• Znaliśmy się mało, ale to już nieaktualne. Chwalińska na ustach Polaków

    Znaliśmy się mało, ale to już nieaktualne. Chwalińska na ustach Polaków

    Na naszych oczach dokonuje się to, co najbardziej kochamy w sporcie. A że bohaterką tej niezwykłej historii jest Polka, cieszymy się bardziej, wzruszamy i kciuki ściskami mocno jak nigdy.

    Dodaj tag WTA do ulubionych
    To zjawisko, którego jesteśmy świadkami w Paryżu, jest solą sportu. Oto właśnie teraz, na naszych oczach, jesteśmy świadkami, jak zawodniczka znana – nie czarujmy się, głównie dziennikarzom sportowym, a może nawet ściślej – tenisowym, nagle staje się popularna.

    Gdy znajomi dzwonią i pytają: kim jest ta Maja; gdy w pracy ludzie zaczepiają, że dowiedzieć się, skąd się wzięła; gdy nagle okazuje się, że gdy mówisz Chwalińska, nazwisko już nie trafia w próżnię – to oznacza, że dokonała się jakaś niesamowita historia

    Oto tenisistka, która były poza pierwszą setką zawodniczek w rankingu, po kwalifikacjach awansowała do głównego turnieju Roland Garros. A jest to jeden z najważniejszych w roku turniejów tenisowych spośród wielkiej czwórki tak zwanego Wielkiego Szlema.

    ZOBACZ WIDEO: Brawa nie miały końca. Chwalińska znowu zachwyciła kibiców

    Kimkolwiek by była dziewczyna w ten sposób i z takiego miejsca awansująca do ścisłych finałów, byłaby to wielka sprawa – może już nawet sensacja. Więc jak nazwać historię, gdy ona nie tylko wygrywa mecz w głównym turnieju, ale wygrywa kilka! Co więcej, właśnie dociera do PÓŁFINAŁU. To naprawdę, uwierzcie mi, przechodzi do historii turnieju i dyscypliny.

    Z Mają – my, kibice i mniejsi kibice – znamy się mało. Ale to już nieaktualne. Poznajemy się lepiej, szukamy jej historii, zastanawiamy – czy rośnie nam “druga Iga”.

    A Maja to rówieśniczka Igi, razem zdobywały juniorskie medale w mistrzostwach Europy, ale później drogi się rozeszły. Maja miał wielkie problemy, walczyła z depresją, ale dzielnie to pokonała.

    Nasz dziennikarz Arkadiusz Dudziak odwiedził miasto, gdzie stawiała pierwsze kroki. W Dąbrowie Górniczej spotkał się z pierwszy trenerem naszej nowej gwiazdy. Paweł Kałuża ciekawie opowiada o filigranowej dziewczynie, która uprawiała nie tylko tenis. Może dlatego popisuje się tak wybitną sprawnością, potrafi grać wymiany niemal po 30 uderzeń, zachwyca tenisem urozmaiconym, pięknym, można by powiedzieć oldscholowym. Przypomina trochę Agnieszkę Radwańską, też potrafi się dzielnie i długo bronić przed petardami rywalek. Aż w końcu one popełniają błąd, a punkt zdobywa Maja.

    I – co także dodaje uroku – jest leworęczna, choć trener Kałuża opowiadał, że często kazał jej też przez godzinę w trakcie dnia treningowego grać ręką prawą, żeby też umiała. I maja pokazała to w Paryżu, gdy nagle przełożyła rakietę do drugiej ręki, bo w innym przypadku nie zdołałaby odbić piłki.

    W tej historii jest wszystko, co najlepsze. Sensacyjne odkrycie dziewczyny, która nagle wdziera się na salony. Na dodatek gra pięknie i zachwyca… potęgą autentyczności, co – jestem przekonany – przyniesie jej nagrodę w postaci kontraktów reklamowych.

    Gdy po awansie do ćwierćfinału Polka powiedziała po meczu do publiczności, że cieszy się sukcesami i nie odczuwa presji, bo przecież nikt jej nie zna, kibice wstali i nagrodzili ją wielkimi brawami. Możemy tylko dodać, że to już nieprawda Maja. Już zna Cię każdy.

