• Dominacja w meczu Huberta Hurkacza na Australian Open. Doszło do udanego rewanżu

    Dominacja w meczu Huberta Hurkacza na Australian Open. Doszło do udanego rewanżu

    Hubert Hurkacz, rozstawiony z numerem 18, zakończył swój udział w Australian Open 2025 na drugiej rundzie, przegrywając z Serbem Miomirem Kecmanoviciem 4:6, 4:6, 2:6.

     

    Mecz trwał godzinę i 48 minut, a Hurkacz popełnił 38 niewymuszonych błędów, podczas gdy Kecmanović zaledwie 12. Polak nie zdołał przełamać serwisu przeciwnika, tracąc swoje podanie czterokrotnie.

     

    Po ubiegłorocznym ćwierćfinale w Melbourne, tegoroczna wczesna porażka oznacza dla Hurkacza utratę punktów w rankingu ATP i prawdopodobny spadek poza pierwszą dwudziestkę.

     

    W kontekście dalszych planów, Hurkacz może powrócić na korty podczas turnieju ATP 500 w Rotterdamie, zaplanowanego na 3-9 lutego. Istnieje również możliwość, że wcześniej wystąpi w barwach narodowych w meczu Pucharu Davisa przeciwko Gruzji, który odbędzie się 31 stycznia – 1 lutego w Tbilisi.

     

    Warto przypomnieć, że przed sezonem 2025 Hurkacz dołączył do swojego sztabu szkoleniowego dwóch renomowanych trenerów: Ivana Lendla i Nicolása Massú, licząc na poprawę wyników w nadchodzących turniejach.

     

     

     

     

  • Historyczne 6:0 w meczu Igi Świątek. Rewelacja jesieni zdemolowana przez Polkę

    Historyczne 6:0 w meczu Igi Świątek. Rewelacja jesieni zdemolowana przez Polkę

    Historyczne 6:0 w meczu Igi Świątek. Rewelacja jesieni zdemolowana przez Polkę

    Iga Świątek zaczęła ten sezon od rozgromienia w United Cup Malene Helgo 6:1, 6:0, ale trudno porównywać Norweżkę, zawodniczkę z piątej setki, do Rebekki Šramkovej, rewelacji ostatnich miesięcy. Tymczasem Słowaczka, zawodniczka z TOP 50 rankingu WTA, została przez Polkę zdemolowana na Rod Laver Arena, pierwszą partię przegrała w 26 minut 0:6. Później było trochę więcej walki, ale i tak po 61 minutach wicelidera rankingu WTA zameldowała się w trzeciej rundzie turnieju. Wygrała 6:0, 6:2.

     

    W całej historii swoich występów Igi Świątek w Australian Open, bajglem kończyły się mecze Polki tylko wtedy, gdy któraś z tenisistek była kwalifikantką. W taki sposób raszynianka wygrywała sety przeciwko Harriet Dart w 2022 roku oraz Cristinie Buscie dwa sezony temu, w taki sposób też… dostała lanie w 2019 roku od Camili Giorgi. Wtedy, w swoim debiucie, to Iga przebijała się przez kwalifikacje i w drugiej rundzie  głównej drabinki dostała solidne lanie od wysoko notowanej Włoszki, która już zakończyła karierę. Zresztą jej ostatnim starciem była zeszłoroczna porażka z Polką w Miami.

     

    Rebecca Šramková się w tę historię nie wpisywała, ona była rewelacją jesieni, gdy przebojem wdarła się z drugiej setki rankingu WTA do pierwszej, wygrała turniej w Hua Hin, dotarła do dwóch innych finałów w Monastyrze i Jiujiangu. I imponowała w finałach Billie Jean King Cup w Maladze. Tamtej formy już nie ma, choć pewnie nawet gdyby miała, to na Polkę i tak byłoby za mało.

     

    Australian Open. Iga Świątek kontra Rebecca Šramková w drugiej rundzie. Szybkie 6:0 Polki w pierwszym secie

     

    Słowaczka została bowiem zdemolowana przez Polkę na najważniejszym z kortów w Melbourne Park. W pierwszym secie wygrała zaledwie 10 punktów, ale kluczowym był tu drugi gem. Iga szybko objęła prowadzenie 1:0, ale w tym gemie serwisowym Šramkovej przegrywała już 0:40. I wtedy zaczęła rozrzucać rywalkę, która przestała nagle trafiać pierwszym serwisem. Ten drugi zaś nie był żadnym wyzwaniem dla 23-latki. Pięć kolejnych akcji, pięć kolejnych punktów dla Polki – i zrobiło się 2:0.

     

    A stąd była już krótka drga do 6:0, Rebecca nie potrafiła w żaden sposób włączyć się do gry. Bezradnie kręciła głową, gdy Polki goniła ją po korcie, trafiała tuż przy liniach. Šramková nie miała po prostu żadnych atutów, nawet ryzykując niewiele mogła zrobić. A gdy tylko próbowała, pudłowała.

