• Pajor jak “Lewy”! Wyjątkowy dzień dla polskiej piłkarki

    Pajor jak “Lewy”! Wyjątkowy dzień dla polskiej piłkarki

    Pajor jak “Lewy”! Wyjątkowy dzień dla polskiej piłkark

     

    Rozgrywki Superpucharu Hiszpanii w tym roku przypadły do gustu FC Barcelonie i to nie tylko piłkarzom Hansiego Flicka. Ich śladem poszły zawodniczki “Dumy Katalonii” z Ewą Pajor w składzie. Dla Polki było to pierwsze trofeum w tym klubie.

     

    W pierwszej połowie stycznia piłkarska Europa śledziła rywalizację w Superpucharze Hiszpanii. Oczywiście faworytami do zwycięstwa były dwie ekipy – FC Barcelona i Real Madryt. Niespodzianki nie było, bo giganci spotkali się w wielkim finale.

     

    Po kapitalnym spotkaniu zwyciężyła “Duma Katalonii”, wygrywając 5:2. Od pierwszych minut w barwach Barcelony wystąpił Wojciech Szczęsny. Co prawda golkiper otrzymał czerwoną kartkę i musiał opuścić boisko, ale ostatecznie mógł celebrować swoje pierwsze trofeum w hiszpańskim klubie.

     

    Śladami kolegów poszły zawodniczki FC Barcelony. W środowym finale Superpucharu Hiszpanii stoczyły bój z Atletico Madryt.

     

    Jeszcze przed przerwą Claudia Pina popisała się pięknym strzałem w długi róg, umieszczając piłkę w siatce. Bramkarka rywali nie miała żadnych szans.

     

    W drugiej połowie 23-latka podwyższyła prowadzenie, praktycznie rozstrzygając losy spotkania. W samej końcówce wynik meczu ustaliła Caroline Graham Hansen, a zawodniczki “Dumy Katalonii” mogły świętować zwycięstwo 3:0.

     

    Na boisku nie zabrakło także Ewy Pajor, która rozegrała pełne 90 minut. Co prawda reprezentantka Polski nie wpisała się na listę strzelczyń, ale zapewne zapamięta ten dzień na długo – było to jej pierwsze trofeum zdobyte w barwach FC Barcelony.

  • Takie wieści zaraz po szalonym triumfie! Robert Lewandowski najlepszy w historii

    Takie wieści zaraz po szalonym triumfie! Robert Lewandowski najlepszy w historii

    Takie wieści zaraz po szalonym triumfie! Robert Lewandowski najlepszy w historii

    Dziewięć goli, w tym dwa Roberta Lewandowskiego. To był absolutnie szalony wieczór w Lizbonie. Polski napastnik w wygranym 5:4 przez Barcelonę meczu dwukrotnie pokonał golkipera Banfiki z jedenastu metrów. Dzięki temu poprawił swoje liczby. Są kosmiczne. “Ma najlepszy wskaźnik skuteczności rzutów karnych w historii Ligi Mistrzów” — ogłasza Opta Analyst. To wspaniały widok!

     

    Zaczęły się od fatalnych błędów Wojciecha Szczęsnego, ale koniec końców Blaugrana opuszcza Portugalię z kompletem punktów. Niemała w tym zasługa polskiego snajpera. Lewandowski strzelił dwa gole z rzutów karnych, poza tym był mało widoczny, ale gorsze minuty gry nie przeszkodziło mu w tym, by znów być na ustach piłkarskiego świata.

     

    Szalony triumf, a potem taka wiadomość. Robert Lewandowski najlepszy w historii

    Do siatki trafiał w 13. i 77. minucie. Po faulu Tomasa Aruajo na Alejandro Balde bardzo pewnie pokonał Trubina. W drugiej połowie powtórzył ten wyczyn. To był doskonały powód do tego, by spojrzeć w statystyki. Okazało się, że skuteczność Polaka pozwoliła mu zapisać się w historii Champions League.

     

    “Robert Lewandowski ma najlepszy wskaźnik skuteczności rzutów karnych w historii Ligi Mistrzów spośród wszystkich piłkarzy, którzy wykonali więcej niż sześć rzutów karnych (z wyłączeniem serii jedenastek).

     

    Lewandowski 94,7 proc. (18/19)

    Harry Kane 90,9 proc. (10/11)

    Jorginho 88,9 proc. (8/9)

    Cristiano Ronaldo 86,4 proc. (19/22)” — wylicza Opta Analyst, publikując na X historyczne statystyki dla polskiego napastnika.

    https://x.com/OptaAnalyst/status/1881801320853868943

    36-latek wyprzedza Harry’ego Kane’a, czyli innego specjalistę od skutecznych strzałów z wapna. Co ciekawe, Cristiano Ronaldo wyprzedza jeszcze Jorginho.

     

    Liczby Lewandowskiego w kolejnym sezonie w barwach Barcelony wyglądają imponująco. W 29 występach strzelił aż 28 goli i trzykrotnie asystował. W europejskich rozgrywkach do siatki trafiał 9 razy w siedmiu meczach. We wtorek przekroczył średnią bramki na mecz.

