• Jakub Szymański mistrzem Europy! Dwie setne, rzut Francuza nic nie zmienił

    Jakub Szymański mistrzem Europy! Dwie setne, rzut Francuza nic nie zmienił

    Jakub Szymański mistrzem Europy! Dwie setne, rzut Francuza nic nie zmienił

    Nie Ewa Swoboda, nie Pia Skrzyszowska, nie Konrad Bukowiecki. To właśnie Jakub Szymański był największą polską szansą na złoty medal w halowych mistrzostwach Europy w Apeldoorn. Przyjechał do Holandii jako ten z najlepszym czasem w Europie, był pewny swego. I wiedzieliśmy już po wcześniejszych biegach, że formę ma znakomitą. Taką też jednak mieli obaj Francuzi, którzy chcieli pokrzyżować mu plany. Nie dali rady, Szymański wywalczył złoto.

     

    7.39 s uzyskane w Orlen Cup w Łodzi przez Jakuba Szymańskiego musiało mocno wpłynąć na jego europejskich rywali. To, że w hali jest szczególnie mocny, wiadomo od dawna. Jako 20-latek sięgnął po wicemistrzostwo Europy w hali dwa lata temu w Stambule, wtedy jednak przegrał z Jasonem Josephem, bo Szwajcar miał finał-marzenie – 7.41 s. Jak to mówił Jakub już w Holandii, wówczas “nie miał do Josepha podejścia”.

     

    Teraz sytuacja się zmieniła, Polak jest w wybitnej formie, a Szwajcar odpadł w półfinale. Formą imponowali zaś dwaj Francuzi: Wilhelm Belocian i Just Kwaou-Mathey, zwłaszcza ten pierwszy. Przy czym Polak zaznaczył wcześniej, że tak było często: Belocian imponował w eliminacjach czy półfinałach. A później brakowało mu energii w finale.

     

    Mistrzostwa Europy. Jakub Szymański faworytem do złota na 60 metrów przez płotki

     

    Na starcie ustawiło się ośmiu najlepszych, Polak znalazł się na szóstym torze. Między Belocianem i Belgiem Michaelem Obasuyim, przy czym ważny był dla niego Francuz. A dalej był Kwaou-Mathey, wracający do świetnej dyspozycji po fatalnym urazie zerwania ścięgna Achillesa oraz miał być Hiszpan Enrique Llopis. Doznał jednak kontuzji, wypadł  finału. Do walki o medal włączyć się mógł jeszcze drugi z Hiszpanów, Asier Martinez.

     

    Polak okazał się najlepszy.Mimo, że nie

     

    wystartował wcale najlepiej, Belocian był nieco lepszy. Ale gdy się już rozpędził, Francuz został z tyłu. Polak mocno uderzył w ostatni płotek, to mogło być kluczowe. Ale nie było, mimo że Belocian jeszcze walczył. Rzucił się, ale i Polak niemal rozpłaszczył się na kratach. Triumfował z czasem 7.43 s, Francuz miał 7.45. A trzeci Kwaou-Mathey – 7.50 s.

     

    Wyniki finału na 60 m przez płotki:

     

     

    1. Jakub Szymański (Polska) – 7.43 s

    2. Wilhelm Belocian (Francja) – 7.45 s

    3. Just Kwaou-Mathey (Francja) – 7.50 s

    4. Abel Jordan (Hiszpania) – 7.54 s

    5. Job Geerds (Holandia) – 7.61 s

    6. Michael Obasunyi (Belgia) – 7.63 s

    7. Asier Martinez (Hiszpania) – 7.68 s

    Enrique Llopis (Hiszpania) – nie wystąpił

     

  • Walka na łokcie Justyny Święty-Ersetic, przepychanki. Ale co zrobiła Polka!

    Walka na łokcie Justyny Święty-Ersetic, przepychanki. Ale co zrobiła Polka!

    Walka na łokcie Justyny Święty-Ersetic, przepychanki. Ale co zrobiła Polka!