     

    Po 26 minutach obie mogły zejść do ławek, Iga zapisała kolejny bajgiel w tym sezonie na swoim koncie.

     

    Drugiego seta Polka też zaczęła fenomenalnie, wygrała swojego gema serwisowego, znów kilka razy “oczyściła linie”. Ostatni punkt zdobyła po minimalnym aucie Słowaczki, która zdumiona patrzyła na powtórkę i zbliżenie miejsca uderzenia piłki w podłoże.

     

    Po siedmiu przegranych gemach z rzędu Šramková w końcu jednak mogła się uśmiechnąć – i była to radość wyjątkowo szczera, nagrodzona brawami przez kibiców. Wygrała z Polką do zera, kibice też zareagowali do zera. Różne zdarzają się cuda w tenisie, często zawodniczki podnoszą się po 0:6 w pierwszym secie, tego dokonała przecież zaledwie dobę wcześniej Magdalena Fręch. Tyle że co innego dokonać tego w starciu z Anną Blinkową, a co innego przeciwko zawodniczce klasy Świątek.

     

    Dwa wygrane gemy Šramkovej w drugim secie, oba do zera. Porażka w kolejnym była dla niej początkiem końca meczu

     

    Polka na żadną zmianę sytuacji nie pozwoliła, była skoncentrowana, korzystała z tego, że Słowaczka nie dysponuje nie wiadomo jaką siłą, nie potrafi przyspieszać gry i posyłać płaskich piłek. Takich, które wychodziłyby poza schematy. Nie miała więc szans by nawiązać walkę. I co ważniejsze – ona zdawała sobie z tego sprawę. Mogła się cieszyć, że uniknie “rowera”, sprawa awansu do trzeciej rundy była de facto rozstrzygnięta.

     

    Słowaczka walczyła do połowy piątego gema, miała 2:2 i 30:15 przy podaniu Polki. Gdy jednak Iga odwróciła losy tego gema, a później przełamała przeciwniczkę, było już po sprawie. Šramková nie była w stanie się podnieść.

     

    Iga powtórzyła więc wyczyn sprzed roku, zameldowała się w trzeciej rundzie. A teraz powalczy z Emmą Raducanu, która 6:3, 7:5 pokonała Amandę Anisimovą. I zapewne to spotkanie będzie dużo większym wyzwaniem dla naszej wiceliderki rankingu. Zmierzą się dwie byłe mistrzynie US Open, które marzą o takim sukcesie w Melbourne. 

  • 6:0. Demolka w meczu Igi Świątek! Set trwał tylko 27 minut

    6:0. Demolka w meczu Igi Świątek! Set trwał tylko 27 minut

    Iga Świątek znów zrobiła to, z czego jest doskonale znana, i potrzebowała do tego ledwie 27 minut. Właśnie w takim czasie Polka wygrała pierwszego seta z Rebeccą Sramkovą aż 6:0, korzystając z festiwalu niewymuszonych błędów Słowaczki. Druga partia nie była już tak jednostronna, ale dominacja faworytki była niepodważalna. Świątek pokonała Sramkovą 6:0, 6:2 i awansowała do trzeciej rundy Australian Open. Tam czeka nas wielki hit!

     

    Pierwszy poważny test Igi Świątek w tegorocznym Australian Open Polka zdała na cztery z plusem. Bez większych kłopotów ograła czołową deblistkę świata, awansując do drugiej rundy, gdzie już czekała na nią Rebecca Sramkova. To kolejna z nierozstawionych, ale mogących sprawić spore kłopoty zawodniczek

     

    Słowaczka ma za sobą bardzo przyzwoity rok, w trakcie którego spełniła swój wielki cel i awansowała w końcu do czołowej pięćdziesiątki rankingu. Na uznanie zasługiwała przede wszystkim końcówka sezonu w jej wykonaniu, gdy awansowała do dwóch finałów w ciągu dwóch tygodni i zdobyła swój premierowy tytuł w cyklu WTA. Nie ulegało wątpliwości, że Sramkova jest w stanie postawić się zdecydowanej faworytce.

     

    W Rebecce Sramkovej drzemie wielki potencjał, ale w pierwszych gemach spotkania zupełnie nie była w stanie tego udowodnić. Problemy zaczęły się dla niej w drugim gemie spotkania. Pomimo prowadzenia 40:0 w gemie przegrała pięć kolejnych gemów i błyskawicznie dała się przełamać.

     

    A potem… Iga Świątek weszła na bardzo wysoki poziom. Polka bardzo szybko zdołała wywalczyć jeszcze jedno przełamanie, prowadząc ze Sramkovą 4:0 po zaledwie kilkunastu minutach gry. Słowaczka, mimo że na moment opanowała nerwy, i tak miała problemy z wygrywaniem pojedynczych punktów.

