• Barcelona jak taran, totalna demolka w Pucharze Króla. “Lewy” tylko wiwatował

    Barcelona jak taran, totalna demolka w Pucharze Króla. “Lewy” tylko wiwatował

    Barcelona jak taran, totalna demolka w Pucharze Króla. “Lewy” tylko wiwatował

    Dziesięć bramek na przestrzeni kilkudziesięciu godzin, tak rozprawia się z rywalami tylko FC Barcelona. Po rozbiciu Realu Madryt (5:2) w finale Superpucharu Hiszpanii tym razem Katalończycy zdeklasowali Betis Sewilla, wygrywając w Pucharze Króla 5:1 bez udziału Roberta Lewandowskiego i Wojciecha Szczęsnego. Ekipa Hansiego Flicka jest już w ćwierćfinale rozgrywek. Rok 2025 rozpoczyna od passy czterech zwycięstw ze stosunkiem bramek 16:3.

     

    Kibice Betisu mogli się łudzić, że Barcelona będzie odczuwała trudy turnieju o Superpuchar Hiszpanii, który pod koniec ubiegłego tygodnia rozegrany został w Arabii Saudyjskiej. Katalończycy sięgnęli po trofeum w spektakularnym stylu, w finale rozbijając Real Madryt 5:2. Podroż powrotna plus świętowanie musiało kosztować sporo energii.W tym samym czasie zespół z Sewilli przerwał passę siedmiu meczów bez porażki. W weekend poległ w wyjazdowym starciu z Realem Valladolid 0:1. Przed konfrontacją z “Blaugraną” nie wróżyło to niczego dobrego.

     

    Hiszpańskie media przypominały przy okazji, że drużyna Hansiego Flicka pała żądzą odwetu za ligowe starcie z grudnia. “Barca” zremisowała wówczas w stolicy Andaluzji 2:2. Drugą bramkę straciła w czwartej minucie doliczonego czasu gry.Gavi rozpoczyna dzieło demontażu. Ekspresowo, nie minęło nawet 180 sekundOd pierwszych minut przewaga wicemistrzów Hiszpanii nie podlegała dyskusji. Pierwszoplanową postacią spotkania okazał się w początkowych fragmentach Dani Olmo. To po jego podaniu już w trzeciej minucie wynik meczu otworzył Gavi. Później asystent sam mógł wcielić się w rolę egzekutora, ale trafiał niefortunnie w bramkarza rywali lub słupek. Gospodarze podwyższyli prowadzenie w 27. minucie za sprawą Julesa Kounde. Francuz wpadł w pole karne, przymierzył z półwoleja i było 2:0. Znakomitą asystą popisał się w tej sytuacji Lamine Yamal.W końcówce pierwszej odsłony kontaktowego gola mógł zdobyć Victor Roque (jeszcze niedawno w barwach Barcelony), ale jego strzał zatrzymał instynktownie Inaki Pena. Do siatki ponownie trafił za to Kounde. Tym razem jednak arbiter odgwizdał ofsajd.

     

    Po zmianie stron piłkarze Barcelony strzelali… jak z automatu. Pokonywali golkipera Betisu niemal równo co 10 minut. Pierwsze trafienie Yamala nie zostało wprawdzie uznane (ponownie pozycja spalona), ale potem na listę strzelców wpisywali się kolejno Raphinha, Ferran Torres i… niezmordowany Yamal. Honorową bramkę dla gości zdobył z rzutu karnego Victor Roque. Skończyło się pogromem 5:1. “Barca” rozpoczyna rok 2025 od passy czterech zwycięstw ze stosunkiem bramek 16:3. Ledwie trzy dni wcześniej ekscytowaliśmy się obecnością w wyjściowej jedenastce “Dumy Katalonii” dwóch Polaków. Tym razem Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny nie zaliczyli nawet epizodu. W meczowej kadrze znalazł się tylko lider klasyfikacji strzelców La Liga.

  • Niesamowity wyczyn polskich siatkarzy. Podbili Ligę Mistrzów, to już się dzieje

    Niesamowity wyczyn polskich siatkarzy. Podbili Ligę Mistrzów, to już się dzieje

    Niesamowity wyczyn polskich siatkarzy. Podbili Ligę Mistrzów, to już się dziej

     

    PGE Projekt Warszawa nadal niepokonany w siatkarskiej Lidze Mistrzów. Polska drużyna po raz kolejny była bezwzględna dla rywali, tym razem w Belgii ograła Greenyard Maaseik. W ostatnim secie musiała jednak mocno się namęczyć. Po pięciu spotkaniach w fazie grupowej brązowi medaliści PlusLigi nadal mają na koncie zaledwie jednego przegranego seta. Fantastyczny bilans już przed ostatnią kolejką fazy grupowej Ligi Mistrzów zapewnia im miejsce w ćwierćfinale rozgrywek.

