• Sensacyjna mistrzyni Australian Open już za Chwalińską. Nowa pozycja Polki

    Sensacyjna mistrzyni Australian Open już za Chwalińską. Nowa pozycja Polki

    Półfinał Rolanda Garrosa z udziałem Mai Chwalińskiej oraz Diany Sznajder już za nami. Doszło więc do znaczących zmian w rankingu WTA. Do tej pory najwyższą lokatą Polki było 113. miejce. Awans, który wypracowała sobie na paryskich kortach jest spektakularny. Dzięki zwycięstwu nad Dianą Sznajder wynik ten będzie jeszcze lepszy. Chwalińska wyprzedziła już m.in. sensacyjną mistrzynię Australian Open z 2025 roku.

    Maja ChwalińskaEmma Da SilvaEast News

    Zwycięstwo nad Dianą Sznajder sprawia, że Maja Chwalińska awansowała na 21. miejsce w rankingu WTA z 1996 punktami na koncie.

    To oznacza, że za jej plecami znalazły się takie amerykańskie gwiazdy jak Emma Navarro czy Madison Keys. Ostatnia z wymienionych to sensacyjna mistrzyni Australian Open z 2025 roku.

    Maja Chwalińska wyprzedziła również Elise Mertens – Belgijkę, którą na kortach Rolanda Garrosa pokonała w drodze do wielkiego finału.

    Maja Chwalińska w finale Roland Garros. Oto nowe miejsce Polki w rankingu WTA

    Jeśli Maja Chwalińska wygra Roland Garros, będzie miała 2696 punktów na koncie. Taki “zastrzyk” sprawiłby, że Polka wdarłaby się już między zawodniczki absolutnie elitarne. Wyprzedziłaby Naomi Osakę, Jasmine Paolini czy Annę Kalinską. Dość wyraźną przewagą nad nią zachowałyby natomiast Linda Noskova czy Marta Kostiuk. Najlepszym możliwym wynikiem dla Chwalińskiej jest 14. miejsce.

    W rankingu WTA Race Iga Świątek wskoczyła na 14. miejsce. Jeśli wygra cały turniej wyprzedzi Igę Świątek i to ze sporą przewagą – 2154 do 1823. Wówczas będzie plasować się na 10. miejscu w tym konkretnym zestawieniu.

    Do tej pory najlepszym wynikiem Mai Chwalińskiej w rankingu WTA było 113. miejsce. Przed półfinałem 24-latka z Polski miała zapewnioną minimum 30. lokatę.

    Awans w rankingu był więc spektakularny. Wynik ten nadal można było jednak poprawić. Ok. godziny 17:00 w czwartek 4 czerwca Maja Chwalińska rozpoczęła najważniejszy pojedynek swojego życia. Walkę o wielki finał Roland Garros.

    O losach pierwszego seta półfinału decydował tie-break. W tym lepsza okazała się Maja Chwalińska. Polka przegrywała go już dwoma punktami, ale zdołała odwrócić losy rywalizacji i ostatecznie pokonała Sznajder 7:5.

    W drugim secie Maja Chwalińska i Diana Sznajder toczyły bardzo zacięty bój. W pewnym momencie Rosjanka potrzebowała przerwy medycznej i interwencji fizjoterapeuty. Po tym zdarzeniu jej gra nie była już tak dobra.

    Maja Chwalińska natomiast dzielnie zniosła wszystkie trudy tego meczu. I ostatecznie wygrała z Dianą Sznajder bez straty seta. W wielkim finale Roland Garos Polka zmierzy się z Mirrą Andriejewą.
    Diana Sznajder

    Diana SznajderMATTHEW STOCKMAN / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP AFP
    Tenisistka ubrana w jasną koszulkę i czarne spodenki stoi na korcie ziemnym, trzyma rakietę i uśmiecha się, gestykulując prawą ręką.

    Maja ChwalińskaTHOMAS SAMSONAFP
    Kobieta uderzająca piłkę tenisową rakietą podczas meczu na korcie

    Maja ChwalińskaJULIEN DE ROSAAFP

    Wywiad Tomasza Lorka z Hubertem Hurkaczem.

  • Maja Chwalińska w finale Roland Garros! Zrobiła to! I to po takim meczu

    Maja Chwalińska w finale Roland Garros! Zrobiła to! I to po takim meczu

    Gdyby jeszcze dwa tygodnie temu, ktoś napisał, że Maja Chwalińska zagra w półfinale Roland Garros, to wydawałoby się to absolutną abstrakcją. A jednak! Do turnieju podchodziła jako zawodniczka spoza pierwszej setki rankingu WTA i jej pierwszym celem było przejście kwalifikacji. To się udało. Następnie w głównej drabince zaczęła sprawiać sensację za sensacją.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
    Co za początek półfinału Mai Chwalińskiej! Błyskawiczne przełamanie

    Qinwen Zheng, Elise Mertens, Maria Sakkari, Diane Parry i Anna Kalinska — to właśnie takie tenisistki wyeliminowała w drodze do półfinału. A w nim trafiła — nie na Arynę Sabalenkę, czego wszyscy się spodziewali — lecz na Dianę Sznajder. “Na papierze” była to wygodniejsza przeciwniczka niż Białorusinka, choć i tak trzeba było jasno zaznaczyć, że to Rosjanka była faworytką w starciu z Polką.