     

    Zobacz także: Iga Świątek pominięta już na początku Australian Open. Nawet o niej nie wspomniał

    Przy tym wszystkim należy docenić fantastyczną postawę Igi Świątek. Błędy rywalki to jedno, a wykorzystywanie ich bez litości to drugie. Druga rakieta świata prezentowała się wyśmienicie, przebijając niemal każde zagranie przeciwniczki. Gdy Polka przygotowała sobie pozycję i znalazła odpowiedni kąt do uderzenia, Sramkova była absolutnie bezradna

     

    To dzięki temu po ledwie 26 minutach faworytka meczu wyszła na prowadzenie 6:0, nie pozostawiając wątpliwości co do tego, kto był lepszy na korcie centralnym imienia Roda Lavera w Melbourne. Sramkova musiała natychmiast wyrzucić z głowy koszmarną pierwszą partię, aby przynajmniej nawiązać rywalizację ze swoją oponentką.

     

    Koniec passy. Ale koncert trwał

    Druga partia szybko przyniosła Sramkovej to, czego nie mogła doczekać się w pierwszym secie. Słowaczka w końcu przerwała fantastyczną passę Igi Świątek, utrzymując serwis, a potem wdała się w wyrównaną walkę o przełamanie serwisu faworytki. Wyglądało to trochę tak, jakby Sramkovą przestała dręczyć nadmierna trema, co przynosiło jej wyłącznie korzystne efekty.

     

    Przez pięć pierwszych gemów drugiego seta Sramkova była w stanie nawiązać walkę ze Świątek, ale w szóstym błędy wróciły. Polka nie mogła zmarnować takiej szansy i jeszcze raz pokazała swoją dominację, przełamując Słowaczkę jeszcze raz. Świątek prowadziła 6:0, 4:2 i była w doskonałej sytuacji, by za moment świętować awans do trzeciej rundy Australian Open.

     

    Zobacz również: To koniec panowania Igi Świątek! Nie jest już liderką rankingu UTR

    Do sensacyjnego zwrotu nie doszło. Nie mogło do niego dojść, nie przy tak dobrej postawie Igi Świątek. Polka rozbiła Rebeccę Sramkovą, popisując się kilkoma fantastycznymi zagraniami. Tym samym 23-latka awansowała do trzeciej rundy Australian Open, w której zagra z Emmą Raducanu. A to oznacza, że w Melbourne czeka nas wielki hit!

     

    W Rebecce Sramkovej drzemie wielki potencjał, ale w pierwszych gemach spotkania zupełnie nie była w stanie tego udowodnić. Problemy zaczęły się dla niej w drugim gemie spotkania. Pomimo prowadzenia 40:0 w gemie przegrała pięć kolejnych gemów i błyskawicznie dała się przełamać.

     

    A potem… Iga Świątek weszła na bardzo wysoki poziom. Polka bardzo szybko zdołała wywalczyć jeszcze jedno przełamanie, prowadząc ze Sramkovą 4:0 po zaledwie kilkunastu minutach gry. Słowaczka, mimo że na moment opanowała nerwy, i tak miała problemy z wygrywaniem pojedynczych punktów.

     

    Zobacz także: Iga Świątek pominięta już na początku Australian Open. Nawet o niej nie wspomniał

    Przy tym wszystkim należy docenić fantastyczną postawę Igi Świątek. Błędy rywalki to jedno, a wykorzystywanie ich bez litości to drugie. Druga rakieta świata prezentowała się wyśmienicie, przebijając niemal każde zagranie przeciwniczki. Gdy Polka przygotowała sobie pozycję i znalazła odpowiedni kąt do uderzenia, Sramkova była absolutnie bezradna

  • Iga Świątek – Rebecca Sramkova [RELACJA NA ŻYWO]

    Iga Świątek – Rebecca Sramkova [RELACJA NA ŻYWO]

    Iga Świątek – Rebecca Sramkova [RELACJA NA ŻYWO]

    iga Świątek kontynuuje swój marsz do finału. W pierwszej rundzie pokonała Czeszkę Katerinę Siniakovą, natomiast teraz na jej drodze stoi Słowaczka Rebecca Sramkova, notowana na 49. miejscu rankingu WTA. Obie zawodniczki zmierzą się ze sobą po raz pierwszy. Śledź relację na żywo z meczu Iga Świątek — Rebecca Sramkova w Przeglądzie Sportowym Onet!