    Najpierw w piątek pojawiły się łzy i rozczarowanie, bo Justyna Święty-Ersetic była przekonana, że nie dostanie się nawet do półfinału HME. Dostała się jednak, a i tu dopisało jej szczęście: stawka rywalek akurat w jej biegu była teoretycznie słabsza niż w tym pierwszym. A to zwiększało szanse na finał dla naszej utytułowanej reprezentantki. I sprinterka AZS AWF Katowice zrobiła to, co mogła zrobić: pobiegła po swoje. Mimo, że musiała walczyć na łokcie, przepychać się. Finiszowała druga, za Lieke Klaver.

     

    10 lat temu w Pradze był półfinał na 400 metrów, dwa lata później z Belgradu przywiozła indywidualny brąz halowych mistrzostw Europy. Było jeszcze szóste miejsce w Glasgow, wicemistrzostwo kontynentu w Toruniu. Justyna Święty-Ersetic pod dachem biegać lubi, przecież do tego możemy dorzucić seryjne medale, a nawet tytuły wygrywane ze sztafetą. Tej sztafetowej szansy w Apeldoorn zabrakło, widać już efekt zmiany pokoleniowej w polskiej drużynie.

     

    Za to Justyna Święty-Ersetic przyjechała do Holandii z nadzieją na swój trzeci indywidualny medal, choć było jasne, że może być o to trudno. Mimo że sezon zaczęła najlepiej w karierze.

     

    Mistrzostwa Europy. Dobry układ dla Justyny Święty-Ersetic. Jedynie Klaver wydawała się być poza zasięgiem

     

    Piątkowy bieg w eliminacjach 32-letnia podopieczna trenera Aleksandra Matusińskiego mocno przeżyła emocjonalnie. Walczyła o drugą lokatę, była jej już niemal pewna po skutecznym ataku na Brytyjkę Amę Pipi, ale nie widziała, że po wewnętrznej przecisnęła się Czeszka Nikoleta Jichova. Polka skończyła trzecia, pogodziła się z tym, że nie awansuje, choć przecież jej nazwisko wciąż było na liście oczekujących z czasami, jako tej ostatniej. I do półfinału ostatecznie też by awansowała.

     

    Znalazła się w nim jednak kilka minut po swoim finiszu, Jichova popełniła błąd, została zdyskwalifikowana. A Justynie Święty-Ersetic wkrótce znów dopisało szczęście.

     

    Wszystko to za sprawą układu biegów półfinałowych. W pierwszym znalazły się aż trzy kandydatki do medali: najszybsza w Europie w tym roku Norweżka Henriette Jaeger, która swoje 50.44 s wybiegała podczas polskiego Copernicusa, 19-letnia czeska mistrzyni świata U-20 Lurdes Gloria Manuel oraz Hiszpanka Paula Sevilla, ona z kolei pokonała Polkę przed południem. A tu liczyły się miejsca, a nie czasy – awansować miały po trzy najlepsze.

     

    W serii ze Święty-Ersetic zdecydowaną faworytką była zaś Lieke Klaver, ale już z całą resztą stawki Polka spokojnie mogła rywalizować. Czy to z Czeszką Ladą Vondrovą, czy z Włoszką Alice Mangione.

     

    Justyna Święty-Ersetic w finale mistrzostw Europy!

     

    Najpierw jednak odbył się pierwszy półfinał, a w nim nie doszło do żadnego sensacyjnego rozstrzygnięcia. Takim już rano była dyskwalifikacja Brytyjki Amber Anning, też kandydatki do medalu.

     

    Awansowały trzy faworytki, choć niespodzianką był fakt, że po zejściu do krawężnika dopiero trzecia byłą Jaeger. Prowadziła zaś Hiszpanka Sevilla, ona to pierwsze miejsce dowiozła do mety. A Norweżka zaatakowała na ostatnim łuku Czeszkę Manuel, wyprzedziła ją. I zbliżyła się do Hiszpanki, ale finiszowała tuż po niej. Sevilla uzyskała 51.23 s, Jaeger 51.27 s, a Manuel – 51.41 s.

     

    Przewaga tej trójki nad Francuzką Amandine Brossier była już dość wyraźna.