     

    “To będzie trudny mecz. Z pewnością rywale będą ryzykować w polu zagrywki, nie mają nic do stracenia” – tak przed kamerą CEV-u mówił przed meczem Piotr Graban, trener PGE Projektu Warszawa. Te słowa okazały się jednak głównie kurtuazją, bo siatkarze polskiej drużyny przez dwa sety nie dawali większych szans gospodarzom.Do składu PGE Projektu wrócił Kevin Tillie, który nie mógł pomóc w sobotniej rywalizacji z Aluron CMC Wartą Zawiercie – i skończyło się porażką warszawskiej drużyny. Tym razem do gry zdolni nie byli z kolei Linus Weber i Karol Borkowski. W Belgii siatkarze Grabana od razu naskoczyli jednak na rywali. Zaczęli od prowadzenia 3:0 po punktowym bloku Jakuba Kochanowskiego. Po chwili było już 5:1 i szkoleniowiec rywali poprosił o przerwę

     

    Siatkarzy przywołał do siebie Claudio Gewehr. Brazylijczyk zastąpił Guido Gortzena, który prowadził drużynę w pierwszym meczu obu drużyn w Warszawie. Zapłacił jednak posadą za słabsze wyniki Maaseik w rodzimej lidze, gdzie zajmuje dopiero czwarte miejsce. Przemowa Gewehra niewiele dała, bo przewaga gości wkrótce wzrosła do nawet siedmiu punktów. Efektownie z tzw. szóstej strefy atakował Artur Szalpuk, pięć punktów zdobył Tillie. Rywali stać było na pojedyncze dobre akcje, na boisku pojawił się Dawid Pawlun, polski rozgrywający Maaseik. Belgowie przegrali jednak wyraźnie – 19:25.

     

    Liga Mistrzów siatkarzy. PGE Projekt Warszawa musiał się sprężyć w trzecim secieW drugiej partii warszawscy siatkarze odskoczyli na trzy punkty po bloku rozgrywającego Jana Firleja. Ich przewaga wzrosła w połowie seta, kiedy kontrataki wykańczali Szalpuk i Tillie. Przy stanie 11:6 dla gości trener Belgów postanowił przerwać grę. Przewaga PGE Projektu jednak nie rosła, a z czasem nieco zmalała. I przy prowadzeniu 17:14 to Graban wezwał do siebie siatkarzy. Na boisku był już wtedy nowy libero – Jędrzej Gruszczyński zastąpił Damiana Wojtaszka.

     

    Warszawianie nadal mieli jednak problemy z przyjęciem zagrywki Samuela Fafchampsa, błąd przy sytuacyjnej wystawie piłki popełnił Szalpuk, i z solidnego zapasu został tylko punkt. Niemoc przełamał atak Bartłomieja Bołądzia i polski zespół nie dał wydrzeć sobie seta. PGE Projekt wygrał 25:22.Belgijski zespół już przed meczem nie miał szans na awans choćby do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Walczy jednak o utrzymanie trzeciego miejsca w tabeli grupy A, które zapewnia grę w Pucharze CEV. Warszawianie rywalizowali zaś o to, by zagwarantować sobie bezpośredni awans do ćwierćfinału – to przywilej zwycięzcy grupy.Trzecia partia rozpoczęła się od wyrównanej gry. Kolegów starał się pobudzać Szalpuk, ale kiedy na blok rywali nadział się Bołądź, warszawianie przegrywali 7:8. Belgowie zaczęli prezentować ciekawe akcje środkiem, poprawili grę w obronie. Polska drużyna po kilku minutach odskoczyła na dwa punkty, ale tylko na chwilę – po niej znów był remis 12:12. Gospodarze potrafili zaskoczyć gospodarzy, ale jednak popełniali również błędy. PGE Projekt jeszcze raz uciekł rywalom, ale ci znów zniwelowali straty i objęli nawet prowadzenie 22:21. Siatkarze z Polski zdołali jednak w końcówce zablokować rywali i mieli piłkę meczową. Również blok zapewnił PGE Projektowi wygraną 25:23.

     

    Po pięciu meczach fazy grupowej warszawski zespół ma na koncie pięć zwycięstw i imponujący bilans setów 15:1. Prowadzi w tabeli grupy A z sześcioma punktami przewagi nad Berlin Recycling Volleys. Niemiecki zespół w czwartek zmierzy się z ACH Volley Lublana, ale PGE Projektu nie dogoni – polska ekipa jest już pewna gry w ćwierćfinale.

