• Nagłe wieści o karze dla Wojciecha Szczęsnego! Uruchomiono specjalny przepis

    Nagłe wieści o karze dla Wojciecha Szczęsnego! Uruchomiono specjalny przepis

    Wojciech Szczęsny mógł mieć nadzieję na kolejny występ w barwach Barcelony już w środowym spotkaniu, ale przepisy były bezlitosne dla Polaka. Hiszpańska federacja potwierdziła, że kara 34-latka odbędzie się w dowolnych rozgrywkach, a nie w kolejnym Superpucharze Hiszpanii. A to oznacza, że Szczęsny nie zagra w pucharowym meczu z Realem Betis i na kolejną szansę może długo poczekać!

     

    A jednak! Wojciech Szczęsny nie będzie mógł być brany pod uwagę przy ustalaniu składu na środowy mecz z Betisem w Pucharze Króla. “Mundo Deportivo” informowało, że z powodu czerwonej kartki Polak będzie musiał pauzować. Wcześniej dziennikarze tej samej gazety pisali, że kara obowiązuje tylko na mecz tych samych rozgrywek, a więc w Superpucharze. Wątpliwości rozwiać postanowiła jednak hiszpańska federacja.

     

    Dziennikarze katalońskiego “SPORT-u” przekazali, że kara Polaka faktycznie będzie obowiązywać podczas rozgrywek Pucharu Króla. Otrzymali potwierdzenie tej informacji od RFEF (hiszpańska federacja piłkarska).

     

    Nowa zasada, obowiązująca wyłącznie w rozgrywkach o Superpuchar, zatwierdzona dwa lata temu, stanowi, że wykluczony zawodnik nie może wystąpić w kolejnym oficjalnym meczu dowolnych rozgrywek, w tym przypadku Pucharu Króla” — czytamy.

     

    Wojciech Szczęsny musi poczekać na kolejny mecz! Przepisy są bezlitosne

    To dla Polaka bardzo złe wieści. W Pucharze Króla Szczęsny już raz dostał szansę (4:0 z Barbastro) i była nadzieja, że Flick ponownie w tych rozgrywkach postawi na Polaka. Ale w lidze numerem jeden niemieckiego szkoleniowca jest Inaki Pena, więc zdaje się, że na kolejne występy Szczęsny będzie musiał cierpliwie poczekać.

     

    Po środowym meczu z Betisem FC Barcelona kolejny mecz rozegra już w sobotę, 18 stycznia. Tym razem zagra na wyjeździe z Getafe.

  • Było 0:6, rosyjski walec rozjeżdżał Fręch. A później? Co za metamorfoza!

    Było 0:6, rosyjski walec rozjeżdżał Fręch. A później? Co za metamorfoza!

    Było 0:6, rosyjski walec rozjeżdżał Fręch. A później? Co za metamorfoza!

    Anna Blinkowa rok temu wyrzuciła z Australian Open wielką Jelenę Rybakinę, a teraz jak walec rozjeżdżała Magdalenę Fręch. Po secie wygranym przez Rosjankę 6:0 nastąpiła taka metamorfoza Polki, w którą aż trudno uwierzyć. Ale to się nam naprawdę nie przyśniło! Fręch wygrała 0:6, 6:0, 6:2 i jest w trzeciej rundzie wielkoszlemowego turnieju w Melbourne!

     

    Po 22 minutach pierwszego seta Magdalena Fręch siadła na swojej ławce na krótką przerwę, przegrywając 0:6. Po kolejnych 22 minutach Polka prowadziła 5:0 w drugiej partii. Jak to zrobiła?

     

    “Magda naciska na pedał gazu i zaraz na hamulec. Nie może być zwalniania, nie może być wstrzymywania ręki, muszą być zmiany rytmu” – analizował komentujący mecz Dawid Celt. Kapitan reprezentacji Polski w Billie Jean King Cup naprawdę wierzył, że Fręch jest w stanie zaliczyć powrót, w który obiektywnie trudno było wierzyć.

     

    Blinkowa grała jak zawodniczka z top 10. Ale Fręch to przetrwała!

     

    Anna Blinkowa rok temu w drugiej rundzie Australian Open sprawiła sensację, wygrywając z Jeleną Rybakiną. Zdecydowanie wyżej rozstawioną rywalkę pokonała w stylu, o jakim dyskutowali kibice z całego świata. Wtedy jedną z kandydatek do tytułu Blinkowa sensacyjnie wyeliminowała po , epickim tie-breaku decydującego seta. Rosjanka wygrała 6:4, 4:6, 7:6, a w tie-breaku 22-20! Teraz w secie wygranym 6:0 z Fręch – też faworyzowaną, ale nie aż tak jak wtedy Rybakina – Blinkowa wyglądała jak walec rozjeżdżający przeciwniczkę.