     

    A później do boju ruszyła Polka. Pytanie brzmiało, czy Polka zdoła zejść do krawężnika tylko za Klaver, czy jeszcze ktoś się wciśnie między nią a Holenderkę. Bo że Lieke będzie prowadziła, było pewne jak w banku. Justyna biegła zaś po czwartym torze, dość korzystnym, zwłaszcza przy jej specyfice biegu.

     

    Klaver po pierwszym okrążeniu rzeczywiście była pierwsza, Polka – niestety – czwarta. Nie tylko za Vondrovą, ale też za Hiszpanką Evą Santidrian. Polka próbowała mijać, walczyła na łokcie. I dała radę dopiero na 100 m przed metą. Od razu zabrała się za Hiszpankę i Czeszkę, finiszowała druga. Czas Klaver to 51.15 s, Polka miała 52.41 s, ale przecież masę dystansu przebiegła po drugim torze. A trzecia finiszowała Włoszka Alice Mangione – 52.67 s.

     

    – Welcome back, Justyna, tak mi powiedziała po biegu Lieke Klaver. To miód na moje serce – mówiła Polka w rozmowie z Aleksandrem Dzięciołowskim w TVP Sport.Finał – w sobotę o godz. 21.50.

     

  • Skoki: żadnej Polki w drugiej serii konkursu mistrzostw świata

    Skoki: żadnej Polki w drugiej serii konkursu mistrzostw świata

    Skoki: żadnej Polki w drugiej serii konkursu mistrzostw świata

    Żadna z Polek nie awansował do drugiej serii konkursu skoków narciarskich na dużym obiekcie w trakcie mistrzostw świata w Trondheim. Nicole Konderla odpadła w kwalifikacjach, a Anna Twardosz i Pola Be

    Twardosz mogła przyjeżdżać do Norwegii z racjonalnymi nadziejami na przebicie najlepszych występów w historii polskich skoków kobiet na MŚ – 23. miejsca w zawodach indywidualnych. Zawodniczka z Lanckorony w tym sezonie zdobyła 67 punktów Pucharu Świata, czterokrotnie wskakując do TOP 20.

    W piątkowych zawodach 23-latka skoczyła jednak zaledwie 99,5 metra, a dodatkowo straciła 1,9 punktu za wiatr. Wyżej sklasyfikowana została Pola Bełtowska. Juniorka z Podhala uzyskała 105 metrów, ale finalnie została sklasyfikowana na 32. miejscu. Aby awansować do finału zabrakło 2,1 “oczka”.

    Wcześniej Twardosz zajęła 29. miejsce w konkursie na obiekcie normalnym. Była wówczas jedyną Polką w zawodach. Biało-czerwone w składzie: Joanna Kil, Bełtowska, Konderla i Twardosz uplasowały się na 11. pozycji.

    W piątek na Granasen wiało coraz bardziej. Po pięciu próbach drugiej serii zawody zostały przerwane. Jury postanowiło ostatecznie zaliczyć wyniki po pierwszej rundzie.

    To oznacza, że po drugie indywidualne złoto sięgnęła Nika Prevc. 19-letnia Słowenka skoczyła 134,5 metra. Srebro zgarnęła Selina Freitag (również druga na normalnym obiekcie), a po brąz Eirin Maria Kvandal – skoczyła najdalej, 136 metrów, ale ze względu na straty punktowe za belkę, wiatr i noty sędziowskie.

    W sobotę ostatnia “skokowa” konkurencja mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym – męskie zawody indywidualne na dużej skoczni. Polskę reprezentować będą: Dawid Kubacki, Paweł Wąsek, Jakub Wolny i Aleksander Zniszczoł. O 14:15 kwalifikacje, a o 15:45 pierwsza runda konkursu.