     

    Greenyard Maaseik: Cox, Fornes, Kessel, Vanker, Saaremaa, Iribarne – Currie (libero) oraz Sirjakovs, Pawlun, Fafchamps, PerinPGE Projekt Warszawa: Bołądź, Semeniuk, Tillie, Firlej, Kochanowski, Szalpuk – Wojtaszek (libero) oraz Gruszczyński (libero)

  • Sensacyjna decyzja Flicka. Już wiadomo, co z Lewandowskim. Hiszpanie się pomylili

    Sensacyjna decyzja Flicka. Już wiadomo, co z Lewandowskim. Hiszpanie się pomylili

    Sensacyjna decyzja Flicka. Już wiadomo, co z Lewandowskim. Hiszpanie się pomylil

     

    Intensywnie rozpoczął się 2025 rok dla FC Barcelona. Jeszcze niedawno „Duma Katalonii” w Arabii Saudyjskiej zdobyła kolejny w swojej historii Superpuchar Hiszpanii, a już w środowy wieczór podopiecznych Hansiego Flicka czeka kolejne wyzwanie, tym razem w Pucharze Króla. Właśnie poznaliśmy decyzję niemieckiego szkoleniowca odnośnie wyjściowego składu na mecz z Realem Betis. Nie potwierdziły się przewidywania mediów z Półwyspu Iberyjskiego na temat Roberta Lewandowskiego.

     

    Polskie kluby piłkarskie jeszcze przez kilkanaście dni będą odpoczywać od gry o stawkę w PKO BP Ekstraklasie oraz w Lidze Konferencji. Nie oznacza to jednak, że identyczna sytuacja ma miejsce w innych europejskich krajach. Na dobre po przerwie świąteczno-noworocznej wróciły już między innymi czołowe hiszpańskie zespoły. W drugi weekend stycznia w Arabii Saudyjskiej rozstrzygnęła się kwestia Superpucharu. Final four padło łupem FC Barcelona, którą do triumfu poprowadził choćby Robert Lewandowski. Kapitan reprezentacji strzelił bramkę oraz asystował w wygranym 5:2 meczu z Realem Madryt.

     

    Na świętowanie nie było zbyt wiele czasu. Piłkarze błyskawicznie wrócili do ojczyzny, ponieważ w środowy wieczór czekała na nich kolejna ważna potyczka, tym razem w Pucharze Króla z Realem Betis. Niestety z pierwszego składu na własne życzenie wypisał się Wojciech Szczęsny. Doświadczony bramkarz zakończył El Clasico z czerwoną kartą i czeka go jednomeczowe zawieszenie.”Tak, to nie jest fajne uczucie. Jednak moje doświadczenie pozwala mi spojrzeć na tę sytuację z innej perspektywy. We wrześniu skończyłem karierę i cieszyłem się życiem na plaży i polach golfowych Marbelli. Cztery miesiące później mogłem zagrać w meczu, który wcześniej mogłem jedynie oglądać w telewizji albo rozgrywać na konsoli. I nigdy nie miałem zamiaru ukrywać się na boisku i nie podejmować trudnych decyzji” – pisał w mediach społecznościowych.

     

    A więc jednak. Nie ma Roberta Lewandowskiego w wyjściowym składzie FC BarcelonaZ o wiele większym spokojem na decyzję odnośnie wyjściowego składu czekał Robert Lewandowski. Nazwisko Polaka znalazło się zresztą w przewidywanych składach w największych hiszpańskich dziennikach, dzięki czemu także kibice nie mieli większych obaw co do występu czołowego strzelca La Ligi. Hansi Flick swoich wybrańców przedstawił około godziny 20:00. I niestety “Lewy” nie pojawi się na boisku od pierwszej minuty. Początek starcia FC Barcelona – Real Betis o 21:00. Tekstowa relacja na żywo w Interia Sport

     

    Skład FC Barcelona na mecz z Realem Betis:Pena, Cubarsi, Araujo, Gavi, Pedri, Raphinha, Yamal, Olmo, De Jong, Kounde, Martin

  • Izabela Marcisz ma złoty medal Uniwersjady. Pierwszy taki sukces Polski

    Izabela Marcisz ma złoty medal Uniwersjady. Pierwszy taki sukces Polski

    Izabela Marcisz ma złoty medal Uniwersjady. Pierwszy taki sukces Polsk

     

    Polska doczekała się swojego pierwszego złotego medalu na zimowej Uniwersjadzie 2025 organizowanej w Turynie i okolicach tego miasta. Biegaczka narciarska Izabela Marcisz w środę 15 stycznia stanęła na najwyższym stopniu podium triumfując w biegu na 10 km. 32. edycja Uniwersjady potrwa jeszcze przez nieco ponad tydzień – jak na razie oprócz Marcisz po krążek sięgnęła też biathlonistka Amelia Liszka, która zapisała na swym koncie srebro.

     

    Zimowa Uniwersjada 2025 odbywająca się w włoskim Piemoncie została zainaugurowana dokładnie 13 stycznia, a tymczasem z obozu “Biało-Czerwonych” już nadeszło sporo naprawdę dobrych wieści. Przede wszystkim należy nadmienić, że w wtorek biathlonistka Amelia Liszka sięgnęła po srebro w skróconym biegu indywidualnym. Nazajutrz tymczasem błysk wielkiej formy zaprezentowała Izabela Marcisz.