    Zobacz więcej: Wimbledon już reaguje na ogromny sukces Mai Chwalińskiej w Paryżu

    Chwalińska od samego początku nie dała się jednak zdominować. Dwa pierwsze gemy były bardzo wyrównane i w obu zobaczyliśmy grę na przewagi. Nasza rodaczka miała jedną okazję na przełamanie rywalki, ale to jej się nie udało i na tablicy wyników widniało 1:1. Na pierwszego breaka nie musieliśmy jednak długo czekać. Polka zagrała fantastycznie w czwartym gemie i wyszła na prowadzenie 3:1.

    Tak czarowała Chwalińska od samego początku
    Wojna na korcie w Paryżu! Rosjanka się irytowała. I co za finisz Mai Chwalińskiej

    Radość, niestety, nie potrwała zbyt długo. Sznajder błyskawicznie odpowiedziała w taki sam sposób, a następnie była skuteczna przy swoim podaniu i wróciliśmy do remisu. Tym razem 3:3. Kolejny gem był jednak genialnym popisem Chwalińskiej, bo wygrała go do zera! Wówczas Rosjanka zaczęła pokazywać na korcie pierwsze oznaki niezadowolenia i bezradności wobec świetnie dysponowanej Polki.

    Nie przegap: Ależ demolka w meczu o finał Roland Garros. Pogromczyni Świątek nie dowierzała

    W kolejnych minutach panie były właściwie bezbłędne przy swoim serwisie i oddawały bardzo mało punktów. To poskutkowało tym, że ujrzeliśmy rezultat 5:5. Finisz pierwszej partii zapowiadał się niezwykle emocjonująco. I taki był! Doszło do tie-breaka, w którym w pewnym momencie Sznajder prowadziła 3:1, a potem 4:2. Mimo to Chwalińska nie złożyła broni i ciągle walczyła. Po kilku świetnych akcjach odrobiła straty i wygrała pierwszego seta 7:6(4).

    Tak Chwalińska zamknęła pierwszego seta
    Problemy zdrowotne w drugim secie. Obie potrzebowały pomocy lekarzy

    Druga partia zaczęła się od wymiany przełamań. Najpierw udało się to Polce, a następnie błyskawicznie Rosjance. Zmieniło się jednak nieco tempo gry. Widać było, że pierwszy set — trwający niemal 1,5 godz. — wyraźnie dał się we znaki zarówno jednej, jak i drugiej i nie miały już aż tyle sił, co wcześniej. Dlatego główną bronią obu tenisistek były ich gemy serwisowe, w trakcie których prezentowały naprawdę dobrą dyspozycję.

    Polecamy: Magiczna Maja Chwalińska! Na trybunach zawrzało po tym, co zrobiła

    Co ciekawe, obie zawodniczki były zmuszone wzywać lekarzy. Najpierw — przy wyniku 2:1 dla Sznajder — zrobiła to Chwalińska. Polka przyjęła jednak… leki na przeziębienie. Natomiast Rosjanka przy stanie 4:3 na swoją korzyść musiała skorzystać z dłuższej przerwy medycznej i pomagała jej na korcie fizjoterapeutka. To jedynie potwierdzało, jak wymagający był to pojedynek dla obu tenisistek.
    Czas na finał Roland Garros między Mają Chwalińską a Mirrą Andriejewą!

    Z każdą kolejną minutą widać było, że Sznajder coraz gorzej czuje się na korcie i odczuwa problemy z plecami. Kluczowy okazał się gem numer dziewięć. W nim Chwalińska przełamała w świetnym stylu, co pozwoliło jej wyjść na prowadzenie 5:4 i serwować po awans do wielkiego finału Roland Garros! I to się jej powiodło, nasza rodaczka wygrała 7:6(4), 6:4!

    Sprawdź również: Mats Wilander zdradza nam sekret Mai Chwalińskiej. “Tego już nikt nie robi”

    To oznacza, że teraz Chwalińska zagra w wielkim finale Roland Garros. Jej rywalką będzie Mirra Andriejewa. Ósma rakieta świata w swoim półfinale zagrała bardzo pewnie i zwyciężyła Martę Kostiuk (15.) wynikiem 6:1, 6:3. To spotkanie odbędzie się już w sobotę, 6 czerwca o godz. 15. Niezależnie od tego, która z pań okaże się najlepsza w stolicy Francji, będzie to dla niej pierwszy w karierze wielkoszlemowy tytuł. Emocji nie zabraknie.

  • Ukrainka przegrała z Rosjanką. Tak zachowała się po meczu

    Ukrainka przegrała z Rosjanką. Tak zachowała się po meczu

    Marta Kostiuk zatrzymała się w półfinale Roland Garros. Mocniejsza od Ukrainki była Mirra Andriejewa. Pokonana ani myślała podziękować za mecz Rosjance.

    Dodaj tag Mirra Andriejewa do ulubionych
    Marta Kostiuk, w drodze do półfinału Roland Garros, eliminowała między innymi Igę Świątek. Ukrainka marzyła o zagraniu w sobotnim finale turnieju wielkoszlemowego, ale na jej drodze stanęła rozpędzona w turniejach na kortach ziemnych Mirra Andriejewa.

    Jednostronny półfinał zakończył się wynikiem 6:1, 6:3.