  • Maja Chwalińska wciąż nie wierzy w swoją popularność. “Niczego nie czytam”

    Maja Chwalińska wciąż nie wierzy w swoją popularność. “Niczego nie czytam”

    – Może rzeczywiście jestem w jakiejś bańce, sama nie wiem – zastanawia się Maja Chwalińska zapytana o rosnącą popularność. I przyznaje, że podczas turnieju nie wchodzi na media społecznościowe, niczego nie czyta.

    Dodaj tag Maja Chwalińska do ulubionych
    Dawid Góra, korespondencja z Paryża

    Nieprawdopodobna historia w polskim tenisie trwa! Chwalińska, która zaczęła rywalizację w Paryżu od kwalifikacji, pokonała Rosjankę Annę Kalinską 7:6(3), 6:3 i awansowała do półfinału Rolanda Garrosa.

    Wyczyn jest fantastyczny, jednak był w środowym meczu moment, który mógł wzbudzić trochę niepokoju. Polka w pierwszym secie wygrywała już 5:1, aby ostatecznie dać doprowadzić przeciwniczce do stanu 5:5.

    – W pewnym momencie zaczęłam grać zbyt pasywnie i jednostajnie. Anna dobrze to wykorzystała. Zaczęła grać o wiele agresywniej. W tych warunkach, a mocno wiało, trudno mi było ponownie wejść w odpowiedni rytm. Szczególnie gra pod wiatr była wymagająca. Cieszę się jednak, że pomimo wyrównania stanu rywalizacji na 5:5, zdołałam wrócić na swoje miejsce. W ten sposób zamknęłam pierwszego seta – relacjonuje Chwalińska.

    W czwartkowym półfinale Polka zagra z Dianą Sznajder, która w sensacyjnych okolicznościach wyeliminowała z turnieju Arynę Sabalenkę.

    Po fantastycznych występach w Paryżu Chwalińska trafiła na czołówki mediów. Jak na razie, zawodniczka nie czuje swojej popularności. A przecież w obecnie panuje Chwalińskomania!

    – Może rzeczywiście jestem w jakiejś bańce, sama nie wiem. Jednak to też kwestia moich wyborów. Podczas turnieju nie wchodzę na media społecznościowe i niczego nie czytam. To mi bardzo pomaga, chcę skupić się wyłącznie na grze – ze spokojem przyznaje Chwalińska.

    Zapytana o gratulacje od Igi Świątek, przyznaje, że dostawała takie po każdym meczu. Więcej emocji podczas pomeczowej konferencji wzbudziła jednak kwestia innego sportowca. Zarówno Maja jak i Kacper Tomasiak, trzykrotny medalista olimpijski z Predazzo, są reprezentantami Bielska-Białej i regionu Pogórza Śląskiego. Kto teraz otrzyma tytuł najlepszego sportowca ziemi bielskiej?

    – Oglądałam jego starty i mu kibicowałam. Było dla mnie oczywiste, że on zostanie sportowcem roku w naszym regionie. Szczerze mówiąc nadal jest to dla mnie jasne… – ze szczerą skromnością podkreśla Chwalińska.

  • Ależ sensacja, Sabalenka wyrzucona z Rolanda Garrosa! Nie będzie półfinału z Chwalińską

    Ależ sensacja, Sabalenka wyrzucona z Rolanda Garrosa! Nie będzie półfinału z Chwalińską

    Aryna Sabalenka nie wywalczy tytułu na kortach Rolanda Garrosa. Białorusinka była na dobrej drodze do półfinału, ale wpuściła do gry Dianę Sznaider. Rosjanka wykorzystała szansę, wyeliminowała faworytkę i teraz zagra z Mają Chwalińską.

    Dodaj tag Diana Sznaider do ulubionych
    W ostatnim ćwierćfinale turnieju singlowego pań na kortach Rolanda Garrosa zmierzyły się Aryna Sabalenka i Diana Sznaider. Liderka rankingu WTA w poprzednich spotkaniach miała słabsze momenty, ale nie straciła jeszcze seta. Po odpadnięciu najgroźniejszych rywalek stała się największą faworytką do triumfu w Paryżu, a chęć rewanżu za porażkę w ubiegłorocznym finale z pewnością była u niej bardzo mocna.