    Wyniki konkursu na dużej skoczni

    1. Nika Prevc 134,5 (150,9)

    2. Selina Freitag 131 (136,7)

    3. Eirin Maria Kvandal 136 (132,4)

    4. Eva Pinkelnig 126 (125)

    5. Anna Odine Stroem 120,5 (120,7)

    32. Pola Bełtowska 105 (70,2)

    36. Anna Twardosz 99,5 (60)

     

     

  • Iga Świątek znów numerem jeden rankingu. Właśnie oficjalnie to oznajmili

    Iga Świątek znów numerem jeden rankingu. Właśnie oficjalnie to oznajmili

    Iga Świątek znów numerem jeden rankingu. Właśnie oficjalnie to oznajmili

    Już za kilka godzin Iga Świątek rozpocznie swoją rywalizację w tegorocznej edycji turnieju WTA 1000 w Indian Wells. Polka powalczy o trzecią rundę zmagań z Caroline Garcią w nocy czasu polskiego. Tymczasem już teraz napłynęły bardzo pozytywne informacje z perspektywy raszynianki, prosto z naszego kraju. Organizatorzy “Rankingu 50 Najbardziej Wpływowych Kobiet w Polskim Biznesie Sportowym” ogłosili właśnie, że 23-latka po raz trzeci z rzędu została numerem jeden w zestawieniu. Poniżej prezentujemy pozostałe miejsca.

     

    Odkąd Iga Świątek wygrała Roland Garros 2020, raszynianka stała się czołową ambasadorką polskiego sportu na całym świecie. Polka szybko zyskała mocnych sponsorów i ciągle rozwija swoje portfolio. Potwierdzeniem jej pozycji na rynku jest “Ranking 50 Najbardziej Wpływowych Kobiet w Polskim Biznesie Sportowym”. W czwartym zestawieniu przygotowanym przez SportMarketing.pl, 23-latka po raz trzeci z rzędu znalazła się na pierwszym miejscu.

     

    Najlepsza polska tenisistka świętowała wiele sukcesów sportowych na kortach, ale też biznesowych w ostatnim roku. Naszą główną ideą było wyróżnienie oraz podkreślenie ważnej roli kobiet funkcjonujących w szeroko rozumianym biznesie sportowym w Polsce” – powiedział Marcin Poślada, prezes zarządu Shark Agency, wydawca portalu SportMarketing.pl. Organizatorzy docenili kolejny triumf Igi na kortach im. Rolanda Garrosa oraz brązowy medal igrzysk olimpijskich w Paryżu, a także fakt, jak sukcesy Świątek przekładają się na zainteresowanie dyscypliną w naszym kraju oraz poprawę infrastruktury sportowej.

     

    Anna Lewandowska tym razem poza podium. Przetasowania w czołowej trójce

     

    Z racji tego, że rok 2024 był olimpijskim, mocno doceniono także kobiety, które osiągnęły sukcesy na igrzyskach. Drugie miejsce w rankingu zajęła Aleksandra Mirosław – złota medalistka we wspinaczce sportowej, rekordzistka świata w tej dyscyplinie oraz triumfatorka plebiscytu na “Najlepszego Sportowca Polski 2024”. Z kolei czwarta lokata trafiła w ręce Natalii Bukowieckiej (Kaczmarek) – trzeciej zawodniczki igrzysk na 400 m. Na najniższy stopień podium wdrapała się Ewa Pajor, której transfer do FC Barcelona zrobił sporą furorę. Nasza piłkarka mocno przyczyniła się także do historycznego awansu reprezentacji Polski na Mistrzostwa Europy pań.

     

    Dopiero na piątej pozycji sklasyfikowano tym razem Annę Lewandowską – zwyciężczynię pierwszej edycji rankingu. W poprzednim zestawieniu żona Roberta uplasowała się na drugim miejscu, a podium uzupełniła Ewa Chodakowska. Co ciekawe, w czołowej “10” aktualnego plebiscytu znalazło się też miejsce dla Darii Abramowicz – psycholożki Igi Świątek. 37-latka współpracuje także z pozostałymi kobietami, które znalazły się w czołowej trójce zestawienia za rok 2024.