     

    Rosjanka grała rewelacyjnie, cały czas ofensywnie, a przy tym tak pewnie (w tym pierwszym, koncertowym secie popełniła tylko cztery niewymuszone błędy), jakby w światowym rankingu była w top 10, a nie na 73. miejscu. Rozstawiona w turnieju z numerem 23, a notowana w rankingu WTA na miejscu 26. Fręch zdobyła w pierwszym secie tylko 10 punktów, a jej rywalka – 24.

     

    “Nowy set, nowe życie” – mówił mimo wszystko Celt. I przypominał, że Magdalenie zdarzało się już przegrywać pierwsze sety wysoko, nawet do zera, a później wygrywać mecze. – Musi być więcej agresji w grze Magdy, ale nie w jednym punkcie czy dwóch. Magda musi ją nacisnąć, przegonić – przekonywał trener. I nagle Fręch zaczęła to robić! Od początku drugiego seta Polka zaczęła zmuszać ten bezlitosny walec po drugiej stronie siatki do poruszania się. I efekty przyszły błyskawicznie.

     

    W kolejnym bardzo krótkim secie – tym razem 26-minutowym – Fręch wygrała 27 punktów, a Blinkowa tylko 10. Czyli 6:0 Fręch było nawet jeszcze bardziej bezdyskusyjne niż wcześniejsze 6:0 Blinkowej! Po takim zwrocie akcji Rosjanka zeszła na dłuższą przerwę do szatni. Gdy ona próbowała ochłonąć, Polka czekała bardzo skoncentrowana. I owoce zebrała od razu po wznowieniu meczu. W decydującym secie Fręch natychmiast przełamała rywalkę! A po kolejnej chwili dołożyła swojego gema serwisowego i prowadziła 0:6, 6:0, 2:0. Kolejne przełamanie Polka dołożyła na 0:6, 6:0, 4:1, a gdy wyszła na 0:6, 6:0, 5:1, mogliśmy już naprawdę odetchnąć.

     

    Po tym wspaniale wywalczonym zwycięstwie Fręch jest o krok od wyrównania swojego najlepszego wyniku w turnieju wielkoszlemowym w karierze. Jest nim czwarta runda ubiegłorocznego Australian Open.

     

    Fręch postrachem Rosjanek

    – Tamten turniej wpłynął na mnie tak, że złapałam większą pewność gry, większe zaufanie do swoich uderzeń – mówiła Fręch kilka miesięcy temu w rozmowie ze.

     

    Rok temu w Melbourne Fręch pierwszy raz w karierze doszła do drugiego tygodnia turnieju wielkoszlemowego. Tamta czwarta runda pozostaje jej najlepszym osiągnięciem, ale apetyt Magdy jest znacznie większy. Ten głód doprowadził ją najpierw do top 50 światowego rankingu, teraz do rozstawienia w turnieju wielkoszlemowym, a może – oby! – na tym nie koniec.

     

    Przed Blinkową Fręch pokonała w trwającym Australian Open inną groźną Rosjankę, Polinę Kudiermietową. Teraz Magda zmierzy się z kolejną Rosjanką, jeszcze mocniejszą od tych, które już pokonała.

     

    W trzeciej rundzie rywalką Polki będzie Mirra Andriejewa (wygrała z Japonką Moyuke Uchijimą 6:4, 3:6, 7:6 w tie-breaku 10-8). Niesamowicie utalentowana 17-latka w ubiegłym roku była już m.in. półfinalistką Roland Garros i zdobyła srebrny medal igrzysk olimpijskich w Paryżu (w deblu). Fręch na pewno nie będzie faworytką w meczu z 15. zawodniczką rankingu WTA. Ale też z pewnością swoją postawą przeciw Blinkowej i wcześniej Kudiermietowej Magda pokazała, że stać ją na wiele. Może na wyrównanie swojego wyniku z Australian Open 2024?A może na jeszcze więcej?

     

  • Dramat w Barcelonie. Zaczęło się od Lewandowskiego, trwają kluczowe godziny

    Dramat w Barcelonie. Zaczęło się od Lewandowskiego, trwają kluczowe godziny

    Dramat w Barcelonie. Zaczęło się od Lewandowskiego, trwają kluczowe godziny

    Po wygranym finale Superpucharu Hiszpanii z Realem Madryt Robert Lewandowski osobiście interweniował i poprosił Ronalda Araujo, aby ten ostatecznie został w FC Barcelona. Minęło trochę czasu, ale media są w tym temacie zgodne i nie wieszczą żadnego zwrotu akcji. Urugwajski obrońca i jeden z kapitanów “Dumy Katalonii” nadal chce zmienić barwy klubowe. Dla polskiego napastnika i jego zespołu będzie to olbrzymi cios.

    Tuż przed meczem z Realem Madryt świat obiegła wiadomość, że Ronald Araujo chce odejść z FC Barcelona, ponieważ nie jest zadowolony ze swojej sytuacji w zespole. Nie pasował mu bowiem fakt, że musi rywalizować z Pau Cubarsim i Inigo Martinezem, którzy cieszą się zaufaniem Hansiego Flicka i tworzą bardzo zgrany duet stoperów.

