• Przełomowy konkurs Stocha. Pierwszy taki w sezonie. Sensacyjne podium w Sapporo

    Przełomowy konkurs Stocha. Pierwszy taki w sezonie. Sensacyjne podium w Sapporo

    Przełomowy konkurs Stocha. Pierwszy taki w sezonie. Sensacyjne podium w Sapporo

    Ryoyu Kobayashi wygrywa drugi konkurs Pucharu Świata w Sapporo. Sensacyjnie na podium zabrakło Austriaków. Z bardzo dobrej strony pokazał się Kamil Stoch, który po raz pierwszy w tym sezonie okazał się najlepszym z Polaków. Poza nim punktowała także dwójka Biało-Czerwonych. Teraz skoczków czekają niespełna dwa tygodnie przerwy, a po niej rozpocznie się walka o medale mistrzostw świata w Trondheim.

     

    Nocne skoki w Sapporo zaczęły się od kwalifikacji, w których działo się sporo. Sędziowie bardzo często manewrowali belką, a po raz kolejny w ostatnim czasie ich triumfatorem okazał się Domen Prevc. Do konkursu awansował komplet Polaków, a najlepiej wypadli Paweł Wąsek i Maciej Kot, którzy zajęli odpowiednio 14. i 16. miejsce. Awans pierwszy raz w tym sezonie wywalczył także Noriaki Kasai, któremu wystarczyło 108 metrów. O godz. 3:00 wystartował konkurs główny.

     

    Błysk Stocha i dobre skoki Polaków w I serii. Zawiódł tylko Juroszek

     

    Pierwszym z Biało-Czerwonych w niedzielnym konkursie był Kacper Juroszek. Nasz najmłodszy zawodnik w Sapporo niestety wypadł fatalnie. Skoczył ledwie 104 metry, czyli o metr krócej, niż Noriaki Kasai i zakończył swój udział w rywalizacji na I serii. Następnie nadszedł czas na bardzo dobrze prezentującego się w ten weekend Macieja Kota. Triumfator konkursu Pucharu Świata na Okurayamie z 2017 roku uzyskał 123,5 metra i uplasował się na 15. pozycji.

     

    Trzecim Polakiem, który oddał skok w zawodach, był Kamil Stoch. Trzykrotny mistrz olimpijski pokazał się z bardzo dobrej strony, skacząc 126,5 metra, co dało mu po I serii 12. miejsce. Ostatnim z naszych zawodników był Paweł Wąsek. Nasz lider tym razem nie wypadł najlepiej. W swoim skoku uzyskał bowiem 122,5 metra i uplasował się na 14. lokacie.

     

    Zatem na półmetku najlepszym z Biało-Czerwonych okazał się Kamil Stoch. Na prowadzeniu był Marius Lindvik, aż 7,3 punktu przed drugim Ryoyu Kobayashim oraz 12,9 punktu przed triumfatorem kwalifikacji – Domenem Prevcem. W tej części zawodów tylko czołowej dwójce udało się przekroczyć barierę 130 metrów. Udział w konkursie po I serii zakończył za to Noriaki Kasai, który skoczył 105 metrów, podobnie jak były lider Pucharu Świata z tego sezonu, czyli Pius Paschke. Niemiec uzyskał ledwie 117,5 metra i zajął pechowe 31. miejsce.

     

    Dublet Kobayashiego w Sapporo. Mocny sygnał od Norwegów przed MŚ w Trondheim

     

    Niestety, drugi skok nie udał się Maciejowi Kotowi, który skoczył 121 metrów, co sprawiło, że osunął się aż o dziewięć pozycji i ostatecznie zakończył zawody na 24. lokacie. Nie poprawili się także Paweł Wąsek i Kamil Stoch. Ten pierwszy wylądował na 124 metrze, co dało mu 17. pozycję, a Stoch uzyskał co prawda 122,5 metra, ale w gorszych warunkach i okazał się najlepszym z Polaków, zajmując 16. miejsce. To pierwszy taki przypadek w tym sezonie, a dokładniej, jak wyliczył Adam Bucholz z portalu skijumping.pl, pierwszy od 331 dni, gdy nasz trzykrotny mistrz olimpijski okazał się najlepszym z Biało-Czerwonych w pojedynczym konkursie.

     

    Po raz drugi w ten weekend wygrał Ryoyu Kobayashi, który skoczył aż 137 metrów i odrobił stratę do prowadzącego po I serii Mariusa Lindvika, który zajął ostatecznie drugie miejsce. Trzeci był Johan Andre Forfang. Norwegowie zaprezentowali się zatem ze znakomitej strony tuż przed mistrzostwami świata, które zostaną rozegrane na ich ziemii. Na podium sensacyjnie zabrakło reprezentanta Austrii, co zdarzyło się dopiero po raz drugi w tym sezonie. To był 34 triumf Kobayashiego w zawodach Pucharu Świata, dzięki czemu wyprzedził pod tym względem legendarnego Jensa Weissfloga.

    https://x.com/Bucholz_Adam/status/1890971247057445176

    Skrócone wyniki drugiego konkursu Pucharu Świata w Sapporo:

    1. Ryoyu Kobayashi (132 m i 137 m)

    2. Marius Lndvik (136 m i 131 m)

    3. Johan Andre Forfang (129 m i 136 m)

    16. Kamil Stoch (126,5 m i 122,5 m)

    17. Paweł Wąsek (122,5 m i 124 m)

    24. Maciej Kot (123,5 m i 121 m)

     