    Sznaider z kolei po raz pierwszy w karierze zameldowała się na tym etapie wielkoszlemowej rywalizacji w grze pojedynczej. Panie nie miały jeszcze okazji zmierzyć się na korcie. Zdecydowaną faworytką do awansu do półfinału, a zarazem do zmierzenia się z rewelacyjną Mają Chwalińską, była Białorusinka.

    ZOBACZ WIDEO: Brawa nie miały końca. Chwalińska znowu zachwyciła kibiców

    Spotkanie rozpoczął długi i emocjonujący gem, w którym Sabalenka utrzymała podanie. Kolejne odsłony również padały łupem podających, a pierwszy break point pojawił się w czwartym gemie. Liderka rankingu od razu wykorzystała swoją szansę, by po chwili obronić dwie szanse na przełamanie po stronie rywalki.

    Faworytka poszła za ciosem i po kolejnym przełamaniu odskoczyła na 5:1. Choć później miała dwie piłki na zamknięcie seta przy własnym podaniu, nie zdołała ich wykorzystać. Sznaider poszła za ciosem i do przełamania dołożyła obroniony serwis.

    W ósmym gemie Rosjanka mogła odrobić całość strat, jednak nie wykorzystała wypracowanego break pointa. Sabalenka zamieniła z kolei trzecią piłkę setową na wygranie tej partii 6:3 i wykonała pierwszy krok w kierunku półfinału.

    Liderka rankingu rozpoczęła drugiego seta od przełamania. W późniejszych gemach obie zawodniczki pewnie pilnowały swoich podań, a Sznaider nie była w stanie zbliżyć się do odrobienia straty. Dodatkowo w piątym gemie Sabalenka popisała się drugim przełamaniem, tym razem bez straty punktu, odskakując na 4:1.

    Po chwili liderka rankingu ponownie wpuściła rywalkę do gry. Rosjanka odrobiła część strat, by później obronić break pointa i przybliżyć się do prowadzącej. W ósmym gemie Sznaider zmarnowała cztery szanse na przełamanie, które dałoby jej wyrównanie stanu seta. Wielką klasę pokazała wtedy jednak Białorusinka, broniąc się kapitalnymi podaniami.

    Rosjanka w dziesiątym gemie wykorzystała już swoją okazję i doprowadziła do stanu 5:5. Po utrzymaniu podania po raz pierwszy wyszła na prowadzenie, wywierając presję na Sabalence. Liderka rankingu WTA nie sprostała wyzwaniu i straciła podanie. Sznaider wykorzystała pierwszą piłkę setową, wygrała czwartego gema z rzędu i triumfowała 7:5.

    Udana pogoń sprawiła, że Rosjanka nabrała wiatru w żagle. Liderka rankingu była z kolei sfrustrowana i popełniała coraz więcej błędów. Czarę goryczy przelało stracone w drugim gemie podanie po pełnej emocji walce. Później faworytka praktycznie nie istniała już na korcie.

    Pewna siebie Sznaider szła po swoje i była bezlitosna dla rywalki. Skończyło się na tym, że rozbiła liderkę rankingu WTA 6:0 i zameldowała się w pierwszym wielkoszlemowym półfinale w karierze. Tam zmierzy się z Chwalińską, a Sabalenka na pierwszy tytuł w Paryżu będzie musiała poczekać jeszcze przynamniej rok. To sprawia, że będziemy mieć nową mistrzynię wielkoszlemową.

  • Kibice oszaleli na punkcie Chwalińskiej. Ważny komunikat od Mai dla fanów

    Kibice oszaleli na punkcie Chwalińskiej. Ważny komunikat od Mai dla fanów

    „Przy wyniku 5:1 wydaje mi się, że zaczęłam grać zbyt pasywnie i schematycznie. Ona bardzo dobrze to wykorzystała, zaczęła grać znacznie bardziej agresywnie i w tych warunkach trudno mi było ponownie wejść w mecz” – powiedziała Maja Chwalińska, sensacyjna półfinalistka Roland Garros.

    Zapytana przez Interię przyznała również, że potrafi wejść w swoistą „bańkę”, co – jak sama zasugerowała – może rozczarować wielu polskich kibiców.

    – To, co teraz się wokół mnie dzieje, szczerze mówiąc, nie do końca do mnie dociera. To też kwestia moich wyborów – zaznaczyła.

