• Chwalińska w półfinale French Open. Wielki sukces polskiej tenisistki

    Chwalińska w półfinale French Open. Wielki sukces polskiej tenisistki

    Maja Chwalińska pokonała Rosjankę Annę Kalinską. Polska tenisistka awansowała do półfinału wielkoszlemowego turnieju tenisowego Roland Garros.

    Debiutująca we French Open 24-latka z Polski zwyciężyła w meczu 7:6 (3), 6:3.

    “Kalinska starała się grać bardzo agresywnie, skracała wymiany, atakowała przy drugiej, najdalej trzeciej okazji. I była coraz bardziej niecierpliwa, bo… Polka ją zaskakiwała. Tym razem nie skrótami i lobami, ale minięciami. Rosjanka zaś biegać nie miała ochoty. Dostała dwa break pointy, Chwalińska świetnie się wybroniła” – relacjonuje Interia.

    Polka wygrała pierwszego seta 7:6 (3) po 69 minutach zaciętej rywalizacji. W drugim, podobnie jak w poprzednich meczach, pokazała swoją wyższość nad przeciwniczką.

    “Kalinska zaczęła od wygranego gema serwisowego, a później sprawiała wrażenie, jakby miała już dość. Polka zaś “poczuła krew”, zaczęła dominować. Odskoczyła na 4:1, była o dwa gemy od kolejnego życiowego sukcesu. Rosjanka zaś ryzykowała coraz mocniej, dokuczały jej plecy, chciała grać szybko i z siłą. A coraz rzadziej trafiała” – czytamy na sport.interia.pl.

    Maja Chwalińska ostatecznie wygrała 6:3. Nasza rodaczka uporała się z rywalką w 114 minut. Polka zagra o finał już w najbliższy poniedziałek.

    Iga Świątek odpadła z turnieju
    Z kolei Iga Świątek odpadła w czwartej rundzie wielkoszlemowego turnieju. Rozstawiona z numerem trzecim polska tenisistka przegrała z Ukrainką Martą Kostiuk 5:7, 1:6.

    Dla 24-letniej Kostiuk było to pierwsze zwycięstwo nad Świątek. W trzech wcześniejszych spotkaniach Polka nie straciła z Ukrainką nawet seta.

    Porażka oznaczała zakończenie starań Świątek o piąty w karierze tytuł na paryskich kortach. Polka triumfowała w Roland Garros w latach 2020, 2022, 2023 i 2024.

    Kostiuk przed turniejem pozostawała jedną z najbardziej rozpędzonych zawodniczek sezonu na kortach ziemnych, notując serię 15 zwycięstw z rzędu na tej nawierzchni.

    Historia Roland Garros. Najważniejszy turniej tenisa na kortach ceglanych
    Iga Świątek pokonała Magdę Linette. Pierwszy taki mecz w historii

  • Decyzja ws. Chwalińskiej już zapadła. “To nie ma sensu, na 99 procent”

    Decyzja ws. Chwalińskiej już zapadła. “To nie ma sensu, na 99 procent”

    Oto przeredagowana wersja artykułu po polsku:

    Po fenomenalnym występie Mai Chwalińskiej podczas tegorocznego Roland Garros jej sztab nie zamierza podejmować niepotrzebnego ryzyka. Choć 24-letnia tenisistka wciąż walczy o kolejne sukcesy w Paryżu, jej najbliższa przyszłość została już dokładnie zaplanowana. Priorytetem pozostaje zdrowie oraz odpowiednie przygotowanie do kolejnych wyzwań, przede wszystkim do Wimbledonu, który rozpocznie się 29 czerwca.

    Menedżer zawodniczki, Piotr Szczypka, przyznał w rozmowie z Interią, że obecny wynik Chwalińskiej znacznie przekroczył oczekiwania. Polka, która rozpoczęła swoją przygodę z Roland Garros od kwalifikacji, jest już w ćwierćfinale wielkoszlemowego turnieju i stała się jedną z największych sensacji imprezy.