  • Komunikat pojawił się jeszcze w trakcie meczu Świątek. Już oficjalnie to potwierdzili

    Komunikat pojawił się jeszcze w trakcie meczu Świątek. Już oficjalnie to potwierdzili

    Komunikat pojawił się jeszcze w trakcie meczu Świątek. Już oficjalnie to potwierdzili

    Iga Świątek wciąż jest niepokonana podczas tegorocznego Australian Open. Dzisiaj Polka wygrała z Emmą Navarro 6:1, 6:2 i zameldowała się w najlepszej “4” imprezy, czym wyrównała już swój najlepszy rezultat podczas rozgrywek w Melbourne. O finał zmagań powalczy z Madison Keys. Organizatorzy turnieju nie zwlekali i jeszcze w trakcie środowego spotkania z udziałem raszynianki opublikowali plan gier na kolejny dzień rywalizacji, przy okazji potwierdzając wcześniejsze założenia. Wiemy, kiedy 23-latka znów pojawi się na korcie.

     

    14 gemów – tyle “oczek” straciła Iga Świątek na drodze do półfinału Australian Open. Polka potwierdziła bardzo dobrą dyspozycję także podczas dzisiejszego starcia z Emmą Navarro. Amerykanka robiła, co mogła, by przeciwstawić się naszej reprezentantce, ale w newralgicznych momentach punkty wędrowały na konto raszynianki. Szczególnie ciekawie zrobiło się na początku drugiego seta, gdy był nawet break point na 3:2 dla tenisistki z USA. Od tego momentu Iga zanotowała jednak serię czterech wygranych gemów z rzędu i wygrała spotkanie 6:1, 6:2

     

    Półfinał tegorocznej edycji zmagań w Melbourne jest na ten moment wyrównaniem osiągnięcia Świątek z 2022 roku. Wówczas nasza tenisistka również zameldowała się w najlepszej “4” imprezy, ale w spotkaniu o finał uległa Danielle Collins. Teraz zmierzy się z inną Amerykanką na drodze do poprawy tamtego rezultatu.Po drugiej stronie siatki pojawi się Madison Keys. Finalistka US Open 2017 imponuje formą na starcie tego sezonu. Wygrała turniej WTA 500 w Adelajdzie, a w stolicy stanu Wiktoria wyeliminowała już m.in. Danielle Collins, Jelenę Rybakinę czy Elinę Switolinę. Polkę czeka zatem wymagający sprawdzian, chociaż z dotychczasowych pojedynków z 29-latką ma przede wszystkim dobre wspomnienia. W bezpośredniej rywalizacji prowadzi 4-1.

     

    Znamy godzinę meczu Świątek – Keys. Podano plan gier na kobiece półfinałyZarówno Iga, jak i Madison nie będą miały zbyt wiele czasu na odpoczynek przed półfinałową batalią. A to dlatego, że już w czwartek zostaną wyłonione finalistki kobiecego turnieju. Wstępny harmonogram zakładał, że oba półfinały odbędą się w sesji wieczornej. Organizatorzy potwierdzili te założenia. Jeszcze w trakcie meczu Świątek – Navarro na oficjalnej stronie Australian Open pojawił się plan gier. Wiemy już, kiedy mniej więcej możemy spodziewać się raszynianki na korcie.

     

    Mecz Świątek – Keys zaplanowano jako drugi od godz. 9:30 czasu polskiego. W pierwszym pojedynku sesji wieczornej na Rod Laver Arena pojawią się Aryna Sabalenka i Paula Badosa. To oznacza, że jeszcze przed meczem Igi z Madison poznamy potencjalną rywalkę w finale dla zwyciężczyni polsko-amerykańskiego starcia. Relacje z obu spotkań będzie można znaleźć na stronie Interia Sport.

  • Komunikat pojawił się jeszcze w trakcie meczu Świątek. Już oficjalnie to potwierdzili

    Komunikat pojawił się jeszcze w trakcie meczu Świątek. Już oficjalnie to potwierdzili

    Komunikat pojawił się jeszcze w trakcie meczu Świątek. Już oficjalnie to potwierdzili

    Iga Świątek wciąż jest niepokonana podczas tegorocznego Australian Open. Dzisiaj Polka wygrała z Emmą Navarro 6:1, 6:2 i zameldowała się w najlepszej “4” imprezy, czym wyrównała już swój najlepszy rezultat podczas rozgrywek w Melbourne. O finał zmagań powalczy z Madison Keys. Organizatorzy turnieju nie zwlekali i jeszcze w trakcie środowego spotkania z udziałem raszynianki opublikowali plan gier na kolejny dzień rywalizacji, przy okazji potwierdzając wcześniejsze założenia. Wiemy, kiedy 23-latka znów pojawi się na korcie.