  • Świątek znów w połówce z Ostapenko, ogromny pech Sabalenki. Oto drabinka WTA 1000 w Dubaju

    Świątek znów w połówce z Ostapenko, ogromny pech Sabalenki. Oto drabinka WTA 1000 w Dubaju

    Świątek znów w połówce z Ostapenko, ogromny pech Sabalenki. Oto drabinka WTA 1000 w Dubaju

    Jeszcze nie zakończył się turniej WTA 1000 w Dosze, a już poznaliśmy drabinkę kolejnego kobiecego tysięcznika, który odbędzie się w Dubaju. Iga Świątek, z racji wolnego losu w pierwszej rundzie, przystąpi do rywalizacji od drugiej fazy zmagań. Dzisiaj, tuż po godz. 10:00 czasu polskiego, wyłoniono potencjalne rywalki dla raszynianki w premierowym spotkaniu podczas rozgrywek w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Wiemy już także, z kim zmierzą się Magdalena Fręch oraz Magda Linette. Poniżej prezentujemy szczegóły losowania.

     

    Dzisiaj zostanie rozegrany finał WTA 1000 w Dosze, tym razem niestety bez udziału Igi Świątek. Oczy polskich kibiców powoli spoglądają już zatem w kierunku Dubaju, który będzie kolejnym przystankiem w kobiecym kalendarzu. O ile w stolicy Kataru 23-latka triumfowała już trzykrotnie, o tyle w Zjednoczonych Emiratach Arabskich nie zdobyła jeszcze tytułu. W 2023 roku dotarła do finału, który przegrała z Barborą Krejcikovą. Podczas ubiegłorocznej edycji odpadła o fazę wcześniej, po spotkaniu z Anną Kalinską.

     

    W tym roku pięciokrotna zwyciężczyni imprez wielkoszlemowych postara się o premierowy sukces w Dubaju, ale nie będzie o to łatwo, bowiem obsada rozgrywek znów dopisuje organizatorom. Zobaczymy niemal wszystkie zawodniczki z czołowej “10” rankingu WTA. Największą nieobecną zmagań w Zjednoczonych Emiratach Arabskich będzie triumfatorka Australian Open – Madison Keys, która wycofała się z całego Middle East Swing ze względu na chęć wyleczenia kontuzji uda. Oprócz Igi Świątek w Dubaju zagrają również inne nasze reprezentantki – Magdalena Fręch oraz Magda Linette.

     

    Znamy drabinkę WTA 1000 w Dubaju. Wiemy, z kim może zacząć Iga Świątek

     

    Dzisiaj, tuż po godz. 10:00 czasu polskiego, odbyło się losowanie turniejowej drabinki. Chociaż ścieżka rozpisana jest na 64 zawodniczki, to osiem najwyżej rozstawionych tenisistek ma wolny los w pierwszej rundzie. Z takiego przywileju skorzystają m.in. Iga Świątek, Aryna Sabalenka, Coco Gauff czy Jelena Rybakina. W związku z tym Polka rozpocznie zmagania od drugiej fazy. Tam zmierzy się z Wiktorią Azarenką lub Anheliną Kalininą.

     

    Na wolny los nie mogły za to liczyć Magdalena Fręch oraz Magda Linette. One przystąpią do rywalizacji już od pierwszej rundy. Zawodniczka urodzona w Łodzi trafiła na Dianę Sznajder, a z kolei poznanianka zagra z Dajaną Jastremską. Już od początku turnieju zapowiada się bardzo ciekawe granie. W połówce Igi Świątek ponownie znalazła się Jelena Ostapenko, ale ona, jeśli pokona kwalifikantkę, zagra później z Jeleną Rybakiną. O ogromnym pechu może mówić z kolei Aryna Sabalenka. Znów potencjalnie czeka ją na “dzień dobry” starcie z Jekateriną Aleksandrową, jeśli ta upora się z tenisistką z eliminacji. Kilka dni temu Rosjanka pokonała Białorusinkę po tie-breaku trzeciego seta.

    https://x.com/ReemAbulleil/status/1890697073772601369

    Mecze z udziałem Polek w pierwszej rundzie:

    Magdalena Fręch – Diana SznajderMagda Linette – Dajana Jastremska

    Potencjalne mecze z udziałem Polek w drugiej rundzie:Iga Świątek – Wiktoria Azarenka/Anhelina KalininaMagdalena Fręch/Diana Sznajder – Linda Noskova/Julia PutincewaMagda Linette/Dajana Jastremska – Beatriz Haddad Maia/Anastazja Potapowa

    Główne zmagania w ramach WTA 1000 w Dubaju potrwają od 16 do 22 lutego. Najważniejsze informacje dotyczące turnieju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich będzie można znaleźć w specjalnej zakładce na stronie Interia Sport. Relacje z meczów z udziałem Polek również ukażą w naszym serwisie.

     

  • Światowe media przejechały się po Świątek. Tak ją nazwali

    Światowe media przejechały się po Świątek. Tak ją nazwali

    Światowe media przejechały się po Świątek. Tak ją nazwali

    Iga Świątek boleśnie przegrała półfinałowy mecz z Jeleną Ostapenko w półfinale WTA 1000 Doha. Polka nie była w stanie przeciwstawić się rywalce i straciła szansę na czwarty z rzędu tytuł w Katarze. Media na całym świecie rozpisują się na temat tego, co się stało w tym meczu.