    Po zwycięstwie nad Francuzką Diane Parry i awansie do najlepszej ósemki turnieju dzień dla całego zespołu był wyjątkowo intensywny. Oprócz obowiązków związanych z meczem i mediami, sztab musiał również omówić dalsze działania. Jak zdradził Szczypka, zawodniczka po powrocie do hotelu nie miała nawet chwili na świętowanie sukcesu.

    – Do hotelu wróciliśmy dopiero około godziny 21. Maja od razu poszła odpocząć, a my jeszcze usiedliśmy z trenerami, żeby omówić najbliższe plany – wyjaśnił menedżer.

    Jednym z najważniejszych tematów jest przygotowanie do sezonu na trawie. W związku z doskonałymi wynikami osiąganymi w Paryżu pojawiło się pytanie, czy kalendarz startów może jeszcze ulec zmianie. Odpowiedź jest jednak niemal jednoznaczna.

    Według obecnych założeń Chwalińska po zakończeniu Roland Garros nie wystąpi w żadnym turnieju poprzedzającym Wimbledon. Zamiast tego postawi na regenerację i spokojne przygotowania do gry na trawie.

    – Maja spędziła tutaj bardzo dużo czasu, biorąc pod uwagę również kwalifikacje. Po zakończeniu turnieju potrzebuje kilku dni odpoczynku. Następnie rozpocznie przygotowania do gry na trawie. Na ten moment wszystko wskazuje na to, że jej kolejnym turniejem będzie dopiero Wimbledon. Szanse na zmianę tego planu są minimalne – powiedział Szczypka.

    Jak podkreśla menedżer, taka decyzja wynika przede wszystkim z troski o zdrowie zawodniczki. Chwalińska od kilku spotkań występuje z opatrunkiem, co sugeruje problemy z przywodzicielem uda. Sztab nie chce dopuścić do pogłębienia urazu.

    – Najważniejsze jest zdrowie. Nie ma sensu ryzykować tylko po to, by zagrać dodatkowy turniej. Maja jest już w gronie pięćdziesięciu najlepszych tenisistek świata, dlatego rozsądniej będzie poświęcić czas na regenerację. W Paryżu osiągnęła znacznie więcej, niż można było zakładać przed startem imprezy. Odpoczynek może przynieść jej większe korzyści niż kolejne występy – tłumaczył.

    Plan na drugą część sezonu jest już w dużej mierze nakreślony. Po Wimbledonie Polka ma wystąpić jeszcze w kilku turniejach na mączce rangi WTA 250, a następnie przenieść się do Ameryki Północnej. Tam czekać będą prestiżowe turnieje WTA 1000 w Toronto i Cincinnati, a zwieńczeniem letniej części sezonu będzie start w US Open.

    W sztabie Chwalińskiej panuje przekonanie, że odpowiednie zarządzanie obciążeniami może okazać się kluczowe dla dalszego rozwoju kariery zawodniczki. Po imponującym występie w Paryżu nikt nie chce zaprzepaścić wypracowanej pozycji przez zbyt intensywny kalendarz startów. Priorytetem pozostaje utrzymanie wysokiej formy oraz pełnej sprawności przed najważniejszymi turniejami drugiej części sezonu.

  • Sceny w meczu Chwalińskiej. Oto, do czego doszło. Rosjanka zeszła do szatni

    Sceny w meczu Chwalińskiej. Oto, do czego doszło. Rosjanka zeszła do szatni

    Oto przeredagowana wersja artykułu po polsku:

    Maja Chwalińska kontynuuje swoją niezwykłą przygodę podczas tegorocznego Roland Garros. Polka, która rozpoczęła turniej od kwalifikacji, stała się jedną z największych sensacji paryskiej imprezy, docierając aż do ćwierćfinału. Na tym jednak nie zamierzała poprzestać. W walce o miejsce w najlepszej czwórce stanęła naprzeciw Rosjanki Anny Kalinskiej, a wydarzenia z pierwszego seta ich pojedynku wzbudziły ogromne zainteresowanie, również wśród organizatorów turnieju.