     

    14 gemów – tyle “oczek” straciła Iga Świątek na drodze do półfinału Australian Open. Polka potwierdziła bardzo dobrą dyspozycję także podczas dzisiejszego starcia z Emmą Navarro. Amerykanka robiła, co mogła, by przeciwstawić się naszej reprezentantce, ale w newralgicznych momentach punkty wędrowały na konto raszynianki. Szczególnie ciekawie zrobiło się na początku drugiego seta, gdy był nawet break point na 3:2 dla tenisistki z USA. Od tego momentu Iga zanotowała jednak serię czterech wygranych gemów z rzędu i wygrała spotkanie 6:1, 6:2.

     

    Półfinał tegorocznej edycji zmagań w Melbourne jest na ten moment wyrównaniem osiągnięcia Świątek z 2022 roku. Wówczas nasza tenisistka również zameldowała się w najlepszej “4” imprezy, ale w spotkaniu o finał uległa Danielle Collins. Teraz zmierzy się z inną Amerykanką na drodze do poprawy tamtego rezultatu.

     

    Po drugiej stronie siatki pojawi się Madison Keys. Finalistka US Open 2017 imponuje formą na starcie tego sezonu. Wygrała turniej WTA 500 w Adelajdzie, a w stolicy stanu Wiktoria wyeliminowała już m.in. Danielle Collins, Jelenę Rybakinę czy Elinę Switolinę. Polkę czeka zatem wymagający sprawdzian, chociaż z dotychczasowych pojedynków z 29-latką ma przede wszystkim dobre wspomnienia. W bezpośredniej rywalizacji prowadzi 4-1.

     

    Znamy godzinę meczu Świątek – Keys. Podano plan gier na kobiece półfinały

     

    Zarówno Iga, jak i Madison nie będą miały zbyt wiele czasu na odpoczynek przed półfinałową batalią. A to dlatego, że już w czwartek zostaną wyłonione finalistki kobiecego turnieju. Wstępny harmonogram zakładał, że oba półfinały odbędą się w sesji wieczornej. Organizatorzy potwierdzili te założenia. Jeszcze w trakcie meczu Świątek – Navarro na oficjalnej stronie Australian Open pojawił się plan gier. Wiemy już, kiedy mniej więcej możemy spodziewać się raszynianki na korcie.

     

    Mecz Świątek – Keys zaplanowano jako drugi od godz. 9:30 czasu polskiego. W pierwszym pojedynku sesji wieczornej na Rod Laver Arena pojawią się Aryna Sabalenka i Paula Badosa. To oznacza, że jeszcze przed meczem Igi z Madison poznamy potencjalną rywalkę w finale dla zwyciężczyni polsko-amerykańskiego starcia. Relacje z obu spotkań będzie można znaleźć na stronie

  • Popis Igi Świątek, Amerykanka już czeka. Polka krótko i wymownie o rywalce

    Popis Igi Świątek, Amerykanka już czeka. Polka krótko i wymownie o rywalce

    Popis Igi Świątek, Amerykanka już czeka. Polka krótko i wymownie o rywalc

     

    Iga Świątek przez tegoroczny turniej Australian Open idzie jak burza i zameldowała się już w półfinale, nie tracąc po drodze żadnego seta. W nocy z wtorku na środę czasu polskiego wiceliderka rankingu WTA ograła Emmę Navarro, oddając rywalce zaledwie trzy gemy (6:1, 6:2). Podczas wywiadu pomeczowego tenisistka z Raszyna zwróciła jednak uwagę na to, że wynik nie odzwierciedla przebiegu starcia z Amerykanką.

     

    Iga Świątek kapitalnie spisuje się w Melbourne, gdzie do tej pory tylko raz, w 2022 roku, dotarła do półfinału. Polka w tym sezonie już wyrównała to osiągnięcie, w imponującym stylu przechodząc przez kolejne rundy. Pokonała Katerinę Siniakovą, Rebeccę Sramkovą, Emmę Raducanu i Evę Lys, wypiekając po drodze trzy “bajgle”, czyli wygrywając sety w stosunku 6:0.Wydawało się, że w ćwierćfinale drugą rakietę świata będzie czekała trudniejsza przeprawa. Przyszło jej się bowiem zmierzyć z Emmą Navarro, czyli półfinalistką tegorocznego US Open. Również i rozstawiona z numerem ósmym Amerykanka nie była jednak w stanie powstrzymać 23-latki z Raszyna. Polka wygrała 6:1, 6:2 i po 89 minutach gry zameldowała się w półfinale Australian Open.

     

    Polka wprawdzie popełniła 20 niewymuszonych błędów (przy 22 rywalki), ale w kluczowych momentach była w stanie zaakcentować swoją przewagę. Nie musiała też, w przeciwieństwie do Navarro, bronić break pointów. Mimo to podczas pomeczowego wywiadu udzielanego na korcie zwróciła uwagę na to, że nie była to łatwa przeprawa.”Było trudniej niż pokazuje wynik. Emma to walczak” – krótko i wymownie skwitowała to, co działo się na korcie.