     

     

    Iga Świątek niestety nie zdobędzie czwartego tytułu z rzędu w Dosze. Druga rakieta świata po wyeliminowaniu Jeleny Rybakiny, Lindy Noskovej i Marii Sakkari, nie dała rady Łotyszce – Jelenie Ostapenko. Komentatorzy tego spotkania w Canal+ podkreślali, że to spotkanie było brutalne i skończyło się w 70 minut wynikiem 6:3, 6:1.

     

    Reakcje światowych mediów po porażce Igi Świątek: Zmiażdżona

     

    To był piąty mecz tych tenisistek i… piąta porażka Igi Świątek. Reprezentantka Łotwy zakończyła fantastyczną serię 15 zwycięstw trzykrotnej obrończyni tytułu w tym turnieju. W finale Ostapenko zmierzy się z Jekateriną Aleksandrową lub Amandą Anisimową.

     

    To, co się stało w meczu, odbiło się szerokim echem na świecie. Rosyjski serwis championat.com nazwał wprost przebieg tego meczu: “Jelena Ostapenko miażdży Igę Świątek w Dosze” – czytamy.

     

    “Spotkanie trwało 1 godzinę i 10 minut. W tym czasie Ostapenko zanotowała cztery asy serwisowe, popełniła cztery podwójne błędy serwisowe i wykorzystała cztery z dziewięciu break-pointów. Świątek miała jednego asa, trzy podwójne błędy serwisowe i jednego wykorzystanego break-pointa z trzech” – zauważono.

     

    “Świątek, ulubiona zabawka Ostapenko”

     

    O krok dalej posunął się serwis puntodebreak.com, który swój artykuł zatytułował: “Światek, ulubiona zabawka Ostapenko”. Dziennikarze podkreśli, że to jest “delikatny moment” dla Igi, która nie zdobyła tytułu od Rolanda Garrosa. “Nie znalazła ukojenia nawet tutaj, w jednym ze swoich ulubionych miejsc” – dodano.

     

    Portal canaltenis.com nazwał Ostapenko “łotewskim huraganem”, który “rozgromił” Świątek w WTA Doha. “Jelena Ostapenko rozegrała znakomity mecz i zmiażdżyła drugą w rankingu tenisistkę w półfinale turnieju WTA w Dosze” – czytamy.

     

    Z kolei ESPN nazwał tenisistkę z Rygi “kryptonitem” Igi Świątek, czyli fikcyjną substancją która osłabiała bohatera filmów – Supermana. “Można go również używać w odniesieniu do czegoś lub kogoś, co umniejsza główne cechy innej osoby lub rzeczy” – zaznaczyli dziennikarze.

     

    “Zajmująca drugie miejsce w rankingu światowym tenisistka, która nie zdobyła żadnego tytułu od ostatniego Rolanda Garrosa, wciąż nie potrafi zaprezentować się tak przekonująco jak Ostapenko. Przynajmniej w Dosze” – dodali.

     

    Ostapenko przystąpiła do tego meczu z bilansem 1:4 w 2025 roku

     

    Na koniec serwis tennis.com podkreślił, że do pierwszego turnieju WTA 1000 Jelena Ostapenko przystąpiła z bilansem 1:4 w grze pojedynczej w 2025 roku. “Ale nie straciła seta w czterech dotychczasowych zwycięstwach, w tym nad rozstawioną z numerem 4 Jasmine Paolini i rozstawioną z numerem 16 Ludmiłą Samsonową, a także do ćwierćfinałowego triumfu nad Ons Jabeur” – wymieniono.

     

    “Finalistka Rolanda Garrosa 2017 ma na swoim koncie bilans 0-2 w finałach WTA 1000, a w 2016 roku, jako nastolatka, zajęła drugie miejsce w Dosze. Po zdobyciu dwóch tytułów WTA 500 w zeszłym roku Ostapenko zagra z Jekateriną Aleksandrową lub Amandą Anisimovą o swój pierwszy tytuł singlowyw tym sezonie” – zakończono.

     

  • Iga Świątek znokautowana. “Czy to był mecz tenisa?” [OPINIA]

    Iga Świątek znokautowana. “Czy to był mecz tenisa?” [OPINIA]

    Iga Świątek znokautowana. “Czy to był mecz tenisa?” [OPINIA]

    Przykre, ale prawdziwe. Iga Świątek została zmieciona z kortu przez Jelenę Ostapenko. W trakcie dwóch setów w półfinale turnieju w Dosze na twarzy Polki można było wyczytać jedynie bezradność i bezsilność.

     

    Ciężko nawet z pełnym przekonaniem stwierdzić, że w półfinale turnieju WTA 1000 w Doha obejrzeliśmy mecz tenisa. Tak, były rakiety, piłki, siatka, wymiarowy kort i sędzia. I nawet trybuny z kibicami.

     

    Jednak agresywny styl gry Jeleny Ostapenko sprawił, że w trakcie dwóch setów najmniej zobaczyliśmy tzw. tenisa w tenisie. Ciekawych wymian było jak na lekarstwo, zwłaszcza w pierwszym secie. Serwis, return, atak, boisko. Bądź serwis, return, atak i aut. Albo się uda, albo nie uda.