    Droga Chwalińskiej do ćwierćfinału była imponująca. Po kolei pokonywała Qinwen Zheng, Elise Mertens, Marię Sakkari oraz Diane Parry, zyskując uznanie kibiców i ekspertów na całym świecie. Awans z kwalifikacji do ćwierćfinału turnieju wielkoszlemowego należy do wyjątkowo rzadkich osiągnięć, dlatego nie dziwi fakt, że o Polce z dużym szacunkiem wypowiadały się największe gwiazdy kobiecego tenisa. Wśród nich znalazła się także liderka światowego rankingu WTA Aryna Sabalenka.

    Środowy mecz z Anną Kalinską miał zdecydować o tym, która z zawodniczek zamelduje się w półfinale Roland Garros. Początek spotkania nie układał się po myśli Polki. Już w pierwszym gemie straciła podanie i musiała odrabiać straty. Szybko jednak przejęła inicjatywę, wygrywając pięć kolejnych gemów. Wydawało się, że pierwsza partia jest pod pełną kontrolą Chwalińskiej i za chwilę zakończy się jej zwycięstwem.

    Kalinska nie zamierzała jednak składać broni. Rosjanka znacząco podniosła poziom swojej gry, odrobiła straty i doprowadziła do tie-breaka. W decydującym fragmencie seta więcej zimnej krwi zachowała jednak Polka. Chwalińska wygrała dodatkową rozgrywkę 7:3, pieczętując sukces efektowną akcją. Ostatnia wymiana zakończyła się błędem Kalinskiej, której uderzenie wylądowało poza kortem.

    Po zakończeniu pierwszej partii Rosjanka udała się do szatni, korzystając z regulaminowej przerwy między setami. To zachowanie często można obserwować także u czołowych tenisistek, w tym u Igi Świątek. W tym czasie Maja Chwalińska pozostała na korcie, przygotowując się do dalszej części spotkania.

    Efektowny tie-break i kończąca go wymiana nie przeszły bez echa. Organizatorzy Roland Garros szybko opublikowali w mediach społecznościowych nagranie prezentujące kluczową akcję pierwszego seta. Była to jednocześnie forma uznania dla świetnej postawy Polki, która po raz kolejny udowodniła, że jej fantastyczny występ w Paryżu nie jest dziełem przypadku. Chwalińska nadal pisała jedną z najpiękniejszych historii tegorocznej edycji turnieju, zachwycając kibiców swoją odwagą, determinacją i dojrzałością na korcie.

  • Ależ to był popis Chwalińskiej. Reakcja rywalki mówi wszystko

    Ależ to był popis Chwalińskiej. Reakcja rywalki mówi wszystko

    Maja Chwalińska walczy w historycznym dla siebie, ponieważ pierwszym ćwierćfinale turnieju wielkoszlemowego. W jednej z akcji Polka popisała się prawdziwą wirtuozerią.

    Dodaj tag Maja Chwalińska do ulubionych
    Maja Chwalińska trafiła w ćwierćfinale wielkoszlemowego Roland Garros na dysponującą mocnym serwisem i uderzeniem Annę Kalinską.

    Sposobem na wyeliminowanie Anny Kalinskiej ma być techniczna, różnorodna gra Mai Chwalińskiej. Jej próbka była w jednym z gemów serwisowych Polki na 30-15.

    W długiej wymianie tenisistki wymieniały się uderzeniami zarówno po skosie, jak i po prostej. Rosjanka próbowała przyspieszać, ale Maja Chwalińska dzielnie przerzucała piłkę na drugą stronę siatki.

    pokazała jedną ze swoich ulubionych kombinacji skrót i lob. Anna Kalinska zdążyła do dropshota, ale po lobie pozostało jej odprowadzić piłkę i bić brawo przeciwniczce. Jej reakcja mówiła wszystko!

    – Fantastycznie, najlepsza wymiana meczu. Zakręciła dosłownie i w przenośni Anną Kalinską nasza Maja – mówiła komentująca spotkanie w Eurosporcie Justyna Kostyra.

  • Chwalińska gra o półfinał. Przykre obrazki na Roland Garros

    Chwalińska gra o półfinał. Przykre obrazki na Roland Garros

    Maja Chwalińska debiutuje w ćwierćfinale turnieju wielkoszlemowego. Jak na tak daleką fazę turnieju, frekwencja w Paryżu jest daleka od powalającej.