     

    Iga Świątek zagra z Madison KeysŚwiątek w półfinale zagra z Madison Keys, która w Melbourne pokonała już dwie wyżej rozstawione notowane tenisistki: Danielle Collins i Jelenę Rybakinę. I chociaż cztery z pięciu spotkań z Amerykanką padło łupem Polki, to 23-latka nie lekceważy rywalki. “Madison jest znakomitą zawodniczką, bardzo doświadczoną” – zauważyła.I od razu dodała, że zamierza przede wszystkim myśleć o sobie. “Wiemy, jak potrafi grać. Ja się przygotuję jak do każdego innego meczu, nie ma znaczenia, czy to pierwsza runda, czy to półfinał” – zadeklarowała Świątek.

     

    Półfinałowe starcie Igi Świątek z Madison Keys zostanie rozegrane w czwartek 23 stycznia jako drugi w kolejności (po meczu Aryny Sabalenki z Paulą Badosą, który rozpocznie się o godz. 9:30 czasu polskiego) w sesji nocnej na Rod Laver Arena. Spotkanie Polki powinno rozpocząć się około godz. 11.

  • Iga Świątek w półfinale Australian Open. Błąd pani arbiter, a potem kluczowe przełamanie

    Iga Świątek w półfinale Australian Open. Błąd pani arbiter, a potem kluczowe przełamanie

    Iga Świątek w półfinale Australian Open. Błąd pani arbiter, a potem kluczowe przełamanie

    Mecz z udziałem Igi Świątek zamykał ćwierćfinałową rywalizację w singlu kobiet podczas tegorocznego Australian Open. Nasza reprezentantka po raz drugi w karierze mierzyła z Emmą Navarro. W pierwszym secie Polka dominowała rywalkę na korcie, ale na starcie drugiej odsłony zawiązała się ciekawa rywalizacja. W pewnym momencie doszło do kontrowersyjnej decyzji pani arbiter, korzystnej z perspektywy raszynianki. Później Świątek wywalczyła przełamanie i uciekła rywalce na dobre. Ostatecznie triumfowała 6:1, 6:2 i zagra o finał z Madison Keys.

     

    Od początku tegorocznego Australian Open mogliśmy obserwować Igę Świątek w bardzo dobrym wydaniu. W drodze do ćwierćfinału Polka straciła tylko 11 gemów, z czego zaledwie cztery w trzech ostatnich pojedynkach. Eksperci mocno zwracali uwagę na forhend raszynianki, który funkcjonował o wiele lepiej niż w niektórych turniejach w sezonie 2024. O tym zagraniu wypowiadał się także sam trener 23-latki – Wim Fissette. Szkoleniowiec przyznał, że w poprzednim roku Iga grała trochę zbyt płasko i starali się to poprawić. Pozytywny efekt tej zmiany potwierdzały pierwsze spotkania Świątek w Melbourne.

     

    Spotkanie z Emmą Navarro miało być najpoważniejszym jak do tej pory testem dla wiceliderki rankingu WTA podczas tego turnieju. Tenisistka z USA przeszła zupełnie inną drogę w Melbourne od naszej reprezentantki. Każdy mecz Amerykanki był rozgrywany na pełnym dystansie, łącznie spędziła blisko 6 godzin więcej na korcie od swojej rówieśniczki z Europy. Balansowała na krawędzi odpadnięcia z rozgrywek, ale za każdym razem potrafiła wychodzić z opresji. To miało stanowić dla niej przewagę, że była już zahartowana w bojach. Obie zawodniczki długo ze sobą nie grały. Ich ostatni bezpośredni pojedynek miał miejsce w 2018 roku. Wówczas Świątek ograła rywalkę 6:0, 6:2. Teraz Emma zamierzała postawić poprzeczkę znacznie wyżej.

     

    Iga Świątek w półfinale Australian Open. Polka wyrównała najlepszy wynik w MelbourneŚwiątek otworzyła spotkanie najlepiej, jak się tylko dało. Przełamała Navarro do zera, posyłając dwa kapitalne returny na koniec.

     

    W następnych minutach Polka potwierdziła przewagę breaka, utrzymując pewnie swoje podanie do 15. Iga nie dawała rywalce chwili wytchnienia. Nawet, gdy Navarro wyszła na prowadzenie 40-0 w trzecim gemie, Amerykanka do końca musiała przypilnować sytuacji, by zgarnąć premierowe “oczko” na swoje konto. Ostatecznie Navarro utrzymała serwis do 30 i na tablicy wyników zrobiło się 2:1 z perspektywy raszynianki.

     

    Podczas czwartego rozdania wiceliderka rankingu WTA miała trochę problemów z podaniem, po podwójnym błędzie doszło do stanu równowagi. Kluczowe dwie akcje trafiły jednak na konto Świątek i znów mieliśmy dwa gemy przewagi po stronie naszej reprezentantki. Pięciokrotna triumfatorka imprez wielkoszlemowych nie zamierzała spuszczać z tonu, ciągle wywierała presję. Chwilę później ponownie dobrała się do serwisu przeciwniczki, wykorzystując drugą okazję na przełamanie.Do końca premierowej odsłony pojedynku Polka nie straciła już ani jednego gema. Navarro nie utrzymała podania nawet w momencie, gdy prowadziła 40-0 w siódmym rozdaniu. Od tego stanu Iga zgarnęła cztery akcje z rzędu i doprowadziła do piłki setowej. Pierwszą okazję dobrym serwisem wyratowała Emma, ale potem pojawiła się druga sposobność na domknięcie partii. Tym razem Polka nie pozostawiła już złudzeń rywalce i ostatecznie triumfowała 6:1.