     

    Iga Świątek i Rebecca Sramkova pojawiły się na korcie. Czas na rozgrzewkę

     

    Iga Świątek zmierzy się w swoim kolejnym meczu na Australian Open z Rebeccą Sramkovą. Polka jest zdecydowaną faworytką pojedynku, w którym zagra po raz pierwszy w karierze zagra z 49. zawodniczką rankingu WTA. Słowaczka liczy jednak na to, że uda jej się zaskoczyć naszą reprezentantkę. “Dobrze jest podchodzić do spotkania z pozycji słabszej zawodniczki, ludzie nie oczekują wtedy od ciebie tak dużo” — stwierdziła w rozmowie z portalem Sportskeeda.com

  • Wokół Collins, Gauff i Świątek wrze na Australian Open. Coco Gauff zdradza, jak jest naprawdę

    Wokół Collins, Gauff i Świątek wrze na Australian Open. Coco Gauff zdradza, jak jest naprawdę

    Wokół Collins, Gauff i Świątek wrze na Australian Open. Coco Gauff zdradza, jak jest naprawdę

    – Dla mnie, zwłaszcza jeśli chodzi o aspekt drużynowy, Danielle była zabawna i wnosiła najlepszą energię – powiedziała Coco Gauff podczas konferencji prasowej na Australian Open. Tym samym odniosła się do pytania o zachowanie swojej rodaczki podczas United Cup. Przy okazji wspomniała również o incydencie między Collins a Igą Świątek. Co młoda mistrzyni sądzi o relacji Amerykanki z Polką?

     

    Danielle Collins bez wątpienia należy do najbardziej kontrowersyjnych tenisistek ostatnich tygodni. Wszystko za sprawą jej zachowania wobec rywalek, w szczególności wobec Igi Świątek. Już podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu nazwała Polkę „fałszywą”. Kolejną odsłonę tego „konfliktu” widziano podczas United Cup. Polska i USA rywalizowały w finale, a podczas tradycyjnego powitania zawodników przy siatce doszło do nietypowej sytuacji.

     

    Collins podała rękę wiceliderce rankingu WTA, jednak zrobiła to w sposób uznany za lekceważący. Odwróciła wzrok, a całe zdarzenie stało się hitem Internetu. „Nowy rok, stara ja” – żartowała Collins w mediach społecznościowych. Jej zachowanie spotkało się z falą krytyki, ale wydaje się, że sama zawodniczka niewiele sobie z tego robi. – Są sytuacje, które lubię, i są takie, których nie lubię – skomentowała krótko.

     

    Coco Gauff staje w obronie Collins i zdradza, co Amerykanka myśli o Świątek: „Nikt jej nie zmieni”

     

    Do sprawy odniosła się Coco Gauff, która była koleżanką Collins z reprezentacji USA podczas United Cup. Młoda mistrzyni US Open z 2023 roku, której zwycięstwo nad Świątek przesądziło o triumfie Amerykanek, wzięła w obronę swoją starszą koleżankę.

     

    – Danielle zawsze będzie Danielle i nikt jej nie zmieni, a ona sama się tym nie przejmuje – podkreśliła Gauff, cytowana przez essentiallysports.com. Tym samym jasno zasugerowała, że Collins nie interesuje się opiniami innych, w tym Igi Świątek. Gauff zwróciła też uwagę na dobrą energię, jaką Collins wnosiła do drużyny.

     

    – Dla mnie Danielle była zabawna i wniosła najlepszą energię. Mimo że w pierwszym tygodniu była chora, później, gdy sytuacja się unormowała, dawała z siebie wszystko dla zespołu. Myślę, że teraz jest bardziej zrelaksowana – dodała.

     

    Pomimo że Collins nie grała w finałowym meczu, to właśnie jej zachowanie wzbudziło większe zainteresowanie niż występy pozostałych zawodników, którzy przyczynili się do zwycięstwa USA. Taylor Fritz, który również był członkiem drużyny podczas United Cup, skomentował sytuację z uściskiem dłoni: – Najwięcej o ludziach mówi to, jak reagują na porażkę. Wtedy można dowiedzieć się o nich najwięcej.

     

    Czy Collins, Gauff lub Świątek sięgną po triumf na Australian Open?

     

    Obecnie Collins, Gauff i Świątek rywalizują w Australian Open. Gauff awansowała już do III rundy turnieju. Collins i Świątek czekają mecze II rundy – Amerykanka zmierzy się z Destanee Aiavą, a Polka stanie naprzeciw Rebeki Sramkovej. Spotkanie Igi Świątek zaplanowano na godzinę 1:30 czasu polskiego w nocy ze środy na czwartek. Zachęcamy do śledzenia tekstowej relacji na stronie głównej Sport.pl oraz w naszejaplikacji mobilnej.

     

  • Ależ wrze wokół Collins i Świątek na Australian Open. Gauff ujawnia, jak jest

    Ależ wrze wokół Collins i Świątek na Australian Open. Gauff ujawnia, jak jest

    Ależ wrze wokół Collins i Świątek na Australian Open. Gauff ujawnia, jak jest

    – Dla mnie, szczególnie jeśli mowa o aspekcie bycia w zespole, Danielle była zabawna i wniosła najlepszą energię – podkreślała Coco Gauff na konferencji prasowej przy okazji Australian Open. W ten sposób odniosła się do pytania o postawę rodaczki podczas United Cup. Przy okazji nawiązała też do incydentu Collins z Igą Świątek. Co jej rodaczka myśli na temat Polki?