    Dodaj tag Maja Chwalińska do ulubionych
    Maja Chwalińska i Anna Kalinska rozpoczęły dzień na korcie Philippe’a-Chatriera. Ich mecz, o awans do półfinału Roland Garros, czyli o wysoką stawkę, wystartował o godzinie 11.

    Na trybunach nie było tłumów, frekwencja kibiców była daleka od zachwycającej. Rywalizacja na korcie dopiero rozpoczynała się, a i pogoda przestała sprzyjać. Zrobiło się pochmurnie i wietrznie, a nie jak w pierwszym tygodniu turnieju słonecznie.

    Nie ma też wątpliwości, że Maja Chwalińska i Anna Kalinska nie należą do czołówki tenisowej pod względem popularności. Polka dopiero co załapała się do najlepszej setki rankingu, a nawet topowej “50”.

    Dziennikarz Łukasz Jachimiak z redakcji sport.pl zrobił zdjęcie tuż przed rozpoczęciem meczu. Następnie liczba miłośników tenisa na trybunach powinna zwiększać się, ale do kompletu na pewno będzie daleko.

  • Komentatorzy aż się zaśmiali. Chwalińska miała ogromnego farta

    Komentatorzy aż się zaśmiali. Chwalińska miała ogromnego farta

    Polka od pierwszego seta postawiła trudne warunki gry Annie Kalinskiej. Miała też szczęście, kiedy po nieczystym uderzeniu piłka prześlizgnęła się po taśmie.

    Dodaj tag Maja Chwalińska do ulubionych
    Maja Chwalińska przystąpiła po raz pierwszy w karierze do ćwierćfinału turnieju wielkoszlemowego. Przed tym sezonem polska rewelacja nawet nie była w głównej drabince Roland Garros.

    Po pokonaniu kilku uznanych tenisistek, Maja Chwalińska trafiła na Annę Kalinskę w ćwierćfinale. Próbuje przeciwstawić swój urozmaicony sposób grania mocnym uderzeniom Rosjanki.

    Maja Chwalińska musiała zmagać się z podmuchami wiatru, które na dużym korcie Philippe’a-Chatriera były odczuwalne również dla tenisistek.

    Rozwiń
    twitter
    Zobacz post na Twitterze
    Krótko po rozpoczęciu meczu, w przegranym gemie serwisowym, Maja Chwalińska miała dużo szczęścia. Po nieczystym zagraniu zza linii końcowej piłka nabrała dziwnej rotacji i prześlizgnęła się po taśmie na stronę Rosjanki.

    Anna Kalinska była mocno zawiedziona obrotem wydarzeń, a Polce pozostało podnieść dłoń w geście przeprosin. Jak się okazało, była to tylko jedna z dwóch sytuacji, w których Maja Chwalińska dostała “pomoc” od siatki.

  • Opowiedział, z czym mierzyła się Chwalińska. “Rakieta wylatywała jej z ręki”

    Opowiedział, z czym mierzyła się Chwalińska. “Rakieta wylatywała jej z ręki”

    Polka ma przed sobą ćwierćfinał Roland Garros. Droga do niego była wyboista. O problemach ze zdrowiem Mai Chwalińskiej opowiedział jej trener Jaroslav Machovsky w rozmowie z TVP Sport.

    Dodaj tag Maja Chwalińska do ulubionych
    Maja Chwalińska rozegra w środę o godzinie 11 swój ósmy w tym sezonie mecz na kortach Roland Garros. W drodze do turnieju głównego odniosła trzy zwycięstwa w kwalifikacjach. Następnie była mocniejsza niż Qinwen Zheng, Elise Mertens, Maria Sakkari i Diane Parry. W ten sposób dostała do ćwierćfinału, w którym przeciwniczką będzie Anna Kalinska.

    Polka debiutuje w najlepszej ósemce turnieju wielkoszlemowego, jest po raz pierwszy już w głównej drabince Roland Garros. Jest jedną z największych rewelacji tenisowych ostatnich tygodni.

    Jednym z twórców sukcesu Mai Chwalińskiej jest trener Jaroslav Machovsky, który już mocno zżył się z 24-letnią tenisistką. – Nasza relacja to już jak ojciec z córką. Mamy bardzo dobry kontakt. Wiem, że Maja bardzo mi ufa. Zawsze mówi mi wszystko – mówi Czech w rozmowie z TVP Sport.