     

    Na początku drugiej odsłony Amerykanka za wszelką cenę próbowała zaczepić się na grę. Z jej perspektywy najważniejsze było to, że utrzymywała swoje podania i wyrównywała stan rywalizacji. Po stronie Świątek pojawiło się trochę więcej błędów. Wynikało to też z wiatru, który nasilał się z każdą minutą pojedynku. W piątym rozdaniu pojawił się pierwszy break point dla Navarro. Amerykanka popełniła jednak drobny błąd i ostatecznie do przełamania nie doszło. Później akcję wygrała Iga i nasza tenisistka miała okazję na 3:2

     

    Wtedy doszło do kontrowersyjnej sytuacji. Powtórka wyraźnie pokazała, że piłka zrobiła podwójny kozioł przed jednym z odegrań Polki. Mimo to akcja nie została przerwana sędziującą Evę Asderaki-Moore, była kontynuowana. Ostatecznie to Świątek wygrała punkt i wyszła na prowadzenie 3:2, a Emma ruszyła z pretensjami do pani arbiter. Amerykanka nic jednak nie wskórała, bo zasady jasno mówią, że jeśli dana zawodniczka nie zgadza się z werdyktem, to sama musi zatrzymać wymianę, by ew. skorzystać z systemu wideoweryfikacji.

     

    W następnym gemie doszło do przełamania na korzyść raszynianki, mimo że Amerykanka prowadziła 30-15 przy własnym podaniu. Kolejne trzy akcje trafiły jednak na konto naszej tenisistki. Reprezentantka USA próbowała jeszcze walczyć, doprowadziła nawet do stanu równowagi przy podaniu Igi, ale Polka nie pozwoliła na żadnego break pointa. Następnie raszynianka jeszcze raz dobrała się do podania przeciwniczki i domknęła pojedynek. Ostatecznie Świątek triumfowała 6:1, 6:2 i zameldowała się w półfinale Australian Open, dzięki czemu wyrównała swój najlepszy wynik w Melbourne z 2022 roku. O poprawę tego rezultatu powalczy w czwartek z Madison Keys. Mecz zostanie rozegrany jako drugi od godz. 9:30 czasu polskiego (po spotkaniu Sabalenka – Badosa).

     

  • Iga Świątek chce więcej! Tego potrzebuje, by wyprzedzić Arynę Sabalenkę

    Iga Świątek chce więcej! Tego potrzebuje, by wyprzedzić Arynę Sabalenkę

    Iga Świątek chce więcej! Tego potrzebuje, by wyprzedzić Arynę Sabalenkę

    Ekscytująca walka o miejsce liderki rankingu WTA trwa! Zwycięstwo Igi Świątek z Emmą Navarro 6:1, 6:2 sprawiło, że zmiana na pozycji numer 1 wciąż jest możliwa. W zestawieniu “na żywo” Polka ma obecnie najwięcej punktów, ale Aryna Sabalenka wciąż ma szansę w spektakularny sposób obronić swoją pozycję. Przedstawiamy wszystkie możliwe scenariusze.

     

    Podczas turnieju w Melbourne Polka wyeliminowała już pięć rywalek. Zwycięstwa z Kateriną Siniakovą (6:3, 6:4) i Rebbeką Sramkovą (6:0 6:2) pozwoliły obronić punktowy dorobek z zeszłego sezonu. W 2024 r. odpadła po meczu trzeciej rundy z Lindą Noskovą. A to oznaczało, że każdy szczebel wyżej dawał jej teraz dodatkowe bonusy.

     

    Iga Świątek chce więcej! Tego potrzebuje, by wyprzedzić Arynę Sabalenkę

     

    Stało się tak po meczu z Emmą Raducanu (6:1, 6:0) i Evą Lys (6:0, 6:1). W taki sposób Świątek awansowała do półfinału, za co miała zagwarantowane dodatkowe 300 pkt do rankingu WTA. Swoje robi także Sabalenka. Liderka miała co prawda kłopoty w meczu z Anastazją Pawluczenkową, ale po kapitalnym powrocie wygrała 6:2, 2:6, 6:3. Wielu kibiców było przekonanych, że o finał zagra z Coco Gauff. Amerykanka sensacyjnie przegrała jednak z Paulą Badosą. Hiszpanka dzięki zwycięstwu 7:5, 6:4 jest już w półfinale i czeka ją najtrudniejsze zadanie — starcie z liderką rankingu WTA.

     

    Teoretycznie słabsza rywalka sprawia, że Białorusinka jest coraz bliżej obrony tytułu zdobytego przed rokiem, a tym samym zachowania 2000 pkt rankingowych. Po swoim zwycięstwie z Pawluczenkową wróciła na pierwsze miejsce rankingu WTA live, ale miała przewagę zaledwie 16 punktów.