    W pierwszej połowie finału doszło jednak do sytuacji, która mogła wiele zmienić. Kontuzji bowiem doznał jeden z powyżej wymienionych podstawowych stoperów. Wiadomo już, że Inigo Martinez nie będzie dostępny przez około 4 tygodnie.

    Kibice mieli nadzieję, że ta kontuzja zmieni podejście Ronalda Araujo. Urugwajczyk dostałby swoją szansę w kilku meczach i mógłby udowodnić w nich swoją wartość. Sam Robert Lewandowski po finale z Realem Madryt podszedł do Araujo i chciał osobiście nakłonić go do pozostania w klubie. Rozmowę Polaka i Urugwajczyka nagrała nawet jedna z kamer. Od tej sceny zaczął się nowy rozdział tej opowieści, a nadzieje kibiców Barcelony ws. pozostania piłkarza w klubie odżyły na nowo.

    Kontuzja Martineza nic nie zmienia. Araujo nadal chce odejść z Barcelony

    Wiele wskazuje jednak na to, że starania Roberta Lewandowskiego i innych piłkarzy, którzy chcieli nakłonić Araujo do zmiany decyzji, spełzną na niczym. Według “Relevo” piłkarz nadal chce odejść z FC Barcelona, a kontuzja Inigo Marineza w żaden sposób nie zmieniła sytuacji.

    Wygląda na to, że ostatnia iskra nadziei na pozostanie Araujo w klubie właśnie zgasła. Lewandowski będzie musiał pogodzić się z jego odmową i liczyć na to, że klub niebawem sprowadzi nowego stopera. Bardzo możliwe, że będzie nim Jonathan Tah z Bayeru Leverkusen.

    https://x.com/ElDiaDespues/status/1878908117699690944

  • Pokazali, co Robert Lewandowski robił po meczu z Realem. Wideo podbija sieć

    Pokazali, co Robert Lewandowski robił po meczu z Realem. Wideo podbija sieć

    Po zwycięstwie w finale Superpucharu Hiszpanii piłkarze Barcelony świętowali już na murawie. W pewnym momencie puchar wziął Robert Lewandowski i udał się w kierunku kibiców. Gdy go unosił, publiczność głośno reagowała. Wideo z całej tej sytuacji pojawiło się w sieci i szybko skradło serca fanów.

     

    FC Barcelona pokonała Real Madryt 5:2 w rozgrywanym w Arabii Saudyjskiej finale Superpucharu Hiszpanii. Już po pierwszej połowie Duma Katalonii prowadziła 4:1, a na listę strzelców wpisał się Robert Lewandowski. Od początku spotkania na murawie prócz “Lewego” pojawił się też drugi Polak, Wojciech Szczęsny. Bramkarz jednak musiał opuścić boisko w 56. minucie po tym, jak otrzymał czerwoną kartkę za faul na Kylianie Mbappe.

     

    Wideo z Robertem Lewandowskim podbija sieć

    Po meczu piłkarze Dumy Katalonii świętowanie rozpoczęli już na boisku. W pewnym momencie puchar wziął Robert Lewandowski i udał się z nim w kierunku trybun. Co chwilę unosił go, a kibice skandowali. Sytuacja ta została uchwycona na nagraniu, a wideo zamieszczono na oficjalnym profilu Dumy Katalonii na Instagramie. “Lewy jest Lewym” — czytamy w opisie nagrania. Wpis ten robi furorę w sieci. Do momentu publikacji tego artykułu polubiło go ponad 1,5 mln użytkowników.

     

    Kolejny mecz FC Barcelona rozegra już w środę 15 stycznia. Będzie to starcie w 1/8 finału Pucharu Króla. Duma Katalonii zmierzy się z Realem Betis. Początek spotkania o godz. 21.FC Barcelona pokonała Real Madryt 5:2 w rozgrywanym w Arabii Saudyjskiej finale Superpucharu Hiszpanii. Już po pierwszej połowie Duma Katalonii prowadziła 4:1, a na listę strzelców wpisał się Robert Lewandowski. Od początku spotkania na murawie prócz “Lewego” pojawił się też drugi Polak, Wojciech Szczęsny. Bramkarz jednak musiał opuścić boisko w 56. minucie po tym, jak otrzymał czerwoną kartkę za faul na Kylianie Mbappe.

  • Nagłe wieści o karze dla Wojciecha Szczęsnego! Uruchomiono specjalny przepis

    Nagłe wieści o karze dla Wojciecha Szczęsnego! Uruchomiono specjalny przepis

    Wojciech Szczęsny mógł mieć nadzieję na kolejny występ w barwach Barcelony już w środowym spotkaniu, ale przepisy były bezlitosne dla Polaka. Hiszpańska federacja potwierdziła, że kara 34-latka odbędzie się w dowolnych rozgrywkach, a nie w kolejnym Superpucharze Hiszpanii. A to oznacza, że Szczęsny nie zagra w pucharowym meczu z Realem Betis i na kolejną szansę może długo poczekać!

