uległa Madison Keys, wygrała też mniej prestiżowy turniej WTA 250 w ’s-Hertogenbosch. Po drodze zmierzyła się również z Igą Świątek, która ograła ją 6:4, 6:1 w czwartej rundzie US Open. Sezon zakończyła na 27. miejscu w rankingu WTA.Rosjanka obecnie plasuje się na 21. miejscu w światowym zestawieniu, co jest efektem udanego występu w Adelajdzie. Tam w turnieju WTA 500 rozegranym na kilka dni przed startem Australian Open, pokonała Marie Bouzkovą, Belindę Bencic i Emmę Navarro, docierając do półfinału. W nim wygrała pierwszego seta w starciu z Madison Keys, drugą partię przegrała, a w trzeciej przy stanie 0:3 skreczowała.

     

    Samsonowa już po pierwszym secie wspomnianego meczu prosiła o przerwę medyczną, ponieważ doskwierał jej ból stopy. Później zaczęła sygnalizować problem z mięśniami brzucha, a w pewnym momencie okazało się, że uraz jest na tyle poważny, że wyklucza dalszą grę. Urodzona w Oleniegorsku 26-latka po pożegnaniu z turniejem skupiła się na tym, by wrócić do pełni sił na Australian Open.Już wiadomo, co z meczem Świątek. Doszło do zmiany, jest komunikat organizatorów Australian Open. Ludmiła Samsonowa odpadła z turniejuZmagania w Melbourne zaczęła udanie, bo poradziła sobie z Kamilą Rachimową (6:2, 6:4). W drugiej rundzie przyszło jej zmierzyć się z kolei z notowaną na 55. miejscu w rankingu Olgą Danilović, z którą zagrała pierwszy raz w karierze. 23-letnia Serbka, którą od grudnia 2019 do kwietnia 2020 roku trenował przyszły szkoleniowiec Igi Świątek Tomasz Wiktorowski, już na początku meczu zaskoczyła faworytkę, bo za piątym razem wykorzystała break pointa i przełamała Samsonową. W sumie Rosjance tylko raz udało się obronić podanie, a przy serwisie rywalki nie była w stanie jej postraszyć. I ugrała zaledwie jednego gema (1:6).

     

    Danilović wprawdzie na otwarcie drugiego seta dała się przełamać, ale szybko odzyskała kontrolę nad meczem. Odpowiedziała przełamaniem powrotnym, później dwukrotnie gładko, bo bez straty punktu, wygrała gema przy serwisie rywalki i rozbiła ją 6:2. W sumie Samsonowa popełniła aż 31 niewymuszonych błędów przy 12 rywalki, ugrała zaledwie trzy gemy (1:6, 2:6) i dość nieoczekiwanie pożegnała się z Australian Open. Serbka z kolei po raz pierwszy w karierze awansowała do trzeciej rundy turnieju w Melbourne, w którym zagra z Jessiką Pegulą. Muchova już nie zagrozi Sabalence. 6:1 i zwrot akcji, Czeszka za burtą Australian Open

  • 0:6 i 6:0, szaleństwo w meczu Magdaleny Fręch! Triumf Polki, pogromczyni Rybakiny odpada

    0:6 i 6:0, szaleństwo w meczu Magdaleny Fręch! Triumf Polki, pogromczyni Rybakiny odpada

    0:6 i 6:0, szaleństwo w meczu Magdaleny Fręch! Triumf Polki, pogromczyni Rybakiny odpad

     

    Nie trzeba było długo czekać na polskie emocje podczas czwartego dnia zmagań w głównej drabince Australian Open. Już w pierwszym meczu na korcie numer 13 zobaczyliśmy w akcji Magdalenę Fręch. Rywalką naszej reprezentantki była tenisistka, która w zeszłym roku pokonała w Melbourne Jelenę Rybakinę. Pojedynek z Anną Blinkową okazał się rollercoasterem. Najpierw dominacja Rosjanki, a później totalny zwrot akcji. Ostatecznie to zawodniczka KS Górnik Bytom triumfowała 0:6, 6:0, 6:2 i zameldowała się w trzeciej rundzie.