     

    Triumf Igi Świątek z Emmą Navarro i awans do półfinału Australian Open sprawił, że 23-latka zyskała dodatkowe 350 pkt. Obecnie ma ich na koncie już 8770 pkt. Jeśli jednak Sabalenka ogra Badosę i znajdzie się w finale, Polka będzie musiała wygrać wielkoszlemowy turniej, by znów być pierwszą rakietą świata. Maksymalnie po wygranym finale może mieć 9990 pkt, a Sabalenka 9656 pkt.

     

    Iga Świątek wróci na pozycję liderki, jeśli:

     

    odpadnie z Australian Open na tym samym etapie, co Aryna Sabalenka LUB

     

    zajdzie w Australian Open dalej od Aryny Sabalenki

     

    Aryna Sabalenka utrzyma pozycję liderki, jeśli:

     

    dotrze do finału Australian Open, a Iga Świątek odpadnie przed finałem LUB

    wygra finał Australian Open.

     

    W historycznym zestawieniu zawodniczek, które najdłużej znajdowały się na pozycji liderki rankingu WTA, nasza zakotwiczyła na długo na siódmej lokacie ze 125 tygodniami na czele. Przed nią są Monica Seles (178) i Martina Hingis (209). Prowadzi bezkonkurencyjna Steffi Graf (377). Sabalenka uzbierała na razie 22 tygodnie i wyprzedziła Tracy Austin oraz Marię Szarapową. Obecnie zajmuje 18. miejsce, a do następnej Naomi Osaki traci trzy tygodnie.

  • Iga ledwo skończyła mecz, a tu ogłoszenie organizatorów. Świetne wieści

    Iga ledwo skończyła mecz, a tu ogłoszenie organizatorów. Świetne wieści

    Iga ledwo skończyła mecz, a tu ogłoszenie organizatorów. Świetne wieści

    Czwartek będzie dniem półfinałów singla kobiet w ramach wielkoszlemowego Australian Open 2025. Znamy już plan gier na ten dzień. O której godzinie na Rod Laver Arena wkroczy Iga Świątek?

     

    Za nami pięć rund międzynarodowych mistrzostw Australii, a to oznacza, że w grze o tytuł pozostały już tylko cztery tenisistki. Iga Świątek bez straty seta dotarła do półfinału. Na tym etapie rozstawiona z drugim numerem Polka zmierzy się z Amerykanką Madison Keys. Poznaliśmy już plan gier na czwartek (23 stycznia).

     

    Oba półfinały singla kobiet odbędą się w sesji wieczornej na Rod Laver Arena. Jako pierwsze, o godz. 9:30 czasu polskiego, na korcie centralnym pojawi się obrończyni tytułu. Białorusinka Aryna Sabalenka zmierzy się ze swoją przyjaciółką z touru, Hiszpanką Paulą Badosą.

     

    Po zakończeniu meczu Sabalenka – Badosa główna arena będzie należeć do Świątek i Keys. Polka będzie faworytką tego pojedynku. Z Amerykanką ma bowiem bilans 4-1 w głównym cyklu.

     

    Zwyciężczynie obu pojedynków awansują do finału. Mecz o tytuł zostanie rozegrany w sobotę (25 stycznia) w sesji wieczornej na Rod Laver Arena w Melbourne.

     

    Transmisje z Australian Open 2025 można śledzić w Eurosporcie oraz serwisie Max. Portal WP SportoweFakty przeprowadzi relacje tekstowe na żywo z pojedynków Sabalenka – Badosa i Keys – Świątek.

  • Iga Świątek w trybie niszczycielskim! Czekała na ten dzień trzy lata

    Iga Świątek w trybie niszczycielskim! Czekała na ten dzień trzy lata

    Iga Świątek w trybie niszczycielskim! Czekała na ten dzień trzy lata

    Na ten dzień Iga Świątek czekała od trzech lat! W środę Polka wygrała z Emmą Navarro 6:1, 6:2 i awansowała do drugiego w karierze półfinału Australian Open. O ile w pierwszym secie wiceliderka rankingu WTA zdeklasowała rywalkę, o tyle w drugim heroicznie walcząca Amerykanka nieco zbliżyła się poziomem do naszej tenisistki. O finał Świątek zmierzy się z kolejną Amerykanką Madison Keys.

    Eksperci nie docenili Igi Świątek. “Nie jest w ścisłym gronie faworytek”

    — Iga Świątek? W tym roku nie jest w ścisłym gronie faworytek — przekonywało wielu ekspertów przed rozpoczęciem tegorocznego Australian Open. Ich opinia nie była bezpodstawna. Długa przerwa w grze, zmiana trenera, afera dopingowa, to wszystko mogło mieć wpływ na początek sezonu Polki.

    Jako główne kandydatki do tytułu typowano Coco Gauff i Arynę Sabalenkę. Amerykankę z turnieju wyrzuciła Paula Badosa, która w półfinale zagra właśnie z Białorusinką.