     

    A jednak! Wojciech Szczęsny nie będzie mógł być brany pod uwagę przy ustalaniu składu na środowy mecz z Betisem w Pucharze Króla. “Mundo Deportivo” informowało, że z powodu czerwonej kartki Polak będzie musiał pauzować. Wcześniej dziennikarze tej samej gazety pisali, że kara obowiązuje tylko na mecz tych samych rozgrywek, a więc w Superpucharze. Wątpliwości rozwiać postanowiła jednak hiszpańska federacja

     

    Dziennikarze katalońskiego “SPORT-u” przekazali, że kara Polaka faktycznie będzie obowiązywać podczas rozgrywek Pucharu Króla. Otrzymali potwierdzenie tej informacji od RFEF (hiszpańska federacja piłkarska).

     

    “Nowa zasada, obowiązująca wyłącznie w rozgrywkach o Superpuchar, zatwierdzona dwa lata temu, stanowi, że wykluczony zawodnik nie może wystąpić w kolejnym oficjalnym meczu dowolnych rozgrywek, w tym przypadku Pucharu Króla” — czytamy.

     

    Wojciech Szczęsny musi poczekać na kolejny mecz! Przepisy są bezlitosne

    To dla Polaka bardzo złe wieści. W Pucharze Króla Szczęsny już raz dostał szansę (4:0 z Barbastro) i była nadzieja, że Flick ponownie w tych rozgrywkach postawi na Polaka. Ale w lidze numerem jeden niemieckiego szkoleniowca jest Inaki Pena, więc zdaje się, że na kolejne występy Szczęsny będzie musiał cierpliwie poczekać.

     

    Po środowym meczu z Betisem FC Barcelona kolejny mecz rozegra już w sobotę, 18 stycznia. Tym razem zagra na wyjeździe z Getafe.

     

     

  • Świat w szoku po sensacji w Australian Open. Doprowadził rywala do furii. “Przerażające”

    Świat w szoku po sensacji w Australian Open. Doprowadził rywala do furii. “Przerażające”

    14 stycznia 2025 r. na kortach Australian Open zaczęła się nowa era tenisa – przekonują eksperci. Era, którą zdominuje Joao Fonseca. 18-latek z Brazylii rozegrał pierwszy w życiu mecz w Wielkim Szlemie. Pierwszy z zawodnikiem najlepszej dziesiątki ATP. Pokonał Andrieja Rublowa bez straty seta 7:6(1), 6:3, 7:6(5). Wielkiego rywala doprowadził do furii. “Prawdopodobnie najlepszy debiut wielkoszlemowy w historii” – piszą dziennikarze, którzy widzieli na własne oczy Rogera Federera, Rafaela Nadala czy Novaka Djokovicia. Zachwytom nie ma granic.

    Joao Fonseca nie jest przyszłością, jest teraźniejszością” – pisze Bastien Fachan, autor książki “Wielka trójka”, której bohaterami byli Federer, Nadal i Djoković. Andriej Rublow nie miał na brazylijskiego dzieciaka żadnego sposobu. Doprowadzony do szału rzucał rakietą i krzyczał. Nie wygrał nawet seta.

    18-letni Brazylijczyk wygrał 14 kolejnych meczów, w tym dziewięć bez straty choćby jednego seta. I póki rywalizował z rówieśnikami, w mniejszych turniejach, albo w eliminacjach Australian Open, można było patrzeć na to z dystansem. We wtorek w Melbourne – grając pierwsze w życiu spotkanie w turnieju Wielkiego Szlema – pokonał jednak rozstawionego z numerem dziewiątym Andrieja Rublowa.18-letni Brazylijczyk wygrał 14 kolejnych meczów, w tym dziewięć bez straty choćby jednego seta. I póki rywalizował z rówieśnikami, w mniejszych turniejach, albo w eliminacjach Australian Open, można było patrzeć na to z dystansem. We wtorek w Melbourne – grając pierwsze w życiu spotkanie w turnieju Wielkiego Szlema – pokonał jednak rozstawionego z numerem dziewiątym Andrieja Rublowa.

    Nie był Joao dziś tylko niesamowity… był hipnotyzujący. To prawdopodobnie najlepszy debiut w całej historii Wielkich Szlemów” – piszą autorzy jednego z największych tenisowych kont na portalu X, “The Tennis Letter”.

    Piszą i od razu przedstawiają argumenty. 181 km na godz. – forhend z taką prędkością posłał w wielkoszlemowym debiucie Fonseca. W tegorocznym Australian Open nikt jeszcze nie miał takiego wyniku. “Takie rzeczy w wieku 18 lat… To akurat przerażające” – czytamy.

    Fonseca to dopiero drugi tenisista od 1973 r., który w wielkoszlemowym debiucie pokonał rywala z dziesiątki ATP. Ale nazwisko zawodnika, z którym dzieli to osiągnięcie, może być akurat przestrogą. Mario Ancić pokonał Rogera Federera w pierwszej rundzie Wimbledonu 2002 r., a później nie dorósł do gigantycznych oczekiwań. Chorwat najwyżej dotarł do siódmego miejsca w rankingu.