     

    Uniwersjada 2025. Kapitalny bieg w wykonaniu Marcisz, Polka wywalczyła złoto24-letnia biegaczka narciarska zatriumfowała w biegu na 10 km odbywającym się w Pragelato – Marcisz stanęła na najwyższym stopniu podium wyprzedzając Włoszkę Marię Eugenię Boccardi oraz Szwajcarkę Carlę Ninę Wohler.

     

    Polka przekroczyła linię mety z czasem 28:08.7 – to dało jej przewagę nad Boccardi wynoszącą dokładnie 2,9 s oraz przewagę 14, 5 s nad Wohler. Niestety pozostałe nasze reprezentantki nie były w stanie zbliżyć się do ścisłej czołówki – Aleksandra Kołodziej była 15., Oliwia Buśko 19., Magdalena Kobielusz 26., a Weronika Jarecka 30. Na liście startowej figurowało łącznie 76 sportsmenek.Puchar Świata w Zakopanem tuż tuż, można jeszcze kupić bilety. Tyle trzeba wydaćUdany początek Uniwersjady dla Polski. Sukcesy Liszki, Marcisz i KobryńWarto nadmienić, że po triumfie Marcisz reprezentacja Polski znalazła się na pewien czas nawet na trzecim miejscu w klasyfikacji medalowej Uniwersjady – później jednak (stan na 15 stycznia na godz. 15.30) “Biało-Czerwoni” spadli na piątą pozycję, mając przed sobą Francję, Kazachstan, Japonię oraz Finlandię.Godne odnotowania jest też to, że w Italii w para biegach narciarskich w środę brązowy medal wywalczyła Aneta Kobryń, która w zmaganiach wzięła udział współpracując z przewodniczką Katarzyną Witek. Zimowa Uniwersjada potrwa jeszcze do 23 stycznia.

  • Nowa rola Roberta Lewandowskiego w Barcelonie? “Metryki się nie oszuka”

    Nowa rola Roberta Lewandowskiego w Barcelonie? “Metryki się nie oszuka”

    Nowa rola Roberta Lewandowskiego w Barcelonie? “Metryki się nie oszuka

     

    Ma prawie 37 lat, a wciąż ze znacznie młodszymi od siebie bryluje na boisku i nie ma sobie równych. Robert Lewandowski o miejsce w składzie Barcelony póki co martwić się nie musi, mimo że w ostatnich tygodniach ataków i krytyki pod jego adresem nie brakowało. Wieku jednak oszukać się nie da, ale nie brakuje pomysłów, jak wykorzystać potencjał i umiejętności Polaka możliwie jak najdłużej. Gdyby Hansi Flick zdecydował się na jeden z nich, musiałby pozbawić go miejsca w pierwszym składzie.

     

    Po spektakularnym zwycięstwie z Realem Madryt, do którego Robert Lewandowski asystą i golem dołożył swoją cegiełkę, napastnik znów jest chwalony w Hiszpanii, choć jeszcze niedawno wydawało się, że miarka się przebrała, a on nazywany był wprost “piętą achillesową Barcelony”. Mimo krytyki, która wylała się na niego po słabszym okresie w grze zespołu, nie da się jednak ukryć, że notuje naprawdę dobry sezon. W 27 klubowych występach na wszystkich frontach zdobył łącznie 26 bramek.

     

    Mimo to coraz częściej mówi się, że powoli zbliża się koniec przygody kapitana reprezentacji Polski z profesjonalnym futbolem. Nic w tym dziwnego, bo zawodnik w sierpniu skończy 37 lat. – Nie ulega wątpliwości, że żywej komórki nie da się oszukać. Nawet Robert, który z fizjologicznego punktu widzenia jest fenomenem, nie jest w stanie. Natomiast to, co w jego przypadku jest najcenniejsze, to przeogromne doświadczenie, którym ten pogłębiający się deficyt motoryczny może nadrabiać – mówił jeszcze niedawno w rozmowie z serwisem i.pl wybitny fizjolog, profesor Jan Chmura, zapowiadając, że na wysokim, światowym poziomie Lewandowski może funkcjonować nawet do 40. roku życia.

     

    Tomaszewski proponuje małą rewolucję. “Myślę, że Robert się nie obrazi”Pojawia się coraz więcej pomysłów, jak najlepiej i najdłużej wykorzystać potencjał Roberta Lewandowskiego. Jeszcze przed środowym meczem z Realem Betis w 1/8 finału Pucharu Króla, Jan Tomaszewski sugeruje, by Polaka nie umieszczać już w pierwszym składzie Barcelony.