    Chwalińska podkreśliła, że podczas turnieju całkowicie odcina się od mediów społecznościowych.

    – Nie wchodzę na social media, nic nie czytam i myślę, że to bardzo mi pomaga. Chcę się skupić wyłącznie na grze – dodała nowa gwiazda polskiego tenisa, która w dwóch setach pokonała Rosjankę Annę Kalinską na korcie centralnym.

    Wracając do samego meczu, zwróciła uwagę na trudne, wietrzne warunki.

    – Szczególnie pod wiatr grało mi się ciężko, ale cieszę się, że przy stanie 5:5 wróciłam do swojej gry i zamknęłam pierwszego seta. To mnie najbardziej cieszy – podkreśliła.

    Polka nie ukrywała satysfakcji z tego, że na tak zaawansowanym etapie turnieju potrafi zachować pełną koncentrację. Z uśmiechem zareagowała też na informację, że ekipa Polsatu była obecna w jej dawnej szkole nr 29 w Dąbrowie, gdzie dzieci oglądały jej mecz.

    – Macie super szkołę, mam z niej świetne wspomnienia. Czasem marzę, żeby tam wrócić i zobaczyć, jak wszystko wygląda. Przede wszystkim bawcie się sportem – to podstawa. Jeśli chcecie coś robić, angażujcie się w to na sto procent, a może kiedyś „kliknie” – powiedziała 24-latka.

    Na koniec padło pytanie o Igę Świątek i ewentualne gratulacje od najlepszej polskiej tenisistki.

    – Iga gratulowała mi po wcześniejszych meczach. Teraz jeszcze nie sprawdzałam telefonu, więc może tak, może nie – zakończyła z uśmiechem Chwalińska.

  • Oto plan Chwalińskiej przed półfinałem. Ogłosiła światu, będzie zmiana

    Oto plan Chwalińskiej przed półfinałem. Ogłosiła światu, będzie zmiana

    Maja Chwalińska wciąż kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa podczas tegorocznego Rolanda Garrosa. Nasza rodaczka w środowe popołudnie zameldowała się w półfinale, pokonując Annę Kalinską 7:6, 6:3. Kolejne spotkanie przyjaciółka Igi Świątek rozegra już jutro. 24-latka jeszcze na korcie zdradziła, co zamierza robić przed bojem o wielki finał paryskich zmagań.

    Maja Chwalińska w żółtej koszulce z rakietą, unosi rękę w geście pozdrowienia podczas meczu tenisowego.
    Maja ChwalińskaAnne-Christine POUJOULAT AFP

    Dla naszej rodaczki środowa potyczka była już ósmą rozegraną nad Sekwaną. Polka walkę w stolicy Francji zaczęła od eliminacji, w których nie straciła ani jednego seta. W turnieju głównym partię jak na razie odebrała jej jedynie Maria Sakkari. Chrapkę na dołączenie do Greczynki pod tym względem miała dziś Anna Kalinska, lecz Rosjanka przegrała tie-breaka. Potem z kolei przyjaciółka Igi Świątek pozwoliła oponentce na zgarnięcie tylko trzech gemów.

    24-latka urodzona w Miechowie znów zaimponowała przede wszystkim pewnością siebie. “Cieszę się, że to tak wygląda, ale zdecydowanie byłam zdenerwowana. To w sumie normalne, bo mi zależy. Staram się zawsze skupić” – przyznała w tradycyjnym wywiadzie po zwycięskim meczu. Był on zresztą bardzo ciekawy, ponieważ nasza bohaterka zdradziła plan na najbliższe godziny. “Pójdę spać, potem obejrzę coś na Netfliksie i będzie dobrze” – ujawniła.

    Chwalińska wyrwała Rosjance serce, sufit przebity. Kibice, ale co z wami?

    Maja Chwalińska aż zgubiła wątek. Wielka radość po historycznym awansie
    Następnie do akcji wkroczył reporter Eurosportu. Rozpoczął od stwierdzenia, iż powoli świeżo upieczona półfinalistka Rolanda Garrosa musi przyzwyczajać się do licznych wywiadów. “Na razie to jest jeden turniej” – wyznała uśmiechnięta zawodniczka, po czym długo szukała kolejnych słów. “Kurczę, zgubiłam wątek…” – przyznała się w końcu. Potem została zapytana stricte o dzisiejszy mecz. Od samego początku nie było łatwo, choć końcowy wynik sugeruje co innego.