    W nagraniu, które można zobaczyć w sieci, widać zachowanie Marty Kostiuk po meczu. Ukrainka ani nie pogratulowała zwycięstwa, ani nie podziękowała za mecz. Od razu ruszyła z dłonią do sędziego na stołku.

    Przyczyną takiego zachowania Marty Kostiuk jest kraj pochodzenia Mirry Andriejewej. Trwa konflikt zbrojny na terytorium Ukrainy spowodowany agresją wojsk rosyjskich. Stąd pełne dystansu, a czasami po prostu ignorujące zachowanie wielu sportowców z Ukrainy wobec Rosjan.

    Mirra Andriejewa, spodziewająca się zachowania przeciwniczki, nie wyglądała na przesadnie przejętą. Trwało jej świętowanie awansu do finału, wielkiego sukcesu w niedługiej jeszcze karierze.

  • Bajeczne zagranie Chwalińskiej. Rosjanka tylko patrzyła

    Bajeczne zagranie Chwalińskiej. Rosjanka tylko patrzyła

    Maja Chwalińska zaliczyła bardzo obiecujący początek meczu z Dianą Sznaider. Po jednym z zagrań Polki ręce same składały się do oklasków.

    Dodaj tag Diana Sznaider do ulubionych
    Kwalifikantka jest objawieniem tegorocznego turnieju Rolanda Garrosa. Przypomnijmy, że w ćwierćfinałowym spotkaniu Maja Chwalińska sprawiła sporą niespodziankę, pokonując Annę Kalinską 7:6, 6:3.

    W półfinale 24-latka trafiła na inną Rosjankę, Dianę Sznaider. Kiedy w czwartek obie zawodniczki wyszły na kort, wymowna była reakcja widowni. Polska tenisistka została nagrodzona gromkimi brawami, podczas gdy jej rywalka nie mogła liczyć na owacje.

    Rozwiń
    twitter
    Zobacz post na Twitterze
    Właściwie od pierwszej piłki spotkanie było bardzo widowiskowe. Chwalińska nie bała się gry kombinacyjnej.

    Jedna z wymian w pierwszym secie trwała dość długo, dlatego Chwalińska zdecydowała się na nieoczywiste rozwiązanie. W pewnym momencie fantastycznym skrótem zaskoczyła Sznaider, która nie miała najmniejszych szans zdążyć do piłki.

    – Genialny skrót! – przyznała komentatorka Justyna Kostyra na antenie Eurosportu. Zresztą podczas spotkania nie było to jedyne spektakularne zagranie Chwalińskiej, która często zmuszała rosyjską przeciwniczkę do biegania.

  • Zapadła decyzja przed półfinałem Chwalińskiej. Niepokojące wieści ws. Polki

    Zapadła decyzja przed półfinałem Chwalińskiej. Niepokojące wieści ws. Polki

    Maja Chwalińska i Diana Sznajder mierzą się w półfinale Roland Garros 2026. W poprzednim meczu Polka znakomicie wykorzystała warunki atmosferyczne, które okazały się niekorzystne dla Anny Kalinskiej. Tym razem odpada bardzo ważny czynnik – wiatr. Podjęto bowiem decyzję o zamknięciu dachu na korcie Philippe’a-Chatriera.

    Maja ChwalińskaAnadoluGetty Images
    Organizatorzy zdecydowali o zamknięciu dachu nad kortem Philippe-Chatrier przed półfinałowym meczem Mai Chwalińskiej z Dianą Sznajder. Powodem były niekorzystne prognozy pogody dla Paryża, wskazujące na możliwość opadów deszczu oraz silniejszych podmuchów wiatru.

    Słynny agent już działa na rzecz Chwalińskiej. Stawka operacji jest gigantyczna

    Bez wiatru na korcie Philippe’a-Chatriera. Zapadła decycja przed półfinałem Mai Chwalińskiej
    Zamknięcie dachu znacząco wpływa na charakter rywalizacji. Gra pod zadaszeniem oznacza bardziej stabilne warunki, brak wiatru oraz nieco szybsze tempo wymian. Jeden bardzo ważny czynnik całkowicie nam więc “odpada”.

    Wiatr miał duże znaczenie podczas meczu Chwalińska – Kaliska. W ćwierćfinale Roland Garros Maja Chwalińska znakomicie poradziła sobie z podmuchami i również dzięki temu zameldowała się w kolejnej, już przedostatniej rundzie wielkoszlemowego turnieju.

    Teoretycznie decyzja ta może zadziałać więc na niekorzyść Mai Chwalińskiej. Diana Sznajder bazująca na mocnych i płaskich uderzeniach nie będzie musiała mierzyś się z wiatrem, więc dla niej byłaby to duża przeszkoda.

    Nie jest to jednak przesądzone. Maja Chwalińśka udowodniła już, że potrafi radzić sobie w każdych warunkach – zarówno w morderczym upale, jak i przy dużym wietrze.

    Trener Mai Chwalińskiej Jaroslav Machovsky w rozmowie z Eurosportem zapowiedział, że jego podopieczna musi dostosować się do panujących warunków i decyzji, jakie zapadły, a na korcie pokazać swój najlepszy tenis.

    Rozwiń
    Półfinałowa rywalka Mai Chwalińskiej wcześniej rozbiła Arynę Sabalenkę. Liderka rankingu w trzecim secie przegrała 0:6.

    Relację na żywo z półfinału Mai Chwalińskiej mozna śledzić w serwisie Interia Sport.