    Jaroslav Machovsky powraca do trudnego czasu w karierze reprezentantki Polski. Mierzyła się z kilkoma problemami zdrowotnymi, które kumulowały się i stawiały pod dużym znakiem zapytania dołączenie do światowej czołówki.

    – Kontuzja nadgarstka była bardzo bolesna. Bolały ją nerwy. Długo pracowaliśmy nad tym, by doprowadzić to do względnego porządku. Kiedy udało się opanować sytuację, pojechaliśmy do Argentyny na turniej. Wtedy pojawiły się kolejne problemy. W samolocie uszkodziła sobie nerw łokciowy – mówi Machovsky.

    Maja Chwalińska przeszła zakażenie COVID, co zbiegło się z brakiem czucia w palcach dłoni.

    – Kiedy wróciła po izolacji, chciała grać. Bolał ją łokieć, nie czuła trzech palców, więc rakieta wylatywała jej z ręki. To był dla niej cios. Jakoś to zaleczyliśmy, graliśmy eliminacje w Paryżu, a później Wimbledon. I wtedy nastała depresja – mówi trener Mai Chwalińskiej.

    Problem z depresją spowodował brak radości z gry w tenisa. Chwalińska okupowała płaczem każdy trening, a wyniki meczów miały diametralny wpływ na jej samoocenę. Był to bardzo trudny okres nie tylko sportowo, ale również prywatnie.

    Przed Mają Chwalińską najważniejszy dotąd mecz w karierze. O godzinie 11 rozpocznie starcie z Anną Kalinską na korcie Philippe’a-Chatriera.

  • Dwa słowa. Tak Sabalenka nazwała Chwalińską. Klasy nie kupisz

    Dwa słowa. Tak Sabalenka nazwała Chwalińską. Klasy nie kupisz

    Oto przeredagowana wersja artykułu w języku polskim:

    Maja Chwalińska jest bez wątpienia jedną z największych sensacji tegorocznego Roland Garros. Jeszcze przed rozpoczęciem turnieju mało kto przewidywał, że 24-letnia tenisistka z Dąbrowy Górniczej zajdzie aż do ćwierćfinału paryskiego Szlema. Polka zachwyca swoją grą, a jej znakomite występy nie umykają uwadze ani kibiców, ani największych gwiazd światowego tenisa. Po meczu z Naomi Osaką na temat Chwalińskiej wypowiedziała się nawet liderka rankingu WTA Aryna Sabalenka, która nie szczędziła jej komplementów.

    Przygoda Chwalińskiej na kortach Rolanda Garrosa trwa nadal. W poniedziałek Polka pewnie zameldowała się w najlepszej ósemce turnieju, pokonując reprezentantkę gospodarzy Diane Parry 6:3, 6:2. Spotkanie przebiegało pod pełną kontrolą Polki, która oddała rywalce zaledwie pięć gemów i po raz kolejny potwierdziła, że znajduje się w znakomitej formie.

    Dzięki świetnym występom Chwalińskiej polscy kibice mogą nieco łatwiej pogodzić się z niespodziewanym odpadnięciem Igi Świątek. Przez ostatnie lata to właśnie raszynianka dostarczała fanom niezapomnianych emocji podczas Roland Garros, jednak tym razem rolę polskiej bohaterki turnieju przejęła zawodniczka z Dąbrowy Górniczej. Co więcej, jej marsz przez turniej wcale nie musi zakończyć się na ćwierćfinale.

    Coraz lepsze wyniki Polki odbijają się szerokim echem również poza granicami kraju. Zagraniczne media coraz częściej poświęcają jej uwagę, a o jej możliwościach zaczynają mówić także największe nazwiska kobiecego tenisa. Jedną z osób, które szczególnie doceniły postawę Chwalińskiej, była Aryna Sabalenka.

    Po zwycięstwie nad Naomi Osaką w czwartej rundzie Białorusinka została zapytana o rewelacyjną grę Polki. Liderka światowego rankingu przyznała, że miała okazję obserwować zarówno mecze, jak i trening Chwalińskiej i jest pod dużym wrażeniem jej umiejętności.