     

    Danielle Collins jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych tenisistek ostatnich tygodni. Wszystko przez jej zachowanie względem rywalek, a w szczególności wobec Igi Świątek. Już podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu nazwała ją “fałszywą”. Kolejną odsłonę “konfliktu” widzieliśmy podczas United Cup. Polska i USA rywalizowały w finale, a przed nim doszło do tradycyjnego powitania zawodników przy siatce. Ci ściskali sobie dłonie, ale sposób, w jaki zrobiła to 31-letnia Amerykanka, wzbudził spore poruszenie.

     

    Wprawdzie podała rękę wiceliderce rankingu WTA, ale zrobiła to lekceważąco. Na dodatek odwróciła wzrok, a całe zdarzenie stało się hitem w Internecie. “Nowy rok, stara ja” – drwiła z tej sytuacji Collins. Spadła na nią spora krytyka, ale Amerykanka zdaje się nią nie przejmować. – Mam sytuacje, które lubię, mam sytuacje, których nie lubię, to są rzeczy, które się zdarzają – mówiła.

     

    Coco Gauff broni Collins ws. incydentu ze Świątek. Ujawniła, co starsza rodaczka myśli o Polce. “Nikt jej nie zmieni”

     

    Teraz do sprawy incydentu na United Cup odniosła się koleżanka z reprezentacji Collins. Mowa o Coco Gauff, której zwycięstwo nad Świątek przesądziło o tytule dla USA. Młodsza z Amerykanek stanęła w obronie rodaczki, mówiąc nieco więcej o jej osobowości.

     

    – Zawsze powtarzam, że Danielle będzie Danielle i nikt jej nie zmieni, a ona sama się tym nie przejmuje – mówiła krótko mistrzyni US Open z 2023 roku, cytowana przez essentiallysports.com. Tym samym dała jasno do zrozumienia, że Collins nie zastanawia się nad tym, co myśli o niej Polka czy też inni. Następnie opowiedziała o atmosferze, jaką Collins wprowadzała w drużynie. Jej zdaniem, wniosła dobrą energię.

     

    – Dla mnie, szczególnie jeśli mowa o aspekcie bycia w zespole, Danielle była zabawna i wniosła najlepszą energię. Była chora w pierwszym tygodniu, ale kiedy już wszystko się wyjaśniło, to dała ławce to, co najlepsze. Była fajna i uważam, że teraz jest, nie wiem, może bardziej zrelaksowana – podkreślała Gauff. Tym samym oceniła, że Collins wniosła sporo dobrego dla zespołu USA, mimo że na korcie szans zaprezentować się nie miała.

     

    Mimo wszystko to o Collins było głośniej niż o rodakach, którzy walczyli o trofeum i cel osiągnęli. Głos w sprawie incydentu już wcześniej zabrał też Taylor Fritz, który był w zespole podczas United Cup. – Myślę, że najwięcej o ludziach mówi to, jak reagują na przegraną. Myślę, że wtedy można dowiedzieć się o nich najwięcej – mówił krótko w kwestii uścisku dłoni.

     

    Collins, Gauff, Świątek. Czy któraś z nich wygra Australian Open?

     

    Zarówno Collins, Gauff, jak i Świątek rywalizują obecnie w Australian Open. Młodsza z Amerykanek awansowała już do III rundy. Z kolei przed skonfliktowanymi paniami mecze II rundy. Collins zmierzy się z Destanee Aiavą, z kolei Świątek zagra z Rebeccą Sramkovą. Mecz drugiej rakiety świata rozpocznie się o godzinie 1:30 czasu polskiego w nocy ze środy na czwartek. Zapraszamy do śledzenia relacji tekstowej z tego spotkania na stronie głównej Sport.pl i w naszejaplikacji mobilnej.

     

  • To koniec panowania Igi Świątek! Nie jest już liderką rankingu UTR

    To koniec panowania Igi Świątek! Nie jest już liderką rankingu UTR

    To koniec panowania Igi Świątek! Nie jest już liderką rankingu UTR

    Koniec panowania Igi Świątek w rankingu Universal Tennis Rating (UTR) — globalnym systemie oceny tenisistek i tenisistów! Polska tenisistka, mimo że nie zaliczyła udanego finiszu sezonu 2024, to i tak na koniec poprzedniego roku prowadziła w tym zestawieniu. To się już jednak zmieniło. Po najnowszej aktualizacji Polkę wyprzedziła Coco Gauff, która pokonała ją w ostatnim finale United Cup. Szokować może pozycja Aryny Sabalenki, którą analitycy uplasowali poza podium.