    Nie ma jednak wątpliwości, że Fonseca jest talentem pokoleniowym. Duże firmy odkryły go znacznie wcześniej. W ten sposób Brazylijczyk znalazł się w jednej ekipie z… Igą Świątek. Oboje mają kontrakty z firmą “On”, firmowaną przez samego Rogera Federera. A kto jak kto, ale on oko do talentów na pewno ma.

    Nie było źle – powiedział po wygranej z Rublewem Joao Fonseca, czym rozbawił australijską publiczność. W drugiej rundzie czeka go mecz z 29-latkiem z Włoch, Lorenzo Sonego

  • “Z emerytury na szczyt: Niewiarygodna podróż Szczęsnego w Barcelonie, która pokonała wszelkie przeciwności losu”

    “Z emerytury na szczyt: Niewiarygodna podróż Szczęsnego w Barcelonie, która pokonała wszelkie przeciwności losu”

    “Z emerytury na szczyt: Niewiarygodna podróż Szczęsnego w Barcelonie, która pokonała wszelkie przeciwności losu”

    Wojciech Szczęsny, polski bramkarz znany z charyzmatycznej osobowości i niezwykłych interwencji, niedawno opowiedział o swojej historii, tak dramatycznej, że wydaje się wyjęta prosto z hollywoodzkiego filmu. W szczerym i emocjonalnym wywiadzie Szczęsny podzielił się swoją podróżą pełną wzlotów i upadków – od momentu, gdy stał na krawędzi sportowej emerytury, aż po zdobycie swojego pierwszego trofeum jako zawodnik Barcelony. Jego historia to świadectwo wytrwałości, odwagi i niezłomnego dążenia do wielkości, nawet w obliczu najtrudniejszych wyzwań.

    Plaże i pola golfowe Marbelli

    Jeszcze kilka miesięcy temu życie Szczęsnego wyglądało zupełnie inaczej. 33-letni bramkarz cieszył się spokojnym życiem emeryta, z dala od intensywnego blasku reflektorów świata futbolu. Wspominając ten czas, Szczęsny powiedział: „We wrześniu byłem emerytowanym piłkarzem. Cieszyłem się życiem na plażach i polach golfowych Marbelli.” Dla kogoś, kto spędził lata w rywalizacji na najwyższym poziomie, mogło się to wydawać spokojnym zakończeniem bogatej kariery.

    Jednak los miał dla niego inne plany. Podczas gdy wielu sportowców zmaga się z dostosowaniem do życia po zakończeniu kariery, Szczęsny nie był gotów, by jego historia zakończyła się w tym momencie.

    Druga szansa na największej scenie świata

    Zaledwie cztery miesiące później Szczęsny znalazł się w sytuacji, o której nigdy wcześniej nie marzył. „Mogłem zagrać w meczu, który wcześniej mogłem oglądać tylko w telewizji albo grać na FIFA” – wyznał. Oferta dołączenia do Barcelony pojawiła się niespodziewanie, ale Szczęsny wykorzystał ją w pełni, zdeterminowany, by udowodnić, że wciąż jest w stanie rywalizować na najwyższym poziomie.

    Jednak wejście na legendarny Camp Nou nie obyło się bez wyzwań. Szczęsny doskonale zdawał sobie sprawę z presji i oczekiwań związanych z noszeniem koszulki Blaugrany. Mimo to był zdecydowany: „Nigdy nie miałem zamiaru ukrywać się i grać ze strachem przed podejmowaniem trudnych decyzji i ryzyka.”

    Czerwona kartka, która wstrząsnęła światem

    Dla Szczęsnego odwaga zawsze była mieczem obosiecznym. Jego odważne podejście do gry bramkarza przynosiło mu zarówno pochwały, jak i krytykę. Ta bezkompromisowość ujawniła się podczas kluczowego meczu, kiedy to kontrowersyjna decyzja sędziego zakończyła się pokazaniem mu czerwonej kartki.

    Choć niektórzy mogliby uznać ten incydent za kosztowny błąd, Szczęsny widzi to inaczej. „Można pomyśleć, że to właśnie ta postawa spowodowała moją czerwoną kartkę. Wolę jednak myśleć, że to właśnie dzięki tej postawie znalazłem się w miejscu, w którym jestem teraz” – wyjaśnił.

    Triumf, który zapadnie w pamięć

    Pomimo przeciwności losu determinacja Szczęsnego i – jak sam to określa – „czasami nierozsądna odwaga” opłaciły się w spektakularny sposób. Jego występy odegrały kluczową rolę w sukcesie Barcelony, co zaowocowało zdobyciem przez drużynę ważnego trofeum – pierwszego w nowym rozdziale kariery Szczęsnego jako zawodnika Blaugrany.

    Podsumowując to osiągnięcie, Szczęsny podzielił się ważną lekcją życiową: „Życie bez strachu czasami może cię zranić, ale uwierz mi, w zamian dostajesz niesamowitą przygodę!”