    “Miałam 5:1, piłki setowe. Ale tutaj brawa dla Anny. Dobrze się wybroniła, więc cieszę się, że potrafiłam się odbić i wygrać w tie-breaku. Warunki nie były dzisiaj łatwe. Bardzo wiało, nie wiem czy to było widać. Piłka mocno szalała na korcie. Cieszę się, że sobie z tym wszystkim poradziłam” – dodała 24-latka, która szykuje się do półfinału. Zostanie rozegrany on już w czwartek. Maja Chwalińska w głównym turnieju nie grała jeszcze dzień po dniu. Mamy więc do czynienia ze zmianą.

    “Dziękuję wszystkim kibicom za wsparcie. Dociera to do mnie tak po części. Nie jestem za bardzo w mediach społecznościowych. Bardzo doceniam i dziękuję. Mam nadzieję, że będziecie trzymać za mnie kciuki w półfinale” – podsumowała. Tekstowa relacja na żywo w Interia Sport.

  • Pomruk na trybunach. Chwalińska przeprosiła Rosjankę. Kamery wszystko nagrały

    Pomruk na trybunach. Chwalińska przeprosiła Rosjankę. Kamery wszystko nagrały

    W sporcie oprócz własnej formy czasem do końcowego triumfu potrzebne jest wsparcie od publiczności czy pomoc czynników zewnętrznych. Maja Chwalińska oczywiście swoje zwycięstwa wypracowuje bardzo dobrą dyspozycją (tak jak dziś, 7:6, 6:3), ale w jednej sytuacji w środowym starciu z Anną Kalinską pomogła jej taśma.

    Maja Chwalińska w jasnozielonym stroju z rakietą, zbliżenie na twarz i postawa podczas meczu tenisowego.
    Maja ChwalińskaMarcin CholewińskiNewspix.pl

    Już w początkowej fazie meczu Anny Kalinskiej z Mają Chwalińską doszło do specyficznej wymiany. Nasza rodaczka zaserwowała do środka kortu, otrzymała return na około metr przed linią końcową. Odpowiedziała bekhendem i to w swoim stylu, czyli z wysoką trajektorią lotu piłki. Co jednak najciekawsze, ta spadła na samą taśmę i “zgasła” tuż za siatką. Rosjanka nie miała szans, by na to zareagować.

    Hoho, to już wiemy, komu ściany pomagają
    powiedziała komentująca ten mecz w Eurosporcie Justyna Kostyra
    Roland Garros 2026. Gest przeprosin Chwalińskiej do Kalinskiej. To standard
    – Musiała wstać prawą nogą Maja dzisiaj, a Kalinska musiałaby wystartować z linii pola serwisowego, żeby to złapać. Piłka zatańczyła i spadła, nie wiem, dwa centymetry od siatki – relacjonował z kolei Lech Sidor.

    Publiczność zgromadzona na korcie centralnym im. Philippe’a Chatriera tylko mruknęła ze zdziwienia. Polka szybko przeprosiła rywalkę gestem otwartej dłoni. To standardowe zachowanie w podobnych sytuacjach w świecie tenisa.

  • Wybuch Mai Chwalińskiej. Czyste złoto. I to na oczach Rosjanki

    Wybuch Mai Chwalińskiej. Czyste złoto. I to na oczach Rosjanki
    Tenisowa historia pisze się na naszych oczach. A tworzy ją na kortach Rolanda Garrosa – Maja Chwalińska. Polska zawodniczka właśnie awansowała do wielkoszlemowego półfinału, ogrywając w dwóch setach – 7:6 (3), 6:3 – Rosjankę Annę Kalinską. Po ostatniej piłce u naszej 24-latki nastąpił czysty wybuch radości. Reakcja urodzonej w Miechowie tenisistki to po prostu czyste złoto. I trudno nie ucieszyć się w raz z nią, patrząc na te obrazki.