     

    Niestety dla nas, najczęściej się udawało. Bezkompromisowy i agresywny styl gry Ostapenko znów nie dał szans Polce, która tym samym przegrała piąty z rzędu (!) mecz z Łotyszką.

     

    Świątek chciała grać akcje polegające na wymianach, poganiać rywalką, wyprowadzić z równowagi, jednak okazało się to po prostu niemożliwe. Ostapenko kończyła swoje akcje niezwykle szybko, nie dając Polce szansy na przejęcie kontroli nad meczem.

     

    A nawet jeśli akcja trwała dłużej niż kilka sekund, Łotyszka zazwyczaj trafiała potężnymi forhendami w samą linię. – To jest gra na granicy szaleństwa – skomentowała na antenie Canal Plus Sport Joanna Sakowicz-Kostecka.

     

    W tym szaleństwie była jednak metoda. W pierwszym secie pewne 6:3, w drugiej partii wręcz pogrom, bo tak trzeba nazwać zwycięstwo 6:1. I awans do wielkiego finału.

     

    Iga Świątek wyglądała na bezradną, po prostu. Po przegraniu trzeciego gema w drugim secie nie wytrzymała i schodząc bo boksu rzuciła rakietą o kort. Niestety, wyrzucenie z siebie negatywnych emocji nie pomogło. Z jej twarzy można było wyczytać jedynie bezsilność.

     

    Ale jak inaczej, gdy rywalce wychodzi niemal wszystko, niekiedy wbrew prawom fizyki?

     

    Trzeba jednak przyznać, że forehand Igi Świątek nie działa tak jak w meczach z Lindą Noskovą czy Jeleną Rybakiną. Błędów było zbyt dużo, a skuteczność Ostapenko była zbyt wysoka, żeby dało się to w jakikolwiek sposób obejść.

     

    To była pełna dominacja i nokaut polskiej gwiazdy. Jej rywalka zaprezentowała wręcz kosmiczny tenis i Świątek nie miała po swojej stronie żadnych argumentów, by jej zagrozić. Smutne, ale prawdziwe.

     

    Jednak tak jak w lutym 2022 roku porażka z Łotyszką zapoczątkowała jej serię 37 kolejnych zwycięstw, tak nie ma przeciwskazań, by Świątek za chwilę rozpoczęła kolejne pasmo sukcesów. No może poza jednym – że wkrótce znów nie spotka się z Ostapenko.

  • Ostapenko zdominowała Świątek, Polka wyładowała złość na rakiecie. Koniec pięknej serii

    Ostapenko zdominowała Świątek, Polka wyładowała złość na rakiecie. Koniec pięknej serii

    Ostapenko zdominowała Świątek, Polka wyładowała złość na rakiecie. Koniec pięknej seri

     

    Na piątek zaplanowano półfinały turnieju WTA 1000 w Dosze. Już po raz czwarty z rzędu zagościła w nich Iga Świątek. Polka rywalizowała o awans do decydującego starcia z Jeleną Ostapenko, z którą miała bilans 0-4 w bezpośrednich pojedynkach. Niestety, dzisiaj nasza tenisistka zaliczyła piątą porażkę w potyczkach z reprezentantką Łotwy. Mistrzyni Roland Garros 2017 dominowała na korcie, a 23-latka nie kryła złości. Ostatecznie Jelena triumfowała 6:3, 6:1. To koniec pięknej serii Igi, która była niepokonana w stolicy Kataru od pięciu lat.

     

    Iga Świątek musiała się sporo napracować, by awansować do półfinału tegorocznej edycji turnieju WTA 1000 w Dosze. Najprostszy okazał się pierwszy mecz z Marią Sakkari. Później Polka stoczyła niesamowitą batalię z Lindą Noskovą, która zakończyła się wygraną raszynianki 6:4 w trzecim secie. W ćwierćfinałowym pojedynku 23-latka wróciła zaś ze stanu 2:4 15-30 w drugiej partii i pokonała Jelenę Rybakinę jeszcze przed potencjalnym tie-breakiem.

     

    Batalia o finał imprezy w stolicy Kataru przyniosła starcie z nieobliczalną Jeleną Ostapenko, często określaną jako “zmorę” naszej reprezentantki. Nie bez powodu, bo mistrzyni Roland Garros 2017 miała jak dotąd rewelacyjny bilans 4-0 w bezpośrednich potyczkach ze Świątek. Ostatni mecz rozegrały podczas czwartej rundy US Open 2023. Wówczas Łotyszka wygrała 3:6, 6:3, 6:1 i spowodowała, że Iga straciła pozycję liderki rankingu – jak się później okazało, na okres 8 tygodni.

     

    Raszynianka polowała zatem na rewanż za dotychczasowe przegrane i premierowy triumf w starciach z niewygodną przeciwniczką. Ostapenko imponowała formą podczas tegorocznych zmagań w Dosze i można się było spodziewać, że naszej zawodniczce nie będzie łatwo. 23-latka rywalizowała jednak w wyjątkowym dla siebie miejscu, gdzie triumfowała w trzech poprzednich edycjach zmagań, a ostatnią porażkę odniosła w 2020 roku ze Swietłaną Kuzniecową.