     

    TOP 10 “Rankingu 50 Najbardziej Wpływowych Kobiet w Polskim Biznesie Sportowym”:

     

    1. Iga Świątek2. Aleksandra Mirosław

    3. Ewa Pajor

    4. Natalia Bukowiecka (Kaczmarek)

    5. Anna Lewandowska

    6. Lidia Kołucka

    7. Edyta Sadowska

    8. Katarzyna Kieli

    9. Daria Abramowicz

    10. Beata Stelmach

     

  • Włosi mówią o Polaku “najwierniejszy”. Idzie po fenomenalny rekord

    Włosi mówią o Polaku “najwierniejszy”. Idzie po fenomenalny rekord

    Włosi mówią o Polaku “najwierniejszy”. Idzie po fenomenalny rekord

    Bartosz Bereszyński jest o krok od zapisania się w historii Sampdorii. Jak donosi włoska gazeta “La Reppubblica”, 32-letni zawodnik może wkrótce zostać obcokrajowcem z największą liczbą występów w barwach Blucerchiatich. Polski obrońca jeszcze w tym sezonie może zapisać się złotymi zgłoskami w historii klubu.

     

    Do pobicia rekordu, należącego obecnie do Brazylijczyka Toninho Cerezo, brakuje mu zaledwie 11 meczów. Włoskie media już teraz określają Bereszyńskiego mianem “najwierniejszego obcokrajowca” Sampdorii, doceniając jego długoletnią lojalność wobec klubu.

     

    Do tej pory Polak rozegrał 206 spotkań w niebiesko-biało-czerwonej koszulce, co plasuje go na drugim miejscu wśród zagranicznych graczy w historii Sampdorii. Liderem pozostaje Toninho Cerezo, legendarny brazylijski pomocnik, który w latach 1986–1992 zanotował 216 występów. “Polak rozegrał 206 meczów w koszulce Blucerchiatich. Rekordzistą jest Toninho Cerezo z 216 występami” – czytamy w artykule “La Repubblica”.

     

    Bereszyński, który do Sampdorii trafił w styczniu 2017 r. z Legii Warszawa, ma realną szansę przegonić Cerezo jeszcze w tym sezonie, jeśli tylko utrzyma regularność gry. Droga do rekordu nie była jednak usłana różami. Polski piłkarz zmagał się w tym sezonie z kontuzją, przez co opuścił 13 meczów swojej drużyny w Serie B.

     

    Gdyby nie kontuzja, Bereszyński już pobiłby rekord

     

    Gdyby nie uraz, już teraz mógłby cieszyć się rekordem – bowiem miałby już teraz 219 meczów na swoim koncie, czyli o trzy spotkania więcej niż wynik Cerezo. Kontuzja przyniosła też inną stratę – Polak na początku sezonu został obdarzony opaską kapitana, ale po powrocie na boisko musiał ją oddać. Mimo to jego powrót do gry został zauważony i doceniony przez włoskie media.

     

    Do końca sezonu zostało 10 kolejek. Jeśli jednak Sampdoria załapałaby się do baraży o awans, Bereszyński mógłby liczyć na kolejne występy. Dzieli ją od tego osiem punktów.

     

    Od momentu wyleczenia kontuzji Bereszyński rozegrał dwa mecze – oba w niepełnym wymiarze czasowym. Wszystko jednak idzie ku lepszemu, oprócz wyników Sampdorii, która zamiast walczyć o powrót do Serie A, utknęła w dole tabeli i jest blisko drużyn zagrożonych spadkiem na trzeci poziom rozgrywek.

     

  • Brawo Polacy! Świetne biegi Skrzyszowskiej i Szymańskiego

    Brawo Polacy! Świetne biegi Skrzyszowskiej i Szymańskiego

    Brawo Polacy! Świetne biegi Skrzyszowskiej i Szymańskiego

    Pia Skrzyszowska i Jakub Szymański w wielkim stylu awansowali do finałów biegu na 60 m przez płotki na Halowych Mistrzostwach Europy w Apeldoorn.

     

    Nie było wątpliwości – tak jak w eliminacjach, tak i w półfinałach polscy płotkarze udowodnili, że przyjechali do Apeldoorn po medale Halowych Mistrzostw Europy.

     

    Pia Skrzyszowska i Jakub Szymański zgodnie wygrali swoje serie i uzyskali pewne awanse do wieczornych finałów.

     

    Skrzyszowska uzyskała ponadto swój najlepszy wynik w sezonie – 7,84 s. To tylko pokazuje, że razem z trenerem Jarosławem Skrzyszowskim nie popełnili błędu w przygotowaniach i najwyższa forma przyszła na najważniejszy moment sezonu.