     

    stwierdził w rozmowie z Super Expressem.Już wcześniej na jego łamach sugerował, że wiek nie pozwala 36-latkowi na pokazywanie pełni swoich umiejętności przez cały mecz. – Robert ma te wszystkie ciągoty do tych sytuacji, potrafi się znaleźć, ale już nie bardzo potrafi to wykorzystać ze względu na to, że jest za wolny – bo zmęczony jest i nie ma tej dynamiki… – mówił jeszcze przed finałem Superpucharu Hiszpanii.

     

    Robert powinien dopóty grać w reprezentacji i klubie, dopóki będzie przydatny w tych 20-25-ciu minutach, kiedy przeciwnik jest podmęczony. I to jest wszystko, bo PESEL nie kłamie. – podkreślał wówczas legendarny bramkarz reprezentacji Polski. Tymczasem w środę wieczorem Barcelona zagra w Pucharze Króla, a już w sobotę kolejny mecz, tym razem już w La Liga. Duma Katalonii zmierzy się na wyjeździe z Getafe. Dopiero na niecałe półtorej godziny przed rozpoczęciem każdego z tych spotkań przekonamy się, czy Hansi Flick zamierza dać odpocząć jednemu ze swoich najlepszych zawodników. Na relacje na żywo z obu meczów zapraszamy do Interia Sport. 

  • Kosmiczny wyczyn Igi Świątek, Polka przed Sabalenką. Przekazali to tuż po meczu

    Kosmiczny wyczyn Igi Świątek, Polka przed Sabalenką. Przekazali to tuż po meczu

    Kosmiczny wyczyn Igi Świątek, Polka przed Sabalenką. Przekazali to tuż po mecz

     

    Obrończyni tytułu nie zawodzi. Aryna Sabalenka ograła w dwóch setach (6:3, 7:5) Jessicę Bouzas Maneiro i awansowała do trzeciej rundy Australian Open. Na swój drugi mecz czeka za to dopiero wiceliderka rankingu WTA – Iga Świątek. Polka ściga Białorusinkę w światowym zestawieniu, lecz góruje nad nią w jednej z ciekawych statystyk, co ogłosili statystycy tuż po spotkaniu z udziałem Aryny Sabalenki.

     

    Aryna Sabalenka bezproblemowo przechodzi przez najniższe szczeble turniejowej drabinki Australian Open. W meczu drugiej rundy liderka rankingu WTA pewnie ograła 54. rakietę świata – Jessicę Bouzas Maneiro. Pierwszy set tego meczu miał dość osobliwy przebieg, bo aż pięć kolejnych gemów kończyło się w nim przełamaniem. O dwa więcej wywalczyła Białorusinka i to zagwarantowało jej wygraną 6:3.W drugiej partii Aryna Sabalenka znalazła się w trudnym położeniu. Sama stosunkowo szybko – bo już w czwartym gemie – straciła serwis, co wykorzystała rywalka, zyskując przewagę. W pewnym momencie prowadziła już nawet 4:1. Wówczas jednak najwyżej rozstawiona zawodniczka turnieju wzięła się w garść, oddając rywalce jeszcze tylko jednego gema. W ten sposób zamknęła mecz, gwarantując sobie awans do kolejnej rundy.

     

    Po spotkaniu 26-latka wyrażała radość z tego, że udało jej się uniknąć trzeciego seta. Chwaliła przy tym Jessicę Bouzas Maneiro za to, co prezentowała na korcie.

     

    Australian Open. Aryna Sabalenka goni Igę Świątek, statystycy wyliczająPo meczu Aryny Sabalenka do akcji wkroczyli statystycy Opta Ace, którzy przekazali ciekawy fakt dotyczący Białorusinki oraz Igi Świątek. Jak się okazuje, to Polka była pierwszą tenisistką, która – licząc od 2020 roku – dobiła do 150 zwycięstw na twardym korcie w turniejach WTA. Obecnie 23-latka ma już na koncie 157 takich wygranych. Aryna Sabalenka ściga ją jednak i już sama osiągnęła magiczną granicę 150 triumfów. Zobaczymy, jak będzie wyglądała ta statystyka na koniec wielkoszlemowej rywalizacji na kortach Australian Open.

     

    Aryna Sabalenka może się już przygotowywać do meczu trzeciej rundy z reprezentantką Danii – Clara Tauson. Iga Świątek zagra natomiast w nocy ze środy na czwartek czasu polskiego o awans na ten etap rywalizacji, mierząc się ze słowacką tenisistką Rebeccą Sramkovą. Polka jest zdecydowaną faworytką tego starcia.

  • Nie wytrzymał. Przejechał się po Wojtku Szczęsnym

    Nie wytrzymał. Przejechał się po Wojtku Szczęsnym

    Nie milkną echa finałowego meczu Superpucharu Hiszpanii, w którym FC Barcelona pokonała Real Madryt 5:2, a Wojciech Szczęsny w 57. minucie spotkania wyleciał z boiska z czerwoną kartką. Teraz krytyki Polakowi nie szczędzi Jan Tomaszewski, który jasno powiedział, że “Szczena” musi “wypić piwo, którego sobie nawarzył”, a Inaki Pena jest od niego “lepszy piłkarsko”.