    Dziedzictwo nieustraszonego futbolu

    Podróż Szczęsnego z nasłonecznionych plaż Marbelli na pełne emocji trybuny

     

  • Konflikt Roberta Lewandowskiego w reprezentacji. “Mentalnie już go nie ma”

    Konflikt Roberta Lewandowskiego w reprezentacji. “Mentalnie już go nie ma”

     

    EkstraklasaEKSTRAKLASA

    Reprezentacja Polski

    REPREZENTACJA POLSKI

    Liga Mistrzów

    LIGA MISTRZÓW

    LaLiga

    LALIGA

    Premier League

    PREMIER LEAGUE

    Bundesliga

    BUNDESLIGA

    Serie A

    SERIE A

    Ligue 1

    LIGUE 1

    Liga Europy

    LIGA EUROPY

    Liga Konferencji

    LIGA KONFERENCJI

    1. Liga

    1. LIGA

    Puchar Polski

    PUCHAR POLSKI

    Puchar Tymbarku

    PUCHAR TYMBARKU

    LIGA NARODÓW

    TRANSFERY

    ELIMINACJE MŚ

    ELIMINACJE ME

    POLACY ZA GRANICĄ

    INNE LIGI

    AMPFUTBOL

    FUTSAL

    BEACH SOCCER

    Prześwietlenie

    PRZEŚWIETLENIE

    W cieniu sportu

    W CIENIU SPORTU

    PRZEGLĄD SPORTOWYPIŁKA NOŻNAREPREZENTACJA POLSKIKONFLIKT ROBERTA LEWANDOWSKIEGO W REPREZENTACJI. “MENTALNIE JUŻ GO NIE MA”

    Konflikt Roberta Lewandowskiego w reprezentacji. “Mentalnie już go nie ma”

    Marek Wawrzynowski

    Marek Wawrzynowski

    14 stycznia 2025, 10:50

     

    ZUMA / newspix.pl ZUMA / newspix.pl (Foto: ZUMA / newspix.pl)

    To jest

    treść premium

    dostępna w ramach pakietu

    — Kiedyś to już powiedziałem i zostało to skomentowane przez obóz Roberta, więc tym bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że mam rację — mówi nam Marek Koźmiński, wskazując jasno, że Lewandowski i Michał Probierz są skonfliktowani w kadrze. Były reprezentant kraju odczarowuje zresztą całą polską piłkę. Probierz? Aktor. Kadencja Cezarego Kuleszy? Kompromitacja, ponadto wywalczona przy pomocy Jacka Kurskiego. Jednak Koźmiński mówi nam więcej, ujawnia sprawy ze środka PZPN. Między innymi tę związaną z Otwockiem. – PZPN nigdy nie miał praw do tej ziemi. […] Jeszcze może być z tego smród, jeśli ktoś powęszy – słyszymy.

     

    Marek Koźmiński przegrał wybory na stanowisko prezesa PZPN z Cezarym Kuleszą. – One były podszyte wątkiem politycznym. Dlaczego prezes Jacek Kurski zrzucił z anteny publiczną debatę kandydatów? – wskazuje. To dopiero początek jego szeroko zakrojonej krytyki pod adresem aktualnego szefa związku

    Dostaje się też postaciom z samej kadry. – Lewandowski to jest piłkarz taki jak Messi czy Ronaldo, jest centralną postacią. Z kolei Michał Probierz gdzie nie był, zawsze kasował wyrazistych zawodników, musiał być “bossem”

    Koźmiński podnosi, że “mentalnie Lewandowskiego już nie ma” w kadrze. I to ma nie być pierwszy problem. Słyszymy o konfliktach. Nie tylko ze szkoleniowcem, ale i z “grupą Błaszczykowskiego”. – Ten układ się wypalił. Niszczył drużynę od środka

    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    W tym wywiadzie z Markiem Koźmińskim przeczytasz o: gasnącym w kadrze Robercie Lewandowskim, jego konfliktach, gigantycznych pieniądzach w PZPN i zablokowanym pomyśle Zbigniewa Bońka, błędach jego i jego następcy Cezarego Kuleszy, najlepszym i jednocześnie nieoczekiwanym kandydacie na stanowisko szefa polskiej piłki.

  • Koniec Polaka w Australian Open już w pierwszej rundzie. A i tak powinniśmy być dumni

    Koniec Polaka w Australian Open już w pierwszej rundzie. A i tak powinniśmy być dumni

    Miesiące walki o dobre imię. Powrót na korty i w końcu wymarzony awans do turnieju wielkoszlemowego, pierwszy raz od 2022 r. Bardzo obiecujący początek starcia, trzymający w takim napięciu. I w końcu przegrana w Australian Open w sporej mierze nie tylko z rywalem. Świetnym doświadczeniem było patrzenie, jak Kamil Majchrzak po takich zawirowaniach wchodzi na kort w Melbourne. I tym bardziej bolesny jest fakt, że w pierwszym i drugim secie został przełamany tylko wówczas, gdy miał wyraźne problemy zdrowotne i potrzebni byli fizjoterapeuci. Polak przegrał z Pablo Carreno Bustą 4:6, 4:6, 3:6.