  • Słynny agent już działa na rzecz Chwalińskiej. Stawka operacji jest gigantyczna

    Słynny agent już działa na rzecz Chwalińskiej. Stawka operacji jest gigantyczna

    Maja Chwalińska walczy na paryskiej mączce ze wszystkich sił, już jest największą sensacją tego turnieju, a za kulisami trwa batalia o to, aby nasza nowa gwiazda otrzymała “dziką kartę” na rozpoczynający się już 29 czerwca Wimbledon – najstarszy wielkoszlemowy turniej świata. Formalnościom stało się zadość, o czym poinformował Polski Związek Tenisowy, a teraz może liczyć się także to, czyje podszepty są bardziej słyszalne. Dyplomatyczną robotę na rzecz Mai wykonuje były menedżer Agnieszki Radwańskiej Victor Archutowski, z którym skontaktował się wysłannik Interii w Paryżu.

    – Cały tenisowy świat jest zauroczony Mają Chwalińską. Nie tylko jej tenisem, ale też wdziękiem, odpowiedziami, skromnością. Słowem nią całą. Ale oczywiście fundamentem jest to, że pokazała inny tenis, który chce się oglądać. Jestem z niej bardzo dumny. Napisałem jej to wszystko w prywatnej wiadomości – zachwyca się w rozmowie z Interią Victor Archutowski, były menedżer Agnieszki Radwańskiej, nazywany nie od rzeczy chodzącą historią polskiego tenisa.

    Chwalińska już zrobiła swoją robotę. Zakulisowo Polak w akcji
    Victor urodził się w Wielkiej Brytanii, od wielu dekad działa przy tenisie, mając znakomite relacje z wieloma znaczącymi postaciami w tym światku. Dość powiedzieć, że choć formalnie z “Isią” Radwańską już nic go nie łączy, to choćby trzy lata temu zorganizował byłej tenisistce i jej bliskim pobyt w Londynie przy okazji turnieju legend na Wimbledonie. A sam oglądał mecz Igi Świątek w towarzystwie trzech eksprezydentów Lawn Tennis Association (Brytyjska Federacja Tenisowa – przyp.). – I jeden z nich mówi mi tak: “to ile chcecie za tę dziewczynę?”. Mówią, że to jest fenomen – tak opowiadał mi wówczas przy Church Road.

    Nie dalej, jak we wtorek, gruchnęła wiadomość, ekspresowo zaserwowana czytelnikom Interii. Otóż Polski Związek Tenisowy i Team Mai Chwalińskiej oficjalnie zwrócili się do All England Lawn Tennis and Croquet Club z prośbą o przyznanie polskiej zawodniczce “dzikiej karty” do turnieju głównego tegorocznego Wimbledonu.

    Zobacz również:
    Maja Chwalińska, a w ramce jej kibice: Grażyna, Alicja i Andrzej z Bydgoszczy
    Roland Garros
    dzisiaj, 05:34
    Polscy kibice zmuszeni płacić fortunę za bilety na Chwalińską. Horrendalne kwoty
    Artur Gac
    Artur Gac
    Ktoś zapyta: dlaczego rewelacyjnej Polki, która już jest 30. rakietą świata, nie ma w drabince głównej turnieju? Odpowiedź jest banalna, bowiem w momencie, gdy tworzone były listy, nasze nowe dobro narodowe urodzone w Miechowie, wychowane w Dąbrowie Górniczej, a tenisowo wypuszczone w świat przez Bielsko-Białą było notowane na 113. pozycji.

    Sytuacja jest trudna, bo historia pokazuje, że Brytyjczycy bardzo zręcznie podchodzą do kwestii przyznawania “dzikich kart”. Naturalnie priorytetowo są traktowani rodacy, a dwa pozostałe bilety trafiają do tych, którzy tworzą miks umiejętności, głośnych nazwisk i wielkiej medialności.

    W kuluarach jednak zdołaliśmy usłyszeć, że szanse dla Mai Chwalińskiej wcale nie są małe. Jeden z tropów wiedzie właśnie do Archutowskiego. – Przede wszystkim to Maja swoją grą na korcie walczy o kartę. Już oficjalnie poprosiła, jej zgłoszenie zostało przyjęte – to pierwsza z dobrych wiadomości.

    W kolejnym kroku, 12 lub 13 czerwca, nastąpi zmniejszenie listy, która – jak nam przekazuje były agent – w tym momencie jest dosyć obfita. – Wszystko rozstrzygnie się do 18 czerwca. Zobaczymy co z Sereną Williams, czy ktoś tego kalibru, dla takich pozostaje otwarta jedna karta. Sześć idzie do Angielek, a dwie dla pozostałych – precyzuje Archutowski.

    Gdzie zatem szukać optymizmu? By głęboko nie penetrować tematu, wystarczy tylko cofnąć się do minionego roku. Wówczas furorę we Francji zrobiła Lois Boisson, która wystąpiła dzięki “dzikiej karcie”, a dotarła aż do półfinału. Mimo tak mocnej karty Francuzka nie otrzymała zaproszenia na Wimbledon i musiała zacząć od kwalifikacji.

    – Pamiętaj, że każda historia jest inna. Szczerze? Ja w przypadku Mai jestem dużym optymistą. Przy czym ja zawsze widzę szklankę do połowy pełną – puścił oko Victor.