     

    Magdalena Fręch przybyła do Melbourne bez wygranego meczu w tym sezonie. W pierwszej rundzie Australian Open trafiła na rewelację ostatnich tygodni – Polinę Kudiermietową. Zawodniczka pochodząca z Łodzi odprawiła z turnieju finalistkę WTA 500 w Brisbane, wygrywając 6:4, 6:4. Po spotkaniu przyznała przed kamerami Eurosportu, że jeszcze niedawno miała złamany palec u nogi i dopiero od kilku dni sytuacja zaczęła się poprawiać. Dzięki temu mogła wrócić na wyższe obroty podczas treningów i lepiej przygotować się do zmagań w stolicy stanu Wiktoria.

     

    W drugiej fazie turnieju przyszło jej się zmierzyć z Anną Blinkową. Rosjanka ma doskonałe wspomnienia związane z Melbourne, bowiem przed rokiem sprawiła ogromną sensację, eliminując finalistkę z sezonu 2023 – Jelenę Rybakinę. I to po legendarnym super tie-breaku w trzecim secie, zakończonym wynikiem 22-20. Nasza reprezentantka miała do tej pory bardzo niekorzystny bilans bezpośrednich starć przeciwko Blinkowej, wynosił on 1-4. Ich ostatni mecz miał jednak miejsce w 2022 roku, czyli jeszcze zupełnie innych czasach z perspektywy Polki. Teraz zawodniczka klubu KS Górnik Bytom otrzymała dobrą okazję do poprawy

     

    Magdalena Fręch w trzeciej rundzie Australian Open. Szalony mecz Polki z RosjankąRosjanka rozpoczęła mecz znakomicie. Od początku starała się przejmować inicjatywę na korcie, dominowała. Jeszcze większej pewności nabrała w momencie, gdy wywalczyła sobie pierwsze przełamanie. Najpierw Fręch popełniła prosty błąd będąc przy siatce, który dał break point. Po chwili Blinkowa dopięła swego i wyszła na prowadzenie 2:0. Anna miała sporo komfortu, świetnie czuła się także w dłuższych akcjach. Magdalena próbowała czasami przejść do ataku, ale robiła to nieśmiało. W efekcie często była kontrowana. Niżej notowana tenisistka praktycznie nie popełniała też błędów i to zaowocowało rezultatem 6:0 po zaledwie 22 minutach gry.

     

    Druga odsłona przyniosła nam totalny zwrot akcji na korcie. Fręch przycisnęła rywalkę i wywalczyła sobie okazje na przełamanie już w gemie otwarcia. Pojawiło się trochę więcej presji na rywalce, Rosjanka zaczęła popełniać błędy. Magdalena zamieniła drugiego break pointa w pierwsze prowadzenie w tym meczu. Po chwili Blinkowa starała się od razu odrobić stratę, miała dwie szanse na 1:1. Ostatnie cztery akcje trafiły jednak na konto Polki. Od tego momentu nasza reprezentantka przejęła pełną kontrolę nad wydarzeniami w tym fragmencie spotkania. Grała lepiej, a przy okazji korzystała z błędów popełnianych przez rozregulowaną przeciwniczkę. W efekcie odpowiedziała takim samym wynikiem, co rywalka. Dwa sety potrwały ledwie 48 minut.

     

    Anna udała się na kilkuminutową przerwę, by nieco rozładować emocje po boleśnie przegranym secie. Ale Polka nie miała zamiaru się zatrzymywać, szła za ciosem. Przełamała już na starcie, a potem wyszła na 2:0. Blinkowa zaczepiła się na grę dopiero w trzecim gemie, przełamując serię ośmiu przegranych gemów z rzędu. Na szczęście Fręch nie pozwoliła rozkręcić się rywalce, szybko odpowiedziała pewnie utrzymanym podaniem.