     

    Jelena Ostapenko w finale WTA 1000 w Dosze. Kolejny raz pokonała Igę Świątek

     

    Mecz rozpoczął się od serwisu Świątek. Polka miała problem ze zbudowaniem przewagi poprzez swoje podanie, od razu była atakowana agresywnymi returnami przeciwniczkami. Już na “dzień dobry” Ostapenko przełamała Polkę do 15, a potem podwyższyła prowadzenie do stanu 2:0 po wygraniu gema do zera. Jelena czuła się niezwykle swobodnie i próbowała wywrzeć presję także przy kolejnym rozdaniu. Reprezentantka Łotwy prowadziła już 30-15, ale na szczęście kolejne trzy okazje powędrowały na konto raszynianki. 23-latka trochę urozmaiciła serwis i to przyniosło pozytywny efekt. Dzięki temu zdobyła premierowe “oczko” w dzisiejszym spotkaniu.

     

    W kolejnych minutach obie dość pewnie utrzymywały swoje podania. W szóstym gemie zrodziła się pierwsza okazja dla Igi na powrót. Polka miała break pointa, ale nie poradziła sobie z pierwszym serwisem przeciwniczki. Kolejne dwa punkty również powędrowały na konto Jeleny i ostatecznie zrobiło się 4:2 dla reprezentantki Łotwy. Podczas siódmego rozdania nasza tenisistka zanotowała świetny gem serwisowy, wygrała go do zera. Nie zrobiło to jednak najmniejszego wrażenia na Ostapenko. Po chwili mistrzyni Roland Garros 2017 utrzymała swoje podanie, a rywalizację w pierwszej partii zakończyła już w dziewiątym gemie, wykorzystując trzeciego setbola. Jelena triumfowała w premierowej odsłonie 6:3 i po kilku minutach przerwy mogła otwierać kolejnego seta.

     

    Obraz gry nie uległ zmianie także na starcie drugiej partii. Jelena cały czas napierała i wytrącała Świątek ze strefy komfortu. Po tym, jak Łotyszka utrzymała swoje podanie, później problemy z wygraniem serwisu miała Iga. Polka broniła kolejnych break pointów, ale przy czwartym, gdy wydawało się, że ma już akcję pod kontrolą, zagrała piłkę z forhendu w siatkę. Doszło do przełamania i Ostapenko objęła prowadzenie 2:0. W trzecim gemie zacięło się podanie mistrzyni Roland Garros 2017, pojawiało się sporo podwójnych błędów serwisowych. Pojawił się break point dla Polki, którego nie zdołała jednak wykorzystać. W kluczowym momencie znów nie zdołała posłać returnu w kort, a później gem został rozstrzygnięty na korzyść Jeleny. Polka wyładowała swoją frustrację na rakiecie.

     

    Nasza tenisistka była wyraźnie stłamszona tym, co dzieje się na centralnym obiekcie w Dosze. Po chwili straciła podanie do zera i było już 4:0 dla rywalki. Podczas piątego rozdania Ostapenko wyraźnie się rozluźniła po raz pierwszy w meczu przegrała gema przy swoim serwisie. Niestety, nie poszła za tym lepsza seria z perspektywy Świątek. Nastąpiło kolejne przełamanie, a później zakończenie pojedynku. Ostatecznie Jelena pokonała naszą tenisistkę 6:3, 6:1, poprawiając bilans bezpośrednich starć do stanu 5-0. Tym samym raszynianka nie zgarnie czwartego z rzędu tytułu w Dosze. Po raz pierwszy od pięciu lat znalazła się zawodniczka, która wygrała z Igą w stolicy Kataru.

  • Szokujący skok w Sapporo! Legendarny lot Kamila Stocha przebity [WIDEO]

    Szokujący skok w Sapporo! Legendarny lot Kamila Stocha przebity [WIDEO]

    Szokujący skok w Sapporo! Legendarny lot Kamila Stocha przebity [WIDEO]

    Sceny na Okurayamie! Mocny wiatr pod narty sprzyja bardzo dalekim skokom, a to, co zrobił właśnie Robin Pedersen przejdzie do historii skoków narciarskich. Norweski zawodnik poleciał podczas treningu aż 152,5 metra, co jest nieoficjalnym rekordem skoczni w Sapporo. Wynik nie zostanie uznany, bo treningowe próby nie są oceniane przez sędziów. Z relacji z Japonii wiemy jednak, że ustał swoją niesamowitą próbę. To przecież aż cztery metry dalej, niż oficjalny rekord Kamila Stocha! W sieci pojawiło się nagranie z tego fantastycznego skoku.

     

    Porywisty wiatr miał zagrażać rywalizacji w Japonii, ale treningi udało się przeprowadzić bez większych problemów, jedynie z lekkim opóźnieniem. Z Polaków tylko Kamil Stoch poradził sobie z warunkami w pierwszej treningowej serii. Zajął 23. miejsce i jako jedyny z Biało-Czerwonych był lepszy od prawie 53-letniego Noriakiego Kasaiego. Wygrał lider całego cyklu Daniel Tschofenig (141,5 m), ale w drugiej serii został przyćmiony przez genialny skok Norwega.

     

    Poleciał dalej niż rekord Stocha! Przecież to się nie mieści w głowie

     

    Wiatr pod narty w drugiej serii wykorzystał zawodnik, który zajmuje dopiero 46. miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata z 23 punktami na koncie.