     

    Ranking UTR jest tworzony przez analityków od 2022 r. Ocenia on zawodniczki na podstawie wyników w każdym pojedynczym meczu, a nie poszczególnych turniejach. Każda tenisistka jest oceniana w skali od 1 do 16,5 biorąc pod uwagę aktualną formę i jakość pokonanych rywalek. Według twórców ta klasyfikacja jest najbardziej precyzyjnym wskaźnikiem aktualnego układu sił w tenisie.

     

    Sabalenka w tej klasyfikacji zajmuje odległe jak na liderkę rankingu WTA czwarte miejsce. Na pierwsze miejsce awansowała Amerykanka Coco Gauff, która wyprzedziła Igę Świątek. Polka przez cały poprzedni sezon dominowała w tym rankingu, jednak już na początku tego roku Amerykanka udowodniła, że znalazła na nią patent.

     

    Iga Świątek została zepchnięta z pierwszego miejsca rankingu UTR

     

    Gauff bowiem wygrała dwa ostatnie pojedynki z byłą liderką rankingu — najpierw w listopadzie podczas WTA Finals w Rijadzie i dwa miesiące później w Sydney podczas finału United Cup. Warto przypomnieć, że z wcześniejszych 12 pojedynków aż 11 padło łupem Świątek.

     

    Zdaniem analityków rankingu UTR Gauff oceniana jest w tym momencie na 12.95 w skali 16-punktowej. Świątek z kolei oceniono na 12.93 za grę w ostatnich miesiącach. Podium zamyka Chinka Zheng Qinwen z oceną 12.91 — taką samą jak czwarta Aryna Sabalenka. Zaskakująco daleko jest Jasmine Paolini.

     

    Włoska rewelacja ostatniego sezonu, która kilka dni temu poprowadziła Włoszki do wygranej w Billie Jean King Cup, zajmuje w rankingu UTR szokujące 14. miejsce. 28-latce wyliczono wartość umiejętności na poziomie 12.65.

     

    Teraz najlepsze tenisistki świata mają szansę na poprawę swojej pozycji w rankingu podczas rywalizacji w wielkoszlemowym Australian Open. Iga Świątek w czwartek o 1.30 polskiego czasu zmierzy się ze Słowaczką Rebeccą Sramkovąw drugiej rundzie

     

  • To koniec panowania Igi Świątek! Nie jest już liderką rankingu UTR

    To koniec panowania Igi Świątek! Nie jest już liderką rankingu UTR

    To koniec panowania Igi Świątek! Nie jest już liderką rankingu UT

     

    Koniec panowania Igi Świątek w rankingu Universal Tennis Rating (UTR) — globalnym systemie oceny tenisistek i tenisistów! Polska tenisistka, mimo że nie zaliczyła udanego finiszu sezonu 2024, to i tak na koniec poprzedniego roku prowadziła w tym zestawieniu. To się już jednak zmieniło. Po najnowszej aktualizacji Polkę wyprzedziła Coco Gauff, która pokonała ją w ostatnim finale United Cup. Szokować może pozycja Aryny Sabalenki, którą analitycy uplasowali poza podium.

     

    Ranking UTR jest tworzony przez analityków od 2022 r. Ocenia on zawodniczki na podstawie wyników w każdym pojedynczym meczu, a nie poszczególnych turniejach. Każda tenisistka jest oceniana w skali od 1 do 16,5 biorąc pod uwagę aktualną formę i jakość pokonanych rywalek. Według twórców ta klasyfikacja jest najbardziej precyzyjnym wskaźnikiem aktualnego układu sił w tenisie.

     

    Sabalenka w tej klasyfikacji zajmuje odległe jak na liderkę rankingu WTA czwarte miejsce. Na pierwsze miejsce awansowała Amerykanka Coco Gauff, która wyprzedziła Igę Świątek. Polka przez cały poprzedni sezon dominowała w tym rankingu, jednak już na początku tego roku Amerykanka udowodniła, że znalazła na nią patent.

     

    Iga Świątek została zepchnięta z pierwszego miejsca rankingu UTR

     

    Gauff bowiem wygrała dwa ostatnie pojedynki z byłą liderką rankingu — najpierw w listopadzie podczas WTA Finals w Rijadzie i dwa miesiące później w Sydney podczas finału United Cup. Warto przypomnieć, że z wcześniejszych 12 pojedynków aż 11 padło łupem Świątek.

     

    Zdaniem analityków rankingu UTR Gauff oceniana jest w tym momencie na 12.95 w skali 16-punktowej. Świątek z kolei oceniono na 12.93 za grę w ostatnich miesiącach. Podium zamyka Chinka Zheng Qinwen z oceną 12.91 — taką samą jak czwarta Aryna Sabalenka. Zaskakująco daleko jest Jasmine Paolini.