     

    W piątym gemie Rosjanka prowadziła już 40-0 przy swoim serwisie, zanosiło się na drugie “oczko”. Polka walczyła jednak do końca i to się opłaciło. Doprowadziła do wyrównania, a potem break pointów. Drugą okazję zamieniła na kolejne przełamanie. Do końca spotkania Magdalena pilnowała już przewagi. W ostatnim gemie zawodniczka KS Górnik Bytom obroniła dwie okazje na przełamanie i triumfowała 0:6, 6:0, 6:2. Dzięki temu zameldowała się w trzeciej rundzie, gdzie zagra z Mirrą Andriejewą. 17-latka wróciła ze stanu 3:5 w trzecim secie oraz 6-8 w super tie-breaku i pokonała Moyukę Uchijimę 6:4, 3:6, 7:6(8).

  • Znamy godzinę kolejnego meczu Igi Świątek w Australian Open!

    Znamy godzinę kolejnego meczu Igi Świątek w Australian Open!

    Iga Świątek i Hubert Hurkacz powalczą o trzecią rundę Australian Open! Organizatorzy podali dokładny plan gier. Mecz Świątek zostanie rozegrany w nocy ze środy na czwartek na korcie centralnym Rod Laver Arena (o godz. 1.30), a Hurkacza na trzecim co do ważności John Cain Arena. I w przypadku tego drugiego także nie ma dobrych wieści.

     

    Magdalena Fręch w środę awansowała do trzeciej rundy Australian Open. Polka po dreszczowcu ograła Annę Blinkową i teraz czeka ją starcie z Mirrą Andriejewą. Swoje spotkania drugiej rundy przed sobą mają jeszcze Iga Świątek i Hubert Hurkacz.

     

    O której godzinie mecz Igi Świątek z Rebeccą Sramkovą?

    Dobra informacja jest taka, że Polka wystąpi na korcie centralnym. Mecz ze Sramkovą został zaplanowany jako pierwszy na korcie Rod Laver Arena. Spotkanie rozpocznie się ok. 1.30 w nocy polskiego czasu.

     

    O której godzinie mecz Huberta Hurkacza z Miomirem Kecmanoviciem?

    Mecz Hurkacza odbędzie się na korcie John Cain Arena. Początek został zaplanowany na 1.00 w nocy polskiego czasu. To oznacza, że oba mecze Polaków odbędą się w środku nocy i nałożą się na siebie.

  • „Między nami robi się coraz bardziej spokojnie” – Aryna Sabalenka o poprawie relacji z rywalką Igą Świątek.

    „Między nami robi się coraz bardziej spokojnie” – Aryna Sabalenka o poprawie relacji z rywalką Igą Świątek.

    Aryna Sabalenka o Poprawie Relacji z Igą Świątek

     

    Rywalizacja między dwiema czołowymi tenisistkami świata — Aryną Sabalenką i Igą Świątek — od dawna budzi ogromne emocje zarówno wśród fanów, jak i ekspertów sportowych. Jednak w ostatnim czasie Białorusinka zasugerowała, że relacje między nią a Polką stają się coraz bardziej przyjazne.

     

    „Między nami robi się coraz bardziej spokojnie” — przyznała Sabalenka w jednym z wywiadów. „Kiedyś rywalizacja była napięta, ale teraz obie nabrałyśmy dystansu i zaczęłyśmy bardziej doceniać siebie nawzajem jako sportowczynie”.

     

    Historia Rywalizacji

     

    Relacje między Sabalenką a Świątek były dotychczas pełne napięć, zwłaszcza w kontekście rywalizacji o pozycję liderki światowego rankingu WTA. Obie zawodniczki wielokrotnie mierzyły się ze sobą na największych arenach tenisowych, a każda z nich walczyła o dominację w kobiecym tenisie.

     

    Jednak mimo zaciętej walki na korcie, widać, że zawodniczki dążą do budowania wzajemnego szacunku poza nim.

     

    Nowe Podejście do Rywalizacji

     

    „Jesteśmy na różnych etapach kariery, ale obie wiemy, jak trudny jest ten sport. To pozwala nam lepiej zrozumieć siebie nawzajem” — dodała Sabalenka.

     

    Słowa Białorusinki sugerują, że zawodniczki zaczynają doceniać swoje wysiłki i sukcesy, mimo wcześniejszych napięć. Takie podejście z pewnością wpływa pozytywnie na atmosferę w światowym tenisie, który potrzebuje zdrowej rywalizacji opartej na wzajemnym szacunku.