     

    Krytykują Wojtka Szczęsnego

    Wojciech Szczęsny w swoim trzecim meczu w barwach Barcelony zobaczył czerwoną kartkę, po faulu na Kylianie Mbppe, przez co przez ok. 30 minut jego drużyna musiała grać w osłabieniu. Za to obrywa się byłemu reprezentantowi Polski, choć większość uważa, że postąpił on zgodnie ze sztuką. Były reprezentant Polski w piłce nożnej, Jan Tomaszewski, też nie zostawił suchej nitki na młodszym koledze po fachu.

     

    Jan Tomaszewski jasno o Wojtku Szczęsnym. Widzi problem

    “Uważam, że Wojtek Szczęsny nie pasuje do hiszpańskiego futbolu. […] Zadajmy sobie na początek pytanie. Kto jest lepszy piłkarsko: Inaki Pena czy Wojtek Szczęsny? Nie trzeba być filozofem, żeby powiedzieć, że Pena” — zaznaczył Tomaszewski dla Se.pl.

     

    “On cały rok gra w piłkę i tę futbolówkę czuje. Poza tym Pena jest niższy od Szczęsnego. On ma dynamikę, ma szybkość startową. OK, szybkość samą w sobie może mieć większą Wojtek Szczęsny, bo jak rozkręci te swoje długie nogi, to będzie szybszy. Ale tu chodzi o to przyspieszenie, a to jest lepsze u Peni”— tłumaczył Tomaszewski.

     

    Później przywołał swoje słowa sprzed kilku tygodni, kiedy to mówił, że Wojtek Szczęsny będzie miał problemy w Barcelonie, nazywając idiotami ekspertów, którzy nie wierzyli jego słowa. “Musi wypić piwo, którego sobie nawarzył” — dodał.

  • Niespodziewane turbulencje w meczu Coco Gauff! Znalazła się pod ścianą

    Niespodziewane turbulencje w meczu Coco Gauff! Znalazła się pod ścianą

    Niespodziewane turbulencje w meczu Coco Gauff! Znalazła się pod ścian

     

    Gdy w drugim secie przegrała cztery gemy z rzędu bezradnie patrzyła w kierunku trenerów. Takich błędów w grze Coco Gauff dawno nie oglądaliśmy, a niespodziewanie niżej notowana Jodie Burrage (146. WTA) serwowała po zwycięstwo w drugim secie. Amerykanka opanowała jednak sytuację i wyszła z ogromnych opresji. Po wygranej 6:3, 7:5 trzecia rakieta świata zameldowała się w trzeciej rundzie Australian Open i odniosła siódme zwycięstwo z rzędu, w dodatku bez straty seta. Imponująca seria może robić wrażenie.

     

    Coco Gauff imponuje znakomitą dyspozycją podczas Australian Open. Na otwarcie zmagań trzecia rakieta świata pewnie pokonała Sofię Kenin (72. WTA) 6:3, 6:3, a w środowy poranek polskiego czasu rozprawiła się z Jodie Burrage (146. WTA), choć niżej notowana Brytyjka szczególnie w drugim secie napsuła wiele krwi Amerykance i w pewnym momencie na Rod Lawer Arena zapachniało niespodzianką. Ostatecznie przepustkę do trzeciej rundy wielkoszlemowych zmagań uzyskała jednak Amerykanka.

     

    Piorunujący początek Gauff. Brytyjka nie wykorzystała szansy

    Gauff rozpoczęła mecz od mocnego uderzenia. Po błyskawicznym przełamaniu serwisu rywalki po kilkunastu minutach prowadziła 3:0. Burrage w czwartym gemie broniła dwóch break pointów, ale w znakomity sposób wyszła z opresji. I poszła za ciosem! Brytyjka zaczęła grać bardzo odważnie i po chwili niespodziewanie przełamała Amerykankę. A w kolejnym gemie przy własnym serwisie prowadziła 30:0, ale nie zdołała doprowadzić do remisu.

     

    Niewykorzystana okazja szybko zemściła się na Brytyjce, która zamiast remisować 3:3 po chwili musiała odrabiać straty przy stanie 2:5. Gauff przy własnym podaniu była bowiem bezbłędna. Burrage przy własnym podaniu zbliżyła się do stanu 5:3, posyłając dwa asy serwisowe z rzędu, ale 20-latka po chwili przypieczętowała wygraną w premierowej partii 6:3.