    – Oglądałam kilka jej spotkań podczas tego turnieju, a także przypadkowo widziałam jeden z jej treningów. Gra Mai bardzo dobrze pasuje do kortów ziemnych. Świetnie porusza się po korcie, potrafi zmieniać tempo wymian i należy do zawodniczek, które bardzo mądrze budują swoją taktykę – podkreśliła Sabalenka.

    Białorusinka zwróciła również uwagę na inne atuty Polki. Jej zdaniem Chwalińska imponuje nie tylko inteligencją tenisową, ale także umiejętnością gry w defensywie, która na mączce ma szczególne znaczenie.

    – Bardzo dobrze się broni, a na tej nawierzchni jest to niezwykle ważne. Jest też prawdziwą wojowniczką. Pokazała to szczególnie w meczu z Francuzką, bo gra przeciwko reprezentantce gospodarzy nigdy nie należy do łatwych. Zaprezentowała fantastyczny tenis i uważam, że ma wszelkie predyspozycje, by w przyszłości znaleźć się w światowej czołówce – oceniła liderka rankingu WTA.

    Słowa Sabalenki szybko obiegły zagraniczne media i stały się kolejnym dowodem na to, jak duże wrażenie zrobiła Chwalińska podczas tegorocznego Roland Garros. Kiedy jedna z najlepszych tenisistek świata publicznie przewiduje zawodniczce miejsce w ścisłej elicie kobiecego tenisa, trudno o lepszą rekomendację. Dla Polki to nie tylko ogromne wyróżnienie, ale również sygnał, że jej ciężka praca zaczyna przynosić efekty dostrzegane przez cały tenisowy świat.

  • Zobaczył występ Świątek, nie mógł czekać. Błyskawiczny werdykt. “Ujawniły się demony”

    Zobaczył występ Świątek, nie mógł czekać. Błyskawiczny werdykt. “Ujawniły się demony”

    Iga Świątek pożegnała się z turniejem Roland Garros 2026 już na etapie czwartej rundy. Tak źle w Paryżu Polka nie wypadła w tej dekadzie. Mecz z Martą Kostiuk pozostawił wiele pytań, na które Iga musi znaleźć odpowiedzi. Próbują to zrobić także eksperci. – Powiedziałbym, że był to najgorszy mecz Igi, jaki kiedykolwiek widziałem w jej wykonaniu – ocenił Davi

    Iga Świątek do turnieju rangi Wielkiego Szlema na kortach Rolanda Garrosa przystępowała po naprawdę udanym występie w imprezie WTA 1000. W Rzymie Polka spisała się nieźle. Pierwszy raz w tym sezonie awansowała do półfinału. W tym stoczyła naprawdę zacięty bój z Eliną Switoliną.

    Tak Iga Świątek wsparła Cancer Fighters. Walka do ostatniej minuty aukcji

    Ostatecznie przegrała, ale pozostawiła po sobie dobre wrażenie. Wydawało się, że kolejne tygodnie treningów pod wodzą Francisco Roiga na ukochanych paryskich kortach powinny jedynie podnieść poziom Igi. Niestety stało się nieco inaczej. Pierwsze trzy mecze były całkiem udane.

    Świątek pod ścianą. “Dosłownie tam pękła”
    W czwartej rundzie przyszedł jednak test, którego Iga nie zdała. Świątek przegrała z Martą Kostiuk. W pierwszym secie rywalizacja była wyrównana. W drugim Ukrainka kompletnie zdominowała Polkę i zapewniła sobie awans do ćwierćfinału turnieju. O występie Igi zaczął zaś dyskutować cały tenisowy świat.

    Nie inaczej było w redakcji “The Tennis Podcast”. O dyspozycji Polki rozmawiali: David Law, Catherine Whitaker i Matthew Roberts. Najbardziej dobitnie dyspozycję Świątek opisał Law, który wyraźnie nie zamierzał używać łagodnych słów. Zrobił wręcz przeciwnie, dobitnie opisując swoje odczucia.