    Maja Chwalińska i Anna Kalinska na korcie podczas ćwierćfinału Rolanda Garrosa, obie w sportowych strojach.
    Maja Chwalińska i Anna Kalinska podczas ćwierćfinału Rolanda Garrosax.com Eurosport
    Dla Mai Chwalińskiej już sam awans do głównej drabinki Rolanda Garrosa należało traktować w kategorii drobnego sukcesu. Szybko okazało się jednak, że tym razem w jej przypadku sufit nie istnieje. A przynajmniej nie okazał się nim wielkoszlemowy ćwierćfinał.

    Zobacz również:
    Roland Garros. Kadry z meczu Maja Chwalińska – Anna Kalinska
    Roland Garros
    dzisiaj, 12:03
    Sceny w meczu Chwalińskiej. Oto, do czego doszło. Rosjanka zeszła do szatni
    Tomasz Brożek
    Tomasz Brożek
    Rywalką Polki w boju o miejsce wśród czterech najlepszych tenisistek tegorocznej edycji Rolanda Garrosa okazała się Anna Kalinska. Wyżej notowana Rosjanka postawiła się Mai Chwalińskiej, w pierwszej partii doprowadzając nawet do tie-breaka. Na przestrzeni całego spotkania okazała się jednak poza zasięgiem 24-latki, która wygrała 7:6 (3), 6:3.

    Roland Garros. Maja Chwalińska w półfinale. Tak świętowała awans
    Po ostatniej piłce u Mai Chwalińskiej doszło do eksplozji emocji. Niesiona nimi 24-latka aż przykucnęła, pochylając się następnie w stronę kortu, a także skrywała twarz w dłoniach. Potem pojawił się na niej uśmiech. Uśmiech pełen radości, ale i niedowierzania. To było po prostu czyste złoto.

    Rozwiń
    Pomruk na trybunach. Chwalińska przeprosiła Rosjankę. Kamery wszystko nagrały

    Na to wszystko mogła tylko z zazdrością patrzeć Anna Kalinska, która podziękowała sobie z Mają Chwalińska przy siatce za wspólny mecz.

    A nasza 24-latka skupiała się na sobie i swojej wielkiej radości. A jest się z czego cieszyć, bo jej wyczyn jest historyczny. Jak wyliczyli statystycy Opta Ace, Maja Chwalińska stała się szóstą zawodniczką w Erze Open, która jako kwalifikantka zdołała dotrzeć do półfinału Wielkiego Szlema.

  • Maja Chwalińska w półfinale Roland Garros. Kiedy mecz Polki? Wszystko jasne

    Maja Chwalińska w półfinale Roland Garros. Kiedy mecz Polki? Wszystko jasne

    Maja Chwalińska pisze niesamowitą historię w tegorocznym Roland Garros. Polka rozpoczęła zmagania od elimimacji, a w ćwierćfinale pokonała Annę Kalinską 7:6, 6:3 i już może szykować się do walki o wielki finał. Kiedy półfinał Roland Garros z udziałem Chwalińskiej? Znamy odpowiedź.

    Kiedy półfinał Roland Garros z udziałem Mai Chwalińskiej?
    Kiedy półfinał Roland Garros z udziałem Mai Chwalińskiej?Aurelien MorissardEast News

    Maja Chwalińska pisze niesamowitą historię na kortach Roland Garros. Polka przyjechała do Paryża, aby wywalczyć awans do głównej drabinki. Najpierw przeszła trzystopniowe eliminacje, a następnie rozpoczęła niesamowity i przede wszystkim niespodziewany marsz.

    W turnieju głównym wyeliminowała już Zheng Qinwen, Elise Mertens, Marię Sakkari i Diane Parry. Tym samym 24-latka awansowała do ćwierćfinału, w którym jej rywalką była rozstawiona z numerem “22” Anna Kalinska. Polka nie miała zamiaru się zatrzymywać i triumfowała 7:6, 6:3. Tym samym awansowała do półfinału.

  • Księżniczka z Paryża. Maja Chwalińska zagra o finał Rolanda Garrosa

    Księżniczka z Paryża. Maja Chwalińska zagra o finał Rolanda Garrosa

    Oto przeredagowana wersja artykułu w języku polskim:

    Maja Chwalińska zachwyca w Paryżu. Polka w półfinale Roland Garros po wielkim zwycięstwie

    Polski tenis ma swoją „Królową Paryża” w osobie Igi Świątek, która czterokrotnie triumfowała na kortach Roland Garros. Gdy jednak w tegorocznej edycji turnieju liderka polskiej reprezentacji zakończyła rywalizację już na etapie czwartej rundy, pałeczkę przejęła jej przyjaciółka i rówieśniczka – Maja Chwalińska. Zawodniczka z Bielska-Białej napisała w stolicy Francji własną, niezwykłą historię, awansując do półfinału wielkoszlemowej imprezy.