    I dopiero w tym momencie nadmienił, że podejmuje pewne nieformalne działania, bardzo delikatne, ale być może one także doprowadzą do końcowego sukcesu. – Znam trochę ludzi, którzy są członkami w Wimbledonie. I powiem jeszcze w ten sposób: według mnie szansa jest wyższa niż 50 procent. A jednak dużo ludzi mówi mi, że jestem głupcem – zaśmiał się Archutowski.

    Kibice oszaleli na punkcie Chwalińskiej. Ważny komunikat od Mai dla fanów

    Punktem wyjścia, czyli niezbędną pieczątką, stało się to, że Maja awansowała do ćwierćfinału. Bez tego nie byłoby większej szansy. W momencie wpłynięcia wniosku wygrała aż siedem meczów.

    Jak będzie wyglądała od kuchni machineria podjęcia decyzji? Decydenci są członkami klubu Wimbledon, który decyduje o wszystkich kartach. Ale w tym momencie już zaczyna się tajemnica. – Nie wiadomo dokładnie, czy personalnie oni będą podejmować decyzje. Tego nikt nie wie i nikt nie wyjawia, żeby właśnie nikt nie uznał, że musi wobec nich mocno lobbować – tłumaczy.

    “Ja nie proszę o ‘dziką kartę’ dla Mai”. Co dokładnie dzieje się ws. Chwalińskiej?
    Na moje pytanie, czy w takim razie teoretycznie może się zdarzyć, że któraś z tych osób, z którymi rozmawia, może właśnie w tym roku zasiadać w decyzyjnym panelu, Victor zapewnia: – Ale ja o tym nic nie wiem. Na pewno by mi o tym nie powiedzieli.

    Zobacz również:
    Maja Chwalińska i jej menedżer Piotr Szczypka
    Roland Garros
    2 czerwca 2026 09:54
    Decyzja ws. Chwalińskiej już zapadła. “To nie ma sensu, na 99 procent”
    Artur Gac
    Artur Gac
    Z jednej strony swój optymizm opiera na fakcie, iż rozmawia z ludźmi, którzy znają temat o wiele lepiej niż on sam, a jednocześnie przyznaje, że trzeba być zręcznym dyplomatą. I to jest clue wyzwania, bo urodzony na Shepherd’s Bush, tam gdzie gra Queens Park Rangers i legitymujący się także brytyjskim obywatelstwem Archutowski doskonale wie, jak toczyć rozmowy z Anglikami na wyżynach dyplomacji.

    – Dlatego przede wszystkim ja wprost nie proszę o dziką kartę dla Mai. Tylko dzwonię i na przykład mówię, jak fajnie, że rok temu Iga Świątek wygrała Wimbledon, a teraz we Francja inna Polka robi furorę. Po prostu opowiadam, przekazuję jak najwięcej informacji. Prosić nie wolno, to by było może nawet ze szkodą. Anglicy mają swój kod postępowania, według którego ani żaden związek, ani agent zawodnika nie powinien o to prosić. To musi mieć tradycyjny angielski kunszt. Czyli można pogadać i porozmawiać, bardzo sugestywnie, ale nie prosić – zdradza.

    Jego optymizm ma solidne podstawy, bo przez lata, a konkretnie – jak wyliczył – od 1985 roku, gdy prowadził pewnego Anglika, ma na koncie w ciągu tych 41 lat sukcesy dokładnie w tym obszarze.

    – Ci ludzie po prostu mnie znają od dawnych czasów. I przez ten okres dawali mi dzikie karty do Wimbledonu dla Agnieszki i Urszuli Radwańskich, a także Wiktorii Azarenki. Oni są zawsze niezmienni i przypuszczam, że osoby w komitecie, który zawsze decyduje w nieparzystej liczbie, może podjąć dla nas optymistyczną decyzję – nie traci rezonu Archutowski.

  • 6:1 na starcie meczu Kostiuk – Andriejewa, udany rewanż. Oto ew. rywalka Chwalińskiej

    Na czwartek zaplanowano oba półfinały singla kobiet w ramach wielkoszlemowego Roland Garros. Zanim na Court Philippe-Chatrier doszło do starcia z udziałem Mai Chwalińskiej, wyłaniano przeciwniczkę w decydującym spotkaniu dla Polki albo Diany Sznajder. O godz. 15:00 na głównej arenie pojawiły się Marta Kostiuk i Mirra Andriejewa. Rosjanka wzięła rewanż za poprzednie porażki, deklasując rywalkę 6:1, 6:3. Oto co się wydarzyło w Paryżu.

    Marta Kostiuk rywalizowała z Mirrą Andriejewą o finał Roland Garros 2026
    Marta Kostiuk rywalizowała z Mirrą Andriejewą o finał Roland Garros 2026MUSTAFA YALCIN / ANADOLU / Anadolu via AFP / Dimitar DILKOFF / AFPAFP

    Po porażce Aryny Sabalenki z Dianą Sznajder stało się jasne, że będziemy mieli nową mistrzynię wielkoszlemową. W grze o tytuł w Roland Garros, oprócz pogromczyni Białorusinki, zostały także: Maja Chwalińska, Marta Kostiuk i Mirra Andriejewa. Wszystkie zawodniczki urodziły się w XXI wieku. Co ciekawe, najstarszą z nich jest nasza reprezentantka. Na czwartkowe popołudnie zaplanowano oba półfinałowe starcia na Court Philippe-Chatrier. Najpierw, o godz. 15:00, zobaczyliśmy w akcji Kostiuk i Andriejewą.