     

    Cztery przegrane gemy z rzędu przez Gauff. Brytyjka miała wielką szansę

    W drugiej odsłonie Amerykanka szybko objęła prowadzenie 2:0 i wydawało się, że rozpoczęła już marsz po awans. Tymczasem niespodziewanie przebudziła się Burrage, która przy stanie 3:2 przełamała Amerykankę, w dodatku bez straty punktu. Brytyjka wygrała kolejnych dziewięć piłek z rzędu, a po jednej z akcji poderwała kibiców na Rod Laver Arena. I niespodziewanie ze stanu 2:3 wyszła na prowadzenie 4:3.

     

    A to nie było jej ostatnie słowo. W grze Gauff mnożyły się błędy (sześć podwójnych błędów serwisowych w drugim secie), z czego coraz mocniej korzystała Brytyjka, która wygrała cztery gemy z rzędu i prowadziła 5:3. Burrage dzieliły trzy piłki od sensacyjnej wygranej w drugim secie, ale w kluczowym momencie przebudziła się Gauff, która stanęła w obliczu utraty pierwszego seta w turnieju w Melbourne.

     

    Amerykanka wygrała dwa kolejne gemy i zrobiło się 5:5. A w końcówce nie wypuściła już z rąk szansy i poszła za ciosem. Ostatecznie Amerykanka triumfowała 7:5 i odetchnęła z wielką ulgą, bo mecz niespodziewanie wymknął się jej spod kontroli.

     

    Poprzeczka idzie do góry. Oto kolejna rywalka Coco Gauff w Australian Open.

     

    W trzeciej rundzie Australian Open rywalką Coco Gauff będzie Leylah Fernandez (25. WTA), która odprawiła z kwitkiem Cristinę Bucsę (100. WTA) 3:6, 6:4, 6:4. Amerykanka w zeszłym roku dotarła do półfinału zmagań w Melbourne, a teraz śrubuje znakomitą serię. 20-latka odnotowała właśnie siódme kolejne zwycięstwo z rzędu w stosunku 2:0. A wśród 14 wygranych setów z rzędu są m.in te w starciu z Igą Świątek podczas finału United Cup.

  • Show Aryny Sabalenki, nagle wbiła szpilę kibicom. Tak “podpadli” Białorusince

    Show Aryny Sabalenki, nagle wbiła szpilę kibicom. Tak “podpadli” Białorusince

    Show Aryny Sabalenki, nagle wbiła szpilę kibicom. Tak “podpadli” Białorusinc

     

    Aryna Sabalenka w drugiej rundzie Australian Open musiała sporo się natrudzić, by pokonać Jessikę Bouzas Maneiro, która już w pierwszym secie dwukrotnie przełamała faworytkę. Ostatecznie Białorusinka wyszła z opresji i wygrała 6:3, 7:5, a po meczu tryskała dobrym humorem. W wywiadzie udzielonym jeszcze na korcie wbiła żartobliwą szpilę kibicom. “Wybaczam wam” – dodała po chwili.

     

    Aryna Sabalenka wygrała dwie poprzednie edycje Australian Open i przed tegorocznym turniejem była wymieniana jako główna faworytka do kolejnego triumfu w Melbourne. Nie bez powodu – Białorusinka do wielkoszlemowych zmagań przystąpiła jako liderka rankingu WTA i triumfatorka turnieju WTA 500 w Brisbane, który poprzedzał Australian Open.Zawodniczka z Mińska na inaugurację zmagań w Melbourne ograła Sloane Stephens (6:3, 6:2), a w drugiej rundzie trafiła na Jessikę Bouzas Maneiro. W starciu z Hiszpanką musiała sporo się natrudzić, ponieważ ta skrzętnie wykorzystywała słabsze okresy gry faworytki. Tak było w pierwszym secie, gdy dwukrotnie przełamała Białorusinkę oraz w drugiej partii, w której prowadziła już 5:2.

     

    Ostatecznie Sabalenka za każdym razem wychodziła z opresji i potwierdziła wielką klasę, wygrywając 6:3, 7:5. I zameldowała się w trzeciej rundzie, w której zagra z Clarą Tauson. Najpierw krecz, teraz zaledwie trzy wygrane gemy. Niespodzianka w Australian OpenAustralian Open. Aryna Sabalenka idzie jak burza. I tryska dobrym humorem26-latka w Melbourne kontynuuje świetną passę, bo zwycięstwo nad Hiszpanką było jej 16. z rzędu triumfem w Australian Open. Sabalenkę, która podczas pomeczowego wywiadu na korcie tryskała dobrym humorem, zapytano o to, co takiego jest w tym miejscu, że ta seryjnie wygrywa.”Zdecydowanie ludzie! Ok, muszę powiedzieć, że dzisiaj trochę bardziej kibicowaliście jej, ale to w porządku, wybaczam wam” – z uśmiechem wypaliła Sabalenka, wbijając szpilę fanom, którzy najwyraźniej w trakcie spotkania wyczuli, że Hiszpanka może stworzyć wyrównane i emocjonujące widowisko, więc żywiołowo reagowali na jej udane zagrania.Pierwsza rakieta świata pozwoliła sobie także na jeszcze jedną żartobliwą uwagę. Po ograniu Hiszpanki przyznała, że poza kortem już nie jest tak szalona. 