     

    Włoska rewelacja ostatniego sezonu, która kilka dni temu poprowadziła Włoszki do wygranej w Billie Jean King Cup, zajmuje w rankingu UTR szokujące 14. miejsce. 28-latce wyliczono wartość umiejętności na poziomie 12.65.

     

    Teraz najlepsze tenisistki świata mają szansę na poprawę swojej pozycji w rankingu podczas rywalizacji w wielkoszlemowym Australian Open. Iga Świątek w czwartek o 1.30 polskiego czasu zmierzy się ze Słowaczką Rebeccą Sramkovą w drugiej rundzie.

  • Rywalka Świątek ma wrodzoną wadę. Nie poddała się i pisze historię

    Rywalka Świątek ma wrodzoną wadę. Nie poddała się i pisze historię

    Rywalka Świątek ma wrodzoną wadę. Nie poddała się i pisze histori

     

    Nie wiem, jak to jest widzieć dobrze – wyznała swego czasu Rebecca Sramkova, która ma wrodzoną wadę wzroku. Słowaczka po raz pierwszy w karierze osiągnęła drugą rundę wielkoszlemowego Australian Open i zmierzy się z Igą Świątek

     

    Mimo że po godzinie i 23 minutach Iga Świątek zameldowała się w drugiej rundzie wielkoszlemowego Australian Open, to jej spotkanie z Czeszką Kateriną Siniakovą wcale nie należało do najłatwiejszych. Polka wygrała 6:3, 6:4, ale rywalka dwukrotnie odpowiadała na przełamanie.

     

    Trudnej przeciwniczki nie należało się spodziewać w kolejnej fazie zmagań w Melbourne. Rywalką naszej tenisistki została Słowaczka Rebecca Sramkova, która ograła Amerykankę Katie Volynets po trzysetowej rywalizacji.

     

    Tym samym Świątek po raz pierwszy będzie miała okazję zmierzyć się ze Sramkovą. Tenisistka ta, głównie za sprawą występów w Azji jesienią 2024 roku, zajmuje obecnie 49. miejsce w światowym rankingu WTA. To właśnie jest jej życiowy wynik, mimo że ma już 28 lat.

     

    Słowaczka w poprzednim sezonie po raz pierwszy w karierze wygrała turniej rangi WTA, triumfując w drugiej edycji zmagań w Hua Hin. Wcześniej 13 razy triumfowała w imprezach ITF w singlu i cztery w deblu.

     

    Co ciekawe, niewiele brakowało, by Sramkova w ogóle nie wystąpiła we wspomnianym turnieju rangi WTA 250. Po zmaganiach w Monastyrze musiała pędzić, by w ogóle wystartować w Hua Hin.

     

    Mieliśmy tylko godzinę, żeby wziąć prysznic i spakować nasze rzeczy – wyjawiła wówczas Słowaczka, która po triumfie w Tajlandii nie miała czasu na świętowanie.

     

    Po zmaganiach w Hua Hin miała trzy godziny, by dostać się do Bangkoku, a potem polecieć do Pekinu. W stolicy Chin wylądowała o 7:00, a jeszcze tego samego dnia przystąpiła do kwalifikacji, licząc na występ w turnieju rangi WTA 1000. Po przybyciu do pokoju hotelowego od razu musiała lecieć na korty.

     

    Mimo wszystko był to bardzo udany czas dla Sramkowej. Dostała się bowiem do głównej drabinki, gdzie wyeliminowała Anhelinę Kalininę oraz Jekaterinę Aleksandrową. Wówczas miała serię dziewięciu zwycięstw z rzędu, a także wygrane 13 z ostatnich 14 spotkań.

     

    W tym czasie 28-latka zyskała nowy pseudonim. – Jestem tak zmęczona… ale widziałam posty, w których ludzie nazywali mnie Króliczkiem Duracell. To było takie zabawne – przyznała tenisistka urodzona w Bratysławie.

     

    Od samego początku kariery Słowaczka ma jednak trudności z rywalizacją. Powodem tego jest wrodzona wada wzroku, która jest dla niej mocno odczuwalna w lewym oku.

     

    – Nie wiem, jak to jest widzieć dobrze. Próbowałam nosić soczewki kontaktowe, ale widzenie nie było dużo lepsze i nie mogłam znieść tego uczucia – wyznała swego czasu.

     

    Dla wielu sportowców byłoby niezwykle trudne, a nawet prawie niemożliwe, kontynuowanie kariery. Ona z kolei miała nadzieję na to, że wszystkie aspekty tenisa i koordynacja gry poprawią jej wzrok, co jednak nie miało przełożenia na rzeczywistość.

     

    Karierę Słowaczki mocno wyhamowały również kontuzje. Przez prawie rok nie rywalizowała z uwagi na problemy z plecami. Do tego doszły jeszcze kłopoty z ramieniem czy mięśniami brzucha. Do tego doszło jeszcze złamanie zmęczeniowe w nodze, przez które musiała przejść operację.