     

    Szymański wprawdzie nie uzyskał rekordu sezonu, ale 7,49 s w zupełności wystarczyło do zwycięstwa.

     

    W finałach Polacy będą faworytami do medali, zwłaszcza Szymański, który na HME celuje w złoto.

     

    Biegi o medale rozpoczną się o godz. 21:43 (kobiety) i 21:53 (mężczyźni).

  • Sensacyjny Sezon Ewy Pajor: Maszyna do Strzelania Goli w FC Barcelona!

    Sensacyjny Sezon Ewy Pajor: Maszyna do Strzelania Goli w FC Barcelona!

    Sensacyjny Sezon Ewy Pajor: Maszyna do Strzelania Goli w FC Barcelona!

    Ewa Pajor jest w tym sezonie absolutnie niezwykła, prezentując oszałamiającą formę w barwach FC Barcelona. Polska napastniczka udowodniła, że jest nie do zatrzymania – regularnie znajduje drogę do siatki rywali i znakomicie asystuje swoim koleżankom z drużyny. Z dorobkiem 30 goli i 7 asyst w zaledwie 29 meczach we wszystkich rozgrywkach Pajor na stałe zapisała się wśród najlepszych napastniczek kobiecej piłki nożnej.

    Analiza Fenomenalnych Statystyk Pajor

    Liczba goli: 30

    Liczba asyst: 7

    Rozegrane mecze: 29

    Łączny udział przy golach (G/A): 37

    https://youtu.be/8Vivyffd9Cs?si=HUstT9RCraODBV3W

     

    Pajor imponuje niesamowitą regularnością, zdobywając ponad jednego gola na mecz, a do tego dokładając kluczowe asysty. Jej zabójcza skuteczność, inteligentne poruszanie się po boisku i umiejętność kreowania sytuacji bramkowych sprawiają, że jest nieocenionym atutem FC Barcelona.

    Sezon, Który Przejdzie do Historii

    Jej znakomite występy odegrały kluczową rolę w dominacji Barcelony i utrzymują drużynę na kursie po kolejne trofea. Pajor nie boi się wielkich spotkań – jest ulubienicą kibiców i prawdziwym koszmarem dla obrończyń rywali. W obecnej formie jest nie tylko faworytką do indywidualnych nagród, ale także kluczowym elementem układanki Barcelony w walce o mistrzostwo Hiszpanii i triumf w Lidze Mistrzyń.

    Sezon wciąż trwa, a oczy całego świata zwrócone są na Ewę Pajor. Czy utrzyma swoje piorunujące tempo i pobije kolejne rekordy? Jedno jest pewne – pisze historię z każdym kolejnym meczem!

     

  • Rewelacyjna Amerykanka stanęła na drodze Aryny Sabalenki w Indian Wells. Pogrom w 60 minut

    Rewelacyjna Amerykanka stanęła na drodze Aryny Sabalenki w Indian Wells. Pogrom w 60 minut

    Rewelacyjna Amerykanka stanęła na drodze Aryny Sabalenki w Indian Wells. Pogrom w 60 minut

    Dobiega końca rywalizacja w pierwszej rundzie zmagań WTA 1000 w Indian Wells, a co za tym idzie – zawodniczki rozstawione już niemal w komplecie poznały swoje przeciwniczki w drugiej fazie turnieju. Jedną z tych, które musiały czekać najdłużej, była Aryna Sabalenka. Rywalkę dla liderki rankingu wyłoniło starcie McCartney Kessler – Anna Blinkowa. Amerykanka, finalistka imprezy rangi “250” w Austin z ubiegłego tygodnia, nie dała żadnych szans Rosjance i triumfowała 6:1, 6:2 w zaledwie 60 minut.

    Aryna Sabalenka ma za sobą nieudane starty na Bliskim Wschodzie. W dwóch lutowych tysięcznikach zanotowała zaledwie jedno zwycięstwo. W Dosze pożegnała się już na “dzień dobry” po elektryzującym pojedynku z Jekateriną Aleksandrową, zakończonym tie-breakiem trzeciego seta. W Dubaju udało jej się wygrać z Weroniką Kudiermietową, ale później była zupełnie bezradna w potyczce z Clarą Tauson.