    Kamil Majchrzak ostatni raz w Australian Open zagrał w styczniu 2022 r. Pod koniec tego samego roku został zawieszony na 13 miesięcy za wykryty w organizmie zakazany środek. Tegoroczny występ w Melbourne niezależnie od wyniku był dla niego wydarzeniem przez wielkie “W” – powrotem na najwyższy poziom po latach walki
    W pierwszej rundzie Polak mierzył się z Pablo Carreno Bustą, byłą “dziesiątką” ATP, dziś graczem sklasyfikowanym na 182. miejscu rankingu. W pierwszych dwóch setach piotrkowianin marnował świetne szanse, a do tego został dwukrotnie przełamany, gdy miał wyraźne problemy z szyją
    W trzecim secie starszemu z zawodników znów wystarczyło jedno przełamanie, aby zwyciężyć i tym samym zakończyć udział Majchrzaka w całym turnieju. A jednak na tym nie poprzestał i wygrał jeszcze bardziej zdecydowanie
    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet
    Dla Kamila Majchrzaka trwające Australian Open jest niczym sen. 28-letni tenisista pod koniec 2022 r. został zawieszony za doping. Jego kariera wisiała na włosku, ale po siedmiu miesiącach wygrał batalię o dobre imię. Zanieczyszczoną odżywkę stosował nieświadomie, a karę skrócono z 48 do 13 miesięcy.

    Mimo wszystko Polak musiał rozpoczynać karierę niemal od zera. W 2024 r. przebijał się przez najmniejsze turnieje, by krok po kroku odbudowywać utracony ranking (najwyżej notowany był w lutym 2022 r. — 75. miejsce).Mimo wszystko Polak musiał rozpoczynać karierę niemal od zera. W 2024 r. przebijał się przez najmniejsze turnieje, by krok po kroku odbudowywać utracony ranking (najwyżej notowany był w lutym 2022 r. — 75. miejsce).

    Majchrzak do touru wrócił z takim impetem, że łącznie w poprzednim roku wygrał sześć turniejów, a sezon zakończył z bilansem 63-19. Zaskoczył nawet siebie, gdy latem zapewnił sobie udział w kwalifikacjach US Open. Co prawda do głównego turnieju wówczas nie awansował, ale przegrał dopiero w decydującym meczu.

    Zobacz też: Iga Świątek. Kurs 300.00 na półfinał Australian Open!
    W nowym sezonie już odrobił lekcję. Przez kwalifikacje w Melbourne przebrnął z sukcesem, a w pierwszej rundzie we wtorek mierzył się z Pablo Carreno Bustą. 33-letni Hiszpan najlepsze lata ma już dawno za sobą, ale w przeszłości był sklasyfikowany nawet na 10. miejscu w rankingu ATP.

    Ma znacznie większe doświadczenie wielkoszlemowe od Majchrzaka. Dotarł m.in. do półfinału US Open, dwóch ćwierćfinałów Roland Garros, a w Australian Open trzykrotnie meldował się w czwartej rundzie. Ciekawostką jest fakt, że wcześniej z Polakiem nigdy nie wygrał. Mierzyli się ze sobą dwukrotnie i za każdym razem górą był nasz tenisista.

    Polecamy: Hubert Hurkacz poznał kolejnego rywala. Już raz z nim przegrał
    Niewykorzystane szanse, a potem zrobiło się groźnie
    Już pierwsze gemy, ba, nawet pierwsze piłki starcia pokazywały, że to może być mecz na styku. Niewiele błędów, mocne serwisy – zwłaszcza Hiszpana, co sprawiało duże problemy młodszemu rywalowi, świetne tempo. Wszystko to było na liście już przy stanie 2:2, a przecież to był dopiero początek.

    Zobacz też: Iga Świątek. Kurs 300.00 na półfinał Australian Open!
    W nowym sezonie już odrobił lekcję. Przez kwalifikacje w Melbourne przebrnął z sukcesem, a w pierwszej rundzie we wtorek mierzył się z Pablo Carreno Bustą. 33-letni Hiszpan najlepsze lata ma już dawno za sobą, ale w przeszłości był sklasyfikowany nawet na 10. miejscu w rankingu ATP.

    Ma znacznie większe doświadczenie wielkoszlemowe od Majchrzaka. Dotarł m.in. do półfinału US Open, dwóch ćwierćfinałów Roland Garros, a w Australian Open trzykrotnie meldował się w czwartej rundzie. Ciekawostką jest fakt, że wcześniej z Polakiem nigdy nie wygrał. Mierzyli się ze sobą dwukrotnie i za każdym razem górą był nasz tenisista.

    Polecamy: Hubert Hurkacz poznał kolejnego rywala. Już raz z nim przegrał
    Niewykorzystane szanse, a potem zrobiło się groźnie
    Już pierwsze gemy, ba, nawet pierwsze piłki starcia pokazywały, że to może być mecz na styku. Niewiele błędów, mocne serwisy – zwłaszcza Hiszpana, co sprawiało duże problemy młodszemu rywalowi, świetne tempo. Wszystko to było na liście już przy stanie 2:2, a przecież to był dopiero początek.