    – Straciła serwis sześć razy z rzędu. Myślę, że prawdopodobnie tym powracającym aspektem jej gry, o którym mówiliśmy najczęściej i który wydaje się pogarszać od około dwóch lat, jest właśnie serwis. To dla niej ogromny problem – rozpoczął brytyjski komentator sportowy.

    – Powiedziałbym, że był to najgorszy mecz Igi, jaki kiedykolwiek widziałem w jej wykonaniu, na pewno na tym korcie. To było naprawdę smutne widowisko. Właściwie to było dla mnie trudne doświadczenie, widzieć wielką mistrzynię grającą w ten sposób na swoim ulubionym korcie – dodał dziennikarz.

    Francuzka przyglądała się Chwalińskiej. Wydała werdykt. “To największy atut”

    – Myślę, że właśnie z tego powodu dzisiejszy dzień naprawdę ją zaskoczył, ponieważ wszystkie demony ujawniły się jednocześnie, w najgorszym możliwym momencie – oceniła Whitaker.

    – Jeśli zapytasz mnie dzisiaj, czy zdobędzie kolejny tytuł wielkoszlemowy, to prawdopodobnie nadal skłaniałbym się ku odpowiedzi twierdzącej, ale nie jestem co do tego zbyt pewny. Nie jestem wcale pewien, czy znów będzie naprawdę dominującą zawodniczką, która osiąga serie zwycięstw i zdobywa trzy tytuły Roland Garros z rzędu. Nie zdziwiłbym się, gdybyśmy już tego nie zobaczyli – dodał do tego Roberts.

    Whitaker wzięła także pod lupę konferencję prasową Igi. – Nie spodziewałam się tego, co stało się na konferencji prasowej. Zazwyczaj po wielkich porażkach szybko się irytuje, jest defensywna i zamyka się w sobie. I całkowicie to rozumiem. Ale tym razem była niesamowicie otwarta. Wyglądało to tak, jakby dosłownie tama pękła i sięgnęła dna. Martwię się o nią, zwłaszcza że ma tyle punktów do obrony na trawie – podsumowała.

    Teraz przed Igą Świątek krótki czas odpoczynku. Polka może zregenerować się przed bardzo ważnym okresem gry na trawie. Do rywalizacji ma wrócić w Bad Homburg, gdzie rok temu dotarła do finału. Później postara się obronić tytuł w Wimbledonie. Łącznie na trawie Iga bronić będzie aż 2325 punktów.

  • Wstrząsające słowa pogromczyni Igi Świątek. Ukrainka bez hamulców do Rosjan

    Wstrząsające słowa pogromczyni Igi Świątek. Ukrainka bez hamulców do Rosjan

    – Wszyscy są dorośli. Wiedzą, o czym mówią. Wiedzą, co się dzieje. Mają telefony. Mają Instagram. Mają wiadomości. Doskonale wiedzą, co się dzieje. Wybierają strategię, która im odpowiada. Chciałabym, żeby było jaśniejsze stanowisko w sprawie tego, co się dzieje, zwłaszcza że ten kraj zabija innych ludzi. Nie wiem, jak można spać spokojnie, wiedząc, że to się dzieje i nie mieć nic do powiedzenia – mówiła poruszona Marta Kostiuk, która w ukraińskim hicie w Rolandzie Garrosie pokonała Elinę Switolinę, meldując się w półfinale. Podopieczna polskiej trenerki Sandry Zaniewskiej

    article cover
    Marta KostiukArtur GacPUSTE
    W normalnych okolicznościach po takim meczu, jaki rozegrały Marta Kostiuk i Elina Switolina, absolutnie najwięcej powinno się mówić o aspekcie sportowym. Jest to jednak wielka sprawa dla każdego kraju, gdy dwójka jego przedstawicieli dochodzi do najlepszej ósemki jednego z najlepszych turniejów świata. A po trzysetowym pojedynku jedna z nich, właśnie Kostiuk, wchodzi do półfinału.

    Marta Kostiuk krytykuje oportunistów w sprawie wojny
    Sytuacja od dawna nie jest jednak normalna, a to wszystko za sprawą wojny Rosji w Ukrainie. Napięcia widać między innymi także tutaj, zwłaszcza że w najlepszej ósemce turnieju są aż cztery sportsmenki, reprezentujące kraj agresora. Jedne, jak Anna Kalinska, potępiały wojnę, inne zaś wolą przyjmować w najlepszym razie co najwyżej neutralne stanowisko.