     

    Jednak Sramkova ma za sobą najlepszy sezon w karierze i z pewnością liczy na to, że obecny okaże się jeszcze lepszy. Już po raz pierwszy udało jej się wygrać mecz w głównej drabince Australian Open i zameldować w drugiej rundzie, a teraz może poprawić się jeszcze bardziej.

     

    Tyle tylko, że Świątek jest zdecydowaną faworytką i jej ewentualna przegrana byłaby gigantyczną sensacją. Starcie Polki ze Słowaczką zaplanowano na czwartek, 16 stycznia, godzinę 1:30 naszego czasu. Transmisja telewizyjna w Eurosporcie 1, online na platformie Max, a relacja tekstowa na WP SportoweFakty.

  • Niesamowity wyczyn polskich siatkarzy. Podbili Ligę Mistrzów, to już się dzieje

    Niesamowity wyczyn polskich siatkarzy. Podbili Ligę Mistrzów, to już się dzieje

    PGE Projekt Warszawa zdominował Ligę Mistrzów! Niesamowita seria polskich siatkarzy trwa

     

    Polscy siatkarze z PGE Projekt Warszawa nie przestają imponować w rozgrywkach Ligi Mistrzów. W swoim piątym meczu grupowym brązowi medaliści PlusLigi pokonali na wyjeździe belgijski Greenyard Maaseik. Choć ostatni set był pełen emocji, to ostatecznie warszawianie zdołali utrzymać swoją dominację, wygrywając całe spotkanie 3:0. Dzięki temu zwycięstwu polski zespół zapewnił sobie miejsce w ćwierćfinale jeszcze przed ostatnią kolejką fazy grupowej.

     

    Trener warszawian, Piotr Graban, przed meczem ostrzegał, że Belgowie będą ryzykować i szukać szansy na przełamanie:

    „To będzie trudny mecz. Z pewnością rywale będą ryzykować w polu zagrywki, nie mają nic do stracenia” – mówił przed kamerami CEV. Jednak rzeczywistość pokazała, że jego słowa były bardziej kurtuazyjne niż trafne, ponieważ w pierwszych dwóch setach polscy siatkarze nie dali gospodarzom większych szans.

     

    Efektowny powrót Tillie, dominacja w pierwszych dwóch setach

     

    Do składu PGE Projekt Warszawa powrócił Kevin Tillie, który nie mógł zagrać w ostatnim meczu ligowym przeciwko Aluron CMC Warcie Zawiercie. Tym razem jednak zabrakło Linusa Webera i Karola Borkowskiego. Pomimo tych braków warszawianie od początku meczu narzucili swoje tempo. Już na starcie pierwszego seta prowadzili 3:0, głównie dzięki punktowemu blokowi Jakuba Kochanowskiego. Gospodarze próbowali reagować, jednak przewaga polskiego zespołu rosła – momentami wynosiła nawet siedem punktów.

     

    Artur Szalpuk i Kevin Tillie byli nie do zatrzymania, a belgijski zespół popełniał kolejne błędy. Set zakończył się wynikiem 25:19 dla PGE Projekt.

     

    Druga partia wyglądała podobnie. Warszawianie szybko objęli prowadzenie i choć Belgowie próbowali zmniejszyć straty, to polski zespół kontrolował przebieg gry. Świetnie spisywał się Jan Firlej, a akcje wykańczali Szalpuk i Tillie. Drugi set zakończył się wynikiem 25:22.

     

    Trzeci set pełen emocji

     

    Ostatnia partia przyniosła najwięcej emocji. Belgowie poprawili grę środkiem i lepiej bronili, co pozwoliło im nawiązać wyrównaną walkę. Warszawianie prowadzili już 12:10, ale gospodarze szybko wyrównali, a nawet objęli prowadzenie 22:21. Ostatecznie jednak to PGE Projekt wykazał się większym opanowaniem w końcówce, wykorzystując piłkę meczową po bloku i wygrywając 25:23.

     

    Niesamowita seria warszawian

     

    Po pięciu meczach grupowych PGE Projekt Warszawa ma na koncie pięć zwycięstw i fenomenalny bilans setów 15:1. Zespół Graban prowadzi w tabeli grupy A z sześcioma punktami przewagi nad Berlin Recycling Volleys, który nie jest już w stanie dogonić polskiej drużyny. Dzięki temu warszawianie są pewni miejsca w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.

    Składy drużyn:

    Greenyard Maaseik: Cox, Fornes, Kessel, Vanker, Saaremaa, Iribarne – Currie (libero) oraz Sirjakovs, Pawlun, Fafchamps, Perin.

    PGE Projekt Warszawa: Bołądź, Semeniuk, Tillie, Firlej, Kochanowski, Szalpuk – Wojtaszek (libero) oraz Gruszczyński (libero).