    W dolnej części drabinki w półfinale jako pierwsza zameldowała się Madison Keys. Amerykanka czekała tam na Emmę Navarro albo na Świątek. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że Keys wolałaby uniknąć wiceliderki rankingu WTA.

    Polka w Melbourne po prostu zachwyca formą. Z każdym meczem coraz bardziej się rozkręca, o czym świadczyć może choćby czas spędzony przez nią na korcie.

    Do ćwierćfinału średnio mecz rozgrywała 67,5 minuty.

    Navarro? 153,5 minuty.

    Amerykanka w czterech poprzednich rundach we wszystkich spotkaniach zwycięstwa musiała przeciwniczkom wydzierać w trzysetowych maratonach.

    Waleczna córka miliardera. Niczego nie dał jej za darmo

    Córka amerykańskiego miliardera wbrew pozorom doskonale wie, że w życiu nie ma nic za darmo. Ojciec za wszelką cenę chciał, żeby dzieci niczego nie miały podanego na tacy i umiały walczyć o swoje. Mimo tego, że Navarro jest właścicielem turniejów w Cincinnati i w Charleston to nigdy nie ułatwiał zadania córce, przyznając jej dzikie karty. Emma, jak każda inna tenisistka musiała przedzierać się do czołówki, rozpoczynając od turniejów najniższej rangi.

    W środę musiała pokornie czekać na moment słabości Świątek i wierzyć, że uda jej się go wykorzystać.

    https://x.com/AustralianOpen/status/1881921873874739333

    Popisowy początek Świątek. Amerykanka była statystką

    Na początku meczu niewiele jednak na to wskazywało, bo Polka podobnie jak w poprzednich rundach rozpoczęła genialnie. Przełamała lubiącą dłuższe wymiany Navarro już w pierwszym gemie. Amerykanka nie nadążała za grającą w coraz szybszym tempie Świątek, a także nie miała żadnych argumentów na idealnie trafiane uderzenia tuż przy linii zarówno po prostej, jak i po krosie.

     

    Polka zachwycała precyzją uderzeń, po których Navarro tylko bezradnie “odprowadzała” piłkę wzrokiem. Po trzech przełamaniach set zakończył się wynikiem 6:1.

     

    Komplikacje w drugim secie i wielka radość

    O ile cały pierwszy set trwał 36 minut, tak w drugim obie tenisistki zdecydowanie zbliżyły się poziomem. Świątek miała problemy z podaniem, a Amerykanka była w stanie walczyć.

     

    Po 36 minutach mieliśmy zaledwie 3:2 dla Polki. Chwilę wcześniej Navarro wypracowała sobie nawet break pointa, którego nie wykorzystała. W innej akcji doszło również do sporej kontrowersji, gdy Amerykanka miała uzasadnione pretensje, że piłka po stronie Świątek odbiła się dwukrotnie.

     

    Nieporównywalne doświadczenie naszej tenisistki dało o sobie znać w najważniejszym momencie. Polka “przycisnęła” rywalkę w szóstym gemie, wygrywając z nią dwa punkty z rzędu od stanu 30:30. Po przełamaniu Polka utrzymała przewagę, wygrała drugiego seta 6:2 i po raz drugi w karierze awansowała do półfinału Australian Open.

     

     

  • “Robert Lewandowski wyrównuje epicki rekord rzutów karnych Cristiano Ronaldo w Lidze Mistrzów – ale jaka jest większa historia?”

    “Robert Lewandowski wyrównuje epicki rekord rzutów karnych Cristiano Ronaldo w Lidze Mistrzów – ale jaka jest większa historia?”

    “Robert Lewandowski wyrównuje epicki rekord rzutów karnych Cristiano Ronaldo w Lidze Mistrzów – ale jaka jest większa historia?”

    W niezwykle bogatej historii Ligi Mistrzów UEFA niewielu zawodnikom udało się stworzyć dziedzictwo tak znaczące, jak Robert Lewandowski. Polski supergwiazdor, znany ze swojej klinicznej skuteczności i umiejętności gry na najwyższym poziomie, wyrównał właśnie niezwykłe osiągnięcie: zdobycie 19 bramek z rzutów karnych w Lidze Mistrzów, czym dorównał samemu Cristiano Ronaldo, jednemu z największych piłkarzy w historii.

    Ale liczby to tylko jedna część historii. Narracja kryjąca się za tym osiągnięciem jest jeszcze bardziej intrygująca. Przyjrzyjmy się znaczeniu tego rekordu, co mówi on o miejscu Lewandowskiego w historii piłki nożnej i dlaczego może on być ważniejszy, niż wydaje się na pierwszy rzut oka.

    W towarzystwie legend

    Nazwisko Cristiano Ronaldo jest synonimem Ligi Mistrzów. Portugalski gwiazdor jest najlepszym strzelcem w historii tych rozgrywek, zdobywając oszałamiające 140 goli. Dla Lewandowskiego wyrównanie liczby rzutów karnych strzelonych przez Ronaldo to nie lada wyczyn, biorąc pod uwagę niezwykłą długowieczność Ronaldo i poziom rywalizacji, z którym mierzył się przez dwie dekady. Lewandowski dołącza teraz do grona graczy, którzy wyznaczali najwyższe standardy konsekwencji i doskonałości na największej scenie.