    W ćwierćfinale 24-letnia Polka zmierzyła się z Anną Kalinską. Stawką było miejsce w najlepszej czwórce Roland Garros, czego żadna z tenisistek wcześniej nie osiągnęła. Po dwóch godzinach emocjonującej walki Chwalińska zwyciężyła 7:6(3), 6:3 i po raz pierwszy w karierze znalazła się w półfinale turnieju Wielkiego Szlema.

    Następczyni Świątek podtrzymała polską serię

    Od 2020 roku kibice przyzwyczaili się do tego, że w walce o półfinał Roland Garros oglądają reprezentantkę Polski. Przez ostatnie lata dominowała w tej roli Iga Świątek, ale tym razem los napisał inny scenariusz. Po wyeliminowaniu Świątek przez Martę Kostiuk pojawiła się szansa dla kolejnej Polki.

    Chwalińska wykorzystała ją znakomicie. Jej droga do ćwierćfinału była jednak znacznie bardziej wymagająca niż w przypadku rywalki. Polka rozpoczęła turniej już od kwalifikacji, dlatego przed spotkaniem z Kalinską miała za sobą siedem meczów. Dodatkowo od kilku tygodni zmaga się z problemami mięśni przywodzicieli i występuje z bandażem na udzie.

    Mimo tych trudności prezentowała w Paryżu tenis najwyższej próby. Korty ziemne od zawsze należały do jej ulubionych nawierzchni, a bogaty repertuar zagrań, rotacje i doskonałe wyczucie gry regularnie sprawiały kłopoty przeciwniczkom.

    Nerwowy początek i imponująca odpowiedź Polki

    Spotkanie rozpoczęło się lepiej dla Kalinskiej. Rosjanka szybko przełamała Chwalińską i wydawało się, że zamierza narzucić własne warunki gry. Polka nie pozwoliła jednak rywalce rozwinąć skrzydeł.

    Już chwilę później odrobiła stratę przełamania, a następnie przejęła kontrolę nad wydarzeniami na korcie Philippe’a Chatriera. Bardzo dobrze radziła sobie w trudnych warunkach atmosferycznych i skutecznie wykorzystywała swoją kreatywność. Gdy wyszła na prowadzenie 4:1, można było dostrzec jej pewność siebie oraz odporność psychiczną.

    Kalinska próbowała skracać wymiany i atakować przy każdej okazji, lecz Chwalińska regularnie znajdowała odpowiedzi. Efektowne minięcia, zmiany tempa oraz świetna gra w defensywie sprawiały, że Rosjanka coraz częściej popełniała błędy.

    Polka prowadziła już 5:1 i miała piłkę setową, jednak nie zdołała zakończyć partii. Kalinska wróciła do gry, odrobiła straty i doprowadziła do remisu 5:5. W końcówce pierwszego seta inicjatywa przechodziła z rąk do rąk, a o wszystkim zdecydował tie-break.

    Tie-break, który zmienił wszystko

    Decydująca rozgrywka pierwszej partii dostarczyła kibicom ogromnych emocji. Po wyrównanym początku Chwalińska przejęła inicjatywę przy stanie 4:3. W jednym z najdłuższych punktów meczu zmusiła przeciwniczkę do błędu, a chwilę później jeszcze bardziej zwiększyła przewagę.

    Polka wypracowała trzy kolejne piłki setowe i tym razem nie zmarnowała swojej szansy. Po 69 minutach walki wygrała tie-break 7:3, obejmując prowadzenie w meczu.

    Dominacja w drugim secie

    Po wygraniu pierwszej partii Chwalińska nabrała jeszcze większej pewności siebie. Choć Kalinska rozpoczęła drugiego seta od utrzymania podania, z każdą kolejną minutą było widać, że Rosjanka ma coraz większe problemy.