    Liderka rankingu miała kilkanaście dni przerwy, by odbudować formę przed turniejem WTA 1000 w Indian Wells. Na efekty ostatnich treningów przyjdzie nam poczekać co najmniej do soboty czasu kalifornijskiego, kiedy tenisistka z Mińska rozegra swoje spotkanie drugiej rundy. Dzisiaj Białorusinka poznała swoją przeciwniczkę. Wyłoniło ją starcie McCartney Kessler – Anna Blinkowa.

    Faworytką pojedynku była Amerykanka, która prezentuje się ostatnio z bardzo dobrej strony. Najlepszym tego potwierdzeniem jest chociażby ostatni finał na turnieju WTA 250 w Austin. Dopiero w decydującym pojedynku musiała uznać wyższość swojej rodaczki – Jessie Peguli. Kilkanaście dni wcześniej Kessler cieszyła się z pokonania Coco Gauff podczas zmagań w Dubaju. Blinkowa również miała okazję zaprezentować się w Austin. Rosjanka też zakończyła swoją przygodę na meczu z Pegulą – z tą różnicą, że trafiła na nią już w ćwierćfinale. Anna słynie z tego, że potrafi zagrozić czołowym zawodniczkom. W zeszłym roku przekonała się o tym na Australian Open sama Jelena Rybakina. Dziś była jednak bezradna w starciu z McCartney.

    McCartney Kessler będzie rywalką Aryny Sabalenki w drugiej rundzie WTA 1000 w Indian Wells

    Finalistka z Austin zawiązała swoją dominację od samego początku. Już na “dzień dobry” udało jej się przełamać za trzecim break pointem, a potem utrzymała swoje podanie, wychodząc ze stanu 0-30. Blinkowa odpowiedziała premierowym “oczkiem” w trzecim gemie, ale to było wszystko, na co jej pozwoliła w premierowej odsłonie Kessler. Amerykanka wygrywała większość wymian, niezależnie od tego czy podawała ona, czy jej przeciwniczka. McCartney zdominowała końcówkę seta i ostatecznie wygrała go 6:1.

    Rosjanka miała swój moment na początku drugiej partii, kiedy to odrobiła stratę ze stanu 15:40 i doprowadziła do równowagi przy serwisie tenisistki z USA. Wypracowała sobie nawet break pointa, którego od razu udało się wykorzystać. Anna nie poszła jednak za ciosem. Dała rywalce odrobić stratę, a potem nie wykorzystała dwóch break pointów na 2:1. Od tego momentu pojedynek uciekł Blinkowej na dobre. Kessler zgarnęła w sumie cztery gemy z rzędu. Jeszcze na sam koniec odsłony ponownie przełamała Rosjankę i ostatecznie wygrała mecz 6:1, 6:2 po zaledwie godzinie rywalizacji. Amerykanka potwierdziła bardzo dobrą formę i pytanie, na co ją będzie stać w rywalizacji z Aryną Sabalenką. To właśnie z liderką rankingu przyjdzie jej się zmierzyć w batalii o trzecią rundę WTA 1000 w Indian Wells.

  • 0:6 w drugim secie! Paolini nie wiedziała, co się dzieje, ależ sensacja!

    0:6 w drugim secie! Paolini nie wiedziała, co się dzieje, ależ sensacja!

    0:6 w drugim secie! Paolini nie wiedziała, co się dzieje, ależ sensacja!

    Szokujący przebieg miał drugi set w turnieju deblowym w Dubaju, w którym grały aktualne mistrzynie olimpijskie – Włoszki Sara Errani/Jasmine Paoloni. Trwał on zaledwie 26 minut.

     

    Duet: Sara Errani/Jasmine Paolini w ubiegłym roku wywalczył wielki sukces, bo zdobył złoto igrzysk olimpijskich w Paryżu. Włoszki zwyciężyły też w turniejach w Linz, Rzymie, Pekinie oraz były w finale wielkoszlemowego Rolanda Garrosa. W lutym tego roku Errani/Paolini wygrały prestiżowy turniej w Dosze, pokonując w finale 7:5, 7:6 duet: Jiang Xinyu/Wu Fang-hsien (Chiny, Tajwan).