    Później tak jeden, jak i drugi gracz musieli bronić break pointów, do stanu 3:3 Carreno Busta aż trzy razy wyszedł z takiej wymiany obronną ręką. Polak zdecydowanie mógł żałować straconych szans. Zwłaszcza w kontekście wydarzeń od stanu 3:4.

    Od tego momentu do końca seta Polak wygrał zaledwie trzy piłki i już wówczas można było mieć obawy o to, czy problem leży po stronie sportowej, czy zdrowotnej. Potwierdzenie przyszło już na początku drugiego seta, kiedy na twarzy Majchrzaka zaczęły pojawiać się wyraźne grymasy, komentatorzy zaczęli przebąkiwać o potrzebie wezwania fizjoterapeuty. 29-latek wskazywał na swoją szyję.

    Dwa pierwsze gemy drugiego seta wygrali podający, ale następnie nasz zawodnik został przełamany i do gry wkroczyli fizjoterapeuci. To były bardzo niepokojące obrazki – chodziło o odcinek szyjny kręgosłupa. Majchrzak leżał na korcie, masaże trwały kilka minut. Wrócił do gry i jeszcze przez jakiś czas widać było, że boi się ruszać samą szyją, to wywoływało ruchy całego ciała. A jednak bronił swoich podań i wchodził na coraz wyższy poziom. Dał nadzieję.

    Tym większą, że przy stanie 5:4 miał dwa break pointy i realnie mógł wrócić do meczu. Był w gazie. Komentujący to starcie w Eurosporcie Tomasz Smokowski rzucił w eter: czy Hiszpan ma w Australii jakąś rodzinę, że tak bardzo pomagają mu ściany? Bo właśnie w tych najtrudniejszych momentach Carreno Busta wchodził na swój najwyższy poziom i nie dawał sobie zrobić krzywdy. Tak jak i pierwszego, drugiego seta wygrał 6:4.

    Trzeci set pokazał całą prawdę
    Dopiero w trzecim secie Polak został przełamany bez wcześniejszych break pointów po swojej stronie albo bez widocznych problemów zdrowotnych. Prawie dwie godziny wyrównanego pojedynku i w decydującej partii Hiszpan zaczął dominować mocą i doświadczeniem. Od przełamania na 3:2 musiał tylko utrzymać swój serwis i zameldować się w kolejnej rundzie. Tam czekał już mocny Ben Shelton (20. ATP), który w trzech długich setach rozprawił się z rodakiem Brandonem Nakashimą 7:6(3), 7:5, 7:5.

    33-latek jednak na tym nie poprzestał i zamknął mecz w najlepszy możliwy dla siebie sposób – przełamał rywala w gemie decydującym o zwycięstwie, jednocześnie był to jedyny set z dwoma przełamaniami. Za zwycięzcą stały doświadczenie i turniejowy dryg, obycie. Nam pozostaje cieszyć się z powrotu Kamila Majchrzaka na wielkoszlemową arenę.

     

  • Skandal na Australian Open! Miedwiediew przekroczył granicę na korcie

    Skandal na Australian Open! Miedwiediew przekroczył granicę na korcie

    Daniił Miedwiediew trzykrotnie występował w finale Australian Open. Ostatni raz miało to miejsce w zeszłym roku, kiedy przegrał z Jannikiem Sinnerem. Nie bez powodu Rosjanin w obecnej edycji był uznawany za jednego z głównych kandydatów do końcowego triumfu. Tymczasem… prawie odpadł już w pierwszej rundzie! Jego sensacyjnym pogromcą mógł stać się 418. zawodnik rankingu ATP Kasidit Samrej. Miedwiediew momentami po prostu wychodził z siebie, przez co zachowywał się karygodnie.

     

    W ostatnich latach Daniił Miedwiediew to jeden z najlepszych tenisistów w całym tourze. Pod koniec lutego 2022 roku wskoczył na fotel lidera rankingu ATP. Regularnie dochodził do finałów turniejów wielkoszlemowych, a w 2021 roku wygrał US Open, pokonując Novaka Djokovicia. W zeszłym sezonie podczas finału Australian Open prowadził z Jannikiem Sinnerem już 2:0 w setach. aby ostatecznie przegrać mecz o tytuł. Było to jegoDaniił Miedwiediew trzykrotnie występował w finale Australian Open. Ostatni raz miało to miejsce w zeszłym roku, kiedy przegrał z Jannikiem Sinnerem. Nie bez powodu Rosjanin w obecnej edycji był uznawany za jednego z głównych kandydatów do końcowego triumfu. Tymczasem… prawie odpadł już w pierwszej rundzie! Jego sensacyjnym pogromcą mógł stać się 418. zawodnik rankingu ATP Kasidit Samrej. Miedwiediew momentami po prostu wychodził z siebie, przez co zachowywał się karygodnie.go