    Polka błyskawicznie objęła prowadzenie 4:1 i znalazła się bardzo blisko największego sukcesu w swojej karierze. Kalinska próbowała ratować sytuację agresywną grą, ale coraz częściej zawodziła ją skuteczność. Dodatkowo zaczęły jej doskwierać problemy fizyczne.

    Rosjanka zdołała jeszcze dwukrotnie przełamać Chwalińską, jednak nie była w stanie regularnie wygrywać własnych gemów serwisowych. Polka zachowała spokój w kluczowych momentach i ostatecznie przypieczętowała zwycięstwo wynikiem 7:6(3), 6:3.

    Historyczny awans i wielka nagroda

    Triumf nad Kalinską oznacza dla Chwalińskiej największy sukces w dotychczasowej karierze. Dzięki awansowi do półfinału Roland Garros zapewniła sobie również ogromny skok w rankingu WTA. Po zakończeniu turnieju będzie co najmniej 30. rakietą świata.

    Teraz przed nią kolejne wielkie wyzwanie. O miejsce w finale zmierzy się ze zwyciężczynią pojedynku pomiędzy Aryna Sabalenka a Diana Shnaider. Półfinał zaplanowano na czwartek i wszystko wskazuje na to, że będzie drugim meczem dnia po starciu Marta Kostiuk z Mirra Andriejewa.

    Niezależnie od wyniku kolejnego spotkania, Maja Chwalińska już zapisała się w historii polskiego tenisa, stając się jedną z największych sensacji tegorocznego Roland Garros.

  • Chwalińska w półfinale French Open. Wielki sukces polskiej tenisistki

    Chwalińska w półfinale French Open. Wielki sukces polskiej tenisistki

    Maja Chwalińska pokonała Rosjankę Annę Kalinską. Polska tenisistka awansowała do półfinału wielkoszlemowego turnieju tenisowego Roland Garros.

    Debiutująca we French Open 24-latka z Polski zwyciężyła w meczu 7:6 (3), 6:3.

    “Kalinska starała się grać bardzo agresywnie, skracała wymiany, atakowała przy drugiej, najdalej trzeciej okazji. I była coraz bardziej niecierpliwa, bo… Polka ją zaskakiwała. Tym razem nie skrótami i lobami, ale minięciami. Rosjanka zaś biegać nie miała ochoty. Dostała dwa break pointy, Chwalińska świetnie się wybroniła” – relacjonuje Interia.

    Polka wygrała pierwszego seta 7:6 (3) po 69 minutach zaciętej rywalizacji. W drugim, podobnie jak w poprzednich meczach, pokazała swoją wyższość nad przeciwniczką.

    “Kalinska zaczęła od wygranego gema serwisowego, a później sprawiała wrażenie, jakby miała już dość. Polka zaś “poczuła krew”, zaczęła dominować. Odskoczyła na 4:1, była o dwa gemy od kolejnego życiowego sukcesu. Rosjanka zaś ryzykowała coraz mocniej, dokuczały jej plecy, chciała grać szybko i z siłą. A coraz rzadziej trafiała” – czytamy na sport.interia.pl.

    Maja Chwalińska ostatecznie wygrała 6:3. Nasza rodaczka uporała się z rywalką w 114 minut. Polka zagra o finał już w najbliższy poniedziałek.

    Iga Świątek odpadła z turnieju
    Z kolei Iga Świątek odpadła w czwartej rundzie wielkoszlemowego turnieju. Rozstawiona z numerem trzecim polska tenisistka przegrała z Ukrainką Martą Kostiuk 5:7, 1:6.

    Dla 24-letniej Kostiuk było to pierwsze zwycięstwo nad Świątek. W trzech wcześniejszych spotkaniach Polka nie straciła z Ukrainką nawet seta.

    Porażka oznaczała zakończenie starań Świątek o piąty w karierze tytuł na paryskich kortach. Polka triumfowała w Roland Garros w latach 2020, 2022, 2023 i 2024.

    Kostiuk przed turniejem pozostawała jedną z najbardziej rozpędzonych zawodniczek sezonu na kortach ziemnych, notując serię 15 zwycięstw z rzędu na tej nawierzchni.

    Historia Roland Garros. Najważniejszy turniej tenisa na kortach ceglanych
    Iga Świątek pokonała Magdę Linette. Pierwszy taki mecz w historii