    Zobacz również:
    Aryna Sabalenka
    Tenis
    dzisiaj, 09:23
    Sabalence puściły nerwy. Dopiero teraz się wydało. Padły ostre wulgaryzmy
    Damian Okła
    Damian Okła
    Obie rywalizowały ze sobą dwukrotnie w tym sezonie. Za każdym razem lepsza okazywała się Marta. Jeden z ich pojedynków odbył się w finale WTA 1000 w Madrycie. Wówczas Ukrainka zwyciężyła 6:3, 7:5 i zdobyła największy tytuł w dotychczasowej karierze. Przed startem dzisiejszej batalii tenisistka z Kijowa posiadała bilans 17-0 na kortach ziemnych w 2026 roku. Rosjanka poszukiwała zatem rewanżu za poprzednie porażki. Jej przewagą było to, że miała już okazję rywalizować w wielkoszlemowym półfinale. Działo się to dwa lata temu, właśnie w Paryżu. Wówczas wyraźnie uległa Jasmine Paolini. W czwartek panie zmagały się z trudnymi warunkami w postaci zmiennych podmuchów wiatru.

    Zobacz również:
    Maja Chwalińska i jej trenerski mentor z Czech Jaroslav Machovsky
    Roland Garros
    dzisiaj, 10:18
    Trener Chwalińskiej bez ogródek przed starciem z Rosjanką. Słowo do Sabalenki
    Artur Gac
    Artur Gac
    Roland Garros: Marta Kostiuk kontra Mirra Andriejewa w półfinale
    Mecz rozpoczął się od podania Kostiuk. Od pierwszych piłek dało się wyczuć nerwowość i stawkę pojedynku. Po podwójnym błędzie serwisowym Marty pojawił się break point dla Andriejewej. Potem Ukrainka zanotowała pomyłkę w trakcie wymiany, co poskutkowało przełamaniem na korzyść Rosjanki. Po zmianie stron Mirra też miała problemy, ale wydostała się ze stanu 0-40 i potwierdziła przewagę. Mistrzyni z Madrytu nadal nie mogła złapać optymalnego rytmu. Po trzech rozdaniach przegrywała już z różnicą podwójnego breaka.

    Tenisistka z Kijowa wciąż wyglądała na bardzo spiętą, jakby przerastała ją stawka pojedynku. W piątym gemie pojawiły się kolejne okazje na przełamanie dla 19-latki. Po obronionych break pointach Ukrainka dostawała gromkie brawa od kibiców, którzy oczekiwali wyrównanego widowiska. W ten sposób chcieli pobudzić Kostiuk do lepszej gry. Ostatecznie Marta oddaliła w sumie pięć szans Andriejewej na 5:0 i zdobyła premierowe “oczko”. Wydawało się, że to może być moment, który doda Marcie nieco więcej pewności siebie. Jak się później okazało – był to jedyny gem wygrany przez Ukrainkę w pierwszej partii. Po drugim setbolu w trakcie siódmego rozdania Mirra zapisała na swoim koncie rezultat 6:1.

    Zobacz również:
    Anna Kalinska
    Roland Garros
    wczoraj, 17:07
    Pokonana Rosjanka zeszła z kortu i zaczęła mówić o Chwalińskiej. Polacy oburzeni
    Paweł Nowak
    Paweł Nowak
    Druga część pojedynku mogła się rozpocząć pozytywnie z perspektywy Kostiuk, wywalczyła sobie break pointa. W kluczowym momencie zabrakło jednak skuteczności, znów wkradł się błąd. Po zmianie stron doszło do przełamania i Andriejewa stopniowo uciekała z wynikiem. W pewnym momencie zrobiło się już 3:0 dla Mirry. Podczas czwartego rozdania toczyła się długa walka, Marta nie mogła domknąć gema. W końcu dokonała tej sztuki i jeszcze dała sobie nadzieję na nawiązanie rywalizacji z przeciwniczką.

    Tuż przed zmianą stron sytuacja zaczęła się układać optymistycznie z perspektywy Ukrainki, prowadziła 30-15 na returnie. Kolejne trzy akcje powędrowały do Andriejewej, przez co 19-latka znów miała trzy “oczka” przewagi. Wówczas organizatorzy zainaugurowali procedurę zamykania dachu, ze względu na nadchodzący opad deszczu. W następnych minutach pojawiła się piłka na 5:1 dla Rosjanki. Kostiuk przetrwała jednak ten moment, utrzymała podanie.

    Wtedy nastał pierwszy słabszy moment w wykonaniu Mirry. Do tenisistki z Krasnojarska jakby dotarła bliskość finału i siódmy gem zupełnie jej się nie ułożył. Turniejowa “8” została przełamana do zera, a u Marty pojawiła się zaciśnięta pięść – jakby poczuła, że jeszcze nie wszystko stracone. Po zmianie stron Ukrainka podawała po 4:4. Znów zobaczyliśmy jednak błędy po stronie Kostiuk, które nie pomogły jej w doprowadzeniu do remisu. Na koniec rozdania Andriejewa rozegrała bardzo dobrą akcję, dzięki czemu serwowała potem po awans do decydującego starcia. Rosjanka postawiła “kropkę nad i”. Ostatecznie triumfowała 6:1, 6:3, rewanżując się za dwie tegoroczne porażki z Ukrainką. Mirra czeka już zatem w finale na zwyciężczynię spotkania Diana Sznajder – Maja Chwalińska.