     

    Przyszłość Rywalizacji

     

    Choć trudno przewidzieć, jak potoczą się ich dalsze starcia na korcie, jedno jest pewne — relacje między Sabalenką a Świątek wciąż ewoluują. Kibice z pewnością z niecierpliwością będą obserwować ich kolejne spotkania, ciesząc się zarówno sportową rywalizacją, jak i wzrastającą harmonią między obiema gwiazdami tenisa.

     

     

  • Sabalenka przełamana, za chwilę już 2:5. Ponad 90 minut sensacyjnych emocji

    Sabalenka przełamana, za chwilę już 2:5. Ponad 90 minut sensacyjnych emocji

    Sabalenka przełamana, za chwilę już 2:5. Ponad 90 minut sensacyjnych emocji

     

    W niesamowicie emocjonującym spotkaniu Aryna Sabalenka zmaga się z ogromnym wyzwaniem, przegrywając już 2:5 w decydującym secie. Mecz trwa ponad 90 minut i dostarcza widzom niespodziewanych zwrotów akcji, które mogą zakończyć się sensacyjnym wynikiem.

     

    Zaskakujący początek meczu

     

    Od samego początku białoruska tenisistka miała problemy z narzuceniem swojego tempa gry. Rywalka wykorzystywała każdą okazję do agresywnych zagrań, zmuszając Sabalenkę do defensywy i wymuszając błędy. Pierwszy set przyniósł wiele długich wymian i spektakularnych zagrań, ale Sabalenka zdołała jeszcze utrzymać równowagę.

     

    Przełamanie kluczowym momentem

     

    Gdy mecz wchodził w decydującą fazę, kluczowym okazało się przełamanie serwisu Sabalenki przy stanie 2:4. Rywalka, napędzana pewnością siebie i znakomitą grą na returnie, zdołała odebrać Białorusince przewagę, zdobywając ważny punkt na 2:5.

     

    Czy Sabalenka zdoła odwrócić losy spotkania?

     

    Sabalenka znana jest z walki do samego końca i umiejętności wychodzenia z trudnych sytuacji. Czy i tym razem pokaże charakter, z którym kojarzą ją kibice, i odwróci losy meczu? A może rywalka zdoła utrzymać przewagę i zakończyć spotkanie sensacyjną wygraną?

     

    Bez względu na końcowy wynik, ten mecz już zapisuje się w pamięci kibiców jako pełen emocji i zaskakujących momentów.

     

     

  • 0:6 i 6:0, szaleństwo w meczu Magdaleny Fręch! Triumf Polki, pogromczyni Rybakiny odpada

    0:6 i 6:0, szaleństwo w meczu Magdaleny Fręch! Triumf Polki, pogromczyni Rybakiny odpada

    0:6 i 6:0, szaleństwo w meczu Magdaleny Fręch! Triumf Polki, pogromczyni Rybakiny odpada

    Nie trzeba było długo czekać na polskie emocje podczas czwartego dnia zmagań w głównej drabince Australian Open. Już w pierwszym meczu na korcie numer 13 zobaczyliśmy w akcji Magdalenę Fręch. Rywalką naszej reprezentantki była tenisistka, która w zeszłym roku pokonała w Melbourne Jelenę Rybakinę. Pojedynek z Anną Blinkową okazał się rollercoasterem. Najpierw dominacja Rosjanki, a później totalny zwrot akcji. Ostatecznie to zawodniczka KS Górnik Bytom triumfowała 0:6, 6:0, 6:2 i zameldowała się w trzeciej rundzie.

     

    Magdalena Fręch przybyła do Melbourne bez wygranego meczu w tym sezonie. W pierwszej rundzie Australian Open trafiła na rewelację ostatnich tygodni – Polinę Kudiermietową. Zawodniczka pochodząca z Łodzi odprawiła z turnieju finalistkę WTA 500 w Brisbane, wygrywając 6:4, 6:4. Po spotkaniu przyznała przed kamerami Eurosportu, że jeszcze niedawno miała złamany palec u nogi i dopiero od kilku dni sytuacja zaczęła się poprawiać. Dzięki temu mogła wrócić na wyższe obroty podczas treningów i lepiej przygotować się do zmagań w stolicy stanu Wiktoria.