     

    “Robin Pedersen — 152,5 metra w drugim treningu!” — podaje serwis Skijumping.pl. Odległość w oficjalnych wynikach potwierdza FIS, który niestety nie transmitował treningu. “Norweg ustał swoją próbę — to nowy nieoficjalny rekord Okurayamy!” — czytamy.

    https://x.com/Skijumpingpl/status/1890288122996617371

    “Robin Pedersen nieoficjalnym rekordzistą Okurayamy. 152,5 metra! Pozostaje wyczekiwać nagrania niesamowitego lotu Norwega w Sapporo” — czytamy we wpisie Dominika Formeli, polskiego dziennikarzy, który jest pod skocznią w Japonii.

    https://x.com/DominikFormela/status/1890289503199523211

    Niedługo później w mediach społecznościowych ukazało się nagranie z rekordowym skokiem.

    https://x.com/5107Yut/status/1890287498884256050

    Przypomnijmy, że sześć lat temu na tej samej skoczni w Sapporo piękną kartę historii zapisał Kamil Stoch. Skoczył 148,5 m, co pozostaje oficjalnym rekordem skoczni. Dzisiejszy wyczyn przebija go tylko oficjalnie. Treningi nie podlegają bowiem ocenom sędziowskim.

    Adam Bucholz ze Skijumping.pl błyskawicznie wyliczył, skocznia w Sapporo to dziewiąty duży obiekt, na którym ktokolwiek zdołał polecieć co najmniej 150 m. Duże skocznie z ustanym 150-metrowym lotem:

    155,5 m Willingen

    154,0 m Krasnojarsk

    153,5 m Ruka

    153,0 m Kraliky

    152,5 m Sapporo

    151,0 m Harrachov

    150,5 m Bischofshofen

    150,0 m Titisee-Neustadt

    150,0 m Zakopane” — czytamy.

     

    Mimo odjętych za wiatr punktów Norweg wygrał drugą serię treningową. W niej nieźle radzili sobie już Polacy. Paweł Wąsek ze skoku na skok wygląda w Sapporo coraz lepiej. Lider Biało-Czerwonych w pierwszej sesji kompletnie zawiódł. Był dopiero 31. (113 m). W drugim treningu poszło mu zdecydowanie lepiej. Skok na 125 m dało mu 11. lokatę. Stabilne próby pokazał wracający do Pucharu Świata Kamil Stoch.

  • “Niesamowita”. Lewandowski spotkał się z Pajor. Kibice zadają jedno pytanie

    “Niesamowita”. Lewandowski spotkał się z Pajor. Kibice zadają jedno pytanie

    “Niesamowita”. Lewandowski spotkał się z Pajor. Kibice zadają jedno pytani

     

    Robert Lewandowski zdradził w mediach społecznościowych, że razem z żoną spędzili popołudnie w Barcelonie z Ewą Pajor. Internauci w komentarzach pytali o… Wojciecha Szczęsnego.

     

    Robert Lewandowski w czwartek (13.02) podzielił się z fanami na Instagramie zdjęciami ze spotkania z Ewą Pajor. Polskim gwiazdom FC Barcelony towarzyszyła Anna Lewandowska (patrz poniżej).

     

    Kapitan reprezentacji Polski i napastnik Barcy w swoim wpisie wyraził podziw dla talentu i determinacji 28-letniej piłkarki, która w tym sezonie robi furorę w drużynie FC Barcelona Femeni.

     

    “Wspaniałe popołudnie z niesamowitą Ewą! Jej talent i determinacja są naprawdę inspirujące. Jesteśmy dumni z tego, że wspieramy kobiecą piłkę nożną i podekscytowani na jej dalszy rozwój!” – napisał “Lewy”.

     

    Podczas spotkania nie zabrakło pamiątkowych zdjęć. Najpierw Lewandowski pozował do fotografii z Pajor, a do następnego zdjęcia ustawiła się też Lewandowska (patrz poniżej – po naciśnięciu strzałki po prawej).

     

    Pajor, jedna z najlepszych polskich piłkarek, latem 2024 r. przeniosła się do FC Barcelony, wzmacniając jedną z czołowych drużyn kobiecego futbolu na świecie. Lewandowski występuje w barwach Dumy Katalonii od 2022 r.

     

    Oboje otwierają klasyfikację najlepszych strzelców ligi hiszpańskiej. “Lewy” do tej pory strzelił 19 bramek, a Pajor – 14.

     

    Fanom, którzy byli pod wrażeniem zdjęć ze spotkania Lewandowskich z Pajor, zabrakło jednej osoby. “Polska siła w Barcelonie, jeszcze Wojtek”, “A gdzie Szczęsny?”, “No nareszcie, spotkali się polscy mistrzowie. Czekamy na wspólne zdjęcie z Wojtkiem” – pisali w komentarzach, wskazując na pierwszego aktualnie bramkarza Barcy – Wojciecha Szczęsnego.

  • Kolejny hit ze Świątek! Znamy godzinę meczu

    Kolejny hit ze Świątek! Znamy godzinę meczu

    Kolejny hit ze Świątek! Znamy godzinę mecz

    Iga Świątek nie będzie miała czasu na odpoczynek i już w piątek rozegra mecz półfinałowy w ramach turnieju WTA 1000 na kortach twardych w Dosze. Organizatorzy poinformowali, o której godzinie Polka zmierzy się z Jeleną Ostapenko.