    Dokładny zapis relacji z meczu Marta Kostiuk – Mirra Andriejewa jest dostępny TUTAJ. Główne zmagania podczas Roland Garros potrwają do 7 czerwca. Najważniejsze informacje dotyczące imprezy można śledzić za pomocą specjalnej zakładki na stronie Interii.

  • Chwalińska u boku Świątek. Pokazano nagranie

    Chwalińska u boku Świątek. Pokazano nagranie

    Przed półfinałem Roland Garros z udziałem Mai Chwalińskiej, na profilu Australian Open można zobaczyć nagranie sprzed lat. Na nim polska rewelacja gra debla wspólnie z bardzo znaną rówieśniczką Igą Świątek.

    Dodaj tag Iga Świątek do ulubionych
    Przyjaźń Mai Chwalińskiej i Igi Świątek ma swój początek w dzieciństwie obu tenisistek, gdy jako rówieśniczki spotykały się na zgrupowaniach i turniejach kadr młodzieżowych Polskiego Związku Tenisowego. Wspólnie reprezentowały Polskę i szybko stworzyły zgrany duet w deblu.

    Do wspólnych sukcesów Chwalińskiej i Świątek należą mistrzostwa Europy w deblu zdobywane rok po roku w kategoriach do 14 i 16 lat. W tym samym okresie Polki regularnie występowały razem w turniejach ITF, należąc do czołowych juniorskich par.

    Istotnym osiągnięciem było zwycięstwo Polek w Junior Fed Cup 2016. W finale z USA, po remisowych singlach, o triumfie Biało-Czerwonych przesądził właśnie debel Chwalińska i Świątek, który wygrał decydujący mecz 6:4, 6:0.

    W 2017 roku Polki dotarły do finału juniorskiego Australian Open w deblu, co było ich pierwszym wspólnym finałem wielkoszlemowym.

    Właśnie z kortu w Melbourne jest nagranie, które w czwartek można zobaczyć na profilu Australian Open w portalu społecznościowym X. Na nim Polki zwyciężają w jednej z akcji z amerykańskimi przeciwniczkami.

    “Podróż Chwalinskiej od finału debla dziewcząt 2017, przez przerwę trwającą kilka miesięcy w 2021 roku, by walczyć z depresją, aż po obecny moment, kiedy jest w swoim pierwszym półfinale Wielkiego Szlema w singlu, zasługuje na aplauz” – czytamy w opisie dostępnego powyżej nagrania.

    W czwartek Maja Chwalińska zagra we wspomnianym półfinale Roland Garros z Dianą Sznaider.

  • Sabalence puściły nerwy. Dopiero teraz się wydało. Padły ostre wulgaryzmy

    Sabalence puściły nerwy. Dopiero teraz się wydało. Padły ostre wulgaryzmy

    Oto przeredagowana wersja artykułu po polsku:

    Tegoroczna edycja Roland Garros przynosi kibicom mnóstwo niespodzianek, ale mało kto spodziewał się takiego wyniku w ćwierćfinale. Największą sensacją turnieju okazała się porażka Aryny Sabalenki z Dianą Sznajder. Białorusinka była wymieniana w gronie głównych faworytek do zdobycia tytułu, jednak jej marzenia o triumfie w Paryżu zostały brutalnie przerwane. Co więcej, podczas spotkania liderce światowego rankingu wyraźnie zaczęły puszczać nerwy.

    Mecz Sabalenki ze Sznajder wzbudzał ogromne zainteresowanie również w Polsce. Wszystko za sprawą Mai Chwalińskiej, która wcześniej tego samego dnia wywalczyła awans do półfinału Roland Garros. Dla 24-letniej Polki jest to największy sukces w dotychczasowej karierze. Gdy zakończyła swój ćwierćfinał, uwaga kibiców przeniosła się na starcie Białorusinki z Rosjanką, które miało wyłonić kolejną rywalkę Chwalińskiej.

    Przed rozpoczęciem spotkania zdecydowaną faworytką była Sabalenka. Pierwszy set tylko potwierdzał przewidywania ekspertów. Białorusinka kontrolowała wydarzenia na korcie i wygrała tę partię 6:3. Również początek drugiego seta układał się po jej myśli. Przy stanie 4:1 wydawało się, że jest już o krok od awansu do półfinału. Sznajder nie zamierzała jednak składać broni. Rosjanka odrobiła straty, przełamała przeciwniczkę i doprowadziła do wyrównania stanu meczu.

    Prawdziwy zwrot akcji nastąpił jednak w trzecim secie. Sabalenka całkowicie straciła rytm gry i nie była w stanie znaleźć odpowiedzi na coraz pewniejsze zagrania rywalki. Sznajder zdominowała decydującą partię, nie oddając Białorusince ani jednego gema i zwyciężając 6:0. Tym samym Rosjanka sensacyjnie awansowała do półfinału, gdzie jej przeciwniczką została Maja Chwalińska.