     

    W drugiej fazie turnieju przyszło jej się zmierzyć z Anną Blinkową. Rosjanka ma doskonałe wspomnienia związane z Melbourne, bowiem przed rokiem sprawiła ogromną sensację, eliminując finalistkę z sezonu 2023 – Jelenę Rybakinę. I to po legendarnym super tie-breaku w trzecim secie, zakończonym wynikiem 22-20. Nasza reprezentantka miała do tej pory bardzo niekorzystny bilans bezpośrednich starć przeciwko Blinkowej, wynosił on 1-4. Ich ostatni mecz miał jednak miejsce w 2022 roku, czyli jeszcze zupełnie innych czasach z perspektywy Polki. Teraz zawodniczka klubu KS Górnik Bytom otrzymała dobrą okazję do poprawy.

     

    Magdalena Fręch w trzeciej rundzie Australian Open. Szalony mecz Polki z Rosjanką

     

    Rosjanka rozpoczęła mecz znakomicie. Od początku starała się przejmować inicjatywę na korcie, dominowała. Jeszcze większej pewności nabrała w momencie, gdy wywalczyła sobie pierwsze przełamanie. Najpierw Fręch popełniła prosty błąd będąc przy siatce, który dał break point. Po chwili Blinkowa dopięła swego i wyszła na prowadzenie 2:0. Anna miała sporo komfortu, świetnie czuła się także w dłuższych akcjach. Magdalena próbowała czasami przejść do ataku, ale robiła to nieśmiało. W efekcie często była kontrowana. Niżej notowana tenisistka praktycznie nie popełniała też błędów i to zaowocowało rezultatem 6:0 po zaledwie 22 minutach gry.

     

    Druga odsłona przyniosła nam totalny zwrot akcji na korcie. Fręch przycisnęła rywalkę i wywalczyła sobie okazje na przełamanie już w gemie otwarcia. Pojawiło się trochę więcej presji na rywalce, Rosjanka zaczęła popełniać błędy. Magdalena zamieniła drugiego break pointa w pierwsze prowadzenie w tym meczu. Po chwili Blinkowa starała się od razu odrobić stratę, miała dwie szanse na 1:1. Ostatnie cztery akcje trafiły jednak na konto Polki. Od tego momentu nasza reprezentantka przejęła pełną kontrolę nad wydarzeniami w tym fragmencie spotkania. Grała lepiej, a przy okazji korzystała z błędów popełnianych przez rozregulowaną przeciwniczkę. W efekcie odpowiedziała takim samym wynikiem, co rywalka. Dwa sety potrwały ledwie 48 minut.

     

    Anna udała się na kilkuminutową przerwę, by nieco rozładować emocje po boleśnie przegranym secie. Ale Polka nie miała zamiaru się zatrzymywać, szła za ciosem. Przełamała już na starcie, a potem wyszła na 2:0. Blinkowa zaczepiła się na grę dopiero w trzecim gemie, przełamując serię ośmiu przegranych gemów z rzędu. Na szczęście Fręch nie pozwoliła rozkręcić się rywalce, szybko odpowiedziała pewnie utrzymanym podaniem.

     

    W piątym gemie Rosjanka prowadziła już 40-0 przy swoim serwisie, zanosiło się na drugie “oczko”. Polka walczyła jednak do końca i to się opłaciło. Doprowadziła do wyrównania, a potem break pointów. Drugą okazję zamieniła na kolejne przełamanie. Do końca spotkania Magdalena pilnowała już przewagi. W ostatnim gemie zawodniczka KS Górnik Bytom obroniła dwie okazje na przełamanie i triumfowała 0:6, 6:0, 6:2. Dzięki temu zameldowała się w trzeciej rundzie, gdzie zagra z Mirrą Andriejewą. 17-latka wróciła ze stanu 3:5 w trzecim secie oraz 6-8 w super tie-breaku i pokonała Moyukę Uchijimę 6:4, 3:6, 7:6(8).

    https://x.com/z_kortu/status/1879340715328565703