  • Niespodziewane turbulencje w meczu Coco Gauff! Znalazła się pod ścianą

    Niespodziewane turbulencje w meczu Coco Gauff! Znalazła się pod ścianą

    Gdy w drugim secie przegrała cztery gemy z rzędu bezradnie patrzyła w kierunku trenerów. Takich błędów w grze Coco Gauff dawno nie oglądaliśmy, a niespodziewanie niżej notowana Jodie Burrage (146. WTA) serwowała po zwycięstwo w drugim secie. Amerykanka opanowała jednak sytuacje i wyszła z ogromnych opresji. Po wygranej 6:3, 7:5 trzecia rakieta świata zameldowała się w trzeciej rundzie Australian Open i odniosła siódme zwycięstwo z rzędu, w dodatku bez straty seta. Imponująca seria może robić wrażenie.

     

    Coco Gauff imponuje znakomitą dyspozycją podczas Australian Open. Na otwarcie zmagań trzecia rakieta świata pewnie pokonała Sofię Kenin (72. WTA) 6:3, 6:3, a w środowy poranek polskiego czasu rozprawiła się z Jodie Burrage (146. WTA), choć niżej notowana Brytyjka szczególnie w drugim secie napsuła wiele krwi Amerykance i w pewnym momencie na Rod Lawer Arena zapachniało niespodzianką. Ostatecznie przepustkę do trzeciej rundy wielkoszlemowych zmagań uzyskała jednak Amerykanka.

    Piorunujący początek Gauff. Brytyjka nie wykorzystała szansy

    Gauff rozpoczęła mecz od mocnego uderzenia. Po błyskawicznym przełamaniu serwisu rywalki po kilkunastu minutach prowadziła 3:0. Burrage w czwartym gemie broniła dwóch break pointów, ale w znakomity sposób wyszła z opresji. I poszła za ciosem! Brytyjka zaczęła grać bardzo odważnie i po chwili niespodziewanie przełamała Amerykankę. A w kolejnym gemie przy własnym serwisie prowadziła 30:0, ale nie zdołała doprowadzić do remisu.

    Niewykorzystana okazja szybko zemściła się na Brytyjce, która zamiast remisować 3:3 po chwili musiała odrabiać straty przy stanie 2:5. Gauff przy własnym podaniu była bowiem bezbłędna. Burrage przy własnym podaniu zbliżyła się do stanu 5:3, posyłając dwa asy serwisowe z rzędu, ale 20-latka po chwili przypieczętowała wygraną w premierowej partii 6:3.

    Cztery przegrane gemy z rzędu przez Gauff. Brytyjka miała wielką szansę

    W drugiej odsłonie Amerykanka szybko objęła prowadzenie 2:0 i wydawało się, że rozpoczęła już marsz po awans. Tymczasem niespodziewanie przebudziła się Burrage, która przy stanie 3:2 przełamała Amerykankę, w dodatku bez straty punktu. Brytyjka wygrała kolejnych dziewięć piłek z rzędu, a po jednej z akcji poderwała kibiców na Rod Laver Arena. I niespodziewanie ze stanu 2:3 wyszła na prowadzenie 4:3.

     

    A to nie było jej ostatnie słowo. W grze Gauff mnożyły się błędy (sześć podwójnych błędów serwisowych w drugim secie), z czego coraz mocniej korzystała Brytyjka, która wygrała cztery gemy z rzędu i prowadziła 5:3. Burrage dzielił trzy piłki od sensacyjnej wygranej w drugim secie, ale w kluczowym momencie przebudziła się Gauff, która stanęła w obliczu utraty pierwszego seta w turnieju w Melbourne.

     

    Amerykanka wygrała dwa kolejne gemy i zrobiło się 5:5. A w końcówce nie wypuściła już z rąk szansy i poszła za ciosem. Ostatecznie Amerykanka triumfowała 7:5 i odetchnęła z wielką ulgą, bo mecz niespodziewanie wymknął się jej spod kontroli.

     

    Poprzeczka idzie do góry. Oto kolejna rywalka Coco Gauff w Australian Open

     

    W trzeciej rundzie Australian Open rywalką Coco Gauff będzie Leylah Fernandez (25. WTA), która odprawiła z kwitkiem Cristinę Bucsę (100. WTA) 3:6, 6:4, 6:4. Amerykanka w zeszłym roku dotarła do półfinału zmagań w Melbourne, a teraz śrubuje znakomitą serię. 20-latka odnotowała właśnie siódme kolejne zwycięstwo z rzędu w stosunku 2:0. A wśród 14 wygranych setów z rzędu są m.in te w starciu z Igą Świątek podczas finału United Cup.