    W trakcie meczu emocje coraz mocniej dawały się we znaki Sabalence. Według doniesień białoruskich mediów tenisistka była wyraźnie sfrustrowana nie tylko własną grą, ale także komunikacją ze swoim sztabem szkoleniowym. Kamery uchwyciły moment, w którym zwróciła się w stronę swojego boksu i w emocjonalny sposób dała upust niezadowoleniu.

    Jak informuje portal betnews.by, słowa skierowane były najprawdopodobniej do jej trenera Antona Dubrowa. Białorusinka miała być zirytowana ciągłymi wskazówkami płynącymi z boksu i w ten sposób wyraziła swoje zdenerwowanie sytuacją na korcie.

    Także po zakończeniu spotkania nie brakowało emocji. Sabalenka otwarcie przyznała, że niezwykle boleśnie przeżyła przebieg drugiego seta, w którym wypuściła z rąk dużą przewagę. W pomeczowych wypowiedziach mówiła o ogromnym rozczarowaniu, a nawet rzuciła pół żartem, pół serio, że po takim meczu ma ochotę „rzucić tenis”. Sama zawodniczka podkreślała, że nie potrafiła już odzyskać kontroli nad wydarzeniami po utracie inicjatywy, co ostatecznie przesądziło o jej sensacyjnej porażce i przedwczesnym pożegnaniu z tegorocznym Roland Garros.

  • Nokaut w pierwszym półfinale Rolanda Garrosa

    Nokaut w pierwszym półfinale Rolanda Garrosa

    Starcie Mirry Andriejewej z Martą Kostiuk zapowiadano jako hit czwartkowych wydarzeń na kortach Rolanda Garrosa. Tymczasem Rosjanka nie dała Ukraince żadnych szans, zwyciężając w zaledwie 76 minut 6:1, 6:3.

    Dodaj tag Marta Kostiuk do ulubionych
    W sezonie 2026 Marta Kostiuk (WTA 15) dwukrotnie rywalizowała z Mirrą Andriejewą (WTA 8) w głównym cyklu. Ukrainka była górą w ćwierćfinale zawodów WTA 500 w Brisbane oraz finale imprezy WTA 1000 w Madrycie. Do tego na ceglanej mączce wygrała 17 kolejnych pojedynków. Jej piękna seria została brutalnie przerwana w półfinale międzynarodowych mistrzostw Francji.

    Ukrainka nie była sobą
    Kostiuk zaczęła bardzo nerwowo. Już w pierwszym gemie nie uniknęła błędów i gładko oddała serwis. Ukrainka mogła szybko odrobić tę stratę, lecz nie wykorzystała żadnego z trzech break pointów powrotnych. Po swoje za to szła Andriejewa, która dołożyła kolejne przełamanie. Gdy Rosjanka odskoczyła na 4:0, sytuacja reprezentantki naszych wschodnich sąsiadów stała się trudna.

    ZOBACZ WIDEO: Jest nadzieją polskich biegów. Ujawniła, jakie dostaje wiadomości

    W końcowej fazie seta Kostiuk walczyła już w zasadzie tylko o honorowego gema. Mimo ogromnych problemów przy własnym podaniu wyszarpała go w piątym gemie. Andriejewa była jednak nie do zatrzymania. Przede wszystkim nie popełniała aż tylu błędów własnych. 19-letnia Rosjanka była solidniejsza w wymianach. Już przy stanie 5:1 wypracowała piłki setowe i po 33 minutach zakończyła premierową odsłonę.

    Solidny występ Rosjanki
    Początek drugiego seta nie przyniósł zwrotu akcji. Kostiuk cały czas popełniała sporo prostych błędów, Andriejewa konsekwentnie realizowała swój plan. W efekcie Rosjanka zdobyła przełamanie już w drugim gemie, a następnie odskoczyła na 3:0. 23-letnia Ukrainka walczyła sama ze sobą. Z trudem dwukrotnie wygrała własne podanie, co dawało jej pewną nadzieję na odwrócenie losów pojedynku.

    Mogło się wydać, że punktem zwrotnym będzie moment, w którym zdecydowano się zasłonić dach. Wówczas Kostiuk w końcu zagrała w swoim stylu i odrobiła breaka (3:4). Szybko jednak się okazało, że był to chwilowy stan. Andriejewa bez problemu przełamała serwis Ukrainki w ósmym gemie i już po chwili miała dwa meczbole. Wyrzucona piłka przez rywalkę zwieńczyła krótki pojedynek.

    Po zaledwie 76 minutach Andriejewa zwyciężyła 6:1, 6:3. Rosjanka postawiła na solidną grę. Skończyła 14 piłek i miała 22 niewymuszone błędy. Kostiuk pomyliła się aż 34 razy przy 15 wygrywających uderzeniach. Z taką postawą Ukrainka nie miała szans na uzyskanie korzystnego rezultatu i to spotkanie szybko jej odjechało.

    Andriejewa wystąpi w swoim premierowym wielkoszlemowym finale. Jej przeciwniczką w meczu o tytuł na kortach Rolanda Garrosa będzie w sobotę albo rodaczka Diana Sznaider, albo Polka Maja Chwalińska.

    Roland Garros, Paryż (Francja)
    Wielki Szlem, kort ziemny, pula nagród 61,723 mln euro
    czwartek, 4 czerwca

    półfinał gry pojedynczej:

    Mirra Andriejewa (8) – Marta Kostiuk (Ukraina, 15) 6:1, 6:3

    Program i wyniki turnieju kobiet