    Co sprawia, że ten rekord jest szczególnie interesujący, to różne ścieżki, którymi podążyli obaj zawodnicy, aby go osiągnąć. Rzuty karne Ronaldo często padały w najbardziej dramatycznych momentach, w tym w finałach Ligi Mistrzów i decydujących meczach fazy pucharowej. Lewandowski natomiast zbudował swoją reputację jako bezlitosna maszyna do zdobywania bramek, dostarczając gole zarówno w fazie grupowej, jak i w kluczowych spotkaniach.

    Droga Lewandowskiego do rekordu

    Dla Lewandowskiego ten rekord jest świadectwem jego konsekwencji i opanowania w kluczowych momentach. Znany z umiejętności czytania intencji bramkarzy i precyzyjnego wykonywania rzutów karnych, polski napastnik sprawia, że rzuty karne wyglądają na łatwe do zdobycia. Od swoich wczesnych dni w Borussii Dortmund, przez lata chwały w Bayernie Monachium, aż po obecne występy w Barcelonie, Lewandowski nigdy nie unikał odpowiedzialności, gdy stawka była wysoka.

    Jednym z wyróżniających się momentów w jego historii rzutów karnych była perfekcyjna realizacja w trakcie triumfalnej kampanii Bayernu w sezonie 2019/20, kiedy to niemiecki gigant zdobył wszystkie możliwe trofea. Rzuty karne Lewandowskiego są często mikrokosmosem jego większej roli w drużynie – spokojny, skupiony i nieustępliwy.

    Porównanie stylów: Lewandowski kontra Ronaldo

    Chociaż obaj zawodnicy osiągnęli taką samą liczbę bramek z rzutów karnych, ich style różnią się diametralnie. Rzuty karne Ronaldo to mieszanka siły i precyzji, często wykonywane z dramatycznym rozbiegiem, który utrzymuje bramkarzy w niepewności. Lewandowski z kolei bardziej polega na technice i wyczuciu czasu. Jego podejście jest przemyślane, z wyjątkową umiejętnością oszukiwania bramkarza do ostatniej chwili.

    Rzuty karne Ronaldo często padały w sytuacjach o wysokim napięciu, co jeszcze bardziej umacnia jego reputację gracza wielkich meczów. Lewandowski natomiast udowodnił, że konsekwencja w dłuższym okresie czasu może być równie wartościowa, jak momenty geniuszu. Ta różnica w stylu i kontekście dodaje kolejny wymiar intrygi do ich wspólnego rekordu.

    Co dalej z Lewandowskim?

    W wieku 35 lat Lewandowski nie wykazuje oznak spowolnienia. Z Barceloną powracającą do rywalizacji w Lidze Mistrzów i polskim napastnikiem na czele ich ataku, to tylko kwestia czasu, zanim przebije on wynik Ronaldo w liczbie strzelonych rzutów karnych. Ale większe pytanie brzmi: jak daleko może zajść Lewandowski? Czy jest w stanie rzucić wyzwanie ogólnemu rekordowi bramek Ronaldo w tych rozgrywkach? Chociaż różnica jest znaczna, nieustępliwość Lewandowskiego i jego niezwykła forma fizyczna sugerują, że może jeszcze zaskoczyć świat futbolu.

    Dlaczego ten rekord ma znaczenie?

    W świecie, gdzie indywidualne osiągnięcia są często świętowane bardziej niż sukcesy drużynowe, osiągnięcie Lewandowskiego jest świadectwem jego profesjonalizmu i poświęcenia. Wyrównanie Ronaldo w jakiejkolwiek statystyce jest wielkim wyczynem, a dokonanie tego w Lidze Mistrzów – rozgrywkach definiujących wielkość – czyni to jeszcze bardziej imponującym.

    To osiągnięcie wywołuje również fascynującą debatę na temat miejsca Lewandowskiego wśród najlepszych napastników w historii. Chociaż Ronaldo i Lionel Messi często dominują w takich dyskusjach, liczby i osiągnięcia Lewandowskiego przemawiają za jego obecnością w gronie najwybitniejszych.

    Ostatnie przemyślenia

    Robert Lewandowski wciąż przekracza granice wieku i oczekiwań, a jego najnowszy rekord to kolejny dowód na jego wielkość. Wyrównanie rekordu rzutów karnych Cristiano Ronaldo w Lidze Mistrzów to coś więcej niż tylko liczba – to deklaracja. To potwierdzenie, że Lewandowski należy do tej samej ligi, co największe legendy piłki nożnej.

    Pytanie brzmi: co dalej? Mając przed sobą jeszcze wiele meczów, Lewandowski z pewnością nie powiedział ostatniego słowa. Gdy celuje w nowe rekordy i prowadzi swoje drużyny do kolejnych sukcesów, fani na całym świecie mogą jedynie podziwiać zawodnika, który nieustannie redefiniuje sztukę zdobywania bramek.