    Broniąca tytułu Iga Świątek wygrała trzeci z rzędu pojedynek i wystąpi w półfinale turnieju Qatar TotalEnergies Open 2025. Teraz na drodze wiceliderki rankingu WTA stanie Łotyszka Jelena Ostapenko.

    Organizatorzy turnieju WTA 1000 w Dosze poinformowali, że oba półfinały singla zostaną rozegrane w piątek (14 lutego). Świątek i Ostapenko wyjdą na kort centralny o godz. 15:00 naszego czasu.

    Świątek nie ma miłych wspomnień, jeśli chodzi o pojedynki z Ostapenko. Polka przegrała cztery wcześniejsze spotkania z Łotyszką w kobiecym tourze. W piątek będzie miała więc okazję odnieść premierowe zwycięstwo z tą niewygodną rywalką.

    Natomiast drugi półfinał zawodów WTA 1000 w Dosze zostanie rozegrany po zakończeniu pojedynku z udziałem naszej tenisistki. Zmierzą się w nim Rosjanka Jekaterina Aleksandrowa oraz lepsza z pary Marta Kostiuk – Amanda Anisimova.

    Transmisja z meczu Świątek – Ostapenko będzie dostępna w Canal+ Sport oraz serwisie Canal Plus Online.

  • Kiedyś ten moment dla Świątek musiał nadejść. “Zmora” na drodze Polki po finał

    Kiedyś ten moment dla Świątek musiał nadejść. “Zmora” na drodze Polki po finał

    Kiedyś ten moment dla Świątek musiał nadejść. “Zmora” na drodze Polki po fina

     

    Podobnie jak w zeszłym roku, także i w tym Iga Świątek okazała się lepsza od Jeleny Rybakiny w Dosze. Nasza tenisistka wygrała spotkanie 6:2, 7:5, zaliczając udany powrót w drugiej partii ze stanu 2:4 15-30. Polka mogła już zatem oczekiwać na to, co wydarzy się w kolejnym meczu, który miał wyłonić rywalkę dla raszynianki w półfinale turnieju rangi WTA 1000. Na korcie centralnym w stolicy Kataru pojawiły się Ons Jabeur i Jelena Ostapenko. Znamy już przeciwniczkę 23-latki w piątkowej batalii.

     

    W czwartek doszło do kolejnego starcia pomiędzy Igą Świątek i Jeleną Rybakiną w Dosze. Tak jak w ubiegłorocznym finale, mecz zakończył się zwycięstwem naszej tenisistki. Polka zdominowała rywalizację w pierwszym secie, który wygrała pewnie – 6:2. Od początku drugiej partii, po kilkuminutowej przerwie toaletowej, obserwowaliśmy jednak inne oblicze reprezentantki Kazachstanu. W pewny momencie mistrzyni Wimbledonu 2022 prowadziła już 4:2 i 30-15 przy serwisie raszynianki. Mimo niekorzystnej pozycji 23-latka odrobiła stratę i ostatecznie triumfowała 6:2, 7:5. Pojedynek zakończył się w nietypowy sposób – podwójnym błędem Rybakiny.

     

    Iga mogła już zatem oczekiwać na to, co się wydarzy w kolejnym starciu na korcie centralnym w Dosze. Pojedynek Ons Jabeur – Jelena Ostapenko miał wyłonić bowiem przeciwniczkę dla Świątek w półfinale imprezy rangi WTA 1000 w stolicy Kataru. Była to rewanżowa batalia za ich mecz z 4 lutego. Podczas pierwszej rundy WTA 500 w Abu Zabi lepsza okazała się reprezentantka Tunezji. Wygrała wówczas 7:6(4), 7:5. Tym razem rywalizacja potoczyła się zupełnie inaczej.

     

    Jelena Ostapenko pokonała Ons Jabeur. Zagra z Igą Świątek w półfinale WTA 1000 w Dosze

     

    Mecz rozpoczął się od serwisu Ostapenko. Tunezyjka prowadziła 30-0 w gemie, ale mimo to nie zdołała wywalczyć przełamania. Po chwili to Jelena jako pierwsza wywalczyła breaka i wyszła na 2:0. Jabeur szybko zareagowała na rozwój wydarzeń i w kolejnych minutach odrobiła straty, chociaż wcale nie było o to prosto. W czwartym gemie musiała bronić aż trzech okazji przeciwniczki na 3:1. Ostatecznie doszło jednak do wyrównania, a tuż po nim była nawet szansa Ons na 3:2 z przełamaniem.

     

    Tunezyjka nie zdołała wyjść na prowadzenie i kolejne fragmenty pojedynku zostały zdominowane przez reprezentantkę Łotwy. Mistrzyni Roland Garros 2017 kolekcjonowała kolejne gemy i nie straciła już żadnego “oczka” do końca partii. Efektowne okazało się zwłaszcza ostatnie rozdanie w secie, gdy Ostapenko nie straciła ani jednego punktu przy serwisie Jabeur.