    Nieoczekiwanie na konferencji prasowej pojawił się temat… Ołeksandra Usyka, giganta boksu zawodowego i wagi ciężkiej. To jeden z tych atletów, który w ciężkich latach wojny dodaje swoim rodaków bojowego ducha walki. Podopieczna polskiej trenerki Sandy Zaniewskiej, która w poprzedniej rundzie wyeliminowała Igę Świątek, pokłoniła się legendzie Usyka, ale także zwróciła uwagę na innych rodaków uprawiających sport, w tym właśnie tenisistki.

    – Bardzo mnie cieszy, że wszyscy sportowcy starają się jakoś przetrwać i wyjść z tej sytuacji obronną ręką. Oczywiście każdy radzi sobie z tym inaczej, ale teraz, po czterech latach, widać, jak bardzo są odporni. Większość ukraińskich sportowców wraca na Ukrainę, żeby trenować. Nie mają takiego przywileju, jak na przykład ja, czy inni tenisiści, żeby ciągle podróżować i unikać niebezpieczeństwa, więc tam trenują i żyją. Jestem z nich wszystkich bardzo dumna i bardzo szczęśliwa, że mogę reprezentować Ukrainę, zwłaszcza po dzisiejszym meczu. Biorąc pod uwagę to wszystko, dla mnie bycie tutaj to prawdziwe błogosławieństwo i nie myślę o wygranej. To nie jest dla mnie najważniejsze. Jestem tu, żeby reprezentować Ukrainę i cieszyć się – zadeklarowała Kostiuk.

    Przed nią właśnie bój z Rosjanką, czyli starcie z Mirrą Andriejewą. Kostiuk stwierdziła, że gdyby nie potrafiła pozasportowych spraw odłożyć na bok w momencie wyjścia na kort, nie dawałaby rady już pokonać tej rywalki. Zapytana, czy nie mierzi ją, w jaki sposób wypowiadają się właśnie Andriejewa, czy Diana Sznajder, jakby nie widziały wojny, odniosła się do kwestii, czy to wywołuje w niej frustrację.

    – Cóż, dla mnie to już nie jest frustrujące. Wszyscy są dorośli. Wiedzą, o czym mówią. Wiedzą, co się dzieje. Mają telefony. Mają Instagram. Mają wiadomości. Doskonale wiedzą, co się dzieje. Jeśli chcą tego uniknąć, to muszą się z tym pogodzić, a nie ja. Co mogę powiedzieć? Wybierają strategię, która im odpowiada. Oczywiście niewiele mogę z tym zrobić. Chciałabym, żeby było jaśniejsze stanowisko w sprawie tego, co się dzieje, zwłaszcza że ten kraj zabija innych ludzi. Nie wiem, jak można spać spokojnie, wiedząc, że to się dzieje i i nie mieć nic do powiedzenia – odparła Kostiuk.

    Team Chwalińskiej i PZT reagują. Specjalny wniosek przed meczem z Rosjanką

    I podaje przykład rosyjskiej sportsmenki, która mimo opresyjności aparatu jej państwa, skrytykowała zbrodniarza Putina.

    – Znam ludzi, którzy opuścili Rosję w momencie wybuchu wojny, sprzedali wszystkie swoje interesy, zostawili wszystko, bo po prostu nie zgadzają się z tym, co ich kraj robi innym ludziom. To ich sposób na protest lub publicznie to potępiają. Najlepszym przykładem jest Daria Kasatkina. Wiem, że kiedy mówiła o tym publicznie, ludzie przychodzili do jej rodziców, do mieszkania jej rodziców, straszyli ich i tak dalej. To nie powstrzymało jej przed zmianą obywatelstwa, a nawet przed wyprowadzką. Myślę, że po czterech latach ludzie jasno dali do zrozumienia, po czyjej stronie stoją. Powtarzam, to ich brzemię i to oni z tym żyją, nie ja – podsumowała 23-letnia Kostiuk.