     

    Ależ sensacja w Indian Wells. Paolini nie wiedziała co się dzieje

     

    Teraz Errani/Paolini były rozstawione z “3” w prestiżowym turnieju na kortach twardych w Indian Wells. W pierwszej rundzie Włoszki zmierzyły się z duetem: Asia Muhammad/Demi Schuurs (USA, Holandia) i były zdecydowanymi faworytkami. W pierwszym secie wszystko układało się po ich myśli do prowadzenia 3:2. Od tego stanu przegrały trzy gemy z rzędu. Chwilę później Amerykanka z Holenderką wygrały seta 6:4.

     

    Druga partia miała sensacyjny przebieg. Włoszki nie miały nic do powiedzenia i przegrały ją, nie zdobywając żadnego gema! Mecz trwał godzinę i osiem minut.

     

    “Podróż Errani i Paolini w prestiżowym Indian Wells niespodziewanie kończy się już w I rundzie. Statystyki wyraźnie przemawiają za rywalkami, które zdobyły 56 punktów przy 40 Włoszek i zrobiły różnicę przede wszystkim pierwszym serwisem, dzięki któremu wygrały 72 proc. punktów, a Włoszki tylko 44 proc.” – pisze włoski “Oasport”.

     

    Muhammad/Schuurs w 1/8 finału zmierzą się z parą z Rosji: Jekaterina Aleksandrowa/Ludmiła Samsonowa, która też niespodziewanie wygrała 6:4, 7:6 (7:4) z duetem: Caroline Dolehide/Storm Hunter (USA, Australia).

     

    I runda debla w Indian Wells: Sara Errrani/Jasmine Paolini (Włochy) – Asia Muhammad/Demi Schuurs (USA, Holandia) 4:6, 0:6

     

  • W Hiszpanii głośno o tym, co zrobiła Ewa Pajor w El Clasico. Tak ją nazwali

    W Hiszpanii głośno o tym, co zrobiła Ewa Pajor w El Clasico. Tak ją nazwali

    W Hiszpanii głośno o tym, co zrobiła Ewa Pajor w El Clasico. Tak ją nazwal

     

    Ewa Pajor dała show w El Clasico w kobiecym wydaniu. Barcelona rozbiła 5:0 Real Madryt w półfinale Pucharu Królowej, a Polka strzeliła trzy gole. Hiszpańskie media są pod wielkim wrażeniem jej występu, nazywając ją “bezlitosną”.

     

    Ewa Pajor błysnęła w El Clasico niczym Robert Lewandowski w najlepszych meczach w barwach Barcelony. Barcą z Polką w składzie rozbiła Real Madryt 5:0 w półfinale Pucharu Królowej, a nasza rodaczka popisała się hat-trickiem.

     

    Katalońskie dzienniki “Sport” i “Mundo Deportivo” oceniło opisowo zawodniczki, tak jak czynią to z piłkarzami męskiej drużyny.

     

    Ten pierwszy dodatkowo przyznał im noty. Polka dostała ósemkę. “Inteligentna” – podsumował jej grę. – Była tam, gdzie powinna był być, i wtedy, kiedy powinna był być. Doskonale rozumiała koleżanki z drużyny i była w dobrej pozycji, by wykorzystać dobitkę i zdobyć bramkę na 0:2. Najlepsza strzelczyni Barcelony w tym sezonie ma już na swoim koncie 31 bramek – wychwalał ją “Sport”.

     

    Komplementy dla Ewy Pajor

    “Bezlitosna” – podsumował grę Polki. “Zabójcza w polu karnym, uważna na złapanie każdej piłki, która przeleciała obok” – napisał o niej Mundo Deportivo.

     

    Hat-trick Pajor i dwa trafienia Salmy Paralluelo dla drużyny Blaugrany, która po siedemnastym zwycięstwie w El Clasico dotarła do finału Pucharu Królowej. Polka jest zabójcza!” — napisał o niej z kolei madrycki “AS”.

     

    Barcelona jest o krok od awansu do finału. 12 marca odbędzie się rewanż.