     

    Na starcie drugiej odsłony Ons miała szansę, by rozpocząć partię od przełamania. Prowadziła 40-15, wypracowała sobie dwa break pointy. Ostatecznie Ostapenko utrzymała jednak serwis. Także podczas kolejnego gema przy podaniu Jeleny obserwowaliśmy stan równowagi, ale tym razem Jelena nie musiała bronić żadnych okazji na przełamanie. Po chwili sama miała break pointy – i to aż trzy z rzędu. Ostatniego z nich zamieniła w prowadzenie, które później powiększyła do stanu 4:1.

     

    Reprezentantka Tunezyjki do końca walczyła jeszcze o odrobienie strat, ale to rywalka jako pierwsza wypracowała sobie kolejne break pointy, które jednocześnie były piłkami meczowymi. Ostapenko wykorzystała już pierwszą okazję i zwyciężyła 6:2, 6:2. Tym samym to Jelena, mająca bilans 4-0 w bezpośrednich starciach z Igą Świątek, zagra o finał WTA 1000 w Dosze z naszą najlepszą tenisistką. Będzie to ich pierwsza rywalizacja od US Open 2023. Raszynianka stanie w piątek przed szansą, by zaliczyć premierowe zwycięstwo w potyczkach z nieobliczalną zawodniczką. Gdzie, jeśli nie w Dosze, gdzie 23-latka jest niepokonana od kilku lat. Początek piątkowej rozgrywki nie przed godz. 15:00 czasu polskiego.

  • Hurkacz zagrał znacznie poniżej oczekiwań. Rywal to wykorzystał

    Hurkacz zagrał znacznie poniżej oczekiwań. Rywal to wykorzystał

    Hurkacz zagrał znacznie poniżej oczekiwań. Rywal to wykorzystał

    Hubert Hurkacz nie będzie najlepiej wspominał tegorocznego turnieju ATP 250 w Marsylii. Polak nie przypominał siebie z poprzednich zmagań w Rotterdamie i choć zdołał powalczyć z Zhizhenem Zhangiem, przegrał po trzysetowym starciu 4:6, 7:6(1), 3:6.

     

    Poprzedni tydzień był bardzo udany w wykonaniu Huberta Hurkacza. Polak odniósł trzy zwycięstwa w turnieju ATP 500 w Rotterdamie, meldując się w półfinale imprezy. Tam stoczył pełną emocji, trzysetową batalię z Carlosem Alcarazem. Zakończyła się ona zwycięstwem Hiszpana, który później sięgnął po końcowy triumf.

     

    Teraz 28-latek z Wrocławia postawił na start w zmaganiach rangi ATP 250 w Marsylii. Najlepszy polski tenisista został rozstawiony z “czwórką” i w pierwszej rundzie miał wolny los. W meczu otwarcia trafił na Zhizhena Zhanga. 20. zawodnik rankingu ATP wcześniej czterokrotnie mierzył się z tym rywalem i tylko raz musiał uznać jego wyższość.

     

    Hurkacz nie rozpoczął najlepiej tego meczu. Chińczyk już na otwarcie zanotował przełamanie, a po utrzymanym serwisie szybko wyszedł na 2:0. Choć w czwartym gemie nasz zawodnik miał dwie szanse na odrobienie straty, nie udało się ich wykorzystać.

     

    Kolejne break pointy pojawiły się dopiero w dziewiątym gemie. Wypracował je Zhang, który miał zarazem dwie piłki setowe. Polka zdołał się wybronić i utrzymał się w grę w tej odsłonie. Niestety tylko na chwilę. Chińczyk odpowiedział bowiem obronionym serwisem, wykorzystał trzecią piłkę setową i wygrał 6:4.

     

    Od początku drugiego seta obaj zawodnicy pewnie utrzymywali podania. Pierwsze break pointy pojawiły się w piątym gemie, kiedy Chińczyk wyszedł na 40:0 przy serwisie Hurkacza, który zepsuł trzy akcje. Od tego momentu 28-latek wygrał jednak pięć kolejnych akcji, głównie dzięki podaniu i nie dał się przełamać.Kolejne gemy również padały łupem podających, co przybliżało do tie-breaka. Mogło do niego nie dojść, bowiem w dziesiątym gemie Polak miał piłkę setową przy podaniu rywala, której nie udało się jednak wykorzystać. Decydująca rozgrywka stała się więc faktem i była pokazem mocy Hurkacza, który rozbił rywala 7-1 i doprowadził do trzeciej partii.

     

    Trzecia odsłona była kontynuacją solidnej postawy serwisowej obu tenisistów. Wyjątkiem był czwarty gem, w którym Zhang wypracował dwa break pointy, ale żadnego nie wykorzystał. Kolejna szansa na przełamanie pojawiła się w ósmym gemie i tym razem Chińczyk już jej nie zmarnował. Po chwili dołożył pewnie utrzymane podanie, wygrał 6:3 i zameldował się w ćwierćfinale.

     

    Open 13 Provence, Marsylia (Francja)

    ATP 250, kort twardy w hali, pula nagród 767,5 tys. euro

    czwartek, 13 lutego

     

    Open 13 Provence, Marsylia (Francja)

    ATP 250, kort twardy w hali, pula nagród 767,5 tys. euro

    czwartek, 13 lutego

     

    II runda gry pojedynczej:

     

    Zhizhen Zhang (Chiny) – Hubert Hurkacz (Polska, 4) 6:4, 6:7(1), 6:3